Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-05-2017, 17:48   #1
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11280 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
[Horror, 18+] Nawiedzony




Dla osoby takiej jak Nicolle, która własną pasją próbowała płacić rachunki z lepszym, bądź gorszym skutkiem, ostatnie tygodnie były jak spełnienie jakiegoś najskrytszego snu. Pewnego październikowego, deszczowego dnia odezwał się do niej notariusz z kancelarii Fenris & Brothers i zawiadomił, że została dzidziczką majątku Connora Bradshaw'a. Kobieta z początku nawet nie skojarzyła, o kogo chodzi i dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie, że to jej dziadek od strony matki. Tym bardziej zdziwiła się, że zmarły starszy pan cokolwiek jej zapisał, skoro pamiętała go jak przez mgłę z wczesnego dzieciństwa, gdy wszystko było jeszcze poukładane i beztroskie. A przynajmniej takie się zdawało.

Gdy lata szczenięce minęły i weszła w wiek nastoletni, dziadek zapomniał o wnuczce, a i ona sama również nie garnęła się do tego, by utrzymywać z nim jakieś bliższe kontakty, bo z tego, co pamiętała, nie był to człowiek, z którym dało się wytrzymać na dłuższą metę. Nawet babcia nie wytrzymała, odchodząc od niego i wiążąc się z jakimś maklerem giełdowym, czy kimś takim. Nicolle miała generalnie neutralne odczucia w związku z jego śmiercią - był dla niej w zasadzie obcym człowiekiem, który być może na starość przypomniał sobie o wnuczce i postanowił uczynić jej życie nieco spokojniejszym, gdy już zejdzie z tego świata. Jedynie sposób, w jaki zmarł, wywoływał nieprzyjemne emocje - ponoć Connor spadł ze schodów i skręcił sobie kark. Notariusz, który spotkał się z kobietą, by odczytać testament i wręczyć odpowiednie dokumenty dziwił się okolicznościom nieszczęśliwego wypadku, gdyż Bradshaw był ponoć dziarskim siedemdziesięciolatkiem, który potrafił nawet pobiegać z rana po okolicznych lasach.

Nicolle nie zamierzała tego roztrząsać, bo i co by to zmieniło? Najważniejsze dla jej dalszego życia było to, że stała się dziedziczką dużego domu w okręgu leśnym Hiraethog, skąd miała godzinę drogi do przemysłowego miasta Wrexham i zaledwie kilkanaście minut do mniejszych miejscowości rozsianych po okolicy. Z tego, co opowiadał notariusz, dom stał głęboko w lesie, a dziadek kupił go dwadzieścia lat temu i wyremontował. Nie mogła się doczekać, aż go zobaczy i nawet jeśli trzeba by było coś w nim usprawnić, nie przejmowała się, gdyż stary Bradshaw oprócz domu przekazał jej wszystkie swoje oszczędności, a było tego niemało, bo okrągłe pięć milionów funtów. Cieszyła się, bo to oznaczało nowe życie, a zabezpieczenie finansowe pozwoli jej w spokoju skupić się nad karierą pisarki. W końcu będzie mogła skoncentrować się na ambitnych projektach, a nie pisać byle chałturnicze opowiastki urban romance, byleby tylko mieć za co zapłacić czynsz i co włożyć do garnka.


Zjechała swoim białym Mini Cooperem z drogi B5105 w wąską, leśną dróżkę przecinającą gęste lasy. Raz jeszcze zerknęła na nawigację, upewniając się, że podąża w odpowiednim kierunku. Dom leżał kilka mil wgłąb kompleksu leśnego Clocaenog, a pogoda tego listopadowego przedpołudnia nie rozpieszczała, dlatego Nicolle prowadziła wóz spokojnie i bez niepotrzebnego ryzyka. Od rana wiało, a ciężkie, grafitowe chmury zwiastowały rzęsistą ulewę i chyba tylko jeden Bóg wiedział, dlaczego jeszcze nie lunęło. Okolica tonęła w nieprzyjemnym półmroku, a im głębiej kobieta się zapuszczała, tym miała wrażenie, że las coraz bardziej gęstnieje. Zewsząd otaczały ją ponure sosny i świerki, a wyboista, ubita droga stała się bardziej zdradziecka - gdzieniegdzie przewężała się, odkrywając koleiny, w innych miejscach Nicolle musiała zwolnić, by przejechać przez całkiem spore dziury. Jak dziadek mógł tutaj mieszkać i dojeżdżać po zakupy do pobliskiego miasteczka? Chyba po prostu przyzwyczaił się przez te wszystkie lata.

Ze skupienia nad drogą wyrwał ją charakterystyczny dźwięk sms-a. Z plecaka leżącego na fotelu pasażera wygrzebała swojego iPhone'a i sprawdziła wiadomość. To była Martha, a Nicolle mimowolnie się uśmiechnęła.


Prowadząc jedną ręką, drugą skupiła się na szybkim odpisaniu. Zerkała to na wyświetlacz telefonu, to na drogę przed sobą. Będąc pod koniec pisania, kątem oka dostrzegła, jak przed maską samochodu przemyka jakiś kształt, jakby ogromny cień, który równie szybko zniknął między drzewami. W pierwszej chwili Nicolle miała wrażenie, że to jakieś zwierzę, więc przydusiła hamulec do podłogi, a że prawie wzięła zakręt, Cooperem zarzuciło, podskoczył na wyboju i ustawił się w poprzek wąskiej drogi. Kobieta przez chwilę siedziała lekko oszołomiona, zastanawiając się, co właśnie zaszło. Odpięła pas i wyszła na zewnątrz, by sprawdzić, czy z samochodem wszystko w porządku.

Przyjemne, rześkie powietrze uderzyło ją w nozdrza, gdy z walącym sercem przeszła dookoła Coopera i z ulgą stwierdziła, że nic złego mu się nie stało. Szumiący wysoko w koronach drzew przenikliwy wiatr niósł ze sobą pierwsze krople deszczu, które Nicolle poczuła na twarzy. Z zamiarem dalszej podróży otworzyła drzwi wozu i już miała wsiadać, gdy gdzieś od strony lasu usłyszała... kobiecy krzyk. Pisarka zamarła na moment, rozglądając się, jednak w najbliższej okolicy nikogo nie dostrzegła. Krzyk po chwili powtórzył się; tym razem dochodził jakby z dalszej odległości i niósł ze sobą paletę przeróżnych emocji - strach? Agresję? Zagubienie? Smutek? Ciężko było sprecyzować. Czyżby ktoś tam, w tej ponurej gęstwinie potrzebował pomocy?

Nicolle biła się z myślami, świdrując wzrokiem ścianę lasu. Deszcz i wiatr przybierały na sile, zwiastując rychłe oberwanie chmury.
 

Ostatnio edytowane przez Kenshi : 08-06-2017 o 13:34. Powód: zmiana hostingu zdjęć.
Kenshi jest offline  
Stary 19-05-2017, 22:57   #2
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 22984 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację
Zatopiona w myślach Nicolle prawie przegapiła zjazd w las.
Nim ostro skręciła kierownicą i wjechała w wertepy, zadziwiała ją ironia życia. Nigdy nie była osobą wierzącą w to całe „gdy jedne drzwi się zamykają, drugie się otwierają”. Gdy odrzuciła oświadczyny Franka – które w duchu uważała za opcję stabilizacji i zapewnienia sobie w końcu spokoj ducha – nie wiedziała jeszcze o testamencie Connora i spadku. A tu proszę... niedawno zamartwiała się, co będzie dalej. Gdzieś w głębi żal jej było związku z Frankiem ale teraz... teraz zjechała w leśną drogę po kolejnym ponagleniu GPSa wypowiedzianym modulowanym męskim tonem „Adama” o nieokreślonym bliżej akcencie, zakwalifikowanym jako „brytyjski”.
Podskakując na wybojach i próbując jednocześnie ominąć dziury po obu stronach drogi, fuknęła zirytowana. Jak Bradshaw tutaj funkcjonował nie miała pojęcia... miała jednak nadzieję, że posiadłość zrekompensuje niewygody dojazdu. Odgarnęła blond pasmo z oczu i pochyliła nieznacznie ku kierownicy, w duchu obiecując sobie, że to była ostatnia dziura w jaką wjechała.
Natychmiast wjechała w kolejną i dodała nieco gazu by nie utknąć w błotnistej niecce. Mgliste wspomnienia Connora nie przyniosły wielu detali. Nawet nie była pewna czy rozpoznałaby dziadka na ulicy. Pamięć rozmyła jego rysy, a słowa prawnika odczytującego testament nie przyniosły większej wiedzy. Postanowiła, że gdy tylko dokopie się do komputera, zacznie przeszukiwać net. Może znajdzie tam jakieś ślady po dziadku? Coś... zaklęła w duchu zwalniając ... co tłumaczyłoby...
Zadumana Nicolle niemal podskoczyła słysząc dźwięk smsa i poczuła zalewającą ją falę radości i jakieś dziwnej ulgi na widok wiadomości od obecnie ex-współlokatorki.

Cytat:
Wciąż w drodze przez jakieś straszne wertepy i las. Czuję się nieco jak Czerwony Kapturek Nie mogę się doczekać, chociaż sądząc po stanie dojazdówki, to domek będzie potworną ruderą. Projektuj na zdrowie i pokaż tym lebiegom co znaczy girl power! Może uda ci się urwać nieco wcześniej w piątek? Możemy zacząć imprezkę wcześniej XXX
Ciepłe uczucia wobec Marthy zalały Nicolle, stukającą naprędce odpowiedź. Od razu poczuła się jakby przyjaciółka była obok i standardowo nie przestawała gadać. W tej chwili Priston tęskniła za jej ciągłym nadawaniem. Pocieszona wcisnęła jednocześnie „Wyślij” na telefonie i instynktownie hamulec samochodu. Serce podskoczyło jej do gardła, adrenalina dodała kopa, gdy Nicolle kurczowo zaciskając dłonie na kierownicy po raz pierwszy skorzystała z ABSa MiniCoopa. Autem majtnęło, dziewczyną szarpnęło i w ułamku sekundy wszystko ustało. Przestraszona i zamarła na miejscu kierowcy dziewczyna zamknęła otwarte usta, w duchu dokonując szybkiego sprawdzianu. Nic jej nie bolało, a ten głośny dźwięk wypełniający uszy to dźwięk bicia jej serca.
Nie kojarzyła w zamieszaniu by słyszała dźwięk uderzenia.
Nie poczuła też szarpnięcia.
Może to co wyskoczyło jej przed maskę zdołało uciec? Albo przynajmniej odskoczyć?

Drżącą ręką sięgneła w końcu by otworzyć drzwi samochodu i wysiadła bardzo powoli. Wolną dłoń zacisnęła na telefonie, przesuwając na ekranie palcem by włączyć latarkę. Zrobiła to jakoś odruchowo w zapadającym mroku. Stanęła w drzwiach auta i poświeciła w zmrok. Odruchowo zachichotała na myśl, że to byłaby doskonała scena do jej nowej książki. Bohaterka w lesie, napotyka wilkołaka, przełamuje jego wrogość i oczywiście oboje się w sobie zakochują a potem żyją długo i szczęśliwie. Przyjemne powietrze dodało jej animuszu i uspokoiło, toteż obeszła auto planując dalsze możliwe komplikacje w powieści z ulgą przyjmując brak śladów zwierzyny i nienaruszony stan samochodu. Kręcąc głową i ofukując się w duchu wsuwała już jedną nogę do auta gdy ponownie poczuła uderzenie strachu i gęsią skórkę stawiającą drobne włoski na jej karku.

Krzyk?
Kobiecy?
W środku lasu i burzy?

Nicolle otarła nieuważnie krople deszczu z twarzy.
Ponownie włączyła latarkę w telefonie i przesunęła nią po otaczających ją drzewach.
Nic...
Tylko szybki oddech.
I kolejny krzyk, tym razem dalej lecz zdecydowanie bardziej przenikliwy.
Ktoś w środku lasu? To, co wyskoczyło jej przed chwilą pod maskę to jednak był człowiek? Kobieta w środku lasu? Jak? Nie zauważyła żadnych śladów na drodze.

- Ha...hallo? – spytała drżącym głosem przytulając się do drzwi auta. Odczekała chwilę pełną napięcia i ponowiła wezwanie: - Hallo? Jest tam kto? – nie podnosiła jednak głosu, raczej pytała deszcz, wiatr i las dla uspokojenia własnego sumienia. Wykorzystała kolejne kilka uderzeń serca do tego by podjąc decyzję.

Nie będzie włóczyć się po nieznanym lesie. Dojedzie do domu i zadzwoni stamtąd po pomoc. Uspokoiwszy samą siebie i przełykając rosnący strach, wskoczyła do auta, zapięła pas i ruszyła dalej, posłusznie podążając za głosem Adama i co chwilę zerkając we wsteczne lusterko. Na panelu komputera pokładowego pojazdu wybrała numer Marthy...
 

Ostatnio edytowane przez corax : 20-05-2017 o 00:45.
corax jest offline  
Stary 22-05-2017, 18:33   #3
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11280 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
Nikt jej nie odpowiedział, a krzyk już się nie powtórzył. Czyżby to były tylko jakieś omamy słuchowe? Nie, przecież wyraźnie słyszała wołanie z głębi lasu. Nie zamierzała się nad tym dłużej zastanawiać, tylko wsiadła do wozu i ruszyła wąską ścieżyną w kierunku domu, który oficjalnie należał już do niej. Wybrała numer Marthy, jednak dyspozytorka powiedziała jej, że abonent jest nieosiągalny. Istotnie, gdy Nicolle spojrzała na wyświetlacz, okazało się, że straciła zasięg. Takie rzeczy na takich zadupiach po prostu się zdarzały. Po pięciu minutach jazdy deszcz uderzył z całą intensywnością, tak, że wycieraczki nie nadążały ze zbieraniem wody. Kobieta prowadziła spokojnie, wciąż nie mogąc połączyć się z Marthą. Sygnał nie wracał.

Gdy dojeżdżała do domu, główna droga stała się szersza, aż w końcu wyszła na spory teren, który zajmował budynek otoczony lasami. Deszcz zelżał, a Nicolle z ulgą stwierdziła, że domostwo nie wygląda aż tak tragicznie, jak zakładała. Przynajmniej z zewnątrz. Sam rozmiar posiadłości również robił na niej wrażenie.


Skupiona na podziwianiu swojego nowego miejsca zamieszkania, dopiero po chwili zauważyła, że na podjeździe stoi czarne Audi A7. Gdy tylko podjechała pod drzwi i zgasiła silnik, z samochodu naprzeciw wysiadł ubrany w garnitur uśmiechnięty mężczyzna, którego doskonale kojarzyła. To był notariusz, który prowadził sprawę spadkową jej dziadka. Zupełnie zapomniała, że miał dzisiaj przyjechać pokazać jej dokładnie dom i zaznajomić z opłatami za niego. I chociaż Nicolle zapisała sobie jego wizytę w notesie, zupełnie wyleciało jej to z głowy.
- Panna Priston - powiedział wesoło, uścisnąwszy jej dłoń, gdy wysiadła z Coopera. - Gary MacLeish, pamięta mnie pani, prawda?
- Oczywiście, to pan zajmował się spadkiem dziadka - odparła. - Byliśmy na dzisiaj umówieni.
- Doskonale, proszę więc za mną. Mam ze sobą dodatkową parę kluczy do domu, którą otrzyma pani, gdy będę wyjeżdżał. - Gary pokonał dwa schodki przy wejściu i otworzył drzwi, robiąc miejsce dla Nicolle, by weszła jako pierwsza. - Panie przodem. Pogoda nas nie rozpieszcza, ale to już norma o tej porze roku.

W środku panował nieprzyjemny zaduch, co oznaczało, że dom nie był od dawna wietrzony. Nicolle już od wejścia zdała sobie sprawę, że posiadłość urządzona będzie w staroświeckim stylu. Dywan i meble w hallu musiały pamiętać lata pięćdziesiąte, jeśli nie lepiej.
- Jak zapewne pani wie, Cedar House zbudowany jest w stylu georgiańskim i jego powstanie datuje się na rok 1827. - Z rozmyślań wyrwał ją przyjemny głos Gary'ego. - Oczywiście od tamtego czasu przechodził masę remontów i renowacji, dzięki czemu bez problemu nadaje się do zamieszkania. Za domem znajduje się ogród i niewielki, prywatny lasek, jeśli chciałaby pani pospacerować. Cała powierzchnia terenu to niecałe trzy akry.

Gary zaprowadził ją do salonu i włączył lampy, by przydać miejscu odpowiedniego nastroju.
- Na parterze oprócz hallu i tego salonu ma pani do dyspozycji cztery dodatkowe pokoje dzienne, biblioteczkę dziadka, jadalnię, kuchnię, łazienkę z prysznicem i toaletą, dwa niewielkie pomieszczenia gospodarcze i małą toaletę. Stąd też można się dostać do obszernej piwnicy, gdzie znajduje się boiler, który ogrzewa cały dom, a także wyjść do ogrodu przez tylne drzwi. Oprowadzę panią.

Nicolle z niemałą ekscytacją obejrzała cały parter. W jadalni, biblioteczce i wszystkich pokojach dziennych znajdowały się działające, klasyczne kominki, zatem będzie mogła spędzać wieczory przy strzelającym z paleniska ogniu. Drewno na zimę składowano w budyneczku za domem, który stanowił niewielki warsztat i jak wyjaśnił MacLeish, dziadek zrobił solidne zapasy, nie spodziewając się, że nie będzie mu dane z nich skorzystać. Takie było życie.


W piwnicy, oprócz pracującego boilera i instalacji elektrycznej, znajdowały się specjalne koszyczki na wina i w niektórych z nich wciąż spoczywały przykurzone butelki. Z pewnością przydadzą się, gdy pisarka zaprosi znajomych na imprezę. Oprócz tego Nicolle miała tutaj starą pralkę automatyczną, suszarkę, dwie zmurszałe komody i wiele różnych szpargałów, które zapewne będzie musiała przejrzeć w wolnej chwili. Po zapoznaniu się z parterem, oboje ruszyli po skrzypiących schodach na piętro, gdzie znajdowały się ogromna sypialnia z dedykowaną łazienką, cztery mniejsze sypialnie gościnne, rodzinna łazienka oraz pomieszczenia gospodarcze. Sufit wieńczyła klapa prowadząca na strych.
- Dom jest naprawdę fantastyczny, ale ma też kilka mankamentów - powiedział Gary. - Instalacja elektryczna jest przestarzała i pobiera strasznie dużo energii, dlatego można się zastanowić nad jej wymianą na nowszą, tak samo jest z boilerem. W przypadku sroższych zim, mogą pękać rury, co ponoć już się zdarzało, tak przynajmniej opowiadał pani dziadek. Choć w całym domu jest internet, najmocniejszy sygnał jest w dwóch salonach na parterze i tej największej sypialni z łazienką. To samo jest z sygnałami sieci komórkowych, chociaż czasami, przy naprawdę złej pogodzie, nie można się stąd nigdzie dodzwonić. Poddasze jest nieocieplone i delikatnie zawilgocone.

Zeszli na dół i przeszli na tyły domu, skąd rozpościerał się widok na pogrążony w szarówce ogród a także ścieżkę wiodącą do lasku nieopodal. Uwagę Nicolle zwróciła stojąca kilkanaście metrów od drzwi huśtawka smagana podmuchami porywistego wiatru. Była to długa ławka z oparciem, wykonana z solidnego drewna i powieszona na żelaznych łańcuchach przywierconych do drewnianej ramy. Chwilę później skierowali się do kuchni, gdzie z jednej z szuflad mężczyzna wyciągnął opasły, czarny segregator wypełniony przeróżnymi dokumentami.
- Tutaj znajdzie pani wszystkie rachunki związane z prowadzeniem tej posiadłości. Council tax, internet, opłaty za prąd. Wszystko. Jeśli ma pani jakieś dodatkowe pytania, jestem do dyspozycji.
MacLeish utkwił w niej spojrzenie i uśmiechnął się ciepło.
 

Ostatnio edytowane przez Kenshi : 08-06-2017 o 13:34. Powód: zmiana hostingu zdjęć.
Kenshi jest offline  
Stary 05-06-2017, 10:25   #4
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 22984 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację
Oszołomiona dziewczyna rozglądając się wciąż dokoła, odruchowo oddała uśmiech prawnika:
- Hmm… tak. Droga dojazdowa tutaj. To część posesji czy własność hrabstwa? Chodzi mi o jej możliwą poprawę. - dokończyła wyjaśniająco.
- Droga dojazdowa jest własnością hrabstwa, wszystko, co zaczyna się za linią drzew, czyli mniej więcej od wysypanego żwirem podjazdu, należy do pani - powiedział Gary, uśmiechając się lekko. - Zresztą, gdzieś tutaj, w dokumentach, powinien być dokładniejszy plan gospodarstwa, pani dziadek kiedyś mi pokazywał, więc myślę, że warto się rozejrzeć. Oczywiście może pani spróbować dogadać się z ratuszem we Wrexham odnośnie drogi dojazdowej, bo rzeczywiście nie jest w najlepszym stanie, ale nie wiem, czy to coś da. - Mężczyzna podrapał się palcem po skroni. - Coś jeszcze?
- Hmmm
- Nicole puknęła palcem w brodę - Nie miałam okazji spytać wcześniej ale czy dziadek wspominał mnie? Opowiadał coś może?
- Jedynie przy spisywaniu testamentu, z tego, co pamiętam
- odparł mężczyzna, mrużąc oczy, jakby starał się przypomnieć sobie tamtą chwilę. - Niewiele o pani mówił, właściwie tylko tyle, że chce, by dom trafił do kogoś o czystym sercu, cokolwiek to miało znaczyć. Proszę się nie gniewać, ale pani dziadek od kilku miesięcy dziwnie się zachowywał. Kiedyś był uprzejmy, ostatnio stał się zamknięty w sobie, opryskliwy. Gdy przyjeżdżałem dogadywać sprawy związane ze spadkiem, wszystko załatwialiśmy w drzwiach, choć wcześniej zapraszał mnie do środka i częstował nawet whisky. Podobno ludzie na starość dziwaczeją, ale to było bardzo dziwne. No ale nie powinienem się wtrącać, pana Bradshawa nie ma już pośród nas, a o zmarłych powinno się mówić dobrze, albo wcale. - Przejechał dłonią po idealnie ułożonych włosach.
- Orientuje się pan może czy dziadek miał w okolicy jakichś znajomych? Ciężko mi sobie wyobrazić, że siedział tu w lesie sam… - Nicolle zadała pytanie w myślach próbując dodać dwa do dwóch: zmianę zachowania, niespodziewaną śmierć. Niechętnie pomyślała, że nie czuje się jak osoba o czystym sercu. - Ah i jak daleko jest do najbliższych sąsiadów?
- Nie mam pojęcia, nigdy go z żadnymi ludźmi nie widziałem
- odrzekł Gary. - Milę albo półtorej stąd, na północny wschód jest niewielka mieścina, dosłownie siedem domów na krzyż. Carruthkip się nazywa, czy jakoś tak. Może tam miał jakichś znajomych, pewnie warto by było się zorientować, jeśli to dla pani ważne. Pierwsza dróżka w prawo, patrząc od wyjazdu z posiadłości.
Nicolle przyjrzała się prawnikowi uważniej, mierząc jego profesjonalnie przystojną posturę:
- A co pan robi w sobotę? Planuję niewielkie przyjęcie dla przyjaciół by uczcić dziadka i jego gest. Był pan osobą jaka go znała nieco lepiej, zna pan posiadłość, pewnie będę potrzebować Pana do zajęcia się sprawami prawnymi. Może skusi się pan na szklaneczkę whisky albo dwie? - okrasiła uśmiechem zaproszenie. Liczyła, że podczas imprezy będzie miała więcej czasu na wypytanie prawnika o wszystko. Teraz chciała oglądnąć na spokojnie to co zostawił jej dziadek.
Gary uśmiechnął się półgębkiem.
- Od strony prawnej właściwie wszystko jest już załatwione. Jest pani osobą, która dziedziczy wszystko, choć oczywiście jeśli chciałaby pani sprzedać majątek dziadka, służymy pomocą, gdyż zajmujemy się również sprzedażą nieruchomości. Myślę, że spokojnie dwa miliony funtów mogłaby pani wyciągnąć z tej posiadłości i ziemi za nią. Byłoby pewnie ciut więcej, gdyby lokalizacja była lepsza. - Mężczyzna delikatnym gestem ręki omiótł najbliższą okolicę. - Oczywiście do niczego takiego nie namawiam. Co do pani zaproszenia, dziękuję, ale muszę odmówić - wybieram się z przyjaciółmi na golfa w okolice Cardiff, mamy to przyklepane od dawna i nie wypada mi odmówić, zwłaszcza, że dawno się nie widzieliśmy. Ale gdyby cokolwiek pani potrzebowała... - Odchylił połę marynarki i sięgnął do wewnętrznej kieszeni, skąd wyjął niewielką, prostokątną wizytówkę. - Tutaj ma pani mój prywatny numer telefonu. Czasami udzielam porad prawnych poza swoją regularną pracą, kto wie, może się pani jeszcze do czegoś przydam. - Wyszczerzył się w ciepłym uśmiechu, który wywołał reakcję na jaką zapewne liczył. Priston odpowiedziała uśmiechem, odbierając bloczek:
- To jesteśmy w kontakcie zatem. Mam nadzieję, że wyprawa się uda i pogoda dopisze. Aaaa jeszcze jedno - dodała powoli kierując się ku drzwiom wyjściowym, odprowadzając prawnika - Wie pan jak długo dziadek mieszkał tutaj? Albo od kogo kupił tę posiadłość? Raczej ciężko znaleźć ją na szczycie rankingu najpopularniejszych miejsc do zakupu nieruchomości - Nicolle zaśmiała się lekko, spoglądając na profil Gary’ego.
- Z tego, co się orientuję, dziadek mieszkał tutaj ponad piętnaście lat, poprzedniego właściciela nie pamiętam, ale może to pani sprawdzić sama w księgach wieczystych, online’owo na stronie rządowej. - Gary uśmiechnął się i spojrzał na zegarek. Najpewniej goniły go kolejne sprawy. - Gdyby czegoś pani jeszcze potrzebowała, proszę dzwonić.
Mężczyzna uścisnął kobiecie dłoń, skinął głową i wyszedł wprost na padający deszcz.

***

Gdy tylko drzwi zamknęły się za notariuszem, Nicolle puściła się biegiem po hallu machając rękoma i pokrzykując z radości.
Jakaś część jej zdała sobie sprawę, że zapewne wygląda jak dorosła wersja Kevina biegającego samotnie lecz radośnie po domu. Roześmiała się w głos i pokręciła niedowierzająco głową:
- Cześć, domu! Jestem Nicolle – przedstawiła się głośno i przepełniona adrenaliną ruszyła na kolejny obchód i myszkowanie. W myślach planowała co zmieni w pokojach dziennych, zajrzała do pomieszczeń gospodarczych na parterze, sprawdziła łazienkę i toaletę. Przez chwilę oceniała zawartość bibioteczki przesuwając palcami po woluminach. Podniecenie jakie czuła na samą myśl zapoznania się bliżej z lekturami przecięła myśl, że może w ten sposób pozna dziadka bliżej?

Już nieco spokojniej wróciła do hallu, gdy przypomniała sobie o walizkach. Przyciągnęła swoje bagaże z samochodu jak najszybciej mogła, lekko drżąc z chłodu i przenikającego człowieka na wskroś brytyjskiego deszczu. Wizja głębokiej wanny w sypialni ponownie zmienił jej nastrój. W mieszkanku z Marthą mogły jedynie marzyć o wannie, gdy prysznic o tej porze roku zamieniał się w sport ekstremalny. Rachunki... Nicolle uśmiechnęła się pod nosem, zamykając drzwi wejściowe na klucz. Czuła, że ciężar został zdjęty z jej ramion i za to była wdzięczna Connorowi.

Tak.

Radość i wdzięczność przepełniały jak buzujący w butelce szampan.

Z niejaką podejrzliwością odkręciłą kurek w wannie upewniając się, że lecąca woda faktycznie jest gorąca. Z zachwytem i lekkim sykiem cofnęła dłoń, gdy z kranu poleciał parujący strumień. W iphonie nastawiła playlistę i kopnięciem zrzuciła botki. Podrygując w rytm muzyki, zaczęła się rozpakowywać i przenosić kosmetyki z sypialni do łazienki.


Cytat:
Jest uberretro ale rewelacja! Zgadnij co robię? Piszę do Ciebie mocząc się w wannie!!! O której przyjeżdzasz? XD
Smsa wysłała do Marthy pluskając stopą w ciepłej wodzie. Odłożyła telefon na fotel i przymknęła oczy rozkoszując się chwilą. Myśli płynęły leniwie lecz jedna była kluczowa: następnego dnia udać się do pobliskiej wioski, znaleźć sklep i rozpocząć przygotowania do imprezy...
 
corax jest offline  
Stary 08-06-2017, 13:34   #5
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11280 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
Odpowiedź przyszła dopiero po kwadransie.

Cytat:
Dzisiaj jednak nie dam rady, Kochana, ale jutro kończę pracę wcześniej, więc na pewno podjadę. To co, opijamy domek? Od piątej? Mam przekazać innym, czy sama to zrobisz? Już się nie mogę doczekać, aż Cię zobaczę, tutaj mamy młyn w robocie. Całusy xxx
Wymieniły jeszcze kilka wiadomości, a potem Nicolle skupiła się na odprężającej kąpieli przy akompaniamencie przyjemnej muzyki płynącej z telefonu. Deszcz bębnił miarowo o szyby łazienki gnany wiatrem, a z perspektywy wanny i gorącej, parującej wody kobieta czuła się jak w najprzyjemniejszym, najbezpieczniejszym miejscu na Ziemi. Po raz pierwszy od dawna spłynął na nią psychiczny spokój i wewnętrzne rozprężenie, którego tak potrzebowała. W wodzie spędziła niemal półtorej godziny, dolewając gorącej, gdy tylko stygła i relaksując się, jakby to miała być ostatnia kąpiel w tym domu.

W końcu zebrała się w sobie i wyszła z wanny, owijając ręcznikiem. Chociaż dom był stary, ogrzewanie musiało sprawować się całkiem w porządku, bo Nicolle nie czuła chłodu. Przeszła do salonu z wciąż wygrywającym jakąś melodię iPhone'em, a następnie zajrzała do szuflad komody stojącej pod ścianą oraz szafy. Wciąż znajdowały się tam jakieś ubrania dziadka, wyprane, ładnie pachnące lawendowym płynem do płukania. Nie wiedziała jeszcze, co z nimi zrobi i nie zamierzała podejmować tej decyzji w tej chwili. Podeszła do okna - wychodziło na ogród za domem, kawałek łąki i lasy, które przy panującej aurze wyglądały dość ponuro. Latem musiało tu jednak być pięknie, jeśli oczywiście trafiła się dobra pogoda, co nie było takie oczywiste. Oczami wyobraźni Nicolle widziała już te grill parties, które wyprawia dla przyjaciół w czerwcu, czy lipcu.

Uśmiechając się do swoich myśli, trochę się rozpakowała, co zajęło jej kolejną godzinę. Wygrzebała kupione wcześniej w sklepie jedzenie i zaniosła do pustej lodówki. Nazajutrz zdecydowanie będzie musiała zrobić większe zakupy, by ją całą uzupełnić. Przygotowała sobie gorącą kawę z mlekiem i wróciła do sypialni. Za oknem zrobiło się już całkiem szaro, więc kobieta włączyła niewielką, starą lampkę z abażurem, stojącą na komodzie, a salon oblał się przyjemnym, ciepłym światłem.

Cisza tego wielkiego domu była nieco przytłaczająca, więc pogłośniła muzykę w telefonie i zarzuciwszy na siebe jakąś bluzkę, rozsiadła się pośrodku łóżka z MacBookiem, tyłem do otwartych na oścież drzwi, by ustawić parametry internetu i połączyć się ze światem.


Chwilę później mogła już surfować po sieci, a sygnał - biorąc pod uwagę pogodę za oknem - miło kobietę zaskoczył. Strony ładowały się szybko, nie było większych lagów, więc Nicolle po raz kolejny mogła się jedynie uśmiechnąć pod nosem. Pewnie tak, jak mówił Gary, w innych miejscach domu jest z tym gorzej, ale sprawdzi to jutro, albo kiedy indziej. Aż podskoczyła w miejscu, gdy charakterystyczną melodyjką nieoczekiwanie rozdzwonił się skype. To była Sandra, więc Nicolle odebrała szybko.
- Cześć, skarbie. Co tam, jak tam? Urządziłaś się już w swoim nowym gniazdku? Opowiadaj!

Pisarka z zachwytem streściła przyjaciółce, jak się sprawy z domem mają i po chwili przeszły już na tematy związane z imprezą. Wstępnie umówiły się, że Sandra podjedzie do Cedar House jutro o szóstej popołudniu, ewentualnie wcześniej, jeśli uda jej się zwolnić z pracy.
- Hej, Nicolle, zaprosiłaś już kogoś? Z kim przyjechałaś? - Sandra zerkała w kamerę, ale gdzieś poza ramię pisarki.
- To znaczy? - odparła zaskoczona Nicolle.
- No w drzwiach do sypialni stoi jakaś kobieta. Znamy się?
Nicolle gwałtownie odwróciła się, jednak w wejściu nikogo nie było. Była zupełnie sama, a przez ciszę i ulewę chłoszczącą okna przebijała się jedynie przyjemna melodia jakiegoś chilloutowego kawałka.
Połączenie skype zostało nagle zerwane, więc tym razem to ona zadzwoniła do Sandry. Po dwóch sygnałach w kamerze pojawiła się milutka twarzyczka przyjaciółki.
- No i? Kto to był? Bo widzę, że już sobie poszedł. - Sandra zmrużyła oczy, patrząc za ramię Nicolle, a pisarka zupełnie nie wiedziała, o co jej chodzi.
 
Kenshi jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166