Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-12-2013, 11:20   #1
 
Odlotowy's Avatar
 
Reputacja: 0 Odlotowy nie jest za bardzo znanyOdlotowy nie jest za bardzo znanyOdlotowy nie jest za bardzo znanyOdlotowy nie jest za bardzo znany
[WFRP 2ed]-Jak to się robi w Troppendorf

Jak to się robi w Troppendorf


Ponad gór omglony szczyt
Lećmy, zanim wstanie świt,
By jaskiniom, lochom, grotom
Czarodziejskie wydrzeć złoto!


Karczma wypełniona była gęstym aromatycznym dymem z drzewa wiśniowego. Skwiercząca na ruszcie połać mięsa wabiła oczęta znużonych podróżnych i nie jeden już ściskał nóż w garści licząc upływający czas przez pryzmat gromadzącej się w ustach śliny. Śniegi nie ustąpiły na tyle, by obfitująca w jadło kraina mogła ugościć aż tylu podróżnych, ale wezwanie Diuka nie pozostało bez odpowiedzi i do podgórskiej krainy ściągały ze wszą d tłumy. Poszukiwaczy przygód, najemników, wydrwigroszy, oszustów, łotrów i złodziei w pierwszej kolejności. Lecz przecież nie tylko. Byli i ci, którzy na tych pierwszych chcieli się dorobić. Cyrulicy, kupcy wszelkiej maści, zbrojmistrze, felczerzy, kowale, kaletnicy, zaklinacze zwierząt, zaklinacze kobiet, zaklinacze zaklinaczy i diabli wiedzą kto jeszcze. Podobnież w tym gwarnym tłumie znalazł się nawet szkutnik, który do Troppendorf przywiózł na wozie cały swój warsztat, choć od morza miasto dzieliło kawał drogi a jedyna rzeczka płynąca przez okolicę głęboka była ledwie do pasa.

Troppendorf przeżywało najazd ciżby zwabionej obietnicą odkrytego złota i bogactw znacznie większych bowiem właśnie w okolicach Troppendorf przypadkowo, podczas drążenia pokładów węgla odkryto Wrota! Nikt tak po prawdzie nie wiedział czym są Wrota, poza tym że były niezwykłej wręcz wielkości drzwiami. I dokąd prowadzą. Wiedziano jednak, że ci, którzy pierwsi ruszyli za ich majestatyczne odrzwia wrócili obładowani złotem. I nawet oddawszy Diukowi co mu należne teraz byli bogaczami. Następni jednak nie wrócili, co sprawiło iż planujący eksplorację na własny rachunek władca Troppendorf wymyślił inną metodę. Metodę, która ściągnęła do miasteczka najróżniejszego rodzaju awanturników.


„Imieniem Diuka Elesara z rodu Kruka, pana na Troppendorf i okolicznych ziemiach, obwieszcza się, co następuje:

Wzywa się mężnych, żądnych wrażeń, sławy i bogactwa podróżników do Tripp Town, gdzie czeka na Was wszystko co najlepsze! Każdy, kto przybędzie liczyć może na to, że znajdzie dla się miejsce w pieśniach bardów a jego imię pozostanie znane na wieki! Przybywajcie i zdobywajcie co się Wam należy. Złoto, klejnoty i magia czekają na Was. Czekamy i my!”


-----------------------------------



Oberża uderzała w nozdrza w feerią smaków. Ciężkie krasnoludzkie ziele fajkowe mieszało się z ludzkim tytoniem, zapachem dymu z paleniska i skwierczącej na ruszcie pieczeni. Sigmarowi należały się za to gorące podziękowania, bowiem ilość biesiadników determinowała dalece gorsze zapachy. Tłum tłoczył się przy tych kilku stolikach, wtłoczony pod niskie sklepienie powały, jednak w ciepłej izbie przytulniej i weselej było niźli na wiosennym chłodzie. Można było posłuchać pieśni nuconych przez podpitych biesiadników, posłuchać ciekawych opowieści ze świata, którymi raczyli się podróżni. Miejscowi odwdzięczali się opowieściami o Wrotach. Wtedy zwykle oczy wszystkich zmierzały do alkierza…

Posadowiony na podwyższeniu alkierz służył zwykle lepszym mieszkańcom miasta do goszczenia się pośród pospólstwa. Odcięty od izby ciężkimi, karmazynowymi storami dawał miraż odosobnienia. Trzy schodki, którymi się doń wchodziło, nie mogły dla nikogo stanowić nieprzebytej bariery, aczkolwiek sprawiały iż nikt niepowołany tu nie mógł zabłądzić. W alkierzu bawili jedynie wybrańcy. Od czasu zaś, od kiedy Diuk Elesar rozpoczął ogłaszanie na traktach i rozdrożach o poszukiwaniu śmiałków, którzy przyjęli by wyzwanie jakie dla nich przygotował, alkierz w oberży „Pod Kucem” stał się miejscem dla owych indywiduów zbornym.

Grupa biesiadników, która tego wieczora pozwoliła sobie na szaleństwo goszczenia się w alkierzu, nie wyróżniała się niczym spośród tych, które ostatnimi czasy biesiadowały w tym miejscu. W oczy rzucał się krępy i rosły w barach krasnolud, którego głowę zwieńczała grzywa zafarbowanych na pomarańczowo włosów i jakiś tatuaż o którego nie pytał nikt. To, jakim zajęciem się para było widoczne aż nadto a wieść gminna niosła, by takich jak on lepiej nie drażnić. Dobrze, że choć się przedstawił. Sprawiający równie ponure wrażenie człek o złym spojrzeniu kosych oczu do rozmowy również nie zachęcał, ale i on nie krył swego imienia – Bernolt – które zresztą nikomu nic nie mówiło. Jeszcze gorsze wrażenie sprawiał sztylet, którym ów bawił się bez przerwy. Elf o kasztanowych włosach w tym podgórskim miasteczku i w tej podgórskiej karczmie wyglądałby najdziwniej, ale czymże był jego wygląd wobec imienia – Imhol? Ale i on nie stanowił szczytu ekstrawagancji. Jego srebrnowłosy pobratymiec bowiem bił wszystkich na głowę pod względem rzucania się w oczy. Blada cera wyróżniała go równie mocno od ziemisto burych mieszkańców Troppendorfu. I imię. Maas. Zdecydowanie nie miał zamiaru kryć się wśród mas. Dieter, człek z okolic, który przysiadł się w alkierzu do owej zbieraniny, niemalże żałował że się na to zdecydował. Spojrzenia, jakimi krasnolud raczył oba elfy nie pozostawiały złudzeń. Tym bardziej, że i elfy nie pozostawały mu w tym dłużne. Ta wyprawa nie miała prawa długo pracować w tym zespole.

Nie przeszkadzało to werbownikowi imieniem Diuka Elesara raczyć ich opowieściami o złocie i klejnotach, które szczęśliwcy wywlekli zza Wrót. „Powiadam wam, trudno im było udźwignąć owe skarby! Troki im się rwały a sakwy pękały w szwach! Nic to, że oddali Diukowi co jego, i tak jako bogacze wyszli z tej przygody. Każdy z nich został z taką majętnością, że stać ich na … zbyt wiele, jeśli rozumiecie co mam na myśli, hehehe!”. Raczył ich opowieściami samemu jednak nie zasypiał gruszek w popiele i tłustymi, króciutkimi paluchami przebierał wśród ukrytych w zasmażanej cebuli kiełbasach samemu biesiadując za trzech. I posyłając swoim współbiesiadnikom szydercze spojrzenia. Mógł sobie na to pozwolić, bowiem nim do rozmowy zasiadł i nim pozwolono im się gościć na koszt Diuka złożyli podpis na pożółkłym pergaminie, będącym kontraktem. Byli już jego.

- Kiedy pokażecie nam owe Wrota? – spytał jeden z ludzi, najwidoczniej pragnący jak najszybciej przejść od słów do czynów. Tłuściutki werbownik musiał przełknąć, by odpowiedzieć. Trwało to chwilę, bowiem nie żałował sobie niczego. Dopiero kiedy zapił, a wino obficie pociekło mu po brodzie, odparł.

- Jeno zjecie i się poznacie. Straż już czeka na zewnątrz, by powieść was ku wejściu do lochów. Biesiadujcie zatem co sił, bo druga taka okazja prędko się nie zdarzy, hehehe…

Zaśmiał się rad ze swej krotochwili, po czym wytarł rękawem brodę i usta i wstał kończąc swój udział w biesiadzie. Zgromadzeni przy stole nie mieli wątpliwości co do tego, że stoją u progu największej przygody swego życia i dzieli ich od niej jedynie owa kolacja.


-----------------------------------------

Witam Was w mojej pierwszej przygodzie. Oto chwila na prezentację Waszych postaci przy biesiadnym stole. Ja już piszę sobie kolejną notkę. Miłej zabawy.
 
Odlotowy jest offline  
Stary 29-12-2013, 13:03   #2
 
piotrek.ghost's Avatar
 
Reputacja: 240 piotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie cośpiotrek.ghost ma w sobie coś
Potężny zabójca troli rozejrzał się po alkierzu i splunął na widok dwóch długouchych.
-panie Diuk, niepotrzebnie pan zatrudniacie elfy, wszak one po lesie i łące kwiatki zbierać wolą aniżeli w podziemia sie zagłębiać. Nie to co my, krasnoludy-powiedział dumnie i powiódł wzrokiem dalej aż napotkał Dietera i Bernholta.
-Wy zaś-zaczął biorąc srogi łyk piwa-Wyglądacie mi na godnych uwagi kompanów, pod warunkiem że w nogi włazić nie będzieta, no chyba że łby chcecie stracić w spotkaniu z moim toporzyskiem-powiedział poklepując głownie olbrzymiego topora dwuręcznego.
-Panie diuk, ja wam powiadam, ludziów tam nic nie zeżera jeno jakie drugie wyjście se znaleźli i żeby sie bogactwami nie dzielić umykają niehonorowo lud ciemny strasząc jakoby ciemne moce zamieszane być miały-mówił a w przerwach przepijał piwem, które znikało szybciej niż wieśniacy we wrotach i lało się po brodzie strumieniami-powiem panu, ja tam zejde i wylejze na ziemie, a żadnych demonów tam nie spotkam, a wiecie panie czemu? bo demony i inne paskudztwa w takich zadupiach jak to nie mają czego szukać ot co.-Mówił ukradkiem chowając żarcie i flaszki ze stołu do plecaka żeby mieć coś na później
-Ale żryjmy teraz póki jest i pódźmy do tych lochów coby wątpliwościje rozwiać. Zdrowie zacnej kompaniji- wzniósł kufel, jednak toast swój skierował tylko w stronę dwóch ludzi, pomijając elfy.
 
piotrek.ghost jest offline  
Stary 29-12-2013, 15:24   #3
 
Demoon's Avatar
 
Reputacja: 22 Demoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodzeDemoon jest na bardzo dobrej drodze
- Jakoś nigdy nie przepadałem za botaniką, jeśli o to ci chodzi, mości Wolfgrimmie. - Maas delikatnie skinął głową w stronę krasnoluda, świdrując go spojrzeniem. - Za to podziemia, demony i śmierci w niewyjaśnionych okolicznościach zawsze przyciągały moją uwagę. - Na jego twarzy wykwitł dość paskudny grymas, w zamyśle będący zapewne uśmiechem, choć zebranym bardziej przypominał obnażanie kieł wygłodzonego wilka.

Choć omiatany co chwilę spojrzeniami zarówno współbiesiadników, jak i innych obecnych w karczmie, Maas Terrion wydawał się tym całkowicie nie przejmować. Właściwie to wydawał się niczym nie przejmować - po krótkim dialogu z krasnoludem wrócił do jedzenia, co również nie przeszło bez echa. Słychać było ciche śmiechy, widać było jak pokazują na niego palcami. Elf jadł z pełnym dystyngowaniem, jakiego nie powstydziła by się najwyższa arystokracja. Wyglądało to jednak co najmniej komicznie w miejscu, gdzie za sztućce robiły własne ręce, a mało kto pił wino nie oblewając nim wszystkiego dookoła. Gdy po chwili sięgnął po kielich, aby się napić, odruchowo popatrzył po innych - spostrzegawczy mogli dostrzec przez krótką chwilę zgorszenie na jego twarzy, gdy patrzył jak werbownik zapycha sobie gębę dwoma kiełbasami naraz i przepija to ogromnym haustem wina, oblewając sobie ubranie. Szybko jednak przeniósł wzrok z powrotem na swój talerz, a rysy jego twarzy złagodniały.

Dokończywszy posiłek, delikatnie odsunął się od stołu i czekał na resztę towarzyszy. Patrzył jednak gdzieś daleko, w nieistniejący punkt, wyraźnie nad czymś myśląc. Nie wyglądał na zainteresowanego konwersacją z innymi - wiedział, że w tych lochach i tak zdążą się wystarczająco poznać. A jeśli jednak nie zdążą, to nie będzie się nad czym zastanawiać.
 
Demoon jest offline  
Stary 29-12-2013, 22:50   #4
Konto usunięte
 
Warlock's Avatar
 
Reputacja: 26838 Warlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputację
Mężczyzna potężnej postury siedział przy stole pochłaniając udziec z dziczyzny jakby była ledwie pałką kurczaka. Jego twarz naznaczona była wieloma bliznami zdradzającymi zamiłowanie do wojaczki co pięknie podkreślał wielki oburęczny topór zawieszony na plecach. U jego lewego uda wisiał mniejszy jednoręczny topór o długim drzewcu pozwalającym prowadzić walkę z siodła, a w butach - co mógł zaobserwować tylko wprawny obserwator - tkwił ukryty sztylet. Poza ogromnym rozmiarem i niecodziennym ekwipunkiem w oczy rzucało się też jego znoszone odzienie, a w szczególności niedźwiedzia skóra zakrywająca część głowy, a sięgająca niemalże do kolan. - Dieter Dashauer, krasnoludzie. - Przedstawił się donośnym głosem brodaty mężczyzna, po czym sięgnął po kufel piwa niemal opróżniając go jednym haustem, jakby chciał udowodnić swemu rozmówcy, że nie tylko krasnoludy mają twardy łeb. - Dawniej drwal, a obecnie znany traper z Nordlandu. - Kontynuował nieco znudzonym głosem. - Tyś jest jednym z tych osławionych zabójców z lodowych szczytów Gór Krańca Świata, nieprawdaż? - Zapytał Dieter choć znał odpowiedź. Sława zabójców z Karak Kardin wyprzedzała ich samych.

- Diuk! - Zwrócił się do werbownika głosem tak donośnym, że nie sposób było go zignorować. - Ładnymi historyjkami nas tu raczysz, ale czy jest w nich choć ziarno prawdy?
 
Warlock jest offline  
Stary 29-12-2013, 23:34   #5
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 27721 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Młody jeszcze człek, co się jako Berholt przedstawił, długie nosił włosy, czarne, długością jednak tym elfim nie dorównujące. Za to szerszy był od nich w barach.
Z twarzy, jak się rzekło, był dość młody, ale z tej samej twarzy, jeśli kto bystry był, to mógł odczytać, iż Berholt z niejednego pieca chleb jadał. Skórzana zbroja też swoje widziała, podobnie jak i sztylet, którym właściciel oręża co rusz kawałki mięsa z półmiska czy kiełbasę wybierał.
Berholt raczył się jadłem, chociaż nijak nie mógł dorównać temu, co ich na tę wyprawę namówił. No bo głupi, by był nie jedząc, skoro pod ziemią takich pyszności nijak dostać by nie można było. A nawet kiep wiedział, że jeść trzeba gdy jest okazja i kto inny za to płaci.
Nim poszedł w ślady krasnoluda i do trzymanego pod krzesłem plecaka nieco produktów dorzucił, zwrócił się do ich zleceniodawcy, Diukiem się mianującego.

- Byli, wrócili ze złotem i takie tam głupoty prawicie - powiedział/ - A co opowiadali o tych podziemiach, jak wrócili? Ani chybi niejeden ich na spytki wziął. Plany jakieś owych podziemi rysowali może?
- No i
- dodał, jakby teraz mu to dopiero do głowy przyszło - panie Diuk, latarnie jakieś załatwić nam musicie, bo bez światła trudno nam będzie owe skarby znaleźć, nawet jeśli wszędzie leżą.
 
Kerm jest teraz online  
Stary 30-12-2013, 20:47   #6
 
SyskaXIII's Avatar
 
Reputacja: 53 SyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodze
Imhol nie zwracał w zupełności uwagi na pozostałych, nawet na samego Diuka nie za bardzo zwracał uwagę. Skupiony był tylko i wyłącznie na badaniu swojej pamięci. Miał nadzieję, że wynajdzie we wspomnieniach jakąś księgę, w której mogły być informacje na temat tajemniczych wrót i tego co się za nią znajduje. Nie obchodziły go bogactwa tam ukryte, jedyne co go interesowało to magiczne artefakty. Były one potrzebne mu do zyskania mocy.

- O jakiej dokładnie porze wyruszamy ? - skwitował błyskawicznie wszelkie pytania i kwestie sporne, które padały z ust pozostałych awanturników ściągniętych tylko i wyłącznie przez bogactwo.
 
__________________
"Widzieliście go ? Rycerz chędożony! Herbowy! trzy lwy w tarczy! Dwa srają, a trzeci warczy!"
SyskaXIII jest offline  
Stary 02-01-2014, 19:15   #7
 
Odlotowy's Avatar
 
Reputacja: 0 Odlotowy nie jest za bardzo znanyOdlotowy nie jest za bardzo znanyOdlotowy nie jest za bardzo znanyOdlotowy nie jest za bardzo znany
Każdy miał coś do powiedzenia. I każdy dodał swe „trzy grosze”. Jednak „Diuk” nie narzekał, choć dostał tyle, co nie jeden mąż wracający z upojnej nocy o poranku i witany w progu przez małżonkę i teściową. Spokojnie oparł ciężar ciała o poręcz, aż zatrzeszczała, i odczekał chwilę by upewnić się, że padły już wszystkie pytania. Dopiero wówczas się ozwał.

- Nie mogę wam odpowiedzieć na wszystkie pytania, ale powiem Wam co tylko mogę. Byście lepiej mieli obraz sytuacji. Lochy, które rozciągają się za Wrotami z całą pewnością nie mają inszego wyjścia, bo i pewnie by się rozeszło to w mig, że obejść kajsik można je i do lochu wejść. Co co i przed wami się tam wybierali, to różnie planowali. Byli tacy, co chcieli głęboko, byli tacy co ino się nachapć chcieli i prysnąć. Jedni to nawet wydostali się spod ziemi i do Wrót wrócili. Jak oni łomotali we wierzeja! Ha! Ale jak ino ich puścili do środka zaczęli się starzeć. Jakby w jednej chwili całe życie z nich uciekło. I insze jeszcze było straszne. Że nie oni sami się starzeli, ale i to co na sobie mieli. Innych tośmy czasem spod wrót skłutych, albo rozszarpanych brali. Ale mało który z nich wracał z pustymi rękami. Ciężka sprawa, ale i bez to nagroda pyszna! Diuk Elessar, któremu mam zaszczyt służyć, przeto kazał każdym dawać co tyko się da, by pomóc im we wyprawie. Dajemy przeto i latarnie i liny i kotwiczki, raki do wspinaczki i tobołki z prowiantem i pitną wodą. I to wszystko na was już czeka. Ale żadnych planów to my tu nie mamy onych lochów, bo ci, którzy z lochy wyjszli, precz poszli i znikli a reszta pomarła. Jakby to było takie proste, tak sobie myślę, że by Diuk kazał własnej straży zgłębić lochy. Skoro jednak nie kazał, znaczy się że sprawa poważna. Was, miłościwie nam panujący Diuk Elessar, ze smutkiem w sercu rzecz jasna i roniąc nad takimi jak wy łzy, poświęcić jest gotów...


Nie były to może odpowiedzi na wszystkie stawiane pytania, ale najwidoczniej więcej do powiedzenia werbownik Diuka nie miał. Sięgnął do stołu i pociągnął łyk ze stojącego tam antałka. Aż mu pociekło. Dopiero jak doprowadził się do ładu odstawił flaszę i spojrzał na siedzących przy stole awanturników.

- Ja tam mogę gadać długo, ale wiele więcej nie wiem. Jak chcecie se pogadać, to zawsze możecie zgłosić się jutro. Mnie tam za jedno, czy Wy pójdziecie teraz ze mną, czy nie. Jak nie, to kolacje opłaćcie u Grubego – skinął w kierunku stojącego za ladą opasłego karczmarza, który od jakiegoś czasu przyglądał się alkowie. Siedzą przy stole w lot zrozumieli, że warunkiem darmowego żarcia jest przyjęcie służby u Diuka. I że werbownik jest już na tyle zniecierpliwiony, że lada chwila pójdzie precz.



Bertholt: dostrzegł człeka, który cały się aż wyginał, by usłyszeć co w alkierzu gada werbownik. Najwidoczniej coś w tej rozmowie ciekawiło go bardziej niż innych biesiadników. Chudzielec o zmęczonym wyglądzie przepracowanego skryby. I rozbieganych oczkach przestraszonego królika.
.
 
Odlotowy jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166