Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Rekrutacje do sesji RPG > Archiwum rekrutacji
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum rekrutacji Wszelkie rekrutacje, które zostały zakończone.


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-09-2009, 01:23   #1
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 172 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
[noir] Łowcy

Wyleczę ciebie... Teraz o stworzeniu świata,
Czy o stworzeniu ludów... Świat przed ludźmi ginie;
Ziemia to orzech w chmurnej zawarty łupinie.
Bóg przez sześć dni wiekowych stwarzał ziemskie ludy.
W pierwszym dniu, stworzył państwo modlące się Judy,
To była ziemia, na niej wyrosły narody.
W drugim dniu, porozlewał wschodnich ludów wody,
W trzecim, jak drzewa greckie wyrosły plemiona;
W czwartym dniu, zaświeciło z gór Sokrata słońce;
W piątym, wzleciały orłów rzymiańskich znamiona,
To były ptaki – a na dnia piątego końce,
Padła noc wieków średnich, długa, zachmurzona,
W szóstym człowieka zlepił Bóg... Napoleona.
Dziś dzień siódmy, Bóg rękę na rękę założył,
Odpoczywa po pracy, nikogo nie stworzył.

Juliusz Słowacki, „Kordian
Akt III, Scena VI, rozmowa Kordiana z Doktorem w Szpitalu Waryjatów

***

[media]http://www.youtube.com/watch?v=awi14wDTxNw&[/media]


Ulice Nowego Jorku nigdy nie należały do szczególnie przyjaznych. Samotność była tu uczuciem absurdalnym i oczywistym zarazem. Bo jak można czuć się samotnym, idąc w środku ludzkiej masy? Tyle, że każda z tych osób dla przeciętnego przechodnia zatracała swą osobowość, stawała się właśnie jednym z elementów masy, jej składnikiem, cząsteczką wchodzącą w skład chemiczny ogromnej, bezosobowej, wspólnej istoty.


Poza nim.


Nigdy nie należał do tego społeczeństwa. Nigdy. Urodził się inny i nie chodzi tylko o to, że pochodził z innych stron. On wiedział więcej. W domu od maleńkości uczono go patrzeć szerzej – jak niemal każdego Żyda. To z tego powodu tak ich nienawidzili. Później spotkał wielu takich jak on – a że aktualnie byli potrzebni, szybko stali się bohaterami.


Spoglądał w twarze przechodniów. Niektórzy starsi z pewnością kiedyś go czcili. Marzyli, żeby być takim jak on. Kupowali dzieciom figurki przedstawiające jego i współpracowników, ci młodsi tworzyli na murach ogromne graffiti z ich twarzami, ci starsi czytali o kolejnych heroicznych wyczynach w gazetach. Dzięki nim nikt nie bał się wyjść poza dom nocą, wielu zawdzięczało im życie i spokojne życie.


Zdecydowanym ruchem poprawił kapelusz. W tamtych latach nauczył się wszystko robić zdecydowanie.


Kolejni ludzie wyłaniali się z wieczornej mgły. Z takiej samej mgły wyłoniły się dla nich inne czasy. Zimna Wojna skończyła się, ludzie poczuli się bezpieczniej – myśleli, że wraz z rozpadem Związku Radzieckiego zniknęły też inne problemy. Na nic zdały się kolejne wystąpienia w telewizji, przemówienia, akcje informatyczne – uznali, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Do tego kilka wpadek, parę „niegodnych” zachowań, które dawniej zostałyby z miejsca puszczone w niepamięć… Protesty, demonstracje, miłość szybko zmieniła się w nienawiść. Rząd, który jeszcze niedawno całował im ręce, teraz nie chciał mieć z nimi nic wspólnego, zabronił ich działalności. Ci, do których to nie dotarło prędko kończyli za kratkami. Pozostali musieli nauczyć się żyć jak normalni ludzie.


A to wcale nie było łatwe.

***

23 lata wcześniej…




Niewielka kamienica w Queens zdawała się być miejsce idealnym. Bo gdzie indziej spotykać się mogli Żydzi, Masoni, potomkowie Templariuszy, ostatni z Azrakitów, wychowani w duchu dawnej wiary Indianie i im podobni? Gdzie taka grupa nie rzucałaby się w oczy? Tylko w dzielnicy gdzie panuje absolutne kulturowe wymieszanie. A o ile ich działalność była nie tylko jawna, co nawet wspierana przez rząd, to zależało im, by rzesze fanów nie przeszkadzały im w pracy.


- Coś się dzieje w Brooklynie, East Williamsburg… - wyszeptał nagle Roland – Zmień falę, szybko!


Niewielki mężczyzna, co najwyżej dwudziestoletni, rzucił się w kierunku radiostacji i powoli poruszał jednym z pokręteł, aż charakterystyczne piknięcia stały się wyraźniejsze niż wszechobecne na tych zakresach szumy. Wszyscy wiedzieli, że to szyfr – wiadomość od służb bezpieczeństwa do Loży. Byli potrzebni.


- Wilkołak. – Roland wyłapał spośród dźwięków – Kolejne dzieło Czerwonego Doktora?


- Eh, to twoje żydowskie ucho… - wyszeptał siedzący przy oknie Jastrząb – Zapewne, niepokoje w Moskwie stara się zatuszować kolejnymi maszkarami w Nowym Jorku… - stary mężczyzna rozejrzał się po pokoju, spoglądając spode łba na wszystkich zebranych – No, na co czekacie? Dupa w troki, po sprzęt i jedziemy!

Na to wszyscy czekali, zawołanie najstarszego z członków Loży Łowców było dla nich pewnym rytuałem. Cała czwórka przesiadująca w Centrali z miejsca zerwała się z siedzeń i pobiegła w dół, zatrzymując się w pomieszczeniu nad garażem. Zbrojownią. Szybkimi, wyuczonymi ruchami chwytali to, co było im potrzebne. Najpierw kombinezon. Roland, zakładając swoją zbroję zrobioną z lekkiego i ultra wytrzymałego metalu spoglądał na Jastrzębia poprawiającego hełm w kształcie ptasiego dzioba i Doktora Niespodziankę, który zakładał ciemne okulary z noktowizorem. Potem każdy z nich chwycił za broń, z odpowiedniej przegródki wybierali magazynki ze srebrnymi kulami, niektórzy zabierali ze sobą srebrne miecze, pozostali przeszli do wybierania najprzeróżniejszych gadżetów – dzieł Doktora Niespodzianki i Spryciary.


- Do auta! – krzyknął Roland – Czarna Różo, prowadzisz. Biegiem, biegiem!


Mieli doskonałe tempo. Po pięciu minutach od usłyszenia wezwania wóz Łowców wyruszył – czy raczej wyskoczył – na pełnym gazie z podziemnego garażu. W końcu byli profesjonalistami. A w sprawie Bestii, jak fachowo nazywali każdą kreaturę, każda sekunda mogła oznaczać dodatkowe komplikacje…


***

25 lat wcześniej…





- Witam państwa w „Day to Day”! Jest osiemnasty październik roku 1984, a nasi oddani widzowie już długo czekali na tę datę! Dzisiaj bowiem w naszym show będzie gościł człowiek, którego nawet FBI prosi o pomoc! Broni on tych, którzy powinni nas bronić, walcząc przy tym z istotami, które jeszcze pięćdziesiąt lat temu braliśmy jedynie za bohaterów baśni! Oto on, członek nowojorskiej Loży Łowców, Danny Malnstein, na co dzień posługujący się pseudonimem „Roland”!


Spokojny, całkiem przystojny mężczyzna na dzień przed trzydziestką wszedł do biura w towarzystwie oszałamiającego aplauzu widowni. Nie potrzeba było reżyserii – tego dnia wszyscy wiedzieli, że ludzie oszaleją.


- Witam wszystkich!


- Danny… Pozwolisz, że od razu przejdziemy na „Ty”?


- Oczywiście, Will!


- Doskonale. Tak więc, Danny – jak wiesz, do naszego programu zapraszamy same wyjątkowe osobistości. Ponad tydzień temu był tutaj Ronald Regan i rozmawialiśmy o naszych obawach dotyczących zimnej wojny, przedwczoraj zaszczyciła nas swoją wizytą Madonna i widzowie wyrazili swoje opinie na temat skandalu sprzed miesiąca. Tym razem ty. Opowiedz nam, czym się zajmujesz i jak czujesz się podczas swojego pierwszego wystąpienia przed kamerami?


- No, nie jest takie pierwsze – raz kręcono materiał o Łowcach gdzie pojawiłem się kilkukrotnie, a poza tym w wieku piętnastu lat grałem w serialu kryminalnym – w prawdzie moją rolą były zwłoki, ale doświadczenia wyniesione z planu przydają mi się do dziś!


Śmiech widowni.


- A tak poważnie, Will, nie przywykłem do takiej popularności. To czym się zajmuję to niejako moja powinność, obowiązek. Tak jak strażak gasi pożary, a murarz buduje domy, tak ja walczę z Bestiami. Chociaż nie da się ukryć, że to dużo bardziej efektowne zajęcie…


- Właśnie, Bestie! Jeszcze pięćdziesiąt lat temu istniały w naszej świadomości wyłącznie jako istoty z legend! Koniec drugiej wojny światowej poza ustaleniami kolejnych konferencji przyniosły nam też świadomość ich prawdziwego istnienia! Mógłbyś nam opowiedzieć dlaczego nikt wcześniej w nie nie wierzył?


- To całkiem skomplikowana sprawa. Bestie istniały od dawna, ale nie wszyscy o tym wiedzieli. Był to fakt powszechnie uznawany do końca XIII wieku – większość krucjat nie dotyczyła walki z islamistami (których idea Świętej Wojny miała podobne założenia), a chodziło o walkę z kolejnymi istotami, które później znalazły swoją niszę w baśniach. W pewnym momencie jednak zakazano wspominania o nich. To wydawało się Papieżowi najlepszą opcją – gdy chrześcijanie mogli przestać przejmować się walką ze stworzeniami będącymi dziełami Szatana, ich życie stało się dużo prostsze, a wiara mniej… „wymagająca”? Tak, to chyba odpowiednie słowo. Z czasem powołano do walki inkwizycję, a że tam potrafili strzec swych tajemnic – chyba nikt nie ma wątpliwości. Podobnie postąpili zresztą muzułmanie. A że na niemal każdym wówczas znanym kontynencie królowały te wyznania, wiedza o Bestiach powoli odchodziła w niepamięć…


- No dobrze, w takim wypadku jakim cudem na nowo dowiedzieliśmy się o ich istnieniu?


- Cóż, my wiedzieliśmy od zawsze. A wy… to zasługa Hitlera.


- Hitlera!? I „my”? Kim w takim wypadku jesteście?


- Cóż, zacznę może od drugiego pytania. Jestem, jak łatwo wywnioskować po moim nazwisku, Żydem, pochodzę z ortodoksyjnej rodziny. My pamiętaliśmy. Wiedza ta zawarta jest w naszych Świętych Pismach, trzeba tylko czytać je z odpowiednim „kluczem”. Podobnie było z Masonerią czy Templariuszami – tych ostatnich w około czterdziestu lat po ostatniej krucjacie Papież nakazał spalić na stosie, gdyż zdecydowali się wydać tę tajemnicę chłopstwu – bo trzeba podkreślić, że o istocie Bestii wiedzieli tylko ci, którzy mogli z nimi walczyć – mam na myśli rycerstwo. Wśród muzułmanów pamięć o bestiach zachowali niezwykle ortodoksyjni Azrakici, których po pogromie w przed ponad tysiącem lat nadal nie ma wielu. Podobnie z ludami pierwotnymi – Indianie z najgłębszych zakątków rezerwatów zawsze wiedzieli o tym, co tak zaskoczyło naszą cywilizację…


- A co wspólnego miał z tym Hitler?


- Już mówię. Wszyscy wiedzieli nawet w trakcie trwania drugiej wojny o niezwykłym zainteresowaniu przywódcy Trzeciej Rzeszy okultyzmem. Zawinił odłam Templariuszy, czy raczej ich potomków, którzy zdecydowali się przekazać mu wiedzę na temat kilku rytuałów. Szykował więc swoje eksperymenty, tworząc w ten sposób najpotężniejszą armię świata – z drugiej strony jednak miał świadomość, że niektórzy doskonale wiedzieli, co planuje. Najwięcej świadomych od wieków było wśród Żydów. Jak to się skończyło, nie muszę nikomu mówić…


Chwila niezręcznej ciszy na sali.


- Tak, niestety wiemy… Ale pozwolisz, że przejdę do kolejnego pytania. Z tego co mówisz, to na nowo Bestie wykreował Adolf Hi…


- Nie, nie o to mi chodzi. Bestie istniały od zawsze. Wbrew temu, co widzimy w filmach, nie zawsze są na tyle głupie, by wyskakiwać na światło dzienne. A poza tym, kto by uwierzył w złotych latach racjonalizmu komuś, kto opowiadałby o tym, że widział chodzące trupy? Podobnie było w czasie drugiej wojny, dopiero atak Aliantów na Rzeszę pozwolił ujawnić ich dzieło. Poza tym, te stwory musimy podzielić na dwie kategorie. Z niektórymi, w rodzaju wampirów czy wilkołaków jest tak, że owszem – ktoś może przyczynić się do ich kreacji, ale same też radzą sobie świetnie. Są jak zwierzęta, mają swoją niszę w ekosystemie, rozmnażają się w naturalny sposób, czasem kogoś zarażą – on również ma szansę przemienić się w kolejnego potwora w ich rodzaju. Istnieje i druga grupa, skonstruowane przez człowieka bądź inną świadomą istotę – dla przykładu, nieumarli, czyli popularne zombie. One po prostu same nie powstaną, potrzeba do tego chemii albo rytualnej magii…


- Magii!? To ona też istnieje!?


- Nie do końca… To tylko rytuały – po części zwykła chemia, po części odpowiednie zaklęcia, używające mocy czegoś… Czegoś dużo potężniejszego od Bestii. W naszej terminologii nazywamy ich „Demonami”, aczkolwiek o tych istotach nie wiemy kompletnie niczego. No, poza jednym faktem – nie zapuszczają się między ludzi. Całe szczęście…


- Sporo informacji jak na jeden odcinek… Ale mam jeszcze jedno pytanie, a potem oddaję cię w ręce widzów. Żeby bronić nas przed Bestiami utworzyliście pewnego rodzaju organizację… Możesz powiedzieć telewidzom parę słów na jej temat?


- Powiem wam wszystko, co nie jest tajne.


Śmiech widowni.


- Otóż, Willy, w całym USA istnieje organizacja nazywająca się po prostu Łowcy, która dzieli się na Loże istniejące w co większych miastach Ameryki. W wielu krajach istnieją podobne organizacje, ale to my byliśmy pierwsi i wciąż najlepsi. Każda Loża to grupa parunastu, kilkudziesięciu osób, które decydują się poświęcić całe swoje życie na walkę z Bestiami zagrażającymi ludzkiemu życiu. Przybywamy na wezwanie służb bezpieczeństwa i cóż… Bierzemy się do roboty.


- Czyli doczekaliśmy się prawdziwych superbohaterów!


Śmiech widowni.


- No, bez przesady. Nie mamy żadnych supermocy – jesteśmy po prostu doskonale przygotowani i wyekwipowani. Wśród Łowców zdarzają się osoby, które potrafią złapać pocisk w dłoń albo których skóry nie jest w stanie przebić żadne ostrze, ale nikt nie strzela promieniami z oczu! To po prostu kwestia znakomitego wyszkolenia, ostrej selekcji kandydatów i niezwykłych wynalazków naszych naukowców…


- Skromny jak na prawdziwego bohatera przystało! A teraz czy ktoś z widowni ma jakieś pytanie do naszego herosa?!


Młoda, dosyć wyzywająco ubrana kobieta podnosi rękę, podchodzi do niej asystent produkcji, podaje mikrofon.


- Jenny, dwadzieścia sześć lat, jestem z Jersey. Zawsze byłam ciekawa życia prywatnego bohaterów narodowych. Co robi pan po powrocie do domu i zdjęciu maski?


- Jenny, mów mi Roland. Albo Danny, jak musisz…


Śmiech widowni.


- Tak naprawdę nie mam zbyt wiele do mówienia – moja praca jest na tyle wymagająca, że ciężko mi wziąć się za cokolwiek, tym bardziej zaangażować w jakiś związek. Co piątek idziemy z chłopakami z Loży na piwo, a poza tym… Cóż, muszę być w ciągłej gotowości.


Zgłasza się mężczyzna, łysiejący, ubrany w piaskowy garnitur w paski. Po chwili dostaje mikrofon.


- Robert, czterdzieści sześć lat, Oregon. Rolandzie, czy to prawda, że Bestie tworzą komuniści?


- Oho, czekałem na to pytanie! Niektóre, Robercie, ale z tego co wiemy, żadna z wrogich nam organizacji nie jest oficjalnym wydziałem służb wywiadowczych ZSRR. Niektórzy są opłacani przez Kreml, inni robią to tylko z przekonań politycznych. Przy Bestiach walczących w imię polityki jest o tyle ciekawiej, że czasem ktoś inny nasyła na takie stworzenie inne – tak było chociażby w wypadku Trolla odszukanego w górach i wypuszczonego w centrum Manhattanu przez Czerwonego Doktora, z którym zaczął walczyć sam Jack Ripper, spełniając tym samym powinność każdego rodowitego Anglika…


- Jack Ripper!? Kuba Rozpruwacz? On przecież żył w epoce wiktoriańskiej!


- Tak on, jak i Dracula czy doktor Frankenstein, to trochę inna sprawa. Pierwotny Dracula czy Ripper zginęli, owszem, wiele lat temu, ale pozostali na tym świecie jako pewnego rodzaju… Idea? Kolejni ludzie przyjmują ich imię i kontynuują rozpoczęte przez poprzednika dzieło, z reguły po prostu dzieło zniszczenia…


- Doskonale! Naszym gościem był Danny Malnstein, znany szerzej jako Roland! A już po reklamach…


***


23 lata wcześniej…





- Na cztery wchodzimy. Trzy… Czte… Ry! – ryknął Roland.


Strzał z podczepionej pod lufę karabinu śrutówki rozwalił zamek w drzwiach na małe kawałki, szybki kopniak Jastrzębia dokończył sprawę. Drzwi w starej, czynszowej kamienicy wyleciały, piątka Łowców wbiegła do środka. Zaraz za niewielkim przedpokojem rozciągał się minimalistycznie urządzony salon, który byłby całkiem zwykłym pomieszczeniem, gdyby nie zwłoki rozszarpanej kobiety – zapewne właścicielki – na kanapie.


- Gdzie psiaczek? – spytał Jastrząb


- Uruchomię czujniki... – szepnął Doktor Niespodzianka, po czym wyjął ze swojej teczki niewielki przedmiot, wyglądający jak licznik Geigera. Poruszył jednym z pokręteł, położył pudełko na ziemi i wcisnął przycisk. Cichy, monotonny pisk, a potem…





Niesamowicie głośny ryk, huk przebijania się przez gipsokartonową ścianę i głośne uderzenie, gdy prawie trzystukilowa góra mięśni przybiła niewielką Czarną Różę do ziemi. Dziewczyna jednak doskonale wiedziała, co robić – swój niewielki wzrost wykorzystywała w walce jako zaletę, nie wadę. Odepchnęła się nogami od uda potężnej Bestii, dzięki czemu wysunęła się spod niego i po szybkim uchwycie założonym na karku zmiennokształtnego, wskoczyła prosto za jego plecy.


W naturalnym odruchu bestia wyprostowała się. Na to tylko czekał Roland – wymierzył ze śrutówki nadzianej srebrnymi pociskami prosto w klatkę piersiową stwora. Ten zawył okrutnie, ale nie padł od postrzału – przy tej masie nie było to żadne zaskoczenie. Zaskoczeniem za to była jego reakcja. Padł na czworaka i popędził przed siebie, przebijając się przez szybę na balkonie i skacząc w kierunku dachu pobliskiego domu. Razem z Czarną Różą na jego plecach.


Pozostali natychmiast pobiegli za nimi.


- Wystrzelę tu linkę, zahaczę o tamtą latarnię! Chwyćcie się mnie, przelecimy tam bez…


- Pieprzyć twoją linkę. – przerwał Doktorowi Niespodziance Jastrząb – Lecę sam, może mnie dogonicie.


Wziął parę kroków rozpędu i zeskoczył. Przy jego kostiumie, zrobionym z prawdziwych ptasich piór, robiło to całkiem niezłe wrażenie. Wylądował z gracją na niższym o cztery metry dachu, po czym pognał dalej za Bestią.


- Karabin! – wyszeptał z radością Doktor, po czym – przy zdziwionym spojrzeniu Rolanda – zdjął z pleców karabin z lunetą snajperską. Oczywiście!


- Nie możesz strzelać w jego plecy, Róża…


- Nie bój się. Ufam jej. – uśmiechnął się tylko „naukowiec”.


I faktycznie, Czarna Róża nie zawiodła. Gdy wilkołakowi udało się wspiąć na dach następnego budynku, miała już przygotowany sztylet, który wbiła mu prosto w gardło. Nie zabiłaby go tak, ale Bestia zawyła okrutnie i znów stanęła na nogach. To wykorzystała kobieta, by zeskoczyć i odturlać się na bok, ten fakt zaś niezwykle ucieszył Doktora Niespodziankę. Rozbryzgująca się na kawałki głowa wilkołaka ucieszyła zaś wszystkich.


- Zabezpieczony. – z uśmiechem stwierdził Roland.



***






Było naprawdę słonecznie. Ostatnimi czasy taka pogoda w Nowy Jorku to prawdziwa rzadkość. Wciąż leje, wciąż ciemno, pogoda w sam raz dla samobójców. Nic dziwnego, że nic człowiekowi nie wychodzi. Ale teraz, kiedy w końcu się przejaśniło… Może chociaż ten dzień będzie lepszy?



Z takim nastawieniem Danny postanowił rozpocząć nowy dzień. Niedługo skończy pięćdziesiąt pięć lat, nie zostało mu już szczególnie wiele czasu, szczególnie z jego trybem życia. Zdecydowanym ruchem wyjął z paczki Marlboro jednego papierosa. W tamtych latach wszystko nauczył się robić zdecydowanie. Odpalił go, zaciągnął się dwa razy i wstał z łóżka. Włączył radio.


[media]http://www.youtube.com/watch?v=qZokY1UfN-4[/media]



Zagwizdał wesoło pierwsze takty znanej i lubianej piosenki i ruszył do łazienki. Nawet jego twarz jakoś lepiej dzisiaj wyglądała. Może to faktycznie kwestia pogody? A może właśnie przeszedł jakąś niewidzialną granicę? Koniec życia przeszłością? Koniec przejmowania się losem innych, męczenia wszystkich ludzi na około informacjami, że Bestie wcale nie zniknęły, tylko lepiej się kryją? A może naprawdę zniknęły?


Od dziś to już nie jego sprawa.


- Smokin’ ciggarets and watchin’ Captain Kangaroo, now don’t tell me I’ve nothin’ to do… - nucił pod nosem.


Miał pieniądze, nie przepił wszystkich pensji od rządu jak Jastrząb, stać go było na porządne życie – może bez przepychu, nie urządzi się jak niektórzy dawni Łowcy – ale godnie doczeka ostatnich dni. A to wszystko potraktuje jako wypadek, jako coś niepotrzebnego…


Ale czy tak potrafi? Do niedawna sam przecież ze wszystkich sił starał się o reaktywację Łowców, proponował nawet działanie w podziemiu albo przeniesienie się do jakiegoś azjatyckiego kraju – tam ponoć wciąż przyjmują takich jak oni…


Czas pokaże, jak to wszystko się potoczy.


- You can always find me here, I'm havin' quite a time
– zanucił znowu, delikatnie przejeżdżając maszynką po szyi. Naprawdę wyglądał dzisiaj nieźle! Jakby z trzy lata mniej, nie widać tych zmarszczek…


Pochylił się nad umywalką, ochlapał twarz wodą – raz, drugi, trzeci, podniósł ją i przyłożył ręcznik do oczu, musiał trochę wytrzeć, ostatnimi laty były bardzo wrażliwe nawet na wodę.


- It's good to see you…
- zaczął nucić kolejny fragment.


- Tak, ciebie też. Ale nie wiem, czy się z tego ucieszysz.
– usłyszał nagle za sobą głos.


Nie zdążył nawet się obrócić. Ktoś chwycił go za kark, mocno, strasznie mocno. Sam przecież nawet po tak długiej przerwie nie należał do słabeuszy, ale ten ktoś prawie miażdżył jego kark. Wyrywał się, próbował się obrócić, wszystko na nic.Nie mógł nawet przekręcić głowy na tyle, żeby spojrzeć w kierunku lustra.


- Nie wierć się. To wszystko ma wyglądać ładnie, nie chcę ci zrobić wcześniej krzywdy…
- usłyszał, a potem mocny kopniak w plecy powalił go na kolana.


Nim złapał oddech, napastnik włożył mu coś na szyję. Chwycił to rękami. Lina. Pętla. Czy on…


Pierwsze pociągnięcie. Napastnik podniósł go, postawił na nogi. Po chwili przestał go już trzymać, po prostu cofał się razem ze swoją ofiarą. Ciągnął raz za razem, lina zawieszona była na rurze idącej może trzy centymetry pod sufitem z boku łazienki. Danny próbował się cofać, zerwać pętle z szyi, ale to na nic. Napastnik był doskonale przygotowany.


Już czuł, że lina idzie tylko do góry, już zrozumiał, o co chodzi. Jego morderca przywiązywał właśnie drugi koniec do kaloryfera. A potem wstał i obrócił się w stronę ofiary.


Danny zamarł.


- To… Ty…?


- Ja. Czas bohaterów się skończył, Rolandzie. Wszystko będzie wyglądało na piękne samobójstwo, może zachwycą się, że chciałeś odejść z honorem… Potraktuj to jako przysługę. Mogłem to zrobić gorzej.


Przymknął oczy. Czerwień. Krew kotłuje się w mózgu.


- Countin' flowers on the wall, that don't bother me at all
– oto ostatnie słowa, nucone przez swego mordercę, usłyszał największy bohater Stanów Zjednoczonych.

***
Witam w kolejnej rekrutacji!
W co zagramy tym razem chyba wyraźnie widać po powyższym tekście. Jeśli jednak coś zdaje się być niejasnym – wyjaśniam. Zagramy Łowcami z Loży, do której należał Roland. Niekoniecznie tymi wymienionymi w tekście, ale na pewno musieli go znać i niejednokrotnie z nim współpracować – jak nietrudno się domyśleć, zaczniemy od jego tajemniczego dla bohaterów „samobójstwa”. Co dalej – zobaczycie, ale ci, którzy u mnie grali wiedzą, że z największej błahostki lubię tworzyć spisek na światowym poziomie…

W związku z tym parę ograniczeń. Po pierwsze - pochodzenie, ale o tym wspomnę szerzej przy samych wymaganiach dotyczących karty postaci. Po drugie – gramy nie młodymi herosami, ale postaciami przynajmniej w okolicach 45, najlepiej 50 lat – bohaterami na emeryturze, od przeszło 19 lat (czyli początku lat ’90, bo gramy w 2009 roku) zajmującymi się czymś innym niż walką z Bestiami. Z góry zapowiadam – dzieci bohaterów i „ktoś kto dołączył do Loży w wieku 11 lat bo był super uzdolniony” odpadają w przedbiegach. Przyjmujemy konwencję „Monastyru dla (prawie) super bohaterów”, bądź też – jak kto woli – komiksowo-filmowych „Strażników”. Z tym wiąże się jeszcze jedna rzecz.

Jak podkreślał Roland w wywiadzie, nikt z was nie ma komiksowych super mocy. Możecie być wytrzymalsi czy sprytniejsi niż reszta, szybciej biegać etc. – ale nic ponad to, co czasem zdarzało się w naszym świecie. A byli ludzie, którzy potrafili nago pozwiedzać Syberię.

Tytuł i niektóre fragmenty rekrutacji mogą być także nieco zwodnicze w jeszcze jednym aspekcie – nie będziemy się bawić w łowy. Zapolujecie, owszem, ale to nie będzie główna część gry – przede wszystkim skupicie się na intrygach. I życiu codziennym. Tak, będziecie musieli opisywać to, jak wasza postać „odnajduje” się w świecie zwykłych ludzi. Wszelkiego rodzaju wątki romantyczne czy obyczajowe mile widziane. Często będą się pojawiać retrospekcje i to podczas nich będziecie mieli najwięcej do „posprzątania”. Walki w naszych czasach też bać się nie musicie – macie koło 50 lat, ale jesteście naprawdę świetni pod wieloma względami – sprawnością fizyczną przewyższacie niejednego 20-latka, sprytem też. Chyba, że ktoś zdecydował się zaniechać dbania o siebie, albo nigdy nie był dobry w danej kategorii. To już inna sprawa.

Klimat rozgrywki to, mówiąc krótko, noir. Czarny kryminał we współczesnym wykonaniu. Dosyć poważnie, wiele smutku i rozterek, liczne dylematy moralne. Nie rozumiecie, nie akceptujecie świata – i to ze wzajemnością. Skrótem – klimat piosenek Toma Waitsa. Bo to on będzie naszym głównym „dostawcą” podkładu do sesji.

A teraz to co najważniejsze – karta.

Imię postaci
– czyli imię, nazwisko i pseudonim – koniecznie klimatyczny.
Wiek, stan zdrowia, aktualny zawód, zdjęcie inne podobne dane
– wiadomo, to co niezbędne
Narodowość/religia
– tu więcej tłumaczenia. Roland mówił skąd wywodzi się większość Łowców. Jeśli chcecie stworzyć własną organizację – proszę bardzo, ale niech ma jakieś podłoże historyczne, pobawmy się w te smaczki. Poza tym, radzę nie przesadzać – jeśli wasza postać pasuje do judaizmu czy bycia potomkiem Templariuszy, nie ma co wymyślać na siłę. Postaci, która „po prostu wiedziała o co chodzi” raczej nie przyjmę.
Historia
– ogólnie rzecz biorąc, biografia postaci. Ze szczególnym uwzględnieniem momentu, w którym posiadła całą wiedzę o Bestiach (kiedy, gdzie, od kogo, jak zareagowała, co postanowiła z tym zrobić, etc.), momentu dołączenia do Loży (podobne pytania), największych przeżyć podczas członkostwa w tejże, momentu zakazania działalności i tego, jak radziła sobie potem (to chyba najważniejsze, toteż proszę się przyłożyć).
Profil psychologiczny
– jak zwykle, charakter bohatera. Z małym „ale” – proszę opisać go zarówno przed dwudziesty laty jak i teraz, gdy 19 lat normalnego życia wywarło na bohaterze spory wpływ.
Gadżety
– jakieś ulubione przedmioty, najczęściej używane zabawki i koniecznie opis kostiumu. Bez przegięć, ale rzeczy, które teraz są „nowinkami technicznymi” mogliście wtedy mieć (w końcu mieliście naprawdę dobrych naukowców), poza rzeczami związanymi z Internetem. Możecie popuścić wodze fantazji, ewentualne przegięcia wam po prostu pozmieniam.
Zdolności
– czyli to, w czym byliście naprawdę świetni – wspominane tutaj uzdolnienia, które jest w stanie posiąść normalny człowiek, ale wy udoskonaliliście jak to tylko możliwe. Około trzech – ale to też zależy. A im bardziej wymyślna i „potężna” zdolność, tym mocniejsze musi mieć osadzenie w historii – w końcu szybko biegać nauczyć się może każdy, ale konstruować samodzielnie roboty czy unikać kul już nie.
Arcywróg
– co to za bohater bez kogoś takiego? Wasz osobisty wróg – z reguły albo potężna bestia, albo ktoś kto je tworzy – naukowiec, mag-rytualista, przebiegły biznesmen. Opiszcie kim jest, cóż takiego czyni i dlaczego aż tak bardzo go nie lubicie.

I to tyle. Macie czas do 31 października, cały miesiąc, więc raczej przekładać terminu zakończenia nie będę – chyba, że ładnie poprosicie.



Przyjmę cztery postacie – więcej tylko w wypadku, gdy jakaś karta naprawdę mnie zachwyci – ale raczej nie wykroczę poza tę liczbę, bo sesja naprawdę będzie się wlec. Jak ze mną się gra chyba wiecie – wymagam długich i dopracowanych postów, za to tempo gry jest raczej niespieszne – nie przymuszam nikogo do napisania gdy nie ma weny, ale nie lubię czekać po dwa czy trzy tygodnie na gracza. PBF to zabawa, musi sprawiać przyjemność wszystkim.

Karty proszę wysyłać na adres nie.ma.loginu@gmail.com, kart otrzymanych na PW czytać nie będę. Pytania w temacie bądź na gg (3393434).

Czekam na pytania!



Życzę powodzenia!
Kutak
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.

Ostatnio edytowane przez Kutak : 30-09-2009 o 13:42.
Kutak jest offline  
Stary 30-09-2009, 01:25   #2
 
K.D.'s Avatar
 
Reputacja: 370 K.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetnyK.D. jest po prostu świetny
 
__________________
"Uproczywe[sic] niestosowanie się do zaleceń Obsługi"
K.D. jest offline  
Stary 30-09-2009, 01:36   #3
Jej mackowatość
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 11094 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Kolejna sesja Kutaka... znów trzeba się zgłosić, kartę pisać, robić przelew na konto itd.

To co, mogę grać piędziesięcioletnią Sarą z RR z kolejnym abgejdem biustu?
 
__________________
Up high in the middle of nowhere
Don't know, but you know, when you get there
Walk slow and low on a tightrope
Hope it last, but you know, you never know...
Mira jest offline  
Stary 30-09-2009, 01:39   #4
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 172 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Pięćdziesięcioletnią? Pewnie! Z apgrejdem biustu? Pewnie! Jeszcze bazukę i laser w oczach dorzucę!

(Tylko o przelewie na konto pamiętaj. Sporym. :P)

Do pozostałych graczy:

Nie przejmujcie się Mirą. Ona po prostu starzeje, źle to znosi, poza tym jest po filologii, to trochę wypacza ludzi. Trzeba ją... Tego... Tolerować. Może jej przejdzie. Kiedyś...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.

Ostatnio edytowane przez Kutak : 30-09-2009 o 01:42.
Kutak jest offline  
Stary 30-09-2009, 11:23   #5
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 3103 merill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputację
Hmm no oficjalnie ogłaszam, że sił spróbuję. Na gg skontaktuję się w sprawie postaci
 
__________________
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu, morderco krwawy tłumu naszych braci, Czekamy ciebie, nie żeby zapłacić, lecz chlebem witać na rodzinnym progu. Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, jakiej ci śmierci życzymy w podzięce i jak bezsilnie zaciskamy ręce pomocy prosząc, podstępny oprawco. GG:11844451
merill jest offline  
Stary 30-09-2009, 11:38   #6
 
Mivnova's Avatar
 
Reputacja: 262 Mivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skał
Pytanko: biorąc pod uwagę inspiracje DC, czy świat przedstawiony mocno się różni pod kątem historycznym od zwykłego? W rekrutce widać już tego elementy ( wyjaśnienie holocaustu jest po prostu genialne ), ale więcej z najważniejszej faktografii dobrze by było znać.
 
Mivnova jest offline  
Stary 30-09-2009, 12:54   #7
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 172 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Cytat:
Napisał Mivnova Zobacz post
Pytanko: biorąc pod uwagę inspiracje DC, czy świat przedstawiony mocno się różni pod kątem historycznym od zwykłego? W rekrutce widać już tego elementy ( wyjaśnienie holocaustu jest po prostu genialne ), ale więcej z najważniejszej faktografii dobrze by było znać.
Mivnova - dobre pytanie.

Wydarzenia historyczne jakie dziś znamy niczym się nie różnią od tych, które mamy w świecie Łowców - tyle, że tam mają drugie dno. Krucjaty, których zadaniem tak naprawdę miało być pozbycie się Bestii i rytualistów żerujących na świętych miejscach. Spalenie na stosie Templariuszy też było wyjaśnione w tekście, to też dobry przykład na "ukrytą prawdę". Poza tym jest też wiele rzeczy do końca nie zbadanych - od zabójstwa JFK po meteor Tunguski - wszystko wydaje się być dziwnie powiązane, ale z Łowców na dobrą sprawę jeszcze nie zbadał problemu. Chyba, że to wasze postacie miałyby to zrobić podczas swej działalności w Loży - wtedy zapraszam do ujawnienia jakiejś historycznej tajemnicy w historii postaci
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 30-09-2009, 18:17   #8
 
Mivnova's Avatar
 
Reputacja: 262 Mivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skałMivnova jest jak klejnot wśród skał
Więc następne pytanka:
- W którym roku Loża w Nowym Jorku zaczęła działać? Z rekrutki wynika, że była pierwszą. Pierwszą, o której dowiedział się świat, czy istotnie pierwszą, która zaczęła działać w formie organizacji do walki z nadnaturalnymi zjawiskami?

- W jaki sposób informacje o istnieniu samej Loży zostały rozpowszechnione? Hitler nakierował ludzkość na 'magię", ale dlaczego Loża, która ma z założenia być tajna i której członkowie składają się z innych tajnych grup tajną być przestała? Masoneria, ortodoksi żydowscy i potomkowie Templariuszy wyszli do mediów sami?

- Jak się ma sprawa rządu do tych bohaterów? W właściwie, jak się miała przed delegalizacją? Podlegali mu ( jak w Watchmenach), to była tylko współpraca czy Loża była Mrocznym Rycerzem Nowego Jorku i na niebie wyświetlano jej znak, ilekroć jej potrzebowano?
 
Mivnova jest offline  
Stary 30-09-2009, 18:35   #9
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 172 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Cytat:
- W którym roku Loża w Nowym Jorku zaczęła działać? Z rekrutki wynika, że była pierwszą. Pierwszą, o której dowiedział się świat, czy istotnie pierwszą, która zaczęła działać w formie organizacji do walki z nadnaturalnymi zjawiskami?
Grupy walczące z Bestiami istniały od zawsze. Z tym, że dawniej byli to rycerze, później - członkowie wymienionych organizacji/grup religijnych/narodowości, z czasem zaczęli się zrzeszać w mniejsze bądź większe grupy niezależnie od ich pochodzenia - i takie stowarzyszenia możemy uznać za pierwowzór Loży. Te zaś w aktualnej strukturze zaczynały istnieć na początku XX wieku - na początek na wzór organizacji masonerii, później - gdy ujawnili się - od tradycji masonów odejść musieli. Ale o tym później.

Loża w Nowym Jorku zaczęła istnieć na przełomie lat '40 i '50 - "istnieć" znaczy tutaj "przybrała taki kształt, jaki znamy do dziś". Od około lat '20 działała, ale tajnie i nie tak "regularnie" jak później. A od kiedy Łowcy istnieli na tym terenie - tego nie wiedzą nawet najstarsi Indianie. Ale zapewne na wiele lat przed kolonizacją, byli to właśnie Indianie...

A sama Loża w Nowym Jorku nie jest najstarszą, trudno określić wiek każdej z nich - jest po prostu najpopularniejsza i chyba najaktywniejsza - tak jak większość filmowych przeciwników, także i Bestie upodobały sobie Nowy Jork jako miejsce swego działania. A jak jest zapotrzebowanie, to trzeba korzystać...

Cytat:
- W jaki sposób informacje o istnieniu samej Loży zostały rozpowszechnione? Hitler nakierował ludzkość na 'magię", ale dlaczego Loża, która ma z założenia być tajna i której członkowie składają się z innych tajnych grup tajną być przestała? Masoneria, ortodoksi żydowscy i potomkowie Templariuszy wyszli do mediów sami?
Chcąc nie chcąc, zostali wykryci. Gdy ludzie mieli już świadomość, że Bestie istnieją, każde ich pojawienie się wzbudzało skrajne emocje. Media szalały. Ale trudno nie zauważyć grupy tych samych osób za każdym razem, gdy pojawia się problem - toteż zostali zauważeni. Sam pomysł stylizacji na superbohaterów to już efekt tego rozpoznania - kostiumy były konieczne, wielu z Łowców miało poza swą pracą również i prywatne życie, a że popularność była im też przydatna (chociażby przy samej "potędze" organizacji), to postanowili i kostiumy urozmaicić. A poza tym, kto z nas nie chciał nigdy być superbohaterem? A członkowie Loży mieli taką okazję.

Z tym, że - z góry zaznaczę - to charakterystyczne dla niektórych z odłamów Łowców - inni zachowują się i wyglądają jak komandosi, kolejnym nadal udaje się ukrywać przed mediami.

Cytat:
- Jak się ma sprawa rządu do tych bohaterów? W właściwie, jak się miała przed delegalizacją? Podlegali mu ( jak w Watchmenach), to była tylko współpraca czy Loża była Mrocznym Rycerzem Nowego Jorku i na niebie wyświetlano jej znak, ilekroć jej potrzebowano?
Do połowy lat '50 rząd negował istnienie Loży, w końcu jednak musiał przyznać, że istnieją. W latach '60 - gdy popularność Łowców zaczynała mocno wzrastać - zdecydowali się spróbować dogadać z niektórymi Lożami. Do dziś nie każda ma umowę z rządem - każda Loża stanowi autonomiczną organizację, bardzo niewiele jednak stało się podległe władzom USA - większość działało na zasadach współpracy - za przybywanie na wezwanie służb policyjnych otrzymywali konkretną pomoc od rządu Stanów Zjednoczonych - z reguły coś prosto z wojskowych laboratoriów. Nadano im również specjalny status prawny, do końca lat '90 Łowcy nie podlegali praktycznie żadnej odpowiedzialności karnej za błędy czy wypadki podczas ich pracy. Jak to później wyglądało - już wyjaśniałem.
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 30-09-2009, 20:21   #10
 
Wojnar's Avatar
 
Reputacja: 34 Wojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodzeWojnar jest na bardzo dobrej drodze
Zgłaszam się, zgłaszam się! Tylko będę się musiał postarać, żeby postać nie wyszła zbyt podobna do Rorschacha, bo wszystkie pomysły w stronę jakiegoś degenerata na razie schodzą.
 
__________________
"Wiadomo od dawna, ze Ziemia jest wklęsła – co widać od razu, gdy spojrzy się na buty: zdarte są zawsze z tyłu i z przodu. Gdyby Ziemia była wypukła, byłyby zdarte pośrodku!"
Wojnar jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166