Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-08-2016, 22:50   #1
 
Mike's Avatar
 
[Old WOD/Miami] Goście weselni

Pułkownik wyjął cygaro z wewnętrznej kieszeni i włożył do ust. Ruch ręki Price’a był ledwo dostrzegalny. Pułkownik, przypalił od trzymanej zapalniczki i wypuścił dym.
- Pijawki stawią się wedle umowy. Jaszczurek niema już na wyspie.
- Został jeden, kumpel mojego ucznia…
- Zajmę się nimi
- powiedział Pułkownik - Adriana już nie ma, na ciebie czekają na miejscu, ruszaj.

*

- Szybciej, nie mam całej nocy. Robota czeka. - powiedziała Szara wchodząc na pierwszy stopień - Właźcie, kurwa do środka. - Zaczęła wpychać Billa za drzwi.

*

Do uszu Marcusa doszedł cichy szmer silniczka wprawiającego lufy w ruch obrotowy. Tuż przed tym jak zajrzał w sześć wirujących luf poznał wilkołaka. Price. Adam Price.
- Załóżcie rękawiczki zanim czegoś dotkniecie - powiedział nieludzkim głosem i wskazał coraz wolniej obracającą się lufą na pudełko z rękawiczkami chirurgicznymi na jednym z blatów. - Cały sprzęt jest czysty.
Wpychani przez Billa i Szarą w końcu wszyscy znaleźli się w środku. Kilka chwil później znalazł się tam także Pułkownik.
- Jesteście wszyscy, to dobrze - powiedział - Uzbrójcie się. Idziemy odbijać młodych. Alfa i Pomiot Fenrisa idą w pierwszej grupie. Druga grupa czyści niedobitki i wspiera, trzecia minuje budynek.
- Michael i… Wypłosz i Angie, zakładacie ładunki. Terry wyjaśni wam co i jak. Godzilla, Bill i Marcus idziecie do drugiej grupy. Arthur, dołączysz do swoich w umbrze, wyjaśnią ci co i jak. Podrzucimy cię na miejsce, wyskoczysz po drodze.

- Uzbrójcie się - powtórzył na koniec. Wybór był spory, broń automatyczna, granatniki, kamizelki kuloodporne. Nawet takie, które weszły by na wilkołaka w formie bojowej. Co prawda chroniły tylko korpus, ale lepsze to niż nic.

Ciężarówką szarpnęło gdy ruszyła. Zza szaf, gdzie jak się okazało było jeszcze jedno pomieszczenie wyszedł Terry w towarzystwie Dimitriego. O ile ten pierwszy obwieszony był bronią. To drugi w zasadzie był dodatkiem do broni. Po dwa pistolety na udach, dwa na łydkach, kolejne dwa pod pachami i na dokładkę dwa przy pasie z tyłu. Wszystkie z przedłużonymi magazynkami. Nie dało się zignorować dwóch MPK zwisających na paskach.


*

Kurs montowania ładunków okazał się prosty. Wypłosz miał szukać słabych punktów wg mapy którą dostali, a Michael “wciskać” ładunek w ścianę. Ładunkiem okazała się być tuba długości przedramienia i podobnej grubości. Z obu stron zamknięta. Musieli pamiętać by jeden z końców zostawić wystający ze ściany. Wystarczyło by obskoczyli wszystkie ściany nośne. Około dwudziestu punktów. “Zerknięcie” do środka pokazało, że nie był to zwykły ładunek, ktoś nad nim popracował.


*

- Dojeżdżamy - Powiedział Pułkownik - zaczynaj. - powiedział do Dymitriego, potem spojrzał na Artura - A ty młody przygotuj się do wysiadki. Przez umbrę. Znajdziesz się jakieś półtora metra nad ziemią.
Dymitri wziął z blatu kilka strzykawek z czerwonym płynem część wsunął w specjalne mini kabury na wewnętrznej stronie uda. Kilka zostawił w ręku, wbił jedną w szyję i wcisnął tłok, wstrząsnął głową, wziął drugą i powtórzył.
Magowie widzieli jak jego masa mięśniowa rośnie, struktura kości gęstnieje. Martwe serce zaczyna pompować krew. Kolejna strzykawka i jeszcze jedna. Teraz już i ci obdarzeni zwykłym wzorkiem widzieli efekty. Powidok za ręką odkładającą pustą strzykawkę na blat. Oko przestawało nadążać za jego ruchami.
- Zaraz “zacumujemy” do rampy wyładunkowej na tyłach. Price idzie pierwszy, za nim Wołkow i ja. Wy czekacie na rozkaz. Pierwsza grupa idzie szybko, bez oglądania się, druga będzie czyściła teraz i dobijała rannych. - Spojrzał na Billa, Marcusa i Jasona - bez wyrywania się na przód. Colson dowodzi drugą grupą, wyda szczegółowe rozkazy gdy dołączycie.
Spojrzał na resztę.
- Wy czekacie, aż druga grupa zabezpieczy teren. Nie wchodzicie na górę, ani nie schodzicie na dół. Pytania?
 
Mike jest offline  
Stary 24-08-2016, 08:09   #2
 
Brilchan's Avatar
 
Billowi dosłownie kamień spadł z serca kiedy, okazało się że wbrew jego obawom nie było żadnego buntu Pomiotu. Na spluwach to on się nie znał, skoro szykowała się poważna walka zamierzał użyć formy bojowej ale nigdy nie wiadomo co będzie? Może coś go zmusi do zamiany formy? Lepiej być zabezpieczonym. Arnul żył według maksymy "dają to biorę" wolał dozbroić skoro jest okazja i nie skorzystać z wziętych sprzętów niż teraz zaniedbać a potem żałować.

Założył rękawiczki i wziął dwa posrebrzane kastety. Jeden, pasował idealnie na rękę Homida drugi, wielkością dostosowano do pięści Galabro wziął też nóż motylkowy, który zawiną w dodatkową parę rękawiczek.

- Steve będziecie brać KITTa na akcje? Jeżeli tak to czy może wziąć Ragnara na hol? Chodzi o to żeby Normalsy nie czepiały się że mutur sam jeździ bo to było by bardziej widoczne niż u was z tymi ciemnymi szybami- Poprosił dumny że pomyślał o nie zwracaniu uwagi i zapewnieniu sobie pojazdu do ucieczki.

Gdy już skończył układanie zapasowe uzbrojenie po kieszeniach przypisanych spodni założył na siebie za dużą kamizelkę lecz już po chwili przybrał formę ogromnego białego wilkołaka - Wszystko wiadome, udanego polowania- Warknął grzecznie w mowie wilków odpowiadając na pytanie Pułkownika.

Tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia co się dzieje ani na kogo idą ale rozkazy były jasne więc nie ma co mnożyć problemów. Zamierzał wykonywać rozkazy, urywać wrogom łby i odrzucać je od reszty tułowia.
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 26-11-2016 o 22:34.
Brilchan jest offline  
Stary 25-08-2016, 11:17   #3
 
Hakon's Avatar
 
Michael wszedł do naczepy i rozejrzał się. Broni było w bród. Do wyboru do koloru.
Kiedy pułkownik kazał się im uzbroić mag ruszył do szafek z hełmami i kamizelkami kuloodpornymi. Wybrał takie, które w SWAT posiada.

Gdy wreszcie usłyszał o co chodzi odetchnął z ulgą. Nie będzie musiał się tłuc w wilkołakami. Uff.
Jak zaczął łączyć fakty i wyszło, że na Pentex ruszają tylko przełknął ślinę. Przydzielono mu zadanie. Ucieszył się, że Angie będzie w jego grupie.
- Coś mi mówi, że pobędziemy trochę ze sobą.- Uśmiechnął się do demonicy. Usiadł na chwilę na ławeczce i patrzył jak Wszyscy się krzątają i uzbrajają.
- A ty co? Załamanie przeżywasz czy co?- Odezwał się poirytowany pułkownik. Myślał, że Swordich ma gdzieś polecenia.
- Przygotowuję się do akcji trochę inaczej niż Wy. Dajcie mi trochę spokoju i zostawcie trochę sprzętu.- Uśmiechnął się do dowódcy Alfy.
Mag skupił się i zaczął czarować.

Kiedy minęło około dziesięciu minut wstał i podszedł do szafki z kaburami i pistoletami. Przeglądał zbrojownie i wybrał w końcu trochę sprzętu. Zaczął doczepiać kabury do pas i wsadził do nich Desert Eagle L6. Na udach doczepił następne dwie z Berettami 90two. następnie podszedł i wziął Strzelbę Benelli M4 Super 90, którą przewiesił przez plecy. Pod sam koniec kiedy podszedł ro regałów z bronią szturmową i zaczął wybierać większość obecnych patrzyła na niego z lekkim zdziwieniem.
- Dasz radę z tym biegać chłopcze? Pamiętaj o bombach.- odezwał się w końcu Pułkownik.
- Mówiłem, że muszę się przygotować. Teraz już mogę się uzbroić, a i bomby dam radę nosić.- Michael dzięki magii był nad wyraz silny i wytrzymały. Nie musiał się przejmować ciężarem. Był silny niemal jak Godzilla w ludzkiej postaci jak nie silniejszy.
Michael wziął w końcu karabin szturmowy FN HERSTAL F2000. Dobrał po magazynku do każdej broni. Do Karabinu wziął cztery magazynki a do strzelby pudełko z 80 nabojami, które jak usiadł powtykał do pasa. Kiedy tak był już uzbrojony usiadł ponownie na ławeczce.
- Ile jeszcze czasu mamy?- Zapytał kręcącego się pułkownika.
- Z dziesięć minut.i Uzyskał odpowiedź.
- Może weźmiemy komunikatory by mieć ze sobą kontakt.- Zaproponował i wstał do regału gdzie przed chwilą zobaczył słuchawki.

Kiedy już był gotowy zaczął analizować całą sytuację. Szczeniaki po których jechali zapewne to te o których wspominali nie raz Marcus, Bill i Muszkieterowie. Widocznie sprawa ruszyła bez ich wiedzy. Widać było, że Pentex zorganizował ich zniknięcie, ale po co? Do badań czy może pułapkę na nie ludzi? Pytań i odpowiedzi mnożyło się wiele w głowie maga.
A co jak nie będzie ich w budynku? Pomyślał Swordich, ale od razu pomyślał, że bez pewności nikt by nie organizował takiej akcji. Martwiła go jeszcze jedna istotna sprawa. To była idealna sytuacja do pozbycia się sił zbrojnych Adriana. Czy aby to nie pułapka przeciwników Alfy? Kto zajmował się sprawą młodych po rozjemcach? Może stary Price? A może kto inny? Faktem było, że na miejsce akcji idą Alfa, rozjemcy i Szara. Do tego słyszał, że i wampiry też mają być. Jak Michael wiedział poza magami i jaszczurkami tylko pijawy było pro Adrian. Jakby dobrze to rozegrać to pod gruzami Pentexu można pochować większość zwolenników przywódcy miasta. To by zmieniło układ sił w Miami i byłaby szansa dla kogoś na przejęcie władzy.
Michael w końcu podszedł do reszty i podzielił się swoim podejrzeniem. Może wspólnie coś wymyślą.

Kiedy już dojechali Michael miał też plecak z ładunkami wybuchowymi i resztą pocisków do strzelby. Wziął także nóż szturmowy oraz maskę gazową. Granaty do granatnika w karabinie też znalazły się na wyposażeniu. Wolał być przygotowany na wszystko. Pentex może mieć dostęp do wszystkiego i wolał nie być zaskoczony.
Był gotowy do akcji. Szybka lekcja obsługi bomb przyszła łatwo. Zaskoczył go trochę pomysł umieszczania ładunków, ale przyznał, że to rewelacyjny pomysł. Nie dało się potem usunąć jego bez pomocy maga.
Pierwsza grupa ruszyła tuż po zatrzymaniu się ciężarówki. Druga w której skład wchodzili Godzilla, Bill i Marcus ruszyła za nimi.
Michael cały czas słyszał w komunikatorze rozkazy pułkownika i reszty drużyn. Teraz było czekać na rozkaz dla jego grupy.
 
Hakon jest offline  
Stary 26-08-2016, 07:41   #4
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Jayson "Godzilla" Atkinson - Pomiot Godzilli



- A macie coś w moim rozmiarze? - spytał Jayson go operatora podręcznego miniguna w kontenerze. Przez jedną krótką chwilę odczuł uczucie niepokoju. Przez jedną krótką chwilę dał się nabrać na ten żarcik Guerrero i Alfy, że ich wystawili i chcą ich sprzątnąć. Bo co jak co ale widok obracającego się miniguna był dość wymowny i dawał do myślenia. Ale sprawa się prawie od razu wyjaśniła więc potraktował to jak żarcik. Całkiem udany, musiał przyznać. Choć obiecał sobie, że jak tylko się da zrewanżuje się krukowi i wilkowi podobnym dowcipasem.

Na razie ubrał rękawice tak jak polecił im młodszy Price. Potem rozejrzał się po kontenerze. - Ładniusie zabawki. Może wpadniemy po wszystkim do mnie? Można by się nimi trochę zabawić. - powiedział kiwając głową na te wszystkie pachnące olejem i metalem zabaweczki. Czuł to. Jak Godzilla w jego trzewiach przeciągnęła się budząc z letargu. Poczuła podniecenie, ekscytację oraz obietnicę smakowania krwi, mięsa, flaków, strachu i zniszczenia. Mieszanka która zawsze przyciągała bestię krążącą w żyłach Atkinsona. Zmieniającą go całkowicie. Tak rzadko. Ale efekty były zawsze...

- Słuchajcie, jak można powiedzieć jakoś inaczej jak się coś całkwocie rozwala? Ale wiecie, taki mega rozpierdol jaki zawsze Godzilla robi na filmach. - spytał bo zabrakło mu jakiegoś kozackiego słowa. Widział w umyśle scenerię zniszczenia, płonące budynki, zrujnowane budynki, leżace ciała, mięso, rozszarpane mięso, mięso z rozciągniętymi flakami, uciekające i jeszcze wrzeszczące, zostawiające wabiący, gorący, krwisty szlak, odgłosy broni, wybuchów, smak i zapach dymu, i tego w nozdrzach i tego osiadającego się na języku, gardle i przełyku. Ziemia trzesąca się w rytm kroków, wzburzająca wodę w rytmie dudniących tąpnięć. Tak. Właśnie to nadchodziło. Godzilla. Czuli to oboje i Atkinson i gadzia krew Godzilli w jego żyłach. Czuł mrowienie ekscytacji na karku. Bestia była co raz bardziej pobudzona i żwawsza. Czekała. Niecierpliwiła się kiedy będzie mogła znów wyrwać się na wolność. I robić to do czego została stworzona.

- Ee... Ja mam coś lepszego. Widzieliście jaki kozacki prezent dostałem od Angie? Zajebiste nie? I widzicie jak podkreśla moją sylwetkę? Widać, że zrobina z miłością i czułością, delikatnymi, kobiecymi rączkami no nie? - uśmiechnął się wesoło i łobuzersko wielgachny mokol wciągając na siebie prezent jaki niedawno dostał w torbie od Angie. Trochę ich oczywiście podpuszczał ale chciał się pochwalić zarówno tym jaką ma świetną relację z kumpelą jak i jaki świetny prezent mu sprezentowała ostatnio. Cholernie trafny. Zamiast więc SWATowskiego pancerza założył na siebie skórzaną kurtkę. Wyglądała kozacko i zdanem Atkinsona już za sam wygląd powinien dawać mu odpowiedni szacun na dzielni. Bo kurtka wygladała jak zrobiona ze skóry aligatora czyli pasowała do niego wybitnie no i była właśnie stylowa. Jednak poza tym umiejętności blond Muszkieterki wplotły w nią dodatkowe bajery które sprawiały, że zwykły kevlar czy SAPI używanych przez mortali wyglądał i był dość siermiężnym rozwiązaniem. Zdołał odprawić na niej rytuał przywiązania więc teraz nie musiał obawiać się przemiany by nie stracić tak cennego daru.

Dłoń mokola jeździła po licznych lufach. kolbach, zamkach, magazynkach tych wszystkich pistoletów, automatów, strzelb i karabinów. Mania kolecjonerska sprawiała, że chciwie powinąłby ile się da i na jak długo się da. Lubił broń. Robiła dużo hałasu, dymu, fajnie rozwalała coś czy kogoś i była ze takiego strzelania kupa zabawy i frajdy. Oczywiście gdy to Jay z niej strzelał. No gdy do niego strzelano było trochę mniej zabawy. Choć oczywiście nawet nieźle podpakowana broń była właściwie zabawkami w porównaniu do jego mokolskiej formy. Nie mówiąc już o pełni bojowej formie gdzie jednoczył się ze swoim gadzim patronem z głębin oceanu w jedno oddając się dziełu szerzenia chaosu i zniszczenia. A to ich czekało wkrótce. Właściwie więc nie potrzebował broni. Ale postanowił zabrać coś na wszelki wypadek. Czasem widok wycelowanej lufy przemawiał bardziej niż wilcza czy mokolska forma. Poza tym mógł ją pożyczyć komuś ze swoich gdyby było trzeba.

- To jedziemy po młodych? Zaaa - jeee - biście! - klasnął ucieszony w dłonie. Klaśnięcie z powodu nałożonych rękawic niezbyt zgrabnie zabrzmiało ale o tym przekonał się gdy już to zrobił. Niemniej wreszcie po nich jechali! Od zerbania które było ich pierwszym w Indian Creek przecież szukali tych młodych. Tropy zaprowadziły ich do tych cholernych kropów na usługach Żmija więc niejako uznawał, że sprawa tym bardziej jest honorowa. Trzeba było ten wrzód wypalić z ich miasta i zrównać z ziemią. No znaczy jak już powinął im młodych. - Zobaczą skurwysyny jak się kończy zaczepianie nas w naszym mieście! - mruknął mściwie obiecując już sobie w myslach krwawą zemstę na tych korpowych palantach. Wreszcie mogli im pokazać, że zaczepianie nadnaturali w ich mieście nie jest dobrym pomysłem. Właściwie to jest kupieniem biletu w jedną stronę.

- A wiemy gdzie dokładnie są młodzi? Na górze? Na dole? W jakim są stanie? - zapytał skoro mieli jeszcze chwilę na pytania. Przy okazji przypiął sobie kaburę z Waltherem pod pachą. Uznał, że teraz wygląda jak jakiś agent FBI na filmach no albo na pewno kozacko. Po namyśle stwierdził, że jednak trochę głupio tak iść z pustymi łapami. Mało filmowo. Taki duży facet w czaderskiej kurtce z pustymi łapami? Spojrzał na młodego Price'a. No właśnie. Przydałaby mu się taka zabawka. Duża zabawka dla dużego faceta. Tak chociaż na wejście. Drugiego miniguna jednak nie znalazł. Po chwili dumania wziął więc i zgarnął granatnik automatyczny. Do tego przepasał się bandoletami z granatami i teraz wreszcie był zadowolony. Jeszcze ciemne okulary i kapelusz który był w komplecie z kurtką. I teraz wreszcie wyglądał jak Krokodyl Dundee na łowach.

- To ten... Uważajcie na siebie. - podszedł do pozostałych Muszkieterów i objął każde z nich swoim ramieniem przytulając do siebie. Nie lubił się z nimi rozdzielać. Ale rozumiał motywy. Wedle planu Trzecia Grupa miała najmniej niebezpieczne zadanie. Wedle planu. Ale nie wiadomo jak to wyjdzie na akcji. W razie czego był gotów pośpieszyć im z pomocą. W sumie o nich się bał a właściwie bardziej niż o coś czy o kogoś innego w tej akcji. Wolał ich mieć w pobliżu by w razie potrzeby zeżreć zagrożenie. No ale w tak grubej akcji nie było to możliwe. - KITT to gdzieś tam będzie się kręcił w pobliżu no nie? - zapytał o czwartego Muszkietera który był trochę za gabarytny by wjechać do wypełnionego sprzętem kontenera. Ale wolał jakby był. Mógłby na przykład zgarnąć młodych czy kogo tam trzeba do bezpiecznego miejsca. Albo przyjść z odsieczą gdyby było trzeba. W końću KITT był superbryką i Jay wierzył, że prawa i ograniczenia dla zwykłych bryk jego nie obowiązują.

- Gotowi na łowy? - uśmiechnął się gdy po pożegnaniu z Muszkieterami, podszedł już do Drugiej Grupy czyli Bill'a i Marcus'a. Od przedbitewnej gorączki już zmieniły mu się oczy w gadzie szparki. Nie mógł się doczekać kiedy się przemieni całkowicie. Na razie czekał.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline  
Stary 29-08-2016, 20:09   #5
 
pppp's Avatar
 
Z dostępnych zabawek Wypłosz wybrał wyłącznie pistolet na strzałki usypiające oraz taser. Stevie nie znał się na strzelaniu, a zatem nie chciał ryzykować używania cięższej broni.

Jeszcze przed odjazdem przyczepy Wypłosz podszedł do reszty Rozjemców:
- Dowiedziałem się, że Alfa wysadzi w budynku Electronic Inc solidny ładunek EMP. Cała elektronika w promieniu około pięciu kilometrów ulegnie zniszczeniu. Z tego powodu KITT nie jedzie na akcję. Nie wiem jak będzie z naszymi komunikatorami, ale nie sadzę, aby przetrwały detonację. Jeśli macie przy sobie jakąś cenniejszą elektronikę, to warto ją zostawić daleko od miejsca akcji.

Na wątpliwości Michaela Wypłosz powiedział:
- Pomiot Fenrisa też idzie razem z nami. Sądzę, że Price by nie ryzykował życia swojego plemienia, a w tej chwili to najpotężniejszy konkurent Adriana.
 
pppp jest offline  
Stary 29-08-2016, 23:17   #6
 
Mike's Avatar
 
Stary, nieużywany magazyn
Na środku stał tylko stary stół, na którego środku stał jeszcze starszy apatrat telefoniczny.
Adrian stał obok. Kolejne dwa wilkołaki, w formach crinos, stały po prawej i lewej. Alfa sięgnął po słuchawkę i wykręcił z pamięci numer.
- Pokój ochrony, słucham.
- Dobranoc
- powiedział Adrian, dwie szponiaste łapy spoczęły na jego ramionach. Słuchawka spadła ze stukotem na stół. Dobiegł z niej przeciągły wrzask. Potem już tylko dżwięk przerwanego połączenia.
W pustym magazynie hulał wiatr wpadający przez wybite okno.

*

Bipneła komórka. Gerrero odsunął mikrofon komunikatora od ust i odebrał:
-Tak?
- Jesteśmy w środku.
- Ok.
- krukołak rozłączył się i przysunąwszy mikrofony do ust powiedział - Zaczynamy.

*

Ładunek na pobliskim dachu wyemitował silny ładunek elektromagnetyczny. Cała okolica utonęła w ciemności.

*

Polecam noktowizory, albo latari - powiedział Pułkownik - Tu gasimy światło.
Drzwi naczepy otworzyły się. Pułkownik strzałem z granatnika wysadził wrota załadunkowe rampy przy której stali. Młody Price wskoczył przez dziurę i otworzył ogień. Wołkow rozmył się w powietrzu i niczym czarna smuga także znalazł się na zewnątrz. Do minigana dołączyły pistolety. Pułkownik i Terry ruszyli za nimi.
- Druga grupa, naprzód - doszedł ich głos Pułkownika.


Rozjemcy - 2 grupa

Godzilla, Bill i Marcus ruszyli. Już kawałek za drzwiami natknęli się na grupę ciężko uzbrojonych zwłok. Z głębi korytarza dobiegały dalsze odgłosy strzelaniny. Z przodu budynku dobiegło ich wycie. Potem krótka, urwana nagle seria z automatu.

Alfa i Pomiot Fenrisa cisnęli do przodu jak szaleni. Druga grupa nie miała za zadanie pędzić. Krok za krokiem sprawdzali pomieszczenia. Pusto. Pusto. Nagle poczuli, że nie są sami w korytarzu. Coś skrzypnęło.


Rozjemcy - 3 grupa
Trzecia grupa ruszyła ostrożnie. Do pierwszego punktu mieli tylko kilka kroków. Kolejny był dwa korytarze dalej. Ale coś mówiło Angie, że to będzie długa droga. Czuła pulsującą moc, działająca niedaleko. I nie była ona podobna do tej używanej przez łaki.

Rozjemcy - 2 grupa
Perfumy? Korytarz wypełniał zapach perfum. Wypełniał? Niekoniecznie. Adrenalina wyostrzała zmysły. Gdzieś tu ktoś się ukrywał. Drzwi po prawej były uchylone. Łazienka. Znaczek na drzwiach jednoznacznie wskazywał, że damska.


Zdecydujcie w jakim szyku idziecie i kto wchodzi pierwszy

 
Mike jest offline  
Stary 30-08-2016, 12:25   #7
 
Brilchan's Avatar
 
Słysząc rewelacje muszkietra Pomiot Fenrisa zostawił komórkę w samochodzie z żarciem.

Bill do ataku ruszył pod postacią wielkiego białego wilkołaka. W pierwszym momencie miał ochotę sam wpierdolić się do środka ale po zastanowieniu rzucił do Jaya -smród być pułapka, pierdolnij z tego rakietnika- Poprosił łamanym angielskim następnie ponownie przybrał postawę gotowości do skoku w razie odmowy po prostu skoczy i rozwali drzwi z kawałkiem ściany.
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 30-08-2016 o 16:26.
Brilchan jest offline  
Stary 30-08-2016, 22:34   #8
 
Hakon's Avatar
 
Swordich wyszedł ostrożnie rozglądając się wokół. Wiedział, że grupa 1 i 2 zrobiły drogę, ale zawsze coś mogło umknąć ich uwadze. Może grupa 1 miała dobry wzrok i orientację, ale parli naprzód. Druga grupa co miała sprawdzać dokładniej nie mogła zobaczyć wszystkiego.
Magowego wzroku nie mieli jak śledząc szczury w kanałach czy obserwując agentów FBI.

Michael ruszył przodem i rozpoczął przeszukiwanie terenu wyuczonym i sprawdzonym sposobem. Szukając życia i materii przed nimi. Był gotowy w każdej chwili walczyć. Miał karabin szturmowy najlepszej jakości ze zmodyfikowaną amunicją. Sam o to zadbał podczas podróży na misję.
Miał nadzieję, że przetrwają jeszcze nie jedną akcje i ta nie będzie ich ostatnią.
 
Hakon jest offline  
Stary 31-08-2016, 16:29   #9
 
pppp's Avatar
 
Wypłosz ostrożnie podążał korytarzami budynku zgodnie z wytycznymi mapy. Najbliższy punkt był jednak blisko, tuż przy wejściu.
- To tutaj - garbus, rozglądając się dookoła, wskazał Michaelowi, gdzie wepchać ładunek.
 
pppp jest offline  
Stary 31-08-2016, 23:25   #10
 
Ehran's Avatar
 
Akcja bardzo dziwna... Dziewczyna jeszcze przed chwilą szykowała się do udaremnienia zamachu stanu, względnie do ewakuacji własnego dupska... a tu nagły zwrot akcji i wszyscy jadą na siedzibę Pentexu. W szpilkach i miniówce... cóż... jakoś czasu na przebieranie się nie było. Tak też dziewczyna, zrobiona na bóstwo, odziana w obcisłą seksowną sukienkę stała w mobilnej zbrojowni, pomiędzy stojakami z karabinami, skrzynkami z amunicją i całą masą innego sprzętu.
Jak dobrze, że trucizna, w tym też alkohol na nią nie działał. Inaczej jechała by na akcję totalnie pijana. O tym nie musiał jednak nikt wiedzieć, dziewczyna zatem nadal robiła wrażenie lekko podchmielonej. Tak odrobinkę tylko.

Zgodnie z zaleceniem, Angie zaciągnęła na swe dłonie lateksowe rękawiczki. Uśmiechnęła się prowokacyjnie do Michaela, gdy poprawiała rękawiczki, naciągając je bardziej na smukłych palcach.
W mobilnej zbrojowni dziewczyna przez kilka chwil przeglądała różne bronie. Zabrała ze sobą kilka granatów oraz FN P90. Nie często używała broni palnej, lecz czasem dobrze było ją mieć, choćby by kogoś zastraszyć.
Przez chwilę przeglądała stan broni, radując się jej chłodnym i gładkim korpusem. Mimo swych 50 naboi, broń była dość lekka i poręczna.
Broń zawisła na pasku u boku dziewczyny, na drugim ramieniu wisiała jej torebka. A w niej jak zawsze sporo żelastwa.
Mimo to, dziewczyna dobrała jeszcze kilka noży i gwiazdek do miotania.
Po pewnym wahaniu, dziewczyna chwyciła również maskę gazową. Nie lubiła zakładać czegoś na głowę, nie, gdy spędziła tyle czasu w łazience szykując fryzurę i makijaż... Lecz gdy miała wybierać pomiędzy zrujnowaną fryzurą a wypluciem własnych płuc... Zwykłe trucizny niezbyt działały na demony, ale Pentex z pewnością miał też inne zabawki na stanie... szczęśliwie znalazła taką taktyczną, połączoną od razu z noktowizorem.

Angie odwzajemniła przytulenie Godzilli, poklepując go przyjacielsko po plecach.
- Nie martw się o mnie, złego licho nie bierze, a ja nie zamierzam wracać do piekła. - odpowiedziała Angie.
- Zresztą, ja będę z tyłu, ty lepiej na siebie uważaj. I pamiętaj, gdyby coś się działo złego, wezwij mnie. - dodała wyraźnie zmartwiona.

Informacja o EMP nieco zmartwiła Angie.
- Cholera - zaklęła cicho.
- klatka faradaja. Tylko skąd ja taką teraz tu wytrzasnę? - dziewczyna rozejrzała się dookoła. No tak, było tu wszystko. Wiele nie trzeba. Trochę aluminium, trochę galwanizowanej stali.
W kilka chwil później dziewczyna przygotowała kilka małych by pochować do nich komunikatory i inny sprzęt, którego nie warto było odkładać.
- Nie zapomnijcie wyciągnąć baterii. - dodała po chwili.

***

Angie ruszyła wraz z trzecią grupą. W korytarzu unosił się ostry zapach spalonego prochu i cierpki zapach ludzkich wnętrzności z nutą żelaznego posmaku krwi.
Pod jej butami chrzęściło popękane szkło i gruz. Stukot nieprzyzwoicie wysokich szpilek odbijał się echem w opuszczonym korytarzu. Angie zatrzymała się. Głupio było by umrzeć, z powodu obcasów. Lubiła je... ale bywały niepraktyczne. Demonica przykucnęła, palcem znacząc prastare znaki na swych butach. natychmiast zmieniły swój profil, nadal były wysoko wiązane, lecz teraz nie utrudniały już ruchu, bez problemów mogła teraz w nich biegać i skakać. Gdy wstała była wyraźnie niższa.

- Uważajcie, jest tu sporo magii. - rzekła do reszty.
- Będę w pobliżu, ale możecie mieć trudności z dostrzeżeniem mnie. - rzekła, a potem sięgnęła dookoła, jakby naciągając mrok na siebie z każdej strony. Już po chwili była praktycznie nie widoczna.
Sztuczka działała jak iluzja, łamiąc fale światła. Zatem, jak się demonicy wydawało, Michael powinien być w stanie ją wykryć swymi zmysłami.
Angie wiedziała, że mag sonduje otoczenie, samemu również pozostała czuła na magię czy nadnaturalne moce i zjawiska. Wspólnie powinni być w stanie wykryć większość zagrożeń, nim te dostrzegą ich.

Mimo względnej ochrony, jaka dawała niewidzialność, dziewczyna przybrała swą demonizną formę, zamieniając się jak uprzednio w kanałach w posąg z żywego srebra.

- W niepewne miejsca poślę iluzję, by to ona nie my, wpadła w zasadzkę, ok? - dodała po pewnym namyśle, gdy wchodzili głębiej w trzewia molocha z szkła i żelbetonu.

Pierwszy punkt był prosty, ładunek szybko zamontowany. Przez kilka chwil demonica walczyła z sobą, czy by nie wzmocnić ładunku nieco... ale postanowiła, że nie warto. Ten kto je przygotował musiał mieć masę informacji. Plany budynku, choćby.... na pewno wybrał odpowiednią siłę ładunku.
 
Ehran jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168