Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Postapokalipsa > Archiwum sesji z działu Postapokalipsa
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Postapokalipsa Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Postapo (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-09-2007, 19:43   #91
 
Drzewiec's Avatar
 
Reputacja: 25 Drzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodze
Stan Hamiloton

Stan odetchnął. Spokojnie... uratowali Robina, gdyby lubił alkohol, Dziadek powinien zapewnić mu roczny zapas tequilli.
Teraz nie myślał jednak o rozkoszach. Tam są gangersi. Zabiliśmy ich kilku kumpli, to się nie kończy dobrze. Polowanie na tornado się oddala, zaś wizja zostania zgniecionym, rozstrzelanym i zamordowanym jest bliska.
Ech, co ten Kristoff robi... w walce jakiś skory do machania gnatem nie był.
- Właśnie... chodzi tylko o jakąś małą budkę. Żeby nasi koledzy, którzy zostali z zupełnie niezrozumiałych powodów potraktowani wcale nie pacyfistycznie, mogli do siebie dojść. Nic wielkiego. No, ale gdyby mógł to pan załatwić szybko... chyba nie chcemy tu kolejnej grupy tych gangerów, prawda? - puścił do barmana oko. Ale to Kristoff teraz mówił. Stan wtrącał się co jakiś czas do rozmowy, krążąc między rannymi, udając "dobrego doktorka". I niepewnie wyglądając za okno...
 
Drzewiec jest offline  
Stary 09-09-2007, 19:56   #92
 
Tevery Best's Avatar
 
Reputacja: 184 Tevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie coś
Wszyscy
-Słuchaj - powiedział barman do Kristoffa - gówno mnie to obchodzi. Tutaj nikt nie pomoże nieznajomemu. Tyle ci powiem. Nie z dobroci serca. I możesz sobie wsadzić ten twój gnat, myślisz, że pójdę na taki trik? Posłuchaj mnie. Właśnie twój koleżka rozwalił mi życie. Dziesięć lat tułałem się po pustyni, Neodżungli, tłukłem Molocha. W końcu zarobiłem dość gambli, żeby otworzyć ten bar. A tutaj przez jedną strzelaninę z Visions, jednego kolesia, którego ryj nie spodobał się tym pieprzonym ćpunom - muszę spierniczać z miasta. Dlatego JA teraz wezmę swojego vana, załaduję na niego wszystko, co tu się nadaje do użytku, i wywiozę to gdzieś, gdzie ludzie strzelają do gangerów, gdy tylko ich zobaczę. Może NY, może Dallas... Nie boli mnie to. Byle dalej stąd. I powiem ci wprost - możesz mnie zatrzymywać albo nie. Ja już nie mam wiele do stracenia. Nie jestem już młody, nie jestem zdrowy i nie wiem, czy dojadę tam, gdzie chcę. Ale nie będę ci tu teraz wynajdywał przyjaciół, których nie mam. Szukaj w ruinach naprzeciwko, może tam znajdziesz dobrą kryjówkę. A jeśli nie - to nie mój problem. Śmiało, zastrzel mnie, ale nie znajdę ci tu teraz chirurga. O nie, co to, to nie. Ja stąd spieprzam.
Spojrzał się na was jak na ucieleśnienie zła. W jego oczach widać było gniew, desperację, strach - ale nie przed tobą. Po prostu miał cię gdzieś. Czułeś, że po prostu chce uciec byle dalej, nim znajdą go DV...
 
__________________
"When life gives you crap, make Crap Golems"
Tevery Best jest offline  
Stary 11-09-2007, 13:40   #93
 
Malutkus's Avatar
 
Reputacja: 13 Malutkus nie jest za bardzo znany
Kristoff Baxter

Olany przez barmana w podrzędnej, przydrożnej knajpie. Mógłby wsadzić mu lufę Beretty w pysk i rzucić jakimś kultowym tekstem. Mógłby rozwalić gościa bez gadania. Mógłby... ale czuł, że ten człowiek naprawdę nie miał nic do stracenia i prawdopodobnie rzeczywiście nie znał nikogo, kto mógłby pomóc. Cholera, prawie zapomniał jak to jest, gdy straci się efekt ciężkiej, wieloletniej pracy. Sam żył z dnia na dzień, a fach w ręku zapewniał mu niezłe dochody, ale goście tacy jak ten, właściciele knajp czy sklepów mieli w życiu sporo do stracenia. A teraz barman był taki jak inni outsiderzy, goście, którzy szukają swojego miejsca w świecie z bronią w ręku... I Baxterowi, pierwszy raz od bardzo dawna, zrobiło się go żal.
"Szlag, Baxi, daj se spokój z tym patałachem"- powiedział znowu wewnętrzny skur***- "Masz swoje kłopoty, a koleś i tak sobie poradzi. A przy okazji: poradzi..."
Broń powędrowała za pasek spodni, a medyk nabrał tchu. To nie powinno być trudne.
- Masz vana? No patrz, Winnie, świetnie się składa. Akurat, wyobraź sobie, szukaliśmy kogoś, kto byłby w stanie załatwić kilka kółek, a tu pojawiasz się ty. Niespotykany wręcz zbieg okoliczności. Oczywiście, nic za darmo, wiem, znam złote zasady Vegas. Jest możliwość chwycenia całkiem wartościowego towaru, nie wdawajmy się w szczegóły, całość wystarczyłaby pewnie na kupno sporego kawałka miasta, no, powiedzmy tego mniej ekskluzywnego kawałka. I właśnie potrzebny byłby ktoś z samochodem, najlepiej dużym, dla pięciu- sześciu chłopa. Oczywiście niczego nie mogę zagwarantować, ale myślę, że za środek transportu moglibyśmy rozważyć uwzględnienie cię przy podziale łupów. Tylko widzisz... mamy problem z tymi trzema rannymi... no i samochodem. Dlatego chętnie widzielibyśmy ciebie w kompanii, kogoś doświadczonego, sprawnie posługującego się bronią... z vanem..."
Jednocześnie po głowie chodziło mu, jak i gdzie operować pozostałą dwójkę pacjentów. W skrajnym przypadku mógłby to zrobić sam, ale towarzystwo chirurga z większą praktyką niż Hamilton byłoby mile widziana. No i jakiś w miarę sterylny pokoik. I dodatkowy sprzęt...
 

Ostatnio edytowane przez Malutkus : 11-09-2007 o 16:03.
Malutkus jest offline  
Stary 11-09-2007, 15:44   #94
 
Drzewiec's Avatar
 
Reputacja: 25 Drzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodze
Stan Hamilton

Stan się dokładnie tego obawiał. Że ich oleje. Że ich zbluzga. Że do tego spowoduje, że kruche sumienie Stana przeżyje kolejne załamanie.
Ale nie przeżyło. To nie ich wina, że Visions wpadli do baru. To nie ich wina, że zaczęła się rozróba. Oni w sumie ocalili barmana. Powinien im dziękować...


... prawda?
Kristoff to sensowny człowiek. Umie mówić. Mógłby być politykiem. Ale na szczęście nie siedzą w NY i nie bawią się w demokrację. Stan czeka. Ten Van to dobry pomysł. Ale rodzi się wątpliwość.
Gdy medyk skończy swoją przemowę, Chemik odciąga go na bok.
- Kristof... czy ty zdajesz sobie sprawę, co ja mam zamiar zrobić z tym Tornadem, które zdobędziemy?- zadał mu pytanie.- Ja chcę je zniszczyć. Nie będziemy sprzedawać tego świństwa... wytłumacz mi, proszę... Jak chcesz pospłacać te wszystkie długi czymś, czego nie będzie?
 
Drzewiec jest offline  
Stary 11-09-2007, 16:33   #95
 
Malutkus's Avatar
 
Reputacja: 13 Malutkus nie jest za bardzo znany
Kristoff Baxter

Pytanie Stana zaskoczyło go. Rzeczywiście, całkowicie zapomniał o jego celu w tej całej wyprawie. I powróciło pytanie: jaki idiota mógłby zrobić coś takiego? Dobra, on sam nie dotykał Tornado, do odpłynięcia wystarczała mu stara, dobra czyściocha. Ale, na Boga, kto normalny niszczy taki towar w imię... czego? Idei? Przekonań? Chęci zbawienia ludzkości? Przecież ta chmura mogłaby ich wszystkich ustawić na kilka lat... Cholera, jeśli to wszystko miało być zniszczone, to po co on, Baxter ma się w to pakować?! "No jasne. Dla możliwego zysku."
Postanowił zostawić to na razie. Teraz musiał jakoś przekonać właściciela ich nowego autka do współpracy. I wymyślić, jak się go potem pozbyć.
- Słuchaj- rzekł do Stana- W tym momencie mamy dwójkę rannych, DV na karku i ŻADNYCH perspektyw na wyruszenie w drogę. Potrzebujemy tego samochodu, bez niego możemy równie dobrze biegać za chmurą z siatką na motyle. Poza tym... kto wie, co się wydarzy w czasie podróży... może w cudowny sposób pojawi się przed nami góra złota? A może barmanowi przytrafi się jakiś nieszczęśliwy wypadek? Teraz nie możemy wybrzydzać ani martwić się na zapas. Potrzebujemy vana, a ten koleś go ma. Widzę tylko jeden sposób, żeby go zdobyć. Chyba- tu spojrzał ukradkiem w stronę Winniego- że już teraz zapomnimy o transakcji wiązanej i skupimy się na pozyskaniu samego wozu? Wolisz to tak załatwić?
 
Malutkus jest offline  
Stary 12-09-2007, 20:16   #96
 
Drzewiec's Avatar
 
Reputacja: 25 Drzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodze
Stan Hamilton

Chemik przeczuwał, że wyniknął z tego jeszcze kłopoty... ale kłopoty to jego specjalność. Odłoży to na później. Wie, co myśli o nim Kristoff, ale kij go to boli. Teraz rzeczywiście trzeba zająć się rannymi...
- Dobra- mruknął Stan.- Panie Winnie, kochany. Wiem, że ma pan nas serdecznie w d*pie, wiem, że najchętniej by pan nas wystrzelał, że uważa pan, że przez nas zdemolowali bar... ok, niech pan sobie tak sądzi. Fakty są proste. Potrzebujemy vana. Jak mówił Kristoff: pech chce, że ty go masz. Nie zabijemy cię, nie ukradniemy go... po prostu proponujemy, żebyś się do nas przyłączył. Jako, załóżmy, kierowca. Nie gwarantuję, że się obłowisz, bo nie mam... ekhm, w każdym razie coś będziesz z tego miał. Później odjedziesz sobie w siną dal, na swoim lśniącym rumaku... Z cięższą kieszenią. Z tego baru i tak nic już nie będzie. W zamian masz za darmo nasze usługi; ja może wykombinuję ci kilka med-paków, Kristoff służy swoją pomocą. Podoba się ten plan? Uczciwy, dżentelmeński, cokolwiek by to nie znaczyło. Ruszysz z nami, gdy tylko damy se radę z rannymi i zrobimy zakupy, ruszymy razem poza Vegas- rzekł Stan, mając nadzieję, że zabrzmiało to składnie... bo w jego głowie wcale takie nie było.
 
Drzewiec jest offline  
Stary 12-09-2007, 20:31   #97
 
Tevery Best's Avatar
 
Reputacja: 184 Tevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie coś
Barman patrzy się na was z konsternacją. Najwyraźniej bije się z myślami, próbując podjąć decyzję... Przez chwilę zapada cisza. Niepewne spojrzenia... W końcu przemówił. -Dobra... - powiedział. - Zabiorę się z wami, ale musicie pomóc mi się naszykować. Na razie zanieście rannych... Chodźcie, pokażę wam mój garaż - to powiedziawszy, podszedł do drzwi, po czym odwrócił się i dodał: -A, i jeszcze jedno. NIE MÓW DO MNIE Vinny. Mam na imię Richard, do jasnej cholery. Comprende? A teraz chodźcie, bo nie mamy wiele czasu.
Skinął na was ręką. Rękaw czarnej sztruksowej koszuli opadł, ujawniając przedramię. Ujrzeliście długą, ciemną bliznę ciągnącą się po wierzchu dłoni aż do łokcia. Co ciekawe, blizna była prościutka, jak od linijki...

Spojrzeliście po sobie wymownie i poszliście za nim. Kilka bloków dalej zagłębiliście się w siatkę uliczek, wśród których znalazło się miejsce na maleńki placyk. Na środku placyku stał baraczek z blachy falistej, zamknięty na słusznych rozmiarów kłódkę. Wasz kierowca wyciągnął klucz i zaczął grzebać w zamku, by po chwili ujawnić waszym oczom swój samochód. Opadła wam szczęka. W baraczku stała najprawdziwsza przedwojenna karetka! Jedynym wyjątkiem była szyba, która zamiast przepisowego "Ambulance" nosiła napis "Pioneer", oraz maska i przednia część lewego boku wozu, wykonane z karoserii o kolorze fioletowym, kiedyś prawdopodobnie metalic, bo w niektórych miejscach nadal się połyskuje. Richard uśmiechnął się i powiedział: -Co, nie spodziewaliście się tego?
 
__________________
"When life gives you crap, make Crap Golems"

Ostatnio edytowane przez Tevery Best : 12-09-2007 o 20:40.
Tevery Best jest offline  
Stary 14-09-2007, 16:14   #98
 
Drzewiec's Avatar
 
Reputacja: 25 Drzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodze
Stan Hamliton

- O k***a- jakże inteligentnie zauważył Stan. Oniemiał, normalnie oniemiał. Karetka, prawdziwa, lśniąca, przedwojenna karetka! No, może nie lśniąca, ale niewątpliwie przedwojenna i prawdziwa.
-No, Rich, naprawdę nie żałuję, żeśmy cię do kompani wzięli. Karetka, jak Molocha nie kocham! Cholera, powiedz mi jeszcze, że z wyposażeniem, to zacznę cię po rękach całować... idealny wozik- rzekł chemik zbliżając się szybko i otwierając drzwiczki do wozu.
 
Drzewiec jest offline  
Stary 14-09-2007, 19:28   #99
 
Malutkus's Avatar
 
Reputacja: 13 Malutkus nie jest za bardzo znany
Kristoff Baxter

Hamilton dosyć trafnie określił i jego uczucia po ujrzeniu wozu, więc medykowi zostało w milczeniu podążać za nim, przyglądając się każdemu szczegółowi vana. Nie mógł uwierzyć, że coś takiego jeździ jeszcze po świecie. Chociaż nie. Zaraz przyszedł mu do głowy koleś, o którym słyszał w jednym z barów NY. Gość- trzeba przyznać, łebski facio- był medykiem. Ale nie takim zwykłym, pospolitym felczerem, on sobie kulturalnie, legalnie śmigał po połowie kontynentu vanem i robi za przedwojenny ambulans, reanimując ludzi. Działał głównie w okolicach frontu północnego, gdzie mógł liczyć na kombatancką klientelę. Oczywiście, nie kurował nikogo za darmo, dzięki czemu żyje sobie jak pan, choć potem miał bodajże jakieś problemy z nowojorską mafią. Nieważne. Baxter pamiętał, że cholernie gościowi wtedy zazdrościł, a teraz stała przed nim najprawdziwsza przedwojenna karetka, choćby nawet i bez sprzętu reanimującego. Cudeńko.
- Ładna rzecz, trzeba przyznać- rzucił, pozornie od niechcenia oglądając wóz- Dobra, Winnie, widzę, ze się dogadaliśmy. Zbierajmy się, sam wiesz, że nie mamy całego dnia. Pomożesz nam przenieść rannych? Najlepiej weźmy jakiś blat stołu, rzucanie jak workiem ziemniaków może tylko pogorszyć ich stan.
Wziął się za pakowanie sprzętu i rannych do vana. I jeśli miał jakieś wątpliwości co do przyszłości barmana, to właśnie je stracił. Naprawdę podobała mu się ta karetka. Stanowiła idealną zapłatę za jego nieocenione usługi w tej wyprawie.
 
Malutkus jest offline  
Stary 15-09-2007, 09:33   #100
 
Tevery Best's Avatar
 
Reputacja: 184 Tevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie coś
Kiedy Stan próbował wsiąść do karetki, drzwi nie dały się otworzyć. Wówczas Richard z uśmiechem podszedł do nich i wyciągnął coś z kieszeni. Kluczyki. Obrócił je szybciutko w zamku i ten kawałek blachy ustąpił. W środku nie było za dużo miejsca, Rich zaś szybko wsiadł na fotel kierowcy i rzucił Kristoffowi klucze. - Tam, za samochodem leżą różne rzeczy ze szpitala - powiedział. - Nie znam się na tym, ale idź tam i wybierz te, które mogą się do czegoś przydać. Tylko nie przesadzaj, bo nam się ranni nie zmieszczą. Załaduj je na tył, OK?
Barman wyciągnął rękę i otworzył drugie drzwi Stanowi. Wkrótce i on był w karetce, siedząc na środkowej części długiego fotela, a w zasadzie samochodowej sofy, która ciągnęła się przez kabinę.
Tymczasem Kristoff udał się na tył. Zaraz kiedy minął bok karetki, oczy zaczęły mu się powiększać. Leżało tam mnóstwo medycznego sprzętu... Otworzył drzwi i dokonał krótkiego osądu wnętrza. Pomijając fakt, że stał tam karetkowy defibrylator i niewielkie urządzenie do pomiaru funkcji życiowych, niestety oba wyraźnie uszkodzone, nie było tam wiele miejsca. Na pewno za mało, żeby wziąć cały sprzęt i rannych. Kristoff włożył tam więc najpotrzebniejsze rzeczy: akumulatorek medyczny, respirator, kilka paczuszek bajpasów żylnych i nerwowych, koc NRC, strzykawkę pneumatyczną, kilka testów na grupę krwi, zestaw do intubacji i dwa medpaki... Jednak z żalem patrzył na to, co zostało. Było tam parę niezłych rzeczy - autoklaw, przenośne USG, walizeczkę lekarstw i różnego rodzaju środków i karton złomu... A nie, to już nie było niezłe. W każdym razie albo znajdziecie jeszcze jeden środek transportu, którym to przewieziecie, albo to zostawicie. Nie ma trzeciej opcji.

Po krótkiej chwili podjechaliście pod bar. Błyskawicznie zaczęliście wnosić rannych na tył. Wkrótce byliście już gotowi do drogi. Ale tu pojawiło się kolejne pytanie... Co dalej? Jechać już w pustynię? Czy może poszukać sprzętu niezbędnego do zbierania Tornado, ryzykując, że zdybią was Dark Visions? A może zaszyć się gdzieś z rannymi? Poszukać drugiej ciężarówki na pozostały sprzęt? Czasu niewiele, a tyle wątpliwości... Tymczasem Rich zabrał z baru swoje rzeczy. Kilka butelek alkoholi powędrowało do samochodowego schowka, zaś jego Ruger został przewieszony przez fotel kierowcy. Początkowo wydawało się, że ten egzemplarz tego karabinu nie został przez nikogo ozdobiony, ale po dokładniejszym obejrzeniu okazał się mieć na kolbie mały napis "Własność Richarda "Czułego" Barra". Kilka innych, mniej ważnych przedmiotów Rich trzymał przy sobie. Patrzył na was z wyczekiwaniem, jak gdyby czekał na instrukcje i decyzje w sprawie dalszej drogi...
 
__________________
"When life gives you crap, make Crap Golems"

Ostatnio edytowane przez Tevery Best : 15-09-2007 o 09:40.
Tevery Best jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:22.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166