Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-01-2009, 19:25   #1
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 783 DrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwu
[CyberPunk 2020] "Welkome to South Dakota"

Cyberpunk 2020




„W czasach gdy cybernetyczne ciała mogą wielokrotnie więcej niż ludzkie, zespolenie z metalu z organiczną tkanką jest tak naturalne jak krople wody w czasie deszczu. Ceną jest utrata człowieczeństwa, zatracanie przyzwyczajeń, osobowości, komunikatywności a w ich miejsce rodzą się instynkty. Zwykle te najmroczniejsze i najniebezpieczniejsze dla otoczenia. Naukowcy jednak upatrują się rozwiązania w chipach. Bowiem jeśli można mieć chip umiejętności gotowania to czemu nie mógłby to być chip macierzyństwa lub kochania? Już za kilka lat miłość cyborga z cyborgiem będzie na porządku dziennym . . .

Myślałeś o tym kiedyś patrząc na swój toster i elektryczny czajnik?”







"Welcome to South Dakota"




South Dakota in USA
Pennington County
Keystone Town
5:03 PM








Fot. Mi–24 „Super Hind”



Helikopter Mi–24 „Super Hind” zaczął obniżać pułap lotu. Profesor William Nesson wyciągnął z kieszeni marynarki palmtop z podłączonymi słuchawkami. Grupa całą drogę zastanawiała się, jak można słuchać muzyki przez taki zabytek. Schował go do zgrabnej torby podróżnej i wyciągnął laptop z logo Militechu.

- No to zaczynamy od początku… - powiedział Nesson. – Po co tu jesteśmy? Dnia 23 Lipca czyli tydzień temu zaginął Jeremy Fisher. Militech ubolewa nad stratą tak cennego człowieka. Dlatego przybyliśmy tu jako grupa ratunkowa i tylko tyle was interesuje. Nie mieliśmy okazji się ze sobą zapoznać, więc zrobimy to teraz przed lądowaniem…

Zatrzeszczał głośnik nad głową profesora. Łysy facet siedzący naprzeciwko Nessona zawarczał niczym pies i zacisnął zęby. W głośniku rozbrzmiał metaliczny głos pilota, przerywany trzeszczeniem rozstrojonego telewizora.

Za dziesięć minut was wy…sszzzz…kurwa…szzzz… Wysadzamy was niedługo! Będziecie zeskakiwać po linie! Nesson wam wyjaśni…szzzzzz…
- Głośnik wyłączył się. Łysy złapał się za głowę i zaklął pod nosem. Profesor włączył laptopa i podjął temat dalej.




Fot. Grupa ratunkowa



- Ten nerwowy to Razor. Dwukrotnie skazany za morderstwo, odpracowuje swoje winy dla korporacji. Nasz przewodnik po okolicy. Pełni funkcję zwiadu w grupie i technika. Zna się na terenach i wie jak w nich przetrwać… Bynajmniej tak napisał w formularzu i musimy w to wierzyć, bo od niego w dużej mierze zależy nasze życie. Panienka obok to doktor Liz O’Neill. Pełni funkcję medyka w grupie, więc jak ktoś oberwie to wie do kogo ma się zgłosić. Pan obok Liz to Aidan Beckett. Ronin po odsiadce trudniący się zabijaniem. Najęty jako żołnierz. Po mojej prawej Estella Stephens. Pracowniczka korporacji i dodatkowa broń w grupie. Następnie podporucznik Terry Hopkins z korporacji Militech. Wasz Bóg podczas tej misji. Mnie już znacie. Jestem profesor William Nesson z wydziału wewnętrznego korporacji Militech. Koordynuje cała akcję. Do rzeczy. – Nesson obrócił laptop tak by wszyscy widzieli. – Powtarzamy procedurę. Oto zdjęcia z satelity i interesujące nas obiekty.





Fot. Okolice Rapid City - zdjęcie satelitarne





Fot. Okolice Keystone - zdjęcie satelitarne




Fot. Okolice Mt Rushmore - zdjęcie satelitarne




Fot. Taras widokowy



- Lądujemy w Keystone. Z miejsca lądowania ruszamy starą trakcją kolejową do S1. Tam sprawę w swoje ręce bierze Razor i prowadzi nas do S2. Ten teren to stary parking. Otwarta przestrzeń przez, którą musimy przejść. Następnie schodami udajemy się do S3 i z tarasów widokowych Dzielimy się na dwie trzyosobowe grupy. Jedna zabezpiecza teren tarasów i rozbija obóz. Druga rusza w głąb dziczy i szuka helikoptera. Do katastrofy doszło w Sektorze 4. Po odnalezieniu helikoptera, ruszamy tą samą trasą do Keystone. Kontaktujemy się z bazą, którą zorganizowano w Rapid City.
– Nesson wyłączył mapę. – Wysyłają po nas transport i wracamy do domu. To chyba jasne nie? Kilka uwag taktycznych panie Razor?

Najemnik podrapał się po wystających z czaszki cybernetycznych wszczepach. Jakaś niebieska lampka zalśniła, jakby świadczyła o rozpoczęciu procesu myślenia. Spojrzał na Estellę i puścił jej całusa w powietrze. Paranoiczne spojrzenie faceta dało jej do myślenia. Nie można mu ufać. Nikomu tu nie można ufać.

- Jasne… - odezwał się w końcu lekko zachrypniętym głosem. – Słuchajcie prymitywne głąby. To tereny nomadów, przemytników, Indian i innych pojebów, którzy marzą o tym żeby zabrać nasze rzeczy i wpierdolić na obiad. Kobiety mają gorzej. Rżnięcie do krwi to przyjemność przy tym do czego są zdolni. – Spojrzał na Estellę i oblizał się. – Black Hills to zdradliwe tereny. Roślinność to żyjąca toksyna i nie trudno tu spaść ze zbocza góry. Nie módlcie się do Boga, bo już dawno zapomniał o tej części Dakoty. To tyle Panie Ważny.

Jesteśmy nad celem … Powtarzam jesteśmy nad celem…

Przytłumiony głos pilota wydobył się z głośnika. Podporucznik Hopkins wstał i spojrzał na wszystkich. Otworzył drzwi z jednej strony. Blady blask dnia przebijał się przez chmury. Ciężko było powiedzieć czy to opary z fabryk Rapid City… Czy nadchodzące opady deszczu… W dole pod wpływem wiatru zaszumiały drzewa. Centralnie pod helikopterem znajdował się mały placyk i drewniana szopa. Hopkins zaczął ich poganiać.

- Szybciej kurwa! Szybciej! Zabezpieczyć teren!



Fot. Miejsce lądowania
 

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 24-02-2009 o 12:39. Powód: Zmiana rozmiaru grafiki
DrHyde jest offline  
Stary 21-01-2009, 10:27   #2
 
Gob1in's Avatar
 
Reputacja: 25427 Gob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputację

Podczas krótkiego monologu Nessona, przerywanego jedynie trzeszczącymi komunikatami pilota, Thorn miał założone gogle audio-video. Wydawać by się mogło, że najemnik oglądający klipy na wewnętrznej powierzchni soczewek jest znudzony i zupełnie niezainteresowany tym, co mówi pracownik Militechu.
Było zupełnie odwrotnie.
Faktycznie w jedno ucho głośnik przypominających okulary gogli grał jakieś ostre kawałki - najpierw jakaś niszowa kapela z końca XX wieku, później Rage Against The Machine - chyba Fistful of Steel, by przejść do System of A Down - Toxicity, nie wiedzieć czemu zestawione z intrem Soldier Side pochodzącym z zupełnie innej płyty.

Welcome, to the soldier side
Where there's no one here but me...
People all grow up to die,
There's no one here but me...


Natomiast z zintegrowanej z oprawkami gogli słuchawki w prawym uchu odsłuchiwał aktualne wiadomości z tej części Dakoty. Prognoza pogody, reklamy, nic na temat Fishera.
Media zdążyły już stracić zainteresowanie - pomyślał.
To, że jednak słuchał, dało się zauważyć, gdy korp wymienił jego nazwisko. Skrzywił się wtedy, dając wyraz dezaprobacie.
Dla nich mogę być nawet Kubusiem Puchatkiem. Albo Kopciuszkiem - podsumował w myślach profesora.
- Thorn - wszedł w słowo trybikowi wielkiej korporacji. Powiedział to na tyle głośno, by pozostali usłyszeli. Zwyczajnie nie lubił, by rzucać na prawo i lewo nazwiskami. Miał nadzieję, że reszta po prostu się zastosuje.

Po raz drugi poruszył się, gdy zadrutowany koleś próbował rozkochać w sobie obecne na pokładze Hinda kobiety swoim obscenicznym zachowaniem. Beckett podniósł wzrok, nieco zdziwiony, po czym wydął wtedy wargi w pogardliwym uśmiechu.
Pajac. Kompletny debil - ocenił gostka. A najgorsze jest to, że kompletnie nieprzewidywalny - dodał.

Wyglądający na regularnego żołnierza Hopkins zaczął poganiać towarzystwo.
Zaczyna się - pomyślał Aidan i wstał z ławeczki.
Poprawił plecak, splótł i wyłamał palce, kręcąc jednocześnie głową niczym bokser przed walką, by rozluźnić kark po spędzonej praktycznie w bezruchu podróży. Energicznym krokiem podszedł do stojącego w rozsuniętych drzwiach porucznika. Z premedytacją przeszedł pomiędzy obleśnie oblizującym się Razorem a obiektem jego westchnień - Estellą.
Początkowo nie zamierzał się wtrącać, w końcu po cholerę robić sobie wrogów, ale nie mógł się powstrzymać. Tacy jak ten punk zawsze go irytowali. Przechodząc pomiędzy nimi zupełnie zignorował świra, za to mrugnął do dziewczyny.
Nie oglądając się na innych chwycił za linę trzymaną przez Hopkinsa i splatając nogi zjechał na dół, lądując w wysokiej i gęstej trawie falującej od podmuchów łopaty wirnika.
W czasie zjazdu zawadził o gogle, które spadły gdzieś na ziemię. Zaklął i sprawdził, w jakim są stanie. Zaklął raz jeszcze podnosząc popękany sprzęt.
- Wietnamskie gówno!

Zanim na głowę spadły mu kolejne osoby podniósł lufę przewieszonego przez ramię karabinka szturmowego Federated Arms LA-15 i omiótł nią okolicę. Czysto.
Podbiegł do drewnianego domku i oparł się plecami o ścianę, asekurując desantujących się członków grupy poszukiwawczej.
Ciekawy był, jak sobie poradzą panie ze zjazdem na linie. Ich zachowanie zdradzi, czy są zwykłymi pracownikami korporacji, urzędasami, czy też przeszły choćby podstawowe szkolenie. Samoobrona, strzelanie, kontrolowane pady, uniki - czasem korporacje organizowały takie treningi dla swoich pracowników.

* * *

Aidan Beckett miał na sobie czarne bojówki, czarny, lekko spłowiały, wyglądający na kevlarowy T-shirt z żółtym napisem "Africa" na piersi, zasłoniętym nieco przez wypchaną kamizelkę taktyczną, wysoko sznurowane wojskowe buty i lekką, nieprzemakalną czarno-szarą wojskową kurtkę moro. Co niekiedy bywało wnikliwie analizowane - brak widocznych wszczepów.

 
__________________
I used to be an adventurer like you, but then I took an arrow to the knee...
Gob1in jest offline  
Stary 21-01-2009, 20:25   #3
Banned
 
Reputacja: 0 Shathra nie jest za bardzo znanyShathra nie jest za bardzo znany
„Welkome to South Dakota” – pomyślała Esti, sprawdzając swój pistolet maszynowy - Militech Mini-Gat Machine Carbine - to ten, którym lubiła kosić trawnik. Nie była typem kobiety, która rozczulała się nad swoim położeniem. Przynajmniej na taką nie wyglądała. Potrzebowała wreszcie wyrwać się z miasta i poszaleć gdzieś w dziczy. Miła odmiana. Z namaszczeniem sprawdziła każdą rzecz ze swojego ekwipunku. Dwa razy sprawdziła każde zapięcie w pancerzu. Na takim odludziu styl przestawał mieć znaczenie, co sama przyznała niechętnie. Dlatego jej umundurowanie było pełne. Rękaw lewej dłoni w pełni przykrywał cybernetyczną kończynę a jej tech-włosy mieniące się błękitnymi drobinkami, spięte były w kuc i zakryte hełmem. Pod tym pancerzem skrywało się doskonałe i sprężyste ciało o wydatnych kształtach oraz wielu innych walorach.


Nie uśmiechała się raczej wcale. Na jej twarzy widniało skupienie i mobilizacja.
Gładziła czule broń, słuchając mimowolnie Profesorka. I nagle nie wiadomo skąd, usłyszała Jego imię. Coś w niej drgnęło a może zabolało? Wstrzymała oddech i zacisnęła palce na zabezpieczonym pistolecie.

* * *

- Kociak, muszę wracać do pracy – westchnął ciężko i spojrzał na nią z żalem – Ale możesz tu zostać, nalegam. – jego oczy błysnęły zazdrością – Szczerze? Nie chcę abyś wracała do klubu. Nie mogę znieść, jak wszyscy tam na ciebie patrzą. Kiedy wrócę z delegacji, załatwię ci lepszą pracę.
- Ale gdzie ty właściwie jedziesz? Nie wspominałeś... Będzie mi ciężko to przetrwać – powiedziała smutnym tonem i przytuliła się czule.
- Taka piękna główka, nie powinna myśleć o takich rzeczach. Jadę do pracy, niuńka. – pogładził ją po włosach, które nagle zaczęły mienić się zielonym kolorem. – No... lecę, dawaj pyska.


* * *
Wspomnienie tego namiętnego soczystego pocałunku rozluźniło jej uścisk. Chip blokujący niemiłe wspomnienia, znowu nawalał. Pogładziła się nerwowo po karku i przełknęła ślinę. Co się kurwa działo z jej pieprzonym ciałem? Czemu nie dało się go naprawić, wymienić wadliwą część? Czemu musiało tak boleć? Z jednej z licznych kieszonek wyciągnęła syntetyczną miętówkę. Possała. Powoli przechodziło.

„Welkome to South Dakota” – pomyślała znowu ogarniając wzrokiem całą grupkę ratunkową. O ile wszystkich można było ścierpieć, pan Profesorek kompletnie nie pasował do tego obrazka. Był poważnym ciężarem dla powodzenia tej misji. Choć wyglądał na krzepkiego, jego przywiązanie do starego sprzętu wydawało się być nadzwyczaj dziwne. Nie był zacyborgizowany to zdawało się być pewne, odległe i inne. Jakie mógł mieć zadanie Wydział Wewnętrzny w tej całej, tak zwanej Misji Ratunkowej?
Przemówienie cyberpsychola zrobiło na niej ogromne wrażenie, bowiem martwiła się o panią Doktor, tak samo jak on. Technik Medyczny w tej grupie, był zbyt ważny aby można było pozwolić na jego skrzywdzenie, gwałt do krwi czy wpierdolenie na obiad. Razor miał zdecydowanie racje w tej kwestii. Co prawda patrzył na Esti jakby sam chciał ją przekąsić, ale pogodziła się już z taką reakcją mężczyzn na jej syntetyczne feromony. Korporacja miała je w stu procentach usunąć z jej ciała, ale najwidoczniej coś znowu pierdolnęło. Jakby nie mogli testować tych gówien w strefie walki, tylko na zawodowych żołnierzach, kurwa!
Pan Aidan wydawał się cieplutkim kawałeczkiem mięska. Uśmiechnęła się, gdy przechodząc obok, mrugnął do niej okiem. Mężczyźni uwielbiali takie dziwne gierki. Z pewnością będzie to miła rywalizacja w grupie.

Kiedy Hopkins w oryginalny sposób wydał rozkaz, Esti wstała energicznie i schowała pistolet maszynowy do kabury przy nodze, aby mieć wolne ręce. Zjechała po linie zwyczajnie i naturalnie tak, aby nie stracić przy tym zbyt dużo siły.

„Welkome to South Dakota” – pomyślała zaraz gry wylądowała na ziemi. Wyjęła z kabury pistolet maszynowy i skulona ruszyła biegiem w kierunku drewnianego domku. Minęła Aidana i oparła się plecami o ścianę domku z drugiej strony. Kucnęła i zaczęła analizę otoczenia termografem, patrząc też jednocześnie na radar zintegrowany z kaskiem.
 
Shathra jest offline  
Stary 25-01-2009, 23:04   #4
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 783 DrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwu
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=1aa5Ghn-cGU[/MEDIA]


Little Soundtraczek


Grupa szybko i sprawnie zaczęła desantować się na teren zabezpieczony przez Aidana i Esti. Łąka wokół domku była totalnie pusta. Profesor ubrany w garnitur i czarną kurtkę z logo Militechu na plecach, zjechał po linie dosyć sprawnie jak na człowieka w jego wieku. Szybko podbiegł do Becketta.

- Sprawdź domek w środku! – Po tych słowach przykleił się plecami do ściany i obserwował resztę.

Następna była doktor Liz O’Neill. Aidan szybko zauważył, że jej przeszkolenie pozostawia wiele do życzenia. Czarne spodnie bojówki, czarny t-shirt, wojskowe buty i skórzany pas nabijany ćwiekami w czterech rzędach. Liz zeskoczyła na ziemię i od razu wyciągnęła małe urządzenie, które Aidan z daleka zidentyfikował jako sprzęt pomiarowy. Czyżby skażenie?
Wszystko szło idealnie… Spokój zakłóciła seria wystrzelona od południowej strony z broni maszynowej. Ciąg pocisków przeleciał nad głową Aidana, który ruszał w kierunku wejścia do domku. Schylił się i na kucaka przxyległ plecami do ściany przy futrynie drzwi. Strzały ucichły. Kolejna seria padła od ściany zachodniej gdzie stała Esti. Kule rozpruły deski nad głową dziewczyny. Wióry posypały się jej na głowę. Ostrzał z lasu zaczął się nasilać. Razor i Hopkins zrzucili na ziemię sprzęt i szybko desantowali się na ziemię.

- Do budynku! – Zawrzeszczał Hopkins i razem z najemnikiem zaczęli ciągnąć sprzęt do wejścia.

Nikt nie mógł zidentyfikować przeciwnika. Chwilę po słowach Hopkinsa nad drzewami rozbłysło światło. Wybuch. Smuga dymu ciągnęła się za zestrzelonym helikopterem.
Esti wycofując się do wejścia domku, dostrzegła małe działko obrotowe na drzewie przemontowane do jakiegoś sporego mechanizmu. Domyśliła się, że od ściany zachodniej musi być drugie. Po chwili stała już obok Aidana, który pilnował wejścia. Liz i profesor Nesson siedzieli już w środku. Do Razora i podporucznika dzieliło ich sześć metrów. Esti zauważyła jak lufa działka ustawia się wprost na plecy uciekających mężczyzn.

- Tak jak myślałem… Teren jest skażony… - Aidan usłyszał głos profesora dobiegający z wnętrza domku.
 

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 09-02-2009 o 09:34.
DrHyde jest offline  
Stary 27-01-2009, 02:22   #5
Banned
 
Reputacja: 0 Shathra nie jest za bardzo znanyShathra nie jest za bardzo znany
„Pełen nie profesjonalizm” - zdążyła pomyśleć Esti zanim rozległy się strzały. W ostatniej chwili na radarze wykryła ruch zarówno na wschodzie jak i na zachodzie. Było już za późno. Sądząc po wielkości dziur, jakie pociski zrobiły w drewnianym domku, mógł być to kaliber 10mm Arasaki lub Militechu. Z ludzkiej głowy, jeden pocisk, zrobiłby mielonkę dla psiarni, mieszkającej w tych lasach. Esti rzuciła się ku wejściu do domku, wolną ręką sięgając do kabury pod pachą po cięższy sprzęt – „Arno”. To nie był czas na zagrywki psychologiczne.


Wyciszyła wrzeszczący w uszach głos Hopkinsa. Nie lubiła gdy dowódca panikował i wydawał niedorzeczne rozkazy. Teraz jednak nie było czasu, aby o czymkolwiek myśleć. Ani o tym, co mogło być ukryte w tym pozornym domku, ani o tym, czemu działka spudłowały.
Kucnęła przy drzwiach i beznamiętnie obserwowała w termografie, nagrzane działko, które właśnie zestrzeliwało bojowe Mi-24. Nawet nie próbowało się bronić. Latający złom z końca XX wieku w końcu znalazł swoje miejsce. Lokalne mutanty z pewnością będą miały z tej kupki złomu, ogromną radochę.

Kiedy Esti zauważyła jak lufa działka ustawia się wprost na plecy, uciekających mężczyzn, jej Arno było już wycelowane. Przez chwile przemknęło jej przez myśl, żeby pozwolić mu wypuścić choć serię, ale w końcu wystrzeliła wprost w system naprowadzający, którym mógł być termograf. Miała nadzieję, że w tych oznakowanych neseserach, trzymanych przez Hopkinsa i Razora, znajduje się radio. Strzał okazał się być bezbłędny i wkrótce działko zaiskrzyło a część gałęzi, które dotąd służyły jako kamuflaż, zajęło się ogniem.

Esti wykorzystała tę sytuację i rzuciła się biegiem, wprost przed siebie w las, aby upewnić się, że działko jest zniszczone. Biegnąc, wystrzeliła kolejny pocisk. W lesie była o tyle bezpieczna, że drzewa chroniły ją przed pociskami drugiego działka. Musiała jednak uważać. Teren mógł być zaminowany, z resztą tak jak domek.
 
Shathra jest offline  
Stary 28-01-2009, 15:07   #6
 
Gob1in's Avatar
 
Reputacja: 25427 Gob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputację
Thorn, nieco zaskoczony, przyglądał się Stephens sprawnie pokonującej odległość dzielącą śmigłowiec od ziemi. Coś mu mówiło, że nie jest tak piękną, naiwną i bezradną dziewczyną ze szklanego biurowca, na jaką wygląda.
No, w każdym razie naiwność i bezradność odpada - stwierdził z uśmiechem.

Podobnie Nesson. Oczywiście wcale nie był piękny, a nawet gdyby, to Aidan i tak wolał płeć przeciwną, za to ten stary pierdziel był całkiem wysportowany jak na swój wiek.
Za to O'Neill nie sprawiła mu zawodu. Bardzo wdzięcznie grzmotnęła o ziemię, najwyraźniej nie bardzo wiedząc, do czego służą podeszwy w trakcie zjazdu na linie.
Będą z nią problemy... - pomyślał przez chwilę, po czym zmrużył oczy. W sumie, nic mi do tego. Fakt, że technik medyczny może się przydać w razie kłopotów, jednak Thorn nie przypuszczał, że pani O'Neill te kłopoty przeżyje.

Właśnie sięgał po paczkę Westów, gdy się zaczęło. Huk serii z szybkostrzelnego automatu zlał się w jeden stukot, przypominający nieco odgłos mechanicznego dzięcioła. Gdy usłyszał złowieszczy wizg przelatujących pocisków, odruchowo wtulił głowę w ramiona. Kolejna seria zakończona trzaskiem rytego ołowiem drewna. Kolejny terkot automatu.
Walą z kilku stron - ocenił Aidan.
Nesson zaczął wrzeszczeć, medyczka z wyraźnym przerażeniem wbiegła za nim do chaty. Hopkins z druciarzem rzucili klamoty na glebę i ruszyli biegiem do budynku.

Chwilę po eksplozji silnika helikoptera Stephens wystrzeliła z trzymanej oburącz armaty wyciągniętej niewiadomo skąd. Gdzieś w zaroślach zaiskrzyło. Estella rzuciła się w tę stronę, strzelając raz jeszcze.
Thorn przełączył wizję na podczerwień i dostrzegł rozgrzany obiekt, kształtem przypominający automatyczne działka montowane na więziennych spacerniakach i sylwetkę Estelli biegnącą w tamtą stronę.

Rzucił szybkie spojrzenie w kierunku, skąd padły pozostałe strzały. Lufa szybko stygła, co sugerowało sprawny układ chłodzący.
Pewnie z czujnikami ruchu albo termowizją - pomyślał. Albo jedno i drugie - dodał, rozważając co ma robić dalej.

Nie bardzo mu pasowało włażenie do tej lepianki. Mogło, co prawda, zasłonić przed systemami naprowadzania działek, ale jeden celny pocisk rakietowy lub wiązka granatów wystrzelone przez żywego przeciwnika, który musiał gdzieś kręcić się w pobliżu, załatwiały problem grupy poszukiwawczej tutaj w tym lesie. No i ta odważna, choć widocznie niezbyt dbająca o bezpieczeństwo wariatka szarżująca w las, najpewniej prosto w niewidocznego dotąd wroga. Bez wsparcia i rozpoznania.
Naćpała się - podsumował Thorn, który już prawie podjął decyzję.
Nagle przypomniały mu się słowa O'Neill.
- Jaki, kurwa, skażony!? Co tu się dzieje, Nesson?! - zapytał ostro profesora.
- Kto wiedział o tym, że tutaj właśnie przylecimy? Tylko mi nie pieprz, że nikt - a może w całej Dakocie gatlingi wiszą na drzewach?!
- A pani O'Neill będzie łaskawa wszystkim wyjaśnić, o co chodzi z tym skażeniem - dodał zimno, w międzyczasie podłączając interfejs smartlinka karabinka do złącza w nadgarstku. Po chwili podniósł wzrok oczekując odpowiedzi.
 
__________________
I used to be an adventurer like you, but then I took an arrow to the knee...
Gob1in jest offline  
Stary 01-02-2009, 12:34   #7
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 783 DrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwu
Liz była nie mniej zaskoczona słowami profesora niż Aidan. Urządzenie pomiarowe należało do Nessona. Widać Pani Doktor miała je przechować. Dlaczego ona?
Coś wyraźnie zaczynało się nie podobać Beckettowi. Czuł syf w tej całej misji ratunkowej i to niezły. Plan był zbyt piękny jak na korporacyjną imprezę. Musieli coś dojebać i miał dziwne przeczucie, że w najbliższym czasie dowie się co. Nagle Hopkins wmontował się do pomieszczenia i zaraz za nim Razor.

- Nesson ty idioto! Nie mówiłeś, że system bezpieczeństwa jest aktywny! Chcesz nas kurwa pozabijać?!
– Hopkins zaczął temat, który ewidentnie świadczył o tym, że korporacyjne psy wiedziały o gatlingach, skażeniu i cholera wie co jeszcze wiedzą. – Zrób coś bo zaraz stracimy człowieka!

Aidan odruchowo spojrzał na zewnątrz. Esti biegła w kierunku lasu. Grała bohaterkę w tym odcinku. Ciekawe jak długo? Zaczął zastanawiać się najemnik. Jej ruchy były nadzwyczaj skoordynowane, co świadczyło o jej sprawności. Odwrócił głowę w kierunku Nessona. Profesorek podszedł do apteczki zamontowanej na ścianie i otworzył ją. W środku znajdował się panel, za pomocą którego zapewne można opanować sytuację…

Esti wbiegła w pierwszy rząd drzew. Spojrzała w górę. Działko było sprawne, uszkodziła tylko system sterujący tym gównem. Nie zauważyła ruchu. Nagle ściółka zaczęła się ruszać. Z pod ziemi wyłoniło się kolejne działko. Szybki pogląd na sytuacje uświadomił jej, że rozgrzane lufy gatlingów celują do niej jeszcze z kilku stron. Sześciolufowe działko już miało wysłać śmiertelną dawkę pocisków w jej ciało i … wyłączyło się…
Esti była w lekkim szoku. Nie wiedziała czy to awaria sprzętu, czy inny powód. Na porysowanej powierzchni mechanizmu obrotowego dostrzegła napis : Militech Armaments Corp. Nagle poczuła jakby ktoś ją dusił i ucisk na czaszkę. Uklękła na kolano…

Czerwone migające lampki w panelu zgasły i zapaliły się zielone. Nesson zamknął skrzynkę i z typowym dla niego wyrazem twarzy spojrzał po wszystkich. Odstawił walizeczkę na podłogę.

- Jesteś zadowolony Hopkins? Pamiętaj kto ci płaci! W wasze ciała podczas badań kontrolnych wprowadzono bardzo cwane nanogówno, które jest odpowiedzialne za to, czy będziecie żyć. To gwarancja waszej lojalności punki. Nie radze uciekać. Im dalej znajdziecie się od mojej osoby, tym większy ból. O tym niebawem przekona się nasza koleżanka. Chyba nie musze mówić jakie są konsekwencje niesubordynacji?
- Nesson przejechał kciukiem po szyi i uśmiechnął się.
 
DrHyde jest offline  
Stary 01-02-2009, 15:05   #8
 
Gob1in's Avatar
 
Reputacja: 25427 Gob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputację
Thorn nie przejął się zbytnio słowami Nessona. Od kiedy wszedł do budynku Militechu na umówione przez Raven spotkanie w sprawie doboru członków ekipy poszukiwawczej, podświadomie czuł, że gdzieś tu śmierdzi.

"W coś ty mnie wpieprzyła, Raven?..." - zadawał sobie pytanie, na które raczej od razu nie pozna odpowiedzi. Ale, że ją pozna - tego był pewien. Zastanawiał się również co jeszcze, poza neurotoksyną, czy innym badziewiem, przygotował Militech.

"Kurwa, trzeba było działać na własną rękę..." - przeklął w myślach swoją głupotę.

Był pewien tylko jednego - za nic nie pozwoli tym skurwielom traktować go, jakby był ich pieskiem. W dupie miał konsekwencje. Poza tym, dlaczego miałby wierzyć temu korpowi?
"Trzeba być w pobliżu tego palanta. Dobra. Ciekawe jak daleko można odejść? Wypytam jakoś Stephens. Kolejna sprawa, to jakiś nadajnik, czy coś, co posiada Nesson. Zewnętrzny, czy wszczep? A może on też jest zainfekowany jakimś nanotechnicznym wirusem, który w ograniczonym zasięgu komunikuje się z innymi organizmami? Zabicie profesorka pewnie nie rozwiąże sprawy. Ale uśpienie go, czy też sztuczne podtrzymanie funkcji życiowych możliwe, że tak..." - analizował na chłodno sytuację.
"Ciekawe, czy urwanie mu ręki i przechowanie jej w jakimś żelu medycznym, czy innym paskudztwie powstrzyma neurotoksynę przed działaniem? Przynajmniej do czasu powrotu do NC lub innego miasta" - dodał, rzucając wrogie spojrzenie Nessonowi.

"Poza tym, dlaczego wszczepili to gówno nawet swoim ludziom?" - pomyślał na koniec.
- Nie szkoda wam było helikoptera? - spytał beznamiętnym głosem. - Zajebista organizacja, nie ma co. Jeżeli ktoś wam sprzątnął tego Fishera, to nie musi się martwić o rescue-team - Militech sam go rozpieprzy w drobny mak... - zakończył z mściwą satysfakcją.

- Skoro nigdzie nie można się ruszać bez pana, profesorze, to proszę przodem. Będę tuż za panem - zmrużył oczy.
 
__________________
I used to be an adventurer like you, but then I took an arrow to the knee...
Gob1in jest offline  
Stary 01-02-2009, 15:39   #9
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 783 DrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwuDrHyde jest godny podziwu
- Nie bądź taki dowcipny zasrańcu! – Uniósł się Nesson, patrząc na Aidana. – Militech… Ha Ha Ha! – Profesorek zaczął się panicznie śmiać. – Nie powiedziałeś im Hopkins?

- Czego nam kurwa nie powiedziałeś gnoju!? – Razor krzyknął i w tym samym czasie w jego dłoni pojawił się nóż, wyciągnięty zza paska.

Beckett stał między rozjuszonym Razorem i zaskoczoną całą sytuacją Liz. Za swoimi plecami miał drzwi wyjściowe, w których niebawem powinna pojawić się Esti. Naprzeciwko Nesson wyłożył neseser z laptopem na stoliku. Jakby nic się nie stało, zaczął przeglądać mapy. Hopkins w lekkiej dezorientacji złapał za przewieszony paskiem przez bark karabin Militech Ronin i wycelował w Razora.

- Ekhem… - Hopkins starał się znaleźć słowa. – Jedyną prawdą jest to, że Fisher jest gdzieś w okolicach czterech prezydentów. Profesor Nesson sfinansował wyprawę i dowodzi cała operacją. Dla ścisłości nie jest członkiem Militechu.

Aidan kątem oka zauważył nienaturalny błysk w lewym oku doktor Liz O'Neill. Razor z trudem powstrzymywał się przed atakiem na podporucznika.
 
DrHyde jest offline  
Stary 01-02-2009, 17:41   #10
Banned
 
Reputacja: 0 Shathra nie jest za bardzo znanyShathra nie jest za bardzo znany
Padła na kolana. Uścisk w głowie był tak silny, że z ledwością mogła myśleć. Znała już to uczucie, to nie pierwszy raz, z tym, że teraz była zaskoczona. Nikt wcześniej nie zrobił jej takiego świństwa. Wszystko zawsze było opisane w kontrakcie, głównie dla dobra zleceniodawcy. Instynktownie wycofała się z lasu na klęczkach a potem dopiero, kiedy ból zelżał, wstała. Zdjęła hełm i schowała wszystkie bronie do kabury. Była wściekła, całe jej wnętrze, gotowało się od złości. Z trudem sięgnęła po syntetyczną miętówkę. Possała. Przechodziło.

Kiedy dotarła do domku, stanęła w drzwiach a jej twarz nie wyrażała kompletnie nic. Z uwagą śledziła rozmowę, prowadzoną między znajdującymi się w pomieszczeniu, osobami. Przyglądała się mimice twarzy i wszelkim niekontrolowanym ruchom aby dobrze ocenić całą zaistniałą sytuację.
Wtedy znowu usłyszała jego imię. I znowu całe te romantyczne gówno, wróciło. Tym razem było coś jeszcze - nadzieja. Nadzieja w najczystszej formie, rozrywająca pierś. Niewinna i doskonała. Poczuła parzący wstyd. Jak mogła ją porzucić? Jak śmiała wątpić w ten rodzaj przypuszczenia, jeśli tak mocno pragnęła kochać?

Sytuacja w domku nie była za ciekawa. Ktoś musiał coś zrobić, bo zaraz wszyscy rzucą się do gardeł. Esti mogłaby to zrobić, ale nie teraz. Nie w tej chwili. Założyła ręce na piersi i patrzyła z satysfakcją i uśmiechem na Hopkinsa.
- Zaraz zesra się w gacie. - pomyślała, wyczekując na efekt.
Ciszę przeszył odgłos gryzionej miętówki i kilka towarzyszących temu mlaśnięć i cmoknięć.
 

Ostatnio edytowane przez Shathra : 01-02-2009 o 17:57.
Shathra jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169