Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-03-2008, 13:41   #121
 
wojto16's Avatar
 
Mike i Tails

Po wyjściu od handlarza bronią wrócili do swoich pojazdów. Jakiś gówniarz rozbił szybę w samochodzie Mike'a próbując otworzyć drzwi. Jednak kiedy was zobaczył uciekł. Samochód Johna był w znacznie lepszym stanie. Był tylko trochę pomalowany różnymi kolorowymi napisami "Powstańcy wymiatają" i "Jebać strażników". Trochę ich to zdenerwowało więc ukradli czerwony samochód należący do jakiegoś dilera który właśnie poszedł do burdelu. Na szczęście zapomniał włączyć alarm i zostawił kluczyki w stacyjce zapewne uważając, że wszyscy w tej dzielnicy go szanują i trzęsą przed nim portkami. Godzinę później przekonał się, że to nie do końca prawda. Wnętrze samochodu było bardzo ciasne. Nie miał nawet drzwi które prowadziły by na tylne siedzenia. Żeby wsiąść na tyły trzeba było odsunąć najpierw siedzenie z przodu. Oboje jednak usiedli z przodu. Prowadził Mike. W końcu mogliście odjechać z tej brudnej dzielnicy dla której nie było już ratunku.

Mike

Wszedłeś do hotelu i wszedłeś do recepcji. Ściany były pomalowane na żółto. Po lewej stronie były fotele przeznaczone dla oczekujących. I stolik z gazetą. Zerknąłeś na gazetę. Na pierwszej stronie było zdjęcie z kamery. Oczywiście na tym zdjęciu byłeś ty i twój partner. Nadal jednak twarze były na tyle niewyraźne, że nie dało się ich rozpoznać. Problem był taki, że miałeś takie same ubrania co wtedy. Po prawej stronie za ladą siedział młody recepcjonista który akurat rozmawiał z klientami.

[MEDIA]http://www.busko-zdroj.com/rafal/rafal_pliki/recepcja.JPG[/MEDIA]

Za ladą znajdowały sie klucze do pokoi podpisane numerami pokoi. Przypomniałeś sobie, że numer 10 to numer pod którym ukrywały się twoje przyszłe ofiary. Czułeś nawet lekkie podniecenie. Obok były schody prowadzące w górę. W sali przebywało około 20 osób w tym 3 ochroniarzy.

John

Zgodnie ze swoim planem usiadłeś na ławce naprzeciwko hotelu "Plaza". Nad drzwiami przez które wszedł Mike widniały wielkie, jarzące się na czerwono litery układające się w napis "Plaza". Był to wysoki, 10-piętrowy budynek. Było już dosyć ciemno, ale ulica była zatłoczona przez ludzi i samochody. Wszyscy widząc twój mundur szybko ciebie mijali. Tylko jakaś mała dziewczynka podbiegła do ciebie z okrzykiem:
- Piesek usiadł.
Jakby tego było mało kontynuowała:
- Siedzimy sobie na pupie zamiast porządku pilnować, co?
Nie przejmowałeś się nią za bardzo wpatrując się w hotel. Jednak twoją uwagę przykuł ciemnowłosy elf który przechodził z jednego miejsca na drugie. Było w nim coś co cię niepokoiło.

Shinobi

- Tylko trzech? Kim jest ten Striker o którym mówisz? Po tej odpowiedzi możesz przejść do rzeczy, bo wiem, że przecież masz do mnie jakiś interes. Inaczej nie zadał byś sobie trudu odnalezienia mnie. Mam rację?

- Striker był kiedyś moim kolegą. Uczył się w tej samej akademii ninja co ja. Mieszkaliśmy też w tym samym sierocińcu. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdradzeniu wszystkich ninja w okolicy i doprowadzeniu do ich śmierci. Właśnie dlatego potrzebuję ciebie. Ścigam Strikera od dłuższego czasu. Każdy mój sojusznik zawodził. Wtedy uznałem, że najlepszy będzie drugi ninja. Mam nadzieję, że pomożesz mi w zabiciu Strikera. Kiedy zrobię to co trzeba ruszam z dala od tego miasta aby odszukać innych. Jak już wspominałem nie weim gdzie są, ale jeszcze jacyś na pewno żyją. A teraz udamy się do mojej kryjówki i obgadamy plan...

Nagle całą okolicą wstrząsnęła fala uderzeniowa. Kiedy sie obejrzeli zobaczyli ogień gdzieś nieopodal.

[MEDIA]http://gry.onet.pl/_i/foty/cod4_1.jpg[/MEDIA]

Eksplozja była najwyraźniej bardzo potężna sądzac po rozmiarach zniszczeń.
- Cholera. W centrum miasta. Musimy jak najszybciej polecieć tam i sprawdzić kto przeżył. Przydałoby się sprawdzić też kto lub co wywołało eksplozję. Ruszajmy.
Bardzo szybko przeskoczył na następny dom i jeszcze kolejny w kierunku miejsca eksplozji.
 

Ostatnio edytowane przez wojto16 : 26-03-2008 o 16:04.
wojto16 jest offline  
Stary 21-03-2008, 21:41   #122
 
Szarlej's Avatar
 
Zabójca nie miał humoru na zabawę ze smarkaczem, który wybił mu szybę. Wyciągnął glocka z tłumikiem. Spokojnie go odbezpieczył i wycelował. nie pociągnął za spust, patrzył jak dzieciak ucieka. Samochód Johna był cały pomalowany. Mike otworzył drzwi czerwonego samochodu. jakiś frajer go nie zamknął. Na tylną kanapę wrzucił teczkę i torbę. Ruszył spokojnie pod hotel.

Z Tailsem rozstali się dobre kilka minut temu. Tamten miał go osłaniać. Mike stał oparty o ladę, jego wzrok obojętnie prześlizgnął się po gościach, ochronie i pierwszej stronie gazety.
"I tak nikt mnie nie pozna. Dużo osób się tak ubiera. Dobrze, że nie mam śladów krwi."
Zamówił pokój możliwie najbliżej 10, zapłacił i podziękował. Poszedł w kierunku schodów. Normalnie nie czuł nic przy zabójstwach ale teraz czuł się jak przy swoim pierwszym.

W barze siedziała czwórka młodych ludzi. Rechotali właśnie z jakiegoś żartu. No nie do końca ludzi. Wśród nich był jeden elf. Oprócz niego trzech ludzi. Najmłodszy miał może osiemnaście lat. Nie był jakoś dobrze zbudowany ani (o ile można to było ocenić po tym jak siedział) wysoki. Czarne włosy miał potargane. Drugi obok niego był łysy, właśnie wstawał. Był imponującej postury, wysoki, szeroki w barach. Zdjął z oparcia krzesła ramoneskę i założył ją. Pożegnał się z całą trójką i wyszedł. Gdy drzwi baru się zamknęły elf i trzeci, długowłosy mężczyzna pochylili się nad najmłodszym. Coś mu powiedzieli. Tamten wstał, nie miał chwiejnego kroku. Musiał mało wypić. Zarzucił na ramiona szarą kurtkę i wyszedł.

Mike szedł szybko. Spike był o kilka metrów przed nim. Młody zabójca był pewny, że tamten go słyszy. Spod kurtki i bluzy wyciągnął Lugera. Celny pistolet oficerski ułożył się w dłoni. Lewa ręka drżała gdy repetował narzędzie zagłady. Cisze nocną przerwały trzy strzały. Ciałem człowieka, który nauczył Mike strzelać upadło. Młody zabójca podszedł był już blisko gdy zreflektował się, że tamten nie krwawi.
-Mówiłem Ci strzelaj w głowę.
Cichy szept dotarł do Mike w momencie gdy patrzył w czarną otchłań Siga. Jednak to nie była noc przeznaczona dla Mike. Markus wyszedł z zaułka i odciął głowę Spiekowi. Stev również wyszedł z cienia.

Mike starszy o kilka lat i o doświadczenie wspinał się po schodach.
"Czy to ta noc? A właściwie dzień. Myślałem tak gdy po mnie przyszli."

Drzwi się otworzyły ale Mike był gotowy tak samo jak był gotowy Spike kilka lat wcześniej. Obaj wiedzieli, że Organizacja ich sprzątnie. Trzech ludzi ubranych na granatowo. Elita. Wtargnęli nocą gdy zabójca powinien spać. Pierwszy dostał kulkę, prosto w szybkę hełmu. padł, nie wiedział nawet co go zabiło. Drugi dostał solidnego kopniaka. Poleciał na ścianę. Trzeci zdążył oddać dwa strzały w korpus. Mike podobnie jak Spike wcześniej miał kamizelkę. Komandos dostał kulkę tak jak jego towarzysz, między oczy. Trzeci wstawał. Szybki kopniak znów go sprowadził do parteru. Następny wybił broń. Nie doczekał następnego kopniaka. Mike skręcił mu kark.

"Potem myślałem, że koniec przyjdzie przy moim starciu z Markusem."

Stali obaj przed jednym z budynków Organizacji. A dokładnie przed jego gruzami. C4 zrobiło swoje. Markus trzymał katanę wzdłuż prawej nogi a Mike w każdej ręce pistolet. W prawej lugera w lewej siga. I to on przerwał milczenie.
-Pomóż mi, zemścić się na nich. Wiesz co mi zrobili. Razem ich zniszczymy. sam nie dam rady ale nasza dwójka powinna dać radę.
Markus nie odpowiedział wybił się jak ze sprężyny. Ciął kataną i nie powstrzymały go dwie kulki. Był szybki, ale Mike również miał refleks. Zasłonił się osłoną na palec siga. Ściągnął spust lugera...

Mike nie zatracił się wspomnieniach ciągle uważał. Był już blisko drzwi nr. 10. Rozejrzał się czy jest czysto, jeśli było wyciągnął glocka z tłumikiem i go odbezpieczył.
"Ale idę zabić nie tylko Markusa."
Przygotował się do pchnięcia cyberręką drzwi.

Siedział w pokoju Juli. Ona siedziała w kucki na łóżku a on stał przy uchylonych drzwiach i patrzył na korytarz. Matka kazała im iść do pokoju a sama została z ojcem i rozmawiała z tymi trzema ludźmi. Ta trójka nie podobała się Mikowi. Wysocy, dobrze zbudowani, w garniturach. Na filmach tak byli ubrani agencji rządowi.
-Idę na dół, zobaczyć o czym gadają.
-Jak Ciebie przyłapią ojciec się wkurzy.
Julia zawsze bała się gniewu ojca.
-Nie złapie.
Mike uśmiechnął się chociaż miał złe przeczucia. Zaczął skradać się na dół po schodach. Ojciec właśnie na kogoś krzyknął. Chłopak niestety nie usłyszał co.

Pchnął silnie drzwi.
 
__________________
[...]póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nie wyrośnie,
dopóki prawdę nazywamy, nieustępliwie ćwicząc wargi,
w mowie Miłosza, w mowie Skargi - przetrwamy [...]
Szarlej jest offline  
Stary 23-03-2008, 20:13   #123
 
Irrlicht's Avatar
 
Usiadł na ławce i wsłuchał się w szum miasta; położył futerał na gitarę obok siebie, po czym założył nogę na nogę. Westchnął. Dzięki implantowi ocznemu mógł widzieć z tego miejsca prawie całą okolicę i sporą część pokoju, do którego miał wkroczyć Mike.
Ta cała misja zaczyna mi przypominać wakacje, a nie poważne zlecenie. Mógłbym sobie kupić piwo, gdybym nie wiedział, że to miejsce niedługo może zamienić się w piekło.
Jakaś mała dziewczynka podbiegła z okrzykiem:
- Piesek usiadł.
Jakby tego było mało kontynuowała:
- Siedzimy sobie na pupie zamiast porządku pilnować, co?
Zmierzył ją złym spojrzeniem spod hełmu. Ostatecznie nie mogła widzieć jego oczu, ukrytymi za maską przeciwgazową i respiratorem. Niechętnie odezwał się do niej.
- Jak chcesz mieć zabawę, dziewczynko, poczekaj z parę minut, będą fajerwerki.
Nie miał wątpliwości, że Mike zrobi coś... Dziwnego. W końcu po to miał go osłaniać. Łączyło się to z tym, że w jego towarzystwie nie mógł narzekać na nudę. Co do dziewczynki, bawiła go w pewien sposób. Smarkula nie mogła wiedzieć, co tutaj się za chwilę wydarzy.
Koniec końców wyjdzie z tego cholernego pokoju, a ja zdejmę ich. Zemsta jego zemstą, ale jest mi potrzebny do zabicia Wilitsa.
Starał się myśleć o misji, jednak myślami wracał do dziewczynki, która go zaczepiła. Ponownie zwrócił się do niej:
- Ty, nie masz co robić? - mruknął zirytowany także z tego powodu, że respirator nadawał mu mechaniczny tembr głosu. - Wynoś się stąd, zanim dostaniesz w pysk - chciał, by to zabrzmiało opryskliwie. Nie chciał zbędnych ofiar; nie miał cierpliwości do dzieci, dlatego zazwyczaj opędzał się od nich.
Ujrzał elfa, który kręcił się wokół budynku. Stracił kompletnie zainteresowanie całą sytuacją i zaczął myśleć.
Co to kurwa ma być? Nie za dużo tutaj przypadkowych przechodniów? Najpierw jakaś smarkula, a teraz ten... Kim on jest?
Rozejrzał się. Miał złe przeczucie. Namacał futerał gitary i wiedział, że niedługo... Bardzo niedługo będzie musiał użyć zawartości.
 
Irrlicht jest offline  
Stary 25-03-2008, 09:51   #124
 
Hawkmoon's Avatar
 
O cholera, spokojnie porozmawiać nie dadzą.

Ninja rozpędził się i przeskoczył na następny dach i od razu z rozpędu na następny i następny... W pewnym momencie poślizgnął się się na stercie śmieci. Poleciał za krawędź, ale zdążył się jej uchwycić. Wystrzelił hakiem w następny budynek i puścił krawędź. W czasie lotu trochę zwijał linę i po chwili odblokował hak i znów znalazł się obok Shadowa.

Gdy dobiegł do najbliższego budynku, z którego było widać miejsce eksplozji, włączył termowizję. Szukał kogoś, kto by uciekał z miejsca zdarzenia, a także kogoś, kto by właśnie w miejscu zdarzenia był uwięziony. gdyby termowizja zawiodła z powodu palących się rzeczy, użył detektora ruchu.
 
Hawkmoon jest offline  
Stary 28-03-2008, 18:50   #125
 
wojto16's Avatar
 
John Tails

- Jak chcesz mieć zabawę, dziewczynko, poczekaj z parę minut, będą fajerwerki.
- Ooo. Uwielbiam fajerwerki - krzyknęła dziewczynka klaszcząc z radości. Po chwili jednak z powodu twojej groźnej miny i słów rozpłakała się i uciekła. Nie zwróciłeś na nią już żadnej większej uwagi. Po prostu siedziałeś i patrzyłeś się na hotel. Po jakiejś minucie lub dwóch pojawiło się u ciebie złe przeczucie. Spojrzałeś ponownie na podejrzanego elfa który szukał czegoś w walizce. Chciałeś żeby jak najszybciej sobie poszedł. Wciąż się tutaj kręcił. Zmarłeś w bezruchu kiedy zobaczyłeś co on wyciągnął z walizki.

Był to duży ładunek wybuchowy z podpiętym detonatorem. Wniósł on swoją zdobycz w górę z okrzykiem:
- Za boską Eithne.
Ludzie popatrzyli na niego zaskoczeni. Nikt nie zdołał zareagować. Nawet ty. Elf nacisnął przycisk na detonatorze.
Nagle wszystko zawirowało ci przed oczami. Nie czułeś powierzchni pod nogami. Nic nie słyszałeś. Wydawało ci się, ze to koniec.

Jednak to by było za proste.

Z trudem otworzyłeś oczy. Widziałeś nad sobą ciemne niebo naszpikowane gwiazdami. Odczytałeś nawet kilka gwiazdozbiorów. Wciąż nic nie słyszałeś. kiedy jednak ogłuszenie minęło uznałeś, że wolałbyś pozostać ogłuszony. Krzyki ludzi, błagania o pomoc i inne dźwięki mieszały się ze sobą tworząc istną kakofonię. Powstałeś i powolnym krokiem ruszyłeś w kierunku ulicy. Dobrze, że poleciałeś do parku. Inny gość nie miał tyle szczęścia i dosłownie rozpaćkał sie na drzewie. Zresztą nie tylko on. Inni zostali pozabijani przez odłamki które powbijały sie głęboko w ich ciała. Inni skończyli rozerwani na strzępy lub z oderwanymi kończynami. Nieliczni ocalali ciężko ranni wołali o pomoc. Kiedy popatrzyłeś na siebie dostrzegłeś kilka kawałków metalu i drewna które wbiły ci się w klatkę piersiową i ramię.
Wtedy po raz pierwszy zdałeś sobie sprawę, że nie wiesz co robić. Problem z eksplozją był taki, że nie było nikogo do kogo mogłeś strzelić. Nie było nikogo do zabicia. Kilka kolejnych kroków. Uczucie jakbyś założył na plecy plecak wypchany cegłami. Po dziewczynce która zaczepiła ciebie wcześniej nie było już śladu. Poza tą dymiącą kupą mięsa w która wdepnąłeś. Natychmiast z odrazą cofnąłeś nogę. Nie udało ci się utrzymać równowagi. Upadłeś. Leżałeś w kałuży cudzej krwi. Teraz czułeś się jakbyś miał gorączkę. Czułeś zimno co nie było niczym dziwnym. W końcu noc była zimna.

Lekko podniosłeś głowę widząc kto się zbliża. Wilits wyglądał tak jak zwykle. Nosił elegancki biały garnitur i drogie buty. Przystanął przy tobie. W końcu odezwał się swoim twardym głosem :
- Ci partyzanci bardzo stawiają na widowiskowość. Szczególnie ten okrzyk „Za boską Eithne” był bardzo dramatyczny. Prawda, Tails? Nie martw się. Twój czas nie nadszedł. Jeszcze nie.


Mike

Pchnąłeś silnie drzwi i wszedłeś do pokoju nr 10.

[MEDIA]http://www.fortpiontek.pl/hotel/hotel-04.jpg[/MEDIA]

Na pewno prezentował się bardzo dobrze. Był niezwykle czysty, schludny i zadbany. Naprzeciwko znajdował się mały balkonik. W pobliżu drzwi znajdował się stół na którym znajdowały się kwiaty. Po lewej stronie obok dużego łóżka znajdowały się kolejne kwiaty. Samo łóżko prezentowało się przyzwoicie dzięki eleganckiemu baldachimowi. Na ścianach były lampki. Naprzeciwko łoża znajdował się telewizor. Tuż obok telewizora był mały stolik z lampką.

Wszedłeś do środka i poczułeś zimną lufę pistoletu na karku.
- I co ty na to Mickey? Jak ostatni amator – usłyszałeś za plecami szyderczy głos Marcusa za plecami. Wtedy wydarzyło się coś jeszcze. Potężna eksplozja która rozległa się z ulicy wstrząsnęła całym pokojem. Na dodatek sam pokój zaczął się palić. Eksplozja jednak na tyle odwróciła uwagę Marcusa, że miałeś wystarczająco dużo czasu aby uderzyć go z łokcia w brzuch. Marcus zgiął się wpół , a ty szybkim ruchem wyrwałeś mu broń z dłoni. Wycelowałeś gotów do strzału. Marcus jednak nie był pierwszym, lepszym przeciwnikiem. Chwycił za lufę pistoletu i wypchnął ją w górę. Pocisk wbił się w sufit. Trochę tynku posypało się wam na głowy. Każdy z was mocno trzymał broń nie pozwalając drugiemu wyrwać jej z ręki. Elf osiągnął przewagę poprzez kopnięcie w żebra. Odwdzięczyłeś się wykopnięciem broni na podłogę. Marcus nie rzucił się po nią tylko szybko wybiegł z pokoju.

Shinobi Alberai

Termowizja umożliwiła ci namierzenie ludzi którzy wciąż żyli. Nie było ich wielu. Na dodatek liczba ocalałych cały czas malała. Detektor ruchu nie wykazywał zbyt wiele. W płonącym hotelu Plaza dostrzegłeś jeszcze grupę ludzi która wycofywała się z płonącego budynku wyjściem ewakuacyjnym. Na wyższym Pietrze zobaczyłeś dwie osoby. Jedna uciekała od drugiej. Ta dziwna sytuacja zaciekawiła cię.
- Pomóż mi – wyrwał cię z zamyślenia głos Shadowa. Shadow uciskał ranę jakiegoś mężczyzny. Jego rękawice były już całe we krwi. Gdyby ktoś je teraz zobaczył raczej nie zauważyłby, że są czarne. Podbiegłeś i pomogłeś mu w uciskaniu rany. Starałeś się nie rozglądać dookoła. Kiedy tylko patrzyłeś za siebie od razu miałeś odruch wymiotny. Rzadko widywałeś taką masakrę. Najbardziej tobą wstrząsnęło to, że wśród ofiar połowę stanowiły dzieci.
Jednak byłeś ninja. Nie mogłeś uwewnętrzniać swoich uczuć. Usłyszałeś zbawcze syreny. Medycy i straż pożarna nadjeżdżały już z odsieczą.
- Mów do mnie, chłopie – krzyczał Shadow do rannego.
Ranny słabym głosem mówił:
- Wracałem do domu późno jed.. nak li..czyłem , że zdążę na jego osiemanst…kę.
- Zdążysz. Nie martw się. Już wkrótce będziesz w domu – mówił Shadow. Ton jego głosu świadczył, że sam w to do końca nie wierzył. Medycy za pomocą magii leczyli najciężej rannych. W końcu dotarli do waszego rannego i uleczyli jego krwawiąca dziurę w brzuchu.
- Zabrać go do szpitala. Wciąż potrzebuje pomocy – krzyknął jeden z medyków.
- Alberai – odezwał się do ciebie Shadow – Zajmij się szukaniem rannych.
- Elf. Ten przeklęty elf – usłyszałeś słowa jednego z rannych. Jego ostatnie słowa.

John

Leżąc w łóżku nie mogłeś nawet ruszyć głową. Wiedziałeś jednak, że Wilits siedzi obok.
- Skoro teraz mnie znalazłeś albo raczej ja ciebie możemy w końcu porozmawiać.
 
wojto16 jest offline  
Stary 31-03-2008, 16:47   #126
 
Irrlicht's Avatar
 
Bolała go głowa. Nieznośnie, co zepsuło mu humor. I plany, sądząc po uśmiechającym się Wilitsie.
- Jakoś mam dziwne tendencje do lądowania w ramiona moich wrogów. Najpierw tamten, teraz ty. Nie sądzisz, że to dziwne? Wszyscy miłosiernie mnie ratują i założę się, że przedstawisz mi jakiś godziwy interes, panie Wilits.
Zakasłał. Bolały go żebra. Reszta też go bolała, ale wyglądało na to, że dostał najbardziej w tors.
- Bo to wszyscy jakoś tak lubią wykorzystywać mnie do swoich celów. Widocznie jestem całkiem niezłym towarem. Takim, wiesz...
Pauza.
- Rzadkim.
W tej krótkiej chwili sięgnął pamięcią wstecz i zrozumiał, że jego własny los wymyka mu się z rąk. Pierwszym, który użył go jako pionka był Gilgamesh... W najbardziej radykalny sposób. Była jednak niezliczona lista innych zleceń. Miała to być jego ścieżka do wolności. O ironio, wolność coraz bardziej oddalała się. Wolność i niezależność ginęły, a zostawały...
Przez głowę przemknęło mu paręnaście wizji zapamiętanych zabójstw - tych lepszych.
Pamiętał, jak rok temu miał załatwić jakiegoś urzędnika państwowego. Profesjonalna robota. Gdy stał tak nad dogorywającymi zwłokami nalanego grubasa, spotkał jego kobietę, a potem córeczkę.
I kolejna wizja, jak matka desperacko próbuje zasłonić ciałem swoje dziecko, a on zabija obie, oblewa mieszkanie benzyną. Wychodzi i rzuca niedopałek za siebie. Wtedy jeszcze palił.
Albo dwa lata temu. W każdym roku pośród tajemniczych zniknięć, których był sprawcą, pośród zwykłych morderstw za parę miedziaków zdarzały się naprawdę ciężkie momenty. Nie, nie ciężkie. Znaczące coś. Kolejne etapy jakiejś inicjacji.
Kolejna wizja. Otwarta czaszka dziesięciolatki, z której spoglądał na niego mózg. Świetnie płatne zlecenie: Po nim nie musiał pracować przez ponad pół roku. Wyrzuty sumienia? Skądże! Dopóki będą istnieć okultyści gwałcący małe dziewczynki, nie zabraknie roboty dla skrytobójców. Jej nagie zwłoki wrzucili do śmietnika. Zapomniana część miasta, tak, tam już nikt nie wrzucał śmieci. Samotny, pusty kontener.
Przyszedł tam kiedyś. Dziewczynce odcięto głowę, więc mógł podziwiać nagie piersi, bezładnie rozrzucone ręce, nieowłosione łono i wykrzywione nogi. Mógł nawet odtworzyć swoje myśli z tamtych dni.
Stado białych larw wylewało się z czarnej dziury czerniejącego mięsa. Zauważył tu i ówdzie parę żuków. Połamane ręce i nogi. Dziwne, nie pamiętał, aby łamał jej nogi i ręce, zanim wrzucił ją do pojemnika(dlaczego ta cholerna suka leżała wtedy wyjęta z kontenera?). Rigor mortis i trupia purpura. O, brudne paznokcie. Dwa palce odcięte(dziwne, dlaczego odcięto jej palce?). Z małej cipki wychodziła kolejna porcja białych larw. Wrzucił ją wtedy do jeziora. Do jeziora nie wrócił.
I dalej, dalej. Ile to było lat temu? Pięć? Dziesięć? Nie pamiętał dokładnie, które to było zlecenie, nie miał przy sobie swojego notatnika. Ale pamiętał za to jeszcze bijące ciepło ciała jakiegoś dzieciaka, któremu złamał kark. Próbował uciekać, ale Tails starał się nie zostawiać świadków. Mały sukinsyn porzęził trochę i zawisł w jego dłoniach. To był chyba elf. Tails odrzucił go w bok i poszedł sobie.
Te akcje miały swój urok, nikogo wtedy nie było. Tylko on i ofiary.
A teraz miał przed sobą uśmiechniętą mordę Wilitsa i wiedział, co za chwilę zaproponuje.
Może to moja karma?
 

Ostatnio edytowane przez Irrlicht : 31-03-2008 o 16:58.
Irrlicht jest offline  
Stary 06-04-2008, 14:23   #127
 
Hawkmoon's Avatar
 
Po udzieleniu pomocy rannemu wyskoczył i wystrzelił hakiem we framugę okna na piętrze z (prawdopodobnie) sprawcą. Wskoczył do środka i szybko postarał się odnaleźć kogokolwiek z dwójki namierzonej wcześniej. Nagle zaczęły spadać płonące belki. Ninja jednak nie rezygnował i postanowił sobie znaleźć tamtą dwójkę, a przynajmniej elfa, który, jak wywnioskował był tym, od którego uciekała druga postać. Pomagał sobie przy tym detektorami ruchu.
 
Hawkmoon jest offline  
Stary 15-04-2008, 10:44   #128
 
Szarlej's Avatar
 
Drzwi odtworzyły się bez najmniejszego skrzypnięcia. Pokoik był schludny i zadbany jednak zabójca nie zwracał na to uwagi. Na lekko ugiętych nogach wszedł do niego. Zimna lufa pistoletu (znając Markusa to siga) i szyderczy głos uświadomiło zabójcy, że powinien przodem rzucić granat.
"I kto tu jest amatorem? Sam mówiłeś, najpierw strzelaj potem gadaj. Strzelaj Tails, na co do cholery czekasz?"
Jednak nie nastał upragniony odgłos strzału a głowa Markusa nie stała się integralną częścią ściany. Obrócił się i ciosem Aikido (którego nie trenował od szesnastego roku życia) wyrwał pistolet. Zanim wystrzelił elf go podbił. I zaczeli wyrywać sobie broń jak ostatni amatorzy.
Owszem Mike wygrałby w walce wręcz ale najpierw musiał by puścić broń. Mógłby wyciągnąć własny pistolet ale wtedy musiałby puścić siga. pokój płoną a dwaj zabójcy szarpali się. W końcu broń upadła. Markus wybiegł na korytarz a Mike zanim. Młody zabójca przyklęknął i wyciągnął mp5k. Nie bawił się w subtelność.
Już nie myślał o sobie jak o miejskim partyzancie, który ratuje miasto zabijając skurwieli. Bardziej pasowały do niego określenia takie jak: skurwiel, morderca, pieprzony psychopata.
Jeśli widział jeszcze Markusa wypruł zanim serię. Jeśli nie rzucił za nim granat. Miał gdzieś to co się stanie z niewinnymi. Jednocześnie uważał aby z bok nie zaszła go Julia, która już raz przesądziła o wyniku walki z elfem.
 
__________________
[...]póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nie wyrośnie,
dopóki prawdę nazywamy, nieustępliwie ćwicząc wargi,
w mowie Miłosza, w mowie Skargi - przetrwamy [...]
Szarlej jest offline  
Stary 15-04-2008, 19:37   #129
 
wojto16's Avatar
 
Shinobi Akimoto

Ninja złapał hakiem framugę okna i podciągnął się w jego kierunku. Niefortunnie kawałek framugi po prostu odpadł. Shinobi nie miał innego wyjścia jak tylko wbić sztylet w mały otwór i skoczyć w kierunku schodów przeciwpożarowych. Po wylądowaniu nie tracił więcej czasu tylko wskoczył do innego pokoju przez okno które było rozbite. Specjalnie wskoczył przez to okno żeby wpaść w zastawioną pułapkę.

Detektor ruchu piknął kilka razy. Termowizja pokazała to czego wyszkolone oczy nie zdołały uchwycić. Elf jak każdy przedstawiciel tej rasy był niesamowicie szybki i zwinny. Na ego nieszczęście nigdy nie miał do czynienia z kimś takim jak Shinobi. Ninja nie bawił się w żadne przemowy. Po prostu bezceremonialnie wbił łokieć w brzuch przeciwnika. Pistolet wypadł mu z rąk. Elf szybko skoczył na niewidocznego przeciwnika. W pokoju było ciemno. Ciemny strój zapewniał przewagę. Akimoto odsunął się tylko nieznacznie, a elf sam uderzył nosem o ścianę. I upadł na ziemię. Shinobi znowu nie tracił czasu na przemowy tylko przydepnął leżącego na ziemi przeciwnika.

Zadawanie pytań przerwało wejście mężczyzny. Mężczyzny z czarnymi włosami ułożonymi w nieładzie.

Mike

Po wybiegnięciu na korytarz zabójca nie zawahał się wystrzelić całej serii za uciekającym Marcusem. Ze świeżo odmalowanych ścian posypał się tynk. Jednak żaden pocisk nie sięgnął celu. Mike pobiegł dalej za elfem rzucając w jego kierunku granat. To bardzo pomogło.
Marcusowi.
Marcus kopnął rzucony granat w kierunku nadbiegających ochroniarzy. Teraz świeżo pomalowane ściany zrobiły się krwisto czerwone.
Bardzo krwisto.
Mike nie tracąc kolejnej chwili pobiegł dalej. Syreny policyjne odgrywały swoją monotonną melodię. Więcej czasu nie było. To mogła być ostatnie szansa na dorwanie swojego najgroźniejszego wroga. Teraz albo nigdy. Wóz lub przewóz. Marcus wbiegł do jakiegoś pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Mike przystanął i przeładował broń. Wparował przez drzwi do pokoju z wyciągniętą bronią gotową do strzału.
Tylko kim był ten gość ubrany na czarno który stał nad leżącym Marcusem?

John Tails

- Jakoś mam dziwne tendencje do lądowania w ramiona moich wrogów. Najpierw tamten, teraz ty. Nie sądzisz, że to dziwne? Wszyscy miłosiernie mnie ratują i założę się, że przedstawisz mi jakiś godziwy interes, panie Wilits. Bo to wszyscy jakoś tak lubią wykorzystywać mnie do swoich celów. Widocznie jestem całkiem niezłym towarem. Takim, wiesz rzadkim.

Wilits poruszył się. John nie mógł zobaczyć jaki to ruch.
- To nie będzie żaden interes. Raczej informacje. Co gdybym ci powiedział, że żyjesz tylko dlatego, że cię chronię.
Zapadła chwila głębokiego milczenia.
- Kiedy nie chciałeś już dla nas pracować oni kazali cię zabić. Wynajęli nawet płatnych zabójców. Wiedziałem, że było ich za mało żeby zrobić ci krzywdę. Więc nie interweniowałem. Nie spodziewałem się jednak, ze skierujesz swój słuszny gniew na mnie. Z drugiej strony byłem jedynym z Organizacji kogo znałeś więc nie miałeś szerokiego wyboru. Musiałem cię ogłuszyć, bo stanowiłeś zagrożenie dla mojego życia. Potem broniłem cię w siedzibie Organizacji która wcale nie była dla ciebie życzliwa i chciała się ciebie jak najszybciej pozbyć. Więc co nuż podrzucałem im fałszywe tropy które sprawiały, że gubili twój trop. Po tym ataku na ich budynek znowu zwróciłeś na siebie ich baczną uwagę. Nagle idę zaciekawiony tajemniczą eksplozją na ulicy. I znajduję ciebie ciężko rannego na skraju śmierci. Oczywiście zabrałem cię i wyleczyłem. Teraz jesteśmy na mojej farmie. Wiem, że brzmi to jak wstęp do jakiegoś kiepskiego pornosa, ale nic na to nie poradzę. I teraz stoję przed tobą i się tłumaczę. Jakbym miał znowu 10 lat. Z tą różnicą, że wtedy tłumaczyłem się rodzicom. A zresztą kiedy się obudzisz przejrzyj to co znajdziesz na stole. Odkryli mnie. Mój czas się skończył. Przepraszam.
Delikatne ukłucie, senność i ciemność.

Po otworzeniu oczu John widział znowu sufit jednak tym razem mógł się ruszać. Wstał i rozejrzał się po małym i schludnym pokoiku w którym leżał. Wstał cały obolały. Rany wciąż dawały o sobie znać. Wyszedł z pokoju i tam zobaczył widok który wywarł na nim duże wrażenie.
Wilits leżał na kanapie z szeroko otwartymi oczami. W jego czaszce widniała mała dziura. Pod głową widniała duża plama krwi. Tuż obok jego luźno zwisających palców leżał pistolet.

I protect you
I help you
But you still hate me
Because you don’t understand me


Mike i Shinobi

Obaj mierzyli się wzrokiem obserwując każdy ruch drugiej osoby. Marcus charknął. Mike spojrzał na niego. Elf przemówił słabym głosem:
- Jestem ciekaw jak się z tego wywiniesz, Mike. Strażnicy na zewnątrz, a ten gość tutaj. Jeżeli jesteś ciekaw gdzie jest Julia to powiem ci coś. Po twoim odejściu zaczęła ćpać. Stała się wrakiem człowieka. Chciała cię odnaleźć i sprowadzić z powrotem. Wybiłem jej ten głupi pomysł. Jednak teraz musisz sobie odpowiedzieć na ważne pytanie. Gdzie jest Juliet, Mickey?
Shinobi mocniej przycisnął go piętą jednak Marcus zamilkł tylko na chwilę.
- Nie wywiniesz się, Mike. Za wywołanie eksplozji w której zginęło tyle osób. Jeszcze przy okazji podpaliłeś hotel. Potem zabiłeś kilku ochroniarzy granatem. Oj, niedobrze, niedobrze. Tym razem nie uratuje cię Organizacja. Mówiąc krótko jesteś udupiony.
Marcus cały czas uśmiechał się niewyraźnie rzucając wymowne spojrzenia na Alberaia. Nic poza tym pokojem zdawało się nie istnieć. Teraz najważniejszym pytaniem było co zrobić przy tak dziwnym spotkaniu.
 
wojto16 jest offline  
Stary 15-04-2008, 20:32   #130
 
Irrlicht's Avatar
 
Wstał, wciągnął swój płaszcz. Nigdzie nie dostrzegał uniformu żołnierskiego, w którym Wilits go znalazł, zresztą nie dbał o to. Szukał broni, tylko ona dawała mu względną pewność siebie. Mimo tego, że rany go bolały, poruszał się w miarę dobrze. Myślał, że będzie o wiele gorzej. Przeszedł z pokoju do pokoju, myśląc o tym, co mu powiedział wcześniej Wilits.
Popatrzył na jego trupa.
Ludzie... Czy ktokolwiek, którzy mają umrzeć, nie mają powodów aby kłamać. Czy... Może w istocie się pomyliłem?
Wziął pistolet z ręki Wilitsa, wziął także papiery leżące na stole. Nagle poczuł przemożną ochotę, aby wydostać się z tej przeklętej farmy.
Mike. Muszę znaleźć go... O ile jeszcze żyje. Cóż, w każdym razie nie będzie mi musiał pomagać w zabijaniu Wilitsa.
Przeglądał na prędko papiery, które znalazł na stole. Przetrząsnął pomieszczenie w poszukiwaniu jakiejkolwiek broni. Wyszedł. Zatrzymał się na chwilę i spojrzał na farmę. Zwinął papiery w rulon i ukrył w swoim płaszczu. Wszedł znowu do środka, jednak tylko po to, by wziąć pobliski kanister z benzyną. Czuł w środku dziwną pustkę.
Westchnął.
Oblał trupa benzyną, lał ją jeszcze długo w tym samym pokoju, po czym wyciągnął drugi kanister. Jego zawartość też wylał, wytyczając ścieżkę na zewnątrz domu. Wziął z garażu motor. Patrzył przez chwilę na farmę, po czym wyciągnął z płaszcza zapałki, zapalił jedną i upuścił na plamę benzyny po chwili wahania, pozwalając płomieniom pełznąć w stronę otwartego domu.
Wsiadł na motor, jednak nie odpalił go jeszcze. Przejrzał wszystko, co było na kartkach, po czym ponownie zwinął je w rulon. Odpalił. Ruszył prędko w stronę Legionu.
Jeżeli Wilits przez ten cały ten czas mnie krył... Jaki miał w tym interes? Kim jest ta organizacja, o której mówi? I po co, do cholery, uratował mnie?
Im Legion był bliżej, tym bardziej dodawał gazu. Chciał zdążyć do swojego wspólnika, więc kierował się do miejsca, z którego dobywały się dymy.
Jechał najpierw polami, później dostał się na jedną z głównych dróg, jednak nie widział wielu samochodów. Odwrócił się: Widział dym farmy. Samotny, opuszczony. Pożar rozszerzał się prędko.
Tails dodał gazu.
 
Irrlicht jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172