Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-08-2018, 12:48   #161
 
PanDwarf's Avatar
 
Reputacja: 5560 PanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputację
Kyan zmarszczył brwi i odpowiedział gardłowo zatrzymując sie na chwile
- Na Grimnira to nazywosz kompromisem?! - popatrzył z niedowierzaniem na Duraka
- Transport i oddanie księgi to nie kompromis to staniecie po stronie Karla i ochrona artefaktu chaosu. To pomoc otwarta Karlowi w jego misji dostarczenio plugawego artefaktu do jeho mocodawcy by mógł siem niom posłużyć! To nie zabawka to cos jest nasoczone plugawa magia musi zostać zniszczone tu i teraz. Nie Duraku, to nie jezd kompromis, skomd wiesz moży jak wpadnie w niepowołane łapy nie bedziemy mieli mocy by jom zniszczyć ani kogoś kto siem niom posługuje albo wykorzysta swoich popleczników by jom chronić. Bendzie w miejscu gdzie byndzi mioł przewage. Pomysl o tym Duraku bo chybo nie spostrzegasz zagrożeń jakie niesie twój tak zwany kompromis - odwrocił wzrok w stronę Karla

- Mom jo dla ciebie kompromis, oddaj ksiege noszej grupie by jom zniszczyć, a zachowasz swój żywot. Albo chroń go i stawaj do walki.Bogowie nos rozsondzom.

Ruszył znów w kierunku Karla zaciskając mocno dłoń na młocie, a z jego oczu wylewała się chłodna determinacja
- Od tysiomcleci krasnoludy składały w ofierze przeciw chaosowi swe żywota by chronić świot przed nim takoż i jo siem nie cofne.. Przodkowie nauczyli mnie ży z chaosem nie wchodzi siem w pakty chaos siem wyrywa niczym chwasty. - splunął siarczyście. - - Rzeklem jakem khazad.
 
__________________
# Kyan Thravarsson - #Saga Kapłanów Żelaza by Vix -> #W objęciach mrozu by Kenshi -> #Nie wszystko złoto, co się świeci by Warlock
# Thravar Griddsson R.I.P. - #Żądza Zemsty by Warlock

Ostatnio edytowane przez PanDwarf : 03-08-2018 o 13:08.
PanDwarf jest offline  
Stary 03-08-2018, 22:34   #162
Mother of Mafia [MoM]
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 58066 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
z Fenię~

Odsunięta na bok przez Hansa stała w bezruchu jeszcze dłuższą chwilę. Ludo w tym czasie bardzo się rozgadał, Dietrich zdawał się być bezstronny zaś Durak szukał kompromisu podobnego co niziołek. Jedynie Kyan, krasnolud którego elfka nie potrafiła polubić, miał swoje "ale". Nie podobało się to Lilou głównie dlatego, że tylko na chwilę i niedawno do nich dołączył, obiecując ochronę Karlowi, a teraz się na niego wypina i to dosyć konkretnie. Dodatkowo mając w poważaniu innych i nie licząc się z ich zdaniem.
Lilou cichutko podeszła do Hansa i stanąwszy za jego plecami pociągnęła go za rękaw, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Kiedy łowca nagród odwrócił się, dziewczyna wspięła się na palcach i przysunęła usta do ucha mężczyzny.
- Złap khazada w sieć gdy dam ci znać - po tych słowach cofnęła się zaledwie o jeden krok i zdjęła z pleców łuk.

Hans odpowiedział jej skinieniem głowy nie chcąc zabijać swojego pracodawcy. Gdyby ktoś przed walką pomógł mu wyrwać ten pieprzony plecak było by już po sprawie. - Stój! - krzyknął Hans w nadziei, że wybije z rytmu khazada i zdoła zarzucić na niego swą sieć. - Dogadajmy się, a nie zabijajmy.


Dziewczyna nie wierzyła w taki rozejm. Tyle, na ile zdążyła poznać khazadów, wiedziała, że to uparte jest gorzej niż osioł. Skoro chce księgę by ją zniszczyć, to zdania nie zmieni, prędzej wyzionie ducha. A jakoś zabijanie się teraz najmniej odpowiadało Lilou, która niepotrzebnych śmierci miała już dosyć.
Jeszcze ostatni raz niedbale przetarła twarz brudnym rękawem. Widać było po jej buzi, że wcale nie doszła do siebie. Miała po prostu serdecznie dosyć wszystkiego, nawet tego, jak inni ją traktowali. Szczególnie taki gburowaty krasnolud jak Kyan. Tak w sumie, to i Lilou nie chciała zabijać Karla, nie była tutaj od osądzania, a dla zarobku. Właściwie, to gdy to zadanie zakończą odstawiając pracodawcę do domu, elfka najchętniej poszłaby w swoją stronę. Miała wrażenie, że Hans czuje to samo i razem poszukają nowej drogi. Póki co musiała dopomóc szczęściu, więc gdy tylko khazad rzuci się do ataku, Lilou miała w zamiarze strzelić mu w plecy i liczyć na to, że Hans schwyta Kyana w sieć. Gdyby ich plan poskutkował, inni pewnie byliby zbyt zaskoczeni by zadziałać, a nie było czasu na wyjaśnienia. Trzeba będzie narwanego krasnoluda zostawić w tyle, oplątanego w sieć, a z Karlem wręcz dobiec do miejsca docelowego. Potem powinna nastąpić upragniona przez elfkę wolność.
 
__________________
"Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem,
zbyt mądrze piękna, stąd istnym jest głazem."
~ William Shakespeare
Nami jest teraz online  
Stary 05-08-2018, 00:59   #163
 
Warlock's Avatar
 
Reputacja: 36941 Warlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputację
Rzeka Sonne, Wissenland
17 Vorgeheim, 2529 K.I.
Zmierzch

Ciężkie chmury burzowe zaczęły powoli formować się nad Starym Światem. Ich złowieszcze grzmienie w oddali, zwiastowało intensywne ulewy, które pod osłoną nocy przetoczą się przez południowe rubieża Imperium, raz jeszcze zalewając górskie szlaki i kotliny. To właśnie ten moment awanturnicy wybrali, aby wyrównać między sobą i ich kłamliwym pracodawcą porachunki. W nieśmiałym blasku chowającego się za horyzontem krwistoczerwonego słońca, wszyscy oni wyglądali groźnie, łypiąc na siebie spod łba i wykłócając się o księgę, którą w swym plecaku trzymał Karl. W rzucanych roszczeniach wobec plugawego artefaktu przewodził Kyan, lecz szlachcic nie mógł pozwolić, aby ktokolwiek zniszczył owoc jego wielomiesięcznej, ciężkiej pracy. To on bowiem samodzielnie zinfiltrował niebezpieczny kult, udając jego zaufanego członka i ryzykując życiem oraz zdrowiem psychicznym na każdym kroku. W ostateczności jednak dopiął swego, wykradając plugawą księgę sprzed nosa kultystów. Zmuszony do ucieczki, przebył pół Wissenlandu, niemalże dwa razy ocierając się o śmierć. Po raz pierwszy nad wodogrzmotami w pobliżu ruin Browaru Bugmana, zaś za drugi razem u boku awanturników w gospodzie ,,Pod Rogatym Łbem”, kiedy to zatrute ostrze przeszyło jego ciało. Karl zbyt wiele zniósł i wycierpiał, aby tak po prostu się teraz poddać. Nie kiedy był niespełna dwie mile od swego domu. Otaczający go awanturnicy, których wynajął do eskorty swojej osoby, wydawali się mieć podzielone zdanie na ten temat. Większość spoglądała na niego z podejrzliwością. Opowieść o starożytnym zakonie, któremu miałby służyć, przyjęli z wyraźnym dystansem, ale w ostateczności znaczna część z nich zaczęła się przechylać na jego stronę, żądając jakiejś formy dowodu lub okazania zaufania z jego strony, poprzez oddanie im księgi na przechowanie do czasu spotkania się z jego rodziną i mocodawcami. Jedynie Kyan z legendarną upartością krasnoluda z Karaz Ankor stał przy swoim i żaden argument – zmyślony, czy realny, nie był w stanie zmienić jego zdania.
- Zaprawdę powiadam wam, że nie ma bardziej upartej istoty od krasnoluda. Prędzej rzeki zmienią swój bieg, zaś góry upadną pod niszczycielskim naporem czasu, nim zmusisz karła do zmiany zdania. Dobrze więc… - Powiedział Karl, unosząc w górę swój płomienny miecz. - Chcesz księgę? W takim razie będziesz musiał wyrwać ją z moich zimnych rąk! - Po tych słowach natarł na niego ze zdumiewającą szybkością. Wzniesiona do góry płomienna klinga opadła wprost na głowę krasnoluda, lecz ten przewidział ten manewr i w porę osłonił się przed śmiertelnym ciosem. Na ułamek sekundy, tryskające jęzory ognia spowiły wystawioną defensywnie tarczę, jednakże nie wyrządziły mu krzywdy, choć czuł ich gorąc.
Kyan odepchnął napastnika, a towarzyszył temu wysiłkowi gniewny, bojowy okrzyk “Grimnir!”. Czując jak adrenalina pulsuje mu w żyłach, krasnolud wzniósł młot wysoko w powietrze z zamiarem odpowiedzenia na cios Karla, kiedy w tym samym momencie z niebios spadła na niego sieć. Tylko jedna osoba w drużynie była na tyle sprawna, aby się posłużyć tą bronią i na pewno nie była na tyle głupia, aby tak spudłować – musiało być to celowe zagranie Hansa, choć zaskoczony tym nagłym obrotem spraw Kyan, nie był w stanie wyjaśnić przed sobą, dlaczego łowca nagród tak uczynił.
- Oddaj księgę Ludo! - Zwrócił się Hans do szlachcica. Karl był jednak równie zdumiony zaistniałą sytuacją, co krasnolud, dlatego krótką chwilę zajęło mu zrozumienie znaczenia słów mężczyzny. On również na moment wstrzymał się ze swoim ciosem, nie chcąc atakować bezbronnego przeciwnika. Kiedy jednak pojął sytuację, natychmiast ściągnął swój plecak i rzucił go niziołkowi. Awanturnicy dawali mu drugą szansę!
- Co teraz? - Spytał nieco zbity z tropu, kiedy jego plecak znalazł się w rękach Ludo.
- Wiej! - Krzyknęli jednocześnie Hans i Lilou, po czym rzucili się do ucieczki. Niziołkowi co prawda nikt nie przedstawił planu tych dwojga, ale był na tyle bystry, że pojął go niemalże instynktownie. Ogarnięty wściekłością Kyan był spętany siecią, ale było to tylko kwestią czasu, nim się z niej wydostanie. Rozszarpując sieć, mógł jedynie obserwować w bezradności jak pozostali awanturnicy biegną za Karlem.
Tymczasem to Ludo miał przy sobie plugawą księgę, a wraz z nią obietnicę wypoczynku oraz sowitej zapłaty za ich trud. Szczerze wątpił, aby zniszczenie jej wiązało się z tym ostatnim, zaś Karl przekonywał, że księga nie zostanie użyta w nikczemnych celach. Ostatecznie jednak górę wzięła ciekawość, a nie dobre serce, choć te również skłaniało się ku zapewnieniom szlachcica. Niezależnie jednak od tego, czy wierzył w słowa ich pracodawcy, czy też nie, niziołek był po prostu ciekaw na ile opowieści o prastarym zakonie były prawdą. Lubił za młodu słuchać podobnych legend, więc choć raz miał nadzieję, że ta jedna okaże się prawdą. Decyzja była więc dla niego oczywista – nie czekając za Kyanem, Ludo pognał za pozostałymi. To samo uczynił Durak i Dietrich, choć ten ostatni zrobił to z wyraźną niechęcią. Porzucanie towarzysza nie było w jego naturze, a w szczególności gardził myślą, że robi to dla jakiejś księgi i pieniędzy z tym związanych, ale innego wyboru też za bardzo nie miał. Kyan na pewno sobie poradzi, pocieszał się w myślach przepatrywacz, choć pewnie nie łatwo im to wszystko wybaczy…


Opancerzony krasnolud nie miał najmniejszych szans, aby ich dogonić, dlatego po przebiegnięciu kilkuset metrów, wszyscy powoli zaczęli zwalniać, aż wreszcie zrównali się tempem do szybkiego marszu.
- Ale będę oczekiwał podwyżki! - Odezwał się wreszcie Ludo, kiedy w końcu zeszli na główny szlak, prowadzący do Scharmbeck. Była to piaszczysta, stosunkowo szeroka droga, która prowadziła przez gęsty las w nieodległym sąsiedztwie szumiącej rzeki.
- Gdzieś tam jest rozwścieczony krasnolud, a ja mam przy sobie księgę, którą chce za wszelką cenę spalić, najlepiej razem z jej posiadaczem. Muszę więc w jakiś sposób wynagrodzić sobie trudy wyjaśniania mu swojej naiwności i nieświadomości zagrożenia, dlatego okrągła suma złota powinna szybko wymazać z mojej pamięci tą przykrą konieczność - zwrócił się do Karla niziołek, na co szlachcic zareagował lekkim uśmiechem.
- Na pewno was wynagrodzą. Mój ojciec jest szczodrym człowiekiem i doceni wasze starania, to pewne. Wystarczy, że mi zaufacie... - przekonywał ich Karl, żywo gestykulując. Mimo to atmosfera napięcia wzrastała wraz z każdym krokiem zbliżającym ich do Scharmbeck. Wszystkich dręczyły wątpliwości, ale było już za późno, aby cokolwiek na to poradzić. Droga była tylko jedna i wiodła prosto do paszczy lwa, bo inaczej nie sposób było się przekonać o prawdziwości zapewnień Karla. Konsekwencje mogły być katastrofalne, ale decyzję już podjęli i teraz musieli zmierzyć się z potencjalnymi następstwami. Nic więc dziwnego, że każdemu z nich serce zaczynało bić coraz szybciej...
Kiedy w końcu wydostali się z lasu, ich oczom ukazały się pierwsze ludzkie siedliska. Kilkanaście bezwładnie rozsianych po okolicy chat tworzyło wioskę niewiele większą od Oshausen, ale zdecydowanie gorzej zorganizowaną i z całą pewnością biedniejszą. Jakieś dwieście metrów poza osadą, na pochylonym nad rzeką wzgórzu, ulokowany był niewielki zamek, który swą architektura przywodził na myśl budowle obronne bretończyków. Po prawdzie nie było stąd daleko do kraju rycerzy, ale raczej mało prawdopodobne, aby oni to zbudowali – chyba, że w jakiś zamierzchłych czasach, na co mógł wskazywać dość marny stan fortyfikacji.
- Wydawało mi się, że mówiłeś coś o dworze, a tymczasem moje oczy widzą zamek - zauważył głośno Hans, co wywołało szmer rozmów wśród pozostałych awanturników.
- Dwór, zamek… W epoce dział mury mają wartość symboliczną, choć pomagają z natrętnymi sąsiadami. Wewnątrz przekonacie się, że to najprawdziwszy pałac jest, a nie tylko ponure zamczysko, jakim się wydaje z zewnątrz. Chociaż lochy też ma, ale dziś służą wyłącznie do leżakowania piwa - odparł bez głębszego namysłu.
- Poza tym mieliśmy w planach większą przebudowę tego miejsca, ale ostatnio mamy ważniejsze problemy na głowie. Wissenland, a w szczególności Solland, to niebezpieczne miejsca, szczególnie dla tych, którzy obnoszą się ze swoim majątkiem. Dlatego magnackie dwory przypominają tutaj zamki i są równie dobrze strzeżone.

Karl chciał powiedzieć coś jeszcze, ale wtem wszyscy spostrzegli dwóch wisielców, powieszonych na jednym z drzew. Wokół kręciły się psy, dokładnie obgryzając nogi z mięsa, zaś na gałęziach lądowały pierwsze kruki, czekające na swoją kolej. Szlachcic podszedł do jednego z trupów, odganiając czworonogi, po czym obrócił go twarzą do siebie. Rozpoznał mężczyznę, choć nic na głos nie powiedział – zdradził go jego gniewny wyraz twarzy.
- A jak to wytłumaczysz? - Wtrącił się Dietrich, który niespodziewanie znalazł się u jego boku.
- Czyimś brakiem kompetencji i zwykłym ludzkim okrucieństwem. Jest gorzej niż przypuszczałem. Ja nie mam nic z tym wspólnego, ale nie wszyscy w zakonie nadają się do rządzenia. Niektórym brak cierpliwości i empatii… Mój ojciec jest schorowany, a pod moją nieobecność ktoś inny musiał zająć się codziennymi sprawami wieśniaków. Nie wiem czy ojciec o tym wie, ale na pewno nie będzie zadowolony z tych wieści. To dobry człowiek - zapewniał awanturników Karl. W końcu zostawili za sobą truposzy, którzy zapewne służyli jako ostrzeżenie dla każdego, kto neguje autorytet władz w tym miejscu. W zasadzie nie był to w Imperium odosobniony przypadek, bowiem często dochodziło tym kraju do samosądów, a im dalej od ośrodków sprawiedliwości, tym coraz powszechniejsze były przypadki znęcania się nad gorzej usytuowanymi.


Po dotarciu do bram wyszło im na spotkanie czterech strażników, uzbrojonych w piki i szerokie tarcze oraz wiszące u pasa miecze. Nie nosili oni żadnych widocznych insignii, jeno tylko przerzuconą przez przeszywanicę kolczugę i żelazny szyszak na głowie.
- Wróciłeś do nas, Karl! - Odezwał się jeden z nich, nie kryjąc swojego zdumienia. - Masz zatem księgę?
- Tak - odpowiedział krótko szlachcic i następnym żądaniem uciął dalsze próby wyciągnięcia od niego informacji. - Poślijcie po Detleva. Chcę się z nim natychmiast widzieć.
- Jak sobie życzy nasz pan - odparł z uśmiechem strażnik, choć żadnemu z towarzyszy Karla nie umknęła nutka kryjącej się kpiny w jego głosie. - Witamy w domu.
Wchodząc na dziedziniec awanturnicy ujrzeli przed sobą kilkunastu zbrojnych, zajętych swoimi sprawami. Część ostrzyła miecze, inni ćwiczyli lub patrolowali mury, a jeszcze inni siedzieli bezczynnie, korzystając z ostatnich promieni słońca. Powoli wszystkie głowy z zaciekawieniem zwracały się w ich stronę i nim się awanturnicy zorientowali, ich śladem zaczął podążać niemały tłum żołdaków. Wszyscy rozmawiali między sobą, nie kryjąc zdumienia i podziwu. Trudno było wyłowić szczegóły ich rozmów w takim szmerze, ale słowa "księga" i "powrócił" powtarzały się wielokrotnie.
W końcu dotarli do kasztelu i przy wielkich drzwiach zostali zatrzymani przez strażników, którzy przed wejściem domagali się tymczasowego zarekwirowania ich broni.
- Znasz zasady, Karl - powiedział jeden z nich, odbierając mu miecz na co szlachcic zareagował cichym westchnieniem zniechęcenia. To sam proces powtórzyli z pozostałymi awanturnikami, lecz nie zaglądali im w buty, w których część z nich trzymała ukryte sztylety lub inne warte ukrycia przedmioty.
Po wejściu do środka oczom przybyszy ukazał się wspaniale odnowiony budynek łączący walory mieszkalne z obronnymi. O ile z zewnątrz niewiele różnił się od bunkra, tak w środku miał przepych godny pałacu. Długie dywany, utrzymane w barwach krwistej czerwieni, rozłożone były w każdym korytarzu, ciągnęły się po schodach i prowadziły w różne zakątki tego wspaniałego miejsca. Rycerskie zbroje, marmurowe posągi oraz cenne malowidła mijali awanturnicy z każdym krokiem, prowadzeni przez wartowników w stronę sali audiencyjnej. Kiedy tam w końcu dotarli, ich oczom okazało się spore, acz skromnie umeblowane pomieszczenie, pełne podtrzymujących sklepienie kolumn. Na końcu sali, przed długim stołem, stał ciemnowłosy mężczyzna o szarych oczach i bystrym spojrzeniu, które kryło w sobie bezlitosne wyrafinowanie. Nie był jednak jedyną osobą w pomieszczeniu, bowiem wszędzie otaczali ich strażnicy. Ludo naliczył ich szesnastu i wszyscy byli doborowo uzbrojeni, a mogło być ich jeszcze więcej, pod warunkiem, że boczne pomieszczenia nie były puste.
- Powiedziano mi, że zdobyłeś księgę. Prawdę mówiąc nie sądziłem, że ci się to uda, a jednak stoisz teraz przede mną w całej swej okazałości - odezwał się stojący przed stołem mężczyzna, który sprawiał wrażenie zarządcy tego miejsca.
Karl błyskawicznie wysunął się na przód, zostawiając awanturników kilka kroków za sobą.
- Detlev Kampf! Gdzie mój ojciec? - Warknął na niego groźnie szlachcic, spoglądając nań nieufnie spod łba.
- Tam gdzie go zostawiłeś - odpowiedział Detlev i choć uczynił to nadzwyczaj spokojnie, to jednak ciarki przeszły po plecach awanturników. Z całą pewnością nie była to osoba godna zaufania.
- W jakim jest stanie? - Spytał Karl nie dając za wygraną.
- Kiepskim, ale nie gorszym niż był przed twoim wyjazdem. Masz księgę, prawda? - Spytał Detlev, wyraźnie akcentując każde słowo.
- Niziołek ją ma - odparł szlachcic. - Ja swojego słowa dotrzymałem. Teraz kolej na ciebie! - Wskazał go palcem i początkowo w odpowiedzi usłyszał jedynie głośny, wręcz wzbudzający odrazę śmiech Detleva, który drwił sobie z niego każdą swoją nutą.
- Naprawdę sądziłeś, że pozwolę odejść twojej rodzinie? Nie, to zbyt wielkie dla mnie ryzyko - powiedział ponury mężczyzna, siląc się na triumfalny uśmiech. - Do tego widzę, że przyprowadziłeś do mnie niziołka z księgą, na której tak bardzo mi zależało, zamiast ukryć go gdzieś w lesie i szantażować mnie? Naprawdę? - W tym momencie jego uśmiech stał się wyjątkowo paskudny i aż prosił się o wybicie tego dobrze utrzymanego stanu uzębienia. - Nie sądziłem, że potrafisz być aż takim pożytecznym idiotą, ale to tym lepiej dla mnie. Wyznawcy Tzeentcha muszą być głupsi niż myślałem, skoro dali się komuś takiemu okraść. Niebawem spotkasz się ze swoją rodziną, ciesz się tym widokiem póki jeszcze możesz, bowiem nie zamierzam was trzymać przy życiu wiecznie. Straże! Brać ich wszystkich! Do lochów z nimi!
W oka mgnieniu wokół awanturników zaroiło się od zbrojnych. Otoczył ich gąszcz wystawionych halabard i ułamek sekundy później zostali zaatakowani przez uzbrojonych w pałki strażników. Nie mieli jak się bronić, nie było nawet czasu, aby zniszczyć księgę, która sama w sobie sprawiała wrażenie zdumiewająco odpornej. Silne uderzenie ciężkim obuchem w czerep wystarczyło, aby każdego z nich powalić na ziemię. Ostatni w kolejce do nokautu mogli jeszcze zobaczyć szarpiącego się z wartownikami Karla, który krzyczał, gryzł i kopał w swej bezsilności. W końcu jednak i on uległ swoim ciemiężycielom. Awanturnicy niewiele z tego wszystkiego rozumieli. Jedno było tylko pewne – wszyscy oni zostali na swój sposób oszukani, ale ich historia jeszcze nie dobiegła końca…

 
Warlock jest teraz online  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:26.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167