Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-05-2020, 23:00   #1
 
Corpse's Avatar
 
[Autorski/Horror] Resident Evil - 1C - Raccoon General Treatment (18+)

Raccoon General Treatment

Scenario 1C


27 wrzesień 1998, Raccoon St. Tram Station

Emma Press

Ciężki dzień dobiegał końca. Wychodząc z siłowni, czuła jak jej mięśnie pulsują, rozgrzane do czerwoności na dziwacznych dla zwykłych śmiertelników maszynach. Całe jej ciało było obolałe i nabrzmiałe od wszystkich tych powtórzeń które dzisiaj zrobiła. Mimo to była w tej chwili zadowolona. Wręcz szczęśliwa. Włożyła do uszu słuchawki i włączyła discmana ze swoją ulubioną płytą. Zacięła się kilka razy na początku pierwszego utworu, jak to miała w zwyczaju, ale nawet ją to nie obeszło. W sumie to nawet lubiła ten moment kiedy płyta przeskakiwała.

Wspinała się po metalowych stopniach na pomost prowadzący nad Raccoon St., kiedy dołem śmignął najpierw radiowóz, a zaraz po nim trzy czarne wozy marki GMC w czarnym kolorze. Scenka rodem z filmu akcji. Odwróciła głowę, nie zaprzątając tym sobie myśli ani chwili dłużej.

Dotarła do końca pomostu i po stopniach zeszła na dół. Kątem oka zauważyła smugę dymu wydobywającą się gdzieś z centrum ZOO. Lubiła wracać tędy z siłowni, szczególnie w dzień, bo z pomostu mogła zawsze zobaczyć słonia, żyrafę i inne duże zwierzęta. Tym razem jednak było zbyt ciemno by dostrzec cokolwiek. Dym też był nowością i nie polepszał widoczności. Może palili skoszoną trawę?

Kilka metrów dalej, po kolejnych stopniach, drapała się w końcu na peron kolejki miejskiej. Raccoon nie było wielką metropolią, ale po zastrzyku gotówki od Umbrella Corporation, która postanowiła zrobić z miasta swoją wizytówkę i główną "bazę", dorobiło się nie tylko autobusów miejskich, ale i metra. I mimo że metrem byłoby szybciej, Emma jakoś zawsze wolała tę kolejkę. Była taka... oldschoolowa. I na wierzchu, nie pod ziemią.


Wagonik jeszcze nie podjechał, więc usiadła na ławeczce wsłuchując się w muzykę z discmana...


Andre Ebrantil

Andre skończył zmianę w szpitalu i właśnie wychodził tylnym wyjściem. Karetki kursowały dzisiaj cały czas, wte i wewte, ciągle przywożąc nowe ofiary ataków jakichś szaleńców. Ofiary zostały pogryzione, podrapane i poturbowane na sto innych sposób, a niedługo po tych zdarzeniach dostawali gorączki. Do tego dochodziły wypadki samochodowe spowodowane przez rozwścieczony tłum uciekinierów, ofiar i samych zarażonych. Jakiś nowy wirus wścieklizny czy coś takiego. Tak słyszał. Ogólnie rzecz biorąc, burdel na kółkach.

Trzasnął drzwiami, zeskoczył z rampy gdzie zwykle podjeżdżały karawany po odbiór ciał (nie)szczęśliwców i powlókł się w stronę stacji kolejki miejskiej, powłócząc nogami i nucąc coś pod nosem. W dłoni trzymał czarny neseser, który nosił ze sobą dosłownie wszędzie. Nie rozstawał się z nim, a każdy kto go choćby minimalnie znał, stwierdziłby że pewnie nawet z nim sypia.

Wyszedł na front szpitala, uskoczył bezwiednie przed karetką która właśnie podjechała pod wejście na SOR i patrząc w ziemię szedł dalej Victoria St. Znał trasę na pamięć, a na dodatek mało kiedy ktokolwiek tędy chodził, bo wszyscy odwiedzający woleli zahaczyć o zabytkową wieżę zegarową tuż obok szpitala, zamiast spacerować pustą drogą w otoczeniu zieleni. Ale nie Andre. Jemu widoczki nie były do szczęścia potrzebne. Miał inne cele i "przyjemności".

Zanim dotarł do Army St, czyli głównej miejskiej arterii na południu Raccoon, minęły go jeszcze 2 karetki i jeden radiowóz na sygnale. Usłyszał też coś co nie pasowało do zgiełku który zwykle słyszał w tym miejscu. Kiedy podniósł głowę, prawie momentalnie zmarszczył też brwi. Ulica była prawie pusta. Oczywiście był wieczór, dochodziła dwudziesta, ale główna przelotówka miejska zawsze była zapełniona autami, nawet o północy. Teraz jednak świeciła pustkami, nie licząc kolumny czarnych aut GMC z radiowozem na czele które właśnie go minęły, kierując się w stronę gór Arklay. Andre zastanowił się chwilę cóż też mogło się takiego wydarzyć że nagle jest tak pusto, ale w końcu wzruszył ramionami, przebiegł przez ulicę i skręcił w lewo.

Po kilku krokach, znalazł schody prowadzące na stację kolejki miejskiej. Jeszcze tylko 20 minut w kolejce i będę w domu, pomyślał mimowolnie, kiedy wagonik wjechał po torach na przystanek i zatrzymał się, otwierając drzwi.


Emma & Andre



Emma wsiadła pierwszymi drzwiami, a Andre ostatnimi. Byli jedynymi pasażerami, nie licząc menela owiniętego w brezent, leżącego w tylnej części wagonu. Minusem podróżowania tym zabytkowym tramwajem byli właśnie żule, którzy notorycznie go zasiedlali, przez to że został on już wiele lat temu w pełni zautomatyzowany. Oczywiście dzięki funduszom Umbrelli.

Drzwi zamknęły się i wagonik ruszył. Andre spojrzał z odrazą na leżącego człowieka i przytknął rękaw do nosa, by przynajmniej trochę odciąć się od smrodu. Był przyzwyczajony do różnych zapachów, tych przyjemnych i tych gorszych, jego praca tego wymagała, ale jednak niemyty menel to niemyty menel. Nawet jeśli zapach nie był gorszy od smrodu rozkładających się zwłok, to nadal widok człowieka który go wydzielał, powodował że odczuwało się go jeszcze bardziej. Żywa, upodlona do granic możliwości istota, którą mógł być każdy z nas, ale jednak nam się udawało, a im nie. Co to determinowało? Wola walki? Inteligencja? Zaradność? Regularne kąpiele?

Andre przestąpił nad człowiekiem i podszedł bliżej kobiety która jechała wraz z nim i właśnie usiadła na samym przodzie wagonu. Miała zamknięte oczy, a jej głowa podrygiwała w rytm muzyki dobywającej się ze słuchawek w uszach. Ebrantil usiadł na przeciwko niej, lekko po ukosie i spojrzał na nią uważniej. Kojarzył ją, oczywiście z kolejki. Dość ładna blondynka, o przesadnej muskulaturze i przesadnym wzroście. Babochłop można by rzec, ale dla osoby z jego wiedzą i doświadczeniem była dość ciekawym zjawiskiem. Mało która kobieta miała tyle samozaparcia żeby wypracować sobie takie ciało.

Pochłonięty rozmyślaniami nad fizycznymi predyspozycjami swojej towarzyski podróży, nie zauważył nawet ruchu po swojej lewej. Odwrócił głowę dopiero gdy dotarł do niego jęk bezdomnego. Najwyraźniej się obudził i teraz stękał, próbując się podnieść. Za chwilę pewnie poprosi o jakieś drobne, albo coś takiego. Albo i nie...

Bezdomny zsunął z siebie brezent i w kilku niezgrabnych ruchach podniósł się do pozycji stojącej. Głowę miał spuszczoną i stał tak chwilę, odwrócony bokiem do Andre i Emmy. A potem się odwrócił.


Ten człowiek nie żył i w ocenie Andre nie ulegało to żadnej wątpliwości. Napatrzył się na trupy tyle, że był w stanie to stwierdzić na pierwszy rzut oka. A mimo to, stał i własnie odwrócił się w jego stronę. Jego blade oczy rozejrzały się po wagoniku i spoczęły na Ebrantilu. Kłapnął zębami i postawił krok w ich stronę.

OST

Andre zerwał się z miejsca jak porażony prądem, dokładnie w momencie kiedy wagonik podskoczył na jakimś wyboju. Zatoczyło nim i poleciał do przodu, w ostatniej chwili łapiąc się poręczy, ale też szturchając przy tym Emmę kolanem.

- Kurwa, koleś, co ty odpie... - zaczęła, wyrywając słuchawki z uszu, ale (nie)stety nie było mu dane dowiedzieć się jakiego epitetu miała zamiar użyć, bo jej wzrok powędrował ku bezdomnemu. Podniosła dłoń do ust, w niemym przerażeniu.

Sekundę później światła zadrżały po raz pierwszy. Wagonik nagle gwałtownie wyhamował. Ebrantilem znów zarzuciło, tym razem w stronę frontu, ale trzymał się obiema rękoma poręczy i jakoś udało mu się nie upaść. Chodzący trup który im towarzyszył poleciał jednak jak długi i wyrżnął twarzą w podłogę. Światła zamigotały po raz drugi i zgasły, pogrążając ich w totalnej ciemności. Jedynym co teraz oświetlało wnętrze wagonu był blask księżyca, czerwona dioda awaryjna mrugająca na panelu sterowania i łuna z centrum od którego dzieliło ich jeszcze kilkaset metrów...
 

Ostatnio edytowane przez Corpse : 27-05-2020 o 23:29.
Corpse jest offline  
Stary 28-05-2020, 10:11   #2
 
Anonim's Avatar
 
To ja go tnę.

Andre zwykł wyzywać ludzi, którzy z tych, czy innych przyczyn podpadali mu. Jeszcze zanim wyszła na jaw prawda o bezdomnym to już zaczął go nazywać w myślach kondomiarzem - takim co to powinien skończyć w kondomie, a jednak urodził się. No i co tu dużo mówić - kondomiarz zaśmierdł całą kolejkę do tego stopnia, że Ebrantil żałował, że w ogóle do niej wsiadł. Niestety smród wyczuł odrobinę za późno.

W normalnych okolicznościach zagadałby do kondomiarza. Zapytałby go czemu tak bardzo śmierdzi. Kolejne pytanie dotyczyłoby kwestii wolnej woli. Bo skoro każdy człowiek posiada wolną wolę to jaki powód miał kondomiarz, aby zanieczyścić swoim smrodem zautomatyzowany, bezbożny przybytek kolejki. Ogólnie w Ebrantilu były spore pokłady nienawiści. Dla przykład nienawidził smrodu, a jeszcze bardziej nienawidził automatyzacji. Jakby miał większy wybór to nigdy nie wsiadłby do automatycznej kolejki i nigdy nie wchodziłby do domów sterowanych za pomocą "sztucznej inteligencji", czy innego tego typu gówna. Niestety nie miał wyboru - Umbrella Corporation zadbała o to, żeby przejąć jak największą część miasta. Jakby tramwajarze zastrajkowali to w najgorszym razie dałoby się ich wymienić, ale jakby U.C. zażądało czegoś to co miasto mogło zrobić? Wyjebać na złom miejską infrastrukturę transportową? Skorumpowani politycy to jedno, ale zupełnie czym innym jest całkowita kontrola organizacji takiej jak U.C. nad miastem - demokracja umarła, gdy niezależnie od woli wyborców to U.C. trzymało za jaja miasto.

Tej nocy Andre odstąpił od zagadania do bezdomnego. Miał zupełnie inne plany na noc. Ściskał swoją czarną walizkę. Od tygodni przechadzał się z nią i wypowiadał się w sposób sugerujący wszystkim jego drogocenną zawartość. Prawda jednak jest taka, że do wczoraj walizka była pusta. Ebrantil sondował jedynie konsekwencje swojego postępowania. Spodziewał się ataku, dlatego od kiedy nosił walizkę to i nosił przy sobie nóż. Z uwagi jednak na zawartość walizki tej nocy wolał nie ryzykować przypadkowego starcia z jakimś kondomiarzem.

Andre przeszedł obok niego bez słowa mając cichą nadzieję, że w pieprzonym gównie, którym jechał powietrze wiało od przodu do tyłu. Niestety jego nadzieje okazały się być płonne. Cały wagonik jebał równomiernie.

Kobieta siedząca z przodu niezbyt go zainteresowała. Nienawidził ludzi odcinających się od dźwięków świata poprzez słuchawki z muzyką. Odrealnione świry, które jak najdalej starały się odciąć od kosmicznego rezonansu otaczającego wszystkie żywe istoty. Nawet to automatyczne gówno, którym jechali, wydawało dźwięki tworzące muzykę tego świata. Należało to docenić. A niektórzy woleli słuchać muzykę, którą mogli sobie posłuchać w domu, czy jakiejś restauracji, barze, czy innym klubie. Poza tym zakładając słuchawki w miejscu publicznym ci ludzie dawali sygnał, że nie chcą, aby do nich zagadać. Zupełnie jak małe dzieci, którym powiedziano, żeby nie rozmawiać z obcymi ludźmi.

No, ale wracając do kondomiarza to ten wstał, zrzucił z siebie brezent i okazało się, że jest martwy. Ebrantil widział już wielu żywych trupów, ale to byli żywi, którzy jeszcze nie wiedzieli, że są trupami - szpital bywał bardzo ponurym miejscem. Kondomiarz był raczej trupem, który nie wiedział, że jest trupem i zachowywał się jakby żył. A może nie? To kłapanie zębami nie wyglądało dobrze, bo pewnie taki kondomiarz wolał napić się niż zjeść, a w ogóle to było dziwne, że miał zęby. Pewnie były słabe i przegniłe, bo takie osoby nie słyną z korzystania z opieki dentystycznej. Andre nawet znał jednego, który sobie wkładał pestki od arbuza w dziurę w zębie, żeby sobie ją zatykać. W każdym razie oto trup stał, kłapał japą i zbliżał się.

A chwilę później kolejka nagle zahamowała, a tamten upadł na swój głupi ryj. Był niemal u stóp Ebrantila - ten przytrzymał się poręczy. Kobieta była obok, ale nadal siedziała.

I zgasło światło.

Andre natychmiast rzucił się z nożem na kondomiarza. Nie znał się za bardzo na żywych trupach, ale to wciąż było ludzkie ciało. Ciało poruszało się, dzięki układowi nerwowemu. Wystarczyło przeciąć rdzeń kręgowy w okolicach szyi i będzie mógł sobie do woli kłapać mordą, ale już nie poruszy rękami i nogami. Ciął go, aż tamten przestał ruszać się (przynajmniej od szyi w dół).
- Zdechnij jebany kondomiarzu! - krzyknął Andre, gdy już ciął swojego przeciwnika. Tamten leżał na brzuchu, więc powinno pójść łatwo.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 28-05-2020 o 11:46.
Anonim jest offline  
Stary 29-05-2020, 19:47   #3
 
Mekow's Avatar
 
Siłownia przy skrzyżowaniu Raccoon St. i Muscle's Rd, w Raccoon City, cieszyła się niemałym powodzeniem. Pozostawała ona otwarta aż do północy, ponieważ niektórzy stali bywalcy mieli czas na ćwiczenia tylko wieczorami. Zaś zatrudnieni tam instruktorzy, znali się na swojej robocie.
Emma Press była wysoką kobietą, o zmysłowej i wypracowanej przez lata figurze. Czasami ćwiczyła wraz z klientami, motywując ich do wysiłku, a czasami tylko wyznaczała im ćwiczenia i demonstrowała jak należy używać danego przyrządu. Zwykle pod koniec dnia dokładała sobie odpowiednich ćwiczeń, w zależności od tego czego i ile potrzebowała.
Tego dnia klientów było mniej niż zwykle i Emma sporo ćwiczyła w ciągu dnia, ale mimo to została w pracy po godzinach. To dlatego, że jej zmiennik Albert Root, spóźnił się na swoją wieczorną zmianę.
- Przepraszam, miałem kłopoty z dojazdem - wytłumaczył się krótko, ale z wystarczającą dla Emmy skruchą.
Zresztą zostanie dłużej nie było dla kobiety katastrofą. W końcu nikt na nią nie czekał i nie miała nic ważnego do zrobienia. Po prostu przedłużyła trochę swoje własne ćwiczenia, a to nigdy jej na złe nie wychodziło.

Po pracy jak zwykle wzięła porządny prysznic. Najpierw gorący, potem zimny. Siłownia była dobrze wyposażona i zapewniała takie wygody, więc jak najbardziej należało z nich korzystać.
Gdy wyszła z budynku, okazało się że jest już ciemno. W niczym jej to jednak nie przeszkadzało, a już na pewno nie bała się ciemności. Pochodziła z Nowego Jorku i zawsze była twarda, a w razie czego umiała o siebie zadbać.
Nie była zadowolona widząc radiowóz na sygnale. To zawsze źle jej się kojarzyło, nawet jeśli była czysta i nie miała przed glinami nic do ukrycia. Szybko przejechali, więc nie zaprzątała sobie nimi głowy, oddając swoją uwagę muzyce.

Wsiadła do kolejki, którą zwykle podróżowała. Lubiła ją, jednak po zmroku widoki nie były już takie same. Oczywiście Emma zdawała sobie sprawę z tego, że każdy kolejny dzień będzie coraz krótszy i już niedługo będzie ciemno nawet o jej zwykłej porze zakończenia pracy.
Oprócz niej, kolejką jechał jeszcze jeden koleś i niestety jakiś bezrobotny bezdomny menel, którego jak najbardziej należało zignorować. Tak też Emma zrobiła i wszystko przebiegało normalnie.

Nagle ktoś ją zaczepił! Jak na rodowodowego Nowojorczyka przystało, od razu gotowa była dać delikwentowi w mordę; jednak jako osoba raczej opanowana, postanowiła ograniczyć się do udzielenia mocnego ostrzeżenia. Wszak wypadki się zdarzają, a sama poczuła jak kolejką szarpnęło, pewnie od kamienia pozostawionego na torach przez niesforną młodzież.
Szybko się jednak okazało, że najbardziej prawdopodobnym winowajcą był jadący z nimi menel, który wyglądał jak uciekinier z obozu wojennego w trzecim świecie, który się czegoś naćpał. Do tego kolejka stanęła i zgasło główne światło! Jedyne szczęście w tym nieszczęściu, że nie musieli dłużej oglądać tego nieludzko wyglądającego żebraka.

Z tego co się Emma zorientowała, ten normalny facet rzucił się na tego naćpanego z nożem. O ile po takim ataku prewencyjnym, można go było nadal uznać za normalny wzorzec zachowań...
- Zostań na podłodze! - krzyknęła ostrzegawczo, wstając z miejsca i mając nadzieję że menel mimo swojego stanu nadal rozumie po ludzku.
Jej też przydałaby się jakaś broń. U siebie miała łom, baseballa, francuza i nawet sledgehammer, ale przy sobie miała co najwyżej pilniczek do paznokci. Na szczęście, przy panelu sterowania na którym mrugała czerwona dioda, obok niewielkiej gaśnicy przymocowany był łom. Mniejszy niż ten jej, ale i tak powinien się sprawdzić do rozwalania ludziom łbów. Oczywiście chwyciła łom w dłoń, gotowa przywalić śmierdzielowi jeśli ten będzie coś kombinował.
A na wszelki wypadek, na tego drugiego też wolała uważać i trzymała się na baczności.
 
Mekow jest offline  
Stary 31-05-2020, 17:21   #4
 
Corpse's Avatar
 
Andre rzucił się z nożem na bezdomnego. Ostrze zatopiło się dość łatwo w karku delikwenta. Zgodnie z przewidywaniami Andre, dłonie nieumarłego, które już zabierały się do przywrócenia ciału pozycji pionowej, opadły nagle bezwładnie i dokładnie tak jak przewidywał, głowa nadal pozostała żywa. Brak jęku wywołanego bólem ataku na rdzeń kręgowy, potwierdził, że to z czym mieli do czynienia nie było człowiekiem. Już nie.

Szczęki kłapały nadal, przytwierdzone do bezwładnego ciała. Głowa unosiła się lekko co chwilę i znów opadała.

Emma wyciągnęła łom z panelu i w tym samym momencie, panel sterowania zaskwierczał groźnie. Czerwona dioda zgasła i przez chwilę byli pogrążeni w totalnej ciemności. Po kilku sekundach dotarł do nich charakterystyczny dźwięk restartowania sieci elektrycznej, przypominający buczenie, dioda mrugnęła raz i cały wagonik w jednej chwili rozbłysł światłem, oślepiając na chwilę dwójkę pasażerów.

Wagonik szarpnął nagle i ruszył, najwyraźniej kontynuując trasę.

OST

Zarówno Emma, jak i Andre, nadal analizowali jeszcze co się u diabła stało z bezdomnym, kiedy dostrzegli przez szyby wagonika światła które nie pasowały do standardowego krajobrazu. Płomienie, pożoga, pożary... zwał jak zwał, gdzie okiem sięgali, coś stało w ogniu. Trasa wagonika prowadziła wąskim podwyższeniem przez miasto, więc wyraźnie widzieli hordy nieumarłych, ludzi skaczących z budynków, walczących z tymi potworami, uciekających przed nimi. A oprócz tego czarne wozy oznaczone literami U.B.C.S. i co najmniej kilkunastu żołnierzy ubranych od góry do dołu na czarno, z charakterystycznym logiem Umbrella Corporation na ramionach. Jakby nie patrzeć, całe miasto pogrążyło się w chaosie. Gdzie okiem sięgnąć jakieś barykady, porzucone auta policji i cywilów i regularna wojna z nieumarłymi wprost na ulicach niegdyś spokojnego miasta.


Wagonik posuwał się powoli do przodu. Na oko, oboje pasażerowie byli w stanie ocenić że do ich stacji w centrum jest jeszcze jakieś pięć minut jazdy. Szkoda tylko że jechali w kierunku zagrożenia, nie z dala od niego...
 

Ostatnio edytowane przez Corpse : 31-05-2020 o 17:30.
Corpse jest offline  
Stary 01-06-2020, 21:07   #5
 
Anonim's Avatar
 
Światło wróciło równie nagle i tajemniczo jak zgasło. Po kondomiarzu pozostało jedynie sparaliżowane ścierwo kłapiące japą.
- Widziałaś? - Andre odezwał się do kobiety aktualnie dzierżącej łom. Wskazał na głowę wciąż poruszającą szczęką - Jak w filmach. Sprawdźmy, w którym. - i dodał do głowy - Czy to numer z Powrotu Żywych Trupów i pogadamy, czy nie? - ale głowa nic nie odpowiedziała, dlatego dźgnął ją nożem w mózg. Głowa przestała w końcu kłapać dziobem.
- Wygląda na to, że to Noc Żywych Trupów. Znasz ten film? - zapytał jadącą z nią kobietę, gdy oboje przyglądali się zagładzie dziejącej się na ulicach.

Poczeka na jej odpowiedzi, a im bliżej byli celu podróży tym miał jeszcze jedno pytanie i propozycję:
- Proponowałbym wrócić po torach. Milusińscy na dole najwyraźniej myślą w dwóch wymiarach i raczej nie będą wspinać się na poziom torów, jak nie wspinali się do tej pory. Jakby jechała kolejna kolejka to na nią wskoczymy, one chyba nie jeżdżą zbyt szybko i da radę... no alternatywą jest pożarcie, więc zaryzykowałbym zderzenie z kolejką i próbę zaczepienia się na niej nożem. Chyba, że masz lepszy plan... - nawet nie powiedział, że trzeba jak najszybciej opuścić miasto, bo była to najbardziej oczywista myśl z historii oczywistych myśli, a może od zawsze.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 02-06-2020 o 20:21.
Anonim jest offline  
Stary 02-06-2020, 09:46   #6
 
Mekow's Avatar
 
Przywalenie żebrakowi łomem okazało się nie być konieczne. Całą sprawą zajął się koleś z teczką; bardzo skutecznie, przy użyciu noża.
- Ja pierdole, czego on się naćpał?! - rzuciła Emma, gdy światło wróciło i wagonik ruszył, a nieboszczyk niestety ujawnił swoją nieludzką postać.

Szybko się jednak okazało, że sytuacja jest o wiele bardziej poważna. Ich spotkanie nie było pojedynczym incydentem, gdyż w mieście pełno było tych agresywnych truposzy. A do samej inwazji dochodziły jeszcze wypadki drogowe i pożary, co z pewnością wynikało bezpośrednio z tego pierwszego.

Przynajmniej kolejka się uchowała i oni dwoje byli teraz bezpieczni.
- Nie oglądam zbytnio telewizji - odpowiedziała Emma, nie wiedząc do jakiego horroru jej rozmówca porównuje sytuację.
Jeśli proponował on przesiadanie się w biegu, to musiała się z nim nie zgodzić.
- Tu nic nam nie grozi, więc najlepiej zostać w kolejce i pojechać do końca tasy - zauważyła, dość mocno przekonana w tej sprawie. A co zrobią potem?
- Jeśli wypatrzymy przejezdną ulicę, to na parkingu tuż obok dworca mam samochód z przyczepą - zaproponowała i ten plan najbardziej jej odpowiadał. Kolejka raz już im zgasła i nie było pewności czy to się nie powtórzy, zaś samochód był pewnym środkiem transportu, zakładając oczywiście że dzięki niemu unikną tych "żywych trupów".
- A jak nie da rady, to po prostu pojedziemy tą kolejką w drogę powrotną - zauważyła.
Zważywszy na miejsce w którym byli, nawet gdyby wysiedli i górą szukali drogi powrotnej, najszybciej przyjechałaby właśnie ta kolejka w której byli teraz.
 
Mekow jest offline  
Stary 02-06-2020, 10:09   #7
 
Anonim's Avatar
 
- Obawiam się, że korki w mieście stały się bardzo nieznośne o tej nietypowej godzinie. - stwierdził na propozycję udania się na parking. - Nie chodziło mi o przesiadanie się w biegu, ale po prostu podróż na piechotę po torach ponad głowami tych tam na dole. Podejrzewam, że kolejka dojedzie do stacji i tam zatrzyma się - ktoś pewnie nadzoruje te automaty... a jeżeli działają całkowicie automatycznie to tak - pewnie ruszy w dalszą drogą i pojedziemy bliżej granicy miasta... hmm... ale mam nadzieję, że peron nie będzie zajęty przez kutasiarzy, bo jak otworzą się drzwiczki to nas pozabijają. W każdym razie mój plan jest taki, żeby wysiąść na peronie i iść torami. Zakładam, że to nie będzie stacja końcowa naszego życia.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 02-06-2020 o 20:21.
Anonim jest offline  
Stary 02-06-2020, 17:18   #8
 
Corpse's Avatar
 
Wagonik sunął leniwie po torach, rozjaśniając ciemność miasta przez przeszklone szyby. Ocalali, którzy walczyli teraz o życie kilkadziesiąt metrów niżej, jeśli tylko spojrzeli w górę mogli zobaczyć twarze dwójki ludzi w kolejce. Mężczyzny i kobiety, obie wygięte w grymasie przerażenia pomieszanego z determinacją. Z jednej strony byli chwilowo bezpieczni, z dala od tego co na dole i też dzięki temu czuli się jak widzowie, oglądający ten dziwaczny spektakl. Mogli planować, mogli zastanowić się nad kolejnym krokiem i drogą ewakuacji z miasta ogarniętego paniką i chaosem. Z drugiej strony, cały czas parli w złym kierunku, nie mając na to zupełnie żadnego wpływu.

Kolejka przejechała właśnie mostem nad szeroką ulicą, ukazując im ogrom zniszczeń i chaosu. Widok był jednocześnie przerażający, przytłaczający i na swój niesamowity sposób piękny. Ludzie, zupełnie jak koty, z natury kochają destrukcję, a to była jej kwintesencja.

Tuż za mostem poczuli że wagon zaczyna hamować, a chwilę potem usłyszeli ogłuszający huk i eksplozję. Przez tylną szybę obserwowali jak helikopter z logiem Umbrella Corporation spada wprost na tory którymi właśnie przejechali i wybucha, niszcząc nie tylko siebie ale i ich drogę powrotną. Kilka chwil później dotarli na miejsce i kolejka zatrzymała się, a drzwi automatycznie się otworzyły. W normalnych warunkach trasa prowadziła dalej, na południe miasta, ale w tej chwili na dalszej drodze znajdowała się barykada której wagonik nie miał szans pokonać. Nie mając innego wyboru dwójka ocalałych wyszła na zewnątrz. Kolejka wydała z siebie dźwięk oznaczający odjazd i zamknęła drzwi, ale najwyraźniej posiadając czujniki kolizji, znów je otworzyła, światła zgasły i zaświeciła się znajoma czerwona dioda.


Oboje znali ten peron, nawet jeśli nie wysiadali na tej stacji, jednak to jak wyglądał teraz, po stokroć odbiegało od tego co pamiętali. Większa część Central St. została zabarykadowana wrakami aut, z dwoma autobusami szkolnymi włącznie. Gdzieś za nimi, teraz niewidoczny z ich perspektywy, znajdował się samochód blondynki. Tuż za autami po ulicy pałętało się też kilku nieumarłych, którzy jeszcze nie zwrócili uwagi na Emmę i Andre. W drugą stronę prowadziła ulica Park St, zabarykadowana jedynie drewnianymi paletami i na pierwszy rzut oka względnie bezpieczna...
 
Corpse jest offline  
Stary 03-06-2020, 11:40   #9
 
Anonim's Avatar
 
- O nie. Jesteśmy zgubieni. - Andre skomentował spokojnym głosem sytuację dookoła niego. Przyjrzał się jak most został zniszczony przez śmigłowiec. Swoją drogą jak helikopter mógł spaść? Czy tu gdzieś są latające zombie, czy jakieś suczki robiły swoje sztuczki? Coś było bardzo nie tak i to nawet nie licząc gromady zombie jakie opanowały miasto, zabarykadowane tory kolejki, płomienie, strzelaniny, spadające śmigłowce i cały ten ogólny syf to było w tym wszystkim drugie dno. Coś niezbyt miłego co czaiło się w odmętach chorej osoby, która doprowadziła do tego wszystkiego. A zatem Umbrella Corporation, bo nie trzeba było być porucznikiem Columbo, żeby wiedzieć kto jest za to odpowiedzialny i kto prawdopodobnie nie będzie za to odpowiadał, bo polityka i układy.

No, ale nic to. Andre przyjrzał się budynkowi, w którym mieściło się kino. Jakby wejść na jego dach i mieć drabinę albo linę to może dałoby się dostać na tory, a to z kolei zapewniało dość bezpieczną drogę poza centrum miasta i może i dalej - do ucieczki z miasta. Niestety grupka frajerni blokowała drogę.
- Jesteś może "prepersem" i trzymasz w bagażniku swojego samochodu broń automatyczną? Albo chociaż linę... ?
 
Anonim jest offline  
Stary 05-06-2020, 18:58   #10
 
Mekow's Avatar
 
Sytuacja zmieniała się bardzo szybko, nieomal jak w kalejdoskopie. Kilka godzin temu miasto spokojnie cieszyło się swoją codziennością, a teraz pogrążone było w kompletnym chaosie. Ci którzy nie potrafili się szybko dostosować mieli pecha i najwyraźniej zarazili się zombiactwem... To samo niestety tyczyło się ich położenia. Znaleźli się w tym wszystkim tak nagle, że pełen obraz nie dotarł jeszcze w pełni do ich umysłów. A sytuacja zmieniała się i pogarszała z każdą chwilą. Powrót kolejką odpadł tak nagle i niespodziewanie, jak pada przysłowiowy grom z jasnego nieba - w ich wypadku był to helikopter. Musieli się szybko dostosować do sytuacji! Działać i to najlepiej z dobrym wyprzedzeniem!

Na szczęście był jeden konkretny cel, który mogli obrać.
- Mam w samochodzie wszystko, poza bronią palną - Emma odpowiedziała szeptem, kucając niżej, aby nie przyciągać uwagi zombie.
- Jest blisko, w tamtej uliczce. Możemy przejść przez ten zakład - dodała cicho, wskazując najpierw na ulicę pomiędzy Burgerami Paula a obiektem zajmującym się odpadkami czy też śmieciami, a potem na ten drugi obiekt.
Zwykle po przejażdżce kolejką Emma szła spokojnie chodnikiem, ale teraz musieli się przekradać. Może i nie znała planów tego miejsca, ale z tego co pamiętała po drugiej stronie były jakieś drzwi, a okna to już na pewno.
Dobre było przynajmniej to, że wiedziała dokąd iść i cel był blisko. A jeśli im się to uda, to z pewnością dadzą też radę stąd wyjechać.
- Chodźmy - szepnęła ruszając ostrożnie do przodu i gestem ręki zachęciła swojego towarzysza, aby poszedł za nią.
Musieli mieć oczy dookoła głowy, a co dwie pary to nie jedna.
 
Mekow jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168