Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-08-2010, 20:37   #1
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 98 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
[autorska|sci-fi] - Aurora

3 Października 2042 roku, Baza wojskowa w mieście Revers, wcześniej znanym jako Nowy York, Godzina 12:11

Wszystko było już gotowe, trzydzieści tysięcy osób znajdowało się na dwóch statkach kosmicznych czekając na start który zaplanowany był na piętnastą. Generał Perly doglądał ostatnich załadunków, szereg inżynierów, mechaników i oficerów sprawdzał systemy statku. Wszyscy zdawali sobie sprawę że drugiej szansy już nie będzie. Wtem stało się to czego wszyscy się bali. Syrena zawyła głośno, był to sygnał ataku Sylionów. Musieli w jakiś sposób wykryć statki.
- Ruszać się, ruszać - krzykną generał - wszyscy na statek

3 Października 2042 roku, Mostek Aurory 2 Godzina 12:25

Kowalsky dostał awans do rangi pułkownika, objął też dowództwa nad całym, personelem wojskowym Aurory 2. Dopiero przed niespełna trzydziestoma minutami postawił nogę na statku a już musiał wydać swoje pierwsze rozkazy.
- Nadać komunikat S.O.S na wszystkich kanałach - wykrzyczał - jesteśmy atakowani, piloci myśliwców niech niezwłocznie udadzą się do hangarów, zmobilizować piechotę, niech chronią skrzydła cywilne!
- Tak jest Sir

Kilku oficerów zaczęło wykonywać powierzone im obowiązki. Edward Kowalsky usiadł na fotelu po czym powiedział:
- Dajcie mi obraz z czujników, chce dokładnie wiedzieć gdzie te Syliońskie ścierwa są
W chwilę później na dużym ekranie pojawiła się mapa całego statku z migającymi czerwonymi punktami wskazującymi gdzie znajduje się aktualnie wróg. Półkoni żywiołowo zaczął wydawać komendy żołnierzom przez komunikator.

Wojciech Bilicky

Wojciech znajdował się w laboratorium gdy nastąpił atak, pracował nad nowym typem broni laserowej, wraz ze swoją ekipą. Prototyp był niemalże ukończony. Karabin wprawdzie nie prezentował się zbyt dobrze od strony wizualnej, jednak jego moc została podniesiona przeszło od 20% do tego wyposażony został w czujnik uniemożliwiający oddanie strzału gdy na torze lotu wiązki znajdował się jakiś człowiek. Syrena zdążyła wszystkich zaalarmować o ataku, wszyscy stłoczyli się przy wyjściu chcąc jak najszybciej dostać się w rejony okrętu które są lepiej chronione. Oddział mundurowych jednak nie mógł pozwolić na opuszczenie tego pomieszczenia. Sylioni byli zbyt blisko. Musieli się bronić tutaj. Broń została wydana wszystkim którzy mieli z nią jakiekolwiek obeznanie. Bilicky nie mógł wymarzyć sobie zeprzej okazji na przetestowanie nowego karabinu. Gdy tylko chwycił broń podszedł do niego jeden z żołnierzy.
- chyba nie masz zamiaru używać tego czegoś teraz!
Ciężko było nazwać to pytaniem, brzmiało to raczej jak żądanie i groźba jednocześnie.
- z nas dwóch na broni znam się trochę lepiej niż ty - szybko odpowiedział Wojciech - teraz odsuń się, pokaże ci co to maleństwo potrafi
Faktycznie miał okazję zaprezentować działanie nowej broni, Sylioni przypuścili szturm, na szczęście korytarz prowadzący do laboratorium był dość wąski co przeszkadzało im w dostaniu się do pomieszczenia. Teraz musieli się utrzymać na tyle długo bu odziały wsparcia mogły do nich dotrzeć.

Adam Twain -NPC

Laboratoria były pierwszym celem Sylionów jednak znacznie większą część swoich oddziałów posłali do maszynowni, gdzie właśnie znajdował się Adam. Zapoznawał się on z systemami statku, jego konstrukcją i wyposażeniem. Pomagał również w ostatecznych poprawkach. atak był niespodziewany. Wróg pojawił się w maszynowni na chwilę po alarmie, sporej części ludzi udało się zabarykadować w pomieszczeniu gdzie znajdowały się silniki. Doskonale zdawali sobie sprawę że muszą chronić to miejsce, jeśli Sylioni się do niego dobiorą, statek nigdzie nie poleci. Na szczęście konstruktorzy statku przewidzieli możliwość ataku w te rejony. Przed wejściem zamontowane były dwa działka laserowe, musiały jednak być obsługiwane przez człowieka. Ponadto w maszynowni znajdował się skład z bronią. Pewne było ze nie pozostawią tego miejsca bez wsparcia, pytanie jednak kiedy ono nadejdzie. Żołnierze musieli przebić się przez sporą część statku która również oblegana byłą przez najeźdźcę

Maksymilian Październik „October” „Guns”

Maksymilian znajdował się właśnie w drodze do pomieszczeń treningowych gdzie miał wypróbować najnowszy kombinezon bojowy. Nie raz już wprawdzie był testerem prototypów. Jednak tym razem obiecano mu coś wyjątkowego. Pancerz miał stymulować jego mięśnie, wpływać na percepcję, zwiększyć refleks i szybkość. Ponadto miał on być niesamowicie lekki, z tego co słyszał nawet nie odczuje ciężaru gdy go założy. Czuł pewnego rodzaju podniecenie. Wprawdzie nie wierzył we wszystko co gadali naukowcy, przecież oni zawsze wyolbrzymiają, jednak jeśli chociaż połowa tego, miała by być prawdą, zapowiadało się naprawdę obiecująco. Nagle włączył się alarm. Guns przyśpieszył by jak najszybciej znaleźć się na miejscu. Naukowcy na jego widok odetchnęli z ulgą.
- Przed chwilą rozmawialiśmy z pułkownikiem - powiedział jeden z nich - masz natychmiast ruszyć do maszynowni, został już tam posłany oddział, gdy tylko do niego dołączysz obejmiesz dowodzenie. Jeszcze jedno, załóż ten kombinezon, może ci się przydać.
Maksymilian już w po chwili był gotowy, Szybko dołączył do wspomnianego oddziału. Przed nimi była ciężka droga. Sylioni byli niemalże wszędzie.

Brandon „Stuntman” Jaffries

Brandon w momencie ataku znajdował się w mesie. Miał ochotę wrzucić coś na ząb i może napić się czegoś mocniejszego. Jeśli było coś dobrego w tej całej sytuacji to właśnie to że nie musiał za nic płacić. Miał praktycznie wszelkie luksusy. Jego kajuta chociaż nie zaliczała się do największych, była całkiem nieźle wyposażona, odtwarzacz holograficzny na którym można było oglądać holofilmy, spora baza muzyczna na komputerze, prysznic. Wszystko co do szczęścia może być potrzebne. O tej porze w mesie raczej nie było zbyt wiele osób. tak więc Stuntman mógł wybrać sobie dowolne miejsce. Gdy tylko zasiadł przy stoliku rozległ się alarm. Niedługo później do mesy wkroczył oddział Sylionów. Było ich dziesięciu. Potężnie zbudowane dwunożne kreatury celowały z broni do wszystkich obecnych. Jednak do nikogo nie strzelali, było to zjawisko co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę ich dotychczasowe podboje, czyżby planowali coś dziwnego?
Zebrali wszystkich obecnych pod jedną ścianą, około czterdziestu ludzi stłoczyło się w ciasnej kupce. Wiedzieli że są znacznie ważniejsze części statku które trzeba chronić. Raczej nie mogli spodziewać się szybkiego ocalenie, jeśli w ogóle miało takie nastąpić. Brandon pierwszy raz widział Sylionów na własne oczy. Istoty te budziły przerażenie samym swoim wyglądem, ich skóra była szara i lśniąca. każdy z nich mierzył sobie co najmniej dwa mety dwadzieścia centymetrów, byli też potężnie umięśnieni, przyodziani w dziwne, zdawać by się mogło że stworzone z jakiegoś stopu metalu, kombinezony.
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.
Mizuichi jest offline  
Stary 27-08-2010, 20:54   #2
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 784 deMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwu
Max oglądał statki przechodząc przez hangar, postanowił zameldować się u kwatermistrza, po przydział pokoju i jakieś tymczasowe rozkazy, ale kiedy takowego znalazł dostał informacje, że ma się stawiać u pułkownika Kowalskiego, ruszył więc we wskazanym kierunku. Na miejscu było było pełno ludzi, trochę wojskowych, ale głównie cywili, i nie trudno było zgadnąć, że w tej ekipie nie było nikogo mało ważnego. Jakość garniturów, lub białe laboratoryjne kitle i tablety trzymane w rękach wskazywały, że ostatnie prace trwały w gwałtownym tempie. Max uznał, że nie będzie się pchał, stanął naprzeciw pułkownika i czekał z skrzyżowanymi rękami. Kowalski dostrzegł go, bo i nie było to trudne, Max miał na ponad 190 cm wzrostu, więc wyrastał ponad zbiorowisko, miał na sobie czarną skórzaną kurtkę, pod nią czarny t-shirt, niebieskie dżinsy, i brązowe górskie buty. Właściwie to miał to co dostał w jednostce i co na niego pasowało. Najbardziej był zadowolony z butów, stare wygodnie rozchodzone, z dobrą membraną.

Kowalski spojrzał mu w oczy i gestem pokazał, że zaraz się nim zajmie. Faktycznie po mniej więcej trzech minutach podszedł do niego, Max zasalutował, ale pułkownik tylko szybko odpowiedział gestem ręki i powiedział.
- Spocznij. Chodźmy na bok. - pociągnął Maxa pod ścianę budynku, w którym kolejno znikali jego wcześniejsi rozmówcy. - Słuchaj mam dla ciebie kilka wiadomości. Po pierwsze twój oddział, będzie nadal potrzebny na Aurorze, toteż niniejszym dostajesz stopień kapitana, bla bla bla, na galę miejmy nadzieję będzie czas kiedy indziej. Laboratorium nadal chce korzystać z twoich usług w testowaniu nowych pancerzy i broni. Jak oni to powiedzieli, "tak odważnego żołnierza, gotowego do poświęceń nie widzieli nigdy". Czyli moja rada, zwolnij, bardziej przydasz się nam żywy. Zresztą wolałbym, żebyś przestał testować te niesprawdzone egzemplarze. Jesteś mi potrzebny. Ale rozkazu ci nie wydam. Tu masz swój przydział, kwaterunek i całą resztę, - powiedział wyjmując z cyfronotesu kartę pamięci i podając Maxowi - na statku jak tylko się zakwaterujesz, odwiedzisz laboratorium bo podobno mają coś ekstra. Zasadniczo, w razie problemów kontaktuj się ze mną, podlegasz normalnym stopniom wojskowym, chyba, że rozkazy idą ode mnie lub generała Perly, wtedy mają priorytet i możesz pieprzyć resztę. Jakieś pytania Kapitanie? - ostatnie słowo zaakcentował, i wypowiedział z uśmiechem.
Max miał chwilowo nadmiar dobrych informacji. Widać mała grupa uderzeniowa się sprawdziła, to jasne, że została zauważona skoro z trzynastu misji, tylko czterech ludzi nie wróciło, ale nie spodziewał się awansu, a tym bardziej, że taka grupa będzie potrzebna na Aurorze. Skinął jednak głową.
- Dziękuję sir, to zaszczyt służyć pod Pana komendą, przy okazji gratuluję awansu - odpowiedział z uśmiechem. - chyba na Pana czekają. - dodał wskazując na tłumek zebrany za drzwiami. Kowalski skinął głową i podał Maxowi rękę, gdy ten odwzajemnił uścisk, odszedł do tłumu.

Max ruszył do najbliższego oznaczonego punktu, gdzie powinien być kwatermistrza, aby odczytać przydział. Znalazł jednego, starszego siwiejącego faceta, który właśnie wskazywał komuś drogę.

- Możesz odczytać mój przydział z tego? - zapytał.
- Pierwszy dzień w wojsku chłopcze? Gdzie salut? -
- Może jestem cywile? -
Max nie ukrywał rozbawienia z tego co powiedział - Ale nie obrażając niczyjej inteligencji - kontynuował - pytałem o przydział, więc jestem wojskowym, to temu pytasz o salut, ale ja nie widzę komu mam salutować, nie masz żadnych pasków przy mundurze, ba nawet munduru nie masz. Dla mnie jesteś takim samym cywilem jak ja. - teraz zasalutował i jeszcze raz wyjął rękę z kartą - Sir czy byłby Pan łaskaw odczytać mój przydział, Sir? - Zapytał.
Z rozbawieniem kwatermistrz, wziął kartę, wsunął w terminal, i aż zagwizdał.
Wyprostował się i zasalutował -
- Proszę wybaczyć sir, nie wie... -
- Darujmy sobie, jestem kapitanem od trzech minut, poza tym wiem, że nie wyglądam, powiesz mi co mi przydzielili? -
- Tak sir, lokum 26c na pokładzie 37, Aurora2, dobra lokalizacja, na tym samym pokładzie lokale ma większość oficerów. Jest też informacja, że odznaczenia czekają w lokalu, i że grupa badawcza 47, oczekuje na jak najszybsze pana przybycie, Sir. -
- Dziękuję -
zasalutował i wyciągnął rękę po kartę.

Będąc na Aurorze2, ruszył w kierunku wskazanego pokładu i lokum. Nie miał zamiaru iść do laboratorium razem ze wszystkimi tobołami, które miał przy sobie, i które były teraz jedynymi rzeczami jakie posiadał i zabierał z ziemi.
Rozmyślał nad tym czy zabrał wszystko, czy też powinien był wziąć coś jeszcze, kiedy zatrzymała go kolejka, a na jej końcu jakiś żołnierz wyjaśnił.
- Na wyższy pokład nie wolno wznosić broni, muszę sprawdzić Pański bagaż i pozwolenie na wejście do tego sektora. -
Max podszedł do niego położył na stoliku duży wojskowy plecak i podał kość pamięci. Żołnierz po sprawdzeniu kości zasalutował i dodał.
- I tak muszę sprawdzić bagaż, Sir. -
Max oddał salut i skinął głową. Po chwili na stole leżał jego laptop, album ze zdjęciami, dwa aparaty, obiektywy, lampy błyskowe, oraz stary japoński miecz, oprócz tego trochę ubrań, innych dupereli.






- Na to jest pozwolenie od pułkownika Kovalsky. Reszta w porządku. - Przesunął plecak i zawartość w stronę Maxa. -Może pan iść dalej, Sir. -


Znalezienie lokum nie było trudne, każde było dobrze oznaczone, a ponadto na każdym korytarzu można było znaleźć terminal z mapą poziomu.
Max był mocno zaszokowany, kiedy wszedł do swojego nowego miejsca zamieszkania. Spodziewał się małej klitki 3x3m, zamiast tego zobaczył duży dwu pokojowe mieszkanie, z łazienką i salonem z aneksem kuchennym, urządzone w naprawdę dobrym guście i stylu.

Na lewo od drzwi był aneks kuchenny, a przed nim stół i krzesła na sześć osób, na prawo salon z kanapą, fotelami, i ściana z panelem obecnie wyświetlająca widok miasta wieczorem, z salonu prowadziły drzwi do sypialni i łazienki.

No cóż sypialnia była rewelacyjna, i do tego miała dużo wolnej przestrzeni, gdzie będzie mógł ćwiczyć. Na łóżku leżały jego kapitańskie belki i liścik od Kowalskiego, "Mam nadzieję, że apartament się podoba, mieliśmy nadmiar tych vipowski, a ja chcę mieć kogoś swojego na miejscu."
Był po dużym wrażeniem tego co przygotował dla niego Kowalski, cały apartament miał ponad 60m2, co według Maxa było przesadą, bo na tej powierzchni mogło by mieszkać co najmniej 5 osób, czyli można by zabrać jeszcze cztery. Ale to nie rozwiązało by problemu żywności i tlenu. To była cholernie trudna lekcja do zapamiętania, kiedy jakiś z naukowców tłumaczył mu dlaczego mogą zabrać tylko trzydzieści tysięcy. Statki początkowo miały być badawczo-eksploracyjne, więc standard mieszkania był wyższy, za to nie przejmowano się ilością miejsc, co teraz prowadziło do tego, że możliwości produkcyjne żywności i tlenu miała tylko minimalny zapas, co do liczby pasażerów.

Max rzucił plecak na łóżko, przemył twarz zimną wodą i zajrzał do lodówki, żarcie się nie wysypywało, ale było można powiedzieć pełna, głównie w napoje i przekąski, ale ktoś kto wiedział, że Max lubi gotować zadbał też o trochę składników. Sama kuchnia była dość mała, bo miała tylko lodówkę, dwie szafki na dole, dwie wiszące, niewielki zlew i na mini półwyspie, kawałek blatu, z szafką, dwu palnikową płytę elektryczną i kompaktowy piekarnik. Na dokładne zwiedzanie czas będzie później, teraz porad do laboratoriom. Podłączył otrzymaną kość do terminala i sprawdził gdzie jest laboratorium, do którego ma się udać. Okazało się, że dość blisko, bo tylko dwa poziomy niżej, i kawałek na przód statku. Doszedł też w tym momencie do wniosku, że koniecznie musi się nauczyć planu statku jak najlepiej na pamięć. Ruszył do laboratorium, kiedy w połowie drogi rozległy się syreny alarmowe. Max wiedział, że to może oznaczać tylko jedno. Puścił się biegiem do laboratoriom, po pierwsze dlatego, że alternatywą było by błądzenie bez celu i broni po statku, a po drugie dlatego, że tam na pewno będzie broń.

Dopadł odpowiedniego włazu, i odkrył z przyjemnością, że jak na razie laboratoria na tym pokładzie nie są atakowane.
- Przed chwilą rozmawialiśmy z pułkownikiem - powiedział jeden z nich - masz natychmiast ruszyć do maszynowni, został już tam posłany oddział, gdy tylko do niego dołączysz obejmiesz dowodzenie. Jeszcze jedno, załóż ten kombinezon, może ci się przydać. -
- Jakaś szybka instrukcja, czego mogę się po tym spodziewać? - Zapytał zakładając kombinezon. Okazał się niezwykle lekki, a w porównaniu, do pancerzy piechoty, wręcz nie zauważalny. Ciekawy był także fakt, że pokrywał go całego, od stóp do głowy, zakrywał cała twarz, w środku miał wizjer, a na ekranie, wyświetlało się mnóstwo informacji. po pierwsze po lewej na dole wizualizacja jego ciała, gdzie była monitorowana jego sprawności i obrażenia. Były także czujniki ruchu, i ciepła, to w miarę standardowe wyposażenie, ale z tego co cały czas tłumaczył mu naukowiec, miał też pasmo widzenia obcych, co prawda tylko ich obecność, bo nie udało im się jeszcze sprecyzować urządzenia, ale na dwadzieścia metrów nawet przez ściany pokazywał gdzie są. Do tego pancerz miał wydatnie podnosić, jego szybkość, refleks i siłę, a do tego nie tracić na wytrzymałości w stosunku do modelów przeznaczonych dla piechoty. Kiedy Max był zapakowany w kombinezon, przekonał się, że tym razem technicy nie przesadzali. Czuł się w tym pancerzu niezwykle lekko, a pierwsze kroki potwierdziły jego przypuszczenia, był szybszy, i to cholernie szybszy. Zabrał karabin laserowy i dwa magazynki, kilka granatów, okazało się, że kombinezon ma przygotowane miejsca na takie elementy wyposażenia, były to magnetyczne zagłębienia, które kiedy on przykładał do nich dłoń, to w zależności czy były puste czy pełne oddawały albo chwytały podawany przedmiot Zabrał także dwa szybkostrzelne pistolety, które przydawały się, do walki na bardzo bliskim dystansie z mniej opancerzonymi obcymi. Dostał także bonus, na plecach kombinezonu, znajdował się składany miecz, do walki na bliski dystans, co prawda, w takiej walce, aby się przebić przez pancerz obcych pozostawały tylko pchnięcia, ale to i tak lepsze niż walka na pięści. Miecz miał trzydziesto centymetrową rękojeść, a po aktywacji, rozkładało się osiemdziesięcio centymetrowe ostrze. Siła rozkładania miecza wystarczyła aby przebić Syliona ze zboją.

Max odkrył, że w hełmie może wyświetlić mapę statku, i nawet dostaje na bieżąco informacje o tym gdzie teraz są obcy. Przydał by się jeszcze podgląd z kamer, ale o tym powie jak wróci. Ruszył pełnym pędem, do miejsca spotkanie z oddziałem. Z informacji, jakie dostał bronili teraz przejścia z maszynowni do laboratoriów, i to tam do nich dołączy, a potem ma ruszyć oczyszczając korytarze do maszynowni. Silniki były teraz priorytetem. Pokonał cały korytarz z zadziwiającą prędkością, ale teraz po wybiegnięciu za róg, dostrzegł dwóch obcych, skradających się korytarzem. W biegu przełączył karabin na średnią moc, i pełnym pędzie skoczył do przodu, celując w szyję pierwszego. Strzał był idealny i teraz Max pomyślał, że kombinezon musiał stabilizować jego ramiona. Drugi Sylon już przygotowywał się do strzału. kiedy przeszyła go wiązka lasera, lecąca z lewej. Max poderwał się na nogi, spojrzał w prawo i zawołał.
- Dzięki, nie wiem ile ten pancerz przyjmie, jest dość eksperymentalny. - A widząc zdziwienie na twarzy żołnierzy, do których ewidentnie skradała się dwójka obcych, aby zajść ich od tyłu, dodał - Kapitan Maksymilian October, Przejmuję dowodzenie, z rozkazu pułkownika Kowalskiego. Mamy rozkaz oczyścić drogę i dotrzeć, a potem utrzymać maszynownię. Kto do tej pory dowodził? Potrzebuję informacji o dotychczasowej sytuacji. - Max celowo nie zapytał kto jest najstarszy stopnie, bo nie zawsze oznaczało to najlepszego żołnierza.
- Ja Sir. Starszy sierżant Fasett Sir. - Odpowiedział czarny wieki żołnierz około trzydziestki - Sylionów nie jest dużo, ale dobrze się kryją, z tej strony korytarza pilnuje około dwudziestu, ale mimo, że jest nas więcej, to musielibyśmy ich szturmować otwartym korytarzem. Może się przedrzemy jakimiś kanałami wentylacyjnymi. Sir. -
- Spróbujemy inaczej. Ustawcie łączność na kanał 5, pole 23. Na mój sygnał dacie mi zaporę ogniową, a ja sprawdzę czy wytrzymają granaty. Zobaczymy, którędy przyszli ci dwaj. -
Nie czekając na odpowiedz ruszył biegiem, w stronę, z której zobaczył skradających się obcych. Okazało się, że po mniej więcej 100 metrach w ścianie była nieduża wyrwa, a za nią czujniki z hełmu wskazywały obcych.
- Fasett, na trzy walcie w nich tak, żebym miał z pięć sekund bez ich ostrzału. -
- Przyjąłem Sir. -
- Raz, dwa, trzy -
na raz pościł karabin, który zawisł na pasku, sięgnął po dwa granaty. Na dwa odbezpieczył je, i puścił spusty. Na trzy kiedy tylko korytarz za wyrwą rozświetlił się strzałami, wychylił się, rozejrzał szybki i rzucił granaty w największe skupiska Sylionów. Po czym schował się za wyrwę, i sięgnął po karabin. - cztery - rozległy się dwa wybuchy. Max skoczył do środka i w ogólnym dymie i pyle dobił jeszcze dwóch obcych, który przeżyli.
- Fasett zostaw pięciu ludzi do pilnowania korytarza, reszta za mną. -
Gdy już biegli w stronę maszynowni, podzielił pozostały mu 38 ludzi na dwa odziały, jeden pod dowództwem Fasetta, drugi po komendą wskazanego przez Fasetta, sierżanta Braisa, przy czym ten drugi dowodził w przypadku, gdyby Max musiał się oddalić. Napotkali jeszcze dwa małe oddziały obcych, po 4 - 5 wrogów. Dopiero kiedy dotarli do magazynu, przekonali się, że to nie będzie takie proste. Około 100 obcych zajęło duży hangar przed maszynownia, jednak nie przeszli przez główną grodź do silników, a to znaczy, że w silniki są całe, a w środku bronią się ludzie. Bo ostrzeliwali się zawzięcie z obcymi. W maszynowi jest skład broni i amunicji, więc przynajmniej tego im nie braknie.
Max wydawał komendy obserwując obcych.
- Fasett, weźmiesz swój odział i zostaniecie tu, wyślij kilku ludzi na balkon powyżej, nie ma tam obcych, a będą mieli świetną pozycję do strzelania. Wy przygotujcie coś cięższego, granaty, najlepiej z granatników, aby trafić precyzyjniej. Ja wezmę mój oddział i przejdziemy do tych bocznych drzwi, tam powinien być magazyn dokumentów magazynowych, jak tylko zza tamtych okien zaczniemy strzelać wy po jakichś 5 sekundach zaczynacie ich ostrzeliwać z granatów i z balkonu. Powinni w tym czasie odwrócić się do nas, i odsłonić plecy. My strzelamy do najbliższych nam, w tak samo, powinniśmy się spotkać zabijając tych na środku. W razie czego, pamiętaj, że ocalanie silników to teraz najważniejsza misja. - Zrobił pauzę, po czym dodał już do wszystkich - Panowie, po wszystkim liczę spotkać się z wami w kantynie, więc niech nikt mi tu nie zginie. - Ruszył ze swoim oddziałem na pozycję, którą wybrał. Kiedy wszystko było gotowe, złożył się do strzału zza regału z aktami. Celował w głowę dowodzącego atakiem na maszynownię. Jego strzał miał być sygnałem dla jego ludzi w magazynie do rozpoczęcia ostrzału, więc musiał trafić.
- Spokojnie chłopcy, - powiedział do mikrofonu - za moment pokażemy tym zasrańcom, gdzie ich miejsce. - wziął uspokajający oddech i strzelił.
 
deMaus jest offline  
Stary 28-08-2010, 01:36   #3
Inne
 
Col Frost's Avatar
 
Reputacja: 52054 Col Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputację
Brandon uwielbiał Bad Boysów. Obie części były jednymi z jego ulubionych filmów, dlatego bardzo się ucieszył, gdy tylko okazało się, że znajdują się w jego, nie tak znowu skromnej, filmotece. Tak, kajuta była super. W życiu nie żył w tak komfortowych warunkach. Nawet sobie nie wyobrażał, że miejsce, w którym miał mieszkać należało do najprostszego typu na statku. Dla niego to był luksus i niczego więcej nie potrzebował. No, może jakieś towarzystwo by się przydało, ale tym zajmie się już sam. Na razie obejrzy sobie klasykę kina z Willem Smithem i Martinem Lawrencem.

Stuntman uwielbiał stare filmy. Inni woleli chodzić do kina na najnowsze produkcje, na których człowiek czuł się jakby był w samym środku akcji, ale nie on. Jemu wystarczył film rodem z XX wieku, względnie początku XXI i już był szczęśliwy. Uwielbiał ówczesnych aktorów, przy których dzisiejsi wypadali blado i to nawet bardzo.

W środku drugiej części Bad Boys, Jaffriesowi zachciało się wrzucić coś na ruszt. Zatrzymał więc film, sięgnął za to po swój odtwarzacz muzyczny. Schował za pas swoją klamkę i po chwili namysłu również najnowszy nabytek. W kieszeniach wciąż miał swoich wiernych towarzyszy kastet i nóż, także spokojnie mógł wyjść na obchód po okolicy. Gdy wyszedł z kajuty zatkał sobie uszy słuchawkami, a na odtwarzaczu wcisnął przycisk play. Natychmiast popłynęły słodkie dźwięki grupy Das EFX i Brandon pewnym krokiem ruszył przed siebie.

Murzyn szedł korytarzem, a w uszach pobrzmiewały mu teksty, tym razem Everlasta. Chłopak kochał stary rap i choć nie przepadał za białymi, musiał przyznać, że Erik Schrody jest na prawdę dobry. Nie to jednak teraz zaprzątało głowę Stuntmana. Oto z naprzeciwka nadchodziła zapierająca dech w piersiach piękność. Szczupła i kształtna sylwetka, długie nogi oraz twarz aktorki tworzyły wspólnie wspaniałe połączenie i Jaffries po prostu nie mógł przegapić takiej okazji.

- Hej, piękna - zagadał do dziewczyny, jednocześnie zmieniając kierunek marszu.

- Do mnie mówisz? - spytała. Była dość spięta, ale nic w tym dziwnego. Ubrana była w jakieś ciuchy rodem z biura finansowego, na pierwszy rzut oka można było się domyślić, że niezbyt często mogła się wyluzować, jeśli w ogóle kiedykolwiek.

- Do kogóż by innego? Twoja uroda zahipnotyzowała mnie w takim stopniu, że nikogo innego już nie dostrzegam.

- Spadaj palancie - Brandon jednak nie odpuszczał i zamęczał kobietę swoją osobą przez kilkaset metrów. Dopiero umięśniony żołnierz, na specjalną prośbę dziewczyny, go od tego odwiódł. Murzyn chcąc niechcąc, rzucił jeszcze krótkie "do zobaczenia", w odpowiedzi dostając wyprostowany środkowy palec, a następnie ruszył w stronę kantyny. Musiał wreszcie coś zjeść.

Jedzenie również było wspaniałe, jak wszystko na tym statku. Nowy standard życia. Przy okazji Stuntman zwrócił uwagę na fakt, że ubiera się zdecydowanie inaczej niż pozostali pasażerowie. Garniaki i krawaty z pewnością nie były jego stylem, dzięki czemu dość skutecznie wyróżniał się na tle innych ludzi. Musiał uważać, przynajmniej do czasu startu, jeszcze ktoś się do niego przyczepi i żegnaj życie w luksusie.

Właśnie zaczynał posiłek, gdy na całym statku zabrzmiały syreny alarmowe. Nie minęło pół sekundy, jak do kantyny wpadły jakieś ohydne istoty i zaczęły terroryzować wszystkich zebranych. Jaffries niewiele myśląc dał nura pod stół, cały komentarz ograniczając do krótkiego, czarnego i jakże amerykańskiego "Shit!". Cały się trzęsąc obserwował jak para szarych nóg wędruje w pobliżu jego kryjówki. Wcześniej, w trakcie całego zamieszania pozasuwał krzesła, więc mógł mieć nadzieję, że pozostanie niezauważony. Niestety, chwilę później został wywleczony za kołnierz, na sam środek sali.

Następnie kosmita rzucił go pod nogi ludzi zgromadzonych już pod ścianą. Chłopak powoli się podniósł. Zmusił się też by spojrzeć na przybyszów. Nogi mu dygotały, gdy spoglądał na te obrzydliwe gęby. Okropne istoty. Powoli zaczął się przepychać przez ludzi, by znaleźć się z tyłu całej grupy. Kto wie co oni robią z jeńcami? Wszystkie szare komórki mówiły jednak, że co by to nie było, będzie lepiej jeżeli zaczną to robić od innych. Im dłużej utrzymasz się przy życiu, tym większa szansa, że ktoś przybędzie z pomocą. Brandon wymacał jeszcze za pasem obie spluwy. Szerokie bluzy mają swoje zalety. O tak, chłopak nie da się po prostu zakatować.
 
Col Frost jest offline  
Stary 29-08-2010, 22:30   #4
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
Wojciech dokręcał ostatnią śrubkę do obudowy, gdy zawył alarm. Po całym laboratorium ludzie w fartuchach biegali i panikowali. "Specjaliści od broni, a boją się pobrudzić" inżynier pomyślał z lekką pogardą i chwycił karabin. Pstryknął przycisk z prawej strony i rozległ się charakterystyczny dźwięk rozgrzewającego się generatora. Bateria zasilająca laser starczała na jakieś pięćdziesiąt strzałów, potem należało ją wymienić. Puszka o wymiarach mniej więcej magazynka do "emki" znajdowała się z prawej strony. Cały moduł baterii i włacznika można było łatwo przemontować na lewą stronę, by dostosować go do potrzeb żołnierza.

Na lufie znajdowała się szyna typu RIS z regulacją szerokości 18-26mm. Innowacją był natomiast celownik jaki znajdował się na szynie. Wyglądem przypominał toporny kolimator używany przez wojska NATO, lecz niewiele miał z nim wspólnego. W kolimator wmontowany był minikomputer, który wyszczególniał sylwetki istot żywych. Baza danych nie rozróżniała wprawdzie większości zwierząt, ale umiała ordróżnić człowieka od obcego. Połączony z kolimatorem system naprowadzania uniemożliwiał prowadzenie tak zwanego "Friendly Fire".

Sam strzał odbywał się bez jakiegokolwiek odrzutu, z dźwiękiem przypominającym lekkie buczenie baterii. Wojciech chwycił swoją zabawkę i podszedł do drzwi. Zaczepił go jakiś oficer, który wyglądał na takiego który myśli, że wie wszystko.
- Chyba nie masz zamiaru używać tego czegoś teraz!
Ciężko było nazwać to pytaniem, brzmiało to raczej jak żądanie i groźba jednocześnie.
- Z nas dwóch na broni znam się trochę lepiej niż ty - szybko odpowiedział Wojciech - Teraz odsuń się, pokaże ci co to maleństwo potrafi.

Inżynier wyszedł na wąski korytarz. Ochrona zabarykadowała go przed obcymi jakimś stołem, który nie wyglądał solidnie. Wojciech spojrzał w kolimator. Uśmiechnął się do siebie, gdyż widział wokół znajdującego sięna drugim końcu Syliona czerwoną obwódkę. Szybko naprowadził kropkę celownika w pole sylwetki obcego i delikatnie nacisnął spust. Wąski strumień czerwonego światła dosięgnął agresora, powodując jedynie lekkie oparzenie. Inżynier zwolnił spust i pstryknął przełącznikiem na kolejny tryb. Karabin obsługiwał trzy różne tryby. Oprócz zablokowanego mógł strzelać lekką wiązką, taką jak ta, wiązką o średniej sile, oraz korzystając z całej mocy. Teraz Wojciech przełączył na tryb pośredni. Ponownie nacisnął spust i usłyszał ryk bólu. Promień, tym razem pokaźniejszy wypalił w kosmicie sporą dziurę, choć nie przeszedł na wylot.

Wojciech przyległ do ściany i schował się za futryną przed wrogimi pociskami. Usłyszał jak te obijają się o ściany statku, oraz jak pod jego palcem pstryka przełącznik. Wychylił się zza ściany i namierzył dwóch obcych wchodzących w korytarz, by wyciągnąć rannego. Tym razem już nie delikatnie nacisnął spust i potężny strumień światła przeszedł przez ich ciała jak przez masło, rozcinając jedno na pół, drugiego pozbawiając niefortunnie głowy i górnych kończyn, gdyż schylał się po towarzysza.

Oficer, który wcześniej wątpił w jakąkolwiek przydatność bojową karabinu laserowego teraz oniemiał. można by rzec, iż nie mógł od tego sprzętu oderwać oczu. Tymczasem zza rogu wyszli kolejni obcy. Spust ustąpił pod naciskiem i strumień światła przeciął kosmitów na kilka mniejszych części. Pod przełącznikiem zaświeciła się czerwona lampka. Najwyraźniej strzały z pełnej mocy zabierały też ogromną ilość energii.

Wojciech wbiegł do laboratorium, a powietrze rozrywały huki wystrzałów standardowej broni prochowej, jaka była na wyposażeniu ochrony. Zadowolony z wyników pracy inżynier szukał drugiej baterii. Była to wielka wada karabinu, jednak mimo wszystko był niezwykle skuteczny. Jednak przy jego konstrukcji genialny inżynier nie myślał raczej o karabinie, a działku korzystającym z generatora pokładowego. Karabin był raczej półproduktem. Pomysł na broń dla załogi był zupełnie inny, chodził mu po głowie jeszcze nim rozpoczęła się inwazja.

JEST! Znalazł w końcu baterię. Pstryknął przełącznik na tryb zmiany baterii, podłączył nową i ponownie zmienił tryb, tym razem na średnią wiązkę. Start baterii trwał jakieś trzydzieści sekund. miły dla ucha dźwięk włączającej się baterii poprzedził zapalenie się zielonej lampki na karabinie. Broń ponownie była gotowa do użycia. Nadszedł czas sprawdzić, czy naprawdę można oddać z niej sto strzałów w tym trybie. Po tym co zobaczył inżynier, lekko w to wątpił.

Wojciech stanął obok obrońców ostrzeliwujących się z kosmitami. Co jakiś czas wychylał się zza osłony i oddawał kilka precyzyjnych strzałów w zaznaczone na czerwono sylwetki agresorów. Prace nad kolimatorem opłaciły się. Gdyby wdrożyć plan ich użycia przy standardowej broni można by zyskać ogromny zysk w postaci celniejszych strzałów. Można by wykorzystać ten system także przy myśliwcach i działach pokładowych. Jednak nie teraz czas myśleć o tym, na wszystko przyjdzie pora.

Po oddaniu około pięćdziesięciu strzałów, przy karabinie zaświeciła się ponownie czerwona lampka. Broń stałą się bezużyteczna. Inżynier posiadał tylko dwie baterie, a ładowanie trwa kilka godzin. W związku z tym Wojciech szybko puścił się biegiem w stronę swojego biurka. Lekko drżącymi z emocji rękoma odnalazł urządzenie do ładowania i podłączył baterie. Nim światełko na ładowarce zmieni kolor z czerwonego na zielony, wszyscy mogą być już martwi, lecz nie było sensu teraz o tym myśleć. Wojciech usiadł przy biurku, oczekując na dalszy rozwój wydarzeń.
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 29-08-2010, 22:43   #5
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 98 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
Pokład międzygwiezdnego statku Aurora 2, 3 października 2042 roku, godzina 15:12

Od niemalże trzech godzin walka z Sylionami trwała na niemalże wszystkich pokładach. Łączność z Aurorą 1 została utracona. Nadzieje na zwycięstwo stawały się coraz mniejsze. Wojna pochłonęła już wiele ofiar, ten atak pokazał prawdziwe oblicze najeźdźcy. Dla nich liczyła się jedynie całkowita eksterminacja ludzkości . Jaki mieli w tym cel? Tak naprawdę nikt tego nie wie. Może szukali dla siebie nowej planety, może zwyczajnie chcieli pokazać ze mogą to zrobić.

Aurora 2, Mostek, godzina 15:27

Pułkownik Kowasky wciąż wydawał komendy swoim żołnierzom. Jednak wrogów wciąż przybywało a jego siły stopniowo zaczęły się kurczyć. Nie tracił jednak nadziei. Wiedział że to właśnie oni są ostatnią szansą ludzkości, wiedział że muszą dać radę.
- Skierować dodatkowe oddziały do ochrony skrzydeł cywilnych - krzykną - Musimy jak najszybciej odbić maszynownie. Gdzie jest jednostka którą tam wysłaliśmy?
- Zaraz tam dojdą Sir, przy odrobinie szczęścia niebawem wystartujemy.
- Jakieś wiadomości od Aurory 1
- Nie łączność została całkowicie zerwana, przypuszczamy że ich nadajnik został zniszczony.
- Miejmy nadzieję że tylko nadajnik, gdy tylko będziemy gotowi do startu wyślijcie wiadomość i módlcie się żeby ruszyli za...
- na mostek przedarło się kilku Sylionów.
Wszyscy zgromadzeni zamarli. Sylioni nie otworzyli ognia, zabarykadowali jednak drzwi uniemożliwiając oddziałom odbicie pomieszczenia.

Wojciech Bilicky

Wojciech zrobił swoje. Jego prototyp jednak pobierał znacznie większą ilość energii niż mógłby przypuszczać. Podłączył baterię do ładowania i czekał. Żołnierze radzili sobie całkiem nieźle, nie pozwalali Sylionom dostać się do pomieszczenia. Jednak ci nie poddawali się, przypuszczali coraz większe szturmy. Widać było że zależy im na przejęciu laboratoriów badawczych... tylko czemu, co mogło znajdować się w nich aż tak wartościowego? Bilicky zastanawiał się nad tym jednak nic nie przychodziło mu do głowy. Przecież Sylioni przewyższali ludzi jeśli chodzi o rozwój technologiczny, czemu więc mieli by chcieć cokolwiek z miejsca takiego jak to. Dywagację na ten temat przerwało jednak zaświecenie się a baterii zielonej lampki, byłą gotowa. Znów mógł wkroczyć do akcji. Gdy już podchodził z bronią do drzwi, jeden z szeregowców został trafiony prosto w brzuch. Rana wyglądała okropnie. Mężczyzna zwijał się z bólu na ziemi. Koledzy odciągnęli go od przejścia. Jeśli szybko nie dostanie jakiejś pomocy groziła mu śmierć.

Maksymilian Październik „October

Mimo oporu Sylionów Maksymilian wraz ze swym oddziałem doszli do maszynowni, gdzie jak się okazało grypka ludzi obsadziła dwa działka laserowe i zatrzymywała Sylionów. Prawdziwy akt heroizmu biorąc pod uwagę że nie byli wcześniej szkoleni do tego typu zadań. Zwykli mechanicy przez trzy godziny powstrzymywali wroga. Stając się na swój sposób bohaterami. Gdy tylko zobaczyli żołnierzy na czele których stał October ucieszyli się. Po krótkiej wymianie zdań wrócili do maszynowni by jak najszybciej umożliwić start okrętu. Dwóch podwładnych Maksymiliana zajęło miejsca przy działkach.
- Jeśli przyjdzie nam tu zginąć - powiedział jeden - Wiedzcie chłopaki że przyjemnością było służyć u waszego boku
Po tych słowach mężczyzna wycelował broń w kierunku z którego nadciągała już grupa Sylionów. W chwilę później zostały oddane pierwsze strzały.

Brandon „Stuntman” Jaffries


Brandon skrył się za ludźmi licząc że Sylioni go nie dopadną. Jeden z nich wyciągną jakieś dziwnie wyglądające urządzenie które wydawało z siebie trzeszczące dźwięki. Przechodził obok jeńców i wpatrywał się w ekranik. Gdy zbliżył się do Stuntmana urządzenie wydało z siebie serię nieprzyjemnych dla ucha dźwięków. Obcy spojrzał na Brandona, wydawał się być czymś zainteresowany. Pochwycił młodzieńca za ramię i podniósł do góry. Jeden z najeźdźców wystąpił z szeregu i zaczął gdzieś prowadzić Brandona. Gdy opuścili mesę Jaffris zorientował się że Sylion prowadzi go do wyjścia ze statku. Serce zaczęło mu mocniej bić. Jeszcze nigdy w życiu aż tak się nie bał. Bywał w niebezpiecznych sytuacjach, ale to, to zdecydowanie przewyższało je wszystkie. Czego te potwory mogły od niego chcieć. Co to przeklęte urządzenie im o nim powiedziało. Byli coraz bliżej wyjścia. Wtem na pokład Aurory wkroczył ciężko uzbrojony oddział. Na swych pancerzach mieli wypisane czerwoną farbą litery B.O.W. Szybko uporali się z Sylionem który więził Brandona
- Nic ci nie jest? - spytał jeden

Aurora 2, Mostek, godzina 15:34

- BOW do dowództwa okrętu, wkraczamy na statek
Taki właśnie komunikat wydobył się z jednego z komunikatorów. Sylioni zaczęli o czymś rozmawiać. Chwilę nieuwagi wroga wykorzystał Kowalsky który niemalże natychmiast sięgną po ukrytą pod jednym z paneli broń. Oddał kilka strzałów nim przeciwnik zorientował się co się dzieje. Szybko wymierzyli w pułkownika i strzelili. Kowalsky opadł na ziemię, żył jednak był ciężko ranny. Oficerowie na mostku widząc odwagę swego przełożonego poszli w jego ślady, niektórzy z gołymi rękoma rzucili się na Sylionów. Było to dla nich takie zaskoczenie że nie wiedzieli co mają zrobić. Po chwili mostek znów był pod kontrolą ludzi. Jeden z oficerów podszedł do komunikatora.
- Tutaj sierżant Jacobsen, cieszymy się że was słyszymy BOW, nasz dowódca jest ciężko ranny czy możecie przysłać kogoś na mostek?
- Da się załatwić, już wysyłam tam moich ludzi, jakieś inne obszary okrętu potrzebują wsparcia?
Sierżant szybko rzucił okiem na mapę okrętu.
- Maszynownia, Laboratoria i Mesa potrzebuje natychmiastowego wsparcia. nie możemy jednak wysłać nikogo więcej, nasi ludzie toczą walki na całym statku.
- Przyjąłem zajmiemy się tym, bez odbioru

Aurora 2, godzina 15:38

Wsparcie oznaczało nową nadzieję na zwycięstwo. Statek niebawem będzie gotowy do startu. Jednostki BOW ruszyły w wyznaczone przez swego dowódcę kierunki. Walka przybrała zupełnie inny obrót. Do tej pory to ludzie musieli bronić się przed Sylionami. Teraz najeźdźca stopniową był wypychany ze statku. Jednak walka dopiero się zaczęła. Jeszcze wiele do zrobienia nim okręt będzie wolno od wroga...
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.
Mizuichi jest offline  
Stary 07-09-2010, 20:40   #6
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 784 deMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwu
- Jeśli przyjdzie nam tu zginąć - powiedział jeden - Wiedzcie chłopaki że przyjemnością było służyć u waszego boku -
- Nie gadaj głupot, nie po to umawiam się z wami w kantynie, żeby pić samemu.
Fasett zróbcie, tu porządne barykady. Rozstawić ludzi, jak najszerzej, i ostrzeliwać regularnie wejście. Muszą iść wąskim gardłem, więc mamy przewagę. Niech ktoś stale pilnuje balkonów, którymi my weszliśmy i tego archiwum. Ty Brais weź ośmiu ludzi i przyczajcie się w pomieszczeniach po lewej i prawej od wejścia z korytarza. Jak coś się przedrze, to walić skurczybykom po plecach. Jazda, bo zaraz tu będą. Łączność na tym samym kanale co wcześniej. - Sam Max także zajął pozycję za prowizoryczną barykadą. Położył się, tak, aby przez szczelinę widzieć wejście z korytarza, a jednocześnie, być osłoniętym, od widoku z balkonu, i archiwum. Jak tylko pojawili się obcy, zaczęła się regularna walka. Teraz to była kwestia czasu. Czy wystartujemy czy nie. Jeśli tak to już na spokojnie ich wystrzelamy, kiedy nie będą mieli posiłków, jeśli nie wystartujemy, to jesteśmy w czarnej dupie.

Kiedy usłyszał wymianę zdań w radio, uznał, że może jest lepiej niż się wydawało. Nadał komunikat, na częstotliwości na której przyszedł przez od BOW.
- Tu kapitan Maksymilian October. Odbiliśmy maszynownię, technicy pracują pełna parą, a my bronimy korytarza. Jak zajdziecie skurczybyków, od tyłu, dajcie znać. Powinniśmy być w stanie dać wam taką ścianę ognię z naszej strony, że żaden nie ucieknie. -
 
deMaus jest offline  
Stary 08-09-2010, 23:06   #7
Inne
 
Col Frost's Avatar
 
Reputacja: 52054 Col Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputację
Wokół można było wyczuć wszechobecny strach. Ludzie bali się. Nie było w tym niczego dziwnego, nie byli żołnierzami wyćwiczonymi do walki, prawdopodobnie nikt z obecnych nawet nie spotkał Syliona. Teraz natomiast byli ustawiani pod ścianą i czekali. Czekali, ale na co? Może na egzekucję? Brandon nie był wyjątkiem, on również się bał. Obiecał sobie w duchu, że nie da się tak po prostu rozwalić, będzie walczył, ma w końcu czym, ale nie chciał by do tego doszło. Wolałby, żeby ktoś wkroczył do messy, rozmazał flaki tych kosmicznych śmieci na ścianach i uwolnił więźniów. Właśnie, gdzie ci cholerni żołnierze gdy są potrzebni?

Jeden z obcych zaczął iść wzdłuż grupy jeńców, trzymając jakiegoś dziwne, urządzenie. Jaffries pomyślał, że musi to być jakiegoś rodzaju skaner, ale co wykrywał? Może broń? Chłopakowi serce zamarło. Przecież ma za pasem dwie spluwy, jeśli jego przypuszczenia się potwierdzą to już po nim. Gdy Sylion zbliżył się do niego, maszynka zawyła nieprzyjemnie. Jej właściciel spojrzał na murzyna, po czym rozepchnął stojących przed nim ludzi, złapał Brandona i pociągnął go za sobą. Stuntman, choć próbował, nie był w stanie sprawić większego oporu. Kosmita był o wiele od niego silniejszy, bez większych problemów utrzymywał go w powietrzu jedną ręką. Skierował się do wyjścia. Co tu jest grane?

Szli długim korytarzem, ale właściwie dokąd? Dlaczego nie zabrał mu broni? Czyżby chciał go zabić? Gdzie on właściwie idzie? Seria takich i podobnych pytań przelatywała przez głowę Jaffriesa. Gdy ujrzał wyjście ze statku był już pewny, że zginie. Ten dziwoląg prowadzi go na zewnątrz na egzekucję, to pewne. Chłopak zaczął się żegnać z życiem. Właśnie wtedy zdarzyło się coś niespodziewanego. Brandon jakby w zwolnionym tempie poczuł mocne szarpnięcie w miejscu, w którym trzymał go kosmita. Następnie jakaś ciecz uderzyła go w twarz, a po chwili leżał już na ziemi. Słyszał jakieś kroki wokół siebie, ale nie podnosił wzroku. Dopiero gdy poczuł silny uchwyt na ramieniu, powoli, cały się trzęsąc, podniósł się. Jakiś mundurowy pomógł mu usiąść pod ścianą. Spytał też:

- Nic ci nie jest? - Brandon nie był w stanie wydobyć głosu. Rozejrzał się wokół. Grupka żołnierzy znikała właśnie za rogiem, ostatni z nich wpatrywał się w Jaffriesa, a na podłodze leżał rozchlastany Sylion. Posoka, która mogła być odpowiednikiem krwi spływała po twarzy Stuntmana. - Wszystko gra? - powtórzył wojak.

- Taa... - zdołał wydukać murzyn. - Chyba...
 
Col Frost jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169