Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-05-2013, 21:19   #11
 
Harard's Avatar
 
Reputacja: 247 Harard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie coś
Dojechali spokojnie na miejsce kierowani przez GPS. W pobliżu Robert jechał wolno i rozglądał się na wszystkie możliwe strony. Szukał szkół, banków, hoteli, sklepów, kamer na skrzyżowaniach do monitorowania ruchu. Nie znał okolicy, ale niestety wyglądała na niezbyt zindustrializowaną. Przejeżdżając koło sklepu zerknął szybko na kamerę, którą wcześniej znalazła Popiołek. Kąt nachylenia ewidentnie na podjazd i wejście ale kawałek ulicy powinien łapać. Pytanie czy zachował się zapis od czasu zdarzenia. Trzeba sprawdzić, gdybanie nic nie da. Zaparkował pod domem i uzgodnili podział ról, po czym Robert zerwał plomby i wszedł do środka.

Ciągle dało się wyczuć swąd spalenizny i wilgoci. Wiedział że jak chłopaki ze straży gasili budynek tyle godzin, to wody nie żałowali i zlali wszystko do imentu. Zerknął do swojego notatnika i odszukał mieszkanie. Szedł ostrożnie po schodach trzymając się ściany. Niby w aktach nie było nic o zagrożeniu katastrofą budowlaną ruin kamienicy, ale wolał nie zaczynać pobytu w Warszawie od zwiedzania szpitali. Zlokalizował drzwi Wawrzeka i zerwał drugi raz plomby wchodząc do środka. Tak jak sobie założył, musiał wszystko zobaczyć na własne oczy. Zlokalizować pierwsze ognisko pożaru. Ustalić gdzie on te swoje granaty i pociski składował. Przyglądnąć się czy klucz który znaleźli pasowały do resztek mebli w mieszkaniu. Czy ten który wyglądał jak od szafy pancernej, to nie przypadkiem po prostu od zamka wejściowego. Hmm... protokół oględzin wspominał, że Wawrzek starał się gasić pożar i na pewno nie stracił przytomności od toksycznego dymu, tylko początkowo... no palił się. Zapadnięte od gorąca płuca, do których wciągnął rozpalone powietrze, sadza w nich znaleziona w sekcji. Skoro to był samozapłon, więc przecież musiało to być nagłe. Dlaczego nie uciekał? Odcięło go od drzwi? A czemu nie oknem?
Wszystko musiał sprawdzić, bo coś mu nie pasowało w tej sprawie.

Wyglądało na to, że pożar wybuchł gwałtownie i palił się dość szybko. Wszystko było spalone lub nadpalone. Plastikowe oprawki czy wykończenia stopiły się w bezkształtne bryły zaś drewno niemal na popiół. Ściany były osmalone i pokryte sadzą. Wszystko było zatęchłe, z wyczuwalnym smrodem spalenizny oraz mokrych tynków. Nie było nigdzie widać śladów po wybuchu czy nawet mikrowybuchów. Najmniej ucierpiała kuchnia i łazienka, które były w najdalej położone od drzwi wejściowych. Tam spalenia były małe choć żar musiał dosięgnąć i te pomieszczenia. Robert obejrzał jeszcze zamki. Duży klucz, który wyglądał jak od sejfu, to od drzwi wejściowych. Jeden biurkowy, ale nie ma teraz tutaj biurka a w popiele nie dało się go znaleźć. Przez okno widać było boczne podejście do domu oraz ulicę w stronę przeciwną do sklepu. Nie było nigdzie widać, by coś przeszkodziło w dojściu do okna. Nie było też żadnych murków albo utrudnień konstrukcyjnych by to uniemożliwić.

Sięgnął znowu do notesu, odkreślił kilka rzeczy. Akcję gaśniczą zaczęto przed siódmą. Jest, 6.45. Zdążyło się zaczadzić dwójka ludzi na wyższym piętrze, a sam Wawrzek usmażyć. Zanim dojechali też czasu minęło dość sporo. Tak więc pożar wybuchł w nocy, a na pewno przed świtem. Normalni ludzie śpią o tej porze. Robert przeszedł do pokoju gdzie wcześniej stało łóżko ofiary. Ok, zaczyna się palić. Wawrzek śpi, coś go budzi. Być może samozapłon jest dość gwałtowny i... głośny. Zapisał sobie kolejną kwestię do biegłego od pożąrnictwa. Zrywa się z łóżka. Czemu nie ucieka? Dlaczego nie krzyczy? Żaden ze swiadków nie wspominał by to robił. Może po prostu nie pamiętali, ale może on nie chciał uciekać, tylko ratować swoje zbiory? Cholera wie, przecież na oko Roberta te kilka pamiątek z czasów wojny nie były chyba takie cenne, a te naprawdę cenne lub ważne dla niego trzymał przecież w skrytce. Przeszedł się po każdym pomieszczeniu i przyglądnął dokładnie każdej kupce popiołu, każdemu zdeformowanemu plastikowi. Nie chciał nic pominąć.

Wszędzie leżała gruba warstwa popiołu zmieszanego ze starą wodą, rozmoczonymi gazetami, tynkiem i brudem. Odciśnięte w tym ślady butów szybko nie znikały i zachowywały się jak odciski w błocie. Robert przechodził z pokoju do pokoju starając się znaleźć coś, cokolwiek, co dawałoby mu trop. Przynajmniej wyjaśnić, dlaczego Jakub zareagował tak, że nie widać ani słychać jego reakcji. Ani krzyku, ani szamotaniny. Świadkowie nic takiego nie mówili. Pewnie stukali do drzwi by wyszedł, ale sami zajęci byli ucieczką by jeszcze kogoś poganiać. Ciało znaleziono w przedpokoju. I tutaj też było źródło pożaru. W raporcie była mowa o czerwonym ogniu, czyli niezbyt gorącym. Zatem musiał się bardzo szybko wypalić i jak przyjechała straż to większość rzeczy, które mogła spłonąć, już spłonęła. Może to właśnie było przyczyną, że Wawrzek nie zdążył zareagować. Może błyskawiczne zapalenie, wciągnięcie ognia do płuc, zadławienie się i szok ostatecznie dopełniły dzieła zniszczenia? Mimo uważnego przypatrywania się wszystkiemu nie udało się wypatrzeć więcej niż to, co już udało się zobaczyć.

Tutaj doszło do tego samozapłonu? No dobra. Wersja pierwsza to że substancje które zainicjowały pożar były w paczce kurierskiej. Nie spodziewał się przesyłki, stąd scysja z dostarczycielem, którą odnotowali świadkowie. Ten jednak paczkę mu wcisnął, no to Wawrzek odłożył ją koło drzwi. Logiczne? Średnio. Ale skoro pożar wybuchł nad ranem to co go wyzwoliło? W jaki sposób ten cały rubid, cez i coś tam jeszcze weszło w reakcję. Co wywołało ten cały samozapłon? Druga wersja - zapaliły się jakieś materiały które sam trzymał w mieszkaniu. Teoria jeszcze cieńsza. W przedpokoju je trzymał?

Pochylił się nad popiołem i dokładnie przeszukał miejsce największego zwęglenia, szukając jakichś śladów urządzenia, wyzwalacza czy czegokolwiek.

W raporcie straży była wzmianka o boazerii. Cały przedpokój był nią wyłożony. Możliwe, że właśnie to było bezpośrednią pożywką ognia. W bezpośredniej bliskości drzwi i okolic widać kilka kupek popiołu, jakąś masę stopionego plastiku ale nic więcej. Ta masa może być wszystkim - od urządzenia po plastikową konewkę lub matę z tworzywa do wycierania butów.
Na wszelki wypadek zapakował kawałek plastiku w torebkę na dowody rzeczowe. Ogień o nie wysokiej temperaturze... To też trzeba sprawdzić z biegłym. Nie miał pojęcia jak działa samozapłon chemiczny, ale jakoś gwałtowniej mu się to kojarzyło. Pstryk i ogień jak cholera. Może biegły rozwieje te wątpliwości. Obejrzał się jeszcze, dręczące go uczucie że jeszcze o dziesięciu sprawach nie pomyślał i nie sprawdził jak zwykle pisnęło mu we łbie. Plomb nie odnawiał na drzwiach, chciał jeszcze zerknąć na mieszkanie na poddaszu, gdzie zaczadzili się Janiccy.
 
Harard jest offline  
Stary 30-05-2013, 19:18   #12
Banned
 
Reputacja: 0 Aschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znany
W poukładanym świecie Thomasa doszło do kilku nieładnych przesunięć. Pomysł zabierania techników był - jego zdaniem - przestrzelony, ale kolejna pyskówka o nic przed lunchem była mu potrzebna jak piąte koło u wozu. Zapakowali się do samochodu i Austriaka bardziej interesowały widoki za oknem niż rozmowa z kimkolwiek. Był zirytowany odprawą i sytuacją jaka się wywiązała po niej. Miał co najmniej kilka zastrzeżeń do wszystkiego i brak obycia w polskich procedurach policyjnych zaczął go uwierać już teraz. Miał jakąś tam nadzieję, że będzie się mógł od kogoś pouczyć, a tu... siedział w bagażniku z tiktakami i psychologiem... Do pełni irytacji brakowało mu tylko pytania “jak się dziś czujesz Thomas?” Trochę za ostro pojechał po techniku, trochę za ostro po panience za kontuarem... Szlag jasny... Mentalnie dał sobie w twarz kiedy dziewczyna zniknęła, aby sprowadzić kierowniczkę.

W sumie był zadowolony, że Julia przejęła pałeczkę... Zagrali złego gliniarza i dobrego gliniarza...
 

Ostatnio edytowane przez Aschaar : 30-05-2013 o 19:21.
Aschaar jest offline  
Stary 01-06-2013, 14:08   #13
 
liliel's Avatar
 
Reputacja: 9506 liliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputację
W samochodzie atmosfera panowała delikatnie mówiąc napięta. A przynajmniej tak ją odbierała Eliza Popiołek, która skupiła się na zaciskaniu palców na własnych kolanach. Cisza napędzała nerwowość, może dlatego bez większego namysłu postanowiła ją przerwać. Będą pracować ze sobą szmat czasu, wypadało zawiązać nić porozumienia.

- Pani psycholog jest milcząca - ni to zapytała mi stwierdziła. - Strach pomyśleć nad czym tak sobie rozmyśla kiedy stoi z boku i obserwuje.
- No – mruknął Robert i zerknął na policjantkę. Jeszcze bardziej ściśnie kolana i wypręży plecy i trzeba będzie interwencji chirurga. Przypomniał sobie swoje początki i skrzywił się lekko. „Tak, obywatelu kapitanie! Nie, obywatelu kapitanie!” Kij od szczotki z dupy usunął do prawda dość szybko, ale potrzeba było chwili żeby uświadomił sobie, że jak będzie robił swoje to wszyscy mogą mu skoczyć na warsztat. Ta lekcja jeszcze przez młodszą aspirantką Popiołek. Przez chwilę niechęć do Plecaka i dobro zespołu walczyło w nim w końcu jednak się odezwał więcej niż monosylabą. - Skądś ją kojarzę, bo pracowała chyba w Krakowie. No i rzeczywiście małomówna. – Popatrzył znowu na dziewczynę. – Co? Zastanawiasz się pewnie, co ty tu w ogóle robisz?
- Pracuję. Tak mi się wydaje - odpowiedziała dziewczyna i szybko zmieniła temat. - Pan z Krakowa jest?
- Mhm. – potwierdził krótko. Pracuje. – Po Szczytnie gdzie robiłaś?
- W podlaskiem - odparła wymijająco.
- Pochodzisz stamtąd? – Kwieciński nie wspominał gdzie komendantował Popiołek Senior, a on nie miał czasu jeszcze sprawdzić.
- Nie. Z Częstochowy. Studiowałam w Krakowie. A później Szczyno i Turośń Kościelna. To w tym podlaskiem - wyjaśniła.
Proszę. Też związek z Krakowem. Szczytno i od razu zesłanie? Narośl Kościelna, brzmiało dokładnie jak brzmiało. Tuzin chałup na krzyż, koniecznie drewnianych. Remiza, monopolowy no i kościół bo Kościelna. - Co studiowałaś? A właśnie... Zajęcia z kapeku w oficerce dalej prowadzi Czajowski?
Proszę. Też związek z Krakowem. Szczytno i od razu zesłanie? Nie chyba nie zesłanie. Może ucieczka.
- Czajkowski? Nie - odpowiedziała po chwili. - A studiów w Krakowie nie skończyłam. Przerwałam na czwartym roku.
Pokiwał głową. No racja, jak on robił kursy to Czajowski już wyglądał jakby zapomnieli go zakopać. Przyglądnał się jej znowu spod oka kiedy stali na światłach. Dobra, dziewczyna zestresowana już do wiwatu, o tatusia pytał nie będzie. Wywlecze to jak coś spieprzy.
Ponieważ nadinspektor nic nie powiedział Popiołek czuła się zdaje się w obowiązku podtrzymywać dialog aż dotrą do celu.
- Kraków ładny jest...
Uśmiechnął się krzywo.
- No jest. – Starała się podtrzymać uprzejmą rozmowę ze starszym stopniem. Skrępowanie można było ciąć nożem. Uśmiechnął się nieco szerzej odwracając się w stronę szyby. – No dobra. Ostatnia kwestia kończyła rozmowę. Na razie postanowił dać jej spokój, bo jeszcze zawału dostanie. A to tylko rozmowa o pogodzie... Zobaczymy jak u niej z tą robotą, do której ponoć tutaj przyjechała.


* * *
Eliza po wyjściu z wozu od razu ruszyła do znajdującego się naprzeciwko miejsca zdarzenia budynku. Obejrzała z zewnątrz tabliczki informujące, że “obiekt jest monitorowany”. Zastanawiała się jaka jest szansa, że nagranie z dnia pożaru się zachowało. Nerwowym ruchem wygładziła kurtkę i nacisnęła guzik domofonu.
Nikt nie zgłaszał się długo. Wreszcie jakiś męski głos zaskrzeczał w głośniku:
- Słucham?
- Aspirant Popiołek, Miejska Komenda Policji. Czy mogłabym z panem porozmawiać?
- Znowu policja? Już odpowiadałem na kilka pytań parę tygodni temu. Od razu uprzedzam, nie mam żadnych nagrań. Nie mam kamer na zewnątrz.
- Rozumiem. Czy mimo wszystko mogłabym jednak zająć panu chwilę?
- Dobrze, proszę wejść.
Sygnał otwieranych drzwi zabrzęczał jak stado much. Eliza szarpnęła za bramę i ta otworzyła się lekko. Weszła na krótki, podmurowany chodnik i ruszyła w stronę drzwi. Zrobiła kilka kroków gdy te otworzyły się i stanął w nich młody człowiek w dresie. Miał może trzydzieści lat, nie więcej. Dres najwyraźniej do chodzenia po domu bo nie grzeszył on sportową sylwetką. Stanął na progu otwartych drzwi i czekał na idącą policjantkę.
- To co chce pani wiedzieć a czego jeszcze nie wiecie?
- Chciałam bezpośrednio zapytać o tamto zdarzenie. Czy w przeddzień pożaru widział pan zaparkowaną przed tamtą posesją furgonetkę DHL’a?
- Zaparkowaną to za dużo powiedziane. Przyjechał kurier z paczką, wszedł do budynku i po kwadransie odjechał. Nic specjalnego.
- Zapamiętał pan coś charakterystycznego? Część numeru rejestracyjnego? Markę samochodu? Znaki szczególne? Rysopis kuriera? Wszystko mogłoby się okazać pomocne.
-Powtórzę to, co już mówiłem. Kurier przyjechał takim vanem jakim oni jeżdżą - nie wiem czy to ford czy coś innego. To taki samochód, który widzisz i wiesz, że to jest to. Oznakowany na żółto z napisami. Nie widziałem nic specjalnego w tym. Może tylko to, że kurier tu przyjechał, bo rzadko ktoś tutaj z tego korzysta. Okolica nie jest za bogata i ludzie nie mają powodów by coś zamawiać. Tam mieszkał też były gliniarz - jeśli ktoś miał korzystać z kuriera, to tylko on. Na emeryturze człowiek to często się ruszał. Dużo jeździł i chodził. Starał się chyba trzymać aktywność. Ludzie mówili, że to jakiś kolekcjoner czy coś. To już trzeba kogoś z domu zapytać.
- A ten policjant? Znał go pan? Jakim był człowiekiem, tak prywatnie? - może nie było to pytanie bardzo istotne pod kątem śledztwa ale Eliza chciała sobie w głowie ułożyć pełen obraz. Ich robota polegała również na szukaniu luk i niedomówień, a im większą ilością danych dysponowali tym więcej mogli obnażyć nieścisłości.
- Nie znalem go tak na prawdę. Pracuje o rożnych porach i nawet nie zawsze go widuje. Tylko z tego co słyszałem go znam. Tutaj nie będę mógł pomóc - mężczyzna najwyraźniej złagodniał. Jego wojowniczość zniknęła. I jakby z większa sympatia przyglądał się policjantce.
- A z tego co pan słyszał? - ciągnęła Eliza. - Miał spokojną naturę? Odwiedzali go w mieszkaniu jacyś znajomi? Czy kiedykolwiek był przedmiotem jakiś plotek, przykuł czymś uwagę innych lokatorów?
- Nic takiego nie pamiętam. Nigdy tu w okolicy nie było z nikim problemów. Nie słyszałem by coś się złego tu działo. Ludzie tu za biedni są na ekstrawagancje. Co do tego pana to nie pamiętał by był istotnym celem plotek. Wiec pewnie raczej spokojny.
- Dziękuję panu, to chyba wszystko na razie - Eliza pożegnała się z sąsiadem, schowała ręce do kieszeni kurtki i poszła na róg ulicy gdzie mieścił się sklep. Weszła do środka i kierując się do kasy poinformowała ekspedientkę:
- Przepraszam, czy mogłabym się widzieć z osobą decyzyjną? Kierownikiem albo właścicielem? Jestem z policji.
O tej porze ruch w sklepie był niewielki. Ekspedientka ładowała właśnie na półkę opakowania z "7 days" gdy Eliza weszła do sklepu i spytała o kierownika. Tym okazał się być niski, korpulentny mężczyzna z dużymi okularami na nosie i katarem. Mówił przez nos, co jakiś czas wycierał go chusteczką i pociągał nim . Pani Marta, ekspedientka, wskazała na policjantkę i wróciła za kasę. Został tylko kierownik, który podszedł, wyciągnął rękę i powiedział:
- Jarosław Zawicki, kierownik sklepu. Czym mogę służyć policji?
- Widziałam kamerę na zewnątrz - wyjaśniła aspirant Popiołek. - Czy jesteście w dyspozycji nagrania w przeddzień zdarzenia z Łyszkiewicza? W przeddzień, i... w dzień pożaru. Gdzieś tu mam datę - zerknęła do swoich notatek nieco speszona, że nie pamięta konkretnego dnia.
- A, ten pożar - kierownik jakby coś sobie przypomniał. - Nagrań już nie mamy niestety, bo trzymamy je tylko przez miesiąc. Rozmawiałem już z policja w tej sprawie. Sprawdzali, czy to nie jest aby podpalenie. Czy coś widziałem lub któraś z moich pracownic. Nikt tu się nie kręcił i nic specjalnego nie zaszło. Wtedy pytał taki grubszy gość, nie to co pani - uśmiechnął się - o kuriera. Wtedy, znaczy 12 listopada, mieliśmy większy ruch bo ludzie po 11 zakupy robili. Pamiętam że i dwie dostawy mieliśmy. Zablokowali uliczkę by wymanewrować. Był wtedy van z DHL i musiał czekać aż chłopaki skończą. Przyjechał z Warszawy, bo tedy tradycyjnie jeździ się z Centrum. Już go nie widziałem potem wiec musiał jechać na około by wrócić. Tyle wiem pani aspirant - to ostatnie powiedział ze szczególnym naciskiem.
- Skoro stał tu dłuższą chwilę to może pan zdążył się przyjrzeć? Jak wyglądał kierowca? Częściowy numer rejestracyjny? Coś charakterystycznego odnośnie pojazdu?
- Kierowca to facet, szatyn. Niczego specjalnego w jego zachowaniu ani ubiorze nie zanotowałem. A numerów nie pamiętam. Jakbym miał pamiętać numery każdego pojazdu, jaki się tędy przewija to bym chyba zgłupiał do reszty. Sam furgon niczym się nie różnił od innych samochodów DHL.
Eliza odnosiła wrażenie, że to jest bezcelowe, że więcej niż to co w raporcie pewnie stąd nie wyciśnie. Dopytała jednak dla spokoju sumienia.
Po opuszczeniu sklepu chciała jeszcze oblecieć ulicę Działyńczyków i sprawdzić czy nie znajdzie gdzieś zamontowanej kamery lub monitoringu. Skoro furgonetka opuszczała Łyszkiewicza tamtą stroną może jakaś kamera zarejestrowała ją przy odjeździe.
Niestety, dalsze oględziny ulicy Łyszkiewicza od drugiej strony nie przyniosły efektów. Nie było widać tam zainstalowanych kamer. Okolica raczej do bogatych nie należy i montowanie kamer na zewnątrz jest już za bardzo rozrzutne. Ochrona jest ale zwykle jako monitoring patroli i nasłuch alarmów a nie stały nadzór kamer wideo. Tym bardziej wyjazd drugą stroną ulicy, gdzie wychodzi się niemal na las i ugory, jest bardzo anonimowy i lokalizacja kogokolwiek w tym miejscu byłaby naprawdę szczęśliwa.


* * *
Robert poszedl pietro wyzej. Obrazek z klatki nie zmienił sie - slady akcji pożarniczej byly i tutaj. Drzwi byly wylamane - pewnie toporkami. W srodku balagan choc nie bylo spalenia. Jednak swad spalenizny byl bardzo silny. Utrzymywał sie w meblach, ubraniach i zasłonach. Wszystko to bylo pozrzucane na kilka stert jakby ktos robil tu segregację. Obejrzenie pokoi nie przyniosło wiele nowego - ten sam zatykający smród, ten sam balagan i oznaki chaosu.
Robert rozglądnął się uważnie, oglądając kratki wentylacyjne, chcąc potwierdzić że było tak jak raport opisywał w aktach. Tutaj sytuacja wydawała się jasna. Ludzie zaczadzili się we śnie. Przypadkowo, o ile pożar można nazwać przypadkiem. Sprawca podpalając mieszkanie Wawrzeka miał w dupie czy ktoś postronny zginie. Godził się na ich śmierć. Pokręcił się jeszcze po mieszkaniu i zszedł na dół do samochodu by zaczekać na Plecaka.
- No? Co udało ci się ustalić? - spytał kiedy wróciła.
- Niestety niewiele panie nadkomisarzu - Eliza odpowiedziała niemal na baczność. - Kamer u sąsiada naprzeciwko nie ma. W sklepie na rogu nagrania już wyczyszczone. Kasują po miesiącu. Rozmawiałam z kierownikiem sklepu i rzeczywiście pamiętał furgonetkę DHL’a. Mówił, że kierowcą był szatyn. Samochód dostawczy zablokował wjazd na Łyszkiewicza i musiał czekać aż się droga zrobi przejezdna. Nie wracał z całą pewnością tą samą drogą, czyli musiał pojechać w Działyńczyków. Przeszłam się tam, ale tam szczere pole, żadnego monitoringu - zamikła wzruszając ramionami i dodała jakby co najmniej sama była po części winna temu, że niczego nie odkryła. - Przykro mi. Nie wyciśniemy z tego więcej niż już stoi w raportach.
- Dobra. Przynajmniej mamy jasność. No i potwierdzenie że to kurier z DHLu. A nie samochód który wygląda jak od nich, przypomina i tak dalej. - Ziętek odpalił silnik i ruszyli. Po chwili dodał - U mnie podobnie. Niewiele więcej ponad to co ustalili wcześniej. No ale przynajmniej pooglądałem miejsce i próbowałem to wytłumaczyć. Dlaczego Wawrzek nie uciekał, nawet oknem, skoro był przytomny. Więcej nie wyciśniemy. Wracamy na komendę.
- Może za późno się wybudził? - spekulowała aspirant Popiołek. - Jeśli zdążył się zaczadzić to mógł nie mieć siły opuścić mieszkania. Nie był już młody, a dodając do tego problemy z oddychaniem i możliwe uszkodzenie wzroku... Gdzie znaleziono ciało? - zapytała trochę zawstydzona, bo przecież powinna sama to wiedzieć, ale nie miała kiedy przekopać się przez tą tonę makulatury. Czeka ją pewnie zarwana noc.
- No właśnie. Gdyby tak było nie dziwiłbym się. Ale jak wynika z sekcji i oględzin on próbował gasić pożar. Tłamsić go czymś. Nie wiem czy dlatego, że to po prostu odruch, czy zbiory były dla niego cenniejsze niż nam się wydaje. Pożar zaczłą się w przedpokoju, nie mógł uciekać drzwiami, choć skoro temperatura ognia nie byłą duża, owinięty w mokry koc powinien nawet przejść przez środek i wydostać się. Nie próbował oknem, może ze względu na swój wiek. Nie był przecież już tak sprawny fizycznie. - Robert rozgadał się, co rzadko mu się zdażało, ale tak mu się lepiej myślało. - No dobrze. Może reszta zespołu miałą więcej szczęścia.
Eliza skinęła i wsiadła do samochodu.
 
liliel jest offline  
Stary 02-06-2013, 00:10   #14
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 10198 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Post wspólny: kanna Aschaar

Julią rzucało na tyle samochodu – czy nie ma przypadkiem obowiązku wyposażania takich vanów w pasy bezpieczeństwa?
Sytuacja była niekomfortowa, praktycznie nie zdarzało się jej wcześniej, jak to określano „pracować w terenie”. Czasem, jak jechali ściągnąć jakiegoś samobójcę, albo w czasie katastrofy, jak nie mieli nikogo innego… tak, wtedy jechała w teren. Najczęściej jednak pracowała w zaciszu swojego – albo użyczonego jej, zwykle mniej zacisznego – gabinetu.
Miała dziwne wrażenie że cała ta sytuacja ma się nijak do jej umiejętności. Czy to nie strata czasu i pieniędzy posyłać ja, i tego drugiego specjalistę – przesunęła po jego sylwetce kątem oka – do magazynu, żeby coś wyciągali ze schowka? Ktokolwiek mógłby to zrobić…
Nowa praca, teoretycznie awans, wydała się jej nagle degradacją.
„Może to zemsta tego Zbuka?” – przemknęło jej przez myśl.
Kiedy technik rzucił kolejny, błyskotliwy dowcip była już pewna, ze to jest czyjaś zemsta.

Dojechali i Tomasz wziął na siebie trudy rozmowy. Im więcej mówił, tym wyraźniej słyszała jego obcy akcent. Niemiecki? Chyba nie, ale jakoś blisko…
Kiedy menadżerka podeszła do niech, Julia przejęła na siebie rozmowę.

- Julia Kazan - uścisnęła wyciągniętą dłoń, uśmiechając się lekko. - Potrzebujemy sprawdzić zawartość jednej z państwa skrytek. Mamy klucz.
Uścisk pani menedżer był pewny i silny. Patrzyła jeszcze chwilę na identyfikatory i niezrażona obecnością policji powiedziała:
- Oczywiście firma nie zamierza utrudniać prac policji. Proszę podać nazwisko, na które jest skrytka.
- Jakub Wawrzek
- odpowiedziała Julia.
- Wawrzek... - mruczała pod nosem pani Grabowska. Skierowała się w stronę biurka za ladą recepcji, gdzie stał komputer. Podeszła do niego i wprowadziła szybko nazwisko.
- Proszę. Jest pan Jakub Wawrzek. Wynajęcie powierzchni pół metrowej od września zeszłego roku. Opłacone z góry na pół roku. Rozumiem, że chcecie państwo zajrzeć do skrytki? Jest właśnie tutaj.
- Tak, chcemy zajrzeć. Co się dzieje z rzeczami po zakończeniu czasu opłaconego wynajmu skrytki? Jeśli nie zostaną odebrane?
- To w takim razie zapraszam. Każdy klient podpisuje z nami umowę na określony czas wynajmu miejsca. Po tym czasie mamy 14 na kontakt z klientem w celu odnowienia umowy lub jej zakończenia. Jeśli nie ma z nim kontaktu to wysyłamy polecony z poleceniem stawienia się u nas i uregulowania umowy. Jeśli i to nic nie da to skrytka zostaje otwarta komisyjnie. Jeśli nie zawiera rzeczy nielegalnych lub w jakiś sposób zakazanych to przedmioty takie trafiają na aukcję. Oczywiście najpierw jest informowany o niej sam klient i ma jeszcze miesiąc na uratowanie swoich skarbów. Dopiero potem wszystko przepada a klient jest skreślany z ewidencji.

- Rozumiem. Czy pan Wawrzaszek wcześniej korzystaj z, waszych usług? Ma teraz, lub wynajmował inne skrytki, poza tą?
- Nie, to jedyne miejsce magazynowe jakie u nas wynajmował kiedykolwiek. Innych miejsc nie widzę, więc to jest jedyne.
- Mówiąc “u was” ma pani na myśli tą lokalizację, czy obie warszawskie?
- dopytała Julia. - Czy może macie zdalny dostęp do wszystkich punktów w Polsce?
- Mówię o sieci w całej Polsce. Takie informacje są przez nas zbierane z uwagi na przenosiny osób, które często chcą zabrać ze sobą rzeczy, które tutaj się znajdują. Zlecają wtedy przenosiny i zawartość ich powierzchni magazynowej jest przeniesiona w całości do najbliższej nowemu miejscu lokacji.
- Rozumiem. Proszę otworzyć skrytkę.


Pani menedżer poszła na korytarzu do miejsca, gdzie było widać kilka nisz na ścianie. Najwidoczniej było to miejsce na mniejsze przestrzenie.
- Można prosić o klucz?
Kiedy go otrzymała, sprawnie otworzyła zamek. W środku było widać zwinięta mapę. Zwykłą mapę drogową Warszawy. Zwiniecie jej polegało na złożeniu jej w standardowy sposób – tak, jak zawsze składane są płachty mapy. Poza tym niczego innego nie było widać.

Tomasz trochę nieobecny wysłuchał dialogu obu pań i powędrował za nimi do skrytki, jej wielkość sugerowała coś niewielkiego - dokumenty lub coś nielegalnego. Pół roku od września, czyli do marca... Ciekawe dlaczego taki okres? Obecność mapy nie zdziwiła Brendera, w zasadzie - był zadowolony. Nie dotykając samej mapy, może pozostały tam odciski palców - sprawdził czego dotyczy. Mapa Warszawy? Nowa? Hmmm? Przesunął palcem po ekranie tabletu z funkcją telefonu i zajrzał do wikipedii - nie było to może najlepsze, ale najszybsze źródło informacji. Skrytka od września, więc... czerwiec, lipiec, sierpień... Nieprawidłowości w PSL? Nie, za wysokie progi... Szczegółowe wyniki spisu powszechnego? Mapa mogła zawierać jakieś dane z tym się wiążące, tylko co było tak ważne, że trzymał to tutaj, a nie w domu, gdzie miał dużo łatwiejszy dostęp?

- Pójdę po techników od daktyloskopii...- zaproponował - Być może nie tylko pan Wawrzek korzystał ze skrytki. Czy da się ustalić czy i kiedy skrytka była otwierana? Zakładam, że posiadacie Państwo zapis z kamer bezpieczeństwa?
- Tak. Możemy ustalić, kiedy skrytka była otwierana. By wejść do środka w porze innej niż praca biura wymagane jest wbicie kodu wejściowego przy drzwiach. W każdy inny czas przechodzi sie przez recepcję, gdzie jest kamera. Dodatkowo mamy czujniki ruchu w każdym miejscu magazynowym i wiemy, kiedy cos jest tam robione. To na wypadek kradzieży pomiędzy osobami korzystającymi z naszych usług
- pani menedżer wstukała coś na klawiaturze, kliknęła parę razy myszka i odrzekła - Od momentu założenia skrytki i jej załadowaniu nie była ona otwierana.

Julia podeszła do skrytki, włożyła rękę do środka obmacując wszystkie ścianki. Potem wyjęła z kieszeni małą latarkę i zaświeciła do środka, zaglądając.
Rozczarowała się - w środku poza mapa nie było nic więcej. Skrytka miała solidne, drewniane ściany i raczej mało miejsca na ewentualny schowek. Opukiwanie ścianek również nic nie ujawniło. W samym mechanizmie zamknięcia drzwi jak również zamka nie było nic podejrzanego.

Wyjaśnienie pani manager zamknęło sprawę odcisków. Jeżeli jakieś były na papierze to mogły należeć do kogokolwiek na dobrą sprawę. Włamanie do skrytki i obejście całej elektroniki Brender też wykluczył. Oczywiście można było sprawdzić, czy firma zgłosiła włamanie, ale... i tak w razie czego nie mieli żadnego twardego dowodu. Wyciągnął chusteczkę i delikatnie wyjął mapę oglądając z zewnątrz i póki co nie rozkładając. Dla spokoju trzeba ją będzie przebadać w labie, choć nie spodziewał się rewelacji. Bardziej interesowały go zaznaczone na mapie punkty... bo chyba Wawrzek nie zamknął tutaj mapy “z niczym”... Nie chciał jednak otwierać mapy jej przy menadżerce.
Ta spisała numery odznak i wpisała je do komputera. Poprosiła również o zwrot klucza o ile juz nie będzie potrzebny w dalszym dochodzeniu.
Pożegnali się, Tomasz przez chusteczkę ujął mapę i zaniósł ją do samochodu, do techników. Technik wyciągnął foliową torebkę, ale Julia powstrzymała go.
- Sekundę. Macie rękawiczki? – technik, niepewnie, podał jej pudełko, Julia wyciągnęła parę i sprawnie je naciągnęła. To chyba nie do końca było zgodne z procedurą. Ale po pierwsze Julia nie do końca znała procedury, a po drugie nie lubiła czekać. Była ciekawa z natury, a cierpliwość nie była jej mocną stronę. Skinęła głową na drugiego specjalistę, ustawiła się plecami do ściany magazynu, przodem do techników i rozłożyła mapę w powietrzu, przyglądając się uważnie.
Tomasz, korzystając z okazji, szybko strzelił parę fotek.
Julia złożyła mapę i oddała ją technikom, którzy zapakowali ją do foliowej torebki i schowali do skrzynki. Pracownicy City Self Storage tylko odprowadzili ich wzrokiem.

- Chyba przestrzeliliśmy ciągnąć was ze sobą - powiedział Tomasz lekko do ekipy, przy samochodzie, kiedy mapa znalazła się w woreczku na dowody. Nie liczył na jakieś rewelacje z DNA czy odciskami, ale niech procedurom stanie się za dość. Ważniejsze, że musi zapamiętać i dopisać do rozdziału “best practices” zalecenie o posiadaniu przy sobie lateksowych rękawiczek... Wiele nie ważą, a będzie to wyglądało mniej hollywoodzko... - - Za chwilę padnę na pysk... Chyba, że zwijamy się na szybko na komendę? Czy może lunch na Starym Mieście, czy tam inna kawa? - spojrzał, przelotnie, na Julię i zawiesił pytanie w powietrzu. Równocześnie wpisał do telefonu kolejną gałązkę mind mapy “zainteresowania > dokumenty > mapa [do skarbu ]” Skrzywił się uświadamiając sobie, ze nie zdążył skopiować do tabletu materiałów śledztwa.
- Zbieramy się - zdecydowała Julia. – Panowie wracajcie wozem do komendy, my wrócimy osobno. Rynek 42? – spojrzała na Tomasza.

Ten skinął głową i wezwał taksówkę.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 03-06-2013, 22:14   #15
 
Yarot's Avatar
 
Reputacja: 498 Yarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnie
Robert i Eliza
Powrót na komendę nie zajął długo. Było wczesne popołudnie i Warszawa nie zdążyła się jeszcze zakorkować. Marsa była względnie przejezdna i dlatego dość płynnie udało dostać się na Grochowską a stąd na Grenadierów. Robert uczył się Warszawy i przynajmniej na tej trasie starał się poznać jej niuanse. Jeszcze wiele przed nim, ale miał nadzieję, że sprawa zostanie rozwiązania i nie będzie musiał zostawać tu dłużej niż musiał. Oczywiście jeśli zostanie rozwiązana bo było w niej coraz więcej pytań.
Przed komendą nie było problemów z parkowaniem. Zajechał wprawnie i zatrzymał przy śmietniku. Zdążyły się zebrać deszczowe chmury i poważnie zagroziły deszczem, dlatego czym prędzej para policjantów weszła do budynku. Potem na piętro i do zespołowego gabinetu, który jeszcze pachniał świeżością cifa i odświeżacza o zapachu sosny. Po Brenderze i Kazan nie było śladu. Albo jeszcze nie wrócili, albo są tylko udali się do stołówki lub szwędają się po okolicy zwiedzając budynek.

Tomasz i Julia

Taksiarz miał cicho włączoną Eskę Rock. "Final Countdown" z głośników ledwo przebijało się przez szum zza okna. Auto nie było najnowsze, a pęd powietrza wyciskał z niego odgłosy, o jakie nikt by go nie podejrzewał. Pan Tadeusz Naicki - tak stało na licencji przyklejonej do przedniego panelu poniżej radia - przynajmniej uczciwie jechał. Kurwił kiedy trzeba, przyspieszał gdy mógł i hamował tylko gdy musiał. Dzięki temu przemknęli przez trasę toruńską i wypadli na wisłostradę. O tej porze była jeszcze przejezdna, ale za kilka godzin będzie tu niezły sajgon. Pracujący tu mieszkańcy Legionowa, Nowego Dworu i Łomianek będą wracać do domów i do 18 zablokują wszystko, co tylko się da. Od czasu zamknięcia tunelu niedaleko Centrum Kopernika jeździ się tędy zdecydowanie gorzej. Choć mówili, że to na chwilę to już minęło pół roku i jakoś nie słychać nic o przywróceniu przejazdu przez tunel na Wisłostradzie.
Kierowca nie był specjalnie rozmowny. Zatopiony w swoich myślach skupił się na jeździe. Zaś na tyle Tomasz i Julia podziwiali mapę sfotografowaną przed paroma minutami i panoramę Warszawy zza okien auta. Musieli się spieszyć bo ciemne chmury znów zaczęły się zbierać i zwiastowały rychły deszcz. Może na wiosnę byłoby to normalne, ale w styczniu? Od lat nie pamiętano takiej pogody i huśtawek opadowych. Zgrabnie przemknęli przez zamknięty park fontann i po kocich łbach wjechali na podjazd pod Stare Miasto. Noicki wysadził parę policjantów przed samym wejściem schodami na plac zamkowy z kolumną króla Zygmunta. Stąd pod wskazany na mapie adres było już dosłownie kilka kroków.
Pewnie w lato byłoby miło i przyjemnie, ale w styczniu, przy deszczowych chmurach, przemarsz na Rynek trzeba było odbyć jak najszybciej. Czym prędzej para ruszyła w przez wąskie uliczki w stronę Rynku. Niewielu turystów oglądało kamienice, strzelało fotki i rozmawiało w kilku językach. Trwało to może ze 3 minuty gdy stanęli na placu. Zwyczajowe parasolki i ogródki piwne zniknęły pokazując całą, wielką połać bruku. Wielkie hałdy pośniegowego błota w trzech sporych kopcach nie sprawiały korzystnego widoku. Do tego blaszane ogrodzenie i ślady remontu na północnej stronie Rynku dopełniały obrazka całości. To nie był dobry dzień na zwiedzanie.

Wskazany numer okazał się być Muzeum Historycznym, gdzie właśnie trwają prace remontowe. Wszystko jest zamknięte i tylko cienie pracowników widoczne na papierze pakowym przykrywającym okna świadczyły, że tam w środku coś się dzieje. Zapowiadana przez obie strony kawa kusiła, szczególnie że okoliczności przyrody nie sprzyjały rozglądaniu się.
 
__________________
...and the Dead shall walk the Earth once more
_. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._
Yarot jest offline  
Stary 05-06-2013, 11:19   #16
Banned
 
Reputacja: 0 Aschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znany
Post wspólny - kanna, Aschaar

Tomasz szybko omiótł wzrokiem okolicę, w której się znaleźli.


„Może tam?” – zaproponował wybierając lokal z którego widać było dobrze kamienicę pod numerem 42. Podczas krótkiego oczekiwania na zamówioną kawę mężczyzna wbił adres w wyszukiwarkę i przeczytał:

- Muzeum Historyczne M. St. Warszawy. Kamienica nr 42 - Montelupich (Filipowska), zbudowana przed 1440 r. dla Jana Bujno; następni właściciele to: Małodobrscy, Landekerowie, Filipowiczowie… Później należała do poczmistrza Karola Montelupiego, który przebudował ją w 1659 roku i nadał obecny kształt (mieścił się tu zarząd poczty). Kolejni właściciele rodzina Makinich, później Lingau, Piotrowskich i Stalskich. – przesunął kilkakrotnie po ekranie – obecny remont zapewne jest spowodowany przygotowaniem piwnic do udostępnienia zwiedzającym… Początkowo myślałem, że może to jakieś sprawy spadkowe, jednak – skoro to muzeum... Wawrzek interesował się starymi dokumentami i pewnie w tym muzeum spędzał sporo czasu. Dział Bibliograficzno - Dokumentacyjny; Biblioteka i Archiwum; Dział Planów… Na stronie są i nazwiska i numery telefonów do kustoszy. Moglibyśmy spróbować ich zapytać - może znają pana Jakuba, a może nawet da się ustalić czym się interesował i do jakich dokumentów chciał, czy uzyskiwał dostęp… Jeżeli to nie był nieszczęśliwy wypadek to jedyny motyw jaki widzę to sprawa hobby Wawrzeka. Wszystkie jego dokumenty spłonęły w pożarze… Może dlatego zginął? Usiłując je ratować z pożogi – musiały być bardzo ważne, a jednocześnie chciał je mieć przy sobie... Zastanawiam się tylko dlaczego na mapie zaznaczył muzeum? Poza zbiorami musi tu być coś jeszcze. Na razie szukamy mocno po omacku… nie wiedząc czym się dokładnie zajmował i nie mając żadnego dostępu do jego ważniejszych zbiorów. Bardzo brakuje wywiadu wśród znajomych hobbystów... - zmienił delikatnie temat – Wydaje mi się, że zaangażowane w sprawę środki są dość… nietypowe. Rozumiem, że po miesiącu stagnacji chciano sprawę szybko ruszyć z miejsca, jednak ustalamy fakty, które w zasadzie są oczywistościami… Co pani o tym sądzi? W ogóle - może przejdziemy na ty?
- Jasne -
odpowiedziała wyciągając rękę - Julia. Środki są nietypowe - kontynuowała kobieta - też zaangażowanie mnie, oraz ciebie, jak się wydaje, do czystej pracy operacyjnej wydaje się dziwne. Chyba, że nie wszystko nam mówią...
- Tomasz -
uścisnął podaną dłoń - Też mam takie wrażenie... Wydaje się, że w naszym zespole nie ma nikogo lokalnego... tutejszego, kto znałby miasto. Z jednej strony to dość zrozumiałe, policjanci się znają, utrzymują z sobą kontakty nawet po odejściu ze służby; z drugiej - wszystkie wątki "policyjne" w tej sprawie zupełnie odpuszczono. Jedyne co mamy to mapę z czterema kodowo opisanymi punktami. - spojrzał jeszcze raz na telefon - Uprawiamy dalej samowolkę i rozmawiamy z kustoszami? - uśmiechnął się patrząc w kierunku muzeum. - Czy dzwonimy do "naszych", aby, jak skończą sprawdzanie po swoich kolegach, do nas dołączyli?
- Uprawiamy samowolkę -
Julia uśmiechnęła się lekko. - Masz obcy akcent... Skąd cię ściągneli? I czemu się zgodziłeś?
- Z Austrii. Urodziłem się w Polsce i tu chodziłem do szkoły, potem wyemigrowałem. Do tej sprawy potrzebny był tłumacz i ktoś w miarę obeznany z procedurami policyjnymi policji europejskich. Ja znam polski, wiec jakoś tak... Proponuję zacząć od działu planów - może punkty na mapie Wawrzeka to część egoś większego... Choć naprawdę liczę na to, że ktoś go pamięta. Inaczej szukamy igły w stogu siana...
- Współpraca z policją europejską przy zabójstwie emerytowanego gliniarza? Zdecydowanie nie mówią nam wszystkiego. Może zapytać wprost?-
zastawiła się głośno.
- Jasne, najwyżej nie odpowiem...
Uśmiechnęła się.
- Miałam na myśli pytanie szefostwa, nie ciebie.
Tomasz zaśmiał się lekko:
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, choć sam zamierzałem zapytać naszego nadinspektora czy zamierza coś upichcić... z dowodów. Na samym początku założył kilka spraw i - o ile mnie, czy ciebie, ciężko będzie do czegoś przekonać, o tyle ta młoda policjantka kupi każdą historię. I tak naprawdę to właśnie to będzie się liczyć. My stanowimy wsparcie i doradzamy, ale to oni napiszą finalny raport. Jeszcze nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Może jak będziemy wiedzieć więcej o samym Wawrzeku... Całkiem dobra ta kawa - dodał bez związku ucinając własne spekulacje.
Potrząsnęła głową.
- Ale to dalej nie tłumaczy, po co nas zaangażowano. Nie lubię niejasnych sytuacji.
- To prawda. Jedyne co jakoś trzyma się faktów to to, że dotychczasowe śledztwo już wykazało jakieś rozwojowe wątki, które przed nami ukryto podrzucając nam "czysty" materiał dowodowy. Zasypano nas papierkami od razu żądając jakiś odpowiedzi. Nikt z referentów nie przedstawił żadnych poszlak, żadnych wskazówek, a praktycznie każde pytanie rozbijało się o stwierdzenie "wasz zespół ma to ustalić". Jak miałbym spekulować to postawiłbym nawet na to, że nasz dowódca jest lewy. Był jedynym z nas, który nie wertował akt na odprawie - wiec znał je wcześniej lub go nie interesowały. W pierwszym przypadku - po co ten teatr? W drugim... -
przerwał widząc nadchodzącą kelnerkę - Poprosimy rachunek.
- A w drugim? -
dopytała Julia, kładąc na stoliku należność za swoją kawę. - Chcą nas w coś wrobić. - odpowiedziała sobie sama. Tomasz nie skomentował pozornie zajęty dokładaniem swojej części należności.
- Sprawdźmy, czy pan Wawrzek był znaną kustoszom osobą. - Dodał wstając od stolika.
Wstali i skierowali się w stronę wejścia do muzeum.
 
Aschaar jest offline  
Stary 05-06-2013, 20:51   #17
 
Harard's Avatar
 
Reputacja: 247 Harard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie coś
Ziętek włączył szczekaczkę w GPSie tak by podawała też nazwy ulic. Taryfiarzem w tydzień nie zostanie, nie miał zamiaru uczyć się miasta na pamięć, ale jakieś szczątkowe informacje w głowie zostaną. Dojechali w miarę szybko, nie chciał testować nastawienia dyżurnych miejskich co do pozwolenia na sygnały dźwiękowe. W końcu noża na gardle nie mieli, więc można postać po światłach niż potem się tłumaczyć cóż to za awaryjna sytuacja wypadała, że astra ryczała na pół stolicy i wymuszała pierwszeństwo.

Na miejscu byli pierwsi, reszta zespołu pewnie jeszcze grzebie się w skrytce. Skoro Wawrzek był kolekcjonerem mogło być tam i pół tony precjozów których nie chciał trzymać w domu. Robert wyciągnął plan Warszawy który kupił jeszcze przed Nowym rokiem i poznaczył sobie Łyszkiewicza i lokalizację City Self Storage. Odpalił swojego laptopa i znalazł listę biegłych sądu okręgowego w Warszawie. W rubryczce pożarnictwo były cztery nazwiska, jeden biegły z tytułem doktora. Spisał sobie jego numer, by przedzwonić i umówić się na spotkanie. Władysław Węgrzyn... Ten cały samozapłon i chemikalia trzeba jeszcze sprawdzić.
- Coś nie wracają długo. – Zamruczał w końcu, zerkając na Popiołek. – Przedzwoń do dyżurnego, co? Może tyle tego że nie mogą ogarnąć i technicy nie wyrabiają zabezpieczać tego wszystkiego...

- Tak jest panie nadinspektorze - wyrzuciła z siebie Popiołek i usiadła przy telefonie. Przez całą rozmowę pomrukiwała jedynie swoje “mhm” albo “rozumiem proszę pana”.
Kiedy odwiesiła słuchawkę wróciła do Ziętka zdając relacje niemal na baczność.
- Technicy już ponoć wrócili. W skrytce była jakaś mapa, badają ją. A Kazan i Brender nie wrócili.
- Jedna mapa? No no - Ziętek podniósł się i podszedł do telefonu, po czym wykręcił do Jutrzni i zapytał gdzie laboranci wykonują badania zabezpieczonych dowodów. Teraz jemu przyszło mruczeć “mhm”. W końcu odłożył słuchawkę.

- Dobrze, zejdźmy do nich i zobaczmy co to za mapa, że Wawrzek aż ją w skrytce trzymał. Opylanie argentoratem pewnie i tak jeszcze nie skończone, ale może choć pozwolą rzucić okiem.
- Oczywiście panie nadinspektorze - przytaknęła prędko Eliza.
Kilka minut później oglądali już zapakowany w folię oryginał mapy z zaznaczonymi na niej czterema punktami.
- Trzeba sprawdzić co to za miejsca - skomentowała aspirant, możliwe, że niepotrzebnie. Nie znała ni w ząb stolicy i przede wszystkim chciała wrzucić te adresy do sieci, dopiero w dalszej kolejności przejechać się fizycznie w te miejsca.
Ziętek przyjrzał się dokładnie miejscom, na swoim planie poznaczył je i opisał tak jak na oryginale. Pojeździł palcem również w okolicy Łyszkiewicza, ale spalone mieszkanie było już sporo dalej.

- Dobrze. Zanim zaczniemy się zastanawiać gdzie pojechała reszta, spróbujmy się dowiedzieć jak najwięcej z gugli.
Przeszli do gabinetu, Ziętek odpalił laptopa i dłuższą chwilę grzebał w sieci. Powymieniali się uwagami, podyskutowali. Nadkomisarz zapisał w swoim nieodłącznym kajecie ze trzy strony nowych informacji i punktów do sprawdzenia. W końcu wyciągnął komórkę i wybrał numer Kazan, by ustalić czy są w drodze na komendę.
 
Harard jest offline  
Stary 05-06-2013, 22:45   #18
 
Yarot's Avatar
 
Reputacja: 498 Yarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnieYarot jest jak niezastąpione światło przewodnie
Tomasz i Julia
Aura na zewnątrz nie zmieniła się specjalnie przez ostatnie dwa kwadranse. Kawa rozgrzała ciało, ale niewiele mogła pomóc na wilgoć na zewnątrz. Dobrze, że do muzeum było blisko. Raptem kilka kroków. Ogrodzenia wokół niektórych partii kamienic wskazywały na intensywne prace remontowe. To samo można było odczuć po wejściu do samego muzeum. Część oszklonych szaf, gdzie leżały widokówki, przewodniki i dewocjonalia była oklejona folią malarską. To samo dotyczyło części wykończeń przy suficie i ścianach. Kurzu nie było widać, ale hałas kucia i stukania młotków dochodził z zejścia na dół, które było odgrodzone kilkoma taśmami biało-czerwonymi. To zejście było w głębi hallu, na którego progu stała właśnie para policjantów. By przejść dalej trzeba było przejść obok kontuaru recepcji, która pewnie stanowiła też punkt sprzedaży biletów oraz pamiątek. W recepcji siedziały dwie panie zajęte porządkowaniem jakiś papierów. Kilka szarych pudeł stało z boku kontuaru, tuż obok kilku worków z cementem. Mocno remontowy charakter wnętrza uzupełniał też fakt ograniczeń w oglądaniu zbiorów muzeum, zapisany na kartce stojącej tuż przy wejściu na stalowym statywie. „Wstęp do muzeum w lokalizacji staromiejskiej z racji prowadzonych prac modernizacyjnych oraz otwierania nowej ekspozycji „Rynek Staromiejski” – środa, piątek i niedziela, od 10 do 16”.
Jedna z pań zwróciła się w stronę wchodzących. Na jej twarzy zagościł służbowy uśmiech i zaraz pojawiło się pytanie:
- W czym można państwu pomóc?
 
__________________
...and the Dead shall walk the Earth once more
_. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._
Yarot jest offline  
Stary 09-06-2013, 13:15   #19
Banned
 
Reputacja: 0 Aschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znany
Post wspólny kanna, Aschaar

- Dzień dobry. Chcielibyśmy się widzieć z panią kustosz doktor NIKLEWSKĄ - “Bardzo po polsku Brender” - pomyślał Tomasz kontynuując - Nie jesteśmy umówieni, ale to zajmie tylko chwilę. - postanowił przynajmniej teraz nie podawać celu wizyty. Adresów z mapy mieli w sumie cztery. Nawet informacja o tym co się tam kiedyś znajdowało byłaby pomocna i zamiast grzebać w sieci i posiłkować się wikipedią... Można było zapytać u źródła... Julia usmiechnęła się tylko, pozwalając działać Tomaszowi. Założyła, że panie z recepcji chętniej otworzą się przed przystojnym mężczyzną. Zawsze to jakaś rozrywka, w tym zatęchłym muzeum.
- Dzień dobry - odparła recepcjonistka. - Tutaj niewiele mogę pomóc, skoro państwo nie byli umówieni. Jeśli potrzeba to możemy zadzwonić i umówić państwa na konsultację z panią doktor.
- Czy mamy rozumieć, ze pani doktor Niklewskiej nie ma teraz w muzeum? -
dopytała Julia.
- Jest, jak najbardziej jest tylko że może odbywać teraz umówione konsultacje lub zajmować się eksponatami. Ponieważ pani Niklewska zastrzegła sobie wcześniejsze umawianie, to widocznie ma ku temu powody - z uśmiechem powiedziała kobieta przestawiając jednocześnie stojak z długopisami na kontuarze.

Tomasz miał nadzieję, że nie wygląda jak przysłowiowy głupik... Już po raz drugi dzisiaj miał wrażenie, że odbija się od jakiejś ściany głupoty, czy raczej niechęci... - Rozumiem zatem, że możemy sprawdzić czy pani kustosz jest w Muzeum i czy będzie mogła poświęcić nam dosłownie kwadrans?

Recepcjonistka sięgnęła po telefon. Sprawdziła coś pod blatem i wystukała numer. Chwilę czeka patrząc się z uśmiechem na dwójkę policjantów. Wreszcie jakiś głos w słuchawce odzywa się. Na to starsza pani mówi:

- Dzień dobry pani doktor. Jacyś państwo do pani. Chcieliby się umówić na konsultację - w odpowiedzi na to znów dało się słyszeć rozmowę przez słuchawkę. Niewyraźną, ale niewątpliwie kobiecą. Starsza pani wyciąga w stronę Tomasza rękę ze słuchawką:
- Proszę, pani doktor jest na linii...

Tomasz uśmiechnął się promiennie do recepcjonistki i przyłożył słuchawkę do ucha:
- Witam serdecznie, pani doktor, mamy krótkie pytanie dotyczące urbanistyki Warszawy... Czy możemy się spotkać - dosłownie na kwadrans? To dla nas niezwykle ważne...
Po drugiej stronie nie było przez chwilę nic słychać. Jedynie w tle pobrzmiewało kucie i stukania.
- Jeśli kwadrans to dobrze. Akurat tyle czasu mam do spotkania. Proszę powiedzieć na recepcji to skierują pana do mojego gabinetu.

Tomasz oddał słuchawkę i przekazał to, co powiedziała pani doktor. Oboje zostali skierowani do pokoju numer 12. Przeszli obok zejścia na dół i przeszli ozdobnymi schodami na górę. Na pierwszym piętrze kamienicy łatwo było znaleźć wskazany pokój. Tabliczka na drzwiach nie zostawiała wątpliwości: “Dział Planów i Rysunków Architektonicznych”. Pozostało zapukać i wejść do środka.

- Witam państwa. Mamy parę minut więc proszę powiedzieć, co to za ważna sprawa dotycząca planów - pani doktor wyglądała na kobietę po pięćdziesiące. Starannie ubrana, z kokiem na głowie i miłym głosem. Obrączka na palcu to był jedyny dodatek do szarego kostiumu. W chwili wejścia dwójki policjantów stała akurat przy biurku i patrzyła na rozłożony na nim rulon papieru, które przypominał w rysunku plan miasta.
Julia najpierw rzuciła okiem na plan, rozłożony na biurku, a dopiero potem przedstawiła siebie i Brendera:
- Na wstępie chciałam, pani doktor, serdecznie przeprosić za zachowanie mojego towarzysza. Niestety, dopuścił się niejakiego nadużycia - panie na recepcji świetnie wywiązują się że swoich zadań i nieustępliwie bronią dostępu do pani. - Nie przyszliśmy rozmawiać o planach.
- A przynajmniej nie tylko o planach -
uzupełnil Tomasz. Mieli trzy punkty w Stolicy... zamierzał dodać jeszcze dwa w okolicy i o wszystkie razem zapytać panią kustosz... ciekawe czy cokolwiek będzie widziała w nich ciekawego?
- To w takim razie co panstwa do mnie sprowadza skoro nie tylko plany? - zapytała pani doktor, ale bez cienia złośliwości czy ewidentnej uszczypliwości.
- Jesteśmy z policji - Tomasz wyciągnął blache - chcieliśmy zapytać czy zna pani tego mężczyznę? - pokazał kobiecie telefon z wyświetlonym zdjęciem - To Jakub Wawrzek. Prywatnie kolekcjoner dokumentów i starych planów... Czy kontaktował sie może z panią, korzystał z pomocy, zasobów? Jeżeli tak, to czy może wie pani czym dokładnie się interesował?

Kobieta popatrzyła na zdjęcie i pokręciła głowa przecząco:
- Niestety nie. Nie widziałam tego człowieka wcześniej.
- Rozumiem... -
pozostał jeden daleki strzał - moje pytanie związane z Warszawą jest dość nietypowe - co wiąże park na Solcu z Balatonem? Wiem to dziwne pytanie, ale ta zagadka nurtuje mnie od jakiegoś czasu... Taka jeszcze studencka gra... - Tomasz uśmiechnął się jakby z zażenowaniem. Zadał zupełnie inne pytanie niż zaplanował, ale skoro Wawrzek nigdy tu nie był to było ono tylko atrapą dla podtrzymania wcześniejszej wypowiedzi - Co ciekawego jest w historii tych dwóch miejsc? Jasne, że można było kopać w wikipedii, ale skoro pod ręką był specjalista...
- To dość dziwne pytanie. I prawdę powiedziawszy to nie wydaje mi się by te dwa miejsca były jakoś ze sobą powiązane. Architektonicznie i historycznie to diametralnie różne miejsca. Nie wiąże je historia - bliższa ani dalsza. Nie są to też twory podobnie w budowie czy czymś takim. Niestety, w tej zabawie również nie będę w stanie pomóc.
- Dziękuję -
w połączeniu ze speszoną miną Tomasza brzmiało bardziej jak przepraszam". Mężczyzna spojrzał z ukosa na Julię - być może ona miała jeszcze jakieś pytania...

Pani psycholog jednak zdawała się bardziej pochłonięta odczytywaniem i analizą mowy ciała niż werbalną rozmową, która w zasadzie - od chwili ustalenia faktu nieznajomości ze Wawrzekiem - dążyła do nikąd.
Julia delikatnie się uśmiechnęła i Tomasz uznał, że nie ma pytań. To również znaczyło, że nie zaobserwowała żadnych niepokojących sygnałów, albo - przynajmniej - nie zamierzała ich teraz poruszać.

- Bardzo dziękujemy pani doktor za poświęcony czas. - zakończył rozmowę Brender i po chwili specjaliści znaleźli się na muzealnym korytarzu.
 

Ostatnio edytowane przez Aschaar : 10-06-2013 o 12:21. Powód: update
Aschaar jest offline  
Stary 10-06-2013, 20:40   #20
 
Harard's Avatar
 
Reputacja: 247 Harard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie cośHarard ma w sobie coś
Robert wyjął komórkę, po tym jak przez pół godziny grzebali w sieci i połączył się z Julią Kazan.
- Witam. Ziętek z tej strony. Gdzie jesteście?
- Na Starym Mieście, panie nadkomisarzu - Julia świadomie użyła funkcji, żeby Tomasz zorientował się, kto jest jej rozmówcą.
Tomasz skrzywił się nieznacznie.
- Muzeum? - Ziętek zerknął do swoich notatek. - Ustaliliście już coś względem Syrenki?
- Nie rozumiem - odpowiedziała Julia wprost - O co chodzi z Syrenką?
- Pomnik na mapie. Jedyny który tam stoi, a raczej stał, to pomnik Syrenki, symbol miasta. Podczas wojny znajdował się właśnie... na przecięciu ulicy Solec i Zagórnej - odczytał zapisaną notkę. - W latach 1929-1945. Potem został przeniesiony i oryginał stoi w Muzeum Historycznym, czyli w kolejnym punkcie z mapy. Na starówce jest tylko jego kopia. Może to przypadek, ale jak na razie to moje jedyne skojarzenie.

- To ciekawe - przyznała Julia. - Proszę poczekać sekundę - powtórzyła Tomaszowi usłyszane informację, a potem puściła rozmowę na głośnik - Rozmawialiśmy z panią kustosz, ale na temat denata. Nie kojarzy go.
- Spróbujcie ustalić czy dostęp do pomnika może uzyskać ktoś z zewnątrz. Z tego co jest napisane na stronie muzeum, nie jest on dostępny dla normalnych zwiedzających. Może zatem prowadzą jakąś ewidencję tych którzy chcą go zbadać, sfotografować. Może tam się przewinie nazwisko Wawrzeka. My w tym czasie pojedziemy na tą zawaloną stację metra... - znowu chwila grzebania w notatkach. - Warszawa - Powiśle na drugiej linii.
- Dobrze. Coś jeszcze, panie nadkomisarzu?
- Pozostaje jeszcze Park Nad Balatonem na Gocławiu. Skoro my się wybieramy dopiero na stację, to pewnie wy będziecie mogli tam jechać pierwsi. Dajcie znać w każdym razie jak skończycie w Muzeum, to pojedzie tam ekipa, która wcześniej skończy. Tak czy inaczej spotkamy się po sprawdzeniu wszystkich miejsc na Komendzie.
~ Chyba, że zakończy się standardowy dzień pracy - pomyślała Julia, ale nie wyraziła głośno swoich przemyśleń.
- Oczywiście. Do zobaczenia.

- Czyli albo pytaliśmy nie tego kustosza, albo sprawa pomnika jest tajna... - Z uśmiechem na ustach powiedział Tomasz, kiedy Julia schowała telefon. - Może poszukajmy wody w muzeum? Wszystkie pozostałe punkty się z nią wiążą... Żartuje. Archiwum? Czy kancelaria główna? Kto ma spis oglądających pomnik - jak sądzisz?
- No, Syreny to zwykle w wodzie żyją, prawda? Wszystko zaczyna układać się w logiczną całość - też się uśmiechnęła - Wracajmy do pani kustosz.
 
Harard jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166