Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Globalny Terror - Lilie<!-- google_ad_section_end -->
Globalny Terror - Lilie
Autor artykułu: Niles Elmwood
07-06-2007
Globalny Terror - Lilie

Pogodny poranek zapowiadał piękny dzień.
Mike wychodząc z domu podniósł leżącą na schodach werandy gazetę. Słońce wesoło świeciło na bezchmurnym niebie. Czuł jego ciepło na odkrytym karku. Zobaczył starego Charlesa stojącego na podjeździe swojego garażu.

- Dzień dobry panie Notch! Jak się pan miewa? – zagadnął wesoło sąsiada.
Staruszek oderwał wzrok od gazety, którą właśnie przeglądał i uśmiechnął się szeroko odsłaniając gołe dziąsła, w miejscu ewidentnego barku sztucznej szczęki.
- Dzień dobry synu – wyseplenił staruszek – Dobrze, dziękuję! A co u was? Mam nadzieję, ze Lisa czuje się lepiej... – powiedział zafrasowanym tonem – Biedne dziecko – dodał nie wiadomo czy do Mike’a, czy sam do siebie, składając przy tym gazetę. Po chwili zauważył, że choć był ubrany w swoją nieśmiertelną flanelową koszulę, to zapomniał nałożyć spodni i sterczał tak na ulicy w majtkach, wystawiając pokrzywione kolana i chude blade łydki do słońca. Staruszek śmiejąc się pod nosem ruszył po trawniku, rozkładając ręce w geście „starość nie radość” i machnąwszy na pożegnanie Mike’owi gazetą, zniknął za drzwiami swojego domu.
Mike myślami był przy żonie. Już od dwóch tygodni leży w szpitalu. Jebani terroryści! Jakby szczęście mojej rodziny było ich wrogiem – pomyślał sobie z goryczą wsiadając do zaparkowanego na podjeździe Oldsmobile’a.

Jadąc po swojej ulicy, kilka przecznic dalej, mimowolnie zwrócił uwagę na dom na froncie którego, nie było wywieszonej flagi. Zatrzymując się na stopie z wrażenia wychylił się przez siedzenie pasażera, żeby dokładniej przyjrzeć się posesji. Na trawniku widniała wbita w ziemię tablica „Na sprzedaż”. Dopiero teraz skojarzył sobie, że mieszkała tam ta rodzina Hindusów. Słyszał to od pani Notch, która zawsze zdawała się wiedzieć wszystko najdokładniej. Tak, pamiętam chłopaka, który tam mieszkał. Chyba pracował w „Ruby Tuesday” na naszej plazie. Tak, to on, to ta rodzina. Jego ojca frustraci powiesili na słupie syreny alarmowej. Kolejny terrorysta. Mike w to nie wierzył. Ponoć gość pracował jako dentysta od dwudziestu lat. Syn mu się tutaj urodził. Paranoja.

Przejeżdżał ulicami swojego przedmieścia w kierunku autostrady. Cudownie się jeździ bez korków - pomyślał. Rzeczywiście. Jeszcze kilka lat wcześniej o tej porze lepiej było nie wyjeżdżać z domu, a już na pewno nie miało sensu wybierać hi-way’a. Za to przed wojną chodniki były puste. A teraz? Świat stanął do góry nogami. Mike ciągle przyłapywał się na zdziwieniu i ciągłym porównywaniu codzienności, do życia z przeszłości. Ludzie przestali tak powszechnie korzystać z aut. Kiedy cena benzyny za galon doszła do ceny ucha „Johnny Walker’a” wszyscy myśleli, nie, wszyscy czuli, że nadchodzi koniec świata! Wtedy rzeczywiście nastał kryzys. Wojna inna niż wszystkie. Giełda się zatrzęsła w posadach. Bezrobocie. Powtórka z historii – pomyślał – po prawie stu latach historia zrobiła koło. Na szczęście jest P.A.T.A. – pomyślał z przekonaniem, patrząc na małą białą chorągiewkę trzepoczącą na antenie Chryslera, który jechał przed nim. Zresztą nawet teraz, kiedy już jest lepiej, kogo tak naprawdę stać na wykupienie ubezpieczenia? No właśnie – westchnął Mike, który był agentem ubezpieczeniowym. Za to ludzie wykupują polisy na życie. Żeby tak było przed wojną, to po starych stawkach za prowizje z polis, które sprzedał od czasu wybuchu wojny, byłby bez wątpienia milionerem.

Wjeżdżając na autostradę bez większego zdziwienia stwierdził , że nie ma żadnych niespodzianek. Auta sunęły płynnie z prędkością 75 mil na godzinę w dość konkretnych odstępach. Zjeżdżając z rampy miał już na liczniku 45 m/hr i wtedy usłyszał znajomy zgrzyt silnika, który przeskoczył na tryb elektryczny. Tak, musi znowu odstawić tego złoma do mechanika. Od czasu kiedy zainstalował napęd elektryczny cały czas czuje, że coś jest nie tak. Powinien z miejsca pojechać do dealer’a i zrobić to jak się należy, z gwarancją, oryginalnymi częściami, a tak teraz ma sam za swoje. Chciał zaoszczędzić. No, ale przecież nie każdego stać na nowiutką hybrydę. Widząc przejeżdżające obok Chevy Impala policji stanowej cmoknął z uznaniem i w niemym geście zrozumienia pokiwał głową. Tak, chyba tylko tych i tę resztę najbogatszych. Kiedyś to wszystko można było kupić na kredyt. Aż westchnął zagłębiając się we wspomnienia jak w jakąś legendę, która teraz staje się mitem. Wystarczyło 700 punktów na linii kredytowej i żyłeś jak król. Rozmarzył się nie mogąc zapomnieć, że on miał do cholery tych punktów 750. No tak. Pierdoleni terroryści! Pieprzona cholerna wojna... Kryzys, bankructwa. Teraz na kredyt to można kupić najprędzej fajki w "7 Eleven", a i to jak ma się nie byle jakie chody u właściciela.

Po dwudziestu minutach zjechał z autostrady na ulice miasta.
Tutaj jazda była nieco wolniejsza jak na przedmieściach. Dużo przechodniów przecinało ulice, w najmniej oczekiwanych miejscach. Jadąc mijał puste lub zaciągnięte kratami wystawy sklepowe. Wprawdzie miasto się budziło do życia, ale jeszcze wiele biznesów nie dźwignęło się z upadku. Mimo wszystko – pomyślał wjeżdżając w down town – kiedyś kraty na wystawach, spotkać można było tylko na murzynowie... Wszystko zeszło na psy.
Dumne flagi narodowe trzepotały na wietrze, rozwieszone na każdym co drugim słupie elektrycznej lampy, na przemian z białymi flagami P.A.T.A.

Skręcił w lewo w jednokierunkową Madison. Zbliżając się coraz bardziej do miejsca przeznaczenia, myślami był znowu przy żonie. Lekarze dają nić szansy. Będzie dobrze. Musi być! Stojąc na czerwonym świetle przyjrzał się narożnej kwiaciarni. O mało nie zapomniałem! – pomyślał parkując przy chodniku na miejscu z parkometrem na kartę bankową.

- Ile za te białe? – zapytał młoda kwiaciarkę wskazując na lilie.
- $10 za sztukę – odpowiedziała dziewczyna z silnym europejskim akcentem.
Polka? Rosjanka? Czeszka? – przeleciało mu przez głowę.
- Byłem kiedyś w Europie – zagadnął – Między innymi w Polsce, nad morzem. Miasto miało tę niemiecką nazwę ... – zaryzykował intuicyjnie, że dziewczyna jest Polką. Ładna - pomyślał - Albo Polka, albo Czeszka.
- W Gdańsku? – bez zastanowienia wpadła w słowo.
- Nie w Scecynje – Mike z trudem wymówił obcą nazwę dumnie uśmiechając się półgębkiem.
- Ach, no tak w Szczecinie! – uśmiechnęła się dziewczyna wydając resztę z wyrazem twarzy, który mówił „Daj mi jeszcze tip’a, a potwierdzę, że Kraków jest w Wisconsin.”
- Dziękuję – dygnęła chowając dodatkowe pięć dolarów do kieszonki na piersi koszuli. – Miłego dnia!
- Wzajemnie! – odparł Mike i wąchając kwiaty odwrócił się do wyjścia.
Nagle stanął jak wryty.
Z naprzeciwka pod prąd pędził w zawrotnym tempie samochód dostawczy. Przerażeni kierowcy starali się zjeżdżać z drogi na boki, by uniknąć śmiertelnego zagrożenia. Mike instynktownie zaczął biec w przeciwnym kierunku. Byle jak najdalej, jak najszybciej. Wszyscy wiedzieli co się za chwilę wydarzy.

Nie pomogły serie strzałów z karabinów napatoczonego patrolu, na który łatwiej jest dzisiaj trafić, jak na Żyda sprzed wojny przy Ścianie Płaczu w Jerozolimie. Niebieska furgonetka niemal przelatując przez skrzyżowanie, z impetem wbiła się przez witrynę restauracji do środka lokalu. Przy wrzawie panicznego wrzasku dziesiątków przechodniów, najpierw było słychać brzęk tłuczonego szkła, później tępy łomot, gdy auto uderzyło w betonowe filary „Tiffaniego”. Sekundę później siła wybuchu poderwała zaparkowane nieopodal samochody, dobrych piętnaście stóp do góry, rzucając nimi o przeciwległe budynki jak zabawkami. Ognisto-czerwony kłąb eksplozji liznął całe skrzyżowanie swoim piekielnym jęzorem. Na ulicy nieliczni, którzy to przeżyli, teraz kulili się na ziemi chowając głowy pod deszczem tysięcy odłamków, kawałków spadającego zewsząd szkła i gruzu. Po kilku chwilach, gdy opadał dym i pył, a na bruku rozbiła się ostatnia szyba, wraz z pauzą ciszy i przeciągłego pisku wypełniającego szczelnie bębenki, zaczęły się wyłaniać pierwsze drżące dźwięki - alarmy wściekle wyjących samochodów. Z trudem zaczęły się podnosić pierwsze zakurzone postacie. Wszędzie krew i swąd palonego ciała. Dało się słyszeć płacz, krzyki, złorzeczenia, ciche jęki cierpienia. Tylko flagi nad głowami nadal trzepotały na wietrze, który jednak nie był w stanie ugasić zawzięcie je trawiących płomieni. Dopiero teraz było widać, że obok popiołów wirujących w powietrzu, na ziemię opadały płatki różnorakich kwiatów.

Mike leżał spokojnie na chodniku kilkanaście stóp od miejsca, w którym kiedyś była narożna kwiaciarnia. Twarzą do betonu. W dłoniach nadal ściskał bukiet białych lilii. Wokół jego głowy powoli zbierała się i wciąż rosła gęsta szkarłatna kałuża krwi. Nie dowie się, że lekarze nie byli w stanie uratować jego córeczki, która zmarła zaraz po porodzie, o poranku, ani tego, że jego żonie zostało nie więcej, jak dwa lata życia. Nie zobaczy cierpienia ukochanej Lisy, która w rozpaczy do krwi zagryza usta i w bezradności swojej kompletnie nie wie, w jaki sposób mu o tym wszystkim powiedzieć.
Autor artykułu
Zarejestrowany: Mar 2007
Posty: 444
Reputacja: 0
Niles Elmwood nie jest za bardzo znanyNiles Elmwood nie jest za bardzo znanyNiles Elmwood nie jest za bardzo znany

Oceny użytkowników
Język
93.4%93.4%93.4%
4.67
Spójność
93.4%93.4%93.4%
4.67
Kreatywność
84.4%84.4%84.4%
4.22
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 9, średnia: 90%

Narzędzia artykułu

  #1  
Kutak on 07-06-2007, 13:07
Ocena użytkownika
Język
80%80%80%
4
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:93%
Może i zbyt obiektywny nie będę, ale co tam

Opowiadanie bardzo dobrze wprowadzające w klimat sesji i świata, który jednak zaczyna ewoluować w coś większego niż ta, barbarzyńsko przeze mnie pocięta, wersja "Do Sesji". To dobrze, nawet świetnie- o ile na potrzeby samego scenariusza potrzebny był tylko zarys, tak teraz, gdy już będziecie brać się za grę, przyda się rozbudowywać świat we wszystkich możliwych płaszczyznach. No ale tyle wymądrzania się, czas przejść do samego opowiadania

Twój sposób pisania bardzo mi podchodzi, podobnie jak budowanie tego pozornie sielankowego nastroju. Ot, przedmieścia, swojski poranek, a dalej już trochę inaczej. Informacji o świecie trochę, sporo klimatu i tego całego szaleństwa związanego z P.A.T.A. i terroryzmem. Świetnie się czyta, szybko i przyjemnie.

Gratulacje. Naprawdę.

Pozdr, Kutak

Edit:

Bym zapomniał- masz jedną czy tam dwie literówki, Niles
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Hammen on 07-06-2007, 13:26
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:93%
Jeśli kiedyś miałem wątpliwości czy brać udział w sesji, tak z przeczytaniem tego opowiadania wszystkie całkowicie zniknęły.

Co mi się podoba? Styl, który jest bardzo przystępny. Klimat-lubię jak przez całe opowiadanie „coś wisi w powietrzu”. Owszem są literówki, ale są to tylko(!) literówki.

Takie opowiadanie stanowi doskonałe wprowadzenie do sesji. Jestem pod wrażeniem, naprawdę. Cóż, pozostaje tylko wziąć się za tworzenie postaci
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Niles Elmwood on 07-06-2007, 21:18
Kutak, Hammen dzięki za przeczytanie, słowa pochwały, tak wysokie oceny i zauważenie błędów
Naprawdę nie spodziewałem się tak dobrego przyjęcia tego opowiadanka
Błędy poprawiłem, oj było ich jednak całkiem sporo :/ docs.google rulez :P
Pozdrawiam!
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Redone on 09-06-2007, 17:37
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Ja też jestem pod wrażeniem. Kutak mi polecił twoje opowiadanie, on wie co ja lubię
Bardzo przyjemnie się je czyta, z zaciekawieniem czekałam co będzie dalej. Trzy piątki ode mnie, należą się
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
Cold on 09-06-2007, 18:21
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Nie mogę powiedzieć nic więcej, co moi przedmówcy... Jedynie kilka przecinków brakowało, ale to jest nieistotne. Kurcze, jak ja nie lubię takich zakończeń .
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6  
Niles Elmwood on 11-06-2007, 23:20
Redone, Cold dzięki wielkie za przeczytanie i refleksje!
Najbardziej cieszy po napisaniu opowiadania, że ktoś przeczytał do końca dając się wciągnąć, to jest to najlepsza nagroda dla piszącego.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #7  
Latilen on 12-06-2007, 16:50
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Podoba mi się. A nawet bardzo (stąd te trzy 5 )
Po pierwsze w końcu dostałam chociaż kawałek świata po Totalnym Terrorze - a nie mogłam się doczekać!
A po drugie konstrukcja - sielanka przeplatana małymi codziennymi problemami i szybko wszyscy zostają sprowadzeni na odpowiedni tok myślenia Trzymało w napięciu aż do końca
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:37.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166