Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Ghosttown<!-- google_ad_section_end -->
Ghosttown
Autor artykułu: Arsene
06-03-2011
Ghosttown

Co tu dużo pisać ? Smacznego ...


Siatka celownika optycznego SWD zawsze sprawiała, że na twarzy Aleksa pojawiała się iście dziecięca radość. Dużo czasu minęło, nim pozwolono mu korzystać z tej broni. Przed leżącym strzelcem nie było widać nic, poza czernią nocy. Zieleń noktowizji rozświetlała pole. Trawa wysoka na jakieś czterdzieści centymetrów delikatnie falowała ruszana powiewami wiatru. Pięćset metrów dalej znajdowały się gęste krzaki. Ziały iście namacalną grozą, ale tylko dla tego, że dalej znajdowało się miasto. Nie takie jak te, które wszyscy znają z Europy czy Stanów. Nie było szyb w oknach, a dziury w ścianach ziały mrokiem mrożącym krew w żyłach. Obserwując dachy snajper skupił się na celu. Miał wrażenie, że na którymś z wielkich budynków, na samym szczycie, ktoś się poruszył, wstał i przeszedł kilka metrów. Wyregulował celownik, lecz nocą nie był w stanie wykryć czy naprawdę ktoś tam był. Przełączył tryb widzenia na termowizję, co od razu rzuciło światło na całą sprawę. Na szczycie faktycznie znajdowała się jakaś postać. Po szczegółowym nastrojeniu lunety Aleks mierzył już w głowę. Nacisnął spust i kula przeszła z komory, przez lufę, tłumik aż do czaszki snajpera na dachu. Ciało powoli zaczęło stygnąć, zaraz po tym jak stoczyło się gdzieś, gdzie zapewne znajdowała się dziura w dachu.

- Dobra, nie widzę nikogo więcej, możecie lądować.

- Przyjąłem, lecimy.


Piękną ciszę, melodię dla uszu snajpera przerwał huk śmigieł tnących powietrze. Wojskowe śmigłowce transportowe mknęły ku rysującym się w oddali budynkom. Zapewne gdyby nie noktowizja nikt nie był by w stanie przypuścić czy jest tam w ogóle jakieś życie, lecz dwie jednostki wypchane komandosami po brzegi sunęły gładko przez niebo. Ich celem były dwa dachy najwyższych budynków w martwym mieście.

- Orzeł jeden nad celem, podchodzę.

- Orzeł dwa nad celem, podchodzę.

- Red jeden, przyjąłem. -
Aleks odpowiedział i złapał za karabin.

Biegnąc szybkim truchtem mknął do miejsca spotkania. Kiedy dobiegł do krzaków złapał oddech i zaczął iść wolniejszym krokiem. Przedarłszy się przez gęstą roślinność, mając kilka nieprzyjemnych otarć i zadrapań, dotarł do granicy miasta. Wysokie, wielopiętrowe bloki z betonu stanowiły istne miasto duchów. Z okien ziała czarna pustka, goły kamień bez żadnego pokrycia dodawał wszystkiemu ponurego wyrazu. Śmigłowce odleciały gdzieś poza zasięg wzroku i słuchu. Aleks tymczasem szybko i ostrożnie szedł pustą ulicą. Od czasu do czasu minął tylko wrak jakiegoś samochodu, gęstą i wysoką trawę przebijającą się przez asfalt lub padł na ziemię obserwując sarnę biegnącą środkiem drogi. Do punktu zbornego snajper miał jeszcze dziesięć minut drogi.

Pierwsza grupa komandosów wylądowała na płaskim dachu budynku. Ciemne chmury nie przepuszczały księżycowego blasku. Kiedy Mark, przywódca grupy pierwszej i zarazem całej akcji stanął na brzegu i oparłszy się o betonowy murek spojrzał w dół i nie dostrzegł ulicy, a jedynie ciemną przepaść.

- Teren zabezpieczony - odezwał się ktoś przez radio.

- Dobra, schodzimy. Peters i Johnson pierwsi.

Dwóch komandosów podeszło do drzwi niewielkiej, murowanej klatki schodowej, która jako jedyna górowała na płaskim dachu. Zardzewiały kawał blachy uległ pod butem jednego z nich. Światła latarek padły na obskurne ściany nie pokryte nawet łuszczącą się farbą. Drugi z żołnierzy ruszył przodem, reszta wzajemnie się ubezpieczając mknęła za nim. Mechanicznymi ruchami sprawdzając każde pomieszczenie powoli przemieszczali się ku parterowi.

- Tu Henry, mamy mały problem. Mark, słyszysz mnie ?

- Słyszę, o co chodzi ? -
zapytał przywódcę grupy drugiej.

- Mamy tu zniszczone schody. Zarwały się na wysokości czwartego i trzeciego piętra. Będziemy mieli niewielkie opóźnienie.

- Rozumiem -
odetchnął z ulgą.

Po głowie dowódcy chodziły już najgorsze myśli. Wreszcie jednak kiedy żołnierze pierwszej grupy wyszli z budynku na ulicę mogli podziwiać majestat tego martwego miasta. Wielkie, betonowe, szare kloce, których nikt nie zdążył wykończyć niknęły gdzieś wysoko w mroku, niczym wieżowce w Nowym Jorku w chmurach. Te jednak sprawiały wrażenie, jakby stado snajperów czyhało na niedzielną ofiarę, która odważy się zapuścić do tego piekielnego labiryntu. Ulice nie przypominały miejskiej siatki. Jedne były krótsze, drugie dłuższe, krzyżowały się i przeplatały nieregularnie.

- Dobra, nie będziemy czekać, spotkamy się na miejscu. - Mark powiedział nie odrywając wzroku od strasznych budowli.

- Okej -
skwitował Henry.

Dowódca wskazał kierunek i szesnastu ludzi ruszyło ulicą. Część przy jednej stronie, część przy drugiej, dwóch z tyłu i tyleż samo na szpicy z przodu. Przed każdym skrzyżowaniem jeszcze dwóch wybiegało na front i zabezpieczało narożniki. Wszystko to przypominało operację na terenie silnie zasiedlonym przez wroga, tymczasem jednak nie było tu żywej duszy. Wreszcie po piętnastu minutach mozolnej drogi i przeraźliwiej ciszy przerywanej tylko krokami, wojskowi stanęli.

- Grupa pierwsza na miejscu, zabezpieczymy nasz kwadrat.

- Mhm -
mruknął Henry. - Będziemy za trzy minuty.

- Przyjąłem, bez odbioru.


Ludzie z oddziału Marka rozbiegli się po wielkim placu. Jedni zza wraków samochodów wyglądali dyskretnie na martwe budynki, inni w narożnikach robili prowizoryczne barykady z jakiś kawałków blachy i drzwi od ciężarówek. Sam plac otoczony był z dwóch stron betonowym lasem bloków. Na północy mieścił się ogromny, podparty kolumnami gmach, do którego prowadziło kilkadziesiąt schodów, od południa natomiast znajdował się teren, który można by uznać za niedzisiejszy, martwy lub dziki park. Uschnięte drzewa, bluszcz porastający zgrzybiałe ławki i latarnie skąpane w mroku. Oddział pierwszy zajął teren na północy, sześciu żołnierzy zabezpieczyła dwie ulice wlotowe od wschodu i zachodu, reszta skierowała lufy ku jego centrum.

- Oddział drugi na miejscu, zabezpieczamy południową część strefy lądowania.

- Dobra, przyjąłem. Pospieszcie się. Aleks, jak mnie słyszysz ?

- Na pięć, zbliżam się do punktu zbornego -
odpowiedział snajper lekko zdyszanym głosem.

Rzeczywiście strzelec truchtał powoli, by szybciej być w ustalonym miejscu. Jego celem był budynek, którego wschodnie okna ziały czernią na plac. Stał już przed nim, wbiegał po schodach, szukał odpowiedniego pokoju. Wreszcie znalazł. Kopnął drewniane drzwi, a te chrupnęły i ustąpiły. Pomieszczenie było puste, ściany, podłoga i strop stanowiła betonowa wylewka, nie było mebli czy farby na ścianach. Zupełnie jakby ktoś zostawił to w stanie surowym i porzucił budowę bez wykończeń. Ściany w miejscu, gdzie powinny być okna nie było. Ogromna dziura odsłaniająca prawie całe pomieszczenie wyglądała jakby ktoś strzelił w budynek z granatnika. Aleks tylko się uśmiechnął. Nie przerażał go całkowity brak życia w tym miejscu. Szybko sprawdził wszystkie pomieszczenia i wrócił do drzwi. Ustawił je pozornie na swym miejscu i podłożył ładunek taki sam jak wcześniej przy schodach i przy wejściu na ten konkretny korytarz, tyle że słabszy.

- Budynek zabezpieczony, sprawdzony i zaminowany, jestem na pozycji. Czekam tylko na sygnał i mogę walić do wszystkiego co się rusza. - Aleks mówił co kilka słów łapiąc potężny haust powietrza.

- Świetnie, oddział pierwszy zabezpieczył teren. - Mark odpowiedział spokojnym, zimnym głosem.

- Oddział drugi skończył zabezpieczanie strefy lądowania i południowej strony placu. - Henry, dowódca drugiego oddziału potwierdził i czekał na reakcje głównego dowódcy.

- Trzy minuty do lądowania, sprawdzicie broń i granaty. Przygotujcie się, bo komuchy na bank z czymś wyskoczą. Aleks, informuj o każdym ruchu.

- Tak jest! - Aleks i Henry odpowiedzieli jednocześnie.

- Dwie minuty!

Czas leciał, a każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie.

- Minuta!

- Szefie, grupa ludzi nadciąga od wschodu. Greg, zaraz ich zobaczysz.

Czarnoskóry komandos zabezpieczający ulicę wychodzącą na plac od wschodu odezwał się przez radio.

- Potwierdzam. Widzę grupę ludzi na termowizji. Na oko z trzysta metrów.

- Czekaj, ogień otwórzcie jeżeli podejdą na bliżej niż sto metrów lub pierwsi zaczną strzelać. -
Dowódca pierwszego oddziału poinstruował podkomendnych i czekał na rozwój wydarzeń.

- Coś się zbliża, słyszycie ? Najpewniej śmigłowiec transportowy. Grupa nadchodząca od wschodu jest sto pięćdziesiąt metrów i stoi. Za mało ich na eskortę Piotrowicza. - Snajper przez lunetę raz po raz lustrował otoczenie, informował dowódcę o wszystkim co zobaczył.

Pomijając niezidentyfikowaną grupę ludzi zbliżającą się od zachodu, wszystko było w jak najlepszym porządku. Pozostawało tylko czekać na ludzi generała Piotrowicza i sygnał od agenta. Wtedy będzie można pruć do wroga z wszystkich dział. Aleks zastanawiał się, dlaczego na transakcję wybrali tak dziwne miejsce. Martwe miasto było projektem naukowym, a właściwie zapleczem dla większego projektu. Miała tu mieszkać niespotykana nigdzie na taką skalę istna armia naukowców wraz z całymi rodzinami i najbliższymi. Prace jednak przerwano, mimo iż zbliżały się ku końcowi. Miasto zostawiono, nie inwestując w wyburzanie go kolejnych miliardów. Dziś miała się tu odbyć transakcja o najwyższym priorytecie. Ludziom z Białego Domu bardzo zależało na przesyłce. Wysłano więc najlepszych ludzi by zabezpieczyli miejsce transakcji i po wyładowaniu towaru przejęli go. Nikt poza dowódcą do końca nie wiedział czym jest to, co było celem. Wreszcie śmigłowiec wylądował na środku placu, ludzi komunistycznego generała jednak nie było nigdzie widać. Z maszyny wyszło kilkanaście osób, prowadząc na wózku widłowym spory ładunek. Jeden z przybyłych wyglądał co najmniej dziwacznie. Aleks myślał, że jego celownik płata mu jakieś figle. Jego sylwetka, która była widoczna była o wiele większa od reszty. Zupełnie jakby miał wysokość dwóch rosłych mężczyzn i proporcjonalną budowę ciała. Klik! Termowizja w ogóle nie wykrywała tej osoby. Widać było tylko niewielką ciepłą plamkę, jakby głowę.

- Transport jest, ale jest też jakiś dziwny obiekt. To chyba jakiś pojazd, bo termowizja go nie wykrywa. Z drugiej strony ma ludzką sylwetkę. Nie mogę określić co to.

- Dobra, tym będziemy się martwić jak zacznie strzelać. Widzisz ludzi Piotrowicza ? Jak tamci nadchodzący od wschodu ? - Dowódca myślał gorączkowo nad zaskakującą postacią, mimo iż nie dał tego po sobie poznać.

- Nie widzę nikogo nowego, niezidentyfikowana grupa zabezpiecza skrzyżowanie dwieście metrów od placu. Zaraz! Chyba coś widzę. - Strzelec wyregulował celownik i przełączył na noktowizję - Od strony parku zbliżają się jakieś wozy, nie jestem w stanie określić dokładnej ilości.

Nagle ktoś wciął się snajperowi w eter.

(...)
Autor artykułu
Arsene's Avatar
Zarejestrowany: Oct 2008
Miasto: Kutno
Posty: 1 097
Reputacja: 28
Arsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodze

Oceny użytkowników
Język
100%100%100%
5
Spójność
93.4%93.4%93.4%
4.67
Kreatywność
93.4%93.4%93.4%
4.67
Przekaz
86.6%86.6%86.6%
4.33
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Głosów: 3, średnia: 95%

Narzędzia artykułu

 



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:19.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167