Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 13-08-2015, 00:45   #181
 
TomBurgle's Avatar
 
Reputacja: 12766 TomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputację
Naukowiec opuścił tylko głowę i rzekł cicho:
- Ja… ja… wiem o tym. Nie trzeba mi o tym przypominać, pomogłem sprowadzić na świat potwora - przez chwilę milczał - Profesor Oppenheimer i ja robimy co możemy by cofnąć ten błąd, przez co praktycznie wykluczono nas... Ale nie o tym przyszliśmy tutaj rozmawiać. Jest inny palący problem który trzeba rozwiązać - jakby się otrząsnął
Tymczasem narwana indianka pod wpływem słów innej, nastoletniej dziewczyny uspokoiła się. Nastolatka położyła małe lusterko na podłożu. Czerwone wilkołaki prychnęły głośno, spojrzały w nie i zniknęły, starsza z kobiet zrobiła to zaraz po nich.
- Skoro was jest dwóch, to ja dołączę się do negocjacji. Jestem Daisy, czyli stokrotka. Nie jest to moje prawdziwe imię, ale tak będzie dużo łatwiej... - rzekła z poważną miną dziewczyna, ale przerwał jej Rainwater, jakby nie chciał dać jej się rozgadać:
- W takim razie przejdźmy do konkretów. Naszym głównym wrogiem jest nazista Viktor Brack, ukrywający się pod fałszywym nazwiskiem Dieter Schroedinger. Należy go zlikwidować, a jego labolatorium trzeba zniszczyć. Warren jest to dobry chłopak, ale jeżeli będzie się wtrącał to trzeba będzie unieszkodliwić i jego - naukowiec powiedział to wolno i wyraźnie
-Pewnie zastanawiacie się dlaczego w ogóle potrzebujemy pomocy? Cała wataha wilkołaków nie potrafi dać sobie rady z jednym podstarzałym naukowcem? Otóż Viktor dobrze wie że go ścigamy. I się przygotował. Wyposażył swoich żołnierzy w rozpylacze srebra. Jest też ten jego golem… - dorzuciła szamanka.
- Oświeceni naukowcy są dla “góry” zbyt cenni żeby ich życie zależało od łaski nadnaturalnych stworzeń takich jak wampiry czy wilkołaki. Dlatego każdy dostaje do ochrony sztucznego, mechanicznego człowieka, robota jak go nazwał Asimov, jeden z mistrzów propagandy. Znacie jego 3 prawa robotyki? Oczywiście są fałszywe - prychnął Robert - Konstruktorzy zażartowali sobie z Bracka. Dla tego rasisty i eugenika, zbudowali robota pod postacią murzyna. Nazwał go untermensch czyli podczłowiek. Ten konkretny model jest mniej wytrzymały niż inne z jednego powodu: do jego budowy zużyto mnóstwo srebra, które jak wiadomo nie jest tak wytrzymałe jak przykładowo stal. Ale dla wilkołaków jest zabójcze. Z kolei wy wampiry jesteście na nie odporne. Jeśli dacie radę zniszczyć podludzia...-
-DOŚĆ- warknął Förnster - Za jak wielkich ignorantów nas masz? -
- Wampiry żyją dosyć długo, nie znam dokładnie waszego wieku, nie wiem ile wiecie o najnowszej technologii...-
-Nie o technologii mówię. Chcecie nas wmieszać w swój konflikt. I jedni i drudzy -
- Wtedy my wmieszamy się w wasz. Ubijemy tego wampira który robi zamieszanie. Wszyscy będą zadowoleni -
- Jeden wampir za wypowiedzenie walki całej organizacji -
- Ta organizacja nie ma tyle siły żeby walczyć na tylu forntach na raz. Nie będą się uganiać za wampirami. Cała ich uwaga spadnie na mnie i na Daisy. -
- Z tego co mi wiadomo, ma. A teraz posłuchaj mnie uważnie - delikatnie podrapał się po głowie; gest nieco nietypowy u wampira - Na chwilę obecną nie widzę żadnego powodu żeby wampiry angażowały się po jednej ze stron -
- Jasne, dobrze wiecie że Warren i Brack was zniszczą, może nie teraz, ale jeśli pozwolicie im zostać i zakorzenić się to prędzej czy później albo zrobią z was potulne pieski na smyczy( telepatyczne westchnięcie ), albo was unicestwią.. Musicie się z kimś sprzymierzyć, a zbyt wielu opcji nie macie. Sami jesteście za słabi po tej całej masakrze. - dopowiedziała Daisy
- Ciebie też najlepiej zachęcać do współpracy obrożą? Może jeszcze pejczem? -
- Drwij sobie dalej. Zobaczymy co powiesz jak ci te całe duchy wjadą na chatę o 8 rano -
- Mów tak dalej i faktycznie zobaczymy; zachowuj się a może wasi przestaną znikać w laboratorium Bracka -
- Daisy, to ja prowadzę negocjacje. Dam wam gotówkę, jeśli macie jakieś specjalne życzenia to też możecie je przedstawić. Dam wam więcej niż Warren, taka jest moja kontroferta. Zapytaj innych czego chcą. -
- Przekażę im waszą ofertę; w tej wersji bez obroży. Ale niewypowiedziana pozostała nasza strona umowy. Czego sojusz magów i wilkołaków chciałby w zamian? -
- Jakich magów? Tu jest tylko szamanka i naukowiec - skomentowała Daisy
- Zniszczenie podludzia i rozpylaczy srebra. To ryzykowne, ale dla was możliwe. Pomoc w dostarczeniu ładunku wybuchowego do labolatorium. Pozostanie w mieście i nie wtrącanie się w sprawy watahy. -
- Możliwości pozostania w mieście...przez kogo? -
- Jeden z was, niejaki Jason miał chrapkę na nasze tereny. Chodzi nam o to żeby wasze domeny pozostały w mieście. Nie będziemy się wtrącać. Wy natomiast zostawicie prowincję w spokoju -
- W takiej wersji brzmi to znacznie lepiej, choć wciąż będzie wymagało narady nad mapą. Terytoria terytoriami, ale dwustronne prawa podróży z wyłączeniem konkretnych punktów…- tutaj padł krótki fragment żargonu dyplomatycznego - Mówimy o tym samym? -
- Wiesz o co chodzi, autostradą możecie jeździć, ale wysysać krwi z plemion już nie. -
- Narady nad mapą i umową, ale mamy zarys. To na razie wystarczy -
- Co z profesorem Oppenehimerem? Nie został tu ujęty -
- Profesor ma inne problemy. I niestety nam nie jest w stanie pomóc.-
- Reasumując: przebicie oferty Warrena gotówką lub zamiennikami w zamian za pokój z podziałem terenów i wspólne utrzymywanie tego stanu oraz zlikwidowanie Carmen-golema i...jakich rozpylaczy srebra? -
- I pomoc w wysadzeniu laboratorium w cholerę.-
- Jeżeli moje źródła się nie mylą, Warren nie potrafi zablokować wam podróży - spojrzał na Daisy
- To nie jest takie proste. Pewne miejsca dopsowywują się do przekonań swoich właścicieli. I jeśli taki ktoś nie wierzy w podróże do świata duchów, a takimi osobami są Warren i Viktor to ich laboratorium jest miejscem wyjątkowo niepodatnym na takie podróże. Atak z tamtej strony byłby bardzo ryzykowny i bardzo trudny. Ściana praktycznie niemożliwa do przebicia. -
-Rozpylacze srebra. Co to i ile tego jest.-
- Najłatwiej przyrównać to do węża ogrodowego, z taką końcówką do rozpylania. Albo z pistoletem na wodę. Albo z dezodorantem. Tyle że psika chmurą srebra, malutkie ostre opiłki. -
- Nie pytam malując obraz; pytam o trudność znalezienia i zniszczenia -
- To element wyposażenia duchów. Nie wszystkich, ale część z nich ją ma. Są też w laboratorium, a przynajmniej tak podejrzewam.-
- A do tego pomożecie usunąć obecne zagrożenie dla stabilności miasta - Morgan dodał “nowy” warunek
- Z przyjemnością - dodała Daisy
- Rozumiem że cały konflikt dotyczy Bracka, nie Warrena. - Tremere ruszył kolejny wątek
- Gdy spotkałem go parę lat temu sprawiał wrażenie dobrego człowieka. Może uda ci się go namówić żeby odpuścił - powiedział Robert
- Sumieniem? Daisy…- zaczął łagodnie
-Tak?-
-Będę potrzebował jak najwięcej wiedzieć o badaniach Bracka.-
-Dobrze, możemy coś takiego przygotować. Z tego co robił wcześniej, podczas wojny. -
-Najochydniejsze, najbardziej okrutne kawałki które są wiarygodne- naciskał
-To akurat nie będzie trudne. Wszystko zostało mu wypunktowane na jego procesie. -
-Warren prawdopodobnie o nim wie; potrzebuje czegoś co go zaszokuje. Czegoś czego nie da się zamieść pod płaszczyk poprawy życia i pokuty. Bieżącego. Monsanto?-
-To też, ale do czasu zanim odszedłem. Czyli 15 miesięcy temu. -
-Jeżeli mam go bić po nerkach, będą potrzebne detale - jeszcze raz podkreślił - Przekażę taką ofertę całej społeczności-
-Dobrze, przygotujemy wam coś takiego.-
- W takim razie rozejdźmy się w dobrych intencjach - wyciągnął rękę do Daisy, a później do Roberta
- Cieszę się że doszliśmy do porozumienia - Robert żywiołowo potrząsnął rękę Morgana. Daisy zrobiła to szybko
- Powoli! - powstrzymał jego wylewność - tak jak powiedziałem, przekażę tą ofertę!- sprostował z uśmiechem
Robert uśmiechnął się i zaczął szykować się do opuszczenia zaułka.
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -
TomBurgle jest offline  
Stary 13-08-2015, 20:23   #182
Cai
 
Cai's Avatar
 
Reputacja: 2082 Cai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputację
Tańczyła w ołowianym deszczu. Mocne, rozciągnięte krople wbijały się w ziemię krótkimi uderzeniami. Piraci wzięli ją za wroga. Nawałnica potargała Gerolda i jego przyboczną, teraz spoglądając na nią okiem cyklonu. Wydawało się, że braterska pomoc od początku była zbędna. Jankesi zdobywali przyłożenie.

- Biorę młodą! - Krzyknęła odskakując na bok - Za to strzelanie, Wademana zabij se sam! - Warknęła do Jasona, przybierając postać wilka i znikając w polu kukurydzy. Podążała świeżym tropem za nieumarłą latynoską, o tyle wygodniej, że z grzbietem poniżej poziomu listowia.

Jason zaśmiał się głośno - Ślepa ta ruska czy co? Chłopaki, spierdalamy! Nie właźcie w kukurydzę bo was pozabijają! - kombajn ruszył w stronę z której przyjechał Gerold, taranując spalony samochód. Tymczasem Jason zamienił się w mgłę i spłynął w kukurydzę, znikając z pola widzenia. Głębiej w polu, Maria, która była szybsza niż Zoła, w końcu się na chwilę zatrzymała.

-Gerold, kurwa gdzie jesteś! Wilk mnie goni, pomóż mi! - krzyknęła, ale nie uzyskała odpowiedzi. Warkot kombajnu ucichł i zapanowała cisza. Maria była przestraszona, w końcu pole kukurydzy to nie miejsce dla rozpieszczonych nastolatek. - Kurwa jebany rolnik. Jest październik do kurwy nędzy, czemu on wogóle nie skosił tej kukurydzy? I czemu ona jeszcze nie uschła? Gerold wilk mi się tu po krzakach panoszy! - zaczęła biec, ale już bez nadnaturalnej prędkości. Wiedziała że wilczyca jest tuż za nią. Nie wiedziała za to gdzie jest Gerold i Jason.

[MEDIA]http://36.media.tumblr.com/tumblr_l8pal6UmVm1qzkau3o1_1280.jpg[/MEDIA]

Rosjanka odbijała się miękko łapami od podłoża, podążając za wysłanniczką Kainowego Miecza. Skradanie się nie miało sensu, dziewczyna posiadała bardzo ostre zmysły, główna z przyczyn konieczności jej szybkiego wyeliminowania. Należało wyłupić oczy i przebić uszy pracujące dla Gerolda, ograniczyć pole widzenia radaru wroga. Głos latynoski dobiegał z coraz mniejszej odległości, najwyraźniej zmniejszyła tempo. Золa uniosła wargi, odsłaniając sczerniałe dziąsła najeżone rzędem ostrych kości. Spięła mięśnie, pulsujące od dużej dawki opływających je trupiej krwi. Ci, którymi się ostatnio posilała właśnie tym byli, niczym więcej jak trupami. Warknęła gardłowo i rzuciła do ataku. Kąsając nogi, sięgając gardła, próbując przygnieść i rozszarpać ofiarę.
 
Cai jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:22.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166