Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-06-2019, 07:34   #1
 
Efcia's Avatar
 
Reputacja: 14688 Efcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputację
Opowieść bez tytułu

Skadi powoli i opornie oddawała władzę nad światem swojemu mężowi. Dni stawały się dłuższe i cieplejsze.

Olbrzymka jednak niechętnie ustępowała Njordriemu.

Czasami wydawało się, że już poddała się, gdy kilka cieplejszych dni następowało po sobie. Zrazu jednak okazywało się, że to tylko podstęp bogini i znów otulała świat swym zimnym, białym futrem.


Zmagania te, czy też rodzaj niezrozumiałej dla zwyklego smiertelnika i jakże skomplikowanej gry, przebiegały odwiecznie i niezmiennie, poza ludzkim sposobem pojmowania rzeczywistości.


Czas znów zatoczył koło.



Pomysł złożenia ofiary bogini Frigg wyszedł od Borga. To ona nalegała by małżonkowie udali się do góry Hekla i złożyli ofiarę małżonce Odna.

Podróż, mimo widocznych śladów panowania Skadi, przebiegał nawet spokojnie, pomimo że trwała dłużej.

Młodzi małżonkowie zatrzymali się u krewnej Thyrii, Eydis.


Powitanie odbyło się na główny placu osady i chyba było bardzo przypadkowe, choć na rękę tak Bjornowi jak i Thyrii.

O ile z Bjornem Eydis przywitała się oficjalnie o tyle z Thyrią wymieniała długi uścisk wyrażający zapewne radość ze spotkania. Następnie zaprowadziła ich do swojego domu.

Przy palenisku krzatala się młoda kobieta, która gospodyni przedstawiła jako swoją kuzynkę.

Dziewczyna przywitała się z gośćmi dość sztywno. A gdy została poproszona o przygotowanie dodatkowych nakryć zrobiła jakże zbolałą minę, ale poszła spełnić prośbę. A gospodyni wskazała im izbę, w której mogą przenocować.



Geir podążał do swego domostwa gdy zobaczył Eydis witającą się z jakimi przybyszami.

Mężczyznę powitała oficjalnie, bez zbędnych czułości czy poufności. Natomiast kobietę mocno uściskała i po krótkiej wymianie zdań i ponownych uściskach zaprosiła podróżnych do swego domostwa.


Kapłan nie zdążył zajść daleko gdy ruchem ręki przywołała go Grima.

Stara Wieszczka siedziała przed chata, w której spędzałam zimę, wygrzewając się w słońcu. Widocznie chciała porozmawiać.

Nim jednak przeszła do tematu, który chciała zķokKapłanem omówić postawiła przed nimi dzban i ruchem ręki zaprosiła do napięcia się. A rozmowę rozpoczęła od ogólnych uwag na temat kaprysów olbrzymki, którą, w ramach rekompensaty za śmierć ojca, za żonę podjął bóg o najpiękniejszych stopach.

Nim jednak rozmowa zeszła na ważniejsze tematy do obojga podeszła Kari. Podtrzymując wydany brzuch, dobitnie świadczący o jej błogosławionym stanie, stanęła przed obiegiem starszych ludzi.

- Witajcie. - Powiedziała cicho, lekko przygaszonym głosem. A być może i podszytym lękiem głosem.

- Potrzebuję… - Rozejrzała się niepewnie dookoła. - To znaczy… chciałam prosić o wróżbę dla dziecka. - Mówiąc to z matczyną czułością pogładziła brzuch.

Z nadzieją spojrzała najpierw na Wieszczkę, a następnie na Kapłana.

Starucha odrzuciła przyszłą matkę badawczym spojrzeniem, pod jej wzrokiem dziewczyna skurczyła się jakby w sobie i mocniej objęła brzuch, zupełnie jakby chciała chronić rozwijające się tam życie.

- Wróżbę? - Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie, a to głosu starej kobiety był w najgorszym wypadku neutralny.

- Tak, wróżbę. - Potwierdziła dość nerwowo ciężarna. - Zawsze dobrze… to tak na… - Zaczęła się jąkać.

Stara Wieszczka uśmiechnęła się do dziewczyny.

- Oczywiście, że postawię wróżbę.- Sięgnęła pod swój płaszcz, którym okrywała stare ciało.

Wyciągnęła stamtąd skórzany mieszek. Potrząsnęła nim, a następnie rozsznurowała lekko. Posunęła mieszek w kierunku ciężarnej i potrząsając nim zachęcał do wyciągnięcia zeń kamieni.

Karin niepewnie i wyraźnym wahaniem wsunęłą rekę do środką. Wyciągnęła pierwszy kamień i położyła przed wieszczką spoglądając przy tym niepewnie na staruszkę. Ale ta nic nie powiedziała. Żadnym ruchem, gestem czy grymasem nie dała znać dziewczynie co myśli. A gdy ciężarna nie powtórzyła losowania dość szybko Wieszczka ponagliła ją wzrokiem. Przestraszona Kari sięgnęła raz jeszcze do woreczka i szybko wyciągnęła kolejne kamienie układając przed staruchą.

Siwowłosa zamyśliła się marszcząc czoło. Kari z wyczekiwaniem utkwiła wzrok w starej kobiecie.

Czas, przynajmniej dla ciężarnej, zdawał się stanąć w miejscu.


- Tu jesteś duszko.- Na te słowa, wypowiedziane z wyraźnie troską i uwielbieniem, kustykajacego ku trójce ludzi rosłego kowala Kari aż podskoczyła. Z pewnym przerażeniem odwróciła się w stronę nadchodzącego męża, a chcą ukryć zmieszanie uśmiechnęła się doń dość sztywno.

- Nie powinnaś była sama wychodzić z domu. - Kowal pogroził żonie w żartach.

- Ja tylko… -odparła nerwowo kobieta.

- Chodź do domu. Musisz dużo wypoczywać. Nie wolno ci się przemęczać. - Wielka ręką spoczela na drobny ramieniu kobiety, która jakby ugięła się pod tym ciężarem.

Kowal przyciągnął żonę do siebie.

- Wybaczcie. - Skinął głową, z pełnym szacunkiem, w stronę siedzącej i pociągnął żonę za sobą.

Kamienie zostały przez starą Wieszczką.


Kadlin i Ulf minęli kowala i jego ciężarna żonę gdy ci zamierzali do swojego domostwa. Wielki brzuch, zwiastujący rychłe rozwiązanie, wyraźnie ciążył dziewczynie jak i ręką męża oplatająca jej ramię. I choć Kari unikała wzroku tak Wieszczki jak i wojownika, Kadlin dostrzegła w oczach dziewczyny strach. Kowal pozdrowił ruchem ręki oboje i pociągnął żonę w stronę domostwa.


Kadlin miała zabrać swoją mentorkę do domu. Trudno było określić dlaczego Stara oparła się by akurat właśnie tego dnia. Ot, taki kaprys.

Młoda Wieszczka zdążyła jeszcze rzucić okiem na leżące na drewnianej ławie kamienie z runami i odczytać postawiona dla kogoś wróżbę. Starucha prawą ręką zgarnęła kamyki do mieszka. Zaciągnął rzemienie. Chcąc zapewne schować skórzany woreczek w swej długiej, wełnianej sukni poniosła się. Nagle zachwiała się i upadła.
 
__________________
- I jak tam sprawy w Chaosie? - zapytała.
- W tej chwili dość chaotycznie - odpowiedział Mandor.

"Rycerz cieni" Roger Zelazny

Ostatnio edytowane przez Efcia : 17-06-2019 o 20:10.
Efcia jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-06-2019, 10:29   #2
 
Obca's Avatar
 
Reputacja: 35769 Obca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputację
Kadlin z lekkim żalem powitała nadejście wiosny. A dokładniej nadejście powrotu Grimmy do ich chaty. Ten czas kiedy była sama z Ulfem był dla niej czasem pełnej swobody, aż się nią prawie zachłysnęła. Sprzątanie chaty i odprawienie wojownika znowu do szałasu było jak zanurzenie się w przeręblu.
Berserker też nie był zadowolony z tego obrotu spraw. Miał ponura groźną minę i był zagubiony we własnych myślach. Kadlin nie odzywała się tylko co jakiś czas odwracała się w jego stronę patrząc czy zamierza rozmyślać całą drogę do wioski.
Przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie, kiedy próbował ją zabić w szale. Nie zrobił tego, powstrzymała go i pozwoliła mu żyć.

Tego dnia ciemne chmury spowijały niebo od rana a las był cichy jakby wszystkie zwierzęta z niego pouciekały. Wszystko mówiło że nadciąga coś niedobrego.
Oczywiście nie była to wymówka dobra by zostać w domu. Zapasy się skończyły i Kadlin musiała iść nad jezioro zobaczyć czy w sidła złapała się jakaś ryba. Zazwyczaj było ich dużo złapanych w mała pułapkę ustawioną z kamieni i pni.
Wieszczka nie cieszyła się długo ze zdobyczy, gdyż na jej drodze powrotnej spotkała to przed czym omeny ostrzegały ją od rana...“Bestie” .

Było coś niepokojącego w naturze. Jakaś… cisza. Ptaki się nie odzywały, drobna zwierzyna gdzieś czmychnęła. Po chwili do uszu Kadlin dotarł odgłos dużego zwierzęcia przedzierającego się w jej kierunku przez krzaki. Stwór szarżował zbliżając się ku niej coraz szybciej i szybciej. Wysoki na prawie dwa metry, o przekrwionych i pełnych gniewu oczach, muskularnym ciele pokrytym błotem i krwią. Dziki.. niczym troll i do trolla nawet podobny.
Nagi mężczyzna, z resztkami przyodziewku zwisającymi tu i tam. Brudny i z pianą na ustach. Szalony i groźny. W prawicy ściskał topór o pokrytym krwią ostrzu. Lewa dłoń trzymała za włosy na w poły odrąbaną, na wpoły oderwaną ludzką głowę na której to twarzy widać było zarówno ból jak i przerażenie. I ten osobnik biegł wprost na nią z zamiarem brutalnego zakończenia jej żywota.
Wieszczka zamarła ze strachu. Nie uciekała bo jej nogi nie potrafiły. Nie krzyczała bo przerażenie ścisnęło jej gardło. Kiedy topór uniósł się w górę Kadlin nadal była niczym drzewko wrośnięte w ziemię nieświadome, że zaraz padnie odrąbane toporem.
Cios nie nadszedł. Una zatrzasnęła kły na ramieniu potwora, a impet z jakim skoczyła szarpnął ciałem bestii zmieniając drogę z jakim opadał topór. Wilczyca szarpała kończynę zaciekle broniąc wieszczki.
Potwór zawył z bólu i radości, użył trzymanej głowy niczym maczugi uderzając nim w łeb wilczycy. A gdy ta upadła ziemię, z rykiem triumfu zaatakował ją toporem. Wilczyca była jednak zwinna i umknęła jego ostrzu, zmuszona do defensywy, gdy teraz ona stała się celem ataków szaleńca.
Trudno powiedzieć co w końcu drgnęło w kobiecie, sama tego nie pamiętała, w jednej chwili stała jak skała czekając na zbliżającą się zgubę w drugiej zaciskała swoje dłonie na ramieniu szaleńca próbującego usiekać Unę.
- NIE! - krzyknęła a jej oczy w których malowało się przerażenie zabarwione też ślepą odwagą głupca, spotkały z jego pełnym ślepej furii wzrokiem. Jego zęby ściskały się w grymasie drapieżnika, ale jej głos zatrzymał jego ataki. Patrzyli na siebie, a czas jakby zwolnił. Wzrok mężczyzny robił się coraz bardziej zamglony, upuścił topór i swoją upiorną zdobycz i osunął się na kolana dysząc ciężko… był wyraźnie zmęczony. Wyczerpany.
- Gdzie… kto jest..eś… gdzie.. jestem ? - było widać, że tylko wrodzona determinacja trzyma go na granicy przytomności.
Nadal pełna strachu z walącym sercem zdobyła się na powstrzymanie wilczycy przed atakiem z zaskoczenia. Popatrzyła na ‘bestie’ która przemówiła ludzkim głosem. Mężczyzna, wojownik, chory z szaleństwa albo ‘zaczarowany’. Nadal trzymała jego rękę w swoich, jego krew powoli ściekała na ziemię.
- Jestem Kadlin, już w porządku…- chyba ona też oszalała, bo właśnie pocieszyła jej niedoszłego mordercę. “I co teraz?” kołatało się w głowie, bardzo trudne pytanie. Puścić wolno go nie może, zabrać do osady też nie, olbrzym ledwo trzymał się na nogach. Był też ranny.
- To… dobrze - człowiek powoli pochylił się ku niej, lądując głową na jej ramieniu i wtulając twarz w jej szyję. Czuła jak jego zarost łaskotał jej skórę.
- Hej, musisz wstać …- zaczęła ale mężczyzna zaczął się osuwać - ..nie nie nie….- próbowała go podtrzymać, ale był za ciężki. Jedyne co mogła mu zapewnić to że upadek był delikatny. Co nie było łatwe, bo ważył dość dużo, choć z bliska mogła przyjrzeć się licznym ranom na jego ciele… w większości jednak płytkim.
Była to dobra wiadomość gdyż na pewno nie miałaby jak go opatrzyć. Nie mogła go ruszyć, nie mogła go obudzić, nie mogła go zostawić bez pomocy. Dziewczyna wzięła głęboki oddech, a potem kolejny i kolejny.
“Nie, no nie zostawię go tutaj. Ale w życiu tego wielkoluda nie przeciągnę nigdzie. Jak pójdę po pomoc to go pewnie zatłuką bo nie swój. No dobrze to zostanę...powinnam zrobić coś z jego bronią...te łapy, przecież on mi głowę zmiażdży jak się obudzi!” Myśli sobie biegały tu i tam w jej głowie a dziewczyna i tak robiła swoje.
Okryła nieznajomego peleryną, zabrała głowę sprawdzając czy to nie jeden z jej wioski czy okolicznych wiosek. Toporek i głowę schowała w dołku i przysypała liśćmi.
Zebrała drewno, wskrzesiła ogień. Małym nożykiem wypatroszyła ryby dając wnętrzności Unie, a resztę nabiła na patyki koło ogniska. Obejrzała ranę po ugryzieniu Uny, mężczyzna dorobił się paru dodatkowych blizn. Przemyła ranę woda z bukłaku ale postanowiła znaleźć coś co pomoże w gojeniu się rany.
- Una, pilnuj, Nie krzywdź. - Wydała polecenie do wilczycy i ruszyła w las, przy okazji mając chwilę na przemyślenie w co się wpakuje pomagając obcemu.
***

Wojownik budził się, słyszał szum lasu, trzaskające ognisko, czuł woń jedzenia, ryby z ogniska i zapach mokrego futra. Był przykryty jakimś materiałem, bolała go ręka.
Powoli otworzył oczy i nie dbając o ból, choć zaciskając zęby, próbował usiąść. Wydawał się być zagubiony, ale nie zaniepokojony. Bardziej… zrezygnowany. Rozejrzał się dookoła, zdrową ręką próbując wymacać, czy topór ma gdzieś w pobliżu.
Nie miał broni jedyny co mogło zrobić krzywdę to zwierzę po drugiej stronie ogniska. Szary dorosły wilk, obserwował go bacznie i powarkiwał, kiedy dłonie mężczyzny błądził po okolicy. Nie rzucił mu się do gardła, więc chyba ktoś kazał mu być grzecznym. Po jakimś czasie wilk zastrzygł uszami i zerwał się biegnąc w jedną stronę. Po chwili wrócił, w towarzystwie.
Młoda kobieta z długimi rozpuszczonymi włosami, ciemna spódnica, jasna koszula i ciemny kubrak. Pas przewieszony przez biodro i duża torba przewieszona przez ramię. Wilk szedł obok niej radosnym krokiem.
Kadlin stanęła widząc przytomnego już mężczyznę, na jej twarzy wymalowała się obawa i zaskoczenie.
- Obudziłeś się...- pytanie, stwierdzenie, niedowierzanie trudno powiedzieć o co dziewczynie chodziło.
- No…- mruknął mężczyzna przyglądając się bacznie swojej “opiekunce”. Próbował coś sobie przypomnieć. -... Kadlin, tak? Co ja tu robię?
- Odpoczywasz. - prosta odpowiedź ale nie odpowiadająca na jego pytanie. Dziewczyna zbliżyła się do ogniska jeszcze nie podchodząc bliżej. - Mam coś żeby opatrzyć twoją rękę ale wolałabym, żebyś obiecał, że nie będziesz próbował mnie skrzywdzić jak wcześniej.
- A co zrobiłem… wcześniej?- zapytał obcy przyglądając się dziewczynie.- Sama tu jesteś?
- Próbowałeś mnie zabić. - Nawet w jej ustach brzmiało to niewiarygodnie zwłaszcza że mówiła to niedoszłemu zabójcy, którego chciała opatrzeć.- Nie jesteśmy sami jest jeszcze Una. - Wilczyca usiadła koło kobiety, niby spokojna ale czujna i gotowa na rozkaz.
- Nie próbuję… zabijam… i… nie chciałem ciebie. Bywa… że nie widzę nic poza krwią i śmiercią. I wtedy wszystko wokół mnie ginie z mej ręki.- rzekł w odpowiedzi obcy przyglądając się dziewczynie.
- Ale w tej chwili ci lepiej?
- Tak.- spojrzał znów na nią i dodał.- Gdy pytałem o to czyś sama, chodziło mi to że… nie powinien tu być twój mąż? Czy go przypadkiem… zabiłem?
- Wieszczki nie biorą mężów, - odpowiedziała zbliżając się ostrożnie do swojego podopiecznego - a nawet jeśli, to chyba byśmy nie mieli tej rozmowy, gdyby tak się stało. Daj rękę. - Dokończyła klękając koło niego.
- Nie każda młódka trafia do łoża kuszącego wzrok wojownika. Zaskakująco wiele kończy w łożu z opasłym wieprzkiem, którego główną zaletą jest bogactwo. I wtedy niespecjalnie płaczą za jego stratą…- odparł ironicznie mężczyzna nie odrywając od niej wzroku, ale też i nie ruszając się. -... Możesz mi wierzyć.
Kadlin podtrzymała wzrok mężczyzny, nadal było widać, że się go lęka, ale nie uciekała z krzykiem, nie mdlała, nie odrąbała mu głowy jego własnym toporem kiedy leżał nieprzytomny. Sama sięgnęła po ranne ramię jak to robiła z każdym potrzebującym, jakiego opatrywała.
- Jesteś brudny od krwi i ziemi, na zachód jest jezioro, jutro wrócę zmienić opatrunek, więc masz się umyć. - Powiedziała, przykładając mu w miejsce ugryzień, szary zgnieciony mech i obwiązując go kawałkiem materiału.
- Nie jestem Piktem… wiem co to czystość.- burknął w odpowiedzi mężczyzna obserwując kobietę.- Co się stało? Szał nie znika od tak… zazwyczaj wychodzę z niego powoli.
- To tym razem zniknął, bo ja tylko złapałam cię za ramię i krzyknęłam, kiedy chciałeś zatłuc Unę. - Powiedziała mocno zawiązując materiał na ranie.
- Acha…- podsumował elokwentnie mężczyzna przyglądając się kobiecie. Zamyślił i zmienił temat żartując.- Nie będziesz się bała jutro przyjść?
Kadlin spojrzała na nieznajomego, spojrzała mu w oczy, nadal był w jej oczach strach ale i coś jeszcze. Obowiązek? Ciekawość? Litość?
- Schowałam twój topór. Choć zdaje sobie sprawę, że byłbyś w stanie rozerwać mnie na strzępy bez niego. Oczywiście że się boje, ale i tak przyjdę, potrzebujesz lepszego opatrunku niż mech. - wstała otrzepując się ze ściółki - Zatrzymaj narzutkę i zjedz coś. Przyjdę jutro nad jezioro. Una cię znajdzie.
- Dlaczego miałbym cię rozrywać na strzępy?- zaśmiał się obcy wyraźnie rozbawiony jej słowami. - Urodziwa z ciebie wieszczka, więc pewnikiem… zdajesz sobie sprawę jak twój widok działa na mężów w twojej wiojsce.
- Ja... muszę już iść…znajdę cię jutro. - powiedziała zmieszana oblewając się rumieńcem, gwizdnęła na wilka i poszła znaną jej drogą do domu.


Kiedy pojawili się wiosce wieszczka wzięła głęboki wdech morskiego powietrza. Witała się z przechodniami których witała i kierowała się do chaty gdzie mieszkała Grimma.
- Grimmo. Geirxe. Dobrze was widzieć
- Przywitała się z ‘starszyzną’ i kiedy już miała zwrócić się do swojej mentorki ta upadła. - Grimm. - Westchnęła głośno Kadlin klękając u boku staruchy sprawdzając czy nic jej nie jest.
 

Ostatnio edytowane przez Obca : 23-06-2019 o 15:07.
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-06-2019, 20:18   #3
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 21354 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację

Wysoki jak góra mężczyzna wydawał się zamyślony. Zawsze. Jego strój podkreślał kim on był... wojownikiem. I ukrywał to czym był. Uśpioną bestią. Ulf dobrze sobie zdawał sprawę z klątwy, która na nim ciążyła. Trzymał się blisko Kadlin i wykonywał polecenia. Z czasem zapoznał się z wioską, ale… nigdy nie stał się jej częścią. Masywny wojownik nie miał już domu i nie mógł zyskać nowego. Było to brzemię, które dźwigał ze spokojem.
Nie pamiętał jak dotarł do tej osady, nie pamiętał czemu uciekł od swoich towarzyszy. Pamiętał czerwień i krew.
Nie miał dokąd wracać. I nie był kimś kto potrafiłby zostać rybakiem, drwalem, pasterzem czy rolnikiem. Ulf był wojownikiem i śmierć czekała go na polu bitwy, skąd walkirie zaniosą go do Walhalli. To było jego przeznaczenie i nie mógł jego uniknąć. I nie zamierzał.
Ulf nie był tchórzem. Zamierzał się zmierzyć ze wszystkim co uprzędą mu norny i ześlą bogowie.
Na razie więc czekał… i służył Kadlin. Ona jedna potrafiła uśmierzyć ślepą furię, która czasem zasnuwała mu wzrok. Młoda wieszczka była oazą spokoju dla niego. Choć jej temperament i charakterek niewiele miał ze spokojem wspólnego.

Ulf zdążył poznać sporo ludzi z osady. A nawet nawiązać znajomości, acz… zawsze trzymał się z boku tej społeczności. Wojownik stał się niemal cieniem i sługą Kadlin. Rzadko przybywał do osady samotnie. Rzadko okazywał emocje. Rzadko mówił.
Dlatego też nie odzywał się, gdy podążał tuż za Kadlin. Spojrzał badawczo na Kari, a potem na kowala… i nie odezwał się, aczkolwiek wydać było że zamyślił wyraźnie.
Może dlatego nie zareagował od razu, gdy Grima zachwiała się i upadła. Nie zareagował też wtedy, gdy upadła na ziemię. Może nie wiedział jak się zachować, może było mu to obojętne.
Gdy zaś Kadlin uklękła przy swojej mentorce, by zbadać jej stan w końcu… odezwał się.
-Mam ją zanieść do środka ?

 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23-06-2019, 15:20   #4
 
Obca's Avatar
 
Reputacja: 35769 Obca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputację
Kadlin spojrzała na swojego obrońcę. Nadal sprawdzała co się stało z Starsza wieszczką. Niestety Grimma nie reagowała na głos swojej podopiecznej, ale oddychała.
- Tak. Tylko ostrożnie. - Pouczyła swojego Ulfa który nie był najdelikatniejszą osobą. Spojrzała na swojego drugiego ojca. - Przepraszam Geir możliwe, że będę musiała uszczknąć trochę twoich ziół później ...czy ona mówiła coś albo żaliła się na złe samopoczucie wcześniej? - Głupie pytanie oczywiście że Grimma nigdy się nie żaliła ani nie narzekała. Chociaż może kapłan coś zauważył, w końcu umiał patrzeć na ludzi. Widzieć w nich więcej niż to co chcieli by inni wiedzieli.
W końcu Wieszczka na czas zimy mieszkała w wiosce ale sama. Mała chatka po śmierci pierwotnych właścicieli została zostawiona jako chatka dla gości, przejezdnych handlarzy czy właśnie dla Wieszczek jeśli była potrzeba by nocowały w wiosce. Choć one równie dobrze mogły przyjąć gościnę kogokolwiek a nawet się wprosić.
 

Ostatnio edytowane przez Obca : 23-06-2019 o 15:56.
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23-06-2019, 23:30   #5
 
Marrrt's Avatar
 
Reputacja: 14278 Marrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputację
Geir zawsze wolał przygotowania do wiosennego święta Ostary niż jesiennej Mabon. Głównie z tej prostej przyczyny, że miał z tym pierwszym mniej roboty. Mieszkańcy Osady właściwie sami o wszystkim pamiętali, a rodzina dziewczyny, która białą suknię przywdzieje by odprowadzić Skaldi do podnóża Hekla i znad morskich ostańców Njordra nazad do Osady przywiedzie, już doplinuje, by ceremonia, żadnego uchybienia nie doznała. W co Geir nie wątpił, bo zaszczyt ten osobiście przykazał najmłodszej młynarzównie, a we młynie biedą już dawno nie pachniało. Miał więc dość czasu dla siebie. Czasu, który poświęcał głównie na samotnym przesiadywaniu w swojej chacie, tudzież wyprawach poza granice Osady. Wydawał się nieco zdziwaczały i owszem. Ale odludkiem zupełnym też nie był. Jako członek althingu regularnie omawiał bieżące sprawy Osady z innymi Starszymi i głowami rodzin. Nawet jeśli nie było wiele takich spraw, które w istocie omówienia byłyby warte. Szczególną uwagą obejmował też dom Grimy gdzie nauki pobierała Kadlin, a także dom Stigra Srogiego, starego wojownika, który jakoby najwięcej o przeszłości Geira wiedział, a który teraz zdjęty zupełną niemocą siłową i umysłową dzień w dzień leżał pod opieką swej żony Eydis i jej siostrzenicy Sigrun. Co do reszty, Geir był wdzięczny losowi za Grimmę i zdrowie, którym bogowie obdarzyli tę niepozorną kobiecinę. Bez żalu odstępował jej opiekę cielesną i dużej mierze duchową nad mieszkańcami i wiążący się z tym dochód. Zyskując za to spokój od codziennych bolączek ludzi, które w zasadzie mało go interesowały. I choć szanował starą wieszczkę, to w pierwszej chwili gdy zobaczył jak starsza kobieta osuwa się bez przytomności na ziemię, pomyślał, że oto lata spokoju mogą ujrzeć swój schyłek.
Widząc szybką reakcję Kadlin sam już nie dołączał do oględzin. Uniósł się jednak i czekał z niepokojem na jej osąd. Usłyszawszy go zmarszczył brwi.
- Nie żaliła się na nic - odparł krótko. Choć pewnie równie dobrze jak Kadlin wiedział, że Grimma należała do tych starych kobiet, które nawet gdyby je czerwie od środka żywcem toczyły, to by się po nich tego nie poznało - Weź z zapasu czego Ci będzie trzeba, Kadlin.
Omiótł wzrokiem otoczenie, na chwilę tylko zatrzymując wzrok na przybyłej parce i na moment na Kari. Bez jednak nijakiej wymowności. Ostatecznie spojrzał na chatę starej Wieszczki i chwyciwszy dzban, otworzył drzwi na oścież, robiąc dogodne przejście.
- Tędy Ulfie.
 
__________________
"Beer is proof that God loves us and wants us to be happy"
Benjamin Franklin
Marrrt jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-06-2019, 21:16   #6
 
Obca's Avatar
 
Reputacja: 35769 Obca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputację
Od razu po wejściu do środka Kadliw wyprzedziła Ulfa i zrobiła miejsce na sienniku Grimy. Pomogła ułożyć staruszkę wygodnie na skórach i zaczęła przeszukiwać pomieszczenie. Jeśli Wieszczka wiedziała co jej jest możliwie że miała przygotowane i robiła sobie napar z odpowiednich ziół.
- Ulf przynieść mi dwa wiadra wody. - Kazała wojownikowi całkowicie zajęta swoim zajęciem.
W izbie, urządzonej jak ta w ich chacie, Kadlin znalazła poukładane i posortowane zioła, tak jak to Stara zwykła czynić u siebie. Żadnej specjalnej mieszanki, odłożonej gdzieś z boku czy specjalnie oznaczonej młoda kobieta nie znalazła.
Gdy wojownik wyszedł po wodę staruszka poruszyła się i zaczęła coś mówić. Cicho i niewyraźnie. Jedyne co Kadlin zrozumiałam, a przynajmniej tak jej się wydawało to słowa "wąż" oraz "wilk".
Niczym błyskawica Kadlin przyklękła obok posłania Wieszczki i próbowała wsłuchać się co mówić. -[i] Grimma? Grima powtórz proszę….albo najlepiej się już obudź i daj mi znak że nic ci nie jest.[/] - Powiedziała do staruszki łagodnie. Jeśli mówiła znaczy że żyje, ale co mówiła? Kadlin wzięła dłoń Grimmy w swoją. Troska rozlała jej się po twarzy. Jej mentorka nigdy nie była bardziej bezbronna a Kadlin bezsilna. Miała nadzieje, że to co do tej pory się nauczyła, choć nie było tego mało wystarczy by pomóc Grimmie stanąć na nogi.
 
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-06-2019, 20:33   #7
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 21354 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację

Ulf nie powiedział nic. Po prostu ruszył wykonać polecenie Kadlin z obsesyjną wręcz dokładnością i szybko zarazem. Wojak, jeśli chodzi o leczenie, miał jedynie do czynienia z rannymi... zarówno ciętymi, jak i tymi od strzał. Umiał bandażować rany i tyle. Nie znał się na uzdrawianiu. Nie mógł pomóc.
Dla wojownika staruszka nie była kimś znaczącym jak dla Kadlin. Miał wręcz wrażenie, że Grimma nie lubiła go za bardzo. Niemniej on sam nie życzył starej kobiecinie śmierci. Co jednak nie znaczyło, że jej owa wieszczka nie spotka.
Norny dały jej długie życie, ale Ulf nie łudził się, że prędzej czy później się ono skończyły. Wolałby też żeby i Kadlin zdawała sobie z tego sprawę. Wtedy... mniej boli w sercu.

Ulf pochwyciwszy za dwa wiadra wypadł z budynku w pośpiechu i pognał do studni pośpiesznie. Dotarłszy na miejsce zaczął nabierać wody. Jedno wiadro, drugie... i tu już musiał zwolnić, jeśli miał donieść wodę bez zbytniego rozlewania.
Wojak więc wolniejszym tempem ruszył z wiadrami kierując się do chatki w której Grimma spoczywała. Mimo że cały ten spacer trwał ledwie kilka minut, dla Ulfa wydawał się wiecznością. Wszedł do środka i stanął tuż obok Kadlin. Delikatnie postawił oba wiadra na podłodze. Po czym szepnął cicho.
- Przyniosłem.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02-07-2019, 11:00   #8
 
Obca's Avatar
 
Reputacja: 35769 Obca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputacjęObca ma wspaniałą reputację
Kadlin odwróciła się do wojownika i wstała powoli szepcząc do swojej mentorki. - Odpoczywaj. Zajmę się wszystkim. - Poprawiła też skórę z niedźwiedzia okrywającą staruszkę.

- Dziękuje. - Zwrociła się do Ulfa. - Nie mam dla ciebie nic do robienia, będziesz musiał sam sobie znaleźć zajęcie. - Powiedziała i zabrała się za to co umiała.
Wyciągnęła dwa kociołki i napełniła je przyniesioną wodą. Trafiły nad ogień. W tym czasie ze swojej torby wyjęła mieszki z różnymi ziołami które zaczęła mieszać by w odpowiedniej chwili wrzucić gotową mieszankę do jednego z naczyń.
Dopiero potem zabrała się za wrzucanie do drugiego kociołka mięsa i innych roślin by przygotować strawę na później. Nawet jeśli Grimma nie obudzi się w najbliższym czasie to ona i wojownik powinni coś zjeść. Co jakiś czas sprawdzała stan Starej Wieszczki a co jaki czas na Une i Ulfa. Wilczyca leżała sobie koło wejścia.
Wojownik, ...chyba się nudził. Wyglądał na zamyślonego. Dziewczyna zastanowiła się nad czym tak myśli.
“Może wspomina jak to się stało że trafił tutaj?” Kadlin również sięgnęła pamięcią do czasu kiedy dopiero co się zjawił. i jak Grimma...no dobrze był wtedy w lepszej formie ale nadal jak ona pod opieką Kadlin.


Kadlin miała ostatnio mnóstwo obowiązków, głównie wracanie z naręczem ziół i roślin które trzeba było zbierać i suszyć w tym czasie. Nie narzekała, ale jej trasa koło jeziora zawsze dokładała jej drogi. Sama wolała to niż zabranie swojego pacjenta do wioski i tłumaczenie się jak go znalazła. Chwilowo wychodziła z założenia, że Ulf, sam odejdzie jak tylko stanie na nogi. Choć chwilowo się to jeszcze nie stało, Kadlin tego dnia niosła mu dwie zabrane przy pierwszym spotkaniu rzeczy. Topór i mocno nadgnitą, po dwóch tygodniach w ziemi, głowę jego wroga.
Napotkała go łowiącego ryby. Półnagi mężczyzna używał do tego ścięgna z haczykiem i przynętą. Albo nagi, bo przecież był do pasa w wodzie. Nie zauważył jak przychodziła.
- Ulf! - krzyknęła dając znać o swoim przybyciu i pewnie płosząc mu ryby. Choć gdyby naprawdę chodziło o jedzenie a nie o samo ich łowienie to zapewne wziąłby sobie te z wodnej pułapki.
Mężczyzna obrócił się i spojrzał na wieszczkę. Skinął głową i ruszył ku niej, było coś drapieżnego w jego ruchach. I groźnego… jakby zawsze kalkulował, czy Kadlin już znajduje się w zasięgu jego ramion, by ją chwy… i na bogów! Czemu musiał je łowić nago?!
Starała się jak mogła nie peszyć na jego widok, ale opatrywanie nagiego, rannego czy chorego mężczyzny było czymś kompletnie innym niż nagi mężczyzna który idzie w twoją stronę.
- Jak ręka? - starała się patrzeć mu w oczy i nie zwracać uwagi na jego stan. On za to mógł poczuć okropny smród emitujący z worka który przyniosła.
- Sprawna. Bywało z nią gorzej.- odparł Ulf sięgając po przyodziewek i zaczynając się powoli ubierać zerkając na dziewczynę. I uśmiechając się pod nosem.
- Wolałabym usłyszeć, że jest już nią dobrze. Trzymaj. - Powiedziała wyjmując zza pasa jego topór. - Twoje trofeum jest w worku, przyniosłabym je wcześniej ale ...zapomniałam gdzie je zostawiłam - Przyznała się do roztrzepania, nie było sensu ukrywać, że zgubiła mu jego prawdopodobnie ostatnie własności jakie mógł przynieść z Winety. - A i jeszcze to, chyba przyda ci się małe urozmaicenie diety. - Z innej torby wyjęła zawinięty w skórę kawał czerwonego mięsa co sprawiło, że wilczyca wieszczki zakręciła się koło wojownika licząc na jego niezdarność.
- Trofeum… jakie trofeum? - zapytał Ulf bardziej zainteresowany toporem niż śmierdzącą zawartością worka. Chwycił oręż i wykonał kilka próbnych zamachów. Skrzywił się z bólu po czwartym. Widać rany jeszcze mu dokuczały.
- Głowa twojego wroga, miałeś ją kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, ….koniec tego! - Zaczęła wyjaśniać, ale kiedy zobaczyła grymas na jego twarzy przerwała mu “ćwiczenia”, łapiąc za jego ramię.
- Nie po to cię opatruje byś mi to wszystko psuł. Porozrywasz tylko strupy i będę musiała zaczynać od początku. - wiedziała, że nikt nie lubi pouczania, zwłaszcza mężczyźni, wojownicy i dorośli a najgorzej jak była to jedna osoba będąca tym wszystkim.
- Nie martw się, aż tak…- wolną ręką pochwycił z jej ramię i przyciągnął ku sobie tuląc. I mocząc jej kubrak wodą, która kropelkami po nim spływała.- … widzisz, jeszcze mam w sobie siły. A i z gorszych ran zdołałem się wylizać.
- Widzę, - powiedziała przypominając sobie wszystkie blizny na jego ciele - … jak z atakami? Wydaje ci się, że miałeś jakiś ostatnio?
- Nie. Gdyby tak było… widziałabyś trupy w okolicy.- Ulf trochę długo trzymał ją przy sobie. Trochę za dużo przyjemności sprawiał mu fakt, przytulonej do niego wieszczki. Spojrzał na worek z “trofeum” i wydawał się coś rozważać… w końcu jednak puścił dziewczynę i sięgnął do wora. Wyjął głowę.
- Gunnar? A może… jego brat? W tym stanie trudno powiedzieć. To nie był mój wróg. Pływałem pod Gunnarem, dobry wojownik… sknera przy tym. Ostatnie co pamiętam to kłótnia przy podziale łupów. A potem… świat zalał się czerwienią. Trzeba będzie ją zakopać. Na pogrzeb wojownika trochę już za późno.- ocenił.
- Nie umiesz rozróżnić wroga od przyjaciela? - spytała z ciekawością ale i nutą troski.
- Potrafię… ale nie w szale bojowym. - burknął bardziej zawstydzony niż zagniewany wojownik.
- Mhmm...muszę iść. - Powiedziała zostawiając mu przyniesione mięso. - Jak pójdziesz brzegiem jeziora i skręcisz w las koło przewróconego pnia starej olchy to po jakimś czasie dojdziesz do starych kurhanów. Nie są zbyt duże więc mogą wyglądać jakby tam było po prostu więcej nierówności. Myślę, że reszcie tam pochowanych nie będzie przeszkadzać dodatkowy rezydent. - I znowu zostawiła go samego swoim sprawą. Właściwie to uciekła przed tym co zrozumiała. Jego ręka niedługo będzie sprawna i będzie mógł odejść.



- Nad czym tak myślisz? Jak się nudzisz zawsze możesz iść się napić albo porozmawiać z Geirem. Zna mnóstwo ciekawych opowieści. - Zapytała i rzuciła propozycję do swojej znajdy.
 
Obca jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-07-2019, 23:36   #9
 
Marrrt's Avatar
 
Reputacja: 14278 Marrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputację
Starych drzew się nie przesadza.
Jest w tym sporo prawdy. Grimma nie potrzebowała jednak wiele czasu by małą, opuszczoną chatynę upodobnić do swojego dotychczasowego domu za Osadą. Zapach panował tu ten sam i Geir tak jak i tam nie był w stanie wyłuskać z niego odpowiedniej mieszanki składników i ziół, które licznymi wiechciami zdobiły powałę. Wrzos, rdest, pszczeli wosk, czosnek niedźwiedzi... ale i coś jeszcze. Tak jak i tam nie umiał stwierdzić choć widząc to wszystko rad był, że się starej mimo to udało zapuścić korzenie w nowym miejscu. Nie było to sztuką tak łatwą jakby się mogło wydawać.
Stojąc z boku by możliwie najmniej przeszkadzać Kadlin, kapłan obrzucił wnętrze spojrzeniem oczu koloru ciemnego jantaru. Roztrącił niedbale stopą popiół w palenisku przyglądając się niedopałkom, przesunął wiszącą na kołku grubą kapotę, w której stara pokazywała się w chłodniejsze dni, przyjrzał się nienagannie uprzątnięte ławie tak niepodobnej do jego własnej. Podniósł coś z klepiska nieopodal wejścia, a z jego dłoni wydobył się cichy odgłos przypominający grzechot. W końcu wrócił do pochylonej nad Grimmą Kadlin, która chyba usłyszała jakiś szept z ust starej Wieszczki. Sam niczego nie usłyszał, ale rzeczywiście zdążył zobaczyć jak stare wargi poruszają się bezgłośnie. Zmarszczył brwi zerkając na dziewczynę.
- O czymś porozmawiać chciała. - powiedział cicho, by głos poza chatę się nie niósł - Nie wiem o czym. Wróżbę Kari postawiła i nie dane było nam wrócić do tematu.
Drzwi zaskrzypiały i pojawił się w nich Ulf, na którym spojrzenie obojga przez chwilę zawisło. Kapłan jednak po chwili wyciągnął rękę po jej dłoń i rozłożywszy ją wsunął w nią skórzany zaciągnięty rzemykiem mieszek.
- Jeśli to nie Frigg się o nią powoli upomina, a wątpię w to, to może zapytasz kamienie o ostatnią wróżbę? Powinna wciąż na nich ciążyć…
Zamknął jej dłoń i ruszył ku wyjściu. Grimma był w najlepszych możliwych rękach i nic tu po nim.

***

Pogoda tego dnia była żeglarska. Wiatr dął łagodnym łukiem ku lądowi niosąc ze sobą słony posmak obietnicy, którą kapryśne morze mamiło wszystkich młody mężczyzn. Odporny na tego typu zaloty Geir siedział przed swoim domostwem w towarzystwie łaciatego kozła - daru jaki złożony miał być dwa lata temu bogom w intencji szczęśliwego powrotu żeglarzy z wyprawy na Szpony. Nim do ofiary jednak doszło, żeglarze wrócili z łupami i zgodnie uznano, że kozioł zbyt niegodną ofiarą będzie. Wybrano więc byka. I teraz kozioł czekał lepszej okazji popijając z poidła, które Geir dopełnił z grimmowego dzbana. Sam kapłan z kolei siedział z rozłożoną na stole wielką księgą. Pergamin był rzadkością. Księgi jeszcze większą. Nadszedł jednak najwyższy czas by zapisać kolejna stronę. Coś umykało Geirowi. To wrażenie ciągnęło się przez całą zimę. Niedźwiedź, berserker, Idun, Folvi… Pozostawało pytanie, czy czegoś nie wiedział, czy… w ogóle tego nie było.
Długie, czarne pióro rozpoczęło swój runiczny taniec.
Słońce miało się już ku zachodowi gdy kapłan zamknął księgę. Kozioł spojrzał na niego niezwykle mądrym spojrzeniem, po czym słabym krokiem zatoczył się w kierunku paśnika, który dzielił z krową.
- Nie miód zatem - pokiwał głową kapłan.
Westchnął. Nie przeczytał jeszcze tego co napisał. Zostawił to na koniec. Przed zmrokiem musiał zrobić jednak coś jeszcze.

***

Potrzeba było naprawdę bystrego oka, by rankiem dopatrzyć się zdobiących drzwi i okna do domu Grimmy ukrytych poświęconych Heimdallrowi znaków runicznych. Albo być duchem, który próbę wejścia do środka odczułby jak wylany na gołe plecy sagan waru.
 
__________________
"Beer is proof that God loves us and wants us to be happy"
Benjamin Franklin
Marrrt jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-07-2019, 22:07   #10
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 21354 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację

Zanim Ulf zdołał odpowiedzieć Kadlin, Geir już się oddalił wychodząc z chaty.
Zresztą musiał się zastanowić co właściwie miał jej rzec. Opowieści? Za stary był na gawędy, a i na picie nie miał ochoty. Spojrzał na dziewczynę pracującą nad posiłkiem.
-Nie. Nie nudzę się.- zaprzeczył krótko i rozejrzał się po chacie. - O czym... myślę?
Uśmiechnął się pod nosem.
- O niczym ważnym.- pokręcił głową pospiesznie.- Zostajemy tu na noc?
Właściwie wiedział jaka jest na to odpowiedź. Kadlin nie mogła zostawić Grimy samej. I pewnie nie można jej było przenieść do ich chatki.
Dlatego mężczyzna nie czekał aż się odezwie. Odetchnął ciężko i dodał.- Kadlin... ile razy ci się dotąd nie udało? Ile... razy życie przeciekło ci przez palce?
Ulf przyglądał się badawczo obliczu wieszczki. Dla niego śmierć była częścią życia. Widział ją często, często ją sam zadawał. Widział zgony wrogów, sojuszników, bliskich sobie osób.
Pamiętał ból jaki był z tym związany, ale też nauczył się go wytrzymywać... nauczył się z nim żyć.
Dla Kadlin mogło to być pierwszym takim doświadczeniem, a Ulf chciałby oszczędzić jej tego bólu. Nie wiedział jednak jak.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:32.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166