Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-05-2017, 09:26   #1
 
Raga's Avatar
 
Reputacja: 15436 Raga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputację
[Mutant Chronicles] Sezon 1 - Luna

Kiedyś istniały narody, teraz są tylko korporacje. To one rządzą zasiedlonymi światami. Wszystko kręci się wokół ich żądzy dominacji i chęci zysku. Megakorporacje to gigantyczne byty, finansowi tytani, którzy obejmują swoją władzą ludzkie światy. Produkują one wszystko, począwszy od żywności, aż po broń. Ich siły robocze mierzone są w miliardach pracowników. Ich bogactwo jest niemierzalne. Ich polem bitwy są całe planety.
Bycie członkiem korporacji oznacza bycie częścią jej stylu życia oraz poświęcenie jej zarówno swojego ciała oraz duszy. Każdego dnia jej pracownicy i mieszkańcy są bombardowani propagandą. Wmawia się im, że tylko ich korporacja jest doskonała, tylko ona jest słuszna, tylko jej styl życia jest dobry.

Mieszkańcy demokratycznego Capitolu wiedzą że są wolni, a pozostali szukają wszelkiej sposobności aby ich wolność zniszczyć. Ogromne siły zbrojne Capitolu stoją na straży tej wolności.
Podwładni czterech Książąt Elektorów Bauhausu wiedzą iż są otoczeni wrogami, którzy pożądają ich bogactwa oraz wyższości technologicznej. Generałowie militarnych Zakonów Bauhausu z mozołem chronią ich bogactwo.
Ci, którzy służą Panom Dziedzicom Mishimy wiedzą, że tylko oni rozumieją prawdziwe znaczenie honoru, a wszechświat jest pełen tych , którzy pragną wykorzystać wewnętrzne konflikty ich starożytnego dominium. Samurajowie stoją w gotowości aby oddać życie w obronie ich ziem.
Członkowie Klanów Imperialu są pewni iż tylko silni przetrwają, a dzięki podbojom dowiodą swojej siły.
Enigmatyczni pracownicy Cybertroniku wiedzą iż powszechna nienawiść jest skupiona na nich i wszyscy pragną ich zagłady. Aby tego dokonać ich wrogowie muszą najpierw pokonać cybernetycznie ulepszonych obrońców.

Ponad wszystkimi korporacjami stoi Bractwo – duchowi strażnicy ludzkości. Głową Bractwa jest Kardynał, najbardziej potężny człowiek w historii, istota ogromnej siły duchowej, moralnej oraz świeckiej. Służą mu miliardy. Misjonarze szerzą jego słowo. Inkwizytorzy polują na jego heretyckich wrogów. Mistycy władają dziwnymi mocami zwanymi Sztuką. Liczni fanatyczni żołnierze są gotowi umrzeć na jego rozkaz. Wiara w Kardynała jest ostatnim pozostałym spoiwem jakie łączy ludzkość razem. Przedstawiciele niemal każdej korporacji (z godnym uwagi wyjątkiem Cybertroniku) regularnie uczęszczają na msze w gigantycznych katedrach, na których ścianach wyryte są prawdy Kronik.
Członkowie każdej korporacji wsłuchują się w przesłania o nadziei i odkupieniu. Oni wszyscy potrzebują czegoś w co można wierzyć w tych mrocznych czasach.

Ci, którzy służą Mrocznym Apostołom są wrogami całej ludzkości. Niezliczone hordy Legionu Ciemności wznoszą Cytadele wewnątrz zamieszkałych przez ludzi światów. Armie nieumarłych wojowników powiększają się wraz z każdą wygraną bitwą. Rzesze Heretyków infiltrują każdy zakątek ludzkiego społeczeństwa by szerzyć posłannictwo zepsucia, rebelii, jątrzyć konflikty między Megakorporacjami, szerzyć nieufność i nienawiść wśród ludzkości.

***


Luna. Pierwsze siedlisko ludzkie założone po opuszczeniu toksycznej Ziemi. Największe miasto kiedykolwiek zbudowane. Rozciąga się na dużej powierzchni Księżyca, a nawet wgryza się głęboko pod jego powierzchnię. Luna, niegdyś widmowa kula nad naszymi głowami, teraz nasz dom.
Ludzkie światy są rządzone ze Starożytnych Osiedli śródmieścia poprzez oświecone Bractwo i knujące między sobą Korporacje. Poza Starożytnymi Osiedlami rozciągają się Przedmieścia. Miasto rozrosło się dziesięciokrotnie ponad powierzchnię jakiegokolwiek innego ludzkiego miasta w układzie słonecznym. Nadal rozrasta się niczym rak.
Luna jest domem milionów (około 800 milionów mieszkańców). Zamieszkują ją przedstawiciele każdego odłamu społeczeństwa jaki istnieje. Wszystkie korporacje i wszystkie czołowe wolne przedsiębiorstwa mają tutaj swoje kwatery. Ilość urzędników, agentów, managerów i biznesmenów jest ogromna, a wszyscy oni potrzebują ludzi, którzy muszą im usługiwać. Sektor usług jest jeszcze większy. Nie ma większego problemu aby żyć z dnia na dzień. Problemy zaczynają się kiedy zaczynasz robić bałagan.

Nie jest dobrze być na celowniku Korporacji.

***

Dzień 8 czwartego miesiąca roku

Dystrykt Capitolu, dzielnica Southside


Odgłos drzwi wejściowych uderzających o ścianę. Szamotanina na korytarzu. Po chwili kopnięte drzwi do biura otwierają się z hukiem.
Komendant Malcolm Sinclair i sierżant Carl Ramsey wprowadzili podejrzanego.
- Mam prawa! Zaskarżę was! – odgrażał się aresztowany
Na te słowa Carl kopnął go pod kolano, a Sinclair rozpłaszczył go na wolnym biurku zaraz koło drzwi.
Komendant nachylił się i wysyczał.
- Na tym posterunku ja stanowię prawo. Jak dalej będziesz stawiał opór to złamię Ci drugą rękę i w raporcie napiszę, że wpadłeś w amok i próbowałeś się uwolnić z kajdanek – to chyba zadziałało, bo pojmany przestał się wyrywać. Sinclair rozejrzał się po biurze.

Do Komendanta Malcolma Sinclair wszyscy zwracali się per “Szefie”. Miał on swoje wyobrażenie o pilnowaniu prawa. Nie był złym człowiekiem, ale uważał, że procedury nie mogą przeszkadzać w robieniu tego co słuszne, a to co jest słuszne najlepiej wiedział właśnie on.
Komendanta nie można było pomylić z nikim innym. Był rosłym facetem dobrze po czterdziestce. Włosy które już jakiś czas nie widziały fryzjera nosił zaczesane do tyłu. Najczęściej ubierał się tak jak dzisiaj, czyli w spodnie od garnituru, białą koszulę z rozpiętym ostatnim guzikiem, lekko poluzowany krawat, ale trzy elementy nigdy się nie zmieniały. Jego ukochany długi szary płaszcz oraz buty ze skóry jakiegoś gada z Wenus, a na akcje zawsze zabierał czarne skórzane rękawiczki samochodowe z otworami na kostkach.
- Carl zaprowadź go do doktorka, niech go opatrzy, a potem prościutko do pokoju przesłuchań.
Sierżant Ramsey skinął głową, poderwał aresztowanego zaczął wyprowadzać go na korytarz.
Carl Ramsey był prostym sierżantem. Można wręcz powiedzieć prostakiem, ale za to bardzo skutecznym. Podobno pracował razem z Komendantem od zawsze. Był nieco młodszy od komendanta. Można go nazwać typem osiłka o kwadratowej szczęce. Blondyn z krótkimi włosami. Wolał ubierać się wygodnie. Nie wyglądał na osobę z która miało się ochotę pogadać o problemach w barze. Generalnie nie miało się ochoty z nim gadać.

- Panno Lewis! Proszę znaleźć akta sprawy i przekazać Inspektor Corday.
Amy Lewis miała stopień konstabla, ale Komendant nigdy go nie używał w stosunku do niej. Była inteligenta, ale bardzo młoda. Bliżej jej było dwudziestki niż trzydziestki. Może przez to niedoceniana. Może też przez to, że była cicha i nie miała silnego charakteru. Orzechowe włosy spadały falami na jej ramiona. Była sympatyczna. Ubierała się gustownie zachowując “dress code” policjantki.

- Inspektorze! Jak Pani skończy to zapraszam do mnie - Komendant rzucił w kierunku Corday.

Inspektor Irya Corday pracowała tutaj nieco ponad tydzień. Została przeniesiona z prostej przyczyny. Był potrzebny przynajmniej jeden Inspektor na posterunku, a poprzedni stracił życie w czasie akcji. Do dzisiaj nie dowiedziała się co wtedy dokładnie zaszło.
Komendant odprowadził wzrokiem Carla i pojmanego, a potem skierował się do swojego biura.
Trzasnęły oszklone drzwi.
Sierżant Cooper podniósł się za swoim biurkiem, miał widocznie sprawę do Komendanta.
Przez żaluzje widać było jak Sinclair sięga do biurka po szklankę i butelkę Whiskey.
Cooper widząc to opadł na miejsce. To nie był dobry moment.
Komendant nalał sobie i wyszedł na balkon.
Dennis Cooper był równie młody jak Amy Lewis. Mówi się, że Komendant zgarnął go z ulicy i ustawił do pionu. Chłopak był Szefowi oddany i cholernie dobrze umiał wyczuć jego humory. Ciemne włosy zawsze przystrzyżone. Zawsze ogolony. Do tego garnitur. Wizualnie stanowił kontrast z Sinclairem.

Amy podeszła do biurka Inspektor Corday. Z przepraszającym uśmiechem położyła akta na jej biurku. Zatrzymała się może na sekundę, po czym lekko potrząsnęła, jakby do siebie głową, szybko odwróciła się i wróciła do swojego biurka.
Ku zaskoczeniu Pani Inspektor w aktach było niewiele. Raport zawierał wiele pustych pól.
Pojmany nazywa się Mark Hill. Zamieszkały w ich dzielnicy. Dealer. Był ewidentnie płotką. Akta zawierały kilka zdjęć będących dowodami jego działalności. Jedno z nich było zakreślone czerwonym flamastrem. Zdjęcie przedstawiało Marka Hilla przepuszczającego w drzwiach do jednej z kamienic dobrze zbudowanego człowieka. Ubrany po cywilu, ale posturą przypominał wojskowego.
czerwonym flamastrem ktoś zakreślił jego głowę oraz dopisał “Eric Anderson?”.
Akta nie zawierały nic więcej.
 

Ostatnio edytowane przez Raga : 29-08-2018 o 16:25. Powód: nagłówek
Raga jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-05-2017, 12:16   #2
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 67833 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Całą scenkę z przyjęciem zatrzymanego Irya oglądała w milczeniu, ze swojego miejsca za biurkiem, popijając kawę zimną, czarną i paskudną niczym dusza Heretyka. Inspektor mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem na metody działania jej nowego Szefa. Uważnie, acz nienachalnie, zerkała jak reagowali na to inni policjanci na tym posterunku. Corday była tu nowa, raptem zaczął jej się drugi tydzień pracy w tym miejscu, więc wciąż tkwiła na etapie badania zależności między ludźmi, z którymi przyszło jej tak niespodziewanie pracować. Przeniesienie Iryi na ten posterunek było nagłe i nie miała wiele do powiedzenia, kiedy przyszła ta decyzja. Zagryzła więc zęby i zapakowała co miała.
W jej poprzednim przydziale pracowało jej się bardzo dobrze, miała tam wyrobioną pozycję, wiedziała jak z kim zagadać by załatwić to co było jej potrzebne. A tu zaczynała od zera, a była to mozolna praca by wyczuć z kim można było pożartować, a na kogo lepiej działało bezpośrednie i ostre podejście.

Do plusów należało zaliczyć to, że jeszcze nikomu tu nie podpadła. Z drugiej jednak strony, z nikim jeszcze nie złapała lepszego kontaktu, by mieć z kim wybrać się do baru na piwo. Na razie jej to co prawda nie przeszkadzało, bo miała do wypakowania kilka kartonów w swojej kawalerce, ale w końcu się z nimi przecież upora.

Corday odwzajemniła uśmiech, którym obdarzyła ją Amy z tą różnicą, że jej był pewny siebie, nawet nieco przyjacielski.
- Dzięki - powiedziała biorąc do ręki akta. Przyglądała się wyczekująco Lewis, ale ta nie zdecydowała się nic powiedzieć i wróciła na swoje miejsce.

Nim Inspektor złożyła spojrzenie na podaną jej teczkę, uniosła wzrok w kierunku gabinetu komendanta. W zeszłym tygodniu Szef przyjął ją dość chłodno. Zakładała, że było to w związku z jej nazwiskiem, które mogło mu przynieść na myśl, że góra zsyła na jego głowę żandarma, mającego patrzeć mu na ręce i czekać na jego najmniejsze potknięcie by od razu podpierdolić go do wyższej instancji. Iryi nawet nie zdziwiłoby, gdyby faktycznie komendant tak sobie o niej myślał. Nie zaskoczyłoby jej nawet, gdyby rzeczywiście powód jej przeniesienia był właśnie taki. W końcu zajęła stanowisko, które zwolniło się w wyniku śmierci policjanta na akcji, a to ściąga uwagę centrali i wydziału wewnętrznego.

Inspektor dopiero teraz odstawiła kubek na blat swojego biurka. Przymknęła na chwilę oczy i zdusiła w sobie ziewnięcie, które przeszło w bezgłośne westchnięcie. Wyprostowała się na krześle i w końcu otworzyła akta. Uniosła brwi w zdziwieniu, widząc jak uboga jest zawartość tego co mieli o panie Hillu, zmrużyła zaraz gniewnie oczy widząc czym to też on się zajmował. Irya z osobistych pobudek nie cierpiała tego typu ludzi. Jak wcześniej Markowi nie współczuła tego jak go potraktowano, tak teraz w sumie żałowała, że dealer nie poszarpał się bardziej.

Zainteresowanie pani Inspektor zaraz jednak przeszło na typa, z którym był widziany Hill. Początkowo Corday zakładała, że po prostu zgarnęli z ulicy gościa sprzedającego narkotyki dzieciarni z dzielnicy, co jest oczywiście ważne, ale cholernie nudne. Ale teraz zrobiło się ciekawie.

Irya zgarnęła wszystko na powrót do teczki i wstała. Pani Inspektor była całkiem wysoką, szczupłą kobietą. Długie, proste niczym druty włosy w odcieniu bardzo jasnego blondu nosiła rozpuszczone, opadające swobodnie na ramiona. Wiązała je jedynie gdy wychodziła w teren, ale to też nie zawsze. Ubierała na siebie zazwyczaj o rozmiar za duże koszule w stonowanych odcieniach, z długimi rękawami, które najczęściej podwijała do łokci. Miała też swój ulubiony szaro-granatowy płaszcz sięgający kolan mający całkiem szeroki kołnierz, który po postawieniu zasłaniał całą szyję. Wyglądała w nim tak dobrze, że nigdy nie żałowała sporej sumy jaką ją kosztował. Ale akurat w tej chwili wisiał sobie na wieszaku przy wejściu.
Obrazu jej powierzchowności dopełniały granatowe, długie i dopasowane spodnie, które świetnie podkreślały jej tyłek oraz wygodne czarne skórzane buty bez obcasa, z cholewką zakrywającą kostki.

Z aktami pana Hilla pod pachą i skupieniem na twarzy, Inspektor pewnym krokiem przespacerowała się przez biuro kierując prosto do gabinetu komendanta. Zatrzymała się przy drzwiach i grzecznie zastukała w nie. Powstrzymała się w ostatniej chwili przed chwyceniem klamki, bo do biura swojego poprzedniego komendanta potrafiła wpaść bez pukania i jeszcze z niecenzuralnym słowem w ustach. Ale tam wiedziała, że tak mogła. Tu musiała się pilnować, żeby Sinclair nie ustawił sobie za cel życia temperowania jej.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika, Sol i Fierce!
prowadzę: GATE - Paris

Ostatnio edytowane przez Mag : 27-01-2019 o 21:03.
Mag jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-05-2017, 13:53   #3
 
Raga's Avatar
 
Reputacja: 15436 Raga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputację
Balkon

Irya przez szybę widziała puste pomieszczenie, na końcu którego znajdowały się otwarte drzwi. Komendant pojawił się w drzwiach balkonu i oparł plecami o balustradę. Płomień zapalniczki na moment oświetlił jego twarz pomarańczowym płomieniem. Zapalniczka zgasła. Sinclair ruchem głowy zaprosił do siebie.

Corday nie spuszczając spojrzenia z Komendanta nacisnęła klamkę i weszła do środka, zamykając za sobą drzwi. Będąc już w jego gabinecie, uważnie rozejrzała się po pomieszczeniu nim wróciła wzrok na Szefa.

Biuro nie wyglądało imponująco. Komendant nie należał do tych, którzy marnują pieniądze na „zbędne pierdoły”. Irya była wręcz pewna, że on sam takiego zwrotu by użył. Na środku stało standardowe biurko z przydziału. Pod ścianą po prawej znajdowały się niskie szafki. W prawym rogu przy drzwiach wieszak na płaszcz. Po lewej metalowe szafy na kopie akt, które Sinclair lubił mieć pod ręką.

Inspektor ruszyła w kierunku stojącego na balkonie Komendanta. W momencie kiedy przekroczyła próg, Sinclair odwrócił się i pochylił opierając przedramionami o balustradę i podniósł wzrok w kierunku Ziemi. Rzeźby na dachach były modne na Lunie, ale w nocy wyglądały o wiele bardziej imponująco niż za dnia.

- Zawsze się zastanawiałem jak tam kiedyś było. Wolę noc. Może i wtedy mamy więcej roboty, ale lepiej “ją” widać. Wiesz, że termin dzień pochodzi właśnie stamtąd? Używany jest nadal wszędzie niezależnie od planety. Tutaj przestępczość ma łatwiej. Nie ma tylko 12 godzin mroku, tylko dwa tygodnie, a to cholernie dużo czasu.

Sinclair mocno zaciągnął się papierosem i wypuścił dym w powietrze.

- Chyba nie mogę dłużej ignorować Inspektora w swoim wydziale. Co?

Jego oczy zwróciły się na podwładną. Ciężko było coś z nich wyczytać. Mogło tam być zarówno nic jak i wszystko.

- Mam nadzieję, że się już zaaklimatyzowałaś. Gotowa do pracy?
 

Ostatnio edytowane przez Raga : 31-01-2019 o 11:05.
Raga jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13-05-2017, 00:02   #4
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 67833 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Oparła się o framugę, w dłoń chwyciła akta i skrzyżowała ramiona przed sobą. Wnikliwie przyglądała się mężczyźnie, gdy ten prowadził swój monolog, chcąc odgadnąć co też siedzi mu w głowie. Tydzień siedzenia za biurkiem, zbywania pytań o okoliczności utraty jej poprzednika, by dziś dostać w końcu sprawę. Czyżby sprawdzał jej cierpliwość? A może zwyczajnie w tym czasie rozpytywał po swoich co też za osobę mu zesłano na posterunek. Nawet nie miałaby mu tego za złe. Sama na jego miejscu zrobiłaby dokładnie to samo. Badanie gruntu. Sprawdzanie czy to sprzymierzeniec czy może wróg, którego trzeba trzymać blisko, ale i uważać, by nie wystawić się do niego plecami. Przypominało to obwąchiwanie się dwóch obcych psów, które znalazły się wbrew swojej woli na jednym terenie.

Kąciki ust Corday nieznacznie uniosły się na tą myśl. Nawet, w trakcie tej jego przemowy, Irya nieco się rozluźniła.

Inspektor spojrzała w dal, na dachy budynków. Zmrużyła nieco oczy. W pełni podzielała zdanie Sinclaira. Też lubiła noc. Wtedy nie było widać tego wszechobecnego brudu, szarości. Nawet zbrodnia nie wyglądała tak strasznie. W świetle latarni wszystko nabierało magicznej poświaty.

- No przyznam, że wolałabym nie być tu po to by grzać stołek - odparła szczerze na jego ostatnie pytanie, pozostawiając poprzednie bez odpowiedzi. Zdobyła się na tą bezpośredniość, bo co jej szkodziło? Poza tym udawanie grzecznej panny nie było czymś co sprawiało jej przyjemność. Wyprostowała się i lekko zamachała aktami. - Czyli rozumiem, że to jest moja pierwsza sprawa? - zapytała uprzejmym tonem głosu. - Czy to jest wszystko co mamy o tym gościu? Byłabym wdzięczna za wprowadzenie w temat.

Uśmieszek Inspektor nie uszedł uwadze Komendanta, była tego pewna. Widziała, że jego spojrzenie to wychwyciło. Jeśli jej bezpośredniość była jakimś rodzajem testu to Komendant go zdał. Wychwyciła wręcz od swojego przełożonego zadowolenie lub satysfakcję.
- Formalnie możemy to nazwać Twoją sprawą. W praktyce nie spuszczam z Ciebie oka. Corday, rzucam Cię na głęboką wodę. Mark Hill to płotka. My celujemy powyżej niego. Ale musimy działać ostrożnie.
Wzrok Sinclaira skierował się na trzymane przez Corday akta.
- Twoje pierwsze zadanie to wyciągnąć od Hilla ile się da, ale tak żeby niczego nie podejrzewał. My przecież tylko nie tolerujemy dealerów na naszym terenie, prawda?

Komendant po raz kolejny się zaciągnął.
- Nie pokazuj mu podpisanego zdjęcia. W aktach jest na pewno czysta odbitka.
Irya skinęła głową.
- Wiesz jak można wejść do korporacji Capitol?
- Najłatwiej i najprościej to się po prostu urodzić tu, jako dziecko Capitolczyków - odparła Inspektor. - Ale jak nie ma się tego farta, to jeszcze można się wżenić - dodała ze wzruszeniem ramion, stwierdzając tę oczywistą oczywistość.
- Są jeszcze Wolne Brygady. Najbardziej podła pierwsza linia frontu. Głownie zasilają ją skazańcy. Kolesie dostają truciznę i codziennie dostają odtrutkę działającą jeden dzień aż do końca wyroku. Nie każdy natomiast wie, że może tam zgłosić się każdy, a po odsłużeniu 10 lat wychodzi stając się przeciętnym obywatelem Capitolu.

Kolejne zaciągnięcie się.
- Eric Anderson tak został Capitolczykiem. Jeśli to on jest na tym zdjęciu to cholernie nie pasuje mi do Marka Hilla. Tutaj musi być drugie dno.
Sinclair po raz ostatni się zaciągnął i pstryknął niedopałek w kierunku ulicy.
- Ja lub Carl w czasie przesłuchania zapewne obilibyśmy mu mordę, a Cooper jest za miękki – uwadze Corday nie umknęło, że nawet nie odniósł się do osoby Amy Lewis – A mam świetną okazję przetestować Ciebie.

Irya zdusiła w sobie parsknięcie na słowa Sinclaira. Oczami wyobraźni widziała jak to przesłuchanie mogłoby wyglądać. Już chciała zapytać o to czemu pominął konstabla, ale odpuściła uznając, że to w tej chwili nie jest istotne. Otworzyła akta i spojrzała na zakreślone zdjęcie. Zmarszczyła brwi.
- No dobra, Hill to parszywy dealer. A o co podejrzewa się Andersona? Po mordzie wygląda jak przeciętny gość z Imperialu - stwierdziła Corday bazując na swoim wyobrażeniu obywatela owej korporacji. - Przemyt? Szpiegostwo? Terroryzm?
- Tak, to można byłoby go o to podejrzewać - komendant przytaknął. - Ale prochy do niego nie pasują, dlatego założyłbym się, że tylko pracuje dla kogoś z nimi związanego.

Sinclair podszedł i stanął obok. W Corday uderzyła mieszanina zapachu Whiskey, papierosów i mocnej wody kolońskiej. Potarł brodę w zamyśleniu.
Irya skrzywiła się nieznacznie na woń jaka biła od Komendanta. Nie cierpiała smrodu papierosów, a wszelkie perfumy przyprawiały ją o ból głowy. Szczególnie gdy ktoś oblewał się wodą kolońską z nadzieją na zakrycie innych zapachów.
Corday zamknęła akta i spojrzała na przełożonego, zaraz po tym jak się odrobinę, niby przypadkiem, od niego odsunęła.

- Wygląda Ci na Imperialczyka? – Komendant wzruszył ramionami - No nie wiem. Ja bym bardziej go podejrzewał o bycie bratem Carla – Sinclair zaśmiał się do siebie. - W każdym bądź razie dane mówią, że był Freelancerem. Potrzeba nam więcej kawałków do tej układanki.

- Ja obstawiam przemyt, żywy towar - stwierdziła z lekkim uśmiechem Inspektor, wkładając sobie teczkę pod pachę. Takie zakłady to był jedyny hazard na jaki sobie pozwalała, choć czasem korciło ją na "coś więcej". - Jakie są oficjalne okoliczności i powód zatrzymania Hilla? - dopytała dla pewności, by nie strzelić niepotrzebnie gafy. Minę miała już zamyśloną, bo w głowie zaczęła sobie układać scenariusz przesłuchania.

- Oficjalnie przyłapany na obrzeżach naszej dzielnicy na gorącym uczynku nielegalnego obrotu środkami odurzającymi i substancjami psychotropowymi - odparł podręcznikowo Sinclair - Nieoficjalnie zgarnęliśmy go bo to śmieć i sprzedaje prochy dzieciakom. Czyli wystarczy żeby go posadzić.A do czego więcej się dogrzebiesz to będzie tylko Twoja zasługa - dodał.
- Masz jeszcze jakieś pytania? Bo mam ochotę zapalić drugiego - zaskoczył ją pytaniem.

- Mam - "...całe mnóstwo nawet" dodała w myślach pani Inspektor. - Ale to może poczekać - stwierdziła i zaraz wyprostowała się. Spojrzała w kierunku wnętrza biura. Wróciła wzrokiem na przełożonego. - To ja nie przeszkadzam, biorę się do roboty - powiedziała uprzejmym tonem, nie mając zamiaru inhalować się dymem i na koniec skinęła mu głową. Corday odwróciła się na pięcie i zostawiła Sinclaira samego na balkonie.

Komendant zerknął na paczkę papierosów i coś rozważał w myślach, ale nie odezwał się, następnie odprowadził Corday wzrokiem do swojego biura. Nie miała pewności czy sięgnął po drugiego papierosa, za to była wręcz pewna, że jego wzrok spoczął na dopasowanych spodniach pani Inspektor.
Ta westchnęła cicho pod nosem i nieznacznie pokręciła głową. Zdecydowanie za dużo rzeczy na raz chciała analizować. Uznała w końcu, że musi porzucić ocenianie swojego przełożonego na później, a teraz skupić się na czekającym ją przesłuchaniu. Jeśli się wykaże to dalej już będzie miała z górki. Kobieta doszła do drzwi i wyszła z pokoju Szefa.

Lekki uśmiech zadowolenia wykwitł na twarzy Corday, gdy szła do swojego biurka. Zdecydowała się zagrać klasycznym modelem dobry-zły glina. To jak zły potrafi być policjant to pan Hill miał okazję poczuć. Irya musiała tylko odegrać rolę dobrej, współczującej policjantki. Jednak blondynka na samą tą myśl, przewróciła oczami. Aż tak kłamać nie zamierzała, więc po prostu postawiła na bycie neutralną w tej sytuacji. Z resztą, tamci dwaj tak go sponiewierali, że nawet z obojętnym nastawieniem, Corday może zatrzymanemu wydać mu się miła.

Irya usiadła za swoim biurkiem, kładąc na nie akta. Otworzyła je i wyszukała zakreślone zdjęcie. Sprawdziła czy jest czysta odbitka i dopiero po tym, schowała pomazaną fotografię do szuflady. Sięgnęła jeszcze po kubek z kawą i upiła z niego. Skrzywiła się straszliwie i odstawiła go żałując, że w ogóle po niego sięgnęła.
Corday wstała z krzesła i zamknęła dokumenty. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zatrzymała spojrzenie na Lewis. Podeszła do niej, uśmiechając się przyjacielsko.
- Wiesz… Nie bardzo się jeszcze ogarniam tu na posterunku - zagaiła, uśmiechając się przyjacielsko do Amy. - Czy mogłabyś mnie zaprowadzić do zatrzymanego? - poprosiła.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika, Sol i Fierce!
prowadzę: GATE - Paris

Ostatnio edytowane przez Mag : 27-01-2019 o 21:20.
Mag jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-05-2017, 16:45   #5
 
Raga's Avatar
 
Reputacja: 15436 Raga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputację
Panna Lewis przez chwilę nie reagowała. Po kilku sekundach gwałtownie skierowała twarz w kierunku pani Inspektor. Corday miała wrażenie jakby dziewczyna nie była przyzwyczajona do innego traktowania jak wykrzykiwanie poleceń w jej kierunku. Zmieszana skinęła bez słowa głową i wstała zza biurka. Z jednej strony unikała kontaktu wzrokowego, a z drugiej aż emanowała zaciekawieniem.
Amy ruszyła w kierunku drzwi. Lekko odwróciła głowę wprawiając w ruch burzę włosów, które mogły być obiektem zazdrości niejednej kobiety. Upewniła się czy Inspektor idzie za nią. Była niska, miała może ze 160 centymetrów wzrostu, miała ładną buzię, była szczupła i bardzo proporcjonalna. Ze względu na zepchnięcie jej do funkcji pracownicy biurowej nosiła standardową białą koszulę z pagonami i krawatem, ale za to mogła pozwolić sobie na ciemną spódnicę powyżej kolana i czarne buty na obcasie. Wyglądała atrakcyjnie, ale chyba nie docierało to do niej. Amy otworzyła drzwi na korytarz i przytrzymała je dla Corday
- Tu na lewo – powiedziała cicho wskazując dłonią korytarz.

Skrzydło wydziału mieściło się na drugim piętrze kamienicy. Za plecami Amy znajdował się szyb windy, klatka schodowa i drugie skrzydło. Na korytarzu było jak zwykle gwarno. Pracownicy z aktami, kilka osób prowadziło rozmowę przez telefon, starając się przekrzyczeć pozostałych, aresztant siedzący na ławce pod oknem pilnowany przez mundurowego.

- Długo już tu pracujesz? - zapytała Irya z przyjacielskim uśmiechem, gdy razem szły korytarzem.
Amy jakby tylko czekała na inicjatywę ze strony Iryi.
- Jestem tutaj na stanowisku konstabla prawie cztery lata – odparła szybko i trochę zbyt obszernie nie odwracając jednak głowy w kierunku rozmówczyni – Zaraz po akademii – dodała na koniec.
Informacja dała Corday jasno do zrozumienia, że od prawie dwóch lat Amy nie otrzymała awansu po zakończeniu okresu próbnego.
- Od początku pracujesz z Sinclairem? - pytała dalej blondynka, robiąc współczującą minę.
- Tak, to mój pierwszy przydział - tym razem Amy zdobyła się aby na krótko nawiązać kontakt wzrokowy po czym szybko go zerwała.
- Czym się chciałaś zajmować po ukończeniu akademii? - zainteresowała się Corday. Amy wyglądała jej na bardzo empatyczną osobę. Zaciekawiło ją czym to panna Lewis podpadła komendantowi. Oczywiście mógł to być zwykły brak umiejętności u dziewczyny, czego Inspektor​ wcale nie wykluczała, ale różnych historii już się o życiu nasłuchała, a Amy była śliczną dziewczyną…
- Właśnie to co robię - odparła z rozbrajającą szczerością - No może nie do końca dokładnie to - uzupełniła dodając swój charakterystyczny uśmiech. - Żeby było bezpieczniej na ulicach - dodała po chwili, ale o wiele ciszej, jakby to było coś osobistego.
- Może masz ochotę dziś lub jutro po robocie skoczyć się gdzieś na obiad? - zaproponowała, nagle zmieniając temat.
Amy minęła czwarte drzwi z tabliczką „pokój dla świadków” i zatrzymała przy następnych oznaczonych „pokój przesłuchań”. Pierwszy raz odważnie wbiła świdrujące spojrzenie w panią Inspektor. Mimowolnie przygryzła dolną wargę i z determinacją skinęła energicznie raz głową wypowiadając krótkie - Tak.
- Świetnie - ucieszyła się Irya. - Dzięki Amy za pomoc - dodała i skinęła głową do koleżanki, po czym zdecydowała się wejść do pokoju przesłuchań.

Po naciśnięciu klamki oczom Pani Inspektor ukazało się jasno oświetlone i topornie wyposażone pomieszczenie zawierające przykręcony do podłogi metalowy stół i dwa krzesła. Tak jak spodziewała się w lewą ścianę wmontowane było lustro weneckie.
Jedno z krzeseł zajmował znany już jej Mark Hill. Był około trzydziestki i wyglądał na cwaniaka. Nażelowane włosy były nieco sponiewierane pod wpływem aresztowania, a twarz była napuchnięta jednej strony. Albo sierżant Ramsey dodał coś jeszcze od siebie doprowadzając go do pokoju przesłuchań, albo po prostu opuchlizna dopiero teraz wyszła. Miał na sobie T-shirt i jeansy, a na lewym przedramieniu świeżo założoną szynę usztywniającą złamaną rękę. Skórzana kurtka zawieszona była na oparciu krzesła. Mark Hill z zaciekawieniem zwrócił wzrok na swojego gościa.
 
Raga jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-05-2017, 09:24   #6
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 67833 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Zanim Corday ruszyła do środka zobaczyła jeszcze w korytarzu idącego w jej kierunku Komendanta.
Irya chwilę się zawahała, ale zrezygnowała z czekania na przełożonego. W końcu sam dał jej wolną rękę. Uznała więc, że zamierza on przyglądać się jej użeraniu z Hillem, ale zza tafli weneckiego lustra.
Inspektor zamknęła za sobą drzwi i podeszła do stołu. Zajęła miejsce na krześle, naprzeciw zatrzymanego i położyła na blacie teczkę z aktami.

- Jestem Inspektor Corday i będę w zastępstwie prowadzić to przesłuchanie - odezwała się wbijając spojrzenie w mężczyznę. Położyła rękę na blacie i zastukała paznokciami po nim. Nieśpiesznie otworzyła akta i przysunęła sobie by lepiej widzieć. - Mark Hill, dealer, przyłapany na obrzeżach dzielnicy na gorącym uczynku, będący w trakcie nielegalnego obrotu środkami odurzającymi i substancjami psychotropowymi. Zgadza się?
- W zasadzie to wolałbym poczekać na swojego prawnika, ale... tak - przytaknął uśmiechając się półgębkiem - Nazywam się Mark Hill, ale jestem niewinny! - zaczął niby z powagą, ale kończąc zdanie wyszczerzył się w zadziornym uśmiechu.
Inspektor z beznamiętną miną przyglądała się zatrzymanemu, gdy ten mówił. Typowy cwaniaczek, który dla forsy sprzeda wszystko, nawet własną matką, a już na pewno prochy pozostawionym samym sobie dzieciakom. Irya uśmiechnęła się szeroko wspominając jak to wyglądało, gdy został przyprowadzony na posterunek. Przez tą zmianę na jej twarzy, mogło to teraz wyglądać jakby rozbawił ją swoją gadką.

Hill spoważniał na moment na widok uśmiechu pani Inspektor. Poprawił się na krześle i stał się trochę bardziej czujny.
- To gdzie on jest? To przesłuchanie nie powinno się rozpocząć bez niego - dodając sobie pewności.
- Oczywiście, że masz prawnika. Pewnie nie pierwszy raz w sali przesłuchań, co? - stwierdziła na koniec retorycznie pytając. - Coś nam się pan prawnik spóźnia… - Corday była w całkiem dobrym humorze, bo nic jej tak na nerwy nie działało jak bezczynne siedzenie, a teraz... Mogła w końcu robić to co do niej należało. - Z tego co widziałam twoje akta to mamy dość, żeby cię zamknąć, ale przesłuchania mają to do siebie, że możesz się jeszcze wyciągnąć, wytłumaczyć, przez co prokurator nie będzie wnioskował o najwyższą karę - stwierdziła sięgając do teczki. - Mark, jesteś na podglądzie już od jakiegoś czasu, więc mam tu całkiem ciekawe portfolio ciebie i twoich gości. Dlatego to będzie wyglądać tak, że ja ci będę pokazywać obrazki, a ty opowiadał co na nich jest - wyjaśniła mu i wyciągnęła pierwsze zdjęcie. Nie zawierające Andersona. Położyła je na blacie stołu i podsunęła do Hilla, by na koniec odwrócić je, tak by nie patrzył na nie do góry nogami. - Ah tak jeszcze jedno - postukała paznokciem po zdjęciu. - Z komendantem poszłam o zakład, że moje metody przesłuchania są lepsze niż jego, więc jeśli nie chcesz go tu to lepiej, żebym wygrała ten zakład - szepnęła konspiracyjnie po czym uśmiechnęła miło.

Na te słowa Hill zmrużył oczy jakby chciał wzrokiem przebić lustro weneckie za plecami Corday, ale po chwili znowu patrzył inspektor prosto w oczy. Wziął do ręki podaną odbitkę i rzucił na nią okiem.
- Tak to ja, ale nie pamiętam kto jest ze mna na tym zdjęciu - zeznał. Sprawiał przy tym wrażenie, że mówi prawdę.
Podobnie też reagował podczas wręczania następnych odbitek, aż do tej która przedstawiała go z domniemanym Andersonem.
Maniera Marka Hilla stała się mniej nonszalancka i cwaniacka, a w miejsce tego pojawiło się spięcie - Jego też nie znam - dodał szybciej niż do tej pory, ale tutaj prawdomówność podejrzanego stała się dla Corday mocno wątpliwa.

Irya uniosła brew po wyłapaniu zmiany w zachowaniu Hilla. Z tego też powodu powstrzymała się przed wyciągnięciem kolejnego zdjęcia. Zmrużyła oczy przypatrując się mężczyźnie.
- Nie znasz czy nie pamiętasz? - dopytała. - Coś strasznie prędko się go wyparłeś... Widzisz, przy poprzednich osobach dosyć wiarygodny byłeś. Rozumiem, jak masz na kogoś wylane to nie przykładasz uwagi do jego facjaty - Inspektor wzruszyła ramionami. - Jednak z nim... - postukał paznokciem po głowie Andersona. - Widzę, że jest inaczej. Znasz go. Może jednak zechcesz przyjrzeć się uważniej? Pamiętaj, że od twoich zeznań zależy to czy twojemu prawnikowi uda się wyszarpać dla ciebie lżejszy wyrok - dodała tonem przestrogi i podsunęła mu bliżej zdjęcie z Andersonem. - Kto to jest? Twój dostawca? Klient, który bierze dużo towaru? Co za interesy cię z nim łączą? - zapytała ostrzejszym tonem głosu.

Zmiana w wyrazie twarzy Hilla dała Corday do zrozumienia, że chyba przycisnęła trochę za mocno.
- Już odpowiedziałem. Nie znam go. A jeśli znałem to nie pamiętam. – rzucił patrząc pani Inspektor prosto w oczy – Więcej nie powiem bez prawnika.

Irya jeszcze przez krótką chwilę wyglądała jakby miała zamiar nadal naciskać na niego, ale w końcu odpuściła. Dealer milczał niczym grób jakim stałby się gdyby puścił parę z gęby. Inspektor nawet nie zdenerwowała się, bo do głowy wpadł jej inny pomysł na pozyskanie informacji. A było to źródło bardzo ochoczo udzielające pomocy, a Irya czuła, że Anderson może nie być na rękę jej znajomym.

- No dobrze - wzruszyła ramionami Corday. - Takie twoje prawo - "choć powinni to zmienić, bez prawników moje życie byłoby ile łatwiejsze" dodała w myślach z rozmarzeniem.
Od tego momentu w milczeniu oczekiwali na przybycie tak niechcianego osobnika. W tym czasie kobieta otworzyła akta i po raz kolejny zaczęła się w nie wczytywać.

Nagle Irya poczuła jakby lodowaty wiatr przeszył ją na wskroś. Było to bardziej psychicznie niż fizycznie odczucie. Ciało miało ochotę wygiąć się do tyłu w łuk, a palce odruchowo szukały oparcia w blacie stołu. Corday nie zdarzyło się to pierwszy raz, ale nigdy nie umiała tego z niczym powiązać i nigdy nie miało to takiego natężenia. W końcu fala zimna zaczęła powoli przemijać, ale nieprzyjemny chłód nadal był dla niej wyczuwalny. Do rzeczywistości powróciła na odgłos otwierających się drzwi.
- Pani Inspektor. Adwokat prosi o 15 minut rozmowy w cztery oczy z klientem – usłyszała za plecami głos Komendanta, który na siłę przybrał oficjalny ton.

W odpowiedzi Corday pokiwała głową. Jej spojrzenie było nieco nieobecne. Myśli mimowolnie skupiły się na tym dziwnym uczuciu i teraz ciężko jej było się z nich tak od razu wyswobodzić. Kobieta oparła się rękami o blat stołu, tak na wszelki wypadek by się nie zachwiać i dopiero wtedy wstała z krzesła. Bez słowa, czy rzucenia ostatniego spojrzenia zatrzymanemu, zabrała teczkę i wyszła z pomieszczenia. Z zamyśloną miną minęła Sinclaira, nie zwracając na niego uwagi, po czym zatrzymała się na korytarzu. Rozejrzała się próbując doszukać źródła owego chłodu w najbliższym otoczeniu.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika, Sol i Fierce!
prowadzę: GATE - Paris
Mag jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-05-2017, 13:31   #7
 
Raga's Avatar
 
Reputacja: 15436 Raga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputację
Przy oknie zaraz naprzeciwko drzwi stał mężczyzna, który kompletnie nie pasował do Marka Hilla. Na nim to zatrzymało się spojrzenie Iryi. Miał zbyt dobry garnitur, zbyt dobrze pachniał, a na same spinki do krawata i mankietów Hill musiałby pewnie zbierać przez rok. Nieznajomy odwrócił się i otaksował spojrzeniem młodą Inspektor.


– Witam Panią – uprzejmie skinął głową w kierunku Corday – Przepraszam za spóźnienie. Nazywam się Charles Morgan i reprezentuję interesy pana Hilla. – uśmiechnął się delikatnie po wypowiedzeniu tych słów, ale jego oczy pozostały zimne. Następnie sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, wyciągnął biały kartonik i wyciągnął dłoń w kierunku Inspektor – Oto moja wizytówka. Chłód odczuwany przez Iryę nieco się wzmógł.

Przez twarz Corday przeszedł cień zdziwienia wywołany nasileniem tego dziwnego odczucia. Zaraz jednak spróbowała je zignorować. Tak jak to zwykła już robić wcześniej, gdy nie znajdowała żadnego logicznego wytłumaczenia na nie. Irya przywołała na twarz uprzejmy uśmiech. Kobieta nie widziała w prawnikach wrogów. Przeszkodę owszem, ale oni wykonywali swoją pracę, a ona swoją. Zmuszali też policję to dokładniejszej pracy. Blondynka wyciągnęła rękę i wzięła w dłoń wizytówkę, którą, po krótkim rzuceniu na nią okiem, schowała do tylnej kieszeni spodni.

- Witam, Inspektor Corday - przedstawiła się, a jednocześnie poczuła jak od tego chłodu robi jej się gęsia skórka. Odruchowo potarła dłonią o ramię. - Pana klient jest już w sali przesłuchań. Rozumiem, że chce pan wpierw porozmawiać z nim na osobności - dodała w tonie dopełnienia formalności, a skinieniem głowy wskazała drzwi prowadzące do wspomnianego pomieszczenia.

Twarz Morgana uległa zmianie na ułamek sekundy. Niestety ten czas był zbyt krótki dla Corday aby to sprecyzować. Kobieca intuicja podpowiada jej jednak iż mogło to być zaskoczenie. W tej chwili również zniknęło całkowicie to dziwne uczucie Iryi.

- Zgadza się. Muszę zapoznać się z faktami aby ustalić linię obrony swojego klienta - odpowiedział adwokat głównie przez grzeczność i ruszył w kierunku drzwi.

Sinclair odczekał aż Morgan zamknie za sobą drzwi i ruszył w kierunku pokoju przesłuchań. Wyglądało to tak jakby tylko na to czekał. Nacisnął klamkę, zerknął jeszcze na swoją podkomendną i zniknął w mroku pomieszczenia. Drzwi zapraszająco pozostały niedomknięte.

Irya jeszcze przez moment wpatrywała się w drzwi za którymi zniknął prawnik. Wydał jej się on dziwny, lecz to przecież o niczym nie świadczyło. Kobieta westchnęła bezgłośnie i ruszyła do uchylonych drzwi, korzystając z zaproszenia danego jej przez przełożonego.

Wewnątrz pomieszczenia poza Komendantem była jeszcze druga osoba, Carl Ramsey. Stał oparty o ścianę, a jego wzrok utkwiony był w obraz za lustrem weneckim. Sinclair siedział na krześle przy stole ustawionym w rogu pomieszczenia po drugiej stronie od wejścia. Przy uchu trzymał słuchawkę podłączoną do panelu w ścianie. Irya nie przypominała sobie, aby ktokolwiek był informowany o warunkach prywatności przy przesłuchaniu, a w pokoju przesłuchań nic nie sugerowało, że może być ona narażona.

- Zostawiłaś odbitki. Dobry ruch - pokiwał z uznaniem gdy Irya zbliżyła się do niego.

Corday natychmiast spojrzała przez weneckie lustro. Zdała sobie sprawę z tego, że przypadkowo, przez rozkojarzenie, zostawiła fotografie, zapominając zebrać je ze stołu. Ale oczywistym było, że nie zamierzała się do tego przyznawać. Skinęła tylko głową Sinclairowi i stanęła pod ścianą opierając się o nią plecami. Skrzyżowała ramiona przed sobą i przyglądała się twarzom mężczyzn zza lustra.

Przez około 10 minut Hill odpowiadał na pytania Morgana. Prawnik również był zainteresowany osobami na zdjęciach. Irya nie wiedziała co Mark odpowiadał. W momencie gdy dostał kolejną z odbitek Sinclair odwrócił się na krześle i rzucił do pozostałych osób w pomieszczeniu - Mamy to. Potwierdził, że to Anderson.

Po zadaniu jeszcze kilku pytań Morgan odwrócił się w kierunku lustra weneckiego i skinął głową. Następnie wstał, zabrał kolejne krzesło spod ściany i usiadł zaraz przy aresztowanym. Sinclair odłożył słuchawkę - Druga runda pani Inspektor. Powodzenia - uśmiechnął się tajemniczo.
 
Raga jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-05-2017, 16:29   #8
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 67833 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Przyjrzała się komendantowi podejrzliwie. Już miała zapytać co dokładnie podsłuchał z tego... podsłuchu, ale zrezygnowała. Zdecydowała, że dowie się o tym później, bo teraz te informacje nie były jej potrzebne, a może nawet by przeszkadzały.
- No to czas zobaczyć czy odświeżyła mu się choć trochę pamięć - stwierdziła i ruszyła się ze swojego miejsca. Niespiesznym krokiem przeszła przez korytarz do drzwi obok i weszła do sali przesłuchań.

Charles Morgan siedział wyprostowany przy stole ze złożonymi rękami opartymi przedramionami o blat stołu. Mark Hill siedzący obok stracił nieco ze swojego animuszu. Zachowywał się jakby dostał reprymendę od swojego prawnika.

- Witam ponownie - powiedziała z progu do mężczyzn i zamykając za sobą drzwi, ruszyła do swojego miejsca. Usiadła, położyła akta na stole obok siebie, rozsiadła się wygodnie. Wbiła spojrzenie w Hilla.
- Czy poznaje pan siedzącego obok pana mężczyznę? - zapytała całkiem poważnym tonem, wskazując skinieniem głowy na jego prawnika.

Jedna z brwi Morgana uniosła się na to pytanie w wyrazie zaskoczenia.
- A co to ma niby…?! - zaczął Hill odrywając plecy od oparcia krzesła, ale zamilkł w sekundzie gdy prawnik podniósł otwartą dłoń w powietrze. - Odpowiedz pani Inspektor na pytanie - odparł z nutką rozbawienia w głosie.
Dealer przełknął ślinę i odparł - Nie, nie znam go z widzenia - po czym opadł z powrotem na swoje krzesło.

"Czyli słyszał o nim, ale reprezentuje go dopiero pierwszy raz" Corday skomentowała sobie w myślach jego wypowiedź. Oznaczało to, że jeśli sprawdzi kiedy ostatni raz był przesłuchiwany i kto był jego prawnikiem, to będzie można ustalić w którym momencie Hill pozyskał "znajomych", których było stać na Morgana.

- Dobrze. W takim razie zaczniemy od początku - stwierdziła z uprzejmym uśmiechem. Przysunęła do siebie akta, otworzyła je i pochyliła tak by samej lepiej widzieć, a i by panowie nie mogli jej zaglądać. Sama Corday pochyliła się nieco w kierunku stołu by sięgnąć do zdjęć, które tu pozostały. - Będę panu pokazywać zdjęcia, a pan wymieni znajdujące się na nich osoby z imion i nazwisk oraz powie co pana z nimi łączy - dodała i po raz kolejny zaczęła pokazywać Hillowi te same zdjęcia. Zamierzała to robić oczywiście bardzo niespiesznie. Jej się nigdzie nie spieszyło. W końcu o nie ona musiała płacić prawnikowi stawek z kosmosu.

- Mój klient nie ma nic do dodania w sprawie tych zdjęć. Udzielił tyle informacji ile był w stanie – wtrącił się Morgan – Jest też inna sprawa, którą Pragnę poruszyć – dodał po chwili.
- Mój klient poinformował mnie iż został aresztowany niezgodnie z procedurami i z tego co się dowiedziałem, będzie bardzo łatwo tego dowieść. Byłbym wdzięczny gdyby Pani potwierdziła te informacje.
Prawnik pochylił się do przodu przysuwając swoją twarz do twarzy Iryi. Inspektor mogłaby przysiąc, że na sekundę znowu poczuła powiew chłodu.
- Okazuje się iż w trakcie pościgu Pani koledzy przekroczyli granice swojego rewiru. Pani Komendant co prawda wnioskował o pozwolenie jego przekroczenia i wszczęcie pościgu, ale już w momencie gdy drugi funkcjonariusz dokonał zatrzymania. – Morgan zamilkł na chwilę, po czym odezwał się znowu uśmiechając się jednym kącikiem ust - Dodam iż w mało wyrafinowany i delikatny sposób.
- W tej sytuacji jeśli wniesiecie oskarżenia po upływie 48 godzin od zatrzymania to będziecie mieć problemy. Już ja tego dopilnuję - Morgan kontynuował – Ale jeśli zwolnicie mojego klienta przed czasem to on nie wniesie oskarżenia o spowodowanie poważnego urazu w czasie aresztowania.

Po twarzy Inspektor przeszedł cień zaskoczenia. Ale nie był on wywołany słowami prawnika. Nie, tego to akurat mogła się spodziewać. Tu chodziło o samą osobę Morgana. Irya spojrzała mu prosto w oczy w pytającym geście.
Zaraz jednak Corday się opanowała, skupiając na śledztwie. Odchrząknęła i wyprostowała się.
- Rozumiem, że wystosunkuje pan to oskarżenie na metody działania policji na podstawie zeznań pana klienta? - zapytała retorycznie, a w jej spojrzenie, które nadal było wbite w prawnika, wróciła uprzejma obojętność. - Bo biorąc pod uwagę zgromadzony przez policję materiał na zatrzymanego, jest całkiem duża szansa, że jego wersja w sądzie może nie zostać potraktowana poważnie z uwagi na jego tendencje do składania zeznań odbiegających od rzeczywistości. Więc w sądzie będziemy mieli zeznania jego oraz conajmniej dwóch funkcjonariuszy... - zrobiła krótką pauzę by dać im chwilę na przemyślenie jej słów. - Także proszę spojrzeć na zdjęcia i przemyśleć czy współpraca z nami nie okaże się lepszym wyjściem dla zatrzymanego - dodała spoglądając na Hilla.

Prawnik przez cały czas wpatrywał się w twarz Corday, jakby rejestrując zmiany w jej mimice. Wydawało się jakby z jakiegoś powodu budziła jego zainteresowanie.
- Nie kwestionuję tych zdjęć pani Inspektor. Nie oceniam również prawdomówności mojego klienta. Kwestionuję jedynie procedury aresztowania i opieram się tylko na faktach. Obecna technologia pozwala na w miarę dokładne określenie miejsca z jakiego pani koledzy dokonali połączenia z centralą. Z tego też powodu, jak już mówiłem, byłbym wdzięczny za wstępną weryfikację – oczy prawnika powędrowały w kierunku tafli szkła weneckiego - Może pani zapytać o to swoich kolegów.
Morgan przerwał na chwilę jakby chciał dać chwilę na zastanowienie sobie lub swojej rozmówczyni. Oparł się wygodnie na krześle stykając obie dłonie opuszkami palców i kontynuował
- Jeśli jednak potwierdzą się słowa mojego klienta to rzuci to mocną wątpliwość na wszystkie zeznania z Waszego wydziału. Do tego dodajmy opinię o pani Komendancie oraz oficerze który razem nim dokonał aresztowania w połączeniu z obdukcją mojego klienta. Nietrudno będzie zaszczepić w głowach sędziego oraz ławy przysięgłych iż po raz kolejny nieco przekroczyli prawo do użycia siły podczas aresztowania.

Corday spojrzała w lustro weneckie.
- Oboje dobrze zdajemy sobie sprawę z tego jaki jest zakres błędu przy określaniu położenia osoby wykonującej połączenie - wzruszyła ramionami. - Lecz nawet w przypadku, gdy połączenie zostanie wykonane już poza granicami to świadczy to wyłącznie o tym, że pościg trwał, a nie, że doszło do fizycznego zatrzymania - dodała kierując wzrok na prawnika. - Zgoda została wydana i według raportu wtedy nastąpiło zatrzymanie podejrzanego. Pan wybaczy, ale dla mnie większą wagę ma raport podpisany przez dwóch funkcjonariuszy niż zeznania zatrzymanego, który odmawia współpracy. Już nie raz zdarzały się przypadki kiedy zatrzymany sam dokonywał na sobie aktu agresji, rzucając się na ściany lub waląc głową w kraty wozu policyjnego i później twierdził, że obrażenia wynikły w skutek działań policjantów. Jednakże o odstąpienia od zatrzymania leży w gestii Komendanta, więc może zaprosimy go tu? - zaproponowała na koniec i spojrzała na lustro weneckie, w miejsce gdzie powinien był siedzieć Sinclair. - Choć osobiście będę wnioskować o przebadanie pana Hilla pod kątem zdrowia psychicznego - stwierdziła na powrót skupiając spojrzenie na prawniku.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika, Sol i Fierce!
prowadzę: GATE - Paris

Ostatnio edytowane przez Mag : 29-05-2017 o 22:01.
Mag jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31-05-2017, 10:16   #9
 
Raga's Avatar
 
Reputacja: 15436 Raga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputację
- Inspektor Corday, proszę na chwilę do pokoju dla świadków – rozległ się głos Komendanta z głośnika w rogu pokoju.

- I wywołany został wilk z lasu - mruknęła pod nosem, lekko się uśmiechając do siebie. Irya nie miała pojęcia co kombinuje jej przełożony, ale coś jej mówiło, że co chciał to już dostał. Kobieta odsunęła się od stołu.
- Panowie wybaczą - rzuciła do mężczyzn i wstała z krzesła. Nieśpiesznie opuściła pomieszczenie i zamknęła za sobą drzwi do sali przesłuchań. Czasem się tak zdarzało, że biegało się od jednego pomieszczenia do drugiego niczym kot z pęcherzem.

Irya darowała sobie pukanie i po prostu weszła do pokoju. Z samego progu skierowała pytające spojrzenie na Komendanta.
- Zaraz nam wszystko spierdoli – warknął Carl na widok wchodzącej Iryi.
- Mówiłem ci, że może być dobra – odparł Sinclair – No może nie spodziewałem się, że aż tak – dokończył zerkając na wchodzącą postać – Zamknij drzwi Corday.

Blondynka skinęła głową i zatrzasnęła je za sobą.
- To o co chodzi z tym zatrzymaniem? - "jak bardzo zjebaliście je?" cisnęło jej się na usta, lecz ugryzła się w język. Zdecydowanie brakowało jej bezpośredniości, na jaką mogła sobie pozwolić na poprzednim posterunku. Po tych słowach zaczęła wyczekująco spoglądać to na Komendanta to na sierżanta.

- Sprawa wygląda tak, że w czasie aresztowania faktycznie mogliśmy złamać ze dwa podstawowe prawa zatrzymanego – zaczął Sincair.
- I to ewidentnie – dodał Ramsey.
- Ewidentnie i do tego z premedytacją – przytaknął Komendant.
- Jeśli dobrze liczę to chyba nawet trzy, a nie dwa Szefie – uzupełnił sierżant jakby wyliczając w pamięci.
Irya przewróciła oczami. Zakładała, że coś mogło pójść nie tak, ale do pewnego stopnia przewałki dawało się rozmyć, szczególnie kiedy wiedziało się jak to zrobić, albo kogo prosić o “drobne” nagięcie rzeczywistości.

- Zależy jak na to patrzeć, ale możesz mieć rację – potwierdził jeszcze raz Sinclair, a następnie zwrócił się do pani Inspektor.
- Jeśli będą chcieli to praktycznie wszystko co powiedział ten prawnik nam mogą udowodnić wykorzystując nagranie mojej rozmowy z centralą. Ale generalnie o to nam chodziło. Jeśli teraz cię nie wtajemniczę to wszystko szlag trafi, bo mimo wszystko za dobrze ci idzie – Sinclair powiedział z widocznym uznaniem. – Nie zrobiłem tego wcześniej, bo nie wiedziałem czy mając tą wiedzę dobrze to rozegrasz. Aresztowanie Hilla to podpucha. Głównie nam chodziło o to, żeby pociągnąć za odpowiednie sznurki i zobaczyć kto przyjdzie mu na ratunek. Obecnie mamy dwa potwierdzone tropy: Andersona i Morgana, a Hill już nie jest nam potrzebny. W sumie to teraz trochę żal mi kolesia. Bo pewnie dobiorą mu się do dupy.

Blondynka westchnęła przeciągle, ale zaraz wzruszyła ramionami.
- Mi to wszystko jedno. Jak trzeba to odpuszczę i odeślę ich z kwitkiem do domu. Na razie to nawet dobrze się tam z nimi bawię - stwierdziła chowając dłonie w kieszenie. Uśmiechnęła się z rozbawieniem. - W sumie to nam nawet na rękę jak go sprzątną. Potwierdzi, że Hill ugryzł za dużo i sobie nie poradził, a i jednego śmiecia mniej będzie na tym świecie - dodała patrząc na zatrzymanego przez weneckie lustro. - A i oskarżenie o morderstwo lepiej wygląda w aktach sprawy niż takie o lewe interesy, gdy już dobierzemy się do właściwej osoby.
Komendant zmrużył lekko oczy na słowa swojej Inspektor. Na pewno w tym momencie wpadła do jakiejś szufladki. A nikt poza nim nie wie gdzie ta szufladka ulokowana jest w jego systemie wartości. Ale czy na pewno nikt więcej?
- No dobra Corday. Więcej się już nie dowiesz. Wracaj tam doprowadź tą grę do końca.
W chwili, gdy Komendant wypowiadał te słowa za szybą pojawił się ruch. Mark Hill zaczął gestykulować w trakcie dosyć dynamicznego monologu w kierunku swojego prawnika.
- Lepiej się pospiesz, bo robi się ciekawie – dodał jeszcze Sinclair.

Kobieta zmarszczyła brwi widząc to co się działo. Wyciągnęła ręce z kieszeni i zrobiła krok w tył, palcem wskazując na szybę.
- Mam nadzieję, że to nagrywacie, bo będę chciała się dowiedzieć o co im poszło - rzuciła na odchodne, po czym odwróciła się na pięcie i opuściła pomieszczenie. Pośpiesznie przeszła przez korytarz, ten krótki odcinek jaki dzielił ją od sali przesłuchań i wparowała do środka.
- … mnie chyba z tego wyciągnąć, a ta młoda robi z tobą co chce! Poza tym ładnym ubrankiem masz coś wspólnego z prawnikiem?
Irya nie była pewna czy Hill urwał wypowiedź ze względu na jej powrót do pomieszczenia czy na reakcję właśnie odwróconego w jego kierunku Morgana. W każdym bądź razie dealer wyglądał na przestraszonego.

- Proszę się uspokoić panie Hill - odezwała się tonem nakazu, podchodząc do swojego krzesła. Corday uważnie przyglądała się mężczyznom. - Czy zamierza pan cokolwiek jeszcze dodać do swoich zeznań? - zapytała.

Dealer złapał krzesło za podłokietniki i z głośnym stuknięciem odsunął je od swojego prawnika. - Nie. Nic więcej nie chcę dodać – syknął.
- W takim razie kontynuujmy. Udało się Pani coś ustalić? – powiedział Morgan powoli odwracając głowę w kierunku Inspektor. Na jego twarzy malował się spokój, który mocno kontrastował ze stanem w jakim znajdował się Hill.
- A i owszem - odparła Corday z lekkim uśmiechem na ustach. - Czy chce pan coś powiedzieć w imieniu swojego klienta? - dodała spoglądając na Morgana.
- Tym razem wezmę przykład ze swojego klienta i zachowam milczenie - prawnik uśmiechnął się lekko, na co w oczach dealera błysnęła złość. - Wygląda na to iż ze mną nie ma zamiaru współpracować tak samo jak z Panią.

Iryę niezmiernie ciekawiło o co też ta dwójka się poprztykała. Wciąż miała nadzieję, że będzie co odsłuchać z ich rozmowy.
- Więc przejdźmy do rzeczy - stwierdziła nie zajmując swojego miejsca przy stole. - Komendant przychylił się do wniosku pana Morgana o zwolnienie pana Hilla przed czasem, z zachowaniem ustalenia o nie wnoszeniu przez pana Hilla oskarżenia - oznajmiła oficjalnym tonem, opierając się udem o bok stołu. - Za chwilę przyjdzie osoba z odpowiednimi dokumentami i po ich podpisaniu będzie mógł pan opuścić posterunek - dodała, spoglądając na dealera. Uśmiech nie opuszczał ust Corday.

Mark Hill widocznie zdezorientowany zerkał to na Inspektor to na prawnika. Pierwszy raz w czasie tego przesłuchania zaniemówił. Charles Morgan natomiast jeśli był zaskoczony to świetnie to ukrył. W skupieniu świdrował spojrzeniem twarz Corday jakby próbował wyczytać z niej coś więcej. Po kilku sekundach dał jednak za wygraną i przybrał swój neutralny wyraz twarzy.

- W takim razie moje zadanie tutaj dobiegło końca - prawnik skwitował całą sytuację. Następnie podszedł do Iryi i skinął głową na pożegnanie. - Bardzo było mi miło panią poznać Inspektorze. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję się jeszcze spotkać. - Ponownie na jego twarzy pojawił się delikatny tajemniczy uśmiech, który mógł znaczyć cokolwiek, a następnie ruszył w kierunku drzwi - Żegnam panie Hill - rzucił jeszcze nawet nie odwracając głowy i nacisnął klamkę. Dealer próbował jeszcze coś powiedzieć, ale został całkowicie zignorowany.

Policjantka skinęła jedynie głową prawnikowi, a po jego wyjściu usiadła sobie na brzegu stołu w oczekiwaniu na dostarczenie wspomnianych papierów. Ciekawiło ją czy Komendant będzie korzystać z nieobecności Morgana przy zatrzymanym i próbował podłożyć mu jakieś lewe papiery do podpisania. Corday po dzisiejszym dniu wcale takie działanie w wykonaniu Sinclaira by nie zdziwiło. Pokręciła lekko głową na swoje myśli, ignorując przy okazji obecność Hilla.

Przez kilka minut zalegała krępująca cisza, którą przerwało dopiero wejście Carla Ramseya.
- Zbieraj się Hill, bo Szef jeszcze może zmienić zdanie - zaczął ponaglającym tonem.
Poczekał aż dealer wstanie i zabierze kurtkę z oparcia krzesła, potem złapał go pod pachę i wyprowadził na korytarz, a następnie poprowadził na schody. Papiery najprawdopodobniej będą czekały na dole na recepcji.

Corday przeczekała aż zostanie sama w pomieszczeniu i dopiero wtedy odwróciła się by pozbierać zdjęcia z blatu stołu. Wrzuciła je do teczki, którą zaraz schowała pod pachą i dopiero wtedy opuściła pokój. Na korytarzu zatrzymała się, wahając czy iść do sali dla świadków, czy od razu do biura. Ostatecznie zadecydowała o tym drugim i skierowała tam też swoje kroki.
 
__________________
Walls of stone do not a fortress make. But they're not a bad start.

Ostatnio edytowane przez Raga : 31-05-2017 o 10:52.
Raga jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-06-2017, 14:59   #10
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 67833 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Odtworzenie drogi powrotnej do biura, po tym jak na przesłuchanie przyprowadziła ją Amy, nie stanowiła dla Inspektor problemu. Szczerze mówiąc dobrze wiedziała co i gdzie znajduje się w budynku posterunku, bo ostatni tydzień nie miała za wiele do robienia, a swoje godziny trzeba było “odsiedzieć” w robocie. No i pod pretekstem szukania ekspresu do kawy można było sobie pozwiedzać.
Corday uśmiechnęła się sama do siebie. Trochę podstępem koleżankę wzięła na spytki, ale przynajmniej była to okazja by dowiedzieć się czegoś o niej i Komendancie.

Jakiś dwóch policjantów zatrzymało się widząc ją przed sobą. Irya tylko mrugnęła do nich okiem i przeszła dalej bez słowa. Wyciągnęła zaraz rękę i spojrzała na zegarek. Była to drobna damska błyskotka, którą dostała dawno temu w prezencie. Już kilka razy musiała wymieniać w nim szybkę okrywającą tarczę, wszystko przez nieuwagę. Sam mechanizm jednak zdawał się nie poddawać nawet gdy bardzo oberwał z tego czy owego powodu. Tarcza nosił na sobie herb domu Philippe, wskazując że zegarek był produkcji Bauhausu. Znani byli oni z kreowania standardów w dziedzinie elektroniki, sprzętu domowego i gadżetów. Posiadali również linie luksusowe tych urządzeń i właśnie z takowej wywodziła się błyskotka pani Inspektor.

- Och, no pięknie. Już od kwadransu robię nadgodziny - mruknęła do siebie z westchnieniem. Od razu przyśpieszyła kroku. Inspektor była całkiem zadowolona z dzisiejszego dnia. Co prawda nic odkrywczego nie znalazła, wciąż nie miała pojęcia o co chodziło Sinclairowi ale miała przeczucie, że dotknęła poślinionym palcem jakąś naprawdę poważną sprawę. A to ją bardzo ekscytowało.

Przekraczając drzwi do biura jej wydziału spostrzegła, że wszyscy byli obecni. Za przeszkleniami gabinetu Komendanta Irya dostrzegła samego szefa zamieszania. Ramseya nie było, ale to nie dziwiło, w końcu poszedł z zatrzymanym, by prowadząc go za rączkę wskazać którymi drzwiami może wyjść. W pierwszej chwili Corday chciała wparować do Sinclaira i wziąć go na spytki. Zboczyła jednak z drogi i zatrzymała się przed swoim biurkiem. Rzuciła na jego blat teczkę z aktami i jeszcze raz spojrzała na Komendanta w myślach rozważając wszystkie za i przeciw. Ostatecznie odpuściła.
“Już i tak jest późno, a jutro też jest dzień” przeszło jej przez myśl. Jej zdaniem sprawa i tak musiała dojrzeć, Komendant musiał się przespać z tym co dziś się zadziało, a cokolwiek miało się stać teraz z Hillem wymagało czasu. No chyba, że ten kto sprzątnie go to umiejętnie po sobie posprząta, wtedy szukaj wiatru w polu…
“Nie, jeśli go zabiją to zrobią to tak by dać przekaz” pocieszyła się w myślach. Teraz w jej opinii nie było możliwości by dowiedzieć się najciekawszego: jak z tym wszystkim powiązany jest Anderson i Morgan. Ten drugi zresztą wciąż zajmował myśli Inspektor. Był… Intrygujący? Chyba to było najlepszym określeniem. Na pewno lepszym niż “dziwny”.
Irya schowała akta do szuflady biurka. Wyciągnęła jeszcze tylko karteczkę i napisała na niej numer. Swój numer.

Odeszła od swojego stanowiska pracy i podeszła do Amy. Położyła przed nią kartkę i uśmiechnęła się. Może co do swojej znajomości budynku posterunku nakłamała, to już naprawdę chciała nawiązać z Lewis koleżeńskie relacje.
- Daj znać jak będziesz gotowa, podjadę po ciebie - powiedziała cicho, tak by dziewczyna nie czuła się skrępowana, że któryś z kolegów usłyszy.
Amy podniosła zaskoczone spojrzenie w momencie gdy kartonik wylądował na jej biurku. Po krótkiej chwili na jej twarzy pojawiło się zrozumienie.
Corday nie czekając na odpowiedź ruszyła do wyjścia, zbierając po drodze swój płaszcz. Narzuciła na siebie ubranie dopiero gdy znalazła się na korytarzu.
- Pani Inspektor! – Irya w momencie gdy mijała drzwi usłyszała za sobą głos Amy, a następnie zbliżające się kroki. Tylko jedna osoba w ich biurze nosiła obcasy.
- Jeśli chodzi o ten obiad… - zaczęła po wyjściu na korytarz, ale widać było iż determinacja powoli z niej wyciekała – to może zaraz po pracy? W sumie już zgłodniałam, ale zanim dojadę do domu to będzie już trochę późno na wyjście. – dokończyła mówiąc już zupełnie cicho.
- Jasne - ucieszyła się blondynka. - To zbieraj się, a ja tu poczekam na ciebie - dodała chowając ręce do kieszeni płaszcza.
Amy zniknęła za wahadłowymi drzwiami na niecałą minutę, po czym znowu pojawiła się na korytarzu w trakcie wsuwania drugiej ręki do rękawa ciemnogranatowego trencza.
- Jestem gotowa - zakomunikowała dopinając guziki i przewieszając skórzaną torebkę przez ramię.
- Świetnie - stwierdziła z uśmiechem Irya. - Nie traćmy więc więcej czasu w pracy, bo jeszcze Komendant nam zacznie szukać zajęcia - dodała z konspiracyjnym szeptem i na koniec mrugnęła do koleżanki.

Droga do podziemnego garażu nie zajęła im długo. Znajdowały się tam radiowozy i policyjne pojazdy nieoznakowane. Również co niektórzy pracownicy posterunku tu się parkowali. Corday też tu trzymała swoją furę. Policjantki minęły rządek radiowozów, a na jego końcu Irya zatrzymała się stając przed swoim pojazdem. Wyróżniał się na tle pozostałych. Na pewno nie chodziło o kolor, bo ten był bardzo pospolitym odcieniem granatowego. Ale za tym modelem to nawet Morgan nie wstydziłby się obejrzeć, a i pierwsze dwa trzy dni pracy tu, Inspekto wracając do niego zawsze natrafiała na policjantów oglądających wnikliwie jej własność. Nic dziwnego, skoro na rynku takie cacka kosztowały tyle co połowa floty tego garażu.
Amy mimowolnie gwizdnęła cicho na widok samochodu. Było to o tyle zabawne, iż takie zachowanie kompletnie nie pasowało do młodej funkcjonariuszki.
Irya zaśmiała się pod nosem z rozbawieniem.
- Pakuj się - zapraszająco machnęła ręką w kierunku pojazdu.
Wsiadły do środka. Corday wygodnie się usadowiła i wyciągnęła telefon. Zaraz też rozbrzmiała muzyka z głośników. Amy usiadła ostrożnie w skórzanym fotelu, zamknęła za sobą drzwi, a następnie delikatnie oparła plecy. Zapadając się w fotelu miała błogi wyraz twarzy. Irya mogła przysiąc, że mimo muzyki słyszy mruknięcie zadowolenia.

[media]http://www.youtube.com/watch?v=ypX5RiWRPIQ [/media]

- Tylko sprawdzę czy ktoś do mnie nie dzwonił - rzuciła do Amy. Blondynka na szybko sprawdziła wiadomości i odruchowo wykasowała te od swojego ex bez czytania. Zastanowiło ją czemu jeszcze go nie zablokowała. Wtedy też jej myśli porzuciły ten temat i poszły zupełnie nowym torem. David się nie odzywał, więc najwidoczniej nie musiała się jeszcze dziś spowiadać z tego jak jej idzie na nowym stanowisku. Ostatnio z resztą wydawał się być bardzo zapracowanym. Mama za to przypominała o rodzinnym obiedzie. Zawsze tak robiła, na szczęście z resztą, gdy termin się zbliżał. No przynajmniej Irya tyle miała wspólnego z Davidem, że jak porwał ją wir pracy to zapominała o przyziemnych sprawach.

Odpisała do swej matki, że owszem, pamięta i postara się pamiętać. Irya zrobiła szybki rachunek sumienia i po nim wywnioskowała, że nie musi niczego po drodze załatwiać. Przynajmniej na tyle na ile pamięć jej nie zawodziła. Tak więc była już gotowa by wyjechać.

- Ok - odezwała się Irya po chwili milczenia. Spojrzała na koleżankę. - Skoro udało nam się tak wcześnie zebrać to proponuję, że dziś zjemy w jednym z moich ulubionych miejsc. To tylko dwadzieścia minut drogi stąd - "no może 35" poprawiła się w myślach Inspektor. - Ja dziś stawiam - dodała naprędce. Amy spróbowała spiorunować Iryę spojrzeniem, ale jej charakter nie wytrzymał tej próby i od razu się poddała po nawiązaniu kontaktu wzrokowego.
- Ok, ale tylko tym razem. - było jedynym na co udało jej się zdobyć.

Corday zrobiła minę jakby patrzyła na uroczego kotka, który stara się zrobić groźną minę ale jedynie co mu się udaje to to, że robi się on jeszcze bardziej słodki. W oczach Inspektor, Lewis stała się jeszcze bardziej sympatyczna.
- Oczywiście - odpowiedziała zgadzając się na jej warunek, po czym pochwyciła kierownicę i włączyła silnik auta.
Wyjechały z garażu, mijając kilku policjantów którzy obejrzeli się za granatowym autem, którego przyciemniane szyby zapewniały anonimowość kierowcy i pasażera.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika, Sol i Fierce!
prowadzę: GATE - Paris
Mag jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:21.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169