Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-10-2018, 22:23   #11
 
Avitto's Avatar
 
Reputacja: 31053 Avitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputację
Z każdym kolejnym powiewem wiatru odór gnijących ciał przyprawiał o mdłości. Ktoś już nawet rzygał pod płotem. A nie, jednak wypluwał płuca z krwią. Kiedy wydawało się, że osadę czeka brutalna jatka sprawy jeszcze się pokomplikowały.

Otto Schwarzstein

Pijak skutecznie przestraszył małego Roya. A nieumarli rozleźli się wszędzie. Nie stanowili grupy lecz obierając sobie za cele losowe osoby starały się dojść ich za wszelką cenę.
Gdy obrócił się trzymając w dłoni bukłak z okowitą ujrzał Wolfa na ziemi. Natychmiast stało się jasne, że syn Otta nie ujdzie z życiem o własnych siłach. Gdy w progu pojawił się oślizgły, ożywiony magią topielec szanse Wolfa drastycznie spadły. Rozpoczęła się szamotanina. Otto zapierał się całą siłą chcąc wypchnąć zombie za drzwi nie zastanawiając się nad konsekwencjami. W końcu jednak nieumarły przełamał kij pijaka na pół. Jedną z połówek Otto z rykiem wraził potworowi w podbródek co utorowało drogę ucieczki. Pozbierał syna z podłogi i ruszyli. Truposz z kijem w głowie podążył zygzakiem za nimi.

Erik Landau
Thorstein Barsch


Po rozruszaniu mięśni przy torowaniu przejścia mężczyźni odsapnęli dopiero siedząc w siodłach. Thorstein miał marsową minę odkąd odkrył, że wszystkie jego rzeczy zamokły po gwałtownym upadku skrzyni. Posiadane flakony zwyczajnie potłukły się a strzały połamały.
Gdy ruszyli mijali pusty rynek. Kręciło się tu niewielu ludzi. Dostrzegli kilka twarzy w oknach. Większość należała do nieumarłych potworów. Na głównej ulicy zaczął się slalom.
W dość szybkim tempie kluczyli pomiędzy skupiskami napastników wdzierających się do kolejnych domostw i zakładów. Podejrzenia mężczyzn wzbudziła postać w zwiewnych szatach przemykająca bez uszczerbku na zdrowiu między zombie.
Dotarli do zbiorowiska niskich zabudowań nad samą palisadą. Napastnicy zebrali tu już krwawe żniwo. Nieliczni żywi uciekali w popłochu trzymając dystans od środka ulicy. Jeźdźcy musieli przerąbywać sobie drogę. Erik wysforował się przodem, a Thorstein na jednym z zakrętów nagle i niespodziewanie opuścił bezpieczne miejsce w siodle. Przytroczone do uprzęży rzeczy znalazły się ponownie poza zasięgiem dłoni właściciela.

Henrike
Gharth
Reinhard von Galten


Po wciągnięciu Ghartha do wnętrza w oberży barykadowało się osiem osób. Trzy spośród nich to niepozorne kobiety, jedna zupełnie pijana. Zawarcie drzwi i zablokowanie ich ławą zdołało powstrzymać nadciągającą tłuszczę na krótką chwilę. Zupełnie jakby nie czuły bólu potwory zabrały się pełną parą za rozbiórkę barykady nie zważając na wbijające się w martwe ciała drzazgi, gwoździe i poszarpane krawędzie desek. Napierały nie znając strachu i zawodząc potępieńczo.
Wewnątrz izby panował strach. Rzucający rozkazy mężczyzna gdzieś zniknął. Zostawił ich? Chwila nieuwagi i nieroztropnego rozglądania się za Reinhardem kosztowała sługusa Jurgena życie. Na wpół kościana łapa przedarła się przez wyrwę w drzwiach i wyrwała mu krtań z szyi. Mężczyzna padł na ziemię krwawiąc jak zarzynana świnia. Gharth odrąbał wścibskie ramię tworząc na posadzce makabryczny obrazek. Kolejna łapa sięgnęła po niego, lecz zdołał ją zbić.
Oberżysta spojrzał na Henrike porozumiewawczo podając jej prosty i przybrudzony płaszcz podróżny. Bogowie raczą wiedzieć co mu chodziło po głowie.
Dwa bicia serca później pojawił się uzbrojony von Galten, a wszyscy bez szemrania udali się za nim. Tuż po opuszczeniu budynku wojownik usiekł z zaskoczenia truposza odcinając mu nogę. Przedarli się do stajni. Znaleźli tam dwa rozkładające się ciała napastników i trzy konie. Wszystkie ze śladami ugryzień, spłoszone i wrogo nastawione do humanoidalnych stworzeń. Reinhardowi udało się uspokoić swego wierzchowca na tyle, by do niego podejść. Był on jednak ranny na tyle, że wysiłek mógłby go zabić. Nie wiedział jednak ile zwierzę wytrzyma bez opieki medycznej. Był w rozterce.
Tymczasem znajdujący się na innej wysokości Gharth wypatrzył przez szczelinę ubraną w zwiewne szaty postać mknącą w kierunku kuźni. Był to kierunek na dowolne inne miejsce w osadzie bowiem kuźnia była w jej centrum ale krasnolud miał niemiłe przeczucie.
Pijana dziewczyna miała kłopot z zachowaniem ciszy. Tuż za drewnianą ścianą stajni gardłowo charkały zombie. Po dziesięciu oddechach zwietrzyły trop i poczęły szarpać za wrota stajni.

Rolf Hasmans

Rolf wściekle oganiał się od napastników i wpadł do wnętrza swego domu. Dosłownie. Atakujących go ramion było więcej niż mógł sobie wyobrazić i padł na twarz uderzony w tył głowy. W ustach poczuł smak krwi. Gdy uniósł wzrok przekonał się, że jego żona zmarła we śnie. Obficie krwawiła z klatki piersiowej. Starsza córka zdążyła wstać z posłania, teraz leżała metr od niego z powykręcanymi kończynami i rozciętą w poprzek szyją. Młodsze dziecko kucało za koszem na zboże nie zajmując wiele więcej miejsca niż przeciętny plecak.
Powstawszy Rolf zabrał w biegu potrzebne rzeczy i dziecko. Nieumarli następowali im na pięty, opuścili więc izbę oknem. Tam opłotkami skierowali się pod palisadę.
- Tutaj, tatusiu. Tajne wejście - wskazało dziecko rączką na szczelinę. Zbyt małą dla dorosłego mężczyzny, w sam raz dla tak małego i drobnego dziecka. Na zewnątrz wydawało się spokojnie. Było już widać oświetlone ogniskami namioty cyrkowców.
Zakwiliły świnie w zagrodzie obok. Trzy trupy znalazły Rolfa. Oddzielały ich dwa ogrodzenia z plecionki i kilka, może kilkanaście metrów błota. Z każdym krokiem były bliżej.

Melisa Reinmayer
Thorstein Barsch


Droga powrotna do domu była dla Melisy wyboista. Wszędzie dookoła trwała nierówna walka. Ożywione ciało jakiegoś młodzika zaskoczyło ją gdy mijała cichy niczym grób dom rodziców Roya. Nieumarły zaatakował wściekle i boleśnie ugryzł dziewczynę zatrzymując się tępymi zębami na kości przedramienia. Zaraz jednak nadeszła nieoczekiwana pomoc. Truposz padł na ziemię ze strzałą w szyi. Kilka metrów dalej jakiś mężczyzna opuścił łuk i pognał Annę ku bramie.
Lisa zastała swój dom w nieładzie. Część rzeczy leżąca bliżej wejścia była rozrzucona po ziemi. Nagle stanęła oko w oko z rosłym, uzbrojonym mężczyzną. Kardigan zerwał się spod pierzyny lecz swoją mikrą posturą nie zrobił na nikim wrażenia. Niezupełnie była różnica gdy stał bądź siedział. Z jego ust wydobyła się jedynie gulgocząca onomatopeja.
Nie byli sobie wrogami, dalej wyruszyli więc wspólnie: Thorstein czujnie wypatrujący zgubionego wierzchowca i Melisa prowadząca swego ojca pod pachą. Chwilę później dotarli pod jedyne przejście na zewnątrz.

Otto Schwarzstein
Erik Landau
Melisa Reinmayer
Thorstein Barsch


Sytuacja pod bramą nie wyglądała dobrze. Brama była zawarta, koń Thorsteina gdzieś wsiąkł a stojący nieopodal zajazd był pełen nieumarłych niczym pączek nadzienia. Dobry pączek, a nie jakiś oszukany. Truposze wręcz wlewały się do budynku drzwiami i oknami uszkadzając frontową ścianę coraz mocniej. Po chwili piętro budynku runęło podnosząc kurz. Ten, poderwany przez wiatr, oślepił szukających ratunku.

Henrike
Gharth
Reinhard von Galten


Nagły łoskot sprawił, że stajnia zatrzęsła się w posadach. Ze stropu spadło kilka wiązek siana oraz luźna deska czyniąc dodatkowy zamęt i hałas. Zombie nie ustawały w wysiłkach, wyłamały pierwsze deski z wrót.

Ludo

Pojedynczy szkielet zza namiotu nie zaskoczył niziołka, który skutecznie porachował mu kości. Było ich sto dziewięćdziesiąt skąd wniosek, że nekromanta użył szczątek osobnika starego lub upośledzonego. Ożywieniec rozsypał się tuż przed klatką po kilku raptem uderzeniach mieczem. Podejrzane.
Nawet po tym kości klekotały tocząc się po trawie z wiatrem. Podejrzane. Wiatr przewrócił klatkę i zerwał większość płacht namiotowych unosząc je w powietrze! Coś niewyobrażalnie głośno gruchnęło wewnątrz osady. Krzyki zza palisady jakby się oddaliły. Jedno wołanie przybrało zaś na sile. Dobiegało z klatki.
- Pomóc, pomóc! Garak chcieć broń! - Nawoływał żylasty mężczyzna o długich rękach. Zapewne robił w cyrku za dziwadło.
Od wschodu niziołek poczuł chłód. Kolejny powiew wiatru? Nie tylko. Pierwszy raz w życiu zobaczył truposza, który latał. Za lewitującym kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią nagim, rozkładającym się trupem wlókł się spory zastęp żywych trupów wszelkiej maści.
 

Ostatnio edytowane przez Avitto : 09-10-2018 o 10:09.
Avitto jest offline  
Stary 09-10-2018, 08:28   #12
 
Reinhard's Avatar
 
Reputacja: 3103 Reinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputacjęReinhard ma wspaniałą reputację
Głupie zombie starały się wyłamać wrota, ale nie była to jedyna droga wyjścia. Gharth splunął i użył topora do rozwalenia skobla bocznych drzwi. Były wystarczająco duże, by i konia można było przeprowadzić przez nie. Kopniakiem otworzył je i osłonił przez pierwsze sekundy, zanim wygramoliła się przez nie reszta, zakładając, że ktoś zamierzał iść za khazadem. Z tego co wiedział o umgich, równie dobrze mogli zostać i płakać.

Reinhard założył koniowi uzdę, szepcząc uspokajająco. Wykorzystał boczne wejście, które otworzył krasnolud, by wyprowadzić wierzchowca. Opatrywanie ran w tych warunkach oznaczało śmierć chwilę potem; pozostawienie ich dawało szanse, że dotrwają do później.

Gromada zszokowanych atakiem ludzi nie była siłą realnie mogącą przeciwstawić się nieumarłym oponentom. Reinhard, korzystając z nabytej w ostatnich miesiącach znajomości osady i okolic, starał się jak najszybciej, unikając punktów, w których mogliby zostać zablokowani, wyprowadzić ludzi poza zabudowania. Jeżeli to możliwe, kierował się w stronę najbliższego mostu lub brodu - po przeprawie i przegrupowaniu na drugim brzegu możnaby próbować opóźnić lub odeprzeć pościg, może też - jeżeli starczyłoby czasu - nałożyć opatrunki i sprawdzić rozmiary inwazji z jakiegoś wysokiego punktu.
 

Ostatnio edytowane przez Reinhard : 14-10-2018 o 00:22.
Reinhard jest offline  
Stary 09-10-2018, 12:06   #13
Mother of Mafia [MoM]
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 58696 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
Dzień Zero, Środek Nocy
"Paniczna ucieczka"

Cyruliczka nie była w stanie samodzielnie myśleć. Niezrozumiałym było dla niej to, co wokół się działo. Martwe ciała nie mogły ożyć i choć ojciec nie raz opowiadał jej o największym wrogu medyków - nekromancji - ona słuchała tego jak bajki z dreszczykiem, a nie objawionej prawdy.

Atak ożywieńca otrzeźwił jej umysł. Melisa zawyła z bólu, a z oczu mimowolnie popłynęły łzy. Odruchowo próbowała się szarpnąć, jednak wbite w mięso jej przedramienia zęby, jedynie bardziej rozerwały ranę i zabarwiły materiał torby ciemną posoką.

- Zostaw mnie!!
- rozpaczliwie próbowała mówić do czegoś, w czego spojrzeniu nie odnalazła rozumu. Pacnęła go wolną ręką po łbie, próbując sprawić, żeby zwolnił uścisk. Dopiero świst niespodziewanej strzały, której grot zatopił się w szyi zdechlaka, uwolnił Lisę z paszczy śmierci.

Dziewczyna przycisnęła zakrwawioną rękę do piersi, czując jak ta cała drży. Krew pomału wsiąkała w jej płaszcz, a głowa z niezrozumieniem obejrzała się w kierunku, z którego nadleciała pomoc. Nie znała mężczyzny, ale znała Annę. Domyślała się jedynie, że to był jej mąż. Dziwne okoliczności do poznania się, ale mimo to dziewczyna uśmiechnęła się przez łzy. Potem popędziła do domu, po ojca.

Wiedziała, że jest on zniedołężniały, że równie dobrze mogłaby go tutaj zostawić. Na pewno nikt nie miałby jej tego za złe, a może i by im ulżyło. Kardigan nie był już tym samym człowiekiem co kiedyś, stał się bezużyteczny. Jednak miłość nie zwracała uwagi na takie niuanse. Miłość, nawet ta rodzicielska, była ślepa.

Melisa chwyciła ubranie ojca i wyciągnęła go z domu tak jak stał. Później przyjdzie czas aby zdjąć nocną koszulę i przebrać się. Cieszyła się, że założyła mu do snu szlafmyckę, bo teraz na zewnątrz powiewał nie tylko smród, ale i chłód.

Czuła ulgę, że trafiła na Thorsteina. Nie była sama, ktoś mógł podjąć decyzję, powiedzieć co dalej. Rudowłosa uspokoiła się nieco. Ręka krwawiła już mniej, jednak bolała cały czas. Łzy na policzkach zaschły wraz z kurzem, który na nich osiadł podczas szaleńczej próby ucieczki. W jednym miejscu pomału zbierała się grupa.

- Co my teraz zrobimy? - jej niewinny głos zadrżał. Wciąż przyciskała zakrwawioną rękę do torsu, tamując krwawienie płaszczem. Szkarłatna posoka skapywała z końca jej łokcia. Zielone, przerażone oczy patrzyły po mężczyznach, oczekując podjęcia decyzji.
 
__________________
"Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem,
zbyt mądrze piękna, stąd istnym jest głazem."
~ William Shakespeare

Ostatnio edytowane przez Nami : 31-10-2018 o 11:30.
Nami jest offline  
Stary 10-10-2018, 09:54   #14
 
Asmodian's Avatar
 
Reputacja: 28566 Asmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputację
Erik wiedział, że wioska upadnie. Po prostu nie było możliwości aby ktokolwiek tutaj stawił opór. Nawet, jeśli jakiś szaleniec czy desperat zebrałby dostatecznie dużą grupę obrońców, mogli jedynie umrzeć zabierając kilku przeciwników więcej. A z tego co wiedział o trupach, im było wszystko jedno, więc ofiara byłaby daremna. Dobrze zorganizowane wojsko, konno, lub mając artylerię, szańce i odpowiednią motywację mogłoby zatrzymać nieumarłych. To, co działo się jednak we wiosce było rzezią z której należało się wydostać jak najszybciej.

Strażnik spojrzał na niewielką grupkę stojącą przed bramą. Ranna dziewczyna, starzec, najpewniej jej ojciec lub inny krewny, zalany jak bela mężczyzna i jakaś kobieta i jego kontakt, który z koniem radził sobie jak dupa z konwersacją. W dodatku gdzieś go zgubił, co sprowadzało ich szansę do szybkiego i bezproblemowego opuszczenia wioski praktycznie do zera. "Chyba, że udałoby się im dobiec do linii lasu" pomyślał.

- Szlag by to...! - zaklął zaciskając zęby i spojrzał na zamkniętą bramę. Nie była specjalnie duża, ale miała wszystko co potrzeba, w tym belkę przegradzającą, zawieszoną na dwóch żelaznych hakach. Usłyszał pytanie kobiety i spojrzał na nią. Była przerażona i ranna, i najwyraźniej desperacko chciała uchwycić się czegokolwiek, co dawałoby nadzieję.
- Jak to co, uciekamy do lasu – powiedział spokojnie strażnik, starając się nie pokazywać strachu.

– Ty i ty! - wskazał na pijanego mężczyznę i banitę – Pomóżcie mi otworzyć bramę! - sam zaś odpiął przytroczoną do juków linę potem podjechał do bramy i przywiązał linę do belki zamykającej niedużą, ale zawsze dosyć masywną bramę. Potem przywiązał linę do kulbaki i użył wierzchowca jako dodatkowej siły aby pomóc obu mężczyznom zdjąć kłodę z bramy, lub ewentualnie wyrwać z zawiasów całe zamknięcie, o ile ktoś wcześniej wzmocniłby bramę. Strażnik cicho modlił się do Sigmara, kiedy lina zatrzeszczała, a zamek trzymający bramę zajęczał desperacko...

- Uciekajcie. Jeśli zaczną nas ścigać, spróbuję odwrócić ich uwagę. Wytropię was i spotkamy się w lesie! – Strażnik przygotował pistolet, przytroczył do lewej ręki tarczę, poprawił pas z mieczem i spokojnie czekał, aż cała grupka bezpiecznie opuści wioskę. Powoli, co jakiś czas obracając konia zamierzał jechać za nimi, sprawdzając, czy jakiś zabłąkany ożywieniec nie próbuje ścigać uciekających z wioski.
 
__________________
Iustum enim est bellum quibus necessarium, et pia arma, ubi nulla nisi in armis spes est
Asmodian jest offline  
Stary 10-10-2018, 15:08   #15
 
Avdima's Avatar
 
Reputacja: 11236 Avdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputację
Heike nie rozumiała gestu oberżysty, ale nałożyła na grzbiet płaszcz, chociaż miała własne okrycie na wypadek parszywej pogody. Prawdę powiedziawszy, zrobiłaby teraz wszystko co kazali, jeżeli zdawałoby się przybliżać do bezpieczeństwa, a gest oberżysty dawał tak jakby drobny komfort.

Służka cały czas trzymała się blisko rycerza, aż zaczęła się zastanawiać, czy mu nie wadzi. Starała się nie zrobić niczego głupiego, popadając jednak w skrajność i będąc dotychczas zupełnie bezużyteczną.

Jakikolwiek plan teraz rycerz miał, Heike zamierzała iść w krok za nim, nie czując, że ma większy wybór. Co widziała przez szpary w rozłupywanych drzwiach i wcześniej w oknach, na zewnątrz trwało powstanie nieumarłych, dosłownie i w przenośni.
 
Avdima jest offline  
Stary 11-10-2018, 16:23   #16
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 33947 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Serce biło jak oszalałe a łzy cisnęły się z niemożliwą do powstrzymania siłą. Jakoś wytrzymywał ból widząc ukochaną żonę, która zmarła we śnie, ale gdy zobaczył córeczkę już nie wytrzymał. łzy poleciały jakby wylać wiadro z wodą. Wycie w bólu zagłuszyło zgiełk dobiegający z zewnątrz. Gdy zobaczył zwiniętego kłębek synka Martina coś w nim stężało i nie zastanawiając się ni chwili podskoczył do dziecka. Ból głowy po uderzeniu na moment przyćmił i pojawiły się mroczki przed oczyma. Jednak Rolf był nieustępliwy a zagrożenie dla jego jedynego syna, która się zbliżała za plecami tylko motywowała brodacza.
Chwile później Hasmans z synem na ręku i chwyconym plecakiem ruszył do kuchni i przez wybite rzuconym wałkiem wyszedł z domostwa.

Gdy znaleźli się w potrzasku Rolf pochylił się nad pierworodnym.
- Uciekaj! Biegnij na ple Boglerów. Tam przy lesie możesz się ukryć a ja niedługo przybędę po ciebie.- Mówił ze łzami w oczach po czym gdy syn przecisnął się wypchnięty mimo protestów odwrócił się do zbliżających się chodzących nieboszczyków. Adrenalina i odpowiedzialność za syna powstrzymywała go przed szaleńczym i rozpaczliwym atakiem samobójczym.

Rolf szukał w głowie drogi ucieczki. Znał tu większość dróg na zewnątrz. Przez kilkanaście lat mieszkając tu miał pojecie gdzie najlepiej uciekać.
Jednak gdyby ożywieńcy mu stanęły na drodze zamierzał przez nie się przebić wspomagając się swoją maczugą i szaleńczym atakiem. Impet powinien mu pomóc w przedostaniu się przez wroga. Jednak jeśli będzie otoczony i nie będzie widział szansy ucieczki w jednym kawałku chwyci ciężką ławę, pieniek czy jakąś belkę i zacznie robić obroty wokół własnej osi siekąc co na drodze mu stanie.
 
Hakon jest offline  
Stary 12-10-2018, 23:42   #17
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 56450 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
Umgi wyleźli. Chwała Grungniemu. Rycerz, zamiast zaszarżować na wroga, natychmiast pognał ich ku wyjściu z wioski, demonstrując niespodziewaną dojrzałość i sprawność myślenia. Życząc mu powodzenia khazad pobiegł w przeciwnym kierunku. Rzemieślnik bez narzędzi to dupa, nie rzemieślnik. Zresztą, trzeba czegoś więcej niż inwazji pierdolonych zombie by zmusić prawdziwego krasnoluda do porzucenia swoich narzędzi.
Skulił się więc, wtulił głowę w ramiona i zaciskając w garści topór pobiegł opłotkami do kuźni, gdzie zgarnął co lżejsze i bardziej "przenośne" rzeczy do plecaka, który zarzucił sobie na plecy, zawiesił sobie bukłak z piwem na szyi... Po chwili zawahania wolną rękę chwycił worek z żelazem - jak się uda to będzie miał z czym zacząć, jak nie, to przywalenie nim w zombiaka powinno go skutecznie powstrzymać przed odgryzieniem głupiego łba Gharthowi, a jak pójdzie bardzo źle... Cóż, Grungni powinien spojrzeć łaskawym okiem na kowala, który nie porzucił narzędzi. A jak się uda spieprzyć tylnym wyjściem... to się później zobaczy.
 
__________________
Ostatni - termin: 18.10.2019r.
Gob1in, pi0t, Komtur, druidh, Stalowy, Morel
Ich oczami II - oblężenie- termin: 18.10.2019r.
Wisienki, lynx lynx, druidh, GreK
hen_cerbin jest offline  
Stary 13-10-2018, 01:04   #18
 
Porando's Avatar
 
Reputacja: 3659 Porando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputację
Podnosząc się po upadku, Thorstein zaśmiał się głupkowato. Nie umiał dobrze jeździć konno, ale nie chciał wyjść na nieudacznika przy strażniku. Szło mu nawet całkiem dobrze, dopóki nie zachciało mu się zabawy w rycerzyka i nie spróbował razić wrogów swoją bronią z siodła. I to jeszcze na zakręcie. Truposz dostał halabardą prosto w czaszkę, ale broń wbiła się tak głęboko że nie chciała wyjść. Thorstein trzymał się jej mocno, więc zleciał na dół. Szybko dobił umarlaka, ale koń zdążył już uciec.
-Nosz brukwa nać! - zaklął z bólu pleców pod nosem. Kolejne straty! Na szczęście do siodła miał przyczepiony łuk i łopatę. Resztę miał przy pasie lub w plecaku, który wciąż był tam gdzie jego miejsce. Odbiegł trochę na bok, czekając aż Eryk wróci i zauważył zakrwawioną i załzawioną dziewczynę. Dama w opresji, wzbudzająca w mężczyznach niepohamowaną chęć niesienia pomocy. Thorstein może i też by uległ, ale przypominała mu się Kirsten. Niewinna buzia, włosy w kolorze słomy splecione w warkocz i wielkie szmaragdowy oczy. Do tego łzy od cebuli, krew królika i niewinny głosik: “Panowie, tam dziesięć kroków od drogi, mój tatko!, drzewo na niego upadło, błagam, ratujcie go!”. Tatka oczywiście tam nie było, był za to Thorstein, Łysy Georg i reszta bandy, tylko czekająca na frajerów którzy dadzą się złapać na ten prosty trik. W końcu się nie udało i trafił się rycerz, który zamiast pobiec ratować jej wymyślonego ojca, trzasnął ją metalową rękawicą prosto w twarz i kazał swoim ludziom ją powiesić. Banici zdołali ją co prawda odbić, tracąc przy tym kilku ludzi. Nos nastawili, rany zszyli, ale z zębami niestety nic już nie poradzili. Kirsten była od tej pory dziewczyną bez zęba na przedzie, a jej niewinny głosik stał się trochę bardziej świszczący. Thorstein wiedział jak podczas obławy na raubrittera Arnolda dziewczyna uciekła w las, może jeszcze kiedyś się spotkają.
Stał tak przez chwilę patrząc na Melisę zastanawiając się czy to nie jakaś podpucha tak jak miała w zwyczaju robić Kirsten i już miał odejść bez słowa, gdy zobaczył jej ojca. Rozpoznał go. Kilka lat wcześniej Thorstein przyszedł w odwiedziny do pastucha Bernarda napić się bimbru. Wracając kompletnie pijany wpadł we własnoręcznie zastawiony zatrzask. Bernard pobiegł wtedy do miejscowego medyka, właśnie tego niedołężnego dziadka którego niosła dziewczyna. Medyk przyszedł wtedy do niego do lasu, opatrzył mu ranę i o nic nie pytał. Teraz przyszła kolej by to Thorstein mu pomógł.
-Chodź z nami, spierniczamy do lasu. Pomogę ci tachać twojego dziadka. Tylko pierw musimy rozpizgać te wrota - rzekł do dziewczyny. Posłuchał się polecenia Eryka i zaczął siłować się z belką blokującą bramę. I dalej do lasu!
 
Porando jest offline  
Stary 13-10-2018, 11:49   #19
 
pi0t's Avatar
 
Reputacja: 40140 pi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputację
Szkielet choć nie ma już ciała które można by przeciąć i organów które można zranić to jednak może rozsypać się na kawałki pod wpływem jednego dobrze wymierzonego ciosu. Tak też się stało i tym razem, szczególnie że truposz był jakiś ułomny. Ludo kojarzył, że plugawi nekromanci przeważnie ożywiali dzielnych żołnierzy walczący do ostatniej kropli krwi, tchórzy którzy porzucili towarzyszy i zginęli w biegu oraz tych którzy zostali zabici znienacka przez zabłąkaną strzałę. Na kalekich, ułomnych staruszków przeważnie szkoda czasu i energii. Ale ten sługa zła nie był wybredny, albo pomylił cmentarze. Tak czy inaczej niziołek pogłaskał uspokajająco swojego kuca Racucha po karku i zeskoczył z niego. Rozejrzał się po zdemolowanym obozowisku i sięgnął po pierwszą leżącą broń jaką znalazł. Nie było to trudne, ludzie w panice gubią różne rzeczy, a zombiaki broni przecież nie zbierały. Znaleziony toporek podał mężczyźnie, z jego pomocą ten siłacz z pewnością uwolni się z tak lichej klatki.
- Trzymaj i uciekaj… Wciuurności! – Ludo w oddali kątem oka zobaczył nową falę ożywieńców z tym czymś co latało. – Cholibka! Uciekaj do lasu! – Krzyknął jeszcze po czym w pośpiechu wskoczył na kuca. To latające ożywione dziwadło mu się nie podobało, strażnik pól wiedział, że w pojedynkę nic nie zadziała. Kolejny twardy supeł związał mu się na żołądku. Jedyne co można było zrobić to uciekać między drzewa, żeby to coś ich nie wypatrzyło. Wkroczenie do Langwaldu oznaczało pewną śmierć. Dlatego też niziołek chciał objechać miasteczko wzdłuż palisady krzycząc przy tym, żeby uciekać w las.
 
__________________
Mistrz gry nie ma duszy! Sprzedał ją diabłu za tabelę trafień krytycznych!
pi0t jest offline  
Stary 13-10-2018, 17:51   #20
 
Ascard's Avatar
 
Reputacja: 6589 Ascard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputacjęAscard ma wspaniałą reputację
Gdy tylko znalazł poszukiwany bukłak, wyprostował się spojrzawszy na naczynie z nieodgadnionym uśmiechem. Czy zawartość była dla niego cenna, cenniejsza niż życie syna? Przewrotny lis momentalnie postawił go przed takim wyborem, gdyż szukając zawzięcie alkoholu mężczyzna nie zauważył ożywieńca rzucającego się na Wolfa. Byłby go zabił gdyby nie moment otrzeźwienia Otta na widok szamotaniny. Ruszył na pomoc synowi przy drzwiach odrzucając naczynie i chwytając za kostur. Kilka mocnych razów nie zrobiło na topielcu wrażenia, odciągnęło jednak jego uwagę od młodzieńca a to był najważniejszy na obecną chwilę cel zdesperowanego ojca. W wyniku krótkiej walki Otto został boleśnie obity po rękach, tracąc przy okazji kostur który pękł na dwoje. Będąc w alkoholowym amoku, który przyćmił ból i wzmógł agresję mężczyzny, użył on ostrej połówki kija i natarł. Z okropnym mlaśnięcie drewniana drzazga zatopiła się w głowie, powodując powolne wypływanie ohydnej zawartości jedynego oczodołu. Otto nie miał czasu podziwiać szkody jaką wyrządził. Wykorzystał moment zawahania napastnika chwycił Wolfa pod ramię, w drugą rękę łapiąc bukłak. Rozejrzał się jeszcze szybko czy jego syn nie zgubił czego gdy omyłkowo posłał go na klepisko. Widząc, że chwilowo oszołomiony trup poczyna głośniej mruczeć i pełznąć w ich stronę, ruszył w stronę wioskowej bramy na pół wlokąc na pół podpierając skołowanego syna.

*

Dotarłszy w pobliże wyjścia z wioski zauważył grupkę postaci. W pierwszym odruchu chciał się wycofać myśląc, że to kolejna banda ożywieńców. Jedna z postaci siedziała jednak na koniu co chyba nie było możliwe. Jakie zwierze zgodziło by się nosić na sobie takie ohydne stwory. Dodatkowo wypatrzył w grupie burzę rudych włosów bez wątpienia należących do tej dziewczyny, która pomagała Wolfowi nim rozpętało się to piekło. Podszedł bliżej, z daleka machając ręką. W końcu dwie postacie z czego jedna szła chwiejnie niczym jeden z tych stworów mogły zostać wzięte za kolejnych napastników i poczęstowane strzałą lub ostrzem. Gdy dołączyli do niewielkiej grupki jego wzrok ponownie na moment zawisł nad Melisą. Chciał pocieszyć dziewczę, że na pewno uda im się uciec lecz nim zdążył coś wybełkotać ubiegł go Erik. Szorstka w oczach Otta odpowiedź jeźdźca została skwitowana gniewnym spojrzeniem po czym dodał od siebie najłagodniej jak potrafił.
- Nie martw się, na pewno nam się uda. Las jest tylko kawałek drogi stąd a te ... stwory - tu jego wzrok na moment uciekł wgłąb wioski - te stwory nie będą w stanie nas dogonić. Zawiń tą ranę jak potrafisz i ruszamy. - dodał na koniec. Podszedł też do syna i próbował wmusić w niego nieco gorzałki. Miał nadzieje, że trunek przywróci sprawność umysłu młodzieńca. Następnie miał zamiar pomóc reszcie przy bramie i razem z innymi uciekać w stronę lasu. Może tam uda im się znaleźć choć chwilę wytchnienia.
 

Ostatnio edytowane przez Ascard : 13-10-2018 o 23:33.
Ascard jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167