Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-01-2017, 00:40   #1
 
Cooperator's Avatar
 
Reputacja: 821 Cooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwu
[The end of the world] Sierociniec

Potężne gmaszysko dawnego dworu rodziny Preiswerków górowało nad okolicą. Stylistyką budynek stanowił przykład bardzo swobodnego eklektyzmu, jak gdyby pierwsi właściciele zechcieli przywieźć do Nowego Świata wszystko, co kojarzyło im się z Europą i połączyć to w jedno założenie architektoniczne. Dyletanctwo biło w oczy. Przez ćwierć wieku, jaki upłynął od śmierci ostatniego dziedzica, budynek niszczał i teraz stanowił świadectwo przemijalności ludzkiej pychy na równi z butwiejącymi kośćmi przedstawicieli rodu Preiswerków, pochowanymi w neoklasycystycznej kaplicy na samej granicy posiadłości, pod grubym murem, oddzielającym ją od prastarych lasów Nowej Anglii.

W zaniedbanym budynku urządzono sierociniec. Dla dwudziestu sześcioro dzieci z oddalonego o kilkaset kilometrów Innsmouth od kilku lat stanowił on namiastkę domu. Pomimo przystosowania do potrzeb, dwór Preiswerków traktował przymusowych lokatorów jak intruzów z którymi walczył wszelkimi możliwymi sposobami. Psuło się wszystko. Przeciągi powodowały przeziębienia. Wicher uderzał o puste okiennice, powodując fantastyczne dźwięki, przez które dzieci długo nie mogły zasnąć. Wilgoć utrzymywała się nawet w najcieplejsze dni krótkiego lata. Grzyb powodował ataki kichania nawet najbardziej wytrzymałych dzieci. Czuły się tu generalnie nieszczęśliwe i niechciane.

Po obiedzie, standardowo składającym się z zapiekanki z ziemniaków i mielonego mięsa z dodatkiem białej fasoli oraz warzyw z wojskowych konserw, chłopcy mieli czas wolny, a dziewczynki zajęcia sportowe. Z ulgą dziewczyny zmieniały swoje szare, drapiące sukienki, będące czymś pośrednim między fartuchem a mundurkiem szkolnym, by przebrać się w bawełniane kostiumy sportowe.

W dormitorium mieszkało pięć najstarszych dziewczynek. Siren, Imoen, Amelia, Margery i Weronika. Pozostałe sześć dziewczyn dzieliło sąsiedni pokój, w tym miejscu będąc ledwo tolerowanymi. Wyposażenie pomieszczenia składało się z pięciu wąskich, szpitalnych łóżek, pięciu szafek nocnych i dwóch wielkich szaf. Te ostatnie skrzypiały strasznie i otwierały się bez powodu, roznosząc po pokoju mocny zapach naftaliny, którą bezskutecznie próbowano wybić rojące się tam mole.

Podczas gdy wszystkie inne dziewczyny już siedziały przebrane, Siren nie zmieniła kostiumu. Dzisiaj została zwolniona przez siostrę Scarlett ze sportowych zajęć. Słabo się czuła i pielęgniarka to zrozumiała. Jako, że puszczenie jej samopas, podczas gdy chłopcy mieli czas wolny nie mieściło się nikomu w głowie, przekonała dyrektora ośrodka, doktora Rawlinsona, by pomogła przy Michaelu, co oczywiście Siren bardzo odpowiadało. Teraz czekała, aż pielęgniarka po nią przyjdzie, by zaprowadzić ją do małego pokoju na końcu korytarza w drugim skrzydle, gdzie obok obsługi mieszkał samotnie Michael.

Zwolnienie Siren z zajęć oczywiście nie spodobało się pozostałym dziewczynom. Szczególnie Weronika i Amelia miały za złe, że się wywinęła od ciężkich zajęć i przez cały dzień jej dokuczały.

-Nie no, dobrze, niech się pożegna ze swoim chłopakiem - zakpiła Amelia, niby do Weroniki i Imoen, ale tak, że Siren słyszała szybko.-Zabiorą go jak George'a.

Na to wszystkie drgnęły. Dopóki Amelia rzucała różnego rodzaju obrzydliwości i złośliwości, wszystko mieściło się w pewnych ramach. Niemniej George, którego zabrali żołnierze dwa miesiące wcześniej, stanowił temat tylko przerażonych szeptów.

-Zabiorą i będą kroić go na żywca - dodała Amelia, gotowa zapewne dorzucić całą masę makabrycznych szczegółów.-Położą go na zimnym, metalowym stole, przywiążą skórzanymi pasami. Zmierzą go całego, między nogami też - widać było, że ją pobudza własna odpowiedź - potem będą wbijać różne rzeczy i noże. Nie podadzą mu żadnych środków przeciwbólowych, nie - jej twarz wykrzywiła się w czymś między nienawiścią a fascynacją - ich nie obchodzi, że go będzie boleć.

-Podali mu środki przeciwbólowe - nagle odezwała się Margery. -Ten pierwszy zastrzyk. Ale nie podziałał tak jak powinien.

Amelia wpatrywała się przez chwilę w Margery wzrokiem zaskoczonego bazyliszka. Obie były rude i piegowate, ale nic więcej ich nie łączyło. Może ostatnio trochę się do siebie upodobniły - obie poruszały się trochę ociężale i praktycznie przestały mrugać. Siostra Scarlett powiedziała Siren, że zapewne w taki sposób reagowały ich organizmy na to, że przestawały być dziewczynkami, a stawały się kobietami.

-Co ty możesz wiedzieć? - wycedziła. -Przecież widzieli, że go boli.

-Większa dawka by go zabiła - odpowiedziała.

-A tak zabili go oni.

Siren nie do końca wiedziała, skąd dziewczyny miały taką wiedzę. Przecież spały w tym samym pokoju co ona i na pewno nie widziały George'a od momentu, gdy przyszli po niego żołnierze.

***

-Bez kitu, utopią się - oświadczył z przekonaniem Nathan, patrząc, podobnie jak wszyscy inni chłopcy, jak Johnny i Janusz, dwóch najgłupszych zdecydowanie chłopców w całym sierocińcu, za to silnych i z sercem do sportu, zupełnie zanurzeni w stawie, rywalizowali, kto dłużej wstrzyma oddech pod wodą.

-Dalej trzymają pomostu - zauważył ironicznie Oktawian, wzdychając teatralnie, pokazując, jak bardzo głupia była uwaga Nathana. Tamten spojrzał na niego nieprzyjaźnie. Z lekkim uśmiechem, imiennik pierwszego rzymskiego cesarza patrzył na zegarek, który znalazł na strychu.-No no, już osiem minut. - mruknął z uznaniem.

Staw, dawniej istotna część posiadłości, zarósł strasznie trzcinami. Dzięki wysokim roślinom byli zupełnie niewidoczni od strony budynku.

-W Y'ha-nthlei nikt nie może się utopić - rozległ się wysoki, piskliwy głosik Joe'ego, sześcioletniego czarnego chłopca, brata Jimmy'ego. Razem z innymi młodszymi chłopcami z wielką uwagą przyglądał się zawodom.-Jest głęboko pod wodą - dodał.

Oktawian parsknął śmiechem.

-Jimmy, z łaski swojej, zabierz tego świrusa, co? - zmierzył wzrokiem chłopczyka, który ze swoją pluszową niby to ośmiornicą przykucnął nad pomostem i z niezwykłą uwagą wpatrywał się w wodę. - Jeszcze nas czymś zarazi, jakimś świrustwem.

Nieoczekiwanie dla wszystkich, tuż przy nim znalazł się Nathan. Będąc wyższym od Oktawiana, złapał go za kark.

-Przeproś go - warknął, wykrzywiając się w dziwnym grymasie.-Przeproś, szmato!

-Nat, co ci? - Oktawian próbował się wyrwać, ale nie mógł. Drugą ręką Nathan chwycił go za gardło.

W tym czasie Johnny wychylił się z wody, klnąc najbardziej niewybrednymi słowami, które poznał od odwiedzających sierociniec żołnierzy. Po chwili wynurzył się również Janusz, śmiejąc się głupkowato.

-Przestań się śmiać! - warknął Johnny.-Następnym razem ci pokażę!

-Następnym razem wyrosną ci skrzela - powiedział poważnie Joe.

Sebastian i Jimmy, rozebrani do samych majtek, mieli jako kolejni rywalizować we wstrzymywaniu oddechu. Obu zastanawiało wcześniej, czy w tym stawie były ryby. Nie byli pewni, ale czasami, jak na przykład zupełnie przed chwilą, czuli ich mocny zapach.
 
Cooperator jest offline  
Stary 25-01-2017, 08:45   #2
 
Brilchan's Avatar
 
Reputacja: 6439 Brilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputację
- Dzięki, Nate a ty Okti zawrzyj gębę, bo ci jedzie z niej jak z dupy - Zawołał do wrednego chłopaka po czym, roześmiał się w głos. Słyszał ten tekst kiedyś na ulicach Harlemu, cieszył się że teraz mu się przydał - Tak, w ogóle co to za kretyńskie imię Oktawian? Twoja stara przespała się z ośmiornicą ? - Dodał, bo tak naprawdę był wściekły, że sam nie mógł przyfasolić wrednemu chłopakowi tylko musiał polegać na starszym koledze, który bronił braci Keetle przed złośliwcami.

Jim nie miał za dużo mięśni jak na trzynastoletniego chłopca wolał spędzać czas w bibliotece albo grając na harmonice ustnej, ale płuca miał silne, więc wygranej w tej zabawie był pewien.

- Joe prosiłem cię żebyś przestał bawić się w wymyślanie tych dziwnych zdań, bo będą się ciebie czepiać tacy wredni ludzie jak Octopussy - Uśmiechnął się szeroko pokazując garnitur białych zadbanych zębów miał nadzieje, że teraz Oktawian zrozumie jak niemiło jest być przezywanym i da spokój młodemu.

- Ludzie wcale nie potrzebują skrzeli płuca można wytrenować jak każdy mięsień pamiętasz jak tato kazał mi ćwiczyć dmuchanie w butelkę przez słomkę żebym mógł dłużej grać na harmonijce? - Bardzo martwił się o braciszka. Pani Kovalsky może sobie mówić, co chcę, ale ta jego zabawa w wymyślanie zaszła zdecydowanie za daleko Jim zrobi wszystko, co w jego mocy żeby wrócić Joeya do rzeczywistości!

Mały zrobił naburmuszoną minę jak zawsze, gdy brat zwracał mu uwagę mocniej ścisnął ukochaną pacynke. Jim westchnął następnie odważnie ruszył do zimnego jeziora.

- Ave caesar morituri te salutant! - Zawołał łapiąc się pomostu żeby dodatkowo utrzeć nosa Oktawianowi i pokazać mu, że nie jest jakimś tam głupim murzynem i doskonale wie, dlaczego tamten chamek nazwa się tak a nie inaczej. Wyczytał tą sentencje w książce do historii.

Był gotów na dany sygnał nabrać powietrza i zanurzyć się pod wodę zamierzał wygrać.
Dla dodania odwagi wyobraził sobie że bierze udział w teście kapitana Nemo a ten kto wytrzyma najdłużej dołączy w nagrodę do załogi Nautilusa.
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 05-02-2017 o 09:49.
Brilchan jest offline  
Stary 25-01-2017, 17:33   #3
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2282 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Sebastian, jak zawsze, z uwagą przyglądał się scenom rozgrywającym się pomiędzy chłopcami. Kto z kim i kto kogo - bardzo istotne, gdy chce się pływać w niewielkim - nomen omen - stawiku. Ważnym również było w jaki sposób używa się tego typu wiedzy - czy żeby jak najlepiej manewrować, żeby nie wpaść w kurs kolizyjny, czy żeby narażać się na zupełnie niepotrzebne nieprzyjemności. To drugie miało teraz miejsce w przypadku Oktawiana, który nie potrafił nigdy trzymać języka za zębami. Sebastian lekko obawiał się o swojego kolegę, ale nie zamierzał reagować - to zwykła walka, Nate tak naprawdę nie udusi Oktawiana, bo żołnierze zabraliby go. To tylko taka forma zabawy...

A propo zabawy Sebastian przybił piątkę wychodzącemu z wody, zadowolonemu z siebie Januszowi. Janusz rzucił coś w stylu:
- Kwestia ćwiczeń, kwestia ćwiczeń! - i roześmiał się, ale wtem zwrócił uwagę co się działo z Natem i Oktawianem i zaprotestował - Hej, hej. Co tu się dzieje? Zostaw go. - i tutaj Sebastian w końcu przełamał swoje milczenie dołączając się
- Czas na kolejną rundę. - rzucił jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. No w sumie miało, bo różnego typu zawody były tutaj jedną z niewielu rozrywek. Oczywiście o ile nie lubiło się kotów - z nimi zawsze można było się pobawić, a przynajmniej jeżeli... jeżeli koty chciały się z tobą bawić. Akurat koty nie miały problemy z Sebastianem, ale on natomiast miał z nimi. Nie lubił ich za bardzo, choć równocześnie czasem jednego czy drugiego pogłaskał. Nie chciał zrazić do siebie tych tajemniczych, czteronogich istot. Nie bardzo wiadomo było kogo reprezentują, ale kogoś musiały. Wszystko składało się w jedną całość i trochę więcej. W każdym razie koty nie wszystkich lubiły, choć wredność reprezentowała jedynie część z tych negatywnych, kocich wybrańców. Być może było to losowe, a być może zupełnie nie.

Wówczas padły złowieszcze słowa Jimmiego.
- Ave caesar morituri te salutant! - wydarło się z gardła czarnego chłopca, a Sebastiana zmroziło. Już miał wskakiwać do wody zwracając na siebie uwagę (i odciągając ją od konfliktu z Oktawianem w centrum), gdy usłyszał o śmierci. Zrobił się lekko blady i usiadł na pomoście ciężko oddychając. Ktoś zażartował, że Sebastian przegrał zanim jeszcze nawet dotarł do wody.
- Nie przegrałem! - wydusił z siebie chłopak z lekkim trudem. Myślał jednak o tym, żeby poddać się. Zły omen zawisł nad tymi całymi zawodami, a w szczególności nad Jimmim. A co jeżeli Jimmy tego nie przeżyje? A co jeżeli ten kto z nim będzie rywalizował nie przeżyje? Jedno było pewne - w tej dwuosobowej grupie osób z zagrożonym życiem Sebastian nie chciał uczestniczyć.
- Przejdzie mi niedługo. Niech ktoś inny rywalizuje z Jimmym, ja z następnym... może ty Nat? - ostatnie pytanie autentycznie dotyczyło losowo wskazanej osoby, choć też całkiem nieźle wypadło ze względu na tą całą akcję trzymania Oktawianem. Oczywiście mógł i wskazać Oktawiana, ale to byłoby już zbyt podejrzane jako oczywista próba odciągnięcia od chłopca niebezpieczeństwa. Jeżeli ktokolwiek inny zgłosi się do rywalizacji z Jimmim to Sebastian wzruszy ramionami nie protestując. Sebastian będzie rywalizował z następną osobą w kolejce mając nadzieje, że zły omen wyjdzie z wody wraz z czarnym.

Próba przeciągnięcia w czasie jego rywalizacji z Jimmym spotka się ze znacznym protestem Sebastiana, który zacznie robić wymówki i logicznie wykaże, że to strata czasu czekać na polepszenie się jego samopoczucia, a równocześnie szkoda by było blokować Jimmiego. Dopiero w kompletnym braku innego wyjścia Sebastian zgodzi się na rywalizację z Jimmym, ale to i tak niech upłynie jedna, czy dwie kolejki.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 25-01-2017 o 21:03. Powód: podkład muzyczny
Anonim jest offline  
Stary 26-01-2017, 10:35   #4
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8575 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Siren skuliła się w sobie. Nie wiedziała skąd dziewczyny mają te informacje, ani dlaczego są tak agresywne względem niej. Coś się zmieniło w ich zachowaniu ostatnimi czasy. Może faktycznie to dlatego, że stawały się kobietami? Podobno Amelia już krwawiła...

Rozbudzona intuicja Siren podpowiadała jednak, że to coś innego stanowiło przyczynę dziwnego zachowania koleżanek… Coś, co było w nich od początku i teraz zaczynało kiełkować…

- Jesteście zazdrosne, bo nie będę robić tego, co wy. – powiedziała prosto z mostu, jednak bez urazy. Na jej twarzy malował się najwyżej smutek – Mówicie to wszystko, żeby było mi przykro. I jest. Ale to i tak nie w porządku wobec Michaela. On cały dzień jest sam. Od rana do nocy. Nawet nie może zjeść z nami obiadu. Nie może się pobawić z nikim, jeśli nikt go nie odwiedzi. Pomyślcie, jakby którąś z was tak zamknęli w pokoju bez zabawek i przywiązali do łóżka. To niesprawiedliwe, że tak o nim mówicie. – podniosła wzrok na Amelię. Musiała zadrzeć głowę, bo dziewczyna była od niej sporo wyższa, mimo to w ogromnych, niebieskich oczach Siren nie było strachu przed koleżanką.

Po słowach Siren przez chwilę zapanowała cisza. Raz, że poruszenie tematu George’a dalej podniosło napięcie, dwa, że Amelia chyba nie spodziewała się podjęcia jakiejś interakcji.

-Wszyscy tu jesteśmy sami - powiedziała końcu.-A może jesteś tak głupia, że nie zauważyłaś, bo się mizdrzysz do naszych strażników, do ludzi, którzy nas więżą? Nieważne, gdzie siedzisz i z kim. I tak robisz wszystko, co ci każą. Jesz, kiedy każą. Śpisz, kiedy każą. Modlisz się, kiedy każą. I jesteś jedyna tutaj, której wydaje się to nie przeszkadzać!

- Jesteśmy wciąż dziećmi... rodzice też nam kazali... - odparła cicho. Na wspomnienie mamy, która każdej nocy sprawdzała jej stopy czy są czyste, zadrżała jej broda. Tak bardzo tęskniła za domem...

-Już niedługo - uśmiechnęła się Amelia. - Niedługo wszyscy będziemy wolni i nie będziemy już dziećmi.

Do dormitorium weszła siostra Scarlett.

-Dziewczynki, pan Ross już na was czeka w hallu, szybko - zawołała w sumie ciepło, przynajmniej jak na personel sierocińca.-Siren, najpierw pójdź do biblioteki, wybierz jakąś dobrą książkę, a potem przyjdź do pokoju pielęgniarek i poczekaj na mnie.

Dziewczynka wykonała to polecenie bardziej niż chętnie. Lubiła swoje koleżanki, ale ostatnio Amelia naprawdę zrobiła się jakaś dziwna. Czy ona też taka będzie jak stanie się kobietą? Czuła, że musi się pocieszyć, a to oznaczało tylko jeden wybór książki.

Biblioteka w sierocińcu nie była szczególnie okazała, a już szczególnie w książki dla dzieci i młodzieży, dlatego ona i Michael już dawno wszystkie przeczytali. Każde z nich miało nieco inny gust czytelniczy - Siren wolała baśnie i legendy, Michael zaś książki podróżnicze i przygodowe. Jeden tytuł był jednak ulubionym ich oboje - Tajemniczy Ogród Burnetta. I po tę właśnie książkę z nieco już wytartym grzbietem sięgnęła dziewczynka.

[MEDIA]https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/a7/The_Secret_Garden_book_cover_-_Project_Gutenberg_eText_17396.jpg/161px-The_Secret_Garden_book_cover_-_Project_Gutenberg_eText_17396.jpg[/MEDIA]

Następnie skierowała się do pokoju pielęgniarki. Była posłusznym dzieckiem, nie widziała powodu, dla którego miałaby się buntować. W końcu gdyby nie była grzeczna, nie wolno byłoby jej odwiedzać Michaela.
 
__________________
Up high in the middle of nowhere
Don't know, but you know, when you get there
Walk slow and low on a tightrope
Hope it last, but you know, you never know...
Mira jest offline  
Stary 29-01-2017, 22:55   #5
 
Cooperator's Avatar
 
Reputacja: 821 Cooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwu
Nathan puścił Oktawiana dłuższej chwili, a na jego twarzy odmalowało się leniwe okrucieństwo. Chłopiec charczał, próbując złapać oddech. Oczy mu łzawiły, twarz poczerwieniała, wyglądał tak żałośnie, że jego próby zachowania godności spełzły na niczym. Gdy próbował przybrać swój zwyczajny półuśmieszek, zadrżały mu wargi.

-Nie usłyszałem, jak przeprosiłeś Joe'ego - powiedział groźnie Nathan.

-Przepraszam, Joe, nie chciałem - powiedział szybko Oktawian.

-Nic się nie stało - powiedział łaskawie sześciolatek. - Po prostu jesteś człowiekiem.

Wymiganie się od nurkowania okazało się ponad możliwości Sebastiana. Podnieceni, podekscytowani chłopcy zareagowali śmiechem i drwinami, a Nathan wyglądał, jakby miał ochotę zedrzeć z niego ubranie i kopniakiem wrzucić do wody.

-Nie pieniaj - syknął Sebastianowi prosto w ucho. Chłopiec zauważył, że od pewnego czasu zupełnie nie mrugał.

Sebastian, test Charyzmy - test niezdany, 1 punkt na torze stresu społecznego

Kostnica
Kostnica



Złapali się mokrych desek pomostu, szorstkich i kaleczących palce jak papier ścierny. Na sygnał obaj z Jimmym się zanurzyli. Woda była bardzo dziwna. Oczy szczypały ich od razu. Coś oleistego zatkało im od razu uszy. Chociaż przy pomoście brakowało im do gruntu raptem kilkudziesięciu centymetrów, patrząc w dół nie widzieli ciemnego dnia. Nawet refleksy jasnego dnia słabo przebijały się przez jednostajną, szarą masę wody, bardziej przypominającą galaretę niż ciecz.

Ich płuca płonęły. Ból, jaki odczuwali obaj zupełnie ich zaskoczył. To przecież nie był pierwszy raz, jak robili sobie tego typu zabawy. Co się zmieniło? Nie dochodziły do nich żadne dźwięki z powierzchni. Znaleźli się w zupełnie martwej ciszy. Obaj wiedzieli, że nie pobiją rekordu Johnny'ego i Janusza. Ale żeby te chociaż pięć minut...

Sebastian, test Witalności - test niezdany, 1 punkt na torze stresu fizycznego
Jimmy, test Witalności - test niezdany, 1 punkt na torze stresu fizycznego



I wtedy coś otarło się o Jimmy'ego, sprawiając, że czarny chłopak podskoczył gwałtownie. Coś bladego, niczym ręka topielca, wyrwało z jego gardła okrzyk, co sprawiło, że opił się wody. Wynurzył się i zaczął koszmarnie kaszleć. Nie pomogło mu to, że towarzyszyły jego atakowi drwiny i śmiechy z przegranej.

Jimmy, test Siły Woli, test nieudany, 1 punkt na torze stresu mentalnego.
Jimmy, konsekwencja przegrania zawodów, 1 punkt na torze stresu społecznego.



Z kolei Sebastian poczuł, że jego ręce nie dotykały już pomostu. Wybałuszył oczy widząc, że dotyka kamienia, szorstkiego, zarośniętego od porostów ciosanego w prostopadłościenne bryły z jakich stawiano dawno zapomniane miasta. Woda, chociaż ciemna, przestała być przeszkodą. Od razu dostrzegł w dali stożkowate gmachy zrujnowanej świątyni. Była piramidą, takie jak w atlasie geograficznym zaznaczono na terenie Ameryki Łacińskiej. Stała na uboczu. Czuł bijącą od niej grozę. Wszystkie stworzenia wodne od których roiło się wokół, unikały jej.

Gdy patrzył dalej, za piramidę, dostrzegł upiorne, zielonkawe światło, bijące od wielkiego, cyklopowego miasta położonego dalej. Nad ulicami, wybrukowanymi w dawnych czasach, sunęły dziwne przygarbione postacie, wyglądające jak karykatury człowieka połączone z rybami i żabami. Nie miał żadnej wątpliwości, że te stworzenia go widziały. Spoglądały na niego wyłupiastymi oczami, a jedno z nich nawet pomachało w jego kierunku, otwierając paszczę pełną ostrych jak u szczupaka zębów. Sebastian dostrzegł wówczas, że jego ręce, którymi kurczowo trzymał się omszałego kamienia, mają między palcami błony. Przerażony, rozprostował ręce.

Wtedy oderwał się od pomostu i poczuł, że opada na dno stawu. Wynurzył się szybko. Zobaczył Jimmy'ego z ponurą twarzą, wycierającego się o wyniesiony z łazienki ręcznik. A zatem udało się. Zwyciężył.

-Pięć minut i osiemnaście sekund - ogłosił Oktawian nieco piskliwie.

Sebastian, test Siły Woli - test zdany, 2 punkty na torze stresu mentalnego.



***

Biorąc książkę z biblioteki od panny Kovalsky, Siren zastanawiała się, czy jutro na obiad planują podać im ryby. Dziewczynka znajdowała się piętro nad kuchnią i dokładnie czuła ten zapach, kojarzący jej się z dalekim rodzinnym domem w Innsmouth. Ryby serwowano w piątek, dzisiaj była sobota. W niedzielę przeważnie dawali coś, co stanowiło miłą odmianę od monotonnej kuchni.

Pokój pielęgniarek dzieci nazywały Słonecznikową Komnatą. Za czasów Preiswerków stanowiła jeden z pomniejszych pokojów gościnnych, urządzona została w stylu bardzo prowincjonalnym, z żółtymi, teraz prawię białymi tapicerkami i zasłonami z wyhaftowanymi słonecznikami. Na ścianach, za szkłem, stały suszone kwiaty oraz obraz, przedstawiający pole słoneczników i tańczącą na polu młodą dziewczynę w słomkowym kapeluszu. Był to bardzo ciepły pokój, choć lata nieużywania wywarły na nim piętno przemijalności.

Siostra Scarlett w pokoju pielęgniarek rozmawiała z dyrektorem Rawlinsonem. Z jego patriarchalną brodą, doktor wyglądał na dużo starszego. Zmierzył stojącą w progu dziewczynkę zimnym spojrzeniem. Podszedł i podniósł swoim suchym jak pergamin palcem jej brodę, zmuszając, by spojrzała mu w oczy. Gdy skrzywił się z niesmakiem i niechęcią, poczuła to prawię tak, jakby uderzył ją w twarz.

-Ona też ma oczy Marshów - właściwie wycedził do siostry Scarlett i wyszedł z pokoju.

Siostra Scarlett uśmiechnęła się blado do Siren, starając się zatrzeć wrażenie.

-Chodź, kochanie - odezwała się. -Michael na ciebie czeka.

Szła jednak trochę dalej od Siren niż zwykle, a w jej ruchach czuło się rezerwę i dystans. I strach.

Bardzo dużo strachu.

Michael leżał na swoim łóżku. Gdzie indziej miał leżeć? Na widok Siren i siostry Scarlett wyraźnie się ożywił. Na jego twarzy wykwitł uprzejmy, ciepły uśmiech. Był bardzo ładnym chłopcem, najładniejszym ze wszystkich w sierocińcu.

-Dzień dobry, siostro Scarlett - powiedział, skłaniając głowę.-Dzień dobry, Siren.

Pielęgniarka, najwyraźniej rada odsunąć się od dziewczynki, poprawiła chłopcu poduszki, tak, że mógł normalnie usiąść.

-Jak twoje lekcje, młodzieńcze? - zapytała. - Pastor chwalił cię przy całej obsłudze, więc chyba całkiem nieźle poradziłeś sobie z pracą semestralną.

Siren wiedziała, że siostra Scarlett kłamie. Pastor nikogo nigdy by nie pochwalił, podobnie jak większość innych pracowników sierocińca. Co jakiś czas jednak pielęgniarka takim kłamstwem chciała poprawić humor któregoś z dzieciaków. Udało jej się i tym razem - Michael uśmiechnął się, a miał bardzo ładny uśmiech.

-Pastor powiedział, że w sumie mógłbym jutro wziąć udział w nabożeństwie - odezwał się, jak zwykle nieśmiało. -Tylko ktoś musiałby mi pomóc zejść i wejść.

Nabożeństwa były albo nudne, albo straszne, ale zamkniętemu chłopcu właściwie każde wyjście z pokoju jawiło się jako atrakcja.

-Tak powiedział? - zdziwiła się pielęgniarka. - Ale właściwie jutro to nikogo nie będzie z wychowawców... Nie wiem, kto miałby ci pomóc, kochanie.

Uśmiech spełzł z twarzy Michaela.

-Zresztą, nieważne - westchnął, patrząc w kierunku okna, skąd dobiegały krzyki trenujących sport dziewczyn.

Siostra Scarlett dyskretnie wyszła, zostawiając Siren i Michaela samych.
 
Cooperator jest offline  
Stary 30-01-2017, 09:05   #6
 
Brilchan's Avatar
 
Reputacja: 6439 Brilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputację
Jim był bardzo na siebie zły, przegrać przez jakąś głupią rybę! Bo to na pewno jakaś ryba otarła się o jego nogę a on jak głupi dzieciuch wyobraził sobie, że to jakaś ręka go chwyta! Opił się błotnistej wody a do tego mocne płuca, z których był tak dumny go zawiodły, o czym, inni chłopcy nie pozwolili mu zapomnieć w swoich kpinach.

Najbardziej jednak zabolał go zawód, jaki zobaczył w oczach Joego... Rzeczywistość znów o sobie przypomniała był słabeuszem i nigdy nie będzie wstanie poszukiwać przygód ani robić fajnych rzeczy jak Kapitan Nemo i załoganci jego podwodnego statku.

Gdy już się wytarł Sebastian akurat wychodził z wody starszy z braci Keetle przywołał na twarz wymuszony uśmiech i wyciągnął do zwycięscy dłoń - Gratulacje! Widzisz nie było się, czego bać - Powiedział w nadziej, że wspomnienie wcześniejszego chojractwa zwycięscy osłabi nieco jego przegraną tato zawsze mu powtarzał, że trzeba umieć ponosić porażki z honorem.

Jimmy czuł, że powinien zaproponować Nathanowi zabawę w Srebrny Rewolwer w podziękowaniu za pomoc w rozwiązaniu sytuacji z Oktawian. Była to ich wersja Lone Rengera Jimmy pewnego dnia stwierdził, że ma dosyć odgrywania słuchowiska radiowego, którego nigdy nie słyszał, więc wymyślił ich własną wersje gdzie Nate był bohaterskim kuzynem bohatera ze słuchowiska a murzynek zamiast grać Indianina Tonto mógł być Makumbą synem króla wioski, który sprzeciwił się ludożerczym tradycją swojego plemienia i chcę nauczyć się odwagi od białych...

Teraz jednak zupełnie nie miał na to ochoty czuł się zmęczony a bieganie za resztą chłopców skończyłoby się jedynie kolejnymi drwinami. Czasami zastanawiał się czy Nate nie pomagał mu tylko, dlatego że potrzebował kolorowego do swojej ulubionej zabawy?

Jimmy zdjął mokre gacie żeby nie dostać zapalenia pęcherza, o czym czytał w słowniku chorób, po czym, szybko założył spodnie i bluzkę. - Pójdę pograć na harmonice - Powiedział próbując nie brzmieć na obrażonego, co zupełnie mu nie wyszło.

Spróbuje zaciągnąć za sobą młodszego brata, który nucił pod nosem coś o martwym mieście niby Nate wybroniłby go w razie problemów, ale Jim zawsze bał się, co smarkaczowi strzeli do głowy jak go nie dopilnuje, więc wolał sam mieć go na oku, choć jeżeli dzieciak będzie się upierał zostawi go z resztą chłopaków.

Najpierw wróci do wspólnej sypialni wywiesić mokre gacie do wyschnięcia a potem
usiądzie gdzieś niedaleko żołnierzy i zagra wiązankę melodii patriotycznych na harmonice czasem, gdy trafi na jakiegoś J.A. W dobrym humorze to można się załapać na komiks albo czekoladę!
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 30-01-2017 o 22:41.
Brilchan jest offline  
Stary 01-02-2017, 13:05   #7
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8575 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
- Nabożeństwa i tak są do kitu - odezwała się Siren, gdy pielęgniarka wyszła, przysiadając na brzegu łóżka Michaela - Patrz, co przyniosłam! - pokazała mu książkę, uśmiechając się przy tym radośnie.

-Siedzenie tutaj jest do kitu - westchnął Michael. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Przesunął się z trudem na bok łóżka, stękając z wysiłku. Zrobił jej miejsce, by usiadła obok niego.-Dziewczyny się nie złoszczą, że zamiast ćwiczyć z nimi, siedzisz ze mną? - spytał trochę niezgrabnie.
- Złoszczą. - przyznała szczerze, siadając obok chłopaka i kładąc głowę na jego ramieniu. - W ogóle ostatnio wszyscy są jacyś niemili. Jakby coś wisiało w powietrzu... Dziś nawet dusza Scarlet śpiewała strachem.
- Jakbyś miała mieć jakieś problemy przez to, że tu przychodzisz, to wiesz, dam sobie radę - powiedział poważnie, chociaż widać było, ile go to kosztuje. -Stąd dużo widać - wskazał na olbrzymie okno, które jednak nie wpuszczało dużo światła, bo znajdowało się od północnej strony.-Niedługo zaczną pożerać się nawzajem.

Siren westchnęła tylko, po czym kontynuowała czytanie. Michael wydawał się być zupełnie nieobecny, tylko mechanicznie gładził dłoń dziewczyny. Nagle się ocknął i spytał:

-Wierzysz w cuda? Siostra Scarlett i pastor mówią, że Bóg czyni cuda i uzdrawia. Myślisz, że jakbyśmy się pomodlili bardzo mocno, to by mnie uzdrowił? A może jestem jak Colin? Może naprawdę mogę chodzić? - chłopak rozgorączkował się nieco.-Ostatnio śni mi się, że chodzę - przyznał się, trochę zakłopotany własnymi emocjami.-A nawet pływam. Tęsknię za pływaniem.

Dziewczyna spojrzała ze smutkiem na przyjaciela. Zamknęła książkę. Nie musiała nawet sprawdzać strony. Znała ją na pamięć, więc wiedziała, gdzie szukać dalszego ciągu.

- Myślę, że cuda polegają na tym, że się ich nie spodziewa. Nie da się ich przywołać. Inaczej... nasi rodzice i wszyscy... nie zniknęliby. - powiedziała cicho, jakby bojąc się, że ktoś jeszcze ją usłyszy. Pogłaskała ramię chłopaka.
- Nie potrzebuję jednak cudów, żeby widzieć, że masz silne ręce. Może i tak dałbyś radę pływać? Tylko musielibyśmy jakoś cię przenieść... - zasępiła się - Kiedyś Scarlet mówiła o specjalnych fotelach na kółkach dla ludzi, którzy nie mogą chodzić. Wiesz, żeby mogli się przemieszczać. Tylko że dyrektor się nie zgodził... a wystarczyłoby poprosić jakiegoś kowala - znów westchnęła.

Widać było, że odpowiedź dziewczynki go zdruzgotała. Odsunął się nieco, ręce splótł na brzuchu. Był chłodny i obojętny. W wilgotnych oczach przez chwilę pojawiła się beznadzieja, a potem ponura determinacja.

-Coś się zbliża - powiedział.-Muszę sprawdzić. Ostatnio poczułem przez moment swoją prawą nogę - zrobił taką minę, jakby przygotowywał się na zarzucenie sobie nieprawdy.-Pomóż mi wstać, Siren. Proszę.

Chciało jej się płakać, gdy na niego patrzyła, gdy widziała jak walczy... I chciała go w tym wesprzeć, bez względu na to, jak beznadziejna wydawała się sytuacja. Potarła nos rękawem swetra, po czym stanęła koło łóżka pewnie, na obu nogach. Wysunęła do przodu ręce, by złapać Michaela i pomóc mu się podciągnąć. Posłała mu pokrzepiający uśmiech, choć jej oczy wciąż były bezdennie smutne.

Wykrzywiony z bólu, skupiony tak, że żyłki nabrzmiały mu na skroniach, Michael podciągnął się. Przez chwilę, jedną, wspaniałą chwilę, wydawało się, że cud rzeczywiście się stał. Michael stanął na nogi. Po chwili jednak przewrócił się, pociągając za sobą Siren.

Siren, Witalność - test nieudany, 1 punkt na torze stresu fizycznego.



Łomot dwóch upadających ciał od razu zaalarmował pracowników sierocińca. Wbiegła siostra Scarlett oraz kapitan Phillips, otyły, starszy żołnierz, który poza tym, że tutaj rezydował, to uczył dzieci geografii. Wojskowy bez wysiłku podniósł Michaela i położył go na łóżku. Chłopiec z trudem powstrzymywał łzy bólu i wstydu.

-Chodź, Siren - powiedziała pielęgniarka, pomagając dziewczynie wstać. Wyprowadziła ją z pokoju, chcąc oszczędzić Michaelowi zażenowania. Chłopcy nie powinni płakać przy swoich damach. Dała jej wolne do końca dnia.

Poszła do parku, choć od razu obudziło to w niej wyrzuty, bo Michael nie mógłby tego zrobić. Nie mógł wyjść i odetchnąć świeżym powietrzem... przespacerować się dla uspokojenia. Siren stanęła przy wielkim dębie, dotknęła ręką jego pomarszczonej kory i ku własnemu zdziwieniu zaczęła płakać. Emocje dzisiejszego dnia opuściły jej strapione serduszko.
 
__________________
Up high in the middle of nowhere
Don't know, but you know, when you get there
Walk slow and low on a tightrope
Hope it last, but you know, you never know...
Mira jest offline  
Stary 03-02-2017, 15:57   #8
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2282 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Wizja antycznego, podwodnego miasta była taka realna jak gdyby znalazł się tam naprawdę. Jakby ukute z pradawnych kamieni, które tworzyły powłokę planety przed eonami stało tam miasto. Miasto ukryte przed wzrokiem ludzkości, miasto, które nigdy nie było wliczone w żadne ludzkie statystyki. Niepoliczalne. Takowych również miało mieszkańców - kimkolwiek byli to z pewnością nie byli ludźmi, a byli za to tacy jak część dzieci w sierocińcu. Wiele zmieniało się, a przede wszystkim fakt, że... liczby przestały zgadzać się. Sto procent nie było tymi samymi stoma procentami co wcześniej. Do tego ten jeden chłopak, który został zabrany przez wojsko, a Sebastian już miał powoli problemy, żeby sobie go przypomnieć. Wydawało mu się, że nazywał się George, ale równie dobrze mógł się nazywać jakkolwiek inaczej. Podobnie nie wiedział jak nazywały się istoty z miasta, które nieistniało. Nie było niczym więcej niż wytworem chorego umysłu, objawem psychozy, manii, deficytu interakcji społecznych - mirażem niedotlenionego umysłu! Jednocześnie jednak Sebastian dobrze wiedział, że miasto istniało naprawdę, a w stawie znajdują się wrota, które dało się otworzyć kluczem wyobraźni. Za wrotami znajdował się bezdźwięczny, ale jakże widoczny podwodny świat. Dlatego pewnie nie mrugają, prawda? To oni. Nie ma ich. Umysł Sebastiana zaczął powoli popadać w paradoks, który z kolei zawijał się w niewytłumaczalne i z pewnością nieeuklidesowskiej figury obcej geometrii. Myślał jednocześnie dwutorowo zupełnie jak pociąg jechał po dwóch torach ale tory w jego umyśle były od siebie oddalone o całe setki tysięcy kilometrów i setki tysięcy lat. W czasach kiedy...

W końcu wynurzył się. Tak jak dotarł do bluźnierczego miasta tak i powrócił na tereny sierocińca. Sierocińca może i nie mniej bluźnierczego, gdyż prowadzono tu okrute eksperymenty socjologiczne pozwalające ludzkim dzieciom koegzystować z czymś jedynie lekko podobnym. Zamrugał. Trzeba mrugać. Mruganie jest dobre. Nawilżanie oczu w atmosferze pozbawionej nawilżania. Nie byli wszakże w Luizjanie.

Po wygrzebaniu się na pomost zignorował powtarzające się słowa o tym, że zwyciężył. Przodował w tym wszystkim Oktawian. Sebastian natomiast ostentacyjnie położył się na pomoście i powiedział:
- Nie nabijajcie się. Mówiłem, że słabo mi pójdzie, bo źle się czuję. - podbudowana otoczka dramatyzmu miała mu przygotować scenę na kolejną fascynującą sztukę w jego krótkim, acz dość... bezwolnym życiu. Sierociniec był więzieniem dożywotnim z karą śmierci czekającą na końcu podróży. Kara ta była już blisko. Pytanie tylko było czy warto było żyć dalej?

Młodzieńcy na pomoście tym czasem w części śmiali się szczerze, a w części szydzili z jego głupoty. Skandowali, że Sebastian wygrał, ale chyba mu w głowie poprzewracało się od siedzenia pod wodą. Tym czasem Jimmiemu nie było wcale do śmiechu. Przegrał, bo był beznadziejny. Równocześnie na twarzy czarnego rysowało się coś czego wcześniej nie było. Jakby coś go utemperowało. Czyżby również miał wizję starożytnego miasta? Nie był widoczny na miejscu, ale kto wie jak ten portal działa? A może zupełnie coś innego go spotkało. - pomyślał Sebastian, ale śmiał się razem z dziećmi i tłumaczył ze swojej głupoty. Ostatecznie wstał zanim jeszcze Jimmy sobie poszedł i zrobił teatralny gest osoby zapraszającej na przedstawienie:
- Wspaniała woda na kąpiel! Kto następny? - zapytał Sebastian i usiadł na pomoście, żeby trochę wyschnąć. Słońce świeciło, a było dość ciepło. Nie trzeba było się nawet przebierać. Nad stawem pozostał, aż zakończyła się rywalizacja chłopców. Potem poszedł z grupą na posiłek.

W między czasie, najlepiej na osobności (ale niekoniecznie), zagadał do Janusza jak mu się udało, aż tak długo wytrzymać pod wodą. Przy okazji powiedział mu, że miał słabszy dzień i stąd nie udało mu się dłużej niż tyle co wytrzymał. Miał nadzieję, że Janusz powie mu jak to było, a zachęci go mówiąc - Umysł trochę wysiada jak tak się nie oddycha, nie? Miałeś kiedyś zwidy po tym? Mi to się wydawało, że przegrałem z Jimmym...

Zagada również do brata Jimmiego skąd mu przyszła do głowy nazwa stawu Y'ha-nthlei. Zrobi to taktownie, aby nie spotkało się to ze sprzeciwem lub obroną kogokolwiek. Nie miał zamiaru popadać w konflikty z ludźmi i innymi, którzy kręcili się po terenie sierocińca. Każdy mógł się przydać do realizacji kolejnych etapów planu... co jednak było w finale?

Stara się być ostrożny z pytaniami i nikomu nie zdradzić w żaden sposób (nawet gestem!), że widział jakieś podejrzane, podwodne miasta pozbawione ludzkości. Gdyby to się wydało mógłby nie dożyć następnego poranka!
 
Anonim jest offline  
Stary 04-02-2017, 21:41   #9
 
Cooperator's Avatar
 
Reputacja: 821 Cooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwu
Sebastian siedząc na pomoście, przyglądał się, jak Nathan wraz z jednym z chłopaków przygotowuje się do skoku do wody. Od razu zwrócił uwagę na to, że oprawca Oktawiana zachowuje się dziwnie. Kiedy jego współzawodnik już wskoczył do wody, rozebrany do samych majtek, on, ustawiając się do zgromadzonych chłopców przodem, bardzo szybko zdjął koszulę. Sebastian, będąc bardzo spostrzegawczy, zauważył na plecach Nathana dziwne pręgi, mniej więcej na wysokości krzyża. Poza tym, gdy bardzo ostrożnie zdjął buty, od razu przykurczył palce stóp. Nie uszło uwagi Sebastiana, że między palcami Nathana były jakieś zrogowacenia, jakby było tam więcej skóry niż być powinno. Sebastiana na chwilę zmroziło. Czy podobnie nie wyglądał George, zanim go zabrali żołnierze? Już dwa miesiące minęły, od kiedy nie wrócił.

Od Janusza nie uzyskał większych informacji. Usłyszał od przygłupa tylko pełną chełpliwości informację, że ma po prostu zarąbistą kondycję. Żaden z kolejnych chłopców nie uzyskał wyniku choćby zbliżonego do Janusza i Johnny'ego. Po dokonaniu tej obserwacji, Sebastian udał się na spotkanie Joe'ego i Jimmy'ego.

Gdy już się przebierał, przez okno zauważył, że trzech żołnierzy idzie przez podwórze w kierunku parku, każdy niósł łopatę. Zabrawszy ze sobą młodszego brata, wiedział, gdzie miał się udać, by spróbować jakoś poprawić swoją sytuację.

Siren uspokajała się powoli. Wtulona w korę dębu, płakała rzewnie. Drzewo jednak nie przytuliło jej, nie odgarnęło włosów z policzków, nie uspokoiło, że wszystko będzie dobrze. Natomiast zasłoniło przed wzrokiem idących przez park żołnierzy, którzy w pewnym momencie, bardzo blisko Siren oraz kwietnika założonego przez doktora Arćamę, hinduskiego lekarza z Uniwersytetu Miscatonic, zeszli ze żwirowanej alejki i zapalili papierosy.

-Dawajcie, tu będzie dobre miejsce - powiedział jeden z nich, najstarszy.

-Nie za blisko stawu? - zaniepokoił się drugi. - Podniesie się poziom wód gruntowych i zaraza gotowa.

-A, zapomniałem, że Sammie chciał zostać doktorem - zarechotał starszy. - Co za różnica? Jak będzie po wszystkim, i tak stąd wypieprzymy. Niech se gniją jak bądź.

-Dżuma się przez dwa lata utrzymuje - zauważył doktor in spe, urażony.

-I chuj, kto tu przez dwa lata będzie przyjeżdżał na to zadupie? - zadrwił tamten.- Do roboty.

Trzeci, dotychczas milczący, westchnął. Z ponurą miną wbił szpadel w ziemię i wyrwał trawę.

-Możemy kopać szerzej, a płycej - zasugerował nazwany Sammiem. -Nie potrzeba regulaminowych sześciu stóp, w piwnicy jest od cholery wapna. Szybciej się rozłożą.

-A Arćama to nie chce ich w ogóle spalić? - zastanawiał się starszy. Sammie wraz z ponurym żołnierzem pracowali, ale on wcale nie zamierzał brać się do roboty.-Tamtego żaboluda chyba w końcu spalili, nie?

-Ostatecznie tak, ale planował go zostawić w formalinie. Ale wiesz, bał się, że po niego przyjdą. Jakieś dziwne rzeczy działy się w laboratorium. Arkham leży za blisko oceanu, żeby ryzykować.

-Coś jeszcze ci mówił wujaszek Armitage? - dopytywał się najstarszy. -Jeśli jakieś kurewstwo ma tutaj sobie zrobić wycieczkę, to wolałbym o tym wiedzieć. Po tym pieprzonym dachu już żadnego galaretowatego gówna nie chcę widzieć aż do śmierci.

Rozległ się dźwięk harmonijki. Niedaleko Siren, pod jednym z drzew, rozsiadł się Jimmy i zaczął grać rzewne, patriotyczne pieśni. Obok niego przykucnął jego młodszy braciszek, bawiąc się szmacianą lalką i nucąc coś zupełnie nie do taktu.

-No chłopcy, mamy filharmonię dzisiaj - zaśmiał się najstarszy z żołnierzy.

Spojrzał na czarnoskórych chłopców i zawołał:

-Hej, młody, a może zagrasz "Dixie Land"? - zarechotał z własnego dowcipu. Młodszy, ponury żołnierz przestał kopać i spojrzał na tamtego potępiająco, ale się nie odezwał.

-No co, no co? Nawet Lincoln lubił tę piosenkę...

Ponury żołnierz bez słowa odłożył łopatę, podszedł do pozostawionego chlebaka i wyciągnął z niego dwie tabliczki czekolady.

-Chodźcie, chłopcy... O, ty też. Ty, za drzewem - zawołał do Siren. Dał czekoladę dzieciom, a potem, zrobiwszy niewyraźną minę, odgarnął włosy, które się przykleiły dziewczynce i uśmiechnął się smutno. Wrócił do kopania z ponurą determinacją.

Gdy odchodzili z czekoladą, do parku wszedł Sebastian. Na jego widok, Joe uśmiechnął się promiennie, całym sobą.

-Słyszałem dzwony zatopionego miasta - oświadczył sześciolatek. - To ty je musiałeś widzieć.
 
Cooperator jest offline  
Stary 05-02-2017, 09:13   #10
 
Brilchan's Avatar
 
Reputacja: 6439 Brilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputację
Tata zawsze mu powtarzał "Pamiętaj, że czarny grajek musi być przy okazji aktorem jednej roli musimy grać głupiego murzyna przed dobrym białym Panem. Wtedy oni czują satysfakcje, dają lepsze napiwki i nie czują potrzebę żeby zrobić nam krzywdy" - Jimmy nie cierpiał tego podejścia szczególnie po tym jak odkrył, że w sumie jest mądry a Pani Kovalski powiedziała, że może nawet zostać nauczycielem!

Ciężko jednak pozbyć się starych przyzwyczajeń, słysząc drwinę jednego z żołnierzy potraktował ją, jako zamówienie i zagrał zamówioną melodie nie przejmując się, że są to rytmy właścicieli niewolników, gdy już skończył posłał żołnierzom lekko przygłupi uśmiech udając, że nie rozumie drugiego dna całej sytuacji.

Udało mu się zyskać czekoladę! Teraz będzie mógł się wkupić z powrotem w łaski chłopaków po przegranych zawodach! Podziękował bardzo żołnierzom, po czym, chwycił brata za rękę zabrał czekoladę i ruszył do parku.

Słysząc słowa młodego i radość w jego głosie Jimmy skrzywił się nieprzyjemnie, po czym, westchnął odwinął trochę złotka z tabliczki ułamał jeden kwadracik i włożył go w usta Joego.

- To w nagrodę za to, że wytrzymałeś i nie zacząłeś gadać tych głupot przy dorosłych. Pamiętaj, że oni nie lubią twoich historyjek i jak za bardzo na siebie zwrócisz uwagę to kolejny grób będą kopać dla ciebie a za bardzo cię kocham i nie chcę cię stracić - Oczywiście wyolbrzymiał całą sytuacje żeby wystraszyć dzieciaka. Raczej go nie zabiją, ale bał się, że stwierdzą, że jest jakimś świrem i zabiorą go daleko do innego miejsca do jakiegoś dalekiego szpitala dla świrów, przez co już go więcej nie zobaczy.

Murzynek ukucnął przy braciszku żeby ich oczy były na tej samej wysokości - To dobrze, że pilnujesz się przy dorosłych, ale na inne dzieci też musisz uważać, bo niektóre to złośliwe skarżypyty i wszystko dorosłym powtórzą a Nathaniel nie zawsze będzie w pobliżu żeby ich nastraszyć - Wyjaśnił chłopcu spokojnie następnie wstał i popatrzył się na dwójkę starszych dzieci

- Siren proszę nie mów nikomu, że Joe znów wygaduje te głupoty po prostu ma bujną wyobraźnie tak jak ty tyle, że jako chłopiec woli bajki o potworach i tonięciu a nie lubi jednorożców czy wróżek. Źle zniósł rozstanie z mamą, miał koszmary, więc go namówiłem żeby się z nimi zaprzyjaźnił a teraz się boję, że dyrekcja stwierdzi, że mu odbiło, dlatego proszę nie rozpowiadaj tych jego bajek dobra? Załatwiłem ci czekoladę możesz się nią podzielić z kimś, kogo lubisz albo coś? - Zakończył niepewnym głosem, bo dziewczynka była znana z tego, że jest pupilkiem opiekunów.

- Sebastian chcesz kawałek czekolady ? - Spytał chłopaka samemu wpychając cząstkę słodkiego przysmaku w usta. Ssał powoli żeby dłużej cieszyć się słodkim smakiem - Lepiej nie jeść więcej niż jednego, bo zepsujemy sobie apetyty przed obiadem i opiekunowie będą źli - Dodał mimo starań wciąż był wściekły, że to jakieś białas wzbudził taki zachwyt u Joe'go a mały w ogóle nie doceniał jego starań! Jim nie bał się, że Sebastian naskarży dorosłym, ale nie chciał sobie robić w nim wroga, bo może to zrobić z zemsty.
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 05-02-2017 o 11:49.
Brilchan jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166