lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji z działu Inne (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-inne/)
-   -   Zanim stanie się noc... (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-inne/2005-zanim-stanie-sie-noc.html)

Kościej 25-10-2006 18:42

-Tak więc widzisz...- Mój ton głosu znów jest spokojny -... że głupotą niegodną druida, było by nie ofiarować nam tak ulotnej żeczy jak informacja-
-Yyy... on... on... mieszka... yyy... w mieście, tak w centralnym mieście Krainy Lasów... można tam dostać się w przeciągu dwóch, lub trzech dni marszu. On nie mówi nic o zleceniu... dopóki nie zgodzicie się zdobyć towaru. Jeśli zdobędziecie to czego on chce to możecie... wybrać nagrodę.-
-Hahahahahahahahahahahahahaha!!!!!!!!- Smiałem się głośno- Dobra.-Opamiętałem się- Blacker, Grumush. Sokół, co ty tak siedzisz cicho jak trusia. Idziemy.-

Silvanol El-Dal 25-10-2006 19:51

Ta,ta ja iść jaszczuraczłeka-mówi do Kościeja.Ta Brata Blondyna mówić Szef, że dwa, trzy dnia droga do miasta?He?Dużo zapasa na droga potrzebować bo czasa na łowy nie mieć w droga.Hmmmmmm-zadumał się na chwile i nagle wykrzyknął-Aaaaaaaa!!!Ja mieć Myśl!!! Może Brata Blondyna nas w zapasy wyposażyć na droga?Chyba,że Brata Blondyna chcieć sama zostać zapasa na droga-wrednie szczerząc zębiska zwraca się do przerażonego druida.

Blacker 25-10-2006 19:58

Blacker przewinął się koło Blondyna paskudnie uśmiechając się, po czym dołączył do Kościeja. Gdy jednak usłyszał pomysł Grumuscha, zawrócił i stanął obok niego
Dobra myśl, przydały by się jakieś mikstury uzdrawiające i odnawiające energię... Prawda, że masz coś takiego dla nas, drogi przyjacielu druidzie?

Kościej 25-10-2006 20:03

-Dobra myśl. No, Bracie Blondynie...- Zawiesiłem głos.
-Zapasy jedzenia w piwnicy, broń w kufrze, mikstóry na półce- Odpowiada, chowając się szybko w pobliskich zaroślach, by przypadkiem nie stać się jedną z pozycji w menu Grumuscha.
-Bierzemy to co potrzebne i w drogę. Im szybciej wyruszymy, tym prędzej miną te dwa lub trzy dni drogi.-
Dom Brata Blondyna nie był bogato użądzony. Szybko znajduję to co mi potrzebne (strzały do łuku, i racje żywności na kilka dni), podobnie jak wy. Kierując się na wschód zdajemy się na węch Blackera.

Blacker 25-10-2006 20:42

Wchodzę do domu, rozglądam się. Szybkim krokiem podchodzę do półki i zgarniam wszystkie mistrury mrucząc Na wszelki wypadek...., po czym ruszam do piwnicy, po zapas pożywienia. Po zebraniu zapasów wychodzę przed dom i spoglądam na Kościeja Węchem potrafię wyczuć istoty żywe, a nie miasta w odległości 3 dni drogi. Wydaje mi się, że ty dobrze znasz tereny. Poza tym, wobec Ciebie mam dług, który zamierzam spłacić. Ty prowadź, a gdzie pójdziesz ty pójdę i ja.

Khajit 25-10-2006 20:47

Jednak gdy wychodzili ,drogę zastąpił mu mężczyzna z białymi włosami,brodą i wasami(czyli zarostem).Miał w rękach miecz,ubrany zaś był w kolczugę i płaszcz podróżny.
Spojrzał na nich bacznym wzrokiem i mruknął:
-Bracie Wężu,nie spodziewqałem się tego po tobie.brat blondyn powiedział mi że na jego napadliście!Co robisz!? I co to za stwor?!-Po czym popatrzył na Ogra.

Kościej 25-10-2006 20:59

-Cofnij się Bracie Mieczniku, lub idź z nami. Grumusch nie lubi postojów, szczególnie gdy idzie o zarobek- Patrzę wymowni na ogra. -Nie zastanawiaj się zbyt długo, a jak skończysz to nas dogoń- Mówie, po czym idę dalej prowadząc mój mały oddział awanturników, ku wielkiej przygodzie.

Blacker 25-10-2006 21:10

Patrzę w oczy Khajitowi, zauważając, że jego oczy mają pionowe źrenice - tak jak moje. Dziwne, ale w tym momencie poczółem, jak opuszczony byłem po mutacji. Przez mój umysł przewijają się obrazy. Ogromne labolatorium. Półki pełne mikstur. Ja wraz z pięcioma innymi magami zlewający różne mikstury do kotła. Młoda dziewczyna z poderżniętym gardłem, jej krew spływa do kotła. Patrzy w sofit martwymi oczami. Podsycanie ognia. Wlewanie kolejnych mikstur. Wywar robi się zółty. Wszyscy magowie stoją niezdecydowani. Przełamuję strach, podchodzę do kotła. Nabieram mikstury do menzurki. Gwałtownie przechylam menzurkę wlewając zawartość do gardła. Potworny ból, spływający falami przez gardło. Eksploza bólu w żołądku. Ciemność. Głosy w ciemności. Sztylet w ręce. Trupy reszty magów na podłodze. Ja stojący wśród nic. Krzyczę Nie, nie, NIEEEEEE
Czuję, że klęcze na trawie obejmując się za głowę. Wstaję, rozglądam się zdziwiony. Wizja... wspomnienia z przeszłości. Otrząsam się i ruszam za Kościejem

Kościej 25-10-2006 21:28

Staję jak wryty krzycząc krzyki Blackera. Automatycznie, bez wpływu muzgu wyciągam za pasa miecze i obracam się powoli. Każdy centymetr mijam wolno i automatycznie. Gdy wykonałem obrót dostatecznie duży by widzieć co działo się za mymi plecami, mało nie zemdlałem. Bo był i ku temu powód. Taki mag jak Blacker zwijający się z bulu to najmniejsza rzecz. Bardziej dziwił mnie jego wyraz twarzy. Zastygł na zimnej, wręcz skostniałej masce strachu, nie przebitego żadnymi ciepłymi uczuciami. Blacker wstaje. Nic mu nie jest. Uspokojony ruszam dalej. Nie chciał bym oglądać wnętrza jego bebechów.

P.S.: Blacker! Akurat mi się podpasowałeś, gdyż miałem ci zasugerować wizje przeszłości, im bliżej będziemy celu wyprawy. W tajemnicy powiem ci że jest to ... (powiem ci co na PW, jeśli obiecasz że nie zdradzisz innym graczom).

Dorn1908 25-10-2006 23:53

kładę dłoń na barku Blackera, gotów do otrzymania ciosu w twarz. Nawet gdyby, to nie mam zamiaru sie uchylać ....

- Blacker, co Ci ?? Czy moge coś zrobić ?? Mag, magowi bratem. Nie moge patrzeć, gdy się z bólu zwijasz. Czy pomóc ??

Twarz mam spokojną, oczy wpatrzone w dal. Oczekuje reakcji Blackera.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 05:04.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172