Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Postapokalipsa > Archiwum sesji z działu Postapokalipsa
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Postapokalipsa Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-05-2016, 09:19   #11
 
AdiVeB's Avatar
 
Reputacja: 1096 AdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumny
Scott dotąd tkwił w pozycji półleżącej na swoim motocyklu. Daszkiem czapki okrył twarz przed palącym słońcem. Nie ma to jak w domu - myślał kiedy reszta twardo dochodziła do zaplanowania kolejnego kroku. Sam już dawno ustalił ten krok. Nikt z jego ekipy nie znał tej okolicy lepiej niż Scott. Przez całą pierwszy etap rozmowy nie odzywał się, ignorując przytyki Bianci. Lubił ją ale najczęściej była irytującym wrzodem na tyłku. Reszta miała rację, Sanaka nic nie widział. On nie interesuje się dobrem chłopstwa... pewnie były w ruchu jakieś zmiany polityczne i Sanaka chciał zaskrobić sobie sympatię mniej zamożnej część społeczeństwa Denver poprzez "udawanie" że mu zależy... tak to bardziej w jego stylu.


Po chwili podniósł się z motocykla i przeciągnął się. Sheppard był idealnym przykładem psa gończego. Był to wysoki, bardzo wysportowany facet z typową zakazaną mordą wskazującą na ciemną gwiazdę. Nosił się niechlujnie choć czysto, jeśli brać pod uwagę trudy ich podróży i wszechobecny żar lejący się z nieba. W tej chwili był ubrany tylko biały tank top, dopasowane jeans'y, wysokie wojskowe buty. Przepasany był solidnym skórzanym pasem i idealnie wyłożonym śrucinami bandolierem. Na plecach spoczywała jego katana. Łysinę skrywała patrolówka, a twarz bandana.

Podszedł do centrum rozmowy odsłaniając twarz, skrywanej podczas jazdy motocyklem bandaną i rzucił:
- Rób co chcesz... - rzekł do Bianci - Sanaka pewnie nawet się z tobą nie spotka, nie interesują go takie rzeczy. Ze mną nie spotkał się ani razu, a swojego czasu robiłem częste dostawy świeżych głów do Denver... - spojrzał na Butch'a i dorzucił swoje trzy grosze do planu - Ja mam zamiar odwiedzić "Sprawiedliwego" Hancock'a, szeryfa Denver... - dodał dla reszty ekipy którzy są tu po raz pierwszy - pewnie coś wie, to typ człowieka który nie lubi jak mu się ktoś albo coś ładuje na podwórko...

Zastanowił się chwilę i dodał:
- Ale Młynarz ma rację... podstawą jest zdobycie informacji. Rozdzielmy się żeby być w stanie ogarnąć większy teren. Ja, Butch i Tristan ruszamy do szeryfa, później na miejsce zbrodni. Spotkamy się tu po zachodzie słońca...


Wskoczył na motocykl i rzucił zasłaniając twarz bandaną:
- Tristan, wskakuj. Chyba że dogonisz nas pieszo... - dźwięk silnika motocyklowego nieco zagłuszył rozmowę, dwukrotne szarpnięcie gazu nie poprawiło sytuacji. Po chwili już warkot uspokoił się, a Scott czekał spokojnie na swoich towarzyszy.
 

Ostatnio edytowane przez AdiVeB : 16-05-2016 o 13:05.
AdiVeB jest offline  
Stary 16-05-2016, 20:02   #12
Konto usunięte
 
no_to_ten's Avatar
 
Reputacja: 323 no_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skał
Bianca odwróciła się jeszcze przez ramię i idąc tyłem zmarszczyła oczy, zrobiła zaciętą minę.
- Zrobię co chcę... - przedrzeźniała Scotta - Może spotka...a może nie spotka... - zaczęła się śmiać, ale jeszcze próbowała go zdusić - No to ruszajcie...

W końcu już nie wytrzymała i pozwoliła sobie na głośniejszy śmiech.

- Panowie. - odgarnęła włosy za uszy - Dzięki temu, że nie jesteśmy jakimś mikroskopijnym marnym duetem możemy sobie pozwolić na zbadanie kilku kierunków naraz, a nie najpierw jedno, potem drugie, potem trzecie i tak aż do powolnej, powolnej śmierci, wynikającej z powolnego tempa, które niepotrzebnie sobie narzuciliśmy. Mamy zasoby - otwartymi dłońmi wskazała na chłopaków, na siebie, a potem na furę, w której była Alejandra - to je wykorzystajmy.

Starała się mówić ciepło, nie strofując ich zbytnio.

- Sanaka może się spotka, może nie. Na pewno będzie na to większa szansa jeśli takie spotkanie spróbuje się chociaż zainicjować. Szczególnie że może znam tutaj kogoś, kto przypuszczalnie potrafiłby pomóc. A co do was, to nie jesteście przecież jakimiś przygłupami - dyskretnie skinęła w stronę tablicy, przy której stali jeszcze jacyś kolesie, myślący że mając mięśnie i strzelbę mają już nagrodę w kieszeni - którzy dopiero co poznają świat. Potrzebujecie medyczki żeby pogadać z wieśniakami i zobaczyć miejsce, po którym biega nasze zlecenie? Jeśli będę potrzebna, to po prostu tam później przyjdę. Kiedy już przekonam się, że drzwi do Sanaki rzeczywiście są tak zaryglowane jak próbujecie to sugerować.

***

Już miała iść, ale jeszcze....
- A, Scott.
Znowu zmarszczyła brwi i spojrzała groźnie, choć uśmiech momentalnie zaczął pojawiać się na twarzy.
- Przekażę Sanace... - zachrypiała - że o niego pytałeś...
 
__________________
[I]Stars shining bright above you
night breezes seem to whisper "I love you"
birds singing in the sycamore trees
dream a little dream of me[/I]

Ostatnio edytowane przez no_to_ten : 16-05-2016 o 20:26.
no_to_ten jest offline  
Stary 16-05-2016, 22:33   #13
 
AdiVeB's Avatar
 
Reputacja: 1096 AdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumny
Scott kiwnął głową siedząc na motocyklu i pokazał jej kciuk skierowany ku górze:
- Tak, pewnie... przekaż serdeczne pozdrowienia i całusy od Scott'a Sheppard'a... - dodał również z uśmiechem, którego jednak nie sposób było zauważyć przez zakrytą chustą twarz - a tak na poważnie Bianca, uważaj na siebie. Najlepiej nie idź sama.

Przekomarzanie leżało w naturze zarówno Bianci jak i Scott'a. Jedno i drugie darło nawzajem koty ale trzeba przyznać że Sheppard naprawdę lubił Biancę, była twarda, zawzięta i przypominała mu pewną kobietę, która była mu jak siostra przed laty... żeby jeszcze nie była takim wrzodem na dupie... Ocknął się po chwili zadumania.
 

Ostatnio edytowane przez AdiVeB : 17-05-2016 o 08:02.
AdiVeB jest offline  
Stary 17-05-2016, 16:55   #14
 
Stalowy's Avatar
 
Reputacja: 18453 Stalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputację
Uwaga o tym, aby Bianca nie szła sama ruszył Młynarza, ale patrząc prawdzie w oczy jego obecność u jakiegoś ważniaka tylko by przeszkadzała. Oczywiście mogłaby pójść z Teksanką Alejandra... ale wtedy wóz zostałby pod jego opieką. Zatrzymywać się gdziekolwiek w pojedynkę z wozem pełnym sprzętu poza bezpieczną przystanią...
Tak czy tak obojętnie na co by wyszło, nawet gdyby Młynarz miał iść na piechotę to miał zamiar odwiedzić Karawaniarza prowadzącego 1101 Drobiazgów, a potem odwiedzić paru farmerów.
 
Stalowy jest teraz online  
Stary 21-05-2016, 00:43   #15
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 44509 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 2

Denver; Downtown; komisariat; Dzień 1 - południe; gorąco




Tristan Nolan, Butch Carter i Scott Sheppard



Pęd motorów był przyjemną odmianą w stosunku do rozgrzanych od samego rana miasta. Rozpędzać się jednak było tylko momentami pomiędzy tym jak się wyjechało z okolic placu, ludzi i ich konnych i mechanicznych pojazdów opuszczając go po porannych wymianach. Potem nieco dalej od centrum było nieco luźniej nie oznacza, że bez tłoku. Trzeba było uważać na dziury czy wręcz wyrwy i leje jakie zdążyło skolekcjonować miasto i jego ulice od Dnia Zagłady. Nadal bywało zakorkowane wrakami z tamych dni czy późniejszych. Nadal musieli uważać na innepojazdy bo nie byli jedynymi użytkownikami ulic. Mijali pieszych nie uznających chodników lub miejsca gdzie ich po prostu nie było, mijali konnych czy wozy zaprzężone w konie, mijali wojskowe i cywilne pojazdy. Wszystko to wzbijalo kurz i hałas. Właściwie jedynymi momentami gdy bez ryzyka można było poszaleć z manetką gazu były pustawe sektory i kwartały przedwojennej metropolii. Pustawe czyli nie zamieszkałe przez ludzi uznajacych się za cywilizowanych. Więc wówczas też nie można było czuć się w pełni swobodnie nawet jak ulica zdawała się pusta. Jadąc przez jedną z takich pustych ulic zostali obrzuceni kamieniami z jakiegoś pozornie opuszczonego budynku choć niecelnie i w sumie nic się jednak nikomu nie stało.

Gdy zatrzymali się przed głównym komisariatem miasta zauważyli, że pojazdów jest dość sporo. Czyli jak zwykle. Główny komisariat był tak samo popularnym miejscem odwiedzin i pracy jak i Ratusz choć cel i charakter takich wizyt był raczej inny. Nomen omen zauważyli przynajmniej dwa pojazdy które widzieli wcześniej pod Ratuszem. Jeśli nie był to jakiś zbieg okoliczności to widać ktoś rozkminiał podobnie do nich. Najbardziej rzucał się w oczy hummer w wojskowym malowaniu. Co prawda w garnizownowym jak twierdzili żołnierze, mieście taki pjazd nie budził żadnej sensacji ale chyba właśnie podobny widzieli pod Ratuszem. Ile pojazdów nie rozpoznali, były tu wcześnie czy dopiero się zjadą dzisiaj czy na dniach nie sposób było oszacować.

Wnętrze budynku przywitało ich cieniem choć niekoniecznie chłodem. Co prawda tu czy tam były rozstawione małe wentylatory ale najczęsciej pracownicy komisariatu się nimi wahlowali a reszta otoczenia mogła co najwyżej liczyć na jakiś poboczny, chłodniejszy podmuch. Nie dało się zauważyć zwyczajowego tłumu ludzi i w mundurach, i z samymi odznakami czy opaskami bo w końcu jak każda większa organizacja, miejscowa policja też borykała się problemami z zaopatrzeniem we wszystko z mundurami i to jeszcze jednolitymi włącznie. Byli też ludzie w ogóle bez mundurów czy odznak. Jednych prowadzono w kajdankach, innych luzem, innym wskazywali drogę czy coś tłumaczyli ludzie w okienkach a inni stali, rozmawiali ze sobą, kłócili się czy po prostu czekali.

Scott znał drogę do biura “Sprawiedliwego” ale jednak wiedział, że rezyduje w głębi komisariatu. Nie dało się do niego dostać ot, tak z ulicy. Spotkanie jednak udało się zorganizować dość gładko. Jeden z młodszych funkcjonariuszy którego nie znał poprowadził ich w znanym Shepard’owi kierunku. Będąc już blisko minęli się z grupką umundurowanych i uzbrojonych ludzi, sprawiających wrażenie żołnierzy lub zmilitaryzowanych najemników. Wyglądali jakby właśnie wyszli ze spotkania z Hancock’iem. Przed biurem czekał nadal tłumek chyba z tuzina osób sprawiający różnorakie wrażenie od myśliwych, przez wojskopodobnych najemników, kowboi czy zwykłych obdartusów. W drzwiach biura stanął jednak sam właściciel i szef komisariatu i widząc nadchodzących machnął ręką zapraszając ich do środka.




Denver; Downtown; hotel Sheratown; Dzień 1 - południe; gorąco




Bianca Izquierdo



Bianca właściwie miała chyba najbliżej do swojego celu. Siedziba głowna najsławniejszego i najbogatszego pewnie biznesmena w metropolii mieściła się bowiem prawie po sąsiedzku z Ratuszem w przedwojennym hotelu Sheraton. Obecnie przynajmniej od zewnątrz nie był to już tak piękny i wypolerowany budynek jak przed wojną ale nadal zachował się w wystarczającym stopniu by większość społeczeństwa uznała go za całkiem niezły. Reszta zrobiła obsługa biznesmena zachowująca olbrzymi budynek w przyzwoitym stanie a zamieszkała czy użytkowana na co dzień część była podobno z tych wyższych standardów. Miała bowiem wewnątrz Latynoska miała być pierwszy raz.

Faktycznie jednak plotki krążące po mieście okazały się przynajmniej częśćiwo prawdziwe. Przed wejściem stał portier ubrany w przedwojenną liberię zupełnie jakby hotel wciąż działał. Szklane drzwi i okna były w większości nadal całe i prześwitujące czyli względnie czyste. Choć wzmocnienia z blach i mniej lub bardziej subtelne kraty stanowiły na pewno powojenną modyfikację. Poza tym szpecącym elementem systemu bezpieczeńśtwa dalej hol znów wyglądał jak przedwojenny hol. Nawet z recepcją i siedzącą za nią miłą dla większosci ocza czystą recepcjonistką w czystym ubraniu pasującym do przedwojennego biurowego dress code. Ale przede wszystkim był cień i cudowna w takich chwilach wentylacja.

Oznają luksusu poza przyjemnym cieniem i elektrycznie napędzanym chłodem i działajacymi światłami który to zestaw na mieście jeszcze zdarzał się tu czy tam była sławna w całej metropolii fontanna. Niegdyś zapewne ozdoba ciesząca oko gości hotelowych. Obecnie właściwie też ale najbardziej zdumiewajacą rzeczą było to, że działała i na rozkaz Sanaki nadal biło z niej czysta, chłodna woda. I za zgodą właściciela lokali ludzie mogli z tego korzystać. Oczywiście odpowiedni ludzie którzy po pierwsze przeszli wstępną selekcję u portiera więc menele, Szczury czy awanturujący się natręci nie byli wpuszczani a portier w razie czego mógł dostać wsparcie dyskretnej raczej na pierwszy rzut oka ochrony. Ale bezproblemowi i grzeczni ludzie mogli nacieszyć oko i rozpaloną Słońcem skórę i gardła chłodem czystej, zimnej wody. Teraz też widziała przy fontannie kilka osób przycupniętych z kubkami w dłoniach i rozglądających się wokół zbyt ciekawie by byli stałymi gośćmi.

Przypuszczenia Scott’a co do zajętości ważniaka okazały się jednak słuszne. Miła pani recepcjonistka była oczywiście skłonna wpisać Biancę w grafik by umówić się z panem Sanaką. Nie było z tym żadnych problemów. Pierwszy wolny termin był gdzieś za dwa miesiące. Ale jakby przychodziła częściej może jakby się coś trafiło wcześniej gdyby ktoś zrezygnował i się termin zwolnił. Dziewczyna zasugerowała jednak, że gdyby wiedziała więcej o co chodzi dużo łatwiej by było umówić się z którymś z managerów pana Sanaki.




Denver; peryferia; sklep “1101 Drobiazgów”; Dzień 1 - południe; gorąco




Młynarz



Albinos został podwieziony przez jakiegoś farmera który i tak jechał za miasto więc mógł go podrzucić. Znacznie to skróciło czas potrzebny na przedarcie się przez zalane gorącym betonem w większości wymarłe miasto. Większość enklaw skupiała się bowiem w pobliżu centrum a dalej były już porozrzucane dość chaotycznie. Zaś pomiędzy enklawami były całe domy, ulice czy kwartały w których właściwie mogło być wszystko z Nocnym Potworem włącznie poza cwyilizowanymi ludźmi. Chyba, że podobnie jak obecnie Młynarz byli właśnie w drodze przez takie rejony.

Stary posterunek który zajął na swój sklep Karawaniarz stał nadal tam gdzie zwykle. Całkiem niezły wyczyn w dzisiejszych czasach. Samego właściciela zauważył jednak na zewnątrz. Chodził z uważną miną po jakimś wozie zawalonym najprzeróżniejszymi bambetlami. Chodził uważnie stawiając swoje kroki, a w tak zawalonej przestrzeni z jego kulejącą kończyną pewnie nie było to dla niego łatwe. Chodził jednak i oglądał, podnosił, stukał, znowu ogladał i gadał z jamiś kolesiem który również łaził razem z nim po tym wozie. Coś najwyraźniej tłumaczył gestykulując całkiem sporo albo podnosił jakieś ustrojstwo z wozu i dawał staremu handlarzowi do obejrzenia. Ten brał i oglądał albo i nie. Pomocnik Karawaniarza czekał na ziemi z notatnikiem w dłoni stukając go często ołówkiem a dwóch pracowników czekało obok niego paląc papierosy. Poza tym przy wozie stało jeszcze czekając dwóch innych typów ale widać było, że się niecierpliwią albo czekają z napięciem na to co postanowi tych dwóch na wozie.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest teraz online  
Stary 23-05-2016, 08:23   #16
 
AdiVeB's Avatar
 
Reputacja: 1096 AdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumnyAdiVeB ma z czego być dumny
Scott kiwnął głową jak szeryf zaprosił ich do siebie. Ruszył do jego biura wskazując tym samym drogę kolegom. Po wejściu przywitał się mocnym ale serdecznym uściskiem dłoni mówiąc:
- Witam Szeryfie... niezłe tłumy ściągnęły żeby rozwiązać waszą wielką zagadkę... - wskazał na swoich kompanów i dodał - to Tristan i Butch, pracujemy razem nad tą sprawą. Mamy jakieś wieści? Wiemy cokolwiek o tym czymś czy wszystko co wiemy szeptane połszeptem plotki... Ciekawi mnie co o tym wszystkim sądzi "Sprawiedliwy" Hanckock? I co to za jedni co przed chwilą wyszli?
 
AdiVeB jest offline  
Stary 27-05-2016, 10:09   #17
 
Stalowy's Avatar
 
Reputacja: 18453 Stalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputację
Sytuacja była niestety patowa. Tak naprawdę Młynarz zastał Karawaniarza w czasie ubijania interesu i przerywanie kupcowi w takim momencie byłoby zwykłym chamstwem. Nie było rady na to, trzeba było poczekać.

Z wielkim spokojem Młynarz oparł się o ścianę i zastygł bez ruchu czekając na dalszy rozwój wydarzeń. A jeżeli platfus który próbował wciskać Karawaniarzowi kit coś odwali? Oczywiście Młynarz przyjdzie z pomocą znajomkowi, bez dwóch zdań.

Póki co trzeba było czekać.

A potem? Wypytać się Karawaniarza o informacje odnośnie Nocnej Maszkary i o inne zlecenia, z jakimi ktoś mógł się do niego zgłosić. Handlarz był okolicznym Załatwiaczem i pomimo, że Młynarz formalnie nie podpiął się pod siatkę Karawaniarza to współpraca układała się nieźle. Po prostu pośrednik brał swoją działkę z nagrody za zlecenie.

Młynarzowi to odpowiadało w sumie. Załatwiacz, czy też tutejszej mowie "Fixer", pozwalał odsiać durne oferty lub te słabe. Dzięki temu Łowca mógł się w pełni skupić na swoich zadaniach nie przejmując się formalnościami i negocjacjami. Z resztą Młynarz nie był za dobry w te klocki i nie każdy ufał zamaskowanemu człowiekowi.

No dobra, a co po załatwieniu tej sprawy?

Proste - jedziemy na obrzeża do poszkodowanych farmerów.
 
Stalowy jest teraz online  
Stary 27-05-2016, 16:07   #18
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 44509 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 3

Denver; Downtown; komisariat; Dzień 1 - popołudnie; ciepło




Tristan Nolan, Butch Carter i Scott Sheppard



"Sprawiedliwy" kiwnął głową do współpracowników Scott'a. Prychnął nieco zirytowanym tonem siadając na skórzanym fotelu po drugiej stronie biurka. Mebel był dość obdrapany i tu czy tam wyłaziły już mu jego meblowe flaki nieco odbierając mu uroku ale wciąż sprawiał klasyczne wrażenie biurowego mebla lubianego przez osoby na "odpowiednim" stanowisku sadzającym swoje cztery litery na eleganckiej skórze a nie na tandetnych plastikowych czy drewnianych siedzeniach dla szeregowych pracowników. Dzień był upalny choć teraz nieco chyba się ochłodziło. Wiatrak mielił powietrze dając przyjemny powiew a dodatkowo w końcu był to główny komisariat w Denver więc był zaopatrzony w takie cacko jak aparat klimatyzacyjny więc wewnątrz było o wiele chłodniej niż na zewnątrz. Niemniej facet po drugiej stronie biurka sprawiał wrażenie zmęczonego jakby ten dzień miał długi i ciężki.

- Wieści mamy całkiem sporo Scott. Aż nie wiadomo za co się łapać. Szykuje się gorące lato w tym sezonie. I bez urlopów dla nas. - potarł palcami nasadę nosa i wyciagnął nogi na całą długość. Milczał chwilę jakby chciał złapać chwilę oddechu albo zebrać myśli.

- Ja myślę, że coś tu jest. Coś nowego. Czego nie było w poprzednich latach. Raczej coś i jedno. Nie sądze by był to człowiek. Na początku. Bo ostatnio jak nasz nieproszony nocny gość się robi jednak sławny to i jakby zaczynał mieć naśladowców. No wiesz, jeden głąb zarżnie drugiego, potnie go potem nożem i myśli, że będzie na Nocnego Potwora. Więc zgłoszeń mamy co raz więcej i zajmują nam co raz więcej czasu. - mruknął niezbyt zadowolonym tonem szeryf. Miał jak wszyscy ograniczoną liczbę zasobów nawet jesli jego pula była stosunkowo duża w porównaniu do ulicznej średniej to jednak nie była nieskończona. Więc ograniczoną liczbę ludzi mógł rozesłać do ograniczonej liczby miejsc i zadań. Jeśli było jak mówił to co raz więcej tych zadań dotyczyło nocnego stwora lub podobnych zdarzeń więc automatycznie pozostałe sprawy zostawały zepchnięte na margines. Co więcej jeśli ludzie zaczynali takie nasladowcze zabawy co raz trudniej było rozpoznać oznaki prawdziwego potwora.

- Możecie udać się do Mattson'ów. Mają enklawę w Applewood przy starym Wallmarcie. To właściwie jest już poza naszą juryzdykcją ale sprawa była na tyle nietypowa, że z Zachodniego przysłali do nas prosbę o wsparcie. Ale fakt, nie co dzień się zdarza, żeby coś wybebeszyło krówsko prawie na pół. To chyba było pierwsze zgłoszenie jakie do nas dotarło które możnaby przypisać temu czemuś. To było parę miesięcy temu jeszcze wiosna była. - szeryf kiwał głową w trakt mówienia jakby w trakcie przypominały mu się znane najważniejsze fakty z tamtej sprawy. Shepperd kojarzył, że Applewood to przedwojenna dzielnica na zachodnim skraju Denver, jedna z najbliżej połozynych gór przedmieść. Zdominowana przez niskie, przedsmieściową zabudowę z porozrzuconymi tu czy tam większymi budowlami jak właśnie jakieś centrum handlowe, market, kościół czy stadion. Obecnie skrajna, zachodnia część była częściwo zalana przez rozrastające się z kazdym rokiem bagna jakie powstały po wojnie od nadmiaru nieuregulowanej wody jaka co roku, zwłaszcza na wiosnę, spływała z gór. Teraz w środku lata powinno byc tam znacznie bardziej sucho ale na przedmurzu gór już poza regularną zabudową bagna nie wysychały nawet w największe upały. Kojarzył też gdzie jest ten stary Wallmart i nawet osadę choć nigdy tam nie miał żadnej sprawy do załatwienia i nie znał tam nikogo.

- A tamci co poszli to "Baardzoo Waażnii Weterani z Frontu". Którzy są baardzoo odważni, są oczywiście superprofesjonalistami, załatwiali nie takie leszcze jak tutaj nam się szwenda po nocy więc oczywiście ja mam im zasuwać z raportami bo w końcu jestem tylko takim tam tubylczym organem cywilnym mającym podporządkowaną pozycje dla ich superważnej bazy wojskowej ale są dla mnie łaskwi więc jak będe grzecznie z nimi współpracował to załatwią dla mnie tego potwora bo w końcu są na przepustce więc mają czas go rozwalić. I tak kurwa od rana tacy tu przychodzą. - mruknął niechętnie spoglądając na na razie zamkniete drzwi za którymi pewnie nadal czekali nastepni chętni do rozmowy. - Się potem ci nasi dzielni wojskowi dziwią, że niekoniecznie są superlubiani w tym mieście. - dodał równie niechętnie sięgając po termos z kawą i ta prosta czynność zdawała się pomagać mu w zachowaniu spokoju umysłu i ducha w równym stopniu co nalany czarniawy wrzątek.

Uważny obserwator który przebywał już trochę w tym mieście lub był nawet przejazdem ale kilkukrotnie orientował się, że pomiędzy ogólnie pojetymi wojskowymi a niewojksowymi są mniejsze lub większe mniej lub bardziej zauważalne tarcia. Wojskowych było w mieście zbyt wielu by dało się ich ignorować. Koszary, bazy, warsztaty, magazyny, szpitale czy po prostu urlopy i przepustki sprawiały, że widok munduru na ulicy nie był niczym dziwnym. Wojskowi też całkiem często przedstawiali postawe roszczeniową względem tubylców na co ci reagowali różnie ale co raz częściej byli odbierani jako niechciani goście. Bójki czy awantury prowokowane przez pijanych czy naćpanych żołnierzy zdarzały się jednak jak nie co dzień to pewnie co tydzień co wcale nie łagodziło sytuacji. Ci zaś w takich przypadkach prawie zawsze twierdzili, że działali w samoobronie lub zostali sprowokowani przez miejscowych. Jak to zwykle bywa kazda ze stron miała swoja racje i swoją prawdę ale efektem był najczęsciej stały wzrost napięcia pomiędzy nimi.




Denver; peryferia; sklep “1101 Drobiazgów”; Dzień 1 - popołudnie; ciepło




Młynarz



Słońce przesiliło się przez punkt kulminacyjny na nieboskłonie i zaczynało swoją powolną ale nieubłaganą wędrówkę na zachód by pod koniec dnia skryć się za górami. Ładne widoki wtedy były. Młynarz wiedział, że często kiedyś uwiecznano taki pejzaż na zdjęciach i widokówkach z miasta. Ale do tego malowniczego momentu wciąż było jeszcze kilka godzin i w dziejszych czasach wcale nie mozna było być pewnym, że się do niego dożyje. Zwłaszcza jak się nie do końca było przedstawicielem dominującego wokół gatunku.

Handlarze w końcu skończyli ubijać interes. Było widać po ewidentnym geście uśmiechów i przybijania graby. Obaj zdawali się byc zadowoleni, poklepali się jeszcze po ramionach, pogadali zwyczajową chwilę na pożegnanie i w końcu nastąpił etap wymiany gambli gdzie dwaj ludzie Max'a zaczęli znosić w obie strony towar z wozu i do wozu a ten z notatnikiem spisywał wszystko gdy Max jeszcze chwilę gadał z handlarzem.

W końcu jednak rozjechali się czyli tamci trzej wsiedli na swój wóz i odjechali w głąb ulicy a Max odmaszerował w głąb starego komisariatu który przerobił na swoją faktorię handlową. Teraz mogli pogadać we dwóch.

Max był dość zaaferowany. Oglądał jakieś ustrostwo gdy podszedł do niego Łowca. - Cześć Młynarz. Powiedz, widziałeś może kiedyś coś takiego? - spytał podnosząc w obu rekach jakieś pudełko. Wyglądało na jakieś własnie pudło. Choc w dotyku wyglądało na metal. Dość ciężkawy, pewnie z kilkanascie kilogramów. I nieporęczny no chyba, żeby jakoś wrzucić właśnie na wóz czy brykę albo w ostateczności jakoś umocować na plecach.

- Nie chciałem tego brać za taką cenę bo w sumie cholera wie co to jest. Ale może się coś z tego wydłubie albo opchnie komuś za odpowiednią cenę. - wyjaśnił handlarz widząc jak Młynarz ogląda to coś. Miało z dwóch stron coś szklanego, jakby obiektyw małej kamery. Miało coś co wyglądało na jakiś drut choć był wyraźnie wyrwany czy ułamany. Nosiło też liczne ślady zadrapań i wgniecień na zewnętrznej obudowie jakby spadło skądeś, na coś czy coś na to coś spadło. Obudowa była w jakimś pomarańczowopodobnym kolorze. Była przecięta w jednym z boków jak po ostrym sztychu miecza lub jakiegoś podobnego pręta. Choć z jednej strony i nie wyglądało by przeszło na wylot. Do tego trochę jakiś tajemniczych bolców, regularnych szpar czy szczelin wyglądajacych na jakieś płytki czy planowe otwory. Jedno tylko wgłębienie było otawrte i wyglądało jak wnęka. Wewnątrz były sprężynki i inne takie ustrojstwa sprawiajace wrażenie jakby tu miała być powiększona bateria do laptopa. Tyle, że bez baterii i klapki. Całość wyglądała na jakies techniczne ustrojstwo choć bez żadnych przycisków, klawiatur, ekranów ani nieczego takiego.

Samego Nocnego Potwora Max oczywiście nie widział. W końcu wciąż żył jak sobie handlarz pozwolił zażartować. Bowiem jakoś na razie nikt się nie chwalił, że przeżył spotkanie z tą nocną bestią. Właściwie to nawet nikt się nie chwalił, że ją w ogóle widział. Chociaż nie właściwie to był jeden menel co twierdził, że coś widział po nocy i to na pewo ten potwór ale on ciągle chodził uwalony, jechał na regularnych halunach i tornado więc w sumie nie wiadomo co i czy w ogóle widział a jesli już czy było to w realnym świecie. Ale jak Młynarz chciał z nim pogadać to mógł pójść do meliny w piwnicach starej księgarni. Mógł tam być, mógł nie być ale ktoś z jego narąbanych koleżków mógł wiedzieć gdzie jest dokładniej. Przynajmniej Max nie przypominał sobie nikogo innego z twarzy co by twierdził, że widział potwora.

Miał też jakby zlecenie dla Młynarza. Jakby bo wyglądało na ofertę a nie konkretne zlecenie. A mianowicie optoelektronika. Wszelkie systemy celownicze od lunetek, kolimatorów po laserowe dalmierze, nokto i termowzory czy skomplikowane ustrojstwa jakie można było znaleźć w starych wozach bojowych. Max był gotów chętnie kupić. Dobry sezon był na tego typu części. Więc jakby Młynarz coś znalazł to niech przyniesie to dostanie dobrą cenę. Największą oczywiście za całe i działajace od ręki no za złom z którego da się wyciagnąć jedynie niektóre części duzo mniej ale w sumie i tak by wziął. Więc jakby się gdzieśtam szwendał niech ma na uwadze i pamięci.




Denver; Downtown; klub "Caballo Calvaje"; Dzień 1 - południe; ciepło




Wichura i Alejandra Dolores



Siedzieli we dwójkę przy jednym ze stolików dawnej opery. Ekipa motocyklistów miała całkiem sporą mobilność więc o nich martwić się nie trzeba było. Jednak Bianca i Młynarz dysponowali jedynie własnymi nogami, pomysłowością i urokiem osobistym. Bianca została w centrum i do siedziby Sanaki w dawnym Sheratonie było kwadrans czy dwa drogi pieszo. Młynarz polazł na obrzeża do swojego znajomka ze sklepu. Ale brykę mieli jedną i mogli na raz pojechac tylko po jedno z nich. Albo nie? W sumie mieli brykę do dyspozycji mogli pojechać gdziekolwiek.


Dawna opera miała swój własny styl. Latynosko - nowoczesny. Była jak lokal jaki można było spotkać przed wojną czy obecnie w Mieście Neonów. Czyli ze światłami, neonami, muzą i dyskoteką w podziemiach na jaką nie wsyd było zaprosić nawet kogoś z detroidzkiej Ligii. No a szklana, ruchoma scena mogła zrobić furorę nawet przed wojną. Alejandra miała dobry gust co do wyboru lokalu. Dobry i drogi bo w końcu nie był to lokal dla biedaków z ulicy. Choć miała tu chody i czuła się jak u siebie. Tak też ją traktowała spora część personelu witając ją uśmiechami, imieniem czy uściskami. Siłą rzeczy więc idący z nią czarnoskóry mężczyzna również załapał się na trochę tego i owego.

Dziewczynę jednak wywiało gdy jeden z barmanów czy kelnerów coś jej powiedział czy przekazał i przeprosiła kolegę z grupy znikając na dłuższy czas. Lokal był nastawiony głównie na wieczorno - nocną działalność więc na kilka godzin przed zmrokiem był dość cichy i pustawy jak na swoją wieczorną średnią. Nie oznaczało to jednak, że się nudno tu siedziało. Muza atakowała z głośników choć nie tak natarczywie jak bywało to wieczorami. W takt muzy i neonów na scenie odstawiały swój numer dwie kicie. Dziewczyny wyglądały naprawdę zachęcająco i kusząco nawet zwykłe kelnerki. Aż się chciało zapoznać z nimi bliżej czy zakupić specjalne, talony by je móc wsadzić im tu czy tam. Jak się miało taki zgrabny talonik nic nie wart właściwie poza murami "Dzikiej Klaczy" wówczas jak za jakimś niewidzialną magiczną mocą dziewczyny ze sceny podchodziły tym swoim kuszącym, kołyszącym sie krokiem i właśnie odbierały talonik lub pozwalały sobie go wsadzić gdzie sobie życzył klient.

Chociaż nawet i zwykła kelnerka gdy się pochylia z tacą z zamówionymi drinkami też było na co popatrzeć pod całkiem sporą szczeliną w bluzeczce. Uśmiech też miała bardzo ładny, biały i przyjemny. No ale w końcu pan Delarosa nie brał do prac jakiś średniackich myszek z ulicy. Lokal musiał mieć renomę nie tylko z powodu robiącej wrażenie szklanej sceny czy błyskających świateł.

Alejandra wróciła po jakimś czasie i znów siedzieli we dwójkę. Dziewczyna prócz oczywistych kuszących fizycznych atutów widocznych na pierwszy rzut oka miała też niebywałe możliwości naprawy chyba wszytkiego co dało się naprawić. Reprezentowała więc kompletny inny zestaw umiejętności od siedzącego obok mężczyzny. - To co robimy? - spytała w końcu łykając ponownie swojego drinka.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest teraz online  
Stary 27-05-2016, 21:10   #19
radiacja
 
Leminkainen's Avatar
 
Reputacja: 21330 Leminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputację
-Trop zimny ale można spróbować, z drugiej strony kierunek mógłby sugerować że coś zeszło z gór... Mruknął Tris - A skąd są najnowsze doniesienia? dodał po chwili milczenia
 
__________________
A God Damn Rat Pack!
Leminkainen jest offline  
Stary 28-05-2016, 09:41   #20
Konto usunięte
 
no_to_ten's Avatar
 
Reputacja: 323 no_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skałno_to_ten jest jak klejnot wśród skał
Bianca była przygotowana na spotkanie się z problemem terminu u Sanaki. Założeniem bycia wysoko postawionym jest to, że byle frajer nie może ot tak sobie wejść i zacząć zadawać pytania. Na szczęście rozmowa z nim miała być jedynie łutem szczęścia, a nie jedynym celem oddzielenia się od chłopaków. Chodziło właśnie o tych menedżerów. Pozostawało przekonać recepcjonistkę, że menedżerom też chodzi o Biancę, choć sami jeszcze o tym nie wiedzą.

- Chciałam porozmawiać o tym słynnym nocnym zagrożeniu. - uśmiechnęła się lekko. Wiedziała że jeśli poprzestanie tylko na tym jednym zdaniu, to okaże się, że menedżerowi też są zajęci. Jeśli chce z którymś się spotkać, Bianca nie powinna się kryć ze swoimi mocnymi kartami - Chodzi o warunki dostawy zlecenia. I kilka innych pytań, które znacząco ułatwią sytuację mi i moim znajomym, wśród których jest między innymi Colorado Scott.

Powołanie się na Scotta było już jakimś punktem zaczepienia. Co innego ogólnie powiedzieć "ja i moja ekipa jesteśmy najlepsi", a co innego powołać się na faktyczną osobę. W pierwszym przypadku człowiek wyobraża sobie paru obsrańców z bronią, a w drugim wyobraża sobie znanego obsrańca z bronią. Ci znani są z reguły ciekawsi .

Zastanawiała się czy któryś menedżerów jej teraz nie obserwuje; kto wie gdzie przebywają. Podciągnęła nieco spódnicę. Z prawej strony, z tej, która i tak pokazywała nieco więcej. Ot tak, mimowolnie, jakby od niechcenia, nieświadomie.

- Chciałabym pójść panu Sanace na rękę i wykonać zlecenie według jego wymogów. Nie zajmę dużo czasu jego menedżerowi, jedynie parę minut.
 
__________________
[I]Stars shining bright above you
night breezes seem to whisper "I love you"
birds singing in the sycamore trees
dream a little dream of me[/I]

Ostatnio edytowane przez no_to_ten : 31-05-2016 o 05:47.
no_to_ten jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166