Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-07-2008, 15:02   #1
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 96 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
[Storytelling] - Łowcy

19 stycznia 2008 roku
Godzina 07.42
Londyn


Sparks siedział na dachu wieżowca. Czekał aż jego cel chodź na chwilę pojawi się w którymś z okien. Padał deszcz. Krople zmniejszały widoczność, wiał wiatr. Wreszcie siwy mężczyzna z brodą, wstał z łóżka i podszedł do okna. Sparks ocenił dokładnie z jaką siłą wieje wiatr, wiedział również że krople deszczu zmienią nieco tor lotu pocisku. Gdy wyliczył już wszystkie parametry wystrzelił. Po raz kolejny okazało się że jego snajperka Heckler & Koch SL9 SD świetnie się sprawuje. Cel został zrealizowany Terry Black został usunięty i już nigdy nikogo nie zamorduje. Sparks szybko spakował karabin do walizki i wrócił do swego pokoju w hotelu. Zadzwonił do zleceniodawcy
- Wszystko załatwione – powiedział chłodno Sparks
- Świetnie zaraz wyślę ci pieniądze na konto

Łowca usiadł na łóżku i włączył swojego laptopa. Sprawdził pocztę. Od razu jeden z listów wydał mu się całkiem zachęcający. Sprawdził nadawcę. Skrzydło, znał tego łowcę nagród, kiedyś pracował z nim w większej akcji, od tamtej chwili się nie widzieli. Sparks otworzył e-maila.

Sparks przyjedź do Nowego Yorku bilet lotniczy już na ciebie czeka w skrytce dwudziestej pierwszej na lotnisku. Proszę pośpiesz się, szykuje się naprawdę wielka robota do zgarnięcia 10 milionów do podziału na kilka osób. Spotkamy się w restauracji Arthur's Landing 21 stycznia o godzinie 14

Sparks nie zastanawiał się zbyt długo spakował wszystkie swoje rzeczy i ruszył na lotnisko. Bilet faktycznie znajdował się w skrytce. Sparks ruszył do Nowego Yorku.

19 stycznia 2008 roku
Godzina 19.40
Nowy York


Ruda była wykończona, wróciła do swego apartamentu po męczącym dniu. Marzyła o gorącym prysznicu. Czerwona dioda na telefonie wskazywała że ktoś nagrał się na automatycznej sekretarce. Podeszła do aparatu i wcisnęła przycisk. Po pokoju rozniósł się znajomy głos.
- Ruda spotkajmy się w najbliższy poniedziałek w restauracji Arthur's Landing, o godzinie 14 jadaliśmy tam dość często z twoim ojcem. Jest pewna robota do wykonania, sporo kasy do zgarnięcie. Cieszę się że znów bę... – skrzydło przestał mówić
Ruda usłyszała jakieś trzaski, jakby odgłos wyłamywanych drzwi, później nastąpiła seria strzałów, prawdopodobnie jeden z pocisków zniszczył telefon teraz Ruda nic już nie słyszała. Michelle jakąś dziwnie nie martwiła się o skrzydło, wiedziała z jakich kłopotów potrafił się wykaraskać. Wierzyła że i tym razem da sobie radę. Nie zastanawiając się dłużej nad wiadomością, poszła do łazienki. Prysznic dobrze jej zrobił, czuła się o niebo lepiej. Buło jeszcze dość wcześnie. Odkorkowała butelkę wina i wypiła kilka lampek. Gdy dochodziła już północ poszła spać.

19 stycznia 2008 roku
Gidzina 09.38
Kalifornia


Brixton obudził się w wynajmowanym pokoju hotelowym. Głowa potwornie go bolała. Uniósł głowę i otworzył oczy, rozejrzał się po pomieszczeniu
- Jezu jaki tu bałagan – powiedział głośno – wczoraj chyba nieźle zabalowałem, a tak pamiętam dostałem szmal za zlecenie – na wspomnienie tego uśmiechną się.
Wstał z łóżka, chwiejnym krokiem udał się do łazienki, spojrzał w lustro, był nieogolony. Nie prezentował się zbyt dobrze w tamtej chwili. Gdy próbował przesunąć nogę w lewo natrafił na jakąś przeszkodę, wycofał kończynę po czym ponowił próbę, tyle że tym razem znacznie mocniej. Usłyszał jakiś jęk. Brixton spojrzał na podłogę, leżał na niej niski facet, który trzymał się za brzuch. Brix podniósł faceta i wyrzucił go za drzwi domu. Ogolił się. Nagle usłyszał dzwonek swojej komórki. Znalezienie jej nie było łatwym zadaniem, jednak udało się nim włączyła się poczta głosowa.
- Brixton mówi skrzydło
- A tak pamiętam – Skłamał Brix – Co jest?
- Mam dla ciebie robotę, praca zespołowa, prosto to nie będzie, szczegóły podam jak już przylecisz do Nowego Yorku, spotkanie w restauracji Arthur's Landing dwudziestego pierwszego o czternastej
– mężczyzna odłożył słuchawkę nie dając Brixtonowi czasu na odpowiedz
Brix zastanowił się przez chwilę, doszedł do wniosku że zlecenie to zlecenie, czemu nie miałby go przyjąć. Kolejny sposób na zarobieni trochę grosza.

19 stycznia 2008
Godzina 15.48
Waszyngton (Dworzec kolejowy)


Fallan śledził swój cel, pozornie łatwa robota, jednak drań miał ochronę trzech goryli. Starszy facet, mniej więcej sześćdziesiąt lat na karku. Bydlak zajmujący się prochami. Przez niego umarło wielu ludzi, głównie dzieci. Facet wszedł do toalety, jego ludzie za nim. Fallan wiedział że to jest właśnie odpowiednia okazja. Wyją swoją Berrete, na lufie umieścił tłumik. Wszedł do toalety, szybko wymierzył i oddał trzy strzały. Goryle padły bez ruchu. Z jednej z kabin usłyszał czyjś krzyk, otworzył ją szybko i strzałem w głowę zlikwidował swój cel. Z kieszeni wyją czarny flamaster i białą kartkę. Napisał na niej drukowanymi literami. „Awaria nie wchodzić” Wyszedł z kibla na drzwiach powiesił wcześniej sporządzoną notkę. Wyciągną swój telefon i włączył go. Dostał smsa. Od Skrzydła. Wiadomość była bardzo krótka: 21 spotkanie w Nowym Yorku restauracja Arthur's Landing godzina czternasta.
Po chwili Fallan usłyszał komunikat kolejowy: Pociąg z Waszyngtonu do Nowego Yorku zostanie podstawiony na tor drugi przy peronie czwartym.
Fallan kilkoma szybkimi susami podbiegł do pierwszego wolnego okienka z biletami, Nabył jeden do Nowego Yorku. Ledwie udało mu się wsiąść do pociągu ten ruszył.

20 stycznia 2008
Godzina 7.00
Nowy York


Wszyscy dojechaliście do Nowego Yorku, macie cały dzień na załatwienie spraw przed spotkaniem ze Skrzydłem.
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.

Ostatnio edytowane przez Mizuichi : 15-07-2008 o 15:36.
Mizuichi jest offline  
Stary 15-07-2008, 20:18   #2
 
Yenna's Avatar
 
Reputacja: 22 Yenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodze
Michelle zbudził ostry dźwięk budzika, na którym widniała godzina 8.00. Odrzuciła kołdrę na bok i przeciągnęła się, ziewając. Wstała z łóżka i podeszła do okna, odsuwając zasłonę. Otworzyła okno na oścież i odetchnęła nowojorskim powietrzem. Chwilę stała, oparta o parapet, po czym udała się do łazienki. Zdjęła z siebie nocną koszulę i weszła pod prysznic, odkręcając kurek z wodą. Zimna woda skutecznie przepędziła resztki snu. Gdy już skończyła poranną "kąpiel", zaczęła doprowadzać do ładu ognistorude loki. Gdy już i to wykonała, nałożyła na wargi szkarłatną szminkę. Otworzyła drzwi do łazienki i przeszła przez sypialnię ku otwartym drzwiom do garderoby. Jedną z zalet jej zawodu było to, iż miała na koncie ładną sumkę i stać ją było na dość luksusowe życie. Ubrała się w obcisłą, wydekoltowaną bluzkę w kolorze czerwieni i jasne dżinsy, a na nogi założyła buty na niewysokim obcasie. Na szyi zawiesiła srebrny naszyjnik w kształcie krzyża ankh i tak ubrana udała się ku wyjściu z apartamentu. Zamknęła drzwi na klucz i zeszła po schodach, kierując się ku parkingowi za budynkiem. Wsiadła do swego czerwonego kabrioletu, odpalając silnik. Zamierzała sprawdzić mieszkanie Skrzydła. Choć wiedziała, że żyje to jednak chciała zobaczyć co tam się zdarzyło. Wiatr wprawiał w ruch ognistorude loki kobiety, gdy ta jechała przez Nowy York do mieszkania starego przyjaciela.
 
Yenna jest offline  
Stary 15-07-2008, 20:40   #3
 
Vinc_58's Avatar
 
Reputacja: 11 Vinc_58 nie jest za bardzo znany
Jak dobrze być w swojej ojczyźnie,pomyślał Sparks po kontroli paszportowej.Po roku wrócił do NY i nie poznawał tego miasta.Wszystko tętniło życiem,nie to co w jego dzielnicy.Vinc zabrał swoje bagaże i,wraz ze swoją walizką,udał się do parkingu,gdzie miał być odtransportowany jego samochód,lecący innym samolotem.Wchodząc na parking,od razu rzuciło mu się w oczy jego lśniące Porsche.

Otworzył bagażnik,wrzucając tam walizkę.Broń ukryta pod podwójnym dnem,puknęła głucho.Mężczyzna otworzył drzwi kluczykiem i wsiadł,wtulając głowę w wygodne siedzenie.Jak dobrze być Łowcą,pomyślał,zarabia się dużo i można sobie pozwolić na takie cacko.Odpalił wspaniały,sześciocylindrowy silnik typu bokser i ruszył.Włączył radio,co by posłuchać porządnej muzy,ale leciały same idiotyczne piosnki.Poszperał trochę w podręcznym schowku i wyjął kasetę ze swoją ulubioną nutą.Włączył i pojechał do nie mniej niż pięciogwiazdkowego hotelu.Nam miejsce dotarł za pół godziny,o 7:45.Zaparkował pod wejściem i wyjął bagaże.Wszedł do holu i od razu skierował się do recepcji.
-Apartament na dachu.Ile płacę?
Okularnik, recepcjonista który trafił na niego w swoich godzinach pracy,podał mu kluczę,mrucząc:
-Zależy na ile dni,proszę..
-Na cały tydzień,nie wiem ile zostanę,ale zaryzykuje i płacę z góry.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i na słowa "trzy tysiące",podał rozmówcy swoją kartę kredytową.Ten po chwili oddał ją wraz z kluczykami.Vincent wszedł na górę,mijając obsługę na korytarzach i otworzył drzwi apartamentu na samym czubku budynku.

Pokój był przestronny,a z okien roztaczał się widok na NY.Z 45 piętra mógł spokojnie obserwować ulicę nieopodal hotelu.Sparks na początek rzucił walizkę na kanapę i poszedł wziąć prysznic.Po toalecie udał się na spoczynek,to znaczy na oglądanie telewizji.
 
__________________
Moje sesje:
Pamięć ostrza
Vinc_58 jest offline  
Stary 15-07-2008, 21:19   #4
 
killihno's Avatar
 
Reputacja: 49 killihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodze
Fallen spokojnym krokiem udał się do apartamentowca na ulicy, na której znajdowała się restauracja. Wynajął na 2 dni (płacone z góry, koszt: 500 dolców) Drugonov spoczywał w walizce, a Berreta w zapinanej kieszeni znajdującej się w środku kurtki. Zostawił swój karabin snajperski w apartamencie pod łóżkiem. Po chwili udał się w okolice restauracji i rozejrzał się. Nie widział żadnych snajperów na dachu. Zamówił w Restauracji kawę i spojrzał na zegarek.
Trzynasta. Jeszcze godzina do spotkania.- mruknął do siebie i zaczął czytać "Danse Macabre" Stephena Kinga.
 
__________________
Zanim przybędziesz na pustynię musisz wykopać dół. Inaczej kopiesz go pół godziny, zjawiają się ludzie, i trzeba kopać kolejne doły. I tak do samego rana. -Kasyno
killihno jest offline  
Stary 16-07-2008, 00:32   #5
 
Egon's Avatar
 
Reputacja: 11 Egon nie jest za bardzo znany
Brixton obudził się o 10.00, nozdrzami wciągnął zapach 3 gwiazdkowego hotelu, ah ten swoiski zapach - pomyślał -
Pieniądze mam, ale co ja będę wydawać na 5 gwiadkwe hotele, przynajmniej nie wyróżniam się z tłumu. Wstał złapał swoje,
bojówki i T-shirt, poszedł do łazienki ochlapać twarz zimną wodą. Ciekawe kogo jeszcze ten cały Skrzydło zaprosił, i skąd ja go znam?
- zastanawiał sie gorączkowo biorąc poranną toalete. O 11.00 Brixton skończył się myć, przyodział do kabury swojego ukochanego
Colta Pythona, wersja 1999 r. i dwa sztylety, założył ramoneske. No tak można wyjść na ulice - pomyślał i tak uczynił.
Jadalnia w hoteliku nie wyglądała za specjalnie więc ruszył do knajpki na przeciwko. Usiadł w stoliku przy oknie, po chwili
podeszła do niego miła kelnereczka,
-Coś podać prosze pana ? - spytała.
-Jajecznice na bekonie, trzy tosty, kawe czarną,
mocną jak diabli, popielniczke i marlboro czerwone.
- Odpowiedział Brix najgrzeczniej jak umiał, no cóż widocznie nie wzbudził
zaufania. Jest 11.30, o 13.00 zbieram się na miejsce spotknia, zobaczymy cóż on wykombinował - Pomyślał Brix i zajął się
papierosami.
 
__________________
"Kiedy kopną w Twoje drzwi, jak uciekniesz stąd,
Podniesiesz w górę ręce czy wyciągniesz swoją broń
Kiedy prawo już Cię znajdzie jak z nim sobie radę dasz
Możesz umrzeć na ulicy albo poznać zimno krat."

Ostatnio edytowane przez Egon : 16-07-2008 o 00:42.
Egon jest offline  
Stary 16-07-2008, 02:53   #6
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 96 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
21 stycznia 2008 roku
Godzina 09.25
Nowy York

Ruda jechała swoim kabrioletem, jej włosy delikatnie falowały na wietrze. Zmierzała wprost do mieszkania swego przyjaciela, nie znała jego prawdziwego imienia, właściwie chyba nikt go nie znał. Gdy wcześniej odsłuchiwała wiadomość z automatycznej sekretarki, coś się stało w mieszkaniu Skrzydła. Słyszała strzały. Teraz chciała sprawdzić czy aby na pewno nic nie stało się przyjacielowi. Gdy po godzinie jazdy dotarła do małego domku, zaparkowała przed bramą. Wysiadła z auta i szybkim krokiem skierowała się ku drzwiom domu. Nie zdziwiła się gdy zobaczyła je wyłamane z zawiasów, leżały dobre kilka metrów od futryny. Michelle weszła powoli do przedpokoju, półka na której stał kiedyś telefon była całkowicie zniszczona, to samo tyczy się też samego aparatu. Na podłodze leżało kilka łusek po nabojach. Weszła do salonu połączonego z kuchnią. Dom był w opłakanym stanie, wszędzie zniszczone przedmioty. Na jednej ze ścian widniała smuga krwi. Prawdopodobnie ktoś został postrzelony i oparł się o nią. Sypialnia była w najgorszym stanie, wszędzie pełno krwi, musiało tu zginać co najmniej dwóch ludzi. Ruda miała nadzieję że jednym z nich nie był Skrzydło. Szafka przy łóżku była otwarta. Zapewne tam łowca trzymał swój ukochany pistolet CZ 75. Michelle nie znalazła w domu samego Skrzydła ani żadnych śladów że przeżył. Nagle usłyszała że ktoś wchodzi do domu, robiąc przy tym potworny hałas. Myślała że to Skrzydło. Szybkim krokiem udała się do przedpokoju. Jednak nie zobaczyła tam przyjaciela lecz jakiegoś wysokiego, umięśnionego, czarnego mężczyznę. W prawym ręku trzymał pistolet. Gdy zobaczył Rudą wycelował w nią i oddał strzał. Chybił o kilka milimetrów. Kula utkwiła w ścianie. Michelle szybko się odwróciła i kilkoma susami znalazła się przy otwartym konie w kuchni. Wyskoczyła przez nie i pobiegła do swojego samochodu. Opony były jednak przebite. Mężczyzna który do niej strzelał stał na ganku domy ponownie szykując się do oddania kolejnego strzału.

20 stycznia 2008 roku
Godzina 22.30
Nowy York


Sparks oglądał telewizję siedząc w luksusowej kanapie. Apartament prezentował się naprawdę wspaniale. Był wielki. Ma środku salonu stało jacuzzi, woda co jakiś czas sama się podgrzewała wypuszczając setki bąbelków powietrza na powierzchnię. W telewizji nie było nic ciekawego, a przynajmniej nic co Sparks uznałby za ciekawe. Zatrzymał się na chwilę na kanale informacyjnym.
- Policja wciąż prowadzi dochodzenie w sprawie seryjnych zabójstw na terenie Nowego Yorku. Komisarz Graham Rats twierdzi że policja jest bliska rozwiązania tej sprawy, niestety nie chciał podać nam żadnych szczegółów operacji – zakomunikowała piękna blondynka o niebieskich oczach.
- Dużo gadania mało działania, nic się nie zmieniło – Mrukną Sparks
Wyłączył telewizor i popatrzył na łóżko. Ogarnęła go senna atmosfera. Rozebrał się, ułożył ubranie w kostkę po czym położył na ogromnym łóżku. Było wygodne. Nad wyraz wygodne. Zamkną oczy, sen przyszedł szybko. Następnego dnia o poranku zadzwonił telefon.
- Pan zamawiał budzenie na 8.00 – powiedział mężczyzna należący do obsługi hotelu. Po czym odłożył słuchawkę.
Dziwne było to że Sparks wcale nie zamawiał budzenia. Miał ochotę porządnie się wyspać. Uznał to jednak za pomyłkę. Skoro i tak już nie spał. Wstał z łóżka ubrał się i zszedł do restauracji znajdującej się na parterze. Zamówił śniadanie. Zjadł je. Nagle dostrzegł że ktoś go obserwuje, osoba ta siedziała przy stoliku naprzeciw niego. Sparks poprosił o rachunek. Umieścił stosowną opłatę. Wyszedł z restauracji. Tak jak się spodziewał mężczyzna poszedł za nim.
W co ja się wpakowałem – pomyślał Sparks.
Szybkim krokiem udał się do garaży gdzie zaparkowane było jego auto. Wsiadł do niego. Odpalił silnik i wyjechał na ulicę. Wciąż był śledzony. Jechał za nim czarny mercedes z przyciemnionymi szybami. Sparks nie zastanawiał się długo. Wcisną pedał gazu.
Muszę ich zgubić

21 stycznia 2008 roku
Godzina 13.00
Nowy York


Fallen siedział w restauracji Arthur's Landin, do spotkania została jeszcze godzina. Był ciekaw co to za robota o której wspominał Skrzydło. Sądząc po wielkości nagrody było to naprawdę coś wielkiego. Pewnie chodziło o jakąś grubą rybę. Takich sum nie przeznacza się na nagrody za zwykłych złodziejaszków. Do Fallena podszedł rosły łysy mężczyzna. Położył mu rękę na ramieniu.
- Pójdzie pan ze mną – powiedział spokojnym głosem, po czym mocno zacisną palce.
Fallen nie do końca wiedział o co chodzi, jednak nie wyglądało to zbyt dobrze. Wiedział że Skrzydło zawsze pojawiał się osobiście na umówionym miejscu. Nie był to więc jego człowiek. Nie chciał też robić zamieszania w restauracji. Wstał z miejsca które zajmował. Mężczyzna poprowadził go do toalety. Fallenowi nie wydawało się to zbyt dobre miejsce do rozmowy. Nie zdążył jednak zaprotestować, ponieważ wielka pięść uderzyła go w brzuch. Na chwilę zaparło mu dech w piersi.
- Gadaj kto cię wynajął s*******u – krzykną łysek.
Fallen zastanawiał się jak wybrnąć z tej sytuacji. Nie miał najmniejszego zamiaru odpowiadać na pytania napastnika.

21 stycznia 2008 roku
Godzina 10.25
Nowy York


Brixton odpalił papierosa. Czekał na zamówienie. Był diabelnie głody. Ponadto ciężko było by mu funkcjonować bez porannej kawy. Kelnerka przyniosła jajecznicę i tosty. Postawiła talerz przed Brixem.
- Czy podać coś jeszcze? – spytała.
- Tak, nie dostałem jeszcze mojej kawy – starał się by jego głos brzmiał miło, nic jednak z tego nie wyszło
- Tak przepraszam bardzo, zaraz ją przyniosę
Kelnerka odeszła. Po chwili kawa stała obok talerza z jedzeniem. Nie była ani mocna ani dobra. Jednak Brix doszedł do wniosku że nie będzie psuł sobie nerwów na rozmowy z idiotkami nie potrafiącymi zrobić dobrej kawy. Dokończył jeść, położył na stole dokładnie wyliczoną kwotę. Nie miał zamiaru wręczać napiwku po tym jak musiał wypić obrzydliwą czarną breję. Spokojnym krokiem spacerował chodnikiem. Skręcił do małego przejścia między dwoma dużymi budynkami by skrócić sobie drogę. Za plecami usłyszał czyjeś kroki. Zignorował go jednak myśląc że jest to osoba która podobnie jak on chcę szybciej dostać się do miejsca w jakie zmierza. Z kieszeni wyją paczkę papierosów. Odpalił jednego. Zaciągną się kilka razy. Chwilę później poczuł ogromy ból głowy, zupełnie jakby ktoś uderzył go czymś ciężkim. Następnie stracił przytomność. Brix ockną się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Głowa mu pękała. Rozejrzał się, na początku prawie nic nie widział. Jednak po pewnym czasie wzrok przyzwyczaił się mroku. Nikogo w poza nim nie było w małym pokoiku. Nie był związany. Jednak pistolet który wziął ze sobą zniknął. Na szczęście osoba która go rozbrajała nie była w tym zbyt dobra, przeoczył ukryte sztylety. Za drzwiami do pomieszczenia ktoś rozmawiał. Brix nie był jednak w stanie nic zrozumieć z rozmowy. Gdy głosy ucichły Brigston szybko staną przy drzwiach tak by mógł zaskoczyć napastnika nim ten wykona jakiś ruch. Ktoś wszedł do pomieszczenia, wpuszczając do niego światło. Facet wyglądał na zwykłego oprycha. No może nie tak zwykłego, Raczej na takiego który niedawno dostał solidny wycisk. Brix jednak nie miał czasu na rozważania na takie tematy.
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.
Mizuichi jest offline  
Stary 16-07-2008, 03:16   #7
 
Egon's Avatar
 
Reputacja: 11 Egon nie jest za bardzo znany
Dobra, na raz, dwa, trzy, cztery.. Pięć! - wyliczył sobie w myślach Brix.
Kopniak z glana w drzwi,
- Raz - powidział pod nosem Brixton
szybki obrót,
- Dwa -
podciecię,
- Trzy -
Skok i wyjęcie sztyletu,
- Cztery -
Brixton wylądował na nie doszłym napastniku i podłożył mu nóż pod gardło,
- Pięć! - Powiedział, tylko tym razem już głośniej.
- Kim jesteś do cholery, kto Cię tu przysłał, gdzie jesteśmy i dlaczego ta cholerna kawa była nie dobra! - Brixton prawie wykrzyczał ostatnie słowa, tym razem nie starał się być miły, nie zamierzał zejść z napastnika, to jego ostatnia deska ratunku.
 
__________________
"Kiedy kopną w Twoje drzwi, jak uciekniesz stąd,
Podniesiesz w górę ręce czy wyciągniesz swoją broń
Kiedy prawo już Cię znajdzie jak z nim sobie radę dasz
Możesz umrzeć na ulicy albo poznać zimno krat."
Egon jest offline  
Stary 16-07-2008, 09:19   #8
 
Yenna's Avatar
 
Reputacja: 22 Yenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodzeYenna jest na bardzo dobrej drodze
W co ja się wpakowałam?-pomyślała Ruda, chowając się za kabrioletem przed napastnikiem. Opony przebite, ona chwilowo bezbronna.
Otworzyła lekko drzwi od samochodu i dłonią sięgnęła ku przegrodzie między siedzeniami. Znajomy chłód jej sztyletu. Nie, nie tego szukała. Jest! Chwyciła pewnie swój pistolet typu Smith & Wesson 4006 i powoli zaczęła okrążać kabriolet, kierując się ku tyłowi auta. Myślała że bandzior tego się nie spodziewał. Odetchnęła głęboko, żeby uspokoić się. Wstała szybko i wycelowała w korpus napastnika. Nacisnęła spust i znów kucnęła za samochodem. Nasłuchiwała...
 
Yenna jest offline  
Stary 16-07-2008, 10:39   #9
 
Vinc_58's Avatar
 
Reputacja: 11 Vinc_58 nie jest za bardzo znany
Mężczyzna docisnął gaz najmocniej jak potrafił.80km/h.Dobrze,nie będę rzucał się w oczy.Sparks włączył GPS'a i zauważył,że niedaleko jest skrzyżowanie ze światłami.Przyśpieszył do stówy i sprawdził jedną ręką czy nadal ma broń w kaburze pod kurtką.Są tam jego dwa pistolety.MP5 leżało w walizce razem ze snajperką.Szlag.Widząc,że mercedes też przyśpiesza,zrobił to samo.120.Zaraz na skrzyżowaniu będzie czerwone światło.Vinc wcisnął pedał,mając zamiar zostawić szpiega za drugą stroną skrzyżowania.Ale facet może się nie zatrzymać na światłach i pojechać dalej za nim.Wtedy,Sparks przygotował dla niego niespodziankę.
 
__________________
Moje sesje:
Pamięć ostrza
Vinc_58 jest offline  
Stary 16-07-2008, 12:26   #10
 
killihno's Avatar
 
Reputacja: 49 killihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodzekillihno jest na bardzo dobrej drodze
Natychmiast oddał kopnięciem w krocze. Wykręcił rękę napastnika i zapytał:
-Raczej kto ciebie wynajął, idioto.
Sprawdził wzrokiem, czy napastnik nie jest przypadkiem uzbrojony.
 
__________________
Zanim przybędziesz na pustynię musisz wykopać dół. Inaczej kopiesz go pół godziny, zjawiają się ludzie, i trzeba kopać kolejne doły. I tak do samego rana. -Kasyno
killihno jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166