Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-10-2013, 12:07   #1
Jej mackowatość
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 11094 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Wink Coś poszło nie tak...

Coś poszło nie tak.
No po prostu… to nie tak… nie tak miało być!

<muzyczka>



29.10.2013, godzina 21.32
Detroit, Kostnica miejska




Detroit od dawna było miastem, w którym nietrudno zakończyć żywot. Aby pomieścić ciągłe dostawy truposzy kostnica miejska, podzielona została na 3 filie.

Główna placówka zajmowała cały poziom -2 Centralnego Szpitala Miejskiego. Podzielona na kilka albo i kilkanaście pomieszczeń, w których ciała zmarłych obywateli czekały na identyfikację, sekcję lub decyzję krewnych, co do ostatecznego losu.


Było to miejsce ciche wieczorami, kiedy na całym piętrze żywymi istotami pozostawali 2 strażnicy. Ich jedynym obowiązkiem był cogodzinny obchód oraz monitoring 5 kamer - rozlokowanych po korytarzach kostnicy. Z niewielkiej stróżówki rozlegały się więc śmiechy serialowych bohaterów, rozlegające się z niewielkiego telewizorka. Strażnicy nie musieli przecież obawiać się, że któryś z gości ucieknie. Byli w końcu martwi.

Tak było tutaj na co dzień, lecz... nie dziś. Dziś tę harmonię śmierci zakłóciły 3 istnienia - 3 ciała, które nie powinny się poruszać, a... ruszały się! Choć serca przestały bić, a płuca wypełniać oddech - one były zdolne do ruchu... i myślenia.

Wszystkie 3 znajdowały się w jednym pomieszczeniu i jak na komendę zaczęły wierzgać w plastikowych workach, w które je przyodziano. Ciała te były nagie, jedynymi ich - wątpliwej jakości - ozdobami były wstążeczki z karteczkami, zawierającymi krótkie informacje:


William King - upadek z 10-tego piętra, liczne obrażenia, zmiażdżona klatka piersiowa, podejrzenie samobójstwa
Wayne Anderson - zatrucie w trakcie konsumpcji toksyną Xiacuis B Realleniux 01, podejrzenie samobójstwa
Katherine Dullahan - rana postrzałowa, otwór wlotowy pod żuchwą, otwór
wylotowy na ciemieniu, podejrzenie samobójstwa



Pierś znowu tchnęła, lecz pierś lodowata,

Usta i oczy stanęły otworem,

Na świecie znowu, ale nie dla świata;

Czymże ten człowiek? - Upiorem.

 
Mira jest offline  
Stary 29-10-2013, 17:58   #2
 
killinger's Avatar
 
Reputacja: 1956 killinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputację
awakening

Zawsze lubiła szum morza. Koił zmysły, czarował głębią niezmierzonych obietnic, pozwalał odprężyć się i zatopić w błogostanie marzeń. Wielkie Jeziora są za ciche, nie mają w sobie tej magii, majestatycznego szmeru będącego owocem miłości Księżyca i Ziemi. Mimo to ogromne przestrzenie Jezior w swej szarozielonej bezkresności, w swym cudownym amerykańsko-kanadyjskim bratnim uścisku, dawały jej wrażenie, że przebywa na oceanicznych plażach. Dlatego, właściwie to może tylko i wyłącznie dlatego, lubiła Detroit. Moloch który upadł, pustostany, pożary, czarne gangi, czarni urzędnicy, czarni księża, czarni policjanci i wszechobecny bezkres pobliskich wód. Lubiła Detroit, mimo wszystko.
Lubiła szum morza. Jednak ten dźwięk coraz mniej go przypominał. Ciemność.

Nadal ciemność, ale jakby znów nieco bardziej świadoma. Gonitwa myśli, nieskładnych i jakby nie do końca własnych. Smutek. Euforia. Znów smutek. Szara mgła tańczy, tańczy z gracją Beyonce, trzęsąc przy tym wielkim czarnym tyłkiem. Nie nie była rasistką, przecież Kendra, jej najcudowniejsza przyjaciółka to najprawdziwsza afroamerykanka. Ale ona nie śmierdzi, jak ponad pół miliona innych mieszkańców Detroit.

Smród. No właśnie, coś tu nie pasuje. Szara mgła robi się zielonkawa, przebija przez nią przyciężki odór, łatwy do zidentyfikowania. Była kiedyś na przedmieściach w pewnej ubojni bydła. To właśnie ten zapach. Pardon - ten smród. Ciemność. Już nie cuchnie. Ciemność.

Skurcze. Coś napina się i podskakuje zabawnie. Coś ogranicza podskakiwanie. Przewodzisz więc jesteś, neurony znudzone bezczynnością w końcu radośnie przepychają synapsami mikroładunki elektryczne. Yupi-ya-yey muthafucka, szum morza, ciemność.

Ciemność. Czemu jest tak mrocznie, czemu jest tak ciasno. Weź się w garść Kathy, rusz dupę do jasnej cholery. Kathy? Kathy? A! Kathy! Za dużo czerwonego mięsa, amnezja do licha. Trzeba będzie znów umówić się z doktorem Chondrą, to naprawdę najlepszy dietetyk, stąd do Toronto. On poradzi coś na to ssanie w żołądku, na ten dziwny posmak w ustach, na ten zamęt w głowie. On poradzi coś na wszystko, ale na gwoździe i ciernie, niech mnie ktoś stad wypuści!

- Pomoszyyy, uuu szeszthemm! - Zamarła przerażona brzmieniem własnego głosu, głosu rozchodzacego się głucho jak w studni, a w dodatku tak potwornie, tak niezrozumiale zniekształconego.

Nie... to nie może być... Pokój, kanapa z naturalnej skóry. Różowy Iphone konwulsyjnie wypluwający kolejne komunikaty o nagraniu na poczcie głosowej. Obok identycznie różowy pistolet, Lady Smith all steele, najlepszy kumpel dziewczyny w Detroit. Zamieniła je miejscami. Rozkrzyczany Iphone zamarł w oczekiwaniu, zimna i cicha Lady Smith przemówiła krzykiem gazów wylotowych. Pamięta. Pamięta to na rany Chrystusa. O Boże, o kurwa!

Łkanie wstrząsa nią niczym tsunami fundamentami chatki japońskiego rybaka. Panika bierze ją w swe posiadanie, a nielitościwa to pani. Nie szczędzi zwątpienia graniczącego z szaleństwem, karze zanurzyć się w odmęcie rozpaczy, odcinającej wszystko co zwać można człowieczeństwem. Kathy przywdziała maskę atawizmów, stając się szarpiącym, kopiącym i gryzącym koszmarem, zwierzołakiem pozbawionym intelektu. Wieczność mija po trzech sekundach. Uspokaja oddech, nie zwracając uwagi na to, że przepona nie tłoczy powietrza do płuc. Szum morza.

Na zimno, prawie bez emocji odszukuje kraniec suwaka. Zdecydowane pociągnięcie, zimne metalowe ząbki, miękka śliskość szeleszczącej materii poliestrowego worka na zwłoki. Zwłoki? Ja wam kurwa dam zwłoki. Jakim cudem mnie tu wpakowali, pieprzona kostnica w życiu się nie wypłaci z odszkodowań.

Gniew. Żagiew płonącego skowytu duszy zastępuje strach. Dyszy żądzą zemsty, prawnicy, wyda na nich fortunę, ale zwróci się to z nawiązką. Pieprzony rząd mi za to odpowie. Burmistrz, radni, każdy urzędnik w mieście. Będą płacić mi przez całe pokolenia, oni i ich rodziny. Zniszczy ich, zabije i pożre, tak, zje, zje wszystko, szybko i bez ceregieli. Żreć...

Ciemności precz, won, już nie masz tu przystępu. Szum morza, prozaicznie odgrywany przez agregaty chłodnicze. Szmelc, nawet nie czuje chłodu, pewnie jakiś dupek oszczędza śmieszne centy, oszukując termostaty. Wydostać się. Koniec leżenia, czas na działanie.

Gładkie prowadnice cichutko przesuwają się w swych stalowych szynach. Wszystko skąpane w przerażająco jaskrawym oświetleniu trzech czterdziestowatowych żarówek. Patrzy bez zmrużenia oka na jarzące się wolframowe spiralki, oczy nawet nie próbują schronić się skromnie za zasłonami powiek. Palcami rozmasowuje powieki, zmuszając je do nasunięcia się na oczy. Jakiś mięsień źle pracuje, na twarzy mamy ich mnóstwo. Nie chcą się zamykać, jakie to dziwne. Znów narasta w niej złość, znów ma ochotę... 'easy, wyluzuj dziewczyno" szepce bezgłośnie, biorąc się w garść i tłumiąc ognisko pożaru w zarodku.

Wypełza z worka, siada w końcu na wysuniętej z komory chłodniczej platformie. W zamyśleniu obserwuje parę unoszącą się z jej lodówki. Nadal nie czuje zimna, ale widzi, że to zimno tam jest, to jasne jak słońce.

Jest naga, jej szczupłe ramiona pokryte są jakimś brązowym kremem. Jej piersi, które nadal nie przegrały walki z grawitacją, pokrywa ciekawa mozaika brunatnych kropeczek. Abstrakcyjnie doszukuje się w nich jakichś obrazów, jakby plamki mogły być jakimś modernistycznym dziełem sztuki.

O kurwa. O kurwa. O kurwa.

Przecież pociągnęła za spust. Co tu się dziwić. Chciała i zrobiła co trzeba, jak zawsze konsekwentnie realizując swoje plany. Metodyczna i niezawodna, profesjonalistka, która straciła głowę z miłości. STOP.
Do tego nie będziemy wracać, o nie. Nie ma dostępu do szufladki ze wspomnieniami o Tonym, nie ma takiego słowa. STOP.

Ostatnie stop powiedziała głośno. Zabrzmiało to mniej więcej jak eee-sz-opp.
Co jest, przecież ma nienaganną dykcję i wspaniały akcent, mówi jak wykształcona osoba. Co to za zniekształcenia. Rusza językiem w buzi. Język pracuje co najmniej dziwnie, gorzej nawet niż powieki. Wkłada palce do buzi.

Język jest dziurawy. Tak jak i podniebienie miękkie. Mała dziurka jakieś półtora cala za brodą.
Tu przyłożyła Różową-Przyjaciółkę-Każdej-Dziewczyny-w-Detroit.
Tył głowy... dotyka palcami. Swobodnie wchodzą pod włosy, znikają zdecydowanie głębiej niż poprzednio. Mała wyrwa na lewo od nasady kręgosłupa, tak na oko wielkości pudełka zapałek. Nie ma skóry, nie ma kawałka kości czaszki, brakuje pewnie całego płynu rdzeniowo-mózgowego. Ktoś rozhermetyzował głowę, trzeba oddać się do serwisu.

Siedziała bez ruchu, obojętna na dźwięki dochodzące gdzieś z pobliża. Obojętna na swą nagość, na dziurę w głowie, czy raczej dla porządku warto rzec - dziurę i dziurkę, zupełnie nadliczbowe. Kathy umarła. Kathy jest z tego powodu przykro. Tak, tylko to czuje. Smuteczek. Była taką fajną babką, miała tak wiele planów, tak dużo do osiągnięcia, tyle opakowań lodów na nią czekało, tyle penisów jeszcze było do ogarnięcia, tyle dolarów do odłożenia w First National, tyle wirtualnych punktów sławy do zdobycia w grze zwanej Codziennością. Koniec. Po wszystkim.

To gdzie jest te cholerne światło, w kierunku którego ma iść? Te trzy żaróweczki mają symbolizować cały majestat Boga?

Wypolerowane stalowe pokrywy lodówek, niczym upiorne lusto pokazały jej piękną twarz, przystrojoną makijażem utrzymanym w tonacji śniegu i mąki. Duże oczy, o całkiem nieruchomych źrenicach, które wcale nie reagowały na światło, rozszerzone, w końcu była nieźle naćpana. Śmierć obeszła się z nią łagodnie, dobre i to...

W dupie to mieć. Może i nie żyje, ale nadal lubi Detroit. Po co się stąd ruszać. Nie będzie szumu morza, ale szaroniebieska namiastka dwu jezior wokół miasta wystarczy, by to morze sobie wyobrazić.
 
__________________
To, co zraniło cię raz, może zranić cię dwa razy...

Ostatnio edytowane przez killinger : 29-10-2013 o 18:06. Powód: mały dopisek
killinger jest offline  
Stary 30-10-2013, 00:20   #3
 
Inferian's Avatar
 
Reputacja: 9328 Inferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputację
William zaczął lekko roztwierać powieki, wszędzie było ciemno. “Co do cholery, co się stało”- zastanawiał się niemogący przypomnieć sobie, co się wydarzyło. Prawdę mówiąc czuł się jak by stracił wzrok. Poruszył ręką i poczuł, że jest to plastikowy worek. “Na sąd ostateczny w workach?” - Pomyślał, wysilając się dość bardzo. Był osobą niewierzącą, oczywiście życie w gronie fanatyków przyczynia się do obaw, co stanie się po jego końcu i tak też było teraz. Młody mężczyzna uniósł rękę tak, aby usunąć okrywający go kawał foli. Okazało się, że jest on złączony za pomocą zamku, który rozsunął dłonią. Gdy tylko to zrobił poraziło go światło. Było ono dość intensywne. Pojawiły się kolejne myśli, ta z kolei była dość przewidywana, “to z pewnością tunel, o którym wszyscy mówią”. Takowych programów naoglądał się wiele, tematy tabu, śmierć kliniczna, życie po życiu i inne ciekawostki dla ludu. Było coś jeszcze słyszał dźwięki, nie był sam. Słyszał jak ktoś rozsuwa suwak, tak brzmiał to tak samo. Oparł się rękoma o łoże, na którym leżał i uniósł swoją część tułowia. Dzięki temu potrafić zauważyć znacznie więcej. Nie był głupi, ale to przerastało jego najśmielsze oczekiwania. Teraz był pewien jednego, znajdował się w kostnicy. Wszędzie stal chirurgiczna, ten zapach sterylności, a zarazem, jeszcze coś. Dziwny zapach, zaledwie po chwili wiedział to zapach krwi.

-Co jest? To jakiś cholerny żart? - Powiedział niemal bez dźwięcznie, nawet jego głos brzmiał inaczej, można porównać do mówienia podczas wymiotowania.

Gdy skończył swoje krótkie zdanie poczuł, że jego szczęka lekko opadła. Musiał ręką ją naprostować, niegdyś wysportowany pan King, a teraz połamaniec.
Rozejrzał się po pomieszczeniu i wzrokiem wrócił na swoje ciało, był nagi. Jego klatka piersiowa wyglądała jak gdyby po nim przejechał walec. Prawą ręką dotknął się w okolicy żeber, łatwo było nawet właściwie powiedzieć, między którym, bo właściwie trzy z nich znajdowało się na wierzchu. Białe, zmiażdżone kości przebiły skórę, a co najśmieszniejsze nie czół bólu. Otworzył do końca worek i na swoim palcu u nogi zauważył dyndającą karteczkę, Taką jak się zazwyczaj widzi u sztywników. Zgiął się, aby ją dosięgnąć, jego prawe ramię znajdowało się lekko niżej niż lewe. Czuł się jak kaleka, jak jakiś mutant. Musiał odepchnąć się ręką, aby móc powrócić do wcześniejszej pozycji. W ręce miał kartkę, którą obrócił, aby przeczytać:

“William King - upadek z 10-tego piętra, liczne obrażenia, zmiażdżona klatka piersiowa, podejrzenie samobójstwa”

Teraz przypomniał sobie ostatnie momenty, to jak miał się udać do lepszego świata. Jak wyskoczył ze swojego apartamentu, pamiętał nawet jak leci, do pewnego momentu. Jego pamięć nie dawała żadnych szczegółów na temat bliskiego spotkania z asfaltem, może i lepiej.

-No i co teraz?- Pomyślał

Rozejrzał się po pokoju szukając chociażby fartucha, którym może się okryć bądź, co lepsza ubrania, które może ukryć to, że wyszedł z lodówki. Powoli starał się wstać, nie było to łatwe, osoba, która upadła z 10 piętra to nie ten sam żywy człowiek. Swoje poczynania mógł śledzić na metalowej pokrywie drzwi. Zachowywał się jak truposz, te ruchy, ta niezdarność. Nawet wyglądał jak truposz biały, z czerwonymi oczami, roztrzepotane włosy, a sam cały pokiereszowany. Tak zdrowy człowiek nie wygląda. A lekarz ostrzegał aby nie mieszać alkoholu z lekami.

Oparł ciężar na swojej lewej nodze przytrzymując się tym samym obiema rakami łózka, po czym postawił drugą nogę. “Mozolna nauka chodzenia”. - Pomyślał zaś mimowolnie powiedział tylko
- Chodzić.

Być może z braku siły, a może w otępienia umysłu.

Wstał i obejrzał się na kobietę, która już siedziała na łóżku, nie wyglądała dobrze, ale być może lepiej niż on sam.

-Ki…, kim u lich...U licha jesteś? - Zapytał - Co to wszystko ma… ma znaczyć?


Pierwsze, co spostrzegł, było to, że nie musiał wcale oddychać. Spostrzeżenia: wampir, ale czy wampir wygląda jak oklapła kupa mięsa, być może. “Pieprzony trup” - pomyślał
 
Inferian jest offline  
Stary 04-11-2013, 13:07   #4
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 15403 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację
Cisza, wszech ogarniająca cisza, pustka. czuł się zawieszony, będąc, nie będąc, istniejąc bez punktu odniesienia. Coś nim wstrząsnęło z niemalże błogiej nicości. szarpnęło za nogę rękę. Ciągnęło, w lewo, to w prawo w ciemności. Spadał, a może wznosił się nie wiedział, nie widział, a i uczucie było obce niż od tej pory. palący ból w całym ciele, w gardle i nic.

Zerwał się nagle natrafiając na na jakąś plastikową narzutę z którą zaczął się mocować. po chwili znalazł zamek. Palce wędrowały wzdłuż szwu. Po chwili udało mu się otworzyć, obie dłonie wysunęły się na zewnątrz i rozrywając sobie drogę ku światła wyłonił się z worka niczym obcy z ciała nieszczęśliwego pasażera. gdyby tylko pamiętał który to był film, która część. Plastikowa materia opadła na boki półprzytomnym wzrokiem wodził wokoło. To nie miało sensu.

//Życie jest sumą doświadczeń.
Poematem wersów, słów i zdań.
Koniec kropką, po której
..zostaje tylko kartki biel.
//

Biel? Tak, było biało, wokoło, tak bardzo biało. Białe lampy roznoszące białe światło na białą posadzkę i białe ściany, i perłowo-metaliczne zasuwane szuflady chłodziarek... jak w kostnicy. Kostnicy? Spojrzał na siebie. Był nagi, w rozerwanym zielonkawym worku z kartką na paluchu u stopy. Siedział w czymś co przypominało właśnie taką szufladę. To był jakiś głupi żart nie? Przystawka, była lewa, tak?

Jeszcze raz rozejrzał się po pokoju, dość obszernym. Mężczyzna, kobieta, hmm.. całkiem atrakcyjne.. chwila, zaraz... podobieństwo uderzyło go z siłą majestatu ostatnich momentów które niechętnie docierały do jego powracającej świadomości. Był głodny, bardzo głodny... Nie! Nie to! Te worki, to miejsce, ich stan wyraźnie.. nietypowy. Byli w kostnicy? Kostnicy? Kostnicy!?

Odetchnął głęboko w osłupieniu kiedy nagle zrozumiał, wyczuł, a raczej nie wyczuł znajomego uczucia nabierania powietrza. Nie oddychał? Sprawdził sobie tętno jednym uchem słuchając co mężczyzna ma do powiedzenia. Brak.

Jeżeli to był, żart, przyrzekał, zarzekał się na wszystkie świętości i nie świętości jakie dane mu było poznać w życiu, że zajebie skurwieli, a potem ich wpierdoli po kawałku, normalnie zeżre im mózgi i nawpierdala się krwistym, aż zdechnie z przejedzenia... zaraz, zatrzymał swój potok myśli. Dlaczego miałby ich zeżreć, dlaczego ma ochotę na mięso... ludzkie? musiał być jakiś chory film, bardzo chory film, jakieś pierdolone reality show gdzie napchają cię psychotropami, a potem... nie to nie miało sensu. Nie podpisał kontraktu, nie?

//Jesteśmy samotnymi motylami.
szukając kwiatów na łące,
tracimy to co nas łączy ze światem.
O jeden kwiat za daleko,
a tam już tylko żabi staw.
gdy motyl obudzi się żabą,
będzie motylem, czy ulegnie żabie?
//

"Kim, nie czym ja kurwa jestem?" Nie rozumiał. Wstał i spojrzał na nich zrzucając z siebie resztki worka.
- Czy ktoś wie co tu się kurwa dzieje? - zapytał bez ogródek. Potrzebował odpowiedzi, jakiegoś naprowadzenia. Nie było tu lekarza, tylko tych dwoje, tylko tych dwoje i tylko oni mogli mieć jakieś informacje. Chyba.. chyba że..
- ..wy też umarliście, prawda? - tego był niemalże pewny. Wszystko zaplanował, ale przeżył, przeżył? Nie, raczej nie. Bardziej, bardziej to odżył patrząc na miejsce w którym byli i raczej na pewno to nie był żart.
 
Dhratlach jest offline  
Stary 05-11-2013, 00:09   #5
 
killinger's Avatar
 
Reputacja: 1956 killinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputację
samotność we troje

Wyłaniali się. Chromowane kokony pękały wypuszczając ze swych trzewi motyle, które okazywały się być raczej ćmami, takimi meksykańskimi z trupią główką na włochatych pleckach. Jedna, druga szuflada. Która otworzy się następna? Pandemonium martwych, którym nikt nie raczył wyjaśnić, że śmierć należy do tych krańcowo ostatecznych zjawisk. Uśmiechnęła się do siebie.

- EEj-ssz-lyy chtuuurysz z wasz beennn-cie gapi-u sheeeeee na mo-oo-she cycki zaaabii-heee jaah pszaaa...- Zamarła zastanawiając się czy ktokolwiek poza nią samą rozumie co powiedziała. Jeszcze bardziej zastanowiło ją czyste brzmienie słowa "TITS" które w jej szeleszczącej nowomowie winno być po dwakroć świszczące. Uświadomiła sobie, że wymawiając "cycki" spuściła nieco zawstydzona głowę. Broda niemal dotykała do klatki piersiowej.

Roześmiała się tym razem już nie do siebie, a całkiem głośno, jakoś tak chlupotliwie, co nawet na umrzykach musiało zrobić pewne, zdecydowanie niepokojące wrażenie. Kathy, jesteś pieprzoną flecistką. Masz co prawda tylko jeden otworek do grania, ale zdaje się, że to całkiem fajna umiejętność.
Postanowiła od razu to sprawdzić.

Przyłożyła kciuk, zatykając od dołu otwór w podniebieniu. Słup powietrza wibrującego w krtani, niezakłócany przeciągami w żuchwie, zaskakująco czysto i wyraźnie przemienił się w potok słów.

- Jesztem... byłamm Kathyyy. Wytajcie pho siemnej sztronie moczy. Njee fiem jah wy, ale ja jesztem czałkiemm nieszywa - pozwoliła sobie na całkiem miły uśmiech do pozostałych denatów - Ale sz thymi cyckami nje szartujem.

Krytycznie obejrzała swoich towarzyszy. Połamaniec wyglądał przyjaźnie, ale miał tak dziwnie powyginane stawy, że aż trudno było oderwać wzrok od niezliczonych niesymetrii w jego ciele. Drugi z umrzyków wyglądał na nieźle wkurzonego, a kiedy rzucił przekleństwem, zdawał się być ucieleśnieniem zielonego gniewu. Już chciała zakpić coś o Zielonej Latarni, kiedy pomyślała sobie, że przecież jest sama w towarzystwie dwóch facetów. To cholerne Detroit, a ona jest nieubrana. Kto wie, czy nieumarłym staje...

Używając zębów i drąc pazurkami, nie bacząc na łamiące się paznokcie manicuru za 150 dolców, wydarła w środkowej części worka na ciało spory otwór. Przełożyła go przez głowę, opuszczając końce z przodu i tyłu swego ciała. Wspaniałe, poliestrowe ponczo. Clint Eastwood byłby z niej dumny, o ile w którymkolwiek z westernów kochał się w jakiejś zombiaczce...

Wstała. Ponczo skrywało jej płeć, sięgało do połowy uda, nie przylegało jednak ściśle. Z zażenowaniem zauważyła, że faceci, mimo że martwi, zachowują się całkiem jak zwyczajne, żywe, szowinistyczne świnie. Czyli gapią się. Trudno, chyba nic gorszego niż śmierć już jej nie grozi, więc pobawi się w ekshibicjonistkę.

Nagle zachwiała się przez moment. Wielobarwne mroczki przemknęły jej w chaotycznym kalejdoskopie barw przed oczyma. Nie czuła się pewnie. Mięśnie reagowały jakoś inaczej, wolniej. W dodatku zrozumiała, że te wszystkie diety cud, którymi karmiła się ostatnio, by być jak najatrakcyjniejszą dla tego bydlaka, były zwyczajną porażką. Ma ochotę na normalne mięso. Nie tofu, kiełki, czy sałatę, nie mineralną wlewaną litrami. Cholera, stek. Taki niekoniecznie wysmażony, powiedzmy po 30 sekund na stronę. Albo lepiej lekko opruszonego solą t-bone'a, leżącego na ruszcie po 15 sekund. Albo... po co tracić czas, po co marnować dobry sok, po co piec, po co kroić, przecież ma zęby, prawda? Ludzie to wszystkożerne stworzenia, o tak... żerne, wszystko... mięso...

Ślinianki pracowały jak oszalałe. Mroczki urządziły sobie pogoń, jakąś zwariowaną Daytonę odgrywając w jej głowie, pędzą, burczą, mruczą...

Gdzie ja jestem? A, tak... kafelki, umrzyki, nieskromna sukieneczka.

Ci dwaj nie nadają się do jedzenia. Przerażająca, bo całkiem trzeźwa myśl. Dlaczego do cholery miałabym patrzeć na nich jak na jedzenie? Ty ździro w mojej głowie, wynoś się!
Nie bądź głupia dziewczyno, jesteś zombie, nie kombinuj, tylko zorganizuj obiad. Won ze mnie, nie chcę cię słuchać!
Ale mięsko byś zjadła, nie? Zawsze byłam mądrzejsza od ciebie, zawsze mówiłam, że Tony to skurwiel, ale ty i te twoje hormonalne drgawki... słuchaj mnie, to może jakoś sobie poradzimy. Nienawidzę cię Kate, nienawidzę siebie samej. Jak można tak szybko odrzucić człowieczeństwo, skupić się na głodzie i samolubnym spojrzeniu na wszystko wokół. Jak można...

Starcie z podświadomością musiało w jakiś sposób uwidocznić się na jej twarzy. Wyczuła, że oczy facetów nie przewiercają już jej zaimprowizowanego poncho, nie ślizgają się pełnymi lubieżności, choć jednocześnie tęsknie impotenckimi, lepkimi spojrzeniami. Musiała niepokoić, może nawet bardzo.

- Mosze chturysz z panuff zaproszyy dzefczyneee na obiaaat? Jeszlyy njee to puu-deee saammm-aaaa poszuuukat' mjeenskaaa - humor jej nie opuszczał. Od momentu kiedy okazało się, że prawa przyrody nie dotyczą jej w jakimś stopniu, poczuła się silniejsza, w jakiś chory sposób bardziej żywa, niż za życia. Spełnienie można osiągać na tak wiele sposobów, starczy dobry apetyt i już.

A apetyt narastał sobie spokojnie, jak fala przypływu zalewająca powoli, lecz nieuchronnie zatokę. O tak, bardzo lubię morze, wspominałam już o tym?
 
__________________
To, co zraniło cię raz, może zranić cię dwa razy...
killinger jest offline  
Stary 07-11-2013, 17:41   #6
Jej mackowatość
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 11094 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://www.youtube.com/v/Bag1gUxuU0g?[/MEDIA]

Co się stało? Przecież umarli… a jednak powrócili. Wayne rozpoznał na stole kremacyjnym Sylvię – jedną z osób, z którymi popełnił samobójstwo. Jej się udało, więc…

CO POSZŁO NIE TAK?!

Na dodatek ten przejmujący głód. Musiał coś zjeść… kogoś. Na Boga, czy naprawdę tak pomyślał?!

Choć martwe ciała budziły w nim obrzydzenie, czuł, że nie potrafi za długo nad nimi stać – nie nad tymi świeżymi. Problemu z tym nie miał najwyraźniej połamaniec – William, który pochylając się nad ciałem Sylvii, sięgnął po biały fartuch, wiszący na wieszaku pod ścianą. Niestety, był to jedyny kitel.

Komunikacja z Katherine była utrudniona, a wyglądało na to, ze jest najbardziej rozgadaną osobą w towarzystwie. Jak przystało na seksowną kocicę, tym razem również spadła na cztery łapy (choć wcale tego nie chciała) i szybko przyzwyczajała się do nowej sytuacji. Niestety, narobiła trochę hałasu przy tworzeniu nowego ciuszka. Jej strój zdawał się być tak alternatywny, że spokojnie mógłby zdobyć serca paryskich projektantów mody.

Wtem na korytarzu usłyszeli czyjeś kroki. Co jeśli ktoś ich teraz zobaczy?
Cokolwiek o nich nie powiedzieć, stanowili barwne trio. Kobieta z przestrzeloną czaszką, odziana w ponczo z worka na trupy, obok poruszający się z trudem połamaniec w białym kitlu, a przed nimi całkiem zgrabny golas o lekko zielonkawym zabarwieniu skóry. No i znajdowali się w kostnicy - a to dawało do myślenia.

Drzwi do pomieszczenia uchyliły się, a w szparze zobaczyli zdziwione oblicze czarnoskórego stróża.

 
__________________
Up high in the middle of nowhere
Don't know, but you know, when you get there
Walk slow and low on a tightrope
Hope it last, but you know, you never know...
Mira jest offline  
Stary 26-11-2013, 01:03   #7
 
killinger's Avatar
 
Reputacja: 1956 killinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputację
Kathy siedziała najbliżej drzwi wejściowych. Wchodzący strażnik siłą rzeczy ją pierwszą zobaczył. Uśmiechnęła się do niego słodko, zatrzepotała rzęsami,. po czym najszybciej jak potrafiła rzuciła się na tłuściocha. Och, wiedziała że będzie cuchnął, nie sądziła jednak że aż tak mocno. Mimo niskiej temperatury, siłą rzeczy niezbędnej dla utrzymania w dobrej formie standardowych umarlaczków, murzyn był spocony i lepki, teraz nie tylko z racji na swoją tuszę. Poczuła ostry, metaliczny zapach strachu, a spod niego wyzierał leniwie inny, nieco subtelniejszy. Zapach jedzenia? O mamusiu… dlaczego tak w ogóle pomyślała…
Strażnik zwalił się na ziemię jak domino, kiedy rzuciła się na niego całym ciężarem. Zrobił się zdumiewająco blady, jak na afroamerykanina, zaczął spazmatycznie łapać powietrze. Kate oceniła, że łapie go zawał. Już miała brać się za masaż serca, kiedy uświadomiła sobie, że stare przyzwyczajenia i systemy wartości są na nic.

- Phaanofieee… pomuuuuuszceeee. Missssstehhhhr Haambuuulghel zosssssta-u phoootanyyy doo sztooo-u - przyciskała strażnika do ziemi, lecz jej wątłe ciało na pewno nie oparło by się zdecydowanej akcji. Potrzebowała interwencji, potrzebowała, by to ktoś inny podjął za nią decyzję - Poomuszceee - dodała ciszej i jakby lekko zrezygnowana. - Czoo s nyyym szrooobiimyyy?

Nogi strażnika wybijały nierówne staccato, obcasy niczym pałeczki w dłoniach wytrawnego perkusisty, coraz rzadziej i ciszej przerywały grobową nomen omen ciszę, swoim dudnieniem o gresową podłogę. Kathy wiedziała że strażnik bez pomocy zginie.
 
__________________
To, co zraniło cię raz, może zranić cię dwa razy...
killinger jest offline  
Stary 26-11-2013, 10:40   #8
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 15403 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację
Wayne zamarzł patrząc na wchodzącego stróża. Serce biło szybciej, a ślinianki zdawały się pracować ponad normę. Czuł, praktycznie czuł bijące tętno czarnoskórego dawcę mięsa. Zagryzł zęby, zgrabniutka dopadła do niego niczym… a po chwili byli na podłodze. Jeść, jeść… jeść! Nie miał tętna, nie oddychał, ale czuł, czuł jak cały organizm targa go głodem, głodem i gniewem… gniewem? Dlaczego? Bo… Kathy pierwsza dopadła tłuściocha. Ten. Posiłek. Był. Jego.

Wypuścił powietrze które zdawało się w nim znajdować, podświadomy odruch zapamiętany jeszcze za czasów kiedy żył i ruszył z cichym warkotem w kierunku kobiety chwytając po drodze misę na narządy. Z każdym krokiem coraz bardziej czuł ten zapach, zapach mięsa, świeżego mięsa i wszystkich którzy byli w pokoju, a może była to iluzja wywołana głodem.. wszystko zdawało się być taki bardziej czerwone niż było..

Nie myślał, z całej siły kopnął leżącego w głowę, potem w szyję nie patrząc co robi skupiony tylko na jednym. Upadł na kolana, oddając się żywemu głodu który go wypełniał chwycił jedną ręką kobietę i odepchnął ją na bok, a ciężka misa opadała z impetem niczym młotek na obitą głowę stróża. Chwilę później rozrywał dłońmi brzuch czarnoskórego i klatkę piersiową od dołu delektując się rarytasem świeżego mięska.
 
__________________
"Podły, podły, podły i zły ja!"

///Słabo dostępny do odwołania... za utrudnienia przepraszamy... ///
Dhratlach jest offline  
Stary 26-11-2013, 12:10   #9
 
Inferian's Avatar
 
Reputacja: 9328 Inferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputację
William by bardziej anemiczny i pojawienie się strażnika nie wywołało w nim wielkiej reakcji. Wywołało ją całkowicie co innego, było to zachowanie towarzyszy, a raczej istot znajdujących się także w chłodni. Widział już, że mężczyzna nie ma szans, ale co jego to teraz interesowało. Wiedział już co się z nim stanie. Czuł jedynie ulgę, że nie jest jednym z ludzi, którzy mogą stać się posiłkiem. Czuł ulgę ale zarazem zastanawiał się, że głód także może dopaść i jego. Teraz był spokojny, być może to jego naturalna siła organizmu, być może spokój i trzeźwość umysłu. „Trzeźwość umysłu u osoby, która popełniła samobójstwo? To raczej nie”- pomyślał.
Nie czuł się pewnie poruszając się, co chwilę obawiał się, że może noga czy ręka mu odpadnie. Na szczęście tak się nie działo. Powoli dość gramolnie jak na połamańca podszedł do miejsca w którym to właśnie działa się owa sytuacja. Rozważał aby go chociażby kopnąć, ale szybko ta myśl mu przeszła. „Kopnąć, w pierwszych minutach mojego nieżycia, jeszcze odpadnie mi noga”. Chwilę zaczekał tak aby pozostała dwójka mogła go spokojnie dobić i dopełnić tego co zaczęli. Obserwował dokładnie, czy dają sobie radę, bo był przygotowany aby w razie nagłej sytuacji zareagować. Wiedział, że prawdo podobnie ci dwoje są jedynymi przedstawicielami tego istnienia co on. Gdy kobieta i mężczyzna skończyli swoją kolację, King dokładnie go obszukał. -Latarka też może się przydać.- powiedział jak gdyby do siebie

-Jak się czujecie? Czy nic się nie zmieniło, jak go wpieprzyliście ? – odparł z lekką odrazą, czuł się dziwnie, jeszcze kilka godzin temu był człowiekiem, jeszcze kilka godzin temu takie widoki mógł oglądać jedynie siedząc na kanapie gapiąc się w swój pięć dziesięciu calowy telewizor.

-Wsadźmy go na miejsce któregoś z nas i zamknijmy. Kto mi pomoże? - zwrócił się go dwojga towarzyszy.


Po czym dodał:

- Będziemy musieli ukrywać ślady naszego działania. –
mówiąc to pociągnął za jeden z podajników z papierowymi ręcznikami. Ciągnął go prawie minutę, za czym nie opróżnił do końca. Całość rzucił na podłogę po czym zaczął ją przecierać. Spojrzał dokładnie na posadzkę i jeszcze raz podszedł do ściany. Chwycił za butlę z wodą destylowaną, która to upadła na ziemię przez dość sztywniakowate zachowanie młodzieńca. Powoli dość guzdrale pochylił się i ją podniósł. Polał trochę po miejscu w którym była plama i jeszcze raz przetarł ręcznikami.
-Dobrze, że mają tu takie wielkie kosze bo gdzie ja bym zmieścił tyle tego dziadostwa. - mówiąc to wyrzucił wielką kulę zużytego papieru.
 
Inferian jest offline  
Stary 26-11-2013, 20:43   #10
 
killinger's Avatar
 
Reputacja: 1956 killinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputację
Jadła. Bez wielkiego zapału, ale też bez najmniejszego sprzeciwu jadła. Widząc apetyt zielonkawego kolegi ostrożnie podbierała kąski, unikając podrobów, polując na czyste fragmenty mięśni. Jadła ludzinę, bez wstrętu do tego co robi, bez dumania o normach, zasadach, czy zwyczajnej przyzwoitości. Złamała jedno z głównych tabu społeczeństwa zachodniego i nie robiło to na niej żadnego wrażenia.
Smak. Ciekawe, zawsze czytała, że człowiek trochę przypomina w smaku kurczaka. Murzyn nie przypominał w smaku niczego. Białko, ot tylko tyle. nie umiała powiedzieć, czy jej smakuje, coś zupełnie innego niż hormony podpowiadało jej, ze powinna jeść mięso. Coś nieznanego nauce, tak tajemniczego jak sama śmierć.

Co będzie z nadgryzionym strażnikiem? Czy przemieni się w takiego jak oni? Czy po przemianie będzie miał do nich żal, pretensje?

Nieśmiało odezwała się do facetów, zatykając dziurawy podbródek dłonią.

- Fiecie czo? F fyylmach ofyyyjahy sooombi saafszee oszyyfaajom. Saabloku-ceeee czwiiczkii, szeeebyyy nje wyyylas. Mooosze byciii mooosznooo wkuuszonny na nasz, sze go szjedliiiszzmyyy...

Żałowała w tej chwili jednego. Piękna, paramilitarna koszula. Prasowana z wyraźną znajomością tematu, trochę przepocona, ale dość duża by uchodzić za sukienkę. Porwana w strzępy i zbrukana krwią i wszelkimi płynami ustrojowymi rozerwanego ciała. "Jak bardzo, bardzo się zmieniłaś Kathy" - pomyślała do siebie - "Zginął człowiek, a ty martwisz się o ciuchy"

Osunęła się powoli po ścianie, poczuła twardą, zimną podłogę z polerowanego gresu pod pośladkami. Zgięte w kolanach nogi uniosły jej prowizoryczne ubranko, pokazując w pełnej krasie jej podbrzusze. To także nie miało dla niej znaczenia. Kim, lub czym się stajesz Kathy? Co będzie dalej? Gdyby mogła zapłakałaby teraz, lecz jej oczy pozostały suche i martwe, mięśnie twarzy nie przywołały żadnego grymasu, ciało żyło swoimi sprawami, za nic mając rozterki które dopadły tę, która do niedawna niepodzielnie władała jego odruchami.
 
__________________
To, co zraniło cię raz, może zranić cię dwa razy...
killinger jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166