Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-02-2011, 19:03   #1
 
one_worm's Avatar
 
Reputacja: 316 one_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skał
[Wampir: Maskarada]Krew,futro i spaghetti (+18)

Floryda, Miami i okolice. Palmy, drinki i plażowicze. Tym jest dla reszty świata Floryda, rajem. Jednak nie jest tak w istocie, bo gdy popatrzymy się bliżej zobaczymy bagna, rozległe mokradła i aligatory. Wszystko to kręciło się wokół amerykańskiego stylu życia, zastaw się, a postaw się. Kredyty i jupiki, wszyscy brali i spłacali. Wszyscy. No prawie wszyscy. Nad rozgwieżdżonym niebem wznosiła się imponująca willa. Widać było limuzyny, widać było pięknie ubrane kobiety i eleganckich mężczyzn, którzy im towarzyszyli. Limuzyny zmieniały się tylko, z których wysiadali kolejni goście. W środku trwał bankiet. To wiedzieli okoliczni mieszkańcy, różnie bogaci jak właściciele tego domu, tak samo mogły domyślać się tego osoby które by się znalazły obok. Wszystko to odbywało się z przepychem. Przy bramie stali ludzie w garniturach, na posesji widać było światła ogrodowe, podjazd i psy wraz ze strażnikami ubranymi tak samo jak ci ludzie przy bramie. Patrolowali. Dziś był wyjątkowy wieczór, przybyła do miasta ważna osoba.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=HWqKPWO5T4o[/MEDIA]

Don stał w głównej sali tejże willi. Witał kolejno gości, którzy wchodzili do pomieszczenia, do głównej sali. Grała muzyka, światło księżyca ginęło w jasno oświetlonych salach tego budynku. Wszyscy goście już chyba się zebrali poza jednym, tym głównym, który miał przybyć. W końcu jednak, po długich chwilach wyczekiwania pojawiła się ta osoba. Drzwi zostały otworzone przez ludzi w garniturach. Widać było zarys drobnej osoby, kobiety. Nim weszła do środka minęła chwila, może cała wieczność. Była to włoszka, piękna i gorąca jak Mediolan latem, jednak kalkulowała z chłodną logiką niczym zima w Alpach. Kobieta weszła pewnym krokiem i podeszła do Dona. Spojrzała mu się w oczy i lekko dygnęła i okazała szacunek należny tej osobie. Goście zaspokoili swą ciekawość, tym kto to jest. Maria Giovanni. Consigliere Giovanni na Florydę. Wiedzieli to wszyscy zebrani. Kobieta nietypowa, kobieta okrutna, chłodna, lecz dla odpowiednich osób ciepła. Suka z zasadami jak to niektórzy, ci odważniejsi mówili. Maria przeczesała delikatnie swoje włosy i poszła gdzieś za Donem znikając w korytarzach willi.

Gdzieś w willi słychać było tylko echo butów. Jedne były na obcasie i one właśnie sprawiały, że zagłuszały muzykę płynącą z głównej sali. Nagle obydwie osoby skręciły w drzwi po prawej stronie i zniknęły w ciemnym pomieszczeniu oświetlanym jedynie przez światło księżyca. Dało się słyszeć szum wiatru i wyczuć miękki dywan, który łaskotał w kostki. Don zapalił światło i gestem zaprosił kobietę do siebie, ta podeszła bliżej. Kobieta szła wolno rozglądając się po pomieszczeniu. Widziała spore biurko z jakiegoś drewna, prawdopodobnie orzecha, stylowe lampki, wieczne pióra i pełno szafek z tego samego drewna z jakiego było wykonane biurko. Na biurku były papiery. Don zamyślił się chwilę i przemówił swym basowym, lekko zachrypniętym głosem:
-Witaj we Florydzie, w Ameryce, kraju możliwości. Mamy tutaj nowy kanał przerzutowy…
-Co to za kanał i kto nim dowodzi, co też jest przemycane – zapytała się błyskawicznie kobieta.
-Heroina, kokaina, ogólnie narkotyki. Spore pieniądze. To jednak nie wszystko. Kanałem zajmie się ktoś inny, ty otrzymasz inne, delikatniejsze zadanie, wymagające Twoich zdolności. Tylko i wyłącznie ty się nadajesz… – Don zawiesił głos na chwilę- Dostaniesz lokal, pizzerię. To jak wiesz przykrywka. Dostaniesz ludzi, dostawę narkotyków. Twoje zadanie to zrobić rozdzielnię, wybadać rynek zbytu i racjonować dostępność, że się tak wyrażę – kobieta skinęła głową myśląc chwilę
- No dobrze – powiedziała powoli-A co z policją?
- Jest nasza – odrzekł Don- No, przynajmniej póki nie będziecie strzelać do ludzi. Lokal znajduje się w Miami przy ulicy Newport 12. Jutro się tym zajmiesz. Aha, Anna oraz Roberto będą Twoimi głównymi ochroniarzami oraz będą odpowiedzialni za załatwianie innych spraw. Witaj na Florydzie, w Miami, mieście możliwości. –
-A inne wampiry? – zapytała Maria
-Nie ma.
Maria skinęła głową. Ruszyła z powrotem do głównej sali, a don pokiwał głową”Da sobie radę”
 
__________________
Do szczęścia potrzebuję tylko dwóch rzeczy. Władzy nad światem i jakiejś przekąski.

Ostatnio edytowane przez one_worm : 12-02-2011 o 19:12.
one_worm jest offline  
Stary 17-02-2011, 20:26   #2
 
Erissa's Avatar
 
Reputacja: 1217 Erissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumny
Szła przez długi, wąski korytarz analizując wszystkie słowa Dona, wyglądało na to, że już na samym początku zostało jej przydzielone dość odpowiedzialne zadanie, w sumie nie ma się co dziwić, czy ktoś widział kiedyś lepszą consigliere? Giovanni nie powierzają swoich interesów byle komu. Jej usta wykrzywił uśmiech, który mógł w postronnym widzu zmrozić krew w żyłach. Stukot obcasów zagłuszały już odgłosy muzyki dobiegającej z sali, zwolniła kroku, poprawiła długą, czerwoną suknię i dostojnie przeszła przez dwuskrzydłowe drzwi oddzielające ją od towarzystwa zaproszonego na bankiet. Zrobiło się nagle zupełnie cicho, rozmowy ustały, jedynie głuche zawodzenie skrzypiec przy akompaniamencie gitary wydawało się rozcinać gęstą atmosferę. Maria szła powoli kątem oka wyławiając z tłumu pojedyncze osoby, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, wiedziała, że to ona była tu najważniejsza, nikt inny, przybyli tu dla niej. Przeszła przez salę mijając rozstępujący się na jej widok tłum, podeszła do kelnerki, która widząc ją z bliska niemal upuściła tacę, wzięła kieliszek z szampanem i delikatnie upiła z niego łyk
- Pięknie pani wygląda, jak zwykle – obok niej pojawił się mężczyzna ubrany w stylowy smoking, ujął jej dłoń i złożył na niej pocałunek
- Dziękuję – odpowiedziała od niechcenia i delikatnie wyrwała rękę z jego uścisku
- Jak minęła pani podróż? Włosi muszą być najszczęśliwszymi mężczyznami na świecie jeśli w ich kraju żyją tak cudowne kobiety – kontynuował młodzieniec
Jacyż głupcy zebrali się tutaj, czy oni faktycznie myślą, że ma ochotę kogokolwiek z nich przemieniać? Bez słowa ruszyła przed siebie słysząc szepty poruszonego jej obecnością towarzystwa, stanęła przy obrazie wiszącym na karmazynowej ścianie – Vogel – kiwnęła głową, gospodarz miał niezły gust w przeciwieństwie do tej całej tłuszczy. Swoja drogą ciekawe ile warte jest to cacko…
Nagle podszedł do niej jakiś jegomość w garniturze. Podał kieliszek szampana:
- Widzę, że piękna kobieta przyjechała do Miami... Jestem Vox Walkin, burmistrz miasta Miami, oczarowany Panią, Panno...?
- Giovanni, Maria Giovanni - wzięła kieliszek nawet nie patrząc na mężczyznę, miała nadzieję, że odejdzie jak najszybciej zniechęcony jej obojętnością, lecz nagle zdała sobie sprawę, że kontakty z tak wpływową osobą mogą być przydatne w ogólnym zestawieniu zysków i strat - Co pan sądzi o tym obrazie, jest bardzo ciekawy, prawda panie Walkin? - rzuciła mu zalotne spojrzenie
Mężczyzna spojrzał na obraz. Vogel, jak myślał.
- Zdaje się, że to Vogel panno Mario. Aczkolwiek mogę się mylić. Pani z tego co wiem hojnie wspierała moją kampanię wyborczą, tak powiedział przynajmniej gospodarz. Urzekł podobno panią mój pomysł otwarcia muzeum sztuki. A jeżeli chodzi o obraz. Van Gogh raczej jest malarzem, który mnie urzekł. Preferuję sztukę post impresjonistyczną
- Zgadza się, Vogel, idealny przykład sztuki sentymentalnej, widzę, że pan także zna się na malarstwie - przysunęła się do niego delikatnie - Muzeum sztuki jest bardzo dobrym pomysłem i z wielkim zaangażowaniem jestem skłonna udzielić panu wszelkiej pomocy leżącej w moich możliwościach, a musi pan wiedzieć, że są one bardzo... duże - uśmiechnęła się tajemniczo, lecz wymownie - Jeśli chodzi o Van Gogha to jego obrazy także mnie fascynują, szczególnie nieśmiertelne Słoneczniki, którymi tak się szczycił - stwierdziła z prawie niewyczuwalną ironią
Vox spojrzał na twarz kobiety.
-Widzę, że mamy wspólne zainteresowania. Muszę przyznać, że nie często słyszę takie słowa z ust dam. - ucałował dłoń - Za tydzień o godzinie dwudziestej odbędzie się wernisaż poświęcony Van Goghowi właśnie, będą prelekcje. Później uroczysta lampka szampana, podobna ma być prokurator Stawnoy oraz gubernator. Zjawi się Pani? - zapytał z nadzieją w głosie
- Za tydzień mam już umówione pewne spotkanie związane z moim protektoratem właśnie, ale jakże mogłabym odmówić ujrzenia tak znamienitych dzieł i przede wszystkim spotkania z niezwykle czarującym mężczyzną - upiła łyk szampana nie spuszczając oczu z Voxa, wydawało jej się, że już był jej, a ona nie myliła się nigdy - Niewysłowioną przyjemnością było poznanie pana panie Walkin i mam nadzieję, na rychłą kontynuację tej jakże zajmującej rozmowy
- Oczywiście - po czym ponownie ucałował dłoń- Oczywiście. -uśmiechnął się ukazując całą ścianę białych, równych zębów. - Mam nadzieję, że uda się kontynuować znajomość. Tutaj jest moja wizytówka, gdyby potrzebowała Pani czegokolwiek bez wahania proszę dzwonić. Dostępny jestem o każde porze dnia i nocy. Teraz muszę udać się do gospodarza, pana Augusta Giovanni, wiem, iż on nie lubi spóźnień, ani czekania. Pani wybaczy- po czym ponownie ucałował w rękę i pokłonił się i odszedł z uśmiechem na ustach.
Maria uśmiechnęła się do siebie, nawet nie spodziewała się, że tak łatwo zyska znaczące kontakty, jednak opłacało się przybyć na ten bankiet, mimo wszystko. Upiła łyk szampana i ponownie zagłębiła się w kontemplacji obrazów zdobiących ściany sali.

***
Czarny mustang jechał przez wyludnione ulice, do świtu została godzina, może trochę więcej. Maria rozglądała się uważnie, wiedziała, że gdzieś w tej okolicy była pizzeria, bała się jednak, że ją przeoczy, tej nocy rozmawiała jeszcze z wieloma ludźmi, niezbyt jej się to podobało, ale nawet jej chłodny stosunek do nich wydawał się nie działać trzeźwiąco, wciąż lepili się, słodzili, prychnęła tylko, głupcy niewarci uwagi. Znowu przesunęła wzrokiem po okolicy i na jej twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia, podjechała bliżej, zaparkowała samochód i wyszła z niego. Wiszący nad jej głową szyld w kolorach narodowych Włoch prezentował napis ” La Cucina D'Inferno” skąpany w płomieniach
- No ładnie, ładnie – kiwnęła głową z aprobatą
Założyła czarną, skórzaną kurtkę, poprawiła sukienkę i wyciągając z kieszeni klucze podeszła do oszklonych drzwi, otworzyła je po czym weszła do środka. Ściany pomalowane były na ciepłą czerwień, a zdobiące je płomienie nadawały pomieszczeniu ciekawego klimatu. Czarne stoliki były rozstawione w bardzo dokładny i przemyślany sposób na hebanowej podłodze, na jednej ze ścian wisiał ogromny telewizor, z którego w dzień śpiewały do gości wszystkie plastikowe gwiazdy biznesu. Maria wyłapała odgłosy zbliżających się gdzieś z zaplecza kroków, prawdopodobnie to jej przyszli współpracownicy zwabieni stukotem obcasów postanowili powitać swoją nowa przełożoną. Tak, ona nigdy nie pracowała na równi z kimś, zawsze dowodziła, a jeśli się to komuś nie podobało… cóż, musiało się podobać. Mimo wszystko wolała pozwolić sobie na odrobinę przezorności, szybko otworzyła torebkę tak, by w każdej chwili mogła dobyć ukrytego w niej pistoletu, choć czuła, że nie będzie to potrzebne. Przed nią pojawiły się dwie osoby; młoda kobieta, brunetka ubrana w zieloną bluzkę na ramiączkach i spódnicę oraz mężczyzna, którego Maria dokładniej zlustrowała spojrzeniem od miłej twarzy przez koszulę, aż do czubków eleganckich butów. Zauważyła, że byli do siebie nieco podobni, rodzeństwo? Może.
- Anna i Roberto jak mniemam – odezwała się swoim miękkim, melodyjnym głosem przywołując na twarz pewny uśmiech
Pierwsza zasada: najpierw wzbudzaj podziw, pokaż kto tu rządzi, dopiero później się przedstawiaj, niech cię podziwiają i drżą słysząc z kim mają do czynienia.
- Możliwe, a ty kim jesteś? – dziewczyna skrzywiła się nieznacznie patrząc na wampirzycę. Zazdrość?
- Anna, gdzie twoje maniery, to pewnie panna Giovanni, zgadłem? – młodzieniec uśmiechnął się czarująco i nie czekając na odpowiedź podszedł do niej – Witamy w Miami, zaszczytem dla mnie jest panią poznać – pocałował jej dłoń z dziwnym uśmiechem na twarzy
- Zgadzam się, to wielki zaszczyt – „dla was oczywiście” ale tego już nie dodała – Dobrze, jest już dość późno, a raczej wcześnie, jak wy to określacie – stwierdziła – po zmroku porozmawiamy na temat pizzerii, pokażecie mi co i jak, chce znać tu każdą szczelinę i dziurę, chce być informowana o wszystkich transakcjach, wydatkach, dochodach, chce wiedzieć o kontaktach, macie mi mówić dosłownie o wszystkim, jasne? – mówiła słodkim tonem tak niepasującym do treści jej słów – Świetnie – stwierdziła widząc, że kiwają głowami – Myślę, że obejdzie się bez większych kłopotów, bo radziłabym wam nie kwestionować moich poleceń – paskudny uśmiech znowu pojawił się na jej twarzy – Dobrze kotku – zwróciła się do mężczyzny – prowadź, gdzie mogę się trochę przespać?
Roberto ruszył przed siebie prowadzony spojrzeniem Anny, Marii nie podobała się dziewczyna, czuła, że mogą być z nią jeszcze kłopoty, oby nie. Młodzieniec zszedł schodami do piwnicy, światło sączące się z lamp zawieszonych przy suficie było przyćmione. Wreszcie zatrzymali się przy drzwiach od magazynu, mężczyzna zdjął obraz ukazujący kucharza w białym kitlu trzymającego pizzę, oczom Włoszki ukazał się wyświetlacz a pod nim przyciski z cyframi, które Roberto zaczął szybko wciskać. Maria wyłapywała ruchy jego palców: 29216 - miała dobrą pamięć do liczb, nie musiała nawet zbytnio się starać by zapisać je w głowie. Ściana bezgłośnie odsunęła się ukazując małe pomieszczenie, było puste, stał w nim tylko telewizor, stolik z czarnego drewna i biała, skórzana kanapa do której podszedł mężczyzna, przez chwilę dotykał jej oparcia, wreszcie widocznie wcisnął jakiś przycisk lub odnalazł czujnik, bowiem fresk ukazujący polujących jeźdźców napadniętych przez dziwną bestię delikatnie odjechał ukazując kolejne schody w dół. Ruszyli nimi. Ściany były tutaj z litego kamienia, zionęło chłodem. Po pokonaniu krętych stopni dotarli wreszcie do pokoju, który wielkością przypominał ten na górze, który musiał znajdować się dokładnie nad nim, jednak tutaj całe umeblowanie składało się z antyków; regałów, które uginały się pod ciężarem ksiąg, rzeźbionego stołu, obijanych atłasem krzeseł i masywnej, zdobionej trumny stojącej dokładnie na środku
- Jesteśmy na miejscu – odezwał się Roberto
- Nieco tu… stereotypowo – Maria przesunęła dłonią po kamiennej ścianie
- Doszły nas słuchy, że lubisz otaczać się antykami – Latynos wyszczerzył zęby w uśmiechu – Ale… hmmm… posłanie powinno ci się spodobać – otworzył wieko trumny
- Owszem, wygląda zachęcająco – rzuciła okiem do środka – No dobrze, tobie już dziękuję – powiedziała stanowczo zdejmując kurtkę i buty
Mężczyzna zrozumiał co miała na myśli, powiedział tylko „Do zobaczenia” i wyszedł, Maria ułożyła się wygodnie, to była ciężka noc, dziwne tylko jak oni sobie wszyscy radzili bez niej tak długo… Nieudacznicy.
 
Erissa jest offline  
Stary 22-02-2011, 17:52   #3
 
one_worm's Avatar
 
Reputacja: 316 one_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skał
Głód. Wielki głód, jakiego nie doświadczy żaden śmiertelnik obudził ciebie. Czułaś jak wszystko boli, jak wykręca wnętrzności tylko po to, by po chwili to wszystko ustało. Byłaś przyzwyczajona do tego i wiedziałaś, że właśnie minął dzień. Ostatnie promienie słońca właśnie schowały się za horyzontem, ty zaś leżałaś w trumnie. Wieko odchyliło się bez problemu i twym oczom ukazał się pokój. Ten sam w którym zasnęłaś. Wstałaś, ubrałaś się, napiłaś. Zaletą bycia wampirem, bogatym wampirem pod opieką Dona było to, że zawsze czekała świeża krew, krew zwana Vitae. Ów Vitae była potrzebna bardziej niż cokolwiek innego. W głowie krążyła tylko tobie jedna myśl, jedna jedyna, dzięki której uśmiechałaś się w poczuciu wygranej. Nie musiałaś polować jak inne wampiry, zamieszkujące świat. O innych wampirach wiedziałaś tylko tyle, że są i też są tam klany. Oni musieli polować.


Weszłaś do głównej Sali, gdzie oba ghule czekały cierpliwie aż podejdziesz do nich. Na ich twarzach malowały się przeciwstawne maski, o ile chłopak był zadowolony i z uśmiechem i ekscytacją czekał aż powiesz do niego słówko, łaskawie coś rzekniesz i dasz jakieś polecenie, o tyle dziewczyna miała wypisaną tam rezygnację. Rezygnację i chłód. Była w rodzinie mimo wszystko, jakbyś była jej ciotką, której ni lubi. Gdy podeszłaś bliżej chłopak skoczył do ciebie i z przesadnym tonem uniżenia zaczął meldować co się działo za dnia:
-Dzwonił Don, pierwsze dostawy będą niebawem, nawet dziś w nocy, a dokładniej nad ranem – Strzelał niczym z karabinu maszynowego. Spojrzałaś na dziewczynę, która tylko wywróciła oczami- Opłaciliśmy rachunki, a w kopercie tej oto – w tym miejscu podał do ręki kopertę – Znajduje się dzisiejszy utarg. Jesteśmy trzysta dolarów na plusie!- Był dumny z siebie. Wtedy Anna wtrąciła mu:
-No i jest sprawa jeszcze Ibrahima ibn Yusufa, tego araba… wczoraj przyszedł jego posłaniec i zostawił tę oto kopertę, otworzyłam, zaproszenie do jakiegoś klubu, klubu o nazwie Jaspis. – rzuciła otwarty list na blat stołu- Chyba nie jesteś jedyną potężną tutaj w okolicy. Tak czy inaczej burmistrz dzisiaj zamówił z osiem pizz i nie wiem, chyba ciebie kocha – uśmiechnęła się. Nagle zadzwonił telefon. Roberto skoczył w kierunku telefonu i podniósł słuchawkę:
- Przepraszam, dzisiaj już nieczynne, jutro jednak zaczniemy dzia… – zawiesił głos – Aha…aha, rozumiem, tak, jest, wstała… dobrze, przekażę – odwiesił słuchawkę i zwrócił się do ciebie:
- Don powiedział, że niebawem przybędzie tutaj jedna osoba, także wampir, będzie pomagał Tobie w prowadzeniu interesu. Tego legalnego, bo ten nielegalny to nadal ty będziesz na wyłączność. – Po tych słowach zamilkli podając dzisiejszą gazetę.
 
__________________
Do szczęścia potrzebuję tylko dwóch rzeczy. Władzy nad światem i jakiejś przekąski.
one_worm jest offline  
Stary 14-03-2011, 13:37   #4
 
Erissa's Avatar
 
Reputacja: 1217 Erissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumnyErissa ma z czego być dumny
Była zadowolona z faktu, że Roberto tak sumiennie starał się wykonywać swoją pracę, za to Anna… Już od samego początku wzbudzała w niej lekką niechęć, teraz jej pogarda dla Marii wcale nie poprawiała sytuacji
- Następnym razem proszę – zwróciła się do dziewczyny słodkim tonem – nie rzucaj mi rzeczy jak psu Anno, bo chyba zapominasz się jeszcze odnośnie panującej hierarchii – uśmiechnęła się – Bierz przykład ze swojego brata.
Podeszła powoli do Roberto i stając blisko niego oparła się o jego ramię:
- Jestem za to bardzo zadowolona z twojej pracy – jej uśmiech złośliwości zmienił się na ciepły i przyjacielski – Oby tak dalej – szepnęła mu do ucha – A teraz dwieście dolarów z koperty jest wasze, tak na dobry początek, podzielcie się wedle uznania.
To, co powiedziała kosztowało ją wiele, dwie trzecie dziennego utargu… To sześćdziesiąt sześć procent… Ale niestety, czasami trzeba zarzucić wędkę z przynętą, by złowić wielką rybę.
- A teraz powiedzcie mi co to za klub ten Jaspis? – zapytała siadając na jednym z krzeseł i podpierając głowę na dłoni
- To gotycki klub, dosyć znany, ale nie każdy ma do niego wstęp, to elitarne miejsce – Roberto z szerokim uśmiechem powiedział wszystko jednym tchem
Kiwnęła tylko głową, właściciel takiego miejsca musiał być zgodnie ze słowami Anny bardzo wpływową osobą, tylko czego mógł chcieć od niej? Czyżby stanowił pierwszą przeszkodzę w realizacji celu? Przeszkody zazwyczaj się usuwa. Maria wstała i bez słowa skierowała się do swojego pokoju w podziemiach, otworzyła szafę, do której po przebudzeniu powkładała wszystkie swoje ubrania. Gdy mieszkała we Włoszech została wysłana do podobnego klubu, więc na dole, zapakowany w białe pudło spoczywał odpowiedni strój. Zdjęła wieko i wyciągnęła czarną sukienkę do kolan z gorsetem i kloszowanym dołem oraz wysokie, wiązane buty na obcasie. Ubrała się szybko i przygładziła strój, oczy podkreśliła ciemnym, mocnym makijażem i przeczesawszy włosy wyszła powoli, z gracją. Gdy tylko stukot obcasów dotarł do uszu mężczyzny odłożył czytaną gazetę i popatrzył na Marię z uwielbieniem
- Wyglądasz…zachwycająco. Tak mrocznie – uśmiechnął się
- Zasada numer dwa: ja zawsze wyglądam świetnie – odpowiedziała uśmiechem – No kochanie – rzuciła mu kluczyki do samochodu – Mam nadzieję, że zechcesz pokazać mi, gdzie to jest dokładnie.

***
Samochód zatrzymał się w jednej z bocznych uliczek, przy drzwiach stało dwóch mężczyzn, na niedożywionych raczej nie wyglądali, nad nimi ciemnofioletowymi gotyckimi literami połyskiwał napis JASPIS
- Jesteśmy na miejscu – powiedział latynos
- Zaparkuj gdzieś tutaj, nie wiem ile mi to zajmie – napomknęła otwierając drzwi
Arab prawdopodobnie uprzedził swoich goryli o możliwości jej przybycia, bo mężczyźni tylko zmierzyli ją, lecz widząc zimne, pełne pogardy spojrzenie jeden z nich wszedł do środka mówiąc coś jakby „Za mną”. Zeszli schodami w dół do ogromnego pomieszczenia. Wypełniały je czarne meble stojące na mieniącej się podłodze z czarnego marmuru. Panował przyjemny półmrok rozpraszany jedynie przez fioletowe światło sączące się z lamp. Widziała młodo wyglądających ludzi bawiących się, rozmawiających, pijących alkohol. Z głośników płynęła muzyka, która mimo wszystko potęgowała jeszcze wrażenie kameralności klubu. Prowadzona podążyła nieco w bok, przeszła przez ciężkie drzwi, za którymi znalazła kolejne schody
- Tam jest gabinet, pan Yusuf oczekuje – mężczyzna stwierdził to tonem zupełnego idioty po czym odszedł
Maria powoli zeszła na dół i zapukała w dębowe drzwi, po czym nie czekając na zaproszenie weszła do środka. Gabinet był aż zbyt stereotypowy; masywne biurko, krzesło, skórzana kanapa i pokaźna biblioteczka, Arab zaś ubrany w popielaty garnitur stał przy rzeźbie prawdopodobnie o czymś myśląc. Włoszka przemierzyła pomieszczenie pewnym, pełnym gracji krokiem:
- Zdaje się, że chciał się pan ze mną widzieć - zapytała
- Tak... Jesteś nowa w Miami jak się nie mylę - odpowiedział
- Owszem, przyjechałam wczoraj - podeszła bliżej i usiadła w jednym z foteli zakładając nogę na nogę
- Doskonale, prowadzisz ładną restauracyjkę, bardzo atrakcyjne miejsce muszę przyznać... Jestem Josif ale to wiesz z zaproszenia. Chciałbym być osobą, która powita Ciebie na dzielnicy. Widzisz, mieliśmy tutaj zarówno ugrupowania różnego rodzaju skrajnie polityczne jak i gangsterskie, ale je wygoniliśmy z miasta. Czy jesteś jakimś wywrotowcem, który pragnie zaprowadzić jakikolwiek nowy ład i porządek?
- Nie obchodzi mnie mieszanie się w sprawy wewnętrzne, społeczne czy polityczne, ja tylko prowadzę restaurację - uśmiechnęła się z tajemniczym błyskiem w oku, z jej twarzy można było wyczytać delikatną ironię - Miło mi także być powitaną przez kogoś tak wpływowego - wstała i podeszła do niego – Jestem Maria, ale to pewnie już wiesz - usiadła zalotnie na jego biurku
- Wiem doskonale - także się uśmiechnął - Na mnie te sztuczki nie podziałają Mario, mogę tak się do Ciebie zwracać? - zapytał także zalotnie- Jestem wampirem i seks nie daje mi przyjemności jak za życia, tak więc może przejdźmy do konkretów - uśmiechnął się- Nie jesteś Mario wywrotowcem, nie jesteś żadną siłą polityczną... to dobrze, widzisz Floryda miała być, póki co jest i miejmy nadzieję, że będzie wolnym stanem od wszelakich innych polityków. Póki co jednak rządzimy radą. Miasto jest podzielone na sześć stref wpływów, a między innymi ja jestem baronem tejże strefy. Wchodząc na czyjąkolwiek inną strefę czy dzielnicę w dobrym guście byłoby się udać najpierw do barona danego miasta i ukazać mu się. Przywitać. Tako ja i witam Ciebie na swojej domenie. Prowadź sobie restaurację i co tylko zechcesz ale wiedz jedno, jakiekolwiek próby destabilizacji politycznej miasta będą surowo karane
- Jak już powiedziałam nie zamierzam mieszać się w politykę, a jeśli przez myśl przejdzie mi choćby taki pomysł to szybko do ciebie przybiegnę i powiadomię - ukazała mu w uśmiechu rząd białych zębów - Mam wrażenie, że będzie nam się dobrze współpracowało
- Jeżeli tylko będziesz prowadzić restaurację to tak, będzie miło - odpowiedział takim samym uśmiechem - To jest nasza tradycja, nie interesuje nas czy przyjechałaś tutaj bo uciekłaś czy chcesz bawić się w sieć Pizza Hut. Interesuje nas Twoje bezpieczeństwo - zaśmiał się widząc jej oburzoną minę- Nie, żaden haracz. Musisz coś wiedzieć innego. W okolicy grasują psy...to znaczy wilkołaki. Jak się domyślasz, nie są najprzyjaźniej nastawieni?
- Więc jednak nie jest tu tak kolorowo - kiwnęła głową - Cóż, myślę, że jakoś dam sobie radę z tym problemem, aczkolwiek jeśli masz dla mnie jakieś istotne wskazówki to słucham kolegi starszego stażem bardzo uważnie.
-Jedną. Jak zobaczysz wilkołaka uciekaj w stronę miasta. Niby nic ale masz większe szanse. Broń i srebrne naboje też są dobrym rozwiązaniem bo niewiele rzeczy jest w stanie zrobić krzywdę wilkołakowi, w zasadzie srebro jest najpewniejsze. Chyba tyle jeśli chodzi o wilkołaki, aha, nie opuszczaj Miami i nie kieruj się na bagna gdzieś tam jest ich jakieś święte miejsce. Czy coś takiego - odparł wampir
- Dzięki wielkie, zastosuję się - zeskoczyła z biurka - Na bagna jakoś mnie nie ciągnie, wiec raczej nie będziemy wchodzić sobie w drogę.
-Jak to już wszystko to myślę, że znajdziesz wyjście bez problemu. Mam wiele spraw na głowie i na pewno następnym razem pogadamy sobie dłużej - wskazał ręką drzwi, uprzednio ściskając jej dłoń i wstając z fotela- Dobrej nocy- rzekł i uśmiechnął się
- Dobrej nocy i jeszcze raz dziękuję za ostrzeżenie - odpowiedziała także z przyjacielskim uśmiechem po czym wyszła

***
Gdy weszli z powrotem do pizzerii zobaczyli, że przy jednym ze stolików siedzi jakaś osoba, słysząc ich kroki wstała i podeszła do nich bliżej. Był to młody, czarnowłosy mężczyzna w białej koszuli i skórzanej kurtce
- Witaj Mario – uśmiechnął się – Jestem Thomas, mam dla ciebie pewne informacje, a właściwie zlecenie od Dona
- Oczywiście – kobieta usiadła na krześle – O co chodzi?
- Chodzi o miejscowy gang, psuje nam on pewne plany, z czego oczywiście Don zadowolony nie jest. Każą nazywać się „Kociaki” – uśmiechnął się lekko – No cóż, może lubią, a o gustach się nie dyskutuje – puścił do kobiety porozumiewawczo oko - Twoje zadanie polegało będzie na wybadaniu ich działalności, dowiedzeniu się jak najwięcej. Udało nam się ustalić, że siedzibą ich jest warsztat samochodowy „Willy&Tunin' "
- Zobaczę co da się zrobić – skinęła głową
- No, na mnie już czas – mężczyzna wstał – Życzę powodzenia i do następnego razu, niezwykle miło było mi cię poznać – wyszedł niespiesznie
Maria przechadzała się po lokalu, od karmazynowych ścian odbijał się stukot obcasów. Jeśli Don prosił nie mogła odmówić, choć zapowiadało się, że zadanie nie będzie łatwe.
- Roberto – powiedziała cicho dalej myśląc nad wszystkim – Zadbaj o odpowiednią ilość broni i amunicji do rewolwerów, byłabym także wdzięczna, gdybyś załatwił mi kilka srebrnych naboi, tak na wszelki wypadek – powiedziała przeciągając się nagle – Swoją drogą ciekawe co to za nowy wampir…
To pytanie błądziło całą noc po jej głowie, zastanawiała się kogo też do współpracy przydzielił jej Don. Z jednej strony godziło to nieco w jej dumę; czy uważał, że jednak nie da rady? Że koniecznie jest jej potrzebna pomoc, żeby nie zniweczyła wszystkich planów? A może przeciwnie, kolejny współpracownik miał być tylko umocnieniem jej pozycji? Tak czy inaczej wszystko niedługo miało się wyjaśnić.
 
__________________
"Wczoraj wieczór myślałem o ratowaniu świata. Dziś rano o ratowaniu ludzkości. Ale cóż, trzeba mierzyć siły na zamiary. I ratować to, co można."
A. Sapkowski
Erissa jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166