Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Fantasy Czekają na Ciebie setki zrodzonych w wyobraźni światów. Czy magią, czy też mieczem władasz - nie wahaj się. Wkrocz na ścieżkę przygody, którą przed Tobą podążyły setki bohaterów. I baw się dobrze w Krainie Współczesnej Baśni.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-09-2019, 22:51   #51
 
Aronix's Avatar
 
Reputacja: 2010 Aronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputację
Piwny Rycerz podszedł do Cabrery
- Witam ponownie kapitanie, potrzebujemy prywatnej kajuty i to stosunkowo prędko. Nasz zmieniony wygląd jest ograniczony czasowo.- powiedział rozglądając się po pokładzie statku.
- Oczywiście, zapraszam - odpowiedział Amis i skinieniem głowy dał znać stojącemu obok nich marynarzowi, aby ten odprowadził nowych gości.
- Tej co poprzednio, ale tym razem będziecie tam sami. Nowych pasażerów ulokowałem gdzie indziej - dodał, ewidentnie nie chcąc aby powtórzyła się sytuacja sprzed paru dni.
- Tędy proszę - chłopak tymczasem wskazał im odpowiednie drzwi, zupełnie jak wtedy gdy po raz pierwszy zawitali na statku.

Nie tracąc więc czasu, mężczyźni udali się do swojej kajuty. Tam nikt już ich nie widział i czuli się zupełnie bezpieczni, choć sami nie mogli odczynić zmieniającej ich wygląd iluzji.
- Nowi pasażerowie na pokładzie - zauważył Kaelon.
- No warto by się zainteresować kim oni są, podobnie jak i tym w jakiej liczbie piraci zameldują się na statku po wypłynięciu. Tym razem jednak, zważając na okoliczności, warto mieć broń na podorędziu. - odpowiedział Zev wyciągając szkatułkę [/i]- przyglądając się jej. - W sumie mamy jeszcze chyba nieco czasu zanim czar przestanie działać, zostawiłbym Ci szkatułkę i zerknął na zewnątrz. Może spotkam kogoś z nowych pasażerów. Co Ty na To?
Kaelon zastanowił się przez krótką chwilę.
- Warto wykorzystać iluzję dopóki działa. Nikt nie wie kim jesteśmy. Zgoda - przystał na propozycję. - Ale wracaj szybko - doradził, z nutą troski w głosie.
- W porządku, będę uważał.- odpowiedział Piwny Rycerz przekazując szkatułkę swojemu kompanowi, po czym ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł z kajuty. W korytarzu nikogo nie było, co świadczyło o tym że nikt ich nie śledził, a przynajmniej nie podsłuchiwał. Zevran przyjął ten fakt z ulgą i skierował się na pokład. Tam panował niemały ruch. Marynarze pracowali zawzięcie, za pomocą systemu lin i dźwigni, oraz oczywiście własnych mięśni,- ładowali oni pod pokład skrzynie i beczki. Kapitan Cabrera stał po prawej stronie, uważnie oglądając Trzymizi przez lunetę. Oczy Piwnego Rycerza wypatrzyły też osobę, która z pewnością nie należała do załogi. Elegancko wyglądająca khajiitka stała przy lewej burcie, wpatrując się w morze. Piwny Rycerz był praktycznie pewien, że wcześniej nie mieli ze sobą do czynienia, a zatem mógł bez obaw ją zagadnąć, bez obawy, że ta rozpozna go po głosie. Nie myśląc długo ruszył w jej kierunku. Oparł się również o burtę po lewej stronie Khaitki jednak w pewnej odległości od niej.
- Morze dziś spokojnie, miejmy nadzieję, że takie będzie przez całą podróż, bo zakładam że cel podróży mamy ten sam? - powiedział z uśmiechem odwracając się nieco w jej stronę, dzięki czemu mógł się jej lepiej przyjrzeć.
Jako człowiekowi niełatwo mu było ocenić wygląd khajiitki, ale i pod tym względem Zevran nie mógł jej nic zarzucić - była naprawdę ładna.


Sądząc zaś po stroju, już na pierwszy rzut oka wyglądała na dobrze zadbaną, może nawet zamożną osobę. Ozdobiona falbankami jedwabna bluzka, leżała jakby była szyta na miarę, spódnica w kratę sięgająca do łydek też z nie byle jakiej tkaniny.
- Złożyłam w tej intencji skromny datek w świątyni Mermana - odpowiedziała spokojnie kobieta, omiatając Zevrana wzrokiem. Uśmiechnęła się zadowolona.
- Walencja to z pewnością wspaniałe miasto. Pełne kupców, takich jak my - powiedziała, nadal się uśmiechając.
- Nazywam się Adia. Adia z Cacahuatl - skłoniła się lekko. - Pozwoli pan, że spytam: czym pan handluje? Panie... - rzekła spokojnie i z uśmiechem, spoglądając wyczekująco na rozmówcę.
- Cain Moord, handlarz żywym inwentarzem, do usług! - odpowiedział od razu Zev również kłaniając się elegancko. [i]- A czym handluje szanowna Pani? Mam nadzieję, że szczęście dopisuje w biznesie jak i mnie!- [/] zapytał dziarsko, uśmiechając się szerzej i zakładając dłonie tuż nad swoim brzuchem.
- Ja głównie kakao. Owocami też, ale w skromniejszych ilościach - odpowiedziała spokojnie kobieta. - Obecnie szukam ludzi, którzy skłonni byliby żeglować do Kalill - zdradziła i z osądu Zevrana była to jak najbardziej szczera wypowiedź.
- Zainteresuje Pana taka możliwość poszerzenia swoich wpływów i asortymentu? - spytała z nutą nadziei w głosie. - Nie będzie tu kosztów związanych z karmieniem zwierząt - zaargumentowała od razu, jak na dobrego kupca przystało. Piwny Rycerz udał, że się namyśla i rozważa różne opcje.
- Cóż, na chwilę obecną to rejony tak odległe, że nawet o nich nie myślałem, zwłaszcza, że zyski z obecnego obszaru moich wpływów są więcej niż zadowalające,aczkolwiek zawsze trzeba myśleć o rozszerzeniu rynków zbytu...w razie czego będę wiedział do kogo się zwrócić.- odpowiedział dyplomatycznie nie spuszczając z Khajitki wzroku. - A Pani podróżuje samotnie, czy może z jakąś kompanią?- zapytał po chwili.
- Mamy dobre produkty. W razie czego polecam się - powiedziała skromnie. - Obawiam się, że dla innych też może to być za daleko - zdradziła.
- Obecnie podróżuję sama, ale wzięłam wystarczająco pieniędzy aby móc o siebie zadbać - odpowiedziała spokojnie, bez żadnych obaw.
Zevran zwrócił wówczas uwagę na to, że kobieta oprócz obstawy, nie miała nawet żadnej broni.
- Rozumiem, jednak ostatnimi czasu to ryzykowne, nie wiem czy słyszała Pani o ostatnim ataku Piratów na statek…- zagaił Zev, ciekaw czy jego rozmówczyni wie o wydarzeniach które rozegrały się na tym statku.
- Ataku piratów? - powtórzyła zdziwiona kobieta. - Nie słyszałam - odpowiedziała
- Który statek? Kiedy? Dlaczego? - dopytywała się zaciekawiona i wyglądało na to, że naprawdę nic nie wie... ale chętnie się dowie.
- No podobno na ten właśnie, którym przyjdzie nam podróżować. Ataku dokonano niedługo po wyjściu z portu, ale ponoć udało się ich przepędzić.- odpowiedział od razu Zevran.
- Na ten? - wyrwało jej się z niedowierzaniem i wskazała pod nogi.
- Czasami dzieją się dziwne rzeczy, ale coś tak nieprawdopodobnego... No, z pewnością nie może się powtórzyć dwukrotnie - powiedziała lekko zmieszana.
- Bez względu na to, czy to prawda, czy nie. Czuję, że kapitan opowie nam podczas podróży ciekawą historię - zauważyła.
- Doprawdy? To przeczucie, czy może zna Pani kapitana osobiście?- zapytał Piwny Rycerz, zerkając na pokład w poszukiwaniu Cabrery.
Amis stał po przeciwnej stronie pokładu, nadal z niecierpliwością wyglądając “czyjegoś” nadejścia.
- Jeszcze nie, ale mamy przed sobą kilka dni żeglugi - odpowiedziała kobieta. - Może uda mi się go przekonać, aby popłynął czasem do Kalill - dodała z uśmiechem.
- Cóż,kapitan żyje z rejsów, więc być może będzie mu po drodze.- odpowiedział uśmiechając się delikatnie. - A teraz Jeśli Pani wybaczy udam się wypocząć, wymęczył mnie ten dzisiejszy dzień. Liczę, że uda nam się jeszcze porozmawiać.- dodał po chwili kłaniając się elegancko, po czym gdy jego towarzyszka odpowiedziała skinieniem głowy odwrócił się i ruszył w stronę kapitana.

- Kapitanie jeśli Pan pozwoli, chciałbym zakomunikować, że szkatułka jest już na statku w naszych rękach, a dwójka pozostałych dołączy do nas na pełnym morzu gdy tylko wypłyniemy, zatem sugeruję uczynić to możliwe jak najszybciej.- powiedział delikatnie przyciszając głos.
- Tak wiem, Filip powiedział mi o planie - odparł cicho Cabrera. - Ale wypłynięcie teraz byłoby bardzo podejrzane. Nie skończyliśmy załadunku, a co ważniejsze musimy zaczekać na odpływ - odpowiedział zerkając na rozmówcę. Zevran żeglarzem co prawda nie był, ale z racji pochodzenia wiedział czym jest przypływ i odpływ.
- Bez obaw, w końcu tak naprawdę Was tu nie ma - zauważył cicho Amis.
- A zatem wszystko jasne Panie kapitanie…- odpowiedział Piwny Rycerz uśmiechając się porozumiewawczo. - Mam nadzieję, że wszytko się uda bez niepotrzebnych incydentów, w razie czego wracam do naszej kajuty.- dodał na odchodne skinając kapitanowi porozumiewawczo głową, po czym ruszył z powrotem w stronę kajut.
 
Aronix jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-09-2019, 15:59   #52
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 80280 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Tanyr nie poświęcił zbyt wiele czasu na podtrzymanie iluzji. Wystarczyło mu, że piraci zobaczyli cztery osoby przyglądające się statkowi, a potem szybko odchodzące i znikające za rogiem... a gdy wreszcie doszedł do wniosku, że zgubił piratów, spojrzał na Shera.
- Chodźmy, idę na spotkanie ze znaną nam rudą panienką - powiedział.
- Tamtą?... Rozumiem - przyznał Sher, ze świadomością tego co czarodziej ma na myśli.
Oczywiście nie tracąc czasu ruszyli w odpowiednim kierunku.
- Nie twierdzę, że coś z nią nie tak, ale zastanawiam się dlaczego tak łatwo zmieniła stronę. Użyłeś na niej magii perswazji? - zagadał khajiit.
Zbliżali się do ustalonej wcześniej tawerny, a po piratach nie było widać żadnych śladów.
- To mój urok osobisty... - uśmiechnął się mag. - A tak prawdę mówiąc, to ja jej nie do końca wierzę - przyznał.
I z tego powodu rzucił kolejny czar, dzięki któremu cała trójka przybrała nieco inny wygląd - Sher stał się odrobinę szczuplejszy i zmienił nieco barwę futra, Tanyrowi przybyło lat i dorobił się zarostu na twarzy o zmienionych rysach, zaś Novio, stale pokaźnych rozmiarów, w niczym nie przypominał siebie.
- Magia to coś wspaniałego - Sher podsumował zmianę ich wyglądu. Teraz piraci mogli szukać wiatru w polu. - Niestety, i na szczęście, nie każdy może się jej nauczyć - khajiit dodał dość głęboką myśl.

Krótko potem, gdy dość beztrosko wyszli zza jednego z budynków, ich oczom ukazał się niemały tłumek piratów, którzy gorączkowo kogoś wypatrywali w oddali, zerkając pomiędzy nimi. Nie musząc się z nimi użerać, Tanyr i Sher, weszli do gospody o kuszącej nazwie “Wino owoców wielu”.
Miejsce było nieznacznie chłodniejsze niż duchota na zewnątrz, ale nadal było bardzo ciepło. W pomieszczeniu było dość sporo osób, głównie khajiitów i ludzi, za sprawą czego panował tam spokojny gwar. Ruth nie było nigdzie widać, ale przy jednym ze stolików popijała wino znajoma para piratów, którą łatwo było rozpoznać po czerwonych wstążkach.
- Nic tu po nas - powiedział cicho Tanyr, gestem uspokajając psa. - Chodźmy poszukać szczęścia gdzie indziej... gdzie jest mniejszy tłok. A potem do portu - dodał jeszcze ciszej.
Sher nie oponował i obaj wyszli z powrotem na ulicę, zasadniczo nie wzbudzając tym specjalnie niczyjej uwagi.
- Jeśli Ruda tam była, to na widok piratów mogła uciec, lub gdzieś się schować - szepnął khajiit.
- Ważne, że nie było jej z nimi - uśmiechnął się Tanyr. - Jeśli jej nie ma w okolicy... - rozejrzał się dokoła, nie dostrzegając nigdzie osoby o czerwonych włosach - ...to chodźmy poszukać jakiejś łodzi - zaproponował.
Sher skinął głową i ruszyli w stronę portu, idąc zupełnie normalnie, jak gdyby nigdy nic. Jednocześnie, nie kierowali się na Marię Osete, lecz zmierzali nieco bardziej na północną część dzielnicy portowej.
- Może coś takiego? - Tanyr wskazał na średniej wielkości łódź rybacką, na pokładzie której kręciło się paru khajiitów.
- Nie rzuca się w oczy - odpowiedział z aprobatą Sher. - Może ja do nich zagadam? - zaproponował.
- Z pewnością dogadasz się z nimi lepiej, niż ja - uśmiechnął się mag. - Masz pole do popisu, a ja poczekam - dodał, rozglądając się dokoła w poszukiwaniu ewentualnych niemiłych niespodzianek.
Sher kiwnął głową na zgodę.

Tanyr wypatrywał potencjalnych zagrożeń, w czym oczywiście towarzyszył mu Novio. Cisza i spokój świadczyły o tym, że najwidoczniej piraci skupili się na okolicy miejsca, w którym zacumowano "Marię Osete". Nikt i nic nie wyglądało podejrzanie.
Sher tymczasem podszedł do khajiitów przy statku i spokojnie porozmawiał z rybakami. Dość szybko wrócił do czarodzieja.
- Załatwione. Wypływamy jak tylko załadują zapasy - oznajmił z zadowoleniem.
- Świetnie - odparł Tanyr. - Powiedziałeś im, że wysiądziemy w połowie rejsu?
- Tak, wiedzą że chcemy się przesiąść. Dziwili się, ale srebro szybko rozwiało ich obawy - powiedział Sher, uśmiechając się zadowolony. - Nie chybimy przesiadki. Oni i tak nie wypływają daleko, bo nie mają kompasu - zapewnił.
- No to poczekajmy chwilę, aż będą gotowi, i odpływamy - powiedział mag.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-09-2019, 18:54   #53
 
Mekow's Avatar
 
Reputacja: 12086 Mekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputację
Zevran, nadal pod postacią brzuchatego jegomościa, wrócił do ich kajuty. Khajiitka z którą porozmawiał wydawała się nie mieć żadnego związku z ich przesyłką i piratami. Co prawda byli też i inni nowi pasażerowie, ale przepytanie ich mogło jeszcze poczekać. Teraz, nie warto było ryzykować wykrycia, zwłaszcza że iluzja Tanyra mogła przestać działać w najmniej oczekiwanym momencie... Najważniejszym teraz było spokojnie wypłynąć w morze - ze szkatułką na pokładzie. Była ona całkiem bezpieczna w ich kajucie, pod ich okiem, schowana w jednym z kufrów.
Kaelon leżał na jednym z hamaków, zastanawiając się nad czymś. Mogli tylko czekać...

Zamknęli się w kajucie i siedzieli jak mysz pod miotłą... W pewnym momencie, Iluzja Tanyra zrobiła się niewyraźna i półprzejrzysta a zaraz potem przestała działać. Obaj mężczyźni wrócili do swoich postaci... I czekali dalej.

Z czasem, który zdawał się stać w miejscu, zbyt ciężko im było wytrzymać napięcie. Musieli się czymś zająć! Jako że kart nie mieli, dla zabicia czasu pozostała im tylko cicha rozmowa... i tym się zajęli. Nie zazdrościli Amisowi jego sytuacji, ale byli zadowoleni, że w chwili próby zadbał on o wszystko - a musiało być mu ciężko pogodzić bezpieczeństwo własnego syna, oraz interesów. Zevran powiedział o Adii podróżującej z południa i szukającej chętnych na zakup kakao. Śnieżny elf zaś, zdradził że wieczorem może przesłuchać pozostałych, ale zaraz po wypłynięciu rzuci zaklęcie, które schłodzi nieco powietrze w ich kajucie, bo naprawdę mu za gorąco. A skoro mowa była o mroźnym wietrze, powtórzyli ustaloną parę dni temu strategią, która choć zaimprowizowana sprawdziła się przeciwko piratom.

Rozmawiali sobie spokojnie, gdy usłyszeli wyraźny głos Amisa Cabrery.
- Rzucić cumy! Podnieść żagle!
Udało się! Opuszczali port!


* * *


Tanyr, Sher i Novio czekali cierpliwie aż rybacy będą gotowi do wypłynięcia. Czas im się dłużył, ale nikt nikogo nie poganiał. Obaj siedzieli spokojnie w cieniu, starając się nie zwracać na siebie uwagi, a jednocześnie uważnie obserwować otoczenie... W pewnym momencie czarodziej wyczuł, że jego zaklęcia iluzji przestają działać, więc ukradkiem rzucił je ponownie. Nie chciał wystraszyć prostych khajitów nagłą zmianą wyglądu oraz wdawać się w dodatkowe wyjaśnienia. Nie wspominając o tym, że piraci mogliby ich dostrzec.

Wkrótce jednak zaproszono ich na łódź... I wypłynęli na ryby. Nie odpłyneli daleko od lądu - tak aby z całą pewnością mieć go w zasięgu wzroku, nawet jeśli morze ich zniesie. Chodziło oczywiście o to, że stan majątkowy rybaków nie pozwalał im na zakup czegoś tak drogiego jak kompas. Aczkolwiek taki był właśnie plan - mieli nie oddalać się zbytnio.
Podczas gdy jedni zajęli się sieciami i połowem ryb, Tanyr i Sher wyglądali Marii Osete, na którą mieli się przesiąść... Znowu musieli długo czekać, a zrobić mogli niewiele...


* * *


Zevran i Kaelon usłyszeli wyraźne pukanie do drzwi. Było niezbyt długo po tym jak wpłynęli i nie powinni byli się jeszcze ujawniać, ale na szczęście w drzwiach stanął sam Cabrera.
- Panowie, chyba mamy pozostałych, ale pewności nie mam. Musicie potwierdzić - powiedział Amis.

Zevran poszedł więc z nim. Kapitan dysponował lunetą, której oczywiście użyczył Piwnemu Rycerzowi. Jednak mimo iż mężczyźni na łodzi rybackiej machali do nich i zachowywali się jakby właśnie na nich czekali, to wyglądali oni całkiem obco... Nie trudno było się domyślić, że Tanyr mógł użyć iluzji także na nich i właśnie po to Zevran był potrzebny - aby potwierdzić kogo wpuszczają na pokład.


Wszyscy mieli być lada moment w komplecie.
Choć statek Cabrery był dużo większy od łodzi rybackiej, przesiadka z jednego na drugie nie była trudna - nawet dla czworonożnego Novio. Wykorzystując nabyte niedawno doświadczenie, opuszczono z Marii szalupę - ale nie do końca i to do niej właśnie wskoczyli nowi pasażerowie... Oczywiście dopiero po zapłaceniu dobrym rybakom za ich pomoc.

Ostateczna tożsamość została potwierdzona w kilku prostych zdaniach, a jakby tego było mało, Tanyr zdjął wszystkie trzy iluzje, ujawniając ich prawdziwe oblicze. Novio też poznał swoich i dawał o tym znać energicznie machając ogonem.
Byli w komplecie, na pokładzie Marii Osete! Statek którym płynęli odbijał na pełne morze, w kierunku Wielkiej Doliny Zieleni, z nimi i szkatułką na pokładzie. Odnieśli sukces!

- Witamy na pokładzie! Już się martwiliśmy! - Kaelon głośno i wyraźnie dołączył się do rozmowy, stojąc w drzwiach łączących pokład z korytarzem. Skinął Tanyrowi głową na znak pochwały dobrze wykonanej roboty - gdyby nie iluzje, musieliby nieźle kombinować.
Zaraz potem, odwrócił się i spojrzał w głąb korytarza. Zamienił z kimś dwa słowa i w polu widzenia stanął lekko zdezorientowany Brodie. Obaj szybko dołączyli do zgromadzenia pośrodku pokładu.
- Ale jak się zaokrętowaliście? - dopytywał się chłopak.
- Dzięki magii - odpowiedział krótko Sher.
- Dzięki Tanyrowi - sprostował Kaelon.
- To znakomicie, yyy, gratuluję - powiedział speszony Brodie, robiąc parę skromnych kroków wstecz, aby zaraz potem skłonić się nieznacznie i oddalić się na dobre.
- Na statku jest jeszcze pięcioro innych pasażerów - Zevran poinformował Tanyra i Shera.
- Za dwóch mogę ręczyć - powiedział Amis - Reszta też nie powinna sprawiać kłopotu - dodał od razu.
- A gdzie jest nasza szkatułka? - Tanyr spytał o najważniejsze.
- Bezpieczna w naszej kajucie - odparł Kaelon i nieznacznie wskazał odpowiedni kierunek... Na drzwi prowadzące do kajut... Obecnie pustych kajut, skoro wszyscy oni byli na pokładzie! Te same drzwi, za którymi Brodie Cabrera zniknął w pośpiechu, krótko po tym jak ich zobaczył!

Zevran i Tanyr wymienili spojrzenia i obaj czym prędzej ruszyli do kajuty.
Już w korytarzu usłyszeli głos młodzieńca. Gdy jednak zbliżyli się do drzwi mogli odetchnąć z ulgą. Głos Brodiego nie dochodził z ich kajuty po prawej, a z tej należącej do kapitana, po lewej.

- ... Wszyscy, cała ekipa. Użyli czarów - udało im się usłyszeć głos Brodiego.
- Dobrze dzióbku, - odezwał się słaby, znany im skądś kobiecy głos - ale nie chcemy już mieć z tą bandą do czynienia - powiedziała.
Zevran i Tanyr nadstawili uszu.
- Naprawdę? - zdziwił się młodzieniec.
- Tak. Wysłałam zwiad do tej karczmy, Lochu. Ten człowiek z którym dobili transakcji jest nekromantą! Pysiaczku, trzymaj się z dala od nich i jeszcze dalej od tej szkatułki! To może być bardzo niebezpieczne! - Wyjaśniła zdecydowanym głosem kobieta.
- Naprawdę nekromanta? - głos Brodiego zdradzał oznaki strachu.
- I to nadal praktykujący! Do tego ma przy boku przynajmniej dwie wampirzyce. Ale to dobrze, bo mogę dobrze zarobić - odpowiedziała.
- O, a co zamierzasz? - dopytywał się chłopak.
- Wezmę tutejszego stróża i jego ciołków, razem załatwimy nekromantę i dostaniemy nagrodę. Raz że zgodnie z prawem, a dwa to będę mieć wsparcie i mniej ryzykować straty w załodze - wyjaśniła.
- Czyli jednak będziecie walczyć. Będę się martwił o ciebie - zdradził z troską.
- Spokojnie dzióbku, dobrze się przygotujemy. Dam znać zaraz jak tylko skończymy. A ty uważaj na tych nekromanckich kurierów!
- Oczywiście moja piękna - zasłodził chłopak.

Zevran i Tanyr ponownie wymienili spojrzenia. Wyglądało na to, że problem piratów mieli z głowy, ale mimo to...
 
Mekow jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-10-2019, 15:16   #54
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 80280 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
- Czy słyszałeś to samo, co ja? - Tanyr spojrzał na swego towarzysza. - Chyba będziemy musieli z kimś porozmawiać, zanim wyrzucimy go za burtę. Co ty na to?
- Myślę, że zdecydowanie masz rację
- odpowiedział Zevran, chwytając za swój miecz, po czym nacisnął klamkę u drzwi do kajuty kapitana i otworzył je pewnym ruchem.
Tanyr trzymał się o krok za Zevranem, gotowy do rzucenia magicznych pocisków - na wypadek gdyby Brodie zachował się mało rozsądnie.

Obaj mężczyźni szybko i bez przeszkód wtargnęli do pokoju. Kajuta, była tej samej wielkości jak ta którą oni sami zajmowali, z tym że kapitańska zdawała się być lepiej umeblowana. W pierwszej chwili zdawała się też być pusta, gdyż otwarte drzwi zasłoniły znajdującego się tam chłopaka, ale zarówno Zevran jak i Tanyr szybko go dostrzegli.
Brodie był zdecydowanie zaskoczony i na widok złych napastników, zadziałał instynktownie.
- TaaaTooo!! - zawołał głośno, odruchowo cofając się o krok.
- Ależ to pan Brodie... - Tanyr udał zaskoczonego. - Kto by pomyślał, że sam syn pana kapitana współpracuje z piratami... Może nam przedstawisz swoją uroczą rozmówczynię? - zaproponował.
Równocześnie rzucił wykrycie magii.
- Chcieliśmy się tylko przywitać, ponieważ z tego co słyszeliśmy mamy wspólnych znajomych a kto wie, może i my się znamy całkiem nieźle…- dodał z lekkim uśmiechem Piwny Rycerz odwracając się w stronę chłopaka i robiąc kilka kroków w bok aby znaleźć się mniej więcej na środku pomieszczenia. Wzrokiem starał się dostrzec coś, co pomogłoby mu zlokalizować źródło kobiecego głosu.

Piwny Rycerz nie dostrzegł żadnych śladów kobiecej obecności. Wywnioskował jednak od razu, że drugi koniec pokoju odpadał jako potencjalna kryjówka - oba głosy pochodziły z tego samego miejsca, oraz na chłopski rozum: chłopak nie rozmawiałby z kimś przez cały pokój. Rozmówczyni mogła być pod jednym z łóżek, chyba że miała tu miejsce niewidzialność lub była ona na tyle mała, że Brodie trzymał ją teraz w dłoni za plecami.
- Nie nie, ja... yyy... - chłopak był ewidentnie zmieszany. - Ale tu nie wolno wchodzić. To kajuta kapitana - wymyślił na poczekaniu, z niepokojem patrząc to na Tanyra, to na trzymającego w dłoni miecz Zevrana.
Tanyr tymczasem wykrył jeden magiczny przedmiot, tuż za chłopakiem. Było to z pewnością coś co przed nimi skrywał. Jednak bez oględzin wzrokowych, czarodziej nie był w stanie określić co to jest.
Przez otwarte na oścież drzwi, dało się usłyszeć skromne szczeknięcie Novio i odgłos jak pies biegł korytarzem do swojego pana.
- Czy chciałbyś, może, zostać małą żabką? - spytał uprzejmie Tanyr. W jego dłoniach zamigotały magiczne płomienie. - Jeśli nie, to okaż odrobinę dobrej woli i powiedz prawdę. Jeśli sądzisz, że zdołasz przede mną ukryć to coś, co trzymasz za plecami, to jesteś w błędzie.
- Dobrze radzę posłuchać, z doświadczenia wiem, że z magami nie warto zadzierać. Nie zapominaj, że twoi znajomi bardzo mocno nam napsuli krwi i zaręczam, że zmiana w żabę może się okazać i tak zbyt łagodną karą dla ciebie - dodał Zev, cały czas uważnie wpatrując się w syna kapitana.
Chłopak stał zupełnie nieruchomo, powoli wyciągając rękę zza pleców, w obawie że gwałtowny ruch może wywołać niepożądaną reakcję.
- Ależ przecież, nie ma powodu zamieniać mnie w żabę przecież - powiedział wystraszony, - ani w wampira czy upiora - kontynuował, spoglądając na czarodzieja.
Wtedy to do pomieszczenia wbiegł Novio. Od razu podbiegł on do Tanyra i merdając energicznie ogonem przyglądał się swojemu panu.
Brodie tymczasem ujawnił co trzymał w ręku.


Był to niebieski kamień w kształcie serca, wielkości skromnej ludzkiej pięści.
- Ja nie mam nic do nekromantów. I zapewniam, że nie będę w niczym przeszkadzał... - mówił, obiecywał, przysięgał.

Wtedy to w drzwiach pojawili się Sher, Amis i Kaelon.
- Co się dzieje? - spytał Sher.

- Mamy, że tak powiem, szpicla - powiedział Tanyr. - Oko i ucho piratów. A ty wyłącz tę zabawkę - spojrzał na Brodiego - i porozmawiamy w mniejszym gronie.
- Cóż liczyłem, że jednak ukrywa tam kogoś a nie coś- mruknął Zevran puszczając swój miecz. Podszedł do syna kapitana i chwyciwszy zdecydowanie za jego koszulę zaciągnął go na środek pomieszczenia.
- No teraz, gdy widzimy cię dokładnie, możesz wykonać grzeczną prośbę Tanyra- dodał przyglądając się z zaciekawieniem niebieskiemu kamieniowi.

- Jest wyłączone, przysięgam - powiedział szybko Brodie.
- Spokojnie panie Zevran - Amis zwrócił się do Piwnego Rycerza.
Był to jeden z momentów, w którym ojciec musi zająć się swoim synem. A wychowywanie młodzieży nie jest łatwym zadaniem.
- Co jest wyłączone? - spytał od razu, spoglądając na swojego syna i podchodząc do niego bliżej.
- Carmen dała mi ten komunikator - powiedział Brodie, pokazując niebieskie serce.
- Carmen, tak? - powtórzył Amis. - Urocza z niej panna synu, ale chyba rozumiesz że nie chcemy tu kolejnego ataku piratów - powiedział spokojnie i z cierpliwością.
- Nie, już nie będzie ataków bo... - chłopak przerwał w pół słowa, spoglądając wystraszony na Tanyra.
- Bo co? Mów - nalegał Amis.
- Bo to przesyłka od nekromanty, i wampirów, i ona już jej nie chce - dokończył szybko Brodie.
Podczas gdy większość wiedziała, że przy wymianie obecne były wampirzyce, Amis Cabrera nie miał żadnych wątpliwości.
- Edmund Hantrel handlujący z nekromantą?... - podsumował z niedowierzaniem i pokręcił głową z dezaprobatą.
Chłopak wyglądał na zmieszanego.

- Panowie - Amis Cabrera zwrócił się do zgromadzonych. - Piękna kobieta zawróciła mu w głowie i chyba wszyscy tutaj to rozumiemy. Nie ma powodów wszczynać awantur - kapitan starał się załagodzić sytuację.
- Kobiety są powodem większości kłopotów, jakie na nas spadają - potwierdził Tanyr, wygłaszając to stwierdzenie z miną doświadczonego przez życie mędrca. - Ale jak zmądrzejesz, to zrozumiesz... A teraz daj mi tę zabawkę. - Wyciągnął rękę po kamień. - Rejs się skończy, wtedy ci go oddam. Jak kocha, to poczeka - dodał kryjąc uśmiech.
Powoli, z grymasem niezadowolenia, Brodie oddał czarodziejowi kamień komunikacyjny.
- No to rozwiązała się zagadka…- rzucił odkrywczo Piwny Rycerz. - Dziwni Ci piraci, nam nie dali rady, a teraz rzucają się na nekromantę i jego wampirzyce... wiary w siebie im odmówić nie sposób - dodał rozglądając się zaciekawiony po kajucie kapitana - A może Ty chłopcze wiesz, na czyje zlecenie najpierw bruździli nam, a teraz chcą to zrobić Panu Razorowi, hm? - zapytał, choć spodziewał się, że młokos nie udzieli satysfakcjonującej odpowiedzi.
- Nie wiem - odparł ponuro Brodie, z miną zbitego psa patrząc na niebieskie serce w dłoni Tanyra. - Chyba niczyje. Dowiedzieli się o cennej przesyłce i chcieli dobrze zarobić - powiedział, a przynajmniej druga część jego wypowiedzi brzmiała jakby była oparta na informacji, a nie domysłach.
- Jak to? - zdziwił się Amis, spoglądając na Zevrana. - Uważacie, że ten Razor to faktycznie nekromanta? - spytał, przyglądając się wszystkim zgromadzonym.
- Powinniśmy o tym porozmawiać - Sher powiedział poważnym głosem.
Kealon kiwnął głową na zgodę, cały czas przyglądając się uważnie chłopakowi.
- Nie mam pojęcia, czy to nekromanta, czy nie - przyznał Tanyr. - Na czole tego nie miał wypisanego. Z drugiej strony patrząc, wampirzyce tam były. Ale o tym powinniśmy porozmawiać w węższym gronie - dodał, spoglądając na Brodie'ego. - Nie chcę, by nasze słowa dotarły do osób trzecich.
- Bez kamienia komunikacyjnego i tak nie... - zaczął spokojnie Sher, ale nie musiał kończyć, aby wiadomo było o co mu chodzi.
- Pan wybaczy panie Cabrera, powinniśmy to omówić we własnym gronie - powiedział dyplomatycznie Kaelon i gestem zaprosił drużynę, aby udali się do ich kajuty.
- Oczywiście, proszę bardzo - odpowiedział Amis, sam zostając ze swoim synem.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-10-2019, 18:36   #55
 
Aronix's Avatar
 
Reputacja: 2010 Aronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputację
Zostawiwszy młodego Cabrerę pod okiem ojca, czterech kurierów i pies zebrało się w kajucie aby przedyskutować sytuację.
- Musimy uzgodnić co o tym wszystkim sądzimy, a co ważniejsze co z tym zrobimy - zaczął na wstępie Kaelon.
- Na razie mamy tylko plotki - powiedział Tanyr. - I zlecenie. Naszym zadaniem jest przywieźć przesyłkę. Może po prostu tego powinniśmy się trzymać?
- Plotki, których jednak nie powinniśmy ignorować. Miałem już do czynienia z jednym nekromantą i... wiele osób straciło wtedy życie - zdradził Sher, z dość markotną miną.
- Obaj panowie macie rację. I dopóki jedno nie przeszkodzi w drugim... - zauważył Kaelon. - Powiedzcie proszę, co się działo, zanim Sher i ja do was dołączyliśmy? - powiedział elf, spoglądając to na Tanyra, to na Zevrana.
- Mały rozmawiał, moim zdaniem, z piratami - odparł mag. - Dokładniej, to z jedną piratką, w której, zdaje się, się zakochał. I miał dostarczać informacje. No i dowiedział się, że przesyłka jest od nekromanty, i że ich to już nie interesuje.
- Dokładnie, ponoć przestali się interesować nami, a skupili się już na Razorze... o ile oczywiście to nie jest blef mający na celu uśpić naszą czujność - dodał od razu Piwny Rycerz.
- Że niby Razor jest nekromantą? - doprecyzował Sher. - Spoufalał się z wampirzycami, tyle wiemy - zauważył i zastanowił się przez chwilę.
- Nie wiem, czy to może być blef, panie Zevran. Jak mogli przewidzieć, że przechwycimy tę wiadomość - zauważył Kaelon.
- Zmyłka czy prawda, w obu przypadkach warto by było dowiedzieć się więcej - mruknął Sher.
- Słusznie - poparł go Kaelon. - Możemy przekonać chłopaka, aby dowiedział się więcej i dla zmylenia powiedział piratom... to co każemy mu powiedzieć - zaproponował.
- Kto wie, czy za jakiś czas Brodie by się niby to przypadkiem nie wygadał, że Razor to nekromanta - stwierdził Tanyr. - No a my nie mamy żadnej gwarancji, że piraci nie płyną za nami drugim statkiem. Bez względu na to, co jest prawdą, musimy jeszcze bardziej uważać. A jeśli wymyślicie coś ciekawego, to można by piratom podrzucić jakieś informacje.
- Tak na marginesie... - dodał. - Nie jestem w stanie, na pierwszy rzut oka, odróżnić nekromanty od zwykłego człowieka. Od szkatułki nie wyczuwam żadnej czarnej magii. Ale jest magia przestronności i chłodu. Mimo tego nie mam zamiaru sprawdzać, czy w szkatułce zamknięto jakiegoś truposza, czy tylko stos szynek.
- Właściwie, to nie wiemy nawet co transportujemy, więc sprawdzenie tego może dać nam jakąś odpowiedź - Zauważył Sher. - A co do zmyłki, to możemy kazać młodemu powiedzieć, że aby uniknąć spotkania z piratami zahaczyliśmy o Pływające Wsie - zasugerował.
- Pomysł ze zmyłką dobry, może uda się dzięki temu oddalić od ewentualnego pościgu. Co do zbadania zawartości przesyłki to nie jestem jednak przekonany czy to dobry pomysł. Naszym zadaniem jest transport, a nie sprawdzanie zawartości. W dodatku kto wie, czy Razor nie zabezpieczył szkatułki i może się okazać, że jej otwarcie będzie bardziej niebezpieczne niż za ostatnim razem - podjął temat Zev przechadzając się po kajucie. - No ale ja nie znam się na magii, więc nie muszę mieć racji. W każdym razie najlepiej ostrzec kapitana, że trzeba zachować szczególna ostrożność.- dodał po chwili namysłu spoglądając na Tanyra oraz Kaelona.
- Szkatułkę będziemy pilnować - powiedział Tanyr - bardziej niż poprzednio. A młodemu... No tak, można by na chwilę oddać mu kamień komunikacyjny. Nie wiem co prawda, czy to się uda. Nie mam wprawy w knucie podstępnych planów - dodał z lekkim uśmiechem.
- Może nie, ale wydaje mi się że młody najbardziej obawia się ciebie - zauważył Kaelon, spoglądając na Tanyra. - Damy radę - powiedział.
- Tymczasem mamy jeszcze innych pasażerów do przesłuchania i elfami mogę się zająć osobiście... Jeśli nie podrzucili tu żadnego szpiega, a wydaje mi się że tak by zrobili, to chyba faktycznie odpuścili przesyłkę.
 
Aronix jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-11-2019, 21:27   #56
 
Mekow's Avatar
 
Reputacja: 12086 Mekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputację
Pogoda była dobra a wiatr sprzyjający, zatem pod opieką zgranej załogi, Maria Osete płynęła spokojnie kursem na Walencję. Z początku widać było łodzie rybackie, potem minęli dwa czy trzy inne statki, zaś piratów nie było widać na horyzoncie.

Wieczorem, jeszcze tego samego dnia, dał znać o sobie kamień komunikacyjny młodego Cabrery. Zgodnie z planem, Tanyr, Zevran i Sher, czym prędzej udali się z nim do kajuty kapitana. Siedzący tam Brodie miał wyraźne instrukcje, aby rozmawiać zupełnie normalnie i zmylić ewentualny pościg fałszywą informacją o zmianie trasy... Dostał komunikator i odebrał wezwanie.
- Ahoj - odezwał się chłopak.
- Ahoj dziubku - przywitała się słodko rozmówczyni, której głos rozpoznali wszyscy zgromadzeni w pomieszczeniu. - Już po walce, jestem cała i zdrowa - powiedziała na wstępie.
- To wspaniale - ucieszył się Brodie. - A ciężko było? - zagadał od razu.
- Oj tak, nekromanta to niełatwy przeciwnik. Ale mieliśmy przewagę zaskoczenia i od razu prawie unieszkodliwiliśmy wampirzyce. No, potem były zarówno złe, jak i dobre niespodzianki, ale zdecydowanie wygraliśmy - powiedziała piratka.
- Jakie niespodzianki? - spytał zaciekawiony młodzieniec.
- Złe to takie, że sam nekromanta nie dał się tak zaskoczyć. I nagle zza kotary wyskoczyło na nas pięć zombie, nie wspominając o ożywionym szkielecie dość dużego rekina - opowiadała, a słuchający jej relacji kurierzy pamiętali ten szkielet, który jako trofeum i niegroźna ozdoba wisiał nad kominkiem. - Do tego byli właściciele Lochu, dwóch dużych khajitów. Ostro walczyli - mówiła dalej.
- Ale wygraliście! Więc to chyba najważniejsze - zasugerował Brodie.
- No pewnie. Bo byliśmy dobrze przygotowani i oprócz swoich ludzi miałam jeszcze wsparcie od stróżów i dwoje kleryków ze świątyni Mermana - odpowiedziała Carmen. - A z dobrych niespodzianek, to na okrzyk o zombie dołączyła się do nas jeszcze grupka przesiadujących tam hazardzistów. I jeden goryl - dodała od razu, co też konwojentom brzmiało bardzo znajomo.
- A zginął ktoś od Ciebie? - spytał chłopak.
- Nie, ale mamy sporo rannych. A trzech ugryzionych przez wampiry leży teraz w świątyni - odpowiedziała dziewczyna.
- A to... Ale oni nie staną wampirami? - spytał zaniepokojony Brodie.
- Nie nie, w świątyni o to zadbają - odpowiedziała Carmen. - Wyjdą z tego, więc obeszło się bez strat - powiedziała z dumą w głosie.
- To wspaniale - odpowiedział Brodie. - A ten... Kiedy się zobaczymy? - spytał.
- Załoga musi dojść do siebie, a mnie zamiast stosu złota, w ramach nagrody zaoferowano dość skromną sumkę i tę karczmę na własność, więc muszę to teraz ogarnąć. Ale zaraz potem żeglujemy do Walencji. Będziemy nie później niż trzy dni po was, więc masz czas na znalezienie nam dobrej knajpy - odpowiedziała Carmen.
- Najwyżej dwa, bo po drodze odwiedzamy Pływające Wsie, - powiedział spokojnie Brodie, spoglądając na towarzyszących mu mężczyzn, którzy w niemy sposób wyrazili swoją aprobatę dla jego słów. - ale znajdę w tym czasie dobry lokal - obiecał.
- Postaraj się, to dostaniesz ode mnie słodką nagrodę - powiedziała, a chłopak zaczerwienił się delikatnie na twarzy. - A co u ciebie? - spytała spokojnie.
- Wszystko dobrze. Ale nudno. I tęsknię za tobą - powiedział, krępując się trochę że przyszło mu rozmawiać na ten temat w towarzystwie.
- Wytrzymaj dziubku, niedługo się zobaczymy - zapewniła rozmówczyni. - A tymczasem: “buziaaaczki i całuuusy” - powiedziała delikatnie, po czym nastąpiła seria kilku cmoknięć i pomruku zadowolenia.
Brodie wyraźnie poczerwieniał na twarzy.
- Bu-Buziaczki i całusy - wydusił z siebie, z mieszaniną zadowolenia i zażenowania.

Rozmowa, choć kontrolowana, przebiegła dobrze.


* * *


Przez resztę podróży, na horyzoncie nie było śladu po piratach, co zdawało się potwierdzać wersję Carmen. Ciężko było jednak powiedzieć, czy to dobrze, czy źle.
Keleon zapewniał, że płynąca Marią Osete para elfów, z którą porozmawiał, jest niegroźna i niezwiązana z ich przesyłką - młoda para w podróży przedślubnej... Oprócz nich, w gronie pasażerów było dwóch kucharzy wracających do Wielkiej Doliny Zieleni, po tym jak zapoznali się z naturą i pochodzeniem przypraw. Oni też nie stanowili zagrożenia, a ponadto podróżowali pod opieką kupca Roberta Dunna, za którego już wcześniej zaręczył sam Amis Cabrera... Listy nowych osób na pokładzie dopełniała Adia, khajitka z Kalill, szukająca chętnych na handel kakao, którą jeszcze przed wypłynięciem delikatnie wypytał Zevran.
Wszystko wskazywało na to, że podróż powrotna będzie dużo spokojniejsza niż w pierwszą stronę... Choć z uwagi na dotychczasowe doświadczenia, konwojenci dobrze pilnowali szkatułki cały dzień i całą noc.


* * *


Parę dni później, bez żadnych przeszkód, Maria Osete zawitała w porcie Walencji. Było wczesne popołudnie i aby wywiązać się z kontraktu, konwojenci mieli stawić się ze szkatułką następnego dnia, o bliżej nieokreślonej porze. Mieli więc półtora dnia, aby dostarczyć przesyłkę do biura Edmunda Hantrela, oddalonego o najwyżej trzy godziny drogi. Cóż mogło stanąć im na przeszkodzie, zwłaszcza jeśli piraci faktycznie się wycofali z powodu udziału nekromanty?


Pożegnawszy się z jednym i drugim Cabrerą, konwojenci zeszli przez trap z pokładu Marii i znaleźli się na jednym z portowych molo Walencji. Ich następnym przystankiem miały być stajnie, gdzie czekał na nich koń Tanyra - Straffer, oraz wynajęte od Edmunda konie dla pozostałych.
Byli w porcie kilka dni temu i choć nie zabawili tu długo, nic nie wskazywało na wielkie zmiany. Statki i marynarze. Ludzie się krzątali, tu coś wyładowywali, tam ładowali. A w szeregach straży miejskiej nadal dawało się zauważyć niedźwiedzie.

Ruszyli przed siebie, z oddali przezornie wypatrując zasadzki. Tej nie widzieli, ale idąc przez molo sami zostali zauważeni i zatrzymani - przez sześciu ludzi ze straży, którym towarzyszył czarny niedźwiedź.


- Maria Osete, przybyła z Amaraziliji. Kontrola graniczna, proszę się poddać inspekcji - jeden z żołnierzy, dość beznamiętnym głosem wyklepał formułkę.
- Gdy wypływaliśmy nie było żadnej kontroli - zauważył Kaelon, podczas gdy niedźwiedź zbliżył się do nich nieznacznie, kręcąc delikatnie nosem.
- W Amaraziliji rosną różnego rodzaju narkotyki, które są niedozwolone - wyjaśnił mu szybko Sher. - Byłem stróżem - dodał, spoglądając tym razem na straż.

- A składniki takie jak korzeń kasksua są w pełni dozwolone - powiedział(!) niedźwiedź(!), spoglądając na Tanyra.
- Jest pan niedźwiedziołakiem - czarodziej bardziej to zauważył niż spytał.
- Mamy najlepszy węch - odpowiedział dumnie niedźwiedziołak, - Ale nie wyczuwam zawartości tej szkatułki. Proszę otworzyć - powiedział...

Sami z siebie, konwojenci postanowili nie zaglądać do środka, ale teraz nie mieli innego wyjścia. Z lekką obawą, ale bez wykrętów otwarto więc szkatułkę, ujawniając jej zawartość.


Owoce z Amaraziliji! Zwykłe, proste i dostępne tam dla każdego owoce! Dzięki magicznemu chłodzeniu z pewnością nadal były świeże, a z uwagi na przestronność szkatułki znajdowało się w niej tyle owoców, że zastawiły by sobą niejeden stół.
Owszem... Szkatułka posiadała jeszcze drugie dno, o czym kurierzy dowiedzieli się dzięki Ruth! Jednak nikt nie miał ochoty informować o tym straży, aby nie ryzykować zarówno niedopełnienia kontraktu gdyby mieli zostać zatrzymani i nie zdążyć na czas, jak i kłopotów skoro istniało prawdopodobieństwo na przemyt, w dodatku z udziałem nekromanty.

- Owoce. W porządku - stwierdził spokojnie niedźwiedziołak po chwili węszenia.
Konwojenci przeszli kontrolę graniczną pomyślnie i mogli ruszyć w dalszą drogę.
 
Mekow jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-11-2019, 20:27   #57
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 80280 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
- Czy będę odosobniony, jeśli stwierdzę, że byłbym za w miarę sprawnym i szybkim doręczeniem szkatułki naszemu zleceniodawcy? - zapytał Zev swoich towarzyszy, gdy tylko oddalili się od strażników.
- Nie, nie będziesz - powiedział Tanyr. - Im prędzej pozbędziemy się tej przesyłki, tym lepiej. Może powinniśmy już teraz wyruszyć?
- Dobra, to w takim razie chodźmy po konie i czas odebrać nagrodę za nasz trud! - rzucił z szerokim uśmiechem Piwny Rycerz i dziarskim krokiem ruszył w kierunku stajni.
Tanyr ruszył za nim, gwizdnięciem przywołując Novio. Całą piątką udali się w odpowiednim kierunku, oczywiście mając oczy i uszy szeroko otwarte.
- Mój węch nie dorównuje powonieniu niedźwiedziołaków, ale coś mi tu śmierdzi - powiedział Kaelon, niezbyt głośno aby któryś z mijanych przez nich przechodniów ich nie usłyszał.
- Nekromancją? - zagadał Sher.
- To swoją drogą - odparł elf - ale z tego co wiemy, nasza nagroda jest nieporównywalnie większa niż wartość towaru który transportujemy - zauważył.
- Zapominasz o drugim, że tak powiem, dnie, naszej misji - wtrącił Tanyr. - To ono może być bardzo cenne. Pozostaje nam zdecydować, co z tym dalej zrobimy. Najprostsze byłoby dostarczenie szkatułki na miejsce. Jak by nie było, to za to nam płacą.
- Racja, w tego typu sprawach bez jakiegoś poważnego powodu lepiej nie być nadto dociekliwym tylko wykonać swoją robotę. Wiem to z doświadczenia - dopowiedział Zev, zerkając przez ramię na swoich towarzyszy.
- Mamy tylko słowa tej piratki - dorzucił Tanyr - a ona może kłamać, by nie dopuścić do przekazania przesyłki. Może właśnie na tym im zależało, a nie na samej przesyłce. Chodźmy do tej stajni i jedziemy.
- Nie mniej jednak, należy dokładnie przepytać Hantrela. Czy wie że Razor to nekromanta i tak dalej - Sher nie odpuszczał. - Oczywiście dopiero po tym jak nam zapłaci - zastrzegł.
- Jeśli piratka kłamała, licząc na to że przejmiemy informacje i zrobimy się nieostrożni, to możemy się spodziewać zasadzki za miastem - zauważył Kaelon. - Chłopak mógł nie być jedynym, z którym kontaktowali się przez komunikator. Tutaj jest za dużo ludzi i straży, ale za miastem to co innego - wyjaśnił.

Tymczasem w zasięgu wzroku pojawiły się miejskie stajnie - miejsce do którego mieli się udać, równie dobre na zasadzkę jak pola otaczające miasto.
- Mały zwiad? - zasugerował Tanyr.
- Dobry pomysł - zgodził się Kaelon, - Możemy wyjechać we dwóch. Wykryjesz ewentualną iluzję, a się rozejrzę moimi elfimi oczami - zaproponował, uznając że nadal mowa o tym czego mogą doświadczyć za murami miasta.
- Możemy zaczekać z przesyłką przy bramie, tam zawsze jest straż - zgodził się Sher, zerkając na Zevrana. Piwny Rycerz skinął tylko głową na znak, że zgadza się na takie rozwiązanie.
- W takim razie my pójdziemy po wierzchowce - Tanyr spojrzał na Kaelona - i sprawdzimy, czy przy stajni ktoś się na nas nie zasadził, a potem ruszymy przodem, jako zwiad.
- W takim układzie nam pozostaje tylko nieco zwolnić, Panie Khajicie - rzucił Zev z uśmiechem zerkając na Shera i zwalniając swój marsz.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-12-2019, 22:32   #58
 
Aronix's Avatar
 
Reputacja: 2010 Aronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputacjęAronix ma wspaniałą reputację
Ekipa się rozdzieliła. Zevran i Sher, wraz ze szkatułką, zwolnili kroku i zostali nieco w tyle podczas gdy pozostali udali się do stajni. Wśród wielu ludzi krzątających się w około, nie brakowało także miejskiej straży, więc obaj czuli się bezpieczni. Oczywiście w dalszym ciągu pozostali jak najbardziej czujni.
- Więc doświadczenie podpowiada Ci, aby powstrzymać wszelką dociekliwość? - zagadał Sher.
- Cóż z reguły nie wychodzę poza ramy zlecenia, które w tym przypadku polega na doręczeniu przesyłki, a nie na zaznajamianiu się z jej zawartością. - odpowiedział Piwny Rycerz przyglądając się mijanym ludziom z zaciekawieniem. - Poza tym jeśli w grę wchodzi przesyłka od samego nekromanty, to ujawnienie tego co znajduje się pod fałszywym dnem może sprowadzić na nas bardzo nieprzyjemne okoliczności, jeśli nie od razu po otwarciu, to zaraz po tym gdy nasz zleceniodawca odkryje, że grzebaliśmy w jego szkatułce. Nie mam racji? - dodał po chwili spoglądając badawczo na Khajita.
- Istotnie, mogłoby to być nieprzyjemne - przyznał Sher, sprawdzając okolice wzrokiem. - Ale osobiście wolę nie przykładać się do realizacji złych planów, nawet jeśli dobrze mi za to płacą. A w przypadku nekromanckich knuć, wręcz wolę je powstrzymać, niż pozostawać biernym - powiedział szczerze i zastanowił się przez chwilę, rozglądając się uważnie dookoła.
- I wiesz co Zevran, mam takie dwa dość istotne przeczucia... - powiedział tajemniczo - Zatrzymajmy się na chwilę - poprosił, zatrzymując się przed jakąś pomniejszą kuźnią, czy raczej sklepem zbrojnym.


Pomieszczenie gospodarcze było otwarte - nie posiadało jednej ściany, dzięki czemu zatrzymując się nadal pozostawali na widoku.
Zev przystanął i odwrócił się stronę Shera.
-Cóż rozumiem Twoje obawy drogi wspólniku. Jednak stawiasz na szali wykonanie zadania i otrzymanie sowitej zapłaty za wcale niełatwą misję oraz pozbawienie się tego wszystkiego dla bliżej mi nieznanych przeczuć, które Cię dręczą.- powiedział już bardziej poważnym tonem bacznie wpatrując się w oczy swojego towarzysza.
- Ależ nie śmiałbym ryzykować, że pozbawię nas wszystkich zarobku - zapewnił stanowczo Sher.
- Co do przeczuć, to są dość proste. Po pierwsze mam wrażenie, że po dotarciu na miejsce spotkamy dwóch strażników, którzy będą chcieli odebrać nam broń z zapewnieniem że nie będzie nam ona potrzebna - zauważył, a z tego co doświadczyli podczas pierwszej wizyty w biurze Hantrela, zapewne tak właśnie będzie.
- I... oczywiście po tym jak już nam zapłaci - zastrzegł, - mam zamiar wypytać go czy wie od kogo ta przesyłka i co tam jest. A moje przeczucie jest takie, że lepiej będzie mieć wówczas jakąś broń - powiedział spokojnie, ale z pełną powagą.
Zev nie odrywał wzroku od oczu Khaita, starając się rozgryźć, jak daleko ten jest się w stanie posunąć, gdyby okazało się, że faktycznie chodzi tu o jakieś nekromanckie sztuczki. Sam nie był zupełnie przekonany co do konfrontacji, jednak uznał, że gdyby do takiej doszło lepiej być jednak przygotowanym, niż liczyć na szczęście.
- Widzę, że naprawdę poważnie podchodzisz do tej sprawy. W takim wypadku być może faktycznie lepiej się zaopatrzyć w coś co może być pomocne - powiedział.
Wtedy to jednak właściciel przybytku znalazł się zbyt blisko, aby można było spokojnie rozmawiać.
- Ile sobie liczysz za te miecze? - spytał khajiit, wskazując na broń pod ścianą.


- To dobry metal i solidna robota, jelenia skóra na rękojeści i - mężczyzna zachwalał towar.
- Dobrze dobrze. A ile kosztuje? - przerwał mu Sher.
- Cztery sztuki złota - padła odpowiedź.
- Dobrze. Kupię jeden - postanowił Sher. - Może też weźmiesz? - spytał znacznie ciszej, spoglądając na Zevrana. Piwny Rycerz chwycił broń w dłoń i sprawdził jak leży w dłoni. Miecz okazał się dobrze wyważony i jeśli dojdzie do walki, używanie go powinno przebiegać bardzo sprawnie.
-No niech będzie i oby się specjalnie nie przydał…- rzucił po chwili, bardziej do Shera niż do sprzedawcy, wyciągając jednocześnie zza pasa swój mieszek.
Cztery złote monety nie były majątkiem, zwłaszcza że była to inwestycja w coś stałego, a nie wydatek na coś co przeminie.

Z dodatkową bronią u boku, ruszyli powoli w stronę północnej bramy. Ludzie mijani na ulicy nie stanowili zagrożenia i zajęci swoimi sprawami nie wchodzili w interakcję z konwojentami.
Krótko potem w zasięgu wzroku pojawiła się brama miasta. Obok niej, nie blokując drogi stali Tanyr i Kaelon, wraz z piątką koni i psem. Wzięli konia dla Delamrosa, choć jego już z nimi nie było
 
Aronix jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-12-2019, 15:54   #59
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 80280 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Ekipa się rozdzieliła. Tanyr i Kaelon, wraz z Novio, kontynuowali szybki marsz i krótko potem dotarli do Stajni Fonza. Raz już tam byli, nieco ponad tydzień temu, gdy zostawiali konie Hantrela.
Była to duża sala o kształcie rozciągniętego prostokonta, z licznymi boksami po bokach, z których ponad ćwierć była zajęta przez jakiegoś wierzchowca. Tanyr nie wykrywał żadnej złej magii. Na pierwszy rzut oka nic tam się nie zmieniło, ale Kaelon rozglądał się i nasłuchiwał uważnie.
Nie trzeba jednak było elfiego wzroku, aby dostrzec zarządzającego tam mężczyznę, pod opieką którego Tanyr zostawił Straffera.


Obecnie mężczyzna ten zajęty był rozmową z dwoma młodymi rudzielcami, którzy wyglądali na zadowolonych z tego co słyszeli.

Paranoja paranoją, ale pozostawienie własnego wierzchowca po to, by zmylić ewentualnego szpiega zadało się Tanyrowi zdecydowaną przesadą. Dlatego też, z towarzyszącym mu Novio, ruszył w stronę mężczyzny, który zarządzał stajniami.
- Dzień dobry - powiedział. - Chciałem uregulować rachunek.
- A, witam witam - zaczął wyluzowany mężczyzna. - Spokojnie, opłaty zostały już uregulowane. Pan Hantrel o to zadbał - wyjaśnił, pozytywnie pokazując przy tym wystawionego do góry kciuka.
- I mamy dla was konie, ale gdzież to się podziała reszta ekipy? - zagadał lekko zaciekawiony.
Kaelon tymczasem rozglądał się uważnie.
- Załatwiają tam jeszcze kilka spraw - odparł Tanyr, machnąwszy ręką za siebie. - Zabierzemy dla nich konie - dodał.
Nie miał zamiaru wdawać się w szczegóły.
- Pusto tu - szepnął Kaelon.
- No dobrze - zaczął Fonz, - gdyby później tamta trójka przyszła po konie które dam wam, to nie byłoby fajnie. Ale wyglądaliście na zgraną ekipę i skoro ufacie sobie, to i ja zaufam wam - powiedział i uśmiechnął się delikatnie.
- Kwestia zaufania zawsze działa w obie strony, co Fonz? - rzucił zadowolony z siebie chłopak w czapce.
- Nie mądrkuj, tylko osiodłaj szybko tego kasztanka - wskazał jeden z boksów. - A ty tę łaciatą klacz - zwrócił się do drugiego, wskazując inne miejsce.
Chłopaki popędzili wykonać powierzone im zadania.
- A pański ogierek jest tutaj - powiedział i wskazał boks, z którego wyglądał na nich Straffer.


Novio podbiegł do niego, witając się z nim, jak ze starym przyjacielem i stał przy jego boksie merdając wesoło ogonem.
Wierzchowiec wyglądał na całego i zdrowego, więc Tanyr skinął głową Fonzowi, po czym ruszył w stronę Straffera, by go osiodłać.
- Czy ktoś może pytał o nas, podczas pobytu tego konia tutaj? - Kaelon spytał właściciela stajni.
- Nie, nikt - odpowiedział mężczyzna na wpół obojętnym głosem.

Tanyr osiodłał Straffera, mając wszystko pod ręką. Gdy krótko potem wyprowadził go do głównego pomieszczenia stajni, Kaelon i Fonz stali tam w towarzystwie dwóch jasnobrązowych koni, gotowych do drogi.
- Jak widzę, za chwilę możemy ruszać - powiedział mag. - Jeszcze dwa i w drogę - dodał z uśmiechem.
Straffer spojrzał wymownie na właściciela stajni.
- Tu się żegnamy, ale nie smuć się, przecież lubisz swojego jeźdźca - mężczyzna zwrócił się do konia zupełnie jak do człowieka, co przy jego profesji można było uznać za oddanie w pracy.
Wtedy to podeszli do nich dwaj młodzieńcy, a każdy z nich prowadził osiodłanego już konia.
- Czy nie za ciasno to zapiąłem? - spytał jeden z nich, pokazując uzdę.
Podczas gdy Fonz dokonywał ostatniej inspekcji, Kaelon podszedł bliżej Tanyra.
- Nikogo tu nie widzę, ani nie słyszę. Wyczuwasz coś? - zagadał szeptem.
- Wszędzie cisza i spokój - odparł mag. - Możemy jechać.

Pożegnawszy się grzecznie, Tanyr i Kaelon wyprowadzili piątkę koni ze stajni. Od razu udali się do północnej bramy miasta, gdzie mieli spotkać się z resztą ekipy.
Dotarli tam bardzo szybko i bez żadnego problemu. Ludzie przemieszczali się w obie strony, pieszo, na koniach lub wozami; kupcy i podróżnicy, ludzie prości, duchowni i kilku poszukiwaczy przygód. Nikt jednak nie przeszkadzał ani czarodziejowi ani elfowi i nie zwracał na nich szczególnej uwagi... Poza strażnikami pilnującym bramy, których obowiązkiem było pilnować wszystkich i wyraźnie przyglądali się dwóm mężczyznom czekającym nie wiadomo na co z piątką koni.
Krótko potem w zasięgu wzroku pojawili się Zevran i Sher.
- To my pojedziemy przodem - zasugerował zaklinacz, gdy już wszyscy znaleźli się w siodłach.

Poprzedzani przez Novio ruszyli w stronę domu Edmunda Hartnela.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-12-2019, 16:08   #60
 
Mekow's Avatar
 
Reputacja: 12086 Mekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputację
Drużyna spotkała się pod bramą miasta, zgodnie z planem, w czym nikt im nie przeszkadzał.
- W stajni spokój - Kaelon podsumował krótko ich pierwszy zwiad.
Nie tracili jednak czasu na dłuższe rozmowy, co z resztą nie było niczym dziwnym - warto było zachować ten temat na później, skoro czekało ich jeszcze parę godzin wspólnej drogi.
Tymczasem Tanyr i Kaelon udali się na kolejny zwiad.

* * *


Zevran i Sher wsiedli na konie i byli gotowi do drogi, ale nie oddalili się od Walencji. Wyjechali tylko tyle aby nie blokować głównej drogi i zatrzymali się pod murami miasta, tuż obok bramy.
Ludzie przemieszczali się w jedną i drugą stronę, a po pewnym czasie przyglądania się każdemu uważnie, zarówno Zevran jak i Sher woleli by już zostać zaatakowani, niż tak siedzieć i wyglądać zagrożenia, które jak dobrze wiedzieli mogło nadejść z każdej strony. Było to pełne napięcia i mimo wszystko dość stresujące czekanie.
- Jak tam na trakcie? Spokojnie ostatnio? Nie ma w okolicy żadnych... zbójów? - Sher w końcu nie wytrzymał nerwowo i przerwał milczenie, zagadując do jednego ze strażników pilnującego bramy.
- Bardzo spokojnie. Nikt nikogo nie napada - zapewnił strażnik.
Informacja ta jednak tylko pozornie uspokoiła khajita.

* * *


Tanyr i Kaelon ruszyli główną drogą, wypatrując potencjalnej zasadzki. Tanyr uważał na nienaturalne zjawiska, iluzje, magiczne przedmioty i miejsca. Miał w tym doświadczenie i wiedział co oraz jak robić, aby nie dać się zaskoczyć. Śnieżny elf zaś rozglądał się wokół nich czujnymi oczami, przyglądając się zarówno mijanym po drodze ludziom, jak i sięgając wzrokiem aż po horyzont.
Wokół miasta znajdowały się trawiaste pastwiska i bardzo rozległe plantacje winorośli, które dopiero niedawno puściły liście i nie stanowiły dobrej kryjówki. Naprawdę ciężko by było jakiejkolwiek grupie napastników schować się i wyskoczyć na nich z zaskoczeniem, zwłaszcza że konwojenci przemieszczali się na koniach.
Po niespełna kwadransie obaj mieli wrażenie, że mogą spokojnie wracać do miasta.
- Sprawdźmy jeszcze tamte drzewa - zagadał Kaelon, skinieniem głowy wskazując na skromną grupę drzew na nieznacznym wzniesieniu.


Kępka drzew miała nie więcej jak dwadzieścia metrów średnicy i znajdowała się w zasięgu łuku od głównej drogi. Jeśli ktoś miałby się gdzieś na nich zaczaić, to właśnie tam. Podjechali zatem i ten kawałek, zachowując pełną ostrożność. Kaelon przyglądał się nie tylko samym drzewom, ale także ściółce, oraz koronom drzew. Tanyr w tym czasie skupił się na wykrywaniu magii, zaś Novio powęszył tu i tam.
Dość szybko ustalili, że oprócz nich i najzwyklejszych w świecie ptaków, nikogo tam nie było.
Udali się więc do Walencji, aby spotkać się z resztą konwojentów.

* * *


Zevran i Sher nie czekali nawet pół godziny, gdy w zasięgu wzroku pojawili się ich towarzysze. Nie nosili żadnych oznak przeprowadzonej walki, czy choćby emocjonalnego wstrząsu. Wyglądało na to, że przejęci kwestią nekromanty piraci i ich potencjalni wspólnicy, faktycznie sobie odpuścili i konwojenci mogą jechać nie obawiając się żadnego napadu po drodze.

* * *


Wszyscy spotkali się pod miastem.
- Wygląda bezpiecznie - Kaelon podsumował ich drugi zwiad, ale ten pozytywny wynik jakoś go nie ucieszył. - Ale możemy jeszcze powtórzyć zwiad, jak już się będziemy zbliżać do celu - zaproponował od razu.
- A co z tym koniem? Zabieramy go, pustego? - zagadał Sher, wskazując konia przeznaczonego dla Delamrosa.
 
Mekow jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169