Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 13-10-2016, 23:42   #1
 
Sekal's Avatar
 
Reputacja: 6145 Sekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputację
The Big Apple II

THE BIG APPLE II
New York, I Love You






Godzina 08:28 am czasu lokalnego
Sobota, 20 grudzień 2048
Nowy Jork


Słońce świeciło mocno wstając nad Nowym Jorkiem. Promienie odbijały się od stalowo-szarych wysokościowców, tworząc piękne kompozycje światła i cieni. Zapowiadał się piękny dzień. Lekki mrozek, sobota, świadomość niedalekich świąt. Czyż to nie cudowne?

Nie.

Chaos panujący przez całą noc pogłębił się wraz z nadejściem dnia. Sieć nadal nie działała, choć wyglądało na to, że postępy się pojawiały. Wysłana wiadomość miała szansę po dłuższym okresie czasu dotrzeć do adresata. Holofony, telewizja, radio, GPS-y, autopiloty i cała reszta skomplikowanego sprzętu elektronicznego stała się jednak kupą irytującego złomu. Nic tak bardzo nie działa na pogorszenie humoru jak urządzenie, od którego się uzależniło. A przecież większość miasta uzależniona była. Ci pozostali zaś próbowali to wykorzystać zeszłej nocy. Strzelaniny, alarmy, włamania, pisk opon, krzyk i trzask towarzyszący zwykle wypadkom drogowym. Policja utrzymała kontrolę głównie nad centrum i jego bliskimi okolicami. Wszędzie indziej nawet wyjście na ulicę natychmiastowo groziło ryzykiem pobicia, rabunku, a nawet śmierci. Koszty tej nocy miały być niesłychanie wysokie. Nie dziwne, że kiedy wzeszło słońce, na każdym rogu dostrzegało się służby miejskie i prywatne uwijające się jak w ukropie. Naprawiano co się dało, w uszkodzeniach głównie szukając przyczyny całkowitego odcięcia miasta od bezprzewodowej sieci.

Co bardziej zaznajomieni z technologią wiedzieli, że uszkodzenia to skutek, nie przyczyna. W końcu fale radiowe nagle nie zniknęły. Zostały zagłuszone i efekt ten ciągle się utrzymywał. Skoro powoli dawało się coś zrobić, to najpewniej sam czas miał naprawić ten problem.
Nie zmieniło to faktu, że cały Nowy Jork stał. Ludzie nie przyzwyczajeni do samodzielnego prowadzenia samochodów utknęli w ogromnych korkach. Co i raz zauważało się stłuczkę lub poważniejszy wypadek. Metro kursowało z ogromnym opóźnieniem, a pozostała miejska komunikacja utknęła tak jak samochody. Samoloty nie latały, przedostanie się na drugą stronę jakiegokolwiek mostu wydawało się zadaniem nie do wykonania.
W tych warunkach nikt nie dziwił się rowerzystom.
Tylko ci zaopatrzeni w motory i skutery mogli dotrzeć gdzieś w umiarkowanym czasie, trzymając mocno kciuki, aby nie zaliczyć poważniejszego wypadku na lekko oblodzonym asfalcie.


Psyche

Ludzie z Rustlersów zmyli się tak, jakby ich to nie interesowało. Może tak było w rzeczywistości? Pewnie, niektórzy przejmowali się dziećmi. Felipa. Mik. Ale taki Brick już nie do końca. Zadowolił się odstrzeleniem niepotrzebnych. Pozostawała jedna, Ayako Dan. Wariatka i psychopatka, sądząc z wypowiedzi. Lub o wiele sprytniejsza, niż próbowała pokazać podczas przesłuchania. Psyche i Marlene były zgodne: więcej z niej w tych warunkach nie dało się wyciągnąć. Potrzeba było innego specjalisty, który sięgnie bezpośrednio do głowy kobiety. Lub sprzętu do zintensyfikowania zabawy. Nie widziała problemu z zabraniem jej stąd. Do dyspozycji miała TIR-a i samochód, którym przyjechała kobieta.
Pozostawała trójka dzieci i Śmieciarz. Umowa obowiązywała?

Nie dało się skontaktować z nikim z Firmy. Znała oczywiście lokalizację kilku kryjówek, ale do niektórych nie przychodziło się bez zapowiedzi. Rustlersi pomóc jej nie mogli, potrzeba było naprawdę dobrego speca do tak delikatnej operacji. I czy na pewno chciała, aby zrobił to ktoś z firmy? Ta kobieta mogła stać za wszystkimi porwaniami dzieci, coś czym Boor zainteresowałby się od razu.
Oh, wziąłby ją sobie korzystając ze wszystkich uprawnień i dowiedział się każdego szczegółu. Na razie jednak nie wiedział.
Powinna znaleźć inny sposób.

Powinna?


Ann

Odwiedziny u Roberta były krótkie. Nie dało się zadzwonić, musiała więc udać się tam osobiście i ostatecznie niewiele z tego wyszło. Dorne był bardzo znudzony i ciągle zdenerwowany, obecnie jednakże bardziej na to, że musi siedzieć zamknięty niż na cokolwiek innego.
- Niech to się już skończy! Przecież to wariactwo!
Nie był w takim stanie najwspanialszym towarzyszem do rozmów. Przynajmniej nic mu się nie stało, Corp-Tower pozostawało w pełni bezpiecznym miejscem, brak komunikacji nic tu nie zmieniał. W środku wszystko miało wewnętrzne systemy bezpieczeństwa, zakłócenia w niczym im nie przeszkadzały.

Ostatecznie do Danieli dotarła dopiero mocno po ósmej rano, zastając kobietę w mieszkaniu, w pełni ubraną i wyglądającą na mocno przestraszoną. Sądząc z wyglądu i rozedrganych dłoni, mogła wręcz nie spać wcale tej nocy. Objęła Ann zaraz po wpuszczeniu jej do mieszkania.
- Dzięki Bogu, już się bałam, że coś się stało. Rozbierz się, napijesz się czegoś?
Nawet głos miała drżący. Zamknęła za Ferrick drzwi na wszystkie zamki i zostawiła na chwilę samą, pozwalając rozejrzeć się po przestronnym, ładnie urządzonym salonie i przylegającej do niego kuchni. Z okien rozpościerał się przyjemny widok. Daniels nie dorobiła się tak jak Tomkins, ale na pewno nie brakowało jej pieniędzy.
Wróciła po chwili z napojami i usiadła, kładąc dłonie na kolanach.
- Ta zdobyta informacja to tylko jedno zdanie… - powiedziała cicho i wyświetliła ją.

Cytat:
Alibi Alexa jest fałszywe.

Kye

Nie skontaktował się z Lisą poprzedniego dnia i teraz pluł sobie w brodę. Wysłał wiadomość, ale odpowiedzi nie było. Mogła w ogóle nie dojść. Mogła nie dojść tylko odpowiedź dziewczyny. Harris mogła też ciągle spać w swoim łóżku, w końcu ona w sobotę zwykle nie pracowała. Tak czy inaczej, nie było jej o ósmej w pobliżu miejsca spotkań The Blank Page. Nie było tam też sprzętu Miracle ani nakazu wejścia do Pace University. Ten ostatni być może znajdował się w Corp-Tower i wystarczyło po niego pojechać. Brak komunikacji tworzył wyjątkowo dużo problemów, szczególnie dla ludzi, dla których jest to główna nić życia.

Przynajmniej przyjaciele Remo stawili się zgodnie z planem. Nie takie trudności już razem w życiu przezwyciężali, chciałoby się powiedzieć. Walter skinął głową na powitanie, Oro właśnie grzebał w jakimś starym sprzęcie rozłożonym na drobne części, a Jonathan wstał i uścisnął dłoń wchodzącego.
- Lipa bez sprzętu, ale to w końcu tylko uczelnia, nie? - wyszczerzył się. Nie wyglądał najlepiej, podobnie Oro. Z nich wszystkich jedynie Walter wyspał się w pełni, nie posiadając w głowie nawet jednego wszczepu.
- Wreszcie coś w starym stylu - Deezer włożył do ust cygaro i zapalił. - Skorzystamy z komputerów uczelni.
- Co w zasadzie mamy wycisnąć z tamtych baz? - zapytał Oro, unosząc głowę znad stołu i gapiąc się na Remo przez dopasowane do oka szkło powiększające.


Mik

Corp-Tech dbał o swoich ludzi. Nie dało się odmówić prawdy temu stwierdzeniu, kiedy odnosiło się do kogoś takiego jak Mik. To co miał w głowie może nie było cenne, ale jego śmierć przekreśliłaby testy całkiem sporej ilości prototypów. No i miał od razu szanse na nowe, bo obecnie mógł robić co najwyżej jako straszak na wróble, mniejsze lub większe. Trzeba było wygładzić, doszyć, poprawić. A jak się uwijali! Kiedy zerknął na zegarek, okazało się, że jest dopiero po ósmej rano. On już mógł chodzić, choć słaby jak dzieciak. Utrata krwi zrobiła swoje.
Trzeba jednakże podkreślić, że gdyby nie fakt, że znajdował się w nowoczesnej klinice, to nie przeżyłby tej nocy. Nanoboty czy nie, ciało miało swoje ograniczenia. Te z metalu również.

Kiedy już wszystkie bieżące sprawy związane z naprawą jego ciała zostały zakończone, odwiedził go lekarz mający na plakietce obok imienia i nazwiska - Johann Flint - naukowy tytuł "profesor". Był całkiem młody jak na profesora. Towarzyszyła mu Azjatka, którą rozpoznał. Susan Lien Ferrick, specjalistka od wszczepów.
- Witam, panie Maroldo. Ma pan szczęście, że jesteśmy akurat na dyżurze - powiedział na przywitanie doktor. - Obecnie nie da się nikogo wezwać, a pan nieźle oberwał.
- Musimy popracować nad systemami utrzymania życia przez dłuższy czas - dodała kobieta z lekkim dalekowschodnim akcentem.
- Firma inwestuje w pana duże pieniądze - roześmiał się. - Nie możemy się skontaktować z żadnym z pana szefów, ale ma pan autoryzację na pełne naprawy i modyfikacje. W tej klinice wykonujemy zabiegi błyskawicznie, szczególnie kiedy pacjent jest już zaadoptowany do biotechnologii.
- Bylibyśmy też wdzięczni za dokładny raport, pozwoli nam to ocenić skuteczność naszych technologii, jak również zapewnić panu większe bezpieczeństwo - uśmiechnęła się Susan.
Być może nie traktowali go w pełni jako delikatną istotę ludzką, ale z drugiej strony właśnie przeżył coś na kształt rozstrzelania, a przed sobą wyraźnie miał jajogłowych.


Leah

Hicks wyglądał jak mocno przetrzepana chmura gradowa, kiedy wezwał ją do swojego biura. Pomimo soboty, na nogach byli już praktycznie wszyscy, którzy tylko mogli. Od czasu zakłóceń miasto wariowało, a wraz z nim wariowali wszyscy gliniarze. Po wczorajszej bombie było jeszcze gorzej. Ferro pozostał w łóżku z potężnym bólem głowy. Bez tego Leah mogłaby nawet nie zauważyć, że coś wielkiego się wydarzyło. No, holowizja nie działała, ale to nie pierwszy raz tego tygodnia. Wrzeszczący z bólu i rzygający jak przysłowiowy kot Scott to już jednak co innego. Obiecał, że nic mu nie będzie i nie musi do lekarza. Tylko trochę snu, którego nie miał zbyt wiele w ciągu ostatnich dni. Wierzbovsky jednakże nie miała tak dobrze. Urlopy dawno wszystkim cofnięto i nie dawano nowych nawet tym mniej chorym. A ona na dodatek w pełni ocalała ze wczorajszego "wyładowania energii" jak to powszechnie nazywano. Stawiła się przed kapitanem świadoma, że tego dnia wszelkie dyskusje nie mają sensu.

- Wszystko czym zajmowałaś się do tej pory zostaje anulowane - powiedział na wstępie, patrząc na papiery. Takie klasyczne. Od kilku dni policja ich używała dość często, im kłopoty z siecią i sprzętem nie groziły. - Przejmujesz sprawy Hawkinsa z siedemnastki - rzucił jej dwie teczki. - On i jego partner zostali ciężko ranni, pod ich wóz podłożono bombę. Obaj są w śpiączce, Hawkins ma jeszcze szanse, Elliot według lekarzy już nie. Zajmowali się Tomkinsami. Pamiętasz ten zamach w sądzie sprzed tygodnia? Tam zginęła Amanda. W środę zamordowano jej ojca. Opinia publiczna mocno o to zabiegała, szczególnie w sprawie tych całych "Dzieci Rajneesha" panoszących się po mieście. Stali się na tyle popularni, że ludzie domagają się odpowiedzi. Ważni i wpływowi ludzie. Stary Tomkins też miał pewne znajomości. Nie mogę tego zignorować, zwłaszcza teraz, po zamachu na naszych. Masz dorwać tych sukinsynów, wyrażam się jasno? - spojrzał jej twardo w oczy. Wkurwiony był na maksa. - I uważać przy okazji. Zamach na Hawkinsa pewnie jest powiązany z jego śledztwem, a obecnie zajmował się tylko tym. Złap ich, a może wywalczę dla ciebie własny zespół. Masz moje wsparcie, ale obecnie nie mamy ludzi. Dam ci młodego Arturo. Jest zaraz po akademii, może się czegoś nauczy.

Z dwoma teczkami w ręku - jedna zawierała dokumenty ze sprawy, druga była teczką Arturo Moty, jej nowego kompana - ruszyła do swojego dawnego pokoju. Przez jakiś czas dzieliła go sama ze sobą, ale teraz to miało się zmienić. To widać było z daleka, bo drzwi były otwarte, a zanim doszła, pojawił się w nich młody, raczej spory gabarytowo Meksykanin w koszuli i wyprasowanych w kant spodniach. Uśmiechając się wyciągnął do niej rękę na przywitanie.
- Dzień dobry… to znaczy cześć…? - spróbował. - Jestem Arturo Mota, mamy pracować razem.
Zdążyła go przywitać i wejść do swojej klitki, a on już zaczął nawijać. Podekscytowania nie dało się mu odmówić.
- Przyjrzałem się już przydzielonym sprawom, nie jest tego wiele. Z wybuchu wiedzą tylko, że był to semtex z atomami jakiś nanokryształów, a powiązania Amandy sięgają "Dzieci Rajneesha", zwłaszcza, że widywana była kilka razy w towarzystwie ich przywódcy, Izaaka White'a. Śmierć Scotta Tomkinsa też niewiadoma, był chory, ale na pewno został zamordowany. Zupełnie brak śladów, znalazł go jego android, Alex. Ostatni ludzie z jakimi się widział odwiedzili go dzień przed śmiercią. Ann Yui Ferrick, Kye Remo, James Shelby - związani z Corp-Techem oraz znajoma maklerk Daniela Morrison. Niewiele jest w tych materiałach, ale detektyw Hawkins chyba ich nawet nie przesłuchał.


 
Sekal jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:41.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169