Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-05-2015, 09:58   #1
 
Bielon's Avatar
 
Reputacja: 1063 Bielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumny
[WFRP 2ed] - Właściwa strona ulicy

„Właściwa strona ulicy”







Mammun był silnym, groźnym, budzącym postrach wśród wrogów mężem. Jego przeciwnicy niejednokrotnie próbowali uprzykrzyć mu życie, ale niewielu z nich miało dość odwagi by stanąć naprzeciwko rosłego zbira i twarzą w twarz rzucić mu wyzwanie. Ci, którzy stanęli zeń twarzą w twarz, rzadko mogli się tym pochwalić. Jego obita morda z naderwanym uchem, krzywo zrośniętym nosem i oczodołem wiecznie zapuchniętym świadczyła o tym, że nieustannie ma kogoś „na widelcu”. Jego przeciwnicy, o ile żyli, zawsze wyglądali gorzej. Mammun cieszył się zbójecką sławą i był prawą ręką Gerharda zwanego „Kasą” szefa kilku pomniejszych kwartałów Nauestadt. Mało było takich, u których nie wywoływał by dreszczu na plecach swoim widokiem.

No, chyba że leżał w kałuży własnego łajna, na podworcu małej czynszowej kamieniczki, z so-lidnym kawałkiem stali wepchniętym w swoje jelita.

Tak jak teraz.

***

- Zaczęło się! – podekscytowany Serpico uśmiechnął się szczerbatą gębą i nerwowo obracając w dłoni motylkowy nóż pokiwał głową jakby chciał przekonać audytorium zgromadzone w zadymionej izbie, że właśnie wygrali na loterii. Reakcja zgromadzonych była różna. Frank Baum uniósł w górę kciuk, ale powiedzieć nic nie mógł bo miał usta wypełnione solidnym kęsem wyrwanym właśnie z dzierżonej gomółki sera. Zważywszy jednak na to jak zareagowała reszta można było uznać jego reakcję na eksplozję radości. Hans „Broda” rzucił ponurym spojrzeniem, Johan wzruszył ramionami a Alex splunął soczyście na środek izby.

- Czego się kurwa szczerzysz?! – „Czerwony” Karl, uchodzący za przywódcę ich nielicznego zgromadzenia pociągnął solidnie z gąsiorka kręcąc z niechęcią głową. On również, delikatnie mówiąc, nie tryskał radością. – Na chuj nam to było? Teraz kurwa się zacznie! Jutro będziemy mieli na głowie chłopaków „Kasy”. Tu kurwa chodzi o wasze zasrane życie!!

- Ty nie pękaj „Broda”!
– żachnął się Frank, który jedyny spośród nich większy był od „Brody”. Większy, ale głupszy. – Co to kurwa?! My spod ogona, tego… jak jej tam… kotu wypadli? Jak przyjdą ludzie „Kasy” to im wpierdolimy!

- Nie kotu, ino sroce głupku. I nikomu nie będziemy wpierdalać tylko się zwijamy. Ty nie rozumiesz co się kroi! „Kasa” jutro rzuci się Bernardowi do gardła. A za pole bitwy wyjdzie że wybrali se nasze podwórko. Jak go Bernard dojedzie, spyta nas, czemu mu nie pomogliśmy? Jak on dojedzie Bernarda to na nas przyjdzie kolej następnych. Musimy spierdalać!

- Mam inny pomysł…
- słowa Alexa zaskoczyły wszystkich zgromadzonych w zadymionej izbie. Rzadko kiedy Alex bywał kopalnią pomysłów…


***

Tutaj, przy magazynie familii Nuglith, rządzili twardzi ludzie. Twardzi ludzie nie bali się wtykać nos w nie swoje sprawy. Nie wahali się położyć na szali własnego życia ani też rzucić losowi wyzwanie. Odważni ludzie kuli swój los jak kowal stal wiedząc, że jeśli nie przekują sami owoców swej pracy w sukces, to ktoś im go zgarnie sprzed nosa. Twardzi ludzie mieli swoje znajomości, mieli swą reputację a nade wszystko mieli szczęście. Szczęście, które sprawiało, iż byli tym, kim byli. A że czasem szczęściu trzeba pomóc...?

Mammun z całą pewnością był twardym człowiekiem. Pracując od lat w rejonie wyrobił sobie dobrą markę i mało było takich, którzy weszli by mu w drogę. Wysoki i muskularny budził postrach samym swoim wyglądem, nie musząc sięgać do żadnego z długich rzeźnickich noży z którymi zresztą nie rozstawał się nigdy a nosił je na widoku. Mammun miał szczęście, przez zdecydowaną większość swego życia.

Z wyłączeniem dnia wczorajszego, kiedy to opuściło go ono zupełnie w wyniku czego jego pępek powiększył się nieprawdopodobnie. Wbity w bebechy nóż, jego własne cacko, definitywnie pogrzebał jego zbójecką sławę dając żywy dowód na tę prawdę głoszoną przez kapłanów Morra, że „Przed Bogiem jesteśmy jednacy a on nas wszystkich zrówna w swoim czasie”. Co prawda, to prawda i zimny trup Mammuna był tak samo zimny jak trupy tych, których od czasu do czasu wyrzucał któryś z kanałów wpływających do portu na Reiku.

Jednak wyróżniał się na tle innych tym, że cuchnął.

Sakramencko cuchnął...


***




To była ponura noc w ponurej dzielnicy. I skurwysyńsko ponure okoliczności. Wszyscy mieszkańcy kamienicy Cerninga, przylegającej do magazynów familii Nuglith, zebrali się na małym placyku, zawalonym połamanymi skrzyniami podwórku, zbutwiałymi skórami i jakimś szmelcem, przykrywając usta skrawkami materii, rękawem lub zwyczajnie dłonią. Było to zrozumiałe, bo wydzielający się z nabrzmiałego cielska smród dławił gardła, łzawił oczy i szczypał niemal w nosie. Sine, wzdęte ciało osiłka którego znali z cotygodniowego zbierania haraczu od starej Burligowej – właścicielki kamienicy mieszkającej gdzieś w mieście ale niemal codziennie odwiedzającej swoje „cacuszko” - zdobił wbity mu w solidne brzuszysko długi nóż. Oczodoły trupa pokrywało już robactwo a muchy właziły i wyłaziły z rozwartych ust i rozoranej piersi. Pełgające czerwie sprawiały że chwilami skóra trupa poruszała się wywołując mdłości u wszystkich. Dwa szczury nic sobie nie robiąc ze stojących wkoło ludzi zawzięcie toczyły heroiczny bój groźnych spojrzeń o wywleczone na wierzch jelito trupa. Kwestią czasu było, kiedy rzucą się na siebie.

Jak zebrani na podwórku ludzie z których ledwie połowa była rodzimymi mieszkańcami kamienicy.

Reszta była zdecydowanie jeszcze mniej zadowolona ze znaleziska, niż ci pierwsi. Na kim planowali wyładować swe frustracje nie wymagało żadnego tłumaczenia...


***




- Nie wiem co o tym myśleć. - „Kasa” powiódł ciężkim wzrokiem po stłoczonych na podwórku mieszkańcach kamienicy. Nie było to ciepłe spojrzenie. Niektórych po nim przeszedł dreszcz. - Może robicie dla Bernarda, choć musieli byście być ostatnimi ciulami by zabiwszy mego człowieka zostawić sobie go na deser na placu. Może jednak to taka gra? Może ktoś was wrabia, ale i to mi lata. Dla mnie ważne jest tylko to, że tu, na podwórku zginął mój człowiek. On tu umarł a żaden z was skurwiele nie przyszedł mu z pomocą. Żaden kurwa nie przybiegł do mnie z wieścią, że coś złego stało się mojemu człowiekowi. Znaliście go, bo przecie brał od tej starej cipy, Burligowej, kasę za ochronę kamienicy. Stara urzędowała zawsze na tym placyku, więc mi kurwa nie wmawiajcie, że nie znaliście Mammuna!! Jednak nikt z was, skurwiele, nie przybiegł do mnie z wieścią o tym co tu się stało. Nikt!!! Musieliście być z Bernardem w zmowie!!! - ryk Gerharda odbił się echem od ścian podwórka i skulił nawet jego chłopaków. Trójka z nich, Mike, Vouss i Roth, stała z boku mierząc z kusz do stojących pod ścianą mieszkańców kamienicy. Pozostała czwórka, Ornst, Berndt, Tom „Mały” i „Duży” oraz Gerhard pochylała się nad nabrzmiałymi zwłokami starając się dostrzec coś więcej niż pełzające pod skórą czerwie. Jeden, ten chudy „Mały” Tom, rzygał jak kot. Cóż, chociaż on teraz nie stanowił zagrożenia.

- Nie zabiję was jednak. Jeszcze nie teraz. – „Kasa” uniósł się spoglądając przeciągle w oczy zebranych na podwórzu kamienicy mieszkańców. - Dam wam szansę pokazania po której jesteście stronie. Udowodnienia, że nie jesteście takimi zdradzieckimi skurwielami za jakich was biorę. Że chcecie żyć... – Spojrzenie „Kasy”, w którym też zdawało by się że drgają grobowe robaki, ciężko spoczęło na zgromadzonych mieszkańcach. - Jest północ. Macie czas do rana! Musieliście coś widzieć. Wy, albo wasi sąsiedzi. Cokolwiek. Coś, co pozwoli nam znaleźć prawdziwego mordercę. Znajdźcie go i przynieście mi wieść o tym do „Świni” … - oberżę z sąsiedniej ulicy znali wszyscy - … a zapomnę o tym że nie pomogliście mojemu człowiekowi. Jeśli do świtu nie znajdziecie rozwiązania, albo też spróbujecie uciec, skończę z wami. Raz na zawsze. I wierzcie mi, jeśli tak się stanie, to to co spotkało Mammuna wyda wam się radosną zabawą nie najgorzej zakończoną. Znam w tym mieście takich, którym … zły los wyłupił oczy, obciął język i dłonie i popodcinał ścięgna skazując na los pełzaczy w gnoju. Na życie gorsze od szczurów. Zły los... może spotkać i was!!


- To nie my! My z tym nie mamy nic wspólnego… - głos należał do jednego z kamieniczników, ale w panującym na podwórku mroku rozświetlanym tylko blaskiem dwóch lamp trudno było „Kasie” stwierdzić który z nich otwarł pysk. Zbój skinął ręką na jednego z kuszników, Rotha. Ten momentalnie spiął się cały celując w tłum. Był gotów.


- Jeszcze raz otworzycie pyski bez celu, ktoś tu zginie! Gdybym myślał, że to wy to bym się z wami nie pierdolił. Daję wam szanse skurwiele, bo nie mam pewności!!– jego słowa odbiły się echem po podwórzu, kiedy nabrawszy powietrza w usta zamarli. Garhard niedbałym gestem wydał rozkaz a Roth, posłuszny pies swego szefa wykonał go bez chwili namysłu. Jęknęła zwolniona cięciwa i krótki świst w jedno zlał się głuchym odgłosem przebijającego ciało pocisku i jękiem rannego. Franz , który nieopatrznie wysunął się o krok do przodu z uniesionymi do góry rękoma chwycił dwoma dłońmi sterczące mu z brzucha pierzysko bełtu. Jęknął, sapnął chrapliwie i nic nie rozumiejąc osunął się na kolana. Jego nogi wpadły w jakąś delirkę, taniec śmierci, któremu pozostali przyglądali się w milczeniu. Eryk nie potrzebował dokładniejszych oględzin by stwierdzić, że Franz Maurer, ten z drugiego piętra który zawsze wieczorem sprowadzał sobie do pokoju dziewczynki, nie żyje. Zbiry „Kasy” rozpoczęły zorganizowany odwrót wyraźnie uznając, że informacja została przekazana dostatecznie dosadnie. „Kasa” i dwóch kuszników zatrzymało się jeszcze w bramie by po raz ostatni rzucić okiem na podworzec. – Macie czas do rana sukinsyny! I lepiej by dla was było, gdybyście mieli mi co do zaśpiewania rankiem w „Świni”. Ja nie zapominam nigdy, pamiętajcie…


„Kasa” splunął niedbale, po czym odwrócił się i kaczkowatym, rozchwianym krokiem opuścił podwórze. Jego kusznicy cofali się z większą ostrożnością mierząc do mieszkańców kamienicy z kusz. Franz Maurer miał to w dupie.

Nie żył…





[Proszę komtura o nie postowanie i kontakt na PW. Pozostałym życzę powodzenia.]
 
__________________
Bielon "Bielon" Bielon
Bielon jest offline  
Stary 17-05-2015, 11:37   #2
 
vanadu's Avatar
 
Reputacja: 115 vanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znany
Eryk Krammer nie był tchórzem. Babrał się we flakach, leczył ludzi chorych na wszelkie chujozy i paskudztwa, nie mógł więc być. Potrafił jednak rozpoznać, gdy znalazł się głęboko w dupie. A znalazł się. Czy gdyby widział zwłoki tego ciula doniósłby komu trzeba? Pewnie nie. Ale nawykł do krzyków i inszych oznak burdy, tak więc nawet nie zauważył, że komuś przyszło zdechnąć na podwórzu… do czasu rzecz jasna. No to teraz nie mieli wyjścia. Ni chuj nie mieli wyjścia. Gdy ludzie „Kasy” wycofali się podszedł powoli do Franza. Obijmorda z drugiego pietra. Opatrywał go kilka razy, ale ni nie znał ni specjalnie znać nie chciał. Z zawodowego jednak obowiązku sprawdził czy żyje. Czy też raczej potwierdził, że nie żyje. Później zaś skierował swe kroki ku pierwszemu, nadjedzonemu już trupowi. Z kopa odesłał szczury precz.

-Merde warknął cicho, by dodać głośniej do swych sąsiadów, samemu zabierając się za oględziny trupa – Tośmy w dupie. Skoro tamtych nie ma…widział kto jak ten tu schodzi z padołu łez? Czy na ślepo w dupie jesteśmy? Wilhelm, tyś miał dobry widok od siebie, nic żeś nie widział? Alrdred? W dupieśmy panowie, trzeba się wygrzebać

Sam zaś sprawdzał zwłoki, starając się dojść czy się osiłek bronił, czy może kto z zaskoczenia go stalą poczęstował, a nade wszystko po stężeniu i po tym ile szczury zżarły upewnić się chciał czy dawno zdechł. Byli w dupie, a jak nauczył się spierdalając własną karierę, czas zawsze płynął za szybko.
 
vanadu jest offline  
Stary 17-05-2015, 12:41   #3
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 2801 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
Rosen był wielkim facetem. Barczyste ramiona oraz byczy kark sprawiały, że wyglądał na mniejszego niż był naprawdę. Mierzył lekko ponad metr osiemdziesiąt, a długi płaszcz sięgał aż po kostki i zakrywał pozostałe części ubioru. Ramiona niczym kolumny, a palce niczym imadło wciąż zaciskające się w pięść świadczyły, że Rosenowi nie spodobało się oświadczenie Kasy. Najchętniej wpakowałby mu mózg do środka czaszki, ale na razie wolał milcząco obserwować wydarzenia. Nie lubił jak ktoś mu groził. Zapamięta to sobie. Pamięć miał niezłą.
Twarz ochroniarza, bo tym zajmował się na co dzień, wyglądał niczym siekany kotlet i było widać, że gość ten wolał bić niż wdawać się w zbędne dyskusje. Liczne blizny, bruzdy sprawiały, że na pewno nie miał szans u żadnej elfki. Był zbyt brzydki. Nawet krasnoludzkie kobiety bały się go. Był złym i wrednym sukinsynem.

Ktoś tam coś pierdolił, mamrotał lecz Rosen nie czekał. Po prostu wrócił do siebie i wziął ze sobą cały osprzęt. Czuł że dziś ulice Nuln spłynął krwią. Kastety schował do kieszeni płaszcza, długi, wąski nóż przypasał do biodra a topór zawiesił na plecach. Zszedł nadal milcząco i podszedł do trupa Mammuna. Chciał go sobie obejrzeć. Na medycynie nie znał się wcale, ale rany odróżniać umiał. Mammun miał swoją opinię. Dobrą opinię. Prawie tak dobrą jak Rosen, który fachowo ochraniał większość panienek w tej dzielnicy. Z tego tytułu zawsze mu coś skapywało do kieszeni,a i czasem wdzięczne dziewczyny umiały okazać mu odpowiednie względy. A ten kto zajebał Mamuńcia musiał być nie w ciemię bity, no chyba że było by ich kilku. Ale wtedy było by słychać. Heh. Pieprzone miasto, i pieprzony przypadek.
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline  
Stary 17-05-2015, 13:05   #4
Ośmiorniczka
 
Fyrskar's Avatar
 
Reputacja: 8097 Fyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputację
"Twaróg" nie był z miasta. To widać. I słychać, i czuć. Ale teraz to nie on zalatywał, a Mamunn, mać jego gamratka. Trupy miały to do siebie, że robiły żywym problemy, samemu nie racząc ich rozwiązywać. Igor podrapał się po zarośniętym podbródku. Był chłopem, który za szczenięcych lat zwiał do miasta i Sigmar mu świadkiem, że cały czas, jaki spędził w tym chlewie służył tylko temu, by złapać okazję. Zaciągnąć się do woja, zarobić najlepiej i zwiać.

Nie prowadził może uporządkowanego życia, ale było na tyle spokojne, że nie chciał go sobie burzyć. Ani dostać bełta w bebechy. Kusiło go, by dać nogę, zwiać, gdzie pieprz rośnie, ale z tym psim chwostem "Kasą" nie było kurewskich żartów. Solennie sobie obiecał, że w razie czego wyda kogoś z sąsiadów, byle tylko nie wylądować w rynsztoku, z dziurą w bebechach.

Tak jak Mamunn.

Nie miał ze sobą włóczni i dobrze, psiamać. Jeszcze by go "dla pewności" chłopcy "Kasy", hm... skasowali. Miał sztylet w cholewie. I łeb na karku. Z woli własnej, czy nie, trzeba się zająć to sprawą. Zbliżył się do rozdętego truposza i nachylił się, marszcząc złamanego nochala.

- Coś mi śmierdzi. - mruknął do Krammera. - I nie idzie mi o twoje stopy. Myślicie, kurwa, że dowiemy się, kto go zabił? Kurwa nie sądzę! Taki chuj, psi na dodatek. - pokazał dłonią, jaki chuj. - Trzeba będzie kozła ofiarnego znaleźć, psia jucha. Może - zniżył głos i nachylił się do Rosena i Eryka. - tego Wilhelma z piętra, a? Albo Franz, on i tak już nie... choć, że to Mauer był, nie uwierzą, choćby rzeczywiście on to zrobił.

Podrapał się po czerepie i złożył ręce do bezgłośnej modlitwy.

"Sigmarze Królu
W Twoje ramiona
W Twoje objęcia
Ziemię oddaję

Za ziemię płodną Tobie dziękuję
Za matkę moją Tobie dziękuję
Za ojca mego Tobie dziękuję
Ty jesteś brama, Twój jest każdy mój oddech, Tobie służę
Ty jesteś zbożem, Ty jesteś ziemią, Tyś jest wiatrem, Tobie służę

Ja jestem ludem
Tobie dziękuję
Ja jestem ziemią
Tobie dziękuję
Ja jestem miłością
Tobie dziękuję
Jam nienawiścią
Tobie dziękuję

W Tobie się zaczyna i w Tobie się kończy..."


Miał nieprzyjemne wrażenie, że ICH życie skończy się już niebawem. Modlił się. O to, by nie miał racji.
 

Ostatnio edytowane przez Fyrskar : 17-05-2015 o 13:13. Powód: 1. Modlitwa "Sigmarze Królu" 2. Literówki, zagubiony przecinek
Fyrskar jest offline  
Stary 17-05-2015, 13:36   #5
 
Orthan's Avatar
 
Reputacja: 1580 Orthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłość
Aldred Eckhardt nie był zbyt zadowolony z faktu znalezienia trupa na podwórzu kamienicy, a tym bardziej nie był zadowolony z gróźb które wypowiadał miejscowy przywódca bandy rzezimieszków i bandziorów. Jak widać pomysł by wynająć skromny pokoik od Frau Burligowej nie był najlepszy. Trzeba był mieszkać w bursie z innymi uczniami kolegium lub u swojego mistrza pomyslał. Fakt faktem należy przyznać był to droższe, a czesne dla kolegium i oszczędność dla matki i siostry same się nie znajdą, jak zauważył. Widać było że los nie jest zbyt łaskawy dla mieszkańców, byli głęboko w tyłku goblina. Co było widać po tym co wystawało z brzucha Franza, który pechowo, w sumie na rozkaz przywódcy bandy, już znajdował się krainie Morra .
Widząc jak członkowie bandy odchodzą wraz z swym przywódcą, i to że Eryk podchodzi do trupów i rozpoczyna oględziny, ruszył za nim by też zbadać rzeczone ciała. szczególnie interesował go rzeczony nóż, wystający z ciał ofiar. Na słowa Eryka, rzekł krótko.

-Nie, nic nie widziałem

Następnie podszedł do trupa i ignorując zapach stara się obejrzeć kawałek żelaza wystający z ciał ofiary, gdyż jak mawiają mądrzejsi od niego ,,broń może dużo powiedzieć o właścicielu'' a po za tym pewnie będzie można dostrzec inne charakterystyczne szczegóły na ciele trupa.
 

Ostatnio edytowane przez Orthan : 18-05-2015 o 11:09.
Orthan jest offline  
Stary 17-05-2015, 19:45   #6
Konto usunięte
 
brody's Avatar
 
Reputacja: 2410 brody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputację
Wilhelm stał z tyłu. Wolał się w tych okolicznościach nie pchać na pierwszy plan. Nawet jednak zajmując miejsce przy ścianie wyróżniał się an tle tej obszarpanej i śmierdzącej bandy. W sumie można się było nawet zastanawiać, kto śmierdział bardziej. Trup nadgryzany przez robaki, czy mieszkańcy kamienicy.
Takie jednak nadeszły czasy, że słynny Wilhelm van de Banderof, musiał pomieszkiwać w tak okropnym miejscu. Tylko cudem udało mu się tutaj zachować czystość i higienę.

Sytuacja była naprawdę poważna. "Kasa" to był ktoś z kim się nie zadziera. A tutaj taki ambaras.
Na domiar złego dwójka sąsiadów wymieniła imię Wilhelma i to raz w bardzo niepokojącym kontekście.
Trzeba było przejąć inicjatywę, zanim banda obszarpańców zechce zorganizować lincz lub skoczyć sobie do gardeł.
Ludzie "Kasy" zapewne czają się, gdzieś w pobliżu i wszystko obserwują. Zapewne mają niezły ubaw.

Wilhelm wyszedł na środek podwórza i stanął w pobliżu truchła Mammuna. Nie za blisko jednak, aby nie zemdleć od potwornego wręcz fetoru.
- Ludzie posłuchajcie. Jak już zauważono mamy poważny problem i tkwimy w tym razem. Musimy, więc coś razem wymyślić. Twój pomysł Igorze jest dobry, ale wybór osób, czy też raczej kozła, nie jest właściwy. "Kasa" przecież nie uwierzy, że ja lub świętej pamięci Franz, zabiliśmy Mammuna. No bez żartów, drogi kolega.
Wilhelm zrobił teatralną pauzę i przeszedł się kilka kroków, aby jeszcze bardziej skupić na sobie uwagę mieszkańców kamienicy.
- Zatem szanowni państwo musimy wymyślić historię w którą "Kasa" uwierzy. Znaliście Mammuna lepiej ode mnie, może więc wiecie czy miał jakiś zapiekłych wrogów. A jeszcze lepiej, czy wiecie o kimś kto rywalizuje z "Kasą" i w ten, jakże okrutny sposób chciałby mu dogryź lub zagrozić. To moim zdaniem jedyny sposób, aby wyjść z tego cało. Musimy tak to rozegrać. Z naszych relacji musi układać się obraz jakiegoś wrogiego gangu, który zagraża "Kasie" Mam nadzieję, że się ze mną zgadzacie.
 
__________________
Konto usunięte na prośbę użytkownika.
brody jest offline  
Stary 18-05-2015, 09:43   #7
 
Someirhle's Avatar
 
Reputacja: 296 Someirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skałSomeirhle jest jak klejnot wśród skał
W czasie gdy reszta zajęta była doczesnymi szczątkami Mammuna, Gruby Waldo nie mógł oderwać spojrzenia od zwłok Franza. Nie żeby Franz był mu bratem, swatem, czy nawet znajomym od butelki. Całe to zainteresowanie pochodziło tylko z jednego źródła - to właśnie grubas odezwał się przed chwilą i za jego gadkę zginął Maurer.

Miał nadzieję, że inni nie zwrócili na to uwagi.

Podszedłszy powoli na drżących nogach, Waldo opadł na kolana przy ciele Franza. Tak naprawdę nie czuł żalu - jakiś cień przyzwoitości kazał mu wymruczeć parę słów modlitwy Twaroga - tylko obezwładniający strach. Zazwyczaj udawało mu się jakoś wyśmiać lub wygadać z problemów, wspierając gadkebutelką gorzały. Tutaj ledwie kilka słów sprawiło, że ktoś skończył z rozprutym brzuchem. To była całkiem nowa, przerażająca sytuacja, której jeszcze nie zdołał w pełni pojąć, a już obdarł ciało Franza ze wszystkich przydatnych przedmiotów - zawodowa rutyna dała o sobie znać.

Poczuł się trochę lepiej, szczególnie gdy odwrócił się już od trupa. W tej jednej chwili, gdy należało zająć się z kolei Mammunem, prawie zawrócił do swojego mieszkadła, by przytulić jakąś butelczynę i uspokoić nerwy. Ostatecznie, ta banda zbirów, jego współlokatorów, z pewnością rozwiąże problem, a nawet jeśli nie, to przecież nie jego wina, prawda...?

W pół drogi jednak opadły zeń wszystkie złudzenia i zawrócił, by przyjrzeć się śmierdzącym pozostałościom po Mammunie. Miał tu matkę i swój magazyn (no, komórkę). Tamci pewnie uciekną, ale on musiał się jakoś obronić.
- No przepuśćcie mnie! Chcę zobaczyć, ja muszę zobaczyć, bo wy to wszystko zniszczycie...! I co wtedy z moimi rzeczami, jak ja to wszystko zabiorę...?! -

Po krótkiej inspekcji, zamierzał również obejść placyk i też rozejrzeć się za czymś niezwykłym. Znał wszystkie śmieci w sąsiedztwie, więc powinien z łatwością rozpoznać coś dziwnego. No nie było to zbyt kreatywne, ale najpierw trzeba było ogarnąc podstawy,a potem zacząć kombinować.
 
__________________
Cogito ergo argh...!
Someirhle jest offline  
Stary 18-05-2015, 20:46   #8
 
Bielon's Avatar
 
Reputacja: 1063 Bielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumny
Truchło Maurera jeszcze nie ostygło, ba jeszcze lekko drgało w pośmiertnym tańcu, gdy Gruby Waldo zdejmował jego znoszone buty, cerowane skórzane gacie i koszulę. Zręczne palce złowiły i skryły niezbyt pokaźny mieszek by ostatecznie zacisnąć się na pasku przy którym w prostej pochwie spoczywał wysłużony nóż współlokatora. To był łup jak się patrzy! Waldo pomyślał przez chwilę, że dobrze było by jeszcze rzucić okiem na izbę truposza, ale… to musiało poczekać. Pozostało zbyt wiele problemów a wszystkie one skupiały się w tłustym ciele Mammuna nad którym pochylali się już Krammer i Rosen.

Krammer, który pierwszy pochylił się nad zabitym zbirem nie miał wątpliwości, że cios był zabójczy. Wszedł głęboko w miękkie rozcinając wnętrzności osiłka i z całą pewnością pozbawiając go życia. To, że szczury bawiły się wywleczonym jelitem, to było już następstwo. Gryzonie musiały dobrać się do ciała po jego śmierci. To zaś znaczyło, że miały na to trochę czasu. Trup jednak cuchnął. To zaś znaczyło, że już czas jakiś leży. Krammer uniósł ciężką nogę zmarłego dostrzegając na obcasach i cholewach jego butów wyraźne ślady błota. Druga noga była w podobnym stanie. Wniosek nasuwał się sam, był wleczony a nie żył już co najmniej kilkanaście godzin.

Rosen pojawił się nad nim niczym cień. Pochylił się nad trupem z podobnym zainteresowaniem oglądając ciało. Widząc podniesioną nogę truposza pokiwał z uznaniem głową. Wnioski nasuwały się same. On miał jednak jeszcze jedno spostrzeżenie. Mammun leżał z wbitym w brzuch własnym nożem. Drugi, bliźniaczy spokojnie spoczywał w pochwie u drugiego boku. Zabójca musiał być piekielnie szybki by wyszarpnąć takiemu zakapiorowi własną broń i ubić ją go bez dania szansy oporu. Bo Mammun, choć całe jego ciało było dowodem wielu potyczek, tym razem nie wyglądał na kogoś, kto stoczył by zażarty bój.

Igor, który większość czasu poświęcił modlitwie, nie przeszkadzał sąsiadom w oględzinach. Nie znał się na tym. Wierzył jednak a wiara bywa silną bronią. Tym razem archanieli nie spłynęli z niebios, Młotodzierżca nie uchronił niewinnych, ale wiara ma to do siebie, że opiera się na wierze. Nie na dokonanych cudach. Jego wzrok powoli ze słowami modlitwy przesuwał się bezwiednie po okolicy. Nie miał wiele do dodania. Musiał zdać się na innych.

Aldred pochylił się nad trupem gdy Krammer i Rosen wymienili spojrzenia kiwając głowami bez słów. On nie widział tu nic nadto. Trup z wbitym w brzuch nożem. Jego własnym nożem. Drugi identyczny leżał oparty o bruk spoczywając w pochwie zabitego. Z pewnością się nie bronił. Jego oczy, nabiegłe krwią, szkliste, wpatrywały się w rozgwieżdżone niebo.

Słowa Wilhelma przerwały grobową ciszę na podwórzu. Szlachetka próbował ze wszystkich sił znaleźć rozwiązanie dobre dla wszystkich. Było to dlań o tyle istotne, że nie pasował do reszty zupełnie. Oni byli z zupełnie innej gliny ulepieni niż on i nie raz dawali mu to odczuć. Był wszak kimś lepszym. Kimś, kto znalazł się w tej kamienicy z pewnością przypadkiem. Był lepszy, ale nade wszystko inny. Teraz jego inność stawała się dlań ciężarem, który mógł pociągnąć go na dno. Kanału…

Waldo obrzucił podwórze uważnym spojrzeniem. Znał je jak własną kieszeń nie dla tego, że było warte szczególnej uwagi. On je znał, bo zawsze interesowało go każde śmietnisko. On żył z gromadzenia skarbów, które wyrzucali ludzie. Znał je jak każdy rzemieślnik zna swe miejsce pracy. Jego wzrok spoczął na Igorze, który spoglądał natchnionym wzrokiem na podwórko pogrążony w zadumie. Powiódł wzrokiem za spojrzeniem wieśniaka i dostrzegł to, co umknęło mu w pierwszej chwili. Kilka połamanych skrzyń i spleśniały kawał brezentu okrywający gorsze jeszcze śmieci leżał inaczej niż zwykle. Inaczej niż wczoraj. Zbliżył się powoli do sterty rozgarniając zbutwiałe szmaty butem. Jego wzrok spoczął na ciemnej czeluści skrytej w głębi śmietniska, pod połamanymi dechami zbyt zgniłymi by nadawały się choćby na opał.

Z mroku zaś zerknęły ku niemu dwa jasne punkty, które nie mogły być niczym innym, niż oczyma skrytego w mroku pod zwałem śmieci , obserwującego ich wszystkich w milczeniu, człeka…





------------------------------------------------------
[Proszę wszystkich Graczy by w przyszłości, pod postem w […] umieszczali wyniki 5 rzutów k100. Na wszelki wypadek ]
 
__________________
Bielon "Bielon" Bielon
Bielon jest offline  
Stary 18-05-2015, 23:57   #9
 
Orthan's Avatar
 
Reputacja: 1580 Orthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłość
Być zabitym własnym nożem, jest to co najmniej dość dziwne, żeby coś takiego zrobić zabójca musiał znać ofiarę. Tak widać był że zmarły nie bronił się, więc nie mógł wyjąć noża i stracić go w czasie szarpaniny z zabójcą. Jedyna osoba która mogła to zrobić to ktoś kogo znał trup. ktoś taki kto wzbudzał jego zaufanie. Taką osobą mógł być jeden z jego z towarzyszy z bandy, w przypadku przestępczych interesów łatwo o coś takiego. Choć ranna na brzuchu sugerował osobę która był w bardziej zażyły znajomościach z zamordowanym? Czyżby było to kobieta? Być może jedna z kobiet lekkich obyczajów, którymi że tak powiem opiekował się nasz truposz. Ranna bardzo pasował do kobiety, mężczyzna zadał by cios od góry, bardziej agresywnie. Tak to całkiem logiczne, choć jeśli było by to kobieta i zadawała by ciosy w obronie, było by więcej ran. Choć kto wie może napastował którąś z nich i ta w wyniku tego broniła się i zadał tylko jeden co prawda śmiertelny cios a potem przerażona uciekła. W każdym razie za dużo było tu niewiadomych i pytań. W tym momencie zwróciłem się z zapytaniem do Eryka z tego co pamiętałem, był on cyrulikiem czy jakimś medykiem. Powinien mi odpowiedzieć na moje bardziej szczegółowe pytania.

- Herr Krammer mogę zadać pytanie, powinien pan na nie odpowiedzieć, sądzę że pana profesja będzie tu pomocą. Czy umiał by Pan powiedzieć pod jakim kątem, wektorem został wbity nóż w otrzewną zmarłego. I drugie ciekawe pytanie, czy potrafi Pan powiedzieć jak dawno nastąpił temu rigor mortis? I jak mniema nasz ofiara nie został zabity tutaj?

Kontynuują dalej moją wypowiedz po krótkie przerwie.

-Pragnąłbym także zauważyć że nasz nieboszczyk nie bronił się za bardzo, co logicznie sugeruję że musiał znać swojego zabójcę, sądzę że mogła być to jedna z kobiet lekkich obyczajów którą ochraniał nasz truposz lub kilka z nich przynajmniej dały by radę przenieść ciało tutaj. Lub jak myślę, co jak sądzę był to jeden z jego kamratów z bandy, nie było by to takie dziwne.

Następnie kierują pytające spojrzenie w stronę moich towarzyszy,czekają na ich rekcję i komentarze.

----------------------------------------------
rzuty k100 1.69 2.44 3.29 4.62 5.16
 

Ostatnio edytowane przez Orthan : 19-05-2015 o 00:54.
Orthan jest offline  
Stary 19-05-2015, 09:18   #10
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 2801 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
Rosen spoglądał z totalną obojętnością na zwłoki Mammuna. Trup to trup, a ten kto zabił skurwiela, był albo jego ziomkiem albo jakimś cholernie dobrym zabójcą. Szybkość, precyzja i przede wszystkim pewna ręka musiała charakteryzować mordercę. Niejaki Eckhardt zaczął pierdolić trzy po trzy, o jakiś dziwkach zabójczyniach albo koleżkach. To pierwsze odpadało. To drugie było całkiem możliwe, choć wątpił w to. Ludzie “Kasy” może i mieli nasrane, ale nie aż tak. Poza tym żaden z jego przydupasów nie miał tyle jaj by to zrobić. A podejrzewać dziwkę to już była głupota. Większość dup on znał osobiście, bowiem je ochraniał. Gdyby coś takiego jaka zrobiła, zapewne przybiegła by do niego z rykiem. A i Mammun z pewnością dałby raz, jak nie dwa takiej po gębie. Cięcie było doskonałe trzeba było przyznać.

Nie wiele myśląc Rosen nachylił się nad trupem i wyciągnął z jego bebechów ostrze. Wytarł je o odzież martwego, i z pochwy wyjął drugi kozik. Oba ostrza przypasał sobie do boku. Żelastwo zawsze się przyda. Przy okazji sprawdził jego kieszenie, czy jakiej to sakiewki nie ma, bowiem i złoto czy srebrniki zawsze się przydadzą. Bogaczem to nie był.

Spojrzał na resztę, i średnio widział ich w jakiejś rozrubie. A ta w końcu nadejdzie. Nie odzywał sie, bo po co. Niech sobie gadają ile wlezie. To i tak nic nie zmieni. Kasa zaczyna srać po nogawkach, bo jego największy twardziel powędrował do bram Morra. Chce dorwać zabójcę by pokazać, że i bez niego może rządzić. Robiło się ciekawie.

Najlepsze źródło informacji to dziwki. Powinny mu coś powiedzieć. Milcząc ruszył do Anny. Co jak co, Anna znała większość klientów. Z tej i tamtej dzielnicy. A robiła takie rzeczy, że nawet najstarszym kurwom się one nie śniły.

86, 01, 38, 55, 83
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:24.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166