Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-07-2007, 21:56   #1
 
Jonathan's Avatar
 
Reputacja: 12 Jonathan nie jest za bardzo znany
[sesja] Ambasador

Imperium przetrwało kolejną Inwazję Chaosu, jednak pokój okupiono wielkimi stratami. W zniszczonych północnych prowincjach zginęły tysiące obywateli, miasta i wioski zostały złupione, a w ślad za wojną idą głód i zarazy. We wszystkich księstwach prorocy zagłady wieszczą nadejście końca świata, biczownicy i fanatycy nawołują do upustu krwi i pokuty, a kulty Chaosu podkopują fundamenty ładu. Oto Imperium w roku 2522 – niegdyś najpotężniejsze państwo Starego Świata, teraz kraina osłabiona i narażona na ciosy podstępnych nieprzyjaciół. Imperator ściga rozproszone resztki armii Archaona, który wycofał się do swojej Mosiężnej Twierdzy w Górach Środkowych, gdzie zbiera swoje siły i planuje nowe kampanie przeciwko Imperium.

Po burzy chaosu nastały ciężkie dni dla wszystkich mieszkańców Starego Świata. Rzesze uchodźców z terenów splądrowanych przez falę najazdu sił chaosu zalały pozostałe prowincje. Klęska głodu jest niemal pewna, bo zapowiada się sroga zima, a wycofujące się wojska Archaona paliły wsie i niszczyły zasiewy. Handel zamarł prawie całkowicie. W północnych krainach pojawiły się pogłoski o kanibalizmie i szerzeniu zakazanych kultów.

Kraina Talabekland rozciąga się na ponad tysiąc kilometrów i zajmuje centrum Imperium. Ponieważ graniczy z większością Prowincji Imperium, jest głównym rynkiem pośrednictwa w handlu, który odbywa się po dwóch żeglownych rzekach oraz wzdłuż starej leśnej drogi. Pomimo tego, że znaczna jej część porośnięta jest Wielkim Lasem, w normalnych czasach był to jeden ze spichlerzy Imperium.

Książe-Elektor Helmut Feuerbach rządził prowincją żelazną ręką, jednak ostatnio pojawiły się pogłoski, że zginął podczas burzy chaosu.
 
__________________
Make love, zabijanie zostaw profesjonalistom.

Jeśli oni mają na sprzączkach napisane "Gott mit uns", to kto jest po naszej stronie?

Ostatnio edytowane przez Jonathan : 03-07-2007 o 21:58. Powód: literówka
Jonathan jest offline  
Stary 04-07-2007, 14:16   #2
 
Jonathan's Avatar
 
Reputacja: 12 Jonathan nie jest za bardzo znany
Hermsdorf, małe miasto położone w Wielkim Księstwie Talabekalnd, najdalej wysunięte na południe na starym krasnoludzkim trakcie.

Baron Waldemar von Zützen siedział przy rzeźbionym stole w gabinecie swojej posiadłości górującej nad całym miasteczkiem. Z okna gabinetu rozpościerał się widok na najbliższą okolicę, aż do widocznych na krańcu horyzontu wierzchołków wiekowych sosen Wielkiego Lasu. Baron specjalnie kazał wykuć dodatkowe okno, by móc podziwiać wspaniałe widoki.

Dzisiaj nie miał humoru na podziwianie widoków. Mimo, ze nie było chłodno, naciągnął na plecy skórę z niedźwiedzia. Chłód był wewnątrz jego ciała, opanowywał powoli jego członki. Baron był stary. Stary wiekiem, a wydarzenia jego życia jedynie przygniotły go do podłogi, dodały siwizny na skroniach i zmarszczek na czole. Jeszcze nie tak dawno spodziewał się, że zanim umrze zostawi wszystko swojemu starszemu synowi we władanie. Teraz po Ludgardzie nie został nawet pył. Stanął wśród rycerzy konnicy naprzeciwko wojsk Archaona i poległ na polu chwały. Ciężkie to brzemię dla ojca, by chować własne dziecię.

Waldemar jednak nie uronił jednej łzy. Taki był obowiązek, by służyć i chronić Imperium. A Waldemar miał jeszcze jednego syna, młodszego. Za młodego by go wysłać z wojskiem, więc nie narażony był na niebezpieczeństwa walki z armią chaosu.

Ale teraz, gdy otrzymał ten list… Pojedyncza łza popłynęła po policzku barona, bał się, że straci też drugiego syna. Tak bardzo chciał stać z dala od „wielkiej” polityki, ale teraz „wielka” polityka odnalazła jego.

Baron był zbyt inteligentny, żeby nie odczytać podtekstu listu. Niedoczekanie! Nie pozwoli, aby linia von Zützenów skończyła się na jego osobie.

Do drzwi gabinetu ktoś zapukał. Baron szybko otarł łzę z policzka i ryknął:

- Wejść!

Służący, w liberii oznaczonej rogami Tura, godłem rodu von Zützen, zaanonsował przybycie dwóch z ludzi Barona. Waldemar właśnie na nich czekał.

Weszli wyprostowani, podeszli w kierunku biurka Barona, w pół drogi przez komnatę przyklęknęli na jedno kolano, pozdrawiając Barona.

- Witaj Panie – rzekli, jeden przez drugiego.

Baron uważnie zlustrował swoich popleczników. Nie byli to służący, a ludzie wolni, z własnej woli związani słowem służby dla domu von Zützenów. Wyższy, bogato ubrany, na imię miał Hannibal, a za plecami służba i chłopi wołali na niego „tyka”. Ten z pochodzenia Hochlandczyk służył raczej mamonie i od miecza sprawniej posługiwał się językiem, co w dużym mieście będzie niezbędną sztuką. Niższego wołali Jurgen i był on solą tej ziemi, człowiekiem, dla którego Wielki Las nie stanowił tajemnicy, a sprawne oko ze stu kroków posyłało strzałę prosto w cel.

Baron w ich ręce złożył życie swojego syna i miał nadzieję, że ci dwaj go nie zawiodą.

Odchrząknął, a gdy wstali zaczął mówić.

- Jak wiecie, Książe-Elektor Talabeklandu nie odezwał się po zakończonej wojnie. Nie dał znaku życia, pojawiły się plotki, że zginął. Jeszcze tego nie wiadomo, a sępy już ostrzą sobie dzioby na padlinę. Księżna Krieglitz-Untern knuje, jak przejąć władzę w Prowincji. Ona jest najpotężniejszym kandydatem na to stanowisko. Ale według praw kto inny powinien objąć władzę. Księżna wezwała przedstawicieli wszystkich możniejszych rodów szlacheckich do Talabenheim.

- To pokazuje że za nic ma stolicę w Küsel. Już tutaj widać, że będzie chciała utworzyć nową stolicę dla prowincji, w wolnym mieście Talabenheim. Jestem zmuszony posłać do tego miasta swojego syna, Eryka. Niewysłanie go, to byłoby jawne wystąpienie przeciwko Księżnej. Ale mój syn nie będzie tam jak przedstawiają „gościem”, „głosem w radzie” czy „ambasadorem” on będzie po prostu zakładnikiem.

- Księżna mówi, że przejmują ją sprawy prowincji, że się martwi nieporządkiem i uchodźcami w Prowincji. Ale to tylko słowa. Słowa bez pokrycia.

- Mój syn musi się udać do Talabenheim. Waszym zadaniem będzie strzec go, by nie zdarzył mu się żaden wypadek, żeby go nie zabili „nieznani sprawcy”. By nie wplątał się w wir polityki, żeby go ten wir nie zabił.

- Jednocześnie musicie zebrać informacje, co Księżna knuje, tak by w porę zabezpieczyć się przed Jej posunięciami.

- Dostaniecie dwieście koron na początek, na usadowienie się w mieście. Od kiedy do tego i tak ogromnego miasta nadciągnęły gromady uchodźców z Hochlandu, Stirlandu i Kislevu ceny wzrosły. Bezpieczeństwo zmalało. Żałuję, że nie mogę wysłać z wami więcej ludzi niż tylko dwoje służących.
 
__________________
Make love, zabijanie zostaw profesjonalistom.

Jeśli oni mają na sprzączkach napisane "Gott mit uns", to kto jest po naszej stronie?
Jonathan jest offline  
Stary 03-09-2007, 18:37   #3
 
Vanguard's Avatar
 
Reputacja: 0 Vanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodze
Po wysłuchaniu słów swojego Pana, przytaknął i rzekł.

-Dziękuję Wielmożnemu Panu za tak duży pokład zaufania jakim nas Pan obdarzył. Położył prawą rękę na piersi blisko serca.
-Bedę się starał z wszelkich sił o przyprowadzenie, z powrotem Pana Barona syna z niczym innym jak tylko zyskanym doświadczeniem, nieudolnych knowań dworskich pajaców Księżnej Krieglitz-Untern.

Z tym, raz jeszcze przyklęknął, i skierował się do wyjścia, jednak zatrzymał się i lekko się odwracając rzekł z smutkiem w głosie.

-Pana Syn długo nie zejdzie z ust bardów i ludzi którzy go tak bardzo kochali. Jego heroizm i postawa długo będą opowiadane aż do ostatniego tchnienia Wielkich Sosen.

Wyszedł z komnaty, i skierował się do swojej izby.
Miał sucho w gardle, i marzył o tym aby jak najszybciej nalać sobie kieliszek swojego ulubionego czerwonego wina.
Schodząc po schodach, zaczął zastanawiać się czy obawy Barona były słuszne, czy Księżna Krieglitz-Untern byłaby tak rządna władzy, że zapomniałaby o tradycji, i praw rządzących krainą, którą Książe-Elektor Helmut Feuerbach, z taką zapalczywością walczył?
Nie wyglądało to ani dobrze, ani nic dobrego z tego nie wyjdzie, pokręcił głową jakby w niedowierzaniu.
Miał nadzieję ze młodszy syn Barona, będzie gotowy wejść na wielką szachownicę arystokracji, gdzie będzie tylko i wyłącznie małym pionkiem.
Zamyślił się.
Dotarł do swojej komnaty, otworzył drzwi, usiadł na zydlu i w zadumie nalał sobie wina do srebrnego kieliszka z bogato zdobionej karafki.
Wpatrywał się przez chwilę w aksamitny płyn, po czym prostując się powiedział sobie.

Dopóki będę przy synu Barona, zadbam aby nie za wcześnie okrzyknięto szach mat.
A być może z Sigmara pomocą...być może.... wyjdziemy cało z tego całego bałaganu.

Opróżnił jednym łykiem kielich i zaczął przygotowywać sie do podróży.
 
__________________
Nigdy nie wdawaj się w dyskusje z idiotą,
najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu,a potem pokona doświadczeniem. Co gorsza, otoczenie może pomylić kto nim tak naprawdę jest.

Ostatnio edytowane przez Vanguard : 04-09-2007 o 00:33. Powód: literówka
Vanguard jest offline  
Stary 04-09-2007, 00:05   #4
 
Ragnarzc's Avatar
 
Reputacja: 0 Ragnarzc nie jest za bardzo znany
Gdy tylko Baron skończył swoje słowa. Większy ze stojących przed nim mężczyzn wystąpił krok do przodu i rzekł:

- Dziękuję Wielmożnemu Panu za tak duży pokład zaufania jakim nas Pan obdarzył. Będę się starał ze wszelkich sił aby przyprowadzić z powrotem Pana Barona syna z niczym innym jak tylko zyskanym doświadczeniem, nieudolnych knowań dworskich pajaców Księżnej Krieglitz-Untern.

Mężczyzna pokłonił się raz jeszcze i wyszedł. Jurgen pamiętał jego twarz. "Tyka"... tak wołali za nim chłopi. Był jednym z zarządców w posiadłości. On sam rzadko w niej bywał. Nad zwartymi murami zawsze przekładał przestronność stepów i zieleń lasów. Tak jak jego ojciec i dziadek, a przed nim jego ojciec, służył Baronowi z własnej woli, słowem przysięgi, którą każdy pierworodny syn z rodziny Klose składał na ręce seniora von Zützen. Życie w służbie Imperium nie zawsze było wygodne. Nie zawsze było opłacalne, a biorąc za przykład rodzinę Klose bardzo rzadko przynosiło chwałę i honor. Rzecz jasna takim jak rodzina Klose...

Z jego rozmyślań wyrwało go chrząknięcie Barona. Jurgen pokłonił się jak najniżej umiał i rzekł:

- Panie. Jestem prostym człowiekiem. Jednak wiem jak ogromną wiarę pokładasz we mnie i w Pana Hannibala. Wierzę, że Sigmar kieruje twym wyborem, a ze swojej strony mogę jedynie obiecać, iż dołożę wszelkich starań aby twój syn wrócił do Ciebie cały i zdrowy. Bez wahania oddam za to swoje życie, jeżeli zajdzie taka potrzeba.

Pokłonił się ponownie jeszcze niżej niż uprzednio i wycofując się powoli wyszedł.

Powolnym krokiem wysnuł się korytarzami na mury. Rozejrzał się dookoła. Tam na horyzoncie były ziemie, które znał. Które kochał. Od małego czył się nieswojo w mieście. Ta ogromna ciasnota działała mu na nerwy. W dziczy czuł się swobodny, wolny. Jednym ograniczeniem była natura, a natura była dla niego jak matka. Zawsze spokojna, zawsze łaskawa. Czasami potrafił zaszywać się w głuszy na całe tygodnie, całymi dniami nie spotykając innych ludzi. Ale to było kiedyś, jeszcze zanim wstąpił w służbę. Teraz powoli przyzwyczajał się do życia w mieście, ciepłe łoże, jadło i gwarne towarzystwo zaczynało sprawiać mu nieodkrytą dotychczas przyjemność.
 

Ostatnio edytowane przez Ragnarzc : 05-09-2007 o 12:03. Powód: literówka
Ragnarzc jest offline  
Stary 04-09-2007, 01:13   #5
 
Jonathan's Avatar
 
Reputacja: 12 Jonathan nie jest za bardzo znany
Do drzwi Hannibala rozległo się ostrożne, nieco bojaźliwe pukanie. Hannibal odstawił na szafkę kielich i przykrył sakwę, którą właśnie pakował. Nikt nie będzie mu szpiegował po jego prywatnych rzeczach.

- Wejść! – warknął głośno i władczo.

Drzwi z lekkim skrzypnięciem zawiasów uchyliły się, jednak nie na całą swoją szerokość, a jedynie na taką, która wystarczała do tego, by do komnaty weszły, jedna za drugą, dwie postacie.

Międląc w dłoniach swoje słomiane kapelusze skłonili się nieśmiało Hannibalowi. Żaden z nich nie ośmielił się od razu podnieść oczu na Rządcę. Spojrzeli bokiem po sobie, jakby spierając się, który z nich ma zacząć mówić. W końcu jeden z nich, dwukrotnie odchrząknąwszy zaczął mówić:

- Panie, nas przysyła Wielmożny Pan Baron, my dwóch mamy jechać z Waszą Wielmożnością do miasta. Ja jestem Johann Wozak, a ten tutej to Heinz Nosal. Wielmożny Pan Baron kazał przygotować powóz na dwa konie, to my go już przygotowali. Co teraz mamy robić Wasza Wielmożność?

Hannibal zlustrował przybyłych. Ot, dwa chłopki oderwane siłą od pługa. Słomiane kapelusze, zakazane i nieogolone gęby, pocerowane i połatane ubrania, na stopach łapcie. W rękawach prawdopodobnie noże. Sól ziemi Talabeklandzkiej. Hannibal pociągnął nosem. Od lewego wyraźnie czuć było końskim łajnem, widać od dawna parał się zawodem woźnicy. Nos drugiego wyjaśniał przydomek, w każdej dziurce zmieściłby się mały snotling. Nerwowo skubał jedną ze słomek wystających z ronda kapelusza.

Jurgen przez chwilę pokontemplował jeszcze przyrodę. Odwrócił się i udał do komnaty Rządcy. W końcu mieli podróżować wspólnie, więc wypadało poznać bliżej tego wysokiego Hochlandczyka. Jurgen trafił akurat na uchylone drzwi i miał okazję usłyszeć większość z przemowy jednego ze służących.
 
__________________
Make love, zabijanie zostaw profesjonalistom.

Jeśli oni mają na sprzączkach napisane "Gott mit uns", to kto jest po naszej stronie?

Ostatnio edytowane przez Jonathan : 04-09-2007 o 21:01. Powód: estetyka
Jonathan jest offline  
Stary 06-09-2007, 14:21   #6
 
Vanguard's Avatar
 
Reputacja: 0 Vanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodzeVanguard jest na bardzo dobrej drodze
Hannibal pokręcił lekko głową. Miał nadzieję, że dostanie przynajmniej dwóch ludzi umiejętnie władającym mieczem, zwłaszcza, że Baron zdaje sobie doskonale sprawę, jak wydarzenia mogą się potoczyć w Talabenheim.
Raz jeszcze, zlustrował ich od stóp do głów, fetor udzielający się od Wozaka przepełniał powoli jego niemałą komnatę.

-Trzymaliście kiedykolwiek miecz w rękach?- zapytał się mimochodem.

W odpowiedzi otrzymał dwa zmieszane, nerwowe i błądzące spojrzenia, przykute, do chłodnego kamienia posadzki jego izby.
Westchnął ciężko. No tak.

-Wozak, przemyśl czy kąpiel przedświąteczna nie byłaby mile widziana przez Syna Barona. Ode mnie możesz się trzymać z daleka, ale nie wiem czy Feliks będzie taki wyrozumiały przez całą podróż do Talabenheim.-

Miał bardzo czuły węch, jego nozdrza rozpoznały oprócz bezlitośnie śmierdzącego gnoju, zapach siana i czosnku. Liczne plamy na ich ukrochmalonym ubraniu, także świadczyło, o ich małej wadze jaką przywiązują do estetyki.
Ale czemu się dziwić, jak zauważył wcześniej - Sól ziemi Talabeklandzkiej.
Spochmurniał.

-Wyruszamy o poranku. A teraz, zejdźcie mi z oczu. - warknął.

Odwrócił się do swojej karafki zdenerwowanym wzrokiem.
Usłyszał ich pośpieszne kroki i nerwowe przepychanie w swoich drzwiach, a po chwili delikatne zamykanie zawiasów.
Baron owszem, odrobinę odsunął sprawy z finansami na bok, od czasu wypadku z jego pierworodnym, pomyślał sobie. Ale miał między innymi tak oddanych zarządców jak Ja, którzy dbali w najlepsze o kieskę władcy. Nie mógł rozkazać jednemu z doświadczonych żołnierzy, którzy służą na co dzień jako osobista ochrona arystokraty, aby udał się z nami w drogę?
Zamiast tego, przysłał mi dwóch chłopów.
Wstał z zydla i podszedł do okna, zabierając tym razem nie kieliszek, a karafkę wina.
Zapatrzył się na stepy odległych Wielkich Sosen.
Pociągnął łyk z karafki i odstawił na gablocie.
Może ten Jurgen, co nie raz go widział zapuszczającego się w głębię pobliskiego lasku, też wie co nas czeka i bałwanem do kwadratu się nie okaże.
W Talabenheim, ważniejszym czynnikiem który pozostawi cię przy życiu, jest sprawny język, a nie wielkość muskuł. Zwłaszcza w piaskownicy szlachetnie urodzonych.
Z tym, skierował się do wyjścia z izby. Czas odwiedzić młodego Feliksa.
 
__________________
Nigdy nie wdawaj się w dyskusje z idiotą,
najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu,a potem pokona doświadczeniem. Co gorsza, otoczenie może pomylić kto nim tak naprawdę jest.

Ostatnio edytowane przez Vanguard : 08-09-2007 o 01:11. Powód: literówka, stylistyka.
Vanguard jest offline  
Stary 10-09-2007, 19:18   #7
 
Jonathan's Avatar
 
Reputacja: 12 Jonathan nie jest za bardzo znany
Wychodząc z komnaty Hannibal natknął się na Jurgena.

Na lekkie wspomnienie… Swoją drogą ciekawe, jak długo stał pod drzwiami… Jak długo podsłuchiwał… Ciekawe czy to pierwszy raz tak się czai pod moimi drzwiami…

Zaś głośno powiedział:

- Witajcie, Panie. Suponuję, iż udawaliście się spotkać ze mną? A czymże to mogę służyć?

Dokładnie zamknął drzwi za sobą, pilnując by zarówno zasuwa jak i ciężki żelazny zamek były zatrzaśnięte na głucho. Dalszą rozmowę kontynuował na korytarzu.

- Właśnie udaję się do Panicza Feliksa, może pójdziemy razem? Wydaje się, że dobrze byłoby wspólnie z nim porozmawiać.


To mówiąc delikatnie ujął łokieć Jurgena i lekko go pchnął we właściwym kierunku.
 
__________________
Make love, zabijanie zostaw profesjonalistom.

Jeśli oni mają na sprzączkach napisane "Gott mit uns", to kto jest po naszej stronie?
Jonathan jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166