Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Sesje RPG - Inne Tutaj możesz zagrać w tych światach, które zostały pominięte powyżej. Czy będzie to rządzona przez orki Orchia, czy może kosmos w erze, kiedy słońca zaczynają gasnąć.. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 22-11-2021, 14:44   #1
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
[Miejsca Przełomu] Dobre Dziwnego Początki

Dobre Dziwnego Początki
Miejsca Przełomu - wstęp

13 maja 2012, Warszawa1

Wiosna tego roku była wyjątkowo łaskawa dla warszawiaków – od początku maja w stolicy nie padało, a słońce grzało aż miło, pozwalając zupełnie zapomnieć o zimowych mrozach i przyzwyczaić się do temperatur przed nadejściem letnich upałów. W całym mieście panowała przy okazji dosyć gorączkowa atmosfera, w końcu w przeciągu miesiąca miał się odbyć mecz otwarcia EURO 2012, więc zostało niewiele czasu na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Służby miejskie kończyły byle jak remonty i malowały trawniki na zielono, organizatorzy szukali taniej siły rob… wolontariuszy i szykowali atrakcje w rodzaju scen czy telebimów, zaś mundurowi z różnymi sukcesami „zabezpieczali” miasto. Menedżerowie hoteli do znudzenia powtarzali, że nie mają wolnych miejsc, zaś właściciele restauracji, pubów, barów i całej szeroko pojętej gastronomii zacierali ręce czekając na napływ nowej klienteli. Także zwykłym mieszkańcom udzielała się ta atmosfera podniecenia zbliżającym się wielkim wydarzeniem.

Były jednak przynajmniej cztery osoby, które w przeciwieństwie do większości społeczeństwa niespecjalnie interesowała się zbliżającymi mistrzostwami – i to właśnie na tej czwórce dziś się skupimy. Ich głowy wciąż zaprzątały wydarzenia sprzed paru tygodni, kiedy to każde z nich, nie wiedząc czemu, na kilka godzin wylądowało w jakimś innym świecie, a dokładniej w alternatywnej wersji naszego świata. To przedziwne zdarzenie odcisnęło na nich swoje piętno, nawet jeśli nie mieli zamiaru się do tego przyznać. Ich zwykła rzeczywistość stała się im nieco obca, klaustrofobiczna, niczym mały pokoik w rodzinnym mieszkaniu na blokowisku dla dorastającego nastolatka - świat był większy niż się zawsze wydawało, a oni czuli potrzebę poznania go. I tak jak wielu młodych ludzi, odczuwali też potrzebę sprawdzania siebie i swoich możliwości, podejmowania większego niż zwykle ryzyka i udowadniania sobie, co potrafią. Z tą niewielką różnicą, że w ich przypadku rzeczywistość wydawała się nie być obojętna na te próby, czasami nawet pozwalając się naginać pod ich wolą.
Niektórzy z nich podejmowali próby powrotu do tamtego miejsca, inni szukali na jego temat informacji. Niestety, internet pełen był sprzecznych ze sobą informacji, fantazji i teorii spiskowych, więc przy braku wskazówek dokładniejszych niż wspomnienia z krótkiej wizyty, ciężko było znaleźć cokolwiek wiarygodnego. Podobnie próby przebicia bariery między światami spalały na panewce…

Nadzieja na dowiedzenie się czegokolwiek powoli umierała, lecz ledwie kilka dni temu niespodziewanie ożyła. Każde z nich otrzymało zwykły list, która miał wszystko zmienić. Zapakowany w niewyróżniającą się kopertę, bez znaczka i adresu nadawcy, o krótkiej treści napisanej na komputerze:
Cytat:
To, co Ci się przydarzyło, nie było zwidem, halucynacją ani snem. Tamto miejsce istnieje, byłem w nim, a ty możesz tam wrócić i dowiedzieć się, co tak naprawdę się dzieje. Jeśli tego chcesz, nie daje Ci to spokoju, przyjdź do kawiarni w Pałacu Kultury i Nauki w niedzielę o 13:00 i usiądź przy stoliku pod zegarem.
Mogę zaoferować Ci nie tylko odpowiedzi, ale także pracę i możliwość poznania podobnych sobie.
W kopercie znajdowały się też zdjęcia, które każdy postronny uznałby za świetnie przygotowaną fotoszopki. Z kolei dla tej czwórki sprawiły, że wspomnienia sprzed tygodni wróciły do nich z niewiarygodną jasnością – ktoś nie tylko był w tamtym miejscu, ale zadał sobie wystarczająco dużo trudu, by sfotografować dokładnie te same miejsca, w których oni też byli…

Wybieranie się na spotkanie z kimś kompletnie nieznajomym tylko na podstawie jednej wiadomości nie brzmiało zbyt rozsądnie, ale skoro miało się odbyć w środku dnia w miejscu publicznym, zagrożenie było raczej nikłe, zresztą z czyjej strony? Poza tym, jakiś wewnętrzny głos wręcz wołał każde z nich, by wykorzystali tą okazję i dowiedzieli się jak najwięcej, nawet jeśli byłoby to niebezpieczne.

Kawiarnia na parterze PKiNu znajdowała się na parterze, tuż przy samym wejściu do budynku. Urządzona była w prostym stylu, nie odcinającym się od ogólnego wystroju wnętrza.
Z głośników płynęła relaksująca, nienarzucająca się muzyka, a nosy nęciły aromaty kawy i czekolady. Panowała tu spokojna, wręcz nieco senna atmosfera, w końcu w niedzielę o tej porze nie było zbyt wielu gości – zaledwie osiem osób spokojnie sączyło kawę, przegryzało coś słodkiego lub dyskutowało o czymś ściszonym głosem. Większy ruch był w samym pałacu, w jego holu jakaś wycieczka szkolne zbierała się właśnie do wjazdu na taras widokowy i zwiedzania budynku.

Na ścianie naprzeciw wejścia wisiał prosty zegar bez zdobień, przypominający te znane ze szkół. Jego wskazówki migotały delikatnie, a mrużąc oczy dało się zobaczyć ledwie widoczną drugą parę ramion, ustawioną w zupełnie innej pozycji. Kolejna rzecz, którą cała czwórka zaczęła dostrzegać na wszystkich analogowych tarczach już jakiś czas temu, ale nie mogli nic z tego zrozumieć – kolejne pytanie, które można było zadać nieznajomemu, jeśli jego zapewnienia były prawdziwe…. Pod zegarem stał okrągły drewniany stolik z plakietką „Rezerwacja”, póki co pusty. Dostawiono do niego pięć krzeseł, co sugerowało że nie będzie to spotkanie w cztery oczy. Ale skoro dotarli już tutaj, to nie wycofają się w ostatniej chwili, prawda?
 
Sindarin jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-11-2021, 15:38   #2
 
Corpse's Avatar
 


Moon biegł przed siebie, słysząc coraz to głośniejsze dudnienie za plecami. Pot ściekał mu po czole, nogi powoli odmawiały posłuszeństwa. Raz po raz odwracał głowę i patrzył za siebie, jednak to tylko potęgowało jego przerażenie.

Łup Łup Łup...

Za zakrętem, dostrzegł wreszcie koniec długiego szpitalnego korytarza. Stała tam dziewczyna w żółtym płaszczu i machała do niego z uśmiechem. Krzyknął do niej żeby uciekała, ale nie usłyszał własnego głosu, a ona nie zareagowała. Znów się odwrócił i stanął twarzą w twarz z monstrum z najgorszych koszmarów. Krzyknął, ale jego głos znów pozostał niesłyszalny...



Zerwał się do pozycji siedzącej zlany potem. Nagie ciało kleiło się do bawełnianej poszewki, a po czole strużkami ściekała słonawa ciecz. Koszmary z udziałem istot z tego drugiego świata nawiedzały go coraz częściej, ale w końcu, być może właśnie dziś, dowie się o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi.

Wstał z łóżka, owinął się cienkim szlafrokiem i poczłapał do łazienki, przecierając zaspane oczy. Rodzice zdążyli już wyjść do pracy, więc w mieszkaniu był zupełnie sam. Jakże znajomym, a jakże dziwnym jednocześnie, kiedy wiedział że gdzieś tam, po drugiej stronie, jest odpowiednik tego miejsca w którym Barbara i Chun Shin-Hye już nie żyli, a on był wojskowym walczącym z kosmitami. Mimo wręcz filmowej rzeczywistości tamtego świata, Moon zdążył w niego uwierzyć i przekonać sam siebie o jego prawdziwości. List który dostał z zaproszeniem na spotkanie w Pałacu Kultury i Nauki tylko to potwierdził.

Po porannej toalecie, ubrał się w wygodne, jednak stylowe ciuchy. Może i było to spotkanie z kimś znającym się na podróżach między alternatywnymi rzeczywistościami, ale wyjście do ludzi i pokazywanie się publicznie w jego mniemaniu zobowiązywało do odpowiedniej prezencji.


Ciemnego outfitu, tak niewiosennego jak to tylko było możliwe, dopełniły duże okulary zerówki, dodające mu trochę bardziej "inteligentnego" looku. Tak przynajmniej sam uważał. Pozostało tylko wrzucić słuchawki w uszy i ruszyć w drogę.



Wysiadł z metra i po schodkach skierował swoje szybkie kroki pod Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczny budynek nigdy nie robił na nim specjalnie przyjemnego wrażenia, a tym razem wydał się wręcz przytłaczający. Masywna i zwyczajnie brzydka budowla dominowała nad niczym gigantyczne fallistyczne monstrum.


Z chwilowego marazmu na widok budowli, wyrwał go jakiś mężczyzna pytający o drobne. Zbył go, korzystając ze swojej niezawodnej w takim przypadku broni. Udawał że nie rozumie po polsku. Jedyny plus życia azjaty, czy nawet półazjaty w tym kraju.

Skierował wreszcie swoje kroki do kawiarni, gdzie szybko wypatrzył zegar z "podwójnymi" wskazówkami. W domu nie miał żadnego analogowego zegarka, ale już wcześniej spotkał się z tym dziwnym zjawiskiem na jednym ze spotkań z Martą, więc nie był już tak zaskoczony. Domyślał się jednak że ma to związek z tą alternatywną rzeczywistością. Być może w pewnym sensie "przebijała się" tutaj? Do jego, normalnego świata?

Stolik pod zegarem okazał się pusty i ozdobiony jedynie plakietką informującą o rezerwacji. Pięć krzeseł mogło być przypadkiem, ale mogło też zwiastować większą ilość uczestników spotkania, co w ostatnim zdaniu sugerował otrzymany przez niego list. Wybrał krzesło bezpośrednio pod ścianą, pozwalające mu na obserwację wejścia do kawiarni i usiadł, najpierw dość sztywno, by po chwili przybrać bardziej wyluzowaną, ale jednocześnie... sztuczną pozycję.
 
__________________
"No matter gay, straight, or bi', lesbian, transgender life
I'm on the right track, baby, I was born to SURVIVE
No matter black, white or beige, chola, or Orient' made
I'm on the right track, baby, I was born to be BRAVE"

Ostatnio edytowane przez Corpse : 22-11-2021 o 15:43.
Corpse jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 22-11-2021, 20:24   #3
Rot
 
Rot's Avatar
 
Błażej myślał o Klaudi… Tej, żywej rozmawiającej z nim wersji Klaudii. To stało się jego obsesją. OBSESJĄ. Prawie zawalił robotę po tym całym skoku na Stachurskich. Potem kolejną i następną. Nie był skupiony, nie był ostrożny. Chcąc nie chcąc postanowił sobie zrobić „przerwę”, zanim ludzie zaczną gadać, że ma problemy.

Oczywiście… „Przerwa” nie wyszła mu na dobre. Całe dnie siedział w Internecie sprawdzając wszystkie przypadki które mówiły o tym co mu się przydarzyło. Zaczął nawet pisać ze świrami z neta pod pseudonimem Cowboy_76. Wiedział, że to świry. Ba wielu z nich nawet nie ukrywało, że ćpają. A brali wszystko od LSD, po psilocybinę z grzybów. Ba nawet jeden ćpał aviomarin. AVIOMARIN!

Może kurwa… Podszedł do tego od złej strony… Może powinien czytać teorie naukowe tego no Stephena Hawkinga. Gość był mądry… I miał cholernie dużo czasu na przemyślenia.

Błażej tknięty tą myślą natychmiast ściągnął sobie z chomika jakieś jego opracowania. Ale głowa go rozbolała i w końcu zmorzył go sen więc walnął się na łóżko nawet się nie przebierając.

I tak sypiał tylko po kilka godzin na dobę, bo ciągle o niej myślał… i szukał… szukał sposobu żeby do niej trafić.

Na list we własnej skrzynce trafił przypadkiem kiedy wybierał się o losowej godzinie do żabki po kolejne energetyki. To musiało być jakieś nieokreślone przeczucie bo poczty raczej nie odbierał. Nie lubił żadnych zobowiązań i nie utrzymywał żadnych kontaktów, zmieniając mieszkanie jak rękawiczki.
Jednak… Ten list wyciągnął i otworzył.

Przebiegną wzrokiem po tekście tak z 5, 10 razy i w końcu pierwszy raz od kilku tygodni doszedł do wniosku, że się wykąpie.

***
Noc przed spotkaniem Błażej przespał spokojnie. Na zajutrz ubrał ciemno szary zwykły dres i czarne adidasy. Nie szedł w końcu robić deala. Szedł spotkać się z jakimś świrem, który mógł coś wiedzieć o Klaudii.

No, ale że wychodził na stolicę to ubrał srebrny gruby łańcuch i ciemne okulary przeciwsłoneczne. Bo może znajomka spotka i…. Trochę żałował, że spotkanie jest w biały dzień w miejscu pełnym ludzi, ale jak dobrze to rozegra to może spotkają się bardziej „sprzyjających okolicznościach”.

W końcu opuścił mieszkanie i podszedł do swojego wozu. Otworzył bagażnik sprawdzając czy jego mały niezbędnik jest na miejscu i był… W końcu opuścił go zerkając na złotego roleksa. Podróbka, ale nawet ładna była. Sprawdził godzinę. Musiał się zbierać.

Na parkingu przed Pałacem Kultury był 20 minut przed czasem. Korzystając z wolnej chwili wyjął szluga i zapalił. Po nim, jeszcze jednego i jeszcze jednego… Skończył na 5-ciu. Tak powinien rzucić to gówno, tylko jakoś nie mógł.

Wszedł do budynku i szybko namierzył kawiarnię. Zauważył stolik z napisem rezerwacja i… Siedzącego w nim cudaka. Na oko przypominał mu nawiedzonego dzieciaka od aviomarinu z którym chatował.

-Dobra… To jednak będzie trudne. – mruknął do siebie i zamówił sobie piwo. Po chwili zastanowienia wziął grzańca, no bo… Wiosna wpierdala się pełną gębą, ale i tak jego skromnym zdaniem ciągle piździ. Podszedł do chłopaka, siedzącego przy stoliku z rezerwacją.

-Powiedz tylko, że nie ty wysłałeś do mnie ten list. – powiedział siadając z rozmachem i kładąc przed sobą trunek, który natychmiast zaczął bezrefleksyjnie w siebie wlewać, w nadziei, że pozwoli mu on przetrwać to jakże "urokliwe" spotkanie.
 

Ostatnio edytowane przez Rot : 22-11-2021 o 20:33.
Rot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23-11-2021, 08:48   #4
 
Brilchan's Avatar
 
Adam próbował zrozumieć... Nie on POTRZEBOWAŁ! Zrozumieć, co się stało! Jak to powtórzyć jak sprowadzić jego brata czy raczej alternatywną wersje Remmiego z powrotem tutaj?

Wytrzeźwiał, odstawił mocniejsze dragi, trawkę dalej popalał, ale rzadziej, nie miał już tej samej potrzeby żeby relaksować mięśnie, ale zbudowane przez lata przyzwyczajenie psychiczne robiło swoje i pomagało poradzić sobie z efektem odstawienia reszty używek, którymi przez ostatni miesiąc katował swoje ciało.

Szukał informacji najpierw w bazach danych potem w źródłach analogowych, ale oprócz teoretycznych rozważań na temat fizyki, kwantowej teorii strunowej i innego podobnego typu badziewia znalazł tylko ogrom fikcji oraz teorii spiskowych, które w niczym mu nie pomagały!

Wtedy dostał list, który wydrukował i zabrał ze sobą na spotkanie. Ostatnia sytuacja nauczyła go, że warto mieć fizyczną kopie.

***

Na miejsce dotarł metrem potem resztę "z buta" czy raczej, "z koła" jak na niego to był rekordowy czas. Wciąż, ciężko mu było się przyczaić do braku bólu w mięśniach i nóg, które nie strzelają przy próbie nabrania prędkości lub większym wysiłku... Dojechał na miejsce, ale najwyraźniej nie był pierwszym.

Do stolika podjechał facet na oko po dwudziestce poruszający się na wózku inwalidzkim bez oparcia z lekko zakrzywionymi kołami nie przypominał tych ze szpitala prawie nie było na nim podłokietników a podnóżek był jednym kawałkiem metalu, do którego przywiązano specjalnymi pasami stopy.

Sam facet wyglądał jak żywa reklama sklepu ezoterycznego z szyi zwieszało mu się mnóstwo naszyjników na rzemykach i łańcuszkach: Było oko RA, kilka rodzajów pentagramów, znak OM, Ying Yang, Krzyże (Rzymskokatolicki i Prawosławny), kabalistyczne skrzydlate lwy strzegące tablicy przymierza oraz wiele innych... Generalnie wyglądało jakby zamówił wszystko, co było z tyłu katalogu wysyłkowego i założył na siebie.

Jednym słowem wszystkie bazy miał zabezpieczone, ale nie pomogło mu to ze zdrowiem, bo oczy, miał podkrążone a cerę ziemistą podjechał do stolika uśmiechnięty od ucha do ucha poprawił koszulkę w kreskówkowe kotki grające jazz , która przykleiła mu się do ciała od potu i spytał:

- Panowie też na spotkanie ? - Spytał kładąc na stole wydruk listu.
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 23-11-2021 o 08:57.
Brilchan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 23-11-2021, 16:16   #5
 
Asderuki's Avatar
 
Była spóźniona i nie mogła sobie podarować, że przegapiła odpowiedni tramwaj. Cóż poradzić, trzeba było pomóc Zbyszkowi w ogarnianiu, a potem mama zadzwoniła pytając się czy wszystko w porządku. Patrycja zaczynała żałować, że powiedziała o napadzie na sklep. Teraz biegła tupiąc nie do końca pasującymi glanami, które odsprzedała jej dziewczyna Marka. Przegapiła przystanek i teraz musiała biec spod Dworca Centralnego. Przed oczami stawały jej obrazy zmarniałych ludzi. Co z nimi się stało? Czy da radę jeszcze im pomóc? Ta myśl ją prześladowała. Tyle zniszczeń... a tutaj żyje buzuje, kwitnie wręcz. Nie dość, że wiosna to jeszcze EURO 2012. Praca wrze, kumple się podniecają, a ona patrzy na to wszystko jak zza brudnej szyby. Co w tym wszystkim jest takiego ciekawego? Co może ciągnąć tak bardzo do tu i teraz kiedy są inne miejsca...?

Nie odwiedzała zbyt często Pałacu Kultury poza muzeum techniki. Dalej z ojcem lubi czasem sobie zrobić wycieczkę, aby wspólnie się ekscytować stojącymi tam maszynami. Mimo to reszta budynku była dla niej zbyt... droga. No przesada oczywiście, ale nie widziała powodu, aby siedzieć w kawiarni, w której piwo było droższe niż pucha ze sklepu. Mimo to widząc budynek we swojej wspaniałości poczuła jakieś ukłucie. Cieszyła się, że był w jednym kawałku. Poprawiła kostkę przewieszoną przez swoje ramię i weszła do środka. Kierując się wskazówkami odnalazła rzeczoną kawiarnie w której miała się spotkać z dziwnym typkiem, który wysłał jej list, LIST! Ostatnią pocztówkę dostała od kumpla w zeszłym roku. A to i tak ją zaskoczyło.

Zdębiała widząc inne osoby w miejscu, które sugerował list. Nawet nie chodziło o to, że był tam jeden chłopak o azjatyckiej urodzie, ani drugi na wózku... nie, jak zobaczyła dresa to musiała się mu chwile przyjrzeć. Odetchnęła z ulgą. To nie był jeden z nich. Przeklęła w głowie uprzedzenie. Tamta sytuacja cięgle ją męczyła. Głównie za to, że policjant, któremu zgłosiła napaść miał nieco za dużo pytań, takich które zaczynały brzmieć, że to ją podejrzewa. Pierdolić takie podejście. Rozwiała wspomnienia i podeszłą do stolika.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25-11-2021, 22:11   #6
 
Corpse's Avatar
 
Moon wytrzeszczył oczy na widok łysolca w dresie i srebrnym łańcuchu. W sumie to mógłby się spodziewać takiego delikwenta w tym kraju, ale że ktoś taki został obdarzony podobnymi do jego doświadczeniami, zaskoczyło go niewspółmiernie.
- Nie. Też dostałem list - odparł mrużąc skośne oczy. Zrobiło się trochę niezręcznie.

Błażej odłożył do połowy opróżniony kufel, tłumiąc beknięcie. Pokiwał głową. W końcu uśmiechnął się do chłopaka szeroko.
- No to zajebiście. - wyciągnął rękę do Azjaty.
- Błażej jestem.

- Moon
- przedstawił się z nieskrywaną rezerwą, podając delikatną, wręcz kobiecą dłoń dresiarzowi.

Do stolika podjechała żywa reklama sklepu ezoterycznego na czterech kółkach - Panowie też na spotkanie ? - Spytał kładąc na stole wydruk listu.

Błażej uniósł do góry brwi “o kurwa”, robiło się coraz dziwniej. Tak… Zatkało go totalnie na widok dzieciaka na wózku. Pokiwał głową nie wiedząc co powiedzieć i nie chcąc się gapić, wrócił do picia piwa teraz powoli, traktując je jako wymówkę.

Do kawiarenki przyszedł jeszcze jeden “cudak”. Młoda dziewczyna z czarnym irokezem na głowie i tylko nieco za dużą ilością kolczyków w uszach weszła do kawiarenki. Rozglądała się po pomieszczeniu z nostalgią w spojrzeniu. Zatrzymała je na zegarze potem i zsunęła niżej na trójkę która już przybyła. Zamarła na kilka chwil z wysoko uniesionymi brwiami tylko po to aby podejść już mniej pewnie do trójki. Wyciągnęła z kieszeni list, pomięty niemiłosiernie i tylko wbiła pytające spojrzenie w każdego po kolei.

- Tak, też dostaliśmy listy - wyjaśnił Azjata, uśmiechając się nieśmiało do dziewczyny, która chyba jako jedyna z tego towarzystwa w jakimś sensie "pasowała" do jego standardów. Chłopaka na wózku prawie że zignorował, bo Błażej pokiwał mu głową, zanim ten zdążył się odezwać.

- Patrycja - przedstawiła się chowając smutny zwitek papieru z powrotem do kieszeni tylko po to aby podobnie jak wcześniej łysol każdemu uścisnąć dłoń mocno i pewnie.

W odpowiedzi na pytanie dziewczyny Adam postukał palcem w kartkę którą sam postawił na stole palec ów zdobił pierścień Atlantydów - Adam, miło mi poznać - Odpowiedział chowając własną wersję listu.

Błażej spojrzał na kobietę ze zdziwieniem. W końcu uśmiechnął się szeroko ściskając jej dłoń.
- A gdzie to się Punki zachowały w Wawie? Myślałem, że to dawno wyginęło no jak… dinozaury. - powiedział bawiąc się balansowaniem kufla na stole. Piwo poprawiło mu humor.

- Wpełznij do jakiegoś piwnicznego klubu to może znajdziesz kilku z nas - odpowiedziała mu dziewczyna siadając ciężko na wolnym miejscu.
- A ty co się tak obwiesił? Masz nadzieję, że któryś ci pomoże? - rzuciła zaraz do Adama.

Adam pokiwał głową słysząc pytanie na usta wypłynął mu krzywy uśmiech - Trochę tak, a trochę nie. Wierze w magię chaosu, w przestrzeni unosi się energia kształtowana siłą woli świadomych istot. Religijne symbole, znaki ochronne są potężnymi fetyszami ogniskującymi tę moc pozwala ją łatwiej ukierunkować… Po tym, co ostatnio przeżyłem jeszcze bardziej w to wierzę Patrycjo bardziej niż kiedykolwiek - Ton głosu miał zupełnie szczery. - A , Pan? Po mnie widać że jestem Wicca, koleżanka udowadnia że Punk wciąż żyje, Waszmość mi zbyt porządnie wygląda na rycerza trzech pasków ortalionu? Pruszków kontra Wołomin ? - Spytał łysego jegomościa. Gdy wspomniał o dresach w jego tonie nastąpiła chwilowa zmiana słychać było, że nienawidzi tej subkultury i zupełnie nie potrafi tego ukryć.

- Nie zaprzeczam nie potwierdzam. – powiedział puszczając oczko do chłopaka i spojrzał na bar. Chuj, że po pierwszej, mógł jeszcze jedno piwo wypić.
- Zaraz wracam. – powiedział maszerując po kolejnego browca. W sumie to zaczynał się całkiem dobrze bawić. I tak… Pewnie w przeciągu 2 tygodni wyląduje w Tworkach, to powinien teraz korzystać.

Adam wzruszył ramionami odpiął pasy przytrzymujące nogi wziął kilka głębokich wdechów zablokował koła i wstał na nogi. Chodzenie sprawiało mu wyraźną trudność ale doczłapał się baru, zamówił kubek kawy który nawet udało mu się donieść do stolika na wózek wrócił z wyraźną ulgą - Wciąż jestem nieprzyzwyczajony. Zwiększona sprawność to jedna z rzeczy którą udało mi się uzyskać “z wycieczki” - Szepnął do reszty zebranych, następnie upił solidny łyk kawy obserwując ich reakcje.

- Hah… gotowi by ciebie niektórzy nazwać oszustem - mruknęła punkówa patrząc za Błażejem i na bar. Na jej kieszeń to nawet ze specjalnej okazji by nie zamawiała.
- Za drogo - mruknęła ponownie pod nosem. Jak już dresu wrócił rzuciła pytaniem.
- To jak rozumiem nikt z was nie jest prowodyrem tego spotkania? - zapytała.

- Ja nie. Jeżeli ktoś czepiał by się, że oszukuje to bym urządził półgodzinny wykład o różnych typach niepełnosprawności - Odrzekł Adam w swoim narcyzmie błędnie uznając że Patrycja zwraca się do niego.

Błażej wrócił na swoje siedzenie, szczerze zadowolony i lekko zarumieniony.
-Dobra to skoro zgadzamy się, że no… to się nam zdarzyło, no co się zdarzyło. To wiecie może jak tam wrócić? - zapytał i… po chwili wahania wyjął z kieszeni spodni kluczyki do mercedesa. Położył je na stole.
-To… To jest no… stamtąd. - Mruknął zaczynając nowy kufel.

- Ja nie wiem, właśnie dlatego się tu pojawiłem, co prawda świat w którym ludzkość skazana jest na powolne wymieranie z powodu bezpłodności i wszyscy podniecają się losami kilkorga przedszkolaków na telebimach nie jest pociągający ale fajnie byłoby zdobyć technologie i móc może kogoś sprowadzić - Powiedział Kaleka siorbiąc kawę.

- Co? To… To tych miejsc jest więcej?! - Błażej prawie zakrztusił się pitym piwem.
Chwilę kaszlał w końcu zaczął mówić.
- Myślałem, że… No…- urwał - Sam nie wiem co myślałem. - Dokończył zatapiając się w myślach. Czy to znaczy że takich Klaudii może być więcej?

Moon trochę odpłynął słuchając wywodów nowopoznanych osób, co jakiś czas przenosząc tylko wzrok z jednego na drugiego i robiąc coraz to bardziej skrzywioną minę. Stereotypowość postaci go otaczających zdawała się równie nieprawdopodobna co światy równoległe, jednak dość szybko w toku rozmowy okazało się że dresiarz wcale nie jest taki głupi, niepełnosprawność nie wyklucza bycia nawiedzonym, a punkowa stylówa nie idzie w parze z agresją. Byłby dalej milczał, słuchając co inni mają do powiedzenia, kiedy padły słowa Adama o… bezpłodności?

- Co? Jaka bezpłodność? Jakie przedszkolaki? Przecież tam są Ci… kosmici… i wojna i… - zamilkł, bo nagle dotarło do niego jak musi brzmieć. Na twarz wpełzł rumieniec zażenowania, a dłonie szukały bez skutku jakiegoś zajęcia. Bardzo żałował że nic nie zamówił, mógłby się teraz chociaż zasłonić kubkiem.

- No to mili państwo wygląda że trafiliśmy do różnych miejsc. Ja po bijatyce się obudziłem w świecie gdzie od 2002 roku panuje bezpłodność, wszyscy jarają się kilkoma gówniakami w wieku przedszkolnym i cały czas jest transmisja z przedszkola na telebimie… Oglądał ktoś Slidersów ? Był taki serial bodajże w latach 90tych mamy chyba coś podobnego nawet wydrukowałem parę artykułów o tej bezpłodności - Wyciągnął z torby arkusz papieru zadrukowane artykułami potwierdzającymi jego słowa. Oczywiście, każdy mógłby sobie takie coś podrobić choćby dla dowcipu.

Patrycja patrzyła na pozostałych co jakiś czas otwierając usta i je zamykając rezygnując z wypowiadania się. W końcu znalazła moment aby coś powiedzieć.
- U mnie była po prostu postapokalipsa. Ot spadły meteoryty i ludzie byli na wymarciu - rzuciła jakoś tak niepewnie.

Błażej momentalnie wbił wzrok w Patrycję.
- Porzucone samochody? Dużo zwierząt, morza ptaków na niebie? No i wszystko zarośnięte i takie... No… Zatrzymane w czasie? - To mógł być świat z Klaudią, tą Klaudią z którą rozmawiał. Jakoś doszedł do wniosku, że to ta Klaudia jest prawdziwsza od pozostałych jeśli są jakieś inne. Zresztą… to było równie prawidłowe założenie jak każde inne w tych popapranych okolicznościach.

- Ja byłem w świecie, gdzie nastąpiła inwazja insektoidalnych kosmitów… zaatakowały Ziemię, większość planety zniszczona i pogrążona w wojnie… - wyjaśnił, nie bardzo wierząc w to co sam mówi - ...był tam też drugi Moon. W sensie, drugi ja. Wszyscy myśleli że jestem nim, jakimś generałem czy kimś… wojskowym - wzruszył ramionami, równie mocno zgadzając się z tym że to rola kompletnie nie dla niego, jak pewnie każdy przy tym stole.

Błażej przyglądał się Azjacie.
- A…Ci… No… Kosmici wydawali jakieś no… charakterystyczne odgłosy? Coś no sam nie wiem… Jak chrobotanie?

- Nie widziałem na żywo żadnego z nich. Tylko plakaty z nimi, nawołujące do zaciągnięcia się w szeregi wojska - wyjaśnił, krzywiąc się przepraszająco.

Błażej pokiwał głową.
- Okey… Tam… Tam gdzie ja byłem coś… No… Było… Byłem na robocie i.. No… Potknąłem się i byłem w tym samym miejscu tylko innym. Wy też byliście w tym samym miejscu? Może to jest jakaś wskazówka…

Moon pokiwał głową potwierdzająco, ale nic nie powiedział. Ciężko było wyczytać z jego twarzy co myśli, ale Błażej mógł być pewien jednego, co na pewno ze swoim doświadczeniem potrafił wyczuć. Szczupły Azjata się bał.

Adam też pokiwał głową dając znać że był w tym samym miejscu.
- Zauważyliście pewną prawidłowość moi Państwo ? Nikt z nas nie trafił do krainy seksu, szczęścia i jednorożców prawda ? Jak na razie słyszałem kilka rodzajów apokalipsy. Moja była bardziej slow burn ale przy braku wymiany pokoleniowej ludzkość wymrze tak samo pewnie jak od meteorytu czy kosmitów Orsona Wellesa. - Chłopak wydawał się całą sytuacją szczerze zafascynowany.

- No u mnie to już ostatni snow burna były. Kwaśny deszcz. Nic nie rosło… no na wykończeniu była garstka ludzi jaką spotkałam. Wasze wersje brzmią bardziej… kosmicznie. W ogóle Moon masz dobry akcent - dziewczyna klepnęła chłopaka w ramię.

- Jestem Polakiem - wyjaśnił mechanicznie. Minimum raz w tygodniu słyszał ten zachwyt nad jego akcentem.

- O. Tym lepiej.

Moon uniósł jedną brew na ten rasistowski komentarz, którego akurat od dziewczyny się nie spodziewał. Przemilczał to jednak, pogrążając się znów we własnych myślach i zerkając niecierpliwie na zegarek. Chciał w końcu dostać jakieś odpowiedzi. Dość tych domysłów.

Patrycja ściągnęła brwi na tę ciszę, po czym palnęła się w czoło otwartą dłonią.
- Nie, nie… fuck nie o to mi chodziło. Sorry. Cieszę się, że znasz dobrze polski, bo ja tam z angielskim miewam problemy. Nie będzie problemu z komunikacją. Jest ok? - dziewczyna spojrzała przepraszająco na Moona.
Moon uśmiechnął się kącikiem ust w reakcji na nagły wybuch przeprosin Patrycji.

- Spokojnie. Nie zliczę ile razy słyszałem to w życiu. Przywykłem - zaśmiał się. Paradoksalnie ta sytuacja trochę go rozluzowała, bo była tak normalna i częsta że przywiała na myśl… no cóż, normalność - Nic się nie stało.

- Czekaj Moon… Ja cię kojarzę z YT! Bardzo fajne piosenki stary, dawno nic nie wrzucałeś problemy z muzą ? Jak chcesz to mógłbym ci podrzucić jakieś autorskie bity, które skłonią Polihymnie do współpracy co ty na to ? - Zaoferował Adaś po odstawieniu do połowy wypitego kubka na stolik. Zawsze trzeba było szukać okazji do zwiększania zasięgu!

Nagła zmiana tematu trochę zbiła go z tropu, ale pokiwał w końcu głową z lekką rezerwą - Tak, mogłeś znaleźć jakieś stare nagrania... mam jakieś 10 tysięcy subskrybentów, ale od dawna nic nie wrzucałem - na pytanie o współpracę jednak nie odpowiedział. Prawdopodobnie wydało mu się to trochę nie na miejscu biorąc pod uwagę ich aktualną sytuację.
 
__________________
"No matter gay, straight, or bi', lesbian, transgender life
I'm on the right track, baby, I was born to SURVIVE
No matter black, white or beige, chola, or Orient' made
I'm on the right track, baby, I was born to be BRAVE"
Corpse jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-11-2021, 08:59   #7
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
Basowe chrząknięcie przerwało rozmowę. Zanim ktokolwiek zdołał się odezwać, na ostatnim wolnym miejscu usiadł ubrany w prosty, niewyróżniający się garnitur mężczyzna. Wyglądał jak ochroniarz, który urwał się na chwilę z obstawy jakiegoś polityka – potężnie zbudowany, krótko ostrzyżony, z promienistą blizną na policzku. Oczy miał szare, przygaszone, jakby widziały zdecydowanie zbyt wiele. Dla osób posiadających duże doświadczenie w oglądaniu filmów akcji skojarzenie było jedno: były wojskowy albo jakiś najemnik. Rozejrzał się po pomieszczeniu, spojrzał po kolei na twarze każdej z siedzących przy stole osób, a potem na zegarek.

- 13:26, mogłem się tego spodziewać - mruknął do siebie i westchnął - Przepraszam za spóźnienie, utrudnienia na trasie - uśmiechnął się drapieżnie - Możecie zwracać się do mnie per Nowak. Reprezentuję Regency Group – organizację zapewniającą consulting w sprawach bezpieczeństwa dla USA i Unii Europejskiej. A w wolnych chwilach, podejmujemy się prawie niemożliwego zadania pomocy ludziom w innych wariantach rzeczywistości. Jak już się z pewnością domyśliliście, istnieje wiele alternatywnych światów, wszystkie, poza naszym, przeżywające jakiś rodzaj katastrofy. Przedostać się pomiędzy nimi potrafią tylko nieliczni ludzie, posiadający rzadką mutację tyłomózgowia, pozwalającą przechodzić między kolejnymi warstwami Pobliża, oficjalnie desygnowanego jako Nearside. Czyli mówiąc prosto, skakać między wymiarami – sięgnął po przyniesioną wcześniej teczkę - Każde z was, ja także, posiada tą anomalię. To samo dotyczy naszych odpowiedników na innych Ziemiach. Macie czasem wrażenie nabierania prędkości, albo uczucie, jakby coś was ciągnęło, prawda? To zew Pobliża, coś bardzo użytecznego, ale też uzależniającego, możecie mi wierzyć. A my staramy się wykorzystywać to, żeby pomagać innym, a w niektórych przypadkach zapobiec albo opóźnić katastrofy – powiedział, z uśmiechem wyciągając cztery białe teczki z dokumentami i podając każdemu - Dobrze, wystarczy już tego wykładu. Organizacja obserwuje każde z was od momentu waszych Upadków, ubezpieczając i analizując potencjał. Dzisiaj jestem tu między innymi po to, żeby zaoferować wam pracę w Regencji. Dobrze płatną pracę. W teczkach są podstawowe informacje o ofercie - zamilkł, dając kilkanaście sekund na przejrzenie pierwszych stron. Kwota oferowana przez Regencję byłaby słuszna, nawet gdyby podaną ją w złotówkach, a nie w funtach brytyjskich…

Nowak wstał od stołu i poprawił garnitur - Nie musicie decydować od razu, odmowa nie spotka się też z żadnymi konsekwencjami, jednak nawet w jej przypadku nie możemy wykluczyć dalszej obserwacji. Względy bezpieczeństwa – tym razem w jego uśmiechu nie było krztyny wesołości - Sam nie chcę, żebyście podejmowali ją na ślepo, dlatego zapraszam na krótki spacer. W międzyczasie odpowiem na wszystkie pytania, które będziecie mieli, a pewnie wciąż ich dużo – wskazał dłonią wyjście z kawiarni, po czym nagle się zatrzymał - Zapomniałbym, jeszcze po małym bonusie, na zachętę – wyciągnął z teczki cztery ładne, zadbane kieszonkowe zegarki i położył na blacie. Mimo porządnego wyglądu wszystkie były zepsute, ale ich „drugie” wskazówki były lepiej widoczne – szczególnie dobrze zauważyła to Patrycja.
- W takich lepiej widać mapę zegarową, później wytłumaczę wam jak ją czytać. Idziemy? –

 
Sindarin jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26-11-2021, 18:25   #8
 
Brilchan's Avatar
 
- Ja w to wchodzę i tak lepszy plan niż hedonistyczna śmierć, którą sobie zaplanowałem a jeżeli przy okazji można pomóc innym wymiarom to tym lepiej - Odpowiedział Adam.

- Jedno pytanie Panie Nowak, ustaliliśmy pomiędzy sobą, że można sprowadzać materię nieożywioną taką jak papier czy najwyraźniej samochody a co z ludźmi? Czy można transportować pomiędzy światami żywych ludzi ? - W tym, momencie nie zastanawiał się jak wyjaśni rodzicom, że syn, którego pochwali wrócił do życia skoro ta tajna organizacja tyle czasu ich śledziła to chyba ma jakieś metody?
 
Brilchan jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-11-2021, 09:10   #9
 
Asderuki's Avatar
 
- Nie jest to możliwe. Jedynymi żywymi istotami, które są w stanie się przenosić, są ludzie HBa pozytywni. I zanim zapytacie o bakterie jelitowe, nie znam dokładnego mechanizmu - Nowak odpowiedział na pytanie Adama.

Patrycja wytrzeszczyła oczy najpierw na kolesia, który do nich podszedł, potem na papier z ceną, a na sam koniec na zegarek. Gonitwa myśli była krótka, ale intensywna. Wstała dołączając do “agenta”. Zagarnęła zegarek ze stołu, który od razu wylądował w kieszeni.
- W sumie to mnie wywalili z pracy, kasa zawsze się przyda - dodała jakby tłumacząc reszcie swoją decyzję.

Brwi Błażeja powędrowały do góry, gdy słuchał tej gadki. Obejrzał kwotę. Kasa jak kasa.
-Zaraz… Dobrze rozumiem? Wy pomagacie tym innym światom z dobroci serca i głębokiej potrzeby tak? – zaśmiał się kręcąc głową.
-O co tu chodzi? Mam uwierzyć w jakąś kosmiczną karmę czy co?
Nowak kiwnął mu głową z uznaniem.

- Pragmatyk, jak widzę. Rozsądnie. Cóż, możecie traktować Regencję jak służby porządkowe. Pomagając ludziom na innych wariacjach, upewniamy się że nasz świat będzie bezpieczniejszy. Nie znamy w pełni natury Pobliża, a konflikty między wariacjami mogą być katastrofalne w skutkach. Z drugiej strony, w niektórych technologia skręciła w nieco inną stronę, więc transfer wiedzy jest opłacalny.

- Podejrzewałam, że to w tę stronę idzie, ale myślałam aby później zapytać - Patrycja posłała Błażejowi kiwnięcie pełne uznania.

-Zaaraz…. Służby porządkowe? Mam… Mam być gliną? - Błażej patrzył na typa z niedowierzaniem,
-Serio? - Teraz to śmiał się w najlepsze w końcu uniósł rękę w geście poddania.
-Spoko rozważe bycie psem, chyba poczułem… Te no… powołanie. - powiedział wracając do pitego piwa teraz trochę szybciej, bo przecież… głupio zostawić jak będą wychodzić.

Brwi Moona gdyby mogły to pewnie wystrzeliłyby gdzieś na potylicę, w akompaniamencie gałek ocznych uderzających o drewniany stolik. Więc to wszystko była prawda. Naprawdę przenosili się z miejsca na miejsce, do alternatywnych światów… a jakby tego było mało to takich jak oni było o wiele więcej. Z całego jednak wywodu “Agenta Smitha” najbardziej zainteresowało go coś, co chyba reszcie gawiedzi umknęło, przykryte pierzynką z oszałamiającej sumy pieniędzy.
- Upadek? Co ma Pan na myśli mówiąc “Upadek”? - zapytał.

- Tak góra nazwała pierwsze przeskoczenie Nearsidera do innego wariantu, niekontrolowany "upadek" właśnie. Normalnie przejście wymaga znalezienia się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, to pierwsze tylko odpowiedniego bodźca i adrenaliny - Nowak zamyślił się, jakby coś wspominał - Nazwa wzięła się od tego uczucia spadania podczas przejścia.

Patrycja patrzyła dłużej na Nowaka aż coś jej przyszło do głowy. Uznała jednak że woli to pytanie zostawić na później. Włożyła ręce do kieszeni.
- Podejrzewam, że nie jesteście jakoś super związani z rządem? Jak wygląda sprawa zapłaty, podatków, itp?

- Tym się nie musicie przejmować. Regencja jest oficjalnym, niezależnym kontraktorem UE i USA, a wy zostaniecie zatrudnieni jako konsultanci - wszystko legalnie i zgodnie z prawem. Szczegóły znajdziecie w teczkach.

- Mhm - Patrycja mruknęła zerkając na swoją teczkę, ale nie przeglądając jeszcze jej zawartości. Ułożyła w końcu odpowiednio słowa aby zadać kolejne pytanie.
- To ten… w sumie, czy ta zapłata jest współmierna do ryzyka? - Tym razem wlepiła spojrzenie w agenta aby zobaczyć przy okazji jego reakcję.

Reakcją było uniesienie brwi.
- Zarabiałem mniej, ryzykując znacznie bardziej - odpowiedział krótko.

Błażej zadarł głowę i końcówkę piwa wlał w siebie pijąc duszkiem. W końcu odstawił kufel z głośnym uderzeniem, wytarł usta z piany i uśmiechnął się szeroko.
- Kierowniku złoty ryzyko to nie problem. - powiedział wstając. Już wiedział co zrobi. Zabierze Klaudie tutaj i opłaci jej studia, tak jak powinien.

Punkówna patrzyła na agenta chwilę rezygnując z dodawania czegokolwiek po tym jak dress i tak już jej wszedł w słowo. Przeklęła w myślach. Z niechęcią, ale zaczęła przeglądać papiery z teczki kiedy już ruszyli na spacer. Słuchała Nowaka ale czasem wracała do teczki. Sprawdzała na ile starczy jej cierpliwości.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29-11-2021, 17:36   #10
 
Corpse's Avatar
 
Moon zdawał się być bardzo zamyślony. Rozmowa z "Agentem Smithem", jak zaczął go sobie nazywać w głowie, przebiegła szybko i właściwie odpowiedziała na wszystkie jego pytania. No, przynajmniej na te których nie bali się zadać. Problem dla Azjaty stanowiła jednak w głównej mierze natura samej "Regencji", o co pytać na razie nie chciał. Wszystko to sprawiało wrażenie zbyt zorganizowanego jak na świat o którym jeszcze niedawno nic nie wiedzieli. Specjalna organizacja współpracująca z USA i UE, skupiająca się na pomocy innym światom, kosmiczne zarobki i zero "rozmowy kwalifikacyjnej". Tak naprawdę jedyną ich kwalifikacją było to że byli Nearsiderami. Jakby tego było mało, całości dopełniała zawoalowana groźba o obserwacji ich życia, jeśli postanowiliby się nie zgodzić na pracę, co w ogólnym rozrachunku nie pozostawiało im żadnej opcji. Pieniądze zdawały się kuszące, ale Moon nie wiedział nawet jak ma wytłumaczyć rodzicom co się dzieje w jego życiu i skąd nagle by je miał. Nie wspominając nawet o innych problemach natury... mentalnej... które mogłyby wejść mu w drogę.

Przyglądając się "magicznemu" zegarkowi w dłoni, ruszył za Agentem Smithem do wyjścia z kawiarni...
 
__________________
"No matter gay, straight, or bi', lesbian, transgender life
I'm on the right track, baby, I was born to SURVIVE
No matter black, white or beige, chola, or Orient' made
I'm on the right track, baby, I was born to be BRAVE"
Corpse jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171