Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-03-2019, 02:43   #1
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 16547 Alaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputację
[Epizod 3] Lake Hills


Dystrybutor ponownie jęknął i zwalił się na ziemię... i podniósł się z niej parując czarną mgłą. Unosił się coraz wyżej, a z jego podstawy wyciekał czarny płyn. Coś uderzyło w szybę sklepu. Na podłodze leżała paczka M&M-sów. Kolejna wystrzeliła prosto w ich kierunku. Obok pierwszej pajęczyny pęknięć wyrosła druga. Kolejne produkty wznosiły się w powietrze. Szkło nie wytrzyma długo. Wyrwany, metalowy kloc zawisł w końcu w bezruchu. Zaczął coraz silniej drżeć.

- Kurwa, kurwa, kurwa! - wrzasnęła Felicia i wydobyła latarkę. W jej ślady poszła Alex.

Trzasnęła rozsypująca się szyba. Na ziemię spadła rozsiewająca pieniądze otwarta kasa, która ponownie zaczęła się wznosić.

- Włączę światło! - zawołała rzeźbiarka i popędziła na zaplecze. M&M-sy wystrzeliły jak pociski. Greenleaf panicznie zasłoniła się strumieniem światła pozostawiając jedynie cienkie smużki czarnego dymu.

Wiszący w powietrzu dystrybutor spadł dokładnie w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Richard i z ogłuszającym zgrzytem, krzesząc iskry na betonowej posadzce, wpadł do środka budynku. Natychmiast zaczął ociężale wznosić się ponownie w próbie stratowania chłopaka.
Butelki i puszki strzelały w niebo celując w kołujące kruki. Te z głośnym krakaniem rzucały się na boki.

Z tyłu sklepu odezwały się huki wystrzałów.
- Giń wreszcie! Giń! O, nie, nie, nie. Nie! Nieeee!

Krzyki zamarły jak ucięte jak nożem. Alex świeciła panicznie świeciła we wszystkie strony.
- Uciekajmy! - jęknęła łapiąc Richarda za ramię, zaś ten natychmiast dostrzegł krwawy wykwit na boku towarzyszki.

Dystrybutor przestał się wznosić i zaczął drżeć. Za chwilę wystrzeli.


Liście za plecami Diany zaszeleściły, a kiedy się obejrzała dostrzegła mężczyznę wychodzącego zza drzewa. Potem następnego. I jeszcze jednego. Wachlarz czterech nieznajomych pojawił się znikąd i zbliżał znacznie szybciej niż starsza osoba przed nią. Naraz zdała sobie sprawę, że każdą z osób otacza gęsty całun ciemności.

Zupełnie jak na moście.

Kobieta nie bez trudu włożyła klucze do zamka. Intruzi byli już bardzo blisko. Widziała każdą, ciemną, wykrzywioną nienawistnym grymasem twarz.

Rozległ się głośny szczęk, zaś drzwi stanęły otworem. Wpadła do środka, po czym pospiesznie zatrzasnęła je za sobą. Natychmiast dobiegły ją łomoty. Głos starowinki poprzedziło zadziwiająco silne uderzenie siekierą. Zawiasy zadrżały.
- Chodź do mnie... dziecko - odezwała się dwugłosem.

Diana włączyła światło, zaś ludzie na zewnątrz zawyli wściekle. Tuż przy własnych stopach dostrzegła kartkę. Nie był to najlepszy moment na czytanie, ale rozpoznała na niej własny charakter pisma. Była pewna, że nigdy tego nie napisała.

Cytat:
Napisał Diana Donis
Była w potrzasku. Jeszcze bezpiecznym, lecz sądząc po zaciekłości, z jaką ostrze siekiery spotykało drewno drzwi, stan ten nie utrzyma się wiecznie.

Za jej plecami rozległ się huk.
Za jej plecami rozległ się huk. Obejrzała się gwałtownie i przez chwilę dostrzegła rant ostrza wyszarpywanej z ogromną siłą siekiery.

Cytat:
Napisał Diana Donis
Obejrzała się gwałtownie i przez chwilę dostrzegła rant ostrza wyszarpywanej z ogromną siłą siekiery. Wiedziała, że musi się stąd wydostać. Jak najszybciej, zanim...

Nim skończyła czytać ostatnie zdanie znalezionego rękopisu, zgasło światło.
Nim skończyła czytać ostatnie zdanie znalezionego rękopisu, zgasło światło.
 
__________________
Drogi Współgraczu, zawsze traktuję Ciebie i Twoją postać jako dwie odrębne osoby. Proszę o rewanż. Wszystko, co powstało w sesji, w niej również zostaje.
Nie jestem moją postacią i vice versa.

Ostatnio edytowane przez Alaron Elessedil : 06-03-2019 o 17:07.
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 07-03-2019, 23:38   #2
 
Grave Witch's Avatar
 
Reputacja: 23089 Grave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputację


Nie wiedziała o co w tym wszystkim chodziło. Jej życie, do tej pory poukładane i w miarę normalne, wywinęło fikołka i utknęło w pozycji do góry nogami. Cienie, mężczyźni wyłaniający się znikąd, starsze kobiety biegające po nocy z siekierami w dłoniach… Zupełnie jakby znalazła się w jakiejś książce, której zdecydowanie nie była autorką. O nie, tą książkę napisał ktoś inny. Ktoś o wyjątkowo sadystycznym nastawieniu. To zaś, że w jej dłoni znajdował się świstek papieru, który dobitnie świadczył, że to jednak ona jest autorką tej opowieści, nie znaczyło nic. Przynajmniej w chwili, w której musiała przede wszystkim myśleć o ratowaniu swojego życia, a nie o prawach autorskich i własnemu, wyłaniającemu się najprawdopodobniej z głębi podświadomości, masochizmowi. Względnie szaleństwu, co mogło być bardziej prawdopodobną opcją.

Gdy światło zgasło, jej chwilowy bezruch wywołany przerażeniem, prysł niczym bańka mydlana. Musiała działać, to było jasne jak żarówka, która jeszcze chwilę temu dawała jej względne poczucie bezpieczeństwa, stanowiąc iskrę nadziei, która utrzymywała zmysły z dala od chaosu jaki towarzyszył panice. Żarówka równie zwodnicza jak nadzieja sama w sobie. Diana nie mogła liczyć ani na jedną, ani na drugą. Jedyne co to mogła liczyć na siebie i tak właśnie uczyniła. Złożyła kartkę na pół i wcisnęła do kieszeni spodni, wcześniej wyjmując z nich telefon. Ów wierny towarzysz, będący jednocześnie prawą ręką, nauczycielem i przewodnikiem, także w tej sytuacji miał odegrać swoją rolę. Światło ponownie wtargnęło w nastałe ciemności, wydzierając im ochłap dzięki któremu Diana mogła się wydostać z tej niezbyt korzystnej dla niej sytuacji. Oczywiście, o ile dopisze jej szczęście, jednak nie zamierzała w tej chwili rozmyślać o konsekwencjach tego, co mogło się stać gdyby owe szczęście postanowiło wystawić ją do wiatru.

Kolejne myśli powędrowały w stronę kuchni i znajdujących się tam przyrządów gospodarstwa domowego, w szczególności sztućców. W którejś z szuflad z pewnością znajdowały się noże służące nie tylko do krojenia znajdujących się na talerzu warzyw ale i takie, dzięki którym można było wyrządzić komuś; względnie sobie, krzywdę. Nie minęła jednak chwila, a odrzuciła tą myśl. Znając jej możliwości w tym zakresie, zapewne wyrządziłaby atakującym ją ludziom przysługę i sama się zabiła. Znacznie lepszym wyborem był ostro zakończony pogrzebacz, który stał oparty o kominek.

Nie tracąc czasu na dokładne przemyślenie swojej decyzji, ruszyła biegiem w stronę upatrzonego obrońcy i chwyciwszy go w dłoń, skierowała swe kroki w kierunku drzwi prowadzących do sypialni. To tam bowiem znajdowało się okno z którego zamierzała skorzystać. Nie mogła przecież zostać w środku. W ten właśnie sposób postępowały długonogie blondynki w tanich produkcjach filmowych nastawionych na minimalną ilość fabuły i tyle krwi, krzyków i odkrytych części ciała, ile tylko zdołano wcisnąć w godzinę i kilkanaście minut. Każdemu było wiadomo jak takie dziewczyny kończyły. Diana miała ambitny plan by dożyć kolejnego dnia, musiała zatem porzucić ochotę na to by wbiec do łazienki i zatrzasnąć za sobą drzwi. Skoro siekiera zdołała pokonać te wejściowe, z tymi od maleńkiej klitki z prysznicem poradziłaby sobie w znacznie krótszym czasie. Nie mówiąc już o tym, że nie było stamtąd jak uciec ani gdzie się schować. Nie znaczyło to jednak, że nie miała zamiaru z drzwi skorzystać. Oczywiście, że zamierzała, stanowiły w końcu dodatkową barierę między nią, a tamtymi. Tyle że zamierzała skorzystać z tych, które po minucie, czy dwóch, zatrzasnęły się za jej plecami gdy wkroczyła do sypialni. Kolejną czynnością było odłożenie telefonu i pogrzebacza na łóżko i skorzystanie z wolnych rąk by przesunąć licho wyglądający kredens tak, by dodatkowo blokował wejście. Wątpiła by powstrzymał napastników na długo, liczyła się jednak każda sekunda.

Teraz pozostało jedynie wziąć nogi za pas i uciec. Gdzie? To było dobre pytanie, nad którym zastanowiła się będąc już przy oknie, ponownie uzbrojona zarówno w światło padające z telefonu jak i w coś, co miało posłużyć jej przeciwko bardziej ucieleśnionemu zagrożeniu. Na dobrą sprawę nie wiedziała co miała dalej robić. Jedyne, co było pewne to to, że nie mogła pozostać w miejscu. Najbliższe schronienia także nie wydawały się bezpieczne. W końcu jeżeli mogli dostać się do jej domku, to do pozostałych także. Nie mówiąc już o tym, że to właśnie z jednego z tych domków wyłoniła się ta kobieta z siekierą. Mogła także skierować swe kroki w las, tyle że z kolei to właśnie z lasu wyłoniła się ta trójka mężczyzn. Kolejną opcją była próba dostania się do miasta podążając tą samą drogą, którą dopiero co pokonała. Tu jednak także pojawiało się “ale”. Jej rower leżał przed frontem wynajętego domku. Jej samochód był w warsztacie. Nie licząc własnych nóg, nie miała żadnego innego sposobu na ucieczkę, a do miasta był jednak spory kawałek. Do tego musiałaby przejść przez most, a tego wolała tej nocy uniknąć. Nie musiała jednak dotrzeć do miasta. Jedyne co było jej w tej chwili potrzebne to ktoś, kto mógłby stanąć w jej obronie. Potrzebowała ludzi, przyjaźnie nastawionych ludzi, którzy byliby w stanie powstrzymać napastników do przyjazdu policji. Tak, do nich także planowała zadzwonić aczkolwiek dopiero gdy znajdzie się w jakimś bezpieczniejszym miejscu. Tylko czy takie w ogóle istniało? Gdzie nie spojrzała, tam widziała i tam napotykała niebezpieczeństwo. Nawet za dnia nie mogła się czuć bezpieczna, co potwierdziły wypadki w sklepie, chociaż nadal nie była pewna co tam się w ogóle wydarzyło. To, czego była absolutnie pewna to to, że nigdy nie powinna się zgadzać na ten cały wyjazd. To od tej zgody wszystko się zaczęło. Jeżeli przeżyje, a uparła się przy tym, że tak właśnie się stanie, to przez długi czas nie ruszy się z domu. Będzie siedzieć przed swoim laptopem i pisać. Nie ważne co, po prostu pisać. W wolnych chwilach będzie oglądała głupie filmy i zajadała się niekoniecznie zdrowym jedzeniem. Przeżyje drugą młodość, w bezpiecznych ramach czterech ścian. Da radę…
Najpierw jednak musiała przeżyć.

Plan wyłonił się w blasku, niczym genialna myśl oświetlona złocistym światłem nagiej żarówki, jakże często stosowanej w takich przypadkach w kreskówkach dla dzieci. Przecież pozostałe domki nie stały odłogiem. Ktoś w nich był, a przynajmniej powinien być. Jak zwykle wybiegła za daleko w czasie i miejscu, zaczęła szukać przysłowiowych okularów. Wszak najprostsze rozwiązania wcale nie musiały być rozwiązaniami złymi. Jeżeli nie uda się jej uzyskać pomocy na miejscu wtedy tak, ruszy dalej, do drogi i domów, które przy niej stały. Teraz jednak… Z tą myślą i tym planem pokonała przeszkodę w postaci framugi otwartego okna i zeskoczyła na ziemię. Nie miała jednak zamiaru tkwić w miejscu dłużej niż czas potrzebny do złapania oddechu i uspokojenia nerwów. Z nowymi siłami ruszyła biegiem, oświetlając sobie drogę światłem z telefonu. Blask bijący z okien domków dodawał jej skrzydeł. Miała nadzieję, że okażą się na tyle silne by otaczający ją mrok nie był w stanie ich złamać przy wtórze świstu ostrza opadającej siekiery.
 
__________________
“Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me... Anything can happen, child. Anything can be.”
Grave Witch jest offline  
Stary 10-03-2019, 13:05   #3
 
Zara's Avatar
 
Reputacja: 9582 Zara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputację
Przez głowę Richarda przelatywały myśli, że to wszystko jest iluzją, jakimś dziwnym wytworem umysłu. Lecz widząc krew na boku swojej towarzyszki, wszystko się urealniało. Nie miał zamiaru sterczeć w miejscu, więc pognał razem z Alex w najbliższe miejsce, jakie dawało im grubszą osłonę przed klocowatym dystrybutorem. Gdzie niby mogli uciec, skoro mrok był wszędzie? Nigdzie nie byli bezpieczni, więc musiał się przede wszystkim pozbyć problemu. Po drodze do osłony, spróbował jeszcze dłonią namacać, czy poczuje ciepło krwi dziewczyny, wciąż nie do końca wierząc, czy krwawienie jest realne.

Następnie musiał się szybko zastanowić. Wcześniej potrafili pozbyć się smolistych postaci, jeśli mieli jakieś źródło światła i broń. Tak, jak wtedy, gdy pierwszy raz pozbył się wroga dopiero przy trzecim strzale, gdy zapłonęło ognisko, a sam Wódz Indiański również zapalał swoje strzały, co musiało być nieprzypadkowe. Tylko co z pieprzonym dystrybutorem, który nie był postacią? Coś z niego kapało... czy to też była jakaś forma ożywienia? Cokolwiek by to nie było, pewnie potrzebne było źródło światła, by to osłabić. Jeśli udało im się nieco schować przed wystrzeleniem dystrybutora albo jeśli uniknęli większych obrażeń przy jego kolejnym wystrzeleniu, krzyknął do Alex, wyciągając pistolet.

- Dasz radę oświecić latarką w miejsce u podstawy, z którego wycieka ten czarny płyn!? To chyba musi być coś sterującego dystrybutorem, spróbuję w to trafić!

Jeśli stan zdrowia nie pozwalał dziewczynie na wykonanie polecenia, sam musiał w drugiej ręce trzymać latarkę, a drugą strzelać. Miał nadzieję, że uda się w ten sposób pozbyć się obecnie głównego zagrożenia. W głowie miał już dalszy plan, jak sprawić, by wszystko się rozświetliło. Byli w końcu na stacji benzynowej, co mówiło samo przez siebie. Wtedy musieliby dostać się do samochodu, odjechać kawałek i wtedy oddać celny strzał w dystrybutor paliwowy. Tylko pozostała jeszcze jedna kwestia, którą w ciut mniej absorbującej chwili poruszył do Alex, rozglądając się też za miejscem, w które pognała blondwłosa.

- Widziałaś, co z Felicią!? Żyje w ogóle?

Nie mogli jej zostawić, jeśli walczyła o życie, więc musieli też jeszcze sprawdzić jej stan w przypadku, gdyby poetka nic nie dojrzała. Jednak jeśli była już martwa, to zdecydowanie bardziej musieli się martwić o siebie.
 
Zara jest offline  
Stary 12-03-2019, 23:35   #4
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 16547 Alaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputację
- Nocą należy uważać na niedźwiedzie - odezwał się dwugłosem stojący nieopodal mężczyzna, gdy tylko stopy Diany zetknęły się z trawą.

Natychmiast ruszyła biegiem w kierunku najbliższego z domków. Za sobą słyszała odgłosy pogoni. Domek wydawał się być dalej niż zapamiętała, ale wewnątrz było światło. Dopadła do drzwi i nacisnęła na klamkę. Zamknięte. Zaczęła łomotać, lecz nie było żadnej odpowiedzi. Czerń zafalowała, gdy mężczyzna zamachnął się do uderzenia.

Nagły huk wystrzału zlał się ze obaleniem napastnika z pola widzenia kobiety. Obejrzała się i dostrzegła nadchodzącego człowieka w ciemnym garniturze oraz ciemnych okularach.


Wydawał się nie celować, a jedynie nadawać lufie strzelby powtarzalnej ogólny kierunek. Człowiek, który definitywnie nie powinien żyć po takim trafieniu właśnie podnosił się do pozycji stojącej.

- Leż, sukinsynu - warknął nieznajomy o włosach barwy ciemnej stali powtarzając wystrzał. Szybko przeładował, zaś czerwona łuska wyskoczyła na trawnik. Mrok wokół leżącego rozerwała się i broń wystrzeliła ponownie. A potem jeszcze trzy razy, raz za razem powalając kolejnego agresora. Przy każdym wypluciu śmiercionośnego pocisku strzelba podskakiwała.

- Dobry wieczór. Chuck Finley - uśmiechnął się półgębkiem i natychmiast sięgnął do kieszeni marynarki. Rzucił coś w kierunku Diany. Kluczyki, jak stwierdziła, gdy je złapała. Zaczął ładować broń.

- Tam stoi moje Suzuki. Uciekaj, a ja ich zajmę - dodał z niezmienioną miną wskazując głową kierunek. Następnie zaczął się cofać w kierunku domku. Między drzewami pojawił się kolejny ruch, następny i jeszcze jeden.

- I włącz radio! - krzyknął na odchodnym strzelając starszej kobiecie w głowę niemalże z przyłożenia.


We wskazanym miejscu stał samochód terenowy z otwartymi drzwiami kierowcy.


Umknęli przed dystrybutorem za betonowa kolumnę stacji, zaś dwie sekundy później obiekt wylądował na betonie sunąc po nim kilka metrów. Natychmiast zaczął wznosić się ponownie.

Rysownik spojrzał na swoją dłoń. Była czerwona od krwi krzywiącej się Alex.
- Dasz radę oświecić latarką w miejsce u podstawy, z którego wycieka ten czarny płyn!? - zapytał Richard. Poetka mocniej ścisnęła latarkę i pokiwała głową. Przemieścili się na przeciwległy bok kolumny.

Kraczące nad ich głowami ptaki były nieustannie atakowane przez strzelające w niebo przedmioty ze sklepu. Metalowy prostopadłościan huknął w ich osłonę i wirując wokół własnej osi wpadł w zdewastowany budynek, zaś Alex natychmiast skierowała w tamtym kierunku promień światła. Ciemność parowała intensywnie

Gdzieś w oddali, z bliżej niezidentyfikowanego kierunku dobiegł ich śpiew.
Richard wystrzelił, lecz kula poszybowała w bliżej nieokreślonym kierunku. Strzelił drugi, a potem trzeci raz. Dystrybutor zaczął drżeć ostrzegawczo. Veyer strzelił ponownie.


Nagle owionął ich żar, a uszy wypełnił łomot eksplozji. Wpadli na słup z impetem odbierającym dech w piersiach. Gwałtowna jasność oślepiła ich na kilka dłuższych chwil.
Kiedy udało im się podnieść, zaś wzrok przyzwyczaił się do obecnego poziomu światła, zobaczyli płonący, zniszczony budynek. Oburzone kruki z głośnym wrzaskiem odleciały.

- Widziałaś, co z Felicią!? Żyje w ogóle?

- Nie! Zniknęła mi z oczu jak poszła włączyć światło! - odparła blada Alex. Wyglądała, jakby za chwilę miała zemdleć.
Przynajmniej jeden problem był rozwiązany. Richard nie dostrzegł żadnego otoczonego cieniem przedmiotu ani żadnego, który poruszałby się wbrew prawom fizyki. Byli bezpieczni od zagrożeń czających się w ciemności nocy.

Niemniej zdecydowanie bardziej niepokojąca była kałuża powstała po wyrwaniu dystrybutora oraz niedalekie sąsiedztwo ognia.
 
__________________
Drogi Współgraczu, zawsze traktuję Ciebie i Twoją postać jako dwie odrębne osoby. Proszę o rewanż. Wszystko, co powstało w sesji, w niej również zostaje.
Nie jestem moją postacią i vice versa.
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 13-03-2019, 16:46   #5
 
Grave Witch's Avatar
 
Reputacja: 23089 Grave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputację


Udało się jej. Żyła. Tylko to było w stanie przedostać się do jej opanowanego strachem umysłu. Jednak nie tylko strach w nim gościł. On był jedynie głównym bohaterem, który walczył z przeciwnościami zrzucanymi na niego przez los. Tłem do jego zmagań, jak to zwykle bywało z tego typu zmaganiami, była chęć przeżycia. Ta tajemnicza siła, która była w stanie wydobyć z człowieka pokłady energii, o których on sam nie miał pojęcia. Ta energia, przeważnie przez całe życie tkwiąca w zamknięciu, wyrywała się na wolność w chwilach takich jak te. W chwilach gdy tuż za tobą biegła trójka nieznajomych pragnących tego, co było i zawsze powinno pozostać największym skarbem człowieka. Życie. Ta cenna, jasna iskra tląca się w ciele i pozwalająca cieszyć każdym kolejnym dniem.

Diana miała szczerą nadzieję na to, że dane jej będzie taki właśnie, kolejny dzień, zobaczyć. Przez długi czas nie doceniała skarbu który posiadała. Po śmierci córki życie stało się dla niej bez wartości, było tylko i wyłącznie zlepkiem kolejnych dni, w większości takich samych. Były to dni puste, spędzone na rozpamiętywaniu chwil, które nie miały już nigdy do niej powrócić. Słońce utraciło swój blask, kwiaty przestały wydzielać słodką woń, jedzenie stało się tylko koniecznością. Egzystowała, pozwalając by czas przepływał obok. Teraz… W chwili, w której obrano ją za cel, żałobny całun opadł odsłaniając kogoś, kogo ledwie była w stanie rozpoznać. Kogoś kto z pogrzebaczem w dłoni był w stanie rozważać odebranie drugiej osobie owego skarbu. Kogoś, kto nie czuł z tego powodu wyrzutów sumienia. Kogoś, kto myśląc głównie o własnym bezpieczeństwie, był w stanie ściągnąć jego przeciwieństwo na niczego nieświadomych współbraci. Nie wiedziała wszak czy w domku, do którego zmierzała nie śpią w spokoju dzieci, nie znajduje się para staruszków czy młodzież, mająca przed sobą całe lata na to by doświadczyć przeciwności jakie dla nich przygotował los. Ona zaś z premedytacją była w stanie narazić ich na ból, na brutalny koniec, na…

Wyrzuty sumienia nadal jednak pozostawały bezpiecznie ukryte, czekające na swoją kolej. Czy miała ona nadejść? Zapewne, jednak nie w tej, ani nie w następnej chwili. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że tempo zbliżających się napastników wcale nie malało. Diana nigdy nie była specjalnie wysportowaną kobietą. Ot, okresowe wizyty na siłowni, przebieżki czy długie spacery. Nic, co by miało ją przygotować na ściganie się ze śmiercią. Z tego też powodu pojawienie się rycerza w białej zbroi przywitała z ulgą, która o mały włos nie zwaliła jej z nóg. Co prawda rycerz ów wcale białej zbroi na sobie nie miał, nigdzie także nie pętał się śnieżnobiały rumak, jednak nie zamierzała skupiać się na nieistotnych szczegółach. Liczyło się tylko to, że ktoś jej tą pomoc ofiarował gdy tego najbardziej potrzebowała. Gdy spojrzała śmierci w oczy i okazało się, że wcale jej się nie spieszy na drugą stronę.

Ciężar kluczyków niósł ze sobą możliwości, których jeszcze kilka uderzeń serca temu, nie miała. Teraz mogła odjechać, tak jak jej sugerował ów człowiek, jakby żywcem wzięty z „Man in Black”. Mogła także skorzystać z okazji i odpłacić się tym, którzy naruszyli jej spokój. Mogła… Wizje ciał uderzających o maskę wzbudziły w niej uczucia, nad którymi nie chciała się zastanawiać. Oczywiście, morderstwo nie było. Miała na swoim sumieniu całkiem sporą listę uśmierconych jej ręką osób. Ginęli w przeróżny sposób, nieraz wyjątkowo krwawo, jednak zawsze odbywało się to na ekranie komputera, a ręka, która zadawała cios była ręka stworzonej przez nią postaci. Mimo iż z niektórymi zżywała się w trakcie ich opisywania, to jednak żadna z tych osób nie była tworem z krwi i kości, nie oddychała tym samym powietrzem co ona, nie miała gdzieś rodziny, która na nie czekała. Bez względu na to ile życia w nich tchnęła, nie byli oni prawdziwymi ludźmi, a konsekwencje jej decyzji nigdy nie miały wykroczyć poza krytykę recenzentów i fanów jej twórczości. Teraz jednak rozważała i to całkiem poważnie, coś co mogło się dla niej skończyć znacznie poważniej. Najgorsze zaś było to, że była jak najbardziej gotowa do tego by owe plany wprowadzić w życie. Co się z nią działo?!

Odpowiedź na to pytanie musiała jednak poczekać, aż Diana znajdzie się w bezpiecznym miejscu, z dala od otoczonych cieniami postaci, z dala od huku wystrzałów, z dala od tego szaleństwa. Nie debatując zatem i nie czekając, ruszyła biegiem do czekającego na nią samochodu. Nie podziękowała tylko biegła dalej, zrzucając walkę na barki mężczyzny. Wszak czy to nie walka była od wieków ich forte?
Silnik zapalił dodając do odgłosu strzałów także i cichy w porównaniu do nich, pomruk. Poświęciła chwilę by sprawdzić czy jej rycerz sam nie potrzebuje ratunku, jednak ten właśnie znikał za drzwiami domku. Miała trochę nadziei, że pojedzie wraz z nią na wypadek, gdyby ten horror miał swój ciąg dalszy, jednak najwyraźniej miał on zamiar pozostać na miejscu. Cóż, z pewnością radził sobie lepiej niż ona, chociaż samo to, że jego ofiary pomimo śmiertelnych ran raz po raz wstawały by atakować na nowo, mówiło że nawet ktoś taki mógł nie dać tu rady. Tym bardziej ona, nieuzbrojona i na dobrą sprawę nie mająca żadnego pojęcia o walce. Zrobiła zatem jedyną rzecz jaką mogła zrobić. Zatrzasnęła drzwi i wcisnęła gaz do dechy, jak to się obrazowo mówiło. Nie była pewna gdzie chce jechać, wiedziała jednak ze tu nie mogła zostać. Potrzebowała miejsca które byłoby oświetlone niczym choinka na Boże Narodzenie. Problem w tym, że nie wiedziała gdzie takiego miejsca szukać. Miasto nadal było dla niej miejscem obcym, tym bardziej jego okolice. Z braku jasno wysuwającego się na przód planu, wybrała opcję, która wydawała się w tej chwili logiczna. Opcją tą było opuszczenie tego przeklętego miejsca. I nie chodziło tu o sam teren z domkami do wynajęcia. Chodziło o to całe miasto, o lasy które go otaczały i ludzi którzy zdawali się tracić swoje człowieczeństwo.
Po części miała nadzieję na to, że uda się jej napotkać na miejsce, w którym będzie mogła bezpiecznie spędzić noc. Nie miała wielkich wymagań. Jedyne czego potrzebowała to światło, możliwie jak największa jego ilość. Z tego też powodu, jadąc przed siebie, wypatrywała nie tylko postaci otoczonych przez cienie ale i iskry nadziei, która rozjaśniłaby mrok i niczym gwiazda betlejemska, wskazała jej drogę do zbawienia.

 
__________________
“Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me... Anything can happen, child. Anything can be.”
Grave Witch jest offline  
Stary 13-03-2019, 20:06   #6
 
Zara's Avatar
 
Reputacja: 9582 Zara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputację
- Kurwa, zawsze takiej musi się wydawać, że wie najlepiej i samodzielnie się oddala poza zasięg wzroku! - zdenerwowany i naładowany adrenaliną Richard krzyknął agresywnie o Felicii. Zdając sobie sprawę, że narzekanie nie było obecnie najpotrzebniejsze, szybko dodał do poetki już spokojniejszym tonem, w który wkradła się również szczera nuta troskliwości. - Jak się czujesz? Musimy zwiewać, zaraz tu może być kolejny wybuch. Ale musimy jeszcze spróbować odnaleźć Felicię. Możesz iść?

Zaoferował swe ramię, jeśli krwawienie osłabiło Alex na tyle, aby miała trudności z chodzeniem. W pierwszej kolejności skierował swe kroki do tyłu, by nieco oddalić się od ognia, a następnie dość szerokim łukiem chciał udać się na zaplecze stacji wraz z ranną towarzyszką na poszukiwania kolejnej. Miał nadzieję, że przede wszystkim żywej. Być może łatwiej byłoby uciec, chociażby z samą Alex. Nigdy jednak by sobie tego nie wybaczył. Nawet myśląc egoistycznie, zdawało mu się, że nie przeżyłby zostawienia kogoś w takiej sytuacji. Nietrudno było mu sobie wyobrazić, jak przez wyrzuty sumienia po nie podjęciu nawet próby ratunku, przy swoich problemach z alkoholem zapija się na śmierć...

"If this is to end in fire
Then we should all burn together"


Na moment uśmiechnął się, że w takim momencie przyszły mu do głowy słowa piosenki średnio lubianego przez niego rudego muzyka. Ale jako rysownik, nie mógł nie obejrzeć Hobbitów i tych wszystkich zapierających dech w piersiach, inspirujących krajobrazów. Ogólnie filmy były dla niego nudne i przedłużające się. Jednak teraz mógł wyciągnąć nie tylko natchnienie zawodowe, lecz także to do działania, by wbrew losowi sprostać ogromnie trudnej sytuacji, jak niziołek Bilbo.

- Felicia! - wrzasnął, licząc, że ta standardowo odpowie mu paroma przekleństwami, nawet wkurwianiem się na to, po co drze on ryja. Jednak szybko zredukował swoje oczekiwania, biorąc pod uwagę potężny wybuch na stacji sprzed kilku sekund. Wystarczyłby mu nawet jej cichy, ale słyszalny jęk.

"And if the night is burning
I will cover my eyes
For if the dark returns then..."


Szybko wstrząsnął głową, by nawet w myślach nie dokończyć słów zwrotki. Jednak nienawidził tego rudzielca, choć nie miał pojęcia, czy w ogóle jego autorstwa były słowa piosenki. Musiał się skupić, w ruchu pomyśleć, co dalej. Podczas poszukiwań nie mogli zbyt wiele ryzykować dla Felicii. Jeśli była w miejscu, które się pali, pewnie było już po niej. Zwłaszcza, gdy nie słyszeli jej wrzasków o pomoc. Być może jednak leżała gdzieś na uboczu, oczekując ich przybycia.

Koniecznie trzeba było się zająć także krwawiącą Alex. Po poszukiwaniach, znajdując się w bezpiecznym od ognia i potencjalnych wybuchów miejscu, będzie musiał ją i ewentualnie odnalezioną Felicię wstępnie opatrzyć, a następnie zawieźć do szpitala, czy zadzwonić po karetkę, zależnie od tego, czy będzie jeszcze możliwość skorzystania z samochodu. Chociaż pożar dawał na tyle dużo światła, że przy nim czuł nawet jakąś namiastkę bezpieczeństwa, to też co chwilę sprawdzał, czy rewolwer jest w gotowości do wyciągnięcia i wystrzelenia. Z drugiej strony, przy tym cholernym zadupiu, nie wiedział, czy najbliższy szpital im pomoże w wystarczającym czasie. Zwłaszcza, jeśli miałby być tak samo słaby jak tutejsza policja.
 
Zara jest offline  
Stary 16-03-2019, 20:39   #7
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 16547 Alaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputację
Alex stała z dłonią przyciśniętą do boku. Na bladej, wykrzywionej bólem twarzy oraz w rudych włosach odbijały się szalejące płomienie. Skinęła głową Richardowi i podążyła za nim. Skręcili za róg, za którym zniknęła Felicia. Na betonowym podłożu leżała skrzynka z bezpiecznikami, na której Veyer natychmiast dostrzegł ślady po kulach oraz podłużne cięcie rozdzielające większą część otwartych drzwiczek. Wewnątrz uszkodzenia były podobne.


Kawałek dalej leżał niewielki domek misternie wyrzeźbiony w drewnie. Dopiero po chwili rysownik dostrzegł drobny, ledwie dostrzegalny podpis Felicji na jednej z belek tworzących jedną ze ścian.

Po obejściu płonącej stacji jasnym stało się, że ich dotychczasowa towarzyszka zniknęła. Wyparowała. Nigdzie nie było jej ciała mogącego świadczyć o śmierci, ale nie dostrzegli też żadnych oznak jej życia. Kiedy wrócili do samochodu, Richard natychmiast wyciągnął z bagażnika apteczkę i opatrzył Alex na tyle, na ile potrafił. Rana była zdezynfekowana, zaś jałowy opatrunek, przytrzymywany przez bandaż, powstrzymywał krwawienie.

Należało szybko zadzwonić po karetkę albo pojechać do szpitala, zaś każda opcja wydawała się zła. Z jednej strony nie potrafił prowadzić, a z drugiej karetka potrzebowała czasu na przyjazd i powrót. Jedno było pewne. Należało natychmiast oddalić się od stacji. Usiadł za kierownicą, przekręcił kluczyk i spojrzał w tylne lusterko. Poetka była spocona. Krzywiła się z bólu bardziej niż kilka minut wcześniej. Zagryzała wargę, by z ust nie wydobył się jęk.

Gaz, hamulec, skrzynia biegów. Autem szarpnęło do przodu, a Alex tym razem nie wytrzymała. Wyrwał jej się przeciągły syk. Richard zmienił bieg na znajdujący się na przeciwnym krańcu licząc na to, że tym razem porysowany samochód o powgniatanej karoserii ruszy do tyłu. Nacisnął pedał gazu i cofając spojrzał we wsteczne lusterko.

Nagle zatrzymał się. Alex nie było w środku. Kątem oka dostrzegł światło zbliżające się od strony miasta.


Diana pędziła przed siebie. Włączone światła drogowe oświetlały wbijały się w ciemność podobnie do sztyletów brutalnie rozdzierających tkankę nocy. Wokół był las. Wszechobecny, ociekający czernią z migającymi, od czasu do czasu, odbitym światłem oczami. Równiny, na których wzniesione było miasteczko pozostały za nią. Przed sobą widziała wyżyny szybko piętrzące się w rozmiar gór z dwoma szczytami strzelającymi ku niebu i... eksplozję w oddali.

Przed nią jednak znajdował się czarny punkt na drodze. Czarny pośród czerni. Powiększał się szybko rosnąc do rozmiarów ogromnej paszczy zdolnej pochłonąć cały samochód. Wjechała w tunel wyryty w skale. Wydawało jej się, że widzi ruch, po bokach i nad sobą. Mogłaby przysiąc, iż coś znajdowało się w nieoświetlonej części.

Suzuki wyskoczyło pod ciemne niebo. Teraz pisarka wyraźnie widziała całkowite przeciwieństwo tego, co miała przed sobą jeszcze nie tak dawno temu. Punkt, do którego zmierzała był jasny i powiększał się z każdym przebytym kilometrem dokładnie tak samo jak wlot tunelu. Ten widok nie zapowiadał jednak niczego złowieszczego. Źródło światła musiało być intensywne. W końcu rozpoznała w nim ogień. Pożar.

Płonęła stacja benzynowa. Obluzowany szyld z napisem "Ogden" wisiał smętnie, zaś na drodze wyjazdowej znajdował się samochód z włączonymi światłami. Ktoś siedział wewnątrz.
 
__________________
Drogi Współgraczu, zawsze traktuję Ciebie i Twoją postać jako dwie odrębne osoby. Proszę o rewanż. Wszystko, co powstało w sesji, w niej również zostaje.
Nie jestem moją postacią i vice versa.
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 17-03-2019, 22:47   #8
 
Grave Witch's Avatar
 
Reputacja: 23089 Grave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputację


Uciekała. Niczym najgorszy tchórz zostawiała za sobą istotę ludzką, która przybyła by jej pomóc. Uciekała, jak najdalej, w poszukiwaniu zbawiennego światła. Czy czyniło to z niej osobę złą? Z całą pewnością nie czyniło dobrej. Cóż jednak miała zrobić? Uzbrojona w pogrzebacz i telefon, mogła co najwyżej dać się zabić. Przecież nie miała pojęcia o tym jak się walczy. Wziąć zamach i uderzyć. Na tym jej wiedza się kończyła, a jakoś wątpiła by to wystarczyło by pokonać czworo napastników. Nic nie mogła jednak poradzić na to, że czuła wstyd. Obiecała więc sobie, że o ile przeżyje, zarówno ona jak i ów człowiek, to podziękuje mu za pomoc i postara się jakoś wynagrodzić jego poświęcenie. Chuck Finley. Musiała zapamiętać to imię i nazwisko.


Ucieczka wcale nie była łatwa. Nie chodziło tu o trudności terenu, bowiem droga była całkiem dobrze utrzymana. Tym, co sprawiało, że jazda oferowanym jej samochodem była wręcz nieznośna, był otaczający ją z każdej strony mrok. Nie była w stanie nawet na chwilę odetchnąć spokojnie. Stale rozglądała się na boki i zerkała we wsteczne lusterko. Zachowanie zakrawające na paranoję, było jednak według niej jak najbardziej uzasadnione. Umysł podsuwał jej stale to nowe obrazy tego co się wydarzyło odkąd opuściła miasto oraz tego co jeszcze mogło się wydarzyć. Ponownie ujrzała zbliżającą się do niej staruszkę z siekierą. Ponownie z ciemności wyłonili się mężczyźni. Ponownie poczuła na swoich plecach ich oddech, a słowa jednego z nich: “Nocą należy uważać na niedźwiedzie”, nadal brzęczały w jej uszach. Miała tyle pytań bez odpowiedzi, że czuła jakby jej głowa miała zaraz eksplodować. Całkiem jak to coś, czego wybuch widziała w oddali. Nie była jednak w stanie zastanawiać się nad przyczyną. Musiała skupić się na drodze, na własnym przetrwaniu. Kłopoty innych póki co znajdowały się daleko na dole listy jej priorytetów.

Nie na długo jednak. Kłopoty innych zdawały się bowiem nie chcieć dać jej spokoju. Tunel zakończył się płomieniami. Dosłownie, bowiem tuż przy jego końcu płonęło coś, co musiało wcześniej być stacją benzynową. Ogień wgryzał się w panujący mrok, wydzierając mu fragmenty świata i zalewając je swym blaskiem. Oto miała wymarzone światło, dzięki któremu mogła poczuć się bezpieczna. Problem w tym, że wcale tak się nie poczuła. Nie po tym jak ujrzała stojący na drodze wyjazdowej samochód. Czy jednak miała się czego obawiać? Człowiek, którego widziała, skąpany był w świetle, a co za tym szło, nie mógł być jednym z NICH. Może znał jakieś miejsce, w którym mogłaby zatrzymać się bez obawy, że straci życie? Fakt, w obecnej chwili, z buzującą w jej żyłach adrenaliną, sen wydawał się odległy i jak najbardziej niepotrzebny, to jednak nie mogło trwać wiecznie.

Zwolniła by móc lepiej ocenić sytuację. Nie chciała się jednak zatrzymywać. Nieznajomy może i nie był otoczony mrokiem, jednak ktoś bez wątpienia odpowiadał za wybuch, a nikogo innego w pobliżu nie widziała. Równie dobrze mogła się wpakować z deszczu pod rynnę.
Jej wątpliwości rozwiały się nieco gdy rozpoznała kim był nieznajomy. Zwolniła na tyle, że zapewne można było ową decyzję zaszufladkować jako proszącą się o kłopoty, jednak dzięki temu była w stanie rozpoznać jego twarz. To był ten młodzieniec, którego spotkała przy okazji wprowadzania się do wynajętego domku. Chociaż czy można tu było mówić o poznaniu? Raczej nie, był on jednak obecnie jedyną żywą duszą, którą “znała”, a to już był nie lada wyczyn i ogromny plus przemawiający za tym, by jednak się zatrzymać. Silnika jednakże wyłączać nie zamierzała, gotowa w każdej chwili, wbrew temu że wiązało się to z opuszczeniem najbardziej rozjaśnionego punktu w okolicy, docisnąć pedał gazu do podłogi.
- Potrzebujesz pomocy? - zawołała, uchylając odrobinę okno. Możliwe, że wcale jej nie potrzebował. Możliwe, że właśnie popełniła największy błąd jaki tylko mogła popełnić. Zostawiła już jednak za sobą jednego człowieka i uciekła niczym przestraszona dziewczynka. Nie mogła zostawić kolejnego, tym bardziej, że ten wcale nie sprawiał wrażenia uzbrojonego i zdolnego poradzić sobie z tym wszystkim co kryło się za linią blasku rzucanego przez płomienie.

 
__________________
“Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me... Anything can happen, child. Anything can be.”
Grave Witch jest offline  
Stary 18-03-2019, 23:37   #9
 
Zara's Avatar
 
Reputacja: 9582 Zara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputację
Bezpieczniki jasno wskazywały, że Felicia zgodnie z tym, co wcześniej słyszał, stoczyła z czymś lub kimś walkę, jednak nie dawały żadnej precyzyjnej wskazówki. Gdy zobaczył jednak domek, postanowił go wziąć ze sobą. Na stacji pewnie zaraz by się spalił, a gdyby Felicia nie żyła, to przynajmniej miałby jej jedno z ostatnich dzieł do przekazania bliskim jako pamiątkę. O ile on sam by dotrwał do tego, by móc ją przekazać. Chociaż w ogóle nie rozumiał, czemu musi sobie w myślach tłumaczyć zabranie ze sobą takiego niewinnego przedmiotu. Może po prostu mu się podobał.

Z każdą kolejną chwilą rozumiał jeszcze mniej. O ile nieobecność Felicii mógł jakoś sobie tłumaczyć, bo być może uciekła gdzieś w ciemność i teraz jest już daleko, niewidoczna, niesłyszalna... ale zniknięcie Alex po jej opatrzeniu, po wyraźnym czuciu jej ciała, rany, krwi? Przy jego nieumiejętności prowadzenia samochodu mógł pogorszyć jej stan zdrowia, ale kurwa, nie spowodować zniknięcie! Próbował sobie przypomnieć, jak prowadzi się ten pieprzony samochód na podstawie ogrywanych Burnoutów i oglądanego Top Geara, ale w tej sytuacji za cholerę nie potrafił się skupić, by mogło to przynieść jakikolwiek skutek.

Światła zamigotały z oddali. Zawsze to lepsze, niż zbliżająca się ciemność, ale obawiał się wszelkich zbliżających się elementów. Po chwili podjechał samochód z ludzko wyglądającą kobietą w środku. Mimo wszystko Richard zacisnął dłoń na kieszeni, gdzie trzymał broń, choć tej samej w sobie starał się nie pokazywać. Próbował zaobserwować, czy gdzieś od jasnowłosej nie wydobywa się jakaś czarna mgiełka, smolisty olej, cokolwiek podejrzanego. Gdy zapytała, czy potrzebuje pomocy, poczuł się nieco lepiej, ale nie wiedział, na ile mógł jej zaufać. Musiał jednak korzystać, póki i ona nie rozpłynęła się w powietrzu!

- I to jeszcze jak! - odkrzyknął kobiecie, będąc zarazem niesamowicie przestraszony i pobudzony. - Prawnej, bo rozwaliłem stację paliw. Transportowej, bo nie umiem prowadzić samochodu. I psychiatrycznej, ale to już długa historia! Tylko kurwa chyba nie do tego całego Browna, bo jakby mnie przyjął od razu, to może by to wszystko się nie działo!
 
Zara jest offline  
Stary 22-03-2019, 16:24   #10
 
Grave Witch's Avatar
 
Reputacja: 23089 Grave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputacjęGrave Witch ma wspaniałą reputację


Tak, zatrzymywanie się bez wątpienia nie było najrozsądniejsze. Nie mogła nie stwierdzić inaczej słysząc to, co ów młody człowiek właśnie powiedział. Zatem była słuszność w tym, co podejrzewała. Sam się przyznał do tego, że stoi za wybuchem. Bez wątpienia miał także rację w tym, co mówił. Adwokat i to dobry, bez wątpienia się mu przyda. Tylko że nie to było w obecnej chwili największym zmartwieniem Diany. Na dobrą sprawę rzeczy tak przyziemne jak policja i sądy, jakoś nie stanowiły głównego punktu, wokół którego kręciłyby się jej myśli. Teraz przede wszystkim liczyło się to, żeby wydostać się z miasteczka i najlepiej nigdy do niego nie wracać. Była nawet w stanie poświęcić z tego powodu swoje dobra, które zostały w domku, a których i tak na dobrą sprawę za wiele nie było. Nic zaś z tego, co zostało, nie było niezastąpione.
Czy jednak ów młodzieniec miał być dla niej pomocny? Cóż, sama niejako zaoferowała się, zadając pytanie, więc nie wypadałoby teraz po prostu odjechać. Zdawała sobie przy tym sprawę, że każda rozsądna osoba właśnie to by teraz zrobiła. Tym bardziej słysząc o potrzebie pomocy nie tylko prawnej ale i psychiatrycznej. Tyle, że po tym co przeżyła, Diana sama zastanawiała się nad tym czy takiej pomocy nie potrzebuje. Cóż zatem znaczyło jedno szaleństwo więcej? Niewiele…
- Wsiadaj - odpowiedziała, zagłuszając głos rozsądku, który wyraźnie nakazywał jej odjechać i to w tempie przyspieszonym. Odjeżdżać jednak zamiaru nie miała. Nie, dopóki nie dowie się co tu zaszło i o co chodzi z tą “dłuższą historią”. Ogień zapewniał światło, a ona chciała pozostać w jego blasku tak długo, jak to było możliwe. Chyba, że coś spowoduje, że zmiana tej decyzji będzie konieczna.

 
__________________
“Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me... Anything can happen, child. Anything can be.”
Grave Witch jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:13.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167