Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - DnD Wybierz się w podróż poprzez Multiwersum, gdzie krzyżują się różne światy i plany istnienia. Stań się jednym z podróżników przemierzającym ścieżki magii, lochów i smoków. Wejdź w bogaty świat D&D i zapomnij o rzeczywistości...


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-04-2016, 12:03   #1
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 16497 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Magia i miecz: sesja solowa [3.5ed FR]


Magia i miecz


Rozdział I: Pierwsze kroki


10 dzień Czasu Kwiatów 1372 roku rachuby dolin. Suzail


Suzail. Miasto tętniące życiem niemal całą dobę. Stolica owianego sławą Cormyru i co za tym idzie najbardziej rozwinięte miejsce w promieniu wielu mil. Miejsce gdzie choć hołduje się cormyrską kulturę oraz tradycję, nadal stanowi ogromną mieszankę rasową. Po brukowanej kostce na ulicach dziennie przechadzają się dziesiątki tysięcy ludzi o różnym pochodzeniu czy klasie społecznej. Można tutaj spotkać od ubogiego wieśniaka szukającego pomocy w licznych świątyniach Suzail, przez masę awanturników korzystających z okazji dorobienia w różnoraki sposób, po obrzydliwie bogatych mieszczan o szlachetnym pochodzeniu, którzy jeśli nie opuszczają domu w interesach to z pewnością z zwykłej snobistycznej nudy. Miasto bardzo zaawansowane technicznie. Bramy unoszą się dzięki mechanizmowi skonstruowanemu przez gnomiego inżyniera Anu Bonduto z Lantan, który jak głoszą plotki jest dobrym znajomym królowej regentki. To jednak nie wszystko, albowiem pod stolicą Cormyru ciągnie się ogromna sieć kanałów i katakumb, które sprawiają że miasto nie cuchnie przez nieczystości w rynsztoku.

Porządku tutaj pilnuje kilkuset członków straży miejskiej, którzy mimo natłoku spraw na głowie zazwyczaj są uśmiechnięci i skorzy do pomocy nawet z najmniejszą błahostką. Nad strażą miejską zaś górują dwie jednostki będące chlubą nie tylko Suzail ale i całego Cormyru. Zakon Rycerzy Purpurowego Smoka, oraz oddział Cormyrskich Magów Bitewnych. Ci pierwsi, co do jednego uzbrojeni w ciężkie i misternie wykonane zbroje płytowe, oraz mundury odróżniające ich od strażników miejskich czy innych ciężkozbrojnych patrolują ulice w czteroosobowych grupkach, lecz ich największe skupisko na codzień znajduje się na zamku, stanowiąc osobistą ochronę królowej regentki i przyszłego młodego króla. Ci drudzy zazwyczaj rzadko opuszczają zamkowe mury, albowiem nieustannie ćwiczą i poddawani są dość trudnym testom fizycznym aby w ewentualnej walce być równie dobrym w sztuce magii jak i w walce wręcz.

Suzail jest domem wielu gildii najemniczych, cechów rzemieślników, oraz gildii kupieckich. Mimo ogromnej liczby handlowych kolosów, nawet malutkie kramy, czy też stragany cieszą się powodzeniem i popytem ogromnej klienteli z całego Faerunu.
Stolica Cormyru jest również domem dziesiątek szynków, gospód i karczem które każdego dnia przyjmują masę gości, lub po prostu spragnionych odrobiny relaksu przy kuflu piwa, bądź pucharze wina miejscowych rzemieślników, a nawet i szlachetnie urodzonych choć dla tych ostatnich zbudowano kilka przybytków w górnym mieście tuż pod zamkowymi murami.
Serce Cormyru to również miejsce ogromnej mieszanki religijnej. Można tu spotkać świątynię większości dobrych bogów Faerunu, a ci nawet najmniejsi w panteonie mają przynajmniej swoje kapliczki porozrzucane bez ładu po całym mieście.


Jedną z największych świątyń jest przybytek sług Helma. To bowiem czwarta siła obronna miasta, której wpływy są niemal równe co i zakonu Purpurowych Smoków czy też Bitewnych magów. Spory budynek z szarego kamienia przypomina bardziej twierdzę obronną niż świątynię, lecz swoim stylem nie różni się od innych takich budynków w całym Faerunie. Otaczający boży przybytek, dwumetrowy mur skrywa piękny sad, komnaty rycerzy, plac ćwiczebny, stajnię oraz samą świątynię, która jest otwarta dla wierzących całą dobę.
To właśnie tutaj, w tym budynku, tuż po popołudniowej mszy odbyło się spotkanie duchownego prowadzącego nabożeństwa - Augusta Krispina z szlachetnie urodzonym mężczyzną z mało znaczącej w Suzail rodziny.
Mężczyźni rozmawiali o czymś szeptem dłuższą chwilę po czym August położył rękę na barku rozmówcy i odprowadził go do wyjścia świątyni po czym sam udał się na tyły budynku, gdzie znajdował się plac ćwiczeń.

W ubitą ziemię powbijane były drewniane pale, na które z kolei nabito słomiane manekiny do ćwiczeń. Były również słomiane snopy, z przytwierdzonymi okrągłymi tarczami, do nauk strzelania z łuku, bądź kuszy. To właśnie tutaj odbywały się poranne treningi doświadczonych rycerzy, oraz popołudniowe ćwiczenia tych młodych - giermków i świeżo pasowanych, którzy doświadczenia jeszcze nie posiadali.
August był poważanym i szanowanym kapłanem. Członkowie świątyni często przychodzili do niego po porady. Mądrość tego człowieka była wręcz legendą mimo iż nie był starcem. Gdy tylko pojawił się na placu ćwiczeń młodzi przerwali na krótką chwilę trening by pokłonić się przełożonemu. August stanął nieco z boku chwilę obserwując adeptów, po czym rzekł swym tubalnym głosem.
-Venoro. Pójdź ze mną.- Młoda paladynka przerwała trening i zbliżyła się do Augusta.

-Przejdźmy się.- rzekł -Jak ci się ćwiczy pod okiem sir Aleksandra?- spytał z ciekawości. Aleksander był surowym i trudnym człowiekiem, lecz zarówno Venora, jak i wielu innych młodych członków zakonu doskonale wiedziała, iż to dla ich dobra. Wszak Aleksander pragnął jak najlepiej przygotować młodych rycerzy do wszelakiej maści niebezpieczeństw na drodze paladyna. Nie czekając na odpowiedź August znów przemówił.
-Myślę, że jesteś już gotowa by podjąć pierwszą ważną misję. Był u mnie pewien człowiek, który potrzebuje naszej pomocy.- przeszedł do sedna -Twierdzi on, że jego rodzinny cmentarz za miastem nawiedził nekromanta. Bluźnierca ponoć rozkopał kilka grobów. Udasz się na ten cmentarz i zbadasz sprawę. A jeśli natrafisz na nekromantę odeślesz go do jego plugawych bogów.- nakazał.

-Cmentarz znajduje się kilka mil za miastem na północ. Udasz się traktem, przez północną bramę. Będziesz maszerować aż natrafisz na kaplicę Silvanusa. Kilkadziesiąt stóp dalej po prawej stronie traktu znajdziesz leśną ścieżkę, która prowadzi do cmentarza rodziny Doorn. Zbadaj sprawę i wróć zdać raport.- polecił rzeczowo, bez owijania w bawełnę -Udaj się wcześniej do magazynów, niech brat Virgo wyda ci prowiant na drogę, oraz niech da ci z mojego polecenia leczący napar, w razie gdybyś musiała przelać swą krew. Ruszysz natychmiast, chcę aby ta sprawa była zamknięta jak najszybciej.- August zatrzymał się i odwrócił w stronę Venory -Niechaj czujne oko Helma zawsze ma nad tobą pieczę, a jego moc doda ci sił w walce z złem i plugastwem.- pobłogosławił kobietę po czym skinął jej głową i odszedł w stronę świątyni.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 24-09-2017 o 14:20.
Nefarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20-04-2016, 21:16   #2
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 65370 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Była wyraźnie zaskoczona na powód, dla którego jej trening został przerwany. Nim się o nim dowiedziała nepewnie zbliżyła się do Augsta spodziewając się raczej, że będzie musiała znów tłumaczyć się skąd wzięli wino do świętowania jej pasowania i jak wnieśli je na teren świątynny.
Ale to nie było to. To miała być jej pierwsza prawdziwa misja. Błysk jaki pojawił się w spojrzeniu przenikliwie błękitnych oczu dziewczyny zdradzał jak bardzo była tym faktem uradowana i podekscytowana. Wyprostowała się dumnie i słuchając uważnie słów kapłana starała się nie pozwolić sobie na szeroki uśmiech zadowolenia. Musiała przecież zachować chociażby pozory powagi jaką powinien cechować się każdy szanowany paladyn.
Tak, Venora Oakenfold czuła powołanie i bez wahania zaakceptowała swoje przeznaczenie by w krainach pełnych intryg czarodziejów, plugawych kapłanów, żądnych krwi smoków oraz piekielnych czartów lśnić niczym ostatni płomyk nadziei, którego nie sposób zgasić. Jej wewnętrzne pragnienie niszczenia zła było tylko bardziej podbudowane przez nauki kościoła Helma, który trzymał pieczę nad jej szkoleniem w ciągu tych ostatnich kilku lat. Bardzo pragnęła pójść w ślady swego mentora i zarazem pierwszego paladyna jakiego miała okazję spotkać, gdy była małą dziewczynką. A pomyśleć, że gdyby nie remont dachu świątyni to mogła przecież rozminąć się ze swym powołaniem.

Z tego co mówił Krispin sprawa, którą miała zbadać nie musiała, ale mogła okazać się niebezpieczną. Ale August dał jej wyraźnie do zrozumienia, że zdaje się w tym temacie na jej osąd sytuacji. Nie mogła być bardziej szczęśliwa. Było to dla niej niczym wyróżnienie. Miała nareszcie okazję zademonstrować swoją odwagę, sprawdzić jak dobrze opanowała swe umiejętności bojowe, przeciwstawić się taktyce przeciwnika i szukać własnej drogi na czynienie dobra. Venorze nigdy nie brakowało entuzjazmu do działania.

- Zrobię co w mojej mocy by, gdy okaże się to konieczne, wyplenić zło, które się tam zalęgło - odparła w odpowiednio patetycznym tonie mężczyźnie po czym ukłoniła się przed nim.
Po przyjęciu błogosławieństwa Augusta Venora wyprostowała się i odprowadziła go spojrzeniem, gdy ten skierował się do świątyni. Była mu bardzo wdzięczna za zaufanie jakim ją obdarzył dając jej to zadanie, bo wiele lat ciężko na to pracowała.
“Nareszcie” pomyślała z zapałem paladynka. Chwyciła się pod boki i uśmiechnęła zarówno radośnie jak i triumfalnie. Misja wymagała by udała się na miejsce jak najszybciej, dlatego już teraz w myślach rozważała co będzie jej potrzebne na drogę.
Spojrzała w niebo zastanawiając się ile czasu zajmie jej dotarcie tam. Było południe, bo ledwo co zaczęła trening, gdy August go jej przerwał. Dziewczyna zawsze dawała z siebie wszystko, więc cieszyła się, że kapłan nie czekał rozmową aż skończy. Wtedy co prawda też wykazałaby entuzjazm na zbliżającą się podróż, ale odpowiednio mniejszy, w zależności od stopnia zmęczenia.
- Komu w drogę temu czas - powiedziała do siebie z zadowoleniem i pewnym krokiem udała się do magazynu. Miała ochotę biec, ale nie wypadało tak zachowywać się za świątynnymi murami. Venora miała nadzieję, że Krispin powiadomi sir Aleksandra o jej absencji na dalszej części treningu, bo nie chciała później musieć wysłuchiwać jego niezadowolenia lub wręcz na własnej skórze je odczuć podczas karnych okrążeń w okół murów.
Zadowolenie dziewczyny na jej pierwszą misję podszyte było również innym powodem. Mianowicie mimo, że już parę lat mieszkała w stolicy Cormyru to wciąż nie nawykła do miastowego zgiełku. Na dłuższą metę męczył ją, więc każda okazja by udać się na łono natury była przez Venorę witana z ulgą.

- Witaj bracie - przywitała się z Virgo uprzejmie i z miłym uśmiechem na ustach. W krótkich słowach wyjaśniła co sprowadza ją do niego i poprosiła o wydanie rzeczy na drogę. Wspominała również o miksturze leczącej, którą z polecenia kapłana Krispina miała otrzymać. Na koniec podziękowała mu za pomoc puszczając w niepamięć jego wątpliwość czy aby na pewno powinien jej wierzyć z tą miksturą i zarzucając na ramię upakowany plecak wyszła.

Na plac treningowy wróciła się by zabrać swój miecz i tarczę, które zostały tam, gdy August poprosił ją na rozmowę. Adepci trenujący pod bacznym spojrzeniem sir Aleksandra nie mieli najmniejszej szansy wypytać ją o powód, dla którego kapłan zabrał ją z treningu. Wszystko wskazywało na to, że by zaspokoić swą ciekawość, będą musieli poczekać. Venora z pokorą i spuszczoną głową podeszła do trenera by osobiście upewnić się, czy aby na pewno dotarły do niego wieści o tym, jakie dostała wytyczne od Krispina. Sir Aleksander wyraźnie nie był pocieszony tym faktem, ale zdanie jakie miał na ten temat zdecydował zachować dla siebie więc tylko ponaglił dziewczynę by nie zwlekała z ruszeniem w drogę. Venorze, z czystym już sumieniem, pozostawało już tylko skinąć głową na pożegnanie i udać się do bramy.
Odziana w zbroję łuskową, dzierżąca miecz i tarczę, z plecakiem na plecach mogła ruszyć przed siebie. Idąc przez ulice Suzail do północnej bramy rozmyślała o tym co ją czekało przez co przypadkiem trąciła raz czy dwa równie nieuważnego przechodnia co ona. Na szczęście większość zauważała dziewczynę, bo choć wzrostu była przeciętnego, a pancerz skutecznie zakrywał jej kobiecą sylwetkę, to była w posiadaniu na tyle przyjemnej do patrzenia buzi, że nie sposób było się za nią nie obejrzeć.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika i Sol!
prowadzę: GATE - Paris
Mag jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21-04-2016, 02:31   #3
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 16497 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Venora pędziła najszybciej jak tylko się dało, lecz mając na uwadze to by ciągle był to tylko marsz a nie bieg. Północną bramę widziała już z daleka. Nie miała do niej daleko, gdy nagle zaczepił ją młodzieniec. Był niewiele młodszy od niej. Był szczupły i średniego wzrostu, z czarnymi włosami zaczesanymi na lewo.
-Lady Venoro! Lady Venoro!- zawołał ją dwukrotnie delikatnie stukając palcami po jej pancerzu aby tylko zwrócić na siebie uwagę. Kobieta odwróciła się i w pierwszej chwili nie miała pojęcia z kim ma do czynienia.
-Lady Venoro. To ja Martin.- rzekł ciężko dysząc jakby specjalnie biegł by tylko zagaić z paladynką. Venora mierzyła wzrokiem twarz chłopaka parę chwil
-Martin.- powtórzył dotykając się dłonią w pierś -Pomagałaś pani w czasie epidemii ospy w slamsach.- wyjaśnił i dopiero wtedy Venorze udało się ulokować młodzieńca w konkretnej części wspomnień.

Dopiero teraz skojarzyła jego pokrytą bliznami po krostach twarz z nastolatkiem, który blady z rozgrzanym czołem leżał na nogach martwej matki w swojej chacie ściskając równie mocno chorą, młodszą siostrę. Venora pomagała w tamtych dniach - jak z resztą kapłan, czy też adept każdego dobrego bóstwa w obrębie Suzail. Jej rola ograniczała się co prawda tylko do zmiany zimnego okładu pochorowanym, lecz zawsze to jakaś pomoc.
Gdy tylko Martin poznał po wyrazie twarzy paladynki, że ta w końcu go poznała bardzo się ucieszył.
-Podziękować chciałem. Jak się pani wiedzie? Ja pracuję u cieśli przy północnej. Moja siostra też zdrowa. Cieśla płaci połowę mniej, ale jego żona uczy moją siostrę czytać.- słowa chłopaka nieco wstrząsnęły Venorą. Chyba nawet nie była świadoma okrucieństw świata, których nie doświadczyła w dzieciństwie a potem nie mogła dostrzec nie opuszczając praktycznie w ogóle świątynnych murów.

-Martin! Gdzie żeś polazł?! Wracaj do roboty!- krzyki grubszego, podstarzałego człeka przerwały monolog chłopca. Martin spojrzał z wielkim żalem na paladynkę, że nic więcej nie mógł jej powiedzieć. Chłopak szybko się podkulił i pobiegł do swego chlebodawcy, który od razu strzelił go w łeb i okrzyczał pokazując rękami by wracał do warsztatu.
Czas ją naglił to też nieco zaskoczona całą sytuacją, ruszyła dalej w drogę. Czekał ją żmudny i trudny marsz. Jeśli dobrze pójdzie i zmęczenie od niesienia pancerza i oporządzenia nie da o sobie za wcześnie znać to powinna do kaplicy dotrzeć w cztery godziny. Następnie miała zacząć się trudniejsza, bo w lesie droga do cmentarza. Z jej szybkich obliczeń w głowie wynikało że na miejsce dotrze przed zmierzchem.


Jakiś czas później. Północny trakt od Suzail

Droga dłużyła jej się niemiłosiernie. Tak bardzo chciała być już na miejscu, choć wszystkim tym uczuciom towarzyszyło lekkie napięcie i stres. Venora miała w głowie wiele scenariuszy i wiele rzeczy sobie wyobrażała. Planowała i układała taktyki do każdej wizji zastanawiając się jak reagować na różnorakie możliwości. Nagle spostrzegła przed sobą kaplicę Silvanusa. Skromna kapliczka skrywała w sobie niewielką rycinę liścia klonu, który jest symbolem bóstwa lasu i druidów. Ponoć od czasu postawienia jej tu, leśny odcinek traktu stał się znacznie bardziej bezpieczny. Venora kilka chwil szukała wzrokiem ścieżki skupiając się maksymalnie aby nic nie przegapić. No i w końcu jej się udało. Ścieżka była udeptana, lecz porośnięta trawą i krzewami to też służka Helma miała świadomość, że rzadko ją ktoś odwiedza. Paladynka wejrzała jeszcze raz pokornie na kapliczkę Silvanusa, po czym zeszła z traktu i skierowała się wgłąb lasu.

Venora była rycerzem i to nie byle jakim. Miano paladyna, które nosiła od niedawna było uwieńczeniem wielu miesięcy nauk i treningów. W tym treningu panowania nad strachem. Paladyni do perfekcji panowali nad swoimi uczuciami, szczególnie strachem. Nauki o słuszności ryzyka podjętego w imię walki ze złem sprawiały iż normalni ludzie nie lękali się ścierać z potężnymi smokami czy jeszcze inkszymi czartami. Tylko w imię dobra. Mimo to Venora czuła się nieswojo, czuła czyjąś obecność i czuła się obserwowana. Słońce coraz bardziej zbliżało się do horyzontu. Niebo nad koronami drzew robiło się pomarańczowe, a niedługo później szarawe. W końcu dotarła do miejsca, które było jej celem. Cmentarz, jak się domyślała otoczony był kamiennym murem wysokim na dobre dwa metry.

Kobieta przez chwilę zastanawiała się po co tak wysokie mury cmentarza w środku lasu. Stalowa brama otwarta była na oścież, lecz ślady rdzy świadczyły o tym, że to korozja i czas otwarły je tak szeroko a nie użycie siły przez nieczyste moce nekromantów.
Venora pewnym krokiem wmaszerowała przez wrota i wartko rozejrzała się dookoła. Najwięcej jej uwagi przykuła stara kapliczka. Niewielki budynek trzykroć mniejszy od przeciętnej chaty na wsi. Tyle tylko, że postawiona z kamienia a nie drewna. Następnie ujrzała z dala trzy rozkopane groby. Była też dziura w murze w wschodniej jego części. Była średniej wielkości. Dziecko pewnie nie miałoby problemu przez nią przejść, ale paladynka w swojej zbroi mogłaby mieć problem z przeciśnięciem się.

 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 21-04-2016 o 11:44.
Nefarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-04-2016, 18:00   #4
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 65370 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Droga była długa, więc i czasu na rozmyślanie było dość.
"To było miłe" pomyślała wspominając po raz kolejny to, co spotkało ją przed opuszczeniem miasta. Naprawdę nie spodziewała się tak dużej wdzięczności jak ta, którą okazał chłopak. Wtedy, w trakcie zarazy, nie mogła za wiele pomóc, ale i tak dla Martina stała się wybawicielką. Tytułowanie jej osoby per “lady” bardzo jej schlebiało. Zdecydowanie skromność nie należała do silnych cech panny Oakenfold. Chłopak dziękował jej. Bardzo pragnął podzielić się z nią swym życiem. Tym, że poradził sobie, żyje i wszystko wskazywało na to, że ma przed sobą lepszą przyszłość. A ona mogła się do tego przyczynić. Było jej ciepło na sercu z tego powodu. Zaskoczona tą wylewnością nie zdołała mu odpowiedzieć co u niej, więc jedynie pozostało jej posłać w jego kierunku wesoły uśmiech i pomachać mu na pożegnanie.
Dla takich momentów warto było się starać i wylewać siódme poty. Z czasem, jeśli Helm na to pozwoli, może będzie miała szansę by nieść pomoc z co raz większą skutecznością.
I choć nie pochwalała sposobu w jaki cieśla traktował chłopaka to no cóż... Czasem trafiało się na swej drodze kogoś takiego. Ona też miała. Sir Aleksander bardzo sprawiedliwie obdarzał wszystkich swoich podwładnych troską pod postacią twardej ręki i dyscypliny. Czasem miała wątpliwości co do jego metod, ale na dobrą sprawę sama jeszcze nic nie wiedziała. Życie i świat dopiero poznawała.

Stojąc przy kapliczce Silvanusa czuła, że powinna ucieszyć się na widok traktu ciągnącego się przez las. Otoczenie drzew, szum wiatru w ich liściach. To kojarzyło jej się z domem, rodzicami i braćmi, a to były przyjemne wspomnienia Po rzuceniu ostatniego, pokornego spojrzenia na kapliczkę paladynka ruszyła traktem.
Szła pewnym krokiem, jak zawsze z resztą. Zbroja i miecz przy pasie brzęczały utrudniając nasłuchiwanie. Nieprzyjemne i trochę irracjonalne uczucie bycia obserwowanym nie odstępowało jej. Zwolniła krok próbując się rozejrzeć. Nic to nie dało. Musiała w końcu uwierzyć, że nikogo tu poza nią nie było, bo ostatnie zabudowania jakie minęła kończyły się niedaleko od bram Suzail, dlatego wątpliwym było by ktoś z zamieszkujących tamte okolice mógł kręcić się w tej okolicy. No i też nikogo nie spotkała po drodze.
Uniosła głowę wysoko i nie zważając na swoje lęki, przyśpieszyła kroku. Lepiej było załatwić tą sprawę póki słońce jeszcze rzucało swe promienie.

Po dotarciu na miejsce zdziwiło ją, że cmentarz umiejscowiony w środku lasu był otoczony tak wysokim i solidnym murem.
- Pewnie, żeby zwierzęta nie niszczyły grobów - powiedziała pod nosem do siebie w tonie odpowiedzi na rodzące się w jej głowie pytania. I w tym momencie zaczęła się zastanawiać czy właśnie to nie było rozwiązaniem problemu. Wilki czy inne leśne bestie mogłyby z braku innego pożywienia czy też zwykłej wygody próbować wygrzebywać świeżo pochowane ciała.
Venora przekroczyła wrota cmentarza przyglądając im się uważnie.
- Dziwne, że nikt tego nie naprawił - mruknęła komentując zardzewiałą bramę.
Słońce zachodząc zabierało ze sobą ostatnie promienie.
Paladynka musiała się pośpieszyć by nie zastała jej noc. Co prawda wzrok miała doskonały i nawet w mroku orientowanie się w otoczeniu nie stanowiło dla niej przeszkody to jednak wraz ze zmierzchem mogły wybudzić się nocne stworzenia, a to już mogło być problemem.

W pierwszej kolejności skierowała się do dostrzeżonych grobów. Gdy stanęła przed jednym z nich przykucnęła by przyjrzeć się uważnie śladom. Ewidentnie żaden z tych grobów nie był rozkopany przy użyciu narzędzi. Na ziemi jak i elementach drewnianych były wyraźnie widoczne ślady pazurów.
“Chyba rzeczywiście coś przyszło się tu posilić” zaczynała utwierdzać się w tym przekonaniu. Rozejrzała się w poszukiwaniu jakiejś tabliczki nagrobnej. Dostrzegła tylko jedną i zaraz wstała by podejść i odczytać co jest na niej zapisane.
Cytat:
Tu spoczywa sir Kristof z rodu Demin. Żył 57 lat. Niech mu ziemia lekka będzie.
“August mówił, że to rodzinny cmentarz osoby podejrzewającej, że pojawił się tu nekromanta” wspomniała słowa Krispina. Na razie sama Venora nie dostrzegła niczego co mogło być sprawką sił nieczystych. Trochę poczuła się tym zawiedziona.
Przechadzając się przez cmentarz podeszła do dziury w murze. Pochyliła się by zajrzeć w nią. Mogło się tam zmieścić dziecko lub na przykład średni wilk. Może jakiś samotnik, który bez stada nie może znaleźć do jedzenia nic innego niż trupy? To było tylko proste przypuszczenie, bo kobieta nie znała się na zwyczajach leśnych zwierząt. W każdym razie ludzie lubili doszukiwać się działalności nadprzyrodzonej w prostych sprawach, a tu jak na razie Venora traciła nadzieję, że jej misja będzie znacząca. Uznała, że najlepiej będzie zastawić czymś tą dziurę.
Tak czy inaczej sprawę trzeba było zbadać dokładnie by nie zostać oskarżonym o niedopatrzenia, więc paladynka zdecydowała się najpierw udać do kaplicy. Tam chciała sprawdzić czy jest otwarta, a jeśli tak to zobaczyć co jest w środku. Gdyby rzeczywiście miał tu być nekromanta to może tam zostawił jakieś ślady swojej bytności? Było to też jedyne miejsce, w którym Venora mogłaby spędzić noc czy też skryć się by po zapadnięciu zmroku poobserwować co przy świetle księżyca dzieje się na cmentarzy.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika i Sol!
prowadzę: GATE - Paris
Mag jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 24-04-2016, 22:53   #5
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 16497 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Venora zrobiła dokładne oględziny całego cmentarza. Wieczór powoli zaczynał przeradzać się w noc. Bezchmurne niebo tak daleko od świetlistej łuny Suzail odkryło przed paladynką piękny, bezkres maluteńkich gwiazd, których tak dobrze w sercu stolicy Cormyru nie było widać. Venora przypomniała sobie młodzieńcze lata, kiedy to taki widok miała na codzień z okna swej izby nieopodal tartaku. Ona dorastała, ale świat pozostał niezmienny. Do czasu aż nie zrobiło się całkowicie ciemno Venora czytała tabliczki z nagrobków pozostałych ludzi tutaj pochowanych. Dopiero po chwili zrozumiała, że jest to cmentarz jakiejś rycerskiej rodziny, albowiem każdy zmarły miał napisaną w kilku zdaniach charakterystykę jego żywota. W międzyczasie służka Helma zdążyła również zbadać wnętrze kaplicy.

Drzwi były solidne, lecz niezabezpieczone żadnym zamkiem, gdy paladynka złapała za klamkę, ta uległa jej bez najmniejszego problemu. Venora weszła do środka kaplicy uważnie jej się przyglądając. Na ścianach znajdowały się piękne i świetnie zachowane malowidła. Wszystko przedstawiało scenę walki niewielkiego oddziału rycerzy, otoczonych z każdej strony przez hordy górskich orków. Pod sklepieniem budowli znajdował się stary, żeliwny świecznik a w jej centralnej części stał ogromny sarkofag którego masywny dekiel był rzeźbiony na kształt śpiącego w zbroi rycerza, który trzyma swój dwuręczny miecz ostrzem w dół. Venora była pod wielkim wrażeniem rozmachu, z jakim ktoś wykończył tę kaplicę.
Od frontowej strony sarkofagu znajdował się wyryty napis.

Cytat:
Tu spoczywa Herwin syn Dorgula. Odwieczny wróg sił nieczystych, oraz pokorny sługa Helma. Niezwyciężony i szlachetny mąż, który poległ w walce z podstępnym smokiem

Venora przykucnęła by dokładnie przeczytać napis a chwilę później jej uszu dobiegły dźwięki rozmowy. Kobieta skupiła się uważnie i po chwili była już pewna, że to na pewno rozmowa. Powoli i ostrożnie podniosła się, a jej ręka automatycznie powędrowała na rękojeść miecza. Venora zrobiła parę kroków w stronę wyjścia by przysłuchać się uważniej.
-Słyszał? Słyszał? To kroki... To kroki w stali!- głos był na swój sposób przeraźliwy. Zachrypnięty i ogłupiały.
-Jest tu kto! Jest tu kto! Sprawdzić! Sprawdzić!- teraz to Venora słyszała szybkie kroki na zewnątrz kierujące się w jej stronę. Po chwili miało się okazać, że nieproszonymi gośćmi są dwa ghoule. Venora była w lekkim szoku.

Kobieta czytała o tych przeklętych nieumarłych i choć słyszała o ich naturze wiele mrocznych opowieści to patrząc na brzydotę tych stworów każda historia o nich mogła być prawdziwa. Całe szczęście te stworzenia nie były bystre a ich mózg potrafił tylko kontrolować największą potrzebę ciągłego pożywiania się zwłokami. Mimo to było ich dwoje. Ich kościste łapy i blade ciała nie wyglądały groźnie, lecz paladynka słyszała jak niebezpieczne są ich pazury i kły.
-Wojak! Wojak!- warknął jeden z ghouli.
-Zabić! Zabić i świeże mięso!- zawtórował mu drugi po czym i jeden i drugi rzuciły się w stronę Venory.

 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-04-2016, 23:46   #6
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 65370 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Z zapartym tchem oglądała malowidła. Te przedstawiające bitwy zawsze ją fascynowały. Uważnie przyglądała się przedstawionym na nim zbrojnym i otaczających ich przeciwników. Tak niewielu na tak wielu. Zapewne musieli pokonać orki skoro to smok okazał się przeciwnikiem który pozbawił życia spoczywającego tu rycerza. W krypcie pochowany był sługa Helma, może nawet paladyn taki jak ona. Znaczy potężniejszy od niej. Venorę nawiedziły nostalgiczne myśli o przemijaniu i trafianiu na przeciwnika, którego nie jest się w stanie pokonać. Stojąc przed tym co zostało z Herwina - a sądząc po tym że poległ w walce ze smokiem, można było założyć że wiele tego nie było - paladynka postanowiła odłożyć swój plecak przy cokole, bo noszenie go wszędzie przy sobie było już uciążliwe. Nie uważała też by spoczywający tu miał za złe jej towarzystwo na tą jedną noc. Schylając się by położyć swój bagaż chciała też przyjrzeć się uważniej napisowi na sarkofagu.
I wtedy doszły ją odgłosy z zewnątrz.

Mawiało się, że ghule powstawały z mężczyzn i kobiet, którzy za życia zakosztowali mięsa człowieka lub przedstawiciela podobnej rasy. Innymi słowy parający się kanibalizmem. Może była to prawda a może nie, ale przynajmniej wyjaśniało zwyczaje żywieniowe tych wstrętnych istot. Byli też i tacy co sądzili, że stanie się ghulem to kara jaka spotyka tych wszystkich prawdziwych niegodziwców, którzy za życia splamili swoje żywota złem i okrucieństwem.

Venora mogła być z siebie zadowolona - miała tu i plugawe stworzenia bezczeszczące cmentarz jak i potwierdzenie jej wstępnego założenia o tym, że coś przyszło się posilić. Szkoda tylko, że była tu sama na te, sądząc po głosach, co najmniej dwa stwory. Zlękła się na myśl, że mogłoby tego być więcej, ale nie zwątpiła jeszcze w swe możliwości.
Niewiele myśląc rzuciła się biegiem do drzwi, by po dotarciu do nich zatrzasnąć je i przytrzymać, żeby ghule nie mogły wejść. Zaczęła rozglądać się po kaplicy by na szybko rozeznać się w sytuacji. Była jedna na dwa stwory od których lepiej było trzymać się z dala. Nie pamiętała dokładnie, ale kojarzyła, że draśnięcie przez ich zęby mogło sprawić, że zarazi się jakimś paskudztwem. Były szybkie i zwinne. Ale głupie. Przynajmniej miała taką nadzieję, że nie są mądrzejsze od niej.
W końcu Venora uznała, że spróbuje walki w kaplicy, bo uważała, że stwory będą tu miały ograniczone ruchy a i ona sama będzie mogła nie dać zajść się od tyłu jeśli będzie miała za sobą ścianę. Spojrzała na drzwi by doszukać się skobla, którym mogłaby je zatrzasnąć.
Na szczęście była tam zasuwa i drzwi wydawały się dość solidne by mogła się zabarykadować w środku. I tak też zrobiła.
Stojąc oparta o zaryglowane drzwi, trzymając miecz w ręku myślała jak poradzić sobie z tym problemem. Jeśli stwory były tylko dwa to miała znikomą szansę powodzenia. Ale z większą ilością mogła mieć problem. Jedyne rozwiązanie jakie widziała to wsłuchać się i spróbować w ten sposób określić ile tego jest na zewnątrz.

Ponownie, tym razem już spokojniej, rozejrzała się po kaplicy. Mogła przeczekać tu noc, aż stwory sobie odpuszczą. Mogła też wykazać się odwagą jaką powinna w sobie mieć i walczyć. Ciężko jej było, będąc w zagrożeniu, podjąć decyzję. A jeszcze chwilę temu była taka pewna, że nie zawaha się dobyć miecza.
“To jest moja misja i gdyby był tu nekromanta to musiałaby mu stawić czoło” dopingowała się w myślach. “Ghule to pestka w porównaniu z takowym”. Myśląc tym wciąż rozglądała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu podpowiedzi.
Tak więc młoda paladynka zadecydowała, że spróbuje pokonać je. Jeśli tu i teraz nie odetnie im głów to przecież mogą zaatakować ją w lesie.
“Czyżby to one mnie śledziły?” wspomniała swoje przeczucie.
Plan był prosty. Wpuścić jednego do środka i zamknąć drzwi ponownie na zasuwę. Rozprawiać się z nimi po kolei w murach tego budynku. Ale czy się to jej uda to już tylko Helm wiedział.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika i Sol!
prowadzę: GATE - Paris
Mag jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-04-2016, 20:43   #7
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 16497 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Młoda paladynka nerwowo dyszała oparta o solidne drzwi kaplicy, które raz po raz drżały od uderzeń z zewnątrz. Venora w duchu rozmyślała co powinna zrobić. Była rycerzem, jej doktryną było walczyć ze złem i strzec przed nim świat. Zza zamkniętych wrót do kaplicy nie miała okazji owych doktryn spełniać, lecz z drugiej strony misja paladyna nie była misją samobójczą. Kapłani i mistrzowie nie raz nauczali, że rozsądek powinien zawsze maszerować na równi z odwagą. Venora myślała i zastanawiała się, lecz w końcu zdecydowała, że podejmie walkę. Plan, który ułożyła sobie w głowie zdawał jej się być wystarczająco dobry by przejść do konkretów. Z wykonaniem planu już tak łatwo nie było. Dobijanie się ghouli ustało i wtedy też niewiasta postanowiła przejść do konkretów. Ostrożnie odsunęła zasuwę, jej jedyny pewnik.

Nieumarli chyba zdawali się czekać na ten właśnie moment, gdyż błyskawicznie raz jeszcze natarli na drzwi. Wspólnym wysiłkiem udało im się odepchnąć Venorę od drzwi i dostać do środka kaplicy. Paladynka wzięła głęboki wdech i uniosła miecz, po czym zaatakowała tego stwora, który stał bliżej. Piękne i starannie wykonane ostrze świsnęło w powietrzu, wbijając się z paskudnym mlaśnięciem w ciało ghoula. Gdyby stwór był istotą prawdziwie żywą cios byłby dlań śmiertelny, lecz nieumarli na ich szczęście nieco inaczej odczuwali ból i nawet najpotężniejsze rany nie zawsze odsyłały ich w niebyt.
Mimo to bestia zaskamlała żałośnie. Venora silnym pociągnięciem ręki wyrwała miecz z ciała ghoula gotując się na jego odwet.

Dwa lata temu, Świątynia Wiecznie Czujnego. Suzail

Wykłady duchownego Aloisa zawsze były nudne i bardzo męczące. Stary jak świat człek garbił się nieustannie i regularnie ocierał usta nadgarstkiem gdyż nie do końca kontrolował już mimikę swej twarzy i na co dzień zapobiegał niekontrolowanemu ślinotokowi. Był starcem. Naturalna kolej rzeczy, lecz mimo zniedołężnienia umysł wciąż miał jasny, a pamięć pozostała doskonała.
-Umrzyki pewnikiem nie raz na swej drodze napotkacie. Jest ich kilka grup, wiele rodzajów. Powolne i kompletnie pozbawione intelektu i człowieczeństwa zombie, czy szkielety. Głupie i posłuszne ghoule. Zwinne i żwawe kościeje, oraz istoty znacznie bardziej niebezpieczne jak zjawy, a nawet i wampiry. Każdego można ranić mocą modlitwy w postaci magii leczniczej. Każdego można ranić magią splotu. Nie każdego jednak można ranić zwykłym orężem. Tych, z którymi przyjdzie wam walczyć wręcz zawsze, ale to zawsze traktować musicie bronią obuchową, albowiem to ona łamie ich zgnite i zniszczone czasem kości. Spamiętajcie te lekcję.-

~***~

Venora przez ułamek sekundy przypomniała sobie nauki jednego z mistrzów zakonu. Teraz w duchu przeklinała się, że po za swym mieczem nie zabrała ze sobą żadnego młota, buzdyganu czy innej buławy. Być może uderzony tak ghoul od razu padłby trupem ostatecznym.
Stwór rzucił się na paladynkę od razu po tym jak ta wyszarpała z jego gnijącego ciała swój oręż. Choć pazury nie dały rady przebić jej solidnego pancerza to jednak ghoul z pomocą odrobiny szczęścia znalazł kawałek wolnej od stali zbroi przestrzeni na łączeniu płytek i ugryzł służkę Helma w rękę. Venora w momencie poczuła jak robi jej się gorąco w całym ciele, a chwilę później całe jej ciało opuszczają witalne siły. Była świadoma, widziała i słyszała wszystko wokół, lecz nie mogła drgnąć nawet powieką gdy tylko osunęła się bezwładnie na kamienną posadzkę kaplicy.

-Zabiłeś! Zabiłeś!-
-Tak! Zabiłem! Zabiłem!-
-O tak! Jedzmy, jedzmy...-
-Jedzmy!-
-A misja?-
-Misja... Mistrz kazał szukać...-
-Właśnie kazał szukać...-
-Co teraz? Zjeść szybko i szukać!-
-Ale my nie lubimy ciepłego mięsa.-
-No nie. Nie lubimy... O wiem, wiem!-
-Co wie?-
-Szukać skarbu! Szukać skarbu a zjemy jak ostygnie!-
-Tak! Tak! Tak! Szukać skarbu! Kopać, kopać groby!-

Venora pierwszy raz w swoim życiu poczuła tak wielką ulgę. Jej życie wisiało na włosku, lecz tym razem to szczęście do niej się uśmiechnęło. Ghoule najwyraźniej nie zdawały sobie sprawy z paraliżujących właściwości trupiej śliny i uznały Venorę za martwą. Paladynka słyszała oddalające się kroki stworów, a po chwili ręka zaczęła piec i pulsować bólem. Venora najpierw wystraszyła się prawdopodobieństwa zakażenia jakąś zarazą, lecz po chwili doszło do niej, że paladyńskie święcenia podczas składania przysięgi sprawiły z boską mocą, iż stała się kompletnie niepodatna na choroby i zarazy. Chwilę później gdy serce zaczęło nieco szybciej bić Venora zrozumiała, że wraca jej czucie. Najpierw zaczęła mrugać powiekami, potem zaś wróciła władza nad palcami i tak po paru chwilach mogła się podnieść i podziękować Helmowi za to, że nad nią czuwał.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-04-2016, 20:44   #8
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 65370 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Bycie zjedzonym przez ghule nie było ani chwalebne, ani tym bardziej nie świadczyło by zjedzony grzeszył rozumem. Rozpaczliwie próbowała się ruszyć, ale ciało odmawiało współpracy. Bała się, nie powinna, ale tak właśnie było. Rana piekła ją pulsującym bólem. Wszystko wskazywało na to że przez głupotę zaraz straci swoje życie. Bo dała się podpuścić swoim ambicjom i zbyt dużej pewności siebie.
W myślach Venora gorliwie modliła się do swego boga. Błagała by wybaczył jej pychę i wspomógł ją w tej trudnej chwili. Każda forma pomocy była w tym momencie dla niej wskazana.
Przez to że miała zamknięte oczy to nawet nie wiedziała z której strony spodziewać się, że zaczną ją pożerać. Ich wymiana zdań tylko bardziej potęgowało w niej to napięcie wyczekiwania na swój koniec.

"Skarb?!" zaskoczenie zdołało przebić się przez zasłonę strachu o życie. Venora zaczęła wsłuchiwać się uważniej w to co mówiły stwory. Nie mogła uwierzyć, że ghule rozproszyły się, ale bardziej zaskoczyło ją, że wcale nie przybyły tu by wyjadać trupy z grobów. One czegoś szukały, a szukały tego na zlecenie kogoś kogo mianowały swym mistrzem. Ale czy to nekromanci tworzyli te stworzenia?
"Dzięki niech będzie Helmowi" gorliwie wychwalała swego boga uznając, że tylko dzięki jego boskiej interwencji jeszcze nie nadgryziona była przez nieumarłych.
W napięciu słuchała jak odgłosy kończyn napastników wskazują, że tamci oddalili się od niej. Została sama w kaplicy. Ale to jeszcze nie oznaczało ratunku. Wciąż mogła zostać zarażona, no i nie wiadomo jak długo paraliż się utrzyma. Co do choroby to miała nadzieję, że była dość odporna by jej nie ulec.

Czekała i miała nadzieję, że będzie miała dość czasu.

Najpierw serce zaczęło jej szybciej bić. Zaraz po tym mogła już otworzyć oczy. Spojrzenie utkwiła swojej dłoni którą siłą woli próbowała nakłonić do zaciśnięcia się. Jednocześnie gdy jej to się nie udawało to starała się nie ulec panice, panować nad strachem.
Ulga jaką poczuła, gdy w końcu ruszyła palcami była niesamowitym uczuciem. Cała reszta już od tego momentu zaczęła dziać się tak jakby szybciej. Po chwili miała już kontrolę nad całym swoim ciałem.
Uniosła głowę spoglądając w kierunku drzwi.
Musiała wstać, zamknąć się tu przed tymi stworzeniami. Już wiedziała dobrze, że nie ma z nimi szans. Były dla niej za szybkie, miały przewagę liczebną, a jej pancerz był za słaby by przeciwstawić się ich zębom i pazurom.
Paladynka ostrożnie zaczęła podnosić się na nogi. Teraz musiała dotrzeć do drzwi nim stwory zorientują się, że ich posiłek wcale nie ma zamiaru grzecznie tu im wystygnąć.
Jeśli jej się to uda to zablokuje wejście, spróbuje dodatkowo czymś je zastawić by nie mogły wyważyć. A gdy będzie już w miarę bezpiecznie to wypije miksturę w jaką wyposażył ją August.
I co dalej?
Nie, teraz musiała się skupić i być ostrożna. Musiała zamknąć te cholerne drzwi...
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika i Sol!
prowadzę: GATE - Paris
Mag jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30-04-2016, 17:13   #9
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 16497 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Venora szybko obmyśliła sobie plan działania. Los, a może bogowie dali jej drugą szansę. Młoda dziewczyna nie mogła z niej nie skorzystać. Gdy tylko czuła, że odzyskała panowanie nad swoim ciałem od razu przeszła do działania. Venora prędko podniosła się do pozycji siedzącej, aby z niemałym trudem spowodowanym bólem ręki oraz wagą zbroi próbować jak najszybciej wstać. Pancerz, który był darem od świątyni na nowej drodze paladynki był dobrej jakości, lecz sporo ważył a do tego był cholernie głośny. Brzęk łusek prędko poinformował dwójkę umrzyków szabrujących cmentarz o tym iż ich potencjalna kolacja nie ma zamiaru tak łatwo dać się zjeść. Venora zbierała się najszybciej jak tylko mogła, lecz ghoule najwyraźniej ją usłyszały. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż jej zbroję było słychać w całej okolicy.

Jeden z nich wydał z siebie dziwaczny dźwięk bulgotu przechodzącego w pisk. Sekundę później Venora stała już na nogach, a jej uszu dobiegł dźwięk szybkiego tupotu pokracznych stóp ghouli. Już wiedziały co się święci i pędziły by sprawdzić sytuację. Paladynka miała jednak dość czasu by zatrząsnąć im masywne drzwi do kaplicy przed paskudnymi gębami. Służka Helma wyciągnęła rękę po zasuwę, lecz nim zdążyła zabezpieczyć wielkie drzwi, ghoule wpadły w nie z wielkim impetem odtrącając Venorę na dwa kroki w tył. Ta jednak nie miała zamiaru się poddać i oparła się o drzwi, zapierając się z całych sił. Żaden z truposzy nie był siłaczem, to też po chwili przepychania Venora utrzymała drzwi w zamknięciu zaś prawą ręką sięgnęła po zasuwę i koniuszkami palców złapała za żeliwny cypel. Z całych sił szarpnęła ręką i usłyszała błogosławiony trzask tuż za uszami.

Serce waliło jej jak tłoki w mechanizmie gnomiego wynalazcy z Lantanu. Pierwszy raz czuła tak na prawdę strach o własne życie. Oddychała szybko a ręce lekko drżały. Niestety, nadal znajdowała się w patowej sytuacji. Drzwi, które właśnie zatrzasnęła i zablokowała były jedyną drogą ewentualnej ucieczki. Racje podróżne starczą jej na dwa dni, może cztery jeśli będzie oszczędnie jadła, a ghoule mogą zeżreć odkopane zwłoki i czatować pod kaplicą tak długo jak będą chciały. Venora przeraziła się tą myślą, lecz po chwili przyszło jej do głowy, że pewnie po dwóch dniach klasztor zacznie jej szukać i uratują ją z paszczy truposzy. Szybko jednak myśl, o wstydzie jaki przyjdzie jej znieść gdyby musieli ratować ją inni Helmici z Suzail zadręczała jej głowę.

Venora potrząsnęła głową i sięgnęła ręką po leczniczą miksturę, aby choć na chwilę oderwać myśli od konsekwencji niepowodzenia jej misji. Ciecz była gęsta i bardzo gorzka, lecz Venora doskonale wiedziała, jak bardzo może pomóc. Faktycznie pomogła, gdyż pomijając przykry zapach z ust i niesmak w mgnieniu oka zasklepiło rozszarpane rany na ręce kobiety. Rana przestała piec i pulsować a ona poczuła się znacznie lepiej, również psychicznie. To było jak wiadro zimnej wody na otrzeźwienie. Paladynka usiadła pod ścianą, myśląc nad tym jak z tego wyjść.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03-05-2016, 23:15   #10
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 65370 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Przyjemne uczucie ogarnęło jej ciało, gdy wypita mikstura zaczęła leczyć jej rany. Mlasnęła, co nie przystawało pannie takiej jak ona, i mrużąc oczy przez gorzki posmak pozostał jej w ustach, odstawiła pustą butelkę na podłogę kaplicy. Siedząc pod ścianą i wpatrując się w drzwi, już mniej gorączkowo, rozmyślała co dalej robić. Uważała, że nie miała szans w starciu z ghulami i bardzo ubolewała, że była tu sama. Może gdyby był z ją wojownik przyuczający się na kapłana...
Westchnęła cicho. Jej ciało zaczynało odczuwać skutki zmęczenia. Nic dziwnego skoro w ciągu dnia zaliczyła początek treningu, później długi marsz by na koniec walczyć na śmierć i życie z tymi hienami cmentarnymi, przed którymi ledwie udało jej się tu skryć.

Stwory raz po raz starały się dostać do środka murowanej kaplicy. Na szczęście, przynajmniej na razie, drzwi okazywały się stanowić dla nich przeszkodę nie do sforsowania. I tak minęła jej pierwsza godzina po jej feralnej próbie zlikwidowania napastniku. Dopiero po tym czasie zebrała się w sobie i podeszła do plecaka by wyciągnąć jedzenie i napitek. Po posiłku uczucie zmęczenia w połączeniu z sytością żołądka sprawiło, że paladynka zaczęła mocniej odczuwać senność.

Spojrzała na sarkofag rozmyślając o tym co mówiły ghule. Szukały one skarbu. Ale jakiego? Tego Venora nie była w stanie zgadnąć. Gdyby jednak miała obstawiać, a hazardu się wystrzegała bardzo, to jednak założyłaby się, że owy cel poszukiwań tamtej dwójki mógł znajdować się właśnie w tym miejscu, u boku Herwina syna Dorgula. Paladynkę mocno ciekawiło by sprawdzić swoje przypuszczenia.
Jednakże czuła nie mały opór przed tym by jakkolwiek otwierać sarkofag. Było to przecież zakłócaniem spokoju poległego w boju sługi Helma. Stała więc przed dylematem tego co ważniejsze: sprawdzenie co też skrywa masywny dekiel rzeźbiony na kształt śpiącego rycerza, czy powstrzymanie się od bezczeszczenia grobu...

Chyba była zbyt zmęczona by podjąć decyzję. Uznała więc, że choć to niewygodne to zdrzemnie się oparta o ścianę. Była szansa, że tak jak kiedy tu przybyła za dnia, to o świcie stwory opuszczą cmentarz. Wtedy mogłaby i ona wyjść i wrócić do miasta prosząc o pomoc.
"Ale, gdyby tak się nie stało?" zastanowiła się.
"Wtedy będę musiała poczekać, aż pomoc po mnie przyjdzie. Augusta z pewnością zaniepokoi, że nie wróci jutro do południa" Venora była zbyt zmęczona by myśleć w tej chwili o swojej dumie. Zdecydowanie gorszym rozwiązaniem byłaby kolejna próba zmierzenia się ze stworami sam na sam. Z pewnością takim zachowaniem obraziłaby swojego boga, który wyraźnie nie szczędził starań by wciąż pozostawała wśród żywych.
Kobieta spojrzała na drzwi.
"O świcie sprawdzę czy uciekły, jeśli nie to w oczekiwaniu na pomoc spróbuję zajrzeć do sarkofagu" po zakończeniu myśli skierowała wzrok na miejsce, gdzie Herwin śnił snem wiecznym. Teraz musiała spróbować się zdrzemnąć i to pomimo niewygód bycia ubraną w zbroję, bo nie miała odwagi jej zdjąć.

- 1 racja żywnościowa
- 1 mikstura leczenia
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika i Sol!
prowadzę: GATE - Paris

Ostatnio edytowane przez Mag : 04-05-2016 o 22:35.
Mag jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:21.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168