Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Rekrutacje do sesji RPG > Archiwum rekrutacji
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum rekrutacji Wszelkie rekrutacje, które zostały zakończone.


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-11-2010, 22:26   #1
 
Fiannr's Avatar
 
[autorski] Kraina Trzeciego Słońca


Złoto-purpurowa poświata zalewała granatowe niebo, gasząc setki gwiazd. Pierwsze dwa z trzech słońc, były bliskie wschodu. Chmury swobodnie rozstępowały się na niebie, przygotowując się na nastanie poranka.
Pora zejść na ziemie, zanim wszystkie się rozpłyną – pomyślał chwytając medalion.
Szorstka powierzchnia przyjemnie masowała opuszki palców. Przymknął oczy dając sobie jeszcze kilka minut na drzemkę. W lecie nie było dużo czasu na odpoczynek. Zmierzch trwał w najkrótszym dniu tylko 3 godziny. I jak tu wypocząć? Było co najmniej ciężko, ale taki los. Pomimo wszystkich niebezpieczeństw o jakich słyszał, nie potrafił sobie czasem odmówić chwili lenistwa. Miał świadomość, że nim promienie obu słońc sięgną jego chmury, ma jeszcze trochę czasu. Więc śnił.
Coś gęstego zatkało mu oddech, łaskocząc jednocześnie nozdrza oraz podniebienie. Odkrztusił głośno biały kłaczek i wytrzeszczając oczy łapał oddech. Rozbiegany wzrok zatrzymał się na horyzoncie. Prawie pół tarczy Pierwszego słońca minęło linię gór.
- Pięknie – szepnął i pospiesznymi ruchami zaczął zbierać rozłożone dookoła siebie źdźbła trawy. – Dziękuję za wybudzenie – rzekł głaszcząc białą, miękka poświatę, na której dryfował w przestrzeni. – Mam u ciebie dług, kolejny zresztą – zaśmiał się wtykając jedną z traw pomiędzy pierzaste fałdy chmury.
Biała masa pod nim gwizdnęła cicho i zaczęła sunąć w kierunku powierzchni ziemi. Powoli, niemal z ostrożnością spływała między wirami ciepłego powietrza, tak by nie strącić przy większej turbulencji pasażera ze swego grzbietu. Okoliczne chmury spoglądały na to z zazdrością a niektóre niemal wrogością.

- Też mi coś – dało się słyszeć z góry.
- A widzisz jak powoli go zwozi na ziemie? Cholerna kokietka. Doigra się jeszcze!
- Nic dobrego nie przyszło jeszcze żadnej z nas z takich praktyk.
- Ale to przecież symbioza – jeden z głosów wyłamał się w tłumu. – Dajemy z siebie coś i w zamian też możemy coś dostać. Czysta w postaci protokooperacja…
- Protokoope co? Czcze pieprzenie – nerwowo syknęła kolejna. – To wyzysk, rasizm, seksizm i skur… - nie dane jej było dokończyć, bo promienie obu słońc sięgnęły jej powierzchni. Rozmyła się szybko w niewidzialny pył, choć echa jej słów wiatr poniósł jeszcze daleko.
Pozostałe zamilkły, czekając na swoją kolej. Pomimo tego co wszystkie mówiły i tak zazdrościły tej która znalazła swego opiekuna. Dałyby wszystko by być na jej miejscu. Ale jak mawiały stare, burzowe cumulusy – na każdą kiedyś przyjdzie pora.

Chłopak obserwował jak miniaturowe punkty na ziemi, pęcznieją tworząc układy lasów, rzek, skał o najrozmaitszych kształtach i rozmiarach. Podróżował już drugi miesiąc. Pola Powrotu z których wyruszył zostawił daleko, daleko za sobą. Obecnie przedzierał się przez Wyspy Samotności. Nie był pewien skąd taka nazwa. Mawiali, że na tych terenach pierwsze pokolenia Zdobywców łączyły się w bardziej zorganizowane struktury ludzkie, które po połączeniu przeniosły się na tereny nazwane później Polami Powrotu. W obecnej chwili na Wyspach nie mieszkał prawie nikt. Opuszczone, kamienne struktury stanowiące kiedyś jedyne schronienie Zdobywców, teraz stały zapomniane. Nie wszystkie jednak zostały całkiem niezagospodarowane. Niektóre z ras Przedwiecznych, potrafiące zaadaptować się do nowych warunków, uczyniły z nich swoje siedziby. Ludzi jednak można było szukać tam do woli. Bezskutecznie oczywiście.

Młody podróżnik nie wyobrażał sobie jak wyglądało życie, zanim nie nauczono się techniki oswajania chmur. Życie tylko na ziemi musiało być strasznie nudne. Brak kontaktu z istotami Wysokimi, egzystującymi jedynie ponad warstwą chmur, mógł jeszcze sobie darować, ponieważ nigdy nie potrafił zrozumieć ich dziwacznych zwyczajów. Natomiast zupełnie nie wyobrażał sobie Pory Deszczu, podczas której dzikie tabuny Chmurzysk najeżdżały na długi czas niebo, hamując życiodajne promienie słońc. Widział projekcje z dawnych czasów. Wszystko wtedy było szare, ponure i bez życia. Teraz nie wyobrażał sobie, żeby miał spędzić więcej jak jeden dzień bez ciepłego spojrzenia słońc. Chwała Zdobywcom! Za wyniesienie miast ponad strefę opadów, ale nie tylko. Wymieniać można by długo. Jednak myśli młodego podróżnika zaprzątnęło szybko coś innego - zadanie z jakim został wysłany na wędrówkę.

* * *

- Moln! Chodź do mnie chłopcze – zawołał go kiedyś ojciec.
Młodzieniec wstał od kwiatów które właśnie skończył przycinać i zbierając narzędzia, niespiesznie ruszył w kierunku werandy domu. Szedł skrajem wyspy, ostrożnie stawiając każdy krok. Lubił to uczucie, gdy pod stopą miał zieloną trawę, a tuż obok nogi rozciągała się przepaść, prowadząca daleko w dół – ku oceanowi i jego linii brzegowej z lądem. Widok z ich unoszącego się w przestrzeni płata ziemi rozciągał się nie tylko na skaliste wybrzeże, ale też na inne wyspy, podobne do tej na jakiej oni się znajdowali.

- Nim staniesz się mężczyzną, musisz znaleźć swój kawałek nieba synu – zaczął mówić zanim jeszcze jego pierworodny skończył swój zwyczajowy spacer po krawędzi. – Zbliża się Pora Deszczu. Niedługo zostanie wytypowana pierwsza dwudziestka, która zostanie dopuszczona do polowania na chmury. Wiem, że masz spore szanse na to, by się w niej znaleźć. Pytanie, czy podejmiesz się wyzwania.
Moln zamiast podejść do ojca zawrócił, dalej balansując na granicy posiadłości rodzica. Pomimo radości, jaką zwykle mu to sprawiało nie potrafił się skupić. Wydarzenia najbliższych kilkudziesięciu dni miały zadecydować o jego całym dalszym życiu. Był tak samo podekscytowany jak przerażony. Ściśnięte gardło nie pozwalało mu się odezwać. Szedł więc dalej.

- Pamiętaj, że po upolowaniu swojej własnej białej wybranki, jesteś za nią całym swym życiem odpowiedzialny. Nie tylko do momentu w którym ją wyzwolisz, ale już na zawsze – powiedział spoglądając ciepło na stojącą w oknie kobietę. Mrugnęła do niego wesoło i zniknęła gdzieś wewnątrz domu.
Chłopiec tymczasem, spacerując po brzegu posesji, dotarł do dużej jabłonki. Na jednym z jej konarów zawieszona była huśtawka. Zawieszona była tak sprytnie, że bujając się na niej, pod nogami miało się przepastną przestrzeń. Zachodzące słońca malowały złotem liście drzewa. Szum fal dobiegający z dołu i szelest wiatru na jabłoni, tworzyły uspakajająca melodię. Moln sprawnym skokiem dosiadł huśtawki, a jej kołysanie, koiło jego nerwy i klarowało myśli.

- Nawet gdy ją złapiesz – kontynuował – twoja podróż dopiero się zacznie. Droga do Krainy Trzeciego Słońca jest długa i niełatwa. Przemyśl to sobie. Kapituła potwierdzi listę za dziesięć dni. Dobrze by było gdybyś do tego czasu pozbierał swoje myśli – rzekł ojciec wstając z ławy. Przez chwilę obserwował jeszcze sylwetkę swojego syna na tle zachodzących słońc i wszedł do domu.

Młodzieniec miał o czym myśleć i nim zdał sobie z tego sprawę, zapadła noc. Pod sobą nie widział już oceanu i wybrzeża. Wszystko zaszło chmurami, przesłaniając widok ziemi. Księżyc jeszcze nie zdążył wzejść na nieboskłon, ale setki gwiazd rozświetlały tysiące wysp, podobnych do tych na jakiej przyszło mu się wychować. Ciepłe światło wydobywało się z okien każdego z domostw. Było już naprawdę późno. Miał już schodzić z huśtawki, gdy usłyszał za sobą szelest czyichś stóp.

- Jak tam jest? – zapytał nie oglądając się za siebie. – W głębi kontynentu.
Stojąca za nim matka uśmiechnęła się tylko i oparła się plecami o pień jabłoni. Wspomnienia własnej podróży, przywołały rumieńce na jej twarz.
- Na pewno sobie poradzisz – powiedziała ciepło. – A teraz chodź już do domu. Kolacja czeka. Ileż można bujać w obłokach?

* * *

Gdy dotarli do ziemi, chłopak ostrożnym gestem zaczął zagarniać chmurkę do zawieszonego na szyi medalionu. Z dnia na dzień szło jej coraz lepiej. Gdy schował ją już całą, westchnął głębiej i przeciągnął się by rozproszyć senność.
- Dziś znajdę coś innego niż trawę. Wyhodujemy na tobie coś szlachetnego. Może różę? – zapytał. – Na drzewo jest jeszcze na pewno za wcześnie.
Medalik zadrgał na jego piersi i rozżarzył się jasnym światłem.

__________________________________________________ ___________


Witam serdecznie wszystkich czytelników na rekrutacji do mojej pierwszej sesji. Bez przydługawych wstępów, przejdę do sedna sprawy.

Realia w jakich odbywać będzie się sesja najłatwiej będzie opisać jako bliżej nieokreślony świat wyjęty ze snu/baśni. Coś pomiędzy tym co działo się w głowie Dr. Parnassusa, Alicją w Krainie Czarów, a (nawiązując do klasyków) Procesem wg. F. Kafki. Szeroko pojęta poetyka snów. Miejsce gdzie niemożliwe, staje się możliwe, logika ucieka przerażona przed potęgą wyobraźni, a świat jest tak dziwny jak tylko się da. Miejsce w którym za każdym rogiem czai się nowa możliwość. W taki właśnie świat chciałbym Was (czytelników i współtwórców) zabrać.

Jako, że nie przepadam za typowym trybem sesjowym, poszukuję nie graczy, a chętnych do współtworzenia opisanego we wstępie świata. Wiąże się to z tym, że każdy może wprowadzić do świata swoje postacie, swoje wydarzenia, mechanikę świata w ramach dobrze rozumianego umiaru. Możliwość kreacji nie powinna jednocześnie utrudniać przekazu lub tworzyć zbyt wielkiego chaosu. Należy w tym wszystkim znaleźć - po wcześniejszym wyważeniu – złoty środek.
Jeśli ktoś zatem poszukuje sesji gdzie będzie stawiany przed wyborami, może się srodze zawieść. Tutaj historię tworzą wszyscy twórcy (wcale nie gracze!). Z początku powiedziemy przez świat naszych wyobrażeń tylko jednego bohatera - Molna. W miarę rozwoju historii dołączy do niego pewnie jakaś gromadka, ale to będzie już zależało od przebiegu wydarzeń.

Od razu chcę zaznaczyć, że nie jest to sesja o:
  • pogromcach smoków,
  • pięknych księżniczkach czekających w wieżach na ratunek,
  • zagładzie świata,
  • krnąbrnych spiskach politycznych,
  • wszędobylskiej posoce na litry wyciekającej z zarżniętych bronią białą ciał wrogów,
  • etc
Zminimalizowane do niemal zera będą śmierć, erotyka, przemoc i wulgaryzmy.
Chcę aby była to Baśń. Przyjemna i łatwa w odbiorze, zaskakująca w formie i może z jakimś przesłaniem. Kolorowa, nietypowa i zajmująca. Do dyspozycji będziemy mieli cały świat.

Przyjęci współtwórcy będą mieli swobodę kreowania świata, co nie oznacza dowolności. Planuję tą historię powierzyć 5 osobom – a więc poza mną chcę znaleźć dodatkowe 4 osoby zainteresowane tym tematem. W momencie gdy nie mamy każdy swojego z osobna bohatera, lecz póki co jednego wspólnie - musimy trzymać się tego co piszą poprzednicy. Niegrzecznym jest zmienianie konceptu, świadomości bohatera lub przeszłych wydarzeń, jeśli ktoś z poprzedników już w tym temacie coś zdziałał. Dlatego bezwzględnie będę tego pilnował. Tak więc jest dowolność, ale z uszanowaniem już zastrzeżonych lub minionych zdarzeń.
Inną sprawą jest, że wolność fantazjowania nie może być równoznaczna z chaosem. Ponad wszystko należy pamiętać, że niezdrowy jest przerost formy nad treścią i zdecydowanie opisać dokładniej jeden koncept, niż kilkanaście w jednym akapicie. Zwiększy to przejrzystość pracy i sprawi, że czytanie naszego opowiadanie nie będzie męczarnią, a dobrą zabawą.

Nie chciałbym
aby w sesji/pracy weryfikacyjnej zamieszczane były obrazy. Jakiekolwiek. Od tego jest fantazja i wyobraźnia, żeby to słowa kreowały obraz w głowie czytającego, stąd uważam zamieszczanie jakiejkolwiek treści w postaci cyfrowego obrazu za dysfunkcję. Dajmy czytelnikom (i sobie nawzajem też) użyć szarych komórek. Da to im zdecydowanie więcej (imho) niż link do wyszukiwanego na siłę jotpega. Zatem jeśli kusi was jakiś obraz czy wizja konkretnej sceny, opiszcie ją na tyle dokładnie na ile możecie, ale nie zniżajcie się do tego, by wyręczać się cyfrowym obrazem.

Wszystkich chcących współtworzyć świat opisany we wstępnej historii, proszę o nadesłanie pracy która będzie kontynuacją tego co w tym poście zamieściłem. Co stało się z bohaterem gdy wylądował i rozpoczął kolejny dzień wędrówki.
Objętość? Dowolna. Nie jestem zwolennikiem poematów. Liczy się jakość, a nie ilość. Nie macie mi pokazać, że umiecie zapełnić 20 stron czcionką 12 TNR, tylko udowodnić, że wpasujecie się w konceptualny świat i będziecie potrafili go współtworzyć. Jak wspomniałem wcześniej, planuje nająć do projektu jeszcze 4 osoby. Da to możliwość śledzenia wszystkim poczynań bohatera, bez potrzeby znalezienia czasu na wertowanie Xdziestu stron, żeby być na bieżąco z fabułą. Myślę że byłoby miło, gdyby każdy z uczestników w ciągu tygodnia przygotował jeden fragment.

Prace proszę wysyłać w formacie PDF na adres nietopesh [at] gmail.com do 5 grudnia. Dzień później w temacie napiszę kto został przyjęty.

Jeśli ktoś będzie zainteresowany, proszę także o zamieszczenie informacji w tym temacie.

Do przeczytania!
 
__________________
Hello there
I’d kill for some company
I’d trade my soul for a whisper
I’d die for a touch

Ostatnio edytowane przez Fiannr : 23-11-2010 o 22:59. Powód: Dodano BackGround Music, celem dopełnienia klimatu w opowiadaniu
Fiannr jest offline  
Stary 24-11-2010, 11:18   #2
 
nojann's Avatar
 
Powiem, że ciekawe. Sam się zastanawiałem nad podobną "sesją" w klimatach mroczno-tajemnicznych. Przeczytam dokładniej Twój tekst i zobaczę - jeśli uznam, że pasuję klimatem, to będę próbował dołączyć.

Przeczytałem... Kurcze, jeśli to ma być przyjemne i baśniowe, to ja chyba odpadam... No chyba, że zauważymy, że baśnie bywają nieprzyjemne - pokój z ciałami zamordowanych żon, dwunastu braci zabitych już nie pamiętam w jakich okolicznościach. To też baśnie
 

Ostatnio edytowane przez nojann : 24-11-2010 o 11:33.
nojann jest offline  
Stary 25-11-2010, 07:57   #3
 
Shawn's Avatar
 
Myślę, że to będzie fajne.
Zgłaszam się.
 
Shawn jest offline  
Stary 26-11-2010, 02:20   #4
 
Lore's Avatar
 
Ja nie mam wątpliwości Dołączam!

Przy okazji - witam wszystkich

Lore
 
Lore jest offline  
Stary 28-11-2010, 07:14   #5
 
secutor's Avatar
 
Szczerze to nie wiem czy dobrze rozumie realia tego swiata.
Ba nawet nie wiem co oznacza [at]
Ale mowia mi proboj nawet jesli nie wierzysz ze ci sie uda.
Odpowiem tutaj, a autor zrobi z tym co uzna za sluszne.

Nazywam sie Tyfon.
Rabnelo cos o ziemie z impetem az zadudnilo. Kurz jeszcze nie opadl i jeszcze nikt nie wiedzial co to bylo, dlatego jeden pytal drugiego czy widzial co spadlo z nieba. Znaczy sie z gory, bo to co wylazlo z kurzu i pylu z nieba (duchowego) byc nie moglo.
Z aniolem mialo tyle wspolnego co i sam diablel. Znaczy sie skrzydla mialo.
Kots nawet krzyknol ze diabel wcielony przybyl do krainy.
Ktos inny z otwarta geba ledwo wymamrotal sepleniac.
- sssssssssssss-m-o-k.
- O w morde!!!!! , bardziej zawarczalo niz powiedzialo cos w glowach wszystkich gapiow. Teraz to dopiero ludzie poczuli strach, gdy zorientowali
sie ze cokolwiek spadlo przekazuje bezposrednie slowa/mysli
do glowy, a to juz nie przelewki.

,,smok", wyskoczyl z ,,pierscienia" powoli opadajacego kurzu, jak piskle kaczki czy kurczaka.
Zatoczyl sie na lapach jak pijany i walnol spowrotem o ziemie.
Znow wstal szybko, probojac zlapac rownowage i nie stracic przytomnosci.
Potrzasnol lbem na boki, jak trzasa ludzie glowa gdy mowia ,,nie", ale zrobil to znacznie energiczniej.
Potrzasnol nim tak jakby chcial zaprzeczyc temu co sie z nim dzieje.
Jakby nie chcial przyznac ze upadl, ze na krotka chwile stracil przytomnosc umyslu.

- ssss-m-o-k, znow ktos powtorzyl.
,,Smok" na mocno rozwartych 4 lapach, utrzymojac rownowage obrucil glowe
lypiac jednym okiem na adresata slow. Ba nawet mrugnol nim mowiac:
- Nie jessssstem ssssssmokiem. Jestem wywerna. Zacharczalo w glowie wszystkim gapia. Fakt, czesc ludzi uciekla, z przerazenia czesc zostala, zreszta tez z przerarzenia. Nieliczni bedac w szoku zapomnieli o strachu?
- Wiwern - powtorzyla bestia, ale ludzie nadal nie reagowali.
- wyvern - ludzie dalej nic, - wiwerna - wywerna? - Powtarzala bestia
rozne wersje nazw kotre nadawali ludzie jej rasie.
- Taki rodzaj smoka, bez dwuch przednich lap. Powtorzyl ow wywern, demonstrujac ze pomiedzy nogami tylnymi a skrzydlami nie ma dwuch przednich lap. Ale jak rozpostarl skrzydla okazalo sie ze skrzydla i lapy przednie to u niego jedno i to samo.
Wywern jakby zorientowal sie ze zle tlumaczy ludzia bo ci, jakby nie bylo, patrza na jego
przednie lapy/skrzydla. Z lekkim zarzenowaniem zwinol nadgarstki w piesci jakby wstydzac sie ich. Ale chcac nie chcac, wkoncu stracil rownowage i oparl je o ziemie znow stajac na 4 lapach.
Odsapnol od calego zdarzenia i zaczol jeszcze raz od nowa.
- Nazywam sie Tyfon. Przedstawil sie wywern, niewiadomo komu,
bo do tego momentu juz wszyscy uciekli.

P.S.
Dobra sorki nie zajarzylem ze chodzi o prowadzenie
jednego bohatera przez 5 osob.
Ale szkoda mi mazac swoich wypocin, wiec zostawiam jak jest
i zycze milej zabawy.
 

Ostatnio edytowane przez secutor : 28-11-2010 o 08:01.
secutor jest offline  
Stary 06-12-2010, 10:36   #6
 
Fiannr's Avatar
 
Z przykrością stwierdzam, że żadne z podań otrzymanych nie spełniało wymogów technicznych, których nie było wcale dużo. Tak więc na chwilę obecną nie mam z kim poprowadzić tej sesji. Może innym razem znajdzie się więcej chętnych (i adekwatnych podań).

Dziękuję wszystkim którzy przejawiali zainteresowanie tym pomysłem. Do następnego!
 
__________________
Hello there
I’d kill for some company
I’d trade my soul for a whisper
I’d die for a touch
Fiannr jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:15.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170