Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-05-2006, 22:02   #1
 
LMGray's Avatar
 
Reputacja: 537 LMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnie
Czerwony Piasek

Oto i długo oczekiwana sesja zamknięta w systemie Neuroshima dla graczy: Nightcrawler, Koniov, Tjall, Turgon Cre, Archeon. Wszystkich innych, którzy okażą sie zainteresowani udziałem odsyłam do PW, gg, etc.. Proszę o aktywny udział w sesji, nie używanie emotikonek oraz czytelny zapis wypowiedzi. Pozdrawiam, a wszystkie pytania prosze kierować jak zawsze do "Komentarzy".
Na początku także pragnę aby każdy gracz pokrótce opisał swoją postać, wygląd oraz cechy zewnętrzne widoczne na pierwszy rzut oka dla pozostałych graczy. Ułatwi to znacznie zorientowanie się każdemu co do poszczegolnych bohaterów.




Piasek jest dziś ciepły, wyjątkowo ciepły. Na szczęście już niedaleko. - Pomyślał z ulgą mały chłopiec niosący potęzny aluminiowy pojemnik. Nawet pomimo owiniętych szmatą nóg, gorące drobiny znajdowały drogę do chudych nóg dziecka. Było parne i gorące południe, nawet sępy skryły sie za niedalekimi wyłomami. Chłodny wiatr wiejacy od strony wielkich jezior, a tym samym Detroit już dłuższego czasu nie dawał znaku życia. Nawet on nie pojawiał sie o takiej porze w maleńkiej osadzie, jak Boufor. Chłopiec otarł spocone czoło szarym rękawem koszuli uważając jednocześnie by nie wytrącić pojemnika na mąkę. Dzieliło go już tylko kilka metrów od małego sklepu gdzie wszyscy mieszkańcy zaopatrywali sie w żywność przywozona właśnie z Detroit. Samo miasteczko nie miało mozliwości uprawy nawet najpodlejszych roślin, brak wody i niezliczone połacie piasku uniemożliwiały rozwój osady. Gdyby nie zachowana w przyzwoitym stanie, ciągle działająca fabryka nawozów oraz przebiegający przez miasteczko szlak handlowy już dawno piasek zasypałby kości ostatnich ludzi, ktorzy odważyliby sie tu zamieszkać. Szczęście jak dotąd sprzyjało małemu Boufor. A do tego jeszcze teraz znalazł się Martini, przyjezny Europejczy, Włoch, czy jakoś tak, zawodowy kierowca, który postawił sobie za cel wygranie najwiekszego wyscigu jaki odbywał sie każdego roku w Detroit. A trzeba przyznać, iż był naprawdę bliski spełnienia tego własnie marzenia. Teraz gdy zdobył prawdziwy, znakomity samochód mógł bez problemu zmierzyć się z najlepszymi i pokonać ich. Właśnie do tego lśniacego, czerwonego auta zblizył się chłopiec. Zaparkowany na poboczu, lecz tak by każdy przyjezny mógł zobaczyć cudo techniki był chlubą miasteczka. Każdy powtarzał sobie jakie korzyści może odnieść Boufor, gdyby to właśnie stąd pochodził najlepszy kierowca tego roku, a kto wie, czy i nie następnych lat. Chłopiec zblizył sie do samochodu, połozył pojemnik i głęboko odetchnął. Delikatnie przejechał palcami po złocistych błyskawicach wymalowanych na masce samochodu. Jego myśli chwilę błądziły gdzieś w strefie nierzeczywistych pragnień, po czym chwycił pojemnik i ruszył w stronę sklepu. W końcu zostało tylko kilka kroków. Wtem na pobliskiej wieży ratusza wybiła godzina dwunasta. Pierwsze brzmienie przepłyneło przez pustynię, lecz następne zostały już zagłuszone przez huk wybuchu czerwonego samochodu. Chluba miasta w jednej sekundzie staneła w płomieniach, czas stanął w miejscu, a małe ciało chłopczyka odrzucone siłą eksplozji powoli upadało pod drzwiami sklepu. Zwęglone ubranie i skóra jednoznacznie ukazywały jaki los spotkał dziecko. Nagle, jakby rażone piorunem całe miasto wybiegło na ulicę. Wrzaski wystraszonych ludzi, krzyk zrozpaczonego Włocha, a przede wszystkim przerażający głos matki biegnącej ku dziecku. Nieżywemu dziecku. I tylko kilka par oczu pozostało spokojnych, choć w głebi odczuwały tak miłe uczucie podniecenia towarzyszące następnej przygodzie. W końcu podróż do Detroit może trochę poczekać.
 
__________________
"Niektórzy patrzą na świat i pytają: Dlaczego?
Inni patrzą na swoje marzenia i pytają: Dlaczego nie?"
George Bernard Shaw
LMGray jest offline  
Stary 06-05-2006, 22:33   #2
 
Koniov's Avatar
 
Reputacja: 0 Koniov ma wyłączoną reputację
-Ale dziś gorąco... cholerne, południowe słońce.- Wymamrotał z wyraźnie rosyjskim akcentem strzelec skryty w wyłomie skalnym, z którego obserwował pustawy szlak handlowy.
-Nawet jednego cholernego konwoju...- Klęczał zamaskowany na przemian klnąc i popijając resztki wody z manierki. Wytrzeszczał oczy, starając się coś dostrzec przez kurz i zaparowany celownik swojego SWD.
-Cały dzień na marne... cały dzień prażenia się na tej patelni...- Dodał, składając broń i zwijając swoje maskowanie, gdy kontem oka dostrzegł ruch po prawej. Zauważył małego chłopca idącego w stronę osady, niósł coś na plecach. Strzelec powolnym ruchem przystawił celownik karabinu do oka, wiodąc wzrokiem za chłopcem. Zatrzymał wzrok, gdy ten stał przy samochodzie.
-Ładny wózek... ciekawe, czy dobrze pil...- Głośny huk wybuchu połączony z podmuchem powietrza i pyłu powalił strzelca na ziemię, mimo dość znacznej odległości od miejsca katastrofy.
-Co do jasnej cholery!?- Przeturlał się pomiędzy skałami, zabrał plecak i przeczołgał parę metrów dalej. Zajął dogodną pozycję i otrzepał skruszone skały ze starego, radzieckiego munduru. Na oślep, ruchem jednej ręki szukał swojego plecaka, do którego miał podpiętą siatkę maskującą. Z kieszeni zdezelowanej kamizelki taktycznej dobył kawałek szmaty, którym otarł spieczoną słońcem twarz. Musiał uważać, by spocona skóra zbytnio nie odbijała promieni słonecznych. Gdy już uporał się z pyłem, potem i kurzem, poprawił maskowanie swojego karabinu. Przystawił jedno oko do celownika i ponowił obserwację. Przez długą chwilę wpatrywał się w szczątki auta i wybiegających ludzi, wodził wzrokiem za pozycją ewentualnego strzelca, który mógłby spowodować ten wybuch...
 
__________________
"Daj mi kostki i podręcznik, a zagramy w co tylko zechcesz."
Koniov jest offline  
Stary 07-05-2006, 16:29   #3
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 602 Nightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemu
Nie był pewien czy wioska była tylko mirażem czy rzeczywistością, lecz zbyt długo już podróżował przez tą pustynię, nie miał już wody w manierce i zaczynało być mu wszystko jedno. Zar lejący sie z nieba sprawiał zę jego kamizelka strzelecka wydawała sie wrzącym kawałkiem aluminum wprost na nagiej skórze. Rozglądnął się dokładnie w koło przez szkła lornetki. Zobaczył chłopca idącego w strone budynku. Gdy wstawał i otrzepywał mundur maskujący posterunku, coś eksplodowało. Szybko przeszedł do pozycji klęczącej i omiótł wzrokiem okolice - zobaczył zwęglone zwłoki chłopca i wybiegających z budynku ludzi. Szybkim ruchem przewiesił PSG-1 przez prawe ramie i lekko przygarbiony wciąż oglądając sie w około rzucił sie truchtem w strone kłębów czarnego dymu unoszącego się z wraku jakiegoś samochodu.
- no dalej, nie zabili Cię mutanc, ale nie trać czujności ta wieś to twoja ostatnia szansa - dopadł do ściany pierwszego z budynków, ściągnał PSG i przykładając lunete do oka spokojnie omiótł okolicę w poszukiwaniu zagrożenia ...
 
__________________
Sanguinius, clad me in rightful mind,
strengthen me against the desires of flesh.
By the Blood am I made... By the Blood am I armoured...
By the Blood... I will endure.
Nightcrawler jest offline  
Stary 07-05-2006, 23:00   #4
 
Archeon's Avatar
 
Reputacja: 0 Archeon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodze
Słońce grzało jego łysą głowę i reszte czarnego ciała. W oczach było widać pragnienie a ręce świeżbiły aby wyciągnąć broń i odstrzelić sobie głowę.
-Jak mogłem wpaść w takie bagno. Dlaczego ja?!- zawrzeszczał w stronę parzącego słońca.
Idąc dalej przez pustynie po jakimś czasie z dużej odległości zobaczył małą osadę. Jego neutralna mina powoli zaczęła zmieniać się w bezczelny uśmiech. Świadomość, że jest już blisko zobaczenia Detroit rozweseliła go i dodała mu otuchy, jakby nadziei na to, że jednak istnieje coś takiego jak "bóg". Z radości wychłostał całą manierkę pożułkłej wody. Jednak to nie był koniec, jeszcze nie był w Detroit więc "wszystko się może zdażyć" (to się nazywa świeży umysł na pustkowiach). Zbliżając się powoli w stronę osady, znajdując się około kilometra od niej, usłyszał donośny huk, jakby eksplozję. Przypomniały mu się stare czasy kiedy jeszcze służył w wojsku. Włączył mu się agresor, a w jego głowie zaczęły pojawiać się wizje przeszłości. W ciągu sekundy dobył swej broni (OC-14 'Groza') i zaczęł biec w stronę owej osady. Jego płaszcz falował w powietrzu a w oczach pojawił się ogień.
 
__________________
"I thought I found the road to somewhere
Somewhere in His grace
I cried out heaven save me
But I'm down to one last breath"
Archeon jest offline  
Stary 09-05-2006, 23:08   #5
 
LMGray's Avatar
 
Reputacja: 537 LMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnie
Ostatnie brzmienie dzwonów wybijających samo południe zostałoby z pewnością zagłuszone gdyby nie postać starszego mężczyzny, który wyszedł z największego, a jednocześnie jedynego nowego budynku w miescinie. Tłum zebranych mieszkańców natychmiast ucichł przed głównym fundatorem Boufor oraz jedynym właścicielem fabryki Vincentem de Forey. Dwóch osiłków torowało drogę w stronę płonacego wciąż samochodu. Mężczyzna spokojnym krokiem podążał w strone ciała chłopca, zbyt spokojnym. Cisze przerywał tylko przerywany płacz zrozpaczonej matki.

- Kto za to odpowiada? Oczywiście nikt nie wie! Banda kretynów! Utrzymuje was, a wy jednego samochodu nie potraficie przypilnować! Za dwa pieprzone tygodnie jest wyścig, co teraz? Po pierwsze kto znajdzie teraz nowy samochód? A po drugie kto znajdzie ludzi odpowiedzialnych za ten zamach? Zamach na moje miasto? Pytam się kto? Teraz jesteście cicho, tak? - ślina pryskała z ust Vincenta, gdy ten krzycząc przechadzał sie pomiędzy mieszkańcami wioski. Nikt, dokładnie nikt nie osmielił sie mu przerwać, obronić się, badź choć zapewnić o wierności. Przynajmniej dotychczas...
 
__________________
"Niektórzy patrzą na świat i pytają: Dlaczego?
Inni patrzą na swoje marzenia i pytają: Dlaczego nie?"
George Bernard Shaw
LMGray jest offline  
Stary 10-05-2006, 13:10   #6
 
Archeon's Avatar
 
Reputacja: 0 Archeon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodzeArcheon jest na bardzo dobrej drodze
Wchodząc na teren miasta zobaczył tłumy ludzi stojących tuż obok samochodu, który niedawno eksplodował oraz ciało jakiegos chłopca nad, którego ciałem płacze kobieta. Natychmiast ogarnął całą osadę swoim wzrokiem.
Po chwili zobaczył jakiegoś faceta w towarzystwie dwóch goryli idącego w stronę samochodu.
Załozył swój karabin na plecy i powoli zaczął wtapiać się w tłum.
- Ja mogę pomóc Ci znaleźć i rozprawić się z tymi, którzy załatwili Twój samochód. Oczywiscie nie za darmo! A i być może jakiś samochód też mi w łapy wpadnie... - powiedział niewzruszony patrząc się na zniszczony samochód z rękami w kieszeniach.
- Co Ty na to? - zapytał obojętnie patrząc na niego.
 
__________________
"I thought I found the road to somewhere
Somewhere in His grace
I cried out heaven save me
But I'm down to one last breath"
Archeon jest offline  
Stary 10-05-2006, 17:06   #7
 
Koniov's Avatar
 
Reputacja: 0 Koniov ma wyłączoną reputację
Snajper z pobliskiego wzgórza zebrał swoje rzeczy, wyczyścił miejsce postoju i ruszył w kierunku osady. Idąc, dostrzegł innego wędrowca zmierzającego w kierunku wioski, nie zwracał na niego uwagi. Szedł spokojnie, bez pośpiechu. Karabin zwisał mu swobodnie na plecach, na załomach kamizelki gromadził się gorący piasek o ostrych krawędziach, który co jakiś czas strzepywał z siebie. Po drodze skrupulatnie zwinął siatkę maskującą, przepatrzył plecak i poukładał w nim wszystko. Wchodząc do osady przytwierdził karabin do kamizelki, następnie sprawdził i odbezpieczył Berette, którą miał w kaburze. Wszedł do osady i udał się w kierunku zbiegowiska, starając się wypatrzyć coś ciekawego dla siebie... a nuż, może trafi się jakaś fucha?
Dostrzegł krzyczącego i biegającego wokoło ważniaka, domyślił się, że ten nieszczęśnik musiał być właścicielem owego auta. Żal mu się zrobiło nie tyle właściciela, co pięknego samochodu. Podszedł bliżej do wraku, chciał powiedzieć, że może coś uda się odratować. Widząc jednak opłakany stan samochodu, postanowił się nie odzywać i obserwować rozwój sytuacji.
 
__________________
"Daj mi kostki i podręcznik, a zagramy w co tylko zechcesz."
Koniov jest offline  
Stary 10-05-2006, 20:49   #8
 
Nightcrawler's Avatar
 
Reputacja: 602 Nightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemuNightcrawler to imię znane każdemu
Zołnierz wychylił sie zza załomu budynku, oglądnął zgromadzenie po czym odwiesił spokojnie broń na ramię i ruszył w strone zbiegowiska. Po drodze ściągnął hełm i przetarł, spocone, krótko obcięte blond włosy.
- przepraszam zę sie wtrące, ale i mozę ja mógłbym jakoś pomóc. Jestem plutonowy Lance Willard z oddziału Nightwalkers. W zamian za strawe dach nad głową i pare gambli na dalszą podróż chętnie ofiaruje wszelkie swoje tropicielskie zdolnośći- Zatrzymał sie spojrzał na wrak, delikatnie sie skrzywił widząc rozmiar zniszczeń, po czy,m powoli przemiścił sie w strone wozu - Jeśłi pozwolicie od razu rzuce okiem na okolice wozu mozę jeszcze znajde jakieś ślady wskazujące na sprawce- Westchnał nieznacznie powątpiewając czy cokolwiek znajdzie, ale powoli zaczął obchodzić szczątki i przyglądać sie podłożu, co jakiś czas rzucając wzrokiem na zgromadzenie.
 
__________________
Sanguinius, clad me in rightful mind,
strengthen me against the desires of flesh.
By the Blood am I made... By the Blood am I armoured...
By the Blood... I will endure.
Nightcrawler jest offline  
Stary 10-05-2006, 21:02   #9
 
LMGray's Avatar
 
Reputacja: 537 LMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnieLMGray jest jak niezastąpione światło przewodnie
Vincent zdziwiony popatrzył w kierunku nowo przybyłego mężczyzny, który ośmielil się przerwać jego burzliwy monolog. Zatrzymał reką goryli i spokojnie przyjrzał sie wędrowcy, po czym robiąc nagły zwrót odwrócił się plecami do niego. Podszedł do rozdygotanego Martina, największej nadziei tego małego miasteczka i klepiac kierowcę po ramieniu odrzekł:
- Nic sie stary nie martw, idź wypocząć moje pokoje są dla Twojej dyspozycji, a o samochodem sie nei przejmuj. Widzę, iż mamy tu już kogoś kto się tym zajmie. Prawda? - robiac zwrot raczej stwierdził, niż zapytał Vincent. Podszedł do wycieńczonego podróżnika, spojrzał mimowolnie na jego przepięknie utrzymaną broń, po czym nie zwracając całkowicie uwagi na zastraszonych, lecz ciągle nadstawiajacych uszu mieszkańców dodał:
- Jak Cię zwą przybyszu, co tu robisz i ile chcesz za znalezienie tego pieprzonego zamachowca? Jeśli podasz rozsądną cenę, masz tą robotę, a narazie idź do Stretch-a, to ten budynek udający zajazd. Odpoczniesz, bo wygladasz jakby co najmniej połowa Huronów Cie goniła, a później zajmiesz sie zadaniem. - Vincent z wyraźnie poprawionym humorem zrobił kolejny zwrot w przeciągu kilku minut i już miał odejśc gdy zauważył drugiego wędrowca. Przeklął pod nosem, a głośno rzucił:
- Co kurwa, drugi przez przypadek zabłąkany bohater od siedmiu boleśc? Zlot jakiś macie, czy co? Chodź tu młodzieńcze, bo jeszcze ktoś Cię uzna za jakąś nieporzadaną osobę. Albo Bog istnieje, albo coś tu nie pasuje. - Vincent pokręcił wyraźnie znużony głową, czekajac na drugiego mężczyzne. W tym samym czasie z tyłu jeden z goryli szepnał coś płaczącej kobiecie, po czym pomógł jej wstać. Tym razem juz nikt z zebranych mieszkańców nie krył zaciekawienie niespodziewanymi podróżnikami. Dzieci powoli, z wyraźnym lekiem zblizały sie do obu mężczyzn, a starsi zaczeli wymieniac ściszone uwagi. Tylko Martin i matka chłopca, główni poszkodowani zostali spokojni, trwając w bezmyślnym odrętwieniu.
 
__________________
"Niektórzy patrzą na świat i pytają: Dlaczego?
Inni patrzą na swoje marzenia i pytają: Dlaczego nie?"
George Bernard Shaw
LMGray jest offline  
Stary 10-05-2006, 21:06   #10
 
Turgon Cre's Avatar
 
Reputacja: 0 Turgon Cre ma wyłączoną reputację
Wojownik Autostrady wstał założył swój karabin i podszedł w strone samochodu.Przygląga sie uważnie czy da sie cos jeszcze z tego zrobić.Po czy podchodzi do własciciela i mówi.

Witaj nazywam sie Turgon. Samochód był ładny szkoda ze któs go wysadził.Może mógłbym coś z niego jeszcze odratować,ale mam jeszcze jeden interes.Gdybym dostał troche paliwa nie musi być dużo to może mógłbym coś jeszcze z tym samochodem zrobić.A może masz jeszcze jakieś inne żeczy które by mnie zaiteresowały?
 
Turgon Cre jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:21.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169