Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-10-2020, 21:40   #1
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Bastion - przez ostępy Ostlandu, jesień

Miejsce: Ostland; Zamek Lenkster; karczma “U Madeja”
Czas: 2519.VIII.33 Agnestag (7/8); popołudnie
Warunki: gwar karczmy, jasno, umiarkowanie na zewnątrz pogodnie, zimno, umi.wiatr


Wszyscy



Zbliżał się festyn. Tego nie dało się przegapić. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że nadchodzący dzień będzie odmienny nawet w skali roku niż zwykły Festag. W końcu jesienna równonoc była tylko raz w roku. Symboliczny i mistyczny koniec lata a początek jesieni. Po tym dniu kawałek po kawałku noc, ciemność i chłód będzie zdobywać coraz większą przewagę nad dniem, światłem i ciepłem. Będą jeszcze ciepłe dni, będą słoneczne ale coraz wyraźniej będzie też odczuwalna jesienna szaruga.

I cały Stary Świat szykował się na ten jutrzejszy dzień by oddać hołd dobrym bogom. Pojednać się z nimi, zyskać sobie ich przychylność w nadchodzącej słocie oraz zimie jaka przyjdzie jeszcze później. Każdy więc szykował się na swój sposób. Gospodynie piekły ciasta i słodkości na jutrzejsze święta, sprzątano domy i zagrody, przystrajano je jesiennymi kwiatami, wstążkami i gałązkami. Ci bardziej pobożni wznosili modły i pościli aby naszykować ciało i ducha na jutrzejszy dzień święty. Znoszono też drwa na tradycyjne stosy ofiarne jakie miały zapłonąć jutro aby uczcić Rhyę Matkę Jesiennych Zbiorów. Na podgrodziu Lenkster i na samym zamku szykowano miejsce gdzie miały się odbyć tradycyjne procesje przekazania władzy nad światem. Czas Taala i Rhyi się kończył a zaczynał czas Ulryka.

Wydawało się, że zwłaszcza na podgrodzie tłumy gęstnieją z każdą godziną. Zwłaszcza ostatniego dnia przybywali podróżni i ci z okolicy aby oddać cześć bogom, skorzystać z okazji do odwiedzin czy załatwienia interesów. Zjeżdżali się więc lokalni chłopi jak i cyrkowcy, pielgrzymi jak i kapłani, za dużymi i małymi sprawami. Cała pstrokacizna powoli spływała i osiadała w Lenkster, zwłaszcza na podgrodziu. Więc się robiło ludniej, ciaśniej, gwarniej i weselej. Zaczynała się ostatnia noc tego lata. Pogoda sprzyjała bo od rana była całkiem ładna, słoneczna pogoda. Chociaż już dość chłodna, dało się wyczuć oddech jesieni na karku.

Wszystko wskazywało na to, że wynajęci przez wolfenburski ratusz śmiałkowie ruszą wkrótce dalej po Przekwitaniu. Dzień, dwa, tydzień po jesiennej równonocy. Gdy zbiorą odpowiednią ilość wskazówek gdzie powinni szukać drogi do zaginionej przed wiekami twierdzy. Ale na razie jak przystało na uczciwych i bogobojnych poddanych imperatora to zostało im święcić dzień święty jaki miał się zacząć jutro. Tym bardziej, że w dzień święty poza gospodami, burdelami i świątyniami to reszta i tak będzie zamknięta. Na razie mogli odpocząć, pomodlić się i przygotować by oddać cześć bogom w ręce których mieli w najbliższych tygodniach złożyć swój los śmiertelnych zmagając się z leśnymi i górskimi bezdrożami podczas coraz krótszych dni.


Karl



Na dziś już można było sobie dać spokój ze ślęczeniem nad papierzyskami. Nawet Stephan dał sobie już siana. A poniekąd ich grzecznie ale stanowczo wyproszono z biblioteki bo uczeni też musieli się przygotować do jutrzejszego święta. Dlatego jutro biblioteka jak i większość urzędów będzie zamknięto. Dzień święty w końcu. I niejako dlatego dzisiaj u Madeja wylądowali trochę wcześniej niż ostatnio i byli w komplecie.

Wczoraj i dzisiaj przesiedzieli nad stołami w zamkowej bibliotece. Głównie Karl i Stephen bo reszta jako niepiśmienna nie była zbyt pomocna w takich poszukiwaniach. Za to życzliwość okazywali ludzie nauki którzy pracowali w tym miejscu jak tylko mogli okazywali swoją pomoc w tych poszukiwaniu dawno zaginionej wiedzy.

Wydawało się, że Stephen jest w swoim żywiole w tej bibliotece i mógłby tu zostać na stałe. Tladin też znikał na całe dnie celebrując okazje ze spotkanymi tutaj khazadami. Nawet coś proponował, że mógłby zostać by założyć tutaj jakiś punkt kontaktowy tak w połowie drogi do Wolfenburga i gdzieś w górskie ostępy. Gdzie dokładnie był kiedyś ten bastion to nadal niezbyt dokładnie wiedzieli. Mapy nie okazały się zbyt pomocne. W większości na nich nie było żadnej górskiej twierdzy a te na których coś było to gdyby traktować je poważnie to ów górska twierdza wędrowałaby po całych górach. Raz była przy samej ostlandzkiej granicy, raz przy hochlandzkiej albo jeszcze przy Middelandzie. Ot, gdzie kartograf miał fantazję sobie walnąć ten zameczek to go tam sobie malował. O ile w ogóle zawracał sobie nim głowę by go malować bo przecież w tych pustych górach można było walnąć jakąś maszkarę albo mądrą sentencję a nie coś tak legendarnego jak górski zamek.

Dużo bardziej obiecujące wydawały się ówczesne kroniki i latopisy. To jednak było bardzo żmudne zajęcie, trzeba było mieć iście mnisią cierpliwość. Do tego nie zawsze było oczywiste jakie wydarzenia i miejsca są opisywane na kartach historii. Niemniej przez ostatnie dwa dni obaj ze Stephenem zaczęli robić jakieś postępy. Może jeszcze parę dni ślęczenia nad starymi księgami, rozmów z bibliotekarzami którzy okazywali się bardzo pomocni w tłumaczeniu co jest co w tych opisach zdarzeń, miejsc i osób i coś się wyklaruje. To taki dzień rozrywki jak dzisiejszy wieczór i jutrzejsze święto nawet by się przydał zająć się czymś przyziemnym i dać oczom odpocząć. Właśnie siedzieli razem przy stole gdy okazało się, że do baru podszedł jakiś zbrojny legitymujący się listem żelaznym z wolfenburskiego ratusza. Zresztą może i ich szukał bo Madej wskazał właśnie na ich stół.



Anthon



Anthon nie miał większych kłopotów by dołączyć do tej części wyprawy jaka wyruszyła z Wolfenburga w czasie żniw. Co prawda w ratuszu nikt nie miał pojęcia jaką dokładnie trasę obrała wyprawa w góry ale wiedzieli, że zrezygnowali z opcji rzecznej i ruszyli traktem. Coś co Ostlandczycy nazywali tutaj traktem w Reiklandzie wołałoby o pomstę do nieba. Chyba między wioskowe drogi bywały lepiej utrzymane niż ten “trakt” co to wyglądał jakby po prostu wozy i reszta dotąd jeździły przez las aż się zrobiła błotnisa przesieka. Z prawdziwym traktem to zbyt wiele nie miało wspólnego. A zwłaszcza jak się robiła słotna pora roku to się robiło to uciążliwe.

No ale jakoś podróżował. Pieszo, czasem ktoś go podrzucił kawałek ale głównie pieszo. Jak pieszo to wcale nie było łatwo iść przez te błoto zalegające na “trakcie” i ciężkiej kolczudze, pawęży, włóczni i całej reszcie ekwipunku który nie był jakoś specjalnie ciężki jak leżał w pokoju, karczmie czy na wozie ale jak go się dźwigało na grzbiecie to już było co dźwigać i zaczynało się robić nieprzyjemnie. Zostawała nadzieja, że jak w końcu dogoni swoich poprzedników to się załapie na wożenie tyłka dwukółką. Wiedział, że powinien kierować się na zachód, do Lenkster. Tam powinny być archiwa i tam w wolfenburskim ratuszu spodziewano się, że ruszy wyprawa śmiałków aby zasięgnąć jakichś informacji o owym Bastionie. Ostatnie dni podróżowało się o tyle pewniej, że jego poprzednicy zostawili po sobie wyraźny ślad żelaznego glejtu po gospodach w jakich żądają prawa gościny. No i gdy jeszcze sam okazywał podobny glejt robiło się to dość proste. Zbliżał się do nich gdy już wjeżdżał do Lenkster to tamci mieli może dwa czy trzy dni przewagi. A należało się spodziewać, że zbliżający się jesienny festyn zatrzyma ich co nieco.

Gdy dzisiaj pod koniec dnia wszedł na to podgrodzie ujrzał ponurą bryłę potężnej twierdzy Lenkster. I mrowie takich jak on przybyszów co przybyli oddać cześć dobrym bogom, podziękować za dotychczasowe plony i poprosić o opiekę na zimowy sezon jaki symbolicznie zaczynał się po jutrzejszym dniu. Można powiedzieć, że dotarł do zamku w ostatniej chwili. W sam raz by spróbować znaleźć wolne miejsce dla siebie i jutro oddać cześć bogom jak należy.

Koniec końców szukając swojego miejsca w życiu, przynajmniej w tym wycinku, trafił do Madeja. Przy okazji odkrył, że w okolicznych karczmach jego żelazny list respektują chociaż wrażenia on jakoś specjalnego nie robi. Zresztą jak na razie od wyruszenia z Wolfenburga jeszcze nie natrafił na karczmę gdzie by nie respektowali tego glejtu z ratusza. No a u Madeja właśnie jak pokazał ten glejt to karczmarz wskazał mu na jeden ze stołów obsadzonych przez pstrokate towarzystwo co niby też miało taki ratuszowy glejt.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-10-2020, 16:23   #2
 
Arvelus's Avatar
 

- Idź Anthon. To doskonała okazja. Wiele zyskasz na tym. Jak wrócisz wszyscy zapomną o sprawie - warczał piechur maszerując tym bezdrożem - na cholerę dałem się ja namówić? Co mi strzeliło do łba aby to proponować! Jeszcze miałem iść sam. SAM! Do stu czartów i na zadek Nur… - zemł przekleństwo w ustach nim je ono opuściło. Aż tak wściekły nie był aby ściągać na siebie wzrok Czterech Braci.


- Hej żołnierzu, daleko odszedłeś od swojej wojenki.
Kurtze podniósł wzrok pierwszy raz od paru godzin. Był zmęczony wędrówką. Od długich lat nie musiał iść dalej niż do sąsiada bez możliwości pojechania wozem, czy jakąś dorożką. A teraz? Jakiś cholerny bandyta go próbował okraść!
- Bierz dupę w troki zanim ci ją urwę śmieciu niedorobiony… - wywarczał Anthon z agresją któej się nie spodziewano
- Hola żoł…
- Nie, kurwa “holaj” mnie tu, jesteś bydlaku o krok zyskania nowej dziury w torsie, taką w którą skundlony ojciec nie zdążył cię jeszcze wychędożyć, gdy już nie mógł patrzeć na szkaradny ryj twojej starej. Zabieraj swoją rzyć i rzycie wszystkich sodomizowanych kumpli czekających obok nim powpycham wam nawzajem głowy w odbyty składając z was zapętloną ludzką stonogę pierdoło niedomyta. Ostatnie trzy sekundy nim urwę ci nogę i zatłukę nią ciebie, twoich kumpli, matkę i psa, a na koniec naszczam wam do martwych mord…
Tyrada trwała jeszcze dobre kilka zdań w czasie których Anthon ani trochę nie zwalniał, wciąż szedł przed siebie, a w zasadzie nacierał na zadziwionego bandytę...
Zastraszanie (-20): 45/60

...który usunął się posłusznie z drogi. Od kiedy się minęli Anthon nawet nie poświęcił mu spojrzenia. Maszerował dalej przed siebie, nie przejmując się w żaden sposób, że ma wroga za plecami. Bandzior był przestraszony… całkowita pewność w głosie żołnierza był tak dobitna, że i on w to uwierzył. Na tyle, że dopiero gdy zniknął on za kolejnym pagórkiem odetchnął on z ulgą. Tylko jak on teraz wytłumaczy bandzie czemu przepuścił samotnego wędrowca?


Anthon prawie żałował, że tak piękna wiązanka mu wyszła. Gdyby to inaczej rozegrał może by przysłużył się Imperium i odwalił robotę lokalnych Strażników Dróg, którzy wyraźnie nie są wystarczająco kompetentni aby sprostać swojej robocie, a przede wszystkim trochę by się rozerwał. A tak? Figa z makiem. Choć może pozostawała przynajmniej satysfakcja, że samymi słowami wygrał starcie z bandytami. Tak… to był pewien promyczek satysfakcji w tym gównianym dniu… tygodniu!


- No, kurwa, reszcie was znalazłem - warknął nieprzyjemnie rzucając swoją torbę z rzeczami obok stołu i praktycznie wyciągając krzesło spod wieśniaka stolik obok by sobie je postawić przy stole drużyny. Wsiun zaczął protestować, ale Anthon tylko spojrzał na niego, a to spojrzenie wręcz przecudnie mówiło “morda, psie!”. Mężczyzna posłuchał rady zdrowego rozsądku i znalazł sobie inne krzesło, a Anthon westchnął ciężko… z ulgą i wzniósł swoją zakapiorowatą gębę do obcecnych.
- Anthon von Kurtze panowie, miło mi. Powiedzcie mi, czy dobrze zakładam, że jesteście drużyną poszukującą legendarnego Bastionu?

 

Ostatnio edytowane przez Arvelus : 07-10-2020 o 13:51.
Arvelus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-10-2020, 09:02   #3
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Kiedyś zazwyczaj nadchodzi chwila, gdy człowiek zaczyna sobie myśleć, iż siedzenie przy stole, pod dachem, ma swoje zalety, ale do niczego konkretnego nie doprowadzi.
I taka chwila nadeszła, gdy wszyscy się bawili z okazji nadchodzącego święta.

- Ruszamy w góry dwa dni po zakończeniu święta - oznajmił siedzącym przy stole. - Do tego czasu możecie się bawić, byle byście stali mocno na nogach rankiem, gdy będziemy wyruszać.

Decyzja różnie została przyjęta przez różne osoby. Jedni cieszyli się z paru dni, jakie jeszcze mieli spędzić na łonie cywilizacji, inni narzekali nieco na to, że już trzeba będzie wybrać się na łono natury. Nim jednak doszło do etapu ustalania dokładniejszych planów, do stołu dosiadł się niezbyt sympatyczny jegomość, który twierdził, iż jest kolejnym uczestnikiem wyprawy.
I nawet miał na to papiery.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-10-2020, 10:13   #4
 
Arvelus's Avatar
 
Anthon westchnął ciężko… z ulgą i wzniósł swoją zakapiorowatą gębę do obecnych.
- Anthon von Kurtze panowie, miło mi. Powiedzcie mi, czy dobrze zakładam, że jesteście drużyną poszukującą legendarnego Bastionu?

- Tak, to my. A tyś kto? - krasnolud siedzący przy stole obrzucił gościa uważnym spojrzeniem potwierdzając, jego domysły. Wyglądał na ciężkiego wojownika w jeszcze cięższej zbroi.

Karl również spojrzał na nowo przybyłego, oczekując na odpowiedź. Chwilowo się nie przedstawił.
- I czegóż potrzebujesz? - dorzucił kolejne pytanie.

Przybysz zrobił na ułamek sekundy zdziwioną minę po czym podjął temat.
- Anthon… von Kurtze - powtórzył swoją prezentację - na polecenie moich przełożonych i za błogosławieństwem Uwe Adlera mam do was dołączyć - powiedział prezentując listy polecające i kładąc je na stole aby każdy zainteresowany mógł przeczytać jeśli taka wola - Do kroćset, głodnym i zmarzłym… dziewko karczemna! - Zakrzykną nieprzyjemnie obracając się przez bark - zaprowadź że tu swój zad, bo pieniądza chcę się trochę pozbyć!

- To do ciebie. - Tladin co prawda wziął podany pergamin ale ledwo na niego rzucił okiem podając go Karlowi. Za to bez skrępowania przyglądał się nowemu. Kelnerka za to podeszła do ich stolika i spojrzała na Antohna pytająco.

- Tak? - zapytała czekając na zamówienie.

Anthon rzucił na nią okiem z miną jakby przeszkadzała
- Dzisiejszy specjał, jeśli taki macie, a jeśli nie to coś z czego zajazd jest dumny. - odpowiedział na szybko nie poświęcając jej dalej spojrzenia.

Dziewczyna skinęła głową i wróciła przez salę w stronę baru. Tladin i inni odprowadzili ją wzrokiem po czym z zaciekawieniem zerkali co Karl wyczytał w tym papierze podanym przez nowego i na samego nowego.

Karl rzucił okiem na pisma, po czym oddał je Anthonowi.
- Karl von Schatzberg - przedstawił się. - To jest Tladin, zabójca minotaura - wskazał na krasnoluda - Manfred, Igor... - Po kolei przedstawił siedzących przy stole.
Przyjrzał się nowemu członkowi ich małej grupki, zastanawiając się, czy ów nowy uczestnik przyda im się na cokolwiek, czy też będzie się cały czas zachowywać jak skończony dupek.
- Witamy zatem - dodał.

Anthon wzniósł w górę nieistniejący kufel w niemym toaścia do Tladina gdy usłyszał o minotaurze. Jego mina wyrażała samo uznanie.
- Zacnie - jego twarz na moment rozpogodniała, ale wciąż wyglądał bardziej jak samozwańczy mytnik na drogach się czający - To panowie, abym nie wchodził z butami… teraz się relaksujemy i wykorzystamy czas dla przyjemności, czy jakąś naradę prowadziliśmy i powinienem coś konkretnego o sobie wam rzec?

- Teraz się relaksujemy - odparł Karl - jako że święto za pasem. Dwa dni po święcie ruszamy w góry.

Na chwilę musieli przerwać rozmowę bo wróciła kelnerka z zamówieniem Anthona. Położyła tacę na stole poczym sprawnie przenosiła naczynia pełne strawy jak i kufle pełne trunku przed nowego członka górskiej wyprawy. Po czym skłoniła się i odeszła do swoich obowiązków.

Kurtze kiwnał głową
- Pasuje mi to. Długa droga za mną. Wrzucę coś do brzuchola to na chwilę was zostawię wynająć sobie tutaj pokój aby mieć gdzie zrzucić zbroję i torbę. Ciążą mi już one na tą chwilę. Potem bardzo chciałbym usłyszeć tę historię z minotaurem, mości Tladinie, jeśli nie znużyły cię jeszcze opowieści o nim, hę!? - zagadnął krasnoluda ale nawet w takiej wypowiedzi udało mu się w jakiś sposób zabrzmieć… nieprzyjemnie… a może to po prostu krzywa gęba sprawiała takie wrażenie?
 
Arvelus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-10-2020, 13:41   #5
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 03 - 2519.IX.02; południe

Miejsce: Ostland; Zamek Lenkster; karczma “U Madeja”
Czas: 2519.IX.01 Wellentag (1/8); południe
Warunki: gwar karczmy, jasno, umiarkowanie na zewnątrz pogodnie, zimno, umi.wiatr


Właściwie było już po festynie. I po lecie. Teraz był pierwszy dzień i pierwszy tydzień jesieni. Nawet pogodny chociaż chłodny. Zaczynał się Brauzeit. No właściwie to zaczął się wczoraj ale wczoraj był Festag, dzień boży, no i wszyscy traktowali to jeszcze jak drugi dzień festynu. Dopiero dzisiaj sytuacja wracała do normy, ludzie co się zjechali z bliższych i dalszych stron na ten festyn pakowali się i powoli odjeżdżali. Od rana więc panował ruch, słuchać było rżenie koni, turkot wozów i ludzkie pokrzykiwania gdy wóz za wozem i podróżny za podróżem przejeżdżali za oknami karczmy jaką wysłannicy wolfenburskiego ratusza obrali sobie za kwaterę. Przez te ostatnie dwa czy trzy dni dzisiaj też pierwszy raz spotkali się w tak pełnym składzie. Bo przez to świętowanie na pożegnanie lata to trudno było zebrać komplet. Zawsze kogoś brakowało. Zwykle dlatego, że był właśnie zajęty świętowaniem. Sam lub z kimś.

- I wreszcie chyba coś mamy. - relacjonował podekscytowany Stephan. Spojrzał znacząco na Antohna z którym przepisywali notatki ze starego woluminu. Aż zgłodnieli więc zrobili sobie przerwę na obiad i wrócili do “Madeja”. No i przy okazji mogli podzielić się z towarzyszami swoimi odkryciami. A się z początku nie zanosiło. Gdy Antohn w końcu dogonił pierwszych wysłannikór z ratusza to tuż przed festynem. Potem był sam festyn no i Festag gdzie biblioteka jak i większość urzędów była zamknięta by poddanych imperatora kumulować w świątyniach ku uciesze kapłanów i na jarmakrach ku uciesze kupców. Więc było urzędowo zamknięte. Dopiero dzisiaj biblioteka otworzyła swoje podwoje i mogli tam się udać. Ale paskudna aparycja Anthona z początku na pewno nie ułatwiała sprawy.

- A to kto? - zapytał zaskoczony bibliotekarz Stephana widząc co za bandycka gęba mu dzisiaj towarzyszy. Z samym Glaserem już się trochę zżył i przyzwyczaił nawet nawiązał komitywę jak to człowiek nauki z drugim człowiekiem nauki. Do tego z pasją badania historii i starych dziejów. Więc ktoś o gabarytach półorka i takiej aparycji zapewne słabo wpisywał się w wizerunek przeciętnego gościa biblioteki.

- Ale tu nie można wchodzić. Trzeba mieć specjalne zezwolenie. Tu są książki i cenne dokumenty. Takie do czytania. - skryba mówił trochę nie wiadomo do którego z nich. Jakby sądził, że “oprych” trafił tu przypadkiem i sobie pójdzie jak się dowie, że to karczma czy urząd tylko same nudne książki.

- Ale on jest z nami, ma papier. - Stephen szybko wyjaśnił to nieporozumienie i skinął Anthonowi by się wylegitymował. Skryba dokładniej niż zwykle czytał ten dokument wystawiony przez Herr Alstera z wolfenburskiego ratusza jakby miał nadzieję, że znajdzie tam coś co pozwoli mu podważyć wiarygodność dokumenty czy prawa do wejścia dla jego właściciela. Ale nie znalazł. Dokument był bez zarzutu. Więc ze zbolałą miną oddał mu ten papier i już jakby oczami wyobraźni widział te płonący stosy bezcennych ksiąg pozwolił im skorzystać z zasobów zapisanych dziejów.

I od rana spędzali czas na przeglądaniu ksiąg. Stephan co już buszował tu któryś dzień z rzędu orientował się już dość dobrze co jest co. Pokazał co przejrzał, co zostało do przejrzenia, co wydało mu się obiecujące a co niekoniecznie. No i siedli i czytali te prehistorycznie dzieje sprzed paru wieków.

Doczytali tam przy opisie wyprawy wojennej jednego z von Falkenhorstów, że ruszając na wyprawę przeciwko hochlandzkiej rejzie co się zapuściła na południowy Ostland wyruszał właśnie stąd z Lenkster.

- I on sam wraz z armią jechał ze swojego zamku 2 tygodnie. Ale wiadomo, duża armia to wolniej podróżuje niż parę osób. Ale kurier podobno był w stanie pokonać tą trasę w 3 do 5 dni. Zależy jaka pogoda. Niestety nie pisze czy pieszy czy konny kurier. - Stephen zaczął tłumaczyć zawiłości dawnej kroniki. Z niej też wyglądało, że patrząc od strony Lenkster to początkowo trasa wiodła wzdłuż rzeki Lachtbeck. Właściwie to już na tej wysokości to była raczej rzeczka. Chociaż o typowo bystrym dla gór strumieniu. No i od Lenkster trzeba było jechać dzień lub dwa wzdłuż Lachtbeck. A potem odbić w prawo w jedną z dolin. Na szczycie wzniesienia powinna być stanica. Ta powinna być widoczna z daleka. A z jej szczytu ponoć widać było sam bastion. W pogodny dzień oczywiście. Kto wie, czy to nie była ta sama stanica o jakiej wspominała Davandrel w tej elfickiej legendzie o ich myśliwym co orki wystrzelał. I pocieszające było to, że co jak co ale strumień nawet kilka wieków później to chyba za bardzo nie mógł zmienić biegu. Więc gdyby pójść wzdłuż niego, dotrzeć do tej starej stanicy to by wiadomo było gdzie skręcić, w którą dolinę. No i dalej to już nie było pewne no ale jak to po całości od Lenkster do bastionu miało być parę dni to możliwe, że obecnie także. Tylko problem był taki, że przynajmniej ten skryba z biblioteki jak go zapytali przed wyjściem to o żadnej drodze w głąb gór wzdłuż Lachtbeck nie słyszał. Chociaż no to jeszcze wiele nie znaczyło. Sam Lachtbeck przepływał obok zamku stanowiąc namacalny dowód, że chociaż część tych starych zapisków musi być prawdziwa. Z drugiej strony wytwory ludzkiej cywilizacji jak drogi, zamki i stanice nie musiały być tak trwałe jak góry i strumienie.

Obaj relacjonowali jeszcze chwilę ta, że wyglądało to na rzecz wartą świeczki. Gdy obok ich stołu przeszła Jana na chwilę dekoncentrując Karla. W końcu we dwójkę udało im się spędzić całkiem udaną część ostatnich dwóch świątecznych dni. I chyba oboje sobie to chwalili wzajemne towarzystwo. Wcześniej nie bardzo interesowali się dniem jutrzejszym który właściwie zaczął się dzisiaj. To obecny status pary kochanków wydawał się stać pod znakiem zapytania. Jana przeszła obok stołu idąc do szynkwasu ale przechodząc posłała Karlowi przyjemny uśmiech.

Z ewentualnymi ochotnikami do zwerbowania na dalszy etap wyprawy nie było tak źle. Festyn ściągnął całą gamę różnorodnych typów ludzkich a czasem i nieludzkich, różnej profesji i talentów. Wszyscy przyjechali oddać cześć dobrym bogom, zapewnić sobie dobroć bogów w nadchodzacej jesieni a przy okazji spotkać się, pogadać, odwiedzić znajomych, załatwić interesy, coś kupić, coś sprzedać czy właśnie znaleźć jakąś robotę. Nic tylko wybrać kogoś i się spróbować dogadać.

Zaraz potem drzwi wejściowe do karczmy otwarły się i weszła przez nie trójka zbulwersowanych gości. Hałaśliwie podeszli do szynkwasu coś ze sobą rozmawiając dosć głośno jakby byli oburzeni na coś czy na kogoś. Madej podszedł do nich zapewne chcąc zapytać co zamawiają albo o co chodzi. Trzej mężczyźni mówili na tyle głośno, że niektóre słowa dało się usłyszeć. Jak “czarny cmentarz”, “bluźnierstwo”, “kara boska”, “rozkopany”, “kradzież” i to widocznie ich tak bulwersowało. Już wczoraj tam i tu dało się słyszeć, że na czarnym cmentarzu coś się stało. Coś złego. Ale jeszcze nie bardzo było wiadomo co. A miejscowi nazywali czarnym cmentarzem ten stary już raczej nieużywany cmentarz w okolicy. I wszystko wskazywało, że to właśnie ten na którym miano czerpać ten specyficzny czarny marmur z bastionu, okolic bastionu czy z kamieniołomu w górach należącym kiedyś do von Falkenhorstów. Ale przez ostatnie dni nikt z ratuszowych wysłanników nie miał głowy, czasu ani ochoty się tam pofatygować bo to ponoć było trochę za Lenkster a bliżej mieli ciekawsze rzeczy do świętowania.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-10-2020, 19:38   #6
 
Arvelus's Avatar
 
Anthon wyszedł daleko poza miasto. Nie zabrał swojej tarczy, ani włóczni zadowalając się mieczem i kilkoma sztabami stali w plecaku. Wynalazł sobie ładny, odosobniony zagajnik i zabrał się do pracy. Od teraz jego podróż miała być wygodna. Miała być łatwa i przyjemna tak bardzo jak się tylko da. Zostawił materiały, obszedł perymetr ostatni raz i zabrał się do pracy.

I szło mu… okropnie. Wiatry magii wiały potępieńczo przy każdej jego próbie. Widmowe głosy, błędne światła, raz po jego zaklęcia sprawiały eteryczny ból. W pewnym momencie dostał potężnego krwotoku z nosa który nie chciał ustąpić przez dziesięć minut. Gdy energie osnowy poraziły jego ciało i miotnęły nim na ziemię już wstawał rzucając mięsem na lewo i prawo zbierał się. Ale wtedy właśni mu się udało. Po serii porażek w jego rękach spoczywał miecz o tyle piękny co morderczy. Ostry jak brzytwa i nie tępiący się tak łatwo jak zwykła stal, a do tego grawerowany we wzory imperialne. To było ostrze którego nie powstydziłby się książe elektor idący na bitwę. Ostrożność walczyła z chciwością. No bo jak długo wiatry magii mogą tak z nim pogrywać… no i okazało się, że mogły. Kolejne próby, kolejne manifestacje, w tym kolejna duża gdy na osiem minut utracił głos. Chwilę potem udało mu się ’wykuć’ przewspaniały wielki miecz. Ten był już przede wszystkim ozdobny… wciąż był całkowicie przyzwoitą bronią, ale tu nacisk położony był na piękno. Miecz był zdobiony w dwojaki motyw. Z jednej strony smoka, z drugiej anioła, a ażurowaty rdzeń ostrza sprawiał imponująceo zwiewne wrażenie nie odejmując mu nic z wytrzymałości. To był miecz który jakiś lord z wielką radością powiesiłby sobie nad kominkiem i chwalił się nim, wymyślając niestworzone historie skąd go miał. Ostatnim dziełem był ponownie wielki miecz. Falowany flamberg stworzony jako kompromis skuteczności i piękna (tak jak pierwszy miecz). Zdobiony we wzór płomienia.

Wycieńczony Anthon zawinął swoje dzieła w płótna, a potem wszystkie razem w jedno duże i wrócił do miasta klnąc pod nosem na czym świat i magia stoją…


Sztaby stali przetwarzane w mistrzowski oraz zdobiony oręż różnego rodzaju przy wykorzystaniu Przekształcenia Metalu (LM: 18) i wspierając się Prawem Logiki (LM:7).

Pełna procedura:
1) Test Splatania aż się uda (a zdaję na 70)
2) Test by rzucić Prawo Logiki (z premią +4 za splatanie) na 2 kościach
3) Test Splatania aż się uda
4) Test by rzucić Przekształcenie Metalu (z premią +4) na 4 kościach
5) Test Splatania (-30) aby stworzony przedmiot był odpowiednikiem Mistrzowskiego. Wykorzystuję bonus +20 z Prawa Logiki

Kolejne próby (test Prawa Logiki (ST:3) / Test Przekształcenia Metalu(ST:14) / Test Splatania)
1: 2+2 (manifa 54: Unnatural Aura) / 7+8+3+3 (manifa 69: Haunted) / 96/60. Próba nieudana.
2: 10+6 / 8+1+2+1 (manifa 50: Wyrdlight) Próba nieudana
3: 3+6 / 5+1+1+3 (manifa 99 → 29 overload). Próba nieudana.
4: 10+7 / 10+3+7+1 / 78/60. Próba nieudana
5: 6+6 (manifa 47: Wyrdlight) / 9+9+10+3 (manifa 14: Rupture) / 75/60. Próba nieudana.
6: 1+5 / 7+7+10+9 (manifa 99 → 53: Aetheric Attack. Otrzymuję k10=6 ran / 20/60. Próba udana!
7: 5+9 / 7+7+1+3 (manifa 100 → 14: Silenced) / 92/60. Próba nieudana…
8: 7+9 / 9+4+1+10 / 34/60. Próba udana.
9: 7+6 / 5+9+5+3 (manifa 66: Enfeeblement) / 84/60. Próba nieudana.
10: 9+3 / 8+3+9+6 / 13/60. Próba udana. Kończę.



Kolejne parę godzin Anthon przechadzał się ciemnymi zaułkami bawiąc się ostentacyjnie mieszkiem koron póki nie wpakował się w oczekiwane kłopoty.
- Hej bogaczu… pozwól, że...
- Morda. Działacie sami, czy macie tu jakiegoś księcia złodziei? W sumie nie potrzebuję nikogo tej kategorii, ale…
- Hola, hola, to nie tak będzie.
- MORDA! Powiedziałem - warknął Anthon na drobnego rzezimieszka który nie rozumiał w co się wpakował - interes mam do was jełopie. Pasera szukam. Jak się wykażecie to nawet dostaniecie po kilka pensów. Prowadź więc zanim ci mordę pięścią zaszyję!


Moje zastraszanie bazowo zdaję na 80.
Przyjmuję karę -10, ale +20 za to, że Anthon doskonale wie, że może łatwo ich pozabijać na przynajmniej 3 różne sposoby
Rzut: 50/90



- Wygodny wóz podróżny z dwoma wołami, plus pięćdziesiąt koron. To czysta sprawa. Nic kradzionego, żadnych herbów ani godeł, więc problemów mieć nie będziecie. Jak będziecie cierpliwi opchniecie je za 500 lub więcej koron. Wóz z wołami to będzie jakieś 300, a pewnie też wcale ich nie kupicie grzecznie w sklepie, a nawet wtedy jesteście 150 koron do przodu. No to jak, kurwa, będzie? Robimy interes?
- A czemu byśmy nie mieli po prostu cię zaciukać i wziąć ich sobie?
- Czy ja poważnie muszę was waszego fachu uczyć?!. Po Pierwsze: jak będę wracał mogę mieć kolejne produkty. Po drugie: Chcesz mieć klientów, a to wymaga zachowania jednak reputacji, bo inaczej nikt nie będzie chciał do ciebie przychodzić. Pracujesz w biznesie zaufania publicznego. Po trzecie: ty umrzesz pierwszy jeśli jeszcze raz usłyszę te głupoty. A potem pewnie cała reszta twojej paczki jeśli nie okażą się dość mądrzy aby wziąć nogi za pas. Zauważ, że nie jestem jakimś chędożonym przybłędą tylko niosę tutaj żelastwo warte małą fortunę. Za ciency w uszach i gaciach jesteście aby mi grozić. Ostatni raz pytam,a potem wychodzę. Robimy, kurwa, interes?
 

Ostatnio edytowane przez Arvelus : 25-10-2020 o 08:05.
Arvelus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-10-2020, 19:52   #7
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Festyn, festyn i po festynie...

Karl nie tylko przyjemnościom się oddawał, bowiem wieść o tym, iż Tladin chwilowo odstępuje od poszukiwań spowodowała, iż zajął się poszukiwaniem chętnych, którzy co prawda nie mogli zastąpić walecznego krasnoluda, ale mogły wesprzeć poszukiwaczy swymi umiejętnościami - nie tylko bojowymi.
I nie da się ukryć - poszczęściło mu się.
Udało mu się zatrudnić na parę tygodni Allif - leśną elfkę, tropicielkę i łuczniczkę.
Do Manfreda i Igora dołączył Alex, który to wojak dość sprawnie władał toporem, a że na wsi się urodził, to i zwierzętami potrafił się zająć i powozić dość sprawnie.
Największą 'zdobyczą' była jednak Jana. Największą, bo podwójną, bowiem nie dość, że razem spędzili kilka bardzo miłych chwil, to jeszcze dziewczyna w końcu zdecydowała się ruszyć wraz z nim i pozostałymi członkami drużyny na poszukiwanie Bastionu. Czy podjęła tę decyzję dla pięknych oczu Karla, czy dla chęci przeżycia wielkiej przygody, czy może chciała na jakiś czas zniknąć światu z oczu - tego Karl nie wiedział i zbytnio w to nie wnikał. Nie tylko z powodu wspomnianych wcześniej razem spędzanych chwil (które Karl miał nadzieję jeszcze powtórzyć, i to nie raz). Jana była medyczką. Początkującą co prawda, ale i tak stanowiła na takiej wyprawie prawdziwy skarb.

* * *


Ranek nadszedł a z nim konieczność spakowania wszystkim manatków, zabrania zapasów i wyruszenia w drogę, póki zapał do końca nie wygasł w niektórych poszukiwaczach.

Wieści o "czarnym cmentarzu" Karla niezbyt wzruszyły. Nawet jeśli marmur wożono z okolic Bastionu, to i tak nie można było się spodziewać, że na jakimś nagrobku była wyryta mapa okolic, z zaznaczoną twierdzą Falkenhorstów.
- Cokolwiek tam się stało - powiedział - to zajęcie dla tutejszych wojaków i kapłanów - powiedział. - Proponowałbym zaraz ruszyć w drogę... i odszukać to, co pozostało z dawnego traktu.

Nie sądził, by ktoś z miejscowych miał zamiar ich akurat zatrudnić do odszukania tych, co zbezcześcili stary, nieużywany cmentarz.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-10-2020, 08:06   #8
 
Arvelus's Avatar
 
Anthon zmrużył brwi na słowa Karla… a może po prostu to był kolejny odcień zakapiorowatości jaką jego gęba sobą prezentowała?
- Ufamy któremukolwiek z tych bucy? Sądzę, że lekką ręką jesteśmy tu najkompetetniejszymi jednostkami w promieniu wielu mil… nie chce się rządzić póki ekipie nie udowodnię swojej wartości, ale jeśli zdecydujemy to zostawić zostanie mi… niesmak. Kwestia lojalności wobec Imperium się włącza. A nieumarli oznaczają ryzyko nekromanty. Ergo… ja bym nalegał aby to sprawdzić.
 
Arvelus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-10-2020, 12:01   #9
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 03 - 2519.IX.02; południe

Miejsce: Ostland; Zamek Lenkster; wnętrze zamku; biuro administracji
Czas: 2519.IX.02 Wellentag (1/8); popołudnie
Warunki: cisza, jasno, ciepło na zewnątrz jasno, pogodnie, chłodno, umi.wiatr


Anthon



Wewnątrz było zdecydowanie przyjemniej niż na zewnątrz. Co prawda po południu się rozpogodziło i dzień był chłodny ale nie zimny. Więc jak się ktoś porządnie ubrał to nawet było całkiem sympatycznie. No ale wewnątrz, zwłaszcza w komnacie gdzie wesoło trzaskał kominek i tak było przyjemniej. No a Anthon trafił właśnie do tego biura. W końcu to był zamek a nie miasto czyli garnizon wojskowy i panowały rządy wojska. Glejt z listu żelaznego przepuścił go przez bramę a pytając tam i tu skierowano go właśnie do budowli z szarych kamieni gdzie mieściło się biuro administracji. No i teraz był wewnątrz tej komnaty przed urzędnikiem z grubym łańcuchem na piersi, odznaką władzy jaką tu sprawuje. Obok jego biurka stał jego sekretarz co zapowiedział i wprowadził gościa.

- Nagroda? - podniósł wzrok znad listu żelaznego jakim legitymował się gość. Okazywał brak przesadnego zaufania jak większość porządnych obywateli okazywało komuś z taką aparycją. Jakby wygląd tego podejrzanego osobnika kompletnie nie pasował mu do tego co jakiś jego kolega po fachu napisał w Wolfenburgu.

- Jak schwytasz sprawców tego bezbożnego czynu to będzie nagroda. Ale nie wcześniej. - odparł w końcu gdy przetrawił tą sytuację. Położył glejt Anthona na biurko i przesunął po nim w jego stronę by mógł go zabrać. - Jak odzyskasz zrabowane nagrobki by można je było wrócić na miejsce to też coś z tego będziesz miał. - dodał jakby mimo wszystko chyba nie wierzył w intencje albo możliwości tego oprycha jaki stał przed jego biurkiem.

- Czekamy aż wróci nasz śledczy. By zbadać tą sprawę. - powiedział na koniec ledwo ukrywając swoją niechęć i brak zaufania do gościa. A widocznie przeciwnie było z tym śledczym na jakiego czekał.




Miejsce: Ostland; Zamek Lenkster; podgrodzie; karczma “U Madeja
Czas: 2519.IX.02 Wellentag (1/8); popołudnie
Warunki: cisza, jasno, ciepło na zewnątrz jasno, pogodnie, chłodno, umi.wiatr


Karl



No to ten nowy postanowił sprawdzić co w trawie piszczy i poszedł do zamku nie zawracając sobie głowy gadaniem z tutejszymi bucami. Nie wiadomo było z czym i kiedy wróci. Za oknem zaś się rozpogodziło. Zrobiło się całkiem przyjemnie. Ale jesienne dni były już wyraźnie krótsze niż letnie albo choćby gdy wyjeżdżali z Wolfenburga. Niewiele już zostało z tego dnia. Najpierw pół dnia w bibliotece teraz czekanie na powrót Anthona. Nawet jakby wrócił za chwilę to do zmroku zostało może 4 dzwony. Wiele by nie ujechali przez ten czas. Chociaż jakby się stąd ruszyli to już od rana by mieli kawałek dalej. Na razie dała o sobie znać Jana która wróciła od szynkwasu sadowiąc się przy stole obok Karla.

- Słyszałeś o tym cmentarzu? Straszne. Do czego to doszło? - pokręciła głową na znak, że to w tej głowie się nie mieści jak ktoś mógł zbezcześcić ogrody Morra. Wydawało się, że to teren neutralny bo wszyscy w końcu tam trafią. Każdy miał jakichś zmarłych na jakimś cmentarzu. A i poza grobami bogaczy raczej nie chowano zmarłych z czymś wartym kradzieży. Zwłaszcza jak ceną było powszechne potępienie u pobratymców, kary z urzędu w razie złapania no i klątwa samych kapłanów Morra. A i taki niegodziwiec też na samym końcu musiał trafić przed oblicze Morra.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 09:50   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Nowi uczestnicy wyprawy, nowe kłopoty i opóźnienia...
W tym przypadku odrobinę winy można było zwalić na Anthona, który zainteresował się zajściem na cmentarzu.
Co prawda gdyby się okazało, że skórka jest warta wyprawki, to warto by było wybrać się na cmentarz i poszukać sprawców, ale wyglądało na to, iż wszystko zajęłoby mnóstwo czasu, co kosztowałoby dzień lub więcej straty. A jesień szła, pogoda z pewnością miała się pogorszyć, a w górach z pewnością będzie jeszcze gorzej.

- Świat staje się coraz gorszy - odpowiedział na słowa Jany. Podsunął dziewczynie kufel z piwem. - Nie rozumiem, po co ktoś miałby kraść nagrobki. To jakiś nietypowy złodziej.
- Ale nie będziemy się tym zajmować
- dodał. - Nikt nas o to nie prosi. Czeka na nas Bastion. Ruszamy jutro rano.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:25.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168