Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-07-2007, 10:23   #11
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 613 Midnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemu
Selina wybuchnela szczerym smiechem slyszac o "waznej sprawie" jaka zatrzymala jej siostre.
- A przystojna ta sprawa chocaz byla?
Spytala blizniaczke jednoczesnie nakazujac skrybie dopisanie jej do listy pokladowej.
Wtem tuz obok siebie uslyszala meski glos wyraznie kierujacy swe slowa w jej strone.
- Witam, slyszalem ze szukacie zdatnych ludzi na lajbe. Jesli wiaze sie z tym, nie calkiem legalne wizytowanie cudzych statkow to moge byc kims kto wam sie przyda. Zwa mnie Samuel
Dziewczyna zmierzyla go wzrokiem od stop do glowy. Nie podala jednak dloni na powitanie.
- Wszystko juz mamy zajete.
I odwrocila sie aby kontynuowac rozmowe z siostra. Najwyrazniej jednak nie dane jej to bylo gdyz nim Samuel zdazyl odejsc pojawil sie nowy, dosc nawet przystojny kandydat do pracy. Po sekundzie bylo ich juz trzech. Selina zabierala sie wlasnie do slicznego ich splawienia gdy przecisnawszy sie miedzy swieta trojca, dobiegl do niej mlody chlopak, ktorego przyjela jako chlopca okretowego.
- Pse pani! Pani Bosman!! Sternik z dwoma chlopami sie pobil i legl trupem!! Tamci dwaj tez, pse pani niezbyt chyba do cegokolwiek zdolni beda. Pse pani, kapitan kazal na ich miejsce wziasc kogos, pani Bosman.
Goraca, hiszpanska krew zagotowala w zylach dziewczyny.
- Czy ja do wszystkich czortow podziemi nie zakazalam im bojek!?!? Na chwile sposcic z oczu tych chamow nie mozna. Zjezdzaj mi stad i powiedz kapitanowi ze zaloga juz uzupelniona.
Coby chlopak zbytni sie nie obijal dostal na przyspieszenie kustanca solidnego co natychmiastowe rezultaty dalo.
Odwrociwszy sie do stojacej wciaz trojki mezczyzn powiedziala glosem pobrzmiewajacym wsciekloscia.
- Najwyrazniej miejsce sie zwolnilo. Mam nadzieje ze ktorys z was obdartuchy umie sterowac statkiem.
Zmierzyla ich ponownie.
- Tylko zadnych bojek na pokladzie jak wam zycie mile. Podajcie nazwiska temu gryzipiorkowi i jazda mi na statek!
Szlak by trafil to zawszone miasto. Mogli bysmy juz wyruszyc.
- Amira zmykaj na poklad zanim wszystkie miejsca do spania beda zajete. Ja zaraz przyjde.
Selina pogadala jeszcze troche ze skryba, zaplacila mu i odebrawszy od niego liste ruszyla do kapitana, krecac delikatnie zgrabnym tyleczkiem.
Zapukawszy do kajuty i odczekawszy na pozwolenie wejscia przekroczyla prog i z zalotnym usmiechem podala liste mezczyznie stojacemu obok poteznego biorka.
- Zaloga skompletowana, panie kapitanie.
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline  
Stary 16-07-2007, 10:57   #12
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 537 Panda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodnie
Matthew zanim podszedł usłyszał, że nie ma już miejsc. Lekko zawiedziony już miał zawrócić, gdy do kobiety przybiegł jakiś młodzik, który wykrzykiwał, że nie mają sternika bo go zatłukli i w ogóle.
- Najwyraźniej miejsce sie zwolniło. Mam nadzieje ze któryś z was obdartuchy umie sterować statkiem.
-Nie chwaląc się zbytnio, Pani, lepszego sternika w tym zawszonym i cuchnącym mieście ode mnie nie znajdziesz.- wyrwał przed innymi.
- Tylko żadnych bojek na pokładzie jak wam życie mile. Podajcie nazwiska temu gryzipiórkowi i jazda mi na statek!
No i pięknie, dostał się na ten statek! O to mu chodziło!
Podszedł do skryby.
-Matthew Royal - sternik. - powiedział, skryba zapisał.
Następnie, spokojnym krokiem wszedł na statek - jeszcze tylko upewnił się, że rapier leży na swym miejscu. Tak, niczego nie zostawił - może ruszać.
 
Panda jest offline  
Stary 16-07-2007, 13:00   #13
 
Khalida's Avatar
 
Reputacja: 353 Khalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skałKhalida jest jak klejnot wśród skał
- Ano przystojna- dziewczyna mrugnęła znacząco. Nagle jednak do jej siostry ustawił sie ogonek ludzi, tak więc Amira zaniechała dalszej rozmowy. Stanęła jedynie bliżej siostry i przyglądała sie każdemu z przybyłych z niemałym zainteresowaniem...
Zaśmiała sie cicho gdy Selina wybuchnęła i ofukała zarówno chłopca okrętowego jak i nowych członków załogi.
-Nie narzekaj, stary sternik to była zawszona świnia. Teraz trafił nam sie niezły kąsek...- mruknęła do bliźniaczki gdy tylko nadeszła dogodna okazja. Zaraz potem została odesłana na pokład.
-Tajest!- zasalutowała niedbale i pobiegła na statek. Mimo iż nie musiała, przecisnęła sie pomiędzy mężczyznami. Najbardziej otarła sie o blondwłosego anglika posyłając mu przelotny uśmiech.
Gdy tylko wyminęła mężczyzn wbiegła lekko i szybko po trapie na pokład, gdzie zwinnie lawirując pomiędzy resztą załogi zbiegła pod pokład. Zatrzymała sie tam, patrząc między innymi na chłopca który przekazywał Selinie wiadomość o starym sterniku. Dzieciak siedział na jednym hamaku i bujał sie w tył i przód, z radosnym uśmiechem. Hamak był dobry no i w dobrym miejscu. Zaraz obok niego wisiał drugi.
-Sio!- syknęła na niego. Szybko zeskoczył z hamaka i zniknął jej z oczu. Dziewczyna uśmiechnęła się po czym sprawdziła oba 'posłania' i z uśmiechem położyła sie na jednym z nich, czekając na siostrę.
 
__________________
Każdy powinien mieć motto.
Nawet jeśli jest dziwne:
"I'm greedy, not stupid..."
Widzicie?
Khalida jest offline  
Stary 16-07-2007, 14:41   #14
 
Ercekion's Avatar
 
Reputacja: 352 Ercekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skałErcekion jest jak klejnot wśród skał
Gdy kobiety odeszly, Samuel przywital sie z nowymi towarzyszami pirackiego losu.
Ehh to czego to nam doszlo panowie, co by pod kobitami plywac. No ale jak to mawial moj stary kapitan, sucze zloto swieci sie tak samo jak kazde inne. Swoja droga zwa mnie Samuel. Mozna powiedziec iz jestem nijkim specjalista od chlastania po ryjach. Usmiechnal sie szeroko, poklepujac sporych rozmiarow palasz wiszacy u boku.
 
Ercekion jest offline  
Stary 16-07-2007, 14:55   #15
 
Uland's Avatar
 
Reputacja: 0 Uland jest na bardzo dobrej drodzeUland jest na bardzo dobrej drodzeUland jest na bardzo dobrej drodzeUland jest na bardzo dobrej drodzeUland jest na bardzo dobrej drodzeUland jest na bardzo dobrej drodzeUland jest na bardzo dobrej drodzeUland jest na bardzo dobrej drodzeUland jest na bardzo dobrej drodze
-cóż Samuel-rzekł David-jam jest mistrzem konierki na tym statku po za tym też nieźle "chlaszcze po ryjach", jak sam to ująłeś.- i wyprostował się tak by ujść uwadze nie mogły dwa pistoletky-krótki i garłacz oraz perfekcyjnie wykonana szabla jednak pozbawiona zbędnych zdobień.
 
Uland jest offline  
Stary 16-07-2007, 18:03   #16
 
Kolmyr's Avatar
 
Reputacja: 395 Kolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetny
Już miał wrócić do karczmy i zająć się "piciem na krechę" gdy nagle okazało się że miejsce się znajdzie. Chwilę przyglądał się bliźniaczkom. Piękne i kobiece pod każdym względem. No może prawie pod każdym jedna wyglądała na strasznie poirytowaną i opryskliwą. Na dzień dobry zwyzywała ich od obdartuchów. Cóż w sumie to taka była jej praca a Dewlin był już nazywany o wiele gorzej. Druga z bliźniaczek wyglądała na znacznie bardziej otwartą. Wychodząc i ocierając się o niego obdarzyła go uśmiechem który oczywiście odwzajemnił.

-Dewlin... Dewlin Timbrow. Bocianie gniazdo byłoby chyba dla mnie najodpowiedniejsze.-rzucił skrybie niebieskooki blondyn-A teraz panowie wybaczcie ale idę się rozejrzeć po pokładzie...-powiedział pozostałym po czym wyszedł z rękoma opartymi o tył głowy.

Srebrna szabla przy pasie kołysała się miarowo w przód i tył. Szybko znalazł główny maszt po czym zerknął w górę.

"Wysoki. takie lubił.

Z uśmiechem na twarzy znalazł jakąś linę i zaczął wspinać się po niej do góry. Gdy znalazł się na wysokości połowy masztu wsparł nogę na jednym z supłów i zaczął wpatrywać się w morze. Od roku nie żeglował ale gdy ktoś raz wypłynie na pewno wróci na morze. Powietrze... głosy marynarzy... zew przygody... Tego mu brakowało. Zszedł na dół i postanowił że rozejrzy się pod pokładem tam też skierował swe kroki.
 
__________________
To była dłuuuga przerwa... przepraszam wszystkich i ogłaszam oficjalnie... wróciłem !!!
Kolmyr jest offline  
Stary 16-07-2007, 22:37   #17
 
cynis's Avatar
 
Reputacja: 356 cynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skał
To były wspaniałe dwa dni. Może trzy ale nikt nie pofatygował się by powiedzieć mu ile ich było na pewno. Wstał rano albo raczej kiedy tylko się obudził. Wyjrzał przez okno wchłaniając cudowny zapach Tortugi. Tą ulotną mieszaninę prochu, potu, krwi i rumu. Wytoczył się z pokoju i zszedł na dół do karczmy. Podszedł do baru obok jakiegoś faceta akurat mocno zmęczonego i przewieszonego przez stołek. Zostawił nietknięty kufel. Martin sięgnął po niego i wypił jednym haustem.

-Najpodlejszy jaki tu chyba mają... Czas zabrać się za coś.- Obmacał sakiewkę. Pokręcił głową czując kilka z najmniejszych monet co nie wróżyło dobrze.

Przechodziło akurat dwóch starszych żeglarzy męczących coś o cholernie wybrednym bosmanie. Na nowym statku. Mówili o nim jak o kobiecie. Murzyn zainteresował się.

-Który to ze statków przyjmuje?- zapytał łamaną angielszczyzną.

Mężczyzna zmierzył go gniewnym wzrokiem. -A co cię to obchodzi, czarnuchu?- odburknął. Martin przybrał taki wyraz twarzy, że nie pozostawało w wątpliwości co się zaraz może stać. Barman nie wytrzymał.

-To ten co go przez okno widać.- Wskazał palcem na jeden z lepszych okrętów w porcie. Galibiert spojrzał w tamtym kierunku i stwierdził, że chyba mam mało czasu bo kończą już załadunek. Pchnął z drogi starucha i puścił się biegiem w kierunku doków. „Jak nie ten statek to kto wie kiedy znowu nadarzy się okazja na coś takiego.”

Biegnąc roztrącał pomstujących ludzi, przewracając skrzynie i inne rzeczy. Raz wydawało mu się, że tuż za nim przeleciał nóż albo coś podobnego. Dobrze, iż nikt nie strzelał do niego z broni palnej. Temu się nie ucieknie.

Dobiegł do statku ale nie zastał nikogo ważniejszego na pomoście. Rozejrzał się. Nikt nie pilnował wstępu.
-Może zapisują na pokładzie...- wszedł na statek i od razu poczuł się lepiej. Na reszcie kołysanie pod nogami. Na pokładzie stała trójka marynarzy rozmawiających ze sobą. Podszedł i zapytał: -Ej gdzie znajdę bosmana?-
 
cynis jest offline  
Stary 17-07-2007, 01:08   #18
 
corenick's Avatar
 
Reputacja: 427 corenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetnycorenick jest po prostu świetny
Slonce juz zaszlo za horyzont. Lagodna bryza powiewala od strony morza, niosac ze soba ochlode i dobry humor. Dzwonki boi odzywaly sie raz po raz, jakby chcialy wyrazic swoj dobry nastroj. Na jedynym stojacym w porcie statku zaplonely latarnie i odezwal sie gwizdek bosmana, wzywajacy zeglarzy na nocna, psia wachte.
Wtem, niewiadomo skad, po trapie na poklad wbiegl czarnoskory, dopytujac sie, bez wiekszego pomyslunku, o bosmana. Pani bosman ewidentnie stala na galeryjce przy kole sterowym, lecz gosc ow wygladal jakby jego porankiem byl wieczor. Nieulozony stroj, zmierzwione wlosy. Ewidentnie dopiero co sie obudzil.
Bosman, o niebiosa, okazala sie byc kobieta. Wydala ostatnie rozkazy, po czym zeszla do nieznajomego.
- Wez sie za cos obdartuchu!- wykrzyknela.- Poklad wyglada jak portowy burdel a my wlasnie odbijamy!

Rzeczywiscie. Caly statek jakby ozyl. Czesc ludzi z wachty zajelo sie wnoszeniem ostatnich ladunkow pod poklad, kiedy inni goraczkowo biegali po pokladzie, starajac sie ruszyc ta stara lupine z miejsca. Sternik bystrym okiem wyczekiwal na odpowiedni moment. Glos pani bosman wyrazal stanowczosc jakiej pozazdroscic mogl stary wilk morski.
- Rzucac cumy! Stawiac zagiel! Ruszac sie patalachy!
Zagiel opadl na pol dlugosci, po czym kierowany zrecznymi rekoma zlapal wiatr. Sternik delikatnie skrecil kolem sterowym, po czym statek, odpychany od pomostu sila miesni, szarpnal delikatnie do przodu. Karawela wykonala sliczny, powolny luk, po czym skierowala sie w strone przesmyku pomiedzy skalami, stanowiacego naturalna brame do portu. Skrzypienie drewna oraz naciagnietych lin a takze szum fal odbijajacych sie od burt statku mowil dobremu zeglarzowi o wspolnej pracy wszystkich elementow zaglowca.
Zaraz po wyjsciu na otwarte morze rozlegl sie okrzyk bosmana:
- Pelne zagle staw! Ostrzyc pod wiatr!
Po chwili stateczek zafurgotal piekna tafla plotna na obu masztach. Zagle w momencie uformowaly sie w piekne luki i cala lajba szarpnela do przodu. Zeglarze mogli posluchac cichej i jakze milej dla ucha melodii jaka wygrywal kil przecinajacy wode. Statek zlapal delikatny przechyl, kladac sie ku fali w sposob jaki zawsze kochaliscie.
Bezchmurne niebo pokazalo wam odlegle konstelacje w pelnej krasie. "Psia" wachta z zadowoleniem patrzyla po sobie, zbierajac sie w grupkach na pokladzie. Nagle, jakby z nikad, zabrzmialy poruszajace dzwieki francuskiej szanty, spiewane, jak sie okazalo przez czarnoskorego mezczyzne. Grog poszedl w kolejke wkolo was. Dobre humory, doskonala pogoda i powiew swiezosci. Tyle potrzebowaliscie do pelni szczescia. Gdzies przed wami byl kolejny port lub kolejne wyzwanie. W koncu.
 

Ostatnio edytowane przez corenick : 17-07-2007 o 01:11.
corenick jest offline  
Stary 17-07-2007, 12:50   #19
 
cynis's Avatar
 
Reputacja: 356 cynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skałcynis jest jak klejnot wśród skał
Martin dopiero co wstał więc nie mógł wiedzieć wszystkiego. Nie był świadom na przykład, że statek skompletował już załogę. Tak samo było dla niego tajemnicą gdzie może być bosman co dla wszystkich zdawało się być oczywiste. Ale największym szokiem jaki przeżył gdy jeden z żeglarzy wskazał gdzie jest bosman. Stał na galerii. Tak właściwie stała i to było wstrząsające. Była kobietą, a to przynosi pecha. Okrutnego. Pierwszym odruchem Galibierta miał być odwrót i zejście na ląd ale zamiast tego dostał rozkaz. Ostrą, jednoznaczną i nie cierpiącą sprzeciwu komendę. Stał jeszcze chwilę patrząc na panią bosman. Odwrócił się i ruszył do roboty mrucząc pod nosem coś jak: Merde. Salope. Nous sommes tous qui vont mourir.

Jednak pomimo pewnych wątpliwości nie ociągał się z robotą. Na początku pomagał wnosić resztki ładunku z nabrzeża. Później zabrał się za zwijanie porozrzucanych lin, zasuwaniem luków. Generalnie robił to co było do zrobienia.

Kiedy statek wypłynął na morze Martin poczuł się lepiej. Na tyle dobrze by zaczął najpierw po cichu nucić, potem już głośno śpiewać:

Oui, c'est nous les fameux corsaires
Les rois redoutés de la mer
Tiralala, ahi, ahi (ter)

Très haut dans le ciel, bravant orage et vent
Roi de l'air vole l'aigle triomphant.
Les oiseaux du ciel s'enfuient éperdument
Quand son ombre surgit au firmament
Et quand dans le désert le lion rugit
L'armée des animaux se terre ou s'enfuit.


Nucił szantę powoli. Może trochę woniej niż normalnie powinien. Wynikało to z tego, że czuł się teraz spokojny i szczęśliwy jak za każdym razem gdy był na okręcie opuszczającym okręt.
 
cynis jest offline  
Stary 17-07-2007, 17:33   #20
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 613 Midnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemuMidnight to imię znane każdemu
Kapitan przyjal liste bez mrugniecia okiem i wydal rozkaz do wyplywania. Nareszcie... Slowo omal nie wyrwalo sie jej w glos. Wyszla szybko z jego kajuty i sprezystym krokiem ruszyla pod poklad. Jej siostra siedziala na wygodnym hamaku i zadowolona machala nogami. Gdzies w poblizu krzatal sie ich nowy sternik. Usmiechnela sie widzac jego ukratkowe spojzenia kierowane w strone Amiry.
- Pozniej sie zabawicie. Teraz zmiatac mi na poklad.
Rzucila do obydwojga ze smiechem ale i wyraznym nakazem, ktorego nie nalezy lekcewazyc.
- Zobaczymy na co cie stac panie Royal.
I ruszajac za nimi wyszla ponownie na poklad. Wiatr rozwial jej dlugie wlosy i zalopotal w rekawach koszuli. Szybko pokonala kilka stoni i stanela na galeryjce. Zadowolona spogladala po zalodze. Jej siostra i mlody sternik zajmowali wlasnie swoje stanowiska. Mina jednak jej zrzedla gdy spostrzegla jakiegos ciemnoskorego obdartucha krecacego sie bez celu po pokladzie.
- Wez sie za cos obdartuchu! Poklad wyglada jak portowy burdel a my wlasnie odbijamy!
Grrrh bedzie miala w cholere pracy z tymi obdartuchami. No pora ich nieco rozruszac..Zaczerpnela odpowienia ilosc powietrza w pluca i poteznym glosem zawolala:
- Rzucac cumy! Stawiac zagiel! Ruszac sie patalachy!
Z zadowoleniem przygladala sie ich ruchom. W expresowym tempie rzucono cumy, zagiel opadl na pol dlugosci, Royal zrecznie kierowal statek w strone otwartego morza. Selina z czysta, dziecieca radoscia cieszyla sie z wiatru na twarzy, dzwieku fal bijacych o poklad, z widoku dobrze pracujacej zalogi.
Wkrotce pokonali przesmyk.
- Pelne zagle staw! Ostrzyc pod wiatr!
Jej glos byl czysty i doskonale slyszalny w kazdym zakontku statku. Zadowolona spogladala jak zagiel opada w dol i lapie wiatr. Karawela skoczyla do przodu. Nareszcie. Pelne morze, przygody, niebezpieczenstwo. Wszystko to co kochala najbardziej. Zasluchana w melodie jaka statek wygrywal tnac fale przygladala sie swoim ludziom. Czesc z nich wciaz budzila w niej niejakie obawy. Siostry byla pewna. Znala jej zalety i wady. Sternik tez jak na razie sprawowal sie dobrze, ale reszta.... Wtem do jej ucha dobiegl dzwiek szanty. Cudowna piesn spiewana glosem mocnym i czystym wkradla sie w dziwiek kila i stworzyla idealna calosc. Usmiech rozjasnil twarz kobiety. Spojzala w gwiazdy skrzace sie na czarnym niebie. "Czas na psia wachte" stwierdzila i przylozyla gwizdek do ust.

Skinieniem dloni przywolala chlopca okretowego i nakazala mu aby kucharz wytoczyl mala beczulke grogu dla zalogi. Dobre humory na poczatku wyprawy wroza dobrze jej koncowi. Powolnym krokiem przechadzala sie po statku sprawdzajac czy wszystko jest w nalezytym porzadku. Pod nosem nucila jakas smetna szante, ktora wbila sie w jej mysli jeszcze w porcie. Od czasu do czasu zamieniala slowko lub dwa z tym lub innym marynarzem. Nie pomijala zadnego. W pewnym momencie napotkala na swej drodze owego mezczyzne o cudnym glosie, ktory nie tak dawno spiewal na pokladzie.
- Hmm dzine marynarzu lecz jakos nie przypominam sobie abym werbowala cie do zalogi. Jak cie zwa?
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:05.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166