Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-03-2008, 17:22   #221
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Niemalże leżąć na prowizorycznej barykadzie, zaraz obok Jonasza, Wierny robił to, co mógł w tym miejscu robić najlepiej- modlił się. Modlił i myślał, zanurzając się w otchłaniach swej pamięci i wspominając każdy grzech. Każde wystąpienie przeciwko boskim prawom, każdą chwilę, gdy postąpił nieodpowiednio. Każdy wystrzał, każde przekleństwo, każda chwila zwątpienia, chociaż ich nie było wiele. Każda wiara w bóstwo, które nie było Bogiem, każda chwila, gdy nie myśląc o swej duszy oddawał się cały Wojnie. Każda obraza, każde wyrzeczenie, spisanie kogoś na straty, wysłanie na pewną śmierć. Największy w jego życiu rachunek sumienia- zapewne także ostatni.

- Boże, wybacz mi...- słyszał tylko Jonasz.

Później usłyszeć mógł krzyk Basi. Miała racje, chociaż Tadeusz wiedział o tej walce, czuł to. Polska była już poza ich zasięgiem, podobnie jak Warszawa- znaleźli się gdzieś na przedsionku Raju i Piekła... Czy tak właśnie wyglądał Czyściec? Czy tak wygląda tamtejsza walka o własne serca i dusze?

Czy gaz wypuszczony przez Niemców w kanałach zabił ich wszystkich? Czy może to po prostu porucznik umarł z wycieńczenia, wykrwawił się przez ranę zdobytą przy jednym z włazów?

To nie było już istotne. Najistotniejsze było jego zbawienie.

Ojcze nasz, któryś jest w Niebie...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 26-03-2008, 20:06   #222
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 1088 Lhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumny
Olga siedziała skulona niedaleko Jonasza kryjąc się za załomem muru.
Po tym jak dała mu znalezione sznurki i bandaże, wolała wysłuchać jego nakazu o nie wychylaniu się.
Strzały oddawane przez Daniela były jak wskazówki zegara odmierzające ich życie.
Nagle do jej uszu dobiegł krzyk Basi.
- Słuchajcie mnie... – krzyknęła sanitariuszka a jej głos odbił się echem we wnętrzu kościoła –Słuchajcie i zrozumcie! My już nie walczymy o Polskę, walczymy o siebie, o swoje dusze! Każdy z nas ma ciężki grzech na sumieniu, Matka Boska mi o tym powiedziała. Wiem teraz wszystko. Wiem o cywilach, których ty Wierny zastrzeliłeś, Jonaszu... wiem o parabelce, wiem o tym, że Chmura wydał Żydów, wiem w końcu, że twoja miłość Olgo jest całkiem ślepa... Każdy z nas musi teraz odpokutować te grzechy. Tylko tak możemy wygrać! Spójrzcie w głąb siebie, żałujcie za swe grzechy, a znajdziecie odpowiedzi...


To co łączniczka poczuła po jej słowach było zimną furią.
Podobnie jak Basia podniosła swój głos wiedząc doskonale, że mury katedry sprawią, że będzie równie mocno słyszalny.

- Kim jesteś, by oceniać cudzą miłość? Kto daje ci prawo? Może najpierw nim ocenisz, może zajrzyj w własne serce, spójrz w oczy swojej, ponoć ta wielkiej miłości , jaką zwyczajnie zabiłaś. Sama odpokutuj swe grzechy, zanim zaczniesz je wskazywać innym. Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień. Znasz te słowa?
A jeśli każesz mi żałować i odpokutować, za uczucie jakie daje mi siłę by żyć, to tak jakbyś z zimną krwią zabiła kolejną osobę…

Olga doskonale wiedziała, jak okrutne są jej słowa. Ale nie mogła ścierpieć, gdy ktoś w taki sposób oceniał jej uczucia. A słowa, że ma żałować swej miłość, odpokutować za nią…
To miłość dawała jej siłę by żyć, by trwać, by się nie poddać.
I żadna nawiedzona histeryczka nie sprawi, że stanie się inaczej!
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay

Ostatnio edytowane przez Lhianann : 27-03-2008 o 21:28. Powód: Jedna literówka zupełnie zmienia sens znaczenia zdania...a kysz, kocie!
Lhianann jest offline  
Stary 07-04-2008, 21:26   #223
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Akt III – Katedra
Scena 3 - Szturm
Katedra – Dzień? Miesiąc? Rok?
[media]http://schlaufox.googlepages.com/DernireVolont-06-DerZornGottes.mp3[/media]

Gdyby móc wznieść się pod szare, ołowiane niebo na podobieństwo ptaka, to oczom takiego „lotnika” ukazałby się przejmujący widok. Miasto wielkie niczym świat ciągnęłoby się od horyzontu po horyzont. Spowite czarnym dymem unoszącym się z wypalonych ruin, które zalegałyby wszędzie na wysokość kilku metrów. Równa, symetryczna siatka ulic dzieląca metropolię na dzielnice i kwartały. Ani jednego ocalałego budynku. Jedynie ułomki elewacji, potrzaskane gzymsy i frontony. Całe pierzeje obrócone w surrealistyczny labirynt dawnych ścian i podłóg. Poza ruinami w Mieście była jeszcze Rzeka i Katedra. Ta pierwsza toczyła swe oleiste, gęste wody niespiesznie, powoli meandrując między zgliszczami. Ta druga, piękna, niemal nienaruszona wznosiła się dumnie w samym środków morza ruin. Lecz teraz zacieśniał się na niej pierścień napastników. Dwie setki żołnierzy opasało kordonem starożytną budowlę i teraz zbliżało się do niej powoli, bez najmniejszego strachu, nie kryjąc się wcale przed ewentualnym obrońcami. Nieco dalej, na jednym z placów szykowały się do natarcia kolejne grupy, tym razem już wsparte czołgami. Stalowe kolosy zapuściły swoje wysokoprężne silniki i teraz szykowały się do ataku.


Katedra nie milczała, raz po raz z jednej wież odzywał się pojedynczy wystrzał i kolejny z napastników padał na ziemię jak wór ziemniaków. Mimo to kordon zaciskał się, zbliżał. Był trzysta metrów od ścian katedry, dwieście, sto.

Żołnierze plutonu „Wiernego”, jedni wewnętrznie rozbici, inni już tylko zdeterminowani i zawzięci, szykowali się do obrony. Każdy na swój sposób. Jonasz biegał po nawie, przygotowywał kolejne pozycje do odskoku, minował drzwi, wydawał rozkazy. „Wierny” posypał się całkowicie, wszystko wskazywało na to, że nijak nie przyda się do obrony, że w spokoju, a może w nieświadomości, przyjmie kulę która wyszarpie z niego resztkę życia, które mu jeszcze pozostało. „Olga” siedziała nieopodal, szukając dla siebie miejsca, wciąż wzburzona słowami „Basi”. Mimo brudu pokrywającego twarz, jej oblicze było piękne niczym z posągu Matki Bożej.


Na jednej z wież „Basia”, sanitariuszka plutonu, wbiła wzrok w twarz „Daniela”, oczekując odpowiedzi na zadane pytanie. Chłopak kiwnął leciusieńko głową i ruchem ręki zachęcił, by dziewczyna podeszła bliżej. „Grom”, stojący obok z pobladłą ze strachu twarzą, uczynił gest, jakby chciał powstrzymać dziewczynę. Ta mimo wszystko podeszła bliżej i spojrzała przez okular celownika optycznego zamontowanego na SWT „Daniela”. Bestie w niemieckich mundurach. Jakby zło, które od wielu dni dokonywało się masowo w mieście zmieniło czyniących je ludzi w potwory. Groteskowe pyski zamiast twarzy, spozierające z okrucieństwem spod okapów czarnych hełmów. Ostre kły połyskujące za cienkimi, bladymi wargami. Pazurzaste łapy zaciskające się na najzwyklejszych mauserach.


- Bestie. – „Daniel” spokojnie uśmiechnął się. Jak gdyby mówił o najzwyklejszej rzeczy. – A ja na nie poluję.

Pogładził brudną dłonią gładki policzek „Basi”, a potem podniósł do oczu karabin. Przez chwilę celował, a potem delikatnie ściągnął języczek spustu.

PAF!

Pozostało jedenaście nabojów.

„Chmura” przełykał ślinę i łzy. Tym razem poczuł strach, a raczej zdał sobie z niego sprawę. Przed oczyma znów miał twarze zdradzonych Żydów. Zacisnął zęby, wycelował lufę erkaemu w grupę flankującą katedrę od lewej i nacisnął spust. Długa, przynajmniej dziesięciopociskowa seria przykryła niemiecki pluton. Rezultat przeszedł wszelkie oczekiwania. Przynajmniej jeden z pocisków musiał trafić w ładunek wybuchowy lub granty. Eksplozja rozrzuciła kilka okaleczonych ciał. Trzy inne leżały z przestrzelonymi głowami na bruku. „Chmura” zszokowany podniósł głowę ponad karabin, by dokładniej się przyjrzeć wrogowi.

- O kurwa! – „Jastrząb” pokręcił głową zadziwiony. – O kurwa, „Chmura”!

Powtórzył i uniósł mausera. „Chmura” ponownie wycelował. Szkopy leżeli lub siedzieli ogłuszeni, jeden z nich próbował zebrać pluton do kupy. Teraz dostrzegł, z kim ma do czynienia. Ale skoro krwawią i umierają… Ponownie nacisnął spust, opróżniając magazynek. Pociski pomknęły naprzód i z przerażającą skutecznością rozłupały kilka kolejnych głów. Jeden ze stworów wstał nawet, ale wtedy dwa pociski 7,92 mm przeszyły na wylot jego pierś, wypruwając mu przez plecy flaki w chmurze krwi i sproszkowanej kości.

- Kurwa, co się dzieje? – „Jastrząb” w najgłębszym szoku na kaprala.
„Chmura” sięgnął ręką do ładownicy, wyciągnął kolejny magazynek, druga ręką zwalniając pusty z karabinu. Krótki ruch, szczęk zatrzasku, a potem zgrzyt suwadła wprowadzającego nabój do komory.

- Nic. Zabijam ich.

„Jonasz” usłyszał jazgot browninga i wydał rozkaz:
- Strzelać bez rozkazu! Nie pozwolić im się wedrzeć do katedry! Oszczędzać amunicję!

A potem sprawdził swoje emgie i wycelował w dwa plutony piechoty nacierające na bramę. Niemcy już nie szli jak na paradzie, ale nie kryli się także zbytni. Wyraźnie przyspieszyli. Gdzieś z oddali sierżanta dobiegł wystrzał z działa czołgowego, a potem pocisk rozerwał się na bramie, czyniąc w niej wielką wyrwę. Pantery włączyły się do walki, strzelając z kilkuset metrów ogniem na wprost. Nacierający Niemcy zaczęli strzelać kierunku „Chmury”. Pociski z mauserów rozpryskiwały się na kamiennych ścianach katedry. „Jonasz” wreszcie otworzył ogień.

Jedną serią, położył pokotem sześciu, może siedmiu Niemców. Pociski MG-42 wyrąbały grubą wyrwę w szeregach wroga, wyraźnie spowalniając natarcie. Mimo to wróg nie zatrzymał się, ostrzeliwywał się zaciekle, jednak jego ogień był wyjątkowo nieskuteczny. Sierżant poprawił kilkoma krótkimi seriami, całkowicie Zatrzymując natarcie wroga. Kilkanaście ciał w mundurach feldgrau leżało około 100 metrów od bramy.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 19-04-2008, 12:50   #224
Banned
 
Reputacja: 0 Arango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodze
Jonasz

Coś w zachowaniu Niemców kazało mu przypatrzyć im sie bliżej.
Wydobył z chlebaka cudem ocalałą lornetkę i podniósł do oczu. Skierował ją na wrogów i o mało nie wrzasnął.
Wiedział że Niemcy twierdzili o sobie że są rasą panów, ubermensch, nadludzmi, ale ci nie byli nadludzmi byli NIELUDZMI.
Włosy znów staneły mu na karku "na baczność", ale na zastanawianie się przyjdzie czas pózniej.

O ile będzie jakieś PÓZNIEJ.

Na razie ważne było to, że owe stwory nosiły mundury feldgrau. Myśl o mundurach, nie o "twarzach" - powtarzał sobie, myśl o mundurach...
Przywarł do MG i dotykając palcem spustu uspokoił się, nawyki zaczęły brać górę nad szokiem.



Najpierw długa, która skosiła kilku "niemców", potem poprawka paroma krótkimi. Skutek przeszedł jego najśmielsze oczekiwanie. Oba plutony zatrzymały się i choć ostrzeliwały gęsto, to ogień był to wyjątkowo chaotyczny i niecelny.

Klepnął Wiernego w ramię.
- Proszę mieć na nich oko, jak sie ruszą wołać panie poruczniku.
Zarzucił na plecy "emgie" i zataczając się nieco pod jego ciężarem podbiegł do Olgi.
- Co u Ciebie ? Spokojnie ? Nie dotykaj lufy - gorąca - ostrzegł.
Starał się jednocześnie przekrzyczeć palbę bitwy
- Co u innych ? Meldować po kolei !!!
Miał nadzieję, że dzięki temu rozezna się choć trochę gdzie jego MG jest najbardziej potrzebne oszczędzając niepotrzebnej gonitwy z ckm-em. Niepokoiły go tylko czołgi. Ale jeśli i w nich siedziały takie same "ubermensche" jak je w myślach nazwał, to może nie będzie tak zle.

Może.
 
Arango jest offline  
Stary 19-04-2008, 18:01   #225
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 21902 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Basia patrzyła przez chwilę bez słowa to na Daniela, to na zbliżające się wojsko. Tylko to dla niej się teraz liczyło. Krzyki dochodzące z wnętrza katedry nijak nie miały dostępu do umysłu sanitariuszki. Tej akcji nie mogli spieprzyć, tu musieli myśleć, a przede wszystkim żałować... Żałować za swoje własne grzechy.
I ona żałowała.

Dlaczego nie była zdziwiona? Oto spełniło się to, co sama przewidywała – powstańcy walczyli już nie o ojczyznę, lecz o coś znacznie cenniejszego... własne dusze.

- Danielu, nie wiem czy Bóg takiego działania od nas oczekuje. To, co nadchodzi... to pragnie posiąść coś więcej niż twoje ciało. A przed tym... przed tym karabin cię już ustrzeże. Jeśli chcesz dołączyć do Niusi, proszę wyzbądź sie gniewu. Jak nie dla siebie, to dla niej!

Słowa, które padały jej posiniałych ust były niczym chaotyczny potok. Wiedziała o tym, lecz jak okiełznać w takiej chwili nadmiar myśli i uczuć, których ludzki język nigdy wcześniej nie nazwał?

Złapawszy Groma za drżącą rękę, wyprostowała się i podniosła oczy ku niebu. Strach opadł z Basi, gdy pomiędzy chmurami dostrzegła nikłe, wąskie niczym pasemka włosów strugi światła. Druga dłoń położyła na barku Daniela.

- Nie chcę mówić jak ksiądz, ale... Jeśli żałujecie swych występków, módlcie się ze mną. Tylko to może zaprowadzić nas ku ocaleniu. Jeśli bowiem nie rozniecimy na nowo tej iskry dobra w naszych sercach... na zawsze pochłoną nas ciemności.

Wiatr przyniósł ukojenie rozpalonej twarzy. Basia spoglądała wysoko w niebo, próbując nie słyszeć tego, co zbliża się do ich wysepki pośród czarnego morza.

- Ojcze nasz, któryś jest w niebie
święć się imię Twoje
przyjdź królestwo Twoje
bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi...

„Wybacz mi Panie zło, które uczyniłam. Myślałam, że czyniłam dobrze oszczędzając cierpień Junakowi. Teraz wiem jednak... wiem i żałuję, bo nie miałam prawa odbierać mu daru od ciebie. Moja wiara mnie wówczas opuściła. Wybaczy mi ojcze... wybacz nam wszystkim!”

- Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj
i odpuść nam nasze winy
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom
i nie wódź nas na pokuszenie
ale nas zbaw od złego
Amen.
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...
Mira jest offline  
Stary 20-04-2008, 02:42   #226
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 189 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
Prawie się nie zdziwił na widok potwornych twarzy napastników. Już dawno przestał starać się zrozumieć to miejsce. Górę wzięły emocję, które także stopniowy gdzieś odpływały. Trzeba było zmienić pozycję pod zbyt ostrym ostrzałem. Wtem Chmura usłyszał czyjś stłumiony głos. Chyba Basi

- Ojcze nasz, któryś jest w Niebie... - Czasem się modlił, kiedy godzinami siedział na pozycji czekając na zmiennika i porcję żywności od łączniczki. Ot tak dla zabicia czasu.

- Święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje - Słowa jakoś same wychodziły z jego głowy, gdyż wcale nie zamierzał się dołączać do modlitwy.

- Bądź wola Twoja jako w Niebie tak i na ziemi... - To musiał być jakiś żart, albo pobożna prośba, bo skoro tu, na ziemi dzieje się wola Boga, to Chmura wcale nie chciał iść do Nieba.

- Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj - Kapral już nie pamiętał kiedy ostatnio jadł prawdziwy chleb. Głód ssał żołądek jednostajnie i uparcie.

- I odpuść nam nasze winy - Uczucie skruchy towarzyszyło mu na każe wspomnienie o Żydach, których wydał, a tutaj w katedrze prawie nie dawało myśleć. Chmura bał się, nadchodził ten moment. - Jako i my... - Co z tego że jest w stanie to powiedzieć? - ...odpuszczamy... - Czy jest w stanie zrobić? - ...naszym winowajcom - Na pewno chciałby. Naprawdę chciałby.

-I nie wódź nas na pokuszenie - Nowa pozycja świetnie nadawała się do oddania długiej serii. - ALE ZBAW NAS ODE ZłEGO. - Palec pewnie przycisnął cyngiel. Ołów poleciał w stronę bestii. Chmura odsunął się i zmienił stanowisko, wcześniej zapamiętał kat, dlatego bez namysłu przymierzył i pociągnął drugą serię.


Amen.
 
Angrod jest offline  
Stary 20-04-2008, 16:46   #227
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Zaintrygowany przerażeniem widocznym na twarzy Jonasza, starego Jonasza który już niejedno widział podczas tej wojny, Wierny sam sięgnął po lornetkę, by spojrzeć na twarze swych przeciwników. On jednak nie chciał krzyczeć, uciekać, nie miał zamiaru oddać w tym kierunku panicznej serii. Oto prawdziwe potwory. Oto, kim są w tym świecie Niemcy. Pozbawionymi człowieczeństwa, umysłu i duszy tworami dysponującymi jedynie siłą. Oto jak Bóg karze ich w tym świecie, oto jaki los ich czeka.

- Armia Zatraceńców nadciąga... Uważajmy, byśmy sami do niej nie dołączyli...- wyszeptał porucznik, gdy podszedł do niego sierżant- Będę ich pilnował. Ty także uważaj na nich...

Oto jak mogliby wyglądać. Oto kim by się stali, gdyby nie ich wiara, ich dobro. Bezmyślną masą, która wieczny żywot spędzi na krucjacie przeciwko wszystkiemu, co dobre. Co dzień ścierać się z przeciwnikiem, co noc ruszać dalej. Bez wspominania zmarłych, strachu o własne życie, bez nadziei, że to wszystko się skończy.

- Biedne żywoty wasze...- szepnął Wierny, biorąc na cel jednego z przeciwników.

Strzał.

Kolejny cel.

Strzał.

I ratował kolejne dusze, umierające już dusze, przed wieczną wojną...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 20-04-2008, 23:49   #228
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Katedra – Dzień? Miesiąc? Rok?

Zatracili rachubę czasu. Zarówno ci na wieżach, jak i ci na dole, w nawie katedry. Czy minęło pięć minut? Piętnaście? Godzina? „Daniel” tylko uśmiechnął się z politowanie na naiwne słowa „Basi”, nie zareagował na jej prośby, zignorował, jakby czyniła najgłupszą rzecz pod słońcem. Po raz kolejny ściągnął spust.

Dziesięć nabojów.

Również „Grom” włączył się do wali. Krótkimi seriami łapał atakujących „Niemców” i w zasadzie nie chybiał. Jak nigdy dotąd. Strzelał oszczędnie, dwu, trzypociskowymi seriami. I miał przynajmniej sześciu, może nawet siedmiu wrogów na koncie. Kiedy „Basia” uwiesiła mu się na ramieniu, prosząc, by zadbał o swą nieśmiertelną duszę, tylko strząsnął dziewczynę. Odpędził, jak odpędza się natrętnego owada. A „Basia” dalej jak najęta klepała zdrowaśki, myśląc, ze w ten sposób odkupi swoje winy. Zabiła człowieka, a myślała, że słowa oczyszczą jej skalaną duszę. Nie oczyszczały, wciąż widziała martwego „Junaka” i pistolet w swojej dłoni. Wciąż czuła zapach kordytu i krwi chłopaka.


Potwory wciąż nacierały. Poniosły gigantyczne straty. Przynajmniej trzydzieści ciał leżało wokół katedry, a mimo to nacierały. Trzy plutony uderzające od strony rzeki co prawda zapadły w gruzach o pięćdziesiąt metrów od ściany budowli, lecz strzelały zawzięcie do obrońców. Tylko dzięki temu, że katedra doskonale nadawała się do obrony, nie było jeszcze wśród „wigierczyków” żadnego rannego. To znaczy świeżo rannego. „Jonasz” miotał się po nawie, zmieniając pozycje strzeleckie. W zasadzie przejął na siebie ciężar dowodzenia obroną, odkąd „Wierny” był wstanie podobnie jak „Basia” klepać zdrowaśki i marzyć Królestwie Bożym. Dobrze, że przynajmniej strzelał ze swojego peema, umiejętnie powstrzymując nacierających żołdaków.

Tanki wciąż strzelały w ich pozycje. Coraz liczniejsze pęknięcia zarysowywały ściany katedry od wewnątrz. Niektóre ze strzelnic rozerwały pociski dział czołgowych. Jedno ze skrzydeł głównej bramy wisiało pogięte na zawiasie, drugie trzymało się na słowo honoru. Obrońcy musieli zając pozycje bardziej w głębi, by nie wymacały ich czołgi. To były gorsze pozycje strzeleckie, mimo to zarówno „Jonasz”, „Czarny” jak i „Wierny” prowadzili z nich skuteczny ogień. Kumpel „Chmury” przykucnął przy jednej z bocznych bram i ogniem flankującym zdziesiątkował kolejny nacierający pluton bestii w mundurach Wehrmachtu.

Z wieży „Daniel” oddał kilka kolejnych strzałów. Zostało mu już tylko pięć nabojów do jego snajperki. A potem? Nie sądził, by dla nie go było jakieś potem.


Wtórował mu z drugiej wieży „Chmura” oraz „Jastrząb”. Kapralowi zostały już tylko dwa magazynki do erkaemu. Wtem kolejny pocisk czołgowy z rykiem godnym lokomotywy przemknął ledwie metr od nich. Jedno trafienie w wieżę i będzie po wszystkim. Obaj rzucili się na schody. W ostatniej chwili. Kolejny wystrzał zmiótł szczyt wieży katedralnej. Obsypał ich drobny pył, ale szczęśliwie nikomu z nich nic się nie stało. „Chmura”, otrzepując panterkę, uśmiechnął się krzywo do „Jastrzębia”:

- Prawie… chodźmy na dół, do „Jonasza”.

„Jastrząb” przytaknął w milczeniu. Chwilę później wybiegli na nawę, która wyglądał już zupełnie inaczej, niż te kilkadziesiąt minut wcześniej. W ścianach ziały przestrzeliny, wszędzie walały się porozrzucane ławki, odłamki drewna, kamienie i cegły. Pod ścianą dostrzegli biegnącego „Jonasza” z kaemem. Sierżant dopadł do bocznych wrót, przy których leżał, ostrzeliwując się „Czarny”. Szybko rozstawił MG-42 i odpalił długa serię. Końcówka taśmy amunicyjnej zatrzepotała i zniknęła w podajniku. „Jonasz” sięgnął po kolejną puszkę z taśmą.

Eksplozja wywaliła dużą dziurę w ścianie kilka metrów od drzwi. Jakiś większy kaliber, na pewno nie Pantery. To artyleria chyba znów włączyła się do walki. Inaczej niż w Warszawie, gdzie nie strzelała, gdy Niemcy nacierali.

„Basia” widziała wybuch na sąsiedniej wieży. Na chwilę kopuła zniknęła w chmurze dymu, a gdy ten się rozwiał, dostrzegła, że z dumnej wieżycy pozostał okaleczony kikut. Miała nadzieję, że chłopakom udało się uciec. A potem dostrzegła białe chmurki pod drugiej stronie rzeki. Wiatr przyniósł echo wystrzałów armatnich, a potem głośny wizg i katedrę obramowało kilkanaście wybuchów pocisków artyleryjskich. „Daniel” jak gdyby nigdy nic ponownie wymierzył w Niemców i wystrzelił.

Cztery naboje.

- Schodźcie na dół. Oboje. Zostanę jako obserwator. Tamci przestali nacierać. Pewnie czekają aż artyleria zrobi swoje.

Faktycznie nacierające bestie pochowały się w gruzach wokół świątyni. Ich pozycje były 30-50 metrów od ścian katedry. Pewnie teraz się przegrupują i uderzą po raz kolejny. Teraz byli już blisko, bardzo blisko. Trudno ich będzie zatrzymać.


Wszędzie wokół widziała ciała w niemieckich mundurach. To wyglądało jak jakaś przerażająca hekatomba. Siedemdziesiąt, może osiemdziesiąt ciał! W ciągu kilkunastu minut wybili prawie setkę szkopów! Nie wypadli sroce spod ogona, ale „Basia” wiedziała, że w normalnej walce nigdy nie byliby tak skuteczni.

A teraz wróg czekał, a jego czołgi i artyleria znów bombardowały katedrę, która coraz bardziej przypominała tę warszawską, w której gruzy wczepili się zębami i pazurami na kilkanaście sierpniowych dni i nocy. Zostało im niewiele amunicji, do peemów i kaemów pod 2 magazynki, „Jastrzębiowi” kilkanaście nabojów do mausera, do tego kilka granatów. Broni i amunicji w cholerę walało się wokół katedry. Co z tego, skoro choćby wyściubienie nosa poza bramę oznaczało szybką i nieuniknioną śmierć? W dodatku przynajmniej w kilku miejscach murów świątynnych pociski czołgowe wyrąbały przejścia wielkości człowieka. Obrona stawała się z wolna niemożliwością.

Kolejna salwa artyleryjska trafiła prosto w dach katedry, zrywając go niemal całkowicie.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 24-04-2008, 20:38   #229
Banned
 
Reputacja: 0 Arango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodzeArango jest na bardzo dobrej drodze
Kolejne salwy artylerii obsypywały ich wapiennym pyłem. To już znali z Powstania, wszędzie wciskający się szary pył, drażniący oczy wysuszający gardło. Jonasz nasunął na usta brudną chustę zawiązaną wokół szyi. Jakoś da się wytrzymać.
Nie to jednak go martwiło.
Jak tak dalej pójdzie wykończy ich albo artyleria, albo wystrzelają amunicję. Podbiegł do schodów wieży, na której siedział snajper.
- Daniel, spróbuj ściągnąć obserwatora, albo radiotelegrafistę !

Dopadł do stanowiska Wiernego i starając się by jego głos przebił się przez huk eksplozji krzyczał mu wprost do ucha.

- Panie poruczniku ! Ostrzeliwujmy tylko plutony od strony rzeki. Może ci "niemcy" pomyślą, że już nas dostatecznie zmiękczyli i ruszą się ci od głównych drzwi. Przestaną wtedy strzelać. Wpuśćmy część do środka i wybijmy granatami, a potem rozwalimy tych co przeżyją. Zdobędziemy amunicję, a potem się pomyśli. Zgoda ?!

Pomysł był desperacki, ale cóż innego im pozostało ?
 
Arango jest offline  
Stary 28-04-2008, 19:37   #230
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 1088 Lhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumnyLhianann ma z czego być dumny
Olga w obecnej chwili mogła tylko czekać.
Nie miała żadnej broni skutecznej na dystans w jakim znajdowali się przeciwnicy i nie za bardzo chciałaby sie znaleźć w takowej.
Nie znosiła takiej stagnacji, ale nie była, jak na razie, nic na to poradzić.
Zaczęła przeglądać dokładniej zawartość plecaka, potem spróbowała poprawić sobie zsuwający się nieco opatrunek, gdyż Basi nie było nigdzie w pobliżu.
'Jak na złość.'
Od niezbyt przyjemnych myśli wyrwało ją pojawienie się obok niej Jonasza.
Krótkie słowa podniosły ją na duchu, chyba dokładnie to miały zrobić.
Uśmiechnęła się lekko do niego.
Wiedziała, że jej rola jako łączniczki w takiej a nie innej sytuacji jest praktycznie nieprzydatna.

Danielowi powoli kończyły się naboje, zapas amunicji ogólnie kurczył się coraz bardziej, przeciwnie do nacierających...
Usłyszała plan jaki Jonasz przedstawił Wiernemu.
To było chyba jak na razie najlepsze wyjście z sytuacji...
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168