Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Warhammer Wkrocz w mroczne realia zabobonnego średniowiecza. Wybierz się na morderczą krucjatę na Pustkowia Chaosu, spłoń na stosie lub utoń w blasku imperialnego bóstwa Sigmara. Poznaj dumne elfy i waleczne krasnoludy. Zamieszkaj w Starym Świecie, a umrzesz... młodo.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-07-2023, 12:47   #1
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 1 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Sodraland 2527

Miejsce: Hr. Skogland; Zweibrucken; Ostroga; ul. Zamkowa; zamek Ostroga
Czas: 2527.01.25; Wellentag; popołudnie
Warunki: sala narad; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)



Rada Książęca




Sala narad w zamku Ostroga była w sam raz do narady. Ale jednak niezbyt często wizytowali tu tak znamienici goście. Sama księżna Asa z Egilów zwana od paru lat Żelazną Księżną dziś tu obradowała razem ze swoimi dwiema najstarszymi córkami oraz większością najbliższych doradców. Razem tworzyli radę książęcą. Wszyscy byli specjalistami w swoim fachu. A od zeszłej jesieni odkąd sytuacja z księciem Olafem robiła się coraz bardziej napięta księżna zaczęła przeznaczać Wellentag na zebranie tej rady i ustalenie strategii następnych kroków. Prawie każdego dnia widziała się z większością z nich ale uznała, że raz na tydzień dobrze będzie zrobić wspólne spotkanie aby skoordynować te wszystkie plany i zamiary. A było ich sporo. Spora ich część koncentrowała się wokół wojny z księciem Olafem jaka zapewne zacznie się po zimie a przynajmniej wszystko na to wskazywało skoro żadna ze stron nie zdradzała ochoty do ustępstw. Na wojnę potrzebne jednak były pieniądze. A tu książę Sodralandu nałożył embargo na skoglandzkie drewno spławiane granicznymi obecnie rzekami co odcięło główny dochód ich hrabstwa. A do tego skarbiec pozostał w Ebenstadt. A w Ebenstadt od zeszłego tygodnia było objęte książęcą kwarantanną bo od początku roku rozlała się po ich stołecznym mieście jakaś tajemnicza i groźna zaraza. Więc to ona zdominowała sporą część obrad.




https://i.imgur.com/5VZMu1a.jpg


- Chcecie mi powiedzieć, że poza czekaniem i kwarantanna nic nie możemy zrobić? Moje najtęższe głowy w hrabstwie są bezradne? - zapytała siedzącą u szczytu stołu kobieta. Przez chwilę panowała zakłopotana cisza.




https://i.imgur.com/Lsk9oOX.jpeg


- Właściwe milady to dokopałem się do pewnych obiecujących informacji. - odparł z wahaniem Mistrz Maximo, nadworny alchemik, mag, uczony a w książęcej radzie doradca do spraw nadzwyczajnych. Księżna Skoglandu obdarzyła go zachęcającym uśmiechem i spojrzeniem oraz gestem zachęciła do kontynuacji.

- Po pierwsze to prawie fartem trafiłem na odpisy pewnych pism i myślę, że w książęcym archiwum w Ebenstadt powinno być więcej informacji. Ale wszystko wskazuje na to, że plagi jakie opisywano w podobny sposób jakie cechy zdradza obecnie. Co sugeruje, że ta plaga nie wybucha po raz pierwszy. Chociaż ostatni raz była tak dawno, że pamięć o niej uległa zapomnieniu lub takim zniekształceniom, że trudno je obecnie rozpoznać. - estalijski mag, uczony i humanista z entuzjazmem zaczął dzielić się swoimi odkryciami jakich dokonał w ciągu ostatnich dni i tygodni. Dość długo zasypywał pozostałych różnymi faktami i datami z odległej przeszłości i krain rozsianych od dzisiejszych Księstw Granicznych po Arabię oraz obecne Złe Ziemie i starożytną Khemri. Dla większości z jego słuchaczy jedynie poszczególne punkty wydawały się być rozpoznawalne ale ogólny przekaz był raczej klarowny: takie przypadki podobnych plag mogły już się zdarzać w przeszłości, także w tej okolicy na jakiej od pół wieku wykuwał się Sodraland.

- No dobrze mistrzu a jak sobie radzono z tymi plagami? Jest to opisane? Wynaleziono na nie lekarstwo? - księżna gdy już zrozumiała o co chodzi w tej opowieści zapytała ich praktyczne zastosowanie w obecnej sytuacji.

- No cóż… Prawdopodobnie tak. Wiele na to wskazuje. - odparł Maximo z wyraźnym wahaniem. Jednak ostatecznie wolno skinął głową dając ostrożne potwierdzenie.

- To cudownie! Czy możemy wytworzyć te lekarstwo u nas? - księżna z zadowolenia uderzyła otwartą dłonią w stół. Wreszcie jakaś dobra wiadomość!

- No cóż… Nie jestem pewien… Dotarłem do dość ogólnych opisów z kronik, relacji podróżników i tak dalej, żadne pismo nie koncentruje się wyłącznie na tej zarazie. - mistrz nauk mistycznych i wszelakich zaczął z wyraźnym zastanowieniem tłumaczyć zawiłości swojego odkrycia. Uśmiechy przy stole wyraźnie przygasły. Wciąż jednak chyba była nadzieja, że w książęcym archiwum w odciętym kwarantanna Ebenstadt będzie coś więcej na ten temat bo spora część opisów były kopiami z prastarych ksiąg, zwojów i manuskryptów jakie tam były.

- Tylko najprawdopodobniej potrzebny będzie nam ktoś kto będzie umiał posługiwać się starożytnym nekhekarskim aby odczytać tak stare rzeczy. - uprzedził mistrz magii i alchemii kończąc ten wywód. Na razie mimo wszystko wydawało, się to do zrobienia. Trzeba było tylko dostać się do tego książęcego archiwum w odciętym kwarantanna mieście.

- Starożytnym nekhekarskim? Dlaczego? Nikt go już nie używa. Nie ma jakichś nowszych zapisków? - władczyni Skogland nieco się zdziwiła tym wymogiem bo do tej pory niewiele wskazywało na użycie tego wymarłego języka jakiego chyba od wieków i mileniów nikt już nie używał.

- Dlatego, że Nagash pisał w starożytnym nekhekarskim. - imię Wielkiego Nekromanty nawet po całych mileniach po jego ostatnim pojawieniu się wciąż robiło wrażenie na śmiertelnikach tak wielkie, że przez moment wszyscy przy stole wydawali się siedzieć jak zmrożeni gdy po sali przeszło echo jego imienia. Póki księżna Asa z Egilów zwana też Żelazną Księżną nie przerwała tego milczenia.

- No nie wiem czy to jest taka dobra rekomendacja. Tego mi jeszcze brakuje abym uchodziła za czcicielkę Nagasha, przyjaciółkę nekromantów i sojuszniczkę wampirów. Ale Olaf i jego piewcy mieliby uciechę. A nie ma czegoś innego? - księżna wydawała się jeszcze bardziej zirytowana niż na początku gdy wydawało się, że nie mają żadnych postępów w sprawie tej tajemniczej plagi. A gdy przez moment wydawało się, że wreszcie mają to gdy wyszło szydło z worka okazało się, że nie jest to takie proste. Dyskutowali jeszcze długo ale ostatecznie doradcy uznali, że warto chociaż spróbować odnaleźć tą uczoną jaka mogła znać ten starożytny, wymarły język i zobaczyć co z tego wyniknie. Zwłaszcza, że była szansa, że utknęła w Ebenstadt na czas kwarantanny. Co chwilowo uspokoiła sytuację ale powstało pytanie jak dostać się do tego izolowanego miasta.

- Myślę, że znam odpowiedniego człowieka który ma odpowiedni zespół. I też utknęli w mieście więc są na miejscu. - uśmiechnął się Calabersi, doradca księżnej do spraw informacji.




Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Awanturników; karczma “Waran i baran”
Czas: 2527.01.27; Marktag; południe
Warunki: duża sala; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, burza, sil.wiatr, siarczysty mróz (mod -25)



Temerarios de Soto




- Ludzie! Otwórzcie oczy! Zdejmijcie z nich łuski! Otwórzcie serca na prawdę! To nie kara za grzechy! To błogosławieństwo! Wybrani, prawdziwi wierni, zostaną błogosławieni! Resztę czeka zagłada i potępienie! - na zewnątrz w środku targowego dnia rozszalała się zimowa burza. Zerwał się całkiem silny wiatr i w połączeniu z zimnym deszczem i błyskającym, zagniewanym niebem tworzył scenerię jakby rzeczywiście nadszedł koniec świata. A przynajmniej tego miasta. Dziś był dzień handlowy więc tradycyjnie jak co tydzień ludzie spieszyli na Plac Targowy gdzie odbywał się cotygodniowy bazar aby coś kupić, sprzedać, wymienić się plotkami. Ale odkąd kwarantanna zamknęła miasto to dobrych i wesołych wieści było raczej niewiele. Za to każdy kto mógł kupował żywność i inne zapasy szykując się na najgorsze. Więc na te produkty było więcej chętnych do nabycia niż sprzedających co windowało ich ceny w górę. Ale mimo tego ten kobiecy głos przebijał się z ulicy pomimo zamkniętego okna.

- To znowu ona. Chropawa Estella. - powiedział młody mężczyzna podchodząc z ciekawości do okna na piętrze aby wyjrzeć na zewnątrz. Chropawą Estellę znali tu chyba wszyscy. Jako trędowatą żebraczkę. Czy co ona tam miała. Ale wyglądała paskudnie przez te wszystkie parchy jakie miała. Jałmużna jednak była obowiązkiem i powinnością tych co im się wiodło lepiej wobec tych ubogich i poszkodowanych więc rzucali jej miedziaki do miseczki. Poza tym uchodziła za bogobojną i pracowitą. Często przychodziła w Marktag na Plac Targowy i za parę miedziaków sprzątała ten gnój po zwierzętach i ludziach, nawet jak już targ się skończył. Więc ludzie ją tolerowali i nawet uważali za pożyteczną pomimo jej szpetoty.

- Jak ona może chodzić tylko w tych szmatach? Przecież jest burza i pada. Nie zimno jej? - zdziwił się kolega jaki też z ciekawości podszedł do okna. Dziś był dzień targowy więc nie było dziwne, że Chropawa Estella się tu kręci. El Comandante miał nosa parę lat temu jako wykupił tą zadłużoną i nieco podupadającą karczmę. Wtedy wielu kręciło nosem, że tak szasta pieniędzmi. Ale pokazało się, że to nie jest zły pomysł mieć własną karczmę. Zwłaszcza jak się było grupą najemników do zadań różnych i mieli w swym składzie naprawdę barwną mieszankę ras, profesji i charakterów. No i co do miejscówki to nazwa ulicy też była wymowna “Ulica Awanturników”. Bo jakoś tradycyjnie zawsze tutaj, w ulicy wychodzącej z Placu Targowego, były punkty werbunkowe do armii, do wypraw, do eskorty i tak dalej. W sam raz dla kogoś takiego jak de Soto i jego grupa.

- Ludzie! Spójrzcie! Spójrzcie na mnie! Widzicie? Sromota znika! Jestem uzdrowiona! Dobrzy bogowie ulitowali się nad takim nędznym robakiem jak ja i obdarzyli mnie swoją łaską! Dla was też nie jest za późno! Wystarczy, że pochylcie głowy i przyjmiecie ich błogosławieństwo! - Estella za oknem podwinęła rękawy swojego mnisiego habitu aby pokazać swoje nagie ramiona. Do okien podeszło więcej śmiałków a i na ulicy zebrało się paru przechodniów aby posłuchać i popatrzeć na ubogą wieszczkę. Nie była jedyną. W tych ciężkich czasach, zwłaszcza odkąd zamknięto bramy miasta wielu głosiło zagładę i bliski kres żywota. Jedynym ratunkiem zdawała się pokora, pokuta i błaganie bogów o łaskę. Wydawało się, że z każdym dniem kwarantanny takie poglądy zyskiwały coraz więcej zwolenników. Zwłaszcza jak nie udawało się opanować tej tajemniczej zarazy jaka zbierała coraz większe żniwo. “Dziś ty jutro ja” jak mawiano coraz częściej. Zaraza uderzała znienacka i trudno było znaleźć jakąś zależność czy schemat w kogo uderzy. Miała też nietypowe objawy co odbierano jako wolę rozgniewanych bogów. Tymczasem na szarpanej burzą ulicy z tych paru przypadkowych osób jakie szły lub wracały z targu jedna czy dwie podeszły bliżej aby spojrzeć na te prezentowane ramiona ubogiej żebraczki. Przez zachlapane deszczem okna nie było widać jednak więcej niż dwie, blade krechy na tle ciemnej ulicy. Ale widać było zdziwione twarze tych co je oglądali z bliska.

- No nie mów, że trąd jej się cofnął. - mruknął z niedowierzaniem kolega obserwując to wszystko z okna. Przez chwilę zastanawiali się czy to w ogóle możliwe i właściwie na co mogła być chora Estella ale za ich plecami drzwi się otworzyły i wszedł ten który ich tu dzisiaj wezwał.




https://i.imgur.com/78Xg4Jp.jpeg


Falco de Soto był przez swoich podkomendnych nazywany “El Comandante”. Przezwisko zostało mu jeszcze ze starych czasów sprzed przybycia do Księstwa Sodraland gdy był kondotierem, najemnikiem, korsarzem, piratem i odkrywcą. Nie był już młodzikiem a i wyglądem raczej nie zwracał na siebie uwagi płci przeciwnej. Za to rysy zdradzały stanowczość charakteru i powagę. A był znany jako ktoś kto ma głowę na karku, jego działania cechowały się śmiałością i rozwagą poza tym umiał się odnaleźć chyba w każdej sytuacji. Te cechy sprawiały, że łatwo nawiązywał kontakty tak z potencjalnymi pracownikami jak i pracodawcami. Gdy przybył tu kilka lat temu z garstką swoich podwładnych nikt ich tu nie znał ani oni nie znali tu nikogo. Ot wydawało się to miejsce w sam raz aby rozejrzeć się za jakimiś zleceniami bo krążyły plotki, że szukają tu osób o wszelkich talentach i umiejętnościach. Przez te kilka lat część osób się wykruszyła ale doszli nowi zaś grupa prosperowała coraz lepiej zyskując sobie reputację specjalistów na każdą okazję. W przeciwieństwie bowiem do większości grup czy oddziałów najemników jakie się specjalizowały w konkretnym typie zadań i usług Temerarios de Soto mieli chyba kogoś na każdą okazję. Wszystko wskazywało na to, że w tym sezonie ich hrabstwo weźmie się za łby z resztą księstwa i powinno się znaleźć zajęcie dla tak utalentowanych osób. Ale zaraz po nowym roku wybuchła ta zaraza a z tydzień temu księżna ogłosiła kwarantannę na swoją stolicę zamykając także i Temerarios w środku. A dziś rano po tygodniu marazmu El Comandante wezwał ich wszystkich pierwszy raz od początku kwarantanny. Co więcej wszedł pewny siebie i z zadowoloną miną jakby spotkało go coś miłego. Albo miał dobre wieści.

- Widzę, że już wszyscy są. Dobrze. Bo mamy robotę. - powiedział kładąc na stole swoją torbę w miejscu jakie zwykle zajmował. Zaś reszta popatrzyła to na niego to po sobie nawzajem. Bo “mieć robotę” zwykle oznaczało jakieś zlecenie jakie szef załatwił.

- Dostałem list od Calabresi. Będziemy szukać leku na to cholerstwo co się tu zalęgło. I paru przydatnych w tym osób. - powiedział bez większych wstępów. Jego ludzie zamrugali oczami i jeszcze gwałtowniej popatrzyli po sobie. Co za wieści! Miasto było objęte kwarantanną ale mimo wszystko listy czy paczki z żywnością przerzucano albo przez mury albo rzeką.

- A to jest jakieś lekarstwo? - zapytał ktoś bo o żadnym lekarstwie na tą tajemniczą zarazę nie było mowy. Ba! Właściwie nikt nie wiedział co to jest za cholerstwo, skąd się wzięło, ani jak się rozprzestrzenia. A co dopiero mówić o lekarstwie.

- Jeszcze nie. Ale jest szansa je stworzyć. Trzeba tylko odnaleźć parę tajemniczych osób i przedmiotów. My musimy je odnaleźć. I zanieść do Maestro. Jak się uda odnaleźć komplet to jest szansa, że on skleci z tego to lekarstwo. Tu mam listę. - El Comandante usiadł na swoim miejscu a w międzyczasie wyjął zwój papieru unosząc go nieco do góry aby wszyscy go mogli zobaczyć. Maestro był tutejszym magiem, członkiem rady książęcej i doradcą księżnej w sprawach nadzwyczajnych. Właściwie nazywał się Maximo Moreno ale, że w mieście nie było zbyt wielu magów a z nich on jako bliski współpracownik władczyni był uznawany za najważniejszego, stąd jego tytuł niejako stał się jednocześnie imieniem jakim zwykle go określano na ulicy.

- A jak się nie uda? - zapytał ktoś po chwili pierwszej fali chaotycznych głosów i komentarzy. Szef śmiałków spojrzał na niego a potem przesunął spojrzeniem po sąsiednich twarzach.

- Wtedy będziemy musieli się zmierzyć z wolą bogów i tą kwarantanną z tym co mamy w tej chwili. - odparł z lekkim uśmiechem ale nie był to wesoły uśmiech. Ostatni tydzień dał chyba do myślenia wszystkim w mieście czego można się spodziewać po ludziach co zostali tu zamknięci na ograniczonej przestrzeni z obcą, nieznaną zarazą szalejącą wśród nich. Niepewność jutra działała deprymująco na chyba wszystkich. Tak samo jak groźba złapania zarazy jaką nadal nie było wiadomo jak się ona właściwie roznosi. Pierwszymi objawami były niespokojne sny. Na wpół zapomniane sny z jakich po przebudzeniu pamiętało się tylko urywki z jakich trudno było coś wywnioskować. Pozostawało tylko wrażenie niepokoju. Poczucie zbliżającego się zagrożenia. A potem… A potem zapadało się w śpiączkę. Albo lunatykowało w gorączkowej malignie. Inni zaś robili się skrajnie agrewyni. Albo całkiem oszaleli. Wszyscy bez wyjątku. Bogaci i biedni, potężni i nędznicy, ludzie i nieludzie, wydawało się, że nie ma przed tą plagą ratunku. Jak kogoś chwyciła w swoje tajemnicze szpony to koniec. Ale niektórzy mówili, że to kara od bogów. Inni, że dar, droga do nowego oświecenia, jeśli się usłucha szeptu bogów. Jedno co było pewne, że odkąd ogłoszno kwarantannę wszyscy zostali tu z tą zarazą. A teraz El Comandante przyszedł i mówił, że jest jednak na nią jakiś sposób.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Jeśli czytasz jakąś moją sesję i uważasz, że to coś dla Ciebie to daj znać na pw, zobaczymy co da się zrobić
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-07-2023, 00:23   #2
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 1 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Magister Rewizor Kolegium Płomienia w Altdorfie, Mistrz Ścieżki Żywiołu, Imperialny Czarodziej Ognia, Warmund Maksym Krüger mieszkał w Ebenstadt już jakiś czas, jak mawiają koledzy z Kolegium Jadeitu "zapuścił korzenie". Żyło mu się całkiem przyjemnie, otworzył swoje biuro usługowe, gdzie za pieniądze rozwiązywał problemy. Niecały rok później zapisał się do De Soto, jako czarodziej ognia był idealnym dodatkiem do grupy Estalijczyka. Gdy zaraza uderzyła w nowy rok, Krüger przyglądał się rozwojowi przypadków z zainteresowaniem. Jako czarodziej podejrzewał w niej rękę mrocznych bogów. Warmund zastosował środki zapobiegawcze. Na początek posypał próg drzwi i okna w swoim apartamencie solą na wypadek gdyby zarazę rozprzestrzeniały demony. Dodatkowo nakazał swojemu służącemu Klausowi, by ten mył warzywa i mięso w ciepłej wodzie przed przygotowaniem, jak również i swoje ręce. Gdy księżna Asa wprowadziła kwarantannę, Warmund spodziewał się najgorszego, jednak jak na razie, ani ludzie nie rzucili się sobie do gardeł, ani szczury nie wyskoczyły z kanałów, by żerować na truchłach. Pozostało czekać na dalszy rozwój wydarzeń. I tak oto wezwał ich de Soto.

Warmund stał oparty o jedną ze ścian przy oknie z rękami skrzyżowanymi na piersi. Miał na sobie swój typowy szlachecki strój z rękawiczkami, wysokimi jeździeckimi butami i czerwoną jak krew peleryną. Przy pasie Krüger nosi swój posrebrzany miecz, który wisi mu na lewym biodrze, po prawej stronie wisi bicz, oraz 5 fiolek wypełnionych dziwną czerwoną oleistą cieczą i dwie sakiewki. Jedna na monety, w drugiej Warmund trzyma kawałki węgla, siarki, papierki i inne łatwopalne komponenty. Charakterystycznym elementem wyglądu Krügera prócz czerwonej peleryny jest długi łańcuch, który nosi przewiązany na skos na piersi. Łańcuch ten jest często używany w parze z żelaznymi kajdanami, które teraz, podobnie jak inne przydatne przedmioty, Krüger trzymał w swoim plecaku. Wspomniany plecak stał oparty o ścianę, tuż obok nóg Warmunda. U góry plecaka wystawała główka pochodni, z boku wisiała dodatkowo latarnia sztormowa, a z drugiej strony zawieszono róg sygnałowy jakiego używa się w bitwie.

Krüger przysłuchiwał się słowom el Comandante z uwagą, a gdy ten skończył zapytał.
- W takim razie pozostaje zapytać kogo i czego dokładnie szukamy. I czy szukamy ich w mieście, czy może oznacza to, że wypuszczą nas za mury?
Warmund przejął "listę zakupów" by lepiej przyjrzeć się składnikom jakich potrzebował Maestro.
 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 27-07-2023 o 22:06.
Baird jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-07-2023, 12:51   #3
 
Cioldan's Avatar
 
Reputacja: 1 Cioldan nie jest za bardzo znany
Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Boczna, mieszkanie Rity Gummiohr;
Czas: 2525.06.27; Angestag; ranek
- Kristof! Wstawaj, znowu przespałeś śniadanie, a ja idę już do pracy!-Wykrzyczała kobieta.
Młody mężczyzna rozciągnął się jeszcze leżąc w łóżku i zdołał tylko zamruczeć coś w rodzaju "mhm" co miało oznaczać zrozumienie wiadomości. Powoli zaczął wydostawać się z owiniętej pościeli. Znów miał jeden z tych snów i zaplątał się przez to w poszewkę od kołdry. Szukał, skakał, biegał i tym razem już prawie złapał Nocne Pióro, ale Matka akurat go obudziła. Zdążył spojrzeć na rodzicielkę, pomachał Jej. Znów ubrała swoją czarną suknię, która mocno podkreślała jej długie białe włosy. Wyglądała trochę jak służka, trochę jakby ciągle przeżywała żałobę, ale też niektóre dodatki, jak szara halka, koronkowe okrycie głowy i białe kołnierzyki sprawiały, że ktoś jeszcze mógłby wziąć ją za damę. "Znów cały dzień spędzi w miejskim ogrodzie, przynajmniej dobrze Jej to robi" pomyślał i zeskoczył zwinnie z łóżka. Szybko się ubrał i wyszedł ze swojej ciasnej izdebki do nieco większego głównego pomieszczenia - kuchnio-jadalnio-salonu. Mama zostawiła mu śniadanie, co jeszcze pół roku wcześniej było nie do pomyślenia. Nagle usłyszał głośne pukanie do drzwi. "Zapomniała pewnie czegoś" to była jego pierwsza myśl, wstał jeszcze przeżuwając chleb i podbiegł otworzyć drzwi. Ku Jego zdziwieniu to był sąsiad z dołu
-co ty smarku robisz w moim domu?! Wstydu nie masz wyroniu!- trochę krzyczał, a trochę bełkotał człowiek w ciężkim do określenia wieku z powodu długotrwałego upojenia alkoholowego.
-Szanowny Panie Veilchenhaut. Pana mieszkanie jest piętro niżej. Pozwoli Pan, że zamknę teraz drzwi z zewnątrz i pójdę do pracy, mogę Pana odprowadzić niżej-odpowiedział Kristof, z góry znając odpowiedź. Nie chciał przeciągać rozmowy, stąd decyzja o wyjściu już teraz do karczmy "Waran i baran"
Mijając sąsiada, usłyszał jeszcze parę niemiłych słów. Młody Gummiohr był od niego zdecydowanie większy i do tego mocno umięśniony, ale schodził z drogi pijakowi, gdyż Matka mówiła, że jest szlachcicem, a może był, w każdym razie ma znajomości i lepiej krzywdy mu nie zrobić. Kristof dokończył po drodze do nowej pracy trzecią kromkę chleba i nie mógł się doczekać nowego zlecenia...

Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, Rynek;
Czas: 2527.01.16; Marktag; południe
Pierwszy dzień wiosny, mimo wszystko wciąż zimno na zewnątrz. Soto zlecił Kristofowi i Czarnej Julii jakieś małe zlecenie z rana. Dwójka jednak najpierw udała się na małe śniadanie, a potem chcąc wyjść z miasta by wykonać swą misję (zebrać jakieś zioła czy odnaleźć świnie jakiegoś bogatego posiadacza ziemskiego) zostali zawróceni. Strażnicy odesłali ich na rynek. Tam dowiedzieli się, że całe miasto zostało zamknięte i Żelazna Księżna ogłosiła kwarantannę.
-Masz ci los! Co my teraz zrobimy? Możemy pewnie w mieście kupić zioła, ale wątpię, żeby świnie uciekły z farmy do miasta. No cóż, choć Julka na małe piwo, a potem udamy się do Soto. Mam nadzieję, że teraz nie przydzieli nas do tej wiedźmy Franziski bo przyprawia mnie o dreszcze.- mówiąc ostatnie słowa jakby przeszły go ciarki.
-Co Ty masz z tymi magami, jak nie będziesz im wchodził w drogę to nic Ci nie zrobią, szczególnie, że wszyscy pracujemy dla Soto. Choć na to piwo, bo tu teraz będą ciągle o tej kwarantannie gadać. Poza tym, przyjaźnisz się w wilkołakiem, a nie możesz znieść magini, hahaha.- ewidentnie rozbawiona Czarna Julia poszła ze swoim kolegą na jedną kolejkę.
Kristof uciekał w młodym wieku przed wojną, przed armią Chaosu, wychowywał się z Matką, która jakby trwała przy nim z przymusu i dopiero od jakiś dwóch lat zaczęła go traktować jak syna. Bał się magii, nie rozumiał religii, ale chorób i zaraz jeszcze nie znał. Nie bał się tego, przecież nie zachorują, bo dlaczego oni mieliby akurat? Wiele osób ostrzegało go przed wilkołakiem, a tu jedna zmiennokształtna została jego przyjaciółką. Kwarantanna chwilę potrwa i wszystko wróci do normy. Na pewno. Byle tylko akurat teraz do bram nie przybył jego zaginiony Ojciec, przecież go nie wpuszczą...

Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Awanturników; karczma “Waran i baran”
Czas: 2527.01.27; Marktag; południe
Warunki: duża sala; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, burza, sil.wiatr, siarczysty mróz (mod -25)
Kristof uważnie wysłuchał co miał do powiedzenia dowódca. Po wielu pytaniach, między innymi od maga Warmunda, w końcu przyszedł i czas na niego.
-El Comandante! Co z osobami, które twierdzą, że przeżyły chorobę, no na przykład Chropawa Estella dziś dała przedstawienie. Nie widziałem z bliska, ale zdaje się, że choroby już ni ma! Trzeba ją jakoś zbadać, przepytać chyba. Może jakoś na odległość, ale jednak...
 
Cioldan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 27-07-2023, 22:24   #4
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 1 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Warmund podszedł do Gummiohr'a i poklepał go po ramieniu z uśmiechem.
- Dobrze prawisz Kristofie! Warto zadać jej kilka pytań, już od kilku dni mnie świerzbi, żeby ją wziąć na przesłuchanie. Zabezpieczyć się wcześniej też warto.
Krüger popatrzył na de Soto.
- Wiedźmy z Kislevu często używają złych duchów do sprowadzania klątw i chorób na nieszczęśników. Osobiście bardziej martwiłbym się demonami zglinizny i zarazy, jednak w tej sprawie zostawie głos egzorcyście.
 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 30-07-2023 o 21:27.
Baird jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-08-2023, 15:03   #5
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 1 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 02 - 2527.01.27 mkt; południe

Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Awanturników; karczma “Waran i baran”
Czas: 2527.01.27; Marktag; południe
Warunki: sala narad; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)


Wszyscy





https://i.imgur.com/hURVDdN.jpg


Za oknami może i burza przeszła. Ale nadal było pochmurnie i resztki ulewy ściekały na ten ziemski padół monotonną mżawką. Chociaż wydawało się, że i to się kończy. Co może minimalnie poprawiało komfort przebywania na zewnątrz ale zasadniczo nie zmieniało ponurego wyglądu za oknem. Zimno, mokro i szaro. Dobrze było w taką niepogodę być po właściwej, wewnętrznej i ogrzanej stronie ściany. Ci co musieli stać tam przy straganach w tym deszczu i błocie w taki dzień musieli wykazać się niezłym samozaparciem aby tak wytrwać. Zresztą może właśnie ta aura sprawiła, że pierwsi straganiarze już się zaczynali zwijać z Placu Targowego. Za oknami “Warana i barana” coraz częściej przejeżdżały z turkotem furmanki i wozy. Z drugiej strony odkąd kwarantanna zamknęła miasto odcięła je też od wiosek i chłopów jacy co tydzień przyjeżdżali tu właśnie w ten dzień targowy na targ. A jeszcze z trzeciej była końcówka zimy. Może nie taka mroźna jak w bardziej położonym na północ Imperium ale też potrafiła być nieprzyjemna. Zwłaszcza tutaj, w samym narożniku nizin wciśniętym między dwa wielkie pasma górskie. Nic dziwnego, że jak plotka głosiła w Sordaland było więcej wyznawców Ulryka niż w całej reszcie Księstw Granicznych razem wziętych. Poza tym księstwem zimy były łagodniejsze, bardziej ponoć przypominały te z Bretonii. Tak przynajmniej twierdzili ci co tam byli i mieli porównanie. Mimo wszystko jednak nawet tutaj pierwszy miesiąc nowego roku to nie był jeszcze czas siewów nie mówiąc o zbiorach a więc wszyscy jechali jeszcze na zeszłorocznych zapasach. Co tylko potęgowało widmo głodu jakiego obawiano się odkąd bramy miasta zatrzasnęły się z trzaskiem.

Odkąd El Comandante wezwał swoich Temerarios i obwieścił co dla nich ma zrobiło się głośniej i żwawiej. Bo odkąd zamknięto miasta sporo ludzi zrobiło się przygnębionych i apatycznych. Ze śmiałkami było podobnie. Ale teraz, jak się okazało, że pojawiła się jakaś szansa aby się wykaraskać z tarapatów zapanowało ożywienie. Iskra zaczęła nawet brzdąkać coś wesołego na swojej lutni, Grzywka wyjął nóż i zaczął nim balansować na jednym palcu przy okazji opowiadając jakiś rubaszny żart, Melidor dopatrzył się w tym wszystkim jakiegoś zwrotu akcji podobnego do elfiego poematu z panowania któregoś tam ich króla, Gilbert ze swoim charakterystycznym, bretońskim akcentem był przekonany, że to błogosławieństwo zesłaną przez samą Panią i ogólnie zapanował rozgardiasz. Prawie na pewno El Comandante pozwolił na to aby się wyszumieli wiedząc, że taki przypływ optymizmu i nadziei im się przyda jako kontra dla ostatnich, raczej ponurych dni i myśli. Więc Warmund czy Kristof stanowili jeden z elementów tej barwnej mozaiki. Imperialny czarodziej musiał przemyśleć skład swojego ubioru bo ciążył mu on znacznie. W końcu w przeciwieństwie do choćby do Kristofa do mocarzy nie należał i jego talenty polegały na czym innym niż sile mięśni.

- Nikogo nie wypuszczą za mury. Wszystkich nas obowiązuje kwarantanna. - głos zabrał El Comandante widząc, że gwar rozmów rozlał się po sali w jakiej zwykle prowadzili zebrania i właśnie narady dotyczące całej grupy. Grupa rzeczywiście uciszyła się i zaczeła słuchać byłego odkrywcy, podróżnika i konkwistadora. El Comandante jak w soczewce kumulował w sobie życiorys i charakter wielu z nich stając się jakby żywym symbolem wszelkich awanturników. Z tych nielicznym jakim udało się przeżyć burzliwą młodość i dotrwać mimo wielu burz, przygód i niebezpieczeństw do dojrzałego wieku w jakim był obecnie. To była jedna z tych jego cech jakie sprawiały, że cieszył się autorytetem wśród swoich podwładnych i nie tylko. W końcu w ciągu kilku lat kariery w Ebenstadt zdobył zaufanie komesa księżnej Skoglandu. Co zresztą było widać dzisiaj gdy właśnie do niego przysłał list zza murów. A od dwóch czy trzech lat to on był właśnie najcenniejszym klientem i zleceniodawcą dla de Soto i jego śmiałków. Wiadomo było, że jak przychodzi zlecenie od niego to trzeba się szczególnie postarać. W końcu komes należał do najbliższych doradców Żelaznej Księżnej więc była to jedna z najważniejszych osób w hrabstwie a zapewne i w całym księstwie Sodraland.

- Musimy odnaleźć Vivian von Schwarz. To szlachcianka i uczona. Zna starożytne języki w tym jeden jaki szczególnie interesuje naszego klienta. Zależy mu na współpracy z nią więc należy ją odnaleźć i zaprosić do współpracy. Z listu wynika, że znajomość tych języków jest kluczowa dla opracowania tego rytuału co ma zwalczyć tą plagę jaka spadła na miasto. - szef przesuwał się wzrokiem po swoich jakże różnorodnych pracownikach. Wydawało się, że każde jest z innej bajki i aż dziwne było, że tak odmienni od siebie ludzie i nieludzie mogli się znaleźć w jednym pomieszczeniu. Na dłużej się zatrzymał na Grzywce albo Warmundzie jakby chciał im podkreślić, że tą cześć sprawy lepiej byłoby załatwić bez siłowych argumentów.

- Milady von Schwarz przybyła do miasta parę miesięcy temu skuszona naszymi starożytnymi ruinami jakich jak wiecie w mieście i okolicy mamy pełno. Dlatego też często wyjażdżała z miasta prowadząc swoje badania i właśnie nie do końca Calabresii w tym liście wie czy kwarantanna zastała ją w mieście czy nie. Sugeruje aby zacząć pytać w Domu Uczonych. - objaśnił im to komes napisał w przysłanym liście.

- A tak, pamiętam ją. Rzeczywiście chyba raz zostałyśmy sobie przedstawione właśnie tam. Dziwne włosy ma. Czarne z miedzianym połyskiem. Albo miedziane z czarnym. Zależy jak światło pada albo jak się spojrzy. Taka bladolica. Zwykle też ubiera sie w czerń i czerwień. Bardzo oczytana i wykształcona przyjemnie się z nią rozmawiało na te uczone tematy. Chociaż przyznam, że częściej o niej słyszałam jak gdzieś pojechała, coś odkryła, o coś wypytywała, zwykle chodziło o jakieś ruiny i tego typu rzeczy bo to ją głównie interesowało. - Franziska miała kontrastowo odmienną stylizację niż opisywany zestaw czerni i czerwieni w jakich lubowała się owa von Schwarz. Bo jako świetlna magister preferowała białe i jasne barwy, nawet włosy miała tak jasne, że momentami wydawały się nieco jaśnieć własnym blaskiem.

Warmund też podobnie kojarzył ową uczoną. Zostali sobie przedstawieni w Domu Uczonych i Magów z parę miesięcy temu i nawet rozmawiali przez chwilę ale widocznie wrażenia miał podobne jak Franziska. Owa czarno - czerwona uczona też pochodziła z Imperium ale ze Stirlandu więc chwilę przez chwilę o tym rozmawiali. Ale częściej rzeczywiście była źródłem plotek powodowanych swoją działalnością badań nad przeszłością i rzadko pojawiała się w Domu. Kristof i większość śmiałków w ogóle jej nie spotkali bo raczej nie bywali w miejscu spotkań magów i uczonych więc dla nich ta wspomniana w liście osoba to było coś nowego. Więc chętnie posłuchali tego co Boots powiedziała o tej swojej nowej znajomej jaka względnie niedawno pojawiła się w mieście.

- No właśnie to ją trzeba odnaleźć i sprawdzić czy w ogóle jest jeszcze w mieście. Jak jest to poprosić ją o współpracę z tym tłumaczeniem starożytnych języków. Samo tłumaczenie ma Maximo. Zresztą obiecał, że wkrótce przybędzie do miasta aby wszystkiego dopilnować. - El Comandante po tym wtrąceniu skinął swoją jeszcze czarną ale już przyprószoną srebrem głową, że właśnie o odnalezienie tej uczonej chodzi. To znów poruszyło większość grupy bo do miasta opanowanego przez nieznana plagę i zamkniętę książęcą kwarantanną to raczej nikt nie kwapił się odwiedzać. A w końcu maestro był najważniejszym magiem w Skogland i należał do książęcej rady, doradzał w sprawach niecodziennych samej księżnej. A mimo to w liście zapowiadał swój przyjazd. Co tylko podkreślało jak wielką wagę przykłada on i zapewne sama władczyni Skoglandu do tej sprawy.

- Oprócz tego trzeba udać się do świątyni Myrmidii. Oni powinni gdzieś u siebie mieć… - szef wrócił wzrokiem do trzymanej kartki szukając czegoś wzrokiem i szybko śledząc tekst. - Ostra Kara. To chyba jakiś przedmiot do wymierzania kar stąd nazwa. To tłumaczenie z jakiegoś tekstu więc Maximo nie był do końca pewien co do nazwy i tylko z kontekstu się domyślił, że chodzi o jakiś przedmiot. Będzie trzeba z kapłankami się dogadać co to może być. Zapewne coś starodawnego. Do nich też napisał list więc powinny być uprzedzone. Ten przedmiot też jest potrzebny do tego rytuału jaki ma stworzyć lekarstwo. - dawny najemnik i konkwistador mówił nieco wolniej i z namysłem gdy streszczał na głos to co nadworny mag księżnej napisał w liście.

- I jeszcze parę innych rzeczy ale to Maximo już opowie jak przybędzie do miasta. Na razie mamy odnaleźć tą imperialną uczoną i ten przedmiot w świątyni Myrmidii. - odłożył list przed siebie kończąc ten pierwszy etap jego omawiania.

- A co do tej Chropawej… - szef przypomniał sobie o co pytał Kristof i spojrzał na niego. A potem w stronę okna. Co prawda z pierwszego piętra i miejsca gdzie siedział nie mógł zobaczyć sceny na mokrej, błotnistej i zimnej ulicy ale wiedział o kogo chodzi a może nawet ją widział jak tu szedł.

- Odkąd tu przyjechałem to ona ma jakiegoś parcha. Nic nowego. I skąd pomysł, że przeszła tą nową zarazę? Z tego co wiem to jak ktoś to złapie to się przez jakiś czas kiepsko czuje, potem zapada w letarg a jak się ocknie to mu odbija. Nie wiem czy to co ona wrzeszczy to jest coś w ten deseń. Ale jak chcecie to możecie z nią pogadać. Tylko jak złapiecie od niej parcha to potem miejcie pretensje do siebie. - El Comandante chyba nie miał przekonania, że Chropawa Estella miała coś wspólnego z tą nową plagą i chyba traktował ją jak szczekającego na ulicy psa co zawsze tam jest i szczeka. Ale nie zabronił swoim śmiałkom sprawdzić tego wątku. Uczulał tylko, że owa żebraczka jest chora “od zawsze” i to tak jawnie chora, że wszyscy o tym wiedzieli i dlatego ją zwykle omijali nie chcąc się od niej zarazić tym syfem jaki miała w sobie i na sobie.

- Ale jeśli chodzi o kislevskie wiedźmy to nie sądze aby to była ich sprawka. Z tego co wiem to ich magia ogranicza się do samego Kisleva i poza nim dość słabo się sprawdza. A jesteśmy dość daleko od tej krainy. Oczywiście nie mamy co do tego całkowitej pewności, że tak nie jest ale nie można tego wykluczyć. - Franziska widząc, że szef skończył pozwoliła sobie na komentarz do pomysłu kolegi maga. W końcu magowie w społeczeństwie trafiali się dość rzadko i wśród śmiałków te proporcje też były odzwierciedlone.

- Zaś to co sugerujesz też nad tym się zastanawiałam. Ale na tą chwilę nie mamy żadnych dowodów ani na potwierdzenie ani zaprzeczenie tej hipotezy. Chociaż dość nietypowa ta zaraza. Zwykle są jakieś wrzody, gorączka, biegunka, flegma w płucach i tak dalej a tu no niezbyt. - przyznała, że sama też niezbyt wie co myśleć o tych nietypowych objawach noworocznej plagi jaka spadła na miasto. Ale nie można było wykluczyć także i takiej możliwości, że to dzieło z garnuszka Ojca Plag. Zresztą nie była w tym odosobniona. Chyba nikt nie miał pomysłu co to za cholerstwo i skąd się wzięło. W sali znów zrobiło się głośniej gdy zaczęto to wszystko omawiać, rozmawiać, planować i gdybać.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Jeśli czytasz jakąś moją sesję i uważasz, że to coś dla Ciebie to daj znać na pw, zobaczymy co da się zrobić
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-08-2023, 21:45   #6
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 1 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Magister płomienia złapał spojrzenie de Soto i skinął głową.
Krüger odpiął pochwę z mieczem od pasa i położył go na biurku komendanta.
- Proszę go przypilnować pod moją nieobecność. Chyba nie będzie mi potrzebne srebrne ostrze w bibliotece. - Warmund odwrócił się do zebranych. - Słuchajcie! Razem z Francizką, Rosarią i Morską Bryzą pójdziemy do biblioteki odnaleźć naszą specjalistkę. Druga grupa w tym czasie uda się do świątyni Myrmidii.
Kruger spojrzał na włóczniczkę Myrmidii.
- Myra. Ty, Fillipo i Ramiro porozmawiacie z siostrami, powiedzcie im jak wygląda sytuacja, i że zadanie do idzie od samej księżnej. Weźcie ze sobą Kristofa, żeby sprawdził teren na wypadek, jakby trzeba było jednak dokonać świętokradztwa.- Zanim wyznawcy Myrmidii mogli zaprotestować dodał.- Jest to plan awaryjny, jakby wasza dyplomacja zawiodła. Ceną mimo wszystko jest życie wszystkich w mieści, a my nie mamy czasu na teologiczne dylematy. Kruger odwrócił głowę i popatrzył na Comendante, by zobaczyć co on myśli o planie działania przedstawionym przez czarodzieja.
 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 16-08-2023 o 15:09.
Baird jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-08-2023, 18:32   #7
 
Cioldan's Avatar
 
Reputacja: 1 Cioldan nie jest za bardzo znany
Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Awanturników; karczma “Waran i baran”
Czas: 2527.01.27; Marktag; południe
Warunki: sala narad; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)

Kristof stał jak sparaliżowany gdy mag położył mu rękę na ramieniu. Spoglądał na swoją przyjaciółkę Sigrun z niepokojem i szeroko otworzył oczy jakby chciał ją telepatycznie spytać czy już płonie... Nie był przyzwyczajony do takiego spoufalania z magami.
Gdy Warmund od niego odszedł odetchnął z ulgą, ale też wrócił mu animusz i od razu zaczął kontynuować wątek Chromowej Estelli.
- Może właśnie jakaś inna choroba sprawiła, że rzeczywiście wyzdrowiała z tej nowej zarazy...
Zaczął pewnie, ale gdy patrzył na spojrzenia zgromadzonych to zakończył ciszej i odkaszlnął na końcu.
Następnie wysłuchał pomysłów Krüger'a i ucieszył się, że nikt nie wpadł na głupi pomysł aby on szedł do biblioteki. Do świątyni sam chętnie by się zgłosił, więc póki co po cichu zaakceptował pomysł kiwając głową z aprobatą. Zwrócił się tylko do Czarnej Julki i Wilkołaczki
- Idziemy razem do świątyni? Niech dyplomaci zajmą się dyplomacja a my przeszukamy teren. - następnie zwrócił się do reszty - Mamy jakiegoś dobrego informatora związanego z kultami religijnymi, albo znamy jakiegoś specjalistę od Myrmidy, który wiedziałby o Ostrej Karze. Dla mnie brzmi jakby to była jakaś mityczna kobieta, a nie broń...
Po całym wywodzie uśmiechnął się szeroko o czekał na rozwój wydarzeń.
 
Cioldan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-08-2023, 16:24   #8
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 1 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 03 - 2527.01.27 mkt; południe - popołudnie

Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Awanturników; karczma “Waran i baran”
Czas: 2527.01.27; Marktag; południe
Warunki: sala narad; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)



Wszyscy



Dobrą stroną takiej różnorodności jaką zdołał de Soto uzbierać pod swoimi skrzydłami było to, że jako grupa to mieli bardzo szeroki wachlarz wiedzy, możliwości, umiejętności i doświadczenia. Mniej dobrą zaś to, że przy takiej różnorodności trudno było liczyć na konsensus w jakiejkolwiek sprawie. Te różne pochodzenia, religie, stan społeczny, przeszłość i charakter sprawiały, że łatwiej było o swary niż zgodność. Nie inaczej było i tym razem. Ledwo Warmund skończył mówić o swoim pomyśle na wizycie w świątyni Myrmidii a już widać było jak jej kapłanka zacisnęła usta w wąską, zbuntowaną linię.

- Wybijcie sobie z głowy jakiekolwiek włamania do domu bożego. Jak się o tym dowiem pierwsza im o tym powiem a bluźniercom co się poważą na takie świętokradztwo gnaty połamię. - kapłanka Włóczniczki ostrzegła patrząc surowo na Warmunda. A potem na Kristofa i resztę śmiałków. Myra była znana ze swojej zapalczywości i stanowczości. Raczej nie było co liczyć, że przymknie oko na jakieś niecne zamiary względem swojej macierzystej świątyni.

- Oczywiście Myro, Warmund trochę się zagalopował. - siedzący za biurkiem lider grupy odezwał się uspokajającym tonem nie chcąc aby wynikła z tego jakaś kolejna kłótnia pomiędzy poszczególnymi członkami grupy.

- Zresztą nie sądzę aby to było potrzebne. Maximo napisał w liście, że wysłał też i do nich list. Więc powinny być ostrzeżone i spodziewać się, że ktoś do nich przyjdzie i będzie o to pytał. Nie ma co wyważać otwartych drzwi. - dorzucił tonem wyjaśnienia unosząc na chwilę otrzymany od książęcego komesa list. To chyba uspokoiło kapłankę bo wpatrywała się w niego chwilę po czym skinęła głową przyjmując takie wyjaśnienie.

- No i nie róbcie z siebie jakichś niezdar i nieboraków. Ile was tam chce iść aby pójść i zapytać o to czy tamto? Dwie, trzy osoby w zupełności powinny wystarczyć. Nie idziecie tam szturmować jakiegoś zamku czy nory rozbójników. - dodał nieco rozbawionym tonem gdy usłyszał proponowany podział ról i skład poszczególnych grupek. Przez śmiałków przetoczyła się fala kiwania głową, uśmiechów, komentarzy i zrobiło się nieco luźniej. Ta chwila zamieszania sprawiła, że Jose, estalijski cyrulik skorzystał z okazji aby zabrać głos.

- Kristofie nie ma ozdrawiających chorób. - zaczął i teraz na nim spoczął wzrok większości grupy. - Z tego co widziałem to Estella ma trąd. I być może nie tylko to. Nie badałem jej osobiście ale zdarzało mi się ją mijać i wszystko na to wskazuje. Nie ma lekarstwa na trąd. - mówił spokojnym i łagodnym tonem w jakim była jednak pewność siebie płynąca ze znajomości swojego fachu.

- Ma, ma. Wszyscy to wiedzą. Odkąd pamiętam to zawsze miała jakiegoś syfa. - wtrącił mu się Grzywka. Jako chłopak z ferajny no i tubylec świetnie znał tu różne zakamarki miasta jak i jej mieszkańców. Czarna Julia co miała podobne pochodzenie ale inne metody i preferencje też poparła go kiwaniem swojej czarnej głowy.

- Plotki nie zawsze muszą być prawdziwe. Zwłaszcza jak je głoszą osoby nie obeznane z tematem. Ale zwykle skądś się biorą. - cyrulik skinął im głową ale widocznie wsiadł już na swojego ulubionego konika i z lubością zagłębił się w temat.

- Zaś trąd jest jak mówiłem nieuleczalny. Nie ma na to lekarstwa. Można jedynie łagodzić objawy. Jednym z nich jest stopniowa utrata czucia. Zaczyna się od kończyn, zwłaszcza stóp i dłoni. Potem to się pogłębia. Coraz trudniej jest manewrować przedmiotami, człowiek zaczyna się poruszać jak paralityk ale też słabiej odczuwa ból, zimno czy gorąco. Być może dlatego ona może wytrzymać w tych swoich szmatach przy takiej pogodzie jak dzisiaj. - Sodraalandczyk estalijskiego pochodzenia dalej rozprawiał na temat trądu i jego objawów.

- Tak więc nie wydaje mi się możliwe aby komuś, na przykład Estelli, miał się cofnąć trąd. Jedyne możliwości jakie mi przychodzą do głowy to to, że to nie był trąd. Cudowne uzdrowienie. Czasem bogowie tak nagradzają swoich wiernych, zwłaszcza tych najgorliwszych. Albo są niekiedy sanktuaria albo szczególnie błogosławione kapłanki Shallyi cieszące się wyjątkową łaską Białej Gołębicy. Albo jakiś nieznany czynnik ale nie mam pojęcia co to by miało być. Sami sobie odpowiedzcie czy któraś z tych przyczyn mogła mieć miejsce u Esteli. Zresztą zakładając, że w ogóle coś jej się cofnęło bo na razie to mamy tylko jej krzyki a ona zawsze coś krzyczy o cudach, bogach i karze za grzechy. - Jose po kolei wymienił te rzeczy jakie wydawały mu się, że mogłyby w pewnych okolicznościach cofnąć trąd. Ale wyglądało na to, że robi to dla zasady jak uczonemu i cyrulikowi wypadało przedstawić fakty. Sam jednak ociekał sceptycyzmem co do każdej z tych możliwości. W końcu tutejsza świątynia Shallyi coś z cudów nie słynęła i jakoś o nagłych uzdrowieniach z trądu czy innych paskudztw nie było coś słychać. A, że Estela ma trąd to chyba wszyscy w mieście słyszeli nawet jeśli znali ją tylko z widzenia.

- A skąd wiesz? A może jednak jej się polepszyło? Nie takie rzeczy się zdarzają na świecie. - Haakon jako rodowity Norsmen wydawał się być nieco zabobonny. Zwłaszcza jak chodziło o tajemnicze i nadnaturalne sprawy. A cudowne uzdrowienia na pewno się do nich zaliczały.

- To idź zajrzyj jej pod kieckę i powiedz co widziałeś. Tylko wystarczy, że krzykniesz z ulicy. - zaśmiała się złośliwie Julia bo z natury była wesoła, bezczelna i pyskata. A często objawiało się to wbijaniem innym takich szpil jak teraz. Huskarl posłał jej cierpkie spojrzenie ale nie skomentował tego. Albo już na tyle dobrze ją znał aby wiedzieć, że trudno z nią wygrać wszelkie pyskówki.

- To kto ma gdzieś iść to niech idzie. Dobrze by było to załatwić jeszcze dzisiaj. A już południe minęło. Jak się czegoś dowiecie to wracajcie. - oznajmił de Soto dając znać, że czas kończyć te pogaduszki i wziąć się za swoją robotę.

- Pogoda w sam raz na spacer. To idźcie! - wyszczerzyła się radośnie Julia ostentacyjnie wyglądając przez okno. A tam w porównaniu do ogrzanego i suchego wnętrza rzeczywiście nie wyglądało to zbyt zachęcająco do wyjścia.




https://i.imgur.com/6K4MJbv.jpg




Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Uczonych; Dom magów i uczonych
Czas: 2527.01.27; Marktag; popołudnie
Warunki: parter; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)



Warmund, Franziska, Rosaria



Gdy wyszli na ulice od razu uderzył och silny wiatr. Bez trudu szarpał ubraniami, jak ktoś był na tyle nierozważny aby wyjść z gołą głową to także włosami. Wpychał z powrotem słowa do gardła i wciskał zimne powietrze w każdą szczelinę jaką znalazł. Więc niezbyt sprzyjało to rozmowie. Na ulicach panował jednak ruch bo targ się już właściwie skończył i ludzie wracali do swoich domów. Też zmagali się z tą zimową aurą. Szaruga tylko pogłębiała uczucie przygnębienia i niedoli jakie zdawało się wisieć nad miastem odkąd zamknięto bramy z powodu kwarantanny. Widmo głodu i zarazy sprawiało, że ci to utknęli w mieście robili się bardziej skorzy do kłótni. Idąc ulicami mijali właśnie jakąś taką niezbyt przyjemną scenę. Jakiś chyba sprzedawca albo rzemieślnik stał w drzwiach swojego lokalu i głośno mówił, że nie zapłaci z góry a ten co stał przed mówił coś znacznie ciszej ale z nie mniejszym zaangażowaniem. W końcu jednak trójka śmiałków dotarła do okazałej kamienicy w jakim był urządzony przybytek dla tutejszych i przyjezdnych uczonych.

Wewnątrz było zdecydowanie cieplej i ciszej. Gdy jedno ze skrzydeł otwieranych drzwi zamknęło się odcinając gości od nieprzyjemnej, zimowej aury na zewnątrz. Jako, że każde z ich trójki bywało tu wcześniej to wiedzieli czego się spodziewać i jak się poruszać. Najpierw recepcja i krótkie powitanie z Nathanem. Potem szatnia gdzie można było zostawić wierzchnie ubrania. Wreszcie sala spotkań gdzie zwykle zaczynało się towarzyskie spotkania a i była dobra okazja zorientować się kto akurat jest w środku.




https://i.imgur.com/yhaHoDK.jpg


W sali spotkań było dość spokojnie. Panowała uniwersytecka atmosfera wymieszana z klubem dyskusyjnym. Były wygodne, obite pluszem krzesła, niskie stoliki gdzie można było odłożyć księgę czy coś do picia. No i oczywiście regały z księgami ustawionymi pod ścianami. Tutaj albo czekało się na kogoś lub siadało się aby coś podyskutować. Jakąś interesującą teorię, ciekawy pomysł, polecić lub nie lekturę jaką się właśnie czytało lub kiedyś, wymienić się poglądami filozoficznymi albo innymi. Czy dopytać się jakiegoś znawcę czy kolegę o jakieś frapujące zagadnienie. A przy okazji można było też wymienić się świeżymi plotkami. W tej atmosferze swobodnej wymiany światłych myśli kształciło się następne pokolenie uczonych albo tych których było stać aby posłać dzieci na wykształcenie. Dom Uczonych bowiem pełnił też rolę uczelni wyższej chociaż daleko mu było rozmachem i tradycjami do bardziej renomowanych uniwersytetów. O te jednak w ogóle było trudno w całych Księstwach Granicznych więc pod tym względem władcom Ebenstadt i tak udało się stworzyć miejsce przyjazne nauce i uczonym. A nawet magom. Do których przecież nie wszyscy pałali miłością i zaufaniem.

Dzisiaj zastali tu parę osób. W sporej mierze znajomych. Co nie było dziwne, pora dnia była taka sobie na odwiedziny. Erik Frei był elementalistą jaki specjalizował się mocy ziemi i kamieni. Więc jak sam żartował zawsze mógł się zatrudnić jako murarz albo przy kopaniu rowów. Tempeste Margand zdradzał za to niezawodny bretoński akcent. A jej pasją było niebo i astronomia. Chociaż tchnienia mocy była pozbawiona to sama nauka i głowa do skomplikowanych obliczeń potrzebnych do przewidzenia ruchu planet i gwiazd była jej mocną stroną. Swoimi obliczeniami mogła iść w konkury z wykładowcami algebry i rachunków. Zaś starszy pan jaki rozprawiał o czymś o wiele młodszym to Adelhard Escalante, mistrz kartografii, geografii i znawca krain tak odległych co egzotycznych. Pod oknem siedziała Oda Bamberg która miała mieszane imperialno - norsmeńskie korzenie. I zapowiadała się na całkiem niezłego alchemika. I jeszcze parę innych mniej lub znanych śmiałkom osób. Wypadało się przywitać chociaż skinieniem głowy a dalej to już zależało od celu wizyty i znajomości z zastanymi osobami.

- No tak na oko to jej nie widzę. - rzuciła Rosaria pod nosem gdy zorientowała się, że Vivian nie zastali tak od ręki w tym pierwszym pomieszczeniu. Tileańsko - bretońska szlachcianka błyszczała w każdym towarzystwie jak elegancko oprawiony klejnot i tym razem nie było inaczej.

- Może jest na górze jeśli pracuje przy czymś. O ile w ogóle jest w mieście. Trzeba zapytać. - odparła białogłowa Franziska. Świetlna magister z Marienburga nie wydawała się tym przejęta. W końcu dopiero co weszli.




Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Marmurowa; świątynia Myrmidii
Czas: 2527.01.27; Marktag; popołudnie
Warunki: biuro; jasno; cicho; nieprzyjemnie; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)



Kristof, Myra, Filippo



Gwałtowny protest tarczowniczki Myrmidii w zarodku ukrócił wszelkie podejrzane szwendanie się po czy wokół świątyni jej patronki. A lider śmiałków ją poparł. Zapewne nie chciał się narażać na gniew kleru skoro nie było to konieczne ani robić zbędnych niesnasek pomiędzy członkami własnej grupy. Swoje też robił też cel wizyty jak i wiadomość z listu, że kapłanki powinny się spodziewać kogoś kto może przyjść i pytać o tą Ostrą Karę.

Kolejnym powód był niejako techniczny. A mianowicie świątynia była zbudowana zgodnie z upodobaniami samej bogini taktyki i sprawiedliwej wojny. Czyli jak mały fort. Od reszty miasta oddzielał ją mur. Nie był poważną przeszkodą dla kogoś odpowiednio zmotywowanego i przeciętnie sprawnego. Więc dla Kristofa to nie była poważna przeszkoda. Inna sprawa, że przy bramie i w narożnikach były wieżyczki strażnicze. I trudno było liczyć, że jak ktoś tam był na straży to nie zauważy kogoś kto gramoli się przez ten mur. A ten był wyższy od dorosłego człowieka więc trzeba było podskoczyć, podciągnąć się a potem wspiąć. W dzień to właściwie byłoby zbędne ryzyko. W nocy byłyby pewnie o wiele większe szanse no ale jeszcze nocy nie było.

Niezbyt też miało sens zostawać na zewnątrz i czekać na wynik rozmów bo jak wygląda świątynia od zewnątrz to wszyscy chyba wiedzieli. Dało się wejść przez główną bramę, ta miała furtkę w sobie i ową strażnicę nad sobą. Druga, robocza brama była z przeciwnej strony. Poza tym tylko same mury, nic ciekawego do oglądania.

Właściwie to wiadomo też co było w środku. Niewielki plac gdzie tarczowniczki ćwiczyły się w musztrze czy sztuce walki. Albo odbywały się apele czy podobne uroczystości jakie organizowano na zewnątrz. Obecnie widać było grupkę jaka szykowała wóz do drogi. Paru mężczyzn i kobiet. Kobiety tak na oko to wyglądały na kapłanki Myrmidii a mężczyźni na świeckich żołnierzy i robotników. Jednak Sanchez nie zwalniała tylko szła dalej, do wnętrza świątyni.

Sama świątynia była zbudowana z białych marmurów ociosanych w smukłe, elficko podobne kształty. Wewnątrz były liczne posągi jakie zwłaszcza wśród przybyszy z pruderyjnej północy uchodziły za mocno nieprzyzwoite. Bowiem większość posągów przedstawiała kobiece postaci a mimo to były odziane tylko w skąpe tuniki albo wręcz tylko przepaski biodrowe. Przez co odsłaniały o wiele więcej kobiecych wdzięków niż to zwykle przedstawiano w Imperium. Pozy jednak były spokojne, stateczne, dumne i pełne klasycznego piękna a nie jakieś frywolne. Co tylko podkreślało różnice kulturowe między krainami po obu stronach pasm górskich jakie w naturalny sposób tworzyły bariery na tym kontynencie. I po każdej ze stron tworzyły się inne nacje, zwyczaje, tradycje i charaktery. Nawet jeśli się po części przenikały to jednak każda zyskiwała swój odrębny ryt. Jak choćby świątynie Myrmidii. Póki Kristoff mieszkał w Imperium to może i słyszał, że jest taka bogini ale żadnej jej świątyni chyba nie widział. Dopiero tutaj, na południe od Przełęczy Czarnego Ognia spotkał się z nimi po raz pierwszy a i kult boginii strategii był o wiele popularniejszy niż na północy. Na tyle, że tutejsza świątynia Myrmidii była tak popularna jak w jego rodzimym Ostlandzie świątynie Sigmara. Z kolei sam Młotodzierżca co mogło zaskakiwać przybyszy z Imperium, tutaj był ledwo znany podobnie jak Mymidia na północy. Właściwie tylko przybysze z Imperium próbowali kontynuować jego kult i chyba nie było ich zbyt wielu bo nie miał nawet swojej świątyni tutaj. Więc wierni zwykle chodzili do świątyni Urlyka gdzie mogli też oddać cześć obu imperialnym patronom. Władca Zimy był bowiem bardziej uniwersalny i popularny zwłaszcza tutaj, w narożniku wciśniętym pomiędzy dwa wielkie, pasma górskie. Na razie jednak szli we trójkę przez tą cichą i prawie pustą świątynię. Wiernych było niewielu ale w końcu był środek tygodnia a do tego kończył się dzień handlowy więc mieszkańcy byli zajęci swoimi sprawami.

Myra jednak jak tylko skłoniła się przy wejściu posągowi swojej patronki to śmiało przeszła przez całą świątynię prowadząc swoich obu towarzyszy za sobą. Tym drugim był Filippo. Tileański kusznik, najemnik i łowca nagród jaki przystał do grupy jeszcze przed Kristofem. Estalijski konkwistador jakiego zaproponował Warmund do tych rozmów zrezygnował skoro mieli nie robić tłoku. Zaś uchodźca z Imperium niejako siłą rozpędu został dołączony do tej grupy. Nie było sensu aby się włóczył wokół muru zewnętrznego.

Teraz jednak przeszli do biur jakie były na zapleczu głównej świątyni. Myra czuła się tu jak u siebie w domu. Co zresztą poniekąd było prawdą. Pchnęła jedne z drzwi, weszła do środka i tam przedstawiła siebie i towarzyszy.

- Witaj matko. Nie wiem czy to prawda ale przyszliśmy w sprawie Ostrej Prawdy. To ma być jakiś przedmiot. Podobno Maestro Maximo przysłał do was jakiś list w tej sprawie. Do nas zresztą też. - przedstawiła zwięźle ale z szacunkiem po co tu przyszli. Po drugiej stronie biurka siedziała starsza w hierarchii i wiekiem kobieta jaka uważnie ich wysłuchała. Obie widocznie się znały co nie było takie dziwne skoro zanim Sanchez przystała do Temerarios to odbywała nowicjat i służbę właśnie w tej świątyni. Podobnie jak i obaj towarzysze Myry też wiedzieli z kim rozmawiają. Nie dało się nie znać chociaż z widzenia głównej kapłanki jednej z najważniejszych świątyń w stolicy Skogland.




https://i.imgur.com/76qzHwv.jpg


- Witaj córko. Tak, to prawda. Dostaliśmy od niego list. Bardzo nas zadziwił. Przyznam, że się nie spodziewałyśmy. - Matki Ekdekisis nie trzeba było przedstawiać. Już nie była pierwszej młodości ale cieszyła się zasłużoną reputacją prawej wojowniczki jaka za młodu intensywnie uczestniczyła w walkach z goblinami z jakich oczyszczano leśne mateczniki Skogland. Obecnie ten etap uważano za zakończony i po dwóch, trzech pokoleniach wojen kolonistów z zielonoskórymi po lasach zostały resztki ich band żałośnie kryjąc się w ich trzewiach. A była to zasługa wielu rzesz kolonistów i wojowników jacy krok po kroku oczyszczali te pierwotne lasy z goblińskiego i pajęczego plugastwa. I Matka Ekdekisis trafiła jeszcze na końcówkę tych wojen. Jej pełne imię brzmiało Nómoi Ekd-kisis co tłumaczono jako Prawa Zemsta. Ale miała też bardziej dobitny przydomek. Młot na Gobliny. Właśnie z czasów swojej służby w kampanii przeciwko nim. Chociaż raczej mało kto odważyłby się na taką bezczelność aby odezwać się do niej pod tym przydomkiem. Ponoć jedynie weterani z jakimi wówczas walczyła w tych nieprzepastnych, ponurych, pradawnych kniejach mieli ten przywilej. Większość zwracała się do niej “matko Ekdekis”. Obecnie przewodziła ona tutejszej świątyni i chociaż nie była najwyższą patrarchinią w kulcie to dla większości młodych kapłanek była żywym wzorcem do naśladowania. Zwłaszcza dla tych bojowo nastawionych do jakich należała Myra.

- Szukamy tego artefaktu. Mamy go w naszych rejestrach ale pod tak dawną datą, że nie jest go tak łatwo znaleźć. Nawet nie wiedziałam, że mamy coś takiego. Dziwię się skąd Maestro to wygrzebał. No ale skoro to chodzi o sposób na tą straszną plagę to oczywiście zrobimy co w naszej mocy aby się przyczynić do jego pokonania. - czarnowłosa kapłanka przyznała, że mocno ją zaskoczył ten list od naczelnego maga księżnej. Ale bynajmniej go nie zignorowała. Tylko brzmiało jakby chodziło o jakiś zapomniany staroć co się od nie wiadomo jak dawna kurzy gdzieś w ciszy i mroku świątynnych magazynów.

- A wiadomo co to w ogóle jest? - zapytał milczący dotąd łowca nagród.

- Sądząc po opisie to bicz. Lub coś podobnego. Wykonywano nim kary. Trafił do naszego tileańskiego odłamu kultu w trakcie jednej z kampanii z tysiąc lat temu. Z dwieście lat temu zarejestrowano go w naszej świątyni w Akendorf. A gdy wyposażano tą świątynie świeżo po wybudowaniu a tam chciano opróżnić magazyny to i przyjechał do nas. Wpakowano go do naszych magazynów i więcej nikt się nim nie interesował. Dlatego dziwi mnie, że teraz Maestro zaczął. I nie wiem co to ma wspólnego z obecną zarazą. - kapłanka - matka nie taiła jak ów tajemniczy artefakt trafił w posiadanie najpierw jej kultu a potem akurat tutejszej świątyni. Przez jej wypowiedź przebijało się zdziwienie i niezrozumienie jak taki zapomniany staroć ma się przysłużyć w zwalczaniu plagi noworocznej. Filippo i Myra popatrzyli po sobie też chyba nie mając o tym pojęcia i spojrzeli jeszcze na Kristofa co ten na to wszystko.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Jeśli czytasz jakąś moją sesję i uważasz, że to coś dla Ciebie to daj znać na pw, zobaczymy co da się zrobić
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-08-2023, 15:07   #9
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 1 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Awanturników; karczma “Waran i baran”
Czas: 2527.01.27; Marktag; południe
Warunki: sala narad; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)

Po zakończonej naradzie Kruger podszedł do Jose i na uboczu, tak by inni nie mogli podsłuchać zwrócił się do niego prawie szeptem.
- Niektórzy słudzy Pana Zarazy używają zaklęć by usunąć symptomy choroby, tylko po to by skusić chorych w zgniłe łapska ich pana, a potem zmieniają ich w żywe naczynia na wszelakie choroby. Pamiętaj o tym przyjacielu.- Magister powiedział zimno.
Przed wyruszeniem, Warmund zdjął i zostawił swój łańcuch koło plecaka pod ścianą.

Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Uczonych; Dom magów i uczonych
Czas: 2527.01.27; Marktag; popołudnie
Warunki: parter; jasno; gwar rozmów; ciepło; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)

We wnętrzu biblioteki, Piromanta od razu udał się do frontowego biurka gdzie siedział Nathan. Magister Kruger przywitał się ciepło ze starszym bibliotekarzem, po czym zaczął wypytywać o panią von Schwarz.
Nathan stwierdził, że milady nie ma w placówce swojej kwatery ani gabinetu i odwiedza ich jako mile widziany i ceniony gość. Bibliotekarz powiedział, że Viviane von Schwarz zatrzymała się gdzieś na mieście, jednak nie miał pojęcia gdzie.

Po zakończonym “przesłuchaniu” czarodziej wraz ze swoimi towarzyszkami przeszli do sali spotkań. Magister płomienia rozpoznał parę znajomych twarzy, a po wysłuchaniu obu pań odpowiedział.

- Na razie poczekajmy z pracowniami. Nathan mówił, że von Schwarz nie ma tu swojego kąta, a jedynie wpada gościnnie. Być może ktoś z obecnych miał okazję poznać naszą specjalistę i wie gdzie ona nocuje lub gdzie lubi jadać. - Kruger już miał zagłębić się w temat jak to ludzie mają swoje przyzwyczajenia, a poznając je można odnaleźć ich “leże” i bardzo łatwo “schwytać”, jednak zatrzymał język.

- No to trzeba będzie zasięgnąć języka gdzie ona mieszka. - Rosaria nie wydawała się zbyt tym przejęta. Bo to, że w sali gościnnej nie ma milady von Schwarz to akurat już całą trójką zdążyli się zorientować.

Franziska pokiwała głową zgadzając się z opinią koleżanki.
- To za kogo się bierzemy najpierw? I chcecie pytać ich razem czy z osobna? - Marienburska magister skinęła głową komuś kto akurat na nich spojrzał i uśmiechnęła się grzecznie. Szkoda było tak stać w przejściu i zwracać na siebie zbędną uwagę.

- Nie stójmy więc tak. - odpowiedział Warmund. - Zacznijmy od Erika, potem przejdziemy do innych. - Kruger spojrzał na szlachciankę.- Rosario, my za tobą. Chyba, że wolisz w pojedynkę odhaczyć geomantę. -

- Oh nie chcę was sama wyręczać w zadaniu jakiego się także podjęliście. - odparła z przekąsem elegancka dama pozwalając sobie na drobną uszczypliwość. Franzeska zaśmiała się cicho z rozbawienia i zdjęła ku szlachciance niewidzialny kapelusz w niemym ukłonie. Ruszyła jednak ku geomancie i przywitała się z nim ciepło i życzliwie. Rozmawiała z nim przez dłuższą chwilę i nie zanosiło się aby lada chwila mieli skończyć.

- To albo niech się nagadają do woli albo do nich dołączymy. Albo bierzmy kogoś innego. - zaproponowała Franziska widząc, że tamten pierwszy duet coś nie zamierza kończyć tej rozmowy.

- Powiem szczerze. Liczyłem, że uda mi się podpatrzeć dworskie taktyki Rosarii. Brak mi tej etykiety i obycia na dworach. Obydwoje jesteśmy Imperialnymi Magistrami ale przyznasz sama, że bliżej mi jest do łowcy nagród, niźli szlachetnego uczonego. - Kruger odpowiedział Franzesce. - Skoro o szlachetnym uczonym mężu mowa. Uderzmy do Adelharda i jego rozmówcy. Nie kojarze tego młodziana. - Warmund zaczął powoli podchodzić do dwóch rozmawiających mężczyzn.

- Marienburg nie jest częścią Imperium. I ja też nie jestem imperialnym magistrem. - przypomniała mu nonszalancko białowłosa uśmiechając się przy tym ironicznie. - Ale dobrze, chodźmy porozmawiać. - zgodziła się aby nie tracić więcej czasu na bierne przyglądanie się toczonym rozmowom. Podeszli więc oboje do starszego już pana jaki specjalizował się w geografii i kartografii bliskich i dalekich krain.

- Mistrzu Escalante. - Magister przywitał się szeroko i wyciągnął dłoń w przyjacielskim geście.- Jakże miło Cię znów widzieć. Mam nadzieję, że znalazłem Cię w dobrym zdrowiu, mimo okoliczności jakie nawiedziły miasto.

- A witam, witam, dawno was tu nie widziałem. I to razem. Uważajcie bo powstaną niestosowne plotki na wasz temat. - mistrz kartograf odezwał się z jowialnym uśmiechem żartując sobie co nieco z młodszego towarzystwa. - I tak, dziękuję, nie narzekam. Na razie mam co jeść, gdzie spać i czym palić w piecu więc się nie uskarżam. - dodał jeszcze odpowiadając na to pierwsze, grzecznościowe pytanie.

- I pozwólcie, że was sobie przedstawię. To Giacomo Trevisano. Bardzo obiecujący kartograf i nawigator. Spędzał u nas zimę i niestety zastała go tutaj ta nieszczęsna zaraza i kwarantanna. No i teraz musimy sobie nawzajem dotrzymywać towarzystwa na co bynajmniej się nie uskarżam. A to drogi Giacomo jest magister Warmund z Imperium oraz magister Franzeska z Marienburga. - starszy wiekiem nauczyciel przedstawił sobie trójkę na oko o pokolenie młodszych ludzi. Bladolica magister dała sobie ucałować dłoń nawigatorowi a ten do Warmunda wyciągnął swoją.
Kruger uścisnął dłoń nawigatora i skinął głową z uśmiechem.

- Miło mi was poznać. Chyba się rozmijaliśmy bo widzę, że pierwszy raz się spotykamy. - przywitał się nawigator z dwójką nowych znajomych.

- Niestety ostatnie wydarzenia nie zachęcały do wychodzenia z domu.- Kruger roześmiał się. - Ale być może da się coś na to poradzić. - Warmund nagle spoważniał. - Razem z moimi towarzyszkami z kompanii De Soto poszukujemy Viviane von Schwarz. Z rozkazu Księżnej Asy mamy przyprowadzić ją przed oblicze Maestro Maximo. Niestety nasz trop urywa się w tym miejscu. Czy któryś z panów posiada może wiedzę, która pomogłaby nam w dalszych poszukiwaniach? Być może mieliście okazję poznać panią von Schwarz i wiecie, gdzie się w mieście mogła zatrzymać? -

- Warmundzie nie strasz panów jakbyśmy mieli tu być jakąś estalijską Inkwizycją co ma zaraz przypalać jakiegoś heretyka. - marienburska magister spojrzała i odezwała się do kolegi z delikatnym wyrzutem. Bo przez chwilę obaj rozmówcy rzeczywiście zrobili niewyraźne miny. - Szukamy naszej uczonej milady ponieważ chcemy ją poprosić o pomoc w pewnych badaniach. Została nam ona polecona przez Maestro Maximo ze względu na swoje nietuzinkowe zdolności językowe jakie mogą się okazać niezwykle przydatne. - koleżanka ze śmiałków zdecydowanie wygładziła odpowiedź Warmunda wyjaśniając przy okazji rozmówcom dlaczego szukają owej imperialnej uczonej.

- Obiecuję, żadnego przypalania. - Kruger uśmiechnął się szczerze.

- Ah, tak się sprawy mają. - przyznał Adelhard i pokiwał głową gdy takie rozjaśnienie sprawy widocznie go uspokoiło. - Nawet nie wiedziałem, że Maestro jest w mieście. Myślałem, że nie wrócił zanim zamknięto bramy. Zwykle jak jest to często nas odwiedza chociaż na lampkę wina czy koniaku. - przyznał nauczyciel i kartograf jednocześnie. I miał rację bo w końcu nadworny mag księżnej był tu honorowym gościem a i często tu wizytował jeszcze w czasach zanim de Soto przybył do tego miasta.

- Cóż, to prawda nie widziałem dzisiaj ani wczoraj milady. Ani przez ostatnie parę dni jak tak o tym teraz myślę. Jednak mogę wam powiedzieć gdzie ją możecie zastać. - odparł starszy pan z łagodnym uśmiechem. Po czym podał adres w mało luksusowej dzielnicy. Chociaż nie miała też jakiejś zaszarganej reputacji a do tego cieszyła się metką bohemy artystycznej.

Magister płomienia uznał, że mają po co przyszli więc pożegnał się dwoma mężczyznami, jednocześnie dodał do Giancomo, że jeśli ten będzie potrzebował kiedykolwiek pomocy najemników, to może ich znaleźć w Baranie i Waranie, a samego Krugera też można wynająć do bardziej piromanckich zajęć w jego biurze przy targu.

Gdy już wychodzili z budynku całą trójką Warmund zwrócił się do swoich towarzyszek.
- Szybko poszło.- Czarodziej rozejrzał się po okolicy szukając wzrokiem czy może przypadkiem jedna z jego Kijanek akurat nie kręci się w pobliżu. Kruger chciał przekazać wiadomość do karczmy de Soto, że Viviene von Schwarz nie było w Domu Magów, ale mają drugi adres.

Po drodze Kruger chciał wyjaśnić Marienburskiej Magister, że w jego rozumieniu, ona posiadała dyplom z Piramidy Światła w Altdorfie, a porównanie to, mimo że błędne, to jedynie miało być komplementem na poziom jaki Franziska reprezentowała sobą.
 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 16-08-2023 o 15:20.
Baird jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-08-2023, 11:48   #10
 
Cioldan's Avatar
 
Reputacja: 1 Cioldan nie jest za bardzo znany
Miejsce: Hr. Skogland; Ebenstadt; Dzielnica Centralna, ul. Marmurowa; świątynia Myrmidii
Czas: 2527.01.27; Marktag; popołudnie
Warunki: biuro; jasno; cicho; nieprzyjemnie; na zewnątrz: jasno, zachmurzenie, d.sil.wiatr, mroźno (mod -15)

Kristoff mając dobre chęci niemal nie doprowadził do kłótni podczas zebrania. Myślał całą drogę do świątyni jak tu naprostować sytuację i uznał, że zwykłe tłumaczenie powinno wystarczyć. Podążał za Myrą i Filippo i przy okazji robił oględziny murów obronnych i strażnicy. Szli na zwykłe rozmowy, nie było więc sensu przedzierać się inną drogą niż oficjalne wejście, ale na przyszłość takie rozeznanie może się przydać.

Pierwszy raz w życiu przeszedł za bramę świątyni Myrmidy. Niby wiedział co robią tutejsze kapłanki, ale i tak był pod dużym wrażeniem placu na którym odbywały się ćwiczenia ze sztuki walki. Słupy ćwiczebne, manekiny do walki, wszystko to było w niedalekiej odległości od samej świątyni i w bardzo dobrym stanie mimo widocznych śladów użytkowania.

Młody Gummiohr niezbyt często udawał się do jakiejkolwiek świątyni odkąd osiedlił się z Matką w mieście. Nie było tu ani jednego miejsca kultu Sigmara, którego to uważał obecnie za swojego Boga. Modlił się czasem sam w domu, a przy świętach udawał się do świątyni Ulryka, aby nie został posądzony o ateizm. Najbardziej intrygowała go jednak wiara w Taala i Rhyię, którą uważał za pierwotną. Do nich również czasem się modlił, ale niestety nie mógł zwiększyć swojej wiedzy na ich temat.

Po wejściu do świątyni, Kristoff stanął na chwilę w miejscu. Przyglądał się statuom i posągom jakie były wewnątrz budynku, przedstawiały one kobiety, często półnagie. Nie mógł oderwać swojego wzroku i zaczął rozważać zmianę religii aby częściej tu przychodzić na modlitwę... Jednak Filippo go zawołał, aby w końcu się ruszył i Ostlandczyk wybił się z transu. Jeszcze zanim doszli do biura, podszedł Myry i z dalej widocznymi zaczerwienionymi policzkami odezwał się w końcu do koleżanki
- Myro, przepraszam za wcześniejsze pomysły. Na pewno nie chciałem urazić Twoich uczuć, ani obrazić samej Myrmidy. Nie chciałem się tutaj panoszyć, tylko po prostu dokładniej rozejrzeć...- uśmiechnął się tak szczerze jak potrafił.
Po tym jak weszli do biura i Myra zwięźle przedstawiła cel ich wizyty, sam szybko się odezwał
- Witaj matko Ekdekis- i ukłonił się nisko.
Następnie podniósł wzrok i zobaczył piękną czarnowłosą kobietę. Znów rumieńce zagościły na jego policzkach. Jednak skupił się na opowieści o artefakcie. Gdy zapadła cisza po opowiedzianej historii, postanowił przerwać
- Droga matko Ekdekis, miałem wcześniej dziwne przeczucie, że tak jak znana jesteś jako "Prawa Zemsta" tak i "Ostra Kara" to przydomek jednej z wyznawczyń Myrmidy. Może to był właśnie jej bicz nazwany później na jej cześć... ale tak, ja nie wiem jak może się przydać w walce z zarazą, ale Maestro twierdzi, że jest niezbędny w procesie, a raczej rytuale tworzącym lekarstwo od zarazy, także powinniśmy chyba dostarczyć owy artefakt w jego ręce jak najszybciej. Mogę pomóc szukać w magazynach, jeśli byłaby taka potrzeba i możliwość wejścia.- mówił Kristoff, ale widząc na sobie wzrok Myry i Filippa zamilkł na chwilę.
- Dziękuję za ofertę pomocy młodzieńcze ale same się tym zajmiemy. - surowa twarz nie młodej już kapłanki skinęła w podziękowaniu głową ale nie chciała w to angażować kogoś spoza świątyni.
- A ten bicz to widocznie bardzo stara historia. To kto wie jak to było z tą nazwą. Do naszych przodkiń trafił już z tym imieniem. - wyjaśmiła, że sama nie zna genezy nazwy tego tajemniczego artefaktu.
Po krótkiej chwili namysłu, Kristoff znów zwrócił się do "Młota na gobliny"
- Matko Ekdekis, korzystając z okazji chciałbym spytać o nurtującą mnie sprawę. Czy w tej świątyni mogę modlić się do Sigmara, czy byłaby to obraza dla Myrmidy?- spytał dość nieśmiało, ale nie spodziewał się, że będzie jeszcze kiedyś tak blisko osoby przewodzącej jakiejś świątynii
- Nasi bogowie są sojusznikami nie wadzą sobie w domenie. Dlatego nie widzę przeszkód abyś się pomodlił do swojego patrona. Tylko proszę nie zakłócaj spokoju naszych sióstr i wiercnych. - wyraziła też zgodę na modliwę do swojej patronki nie tracąc przy tym chłodnego opanowania.
Kristoff chciał pomóc szukać, ale przy okazji myślał, że zobaczy magazyn świątynny, to byłoby na pewno niezapomniane przeżycie. Niestety nie było mu dane dostąpić tego zaszczytu, co w sumie w ogóle go nie zaskoczyło.
- Szanowna matko Ekdekis, wracając do bicza… Ile czasu będzie potrzebne na odnalezienie go? Jeśli udałoby się znaleźć w przeciągu kilku dzwonów, to poczekamy. Jak miałoby zająć to dłużej to byłoby świetnie, gdyby ktoś nas poinformował i niezwłocznie byśmy przybyli, bo uważam, że dostarczenie do Maestra powinno odbyć się w naszej współpracy. Nasza trójka oraz wybrane przez Ciebie kapłanki - popatrzył wymownie na Myrę i Filippa. Tak żeby było bezpiecznie i pewnie. I tak prywatnie dziękuję za wyjaśnienia, na pewno nie będę zakłócał spokoju tylko w ciszy się modlił i podziwiał świątynie.. - dokończył, choć sam nie wie czemu wspomniał o podziwianiu świątyni.
- Oh nie ma potrzeby abyście tu czekali bezproduktywnie. Jak odnajdziemy ten bicz to damy wam znać. - matka przełożona machnęła ręką na znak, że nie widzi w tym żadnych, większych trudności i była gotowa wspomóc to szlachetne przedsięwzięcie na tyle ile się dało. Jak choćby posłać kogoś z wiadomością o odnalezieniu artefaktu.
Gummiohr skinął lekko głową z uśmiechem w ramach podziękowania za odpowiedź jak i znak, że zrozumiał wszystko. Zwrócił się jeszcze na koniec do Myry i Filippa.
- No to wracajmy do de Soto, przekażemy mu te ważne informacje. Chyba, że macie jakiś inny plan?
 

Ostatnio edytowane przez Cioldan : 17-08-2023 o 12:04.
Cioldan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:04.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172