Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 19-12-2016, 00:46   #1
 
Amon's Avatar
 
[18+ Wampir] Gotham

Jesień, rok 1940

Godzina ósma wieczorem
405 Lexington Avenue
Księżna obudziła się w jedwabnej pościeli, w sypialni roznosił się słodki zapach świeżej vitae. Księżna spojrzała na nocny stolik obok łoża.
Hanachiyo musiała spuścić krew z jakiejś służącej dobre pół godziny temu, Ghulica robiła wszystko by tylko uszczęśliwić swoją panią i księżna dobrze wiedziała, że za drzwiami po lewej, czeka zapewne nie jedna, lecz kilka młodych latorośli, do wyboru, do koloru. Były dziewczęta byli i chłopcy, Hanachiyo nie mogła pozwolić by jakakolwiek z zachcianek jej Pani, nie została zaspokojona.
Z uchylonych drzwi po prawej, za którymi mieścił się jeden z gabinetów Księżnej. dochodziła delikatna woń orientalnych kadzideł. Belle wiedziała, że znajdzie tam świeżą prasówkę, w tym nawet komiksy, które od kilku lat zaczynały cieszyć się ogromną popularnością w całym kraju.
Nowy Jork, nazywany Współczesną Gomorą lub Gotham, tętnił nocnym życiem: radosną rozrywką w klubach, kinach czy teatrach, walkami gangów, morderstwami i przemocą. Wiedzieli to wszyscy jego mieszkańcy, przynajmniej wszyscy, którzy byli na tyle duzi by widzieć krwawe plamy na chodniku i słyszeć strzały broni. Jednak niewielu śmiertelników zdawało sobie sprawę, że w Gotham jest coś więcej, że oprócz śmiertelnych drapieżników żyją też całe setki nieśmiertelnych. Doprawdy, w Gotham nie był jeden “człowiek nietoperz” jak chcieli tego wydawcy popularnego komiksu, lecz cały ich ród. I jak na nietoperze przystało, każdy pił krew.
Tak jak Księżna Manhattanu.
Belle zabezpieczyła swoją władzę na wyspie. Nikt się nie wyłamywał interesy się kręciły, zaczęła nawet rozważać spokrewnienie jakiś zaufanych sług, gdyż od czasu jej sukcesji, tak liczny kiedyś dom Venture, ograniczał się obecnie jedynie do samej Belle… oraz Hellene.
Księżna wiedziała, że taka sytuacja odpowiada jej poddanym, gdyż uspokaja to ich obawy. W przeszłości gdy Venturzy byli naprawdę liczni, Michaeli przyszły do głowy okropne pomysły. Jednak Księżna nie może być przecież zakładniczką niczyich zachcianek, czyż nie?
Były oczywiście pewne wrzody: Giovanni cieszący się i tak dużą autonomią zaczynali za bardzo sobie folgować. Do Belle doszły sygnały o kilku (!) spokrewnieniach na które nie wyrażała zgody. Księżna poleciła Hienie obserwować miasto i poinformować ją jeśli tylko te plotki okażą się prawdą.
Wojna w Europie spowodowała napływ ogromnej fali uchodźców, którzy zasilali rzeszę biedaków oraz przestępców. Na domiar złego, ze Starego Lądu przybywali nie tylko śmiertelni.
Wisienką cierni, w siedzeniu Księżnej była Tremerka i jej wścibski długi nosek. Honorata krążyła po Elizjum jak ten sęp, w poszukiwaniu historii na temat ostatnich lat.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.

Ostatnio edytowane przez Amon : 19-12-2016 o 00:54.
Amon jest offline  
Stary 27-12-2016, 00:47   #2
 
Aiko's Avatar
 
Madame przez dłuższą chwilę delektowała się zapachem vitae unoszącym się w powietrzu. Dopiero gdy nacieszyła się nim uchyliła oczy po to by upewnić się, że John jak zwykle czeka na nią w fotelu na wprost łóżka.


Od jakiegoś czasu nie widywała go z nieodłączną filiżanka kawy. Mężczyzna dostosował się do jej trybu życia, tak by móc przyjmować wszelkie instrukcje. Ich spojrzenia spotkały się. Belle już jakiś czas poważnie rozważała przemianę Johna. Teraz te myśli nasilały się wraz z pojawieniem się na Manhattanie Honoraty.
Podniosła się pozwalając by jedwabna pościel zsunęła się z nagiego ciała. Sięgnęła po kielich nie odrywając od ghula wzroku. Wypiła krew nie roniąc nawet kropli, odstawiła kielich i dopiero wtedy wyciągnęła dłoń do mężczyzny.
John podniósł się i podszedł do łóżka. Przysiadł na nim jak co wieczór, a księżna wtuliła się w niego. Czuła pulsowanie pod jego skórą, to przyjemne ciepło przepływającej w żyłach mężczyzny vitae.
- Cóż ciekawego wydarzyło się tego dnia? - Belle sięgnęła do jego krawata i poluzowała go trochę.

John służył Belle od wielu lat, gdyby nie jej krew byłby już dziadkiem. Zamiast tego wciąż pozostawał przystojnym mężczyzną. Księżna wiedziała, że mężczyznę pobudza jej widok, szczególnie kiedy się posilała. Zawsze tak było. John przeżył z wampirzycą wiele, dobrego i złego. Nieumarła vitae dominatorki dawała mu siłę którą całkiem sprawnie już operował. Nawet bardziej skomplikowana sztuka, jaką było dominowanie umysłów zaczynało mu wychodzić lepiej i Księżna z dumą widziała, że jej ghul jest w tym sprawniejszy niż niejeden młody wampir.
- Jeszcze więcej uchodźców z Europy wylało się z portu. - skwitował mężczyzna - kiedy ostatnio mówiłem, że jest ich dużo… nie wiedziałem po prostu co mówię - uśmiechnął się. - Na szczęście kilka statków udało się zawrócić. A z naprawdę ważnych rzeczy, to coś ciekawego dzieje się na Zachodnim Bronx. Zaraz na naszej północnej granicy Sabat wydaje się słabszy niż kiedykolwiek. Dzisiejszego dnia, trzy liczące się tam gangi, zmieniły przywódcę. Dwa hotele, właściciela.
- Aha, Pani Duszewska wysłała swojego “męża”, porozmawialiśmy sobie trochę o nowym szpitalu, Tremere chyba chcą być częścią każdej nowej lecznicy.

- Najchętniej zafundowałabym spotkanie Pani Duszewskiej ze spora grupą sabatników. - Wampirzyca przygryzła wargę.. to było tak podobne do Michealli. Nie mogła sobie pozwolić na to szaleństwo. - Porozmawiam z Ruth, może będzie chciała skorzystać z okazji i posprzątać co nieco na Bronx. Jestem bardzo ciekawa, czy ma to związek z uchodźcami z Europy… czy wiemy o jakichś wampirach, ze statków, którym udało się dopłynąć.
Wampirzyca mówiąc, odruchowo rozwiązała jego krawat i sięgnęła do koszuli. Czując ciepło jego skóry nabrała apetytu.
- Co smacznego naszykowała mi Hanachiyo? - Uśmiechnęła się do mężczyzny szczerząc kły. - Czy coś przyciągnęło twoją uwagę?

Księżna czuła jak puls mężczyzny przyśpiesza pod wpływem nawet drobnego jej dotyku. Oddanie ghula było bezdyskusyjne… jak zawsze, tak samo jak jego “miłość” oraz chęć poświęcenia swojego życia.
- Hanachiyo oczywiście z radością oddała by ci każdą kroplę własnej krwi Pani. Do momentu jednak, aż tego sobie nie zażyczysz, czeka na ciebie wybór dziewcząt oraz młodzieńców, bardzo urodziwi ludzie jeśli mogę sobie pozwolić na ocenę. - John skłonił głowę.
- Co się zaś tyczy imigrantów: Poza zapowiedzianymi przybyszami z Londynu, nikt nie raczył wywiązać się z obowiązku przedstawienia się. To jednak nie oznacza, że kainitów do miasta oraz na wyspę nie przybywa. Pariasów trudno zliczyć, ale… pracujemy nad tym. Pytanie co z nimi zrobić. Tu pojawia się kwestia Bronx. Wygląda na to, że ta “secesja” z Sabatu związana jest właśnie z dopływem “nowej krwi” z Europy.

Belle trochę zbyt gwałtownie pociągnęła jego koszulę. Kilka guzików z masy perłowej oderwało się i poleciało na podłogę.
- Niech opiekunowie Elizjów odsyłają wsyztskich nowych do mnie. Chcę by podobnie postępował każdy starszy. - Jej twarz była spokojna, ale ghul bardzo dobrze wiedział, że była zirytowana. - Chcę wiedzieć kto napsuł krwi zabatowi na bronxie. Z przyjemnością podziękuję mu osobiście i wynagrodzę trud.
Wampirzyca podniosła się i podeszła do okna pozostawiając Johna na łóżku.
- Wybierz sobie jakąś dziewczynę. Potrzebuję trochę rozrywki.
Księżna stała przodem do okna, czekając aż ghul wykona jej polecenia. Widok Manhattanu budził w niej mieszane uczucia. Z jednej strony czuła swoja władzę, z drugiej to wszystko wciąż wymykało się jej spod kontroli.
John przytaknął. Sam lubił patrzeć, dla swojej dominatorki, gotowy był zaś wykonać każde przedstawienie, Księżna czuła, ba - wiedziała, że już sama myśl o tym by sprawić jej przyjemność, sprawiała iż John oddychał szybciej.

Mężczyzna ruszył powoli w stronę drzwi. Księżna słyszała jak wymienia dwa słowa z Hanachiyo, zanim wpuścił przed sobą blond latorośl.


Czasy doprawy się zmieniały. Belle pamiętała, gdy nawet nie jedna dziwka nie ważyłby się tak ubrać. Dziś jednak, to była piękna suknia na pięknej młodej kobiecie. Wyprowadził kobietę na środek pomieszczenia, niczym owcę na rzeź. Dziewczyna była uległa, choć lekko drgnęła gdy John zsunął ramiączka sukni, pozwalając jej opaść na dywan. Ghul czule objął jej twarz dłonią i przysunął do swoich ust. Całował ją długo i namiętnie, jego palce szybko zaczęły pieścić aksamitną młodą niewieścią skórę. Dziewczyna z lekkim ociągnięciem zaczęła oddawać pocałunki a nawet objęła mężczyznę.
Księżna znała serce Johna, widziała, że pożąda ciała tej dziewczyny, wiedziała jednak iż nie będzie dla niej brutalny. Oczywiście jeśli nie dostanie takiego rozkazu.

Belle wyjęła papieros z leżącej na stoliku papierośnicy. Chwile bawiła się nim po cyzm odpaliła skupiając na sobie uwagę blondynki. Obserwowała aurę dziewczyny… ostatnio sprawiało jej to wiele przyjemności. Teraz dosłownie widząc jej pomarańczowy strach uśmiechnęła się.
- John… potrzebuję rozrywki. - Oparła się o ścianę i uważnie obserwowała parę.

Mężczyzna chwycił nadgarstki kobiecych dłoni, ściągnął je ze swoich ramion i położył na połach swojej marynarki,, dając dziewczynie do zrozumienia iż ma go rozebrać. Blondynka uśmiechnęła się płytko, widać było iż bardzo się stara, zmysłowym ruchem zaczęła uwalniać ghula z garderoby. Kiedy tors Johna stał się nagi i Księżna mogła widzieć jak jak porusza się w rytm gorącego oddechu, kobieta uklękła przed nim. Blondynka spojrzała przelotnie na Belle ale szybko odwróciła wystraszony wzrok, John gładził jej włosy gdy rozpinała jego spodnie.

Wampirzyca podeszła rozbawiona i stanęła za kobietą. Nachyliła się jej do ucha.
- Moja droga… - Jej głos był ciepły, pociągający. - włożyłabym w to więcej serca.
Odsunęła się i przysiadła na łóżku zakładając nogę na nogę.

Dziewczyna nic nie powiedziała, ale zaczęła zsuwać powoli bieliznę mężczyzny i chłostać jego nagie ciało swoimi długimi lokami. John pozwolił się pieścić kobiecie w pewnym momencie chwytając jej głowę. Po jakimś czasie, mężczyzna przymusił gestem blondynkę do powstania, podprowadził ją do ściany i oparł, samemu przyklękając i pieszcząc ustami jej jędrne pośladki. Jego aura nabierała głębokiej czerwieni gdy z gardła kobiety zaczęły dochodzić westchnienia.

Gdy skończył się jej papieros księżna podniosła się i wygasiła go w popielnicy stojącej na stoliku tuż obok kochającej się pary. Delikatnie oparła dłoń na głowie Johna i gdy na chwilę obrócił na nią wzrok, chwyciła brutalnie drugą ręką kobietę i przyciągnęła do siebie. Wbiła kły w młode ciało i delektowała się rozgrzaną vitae. Jej spojrzenie nadal skupione było na ghulu. Piła aż ciało dziewczyny zwiotczało w jej rękach i pozwoliła mu upaść na ziemię. Rozcięła kłem nadgarstek i podała go Johnowi.

Zgrzany mężczyzna z wdzięcznością i prawdziwym szczęściem ujął podarowaną dłoń i przyłożył do ust. Vitae napełniała go ożywieniem, po tym jak moment wcześniej doszedł w tej pięknej i młodej dziewczynie. Po jego nodze spływała na dywan krew - Hanachiyo jak zwykle starannie wybierała pokarm dla swojej Pani.

Belle zagoiła swoją ranę i znów pogłaskała mężczyznę po głowie.
- Czas wrócić do obowiązków kochany. Wezwij tu proszę Ruth, niech Charlie poinformuje resztę starszych o moich zaleceniach.
Patrzyła jak mężczyzna podnosi się, by wykonać jej polecenia.
- Jeśli chodzi o męża naszej czarodziejki i ich zaangażowanie w przemysł medyczny… przyślij do mnie Sophie. Będziemy musieli się postarać by nasi ulubieńcy nie mieli tu czego szukać. - Wampirzyca delikatnie ucałowała ghula w policzek. - I niech Hanachiyo podeśle mi tu teraz jakiegoś przystojniaka.

Ghul pośpiesznie się ubrał, Księżna wychwyciła, iż zerka przez moment z troską na młodą dziewczynę leżącą nago na podłodze. Jednak John był zbyt inteligentny by cokolwiek komentować i jakiekolwiek moralne rozterki - jeśli jakiekolwiek jeszcze miewał, schował głęboko. Wyszedł przez drzwi po lewej ale Księżna nie słyszała by rozmawiał z Hanachiyo, cóż azjatka miała dobry słuch. Zaraz po Johnie do pokoju wszedł młodzieniec.


Belle podeszła do niego nie pozwalając by jego uwaga zbyt długo skupiała się na leżącej pod ścianą dziewczynie. Patrzył na nią, pragnął jej. Widziała to w jego młodych oczach i z jakiegoś powodu było to tak… nudne. Chwyciła jego nadgarstek i pocałowała delikatnie. Wgryzła się nim zdążył zareagować. Teraz piła szybko. Chłopak tak jak wcześniej dziewczyna upadł na podłogę. Był pyszny. Belle oblizała się i przeszła do garderoby.
Gdy tylko sięgnęła po suknię obok pojawiła się Hanachiyo.
- Zajmij się tą dwójką i dołącz do mnie w gabinecie.

Azjatka szybkim krokiem minęła ją. Mimo, że minęło tyle lat nadal brakowało jej zadziorności Dragosza. Dołączyły do niej jeszcze dwie garderobiany i pomogły się ubrać. Belle łapała się na tym, że ze smakiem obserwowała ich nagie szyje. Od kiedy wypiła Michaellę odnosiła wrażenie, że mogłaby posilać się cały czas.

Michaella… będzie musiała zadbać o to by Honorata nie dowiedziała się nic… albo zadbać o to by zachowała to dla siebie na wieczność. Księżna przeszła do gabinetu. Zapowiadała się kolejna noc… kolejna noc, której nie opuści tego pomieszczenia.

GABINET

Księżna siedziała w gabinecie oczekując aż jej wierne sługi i poddani, zjawią się tak jak poleciła. Pierwsza pojawiła się Hanachiyo. Azjatka skłoniła się nisko.
- Wybacz Jaśnie Pani, pod budynkiem zjawił się pewien kainita, twierdzi iż dopiero przybył na wyspę i by dotrzymać dobrego obyczaju, pragnie przedstawić się Księżnej Domeny oraz poprosić ją o możliwość pozostania przez pewien czas na Manhattanie.

Belle nie podniosła nawet oczu znad księgi rachunkowej. Od jakiegoś czasu uzupełniała je Hellene i dawne ghule Michaelli, jednak księżna i tak wolała wszystko jeszcze raz przejrzeć sama.
- Miła odmiana. - Wampirzyca odpaliła papieros i podniosła wzrok na swoją ghulicę. - Doskonały wybór dzisiaj rano. Jak sytuacja w domach? - Burdele będące własnością księżnej do tej pory były tak określane w jej włościach.

Hanachiyo wciąż była zgięta w ukłonie.
- Dziękuję Łaskawa Pani. Pani Domy są doglądane przez mnie każdego dnia, a w czasie mojej nieobecności zarządzane przez zaufane kobiety, które swoim sprytem i mądrością potrafią zagwarantować zyski a doświadczeniem wspomagać edukację pracownic.

- Czy któraś jest ci szczególnie pomocna? - Belle uśmiechnęła się. - Bardziej mnie interesowało czy nie mamy żadnych kłopotów. Nikt niepożądany nie kręci się w okolicy?

- W każdym z Domów jest jedna kobieta, która zasłużyła sobie na moje zaufanie, wiedzą, że jest to dla nich coś bardzo cennego. Jeśli jakiś mężczyzna zachowuje się niegodnie, jest bardzo ładnie poproszony o opuszczenie domu. Jeden raz…

- Zaproś tego wampirka. - Belle zamknęła księgę i podeszła do okna. Miała nadzieję, że Ruth niebawem się pojawi. Była bardzo ciekawa co takiego dzieje się na Bronxie.

Azjatka przytaknęła i opuściła pomieszczenie. Księżna miała zapewne jeszcze coś około pół godziny, zanim pojawią się wszyscy wezwani.
Po paru minutach pukanie do drzwi zwiastowało nadejście nieznajomego. W progu znów pojawiła się Hanachiyo.
- Wasza Wysokość - zwróciła się do dominatorki - Pan Nikel z Danzig - zapowiedziała wchodzącego do pomieszczenia mężczyznę.


Kainita skłonił głowę, i zatrzymał się na środku gabinetu. Kiedy tylko wszedł, w pomieszczeniu zrobiło się jakby chłodniej. Wampir pachniał tytoniem i benzyną.
- Wasza miłość.. - powiedział kładąc dłoń na piersi.
 
Aiko jest offline  
Stary 31-12-2016, 11:28   #3
 
Amon's Avatar
 
Wampirzyca oparła głowę na dłoni i zaciekawieniem przyglądała się wampirowi.
- Witam na Manhattanie. - Belle uśmiechnęła się. - Co Pana do nas sprowadza?
Mężczyzna rozejrzał się ciekawie po pomieszczeniu.
- Turystyka! oczywiście, Proszę mi mówić Zyg, żaden ze mnie Pan. Przepraszam… czy tu można palić? nigdzie nie widziałem popielniczki… - wypalił.
Belle wskazała ruchem dłoni na stojącą na komodzie kryształową popielnicę. - Ciekawe czasy jak na turystykę.
Mężczyzna kiwnął w podzięce głową i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki paczkę papierosów których zapach był tak intensywny, że Belle która dopiero co sama wygasiła peta, natychmiast zechciało się palić. Nikel już przysuwał paczkę do ust gdy zreflektował się i zaoferował ją najpierw Księżnej.
- Prawda? chcę przejechać motocyklem przez cały kontynent, od Nowego Jorku do Los Angeles.
Wampirzyca przyjęła papieros i sięgnęła po zapalniczkę. Odpalając tym samym zupełnie zwyczajnie wyglądającego fajka, który był najwspanialszym zwitkiem tytoniu jaki kiedykolwiek miała w ustach.
- Jak długo zamierzasz zostać na Manhattanie?
Mężczyzna zaciągnął się dymem.
- Aż znajdę odpowiedni motor oczywiście. Chciałbym go ukraść, ale w ostateczności mogę go kupić.
- Ciekawe. - Wampirzyca miała na myśli papieros. - Jeśli chcesz coś kraść to proponuję poza Manhattanem. Czy przejazd przez Europę nie byłby ciekawszy? Teraz musiałoby to być… emocjonujące.
- Europę już objechałem - powiedział ze znudzeniem wampir - połowa granic pozamykana, za rok mają być wszędzie Niemcy to wrócę przejechać się jeszcze raz. Anglia z ruchem prawostronnym byłaby zabójcza! - mężczyzna roześmiał się.
Wampirzyca odłożyła papieros na popielnicę i podeszła do okna. - Zalecałabym przywitanie się ze starszym klanu.
- A po co? - zapytał Nikel z dziecięcą naiwnością, autentyczną czy też nie.
- Bo tak zalecam. - Księżna nie obróciła się w stronę wampira. - Do jakiego klanu należysz?
Nikel podrapał się po czole.
- Czy uwierzysz, że mój ojciec był Nosferatu? nie, oczywiście, że nie to by było szaleństwo nieprawdaż?
- Należę chyba jednak do Ventrue, wszystko i wszyscy należą przecież do Ventrue. Przynajmniej my Ventrue sami tak uważamy, nieprawdaż?
- To co uważam to moja osobista sprawa. - Belle w końcu obróciła się spowrotem w kierunku wampira. - Miałam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale muszę cię postawić przed trudnym wyborem. Albo odpowiadasz konkretnie na moje pytania i robisz co mówię, albo porozmawiamy po mojemu. Manhattan jest w trudnej sytuacji i nie życzę sobie tutaj niepokornych wampirków. Czy wypowiadam się jasno?
Nikel patrzył się na Księżną poruszając trzymanym w ustach papierosem, a kiedy żar już niemal dotykał jego warg, szybkim ruchem ściągnął peta okrytą w rękawiczkę dłonią. Resztki papierosa zniknęły gdzieś między jego palcami i nie były już więcej widoczne.
- Oh tak, oczywiście - wystrzelił wreszcie, przejeżdżając dłonią po włosach. - Wybacz Pani, jestem po prostu mało rodzinny…
- Co ty nie powiesz! - w progu stanęła pod boki Ruth.
Belle uśmiechnęła się do wchodzącej wampirzycy.
- Ruth… brak powitania sprawia mi… niewielką przykrość. - Księżna przeniosła wzrok na Malkiawiankę, całkowicie tracąc zainteresowanie nowym wampirem.
Ruth potrząsnęła głową jakby starając się wybudzić z jakiegoś snu, po czym poświęciła całość swej uwagi Bele.
- Wybacz Księżno - podeszła bliżej i skłoniła się. Nikel w tym czasie dopalał kolejnego papierosa - czy on jest powodem dla którego chciałaś mnie widzieć? - Ruth bezceremonialnie wskazała palcem za siebie na palacza nie spoglądając nawet na niego. Nikel wzruszył ramionami jednak nie wchodził kobietom w słowo.
- Nie. Chciałabym porozmawiać z tobą na poważniejsze tematy. - Księżna uśmiechnęła się delikatnie. - Skoro jednak się znacie, z przyjemnością przekaże ci Pana Nikiela, co byś wprowadziła go w zasady obowiązujące na Manhattanie.
Nikel stojąc dobre kilka kroków za Ruth przyjrzał się z zadowoleniem jej sylwetce sponad kłębów papierosowego dymu.
- Jak sobie życzysz Księżno - Ruth odpowiedziała bardziej formalnie niż by musiała i odwróciła się ostentacyjnie w stronę wampira, który nie wydawał się przejęty.
- Słyszałeś tato? - Ruth uniosła brew. Nikel zasłonił usta chwytając papieros pomiędzy mały a serdeczny palec.
- Tato też słyszałem.
Belle przeszła za biurko i zajęła swoje miejsce.
- To zaczekaj za drzwiami, aż skończymy tutaj rozmawiać. - Wydawało się, że całkowicie zignorowała wiadomość, że wampir mógłby być Sire jej szeryfa. Zżerała ją jednak ciekawość.
- Ruth zajme ci jeszcze chwilkę.
Nikel skłonił się Księżnej ale Ruth puścił oko, po czym wykonał polecenie tej pierwszej i wycofał się z gabinetu, Kiedy wyszedł, Ruth nie kryła zdenerwowania czy wręcz irytacji i zaplotła ręce na piersi.
- Jeśli to jakiś żart, wciąż się nie śmieje… - Malkavianka nadęła się jak rozkapryszone dziecko.
- Mam małe zamieszanie na Bronx, chciałabym byś się temu przyjrzała. Po kilku transportach uchodźców znacząco osłabł tam sabat i może być to dla nas szansa do odzyskania dzielnicy dla Camarilli. - Księżna całkowicie zignorowała temat nowego wampira. - Z tego co mi wiadomo sytuacja jest dosyć delikatna, więc wolałabym byś na razie rozeznała się co właściwie się tam wydarzyło. John będzie mógł ci opowiedzieć co nieco szczegółów.
Samo sprowadzenie Maklavianki w rewiry myślowe gdzie istniała jakaś szansa mordu rozproszyła wcześniejsze rozterki natury “rodzinnej” i wyostrzyło umysł Ruth
- Tak się stanie, pewnie Hiena też będzie coś niedługo wiedzieć lub jak to u szczurów bywa, “objawi” coś co wie od czart wie jak długo.
- Gdyby sprawiała problemy daj mi znać. - Księżna zaplotła palce dłoni opierając na nich brodę. Uważnie przyglądała się wampirzycy.
- Czy obecność twego Sire, jest problemem?
Ruth zrobiła najpierw zdziwioną minę, potem bardziej zdziwioną, a potem minę rezygnacji i złości.
- Wiesz… już liczyłam że tylko ja go widziałam. - uśmiechnęła się płytko.
- Ostatni raz go widziałam w noc spokrewnienia. Byłam na niego strasznie zła wtedy. Teraz jestem bardziej.
- Ruth… czy obecność Nikela, jest problemem dla Manhattanu? - Belle spoważniała. Jeśli Ruth nie widziała po spokrewnieniu swego ojca, znaczyło nie mniej nie więcej, tylko że nie wypełnił swoich obowiązków jako Sire. - Jeśli mam obawy czy jesteś w stanie nad nim zapanować, chcę o tym wiedzieć.
- Nigdy nie związał mnie ze sobą, mogłabym otworzyć te drzwi - Maklavianka wskazała na wyjście - i strzelić mu w tą zadymioną czaszkę. Byłam jako dziecko w takim zakładzie, leczono mnie prądem. Zabrał mnie stamtąd, zajmował się jak dzieckiem, no w sumie jak małą siostrą. Tak było do czasu aż dorosłam, wtedy pewnej nocy zabił mnie, zakopał po szyję i spokrewnił. Nie widziałam go do teraz. Czy jest niebezpieczny, oczywiście! przecież jest Maklavanem. - stwierdziła jakby to było coś banalnie prostego.
Księżna chwilę obserwowała wampirzycę, po czym wstała od biurka. Spokojnym krokiem podeszła do komody, na której w popielnicy dogasał papieros otrzymany od Nikela.
- Ustalcie między sobą to co trzeba. Nie chcę mieć przez niego kłopotów. - Chwilę stukała paznokciem w popielnicę. - Zajmij się proszę sprawą Bronx.
Ruth zamrugała kilka razy jakby jej coś napruszyło do oczu po czym kiwnęła głową.
- Jasne szefie - uśmiechnęła się łobuzersko i kiedy zrozumiała, że audiencja dobiegla końca opuściła pomieszczenie. Drzwi za Ruth jeszcze się nie domknęły a już można było usłyszeć wrzaski.
- Sam wysłałeś mnie do sklepu po tą łopatę! wygrzebałam się dopiero po jakiś dwóch godzinach! a jakbym nie wygrzebała się do switu!?
- Przykrył bym cię wiadrem.
- Gówno prawda! nie było cię tam!
- Urwałaś policjantowi noge.
- …
- Masz samochód?
- Tak, chcesz się przejechać?
- Tak, ale to jest ciężko zrobić samemu
- zawsze ja cię mogę przejechać.
- raz ci wystarczy

Głosy cichły świadcząc o oddalaniu sie pary wariatów.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 02-01-2017, 12:16   #4
 
Aiko's Avatar
 
Belle gdy tylko czuła, że naprawdę została sama, odetchnęła z ulgą. Była sama. Hellene była niemal jak ghul, więc była jedynym venture na wyspie. John, Hanachiyo… mogłaby ich przemienić. Zasłużyli na to jednak… Dogasiła leżący na popielnicy papieros i podeszła do okna. Brakowało jej charakterku, który miał Dragosz. Wspomnienie zamordowanego childe znów ją zakuło. Jednak czy jeśli nie będzie zwlekać zbyt długo nie straci ich tak samo jak Doris. U drzwi rozległo się pukanie.
- Wejść.

Hanachiyo wsunęła się do pokoju i ukłoniła nisko.
- Czy mogę ci jeszcze jakoś pomóc Pani?
- Poinformuj też Sophie, że chcę ją tu zobaczyć w przeciągu godziny. - W skupieniu wpatrywała się w pnące się do nieba wieżowce Manhattanu. Jeszcze raz analizowała wszystkie za i przeciw. Obawiała się utraty kolejnych potomków, ale przez jej obawy nie mógł cierpieć ród Ventrue. - Przyprowadź mi tutaj Johna. Chcę z waszą dwójka porozmawiać.

Hanachiyo skłoniła się również przy wyjściu. Po jakiś niecałych pięciu minutach azjatka wróciła razem z Johnem.
- Sophie zjawi się lada moment Pani. - poinformował mężczyzna.

Księżna machnęła ręką jakby odganiała muchę.
- Hanachiyo zamknij proszę drzwi. Sophie będzie musiała chwilę poczekać. - Wampirzyca zaczekała aż kobieta wykona polecenie i wskazała ghulom dwa fotele stojące jak zwykle przed biurkiem. Sama przysiadła na krawędzi blatu i przyjrzała się im z góry. Widziała głód w ich oczach, to całkowite oddanie.
- Oboje doskonale wiecie, że szanuję waszą opinię i z przyjemnością słucham wszelkich podpowiedzi. - Księżna uśmiechnęła się życzliwie do swoich ghuli. - Jestem ciekawa waszej opinii w jednej sprawie. Chciałabym spokrewnić waszą dwójkę. Co wy na to?

Mogło się wydać, że wampirzyca właśnie zaproponowąła im piknik następnej nocy, albo raczej wypad do kina. Księżna przyglądała się im uważnie czekając na reakcję.
Hanachiyo była dobra w zachowywaniu pokerowej twarzy jednak Księżnie nie uszło uwadze, że powiek azjatki drgnęła. Dziewczyna szybko pochyliła głowę i przyłożyła pokornie dłonie do piersi.
- To byłby dla mnie największy zaszczyt Pani. - odpowiedziała jednym tchem ledwo panując nad sobą.
John zbladł, choć nie wydawał się zaskoczony.
- Pani, wiesz że nie mógłbym ci odmówić… - mężczyźnie trząsł się głos a z oczu pociekły łzy.
- Nic, a nic, żadnych oporów? - Księżna uśmiechnęła się. - Jesteście ze mną długo. Wiecie z czym się wiąże spokrewnienie.

John spojrzał na Hanachiyo, azjatka czując jego wzrok odwzajemniła go. Po chwili kiwnęła głową.
- Pani - zaczęła - Pan Roberts nie odmówi ci w niczym, jednak od dawna nie pragnie spokrewnienia… nie potrafił ci sam powiedzieć, poprosił mnie o pomoc jeśli ten moment by nadszedł. - Kiedy Hanachiyo to mówiła, a mówiła to z drżącym głosem, John płakał.
- Zostaw nas Hanachiyo. Zawołam cię niebawem.

Księżna odprowadziła ghulicę wzrokiem. Gdy drzwi na korytarz uchyliły się zobaczyła na nim czekająca Sophie. Zaczekała, aż zamkną się za nią drzwi i spojrzała na Johna. Po dłuższej chwili sięgnęła do jego twarzy i przetarła łzę.
- Czemu? - Jej głos działał uspokajająco. - Szanuję to ale chcę wiedzieć czemu.

John krępował się spojrzeć Księżnej w oczy przez moment, kiedy w końcu to zrobił przemówił:
- Pani, kocham cię żywą, cierpię za każdym razem kiedy twoje ciało jest zimne i martwe, kiedy musisz je chronić przed słońcem. Cierpię gdy myślę, że nigdy nie będziesz mogła cieszyć się błękitem nieba. Chciałbym… marzę czasem, wiem że to głupie wybacz, ale marzę, że leżymy razem na trawie, spoglądamy w niebo a wokół nas biegają dzieci… Ja… nie chcę umierać, nie wiem czy kiedykolwiek potrafiłbym żyć tak jak… ty. - opapadł gdy powietrze z niego uleciało.

Wampirzyca pogładziła jego twarz. Nie.. ona nigdy nie miała takich myśli. Nawet za życia.
- Będę chciała byś przygotował wszystko na spokrewnienie Hanachiyo. - Księżna nachyliła się i pocałowała mężczyznę w usta. - Liczę na ciebie.

Mężczyzna zastygł w uniesieniu gdy usta Pani dotknęły jego własnych, uśmiechnął się nawet.
- Oczywiście, Pani i… dziękuję… za zrozumienie i za wszystko.
- Przyprowadź tu Hanachiyo i Sophie, musimy obgadać co zrobić z panosząca się na moim terenie, pewną wredną czarownicą.

Chwilę później trójka ghuli zebrała się wieczorową porą w gabinecie swojej dominatorki. John miał jeszcze rumieńce ale ogarnął swój wygląd przy pomocy chusteczki. Hanachiyo miała na twarzy tak mocny makijaż, że w połączeniu ze swoją dyscypliną potrafiła całkiem przyzwoicie maskować napięcie. Przynajmniej kiedy się nie odzywała. Sophie miała podkrążone oczy, cóż praca lekarza nigdy się nie kończyła.
- Giovanni też znają się na tych… “duchach”, szkoda, że są ostatnio z nimi problemy - zauważył John.
- Tylko dlatego, że coś jest dziwne i nieznane, nie znaczy że nie jest zabójcze - Hanachiyo nawiązała do tonu z jakim jej poprzednik mówił o duchach.
- Czemu po prostu Anastasia jej nie “zniknie”? albo nawet Pani Ruth - wtrąciła się Sophie.

Księżna patrząc na swoje ghule nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ma przed sobą trójkę osób, których uroda czy czar osobisty, jest wprost proporcjonalny do skrytobójczych myśli.
- Jeśli w mieście znika wampir to zazwyczaj jest z tym więcej problemu niż jakby ktoś go zabił na środku ulicy. - Belle była rozbawiona. Ostatnio łapała się na tym, że wolała towarzystwo swoich guli bardziej niż większości wampirów. Sięgnęła po papierosa John momentalnie podskoczył by go odpalić. - Chciałabym by Honorata nie miała tu za co żyć. By lokale na, które poluje były odpowiednio wcześniej wykupywane przeze mnie. Chcę by jej śledztwo na każdym kroku odbijało się od ściany. Życzę sobie by wszyscy, którzy byli świadkami zdarzeń z 33-ego byli albo martwi, albo mieli na tyle urobione mózgi by mogła ich wypytywać co najwyżej o wspomnienia z dzieciństwa.
- Jeśli te “czary”... - zaczął John.
- to nawet nie wiadomo co można jej pokazać. - dokończyłą myśl Hanachiyo.
- Bez męża będzie mieć pod górkę. - zauważyła Sophie.
- Można pokazać jej wszystko co nie ma związku ze sprawą. Myślę nawet że powinniśmy ją zasypać milionem całkowicie nieistotnych informacji. Mieliśmy wtedy takie zamieszanie z Sabbatem, niech nasza czarownica dowie się o każdym nieistotnym morderstwie Sabbatu i tym jak każdy tylko nie Michaella zajmował się tego rozwiązaniem. - Wampirzyca uśmiechnęła się do Johna, po czym skupiła wzrok na Sophie.
- Masz rację. Z przyjemnością poznałabym męża naszej czarownicy. Będzie mi zależało na tym byś zorganizowała to na tyle, by wszyscy uważali to za przypadek.

Wampirzyca wstała od stołu i wygasiła papieros w stojącej na komodzie popielnicy.
- Hanachiyo chcę się zobaczyć z Irene… - Po chwili namysłu dodała. - Jutro. Wcześniej niech pojawi się tu Hiena.

Wampirzyca obejrzała się na swoje ghule.
- Macie co robić. - Księżna mrugnęła jeszcze do Johna, przypominając mu o wcześniejszej prośbie. - Zajmijcie się tym co trzeba.

Gdy tylko ghule opuściły gabinet podeszła do biurka i wybrała numer Billego. Gdy tylko usłyszała po drugiej stronie głos Torreadora, uśmiechnęła się do słuchawki.
- Witam, moją ulubioną różyczkę. Jak się mają sprawy w twoim małym prasowym światku?

Billy odebrał niemal natychmiast, wampir miał jeszcze kilka lat zanim będzie musiał usunąć się w cień i z tamtąd kierować medialną machiną. Po kilku już rozmowach, Belle wiedziała iż Torreador jest w trakcie takowych przygotowań.
- Świetnie, nigdy nie brakuje tematów, niech bóg błogosławi ameryce i kanałom… - Brak jakiegokolwiek grzecznościowego zwrotu jak “Pani” czy “Księżna” był zrozumiały, Billy siedział w redakcji która nawet o tej porze była tłoczna i ruchliwa jak jarmark. Aczkolwiek już z tej krótkiej wypowiedzi Torreadora, Belle dowiedziała się iż Billy współpracuje z Hieną w celu tuszowania nadnaturalnych wybryków.

- Widzę, że jesteś zajęty. Chciałabym się z tobą zobaczyć, najlepiej jeszcze tej nocy. Postaraj się wygospodarować dla mnie chwilkę.
- Oczywiście. - odpowiedział Billy.

Księżna odłożyła słuchawkę i podeszła do barku. Nalała sobie odrobiny wina. Chwilę przyglądała się czerwonemu płynowi w kieliszku. Czuła się jakby była w więzieniu… bardzo ekskluzywnym ale więzieniu. A w celi łatwo było popaść w paranoję jak… Michaela. Z rozważań wyrwało wampirzycę szlochanie, gdzieś na tym piętrze płakała kobieta. A może Belle się tylko wydawało?
Wampirzyca ruszyła w kierunku, z którego dochodził dźwięk, powoli obracając kieliszkiem i patrząc jak gęste wytrawne wino przesuwa się po jego ściankach. Co miała do stracenia? Lepiej pokręcić się za czymkolwiek, nawet duchami, niż ryzykować chorobą psychiczną w “tym” gabinecie.
Płacz, jeśli naprawdę istniał, dochodził z pokoju jaki Belle przeznaczyła Helene, gdy ta znajduje się w budynku. Kobieta weszła do środka nawet nie pukając. To był jej dom i nie było drzwi, które mogłyby być przed nią zamknięte.
Drzwi faktycznie nie były zamknięte. Te na balkon również. Helene stała nago, z rozwianą głową po niewłaściwej stronie barierki. kiedy usłyszała nadchodzącą księżną, odwróciła głowę w jej kierunku, ukazując czerwoną od krwawych łez twarz. Chciała coś powiedzieć, zawahała się, wyciągnęła rękę i… jej stopa obsunęła się. Wampirzyca z wrzaskiem pofrunęła w dół.

Belle zamarła na chwilę. Spojrzała na kieliszek z winem i odstawiła go na komodzie. Po dłuższej chwili sięgnęła do stojącego w pokoju telefonu i wybrała numer Charlliego.
- Mój drogi trzeba posprzątać na dole. - Charllie nie pytał, pewnie już słyszał zamieszanie. Księżna odłożyła słuchawkę i spojrzała na balkon.
- Zabiłam ją ja… czy też ktoś inny mi w tym pomógł. - Jej szept ją samą zaskoczył. Powoli zaczęła spacerować po pokoju Helene. Samobójcy zostawiają ślad… podobno.

Uwagę Księżnej przykuł intensywny zapach tytoniu. Kobieta podeszła do popielniczki, leżał tam niedopałek. Belle mogła przysiąc, że to ta sama marka jaką poczęstował ją kilkadziesiąt minut temu Nikel.
- Coś czuję, że czeka mnie, mimo wszystko, poważna rozmowa z pewnym świrem. - Belle opuściła pokój Helene, niemal wpadając na pędzącego w to miejsce Charlliego.
- Billy powinien tu dziś być. Powiem mu by posprzątał w mediach. - gdy się odezwała ghul spojrzał na nią niedowierzając. - Mam obawy, że komuś zaczął przeszkadzać klan Ventrue. - Ich oczy spotkały się na chwilę. - Weź niedopałek z popielniczki i ten, który jest w moim gabinecie i prześlij do Philipa Abelsona. Chcę by sprawdził co siedzi w środku. Tak wiem, że nie zajmuje się takimi rzeczami, ale wiem też, że ma ludzi od tego. Proszę o to osobiście i chce by to pozostało między nami. Zrozumiano?
- Oczywiście Pani. - Ghul wyminął ją i wbiegł do pokoju Helene.
Księżna spokojnym krokiem ruszyła do swojego gabinetu. Cóż… a już robiło się nudno.

Za niecałe dwadzieścia minut zjawiła się policja oraz prasa w osobie samego naczelnego Halla. Jakiś młody detektyw został dosłownie zmiażdżony przez Torreadora i bardzo szybko zrezygnował z zadawania pytań pani Brezing czy jej personelowi.
- To doprawdy smutna historia - skomentował Billy gdy był już w gabinecie Księżnej.
- Bywa. - Księżna odpaliła papieros. - Będę wdzięczna za uciszenie sprawy.

Zamilkła paląc. Jej wzrok skupiony był na jednym z obrazów wiszących na ścianie. Nocturn Joana Miro został wybrany przez Johna. Madame nawet go lubiła. Pozwalał się jej skupić na myślach. Ta strata wywoła spore zamieszanie. Do tego została ostatnim Ventrue na wyspie. Starsi pozostałych klanów muszą być zachwyceni.
- Chciałabym byś zajął się Panią Honoratą. Nasza czarodziejka strasznie węszy.
- Rozumiem… cóż, żydzi z europy zyskują teraz sporo sympatii i Duszewski grają trochę na tym sentymencie, ciekawe co by się stało, gdyby znaleziono powiązania pana Duszewskiego z rządem rzeszy. - Toreador uśmiechnął się perfidnie.

Księżna uśmiechnęła się.
- Ah… niemożliwe by ludzie przejmowali się takimi rzeczami. - Mrugnęła do Torreadora. - Dobry pomysł. Przyznam jednak, że bardzo mi zależy by nie znalazła zbyt wielu informacji o panowaniu i upadku poprzedniej księżnej. Czy jesteśmy w stanie podrzucić jej kilka zbędnych informacji, tak by zaczęła błądzić?
- Zajmę się tym osobiście. - zgodził się Hall.

Belle uważnie przypatrywała się różyczce patrząc mu prosto w oczy. Przypomniało się jak tuż przed tym całym zamieszaniem kochali się. Była ciekawa czy po tym wszystkim Billy wciąż byłby taki. Czy znów zamarłby z zachwytu. Czy mu ufała? Absolutnie nie. Niestety miała świadomość, że im dłużej siedziała tutaj, w tym miejscu, tym większej paranoi dostawała i tym bardziej niemożliwe stawało się zaufanie komukolwiek.
- Dziękuję Billy. - Wygasiła papieros nie odrywając od niego wzroku. - Nie chcę cię dłużej odrywać od twoich obowiązków.

Torreador wstał, wyprostował się i skłonił głowę.
- Jak sobie życzysz, Księżno. - to powiedziawszy podszedł i pocałował jej pierścień. - Jeszcze raz przyjmij proszę kondolencję w imieniu klanu Róży.

Wampirzyca uśmiechnęła się.
- Chciałbyś mnie pocieszyć mój drogi? - Księżna odwróciła od niego wzrok. - Dla Hellene mogło to być skrócenie mąk. Od lat nie żyła jak prawdziwy wampir.
- Doprawdy tragiczna historia, bardzo ją ceniłem, przed… - poprawił się - dawniej. - to powiedziawszy skierował się ku drzwiom.
- Liczę na ciebie. - Belle powiedziała to niemal szeptem, wiedziała jednak że czuły słuch różyczki powinien to wyłapać.

Hall położył jeszcze rękę na miejscu gdzie kiedyś biło jego serce po czym zachowując wszelką kulturę opuścił pomieszczenie, pozostawiając Księżną Manhattanu samą.
 
Aiko jest offline  
Stary 09-01-2017, 20:42   #5
 
Amon's Avatar
 
Belle obudził jak zwykle zapach świeżej krwi w kielichu. Nie otworzyła jednak oczu.. nie miała na to ochoty. Wyostrzyła zmysły i wyczuwając, że John jest w sypialni obróciła się tylko na drugi bok. Wczorajsza noc wykończyła ją.

Wyciąganie informacji od Hieny nigdy nie było łatwe, szczególnie gdy szczurzyca dostrzegła, że księżnej bardzo na nich zależy. Po dłuższej walce i obietnicy małej pomocy Belle udało się co nieco dowiedzieć o poczynaniach Irene. A Nosferatka wiedziała całkiem sporo, otóż Giovanni robili interesy z wampirami spoza wyspy, był wśród nich Zoe. Coś tam mu najwyraźniej Irene obiecała, czyżby chciała pokazać, że Księżna nie jest niezastąpiona. Giovanni zapatrywali się też na Bronx, kiedy Sabbat byłby tam silny, nekromanci nie ważyli by się, jednak obecnie Irene wietrzyła szansę poszerzenia swoich wpływów. Drastycznie.
Księżna spotkała się ze starszą Giovani chwilę później. Belle spokojnym tonem wypytała wampirzycę o wszystko : jej potomstwo, przybyłych z kontynenty przedstawicieli klanu, jej plany; Cały czas obserwując jej aurę. Nie naciskała, zadała proste pytania, pozwalając Irene powiedzieć tyle ile miała ochotę. (co jej zdradziła?) Gdy ta wyszła Belle po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła, że musi napić się wina.
Gdyby tego było mało miała jeszcze “odmienionego” ghula. Coś zmieniło się w mężczyźnie, wydawał się… szczęśliwszy. John zdał jej wczoraj sprawozdanie co do przygotowań do spokrewnienia Hanachiyo, sama azjatka przygotowywała się mentalnie, poprosiła też Księżną, by w czasie ceremonii wybrała jej nowe imię.
- Bardzo dramatyczne, wydaje się jednak na miejscu - komentował John.
No i jeszcze rewelacja wczorajszego dnia, która przekreśliła plany na spotkanie z mężusiem Honoraty. Tego samego wieczoru przyszła informacja od Ruth. Jedna z jej córek przekazała księżnej kopertę, wewnątrz znajdowała się pocztówka z panoramą Bronx, z tyłu napis w którym Księżna rozpoznała pismo Maklavanki: “Bronksem opiekuje się Baron” - W Nowym Jorku pojawiła się kolejna frakcja.

Otworzyła oczy i jak na zawołanie John pojawił się obok. Księżna sięgnęła po kielich i upiła odrobinę krwi.
- Zastanawiam się czy nie nadać jej imienia Doris. - Oparła się o niego. Musiała zrobić tyle rzeczy, a to miejsce przytłaczało ją… może powinna się przenieść na jakiś czas do Fuller building? Zerknęła na ghula. - Co o tym sądzisz?
John wsparł swoją Panią ramieniem.
- Ja też o niej nie zapomniałem. Myślę, że władca który pamięta o swoich wiernych sługach nawet po ich śmierci, inspiruje tych żyjących do rzeczy wielkich - powiedział. - poświęciła się dla ciebie, Pani. Hanachiyo będzie o tym pamiętać nosząc to imię.
- Chcę opuścić ten budynek. -
Wampirzyca była pochmurna. - Udało ci się może dowiedzieć kim jest ten “Baron”? Wiadomo nam coś o poczynaniach Honoraty i tego świra? gdzie jest Hanachiyo.
Księżna była zmęczona i wiedziała, że tylko w tej sekundzie może pozwolić sobie na chwilę słabości.
- Co cię wprawiło w lepszy nastrój wczoraj… nie miałam sił zapytać przy tym wszystkim.
- Pan Salvatore we własnej osobie. Zgromadził wokół siebie podobnie myślących idealistów, ale to podkopuje w tym samym stopniu Wyspę. Jego syn, Anastasia, utrzymuje z nim jakiś kontakt.

Belle przetarła twarz.
- Chcę się z nim spotkać… jutro
- Honorata prosi o audiencję, chyba zdała sobie sprawę, że pętla zacieśnia się na jej szyi.
- Ją też ugoszczę jutro… -
księżna zaczynała czuć do czego to zmierza.
- Hanachiyo jest w pobliżu, jak zawsze kiedy wstajesz Pani.
Na to tylko przytaknęła ruchem głowy. Nie planowała teraz jeść, zaraz wypije sporo krwi.
John uśmiechnął się szczerze.
- Och nic, po prostu czuję się lepiej, kiedy wiesz że nie pragnę spokrewnienia.
Belle objęła go.
- To wielki dar John. Mógłbyś być ze mną wiecznie… - Wsłuchiwała się w bicie jego serca, starając się nie myśleć o informacjach, którymi ją zasypał. Wtedy ghul odezwał się ponownie.
- Pewien szczur donosi, jakoby z leża Ruth dochodziły wczoraj strzały i wrzaski, sama starsza jednak nic po sobie nie pokazuje.
Wampirzyca uderzyła zezłoszczona o pościel i się podniosła.
- Te świry także mają się znaleźć u mnie jutro! W Fuller building. Niech dzisiaj przeniosą moje rzeczy. - Belle pewnym krokiem przeszła do garderoby. - Zbyt długo nie organizowałam spotkania rady, wszystkim im się w tych martwych głowach poprzewracało.
John przybrał bardziej zasadniczą minę, wyprostował się i poprawił garnitur.
- Oczywiście Pani. - powiedział i Księżna wiedziała, że jej wierny sługa uczyni wszystko by zaspokoić jej żądania. I postąpiłby zupełnie tak samo, gdyby postanowiła go spokrewnić. Był jej mogła robić co jej się podoba.
- Nie przemienię cię jeśli nie będziesz tego chciał. - Księżna założyła suknię. - Chcę ją spokrewnić w sali obrad.

***

Wszystko było przygotowane. Azjatka w pozycji medytacyjnej czekała nadejścia swojej Pani.
Dziewczyna podchodziła do wszystkiego z typowym dla swojej kultury mistycyzmem. Nie jadła od kilkunastu godzin. Piła jedynie wodę. Chciała być całkowicie czysta, wyglądać najlepiej jak to tylko możliwe, gdyż zdawała sobie sprawę iz tak już będzie wyglądać na wieki… jeśli dożyje. Kiedy Księżna znalazła się w pomieszczeniu, Hanachiyo pochyliła głowę i tułów ku podłodze, w geście całkowitego poddania. Belle widziała jak idealnie gładkie ciało japonki pokrywa na karku gęsia skórka.
John był w pobliżu, w pomieszczeniu obok czekała ofiara, pożywienie dla przyszłej córki Księżnej - Doris.
Wampirzyca podeszła spokojnym krokiem do klęczącej na środku pomieszczenia Hanachiyo. Stoły wyniesiono. Krzesła stały pod ścianami, tak jakby zasiadała na nich widownia. Przyklęknęła naprzeciwko azjatki i delikatnie pogładziła jej włosy. To wszystko było tak inne od przemienienia Dragosza. Inne miejsce, czas… delikatnie przesunęła dłoń na podbródek kobiety i uniosła jej głowę, tak by japonka musiała patrzeć jej w oczy.
Nagie ciało ghulicy dotykało delikatny materiał sukni wampirzycy, gdy obie stały na kolanach. Czuła narastające w niej podniecenie, czuła jak jej ciało pragnie bliskości. Spojrzała na jej aurę i zobaczyła aury Johna i tego dzieciaka. Tyle pragnienia, tyle namiętności i to wszystko przeplecione ze strachem. Belle uśmiechnęła się i oczom ghulicy ukazały się kły. Widziała jak kobieta musiała się powstrzymać by nie jęknąć z rozkoszy, jednak nie dała rady oprzeć się odruchowi odchylenia głowy i wyeksponowania szyi. Wampirzyca bawiłą się nią, delikatnie przjechała paznokciem po jej krtani, nie pozostawiając jednak, żadnego śladu. Nachyliła się i powoli wgryzła się w delikatne, jasne ciało Hanachiyo.
Piła ze smakiem, czując tak jak i za pierwszym razem, jak dobrą ma krew azjatka. Kobieta więdła w jej ramionach, więc objęła ją mocno. Gdy wszystkie barwy znikły i kobieta była martwa, rozcięła kłem swój nadgarstek. Odchyliła głowę martwej ghulicy i przyłożyła do jej uchylonych warg krwawiącą ranę.
- Wróć do mnie Doris. - Czuła niepokój, to chyba było nieuniknione.
Azjatka wyglądała teraz bardziej delikatnie i krucho niż zwykle. Nic dziwnego, była martwa. Kiedy gęsta krew Księżnej ściekała do jej uchylonych ust, był moment, w którym wydawało się, że dziewczyna wbrew zabiegom wampirzycy, odejdzie na zawsze.
Moment.
Dłonie Doris uniosły się ku smakowitemu nadgarstku Belle i objęły go ciasno. Doris otworzyła oczy, oczy dziecka które jest głodne i trzepocząc rzęsami wgryzła się w ranę Księżnej. Całe ciało wampirzątka poruszało się jak wąż w czasie ssania i połykania. Belle nie musiała odwracać głowy by słyszeć jak do pomieszczenia stępuje chłopczyk na swoich małych nóżkach. Księżna mogła dosłownie wyczuć jego strach. John odprawy nabierał wprawy w posługiwaniu się wampirzą krwią, szkoda, że odrzucał dar spokrewnienia, chłopiec wkroczył na własną zgubę, tak jak zażyczył sobie tego ghul.
- Dość moje dziecko. - Księżna pogładziła twarz azjatki drugą ręką, wydając rozkaz. - Tam już czeka twój posiłek.
Belle uniosła się i odsłoniła swemu childe jego ofiarę. Sama zalizała powoli ranę na nadgarstku.
Doris rzuciła się na dziecko niczym dziki kot, duży dziki kot. Jeszcze w locie dłonie o długich paznokciach chwyciły chłopczyka w morderczym uścisku. Mimo iż wampirzątko było drobne i młody człowiek nie był w zasadzie dużo niższy od Doris, ta zakryła go szczelnie swoim nagim ciałem. Księżna słyszała jak pękają kości.
Wampirzyca obeszła zwartą w pocałunku parę. Zapach krwi pobudzał jej apetyt. Uważnie obserwowała swoje nowe childe. Była ciekawa jakim wampirem okaże się azjatka.
Przed tą chwilą, Hanachiyo była dość chłodną osobą, zapewne nie bardziej uczuciową niż sama Księżna. Nie była jednak nigdy tak zimna jak Dragosz, nawet ten żywy, śmiertelny. Belle obserwując Doris, dostrzegła, czy to po aurze, czy zwyczajnie ekspresji, moment, kiedy pierwszy głód wampirzątka został zaspokojony. Oczy Doris otworzyły się, najpierw przymglone przyjemnością, potem bardziej żywe, do kobiety dochodziło co robi, jak to robi oraz komu to robi. Wampirzyca przerwała, przestała pić. Nie chciała zabijać chłopca.
Ale już to zrobiła.
Gdyby to był dorosły, zdrowy mężczyzna, utrata takiej ilości krwi nie byłaby śmiertelna. Chłopak jednak był wątły i zabiedzony. Nawet jednak, gdyby udało mu się przetrwać samą utratę krwi, wciąż pozostawały obrażenia. W pierwszym ataku żarłoczności, Doris pogruchotała mu kilka kości, obojczyk, żebra. Wampirzyca zalizała nawet ranę po swoim ugryzieniu, poruszała głową i rękami chłopca czekając aż da znak życia. Wygląda trochę… jak kot, który szturcha zabitą przed chwilą mysz.
Belle podeszła do niej i chwyciła jej twarz w swoje dłonie.
-Już dobrze, nie wrócisz mu życia. - jej głos był spokojny, ciepły. - Teraz już będziesz wiedziała by się kontrolować, prawda?
Wampirzyca przytuliła do siebie swoje childe odsuwając martwe ciało. John od razu podbiegł by je zabrać.
Aura Doris wskazywała na zagubienie, ekscytacje, podniecenie słowem, wszystkiego po trochu. Wampirzątko wtuliło sie w Księżną spuszczając głowę.
- Tak, Pani Matko. - przytaknęła z szacunkiem, po czym uniosła pytające spojrzenie.
- Tak mi zimno…
Księżna zwróciła się do Johna.
- Przynieś jej ubranie, dobrze?
Gdy ghul zniknął delikatnie odsunęła się od Doris.
- Przywykniesz dziecko. - Uśmiechnęła się do młodej wampirzycy. - Z czasem ten chłód staje się nawet przyjemny. - Doris pokiwała głową dając znak, że rozumie. Księżna delikatnie odgarnęła rozpuszczone włosy. - Jesteś jeszcze głodna?
- Nie, Pani Matko -
odpowiedziała cichutko w chwili gdy za jej plecami pojawił się John i zarzucił jej na ramiona szatę. Księżna zauważyła jak Doris, ku swemu własnemu zdziwieniu, patrzy na ghula w nowy sposób… młoda wampirzyca zapewne wyczuła właśnie ciepło krwi mężczyzny z którym spędziła ostatnie lata współpracując. Nagle był dla niej obiektem… kulinarnym. Doris uśmiechnęła się uprzejmie do Johna i dyskretnie odprowadziła go wzrokiem.
Belle podniosła się.
- Ubierz się. - Popatrzyła na swoje childe z góry. - Nie pozwalam ci na razie pić z moich ghuli.
Oczy Doris rozszerzyły się w nagłym wybuchu lęku. Wampirzyca wyglądała jak dziewczyna przyłapana przez matronę na oglądaniu podglądaniu ogrodnika.
- Tak oczywiście Pani Matko. - to powiedziawszy natychmiast zaczęła się ubierać.
Księżna obserwowała jak jej childe ubiera się w pośpiechu.
- Za jakiś czas twój smak powinien się wyrobić. - Wyciągnęła dłoń by pomóc jej wstać. - Witaj w klanie Venture Doris.
Młoda wampirzyca była wyraźnie przepełniona podniosłością chwili.
- Zrobię wszystko, byś była ze mnie dumna, Pani Matko. - powiedziała nabożnie.
- Pomóż Johnowi w przygotowaniach do przenosin. Przed świtem chcę leżeć w łóżku w Fuller building.
Doris tak jak wcześniej Hanachiyo, nie powiedziała nawet słowa, skłoniła się tylko nisko i opuściła pomieszczenie, Księżna wiedziała, że jej dziecko włoży całą swoją energię w wykonanie jej poleceń.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 17-01-2017, 12:49   #6
 
Aiko's Avatar
 
Księżna mogła wrócić myślami do wcześniejszej rozmowy z Irene. Aura Starszej Giovanni lśniła jasną zielenią, ciemnym błękitem a na domiar złego przeplatały się w niej te płomyczki świadczące o używaniu jakiejś magii.
Giovanni wypierała się wszelkich zarzutów, przepraszała za nieporozumienie, zapewniała o swoim oddaniu Camarilli i Księżnej. Będzie musiała trochę przytemperować ambicje Irene, jednak tak by pozostali nie poczuli się zagrożeni. Co by było gdyby starsza Giovanni zaszkodziła Sabatowi… będzie musiała nad tym popracować i to szybko.

***

Fuller Building

Przez resztę wczorajszego wieczoru, poddani Belle niczym mrówki przemieszczali się po apartamentach, wdrażając rozkaz przeprowadzki w życie. Księżna posiadała całą świtę współpracowników, ghuli, trzodę, a ci wszyscy często mieli jeszcze swoich! no i każdy, posiadał jakieś “ważne” przedmioty. Jednak już tej samej nocy, tak jak zadeklarowała, Księżna zaległa w letarg w swoim ulubionym Fuller Building, gdzie z okien swoich apartamentów mogła rozpościerać wzrok na swoją domenę.


Jej córka zajęła pomieszczenia normalnie dla niej przeznaczone, to jest piętro niżej. Nadejdzie chwila, w której wampirzątko zapragnie mieć więcej przestrzeni. Jednak ten czas nie nadejdzie przez całe lata, a sądząc po temperamencie Doris, może nie nadejść przez całe dziesięciolecia.

Na dzisiejszy wieczór, Księżna miała zaplanowane szereg rozmów: Starszy Brujah Anastazja, Duszewska i jeszcze Malkavianie. Zapowiadała się ciekawa noc. Na szczęście sam fakt obudzenia się w innym miejscu zadziałał na księżną pozytywnie. Wypiła lampkę krwi i przeszła do garderoby. John podążał za nią.
- Chcę porozmawiać z Doris, ale przejdę się do niej. - Uśmiechnęła się do ghula. - O której spodziewamy się pierwszych gości?
- Pani Honorata wyprosiła audiencję jako pierwsza - Zakomunikował John podążając za Księżną. - Będzie o siódmej czyli za trochę ponad dwie godziny.

***

Z pokoju zajmowanego przez jej córkę, dochodziły jakieś hałasy. Księżna weszła tam pewnym krokiem.

Pomieszczenia zajmowane przez Hanachiyo były zawsze dobrze utrzymane więc nic nie wskazywało na to by Doris nagle zmieniła upodobania estetyczne. W pokoju było czuć zapach egzotycznych kadzideł. Panował tu jednak obecnie pewien nieład, krzesło było przewrócone, na podłodze leżały porozrzucane ubrania.
Męskie.

Na łożu, Księżnie ukazały się ogromne umięśnione plecy. Mężczyzna ewidentnie nie był na materacu sam, aczkolwiek zważywszy na jego dużą masę, Belle dopiero po chwili dostrzegła oplatające jego kark smukłe, zatatuowane dłonie.

Wampirzyca uśmiechnęła się i oparła o framugę drzwi. Z zaciekawieniem przyglądała się swojemu baraszkującemu childe, ciekawa kiedy zorientuje się, że przyszła. Z zaciekawieniem zerknęła, czy rozpoznaje mężczyznę.
Faktycznie, facet wyglądał na pracownika ochrony jednego z “domów”. Dla kogoś takiego jak spokrewniony, czy nawet ghul księżnej, zwyczajnie nikt, jednak Belle po prostu miała pamięć do twarzy swoich pracowników. Mężczyzna był niemal dwumetrową masą mięśni i rzucał się w oczy. Nie oszczędzał się na Doris, to chyba była przygoda jego życia.

Bystre zmysły Księżnej, wychwyciły słodki zapach krwi. Patrząc z boku, Belle dostrzegła, że wypięta Doris wgryza się w biceps pokrywającego ją kochanka. Wampirzątko przerwało na moment i dyskretnie zerknęło za siebie, spotykając tam wzrok Matki. Twarz Doris, na której malowała się przyjemność stężała nagle, młoda szukała w Księżnej objawów przyzwolenia bądź też nagany.

Dame dała jej znak ruchem głowy by kontynuowała. Wampirzyca czuła jak w niej samej narasta apetyt, dwojakiego rodzaju. Doris przymknęła oczy i pojęczała rozkosznie mężczyźnie motywując go do zdwojenia swoich wysiłków i siły. Kiedy facet dochodząc tryumfalnie zawył, wampirzątko pod nim obrócił się jak kobra i wgryzło w jego grdykę. Doris zaatakowała jak dzikie zwierze i jak dzikie zwierze piła. Kochanek, chyba nie świadomy bycia tu ofiarą, w ekstazie objął piersi wygiętej w łuk wampirzycy. Doris poprawiła uchwyt swoich długich paznokci na mięśniach mężczyzny.

Księżna podeszła do kochającej się pary i przykucnęła przy Doris.
- Ostrożnie, toż nie chcesz go zabić, prawda? - Jej głos był cichy, spokojny. Uważnie obserwowała czy jej childe się powstrzyma.

Doris przestała gdy tylko kochanek zaczął osuwać się na plecy co w tym przypadku oznaczało iż spadnie z łóżka jeśli ktoś go ni przytrzyma. Doris chwyciła więc ramię mężczyzny i rzuciła go przed siebie na materac, to przywodziło trochę na myśl jakiś chwyt samoobrony. Osiłek leżał rozłożony z błogim wyrazem twarzy, wampirzątko wylizało dokladnie jego rany, po czym przycupnęło obok, przy swojej Matce.

Belle pogładziła ją po twarzy.
- Grzeczna. - Uśmiechnęła się do Doris. - Ubierz się i dołącz do mnie w gabinecie, dobrze?

Doris jak to miała w zwyczaju skłoniła poddańczo głowę. Księżna widziała w jej aurze podniecenie i strach, ale czy dobre dziecko nie powinno czuć respektu przed matką?

Księżna opuściła pokój, w ślad za nią podążył John. Przysiadła za wielkim biurkiem. Ghul stanął naprzeciwko, gotów złożyć raport, ona jednak oparła tylko twarz na dłoniach i wpatrzyła się drobny deseń na jego krawacie. O co tak właściwie chciała poprosić Honorata? O pomoc, o spokój, po to by dalej węszyć? Belle czułą, ze wielu nieśmiertelnym bardzo zależy na podważeniu jej władzy, a ona nawet nie była pewna czy nie chciałaby jej oddać. Ta myśl ukuła ją, co wyraźnie odmalowało się na jej twarzy. Była księżną i w tej sytuacji miała dwie opcje, albo spróbować przejąć władzę nad całym Nowym Yorkiem, albo się wycofać.
- Chcę by Irene nieświadomie zaatakowała Sabat. - Jej oczy skupiły się na oczach ghula.

John pokiwał głową.
- A potem wziąć ją pod “opiekę” lub… nie? - zgadywał.
- To będzie zależało od niej, a może bardziej od tego po czyjej stronie znajduje się bardziej. - Belle odchyliła się na fotelu i spojrzała w sufit, krzyżując ramiona na piersi. - Prawdopodobnie gdyby zajął się nią Sabat byłoby dla niej lepiej. Chciałabym jednak by przy okazji mi z czymś pomogła… najlepiej z Salvatorowym problemem.
- Giovanni są zawsze tylko i wyłącznie po stronie Giovanni - wtrąciła Doris, która pojawiła się w pomieszczeniu chwilę po Księżnej i jej ghulu.
- Dlaczego uważasz, że Salvatore musi być problemem? - spytał zaś John.
Księżna nie spojrzała na Doris. Nie lubiła jak ktoś wcinał się w jej rozmowę.
- Jest silny i stoi po drugiej stronie barykady. Czy rzeczywiście jest problemem dowiem się po rozmowie z Anastasią.
Po tej wypowiedzi zapadła cisza. Belle powoli i niechętnie przeniosła wzrok na swoje childe.
- Zostawisz nas na chwilę John?

Dopiero gdy ghul opuścił pokój zwróciła się do młodej wampirzycy.
- Jak się czujesz?
Doris wbiła wzrok w okno.
- Widzę więcej, słyszę więcej, czuję więcej… a jednocześnie czuję mniej. Kiedy kochałam się, myślałam jedynie o jego krwi, o tym jaka jest słodka i o tym jak dobrze zrobi mi gdy ten ciepły płyn wleje się we mnie, kiedy go przełknę. Czułam niedosyt gdy musiałam przestać, czułam strach że zrobię mu krzywdę, czułam się… silna gdy leżał przede mną.

Belle obserwowała ją. Zapowiadało się dobrze, małe wampirzątką wydawało się świadome tego kim jest, miało też właściwe odruchy.
- Próbowałaś jeszcze innej krwi? wczoraj nie było zbyt wiele czasu.
- Kiedy się obudziłam, poczułam, że… bardzo potrzebuję mężczyzny. Rick bywał moim kochankiem w przeszłości. Dbałam zawsze by wszyscy wyjątkowo spisujący się pracownicy “domów” byli odpowiednio nagradzani i motywowani, a jak lepiej było zmotywować i nagradzić mężczyznę? i jak prościej? - uśmiechnęła się. - Tym razem było inaczej… to ja potrzebowałam, po prostu wszystko krzyczało we mnie, że muszę mieć mężczyznę. Posłałam więc po Ricka. To dobry, rzetelny pracownik ale proste stworzenie, niemal natychmiast chciał mnie wziąć. Dopiero po chwili zorientowałam się, że moje pragnienie nie tyczyło się tak jego ciała, co krwi. Oddałam się więc Rickowi za vitae. - Doris zaśmiała się pod nosem. - Oczywiście to ja lepiej wyszłam na tej wymianie, poczciwy Riki nawet się nie zorientował, że jakaś była.

Księżna uśmiechnęła się. Doris była urocza, ciekawe jak sobie poradzi w tym świecie.
- Znajdź sobie kilku żywicieli, pięciu może siedmiu. - poleciła. Doris skłoniła głowę, widać było jednak iż ma szczęśliwy wyraz twarzy. Belle zerknęła na jedno z wielkich okien, odwracając po raz pierwszy wzrok od swego childe.
- Odbędę dzisiejsze spotkania bez ciebie, chcę inaczej poinformować radę o twojej przemianie.

Doris nawet nie drgnęła, cały czas pozostając z pochyloną głową.
- Zajmij się w tym czasiem sprawami w domach, zorganizuj to tak byś mogła dyrygować nimi tylko w nocy, dobrze?
- Oczywiście Pani. - odpowiedziała natychmiast, spodziewając zapewne tego polecenia. Jeśli tylko Księżna nie popełniła fatalnego błędu w doborze potomka, Doris zajęła się tą kwestią już dawno przed spodziewaną przemianą.
- Przyznam też, że poczułam się dziś zaniedbana. - Dodała jeszcze Księżna i nie musiała nawet zerkać na aurę swojego dziecka. Doris aż się zatrzęsła. Uniosła szeroko rozszerzone oczy i spojrzała na Matkę z przestrachem.
- To się nie powtórzy Pani. - skruszone wampirzątko stało gotowe na znak do opuszczenia pomieszczenia.
- Zaopiekuję się tobą po spotkaniach. Możesz odejść, ale bądź w pobliżu. Wezwij też Johna. - Na chwilę zapadła cisza. Doris zaczęła się wycofywać i wtedy księżna odezwała się ponownie. - A i nie rozmawiaj z malkavianami. Mam pewne obawy co do nich. - Księżna sięgnęła po jeden z leżących na biurku raportów, rozmowa została zakończona.

John pojawił się niezwłocznie. Wciąż było jeszcze sporo czasu przed spodziewaną wizytą Tremerki.
- Poproszę o raport John. Jak tam nasze wpływy w branży medycznej? - Belle z uśmiechem wpatrywała się w ghula. - Ah… i jak sytuacja na Bronx?
- Każdy dzień i każda noc w której nasz przyczółek się utrzymuje, można poczytać za sukces. Doprawdy, ta branża jest niemożliwie zdominowana przez Sabbat, jedyna pociecha jest taka, że Honorata ma jeszcze bardziej pod górkę nawet bez naszej “pomocy” jej ghul został napadnięty, jest ciężko ranny, ale Tremerka chyba bała się go zostawić w szpitalu.
Popatrzyła na Johna, pozwalając sobie by jej twarz spoważniała.
- Hm… Sabbat, sabbat. Tak bardzo chętnie bym się pozbyła tego problemu. - Sięgnęła do papierośnicy i odpaliła papieros. - Kto go napadł?
- Jeszcze nie wiemy, choć możliwe iż faktycznie stoi za tym Sabbat, ktoś doktorowi wylał kwas na twarz, chyba jedyna osoba która mogłaby mu teraz pomóc to ten Tzimisce, Lee. No chyba że Tremere mają jakieś specjalne czary…
- A jak się miewa nasz Tzimise, nadal siedzi cichutko?
- Ku uciesze wszystkich tak. Tam gdzie mieszka, żyje kilka młodych, zapytałem kiedyś jednego w Elizjum o jego sąsiada, zrobił teatralną minę i stwierdził iż póki nie wypowiedziałem jego imienia, ten upajał się fantazją, że Diabła wcale tam nie ma. Młodzieniec notabene Torreador.

Wampirzyca zamyśliła się. Chwilę paliła w ciszy, po czym machnęła dłonią pozwalając Johnowi kontynuować.
- Jeśli chodzi o Bronx, Salvatore stara się pokazać siebie nie jako władcę a “mentora” w ten sposób akcentuje ową “różnicę” między Księciem czy Biskupem. Większość jego zwolenników to młodzi sabatnicy, pariasi oraz Brujah i Gangrele. Wiemy, że mieszkający na Manhattanie przedstawiciele tych dwóch rodzin w ostatnich dniach bywali na Bronx, czy oparli się próbom agitacji, czy może zostali tam poinstruowani i agitują tutaj - nie wiadomo. Na Bronksie zawiązały się trzy nowe gangi, dwa z nich mają etniczny charakter, są to chińczycy i irlandczycy. Trzecią grupą jest gang motocyklistów.
- Kochany stary Salvatore. Chętnie bym się z nim spotkała przez wzgląd na stare czasy. - Belle powoli wypuszczała kółka z dymu. - Jest szansa by, któryś zwerbować, dla dobra Camarilli?
- Możliwe, czas pokaże jak ta anarchia będzie działać kiedy ich coś przyciśnie.

Wampirzyca wygasiła papieros i sięgnęła po kolejny. Odpaliła go i wyjrzała przez okno. Wtedy John postanowił się ponownie odezwać.
- Jest jeszcze wiadomość od Abelsona, zapewnia cię, że... palenie jest szkodliwe dla zdrowia i każdy papieros jest zabójczy, jednak ten konkretny nie jakoś bardziej niż każdy inny.
Księżna spojrzała na niego i o dziwo uśmiechnęła się.
- Wątpię by Hellene zabiła się bo miała na to ochotę. Nie miała łatwo, ale ostatnio wszystko bardzo się uspokoiło. Popraw mnie jeśli o czymś nie wiem.
- A ja naprawdę myślę że po prostu chciała ze sobą skończyć. Hanachiyo często na przykład mawiała, że gdyby Helene miała jakikolwiek honor, dawno by się zabiła. Może po prostu zaskoczyła?
Belle odpaliła papieros, ale zamiast palić przyglądała się żarowi.
- Krew nieśmiertelnych jest silna. Nasza wola nie działa tak jak wola śmiertelnych. - Wampirzyca zaciągnęła się w końcu, jak zwykle nic nie czując. Sama wiedziała, jak działają na nią ściany, jej schronienie. - Nie tak łatwo skończyć z nieśmiertelnością. Poza tym niepokoi mnie, że prawdopodobnie wcześniej rozmawiała z Malkavianem.
John pokiwał tylko głową.
- Oczywiście Pani. - po chwili dodał - Czyżbyś referowała do Zygmunta Nikla? “turysty” z Europy? Jakoś nie widzę osobiście motywu… chociaż z drugiej strony kim ja jestem by rozumieć spokrewnionych, do tego Malkavian…
- Jesteś moim najstarszym ghulem. Niestety tylko… - Wampirzyca przygryzła wargę, ale po chwili cofnęła ten grymas. - Też nie wiem jaki miałby mieć w tym interes… - Obróciła się na fotelu i wyciągnęła dłoń w stronę mężczyzny, zapraszając go by podszedł. - Twoja Pani po prostu wszędzie węszy podstęp.

John już chciał powiedzieć, coś miłego i pochlebnego za pewne, kiedy rozległo się pukanie, chwilę później, jakiś służący wsunął nisko pochyloną głowę przez szparę.
- N… ajmocniej błagam wybaczenia Szlachetna Pani. Przybyła Pani Duszewska, skierowano ją do salonika piętro niżej, czy mam jej coś przekazać?
- Przekaż, że zaraz do niej dołączę. - Belle podniosła się i pogładziła Johna po twarzy. - Podasz nam coś do picia?
- Oczywiście.
Ucałowała go i nie czekając na odpowiedź ruszyła w kierunku drzwi.

***

Salonik


Księżna weszła do pomieszczenia pierwsza, w jej cieniu podążał za nią John trzymając w dłoni tacę z wypełnionymi vitae kielichami. Duszewska siedziała na jednym z foteli przy ścianie, kiedy pojawiła się Belle, wampirzyca wstała i ukłoniła się nisko.


- Księżno, dziękuję za ten zaszczyt.
- Wybacz, że nie mogłam się spotkać z tobą wczoraj. - Belle wskazała fotele, dając znak by usiadły. Sama zajęła jeden z nich i sięgnęła po podany przez Johna kielich. - Cóż sprowadza cię w moje skromne progi?

Duszewska była wyraźnie zaniepokojona. Usiadła na wskazanym miejscu zaraz po tym jak uczyniła to Księżna.
- Pani, mam powody przypuszczać, iż stałam się celem Sabbatu lub innej, wrogiej Camarilli grupie. - wyznała - Nie mam innego wyjścia, jak poprosić cię Pani… o ochronę.
- Słyszałam o twoim mężu. - Wampirzyca spokojnie sączyła zawartość kielicha. John jak zwykle wybrał… dobry rocznik. - Tak samo jak słyszałam, że od początku swego pobytu tutaj węszysz na mój temat.
- Pani, to nieporozumienie, zostałam zobligowana upewnić się, że Manhattan przestrzega tradycji i… nie mam powodów by uważać inaczej. Ale nie mogę złożyć żadnego raportu jeśli sama nie będę żywa…
Belle bawiła się kielichem, patrząc jak krew zostawia ślad na ściankach.
- Będę żądała w zamian przysługi. - Podniosła wzrok na tremerke. - Ale to w swoim czasie. Na razie przetransportuj go do jednego z moich szpitali. Spróbuję przysłać tam kogoś, kto będzie mógł mu pomóc.
- Oczywiście, ten ghul jest dla mnie bardzo ważny, Wasza Wysokość. Dziękuję - skłoniła głowę.
- Wyślesz ten raport przy mnie i to tej nocy. - Wampirzyca wskazała na kielich. - Pij, nie ma tam wampirzej krwi, której tak bardzo się obawiacie.

Duszewska kiwnęła głową
- Zdaję się na twoją łaskę Pani, czy mogę liczyć na twoją dyskrecję? Wolałabym nie mieszać w to postronnych oczu.
- Czy widzisz tu kogoś jeszcze, czy też moje oczy już są postronne? - Belle uśmiechała się lekko. - John.

Ghul wsunął się do pomieszczenia.
- Poślij proszę Charliego z małym wsparciem, po męża Pani Duszewskiej, zaraz przekażę ci szczegóły. - Spojrzała na siedzącą naprzeciwko wampirzycę. Ciekawa jej reakcji. - Niech podeśle go Sophie.

Duszewska przygryzła wargę ale w końcu sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej duży staromodny klucz.
- Proszę, niech to ma przy sobie - poleciła podając przedmiot Johnowi. Następnie spojrzała na Księżną - Jestem gotowa, Jaśnie Pani.
- Przejdziemy do mojego gabinetu. - Wampirzyca podniosła się. - Poślij też proszę po Philipa, niech zobaczy co da się zrobić.

John skłonił się nisko i wyszedł wykonać polecenia. Belle obróciła się w stronę Honoraty. Właśnie miała na swojej posesji zakładnika i bardzo ją to cieszyło. Jednak jej twarz pozostała spokojna, tak by Duszewska mogła myśleć, że to co zrobiła nie niosło z sobą żadnych konsekwencji.
- Zapraszam.
 
Aiko jest offline  
Stary 29-01-2017, 21:13   #7
 
Amon's Avatar
 
Gabinet Księżnej
Honorata usiadła za biurkiem i sporządziła swój raport. Dokument był adresowany do Londynu natomiast jego odbiorcą miał być nie kto inny a głowa Venture. Innymi słowy, ci dla których Honorata “myszkowała” byli tymi samymi, którzy utrzymywali z Belle takie dobre stosunki. Księżna miała jednak teraz pełny wgląd w to jak dokument był redagowany.
Kiedy Duszewska skończyła pisać zaczęło się ciekawie. Tremerka wyciągnęła z torebki mały, wykonany z kości słoniowej szpikulec i przekuła opuszkę środkowego palca na swojej lewej dłoni. Wampirzyca nakropiła własną vitae na papier i zaczęła mamrotać w nieprzyjemnym języku. Księżna zauważyła, że krew po wsiąknięciu w białą kartkę nie pozostawiła żadnej plamy. Czarowanie, czy cokolwiek Honorata robiła, trwało kilkadziesiąt minut. Kiedy Tremerka wreszcie przestała mamrotać, szybciutko włożyła list do uprzednio zaadresowanej koperty i znów zaczęła coś mamrotać, tym razem trwało to krócej.
Trochę.
- Czy mogę jeszcze jakoś Księżnej pomóc? - Honorata spuściła wzrok, miała minę cnotki którą ktoś przed chwilą złapał za tyłek.
Belle przyglądała się wszystkiemu z zainteresowaniem popalając papieros oparta o komodę. Z zaciekawieniem obserwowała aurę tremerki.
- Nie. - Księżna odsunęła się od komody i wygasiła papieros w stojącej na niej popielnicy. - Zalecałabym odwiedzić. Philip może wpadnie na jakiś pomysł, jak pomóc twojemu ghulowi, ale nie zrobi nic wbrew jego woli.
Honorata pokiwała powoli głową.
- Dziękuję, Wielmożna Pani.
- Możesz odejść. -
Belle zajęła miejsce za biurkiem gdy Honorata wstała. - Jeśli obawiasz się o swoje życie, proponuję skorzystać z opieki elizjum. Postaram się dowiedzieć co właściwie się wydarzyło.
- Zapewniam Panią, że będę potrafiła odwzajemnić ofiarowaną mi pomoc. - powiedziała jeszcze uniżenie, wychodząc.

Gdy kobieta wyszła, do gabinetu wszedł John. Belle była poirytowana i mimo, że na jej twarzy panował spokój ghul bez problemu mógł to rozpoznać. Mężczyzna podszedł i podał jej papieros.
- Mój klan… - Patrzyła na mężczyznę. Nagle docierało do niej, że nie miała pojęcia jakie układy na starym lądzie miała stara księżna. Czy ja to ciekawiło? Czy powinna to rozgrzebywać? Czemu czuła, że będzie musiała się tam udać. Do świata starych wampirów.
Przyciągnęła mężczyznę do siebie, zmuszając go by klęknął. Jego dłonie od razu podążyły w stronę jej ciała.
- Kto ma przyjść następny? - Paląc delikatnie gładziła jego twarz drugą ręką. Jej myśli mimo tego pytania krążyły po starym kontynencie.
- Anastazja. - poinformował ghul.
Wampirzyca nachyliła się i pocałowała mężczyznę w usta. Cieszyła się jego ciepłem. Pulsującą w nim krwią, mimo iż doskonale wiedziała, że nie może się z niego napić. Pozwoliła by narastający głód odciągnął na chwilę jej myśli od jej własnego klanu.
Irytowało ją, że nie może teraz zabawić się z Johnem. Po dłuższej chwili przerwała pocałunek i w skupieniu gładziła jego twarz.
- Przyprowadź go gdy się pojawi. Muszę pomyśleć. - Podniosła się i podeszła do okna. Zastanawiała się, czy jej ojciec także stał za przysłaniem Tremere na Manhattan.

***

Wchodząc do pomieszczenia, Brujah skłonił głowę. Jego twarz była napięta i posępna.
Księżna odwróciła się od okna. Powitała wampira z uśmiechem.
- Witaj, Anastazja. - Powoli podeszła do biurka i usiadła za nim wskazując dwa fotele naprzeciwko. - Jak tam interesy?
Anastazji najwyraźniej kamień spadł nieco z serca widząc pogodną minę Księżnej… najwniak. Jednak Brujah zachowywał czujność i ostrożność.
- Dziękuję Księżno. - po czym poprawił krawat - Co mogę dla ciebie uczynić Pani?
- Możesz, na początku usiąść. - Wampirzyca zaczekała aż Brujah zajmie miejsce. W tym czasie na spokojnie odpaliła papieros. Uśmiechała się lekko patrząc na jeden z obrazów. - Orientujesz się trochę w sytuacji na Bronx?
Coś definitywnie łaskotało Brujaha… gdyż ledwo co usiadł, gdy padło pytanie o Bronx poprawił kołnierzyk.
- Rebelia, czy może Anarchia jak sie sami siebie nazywają, taki Sabbat z “ludzką” twarzą. - westchnął.
- Oh… - Belle oparła się o biurko i spojrzała na wampira z uśmiechem. Jej twarz nie wyrażała niczego poza zainteresowaniem. - “Sabbat z ludzką twarzą”? Opowiedz coś więcej.
Anastazja przygryzł wargę.
- Brzmi kretyńsko - przyznał - Anarchiści odrzucają wszelkie nakazy i władzę, nie kierują się niczym, poza własnymi zachciankami.
- Przyznam, że brzmi bardzo atrakcyjnie, szczególnie gdy pomyślę o młodych wampirach, bez pozycji wśród nieśmiertelnych. -
Wampirzyca wygasiła papieros. - Nie mają przywódcy? Nie powinni mieć, czyż nie? To by odrobinę zaprzeczało ich ideałom.
Wampir znów poprawił kołnierzyk, chyba musiał zmienić krawca…
- Tak jak Pani mówi. - zgodził się. - Ale oczywiście zawsze wypłynie “pierwszy pośród równych” Anarchiści nazywają kogoś takiego Baronem.
- Czy dotarło może do ciebie kto pełni tą zaszczytną funkcję? -
Wampirzyca wstała od biurka i podeszła do wampira. Ruchem dłoni powstrzymała go przed wstaniem. Uśmiechając się poluzowała mu krawat i kołnierzyk. - Tak będzie dużo lepiej.
Księżna zobaczyła czerwone plamki na wewnętrznej stronie kołnierzyka. Anastazja pocił się.
- Tak i… chyba nie tylko do mnie… - spojrzał na Księżną nie podnosząc jednak wzroku. - to dlatego zostałem wezwany? Z uwagi na mojego Ojca?
Wampirzyca spoglądała na anastazję z pogodną miną.
- Byłam ciekawa czy udało ci się nawiązać z nim kontakt. - Belle odchyliła się dając wampirowi trochę przestrzeni. - Dawno nie słyszałam o moim starym wspólniku.
Brujah odczekał chwilę.
- Owszem, zaoferowano mi przyłączenie się. - spojrzał ostrożnie na Księżną po czym zacisnął dłonie na oparciach fotela - powiedziałem… że się zastanowię, oczywiście nigdy naprawdę nie rozważałem odstąpienia od Camarilli. - zapewnił.
Belle spoważniała.
- Byłbyś w stanie oprzeć się swemu ojcu? Salvatorowi? - Skrzyżowała ręce na piersi i wyostrzyła zmysły. - Szczególnie teraz gdy Marianne nad tobą czuwa? Zdradź mi cóż jest tak zniechęcającego w propozycji twego Sire?
- Jeśli coś jest za dobre żeby mogło być prawdziwe, to przeważnie nie jest. Prędzej czy później ktoś coś zrobi i ktoś inny będzie musiał zareagować. Co wtedy? kiedy wszystko może być poczytane jako uzurpowanie sobie władzy nad kimś innym? to wszystko ostatecznie prowadzi do osłabienia koterii.
- Chciałabym spotkać się z moim starych wspólnikiem. Na razie na pokojowych warunkach. -
Uśmiechnęła się ponownie do Anastazji - To po to cię wezwałam.
Anastazja spojrzał na Księżną.
- Nie można mu ufać Pani, skąd w ogóle wiadomo czy to wszystko nie jedna wielka Sabacka sztuczka?
- Tego nigdy nie wiadomo. -
Wampirzyca wstała i sięgnęła po papierośnicę. Spokojnie odpaliła papieros. - Jestem jednak bardzo sentymentalna, a twego Sire darzę szczególnymi względami. Chcę się z nim spotkać nim zacznę na niego łowy. Czy widzisz taką możliwość?
- Odradzam, Pani to na pewno byłaby pułapka, przecież zabicie Księżnej to coś na co ci Anarchiści tylko czekają.

Belle uśmiechnęła się.
- Zadbam o to by im to utrudnić. Poza tym… - Wampirzyca wypuściła kółko obejmując nim twarz Brujaha. - … ile wampirów musiałoby tam przybyć by mnie zabić.
Anastazia był typem który właściwie nigdy się nie uśmiechał. Dlatego ciężko było powiedzieć czy się czymś martwi czy nie.
- Rozumiem, czy w takim razie mam w tym jakoś uczestniczyć, Pani?
- Oh nie ma takiej konieczności. -
Belle przybrała swoją lekko uśmiechniętą maskę. - Pomóż mi zorganizować to spotkanie.
Brujah swoje komentarze, jeśli takowe posiadał, przezornie zachował dla siebie.
- Jak sobie Pani życzy.
Księżna nie wiedziała, czemu właściwie chce się spotkać z Salvatore. Była to zachcianka trochę podobna do chęci spokrewnienia Dragosza. Doskonale zdawała sobie sprawę, że może ją to dużo kosztować.
- Anastazia… wolałabym byś pozostał po stronie Camarilli. Niewiele nas i wolałabym by nie było mniej. - Patrzyła na mężczyznę nie zmieniając wyrazu twarzy. - Czekam na informacje od ciebie.
Brujah skinął głową i powoli podniósł się z krzesła zamiarując zebrać się do wyjścia.
- Oczekuję wieści od ciebie. - Księżna odprowadziła go wzrokiem. Czy powinna użyć na nim prezencji? Wymusić posłuszeństwo. Nie była pewna. Nie chciała powtórzyć błędów Michaelli.
- To zajmie przynajmniej dwie noce Pani, trzeba przygotować teren, ich tam mogą już być dziesiątki.
- Najchętniej spotkałabym się na neutralnym terenie. Salvatore ma moje słowo, że na tym spotkaniu nie zrobię mu krzywdy. - Wampirzyca obróciła się w stronę okna. Miała już dość tego tematu.

***

Po pewnym czasie Księżna wyczuła za swoimi plecami obecność Johna.
- Maklavianie czekają Pani, chcesz ich przyjąć razem czy osobno?
- Poproś pana Nikiel by na chwilę opuścił Ruth i przyszedł tu sam.
- Wampirzyca nie obróciła się. Nie miała ochoty na tą rozmowę.
John kiwnął głową. Wpatrzona w nocną panoramę Manhattanu, Księżna słyszała jak Nikel wchodzi do jej gabinetu, jak zapach benzyny i tytoniu, tego niesamowitego tytoniu roznosi się po pomieszczeniu.
- Wspaniały widok nieprawdaż? - usłyszała komentarz wampira.
- To głównie dla niego nabyłam ten budynek. - Belle obróciła się na fotelu i spojrzała na Malkaviana z uśmiechem. - Ruth jednak cię nie rozjechała.?
Nikel zachichotał zakrywając usta dłonią.
- Ależ rozjechała! ale nie na śmierć. W Ruth vitae nabiera temperatury, niemal kipi, ale moja córeczka wie, że rodziny się nie wybiera… - w ustach wampira nagle znalazł się papieros, Malkavian chyba musiał mieć go już odpalnego w kieszeni! - Podnieść rękę na krewniaka to byłaby rzecz zaiste niepodobna, nieprawdaż?
- Gorsze rzeczy zdarzają się w naszym światku. -
Belle wskazała jeden z foteli. - Usiądź proszę. Jestem bardzo ciekawa jak poszukiwania motoru.
- Och to wspaniale! nieprawdaż?
- wampir wyszczerzył się dziko, wypuszczając przy tym kłęby dymu. Skłonił głowę i wpakował się na wskazany fotel zakładając przy tym but na kolano przeciwległej nogi. Nikel rozsiadł się wygodnie.
- Widziałem kilka niosących nadzieję maszyn na Bronksie, ładne… ale raczej nie są na sprzedaż. Może to i lepiej? - zaciągnął się przyglądając się władczce Manhattanu.
- Pani wybaczy, ale nie spodziewałem się, że interesuje się Księżna motoryzacją, to takie… nowatorskie, nieprawdaż?
- Och… nie interesuję się. -
Księżna oparła twarz na dłoniach. - Ale może Hellene się nią interesowała, bo odniosłam wrażenie, że rozmawialiście gdy byłeś tu po raz ostatni.
Nikel zrobił zdziwioną minę.
- hmm.. - zamyślił się zaciągając papierosem - Zamieniłem dwa słowa z jakąś lalką, powiedziała mi, że chciała. by się czasem wyrwać. Spytałem, czemu nie teraz, że mógłbym ją złapać na zewnątrz… - Nikel rozłożył ręce - oczywiście kiedy już wyszedłem, całkiem o niej zapomniałem, łajdak ze mnie, nieprawdaż? - znów się zaciągnął
- Owszem, przez to uderzyła o całkiem twardy bruk. - Na twarzy Belle nadal był uśmiech. - Jak wyobrażałeś sobie łapanie kogoś skaczącego z tej wysokości?
Wampir wyciągnął papierosa z ust i rozłożył szeroko ręce.
- Wcale! - wypalił - przecież to by było szaleństwo, nieprawdaż?
- Owszem. Tyle że… -
Bawiło ją to, ta rozmowa. Trochę przypominała dyskusje ze starym dobrym Georgem - ...szaleństwo jest domeną twojego a nie mojego klanu.
Na chwilę obróciła wzrok od wampira i zaczęła się bawić jakąś leżącą na stole kartką. Rozliczenia, przygotowane przez Johna do jej wglądu. Po jakimś czasie powróciła wzrokiem do maklaviana.
- Bardzo zaniepokoiło mnie, że Hellene dopuściła się takiego czynu po rozmowie z tobą.
Nikel chwycił się na moment za podbródek w pozie zamyślenia.
- Mnie też… - zaciągnął się - bo przecież, jeśli rzuciła się za mną to było by wspaniale! z drugiej strony… jeśli rzuciła się bo rozmowa ze mną była drętwa… - wampir złapał spojrzenie Księżnej - to by było straszne, nieprawdaż?
Wampirzyca nieprzerwanie się uśmiechała.
- Straszne by było jeśli rozmowa z tobą skłoniłaby ją do tego czynu. Szczególnie jeśli podczas tej rozmowy zostałyby użyte środki bardziej skuteczne niż zwykłe słowa. Toż wszyscy wiemy jaki dar mają maklavianie do mieszania w ludzkich umysłach. - Księżna sięgnęła do leżącej na stole papierośnicy i wydobyła jeden papieros. - Musiałabym to uznać za zamach na mój klan i pozbyć się osoby, która się go dopuściła. Czy zgadzasz się ze mną Nikel?
Wampir wyskoczył z fotela znacznie szybciej niż było to konieczne i znacznie szybciej niż dla śmiertelnika byłoby fizycznie możliwe. Trzymana w jego wyciągniętej ręce benzynowa zapalniczka była tak rozkręcona, że płomień jaki dawała był całkiem spory.
- Dary, dary… - westchnął i ruszył w stronę ogromnego okna. Wampir oparł się plecami o szybę całym ciężarem tak, że było słychać lekki zgrzyt szkła.
- Dajmy Ventrue jakiś kredyt, czy szanująca się arystokratka rzuciłaby się z okna dla starego wariata? - uniósł brew.
Belle podniosła się i powolnym krokiem ruszyła w jego stronę. Spokojnym krokiem ruszyła w stronę wampira. Czując jak bestia lekko się wierci widząc płomień zapalniczki.
- Arystokratka… Hellene nie była nikim takim.
Stanęła tuż przy nim i odpaliła papieros od jego zapalniczki. Po czym jednym ruchem zamknęła ją. Jasne smugi światła tańczące na twarzy Nikiela znikły. Pozostało tylko niewielkie światło w okolicy biurka i lśniący za nimi Manhattan.
Księżna zaciągnęła się tak, że żar papierosa na chwilę rozświetlił twarz wamipra.
- Użyłeś na niej demencji czy nie, Nikel? - Nadal uśmiechała się lekko, wpatrując w oczy mężczyzny. Była tak blisko, że ich ciała niemal się stykały.
Nikel fuknął, pozując niezadowolenie, powodując kolejny zgrzyt szyby za sobą.
- Czy ja wyglądam na kogoś kto straszy młode dziewczyny? - uniósł teatralnie brew, po czym wyszczerzył się i zaciągnął dymem.
- Oczywiście, że nie, to nie byłoby miłe ani uprzejme z mojej strony Pani, nieprawdaż? Zresztą… lala była wystraszona już bez niczyjej pomocy. - wzruszył ramionami, znów powodując trzeszczenie szkła.
Belle uśmiechnęła się.
- Cóż, to spytam jeszcze, czy nie widziałeś kogoś wchodzącego do jej pokoju. - Księżna cofnęła się i delikatnie chwyciła kurtkę wampira.
- Jakiś duch - machnął ręką.
- Uważałbym - Przesunęła palcem po materiale. - nie chcę sprzątać kolejnego wampira z mojego chodnika.
Nikel odwrócił się i spojrzał do góry ku nocnemu niebu.
- Proszę nie sprzątać droga Pani, w świetle księżyca to by była po prostu czarna plama…
Księżna przysunęła się i nachyliła się do ucha wampira.
- Ale rano byłoby to całkiem ciekawe widowisko - Odsunęła się odrobinę. - ... które mogłoby naruszyć maskaradę. Jaki duch?
Nikel skupił uwagę na dekolcie Księżnej po czym otrząsnął się nieco i potarł czoło.
- Jakiś facet, duch jak duch, chyba lala się jakoś nie cieszyła z jego widoku.
Belle powstrzymała uśmiech. Ten wariat sprawiał jej coraz więcej radości. Skrzyżowała ręce, eksponując tym samym swój biust.
- Czy byłbyś w stanie go opisać… Nikel?- Jego imię zabrzmialo w jej ustach niemal ciepło.
Wampir złapał spojrzenie.
- Lubi Pani historie o duchach? wyśmienicie! otóż ten jest młodym, wysokim mężczyzną o wyrazistych szlachetnych rysach ciemnych włosach i równie ciemnych oczach.
- Wyglądającym na trochę ponad 20 lat? Doskonale zbudowanym? -
Wampirzyca zaciągnęła się i podała papieros wampirowi.
Nikel wwiercał spojrzenie w Księżnę.
- Tak, wielgaśny. Doprawdy… duch młody duchem… - zachichotał w oparach dymu - zabawne, nieprawdaż?
- Owszem. -
Wampirzyca uśmiechnęła się odrobinę szerzej, przełamując swoją maskę. Przybliżyła się do Niekiela. - Troszkę, przypomina z opisu moje childe, które zabiła.
- Och… -
Nikel uniósł brew w wyreżyserowanym geście zmieszania i zdziwienia. - więc był to upiorny żart, nieprawdaż? - zachichotał demonicznie, Księżna uświadomiła sobie nagle, że Malkavian przypomina postać z przekartkowanego ostatnio przez nią z nudów komiksu.
Nikel postąpił kilka kroków i stanąwszy mniej więcej na środku pomieszczenia roztoczył dłonią w której trzymał papierosa zamaszysty łuk.
- Upiór na Manhattanie! historia o duchach, miłości i zdradzie rodem z Wenecji… nieprawdaż?
- Nie mam pojęcia czemu wymieniłeś zdradę. -
Wampirzyca pozostała przy oknie, wyraźnie odcinając się sylwetką od rozświetlonego neonami miasta. - Zawołaj proszę, Ruth. Jestem ciekawa wieści z Bronx.
Pet trzymany przez Nikla był już tak mały, że mężczyzna bez problemu chował go w ustach. Dymiąc z uszu i nosa wampir skłonił głowę i ruszył w stronę wyjścia. Kiedy Maklavian zniknął za drzwiami, Księżna usłyszała dźwięk uderzania otwartej dłoni o czyjś policzek, po chwili do pomieszczenia wparowała Ruth z twarzą wykrzywioną w irytacji, Malkavianka spojrzała na księżną i trochę się uspokoiła.
- Cokolwiek wymyślił nie mam z tym nic wspólnego! - powiedziała na powitanie.
- Twierdzi, że Hellene objawił się duch Dragosza, albo bardzo podobny do mego childe. - Wampirzyca podniosła wzrok na maklaviankę. - Wspominał też o motorach z Bronx. Czy byliście tam razem?
Wampirzyca zajęła miejsce za biurkiem.
- Niech wejdzie, wolałabym by nie pałętał się po moim domu.
Ruth zmierzyła wzrokiem Ojca, który najpierw wsadził głowę w uchylone drzwi, po czym wszedł spowrotem do pomieszczenia i usiadł na oddalonej od biurka kanapie.
- Owszem Księżno - Ruth wyprostowała się - zrobiliśmy małe rozpoznanie na dzielnicy… wolałam nie zostawiać go bez opieki - wyjaśniła zarzucając głowę w stronę kanapy - Stary wariat ma demencję… - powiedziała na usprawiedliwienie co w ustach Maklavianki wypowiadającej się o Malkavianie zabrzmiało co najmniej dwuznacznie. - powiem tak, młode Brujaszki i masa bezklanowych dzieciaków których krew jest tak rzadka, że nie zdziwiłabym się, gdyby spędzali dnie na plaży.
- To trzeba koniecznie sprawdzić! -
Nikel uniósł do góry dłoń po czym przyłożył papierosa do ust w przepraszającym geście, jak uczeń w szkole który odezwał się niepytany. Ruth pokręciła głową w irytacji.
- Te Brujaszki to chyba wszystko potomstwo Salvatora, będzie z osiem sztuk, ale oni się szybko spokrewniają, więc kiedy będziemy… jeśli będziemy tam następnym razem może już ich być więcej.
- Albo mniej -
znów wtrącił się Nikel.
- Albo mniej - niechętnie zgodziła się Ruth - selekcja naturalna całkiem tam spora, jak na nasze standardy.
- A na sabbackie pewnie całkiem mała -
rzucił Nikel, Ruth aż się odwróciła.
- A skąd ty to możesz wiedzieć? - wampir rozłożył ręce.
- Nie wiem, strzelam.
Wampirzyca przysłuchiwała się im z rozbawieniem, jednak nie pozwoliła by z jej twarzy zniknął lekki, raczej wskazujący na powagę uśmiech. Klauny. Maklavianie to klauny i raczej powinno się ich trzymać w cyrkach. Mimo to czuła niepokój, w związku z tym co powiedział Nikel. Dragosz… nadal czuła odrobinę tęsknoty do swego pierwszego childe.
- Widziałam się dziś z Anastazią. - Wampirzyca sięgnęła po papieros i pokazała ruchem głowy Nikielowi by się częstował. - Chcę zobaczyć się z Salvatorem.
Ruth uśmiechnęła się cynicznie.
- Mały bandzior przyzwyczaił się do bycia samcem Alfa w swojej rodzince, nawet Marianne jakoś ostatnio znosi. Nie cieszy się z bliskości tatusia…
- Nie on jeden… -
wtrącił z udawanym wyrzutem Nikel mijając córkę w drodze po zaofarowanego papierosa.
- Chcesz go rozwalić? - nie zwracając uwagi na ojca Ruth prosto z mostu spytała Księżną - będzie trochę jatka wiesz.
- Na razie miałam nadzieję, że przemówię mu do rozsądku. - Wampirzyca odpaliła papieros i podała ogień Niekielowi. - Dużo się ich tam namnożyło?
- To nie są przypadkowe spokrewnienia jakie robią sabatnicy kiedy potrzebują mięsa armatniego -
wyjaśniła Ruth - to raczej, jakbyś pozwoliła spokrewniać każdemu kiedy chce. Toteż można się spodziewać cykli większego lub mniejszego natężenia, gangi śmiertalnych i kainitów rywalizują między sobą toteż jedzenia im nie brakuje, a i śmiertelność młodych jest spora, przynajmniej na razie.
- Ah ten Salvatore… zawsze miał głowę do interesów. -
Wampirzyca uważnie przyglądała się maklaviance. - Ilu ich tam jest? Ile wampirów ma pod sobą Baron?
Ruth popatrzyła na Ojca po czym przeniosła wzrok na Księżną.
- Dziesiątki, dwadzieścia, trzydzieści.
- z Czego może czterech urodziło się w zeszłym stuleciu i mówiąc urodzili się, mam na myśli urodzenie się -
dodał Nikel w przerwach między wdechami i wydechami dymu, Nikel potrafił odwracać spojrzenie w ogromną prędkością, ale i tak Księżna czuła ciekawski wzrok wariata, na swoim kobiecym ciele.
- Młodzież… ale znając Salvatore bardzo temperamentna młodzież. - Wampirzyca zdawała się nie zwracać uwagi na starszego Maklaviana, cały czas uważnie obserwowała Ruth. - Co sądzisz o tej sytuacji?
- Czuję, że zaraz coś wybuchnie, jak nie tam, to tu albo poza wyspą. -
wyznała Malkavianka odgarniając włosy z twarzy.
- Cóż… mamy wojnę i chyba nas to nie ominie. - Wampirzyca mówiąc o nas miała na myśli wampiry… ale w sumei nie interesowało ją czy Ruth to zrozumie. Na chwile zamyśłiła się, jednak inaczej niż zazwyczaj zamiast przenieść wzrok na jeden obrazów skupiła go na jej sire.
- Chcę się spotkać z Salvatorem, - zerknęła na maklaviankę - będę chciała mieć cię przy sobie. Po tym spotkaniu ocenię co dalej. - powróciła wzrokiem do kręcącego się wampira. - Mam nadzieję, że Sabat sam zajmie się problemem nowej frakcji.
Nikel uśmiechnął się sam do siebie i ściągnął skórzaną rękawiczkę z palców po czym wsadził dłoń do popielnicy.
- Ktoś się na pewno już zajmuje - powiedział pokazując przed sobą osmoloną czarną skórę. Ruth uśmiechnęła się krzywo.
- Nie ważne iloma neonatami otoczy się Salvatore, jego ostatni “klub” nie przewiduje opcji wypisania się.
- Wierzę, że masz na niego oko. Będę cię informować, gdy tylko Anastazia coś zorganizuje.

Obróciła się na fotelu, odwracając się od Nikla. - Chciałabym zorganizować spotkanie Rady. Poproszę moje ghule by przekazały tę informację, ale chciałabym byś też już rozpuściła wici. Dużo się dzieje, a nie chciałabym by starsi czuli się niedoinformowani. - Uśmiechnęła się do Ruth i wygasiła papieros w popielnicy. Nagle w jej głowie pojawiła się dziwna myśl.
~Może powinna przestać palić?~
Ruth zasalutowała sprężyście.
- Jasne, proszę Pani - odwróciła się i zamaszyście zarzuciła na szyję szal. - tato, wychodzimy - rzuciła do Ojca nie spoglądając nawet w jego stronę, Nikel co prawda kiwał głową, ale w istocie odpalał papierosa więc trudno było stwierdzić jednoznacznie jak zareagował. Tak czy inaczej, ruszył za córką.
Księżna z uśmiechem zerkała to na jedno to na drugie. Klauny czy dzieci? A jednak obawiała się ich. Bardzo.
- Nikel. W każdej chwili jesteś tu mile widziany. - W jej głosie dało się usłyszeć lekkie rozbawienie.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 31-01-2017, 14:13   #8
 
Aiko's Avatar
 
Wampir uniósł brew.
- Księżno, w takim razie nie omieszkam wpaść tu niebawem i coś ukraść. - powiedział niesłychanie poważnym tonem.
- Wiesz jak niegdyś karano kradzież? - Belle nadal się uśmiechała.
- Wiem! Ale ten okropnie brzydki Nosferat spokrewnił mnie zanim przeprowadzili kata! - Nikel pomachał z radością obydwiema dłońmi i w jednej z nich Księżna dostrzegła pierścionek który powinien znajdować się na jej palcu, Wampir uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Niestety wiem, że ta kara jest mało skuteczna w naszym przypadku… - Księżna wysunęła przed siebie dłoń oczekując, że wampir odda to co zabrał. - Myślę jednak, że nie lubię zabierania moich rzeczy na tyle… że mogę za to zamiast ręki odciąć komuś głowę. - Uśmiechnęła się szerzej, pokazując kły.

Nikel przygryzł wargę.
- Ojej, ale przecież jeszcze nie wyszedłem! - uśmiechnął się - Kradzież się nie liczy, nieprawdaż? - podszedł i delikatnie włożył pierścień spowrotem na palec Księżnej.
- Może mam do tego dziwne podejście… - Wampirzyca chwyciła jego dłoń. - .. ale według mnie się liczy. - Ale dopiero ci o tym mówię więc kary nie będzie. - Puściła rękę wampira.

- Jestem przewrażliwiona na punkcie swojej własności… jak każdy Venture. - odchyliła się na fotelu. Była rozbawiona. Ten wariat zaskakiwał ją, ale w dziwnie pozytywny sposób. - Ma to jednak swoje plusy. - Nie krępując się przesunęła dłonią po swoich piersiach, tak jak robiła to gdy była dziwką.

Uważnie przyglądała się maklavianowi. Nie ufała im. W swym szaleństwie zdawać się mogli niepozorni, ale zbyt dobrze wiedziała jakie cuda potrafił wyczyniać George. Tak… stanowczo wolała mieć maklavian po swojej stronie, bo choć nie chciała tego przyznać, w ich szaleństwie kryła się metoda.
- Mogę być przewrażliwiona na twoim punkcie, jeśli będziesz moją własnością. - Mrugnęła do niego.

Nikel nie krył się ze swoją obserwacją ciała Księżnej. Rozejrzał się po pomieszczeniu dopiero po jakimś czasie.
- Na własność? - uśmiechnął się - A do czego Księżna by chciała mnie używać? Ostrzegam, jestem świetny w sprzątaniu! - uniósł brew.
- Mam tu armię sprzątaczek, które może nie dorównują twoim umiejętnościom, ale bardzo się starają. Jak myślisz, do czego mógłbyś mi się przydać? - Wampirzyca uniosła brew, odrobinę go naśladując.
Księżna poczuła jedynie muśnięcie swojej skóry na rękach i chwilę później Nikel wymachiwał już w obu dłoniach jej biżuterią, przy czym w prawej ręce jeszcze oprócz tego trzymał papierosa.
- Cóż, umiem dobrze kraść - położył przedmioty do tyłu na znajdujący się tam blat biurka - ale czasem dobrze się pozbyć jakiś drobiazgów, żeby mieć więcej… luzu, nieprawdaż?

Wampirzyca sięgnęła do jego ręki i przyciągnęła go do siebie.
- Księżna nie może pozwolić sobie na coś takiego jak “luz” - Uśmiechnęła się wymawiając to dziwne słowo. - Ale, myślę że znajdę zastosowanie dla tych twoich sprawnych paluszków.
- Doprawdy? ale chyba nie chodzi o “biżuterię”? Jestem pewien, że śliczna Ventrue ma lepsze naszyjniki niż te wykonane z czyiś palców, to by bardziej pasowało do jakiejś włoszki Giovanni, chociaż oczywiście… - nagle Księżna poczuła opuszki wampira na swoich obojczykach - wciąż dobrze leżą w tym miejscu, bez potrzeby oddzielania ich od reszty mnie.
- Nie planowałam by wykonać z nich naszyjnik, ale… - Belle uśmiechnęła się. - Myślisz, że Ruth pozwoli ci tu dziś zostać?
- Myślę że nie, więc zostaję! - wyszczerzył się wampir.
- Jestem bardzo ciekawa, co zechcesz ukraść z mojej sypialni.

Nikel wypuścił dym nisko pod swoje i wampirzycy nogi i spojrzał dziko.
- Ciebie oczywiście - stwierdził tonem, jakby potwierdzał kulistość Ziemi.
- Cóż… - wampirzyca podniosła się z fotela i stanęła na wprost maklaviana, stykając się z nim ciałem. - … mam pewne wątpliwości czy uda ci się mnie wynieść.

Nikel wsadził papierosa w usta i zrobił cwaną minę.
- Założymy się?
- Obawiam się, że może mnie nie być stać na stawkę, którą zaproponujesz. - Księżna wyjęła papieros z jego ust i wsunęła go w swoje. Będzie rzucała palenie kiedy indziej.
- Jeśli wygram, przejedziemy się po mieście - uniósł brew i wyciągnął przed siebie ręce w zapraszającym geście.
- Lubisz jak na ciebie polują? - Księżna chwyciła jego dłoń. Odruchowo wyostrzyła już zmysły. Ta dziwna niepewność… trochę przypominało jej to, szaleństwo które oferował jej Dragosz. - Bo jeśli pojawisz się gdzieś, ze mną… zaczną.

Drugą rękę oparła na ramieniu wampira. Była jednak co najmniej jedna różnica między Niklem a jej Childe… ten tutaj, był wariatem.
- Zdecydowanie wolę polować. - powiedział i w tym samym momencie Księżna była już na rękach szaleńca. Nikel nie wyglądał na siłacza, ale oczywiście jako wampir nie musiał wyglądać.
- Ciii… - wyszeptał konspiracyjnie i trzymając delikatnie wampirzycę na rękach pomknął w stronę drzwi.

Znaleźli się na korytarzu, ciągle stała tam Ruth, John starał się prowadzić z Maklavianką jakąś niezobowiązującą rozmowę, jednak na Nikla trzymającego na rękach Księżnę Manhattanu nikt nie zwrócił uwagi, tak jakby ich tam wcale nie było.

Wampirzyca nie odezwała się. W sumie była ciekawa jak John zareaguje gdy tak zniknie. Patrzyła z zainteresowaniem na swego ghula. Po chwili przysunęła się do ucha wampira.
- I tak planujesz wyjść z budynku?


Odpowiedzią Nikla był czyn, wampir po prostu przemykał przez korytarze, wśliznął się do windy za jakąś pokojówką, para wampirów jechała z nieświadomą dziewczyną dwa piętra, kiedy wysiadła, Nikel wcisnął przycisk parteru. Gdy byli już w windzie sami odezwał się.
- Frontem chyba byłoby najbardziej właściwie, nieprawdaż?
- O ile kradzież księżnej jest już spektakularna to tak… to mogłoby dodać temu splendoru. - Wtuliła się w wampira. - Co zrobisz gdy zacznę hałasować?

Mina Nikla wyraziła chyba prawdziwe zaskoczenie, mężczyzna przygryzł wargę.
- Zacznę biec. - wyszczerzył się, kiedy otworzyły się drzwi na parter. do obrotowych drzwi stanowiących wyjście z budynku dzieliło ich kilkadziesiąt metrów korytarza oraz kilkunastu uzbrojonych ochroniarzy, z czego przynajmniej trzech było ghulami.


Wampirzyca uśmiechnęła się do Nikla. Nachyliła się do jego ucha.
- Jesteś pewny, że chcesz biec? Czy znajdziesz inny sposób bym nie hałasowała?

Nikel nic nie powiedział, gdyż jego usta przykleiły się do warg Księżnej, w tym samym czasie wariat przechodził na palcach między ochroniarzami, zatrzymał się na moment przy popielnicy by strzepać popiół z wciąż palącego się papierosa.
Niemal się udało.
Niemal.

Z ruchomych drzwi do budynku właśnie wchodziła Doris. Azjatka zrobiła zdziwioną minę po czym w jej dłoni momentalnie znalazł się pistolet.
- Stać! - wrzasnęła naprawdę przyzwoicie donośnym głosem. W jednej chwili wszystkie oczy i wszystkie lufy skierowały się w stronę Nikla.
Belle oderwała swoje usta od jego warg i uśmiechnęła się.
- Było blisko. - Dała znak ruchem dłoni Doris, by ta opuściła broń. - A co jeśli ja wygrałam?

Doris natychmiast schowała broń i skłoniła usłużnie głowę przed swoją Matką, następnie omiotła nieznoszącym sprzeciwu spojrzeniem ochroniarzy którzy opuścili lufy jednak pozostawali teraz w pogotowiu, wciąż oszołomieni całą sytuacją. Nikel był niepocieszony.
- Cóż… zawsze mogę dać się zamknąć… w sypialni. - uniósł brew.
- Cóż… - Belle chwyciła jego twarz w swoją dłoń i spojrzała mu prosto w oczy. - … coś czuję, że i tak długo tam nie posiedzisz, ale może na tą noc mi wystarczy.

Nikel zaciągnął się papierosem i wyprostował się.
- Moja Księżno - zaczął bardzo formalnym tonem - stanowczo odmawiam jakiegokolwiek “siedzenia”...

Nie wytrzymała. Belle wybuchła szczerym, głośnym śmiechem.
- Co wobec tego proponujesz?
Nikel zasłonił sobie jedno oko.
- To co każdy pirat robi w sypialni pięknej Księżniczki oczywiście, rabować i gwałcić - powiedział ze scenicznym akcentem.
- Moja sypialnia jest na ósmym piętrze. - Wampirzyca wskazała na windę, z której niedawno wyszli, po czym zerknęła na Doris.

- Dobra robota. - Uśmiechnęła się do swego childe.
Azjatka potulnie skłoniła się raz jeszcze.
- Dziękuję Pani Matko, zadbam by w sąsiedztwie sypialni znajdował się odpowiedni “poczęstunek”

Belle spojrzała na trzymającego ją wampira.
- To jak Nikel? Puścisz mnie, czy chcesz mnie teraz zanieść do sypialni?
- Ale tylko na chwilę… - obiecał wampir opuszczając stopy Księżnej na podłogę w taki sposób, że jego dłoń przejechała po ciele kobiety od zgięcia w kolanie, poprzez udo i kończąc między pośladkami. Dopiero kiedy wampirzyca stanęła na dywanie, palce Nikla powędrowały trzy cale wyżej i bardziej przyzwoicie oparły się o lędźwie kainitki.

Księżna pozostawiła jedną rękę na jego ramieniu, drugą dała znak Doris by ta podeszła. Gdy jej childe znalazło się tuż obok szepnęła cicho.
- Jutro północy chcę mieć tu Radę, niech John się tym zajmie. - Uśmiechnęła się do wampirzycy. - Uprzedź też Ruth, że zatrzymuję sobie, na tę noc, jej ojca.

Spojrzała na Nikiela.
- Chodźmy stąd zanim pojawi się tu twoja córeczka, dobrze?

Nikel rozejrzał się konspiracyjnie.
- Jeśli jeszcze jej tu nie ma - wampir przeczesał dłonią głowę - z córkami nigdy nie wiadomo. - uśmiechnął się i puścił Księżną przodem.

Belle była nawet ciekawa czy Ruth posiada umiejętności do znikania. Spokojnym krokiem ruszyła w stronę windy. Prawdą było, że jeśli zażyczy sobie by Nikiel tu został, Ruth prawdopodobnie tylko przytaknie, ewentualnie pomarudzi chwilę. Wampirzyca zajęła miejsce w windzie i gdy maklavian do niej dołączył, wcisnęła właściwy przycisk.
- Prawdziwa córeczka tatusia. - Uśmiechnęła się lekko. Jej sypialnia znajdowała się dwa piętra wyżej niż gabinet. Ciekawe czy miną się z Johnem i Ruth.

Wampir wszedł za Księżną i kiedy winda ruszyła ku górze również ustawił się za kobietą. Kiedy drzwi tylko się zamknęły, wampirzyca poczuła odsłonięte kły na swoim ramieniu i dłoń na jej podbrzuszu, która dociskając jej ciało sprawiała iż Belle mogła na skórze własnych pośladków poczuć jak dużo ciepłej vitae zebrało się teraz pod pępkiem Maklaviana.
- Chciałabym zauważyć, że moja vitae też jest moją własnością, Nikel. - Wyostrzyła zmysły gotowa z każdej chwili zareagować na dziwne zachowanie wampira, ale nie odsunęła się od niego.
- Możemy się wymienić? - zapytał niewinnie sunąc kłem po szyi kobiety ale kończąc jedynie pocałunkiem.
- Księżna nie powinna pić krwi innego wampira. - Belle uśmiechnęła się, na wspomnienie tych szalonych nocy z Dragoszem. To stare czasy… bardzo stare czasy. - Nie obawiasz się, że mógłbyś się do mnie przywiązać?

Nikel westchnął i już miał zamiar coś powiedzieć, wędrując w tym samym czasie dłońmi pod sukienkę Księżnej gdy drzwi do windy niespodziewanie tworzyły się na korytarz prowadzący do sypialni. Korytarz, w którym stał wyjątkowo przejęty John oraz trzymająca w górze dwa pistolety Ruth.
- Tam! - wrzasnęła Malkavianka i wycelowała oba gnaty w Ojca… kryjącego się za plecami Belle.
- Wyłaź żebym strzelając ci w łeb nie rozwaliła Księżnej!
- To miłe z twojej strony moja droga. - Księżna zerknęła za siebie, na kryjącego się za nią wariata. Po krótkiej chwili wróciła wzrokiem do swojego szeryfa.

- Nikel pokazywał mi swoje umiejętności, trochę na moją prośbę. - Uśmiechnęła się do wampirzycy. - Czy mogłabym go sobie wypożyczyć?

Ruth zgięła ramiona do góry unosząc pistolety do pionowej pozycji i odwróciła spojrzenie na zaniepokojonego Johna.
- Macie tu kołek? On strasznie rano wstaje… - po czym schowała broń za pas i rozłożyła ręce.
- Do jutra. - zgodziła się.
- Do jutra Ruth. - Księżna opuściła windę, przepuszczając wampirzycę. Stanęła tuż obok Johna i pomachała maklaviance.
Nikel również pomachał córce naśladując gest Księżnej.

John położył dłoń na piersi.
- Pani… to było… zaskakujące - wyznał, po czym wyprostował się - rozumiem, że nie życzy sobie Pani by ktokolwiek jej teraz przeszkadzał. - skłonił głowę.
- Dziękuję John, nie mogłabym tego sformułować lepiej. - Zerknęła na swojego ghula. - Bądź w pobliżu, dobrze? Zajmij się też organizacją jutrzejszej Rady.
John kiwnął i usunął się w cień, sypialnie Księżnej stała przed wampirami otworem


Belle zaprowadziła Nikiela do swojej sypialni i gdy tylko znaleźli się w środku, podeszła do niego i zsunęła mu z ramion kurtkę. Ciężkie odzienie uderzyło o marmurową posadzkę.
- Twoja córka ma o tobie wspaniałe mniemanie. - Uśmiechnęła się. - Jeśli też cię to ciekawi… tak, mamy tutaj jakiś kołek.
- Ale ja już mam kołek! - protestował Nikel - Chociaż najlepiej działa na serca kobiece…

Księżna spojrzała na niego rozbawiona. Jakby obcowała z dzieckiem.
- Naprawdę? - wsunęła dłonie pod podkoszulek, który miał na sobie. - Gdzie żeś go ukrył?
Nawet bez oglądania torsu mężczyzny, wampirzyca czuła pod palcami liczne nieregularne blizny na jego twardym torsie. Nikel wyszczerzył kły wyszczerzył kły w uśmiechu.
- To może się trochę się pobawimy w ciepło zimno? - zaproponował. - Na razie, jest dość chłodno, więc ja zabieram ci fant - to powiedziawszy rozpiął na plecach sukienkę Belle pozwalając jej zsunąć się na dół.

Księżna pozostała naga, nie licząc biżuterii, której Nikel nie zdążył zabrać w gabinecie.
- Jaki fant teraz, zabierzesz, gdy się pomylę?
- Teraz będzie psikus… - powiedział wampir oglądając łakomie kobietę.

Wampirzyca wsunęła dłoń w spodnie wampira.
- Mmm… ciepło - Nikel uśmiechnął się i przybliżył twarz do ust wampirzycy, bardzo powoli pocałował wampirzycę, jego język wydawał się niemal wilgotny, choć nie pozostawiał krwawego posmaku.

Belle oddała pocałunek jednocześnie rozpinając jego pasek i zsuwając spodnie. Nawet przeszło jej przez myśl by się pomylić. Była ciekawa jaki psikus mógłby jej zafundować ten wariat. Wsunęła dłonie w jego bieliznę, opierając je na pośladkach wampira.

Jedna dłoń Nikla leżała już na piersi kobiety a druga ugniatała jej pośladek.
- Całkiem gorąco - wymlaskał wampir w przerwie przerwie między obsypywaniem szyi Księżnej pocałunkami.
Wampirzyca zsunęła z niego bieliznę i docisnęła swoje biodra do jego nabrzmiałej męskości. Wyszczerzyła się pokazując kły.
- Znalazłam?

Wampir odchylił głowę by przyjrzeć się z pasją ekspresji Księżnej i przejechał językiem po jej obnażonych kłach.
- Jeśli nie jesteś pewna, trzeba najwyraźniej sprawdzić empirycznie, nieprawdaż?
- Słyszałam, że wampiry nie są w stanie się same zakołkować.
Nikel zachichotał.
- W takim razie Księżno, pozwól że uczynię honory… - objął kobietę w pasie i podrzucając do góry skoczył w stronę łoża. Kiedy para kainitów wylądowała na materacu, wampir wślizgnął się między uda kobiety i zawisł nad nią, podpierając się na dość szeroko rozłożonych, zaciśniętych w pięści dłoniach. Nie dając nawet najmniejszego ostrzeżenia, czy to mową ciała, wyrazem twarzy czy słowem, wbił się w ciało kobiety z maksymalną brutalnością drapieżnika.

Chociaż wcale nie wbił się zębami.
Wampirzyca oparła ręce na jego ramionach. Zdała sobie sprawę, że miała na to ochotę, od kiedy przyłapała swoje childe z ochroniarzem.
- Rzeczywiście masz tam co nieco. - Objęła wampira nogami. - Jednak nie wiem, czy uda ci się sięgnąć do mojego serca.

Nikel nie spoglądał na leżącą pod sobą Belle w żaden sposób, który mógłby sugerować jakieś sadystyczne skłonności, jego oczy wyrażały pożądanie, usta uśmiechały się. W tym samym czasie jego biodra uderzały w kainitkę w sposób, który nie był nawet nastawiony na zadawanie bólu, ale co najmniej mierzony na pozostawienie trwałego kalectwa. Żywa kobieta przeżywała by teraz horror.
- Trzeba to koniecznie sprawdzić, nieprawdaż? - wampir znów obnażył kły podstawił pod nie swój nadgarstek. rozgryzł go tak głęboko, że w pierwszej chwili wyglądało jakby autentycznie starał się odgryźć sobie całą dłoń. Nikel uniósł sączącą się vitae rękę nad własną głowę - machał głową w deszczu własnej krwi, w czasie gdy brutalnie poruszał się w ciele Księżnej, przyciskany dodatkowo jej nogami.

Belle zadrżała czując zapach krwi. Oblizała się patrząc na skąpanego w vitae wampira, jednak nie wykonała najmniejszego gestu. Chwilę obserwowała spływające po jego ciele ciężkie czerwone krople po czym sięgnęła po jego rękę i przysunęła ją do swoich ust. Zalizała rany, starając się nie pić.
- Nie chcesz mi tu chyba wywołać bestii, Nikel? - Oblizała się ze smakiem.

Wampir zacisnął dłonie na piersiach kobiety, napinając je i rozsmarowując na nich własną krew.
- No nie wiem, miały być jakieś przekąski? Zaczynam się robić głodny a jak jestem głodny… - zatrzymał się na moment przysuwając twarz do ust Księżnej i oblizując je, z jednej strony zbierając z nich nieco własnej vitae, z drugiej pozwalając by więcej spłynęło kobiecie na oczy - kiedy jestem głodny robię się trochę szalony… - znów zaatakował ciało Belle swoimi pchnięciami.

Księżna westchnęła. Była ciekawa co zrobi Ruth gdy się dowie… gorzej była ciekawa czy Nikel się powstrzyma. Sięgnęła kłami do swego nadgarstka i rozcięła go. Podsunęła go pod usta wampira.
- Jak narazie to ja wychodzę na szaloną. - Uśmiechnęła się. Była ciekawa czy wampir rozpozna, że dopuściła się diabolerii. - Pij.

Nikel znów się zatrzymał, chwycił podaną dłoń, zaczął ją wąchać wsadzając twarz w ranę. Vitae księżnej skapywało po nocie Maklaviana, ten wciągnął ją więc do środka, po czym dostał chwilowej czkawki.
Zachichotał, ale schował ranę na nadgarstku wampirzycy w pierścieniu własnych palców. Ścisnął zraniony nadgarstek mocno, boleśnie, tak, że krew z niezaleczonej rany przesiąkała między jego kostkami. Mężczyzna ścisnął również drugi nadgarstek kobiety i rozłożył jej ramiona szeroko na prześcieradle.
- Nie wiem nic na temat wychodzenia moja Pani, na razie szaleństwo tylko w ciebie wchodzi - wbił się sobą w jej ciało na poparcie tych słów.
- Ale oczywiście nigdy nie odmawiam drinka… - Nikel obnażył kły i wgryzł się głęboko w odsłoniętą szyję Księżnej, drapieżnie przytrzymując jej ręce.

Wampirzyca przypomniała sobie przyjemność jaką sprawiało bycie pitym. Zamruczała i poruszyła się pod wampirem. Jednak pozostawała skupiona, patrząc czy wampir się powstrzyma. Nie zastanawiała się nad tym, czy będzie w stanie go powstrzymać....

Przymknęła oczy i delektowała się tym jak Nikel wchodzi w nią na dwojaki sposób. Była blisko… tak blisko jak tylko wampir mógł być. Uśmiechnęła się i odczekała aż wypije swoją porcję i uchyliła powieki.
- Dość. - Jej głos był spokojny. Na razie nie wydała rozkazu.

Nikel przytrzymywał ramiona wampirzycy ale nie przez cały czas, jedynie tak jakoś przez połowę czasu w którym ssał Księżnę. Później, jego dłonie podsunęły się pod jej plecy, Nikel usiadł i uniósł do kóry również plecy Belle, która bezwolnie oddając się ekstazie przypominała nieco żywą kobietę, zaatakowaną przez nocnego drapieżnika, tak przynajmniej mogłoby to wyglądać z boku, przez postronnego obserwatora. Nikel nie ściskał wampirzycy jakoś zachłannie, czy brutalnie, robił to tak, jak uczyniłby niemal każdy kainita w czasie pożywiania się, trzymał ją miękko. A kiedy Księżna dała znak by przestał, zanim Malkavian zalizał jej ranę, wziął jeszcze jeden, bardzo długi łyk, by upewnić się, że Ventrue będzie głodna.
Belle roześmiała się.

- Umiesz pobudzić u kobiety apetyt mój wariacie. - Wampirzyca czuła, że z apetytem obserwuje skąpane w vitae ciało Nikla. Z drugiej strony miała świadomość, że za drzwiami czeka na nią z pewnością jakiś posiłek. Zalizała swój nadgarstek i położyła ręce na ramionach wampira. - Jaki był twój plan, Nikel?

Nikel przewrócił się na bok i podparł głowę na zgiętej ręce, w drugiej dłoni już pojawił się papieros. gdzieś tam znalazł też zapałkę (w dłoniach Maklaviana takie małe przedmioty chyba po prostu mieszkały) i odpalił ją od brzegu łoża.
- Zabawić się, najeść, nauczyć czegoś nowego. - zaciągnął się po czym podał papieros wampirzycy.

Księżna sięgnęła po papieros i zaciągnęła się. Po chwili wypuściła z ust kształtne kółka, obejmując nimi twarz wampira.
- Czego planowałeś się tu nauczyć?
- Czegoś nowego! - uśmiechnął się, po czym przeciągnął i poklepał po płaskim brzuchu. Nikel był szczupły, choć nie chudy, bardzo blady i słabo owłosiony, no i miał masę blizn. - zobaczymy za jakiś czas co tam w twoich żyłach pływa - powiedział podpełzając do pleców Księżnej i zaczynając je całować.
- Zło, zdrady, sporo smutku. - Belle leżała na brzuchu, pozwalając się dotykać wampirowi. - Jestem ciekawa co z tego wyciągniesz. Chciałbyś mi jakoś wynagrodzić to, że zostałam wykorzystana, spita i okradziona z tych jakże cennych cech?
- Nie - odpowiedział tak gładko, że to musiała być prawda - ale mogę zrobić ci masaż - dodał, kładąc obie dłonie na plecach kainitki, faktycznie, zaczął ją masować.
- Hm… może i mogłoby wystarczyć, ale i tak poproszę. - Wampirzyca wsunęła papieros w kącik ust i ułożyła się wygodnie. - Opowiedz mi o sobie.
- Jestem przystojny, pewny siebie, moją jedyną słabością są kobiety, jestem Nosferatu ale nikt mi nie chce uwierzyć, no i świetnie gram w karty. - powiedział ugniatając ramiona Księżnej powoli zjeżdżając w dół.
- Yhym… - Wampirzyca uśmiechnęła się. - Blizny to po przemianie w nosferatu, czy miałeś je wcześniej?
- Blizny to przez kobietę, ona nie była Nosferatu, była… taka jaka chciała być, chciałem się tego nauczyć ale to było za trudne… cóż, ale próbowałem! - mężczyzna masował teraz Belle na wysokości gdzie żywi ludzie mają nerki.

- John.
Ghul wsunął głowę do sypialni. Wampirzyca nawet nie obróciła się w jego stronę. Nie czuła takiej potrzeby, a i nie chciała wyciągać z ust papierosa.
- Przynieś nam po kielichu czegoś dobrego.

Mężczyzna wycofał się, a ona dalej cieszyła się masażem. Nie to by jej ciało tego potrzebowało, ale dotyk zawsze był przyjemny. Wypaliła papieros i wygasiła go w popielnicy stojącej na stoliku nocnym.
- To dziwne mieć słabość do płci, której przedstawicielka pozostawia na ciele takie ślady. - kontynuowała jakby w ogóle nie przerwała tej rozmowy.
- Tak, szalone, nieprawdaż? - zaśmiał się i Belle zrozumiała, że Nikel znów miał w ustach papierosa. Dłonie wampira krążyły teraz po pośladkach kobiety, w międzyczasie John przyniósł szkło wypełnione krwią.
- Dziękuję. - Księżna uniosła się na łokciach i sięgnęła po swój kielich. Powoli sączyła jego zawartość, czując jak odrobinę przytępia to jej głód.
- To dlatego zakopałeś Ruth po szyję? - Zerknęła przez ramię na siedzącego na niej wampira.
- Wiesz, dzieci potrafią być takie ruchliwe, musiałem improwizować - powiedział z wielkim przekonaniem. Księżna poczuła nagle jak w dołek na jej lędźwiach wlewa się nieco cieczy z naczynia trzymanego przez Maklaviana, chwilę później, miękkie usta wampira łapczywie siorbnęły krew z jej skóry.
- Cóż, ja nie jestem zbyt dobrą matką, więc nie będę krytykować twoich metod.

Księżna dopiła swoja porcję vitae i ułożyła się wygodnie, pozwalając wampirowi na bawienie się jej ciałem.
- Legendy głoszą, że łatwiej jest się napić z kielicha.
- Może i łatwiej ale czy przyjemniej? - powiedział Nikel kiedy wylizał już do sucha plecy Księżnej, wtedy Belle poczuła, jak mokre od krwi palce wampira wsuwają się między jej uda.

Wampirzyca rozsunęła lekko nogi.
- A już się obawiałam, że nie będziesz w stanie zająć mego czasu do świtu. - W jej głosie znów pojawiło się rozbawienie.

Nikel zachichotał a jego dłoń wsunęła się głębiej by pieścić i nawilżać ciało kobiety, w tym samym czasie, wampir pochylił twarz do przodu i położył ją na uchem Belle. Wampir podsunął jej pod usta resztę swojego drinka.
- Nie smakuje ci? - Wampirzyca powstrzymała się by nie oblizać się ze smakiem od samego zapachu krwi. Naparła pośladkami na dłoń wampira. - Czy też zaczynasz się obawiać, że mogę cię zaatakować tuż po przebudzeniu?

Nikel powoli unosił naczynie, blisko przed oczami Księżnej, przechylając je jednocześnie, w końcu zaczął rozlewać jego zawartość na jej czole a potem na włosy, gdy naczynie było puste, rzucił nim bezceremonialnie w bok i zaczął wcierać ręką krew we włosy kobiety. Jego druga dłoń coraz dogłębniej pieściła od tyłu wnętrze wampirzycy.
- Jeśli masz ochotę na odrobinę szaleństwa, kilka dobrych litrów jest na wyciągnięcie twoich kłów - zapewnił.
- Myślę, że przez jakiś czas Manhattan powinien odpocząć od szalonych księżnych. - Mrugnęła do niego. - Ale dziękuję, wiem jak cenna jest krew Nosferatu.

Nikel wsadził teraz nos w nasączone krwią włosy Księżnej, delektował się ich zapachem.
- Mmm… - powoli przesuwał twarz wzdłuż wyprężonego karku wampirzycy by zrównać ją z poziomem swojej wciąż operującej dłoni. - Powiedziane ustami Ventrue, to dopiero komplement! - ucieszył się wampir przewracając się na plecy i wsuwając głowę między nogi Belle, chwilę później, palce zastąpił język.

Wampirzyca uniosła się ostrożnie, starając się mu nie przerwać. Klęknęła nad nim w rozkroku, pozwalając by pieścił ją swoim językiem. Czuła jak po jej plecach spływają powoli stróżki, wtartej we włosy krwi. Jak na chwilę zatrzymują się na pośladkach by w końcu spłynąć rowkiem i skapnąć na ciało leżącego pod nią wampira. Ze smakiem wsunęła do ust jeden kosmyk i zaczęła go ssać, uważnie przyglądając się Niklowi.
Malkavian wywijał językiem jak kandydaci na urząd burmistrza, jednak przynajmniej w wypadku wampira, nie skutkowało to nudą. Kiedy z ciała Belle spłynęła strużka krwi, Nikiel pochwycił ją przesuwając twarzą do miejsca gdzie formowała się kropla i pożarł ją, po tym wrócił do swojego “zajęcia”. Korzystając z tego że kobieta unosi się nieznacznie, wampir położył dłonie na jej udach by pomóc swoim ustom znaleźć się głębiej.

Belle widząc z jakim łakomstwem sięgnął po kroplę krwi, wzięła swoje włosy i przełożyła je na przód. Ścisnęła je oburącz wykręcając z nich większość szkarłatnego płynu. Z zainteresowaniem obserwowała Maklaviana gdy między jej piersiami uformowała się nowa czerwona strużka i powoli ruszyła w stronę jego twarzy.
Oczy wampira rozbłysły Księżna widziała jak śledzą zbliżające się w ich stronę stróżki czerwonej cieczy. Belle poderwało do góry. Zasłony na ogromnych oknach zakołysały się, kiedy wykorzystując nadnaturalną prędkość Maklavian sprawił, że teraz siedziała ona na jego biodrach twarzą przy jego twarzy. Wampir przygarną kobietę do siebie zaczął całować i lizać jej ociekającą krwią twarz.
Wampirzyca oddała pocałunek wtulając się w Nikla. Powoli zaczęła się poruszać, wbijać go w siebie. Jej ręce błądziły po jego głowie, szyi, ramionach… by w końcu pozostawić na tych ostatnich krwawe ślady od paznokci. Nie przerywajac pocałunku Belle zerkała na sączącą się z ran Vitae.
Nikel wyszczerzył kły, a może po prostu się uśmiechał? Strzelił dłonią kilka razy w pośladki wampirzycy, nie pozostał kobiecie dłużny i jego uderzenia też zostawiły krwawe szramy.
Belle przerwała pocałunek i zaczęła zalizywać rany na jego ramionach, cały czas poruszając swoimi biodrami.

Wampir prężył się z przyjemności, a kiedy jego ramiona były już zagojone, brutalnie szarpnął włosy kobiety do tyłu, przytrzymał tak jej głowę przez moment, znów, jego twarz nie wyrażała cienia władczości, po prostu radość, przyjemność, puścił jej włosy tak nagle jak je złapał i zacisnął dłoń wokół prawej piersi Belle, bawił się nią przez moment po czym schował brodawkę między swoje wargi i spojrzał do góry w oczy wampirzycy. Wtedy jego kły przebiły ciało a usta zaczęły ssać.
Księżna jęknęła z rozkoszy i chwyciła twarz wampira w obie ręce. To było tak potwornie przyjemne, a z drugiej strony zbyt dobrze wiedziała, że jest głodna. Coraz głodniejsza.
Jej ciało ostrożnie nabijało się na wampira, tak by nie przeszkadzać mu w zabawie jej piersią.
- Nikel, przestań. - Jej głos drżał lekko i co najmniej nie był przekonujący.
Wampir miał wyraz twarzy dziecka które zajada się smakołykiem, bardzo delikatnie i z namaszczeniem zalizał brodawkę i oblizując się oderwał od niej usta… tylko po to by natychmiast zaatakować jej siostrę w dokładnie ten sam sposób.
Wampirzyca krzyknęła z rozkoszy i wbiła paznokcie w ramiona wampira. Zapach krwi pobudzał apetyt, jej widok na poduszkach, prześcieradle… na umursanej twarzy Nikla. Czuła jak jej kły wysuwając się. Popchnęła mężczyznę odrywając go od swojej piersi. Przycisnęła jego ramiona do łóżka i spojrzała z góry z głodem w oczach.

- Łał! - wrzasnął Malkavian gdy krew której nie zdążył jeszcze przełknąć chlusnęła mu z ust. Wampir nie zachowywał zdrowego rozsądku (bo takiego nie posiadał) ani rozsądku wcale, chichotał z obnażonymi kłami w kałuży krwi.
Belle oparła jedną dłoń na jego szyi. Wiedziała że go nie udusi, jednak sam dotyk jego poruszającej się pod jej ręką grydki, dotyk skóry pod palcami, pod paznokciami… przecięła skórę na szyi wampira i patrzyła jak powoli sączy się z niej krew. Czuła jak bestia znów przyjemnie porusza się w niej, jak chce dojść do kontroli.

Szybko otrząsnęła się i odchyliła do tyłu, puszczając szyję wampira. Odetchnęła ciężko ale nie podniosła się, więc Nikel nadal był w niej.
- To jakieś szaleństwo. - Jej głos był lekko zachrypnięty od suchości, którą czuła w gardle.

Leżąc na plecach, Maklavian zaczął wypychać z prawdziwą furią swoje biodra do góry, sprawiając, że ciałem Belle zaczęło szarpać jak na rodeo. Zamiast przytrzymać ją wolnymi teraz dłońmi, Nikel smagał jej pośladki oraz piersi uderzeniami swoich otwartych dłoni.
Wampirzyca poddawał się tym ruchom, czując jak jej obijające się o plecy włosy wszędzie rozbryzgują resztki krwi, której nie udało się jej wycisnąć. Wszystko wokół nabrało czerwonych odcieni. Umazany krwią nikel, cały pokój. Czuła pulsowanie jego vitae, szczególnie w członku, który ją penetrował, nie czuła już żadnego innego zapachu.

Położyła się na wampirze utrudniając mu poruszanie się. Wtuliła swoją twarz w zagięcie między jego szyją i ramieniem. Zaciągała się jego zapachem… zapachem jego krwi i delikatnie lizała jego skórę.
Wampir obiął jej obie piersi, bawił się nimi ściskał je. Mocno, kciukami błądził po twardych brodawkach. Kiedy szyja Ventrue znalazła się w zasięgu jego kłów ugryzł ją natychmiast. Do Księżnej zaczynało dochodzić, że Malkavian mógł nie prowadzić żadnej gry, nie starać się niczego osiągnąć, mógł po prostu nie myśleć o żadnych konsekwencjach czy niebezpieczeństwach.

Na chwilę przygryzła wargę. Sięgnęła do twarzy wampira i oderwała ją od siebie. Przycisnęła ją bokiem do pościeli i zagłębiła kły w szyi Nikla. Gdy tylko poczuła w ustach smak vitae wzięła duży łyk. Dopiero po nim zaczęła pić powoli, cały czas trzymając jego głowę. Poruszała swoim ciałem jakby w rytm wpływającej w nią vitae i gdy tylko zaspokoiła odrobinę swego głodu, oderwała się od maklaviana. Nadal trzymała pod ręką jego twarz.
- Ty wariacie. - Chciała powiedzieć to ze złością, ale ku własnemu zaskoczeniu usłyszała w swoim głosie rozbawienie.

Nikel w trakcie bycia pitym doszedł, o czym świadczyło pewne rozluźnienie jakie wampirzyca poczuła wewnątrz siebie. Wampir uniósł brew i pomachał Belle dłonią przed oczami.
- Proszę mówić za siebie, Moja droga, ile widzisz palców hm?
Wampirzyca wyszczerzyła się. Chyba miała słabość do świrów. Lubiła Georga, lubiła Salvatora, który teraz stał się jakimś baronem. Kochała Dragosza, który na swój sposób też był szalony… a teraz miała pod sobą to coś i właśnie się z tego napiła.
- O jedną rękę za dużo. - Puściła w obieg odrobinę krwi, pozwalając by rany na jej ciele się pogoiły. Przeciągnęła się czując pewną ulgę po tym jak jej głowa zaczęła pracować normalnie. Spojrzała na wampira z góry i puściła jego twarz. - Powinnam ci ją obciąć złodzieju.
- No wiesz. co? - Nikel zrobił obrażoną minę - Po tym wszystkim, kochanie? - uniósł brew by po chwili uśmiechnąć się - A gdzie byś ją potem wsadziła?
- Nie interesuje cię, za co? - Księżna zeszła z wampira. Stanęła obok łóżka i wyciągnęła dłoń do Nikla.

- Choć kochanie, wymyjemy się.
Wampir podrapał się po czole w teatralnym geście brzęcząc przy tym złotymi bransoletkami Księżnej które wisiały teraz na jego nadgarstku.
- Są różne opcje. - odparł ruszając za wampirzycą.
 
Aiko jest offline  
Stary 11-02-2017, 21:00   #9
 
Amon's Avatar
 
Nikel zawahał się przed przekroczeniem progu łazienki.
- Ale masz zimną wodę, prawda? - w głosie wampira czuć było niepokój.
Wampirzyca spojrzała na niego zaskoczona.
- Przywykłam do ciepłych kąpieli, ale tak… jest tu też zimna woda.
Wampir ostrożnie wszedł do pomieszczenia
- To… może dzisiaj zimna? Albo.. albo ja poczekam. - Nikel wyglądał na naprawdę wystraszonego, na jego ramionach była nawet gęsia skórka.
- Zachowujesz się jakby za młodu polewali cię wrzątkiem. - Wyciągnęła w jego stronę dłoń, chcąc mu dodać pewności. - Chodź spróbujemy cię domyć w zimnej wodzie.
Nikel zbliżał się do prysznica nieufnie jak kot.
Wampirzyca weszła pierwsza i odkręciła tylko zimną wodę, z prysznica poleciało coś co przypominało ledwo stopiony lód. Wyciągnęła w stronę mężczyzny dłoń, na której miała trochę wody. Już podczas seksu przestała ocieplać swoje ciało, więc teraz ciecz nie mogła nabrać temperatury nawet od niej.
- Sprawdź czy taka jest dobra.
Nikel dotknął jej dłoni, bardzo szybko, potem drugi raz , trzeci, aż w końcu odważył się podejść bliżej.
- O tak tak, jest świetna. - uspokoił się w końcu.
Wampirzyca zaczęła się opłukiwać w lodowatej wodzie, w ciepłej pewnie zmyłaby z siebie tą całą krew, jednak… Zerknęła na wariata. Ten świr wywoływał w niej matczyne odruchy.
- Wejdź, trzeba cię trochę ogarnąć. - Gdy wampir był już pod prysznicem, sięgnęła do jego włosów i zaczęła spłukiwać z nich krew. - Mydła też się boisz?
Nikel pokręcił przecząco głową z miną małego, zagubionego chłopca.
Wampirzyca wzięła szampon i zaczęła go wcierać we włosy wampira. Pozwoliła sobie by ich ciała się spotkały.
- Nie bałeś się, że cię schrupię, a boisz się wody?
Maklavian cieszył się jak dziecko, ciekawie gładził też ciało Księżnej, kiedy jednak ta tylko przypomniała o wodzie, wampir odruchowo się wzdrygnął.
- Tego się w ogóle nie da porównać. - powiedział.
Belle ostrożnie zaczęła spłukiwać szampon z jego włosów, stając przy tym na palcach i opierając się o ciało wampira.
- Jest, jeszcze coś czego nie lubisz?
Nikel poddał się zabiegom pieszcząc przy tym w dłoniach ciało Księżnej.
- Nie powiedziałem że nie lubię, po prostu się boję - doprecyzował po czym przekrzywił głowę i uśmiechnął się.
- Jesteś piękna kiedy jesteś martwa - powiedział po czym skradł zimnej kobiecie pocałunek.
Wampirzyca roześmiała się i zakręciła wodę.
- Gdy byłam żywa też byłam piękna. - Mrugnęła do Nikla i wyszła spod prysznica. - Czegoś jeszcze się boisz?
Nikel podrapał się po głowie przyglądając się pośladkom wampirzycy.
- Że się zaraz obudzę? To by było straszne nieprawdaż?
- Hm… -
Belle wzięła dwa ręczniki i jeden podała wampirowi. - Byłoby mi wszystko jedno bo byłabym tylko senną marą.
Owinęła się ręcznikiem.
- Ale zabrzmiało zupełnie, jakby ci było dobrze ze mną.
Nikel figlarnie zerwał z Belle ręcznik i uciekł. Wampir z rozpędu zrobił koziołka i wylądował na łóżku.
- Bo jest! Zakochałem się! - objaśnił.
Wampirzyca nago oparła się o framugę drzwi. Uważnie obserwowała wariata, który szalał na jej łóżku. John najwyraźniej na szybko wymienił pościel, bo nie dostrzegła tych wszystkich plam z krwi.
- W kim się zakochałaś?
Wampir zniknął pod kołdrą z jednej strony, żeby pojawić się za chwilę po przeciwnej.
- Chodź to ci pokażę. - uśmiechał się niewinnie.
Wampirzyca podeszła do niego rozkołysanym krokiem. Pozwalając by wampir się na nią napatrzył. Przysiadła na łóżku obok Nikla.
- Pokażesz mi tą osobę?
Wampir ujął skronie Belle w dłonie i wtedy…
nie była już z wampirem na łóżku… byli przy bajkowym strumieniu w świetle słońca! Bele widziała swoje odbicie w tafli wody.
W pierwszym odruchu wampirzyca chciała uciec, ukryć się przed zabójczymi promieniami słońca. Dłuższą chwilę zajęło jej przyzwyczajenie się do dziwnej jasności i skupienie wzroku na tafli. Była tam, promienie słońca wpadały w jej włosy. Była piękna, ale znała ten widok z luster, owietlonych sztucznym światłem.
Zdawało się jej niemal, że słyszy szum wody, czuje zapach trawy rozgrzanej słońcem. Znała to wszystko z dzieciństwa…. z czasów gdy była żywa.
- To niemożliwe… - Obejrzała się na Nikla.
Wampir stał zaraz za nią, jego skronie były napięte od skupienia.
- Nieprawdaż? - uśmiechnął się - poznałem kiedyś pewną cygankę, jej tabor wydawał się rajem.
Belle podeszła do niego.
- Wydawał się?
Nikel przyłożył palec do czoła.
- Owszem, Ravanosi tworzą niesamowite iluzje. - Chwilę później wampir zamrugał oczami i Bele znów była w swojej sypialni.
Wampirzyca ucałowała leżącego w łóżku wampira, w swojej sypialni poczuła się dużo pewniej.
- Jesteś mężczyzną wielu talentów. - Odsunęła się uśmiechając się do niego. - To było piękne.
- Ty jesteś piękna -
poprawił - gdy robię to za często i za długo robię się głodny, a wtedy, mógłbym cię zjeść całą - uśmiechnął się i pocałował wampirzycę.
- Czemu twierdzisz , że potrafisz tylko kraść? - Wsunęła się obok niego pod kołdrę.
- Jak obiecasz, że będziesz grzeczny, mogę poprosić Johna by przyprowadził ci… nam coś do jedzenia.
Nikel przesunął powoli dłonią poprzez ciało wampirzycy poczynając od uda, łono, brzuch, piersi, szyję, by w końcu pokazać jej kluczyk na palcach.
- Słowo skauta.
- Byłeś kiedykolwiek skautem? -
Belle oparła się na łokciu patrząc na wampira z góry. Nikel podrapał się po głowie. - Jeśli nie będziesz grzeczny po prostu zrobię ci krzywdę, kochanie. - Maklav przekrzywił głowę i schował twarz w dłoni kobiety, pieszcząc ją swoimi pocałunkami.
Wampirzyca uśmiechnęła się i zwróciła się w stronę drzwi.
- John.
Ghul ponownie wsunął się do sypialni. Belle była ciekawa jak John znosi jej zabawy z zupełnie obcym wampirem. Pamiętała jak Dragosz był zazdrosny. Czy ghul też czuje coś takiego?
Ciemnoniebieska aura Johna mówiła sporo o jego odczuciach, których nie ukazywała jednak twarz mężczyzny
- Przyprowadź nam, proszę, coś do jedzenia. - mężczyzna pokiwał głową i zniknął na moment. Po chwili powrócił prowadząc za rękę “coś do jedzenia”
Nikiel siedząc za plecami Księżnej i stykając się z nimi własnym torsem. Wampir trzymał w dłoniach pełne piersi kobiety i całował właśnie jej ucho. Ale wampirzyca czuła iż jego łakomy wzrok zogniskował się właśnie na świeżej smakowitej vitae.
Belle poczuła dziwne rozczarowanie zachowaniem świra. Uśmiechnęła się lekko do Johna i dziewczyny.
- John przynieś jeszcze kielich z czymś dla mnie.
Ghul pokiwał głową zawieszając jeszcze na moment wzrok na gościu Księżnej.
Gdy mężczyzna opuścił pokój wampirzyca wyciągnęła dłoń w stronę dziewczyny, uśmiechając się ciepło.
- Podejdź tu śliczna. - Gdy ta ruszyła w ich stronę zerknęła na siedzącego za sobą Nikla. - Masz być grzeczny.
Wampir poruszył się za nią niecierpliwie, jego dłonie oplatały ciało Belle a usta obsypywali ją pocałunkami.
- Bo inaczej zrobisz mi krzywdę nieprawdaż? - przypomniał wampir. Nikiel zsunął pościel z siebie i kobiety, sam ułożył się teraz z boku, między sobą a Madam pozostawiając przestrzeń w której idealnie zmieściła by się mała pełna krwi osóbka.
Belle przepuściła dziewczynę, a ta grzecznie ułożyła się między wampirami. Wampirzyca zaczęła powoli całować drobną osóbkę, odchylając jej głowę tak by Nikel miał dobrze wyeksponowaną szyję.
Wampir również gładził małe ciałko, niemal czule. Spoglądając Belle głęboko w oczy przeciągnął językiem po szyi dziewczyny, powoli obnażył kły i wbił je w skórę śmiertelniczki. Cały czas zachowując kontakt wzrokowy z wampirzycą, by ta mogła widzieć w jego oczach rządzę i ekstazę.
Wampirzyca wyostrzyła zmysły chcąc widzieć aurę Nikla, gdy pił z dziewczyny. Czuła jak narasta w niej pragnienie, jak jej własne kły chcą się wysunąć. Pilnowała jednak czy wampir nie wypija za dużo, gotowa mu przerwać.
Zieleń oraz głęboka czerwień wiły hipnotyczne wzory w aurze pożywiającego się wampira. Nikel nie mrugał, w pewnym momencie wyciągnął ociekające vitae kły i przysunął twarz do Księżnej. Malkavian wpił się w usta Belle. Wampirzyca oddała pocałunek zlizując z jego warg świeżą krew. Docisnęła do siebie twarz Nikla. Chciała go, znów chciała go poczuć w sobie.
Wampir zwinnie oswobodził kobietę z kołdry i przysunął się do niej całym ciałem. Położył jej dłoń na brzuchu i zaczął powoli przesuwać w dół. Spojrzał Księżnej głęboko w oczy. W jednej chwili Belle poczuła jak wszystkie przeżywane emocje sięgnęły zenitu.
Wampirzyca czuła jak jej pragnienie zmienia się w obsesję. Jak coraz zachłanniej dotyka mężczyzny, jak jej ciało coraz mocniej drży pod jego dotykiem. Ten wariat musiał należeć do niej i o ile dotychczas powstrzymywała się przed użyciem dyscyplin, teraz bez żadnego skrępowania pozwoliła krwi zabarwić swój głos.
- Nikiel… - Smakowała jego imię, to jak niosło się po sypialni. - … musisz należeć do mnie. Pragnę ciebie świrze. - Jej głos przeradzał się w jęk, w miarę jak jego dłoń zbliżała się do jej łona.
Wampir pośpiesznie szarpnął biodrami kobiety do przodu i pożądliwie zagłębił między nimi swoje lędźwie. Wolną ręką szarpnął za włosy leżącą obok dziewczynę i przysunął jej twarz w zasięg kłów Księżnej. Wtedy Nikel odchylił się do tyłu by ucieszyć wzrok braną przez siebie właśnie wampirzycą. Pogładził dłonią jej ciało, ugniatał piersi, po czym zdecydowanym ruchem chwycił w palce jej podbródek i przesunął twarz w bok. Świr opadł kłami na obnażoną szyję Księżnej. Jego usta brały ją jednak powoli, w opozycji do reszty jego ciała, które młóciło kochankę zupełnie jakby jutro miało nie nadejść. Przed oczyma Belle była zlękniona twarz dziewczyny.
Wampirzyca chwilę przyglądała się biorącemu ją wampirowi. Owinęła nogi wokół jego bioder, raz na jakiś czas mocniej dopychając je do siebie. Gdy jego kły przebiły ponownie jej skórę, jęknęła z rozkoszy. W ekstazie spojrzała na leżącą obok dziewczynę. Chwyciła ją za biodro jedną ręką i dosunęła do siebie. Drugą zapierała się o wezgłowie łóżka, tak by Nikel mógł atakować ją mocniej.
Pocałowała przestraszoną istotkę. Mocno, namiętnie, a gdy ta powoli zaczęła oddawać pocałunek. Odsunęła się odrobinę i wbiła kły w jej szyję. Czuła jak wątłe ciałko napięło się, jak powróciło, całe pożądanie, które wcześniej rozpalił w niej wampir. Miała wrażenie, że krew, którą pije ląduje bezpośrednio w ustach pijącego z niej wampira. Wysunęła kły gdy dziewcze straciło przytomność i odsunęła głowę by oprzeć ją o ramię pijącego z niej Nikla.
- Nie potrafisz, być grzeczny, kochanie. - objęła go wolną ręką.
Nikel wysunął kły z ciała wampirzycy, leniwie przesunął językiem po jej szyi zasklepiając ranę po czym wciąż mokrymi od vitae wargami złożył pocałunek na ustach Belle.
- Bo nie byłem dobrym skautem - wysapał rozkoszując się ciałem kochanki, rozpychając się w nim.
Wampirzyca oblizała jego usta. Chciała więcej. Gdy wysunął z niej kły poczuła dziwną pustkę.
- Pytanie, jak by tu ciebie teraz ukarać. - Oparła wolną dłoń na jego poruszających się biodrach. - Miałam ci zrobić krzywdę, czyż nie?
Wampir uśmiechnął się niewinnie.
- Zawsze mogłaś kłamać z tym robieniem krzywdy nieprawdaż? - to powiedziawszy przekrzywił głowę księżnej w drugą stronę i tam znów wgryzł się w szyję.
Wampirzyca zadrżała gdy jego kły ponownie przebiły jej skórę. Puściła wezgłowie łóżka i wsunęła tą dłoń w jego włosy. Czuła jak jej napięcie zbliża ją do punktu kulminacyjnego. Jak przyjemność, którą dawał jej wampir, powoduje, że niemal tobi się w jego objęciach. Nachyliła się do jego ucha.
- Nie lubię kłamać. - Księżna przesunęła językiem po ramieniu wampira. Pragnęła go. Wiedziała, że stoi za tym częściowo kolejna zdolność tego świra, ale teraz liczyło się tylko to, że chciała go mieć. Jego, jego vitae.
Przesunęła kłem po jego ramieniu rozcinając skórę. Patrzyła jak sączy się z niej rubinowy płyn.
Wampir wwiercał się w jej ciało swoimi biodrami i wpijał ustami. Słyszała jak Nikel mlaska, siorbie krew, jej krew, mruczy przy tym w ekstazie. Maklavian dociskał zachłannie i brutalnie Belle do siebie.
Wampirzyca oderwała go od siebie i sama zagłębiła kły w jego ramieniu. Brutalnie trzymając włosy Nikla, tak by nie mógł się do niej zbliżyć zaczęła z niego pić. Upiła odrobinę, ale wiedziała, ze z każdym razem to co łączy ją i wampira zmienia się. Ryzykowała tak wiele, ale w sumie kiedy ostatnio to robiła? Wysunęła kły i zalizała jego rany. Nie puściła jego włosów, nie mogła sobie pozwolić na głód, a wampir pił z niej bardzo zachłannie.
Wariat wiercił się między nogami Madam, jakby chcąc skompensować niemożność zagłębienia się w jej szyi, nawet głębszą penetracją jej kobiecości.
Księżna otoczyła jego biodra nogami i scisnęła je mocno, uniemożliwiając mu poruszanie się.
- I co teraz skarbie?
Wampir nie mogąc się poruszyć przygryzł wargę i chwilę później znieruchomiał. Zmysły wampirzycy poczuły, że cieknie z niego vitae. Zmysły i ciało gdyż vitae Maklaviana ciekło w niej. Nikel opadł zimny.
- Skarbie… teraz jest świetny moment na papierosa, nieprawdaż? - wysapał.
Wampirzyca puściła jego włosy i delikatnie gładziła jego nagie ciało.
- Czy jest moment, który nie jest dobry na papierosa? - Uśmiechnęła się do świra.
Nikel już miał dwa papierosy w ręku i właśnie wkładał Belle jednego w usta.
- Oczywiście śliczna, na przykład kiedy jest się przemoczonym benzyną.
Wampirzyca roześmiała się i przyjęła podany papieros.
-Zostań ze mną wariacie. - Belle złapała go za pośladek i przysunęła do siebie. - Możesz ruszyć w tą swoją trasę za jakiś czas.
- To może przejedziemy się razem? -
wampir uniósł brew.
Belle uśmiechnęła się smutno. To był szalony pomysł, ale w sumie rzucił go wariat.
Nazbyt dobrze wiedziała jak bardzo frustruje ją stanowisko, które objęła. Pragnęła władzy, pragnęła Nowego Jorku. Miała tu na swych usługach rzesze ludzi, wampirów, swoje ghule… Johna. Rzucić to wszystko i uciec z Maklavianem?
-Jestem księżną skarbie nie mogę ot tak wszystkiego zostawić.
Wampir wtulił głowę w jędrne piersi Madam i westchnął teatralnie.
- A ja myślałem, że Księżna może wszystko. Nie czuję bym mógł teraz bez ciebie nieżyć, pokręcę się w pobliżu… - jakby na poparcie tych słów zaczął wodzić ustami po ciele wampirzycy.
Belle delikatnie gładziła jego włosy. Czuła lekkie zmęczenie zwiastujące się.
-Może gdyby Nowy Jork należał do mnie… mogłabym się wyrwać na jakiś czas.
Nikel oderwał twarz od dekoltu kobiety i zaciągnął się głęboko fajkiem. Przybliżył usta do warg Bele i pocałował ją namiętnie wypełniając jej ciało tym przyjemnym ciepłym dymem, który zawsze unosił się z jego papierosów. Nim przestał ją całować, wampirzyca poczuła ciekawskie palce Maklaviana na swoim kroczu.
- Ale on już do kogoś należy, trzeba go więc będzie ukraść, nieprawdaż?
Belle przesunęła papieros w kącik ust i oddała pocałunek. Gdy Nikiel zaczął ją ponownie pieścić, wyjęła białe zawiniątko z ust i uniosła się na łokciu.
- Ukraść… zabić lub zdominować jego mieszkańców. Narzucić nowy porządek. A potem przekazać komuś na jakie czas ten bałagan. - Rozchyliła szeroko nogi dając się pieścić. - A co, masz ochotę na tak spektakularną kradzież?
- Okazja czyni złodzieja… -
powiedział Nikel sięgając po kołdrę i okrywając siebie i wampirzycę. Do świtu było już blisko i znużenie zaczęło doskwierać spokrewnionym, wciąż, Maklavian przewrócił Ventrue na bok i uniósł ku górze jej nogę biorąc kobietę od tyłu.
Belle jękneła gdy wampir w nią wszedł. Odłożyła papieros do stojącej na stoliku popielniczki i oparła się plecami o jego tors. Czuła jak jej oczy zaczynają się kleić. Mimo to przyzwyczajone do seksu ciało już się rozgrzewało, już zaciskało się na jego członku.
-Odnoszę wrażenie, że mógłbyś tak całą noc.
- Nieprawdaż? -
odparł Malkavian miarowo poruszając się w kobiecie i co jakiś czas nadgryzając jej kark.
Oczy Belle już się kleiły i kiedy wreszcie usnęła, wydawało się jej, że Nikel jeszcze całkiem nie przestał…
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 21-02-2017, 21:45   #10
 
Aiko's Avatar
 
Kiedy Księżna zaczęła się wybudzać, poczuła, że coś mokrego kołuje po jej skórze. W pierwszym odruchu, pomyślała o języku swojego nowego kochanka, jednak kiedy otworzyła oczy, zrozumiała… że to jej szminka. Bardzo droga zresztą, sprowadzona z Paryża. Leżała na plecach naga, całe jej ciało pokrywały zawiłe wzory w wielu kolorach - we wszystkich kolorach jej szminek, tuszy czy kredek. Wyglądała teraz zupełnie jak wytatuowana Doris. Autor tego dzieła stał nad nią okrakiem w pełni ubrany i przyglądał się w zamyśleniu.
- Świetnie! - podsumował kiedy zauważył, że Belle otworzyła oczy - świetnie, teraz możesz się odwrócić! - Nikel emanował energią.
Belle uśmiechnęła się i przeciągnęła. Na chwilę przymknęła oczy jakby coś analizując.
- Około tysiąc dolarów. - Wyciągnęła rękę w stronę wampira, czekając aż da jej pieniądze - Tyle kosztowały kosmetyki, które zmarnowałeś, skarbie.
Nikel chwycił podarowaną dłoń i pocałował.

- Drobiazg skarbie, jesteś warta najlepszych kolorów! - Wampir podskoczył na materacu i wylądował obok kobiety z założonymi nogami.
- Będziemy kraść całe miasto kochanie, ale jeśli chcesz, zaczniemy od kosmetyków, na przykład… - Nikel podrapał się po brodzie. - fabryka wód kolońskich na Bronx, co myślisz?

Wampirzyca podniosła się i sięgnęła do twarzy wampira przyciągając go do siebie. Pocałowała go mocno i dopiero po dłuższej chwili odsunęła się.
- Na razie spotkanie Rady, przed którym muszę z tego co widzę wziąć gorącą kąpiel by to domyć. - Wskazała na pokrywający jej ciało malunek.

Nikel wzdrygnął się na samą wzmiankę o gorącej wodzie.
- Myślisz? mogłoby się im spodobać, Ruth na pewno doceni.

Belle podniosła się i rozejrzała za kielichem z krwią, który powinien na nią czekać. Była zaskoczona, że Nikel wstał przed nią. Nie spotkała dotąd wampira, któremu by się to udało.
- Nie wątpię kochanie, ale tak się składa, że większość moich kostiumów odsłania dużo ciała, a ja chcę zachować twoje dzieła dla siebie.
Nikel uśmiechnął się obnażając kły w całej okazałości.
- Skarbie, jesteś cudowna! - Malkavian przywarł do twarzy Księżnej swoimi wargami, udało mu się schować kły w czas. - oczywiście masz rację. Ale na pewno chcesz iść od razu pod prysznic?... - spytał po czym przejechał językiem po ramieniu wampirzycy.
- A masz jakiś inny pomysł? - Wampirzyca przesunęła dłonią po szyi wampira, wsuwając ją pod jego koszulę.

W odpowiedzi wampir kontynuował ruchy języka po skórze kobiety, sunął teraz po jej dekolcie.
- Jeśli dokładnie wyliżesz mnie z tych malowideł, możliwe że zadowolę się zimnym prysznicem. - W jej głosie pojawiło się rozbawienie.

Język Nikela nabrał wigoru. W zasadzie, można by było się zastanowić, czy wampir przypadkiem nie pomalował kobiety w miejscach, które najbardziej chciałby później “oczyszczać”. Nieumarły nie musiał łapać oddechu, czy przełykać, toteż lizanie szło nad wyraz sprawnie, subtelnie i miękko. Deserem było wnętrze ud Madam.

Belle ułożyła się z powrotem na łóżku i bawiła się włosami, liżącego ja wampira. Gdy dotarł do jej ud, rozchyliła je lekko by po chwili oprzeć jedno na jego ramieniu.
- Tylko wyjaśnij mi po co się ubrałeś?
- Bo się na mnie patrzył. - powiedział z wyrzutem, po czym wsunął głęboko język w delikatne ciało Belle.

Księżna zadrżała. Będzie musiała to przerwać, bo miała kilka obowiązków, przed spotkaniem Rady tyle że…. bardzo nie miała na to ochoty.
- Kto się na ciebie patrzył, kochanie?
Czupryna Maklaviana uniosła się do góry.
- Ten duch oczywiście.

Wampirzyca uniosła się na jednym łokciu, a druga dłonią sięgnęła do twarzy Nikela i z czułością pogładziła jego policzek.
- Ten duch, który wystraszył Hellene? - postarała się by jej głos był spokojny. - Byłbyś w stanie mi go pokazać?
- Przecież tutaj nie ma żadnego innego - powiedział to jakby mówił coś oczywistego do kogoś kto to wie. - Mógłbym go sobie wyobrazić i wtedy go ci pokazać, ale to będzie wtedy iluzja.

Belle przejechała palcem po ustach wampira.
- Mógłbyś go też narysować. - Uśmiechnęła się. - Z tego co mi dziś pokazałeś, talent masz.
Nikel teatralnie zaczesał grzywkę.
- Skarbie, w końcu jestem przecież Toreadorem. Jasne że mogę!

Wampirzyca podniosła się i ucałowała go.
- To ja wezmę prysznic, a ty mi go narysuj, w biurku są jakieś papiery. - Księżna powoli usiadła na łóżku. - Będziesz chciał się pojawić, na spotkaniu Rady?

Nikel pokręcił głową.
- Wolę się nie pokazywać, łatwiej coś ukraść jak mnie nie widzą - uśmiechnął się.
Belle wstała z łóżka i ruszyła w stronę łazienki.
- Jeśli chcesz okradać kogoś z Rady to Giovannich, potwornie mnie ostatnio irytują. - Zanim wyszła z łazienki obejrzała się jeszcze na wampira. - Narysujesz mi tego ducha?

Nikel już przeszukiwał szuflady kopcąc papierosa.
- Jasne! - krzyknął nie przestając.

Wampirzyca uśmiechnęła się i przeszła do łazienki. Była bardzo ciekawa ile rzeczy “zaginie” jej po wizycie tego świra i jak długo, tak naprawde, wampir będzie chciał tu przebywać. Wzięła szybki ciepły prysznic i z łazienki przeszła od razu do garderoby. Wybrała prostą białą suknię.


Przez chwilę nawet rozważała założenie jednego z tych modnych ostatnio garniturów, ale skoro jej odsłonięte ciało było argumentem to zmycia malowideł, głupio było założyć teraz koszulę i spodnie. Z jednej z szuflad z biżuterią wybrała naszyjnik, którego najwyraźniej Nikel postanowił jeszcze nie zabierać i wróciła do pokoju.
Nikela nie było już w sypialni. Ale zostawił rysunek.


pod którym napisał:
“Nie lubię siedzieć tu sam kiedy on się na mnie gapi, do zobaczenia niedługo Skarbie.”

Wampirzyca uśmiechnęła się patrząc na rysunek. Chwilę gładziła go dłonią.
- John.

Ghul wsunął się do pokoju niosąc kielich wypełniony krwią. Wampirzyca przyjęła go i podała mu rysunek.
- To dzieło naszego kochanego świra. - Oparła się brodą o ramię mężczyzny gdy ten przyglądał się rysunkowi. - Czy kogoś ci przypomina?

Księżna mogła wyczuć iż Ghul dyskretnie przygląda się jej, jakby sprawdzał czy wszystko z jego panią w porządku po zabawach z Maklavianem. Spojrzał na rysunek.
- Dragosz, może widział gdzieś jego zdjęcie, bo chyba mało prawdopodobne by go znał. Choć z drugiej strony, twój syn lubił mieć swoje własne sekrety.
- Nikel, twierdzi że towarzyszy nam duch, mego childe. - Belle odsunęła się i upiła krwi z kielicha.
- Mhm… - John wymownie pokiwał głową, mężczyzna silił się jak mógł by jego twarz nie okazywała cienia daleko idącego sceptycyzmu oraz cynizmu - no tak… wydawało mi się, ze słyszałem już jak Ojciec Pani Ruth, chwalił się, że jego ojciec był wielkim kapadocjańskim nekromantą… - ghul schował twarz w filiżance kawy.
- Nikel jest człowiekiem wielu talentów. - Wampirzyca lekko uderzyła w kartkę. Przed oczami stanął jej krajobraz, który ukazał jej wampir.

Uśmiechnęła się do tego wspomnienia.
- Ta istotka, nawet mnie trochę cieszy. - Powiedziała to cicho, trochę dziwnie czując się mówiąc tą słabostkę ghulowi. Zerknęła na niego. John aż zbyt dobrze wiedział w jakim stanie była, jak działało na nią zamknięcie i to co działo się na Manhattanie. Jednak takie stwierdzenia nie były dla niej typowe, sama nie wiedziała na ile to zmęczenie, a na ile działanie Maklaviana.

Ghul pokiwał głową.
- To widać Pani. Oby pozostało tak jak najdłużej, z uwagi na dobre zdrowie Pana Nikla. Gdyby straciła Pani w nim pociechę, biedak zapewne ciężko by tu zniósł…

Księżna dopiła zawartość kielicha i rozejrzała się po sypialni, jakby nawet licząc na to że dojrzy gdzieś swoje drogie childe.
- Przejdziemy się do Doris? - Wampirzyca odstawiła kielich na biurko. - Zaniedbałam ją wczoraj, a toż dziś jej wielki dzień.
- Twoja córka jest do twojej dyspozycji w każdej chwili. - zauważył John, ale nie zamierzał dyskutować z dominatorką. Skoro Księżna coś mówiła, robiła to.

Belle chwyciła go pod ramię i dała się poprowadzić do pokoi młodej wampirzycy.
- Czy wiadomo coś w sprawie obrażeń męża naszej drogiej Tremere?
- Podobno wygląda lepiej. - powiedział John prowadząc swoją Panią przez korytarz. - zaatakowali go jacyś ludzie, którym ktoś zrobił papkę z mózgów przy pomocy dominacji. Jedyna osoba która może mogłaby się dowiedzieć kto to zrobił, to Honorata. Dlatego trzymamy ich z dala od niej. - wyjaśnił.

John otworzył drzwi do pokoju Doris bez pukania, co było jak najbardziej zrozumiałe, nie byłoby na miejscu, by Księżna musiała prosić o pozwolenie na wejście do pomieszczenia w swoim własnym domu.

Doris stała na środku pokoju w luźnym stroju do ćwiczeń. Płynnym ruchem schowała katanę do pochwy i ukłoniła się wchodzącej Belle.
- Pani Matko.
Wampirzyca podeszła do niej, puszczając ramie Johna.
- Zaniedbalam cię wczoraj. CIeszę się widząc, że wszystko jest w porządku. - Uśmiechnęła się do wampirzycy. - czy wszyscy potwierdzili obecność na Radzie?
- Tak Pani Matko, nikt nie waży się nadwyrężać twojej cierpliwości.

Belle przysiadła na jednym z krzeseł. Przyjrzała się swemu childe i Johnowi. Odwróciła wzrok i wyjrzała na Manhattan. Naprawdę była.. jest gotowa uciec Niklem. Czuła, że poddała się temu szaleństwu. Znów pozwalała by wszystko wymknęło się jej spod kontroli. Ostatnio straciła tak Doris, co straci teraz.
- Kogo podejrzewamy o atak na męża Honoraty?
- Pani Duszewska jest wykształconą osobą na poziomie - zaczął John - Węsząc zagadywała starszych różnych klanów, którzy raczej ją zbywali.
- Jednak gdy upadła Michaela, były tam i młodsze wampiry, dla których tremerska czarodziejka to za dużo. - włączyła się Doris a John przytaknął.
- Jest wielce prawdopodobne, że za atak na Duszewskiego odpowiedzialna jest koteria neonatów, może nawet bezklanowcy, którzy zwyczajnie boją się, że jeśli Tremerzy pozostaną na Manhattanie, prędzej czy później ich diabolizm wyjdzie na jaw. Są płotkami, wiedzą, że im się nie upiecze. - tłumaczył ghul.
- Jest jeszcze jedna rzecz - znów dołączyła się Doris - jest możliwe, że Szeryf wiedziała o wszystkim i jeśli sama nie dopingowała młodych, to przynajmniej przymknęła oko na ich działania.
- Nie to, że byłoby to jakieś wykroczenie ze strony Ruth… - Belle aż nazbyt dobrze wiedziała, że ghule nie podlegają jakiejkolwiek opiece. Jednak, dobrze by było gdyby młodzież wiedziała, że nie może sobie na wszystko pozwalać. - Będę musiała z nią porozmawiać.

Wampirzyca przetarła twarz.
- Usiądźcie… mamy czas do spotkania. Jakbyście mogli przynieść mi jeszcze z kielich krwi. Nikel troszkę mnie wczoraj wyeksploatował.

John kiwnął głową i na chwile zostawił wampirzyce same.
Doris usiadła we wskazanym miejscu obok Księżnej.
- Pani Matko, czy zwiążesz Maklaviana ze sobą? - przez młodszą kainitów przemawia ciekawość.

Belle uśmiechnęła się do Doris.
- Chyba już odrobinę sam się ze mną związał. - A, ja z nim. To jednak wypowiedziała tylko w myślach. - Czemu cię to interesuje?
- Od dziecka uczono mnie jak wpływać na mężczyzn oraz zdobywać nad nimi kontrolę. Jako spokrewniona, wachlarz moich możliwości rozszerzył się. Powinnam brać z ciebie przykład i starać się wykorzystać tych kainitów, których wciąż nęcą męskie pokusy. - wyznała.
- Widzę, że przechodziłyśmy podobną szkołę. - Belle uśmiechnęła się do swego childe. - Na razie chciałabym byś wybrała sobie kobiety na ghulice. Te, które zaopiekują się domami.

Było to oficjalne przyzwolenie, jako starsza klanu i sire powinna wyrazić na to zgodę. Dragosz nie liczył się z tym. Była ciekawa czy Doris także zrobiła to nie oczekując na jej przyzwolenie.

Doris pokiwała głową nie mówiąc nic na temat szczegółów.
Wampirzyca uśmiechnęła się.
- Przyznaj się, już to zrobiłaś? - Spojrzała na azjatkę z rozbawieniem.
Kobieta nie podnosiła wzroku, wciąż zastygła po ostatnim spuszczeniu głowy.
- Wybrałam sobie odpowiednie osoby kiedy przygotowywałam się do rytuału spokrewnienia, Pani Matko. Są ze mną związane, choć jeszcze nie krwią. - wyjaśniła.
- Po tym, jak przedstawię cię dziś na Radzie, będziesz mogła zrobić i to. - Księżna odwróciła wzrok od swego childe. Cóż… trzecie dziecko, może nawet będzie potulne. Na chwilę w jej wspomnieniach pojawił się Nikel… nie. Znając jej słabostkę do świrów, raczej wprost przeciwnie.

- Wracając do tematu, wiązania ze sobą kainitów… - Belle spoważniała. - Nie wiem czy pamiętasz dlaczego poprzednia księżna zakończyła swoją kadencję?
Córka pokiwała głową.
- Pamiętam Pani Matko, ale wydaje mi się, że to raczej z powodu na sposób w jaki to robiła. Ty związałaś ze sobą przecież wielu, podobnie czynią inni, jeśli ofiara nie jest świadoma i dobrze się już traktuje?
- Przez więzy krwi straciłam też dwa cenne dla mnie wampiry. - Księżna nawet nie odwróciła wzroku by spojrzeć na Doris. jej słowa mogły zabrzmieć jak wyrzut, lecz jak zwykle ubrała je w ten swój spokojny ton. - Nie potępiam tego i nie oceniam, jak sama zauważyłaś jest sporo wampirów, które łączą ze mna więzy krwi, na różnych zasadach. Niektóre związały się świadomie inne nie. - Na chwilę zamyśliła się. - Bądź tylko świadoma konsekwencji.

Odchyliła się na fotelu i rozejrzała po pokoju.
- Gdzie jest ten John?
- Już jestem moje panie. - Powiedział uspokajającym głosem ghul pojawiając się w progu z zażyczonym przez Księżnę naczyniem.

Belle uśmiechnęła się do ghula.
- Doskonale. Miałam nadzieję, że złożysz mi sprawozdanie z tego co znów ominęło mnie w ciągu dnia. - Przyjęła podany kielich i na początku lekko zanurzyła usta w krwi, smakując ją tak jak smakuje się wino. Podniosła wzrok znad naczynia spoglądając na ghula.
- Dwóch policjantów zostało zastrzelonych na Bronx na środku ruchliwej ulicy, przy dziesiątkach świadków. Jednak nie znaleziono nikogo kto chciałby zeznawać. Policja szykuje się na odwet. dzisiaj zrobią nalot na dzielnicę.
- W nocy? - Księżna upiła spory łyk krwi. - I nas to omija?
- Jeśli tak na to patrzeć, to dzieje się pewnie właśnie teraz, mamy swoje wtyki w komendzie, toteż dowiemy się o efektach.
- O krwawej masakrze? - Wampirzyca wpatrywała się w Johna. - To Salvatore, nie wiem jak tam jego hołota, ale z tym brujahem nawet ja wolałabym nie walczyć.

John pokiwał głową.
- Też tak uważam, wydaje się, że Baron chcę Policję upokorzyć. Niech żyje anarchia…
- Walki gangów… jak za starych dobrych czasów. - Wampirzyca zamyśliła się. Powoli sączyła krew z naczynia. Kto wie… może nawet mogłaby na tym skorzystać. gdyby część jego dzieciarni poległa w tych walkach.
- Coś jeszcze?
- Nic co wymagałoby zmiany naszych działań. - wyjaśnił John.

Belle powoli dopiła zawartość kielicha i odstawiła. Dokładnie oblizała usta. Czuła jak jej wypite przez Nikla ciało, powoli odzyskuje vitae.
- Gdzie polazł ten świr… - Jej szept trochę ją zaskoczył, ale nie odmalowało się to na jej twarzy. Podniosła się z fotela.

- Przejdę do gabinetu. Przyślijcie do mnie ludzi od księgowości. - Wampirzyca raz na jakiś czas przyjmowała sprawozdania z poczynania jej firm. Ten moment był równie dobry jak każdy inny i tak co noc właściwi ludzie czekali, aż poprosi o sprawozdania. Równie dobrze, w ten sposób może wypełnić sobie czas do spotkania Rady.
 
Aiko jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:01.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168