Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Rekrutacje do sesji RPG > Archiwum rekrutacji
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum rekrutacji Wszelkie rekrutacje, które zostały zakończone.


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 31-08-2012, 13:00   #1
 
Asenat's Avatar
 
[Gra o tron] Głód

Głód


There are so many caterpillers
Hunger, greater now than ever
The trees hold their breath, die and fall
Man is like a blinded wolf
Hunger is all I feel
Hunger everywhere

Garmarna "Njaalkeme"



Słońce lśniło jeszcze na szczycie Muru. Ostatnie promienie zanikały powoli i gasły w załomach ruin opuszczonej strażnicy, rozświetlały pasma dymu nad obozowiskiem Skagosów. Jeszcze chwila i zagasły, i wtedy barbarzyńcy na kurhanie jak jeden porzucili nagle swe narzędzia. Zabrzmiały bębny i odległy, męski głos pośród nimi. Po chwili dołączyli i inni. Mało kto pośród braci znał starą mowę, którą posługiwali się Skagosi, jednak w coś w tej pieśni, wpierw rozedrganej i łkającej, potem coraz bardziej zajadłej i gniewnej, mówiło jasno, że Skagosi nie zapomnieli o bitwie sprzed wieków i nadal opłakują zmarłych.

Andres z Domu Milton, brnący w śniegu za bardziej doświadczonymi zwiadowcami, by w Czarnym Zamku złożyć przysięgę i dołączyć do Nocnej Straży, wybrał sobie właśnie ten moment, by przerwać ciszę i odezwać się do swego dowódcy. Właściwie od czasu, gdy wyruszyli ze Wschodniej Strażnicy, zielony jak wiosenna trawa młodzik co i rusz rozwierał gębę w zdumieniu, zachwycie lub przerażeniu, coś wylatywało zza jego uchylonych ust - i nieodmiennie było to zawsze coś głupiego.

- Mówią, eee... że Skagijki mają zęby w... no wiecie, mój panie... w...
Qhorin Półręki oderwał spojrzenie od obozu barbarzyńców.
- Mają - poświadczył poważnie. - Wszystkie, które poznałem, miały w ustach co najmniej kilka zębów. One, zęby, mają to do siebie, że wypadają, gdy człowiek się starzeje, chłopcze.
- Ale... - młody Milton pokrył się rumieńcem widocznym nawet w gęstniejącym mroku. - Ale mnie nie chodziło o to, nie o usta. Tylko... słyszałem, że mają zęby... tam, na dole...
- Ach, tam. Tam nie zaglądałem - odparł niewzruszenie potężny zwiadowca. - Powinieneś zapytać kogoś bardziej obznajomionego. Mance'a lub Dalbridge'a?
- Kiedy to od nich właśnie...

Za ich plecami rozbrzmiały dwa zduszone przez warstwy materiału chichoty. Kiedy Qhorin obrócił się w siodle, by spojrzeć na swych ludzi, obydwaj jak na komendę spoważnieli. Dalbridge wbił wzrok w szczyt Muru, a Mance Rayder, dziki, który przywdział czerń, w obozowisko Skagosów, gdzie snopami iskier buchały w niebo podsycane ogniska i śpiewano kolejne pieśni o honorze, zdradzie i krwi. Qhorin zsunął chustę z twarzy i westchnął.

- Nie słuchaj bzdur, chłopcze, i nie wierz w wyolbrzymione opowieści tych, co nigdy nawet stopy nie postawili w pobliżu miejsca, gdzie sam teraz stoisz. Skagosi to tacy sami ludzie jak ty czy ja. Tak samo potrzebują strawy i schronienia przed mrozem, tak samo od głodu i mrozu umierają... Tak samo chorują i tak samo krwawią, gdy ich ranić. Tak samo oddają wet za wet jak południowcy, i tak samo są wdzięczni za pomoc i dobre słowo. Tak samo walczą w obronie siebie i swoich rodzin, kochają i nienawidzą. Może tylko gwałtowniej niż my, bo i ich życie jest gwałtowniejsze i szybciej dobiega swego kresu.
- Oni żrą ludzkie mięso. Polują na ludzi - rzucił zajadle z tyłu milczący dotąd Mance, a z gardła Miltona dobył się trwożliwy wdech.
- I tak, i nie. Nie polują na ludzi jak my na jelenie. Ich mężczyźni jedzą mięso pokonanych w walce. Wierzą, że dzięki temu mogą przejąć ich odwagę. To honor dla pokonanego - zostać zjedzonym. Tchórzy nie tykają. Obyczaj. Kim jesteś, obcy na tej ziemi, by go osądzać? Oni są tutaj od wieków.
- Mężczyźni? - Milton drążył temat, który w swej obrzydliwości jednak go pociągał. - Ich kobiety nie jedzą ludzi?
Blady uśmiech rozciągnął usta dowódcy, lekki i nieobecny, jakby nie do młodego rekruta się uśmiechał, ale do swoich wspomnień.
- Nie. Nie potrzebują tego. Oni wierzą, że kobieta rodzi się odważna. Mężczyzna odważnym musi się dopiero stać.
- Qhorin - odezwał się cicho Mance i wskazał ręką w skraj obozowiska barbarzyńców. - Tam. To nie Moruad?

Na krawędzi kręgu światła rzucanego przez wielkie ogniska stała nieruchomo jak posąg kobieca postać w białych skórach. Twarz skryły cienie, ale zdawało się, że patrzy w ich kierunku.
- Ona - poświadczył krótko Półręki i odwrócił się w stronę Muru. - Rozłożymy się obozem w ruinach i poczekamy na naszych braci. Dalbridge, rozpal ogień przy wejściu, żeby nas widzieli.
- Nie idziesz się przywitać? - rzucił Mance.
- Nie - dowódca zsiadał już z konia. - Otrzymaliśmy rozkazy i są one jasne. Nie niepokoimy Skagosów i nie mieszamy się w ich sprawy. Moruad Magnar przyjęła kilku naszych braci, by patrzyli, co robi na ziemi Straży i to nam wystarczy. Zwiady idące tą stroną Muru mają zakaz zbliżania się do kurhanu. Blane już jedzie. Chodźmy do środka.

- Co? - zapytał powtórnie jakiś czas potem, gdy usiedli przy małym ognisku w cieniu poszarpanych murów strażnicy. - Co?
- To, co powiedziałem - westchnął Blane. - Wczoraj odkryli, że kości leżą w kilku warstwach. Więc teraz rozkopują to, co już wcześniej rozkopali i zakopali z powrotem. Kości złożyli z boku... i kopią coraz głębiej. Bogowie jedni wiedzą, ile to jeszcze potrwa.
- Radujmy się! Najdalej do pierwszych ostrych mrozów! - mruknął Dalbridge z przekąsem. - Dużo ognisk - zauważył. - Ilu ich tam jest?
- A ze trzystu, może czterystu... Ciągle się zmienia.
- Tydzień temu było dwustu.
- Qhorin... my tu mamy wielką stypę, nieustanny korowód chlania, płakania i śpiewania, którego żaden zapluty Skagos nie chce przepuścić. Codziennie przyjeżdżają kolejni, pojedynczo lub grupkami. Niektórzy odjeżdżają, ale więcej przybywa niż ubywa. Łażą też po ruinach.
- Poczekaj - powiedział wolno Półręki. - Moruad dała mi słowo, że nie będą zbliżać się do Muru. Mieli siedzieć na kurhanie i szukać kości Erranda Greystarka, a nie chodzić po strażnicy i szukać nie wiadomo czego.
- Obiecała. Nie dotrzymała. I co jej zrobisz? Może nawet o tym nie wie. Tu są setki chłopa pod bronią, wszyscy rozżaleni, w większości zachlani, że ledwie stoją. Ich wiara zabrania im jeść blisko zmarłych przed zmrokiem, ale nie zabrania im chlać, więc całymi dniami ryją w kurhanie jak króliki i piją jak świnie na głodno. Masz jeszcze jakieś złudzenia, że ona nad tym panuje?
- Mam. Pewność, nie złudzenia - uciął dowódca. - Dba o was?
- Tu się nie skarżymy. Gości nas jak samych królów. Ale ile to jeszcze potrwa?

***

Ognisko pomiędzy poszarpanymi skałami na morskim brzegu pojawiło się, kiedy Aidan wspiął się na szczyt Muru i rozpoczął wartę. Jedno, małe... więc może tylko dla jednej osoby. Aidan oparł włócznię o blok lodu i próbował przebić wzrokiem ciemności. W pobliżu nie było nikogo, kto by mu przypomniał, że trzyma właśnie wartę i powinien patrzyć na północ, nie na południe.

Ciągle tam było. Paliło się równo i spokojnie. Jeden raz na chwilę przesłonił je cień, jakby ten, który się przy rozłożył, przeszedł pomiędzy ogniem a patrzącym z góry Aidanem. Ten... a może wreszcie ta?

Od kiedy Moruad Magnar wyjednała sobie u Lorda Dowódcy Qorgyle'a pozwolenie na poszukiwanie kości Erranda Greystarka na Długim Kurhanie, ogniska po południowej stronie Muru przestały zapowiadać zabronioną, ale pożądaną przez wielu z braci nadzieję na kilka słodkich chwil w ramionach kobiety. Teraz ognisk nie rozpalały samotne Skagijki, ale tłumy brodatych, głośnych Skagosów, ciągnących nieprzerwanym sznurem na Długi Kurhan, by dołączyć do Moruad Magnar, kopać wśród kości i śpiewać zmarłym. To jednak... to było takie małe, i tuż przy brzegu morza, tak jak dawniej, i w sercu Aidana pojawiła się nieśmiała nadzieja, że może naprawdę będzie jak dawniej. Weźmie konia i wymknie się po cichu, Wschodnia Strażnica będzie maleć za jego plecami, a przybliżać będzie się ognisko, przy którym czeka samotnie smukła Skagijka o głodnych oczach. Nie będą wiele rozmawiać, bo Aidan zna w starej mowie tylko kilka słów... jednak one powinny wystarczyć, tak jak zawsze wystarczały. Jeśli się jej spodoba, wróci do Wschodniej Strażnicy tuż przed świtem, niezauważony, równie cicho, jak ją opuścił, a wspomnienie ciepłych ramion dziewczyny będzie go grzało jeszcze długo podczas mroźnych nocy zimy, która miała niebawem nadejść.

Ognisko ciągle się paliło, kiedy warta Aidana dobiegła końca. Już zdecydowany, wrócił do swej celi tylko po schowany na czarną godzinę kawałek suszonego mięsa. Wody wokół Skagos były szaloną kipielą, przeprawienie się na ląd zawsze trwało długo. Jeśli Skagijka nie wzięła nic ze sobą, czeka tam na niego głodna.

Na dziedzińcu nie było nikogo. Nie rozszczekały się psy. Tylko na szczycie Muru jeden z braci Aidana umilał sobie wartę śpiewaniem.

You flew in from the dawn
Such a sight when you came into view
You stretched your white wings
Careful embrace

Swan, my swan
Dive, heat my blood
Swan, my swan
Before dawn breaks

Aidan uspokoił konia, wziął ostrożny oddech. Ręce mu się trzęsły, gdy uchylał bramę. Pojechał w noc.

Morze szemrało, szczęśliwie, że mówić nie mogło. Pozostawało niemym świadkiem małej zdrady, której Aidan miał się zaraz dopuścić... której dopuścił się już kilkakrotnie w przeszłości, nie on zresztą pierwszy czy jedyny. Czasami, kiedy leżał samotnie w swej celi, lubił myśleć, że gdzieś na Skagos uczy się chodzić mały chłopiec o brązowych oczach, takich jak jego własne. W tych marzeniach zawsze to był mały chłopiec. Aidan zanim wypowiedział słowa przysięgi w sepcie Czarnego Zamku nie doczekał się dzieci. Teraz zaś nigdy w swych marzeniach nie dopuszczał myśli, że ten brązowooki chłopiec kiedyś dorośnie, weźmie w rękę topór i rozpłata głowę jakiejś wronie, może i własną głowę Aidana. Chłopiec w marzeniach Aidana zawsze był mały, nigdy nie miał opuścić dziecięcych lat, by zmienić się w żądnego krwi wojownika.

Skagijka chyba spała, skurczona pod poszarpaną skórą. Ognisko niepodsycane przygasło w każdym bądź razie. Aidan zsiadł powoli z siodła.
- Kiedra? Swara kiedra? - szepnął. - Piękna dziewczyno?

Nie poruszyła się. Nawet nie drgnęła. Jakiś zabłąkany powiew wiatru szarpnął jej włosami. Miała w nie wpiętą zawieszkę, która pobłyskiwała całkiem jak złoto. To nie była zwykła Skagijka. Ktoś, kto nosi złoto, musi być znacznego rodu.

- Kiedra?

Przyklęknął przy niej, i wtedy się nie poruszyła, ujął ją więc delikatnie w pasie. Jego ręce wpadły głęboko w gąszcz śliskich jelit. Uniósł je okrwawione do twarzy. Jeszcze nie krzyczał. Jeszcze nie wierzył w to, co go spotkało. Potrząsał bezwładnym ciałem Skagijki i gładził ją po okaleczonej twarzy, ciągle wierząc, że to wszystko nieprawda.

- Kiedra?! Kiedra?!

Zerwał się, gdy za jego plecami trzasnęła łamana gałąź. Odwrócił się i wtedy zaczął krzyczeć, a zaraz potem biec. Dopadł konia i ruszył, ściskając wodze czerwonymi od krwi dziewczyny rękoma. Koń padł w wykrocie i chyba złamał nogę, ale Aidan nie zwracał na to uwagi. Zerwał się i biegł, biegł, biegł, a im Wschodnia Strażnica była bliżej, tym bardziej umysł Aidana oddalał się od rozumu i pędził w stronę szaleństwa.


Brama. Łódź i żagiel przy kamiennym nabrzeżu. Twarze. Brodate twarze Skagosów. Brodate twarze braci. Pytania. Krzyki. Własny krzyk. Milczący Mur ponad nimi. Świt.

Aidan padł na kolana pośrodku dziedzińca, ukrył twarz w okrwawionych dłoniach i stężał jak trup.

***

- ... w dłoni miał zaciskać złotą przywieszkę, ozdobę na włosy - measter Aemon nie bez trudu odczytywał wiadomość ze Wschodniej Strażnicy, spisaną pajęczym pismem na cienkim skrawku pergaminu. - Skagoskiej roboty, dlatego też czterech wojowników ze Skagos, których prądy zepchały w pobliże Muru i którzy przybili do Wschodniej Strażnicy, ruszyło razem z nami po śladach Aidana. Dziewkę znaleźliśmy przy morskim brzegu. Okaleczoną i poćwiartowaną. Skagosi rozpoznali w niej Enned, córkę Endehara...
- Magnara... Skagos... - Lord Dowódca zaplótł palce na swej wygolonej, pokrytej bliznami czaszce, by po chwili rąbnąć w stół smagłą, mocarną dłonią. - Dupy się zachciało, lecz zbyt był szpetny! Wziął więc siłą i zabił. Idiota! Zabił nas wszystkich...
- Pamiętam Aidana - przypomniał sobie lord Budowniczy - razem nas przyciągli na Mur, z tymże, że mię w kajdanach - Fallon Farwynd zachichotał i objął ramionami swe grube brzuszysko. - Syn tkacza z Białego Portu. Stark go pchnął w czerń za psucie monety. Płakał, jak miał zabić kozę. Skagijka wtłukłaby mu pierwszym lepszym kijaszkiem albo gołymi ręcoma! On nie zabił. Prędzej posrałby się ze strachu.
- Też go pamiętam - zaznaczył cicho z kąta Półręki. - To dobry człowiek i prawdziwy brat z Nocnej Straży... choć naturę ma miękką. Szpetnym bym też raczej go nie nazwał.
- Otoczyliśmy Skagosów, wzięliśmy w niewolę i trzymamy pod zamknięciem - podjął wątek maester Aemon.
- Ha! Bettley to potrafi udziabać! Nic dziwnego, jak ma się w herbie robaka! Ale że i Skagosów uchapał, no no...
- ... prócz jednego, który był zbiegł. Zostawił fałszywe ślady i omamił nas. Nie wiemy, dokąd pojechał, ale musimy założyć...
- ... Że prosto do magnara Skagos - dokończył ponuro lord Qorgyle.
Wśród zaległej ciszy głos Pierwszego Zwiadowcy Ulmera, nagle zachrypły, zabrzmiał jak żałobne krakanie wrony.
- Czterystu. Z Moruad na Długim Kurhanie jest czterystu Skagosów. Kilka dni marszu stąd.
Uśmiech spełzł nawet z rumianej gęby Farwynda.
- Wiem - warknął lord Qorgyle. - Sam ich tam wpuściłem.
- Nie czas to na swady - wtrącił pojednawczo maester Aemon. - Radźmy, jak zapobiec sprawie.
- Wojnie - syknął Lord Zwiadowca. - Dlaczego nikt nie mówi wprost. To będzie wojna.
- Chyba rzeź? - fuknął Farwynd.
- Musimy ukręcić temu łeb, zanim sprawa wyjdzie na jaw. Magnar nic nie wie - ozwał się nagle Półręki. - Gdyby wiedział, już maszerowałby na Mur. Poślijmy na Długi Kurhan do Moruad. Dowiedzmy się, co ona wie, i co zamierza uczynić. Endehar to okrutny głupiec i jego dni się kończą. Jego miejsce zajmie Moruad i z nią musimy się układać. Ta biedna, martwa dziewczyna była i jej krwi. Musimy się układać, zanim będzie za późno. Musimy dać jej sprawiedliwość, już w chwili, gdy jej zażąda.
- A jeśli nie ustalimy, kto to zrobił?
Twarz zwiadowcy nie drgnęła, pogłębiły się tylko cienie w oczodołach, jeziora półpłynnego mroku.
- Jeśli Nocnej Straży nie będzie stać, by oddać Moruad Magnar sprawiedliwość, będziemy musieli dać jej... winnych.



Witam wszystkich w rekrutacji do przygody w świecie Pieśni i Lodu G.R.R. Martina!


Jak widać po wstępie, nadchodzi zima, najstarsi górale mówią, że będzie długa i ciężka (chociaż mówią tak zawsze, więc może kłapią dziobami po próżnicy), a Nocna Straż ma problem większy niż mróz, pustki w spiżarniach czy rajdy dzikich. Problemem tym jest Enned, martwa córka obecnego magnara Skagos, obecnie w formie zamrożonej spoczywająca we Wschodniej Strażnicy, o której zabójstwo tymczasowo oskarżany jest jeden z braci z Nocnej Straży. Problemem jest Moruad, siostra obecnego magnara Skagos, obecnie na Długim Kurhanie, żywa jak cholera - którą Straż w imię budowania sojuszu i pokojowych stosunków dopuściła w pobliże Muru... więc Moruad przyszła, a razem z nią parę setek Skagosów, by siedzieć od trzech miesięcy Straży na karku. Największym zaś problemem jest Endehar, obecny magnar Skagos, któremu wszyscy życzą, żeby żywy być przestał, okrutnik i jak powiadają szaleniec, który przechwala się, że będzie pił krew z czaszki Lorda Dowódcy Qorgyle'a. Endehar obecnie przebywa na Skagos i naprawdę lepiej, żeby tam pozostał. Ostatnim razem, sto lat temu, jak magnar Skagos wkurwił się na Straż na tyle, by ruszyć zad ze swej wyspy, wielkie mordobicie ogarnęło kawał Północy, Skagosi doszli niemal pod Winterfell, a ich zepchnięcie z powrotem w morze kosztowało życie ówczesnego Lorda Starka, setek braci z Nocnej Straży i tysiące żołnierzy z Północy.

Nie chcemy tego, prawda?

Jeszcze można temu zapobiec. Nocna Straż desperacko potrzebuje w tej chwili ludzi lojalnych, rozważnych, ale i zdecydowanych, a przede wszystkim zaufanych i dyskretnych, którzy ukręcą łeb tej przykrej sprawie przy minimalnych stratach własnych, zanim przerodzi się w wojnę po pachy w zimowym śniegu. Nocna Straż potrzebuje WAS!

Tło

Gramy dwadzieścia parę lat przed początkiem Gry o Tron, tomu pierwszego cyklu. Oznacza to, że większość znanych Wam z kart postaci jeszcze się nie urodziła, część jeszcze żyje, a część przebywa zupełnie indziej.

Królem jest Aerys Targaryen. Namiestnikiem Północy Rickard Stark. Jeor Mormont siedzi sobie na Wyspie Niedźwiedziej i nawet nie podejrzewa, że kiedyś przywdzieje czerń. Lordem Dowódcą jest Marbran Qorgyle. Maester Aemon służy oczywiście w Czarnym Zamku, dopiero zaczyna ślepnąć. Qhorin ma dziarską trzydziestkę lat, trzy lata temu stracił paluchy prawej dłoni i już rąbie mieczem lewą aż miło. Już jest legendą.

Wierchuszka Straży

Marbran Qorgyle - Lord Dowódca. Dornijczyk, jak to Dornijczyk gorącokrwisty i charakterny. Tajemnicą poliszynela jest, że trafił na Mur za trucicielstwo. Chciał sobie skrócić kolejkę do dziedziczenia. Otruł więc ojca, najstarszego brata i parę przypadkowych osób dla niepoznaki. No i złapali go in flagranti, jak próbował otruć wuja. Dzicy uważają, że jest czarownikiem i boją się go jak diabli. Nazywają go Czarnym Pająkiem. Człek uważny i przebiegły. Dopóki się nie wścieknie, to iście ludzki pan, dbający o swych ludzi, hojny i skłonny do wspaniałomyślnych gestów.

Ulmer Rysiowa Morda - Pierwszy Zwiadowca. Człek z gminu. Nie ma takich ludzi. To jest po prostu niemożliwe, żeby normalny człowiek był tak szybki. Bolton przyłapał go dziewięć lat temu na swej ziemi, szlachtującego zabitego jelenia. W trakcie całowania butów i błagania o litość Ulmer ściągnął Boltona z siodła i zanim ktokolwiek zdążył rozdziawić mordę ze zdziwienia, Ulmer już pocinał galopkiem w stronę ziem Starków. Bolton ścigał go z ogarami. Jak zabili pod nim konia - uciekał na piechotę. Dwa bite dni. Gdy tylko dopadł ziem Starków, rzucił się pod nogi pierwszemu zbrojnemu z wilkorem na piersi, jakiego tylko zobaczył. Sprawa w tej sytuacji oparła się o Winterfell. A Stark oczywiście pogroził Boltonowi palcem, że poluje na ludzi na jego ziemi, a Ulmera posłał na Mur w klatce. Mówią, że przez jej pręty Ulmer zdążył jeszcze pokazać Boltonowi pięknego wała. Lubi wypić. Nie lubi szlachty.

Fallon Farwynd - Pierwszy Budowniczy. Żelazny Człowiek. Mówi, że zawsze miał rękę do kamuszków. Faktycznie, ręce do kosztowności ma lepkie jak mało kto. Na Murze za zbójowanie. Nie na morzu bynajmniej, ale na lądzie, tuż pod bokiem Lannisterów. Rekruter wyciągnął go z kamieniołomu, gdzie miał dokonać żywota łupiąc piaskowce. Straszny prostak, ale braci się przecież, jak rodziny, nie wybiera...

Hugo Flint - Pierwszy Zarządca. We wstępie go nie było, bo kiedy rzeczona narada miała miejsce, on w lodowych magazynach liczył połcie mięsa. A im dłużej liczył, tym bardziej mu wychodziło, że Nocna Straż nie przetrwa zimy. Wiecznie zmartwiony mały człowieczek z wiecznie zwisającym z czerwonego od mrozu nosa smarkiem.

We Wschodniej Strażnicy komendę dzierży wymieniony we wstępie ser Oswyn Bettley, a w Wieży Cieni odmłodzony stosownie ser Denys Mallister.
 
Asenat jest offline  
Stary 31-08-2012, 13:03   #2
 
Asenat's Avatar
 
Skagos charakterystyka krótka

Skagos i Skagosi to generalnie tajemnicza tajemnica, ale co nieco wiadomo. Więc:

Oni jedzą ludzkie mięso.
Hodują jednorożce.
Skagos jest tam, gdzie jest, czyli niebezpiecznie blisko Muru, i nic nie wskazuje na to, by wyspa miała nagle odżeglować gdzieś w dal.
Wody wokół wyspy to straszny kocioł, przeprawić się tam to dokonanie samo w sobie. Skagos nigdy nie zostało zdobyte. Jak Skagosi dostali łupnia, to zawsze na lądzie. Na wyspie nikt ich nie ruszy i oni dobrze o tym wiedzą.
Skagos jest pełne Skagosów, i co jakiś czas jak im się robi ciasno albo nudno, wyprawiają się na ląd pomordować troszeczkę.
Oni jedzą ludzkie mięso...
Skagos to wredny typ, co żadnej okazji do bitki nie przepuści. Jak tylko mogą, to przywalą Straży. Jak się wyprawią za Mur, to radośnie tłuką dzikich. Jak pójdą na południe, to walczą z klanami z gór. A jak nie ma się z kim bić, to siedzą na swojej wyspie i biorą się za łby między sobą... wtedy oczywiście reszta zainteresowanych jest najszczęśliwsza.
A po walce jedzą ludzkie mięso!
Skagosami, tak jak dzikimi, rządzi magnar. Specyfiką wyspy jest to, że zawsze z tego samego rodu - który kiedyś, gdy trafił się jakiś magnar współpracujący i mniej krwiożerczy niż poprzednicy, został z fantazją przez Króla Północy uszlachcony. Magnar to nie jest zwykły dowódca. Magnar jest bogiem swoich ludzi.
Poza magnarem, Skagosi wierzą w starych bogów. Oprócz drzew modlą się podobno do jakiegoś straszliwego morskiego potwora, którego mają uosabiać kamienie wygładzone w jakiś szczególny sposób przez fale.
Rzeczonemu potworowi składają ofiary. Z ludzi. I jedzą ludzkie mięso.
Z racji położenia wyspy, magnarowie Skagos w negocjacjach ze Strażą z lubością wysuwają argument: dawajcie nam, co chcemy, albo odetniemy wam dostawy drogą morską i lądową, a potem wpadniemy z sąsiedzką wizytą, spalimy Wschodnią Strażnicę do poziomu gruntu, a tamtejsze wrony zjemy. Co ważne, chociaż tym straszą, nigdy tego drugiego nie zrobili. Jednak każdy Lord Dowódca, który taką propozycję usłyszy, musi mieć na uwadze... że zawsze jest ten pierwszy raz.
Jak Skagos weźmie się i wyprawi na ląd, oprócz zabijania stawia sobie za punkt honoru porwanie jakiejś kobiety i zabranie jej ze sobą na wyspę.
Skagijki tam na dole nie mają zębów, naprawdę. Kto zaglądał, ten wie. Ale jak Skagijka wyprawi się na ląd, stawia sobie za punkt honoru rozłożenie nóg przed mężczyzną, który na Skagosa nie wygląda. Najbliżej mają do wron... i wielu jest takich, co z tego korzystają.
Dzicy Skagosów nie lubią. Klany z gór Skagosów nie lubią... dziwicie się? Oni mordują i porywają kobiety, i jedzą ludzkie mięso. Nikt Skagosów nie lubi.
Bogowie chyba też nie za bardzo. Wśród Skagosów podejrzanie częstsze niż w reszcie populacji są rozmaite deformacje - od banalnej w postaci zajęczej wargi po gigantyzm. Mocniej zdeformowane noworodki pewnie mordują. Nie wiadomo w sumie, czy potem nie jedzą... trafisz za nimi?

No dobra. Dlaczego Straż dopuściła te potwory na swoją ziemię?

Bo pojawiła się szansa na odwilż stosunków pomiędzy Strażą a Skagos. Jeśli wziąć pod uwagę, że wzajemne pretensje i mordobicie ciągnie się sześćset lat, to gra naprawdę jest warta świeczki.

Zanim 600 lat temu nastąpił początek tej podjazdowej wojenki, stosunki układały się jak to między bliskimi sąsiadami. Czasami były waśnie, a czasami Skagosowie wespół zespół ze Strażą bili się z dzikimi aż miło. Kwitł handelek. Dobrze było, w sumie. Zaczęło się, jak to zwykle bywa, od dupy.

600 lat temu magnarem Skagos została baba, Sahayeda. Do Straży odnosiła się przyjaźnie i nie sprawiała większych problemów. I jak to bywa, jak stosunki są przynajmniej ciepławe, w ramach budowania ciepełka wskoczyła do wyra Errandowi Greystarkowi, dowódcy zamku, który wówczas nazywał się Zimny Dom, a obecnie znamy go pod nazwą Długiego Kurhanu. Errand Greystark z jakichkolwiek powodów ciągnął ten romansik, wrony włączając Lorda Dowódcę udawali, że nic nie widzą, i nic nie zapowiadało katastrofy.

I wtedy ruszył się na południe Król za Murem, którego imienia najstarsi górale już nie pamiętają. I walił prosto w Zimny Dom. Sahayeda w te pędy ruszyła na odsiecz. Doceńcie geniusz strategiczny, godny Danuty Targaryen - zamiast wylądować przed Murem i wspomóc jego obsadę, durna baba wysadziła tysiące swoich ludzi na północ od Muru i popruła szparko wzdłuż umocnień. Skończyło się, jak się skończyć musiało. Dzicy przyparli Skagosów do Muru pod Zimnym Domem i eliminowali drogą metodycznej wyrzynki. A Errand Greystark... nie otworzył bram, choć mógł. Patrzył z góry, jak dzicy i Skagosi toczą bitwę pod jego bramą. Pojechał tłumnie na czele wron dopiero, gdy dzikich, poszarpanych walką ze Skagosami, było już mało. I wygrał. Sahayeda zaś złożyła głowę w bitwie. Jeden ze Skagosów, który przeżył rzeź, twierdził, że jej ostatnim życzeniem było, by pochować ją obok mężczyzny, którego kochała... wzruszyliście się? To jadziem dalej.

Mimo wszystko, nadal nic nie zapowiadało katastrofy. Magnarem po śmierci Sahayedy został jej brat. Razem z ocalałymi Skagosami pomagał wronom w rozwiązaniu kwestii tysięcy trupów, psujących się w letnim słoneczku pod Murem. Nie dało rady ich spalić, więc przeciągnięto je za Mur, by oczyścić pole, i w pewnej odległości od strażnicy pochowano w wielkim kurhanie. Potem magnar zawinął się i wrócił na wyspę. Zaraza od trupów jednak wybuchła. Errand Greystark został oskarżony o to, że nie potrafił jej zapobiec. Został zdegradowany i piętnaście lat potem dożył kresu swych dni jako zwykła wrona w Wieży Cieni.

I jak tylko wyciągnął nogi i został pochowany, ze Skagos do Czarnego Zamku przybył nowy magnar, Karl. Syn Sahayedy, z mordy podejrzanie podobny do Greystarka. Zażądał kości mniemanego ojca. Lord Dowódca może miał powody, może Skagosów nie lubił (jak wszyscy), a może po prostu miał zły dzień. W każdym bądź razie odmówił. Karl się wściekł i wrócił na Skagos... południową stroną Muru, po drodze wybijając tylu braci, ilu tylko zdołał. W odwecie Straż pognała precz grupę Skagosów osiedlonych z dziada pradziada w Darze. Przy wypędzaniu padły trupy. Magnar Skagos tak jak wcześniej tych osadników miał gdzieś, tak nagle poczuł się z nimi blisko i osobiście spokrewniony. Zaczęła się regularna wojna, której kres położyła śmierć Karla.

Wojnie, ale nie skiepszczonym stosunkom. Jak to zwykle bywa, sprawa przez lata obrosła w kolejne wzajemne krzywdy. Przez sześćset lat trwały to potyczki, to morderstwa, to rajdy Skagosów na idące z dostawami na Mur wozy i inne tego typu podsrywania. Raz na jakiś czas konflikt urastał do rozmiarów wojny, i wtedy na ogół ruszał się Stark z Winterfell, Skagosów spychano z wielkimi stratami na morze i zostawiano... bo przecież nikt nie będzie atakował tej wyspy. Oczywiście, nawet w największym ferworze walk zdarzały się po obu stronach jednostki przyjazne. A to jakaś wrona znalazła za Murem poranionego Skagosa i opatrzyła rany, zamiast dobić. A to jakiś Skagos przybywał przywdziać czerń - najczęściej by schronić się w Straży przed gniewem magnara. Nieprzemijająca chęć Skagijek by puścić się z kimś, kto nie jest z pochodzenia Skagosem, nawet jeśli przypadkiem nosi czarne gacie, trwała sobie również przez lata, bez większego wpływu na konflikt.

I pięć lat temu bogowie uśmiechnęli się do Straży. Daleko na północy, już w wiecznych śniegach, Qhorin, wówczas jeszcze pełnopalcy, brnąc w śniegu wlazł na oddział Skagosów pod wodzą Moruad Magnar, siostry obecnego magnara. Qhorin szukał w śniegu dzikiego grasanta imieniem Weyland, który raz za razem był się przeprawiał za Mur i robił sporo zamieszania. Moruad Magnar szukała nie wiadomo czego - jedni mówią, że złota. Inni, że sławy. Jeszcze inni, że chłopa spoza wyspy, odwiecznym zwyczajem wszystkich Skagijek. I zamiast się w tym śniegu pozabijać, od słowa do słowa doszli do porozumienia, że droga im wypada w tym samym kierunku, a sama Moruad również chętnie zdjęłaby głowę Weylanda z barków. Więc poszli. O tym, jak pokonali Weylanda, śpiewa się pieśni... których treść się wyklucza wzajemnie, ale wszystkie co do jednej są piękne. Moruad z nikogo stała się nagle kimś. Powrót na Mur zajął im rok... i jakoś po drodze Qhorin przerobił Moruad na dozgonnego przyjaciela Straży. Liczba podejrzanych zejść wron w okolicy morskiego brzegu, które można było przypisać Skagosom, najpierw się zmniejszyła, by ostatecznie spaść do zera. Moruad osobiście ze swymi ludźmi osłaniała braci budowniczych ze Wschodniej Strażnicy, jak im się przyszło wyprawić po kamień na naprawę nabrzeża poza Mur. Raz za razem wykonywała też małe, lecz znaczące gesty wobec Lorda Dowódcy, pokazując, że jej na przyjaźni Straży bardzo zależy. Musiała wziąć w karby własnego brata magnara, bo coś o Endeharze ostatnio przycichło...

Więc kiedy trzy miesiące temu przyjechała do Czarnego Zamku z prośbą, że chciałaby oddać cześć zmarłym na Długim Kurhanie, no jakże, jakże można jej było odmówić? Poniewczasie okazało się, że oddawać cześć przyjechało ponad setka brodatych Skagosów. Siedzieli na kurhanie, chlali i śpiewali... i ciągle przyjeżdżali nowi, więc Qorgyle posłał po Moruad, by się, ekhm, może trochę ograniczyła.

Moruad, ciągle w grzecznym tonie, wskazała, że nie może zabronić swoim ludziom czcić zmarłych. Korzystając zaś z okazji, poprosiła o dostęp do biblioteki Straży... tak, tak. Dzikuska chyba umie czytać. A jak wyszła dwa dni potem, no to zgadnijcie, czego zażądała?

Pozwolenia na kopanie w Długim Kurhanie. W celu poszukiwania kości Erranda Greystarka, który miał tam zostać pochowany, by mogła zabrać je na Skagos i złożyć obok Sahayedy... Qorgyle próbował odmówić grzecznie, i wtedy Moruad wyjechała z argumentem, że ona w takim razie wraca na Skagos opowiedzieć bratu, że Straż nie chce współpracować i pluje na pamięć i ostatnią wolę bohaterskiej Sahayedy. Powiało grozą cokolwiek. Lord Dowódca lekko obłaskawił dzikuskę jakimś prezentem i w trybie pilnym ściągnął Półrękiego z Wieży Cieni, żeby ten jej przemówił do rozumu.

A legenda Straży, zamiast kopnąć Skagijkę w dupę i spacyfikować na miejscu, ledwie przyjechał, zaczął mówić z nia jednym właściwie głosem. Że oddanie kości Greystarka to gest, który Straż musi wykonać, jeśli chcemy mieć nadzieję na odwilż w tym wiekowym konflikcie. Że to było 600 lat temu, Greystarkowi zajedno, gdzie będzie leżał, ludzie, oddajmy jej te stare gnaty, nic nam od tego nie ubędzie, a może przybyć... i że Moruad zostanie kiedyś magnarem Skagos - więc lepiej zdobądźmy się na to małe przecież ustępstwo, pokażmy, że nie chowamy uraz, podajmy rękę.

Lord Dowódca się ugiął, Moruad wróciła na Długi Kurhan i zaczęła kopać, Skagosów robiło się tam z dnia na dzień coraz więcej, zaczynają rozłazić się po okolicy i chyba Straż straciła nad tym wszystkim kontrolę.

Qhorin cały czas trwa przy stanowisku "dajmy jej co chce, nie wkurwiajmy Moruad, przyszłej magnar Skagos" i ten trynd światopoglądowy właściwie nadal przeważa. Jednak pojawiają się już głosy, że Straż pozwoliła Skagijce na zbyt wiele, a sam Półręki tańczy na cienkiej linie pomiędzy lojalnością wobec Straży, a chyba prawdziwą i autentyczną przyjaźnią z Moruad.


Postacie Graczy


W tej chwili Lord Dowódca przychyla się do stanowiska "głaskamy Moruad, sprawie martwej dziewczyny ukręcamy łeb jak najszybciej". Toteż wybierze ludzi, którzy w takiej sprawie będą potrafili się odnaleźć. Grupę ma prowadzić Półręki, a przynajmniej na razie wygląda, że poprowadzi.

Potrzebuje zatem Lord Dowódca 3-4 braci z Nocnej Straży, co do których lojalności do tej pory nie było żadnych wątów. Ludzi, którzy będą potrafili znaleźć coś, czym będzie można zapchać gębę Skagijce. Wiecie rozumiecie... trzeba będzie pojechać do Wschodniej Strażnicy, obejrzeć trupa, pogadać z braćmi i pojmanymi Skagosami, rozejrzeć się po okolicy i wykoncypować coś sprytnego, cały czas tajniacząc się, by rzecz nie dotarła do uszu magnara Skagos. Wreszcie... trzeba będzie negocjować z Moruad - nie wiadomo, ile ona wie, i czy przypadkiem wielka przyjaźń do Straży przypadkiem już jej nie przeszła.

Qorgyle jest człekiem sprytnym, i może uznać za celowe wzmocnienie ekipy ludźmi spoza Straży. Można zatem zagrać np. lordem czy lady, który jest dobroczyńcą wron, lub też klanowcem z Flintów czy Norreyów. Przypadkiem przebywa w Czarnym Zamku. Straż ma do niego bezwzględne zaufanie - sprawę trzeba trzymać w tajemnicy. On lub ona dysponuje zdolnościami lub wiedzą, które mogą być przydatne w rozwiązaniu problemu.

Nie wiadomo, co tę dziewczynę zabiło... może coś zza Muru przylazło? Oczywiście, nie wierzymy w te wszystkie bajki o Innych i chodzących trupach, a przynajmniej się do tego głośno nie przyznajemy. Jednak na wszelki wypadek, jeśli znamy jakiegoś dzikiego tudzież dziką zza Muru, do której mamy zaufanie, toooooo... znajdziemy go czy ją szybko, poprosimy grzecznie, żeby on czy ona się przyłączyli do sprawy. Możemy dać w zamian dobry topór, albo co tam sobie dziki przyjaciel Straży zamarzy. Oczywiście, pewnie jest tak, że dziki wcale nie jest przyjacielem Straży jako całości, tylko konkretnego Rudego Zenka albo Kaprawego Jasia, z którymi pozostaje w dobrych stosunkach. Niemniej ma motywację by Straży pomagać.

Jeśli zaś ktoś nie chce na wstępie pozostawać z wronami w czułej przyjaźni - można zrobić postać Skagosa lub Skagijki, osoby, która obecnie przebywa na Długim Kurhanie z Moruad Magnar i jest jej zaufanym totumfackim. Postać taka dotyrka do grupy głównej w późniejszym terminie, po kilku kolejkach.

Karta postaci winna zawierać:

1. Imię, nazwisko, przydomek
2. Pozycja. Więc kim jest postać w Nocnej Straży, albo kim jest postać w społeczności, w której najczęściej bytuje.
3. Opis fizyczności plus awatar. Nie cierpię mangi i innych animków, proszę, abyście mieli na uwadze moje biedne oczy i poszukali czegoś w innej stylistyce.
4. Opis charakteru, z wyszczególnieniem sympatii i antypatii, rzeczy, które postać ceni, których się boi.
5.
Dla postaci wron:
Dlaczego to Wasza postać ma wziąć udział w tej sprawie?
lub w przypadku przyjaciół Straży:
Dlaczego Straż może Waszej postaci ufać?
w przypadku Skagosa:
Z jakiego powodu Moruad Magnar ufa Twej postaci bezgranicznie?
5. Historia postaci. Miejcie litość i opiszcie ją w punktach, max dwie strony. W zwartych, długich tekstach trudno potem znaleźć ważne szczegóły.
6. Jestem wyjątkowym gościem, bo...
To jest coś, co Was wyróżnia na tle innych, jakaś cecha lub umiejętność. Może to nieniknący fart w grze w kości? Może to taki uśmiech, który sprawia, że nawet obcy człowiek z miejsca chce się z wami kumplować? Może potraficie nie spać trzy noce z rzędu i dalej widzicie na oczy? Może budzicie w ludziach jakiś instynktowny strach? Może nie urodził się jeszcze człowiek, którego Wasza postać nie wytropi?

Możliwości jest bardzo wiele .

7. Wprawka fabularna z postacią w roli głównej. We fragmencie muszą paść słowa, które z jakichś powodów są dla postaci ważne, istotne, cenne, zmieniły jej życie... dla przejrzystości można je wyboldować .

8. Umiejętności postaci. Może być lista.

Kwestia mechaniki
Będzie. Jakaś szczątkowa, pozwalająca rozegrać mordobicia. Jak ją zrobię przed końcem rekrutacji, to wrzucę, żebyście mogli sobie obejrzeć. Jak się nie wyrobię, tooooo... będziemy sobie ustalać współczynniki na początku sesji.

Kwestia doków
Będą

Tempo
Raz a dobrze co 10 dni.

Dokąd postacie?

A tutaj, na PW moje.

Do kiedy?
Trzy tygodnie, od teraz

Ostatnie słowo
Chociaż w tej chwili sytuacja wygląda tak, że zadanie jest jasne, i padną jasne rozkazy rozwiązania problemu, nie narzucam Wam ani stanowiska w sprawie Skagosów, ani ostatecznego rozwiązania problemu. Bo można do niego dojść różnymi drogami, i pewnie nie mam nawet pojęcia o większości z nich, bo to Wy je będziecie tworzyć.

To może być opowieść o zdradzie.
Może być o wojnie.
Całkiem możliwe, że o nienawiści...
... ale może i o trudnych przyjaźniach.
O honorze, który nie zawsze jest jednoznaczny.
O miłości, bo i czemu by nie.

Jednak jednego możecie być pewni. To będzie opowieść o głodzie. Dlatego też całkiem prawdopodobne, że... pieśni to o Was i Waszych czynach raczej nikt nie zaśpiewa.


Z pozdrowieniami dla Wszystkich
którzy przebrnęli aż do tego miejsca!

Asenat
 

Ostatnio edytowane przez Asenat : 31-08-2012 o 14:51.
Asenat jest offline  
Stary 31-08-2012, 13:51   #3
 
McHeir's Avatar
 
Ok. Będzie Skagijka przyjazna wronom, ciekawa życia za Murem fajnie, że w końcu coś się dzieje w tym świecie

A co powiesz na umiejętności Warga? Opcja dostępna dla gracza czy raczej nie?
 
__________________
Yup!

Ostatnio edytowane przez McHeir : 31-08-2012 o 14:55. Powód: Dopisanie
McHeir jest offline  
Stary 31-08-2012, 20:21   #4
 
Asenat's Avatar
 
Mcheir - powiem, że jest punkt numer 6 w kreacji bohatera. Gdzie wpisujemy, dlaczego mamy jedną nóżkę bardziej niż wszystkie wróbelki w okolicy .

Jednak - w przypadku cechy, która jest fajna i ogólnie chwytliwa, a taką może być wargostwo, jest to niebezpieczeństwo, że umiejętność, która miała być niezwykła, jednak się wśród chętnych zdubluje. Co się powtarza, niezwykłe nie jest. Ktoś więc nie zagra, albo ktoś dostanie propozycję nie do odrzucenia, by umiejętności warga zmienić na wcale fabularnie moim zdaniem nie gorsze: "Lubią mnie zwierzęta. No zawsze, ode dziecka, bardzo mnie lubiły!".
 
Asenat jest offline  
Stary 31-08-2012, 20:35   #5
 
McHeir's Avatar
 
Czytałam punkt nr 6, spokojnie ale uznałam, że to jest rzecz bardziej niezwykła od pozostałych, więc wolałam zapytać. Czyli ryzykuje, że nie zagram? No to zaryzykuję
 
__________________
Yup!
McHeir jest offline  
Stary 31-08-2012, 20:54   #6
Aro
 
Aro's Avatar
 
Ja postaram się przez weekend stworzyć i wysłać kartę. Ostrzegam jednak, że książki czytałem w oryginalnym języku, więc jeśli czegoś nie przetłumaczę/przetłumaczę niepoprawnie to zwracaj uwagę, Asenat. Zwyczajnie nie potrafię czytać tłumaczeń, czasami przepadają w nich zabawne gry słów (jak choćby powiedzenie "King shits and the Hand wipes").

W razie jakichś pytań czy wątpliwości co do tworzenia postaci, będę męczyć pytaniami.

Pozdrawiam,
Aro.is
 
Aro jest teraz online  
Stary 31-08-2012, 23:25   #7
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Fundamentalne pytanie mogące wydać się nieco zacofanym w społeczeństwie tak bardzo zaprzyjaźnionym z Martinem.

Do jakiego stopnia wymagana jest znajomość świata?
 
__________________
Drogi Współgraczu, zawsze traktuję Ciebie i Twoją postać jako dwie odrębne osoby. Proszę o rewanż. Wszystko, co powstało w sesji, w niej również zostaje.
Nie jestem moją postacią i vice versa.
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 01-09-2012, 07:08   #8
 
Asenat's Avatar
 
Wymagana jest na takim poziomie, jaki pozwala na kumanie, o czym w ogóle piszemy. Kilka rozdziałów Jona Snowa z 1 tomu, parę o dzikich z 2 tomu cz późniejszych.
 
Asenat jest offline  
Stary 01-09-2012, 14:50   #9
Aro
 
Aro's Avatar
 
Zawsze jest też angielska fanowska wiki, na której można sobie poczytać całkiem obszerne artykuły o Nocnej Straży czy dzikich. KLIK!
 
Aro jest teraz online  
Stary 02-09-2012, 19:10   #10
 
Wnerwik's Avatar
 
Trzy tygodnie powinny mi wystarczyć na przypomnienie sobie Pieśni Sesja jest dodatkową motywacją, bo i tak miałem to zrobić - trzeba w końcu przeczytać ten "Taniec Smoków".

Przy okazji pytanie - jeśli wcześniej dostaniesz kilka satysfakcjonujących kart, które ci wystarczą do rozpoczęcia sesji to zaczniesz ją wcześniej?

W moim umyśle pojawiło się już kilka konceptów, jeszcze się z tobą, Asenat skontaktuję w tej sprawie :P
 
Wnerwik jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:40.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168