Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Deszcz<!-- google_ad_section_end -->
Deszcz
Autor artykułu: hollyorc
28-04-2008
Deszcz

Deszcz.

Lato tego roku było szczególnie deszczowe. Wędrowiec na swej drodze spotykał zacierających ręce kupców, uchodźców, żebraków i cały ten bajzel, który zazwyczaj można było spotkać. Nie zwracał na nich szczególnej uwagi, nie interesowały go pokrzykiwania dzieci w przydrożnych wioskach, żebry kalek po dopiero co zakończonej wojnie. Słowem nie interesował go przelatujący obok niego świat. Jego wzrok utkwiony był cały czas w południowej granicy horyzontu. Ubłocony prawie po pas brnął w ten sposób już od przeszło tygodnia. Ale nie miało to dla niego znaczenia. Po przeszło dwóch latach służby mógł w końcu wrócić do domu. Dwa lata nieustannego mordowania, nadludzkich wysiłków fizycznych, a także spływającej chwały wreszcie się skończyły.

Wędrowiec uśmiechnął się do siebie. Chwała pomyślał. Czym dziś była? Cóż oznaczały te porucznikowskie pagony? Czymże były zaszczyty za męstwo jakimi mógł się szczycić? Albert też był dzielny. Co mu z tego przyszło? Spoczywa teraz w zbiorowej mogile. Co przyszło mojemu oddziałowi z tego że był dzielny? Z setki chłopa zostało nas może dziesięciu. Wszyscy byli bohaterami.....

Deszcz padał nieustannie. Jego krople padały na przydrożne liście, droga zamieniła się w coś co swą konsystencją nie przypominało jeszcze jeziora, ale ziemią już też nie można było tego nazwać. Na przydrożnym drzewie wiewiórka łupała orzechy. Mimo całej tej zawieruchy, którą przeżył ostatnio Austin wszystko wskazywało na to, że świat wraca na właściwy sobie tor. Pokonując kolejne zakręty, wzniesienia i doliny mężczyzna był coraz bardziej podekscytowany. Teren który mijał zaczynał być coraz bardziej znajomy. Zaczęły powracać wspomnienia. Jeszcze tylko jedna noc i będę w domu pomyślał. Jeszcze tylko jedna noc.

Za kolejnym zakrętem oczom wędrowcy ukazała się mała wioska. Ot kilka chałup na krzyż, przydrożna gospoda i młyn wodny. Nic wielkiego. Można tu jednak było odpocząć i przygotować się do ostatniego etapu podróży. Austin nie był przesadnie zmęczony. Po morderczych marszach, ten powrót do domu był ledwie spacerkiem. Umysł podpowiadał by jak najszybciej wracać do domu, serce wręcz krzyczało, jednak żołądek upominał się o coś czym mógłby się zapełnić. Wędrowiec skierował swe kroki w kierunku karczmy.

Budynek był stary, drewniany z dachem krytym strzechą. Belki byłe zmurszałe, opalone i pokryte gdzieniegdzie pleśnią. Zapach jaki się roznosił był czymś pomiędzy zapachem starego lasu po deszczu, spalonego tłuszczu i odchodów końskich. Jednak było to miejsce, w którym można się było zatrzymać i odpocząć. Gdy Austin wszedł do środka uderzyło go gorąco paleniska. Nad ogniem piekło się prosie wokół którego nieustannie kręciła się dziewka. Karczma była raczej ciemna, część okien była wypełniona deskami w miejscu wybitych szyb. Środek karczmy był pusty, wolna przestrzeń zapraszała bezpośrednio do baru lub do któregoś ze stołów porozstawianych pod ścianami. Za barem stał tęgi mężczyzna. Z widoczną rutyną i nieukrywanym znudzeniem nalewał kolejny kufel piwa. Karczma nie była przesadnie przepełniona. Za stołami siedziało kilku chłopów, za barem również kilku namiętnie opróżniało kolejne naczynia pełne piwa, wina lub innych trunków nieznanego pochodzenia.

Austin podszedł do baru. Jego wejście nie zainteresowało nikogo. Każdy pogrążony był w swych własnych rozmyślaniach bądź dyskusji ze swymi towarzyszami.
Co podać Panie?- Zapytał barman. Jego głos był gardłowy i niski. Był to człowiek średniego wzrostu z krótko przystrzyżonymi kasztanowymi włosami. Na pierwszy rzut oka lata swojej młodości miał już za sobą, jednak jego ruchy wskazywały wyraźnie iż krzepa młodości jeszcze z niego nie uszła.
Coś ciepłego co będzie zdatne do zjedzenia i wina.- Austin rzucił na bar dwie złote monety. Jedna z nich zanim upadła zatańczyła wdzięcznie przez chwile na stole.
Czy życzy Pan sobie pokój na noc?- Barman był wyraźnie nastawiony na zysk po tym jak ujrzał pagony oficerskie i byłby gotów sprzedać Austinowi własną matkę.
Tak. Życzę sobie. Przynieś proszę jedzenie do pokoju i pokaż mi go jak najszybciej. Jestem zmęczony podróżą i nie chciałbym aby mi przeszkadzano.


Barmanowi nie trzeba było powtarzać dwukrotnie. Zakręcił się szybko za barem wydał kilka poleceń reszcie obsługi i skierował swe kroki w kierunku schodów. Dopiero w tej chwili Austin dostrzegł, że mężczyzna kuleje. Po chwili przypatrywania się dostrzegł, że jego lewa noga była od kolana w dół wykonana z drewna. Długie spodnie w pewien sposób maskowały kalectwo, jednak przy każdym kroku na materiale odznaczała się wąska linia drewnianej nogi. Brak buta również mówił sam za siebie, chociaż w czasie poruszania się proteza nie wydawała specyficznych stuknięć, może była obita jakimś materiałem.

Piętro karczmy okazało się jednocześnie poddaszem. Kilka pokoi umiejscowionych było w jednej linii. Nie były one niczym rewelacyjnym. Ot siennik rozłożony na drewnianym stelażu, stolik zbity z kilku desek i trzy krzesła. Spadzisty dach łączył się ze ścianą na wysokości Pasa Austina. Właśnie w Kącie grze dach łączył się ze ścianą stało łóżko. Umiejscowione było o tyle dobrze, że gdy Austin zaległ na nim miał doskonały widok przez okno. To było może nie największych rozmiarów (było dużo szersze niż wyższe) ale przynajmniej było czyste. Cały pokój zresztą, pomimo podobnego zapachu jaki dał się odczuć na dole i w całym otoczeniu budynku, był czysty i na swój wiejski sposób przytulny. Barman oddał klientowi klucze do pokoju, wymienił jeszcze kilka grzeczności i złożył kilka propozycji dodatkowych rozrywek, jednak żadna z nich nie przypadła do gustu klientowi. Niepocieszony właściciel poinformował, że zaraz ktoś przyniesie jadło i usunął się z pomieszczenia, trzaskając przy tum drzwiami na odchodne.

Nie wywarło to jednak zamierzonego efektu. Austinowi było wszystko jedno jak myśli o nim właściciel tego przybytku, poza tym spędzenie nocy z jedną z kelnerek nie było propozycją jakiej oczekiwał po właścicielu karczmy. A bywał już w niejednej karczmie.

Wkrótce do jego pokoju koś ostrożnie zastukał.
Wejś... Proszę. Musze oduczyć się tych komend.- Burknął sam do siebie.



Do pokoju weszła młoda dziewczyna. Była trochę niższa od Austina. Miała długie, czarne, mocno kręcone i rozpuszczone włosy. Ubrana była w typowy dla obsługi fartuch. Pachniała tym wszystkim co na ogół można znaleźć w kuchni. Niosła talerz z kawałkiem pieczonej szynki, trochę kaszy oraz dzban wina. Zręcznie balansując podeszła do stołu i zaczęła rozkładać jedzenie. Gdy się nachyliła nie dało się nie zauważyć wielkiego siniaka pod prawym okiem, który na ułamek sekundy odsłoniły rozkołysane kędziory. Mężczyzna nie mógł przestać gapić się na kelnerkę co wyraźnie ją zmieszało.
Co ci się stało?- Spytał gdy po kilku chwilach dotarło do niego jak tępo się gapi.
Co ma Pan na myśli?.
To podbite oko oczywiście. Czy nie powinnaś mieć zapewnionego bezpieczeństwa?


Dziewczyna uśmiechnęła się tylko smutno i przytaknęła. Austin dał jej kilka złotych monet czym wyraźnie zaskarbił sobie jej wdzięczność. Zdumienie jego nie miało granic gdy dziewczyna zaczęła chować otrzymane pieniądze głęboko w fałdy spódnicy. Postanowił jednak nie wypytywać jej o więcej. Podziękował i wkrótce zasiadł samotnie przy stole i zjadł posiłek.

W tym czasie nadszedł wieczór. Słońce, którego i tak nie wiele można było oglądać od dłuższego czasu zaszło za horyzontem, a deszcz jak padał rano tak samo padał i wieczorem.

Mężczyzna po zjedzeniu posiłku ułożył się na sienniku z zamiarem szybkiego pogrążenia się we śnie. Odgłosy jakie docierały z dolnej izby nie pozwalały jednak na spokojny odpoczynek. Austin wiercił się na wszystkie możliwe strony. Mundur w którym spał nie polepszał sytuacji, jednak dla żołnierza był on tak naturalny jak pielucha dla małego dziecka. Jedyne przedmioty z jakimi nie spał to płaszcz, który schnął w dolnej izbie i szabla oficerska, która spoczywała w zasięgu ręki przy sienniku. Zanim usnął minęło trochę czasu. Ile dokładnie nie wiedział ale w końcu udało mu się uciec w ramiona snu i odpoczynku.

Śnił o jutrzejszym powrocie do domu, o tym jak weźmie w ramiona żonę i dzieci. O tym jak to wszystko o czym marzył od dwóch lat w końcu się ziści. Widział swoje gospodarstwo dokładnie tak jak je pozostawił. Dom, dum z komina, zapach wędzonego mięsa pomieszany z kurzem i lasem.......

...... nagle wszystko się zmieniło. Dom zamienił się w zgliszcza, zapach wędzonki przeszedł w zapach popiołu, a śmiech zamienił się w krzyk.

Gdy się obudził instynktownie poderwał się z łóżka. Pierwszą rzeczą jaką zobaczył był zbliżający się sufit w który boleśnie uderzył. Opadł ponownie na siennik z pulsującą z bólu głową. Gdy podniósł się ponownie po koszmarze nie było już śladu, krzyk jednak słyszał dalej.

Dobiegał on z dołu. Austin nie był w stanie dokładnie go umiejscowić ale nie był on wyraźnie wzywaniem o pomoc. Gdy wyjrzał przez okno nie był wstanie określić się dokładnie skąd dobiegają krzyki wiedział jednak mniej więcej w jakim kierunku powinien się udać aby się dowiedzieć.
A co mi tam. Ja służbę skończyłem, niech inni się martwią.


Gdy próbował usprawiedliwiać sam siebie krzyk usłyszał ponownie. Tym razem był on przeplatany męskim śmiechem. Austin zareagował automatycznie. Po upływie zaledwie kilku uderzeń serca szabla była przypasana u jego boku a on siedział już na parapecie okna. Wiedział że budynek nie jest wysoki nie pamiętał również niczego co mogło by być niebezpieczne dla niego przy lądowaniu. Skoczył.

Lądowaniu towarzyszył plusk błota. Skoczek wylądował miękko i zapadł się kilka centymetrów w mieszaninie błota i końskich odchodów.
Śmierdząca robota, kiedy to się skończy?- Spytał sam siebie po czym ruszył do przodu.


Krzyki dziewczyny dochodziły z szopy. Tam tez swe kroki skierował Austina. Ostrożnie podszedł do drzwi i delikatnie je uchylił.

Jego oczom ukazał się gorszący obraz. Młoda kelnerka leżała do połowy rozebrana na starcie siana, nad nią stał karczmarz z batem w ręku. W sposób jednoznaczny gmerał przy własnym rozporku.
Czy nie przeszkadzam?- Zapytał poważnie Austin.
Skądże znowu.- Odparł karczmarz.- Może się Pan do mnie przyłączy?
Myślę że ta Panienka nie ma specjalnie ochoty przebywać w Twym towarzystwie. Odstąp.
Też mi się obrońca uciśnionych znalazł.



W ręku mężczyzny błysnął krótki miecz, którego jeszcze przed chwilą tam nie było. W drugą rękę ujął bicz i kuśtykając skierował się w kierunku Austina.
Nie widzisz Panie innego sposobu zakończenia tego?
Przeszkodziłeś mi żołnierzyku.- Barman skierował oczy w również w kierunku przypasanej sakiewki i było jasne, że jest to główny powód chęci mordu.


W dłoni porucznika błysnęła szabla. Były to dobrze wywarzona broń, która już nie raz okazywała się ratunkiem. Austin miał do niej zaufanie, tak samo jak ufał swoim umiejętnością.

Barman natarł na niego zadziwiającą szybkością i siłą. Zaskakujące było to że ktoś tak biegle jest w stanie władać bronią podczas gdy jedna z jego nóg jest w połowie sosnowa. Na Austina spadł grad cięć i pchnięć, wokół jego głowy nieustannie strzelał bicz. Spadał on to raz na jego szyję to próbował owinąć się wokół jego nóg. Sprawne parady i doświadczenie pozwoliły aby żołnierz sprawnie się bronił. Brak siły trzeba było uzupełniać wyszkoleniem technicznym. Nie była to pierwszyzna. W przypadku takiej walki elementarną zasadą było zmęczenie przeciwnika. Tak więc Austin krążył wokół Barmana, zmuszał go do ciągłego pościgu.

W końcu przeciwnik zaczął ciężko dyszeć. Szabla oficera zatańczyła. Teraz to on zasypywał swojego przeciwnika seriami ciosów. Część z nich dochodziła, część trafiała na coraz słabszą zastawę. Jednak gdy kuternoga odsłonił się na chwilę była to za razem ostatnia chwila jego życia. Szybkie cieńcie przeprowadziło końcówkę szabli Austina przez tętnice szyjne oraz gardło. Barman padł na ziemie i z przeraźliwym bulgotem wyzionął ducha.

Upadając wypuścił swój oręż, miecz upadł wprost pod nogi przerażonej dziewczyny.

Austin ciężko dyszał. Pojedynek wyraźnie go zmęczył. Spojrzał na dziewczynę. Jej oczy były pełne smutku, cała była roztrzęsiona.

O nie! Pomyślał. Nie jestem aż tak szlachetny. Uratowałem ją i tyle wracam spać. Austin obrócił się i spokojnym krokiet skierował się do wyjścia. Minął wejście do obory i nie wadząc nikomu ruszył do gospody.

Usłyszał za sobą odgłos kroków dziewczyny jednak je zlekceważył. Marzył o tym, żeby się w końcu położyć we własnym łóżku. Dość miał tego wszystkiego.

Kroki jednak były coraz szybsze i coraz bliższe.
Nie mam zamiaru.....


Gdy się obracał zobaczył dziewczynę. W jej rękach był ten sam miecz, który przed chwilą trzymał jej oprawce. Uderzenie było tak nagłe i tak nieoczekiwane, że Austin nie zdążył zrobić nic. Poczuł jak zimna stal rozpruwa jego mundur i znajduje drogę do jego serca.
To był mój ojciec.


To były ostatnie słowa jakie usłyszał. Gdy padał w błoto jego oczy skierowane były na południe, w kierunku domu do którego nigdy nie dane mu było wrócić. Krople wiąż padającego deszczu spływały mu po twarzy. Potem była już tylko ciemność.
Autor artykułu
hollyorc's Avatar
Zarejestrowany: Feb 2008
Miasto: Piaseczno
Posty: 707
Reputacja: 156
hollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znanyhollyorc wkrótce będzie znany

Oceny użytkowników
Język
70%70%70%
3.5
Spójność
85%85%85%
4.25
Kreatywność
80%80%80%
4
Przekaz
35%35%35%
1.75
Wrażenie Ogólne
35%35%35%
1.75
Głosów: 4, średnia: 61%

Narzędzia artykułu

  #1  
Mira on 28-04-2008, 21:44
Ocena użytkownika
Język
80%80%80%
4
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:87%
Opowiadanie ładnie napisane, ale przez długi czas nie umiałam się w nim dopatrzeć niczego wyjątkowego. Ot sytuacja jak wiele innych. No i wreszcie nastąpiło zakończenie: bardzo fajne!

Opowiadanie dobrze się czytało, choć nie powiem, że była to rewelacja - myślę, że przyczyną tego jest Twój styl pisania: poprawny, ale... brakowało mi w nim jakieś Twojej cechy charakterystycznej jak patos, czy cynizm. Brakowało czegoś, czym zainteresujesz czytelnika, aby doszedł do końca tekstu, a nie pozostawił go. Niemniej jest to sprawa już drugorzędna (taka na przyszłość).

Ogólnie spory plus.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Aveane on 28-04-2008, 22:13
Zgadzam się z Mirą, świetne zakończenie, fajny pomysł. Zaskoczyłeś mnie, muszę się przyznać.

Dobra, koniec miłych słówek, czas na krytykę, bo tylko to poprawi kolejne opowiadania

Znalazłem sporo błędów interpunkcyjnych. Nad tą kwestią musisz popracować... I to sporo Poza tym uważaj na literówki. Niby nic strasznego, ale czasem przeszkadza, gdy czyta się słowa "dum z komina" albo podobne. Dialogi wydawały mi się takie suche, sztuczne. Brakowało mi w nich, szczególnie w tym w stodole, jakiejś nutki agresji. I jeden błąd logiczny. Mówił sobie: "Nie mam zamiaru...", a jednak po chwili, kij wie dlaczego, się odwrócił. Dziwne to trochę.

Mam nadzieję, że mnie nie zjesz za tę krytykę
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
hollyorc on 29-04-2008, 08:41
Cytat:
Napisał Aveane Zobacz post
Mam nadzieję, że mnie nie zjesz za tę krytykę
Nie mam zamiaru, w końcu sam o nią prosiłem
Co do monotonności opowiadania... miałem w zamyśle pewnego rodzaju uśpienie czujności czytelnika. Zabieg ten oczywiście miał wywołać większe zdziwienie na końcu opowiadania... ale może i faktycznie przesadiłeć kapke

Co do interpunkcji.. mea culpa.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Almena on 07-06-2008, 20:21
[Unosi brew w zdumieniu].
Wiedz, że Almena rzadko unosi brew w zdumieniu! Opowiadanko fajne, nie za długie, nie za krótkie. Przekonująco melancholijne, końcówka nie tyle szokująca i nieziemska, co fajna i wywołująca takie „ow!”, takie uniesienie brwi i krzywy, uroczy uśmieszek. Jestem na tak. Słodkie
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
wojto16 on 01-07-2008, 12:52
Ocena użytkownika
Język
60%60%60%
3
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:80%
Trzeba przyznać, że naprawdę niezłe choć nieco draźnią (mnie) liczne literówki i tym podobne błędy choć oczywiście da radę przemknąć na to oko. I jak już pisał Aveane dialogi są stanowczo zbyt sztuczne. Zakończenie całkiem niezłe choć przewidywalne (szczególnie wtedy gdy bohater nie chce się odwrócić). Jednak tym opowiadaniem pokazałeś, że masz zadatki na dobrego pisarza. A więc ćwicz a) interpunkcję, b) pisanie dialogów, c) wyrób sobie lepszy styl. Ogólnie przyzwoite rzemiosło.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6  
Gruby95 on 02-07-2008, 15:48
Bardzo fajne opowiadanie. Nic dodać nic ująć jedyny minus, to chyba kilka literówek
Odpowiedź z Cytowaniem
  #7  
Niles Elmwood on 04-10-2008, 22:23
Ocena użytkownika
Język
60%60%60%
3
Spójność
60%60%60%
3
Kreatywność
80%80%80%
4
Przekaz
60%60%60%
3
Wrażenie Ogólne
60%60%60%
3
Średnia:64%
Skoro wystawiłem Ci jakieś tam oceny, muszę dać uzasadnienie.

Na kolana nie powala, przynajmniej nie mnie, ale nie o to chodzi. Ważniejsze jest, żeby ćwiczyć się w częstym pisaniu, szlifować talent, aby raz na jakiś czas napisać coś naprawdę wyjątkowego.
Przeczytałem do końca, choć nie ukrywam, że miejscami musiałem czytać niektóre fragmenty po kilka razy. Nie wynika to bynajmniej z tego, że ciężko mi było zrozumieć, co chciałeś przekazać (piszesz zbyt dosłowne), lecz niestety tempo jest ciut monotonne, a opowiadanie jakby suche, albo raczej - płaskie. Przy jednoczesnym użyciu zdań prostych i dość krótkich, jeszcze bardziej potęguje to (delikatnie mówiąc) nieciekawe wrażenie. Jak zauważyła pierwsza przedmówczyni (zdecydowanie subtelniej ) forma jest po prostu nudna. Jeśli to był po części zamierzony efekt, to z pewnością jak już sam zauważyłeś znacznie przesadzony. Moim zdaniem musisz popracować przede wszystkim nad warsztatem, skoro pomysły masz, jak widać całkiem nawet niezłe.

Kilka luźnych uwag:
Cała masa niepotrzebnych miejscami przymiotników. Postaraj się tworzyć opisy naturalniej, aby nie zostawiać posmaku sztuczności, zostawiając za to miejsca czytelniczej wyobraźni, np.: swe kroki, młyn wodny, tętnica szyjna (jest zaraz obok gardła przecież ) - zbędne opisy rzeczowników.
Nagromadzenie powtórzeń (niebotyczne!) to kolejny słaby punkt stylistyczny, więcej synonimów.
Szwankuje narracja w czasie przeszłym - unikaj nieustannych form był, było, były, była.
Zdecydowanie zbyt często zaczynasz budować zdania od "Gdy".

Takie jest moje pierwsze wrażenie.
Bardziej ważną kwestią jest, że chyba nie bierzesz sobie do serca życzliwej krytyki, bo przynajmniej edycja literówek, czy przecinków byłaby na miejscu (chociaż z tym to i ja mam największe, zaraz obok ortografów trudności)

Dodaję Ci pozytywnej reputacji, za to że masz chęć do pisania i chcesz dzielić się z tym z innymi.
Moja rada: przemyśl uwagi i najlepiej napisz te opowiadanie jeszcze raz
Najważniejsze jest, żebyś nie przestawał pisać coraz lepiej.

Pozdrawiam
Ostatnio edytowane przez Niles Elmwood : 04-10-2008 o 22:30. Powód: chyba tych ocen jednak nie wystawiłem...
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:35.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166