Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-06-2011, 23:49   #1
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1709 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
[solo-militaria] Sig 22

Afganistan
24 czerwiec 2011 rok. Godzina 12:30 czasu miejscowego.

Wasiliew Borys Piotrowicz prawie żałował tej misji. Na razie nic się nie działo. A to było najgorszą zapowiedzią. Wraz z paroma innymi żołnierzami biegł obok Strykera przez most. Mieli przejść przez miasto, żadnego ryzyka. Za miastem była baza gdzie miał zostać przez dwa dni, a potem ruszyć na posterunek wroga ukryty gdzieś w górach. Sytuacja była coraz bardziej napięta. Osama bin Laden nie żył, ale już był nowy przywódca. Al-Kaida obiecała jeszcze bardziej zacięty opór po śmierci przywódcy. Zrobili z niego to co chrześcijanie zrobili z Jezusa.

Za sobą mieli jeszcze daw wozy artylerii, tak samo przed sobą. Każdy wóz miał paru żołnierzy do eskorty. Już trochę biegli i Borys zaczynał odczuwać zmęczenie. Jednak ta część miasta do której wkraczali była mniejsza niż ta z której wyszli.

Zatrzeszczało radio
- Trzech na balkonie na dwunastej. Nieuzbrojeni.
- Zostawcie ich. Tylko się przyglądają, nie mają broni. Zachowajcie spokój i czujność.
- Kapitan Stark. Borys nie pamiętał misji bez niego. To dzięki jego pochwałom doszedł do stopnia Kaprala. Poza tym lubił tego czarnoskórego wielkoluda. Był doświadczony w tym co robi i robił to naprawdę dobrze. Bardziej dbał o innych niż o siebie.

Czołg M1 Abrams jadący na przedzie wszedł w zakręt i nagle przystanął. Żołnierze obok pojazdu wymierzyli gdzieś bronią.
- Tu Abe One. Przed nami stoi około dwudziestu ludzi. Zagradzają nam drogę.
- Są uzbrojeni?
- Zapytał Stark.
- Nie sir.
- No to...
Wypowiedź Franka przerwał świst pocisku z RPG-7. Właściwie trzech. Trzy eksplozje wstrząsnęły czołgiem. Był już niezdolny do dalszej walki. Żołnierze stojący obok czołgu też.

Konwój natychmiast ruszył Zamiast skręcić w prawo gdzie był wrak M1 pojechali w lewo. Na dachach widoczni byli ludzie z bazookami. Właśnie przeładowywali. Idioci. Nawet się nie schowali. Żołnierze teraz biegnący obok pierwszego pojazdu, czyli M3 Devers szybko i sprawnie załatwili trójkę terrorystów.

Konwój ruszył z kopyta. Przez radio Stark i inni wykrzykiwali rozkazy, ostrzeżenia, pytania. Wasiliew dostrzegł w oknie nad nim taliba z AK-74. Szybko podniósł M4A1 do góry i wystrzelił serię pięciu pocisków. Wszystkie kule trafiły w twarz. Biegł dalej. Teraz gdy adrenalina przelewała mu się w ciele, poczuł nowy przypływ sił i nie czuł zmęczenia długim i ciężkim biegiem.

Kolejni na dachach z bazookami. Zarówno pojazdy jak i żołnierze zaczęli strzelać. Jednak było ich za dużo. Borys spodziewał się, że strzelą w pierwszy pojazd, czyli tuż przed nim. O Strykera się nie bał. Miał system obrony przed pociskami z wyrzutni. Jednak terroryści nie byli tacy głupi. Pięć pocisków i parę serii pocisków przeciwpancernych trafiło w M1 Abrams zza Borysem. Odcięli ich od reszty konwoju. Oni byli w lepszej sytuacji niż Ci z tyłu. Musieli się cofać, a Piotrowicz mógł biec na przód.

Jeden z jego towarzyszy dostał, chyba Chapman. W głowę, więc już nie starał się mu pomóc. Przed chwilą biegł tuż za nim. Kolejny, po drugiej stronie Strykera dostał. Przez radio Borys słyszał, że Stark wciąż żyje i chyba znaleźli drogę, ale teraz Wasiliew biegł obok ostatniego pojazdu...



Przeładował już po raz trzeci. Dobrze mu szło. Trafiał za każdym razem. W zasadzie nie była to żadna nowość. Inni też zaczęli radzić sobie lepiej. Stryker czyścił dachy i ulice, żołnierze tylko dopełniali dzieła. Jednak w końcu obok wozu biegło już tylko trzech. Borys spojrzał daleko w prawo. Widział jak gdzieś po dachach niskich, biednych domów biegło parę osób. Ciągle strzelali i pewnie coś krzyczeli. Po strojach rozpoznał żołnierzy U.S. Army. Zapewne Stark. Skupił się jednak na sobie.

Kolejny tubylec na dachu wymierzył w niego z kałacha. Jednak Borys był szybszy. Kolejny na dachu, tym razem próbował zestrzelić żołnierza biegnącego obok Wasiliewa, nazywał się chyba Smith. Tak czy siak Arsene zdążył uratować mu życie. Weszli w wąskie uliczki, nad nimi była osłona, gliniana, okrągła konstrukcja. Zwisały linki do których poprzyczepiano ubrania. W tym tunelu, na bokach którego było coś na styl targu nie spotkali wrogów. Jednak od razu gdy wybiegli napotkali ciężki opór. Smith padł martwy po dwudziestu sekundach. Stryker wystrzelił jeszcze parę rakiet i długą serię pocisków przeciwpancernych w budynek w którym zebrało się sporo snajperów.

Najpierw zrobiło się z niego sitko, potem się zawalił. Borys zabił jeszcze paru. Przeładował i nagle znaleźli się na placu. Stryker się zatrzymał i zaczął ostrzeliwać wszystkich snajperów na dachach. Arsene przykucnął obok Hendrixa i razem zaczęli się bronić przed terrorystami wybiegającymi z uliczek na plac. Wrzasnął przez radio żeby ruszył tą kupę złomu. W tym momencie Hendrix dostał kulkę w łeb a Piotrowicz załatwił ostatniego przeciwnika. Wyjechali główną ulicę. Dalej było spokojnie

Dwie minuty biegu i zobaczyli swoich. Wiele pojazdów, czołgi, helikoptery. W tłumie żołnierzy Borys dostrzegł Starka. Murzyn podszedł do niego i powiedział:
- Dobrze, że chociaż ty żyjesz. Ktoś chce z tobą gadać. Marszałek Nicholson.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^

Ostatnio edytowane przez Fearqin : 25-06-2011 o 13:37.
Fearqin jest offline  
Stary 25-06-2011, 22:59   #2
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
Marszałek stał w asyście kilku osób. Panował wszechobecny gwar wojskowego obozowiska. Wasiliew czekał, aż Nicholson skończy zdanie, by wejść mu w słowo, a nie przerwać w połowie. To mogło by się okazać co najmniej nietaktowne, gdy kapral przerywa marszałkowi z piersią oblepioną medalami jak lep muchami w letnie popołudnie.

- Chciał pan ze mną rozmawiać, sir?

Nicholson odwrócił szybko głowę w twoim kierunku, potem znowu zwrócił się do chorążego słowami - Ostatnie słowo należy do mnie, nie do pana, nie do niego, tylko do mnie.

Chorąży zasalutował i odszedł, zdecydowanie niepocieszony. Chorąży zaś już całkowicie zwrócił się do Ciebie. Żołnierze którzy stali obok również odeszli, odgonieni gestem marszałka.

- Wasiliew Borys Piotrowicz? Mark McIvan? Hans Gerter?
- Kapral Wasiliew Borys Piotrowicz, sir. - Na twarzy żołnierza widać było lekkie zakłopotanie.
- Jak chcesz. Od teraz pracujesz dla mnie. Wsiadasz do tego helikoptera - Wskazał na śmigłowiec za swoimi plecami - Na miejscu dostaniesz rozkazy od Porucznika Claina. Zrozumiano?
- Tak jest, sir! - zasalutował i bez słowa odmaszerował do śmigłowca.

W śmigłowcu byli tylko żołnierz i pilot, nikt poza nimi. Niezmiernie to Wasiliewa zdziwiło. Dla byle kaprala nie rezerwuje się śmigłowca. Cóż, najwyraźniej marszałkowi musiało nieźle zależeć na jego szybkim transporcie.
- Za godzinę będziemy na lotnisku, tam będzie czekał na Ciebie samolot do Belgii.
- Do... Belgii?
- No tak. A gdzie jest niby siedziba NATO? Jak chcesz jeść lub pić to wszystko jest w skrzyni - Pokazał skrzynkę pod siedzeniem. - Zgaduję, że na przystanku dostaniesz normalne ciuchy.
- Mhm - mruknął i czekał, aż dolecą do celu.

Na lotnisku oficer od razu zgarnął Borysa i krótko wyjaśnił mu, że ma godzinę na przebranie się i przygotowanie do drogi. Dał mu paczkę z garniturem i papierami. Ubrał się w stanowczo nie żołnierski strój w jakimś baraku i przesiedział resztę czasu głowiąc się nad tym, po jaką cholerę ma lecieć do Belgii. Dobrze, że przynajmniej garnitur był wygodny.

W samolocie prócz żołnierza leciało blisko 40 innych osób. W najbliższym sąsiedztwie Wasiliewa znajdował się charakterystycznie obcięty typ. Podróż z Afganistanu do Europy będzie trwać kilka dobrych, długich godzin. W tym czasie w głowie żołnierza zrodzą się zapewne liczne spekulacje na temat celu jego wyprawy.

Wreszcie długo lot zakończył się na jednym z Belgijskich lotnisk. Nieduże, można by powiedzieć, że nawet kameralne przyjęcie gości ucieszyło Wasiliewa. Nikt nie próbował z nich robić w mediach bohaterów walczących za wolność Europy i Stanów. Walka z talibami nijak ma się do walki o wolność.

Nie wszyscy wysiedli z maszyny. Na płycie lotniska kilkunastu mężczyzn ujrzało właśnie dobrze zbudowanego wojskowego w średnim wieku. Ten zlustrował ich wzrokiem i zabrał głos.

- Witajcie. Jestem sierżant Clain. W ciągu następnych trzech dni zostaniecie poddani paru testom które spośród was wszystkich wyłonią jednego najlepszego. Ta jedna osoba otrzyma propozycje pracy dla NATO. Oczywiście wojskową pracę. Jednak nie będzie działał w błękitnej Armii. Z przyczyn oczywistych więcej nie mogę powiedzieć. Każdy z was musi przystąpić do sprawdzianu. Ten kto go nie przejdzie dostanie wynagrodzenie pieniężne i zostanie z powrotem odesłany do bazy w Afganistanie. Póki co wszyscy zameldujecie się w hotelu naprzeciwko lotnisko. W recepcji podajcie swoje nazwiska i dostaniecie pokój. Do zobaczenia jutro, odbierajcie telefony.

Po krótkim przytaknięciu wszyscy skierowali się w stronę wspomnianego hotelu. W budynku lotniska nikt nie zawracał sobie głowy sprawdzaniem ich rzeczy. Mogli wwieść do kraju bombę atomową, a nikogo z ochrony by to nie zdziwiło. Zaskakujące, jak dobrze NATO poinformowało tutejsze służby bezpieczeństwa.

Po drugiej stronie ruchliwej ulicy znajdował się hotel. Duży, dość wystawny. W recepcji ustawiła się już krótka kolejka czekająca na obsłużenie. Kiedy nadszedł czas Wasiliewa przedstawił się i odebrał klucze od pokoju. Miał teraz ochotę tylko na ciepłą kąpiel i odpoczynek po podróży.
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 29-06-2011, 00:34   #3
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1709 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
Akram Al Abbas był okropnie zdenerwowany. Służba Allahowi była honorowa i słuszna. Robił to co musiał, to co chciał i to za co zostanie nagrodzony w raju. Postąpił parę kroków naprzód. Krew pod jego nogami plusnęła gdy stopa zetknęła się z mokrą posadzką. Wyjął magazynek z P90, włożył nowy i wycelował w kolejnego amerykańskiego śmiecia w tym skazonym supermarkecie. Rozejrzał się. Jego towarzyszom też szło świetnie. Nikogo nie oszczędzali, nikt nie stawiał oporu, nie mieli broni. Akram wystrzelił kolejną serię, tym razem pięć naboi przeszyło klatkę staruszka o prawie łysiej głowie. Po chwili padł na innego trupa.
Arab zrobił parę kroków przed siebie, rozglądając się gorączkowo. Był najmłodszy z ekipy. Po raz pierwszy widział śmierć. Po raz pierwszy ją niósł. Ktoś pod nim jęknął. Kobieta. Ładna, można by rzecz, że piękna. Bardzo młoda. Bez tej całej krwi i jelit na wierzchu mogłaby wyglądać jak anioł.
- Spokojnie, będziesz mi służyć w raju. - Powiedział w swoim ojczystym języku Akram i zabił dziewczynę. Teraz już nie znał granic. Szukał nowych ofiar. Wtedy zawyły syreny.

***

Wasiliew i piętnastu innych mężczyzn znajdowało się na poligonie, gdzieś daleko od Brukseli kiedy doszło do masakry w centrach handlowych, sklepach i innych miejscach publicznych w sześciu państwach: Ameryce, Rosji, Angli, Niemczech, Francji i Polsce. Terroryści wypowiedzieli otwartą wojnę niemal całemu światu. Każdy z tych krai będzie domagał się zemsty. Pacyfiści nie będą mieli nic do powiedzenia. Wściekłe tłumy ich zdepczą i zagłuszą. Jednak Borys jeszcze nie miał o tym pojęcia. Clain właśnie wyjaśniał reguły "gry". Pierwsza próba miała na celu wyłonienie tych którzy najlepiej strzelają. Pewne było, że sierżant widział akta wszystkich zebranych i znał ich umiejętności. Tak też możliwości prób były ograniczone.

Tarcze były odległe, a żołnierze dysponowali Orłami Pustyni. Pistolet o dużej sile i dużym odrzucie. Mieli w ciągu siedmiu sekund oddać jak najwięcej celnych strzałów. Broń mocno skoczyła po pierwszym strzale, trzeba było szybko wymierzyć i znowu strzelić. Nie było łatwe zachować celność przy takiej odległości i warunkach. Wasiliew przeszedł dalej, czterech odpadło.

W następnej próbie mieli biec. Prosta linia, czasami mieli wbiegać pod górkę. Do końca a potem z powrotem, kółka dopóki nie padną. Jedno okrążenie liczyło sobie około piętnastu kilometrów. Wasiliew podejrzewał u siebie zawał serca, ale chyba przebiegł dwa i pół. Chociaż nie bardzo słyszał i widział. Po przerwie zorientował się, że wliczając jego zostało ich siedmiu.

Ostatnia próba okazała się być najłatwiejsza. Sprawdzali biegłość umysłową. Rozmawiali z Borysem w paru językach, również tych których nie znał, jednak niektóre przypominały częściowo ruski lub angielski. Tym sposobem wychwytywał pojedyncze słówka, a z małymi podpowiedziami skręcał całe zdania. Potem był test na inteligencję, pytania dotyczące rożnych sytuacji na polu bitwy (pod wykrywaczem kłamstw), czarne kleksy i inne. Gdy skączyli był wieczór.

Stali we trzech przed Clainem. Miał ponurą minę.
- Dobrze. Od teraz jesteście świeżo upieczonymi członkami SIG-u 22. Jednostka stworzona przez NATO. Oficjalnie was nie ma. Figurujecie w swoich poprzednich jednostkach, dostajecie nawet żołd. Nikomu nie możecie o tym mówić. Oczywiście jest was więcej. Wy tworzycie jednostkę uderzeniową. Działacie gdy nasi analitycy znajdą wam cele. Zapewne już za parę dni będziecie mieć mnóstwo roboty. Jak wrócicie do hoteli i włączycie telewizory zrozumiecie. Nie bójcie się, nie będziecie zabijać braci Matki Teresy, osób które dostały pokojowe nagrody Nobla mimo iż na to nie zasłużyły. O nie. Zastrzelicie, zasztyletujecie, udusicie czy cokolwiek wam przyjdzie do głowy, najgorszych skurwieli. Morderstwa niewinnych, niezdolnych do obrony, gwałty, handel narkotykami, bronią. To będziecie zwalczać. Kiedy nie działacie jesteście w swoim domach czy gdzie tam chcecie. Otrzymujecie dziesięć tysięcy dolarów tygodniowo plus to co dostawaliście z poprzedniej pracy. Oczywiście jeśli chcecie może to być inna waluta. Aha, nie jesteście tylko we trzech w grupie uderzeniowej, łącznie jest około dwadzieścia osób, różnej narodowości. Wszyscy znają angielski, tak jak i wy. Minivan odwiezie was do hotelu, przedtem przebierzcie się w normalne ciuchy. Jutro o dwunastej zajdę do was.

***

Wasiliew poznał pozostałą dwójkę. Obydwaj już razem służyli w Afganistanie w U.S. Army Rangers. Bracia. Jack i Tom Colowie. Nawet mili goście. Po trzydziestce, oczywiście póki co wyglądali tak jak każdy amerykański, biały żołnierz. Wasiliew zresztą też był łysy. Jednak Clain na odchodne zabronił im się golić na głowie, podobno mieli czasem wykonywać ciche misje w mieście, a łatwiej zidentyfikować łysego gościa, niż takiego który jest ostrzyżony jak setka innych w promieniu kilometra.

Arsene wszedł do pokoju, wziął kąpiel po czym przypomniał sobie, że miał włączyć TV. Wszędzie leciały wiadomości. Wszystkie mówiły o jednym. Terroryści dokonali masakry. Co prawda wszystkich bezpośrednich sprawców zabito, ale teraz potrzeba było więcej krwi.

***

Clain prowadził minivana i odpowiadał na wszystkie pytania trójki żołnierzy. W nowej jednostce zachowali swoje stare stopnie. Jak się okazało Tom i Jack mieli taki sam stopień co Wasiliew.
Jechali na lotnisko. Mieli lecieć do Angli. Siedziby nowej jednostki były w: Belgi, Angli, Ameryce i Niemczech. Teraz kierowali się do Wielkiej Brytani gdzie mieli spotkać resztę drużyny, oraz wyruszyć na pierwszą misję. Borys miał czas na pytania.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^
Fearqin jest offline  
Stary 02-07-2011, 22:20   #4
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
- Clain, powiedz mi... będziemy zabijać terrorystów odpowiedzialnych za te zamachy?
- Za te wczoraj? Cóż, wszyscy którzy bezpośrednio je przeprowadzili już nie żyją. Jednak są tacy którzy im dali fundusze, sprzedali broń, no i oczywiście to w ogóle zorganizowali.
- No tak... masz jakieś... podejrzenia z kim przyjdzie nam walczyć? - zapytał ostrożnie dobierając słowa.
- Ja? Niby skąd. Pewnie na początku będą to araby odpowiedzialne za tych terrorystów. Potem się zobaczy. Jest mnóstwo osób które w tradycyjny sposób nie da się aresztować, albo jest to po prostu nieopłacalne bo mogą wyjść za kaucją.
- Nie da się aresztować? Sugerujesz, że w to zamieszani mogą być jacyś politycy? - Wasiliewowi przeszła przez głowę jeszcze jedna myśl, o której nie chciał teraz wspominać.
- Tak. Z różnych państw. Kto wie, może nawet dyktatorzy państw z Afryki

Wasiliew odetchnął. Po jakiś dwudziestu minutach jazdy żołnierza naszło jeszcze jedno pytanie, które chciał zadać, by stłumić niepewność.

- Zastanawia mnie jedna rzecz. Co z wyposażeniem? Będziemy mogli sami dobrać sprzęt czy dostaniemy coś odgórnie?
- Och, wierz mi, o sprzęt się nie martw. Nasza organizacja nie jest biedna, do wyboru do koloru, ale dostaniecie sugestie w zależności od zadania.

Sugestia. Co można rozumieć przez sugestie? W końcu to oni wiedzą co jest dobre, oni tarzali się obwieszeni sprzętem jak choinki w piachach Afganistanu pod silnym ogniem.

- Sugestie? Silne sugestie? - dopytywał.
- Ech. Porady. Na przykład: cicha misja, bierzcie tłumiki i czujniki pulsu.
- Mhm - mruknął i ponownie pogrążył się w zamysłach.

Po kilku minutach męczącej ciszy odezwał się jeszcze raz. Najpierw jednak zmierzył wzrokiem nowych towarzyszy, dopiero zabrał głos.

- Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Czy w organizacji... jest duża umieralność?
- Cóż. Przekonamy się. - Clain uśmiechnął się szeroko- Działamy od niedawna. Na razie mieliśmy pięć misji w terenie. Nikt nie zginął. Chociaż pewnie długo się to nie utrzyma. Jednak ci którzy są wybierani do grupy szturmowej, to ludzie ze specjalnych jednostek różnych krajów, najlepsi z najlepszych. SAS, GROM, U.S. Rangers, Delta Force, jest nawet jeden typ z CIA. Ale to wyjątek, wzięli mnie ze względu na wysokie IQ.
- CIA - mruknął. - Grunt, że nie KGB. Możesz powiedzieć mi coś o tych misjach?
- Teraz, nie. Od tego są analitycy, szefowie, sztab dowodzenia.
- Wieloma takimi specami dysponujecie... dysponujemy?
- Chodzi ci o analityków czy ludzi takich jak ty? Do działań bezpośrednich?
- O ludziach od działania mówiliście, nie mam aż tak krótkiej pamięci. Pytam o analityków.
- Obecnie sześciu. Wiesz, najlepsi programiści, hakerzy i inni robią gry komputerowe. - Clain wprawiał się w coraz lepszy humor.
- Rozumiem.

Reszta podróży przebiegała w nieco ponurej atmosferze. Atmosferze milczenia, napięcia, ciekawości nowego i nieznanego.
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 05-07-2011, 16:04   #5
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1709 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
Lot minął szybko, Borys zdążył sie wyspać. Wylądowali w Londynie. Na parkingu lotniska (kontrolę przeszli po tym jak Clain pokazał jakąś dziwną przepustkę strażnikowi) czekał na nich kolejny rodzinny minivan. Jechali przez miasto przez dobrą godzinę. Zatrzymali się na przedmieściach, przed dużą willą. Brama się otworzyła a Clain zaparkował na dużym placu przed drzwiami do domu.
- Wysiadka! - Powiedział do siedzących z tyłu żołnierzy po czym zamknął za sobą drzwi.

Willa była naprawdę duża. Z tyłu zapewne znajdował się base bo było słychać jak ktoś skacze do wody. Clain poprowadził trójkę towarzyszy do drzwi, które otworzył. Znaleźli się w majestatycznym przedpokoju. Żyrandol z kryształów pięknie odbijał światło które wchodziło przez ogromne okna z prawej strony. Przed oknami stało mnóstwo biurek, a na nich komputery, monitory, serwery, a nawet parę pistoletów.
- Nie mamy baz pod ziemią i tak nikt nie ma jak się dowiedzieć gdzie się znajdują bazy.

Przed biurkami siedziało parę osób. Jednak nie zwracali uwagi na żołnierzy.
- Mimo wszystko, ze względów bezpieczeństwa macie nie gadać z analitykami, informatykami itp. Wy podróżujecie częściej niż oni i jesteście co prawda tak samo zdolni do bycia zidentyfikowanymi jak oni, ale wy możecie się zawsze obronić. Tak więc na wypadek tortur, lepiej żebyście znali tylko żołnierzy.
Minęli pracujących intiligentów. Wyszli na dwór z drugiej strony mijając kuchnię. Przed dużym basenem było paru ludzi. Jeden raczył pławić się w wodzie. Wszyscy byli poubierani normalnie i widać niczym się nie przejmowali jedząc mięso z grilla i pijąc whiskey oraz piwo. Jeden z nich, wysoki blondyn na widok Claina mruknął "kurwa" i zmiażdżyl papierosa w popielniczce, odłożył piwo na stolik i powiedział.
- Clain. Jak miło. Miałeś być jutro.
- Zamknij się Hulk, nie jestem twoją mamą, a ty nie jesteś nastolatkiem, chociaż z waszego lenistwa nie jestem zadowolony. Przywiozłem nowych rekrutów...
- Trzech na miejsce pięcu martwych? Słabo... - Powiedział jakiś mocno napakowany szatyn o mało przyjaznej twarzy. Jego akcent zaciągał niemieckim.
- Podobno nikt nie zginął... - Wtrącił się Tom Cole stojący obok Borysa. Clain tego nie skomętował. Wskazał na niskiego, ale dobrze zbudowanego, łysego, białego mężczyznę wychodzącego z basenu
- Falcon, ubierz się - Teraz wskazał palcem na szatyna który wspomniał o zmarłych - A ty Spectre lepiej przypomnij sobie co ci mówiłem. - Spectre spuścił głowę i dopiero teraz odstawił piwo - Zachowujecie się jak jakieś jebnięte nastolatki. Oglądacie wiadomości, wiecie co się stało. Za godzinę macie być ogarnięci i podzieleni na dwie drużyny, tych dwóch - Clain wskazał na Toma i Jacka - Dołącza do grupy Wispa, a Borys do Hulka.

Wasiliew i Colowie zaczekali aż reszta powróci po sprzątaniu małęgo bałąganu. Zebrali się w salonie. Stanęli po dwoch stronach dużego pokoju. Czekali na Claina który rozmawiał z analitykami, na pewno nie na temat wybryku żołnierzy. Michael Hanks, czyli Hulk podszedł do Wasiliewa.
- Dobra, teraz jesteśmy podzieleni na dwa zespoły, u nas łącznie z toba jest dziewięciu, u nich jedenastu. Przedstawię ci wszystkich z naszej grupy. - Powiedział po tym jak sam się przedstawił.
Niski łysol nazywał się Miguel Servantez "Dingo", był pół hiszpanem, a w połowie Australijczykiem, specjalizował się w cichym eliminowaniu celów, wcześniej był najemnikiem. Gigant jak już się wcześniej okazało był nazywany "Sceptre", ale naprawde nosił godnosć Olafa Vogela, niemca z krwi i kości, służył w GSG9, być może najlepszej jednostki specjalnej na świecie. Kolejny nowy kolega Borysa nazywał się Robert Blicki "Eagle", snajper pierwszej klasy wcześniej pracujący dla GROM-u, wyglądał... zwyczajnie, młody blondyn o prostej twarzy, przeciętny wzrost, ale w jego niebieskich oczach było coś osobliwego. Saper, czyli "Bomb" Paolo Salvatore, mocno opalony włoch wydał się być bardzo miły, a przynajmniej szalenie wesoły, wcześniej walczył z terroryzmem w G.I.S. Zaś były pracownik francuskiego GIGN, Adalber Dufarge "Smoke" był świetnym pilotem i kierowcą wszystkiego, chociaż wyglądał na wioskowego głupka, tylko dobrze zbudowanego i ubranego. Anglik Colin Willis "Blood" z wyglądu był rasowym wojskowym zabijaką, w SAS-ie podobno sprawował się wyśmienicie. W końcu izraelczyk David Weizman "Star", był już chyba po czterdziestce, ale wyglądał na kogoś kogo terroryści zdecydowanie powinni się wystrzegać, ponadto był zastępcą Hulka. Do tego doszedł oczywiście "Hulk", amerykanin. No i Wasiliew "Arsene". Z drugą grupą Borys się nie zapoznał. Hanks ostrzegł go by w czasie akcji zwracał się do reszty tylko po przezwiskach, zdradzenie tożsamości nie było na ich korzyść. Stopnie żołnierzy były bardzo różne, jednak nikt nie był szeregowym.

Gdy podchodził do nich Clain, Michael szepnął do Wasiliewa
- Jego nazywamy "Earth". Jednak raczej nie bierze udziału w walkach, zajmuje się organizacją.
W końcu Colin Clain przemówił.
- Hulk, lecisz ze swoimi do Afryki. W Libi od miesiąca trwa wojna domowa. Na razie NATO się nie wtrąca, ale to właśnie z Libi pochodzi broń którą terroryści użyli w Anglii w Manchesterze. Wisp, to samo, ale w Brazylii, broń posłużyła do ataku w Lublinie, w Polsce. Lecicie rano. Odlot z pobliskiego, dzikiego lotniska, uzbrojcie się już teraz. W obydwu przypadkach nie musicie się liczyć ze skradaniem się. Szczególnie w Libi. Hulk i Wisp zgłoście się do mnie za godzinę po dokładniejsze instrukcje.

Arsene został zaprowadzony do piwnicy willi, całe ogromne pomieszczenie było jedną wielką zbrojownią. Do wyboru do koloru.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^

Ostatnio edytowane przez Fearqin : 05-07-2011 o 16:06.
Fearqin jest offline  
Stary 06-07-2011, 00:29   #6
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
Zbrojownia. Wasiliew liczył na średniej wielkości piwniczkę z karabinami na stołach. Zastał zbrojownię godną niejednego pułku piechoty. Wszystko, od G18, przez "Emki" i "Kałasze" na RPG kończąc. Na początku Arsene przez chwilę obserwował kto w co się wyposażył. Po chwili złapał kamizelkę kuloodporną, Berettę z tłumikiem - nie dość, że wycisza to jeszcze poprawia zasięg kosztem siły przebicia, na wrogów w kevlarach od stóp do głów jednak nie liczył - złapał też kilka magazynków. Wszystko odłożył na stolik na boku.

Rozglądał się dalej. Jego wzrok padł na błyszczącego SPASa, lecz na to nie było czasu. Z takim sprzętem zawsze jest dużo zabawy, może jak już lepiej zapozna się z oddziałem. Skierował swoje kroki w stronę M4, lecz zawahał się.

- Może ubierzemy się jak miejscowi? Kto tam właściwie walczy?
- Wojna domowa. Prości ludzie wszczęli rebelię przeciw reżimowi. Nie wyglądami jak Libijczycy, a i tak będzie taki burdel, że lepiej zabrać kamizelki taktyczne i kuloodporne. - Odpowiedział Star, najstarszy z grupy.

Prości ludzie Wasiliew traktował jak synonim słowa "Kałasznikow". Jednak lepiej mieć pod ręką 74ke, a rebelianci mogą nie dysponować odpowiednią amunicją. Z lekkim zawahaniem Wasiliew wyciągnął rękę po M4. Rozejrzał się. Celownik holograficzny na górną szynę, granatnik na dolną. Na boczną latarka. Szybki test - świeci po naciśnięciu - sprawna. Do jednej z kieszeni wrzucił też tłumik.

Po załadowaniu i rozładowaniu karabinu Arsene zaczął rozglądać się za jakąś kamizelką taktyczną. Wziął coś lekkiego, jedynie żeby zamocować ładownice. Prócz standardowych magazynków załadował jeszcze dwa granaty - zaczepny i obronny - opatrunek osobisty, kompas (nigdy nic nie wiadomo!) i zapalniczkę. Leżała obok stołu, musiała komuś upaść. Spojrzał w stronę towarzyszy, by zobaczyć co zabrali. Uzbrojenie było najróżniejsze.

Zgarniając swoje rzeczy, mundur DPM desert Wasiliew spojrzał jeszcze raz na resztę oddziału. Wyglądali... może nie tyle sympatycznie, co budzili poczucie bezpieczeństwa. Sprawiali wrażenie znających się na robocie, którą dane im będzie wykonywać. Ciekawe jak poradzi sobie drugi oddział. Brazylia to pewnie niewdzięczny teren.

Najwięcej zaufania budził chyba Polak, najmniej natomiast Francuz. Wasiliew sam nie był do końca pewien czemu.

Kiedy wszyscy byli już obwieszeni sprzętem jak choinki wyszli ze zbrojowni, gasząc za sobą światło i szczelnie zamykając drzwi. To w końcu niemały skład broni, a i żarówek sporo. Nie wypada wchodzić i od razu nabijać komuś bez sensu rachunek za światło. Wypada natomiast skubnąć trochę rzeczy. Nikt chyba nie zauważył załadowanego (i zabezpieczonego) Glocka zaplątanego w mundurze.

Wchodząc po schodach Arsene zagadał do dowódcy trochę na uboczu.

- Co to za pięć trupów, z którymi się wyrwał Spectre?
- Byliśmy w USA, atak na małe miasteczko, mieli zakładników i bomby . Oni mieli rozbroić jedną bombę, my drugą. Nam się udało, ale pozostała piątka... zabrali ze sobą dziesięciu turbanowców i około trzydziestu zakładników. Obszar jest objęty kwarantanną. Mieli ze sobą jeszcze jedną broń, ale jej nie zdążyli użyć. Media o niczym się nie dowiedziały i pewnie nie dowiedzą, nie przeżyło wielu mieszkańców a miasto i tak było na odludziu. Służyło im za baze wypadową.
- Mhm - mruknął niepocieszony.

Wasiliew miał nadzieję, że ich saper zna się na rzeczy w dostatecznym stopniu.

- Co to za broń?
- Jądrowa - Powiedział Hulk odkładając broń na bok i siadając na kanapie. - Za cholerę nie wiemy skąd to wzięli. Pewnie chcieli ją przewieźć gdzieś dalej, w bardziej zaludnione tereny.
- Mhm... niedobrze - skwitował i opadł na kanapę.

Spoglądając na rozmawiających towarzyszy Arsene machnął szybko ręką w stronę pobliskiego stolika. W jego ręku szybko pojawiła się puszka piwa. Ktoś postawił ją na dolnej półce gustownego, trójnożnego stołu, wyrwanego wprost z salonu w stylu modern.

- Spoko, przy mnie nie zginiesz. Tamta piątka była nieostrożna i nieco... nieposłuszni.
- Nieposłuszni?
- Nie słuchali się rozkazów. Rozdzieli się, przez co zginął ich saper, bez niego nie udało im się rozbroić bomby.
- No tak. Myślałem, że nie chcieli strzelać do dzieci czy coś. Kamień z serca - powiedział popijając powoli.
- Nie martw się. Nie zabijemy potomków Jezusa Chrystusa.

Arsene nie od razu zrozumiał o co chodziło dowódcy. Potomków? Jakich do cholery potomków? Chyba wyznawców? W każdym razie, ciekawe ile osób w Libii jest z nim spokrewnionych.

- A co z innymi? Wiesz, jak arabski dzieciak się znajdzie na linii strzału? Przyjmujemy, że miał pecha czy kombinujemy? - powiedział i dodał po chwili. - Ewentualnie można się jeszcze zapytać o wyznanie... .
- Wiesz. Jak jeszcze byłem w armii szukaliśmy celu w Afgańskiej wiosce. Ścigaliśmy gościa od dłuższego czasu. Przeprowadził wiele ataków i ukrywał się właśnie w tej małej wiosce. Jeden z moich kolegów Pobiegł bocznymi uliczkami, ja razem z nim. Mijaliśmy dom, kiedy nagle usłyszeliśmy w nim szmer. Natychmiast się obróciliśmy. Zobaczyliśmy tylko dzieciaka. Ja od razu zacząłem biec, Jack tak samo, ale zaraz usłyszałem strzały. Skoczył na ziemię i się obróciłem. Maluch trzymał w dłoniach AK i dziurawił Jacka. Zabiłem go jednym strzałem. Z bólem, ale wciąż... zabiłem dziecko. Więc mnie nie pytaj co robić w sytuacji gdy na linię strzału wejdzie ci ktoś "niewinny".
- Dobra, rozumiem - skwitował dokańczając piwo.

teraz pozostawało im czekać. Arsene miał jeszcze kilkadziesiąt minut na przemyślenie sobie tego, co powiedział mu "Hulk". Pewnie będzie miał też na to trochę czasu w samolocie, potem w samochodzie, następnie przemierzając jakieś ciasne uliczki lub pacyfikując małą wioskę. Taki już los najemników. Tajnych agentów NATO się znaczy. Ale... czy to nie to samo?
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 10-07-2011, 17:36   #7
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1709 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
Wszyscy już wyposażeni wsiedli do transportowca wojskowego, brytyjskiego samolotu Armstronga Whitwortha AW.660 Argosy.
Lot okazał się całkiem szybki, wszyscy zdążyli się jeszcze jako tako zdrzemnąć by być w pełni sił. Wasiliew przyjrzał się dokładnie co kto ma.
Hanks właśnie sprawdzał swój M4A1 z granatnikiem i celownikiem holograficznym, Spectre odłożył na bok uniwersalny, niemiecki lekki karabin maszynowy HK 21. Dingo posiadał P90 z tłumikiem, Eagle miał barrett caliber 50 z czujnikiem pulsu. Bomb cieszył się posiadaniem TDI Vectora z celownikiem laserowym (ponadto miał sporo C4 i różnych innych, niestabilnych rzeczy). Smoke również wybrał sobie niemiecką broń Hecklera i Kocha, dokładniej MP5k z celownikiem laserowym. Blood miał FAMAS z ACOG, zaś Star był drugim snajperem, jednak z WA2000 z termowizją. Wszyscy oczywiście mieli też broń zapasową, strzelby, pistolety, nawet dwie wyrzutnie. Każdy miał też trzy noże, dwa do walki bezpośredniej i jeden do rzucania. Jedynie Dingo miał tych drugich około pięć.

Godzinę przed lądowaniem zostali obudzeni. Przygotowali się. W końcu pilot oznajmił im, że zaraz lądują, jednak nie jest to bezpieczna strefa. Hulk wytłumaczył im gdzie dokładnie mają szukać i kogo w ogóle szukają.
- Sytuacja jest dla nas zarówno pozytywna jak i negatywna. Otóż obecnie w mieście walczą powstańcy i wojsko, które nie stanęło po stornie narodu. Wiesz jak to jest co nie Eagle? - Zaśmiał się Hanks do polskiego snajpera, historia wojska z czasów powstania z jego kraju nie była zbyt chwalebna - Aczkolwiek w tym burdelu nikt nie zauważy kolejnych dziewięciu genialnie wyszkolonych ludzi. Przebrniemy najpierw przez obrzeża, potem przez małe centrum, aż do miejsca gdzie mieszkają "bogacze" czyli ludzie mający ponad dwa tysiące dolarów. Uważajcie teraz na tych krańcach miasta, dużo otwartych przestrzeni. W centrum chowamy się po domach i przez nie przechodzimy, po dachach. Naszym celem jest niejaki Francesco Nortron. Nie jest to ani jego prawdziwa tożsamość, ani jedyna. Jednak znamy go tylko pod tym nazwiskiem.

Hanks pokazał wszystkim zdjęcie celu. Zadbany, elegancki arab, miał bardzo egoistyczne spojrzenie, wyglądał na bardzo pewnego siebie.
- Ważne! Nie zabijamy go! Strzelić mu w nogi. Najpierw przesłuchamy, potem... a tak, zabijemy go. - Skończył po czym otworzyły się drzwi samolotu. Wszyscy w wielkim pośpiechu wyskoczyli, samolot odleciał zaraz potem. Arsene chciał zapytać o to jak mają wrócić, ale to w tej chwili nie było pewne.

Znaleźli się na pasie startowym, nie było tu nawet wieży kontroli lotów, chyba, że sterta gruzów niegdyś pełniła tą funkcję.
Kilometr przed nimi było widać pierwsze zabudowania. Gliniane i ceglane domki. Czego można się było spodziewać po biednym miasteczku.

Słyszeli mnóstwo strzałów, a przez duże ulice biegło sporo ludzi ze strzelbami. Gdy byli około pięćset metrów przed zabudowami przez plac przejechał czołg.
Gdy dobiegli do pierwszego domu wbiegli w wąskie uliczki obok niego. Jedni poszli na prawo, drudzy na lewo. Arsene został ze Eaglem, Hulkiem i Dingo. Biegnąc wąskimi uliczkami napotykali jedynie cywilów, Hanks przepędzał ich, jednak bez strzelania. Pierwszy opór napotkali gdy wybiegli na autostradę. Patrol dziesięciu ludzi, zwolenników reżimu. Jeden z nich siedział na wozie i dostrzegł czwórkę żołnierzy. Natychmiast znaleźli osłonę, w tym samym momencie wrogowie oddali niecelne strzały. Eagle zdążył wbiec do jednorodzinnego domu, Hulk wraz z nim. Arsene skrył się szybko z powrotem do wąskiej alejki z której wyszli. W najgorszej sytuacji był Dingo. Łysy niziołek skrył się zza wrakiem zniszczonej ciężarówki, był około pięćdziesiąt metrów od wrogich żołnierzy.

Eagle i Hulk szybko wbiegli na górę domu. Snajper sprawnie posłał trzy kule do przeciwników, każda trafiła celu w głowę, lub klatkę piersiową. Hanks zdążył zabić dwóch innych. Wcześniej ostrzegł Wasiliew, ten wychylił się z uliczki i też posłał dwóch do grobu. Pozostała trójka od razu otworzyła ogień z kałachów do okien domu i w uliczkę. Wszyscy zdążyli się schować. Michael przez radio rozkazał dla Servanteza ostrzał. Ten szybko wyskoczył zza osłony i korzystając z wielkiej szybkostrzelności P90 zabił rozwścieczoną trójkę żołnierzy.

Szybko znów zebrali się razem na skrzyżowaniu i wbiegli do bocznych alejek. Budynki stały coraz gęściej i były coraz wyższe, czyli byli już w centrum miasta. Hulk ciągle kontaktował się z drugą grupą, radzili sobie nieźle, też raz trafili na opór. Wielką willę Nortrona mieli zajść z dwóch stron, teraz jednak napotkali kolejną przeszkodę. Dobiegli przed targ. Na samochodzie z przyczepą stał człowiek który obsługiwał M134 Minigun.


Wszyscy oprócz Wasiliewa zdążyli wbiec na ulice co było błędem. Arsene został w alejce, zaś pozostałą trójka szybko znalazła osłony, zawalona ściana budynku, worki z piaskiem ustawione już wcześniej w celu ochrony.
- Arsene! Wejdź na dachy, przejdź do przodu i zdejmij chociaż tego typa z minigunem. Z resztą damy sobie radę! - Usłyszał głos Hulka przez radio.

Oprócz żołnierza z M134 stało tam około dziesięciu osób.
Piotrowicz wspiął się na dach niskiego, glinianego budynku. Na szczęście po jego prawej były wysokie domy, które oddzielały go od wzroku strzelców.
Musiał biec po niższych budynkach i w miejscach schodzić na dół by przejść przez te wysokie. Na końcu miał szereg niższych domków, na których dachach mógł się położyć by spokojnie zabić cel. Ponadto ich dachy miały ceglany murek za którym mógł się skryć gdy już zostanie dostrzeżony. Oczywiście najpierw musiał tam dobiec, a po drodze możliwe było spotkanie wrogów, na szczęście nie było to aż tak daleko.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^
Fearqin jest offline  
Stary 07-08-2011, 17:40   #8
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
Arsene starał się niezauważenie, acz szybko przebiec po dachach, w celu poszukiwania murku z którego miał by dobry widok na gościa z minigunem.
Biegł przez pare glinianych dachów, w końcu musiał zeskoczyć i przejść przez normalny dom z cegieł. Minął w nim pakująca się w pośpiechu rodzinę, ale nie przejął się ich krzykami i szybko wywalił tylne drzwi w kuchni. Od razu wspiął się po nierównościach na niski, kwadratowy, biedny dom i ruszył dalej. Nie opatrzne postawiony krok sprawił, że nastąpił na źle ułożony kawałek blachy, który leżał na dachu. Wpadł do pomieszczenia w którym przy oknie czuwał jeden strażnik. Celował z SVD w stronę w którą miał biec, jednak wyszło na jego szczęście. Strażnik prędko się obrócił,a Arsene leżał na ziemi dwa metry za nim, broń wypadła mu z ręki na dachu.

Wyciągnąwszy z kabury, tak szybko jak się dało, Berettę, żołnierz oddał dwa strzały w klatkę piersiową przeciwnika.
Snajperka nie nadawała się do strzelania w tak małym pomieszczeniu, jednak przeciwnik wystrzelił, okrutnie chybiając, w przeciwieństwie do Wasiliewa. Krew wylała się za otwarte okno, oba pociski przeszły na wylot.
Borys, zaraz po trafieniu, szybko wstał i jeszcze raz strzelił, tym razem w głowę. Nie czekając wyjrzał przez okno, stojąc na rogu.
Ujrzał małą uliczkę, nad nim był blaszany, prowizoryczny “mostek” dzięki któremu można było przejść po dachach. Okna do innych domów były w większości otwarte, w tych które były w zasięgu jego wzroku dostrzegł pojedynczych strażników, którzy pilnowali uliczek i czubków dachów, zapewne paru z nich znajdowało się również na górze.
W jedną rękę wziął nóż, w drugą Berettę. SVD przerzucił przez ramię. Podparł pistolet tak, by móc w razie potrzeby zadać cios nożem i ruszył przed siebie, idąc domami w stronę dobrego miejsca na strzał.
Wiedząc, że musiał się wspiąć wszedł po cichu do pierwszego domu. Wlazł przez okno, naprzeciw niego, odwrócony plecami stał strażnik. Cały się trząsł i niepewnie trzymał AK. Wasiliew cicho do niego podszedł. Przyłożył mu pistolet to tyłu głowy i oddał strzał. W domku były schody na górę. Jednak wyższa pozycja wiązała się w wyższym ryzykiem. Jednak na końcu drogi i tak musiał tam wejść.

Nie zastanawiając się już dłużej Arsene postawił nogę na schodku. Obejrzał się jeszcze za siebie i ruszył. Na piętrze było kilka starych mebli i dwa okna. Przylegając do ściany, co jakiś czas odruchowo zerkając na schody, żołnierz wyjrzał przez okno. Gzyms pokryty falistą blachą był dość szeroki. Bez wahania wyskakując na niego Arsene mało co nie spadł w niewielką uliczkę. Po odzyskaniu równowagi szybko przeskoczył na dach drugiego domu. Kątem oka zobaczył strażnika strzelającego do jego kolegów z oddziału. Przymierzył i dwa razy nacisnął spust. Jego karabin zamilkł. Nie zważając już na takich jak ten popędził przed siebie przeskakując co jakiś czas na wyższy poziom. Dwukrotnie musiał chować się za wszędobylskimi prowizorycznymi osłonami, by uniknąć wykrycia.

Wreszcie zobaczył w oddali dobrą pozycję do oddania strzału. Musiał jednak pokonać dwa dachy oddzielone od siebie piętrowym domem. Wziął więc rozbiegi pobiegł. Przepaść okazała się większa niż się tego spodziewał. Wskakując do jakiegoś domu przez okno zahaczył o parapet, a broń wypadła mu z ręki wprost pod nogi jakiegoś bojownika. Ten zszokowany odwrócił się i już miał strzelać, kiedy żołnierz podciął mu nogi i skoczył na niego z nożem. Szamotanina trwała może piętnaście sekund, lecz zdawało się, że trwa kilka minut. Zakończyła się zagłębieniem noża w oczodół rebelianta.

Arsene podniósł broń i wyjrzał przez okno. Dach na który miał przeskoczyć był na wysokości parapetu, lecz znajdowała się między nimi całkiem szeroka alejka prowadząca na plac. Modląc się o powodzenie żołnierz rzucił się przez okno. Niewiele brakowało, a uderzył by głową o beton. Złapał się jednak w ostatniej chwili i podciągnął. Dach na którym się znajdował przylegał do budynku wyższego o piętro. Na dachu znajdowała się masa kwiatów i blaszane zadaszenie. Drewniane skrzynki i beczka stanowiły świetną pomoc w wejściu. Arsene wrzucił karabin na górę, wziął rozbieg i wskoczył.

Borys położył się między kilkoma wysokimi kwiatami. Zdjął z ramienia SVD i przygotował się do strzału. Wymierzył. Siatka PSO1 była wręcz genialna. Nacisnął spust i strzelec dosłownie odpadł od karabinu. Niestety jego miejsce szybko zajął następny. Kręcąc gałką przy celowniku Arsene skupił się jeszcze bardziej. Wymierzył i nacisnął spust. Pocisk trafiając w bak wywołał iskrę, a Technikal z minigunem wyleciał w powietrze. Walka na ułamek sekundy zamarła.
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 17-08-2011, 12:52   #9
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1709 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
Natychmiast po wybuchu samochodu trójka towarzyszy Wasiliewa wyłoniła się z kryjówek i ostrzelało pozostałych wrogów. Hulk dwukrotnie wypalił z granatnika zamontowanego do karabinu. Po chwili w miejscu w którym żołnierze postawili jakże zmyślną blokadę, było tylko mnóstwo krwi, części ciał i wrak samochodu.
Arsene zeskoczył z niskiego budynku i wylądował obok biegnącego Eagle'a.

Dalszy bieg obył się bez walk. Obok nich świstały kule, a za nimi waliły się budynki, to jednak nie miało teraz większego znaczenia. Bo kto by się tym przejmował? Przez radio usłyszeli zniekształcony głos Sceptra. On i reszta byli już przy willi. Arsene i reszta też tam po chwili dotarli.

Dom Francesca nie był niezwykle porządnie strzeżony. Dlatego też obecnie był plądrowany przez powstańców. Czerwona, metalowa brama był powykrzywiana, w połowie wyrwana z muru, dalej na wzgórzu, przed drzwiami do domu stał Ził zdobyty przez powstańców.

- Szkoda. Będziemy musieli zająć bojowników o wolność. Ale i tak by słabą demokrację zrobili. Wchodzimy do domu i zabijemy kogo wlezie oprócz celu. - Powiedział Hulk przeładowując.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^
Fearqin jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169