Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Postapokalipsa
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Postapokalipsa Świat umarł. Pogodzisz się z tym? Położysz się i umrzesz przygnieciony megatonami, które spustoszyły Twój świat, zabiły rodzinę, przyjaciół, a nawet ukochanego psa? Czy weźmiesz spluwę i strzelisz sobie w łeb bo nie dostrzegasz nadziei? A może będziesz walczyć? Wstaniesz i spojrzysz na wschodzące słońce po to, by stwierdzić, że póki życie - póty nadzieja. I będziesz walczył. O przyszłość. O jutro. O nadzieję... Wybór należy do Ciebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-11-2020, 07:57   #1
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
[ABM 1.0] Góra Szeptów [18+]

GÓRA SZEPTÓW


Góra Szeptów od początku swego istnienia była miejscem owianym skrzętną tajemnicą, strzeżonym pilnie sekretem sprzed wieków. Stworzona dzięki wytężonej pracy błyskotliwych umysłów, pocięta podziemnymi korytarzami ukrytymi przed oczami zewnętrzniaków, miała stanowić jeden z pierwszych bastionów stojących na drodze czerwonej zarazie - czymkolwiek owa wzmiankowana w opowieściach choroba była. Pierwsi mieszkańcy Góry Szeptów byli ludźmi posiadającymi niezwykłe talenty i korzystającymi z równie niezwykłych instrumentów, na swój sposób niebywale potężnymi, przede wszystkim zaś w pełni zdrowymi i nieskalanymi piętnem genetycznych wad. Kiedy przez świat przetoczyło się piekło Karmazynowego Zmierzchu, dzięki ostrzeżeniom słanym przez samą Górę jej mieszkańcy zdołali się schronić w czeluściach podziemi wraz ze swymi rodzinami, uchodząc przed okrucieństwami atomowej pożogi i dając początek Enklawie. Żyli pod powierzchnią ziemi przez długi czas korzystając z tajemniczych machin stojących na straży ich bezpieczeństwa i dobrobytu.

Lecz właściwa ludzkości ciekawość przeważyła w końcu nad paranoiczną ostrożnością. Kilkanaście lat po nadejściu Karmazynowego Zmierzchu przywódcy Enklawy, otoczeni później prawdziwym kultem Praojcowie, ożywili serce Góry Szeptów wsłuchując się w jej mistyczne głosy. Wysłali w świat pytania, na które otrzymali odpowiedzi - odpowiedzi, których ktoś inny niestety nie powinien był usłyszeć.

Legendy sprzed wielu dziesiątek lat nie zachowały wiedzy o tych, którzy przynieśli zgubę Praojcom. Góra Szeptów przestała być w jednej chwili nie bezpiecznym azylem, a stała się w zamian śmiertelną pułapką wieszczącą zagładę dla wszystkich mieszkańców. Stając w obliczu rychłego unicestwienia Praojcowie opuścili swe rodziny wstępując na owianą trwogą Czerwoną Ścieżkę, z której żaden z nich nigdy już nie powrócił. Zabrali ze sobą tajemnicę tego, co uczynili, aby zapewnić Enklawie ponowne bezpieczeństwo, ale po czasach Czerwonej Ścieżki Góra Szeptów nie była już takim samym miejscem jak przed zniknięciem Przodków. Stłoczeni w wąskim zakątku podziemnego miasta, mieszkańcy Enklawy zaczęli coraz częściej chorować, coraz częściej też zaglądał im w oczy głód. Pozbawieni wiedzy Praojców, z biegiem czasu zatracili umiejętności posługiwania się ukrytymi w sercu Góry instrumentami. Ogrom dawnej wiedzy przepadał bezpowrotnie kawałek po kawałku wraz z umierającymi starcami pamiętającymi czasy sprzed Karmazynowego Zmierzchu. Zmuszeni do ostrożnego wychodzenia na powierzchnię, mieszkańcy Enklawy ulegali coraz bardziej zauważalnej degeneracji, utrzymując stary porządek społeczny jedynie dzięki pielęgnowanym od wieków ideałom posłuszeństwa i lojalności opartym na religijnych przekonaniach Praojców.

Lecz posłuszeństwo i lojalność siłą rzeczy coraz szybciej ustępowały miejsca rozpaczy, desperacji i poczuciu nieuniknionej zguby. Mieszkańcy należący często od pokoleń do mniej uprzywilejowanej kasty społeczności zaczynali kwestionować swój status, rodząc pierwsze niesnaski i wprowadzając czynnik chaosu w uświęcone tradycjami życie Enklawy.

Czas miał pokazać, czy lud Góry Szeptów przetrwa tę próbę dzięki sile charakteru przywódców i wierze w prawa ustanowione przez Praojców czy też upadnie koniec końców przynosząc po tak wielu dekadach ostateczne zwycięstwo Sowietom i sprzymierzonym z nimi kosmitom!
 

Ostatnio edytowane przez Ketharian : 31-08-2021 o 20:50.
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 13:17   #2
 
rudaad's Avatar
 
Farmy hydroponiczne, poziom -3

Pochylona nad betonowym zbiornikiem dziewczyna odgarnęła z twarzy nierówno przycięte nożem włosy, których część opadała jej niesfornie na oczy. Zahaczywszy się jedną stopą o metalowy wspornik sięgnęła w dół trzymanym w dłoniach wiadrem, zanurzając je w czarnej toni podziemnego jeziorka i wyciągając ze zduszonym sapnięciem z powrotem w górę. Ciężar pełnego wiadra omal nie pociągnął jej w dół, toteż napięła mięśnie ciągnąc wiadro ku krawędzi zbiornika. Część zawartości naczynia chlusnęła jej na śnieżnobiałą twarz, a potem ściekła z powrotem do zbiornika.

- By cię szlag - wymamrotała Altego odstawiając wiadro na bok i zanurzając w wodzie drugie.

Pracowała tak od kilku godzin, kursując w monotonnym rytmie pomiędzy zbiornikiem i znajdującymi się na końcu tego samego poziomu farmami hydroponicznymi, wymagającymi ustawicznego nawadniania. Pot ściekał jej po twarzy, tworzył mokre plamy na podkoszulku opinającym niewielkie kształtne piersi i wąską talię. Odbierający od dziewczyny wiadra mężczyźni z czystej kasty udawali, że nie dostrzegają zarysów jej ciała, ale kiedy tylko odwracała się do nich plecami, czuła na sobie natrętne spojrzenia. Banda hipokrytów, otwarcie obnoszących się z dezaprobatą wobec jej fryzury, amatorskich tatuaży i wbijanych w skórę gwoździ, ale jednocześnie korzystających z każdej okazji do tego, aby spółkować z nią w myślach. Dobrze chociaż, że żaden z nich nie pozwalał już sobie na otwarte rzucanie kierowanymi pod adresem Altego propozycjami, które w wyższej kaście uchodziły za niemoralne - paru najbardziej natrętnych nosiło na twarzach ślady po ostrych paznokciach i twardych pięściach dziewczyny.

Nieuniknione konsekwencje takich bójek i stronnicze osądy Starszych owocujące regularną chłostą, głodówką bądź karcerem tylko umacniały bezcielesny pancerz zamykający w swym wnętrzu umysł i serce Altego. Obdarzona drastyczną odmianą mutacji, swoim albinizmem rażąco odstawała od wzorców powszechnie akceptowanych w Enklawie, nie dziwiło zatem nikogo, że zepchnięta została niemal na samo dno struktury społecznej Góry, bez prawa do prowadzenia normalnego życia. Program kontroli urodzeń w Enklawie nie pozostawiał w tym względzie najmniejszych złudzeń: kobieta kwalifikująca się do grupy wysokiego ryzyka nie miała prawa do posiadania dzieci; co więcej, nie miała prawa do zawarcia trwałego związku, a każdy zdrowy na rozumie mężczyzna omijał ją szerokim łukiem… przynajmniej oficjalnie i na oczach reszty społeczności.

Przedstawiciele płci męskiej z podrzędnej kasty bynajmniej nie mieli takich skrupułów pozostając pod głębokim wrażeniem wojowniczej i zadziornej młodej kobiety wydającej się zupełnie nie pasować charakterem do ich apatycznej niemrawej społeczności, ale Altego miewała kiepskie rezultaty w zawieraniu z kimkolwiek bliższej znajomości: zgorzkniała, cyniczna i nieufna, zamknęła się na dobre w swoim własnym świecie nie dopuszczając nikogo zbyt blisko.

Uczucie narastającego ssania w żołądku coraz szybciej wypierało z umysłu albinoski inne myśli. Chociaż głód był nieodłącznym towarzyszem Altego od tak dawna jak tylko sięgała swą pamięcią, nigdy do niego nie przywykła. Ciężka praca sprawiała, że czuła się jeszcze głodniejsza niż zwykle, toteż przyśpieszyła kroku niosąc ciężkie wiadra w nadziei, że zdąży dotrzeć do farmy jadalnych grzybów przed rozpoczęciem wydawania posiłku w kantynie niższej kasty.
 
__________________
"Najbardziej przecież ze wszystkich odznaczyła się ta, co zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli i zupełnie je zeżreć. Ta wstąpiła majestatycznie na nogę Winrycha, przemaszerowała po nim, dotarła szczęśliwie aż do głowy i poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania."

Ostatnio edytowane przez rudaad : 03-11-2020 o 10:45.
rudaad jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 13:21   #3
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
Generarium Enklawy, nocna zmiana

Arytmiczny dźwięk pracujących dynam zdawał się wwiercać w czaszkę Pały niczym gigantyczny trepanator, wdzierał się w uszy olbrzyma sprawiając mu nieznośny ból. Zagryzając do krwi swe zdeformowane szczęki rosły mutant szarpał coraz mocniej za metalowe uchwyty mechanizmu napędzającego dynamo, kręcąc masywną rozklekotaną korbą z iście zwierzęcą pasją. Otaczający go towarzysze, niemal bez wyjątku obdarzeni daleko posuniętymi deformacjami, pracowali na swoich stanowiskach walcząc zawzięcie z wymagającymi jak najszybszej konserwacji dźwigniami, które groziły w każdej chwili urwaniem albo zablokowaniem przekładni.

Nisko sklepione pomieszczenie rozświetlone było poświatą rzucaną przez kilka jarzeniowych lamp, migoczących w nieregularny sposób świadczący o krańcowym zużyciu komponentów. Pęki grubych kabli wiły się pomiędzy korbami dynam, w niektórych miejscach przetarte aż do gołych drutów i sypiące snopami jaskrawych iskier, których blask wprawiał Pałę w jeszcze gorszy nastrój. Nawykły do spędzania czasu w głębokim półmroku podziemi, cargo nie przepadał za jasnym oświetleniem, nie lubił też wyjątkowo znojnej pracy, jaką była robocza zmiana w prowizorycznej elektrowni Enklawy. Wytwarzany mocą ludzkich mięśni prąd płynął przez przetworniki do gniazdek w położonych wyżej poziomach bazy, zasilając ledwie funkcjonujące oświetlenie i pompy wodne zamontowane przy podziemnych źródłach. Ceną za tę coraz złudniejszą namiastkę cywilizacji było skrajne wyczerpanie pracujących w Enklawie nieszczęśników, w najmniejszym stopniu nie znajdujące rekompensaty w skąpych przydziałach żywnościowych.

- Nie szarp tak, bo rozwalisz mechanizm! - sarknął kręcący sąsiednią korbą Garbus, z trudem poruszający groteskowo obrzmiałymi rękami. Jego głos płynął z pomarszczonej krtani ciągiem urwanych świszczących dźwięków świadczących o daleko posuniętych zmianach w narządzie mowy - Kto to potem naprawi?

- Mam to gdzieś - wysapał w odpowiedzi Pała przekręcając ogromny tors tak, aby oplatająca go plątanina plastikowych rurek nie zahaczyła o mechanizmy dynama. Wypełniający je mętny płyn bulgotał cicho przelewając się pomiędzy zawieszonymi na pasie mutanta dozownikami - Mam to w dupie, wielkiej czarnej dupie.

- To zdechniesz z głodu, głupku - Garbus ważył dobre sto kilogramów mniej od Pały, ale mimo to bez lęku spoglądał w kaprawe przekrwione oczy kompana, zachodzące powoli bielmem, ale mimo to błyszczące ledwie hamowaną złością - A jak zdechniesz, będę musiał zapierdalać na dwie zmiany, wielki głupku!

Reszta zmiany zaczęła się oglądać niespokojnie w stronę zdenerwowanych towarzyszy i tempo ich pracy natychmiast spadło, co przełożyło się w jednej chwili na wskazania wielkich szklanych mierników przepływu prądu.

- Stulcie gęby - zasyczał Ślepak - Ale już!

Krzywiąc się z niezadowolenia Pała odwrócił się z powrotem ku korbie, która trzeszcząc i skrzypiąc opornie zdawała się protestować całym swoim jestestwem przeciwko dalszej eksploatacji. Zirytowany niemożebnie takim obrotem spraw cargo się na niej całym ciężarem swego ciała.

- Kurw...! - Garbus nie zdążył dokończyć, gdy metaliczny dźwięk pękającej zardzewiałej korby wypełnił ostrym szczękiem duszną przestrzeń pomieszczenia.

Coś gorącego strzeliło prosto w twarz Pały posyłając go przy wtórze wrzasku ślepej paniki na lepiącą się od starego smaru podłogę. Ślepak i Garbus błyskawicznie skoczyli ku machinie miotając wyjątkowo nieobyczajne bluzgi. Światło w pomieszczeniu zaczęło przygasać pomimo dźwięku pośpiesznych uderzeń młotków i zgrzytu francuskich kluczy atakujących wieki temu przyrdzewiałe śruby.

Charcząc i plując czarną flegmą, zwalony z nóg cargo podniósł się niemrawo na kolana. Sflaczałe, bezwładne palce zwisające z jego podwójnego podbródka poruszały się przy wtórze ciężkich sapnięć groteskowo zdeformowanej istoty ludzkiej. Mięśnie naprężyły się na monstrualnie przerośniętym karku mutanta, niezidentyfikowane płyny zabulgotały w gumowych i plastikowych rurkach oplatających potężnie umięśnione cielsko.

Pała kilkukrotnie uderzył w mechanizm otwartą ręką, a przywołana w ten sposób do porządku maszyna przestała groźnie syczeć i powróciła do swoich nierytmicznych, klekoczących drażniąco stukotów.

Ślepak i Garbus patrzyli po sobie w powoli powracającej, słabej poświacie lamp elektrycznych. Wyglądali tak, jakby wspólnie chcieli udusić Pałę gołymi rękoma.

- Co się gapicie, pacany? - wydyszał z niezdowoleniem Pała obracając powykrzywianą, odłamaną częściowo korbą wystającą z mechanizmu prądotwórczego.

Stojąca przed wielką poobijaną konsoletą kobieta - o ile ktoś wciąż gotów był postrzegać ją za kobietę w obliczu wyjątkowo drastycznych deformacji - przekrzywiła w bok nieforemną czaszkę i spojrzała posępnym wzrokiem na trójkę kłócących się kolejny raz kompanów. Jej wysunięte do przodu masywne szczęki zazgrzytały ledwie słyszalnie dając upust narastającej złości. Zaciskając siedmiopalczastą lewą dłoń na dźwigni regulującej ustawienia uszkodzonego alternatora uniosła obie prawe ręce, a potem uderzyła nimi z całej siły w porysowaną obudowę konsolety.

Pracujący najbliżej elektrycy podskoczyli na dźwięk tego uderzenia, przestraszeni nie tylko metalicznym trzaskiem, ale i złowróżbnym grymasem malującym się na groteskowym obliczu Trzyłapki.

- Żrecie się i kłócicie jak dzieci - wysyczała mutantka prostując się z zauważalnym trudem i prężąc cztery muskularne piersi rozsadzające przy każdym poruszeniu przetarty wełniany sweter - Nie rozumiecie, że praca będzie w stosownym czasie nagrodzona, a pot i łzy zamienione zostaną na mannę i życie wieczne. Pan pragnie poddać nas próbie, aby wybrać tych prawdziwie zasłużonych. I po prawdzie nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek z was wyglądał na godnego takiej łaski.

Kilku odmieńców przybrało miny sugerujące, że mają na rzeczony temat zupełnie odmienne zdanie, ale żaden się nie odezwał będąc pamiętnym tego, że rozgniewana Trzyłapka potrafiła wyrządzić bolesną krzywdę, w swym zacietrzewieniu uważając niezbicie, że bicie towarzyszy niedoli metalowym prętem nie jest wcale karą, tylko formą zasłużonej pokuty. Starszyzna Enklawy przejawiała od jakiegoś czasu rosnące zaniepokojenie przekonaniami tej niezwykle pobożnej kobiety, lecz wzywana kilkakrotnie na spotkania Trzyłapka za każdym razem ujmowała przywódców społeczności głębią swej wiary i szczerością intencji, wymigując się bez trudu od konsekwencji swych porywczych czynów.

Nie przysparzało jej to rzecz jasna przyjaciół, zwłaszcza w kaście zdrowych mieszkańców, ale Trzyłapka bynajmniej nad tym nie ubolewała - nie zależało jej na miłości ziomków, a jedynie na tym, aby podzielali dogmaty jej wiary.

- Weźcie jakieś klunkry i naprawcie to ajzolstwo - mutantka wskazała na uszkodzony alternator - Nie chcemy przecież, żeby zabrakło nam prądu. Zróbcie to prędko, a dobry Pan zapewne oszczędzi wam kary za lenistwo, wy grzeszne pokraki.
 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 15:58   #4
 
Lua Nova's Avatar
 
Ciemnowłosy mężczyzna w rozpiętym roboczym kombinezonie odłożył na pobliską półeczkę swój idealnie wypolerowany nóż o karbowanej klindze i owiniętej rzemykami rękojeści, westchnął bezgłośnie chowając niewielką osełkę do kieszonki w nogawicy. I tak już złe samopoczucie popsuło mu się do końca ledwie chwilę temu, kiedy jeden z butnych nie do zniesienia Łowców nie omieszkał nożownika poinformować, że jego prośba o dołączenie do grupy myśliwych ponownie została odrzucona. Wspomnienie skrzywionej w cierpkim uśmieszku twarzy Skalnika wystarczyło, aby ciemnowłosy mężczyzna zacisnął dłonie w pięści nie potrafiąc zaakceptować negatywnej odpowiedzi.

- Pierdolone gnoje - zasyczał pod nosem. Od wielu lat ćwiczył do perfekcji posługiwanie się nożem i pałczugą, penetrował z Blizną i Żarówą najdalsze zakątki opuszczonych poziomów Enklawy i patroszył przynoszone od czasu do czasu do podziemi zwierzęta, a mimo to Łowcy wciąż uważali, że nie spełniał ich wygórowanych wymagań.

Liczący dwa tuziny mężczyzn i kobiet Łowcy byli nie tylko służbami policyjnymi Enklawy - jedynymi ludźmi mającymi prawo noszenia w siedzibie społeczności broni innej niż nóż czy pałczuga - ale także poszukiwaczami przygód i awanturnikami mogącymi za przyzwoleniem Starszych wychodzić na powierzchnię ziemi. Wracając z takich wypraw zdawali raporty wyłącznie starszyźnie, rozmowy z resztą ziomków ograniczając do niezbędnego minimum i podsycając tym samym ciekawość reszty do niewyobrażalnego wręcz stopnia.

Uwięziony od dnia narodzin w mrocznych trzewiach Góry, Łasica chłonął te strzępki enigmatycznych opowieści z chorą fascynacją i równie chorą zazdrością, darząc Łowców coraz silniejszą nienawiścią, a jednocześnie niczego nie pragnąc bardziej od szansy dołączenia do tej elity Enklawy. To była dla niego jedyna szansa, aby pokonać pilnie strzeżony pancerny właz stanowiący nieprzekraczalną zaporę pomiędzy Łasicą i pełnym złowieszczej magii światem po drugiej stronie.

Mężczyzna poklepał po skrywającej osełkę kieszonce i westchnął ponownie. Żądza wydostania się z Enklawy spalała go emocjonalnie, zżerała od środka potrzebą tak silną, że chwilami wręcz grożącą obłędem. Znał na pamięć niemal wszystkie przechowywane w Enklawie książki i czasopisma, budując na podstawie tej lektury wyobrażenie niezwykłego i pełnego cudów świata w Nadziemiu dostępnego tylko dla aroganckich ulubieńców starszyzny. Jawna niesprawiedliwość tych praktyk budziła w umyśle Łasicy nienawistne myśli kierowane ku osobom czcigodnych przywódców Enklawy, rodziła także pełne niepokojących obrazów sny, w których prócz postaci starszyzny niebagatelną rolę odgrywała będącą dumą i chlubą Łasicy kolekcja noży.

Nakręcany regularnie zegar tykał na ścianie malutkiego pomieszczenia będącego niegdyś schowkiem na środki czystości, teraz zaś stanowiącego własny kąt Łasicy. Czarne wskazówki przesuwały się powoli pod popękaną szklaną tarczą obudowy wieszcząc rychłą już porę obiadu. Mężczyzna poczuł bolesne ssanie w żołądku, narastające od pewnego czasu pomimo gorączkowych prób zignorowania głodu. Jego ślinianki pracowały na samą myśl o misce grzybowej pasty, ale apetyt znikał na wspomnienie Świrka, który zwykł jadać o tej samej porze, co jego starszy brat i który na przekór oschłym manierom Łasicy za każdym razem próbował zwracać na siebie jego uwagę.

Ilekroć los krzyżował ich ścieżki, Łasica powtarzał sobie, że to właśnie Świrek grał sporą rolę w wyrafinowanym upodleniu swego przyrodniego brata. Obaj odziedziczyli po matce pewną genetyczną skazę, nazwaną przez lekarzy Enklawy kamienicą bądź valyriańską skórą; na co dzień niezbyt uciążliwą, ale jednak wystarczającą, aby zdrowi mieszkańcy Góry spoglądali na nich z podejrzliwą niechęcią. Szalę dezaprobaty wobec osoby Łasicy musiała zatem przeważyć natura jego brata, nieporadnego życiowo, chociaż uzdolnionego w biochemii Świrka, w gruncie rzeczy poczciwego, lecz tak dalece, że chwilami mógł sprawiać wrażenie nie do końca zdrowego na rozumie.

A takie postrzeganie Świrka przez starszyznę i jej przydupasów musiało w opinii Łasicy przekładać się na ich niechęć wobec zwiadowcy i jego ambitnych planów.

- Pierdolone gnoje! - powtórzył raz jeszcze wyciągając jednocześnie spod łóżka niewielkie metalowe pudełko skrywające jego największy skarb. Powleczone oliwkową farbą pudełko, opatrzone nieznanym Łasicy, ale budzącym zrodzone z tej niewiedzy podniecenie napisem AliExpress, kryło w swoim wnętrzu nóż niepodobny do żadnego innego używanego w Enklawie. Było to wąskie i niewiarygodnie ostre narzędzie o częściowo mlecznej, na krawędziach zaś przeźroczystej klindze zdolnej nacinać przy niewielkim nacisku nawet kawałki metalu. Znalezione kilkanaście miesięcy temu w jednym z zapomnianych zakamarków na najniższych poziomach Enklawy, stało się pilnie strzeżoną tajemnicą Łasicy i jego najcenniejszym skarbem zarazem.

Obracając niezwykły nóż w palcach zwiadowca jął dzielić swe myśli pomiędzy fantazje na temat patroszenia mlecznym ostrzem Skalnika, a wskazówki zegara odliczającego czas do najbliższego posiłku.
 
__________________
Nawet jeśliś czysty jak kryształ i odmawiasz modlitwę przed zaśnięciem, możesz stać sie likantropem, gdy lśni księżyc w pełni...
Lua Nova jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 16:26   #5
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
Farmy hydroponiczne, poziom -3

Altego odłożyła noszone od kilku godzin wiadra pod ścianą korytarza łączącego zbiornik wody z farmami, otarła z potu czoło. Jej mięśnie pulsowały tępym bólem, podobnie jak kręgosłup. Chociaż pracowała na farmach od kilku tygodni, wciąż nie przywykła do znoju narzuconej jej pracy. Ludzie odpowiedzialni za hodowlę grzybów, jadalnych glonów i porostów nie musieli taszczyć kilkudziesięciu wiader wody dziennie ciemnymi tunelami, w których żarówki przepaliły się lata temu i gdzie osiadająca wszędzie wilgoć tworzyła płytkie kałuże grożące skręceniem kostki.

Dziewczyna oparła dłonie o biodra i wyprostowała się z głuchym pomrukiem próbując rozluźnić mięśnie. Wyczuwając za plecami czyjąś obecność okręciła się na piętach, odruchowo przywołując na twarz beznamiętną maskę obojętności.

- Błystek kazał ci przekazać, że możesz iść do kantyny - powiedziała Lilia zarzucając za ucho kosmyk kasztanowych włosów w zalotnym geście, nad którym nie potrafiła zapanować, a który w przypadku Altego stanowił demonstrację przeświadczenia o swej wyższości nad nosicielką zdradzieckiego genotypu.

Albinoska nic nie odrzekła prześlizgując spojrzeniem po starannie zacerowanym kombinezonie Lilii, regularnie pranym i prasowanym. Będąc córką Ostrego, starszego brata przywódcy Enklawy, Lilia cieszyła się przywilejami, o których mogli pomarzyć nawet niektórzy członkowie pierwszej kasty, nazywanej czasami, najczęściej w obecności ludzi pokroju Altego kastą "normalnych".

- Nie musisz odpowiadać, jeśli się wstydzisz - prychnęła córka Ostrego, unosząc w wojowniczy sposób podbródek i krzyżując ramiona na piersiach. Uchodząca za jedną z najładniejszych młodych kobiet w podziemnej społeczności, Lilia zwracała baczną uwagę na swą konkurencję, a chociaż Altego w kwestii hierarchii społecznej nie mogła marzyć o tym, aby się z nią zrównać, była na swój wyzywający sposób dość ładna, by Lilia nigdy jej nie polubiła.

Błystek nigdy nie powiedział tego wprost, a Altego była zbyt harda, by ciągnąć nadzorcę farm za język, ale podejrzewała, że to właśnie Lilia załatwiła jej przeniesienie na funkcję nosicielki wody, pozbawiając wcześniejszej pracy w pralni, gdzie dziewczyna mogła utrzymywać pełne rezerwy relacje z mężczyznami pierwszej kasty.
 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 16:50   #6
 
Joer's Avatar
 
Klepiska niższej kasty, poranek

Drzemiący w hamaku młody mężczyzna otworzył na chwilę oczy, potarł je kciukami nie potrafiąc wyzbyć się wrażenia uporczywego swędzenia. Był zmęczony i niewyspany; wyczerpany tak dalece, że właśnie owo zmęczenie nie pozwalało mu zasnąć. Współdzieląc ciasną przestrzeń z kilkoma innymi mieszkańcami Enklawy, skazany był na ustawiczny gwar, odgłosy przesuwanych krzeseł, zgrzytających zawiasów szafek i jałowego poszeptywania. Wielogodzinna zmiana przy pompach nawadniających hydroponiczne farmy przeistoczyła mięśnie człowieka w grudy ołowiu, uparcie odmawiające reakcji na słane przez umysł polecenia.

Wydając z siebie głuche stęknięcie Świrek usiadł w hamaku, omal nie tracąc przy tym równowagi i nie wypadając z chwiejnego posłania na twardą metalową podłogę. Macając po nogawce wysłużonego roboczego kombinezonu mężczyzna odszukał przywiązany do uda pokrowiec, musnął palcami tkwiące w nim ceramiczne fiolki wypełnione ciemnoniebieskim lub jasnozielonym płynem. Bezpośrednio kontakt z zasobnikami stymulantów poprawiał młodzieńcowi samopoczucie, dawał mu wyjątkowo potrzebne w mroku Enklawy poczucie bezpieczeństwa. Szybkim ruchem chwycił pudełko w jednej z kieszeni, otworzył je i wydłubał małą, białą pigułkę. Oglądając się czujnie włożył ją do ust i pośpiesznie schował pudełko na miejsce.

- Niedługo będzie żarcie - rzucił znad pogiętego metalowego stolika siedzący nad wytłuszczonym manualem Rękawek - Rusz dupsko, zanim ci ktoś zje, bo za godzinę zaczyna się nowa zmiana. Cholerne pompy same się nie nakręcą!

Świrek wyślizgnął się z hamaka w taki sposób, aby podczas ruchu nie zahaczyć o nic plątaniną okręconych wokół ciała rurek, biegnących od zawieszonej na ramieniu infuzyjnej pompy do wenflonów aplikatorów stymulacyjnych. Podszedł do siedzącego przy stoliku Rękawka łapiąc po drodze za jedno z wolnych metalowych krzesełek. Brodaty mechanik spojrzał na współmieszkańca pytającym wzrokiem, po czym wzruszył ramionami i pogrążył się ponownie w lekturze. Chociaż członkowie podrzędnej kasty traktowali się na co dzień z rezerwą i niechęcią, niemal nikt nie prócz jego własnego przyrodniego brata nie okazywał wrogości Świrkowi.

- Co to takiego? - spytał młodzieniec siadając okrakiem na obróconym tyłem w przód krzesełku i krzyżując ręce na jego oparciu - Instrukcja?

- Znalazłem w starym tunelu niedaleko Dna - odpowiedział ostrożnie Rękawek, zerkając na Świrka z ukosa - Schematy generatorów prądotwórczych, takie tam sprawy... nie zrozumiesz, nie znasz się.

- Szperałeś po Dnie? - zapytał z pewnym śladowym ożywieniem młodzieniec, puszczając koło ucha protekcjonalną uwagę mechanika - Ostry o tym wie? Mówiłeś mu?

- Pewnie, że mówiłem - żachnął się Rękawek - Głupi nie jestem, nie? Chyba by mi łeb urwał, jakbym coś czytał bez jego pozwolenia.

- A myślisz, że komuniści mieli kiedykolwiek szansę, żeby przeszmuglować do Enklawy jakieś wywrotowe materiały? - oczy Świrka ożywiły się oczekując nowych wieści - Przecież Ojcowie nigdy ich nie wpuścili do środka. Prawda, że by ich nie wpuścili?

- A skąd ja mam to wiedzieć? - wzruszył ramionami brodaty mechanik - Ja się nie znam na polityce ani komuchach ani czerwonej zarazie. To nie na moją głowę, od tego są Ostry, Księgarz czy Harmonijka. Nawet nie wiem jak taki komuch wygląda i wcale nie chcę się dowiedzieć. To jest instrukcja do generatora diesla, rozumiesz? Schematy, cyferki, takie tam sprawy. Nic wywrotowego... chyba.

- A po co ci to? - Świrek nie ustawał w zadawaniu pytań, zapominając na chwilę o wrażeniu dotkliwego ssania w żołądku - Chcesz naprawić jakiś generator? A co do niego wlejesz?

- A może się do niego odleję? - w głosie Rękawka pojawiła się nuta poirytowania - Chcę wiedzieć jak to działa. Przy elektrowni jest stara rozdzielnia, przecież też tam byłeś. Te generatory wyglądają na sprawne, tylko ropy mi potrzeba. Jakby znaleźć chociaż paręnaście galonów, można by spróbować je uruchomić... - rozdrażnienie w głosie mechanika zniknęło w jednej chwili, zastąpione nutą rozmarzenia - Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby w Enklawie paliły się wszystkie lampy. Trzyłapka i jej banda nigdy nie dadzą rady nakręcić dość prądu, żeby wszystko się zapaliło… dobra z tym, spadaj stąd dzieciaku, bo mi przeszkadzasz. Zaraz przyjdzie banda Trzyłapki, a ona za tobą nie przepada.

Świrek wzdrygnął się na samo wspomnienie potężnej trójręcznej cargi i jej strasznego sposobu bycia skoncentrowanego na ustawicznym wyszukiwaniu rzekomych grzechów współplemieńców. Uzależniony od biostymulantów i często pogrążony we własnym świecie młodzieniec zawsze skupiał na sobie jej uwagę, od kiedy zaś mutantka za punkt honoru wzięła sobie uszkodzenie jego “grzesznej” infuzyjnej pompy, Świrek robił wszystko, aby trzymać się od kierowniczki stacji prądotwórczych jak najdalej.

- To chyba naprawdę już sobie pójdę - bąknął zrywając się z krzesła - Żegnaj.

 
Joer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 16:56   #7
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
Kompleks mieszkalny, poziom -2

Łasica oderwał wzrok od starego zegara, kopnął w bok starego materaca dając upust zżerającej go od dłuższego czasu bezsilnej złości. Chociaż przez większość czasu był wdzięczny losowi za to, że mógł sypiać w pojedynkę w przeraźliwie ciasnym składziku, a nie w zatłoczonym dormitorium wraz z gromadą niezbyt przyjemnie pachnących mutantów, czasami samotność doskwierała mu bardziej niż zazwyczaj.

Nie chcąc dłużej czekać bezczynnie na porę posiłku mężczyzna uchylił drzwiczki swej kwatery i wyślizgnął się na niemal smoliście ciemny korytarz. Przemierzając go niezliczoną ilość razy Łasica nie potrzebował latarki, jego nawykłe do braku oświetlenia oczy bez trudu dostrzegały w ciemnościach zarysy ścian i wystające elementy wsporników. Nie śpiesząc się mężczyzna ruszył w kierunku tunelu łączącego poziom mieszkalny z prowizoryczną, cuchnącą odorem stęchlizny jadłodajnią.

Ludzki kształt pojawił się za jego plecami niczym duch. Jedynym dźwiękiem pochwyconą przez wyczulone uszy Łasicy był charakterystyczny terkot wprawionego w ruch miniaturowego dynama latarki. Mętny snop światła uderzył go prosto w odwracane ponad ramieniem oczy, oślepiając mężczyznę w bolesny sposób.

- Co jest? - sarknął przepatrywacz zaciskając dłonie w pięści i garbiąc się nieznacznie w wyzywającej pozie. Świecący mu w twarz intruz opuścił latarkę ku swoim stopom odsłaniając oczom mężczyzny znajome oblicze.

- Wałkonisz się? - Rzemień zadał pytanie tonem sugerującym, że nie oczekuje wcale odpowiedzi i że już przyjął do wiadomości własny pogląd na temat poczynań Łasicy - Ostry nie będzie zachwycony jak się dowie. Jak nie masz dość roboty, to się do niego zgłoś po nową. Darmozjadów nam tutaj nie potrzeba.

Szperacz przygryzł wargi tak mocno, że poczuł w ustach miedziany posmak własnej krwi. Oczami wyobraźni widział już posiniaczoną i opuchniętą w piękny sposób gębę Rzemienia, ale rozsądek powstrzymywał go przed podjęciem pochopnych decyzji.

Rzemień był jednym z Łowców, silnych i wysportowanych mężczyzn stanowiących zaufaną koterię Ostrego i Mędrca. Już noszone u pasa dźgacz i pałczuga wystarczały, by zniechęcić do bijatyki zbyt krewkiego współmieszkańca Enklawy, ale prawdziwym orężem Rzemienia była jego wysoka społeczna pozycja.

Gdyby nawet Łasica zdołał jakimś cudem pokonać rozmówcę w walce wręcz, zwycięstwem tylko ściągnąłby na swą głowę ogromne konsekwencje.

- I co tak stoisz jak kołek? - zapytał drwiącym tonem Rzemień, doskonale wyczuwając targające pobratymcem bezsilne emocje - Zabieraj swój tyłek, zanim zbierzesz po nim kopa.
 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 17:07   #8
 
Lua Nova's Avatar
 
Kompleks mieszkalny, poziom -2

Mężczyzna zacisnął pięści i zagryzł zęby. Wdawanie się w pyskówki z tym skurwielem i tak nic nie da, póki co. Ani tym bardziej rozpoczynanie bójki. Choć dziś kusiło go bardzo. Przed oczami jeszcze raz ukazała mu się kpiąca twarz Skalniaka i jego złośliwy uśmieszek. Oj, jak bardzo. Ale nadejdzie dzień zapłaty, a Łasica był cierpliwy. Przyjdzie czas i na Skalniaka i na Rzemienia. Zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni.

Tracker rozwarł dłonie i poruszył lekko wyprostowanymi palcami. Powoli złość ustępowała chłodnemu spokojowi. Nie da się sprowokować. Nie takiej gnidzie. Ruszył spokojnie w stronę Łowcy. Kiedy go mijał, uśmiechnął się szelmowsko.
- Spokojnie stary, przecież idę. Zatankuję żołądek i znów będę do dyspozycji. Nie gorączkuj się tak. Złość piękności szkodzi. - Minął drągala sprawnie i szybko. - A ty nie masz czym szastać. - Rzucił tylko na odchodnym i zniknął z drwiącym śmiechem, w jednym z dobrze znanych mu korytarzy.

Zanim do Rzemienia dotarło znaczenie słów Łasicy, przepatrywacz był już dostatecznie daleko. Dla pewności pokluczył jeszcze po mniej uczęszczanych podziemnych ścieżkach, by nie natknąć się znów na kogoś równie przyjemnego jak Rzemień i w końcu ruszył w stronę kantyny.
 
__________________
Nawet jeśliś czysty jak kryształ i odmawiasz modlitwę przed zaśnięciem, możesz stać sie likantropem, gdy lśni księżyc w pełni...

Ostatnio edytowane przez Lua Nova : 01-11-2020 o 18:02.
Lua Nova jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 17:42   #9
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
Kompleks mieszkalny, poziom -2

Przyzwyczajony do kiepskiego oświetlenia wąskich zatęchłych korytarzy, Świrek szedł w stronę kantyny przeciągając czubkami wyciągniętej w bok dłoni po chropawej fakturze ściany. Chociaż nie penetrował czeluści Góry równie chętnie jak jego przyrodni brat, znał na pamięć labirynt pomieszczeń zamieszkałych przez członków Enklawy - i potrafił odnaleźć się w ciemnościach właśnie dzięki temu, że rozpoznawał dotykiem różniące się między sobą faktury ścian.

Jego głód przybierał na sile szarpiąc za żołądek, nie pozwalając skupić się na myślach. Młodzieniec ponownie musnął palcami zasobnik fiołek próbując zwalczyć w sobie pokusę wtłoczenia w żyły niewielkiej dawki melisanderonu, destylowanego na własną rękę z mieszanki kilku gatunków fosforyzujących grzybów występujących w podziemiach Góry.

Nagły hałas zwrócił jego uwagę na sąsiadującą z korytarzem klatkę schodową wiodącą na niższy poziom kompleksu. Łoskot ciężkich kroków zdradził czułym uszom Świrka zbliżającą się obecność większej grupy osób, a lokalizacja schodów podpowiadała, kim byli ci ludzie: schodzącymi z nocnej zmiany operatorami maszyn prądotwórczych.

Młody biofreak nie miał nic do pracujących przy przemysłowych dynamach cargo, bo większość z nich pomimo odrażającego wyglądu była życzliwa z natury, ale jeden członek tego zespołu od dawna budził w Świrku zrozumiałą trwogę.

Nim młodzieniec zdążył zrobić choć krok w stronę odległej jeszcze kantynę, na jego korytarz wylała się gromada ogromnych groteskowych kształtów oświetlających sobie drogę małymi lampkami zmontowanymi w górnicze kaski.

-Kto tam? - do uszu biofreaka dobiegł niski basowy głos Pały - To ty, Świrek? Idziesz zjeść? Zjesz z nami?

-Stój, szatański podmiocie! - ważący ponad sto pięćdziesiąt kilogramów Pała runął na podłogę pchnięty w plecy z impetem artyleryjskiego pocisku - Wracaj tutaj!

Przestępująca nad poruszającym się niemrawo i mamroczącym coś w zdumieniu Palą monstrualna postać wymierzyła w Świrka trzy zaciśnięte w pięści dłonie - Wracaj tu natychmiast, żądam w imieniu Pana naszego na Krzyżu!

Wyłapana snopami światła latarek pokraczna twarz Trzyłapki przypomniała Świrkowi w jednej chwili oblicze Diabła widziane w jednej z należących do starszyzny Biblii.

-Wy beznadziejne łajzy, łapcie go! Łapcie go natychmiast!
 
Ketharian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01-11-2020, 20:04   #10
 
Joer's Avatar
 
Kompleks mieszkalny, poziom -2

Młody mężczyzna uciekał przed ścigającym go kolosem. Gabaryty Trzyłapki paradoksalnie dawały mu przewagę, bowiem olbrzymka cały czas zahaczała o krawędzie korytarzy. Jednak jej wytrzymałość oraz narastająca wściekłość były czymś czego nie mógł zlekceważyć. Na jego niekorzyść przemawiał jego strach oraz własna nieporadność, dorównująca nawet tej ścigającej. Nie miał szans się przed nią schować. Nie był w stanie jej przekonać. Ostatecznie, nie miał nikogo, kto by mu pomógł. Był grubo pod kreską w tym rozrachunku. Mógł postawić tylko na jedną kartę.

Potknął się o ustęp w chodniku, ciężko uderzając barkiem w zbrojenie korytarza. Jego ręka odruchowo poleciała w stronę jego fiolek, lecz te, cudem uniknęły uszkodzenia. Sylwetka goniącej go Trzyłapki oraz pozostałych cargo goniących ją samą była stale powiększającym się cieniem na końcu korytarza. Był jednak na miejscu.

Świrek, w ciemnościach, wymacał dłonią pustą przestrzeń w ścianie, schylił się i pośpiesznie zaczął się wczołgiwać. Było mu trudniej niż w dzieciństwie, ale ten fakt stanowił pocieszenie. Wiedział, że Trzyłapka na pewno nie zdoła się wedrzeć do szybu wentylacji. Szybko dotarł do rozwidlenia i w porę, bo poczuł palce mutantki na swoim bucie. Podwinął kolana i przysiadł patrząc w jej stronę.

Woń uryny i dobrze cyrkulowanej zgnilizny przeszyły jego nozdrza, a uszy zalał świst przepływającego powietrza. Mógł tylko patrzeć na czerwoną ze złości twarz cargo wymachującą łapą, próbując go dosięgnąć. Wrzeszczała coś, jednak nie szum tłumił to wszystko. Chciał to zakończyć. Lubił tych olbrzymów, mieli w sobie dużo więcej człowieczeństwa, niż ci którzy nimi pogardzali. Targały nimi dolegliwości, z którymi potrafił od czasu do czasu pomóc. Gdyby tylko mógł dotrzeć do niej.

Uśmiechnął się spokojnie i wyciągnął otwarte dłonie w rozjemczym geście w stronę furiatki. Głos miał spokojny i uprzejmy, choć nie był w stanie zamaskować strachu czy zmęczenia.
- Wiem, że teraz tak nie uważasz, ale jesteśmy po tej samej stronie. Jeśli tylko spojrzysz na mnie jako osobę, nie oceniając mnie przez pryz... - przerwał mu kamień, który uderzył go w twarz z impetem. Poczuł krew na wardze, a lewa powieka odruchowo odmawiała otwarcia się w pełni.

Świrek skulił się do pozycji embrionalnej próbując zakryć się przed kolejnym ciosem. Jego ciałem targały dreszcze. Zapach krwi oraz lepkie uczucie sklejającej mu skórę mazi zakręciło mu w głowie. Zaciśnięta szczęka i spięte mięśnie tylko otwierały bardziej ranę. Drżącą ręką powędrował do kieszeni, z której wyciągnął szare pudełko. Otworzył je z niemałym trudem i wyłuskał z niego jedną tabletkę. Wciąż zwinięty w kłębek wsunął ją sobie do ust i położył dłoń na lewej piersi. Wsłuchując się w rytm bicia swojego serca uspokajał się, jego oddech robił się coraz bardziej miarowy.

Po paru minutach, już spokojny i znów uśmiechnięty, podniósł głowę. Napastniczki nie było, toteż wygramolił się z szybu. Na szczęście ponownie nic nie stało się jego instalacji, ani jego drogim ampułkom. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście do tego stopnia, że podskoczył radośnie w miejscu. Burczenie w brzuchu jednak przypomniało mu o jego celu wędrówki. Ruszył pewnym krokiem. Nie mógł się doczekać co dziś pysznego im przyrządzono.
 
Joer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168