Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-08-2016, 21:56   #1
 
Layla's Avatar
 
Reputacja: 8353 Layla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputację
[WFRP II ed.] Objawy Zła





2. Konistag,
Brauzeit, 2528 K.I.
L'Anguille, Bretonia.


______Wczesna jesień obchodziła się tego roku dość delikatnie z Bretonią, a przynajmniej tak było w przypadku nadmorskiego księstwa L'Anguille, choć rodowici mieszkańcy i przyjezdni byli już przyzwyczajeni do przeszywająco zimnego, wiejącego od morza wiatru i paskudnego zapachu wodorostów, ptasich odchodów i wody. Pomijając te przykrości, port L'Anguille stanowił jeden z architektonicznych cudów Starego Świata - mówiło się, że został wzniesiony przez elfy i coś musiało w tym być, gdyż wiele kunsztownych budowli przetrwało próbę czasu i wciąż cieszyło oko. Zwłaszcza wspaniała, wyrywająca się kanonom budownictwa latarnia morska, którą widać było z każdego miejsca portu, a przybijające do nabrzeża elfy właśnie tam w pierwszej kolejności kierowały swe kroki.

Umocnienia portu stanowiły wysokie, grube mury, za którymi rozciągały się znacznie nowsze budynki, wybudowane już ludzką dłonią. Mur pełnił również tutaj funkcję niemal dosłowną, gdyż oddzielał od siebie dwie kategorie mieszkańców: tych mieszkających w porcie i poza nim. W L'Anguille mieszkali głównie marynarze, rybacy, kupcy ale można było właściwie znaleźć tutaj przekrój wszelkich zawodów, zwłaszcza, że co chwila jakiś nowy statek zakotwiczał w porcie i ktoś zatrzymywał się w nabrzeżnych tawernach a także owianych złą sławą knajpach. Dla mieszkających tu Bretończyków, księstwo zdawało się być najlepszym miejscem do życia - port otwarty na handel, a wokół niego rozsiane pastwiska i pola uprawne. Łagodny klimat sprzyjał rozwojowi rolnictwa, przez co L'Anguille było jednym z bogatszych księstw Bretonii.


Los chciał, że wczesne popołudnie spędzaliście w tawernie "Pod Strzaskanym Kompasem" znajdującą się w dokach, nieopodal nabrzeża. Gospoda nie wyglądała może na przesadnie luksusową, ale miała swój klimat, a prowadzący ją Gaston d'Aberre cieszył się opinią osoby wyjątkowo tolerancyjnej i przyjaznej cudzoziemcom. Zresztą, jak okiem sięgnąć, w lokalu można było zobaczyć żeglarzy z całego Starego Świata - posępnych mężczyzn wyglądających na Norsmenów, śniadych Arabów, czy toczących ze sobą głośne dysputy śpiewnym językiem rudowłosych wojów z Albionu. Przedstawicieli innych niż ludzie ras było niewielu, żeby nie powiedzieć, że mignęły wam zaledwie dwa, czy trzy elfie i krasnoludzkie oblicza (pomijając oczywiście Kaza i Frigę). Tawernę wypełniał zapach pieczonych ślimaków i żab w przyprawach, panował tłok i wielojęzyczny gwar przerywany wznoszonymi toastami i obijanymi o siebie kuflami oraz szklankami.

Pracowaliście wspólnie od jakichś dwóch miesięcy i jak na razie wszystko układało się po waszej myśli. Po ostatnim zleceniu nie mogliście narzekać na brak pieniędzy - pewien szlachcic wynajął was, byście odnaleźli jego uprowadzoną żonę, a gdy sprawę udało się szczęśliwie zamknąć, do waszych sakiewek wpadło po kilka ecu. Raczyliście się więc dobrym winem i posiłkiem, mając ten psychiczny komfort, że nie trzeba szukać na gwałt nowej roboty i nie martwiąc się o zapłatę za wynajęte do jutra rana pokoje na piętrze. Niedługo później usłyszeliście wzmożony hałas panujący na zewnątrz, przebijający się nawet przez popołudniowy gwar panujący w tawernie. Szum narastał, a nasłuchując, Asleif jako jedyny zdał sobie w porę sprawę, że to przedsmak wzbierającego przyboju, przerywany głośnymi trzaskami zamykanych drzwi. Po chwili wszyscy przekonali się o tym na własne oczy, gdy do gospody wdarła się z impetem morska, spieniona woda, zalewając podłogę i zakrywając wasze stopy do poziomu kostek. Wraz z nią wpłynął do środka tuzin brudnych, tłustych, popiskujących szczurów.


- Sacré bleu! - Zakrzyknął Gaston, łapiąc się za głowę. - To już trzeci raz w tym kwartale! Jak tak dalej pójdzie, będę musiał zwinąć interes! Théophile, Adrien, łapcie za stoły, trzeba je przenieść wyżej! Nie będę co chwila kupował nowych klamotów!

Gospodarz poganiał ochroniarzy i służki, sam również uwijając się jak w ukropie. Część gości, widząc co się dzieje, po prostu wybiegła z gospody, zostawiając posiłki i napitek, a część zabrała go ze sobą. Nikt raczej nie kwapił się, by pomóc d'Abberr'owi. Szczury wdrapywały się po nogach stołów, szybko znajdując drogę do pozostawionych mis z jedzeniem. Z zewnątrz dochodziły was okrzyki i ogólny gwar - ludzie najwyraźniej również nie radzili sobie tam z zastaną sytuacją, a Gaspard przypomniał sobie nagle, że przecież zostawił swego rumaka w stajni stojącej przy "Strzaskanym Kompasie". A mętnej, śmierdzącej wody powoli przybywało...

 

Ostatnio edytowane przez Layla : 26-08-2016 o 08:35.
Layla jest offline  
Stary 26-08-2016, 17:46   #2
 
Leoncoeur's Avatar
 
Reputacja: 9152 Leoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputację


- Dobra dobra - mruknął Asleif wskazując na jednego szczura jaki wpłynął do gospody razem z wodą. Był widoczny tylko kuper gryzonia, jego łapy i łysy ogon... Reszta niknęła w misie pozostawionej przez jednego z gości, który salwował się ucieczką z podtapianego lokalu. - Tutaj gadka o klamotach, a zaraz każe sobie dopłacać za więcej "mięsa" w potrawce...
Jakby w odpowiedzi na to, jeden szczur śmignął koło jego porcji. - Ejejej, mi starczy! - Zerwał się prostując swoją wysoką i mocno zbudowaną sylwetkę.
Prawą ręką przytulił swoją miskę do piersi, a druga zabezpieczył spory drewniany kufel w połowie wypełniony piwem.

Potrząsnął głową z irytacją, aż długie, pozostające w sporym nieładzie, jasne włosy zafalowały przez chwilę odsłaniając wygolone skronie. Przechylił kufel, lecz zaraz odruchowo odskoczył gdy szczur plasnął ze stołu w wodę tuż obok jego nóg przemoczonych już z racji braku wysokich butów jakie zostawił w pokoju z resztą rzeczy. Woda sięgała już do owijaczy ściskających nogawice wyświechtanych bretońskich bryczersów na modłę nordyków.
Piwo jakim się zachłysnął pociekło po jasnej brodzie i zmoczyło błękitną tunikę wyszywaną czerwoną nicią widoczną spod rozchełstanej skórzanej kurtki, oraz kilka wisiorków ze srebra i brązu dyndających na piersi.
- A żeby cię kruki rozdziobały ogoniasta mendo!!! - krzyknął rzucając opróżnionym naczyniem w odpływającego gryzonia. Głuchemu pacnięciu towarzyszył pisk bólu zwierzęcia.
- Na pustkowia Finbolgiego - w szarych oczach lekkie rozbawienie ustąpiło irytacji - nie ma to jak portowa tawerna - prychnął i skrzywił się podciągając mocny pas z przymocowaną doń solidną i okuta żelazem pałką.
- Zmywamy się stad? - potoczył spojrzeniem po towarzyszach.

 

Ostatnio edytowane przez Leoncoeur : 26-08-2016 o 18:38.
Leoncoeur jest offline  
Stary 28-08-2016, 16:39   #3
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 27721 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, z wrodzoną elegancją zabrał się za jedzenie, które - nie da się ukryć - nie dorównywało temu, jakie zwykle znajdowało się na stołach w zamkach i dworach. Gaspard de Prony nie narzekał jednak. Jadał już mniej smaczne rzeczy... w tym i takie, które musiał sam upolować i ugotować. A ten kurczak był całkiem niezły, chociaż wino z trudem zasługiwało na taką nazwę.
Wytarł palce w szmatkę, by nie poplamić ozdobionego herbem tabardu, po czym odsunął z czoła włosy, co rusz opadające mu na oczy.
W zasadzie chciał z pozostałymi omówić plany na najbliższą przyszłość - jakiś potwór do zabicia, jakaś dziewica do ocalenia - ale w zadaniu pytania przeszkodziła mu wpadająca do tawerny fala wody i szczurów.

Co jak co, ale port powinien być zabezpieczony przed wodą.
Gaspard dzieckiem nie był - nie raz i nie dwa widział pola i łąki zalane wodą, ale to statki wypływały z portu w morze. Morze nie powinno składać rewizyty.
Jakoś sobie nie wyobrażał walki ze szczurami, czy z morskimi falami. Dopił wino i odstawił pucharek na stół, tuż przed tym, nim obsługa zabrała mu go sprzed nosa.

- Chyba musimy zmienić lokal - powiedział. - Zabiorę tylko Papillona i idziemy szukać bardziej suchego miejsca.

Wierzchowiec, noszący wdzięczną i 'lekką' nazwę, nie był konikiem morskim i lepiej go było zabrać na suchy ląd, zanim morze poczyni kolejne, bardziej niebezpieczne kroki.
 
Kerm jest offline  
Stary 28-08-2016, 23:24   #4
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 23610 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Louis siedział na ławie pod ścianą na przeciwko Asleif. Pochylony był nad miską jakiejś papki z kawałkiem ryby. Nie przejmował się smakiem, chociaż ten nie był taki zły w porównaniu z wyglądem.
Wolał taką papkę niż chleb czy fasolę czy inne smakosze. Większość takich jako suchy prowiant się brało w dzicz i lubił odmianę.

Kiedy fala wlała się do izby podniósł głowę i zobaczył wpływające gryzonie. Nie przepadał za miastami. Ty było pełno tych szkodników, które potrafiły zniszczyć zapasy nie jednemu człowiekowi. Podniósł łuk oparty o ścianę za nim i położył na blacie. Łuki nie lubiły wilgoci, a co dopiero wodę?

Woda zaczynała sięgać już do kostek kiedy zakończył jeść. W między czasie posłał w wodę jednego ze szczurów, który próbował dobrać się do jego jadła. Popatrzył na zbierających się kompanów i rzucił przyjacielsko.
- No to ruszajmy, bo za chwilę co niektórzy po pas w wodzie brodzić będą.- Lubił czasem po docinać krasnoludom w kompanii. Te z początku nerwowo reagowały, ale z czasem jak się przekonały, że Louis wredny jest do tych co naprawdę lubi lub szanuje przywykły do tego. Poza tym często dobry to powód był do spowodowania małych zamieszek z miejscowymi, którzy czasami podłapywali tematy.

- Znacie tu Panie jakieś leprze miejsce?- Zwrócił się do Pierra. Coriolis już przesuwał się wzdłuż stołu i ławy do wyjścia czekając aż siedzący z brzegu Kazak pierwszy stanie w wodzie.
Przekleństwem były portowe knajpy, ale kto wiedział, że tak się ten dzień w tym miejscu skończy.
 

Ostatnio edytowane przez Hakon : 29-08-2016 o 08:49.
Hakon jest offline  
Stary 29-08-2016, 07:36   #5
 
kinkubus's Avatar
 
Reputacja: 2405 kinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputację
Friga wyjątkowo nie szczędziła sobie frykasów i próbowała potraw, na które kiedyś szkoda by jej było pieniędzy. Świński nosek wciągał zapachy, testując jedzenie, nim posmakuje je język. Zwykle sceptycznie spoglądające, szare oczy, cieszyły się równie jak zaczerwienione, wydatne policzki. Szczęśliwa gęba to nażarta gęba.

Kiedy tylko gryzonie próbowały poratować się wskakując na ławę, podniosła swoją misę.
- Mam nadzieję, że to nie stąd bierze się wkładka. - Żartobliwie skomentowała typowym dla siebie chrypliwym głosem.

Zaczęła pośpiesznie pałaszować swoją porcję, zanim gospodarz sprzątnie im blat sprzed nosa. Cała pozorna elegancja - podkreślona kilkoma szykownymi akcentami oraz zaskakująco dobrej jakości biżuterią - poszła w diabły, gdy na kaftan chlusnęła jedna plama za drugą. Krasnoludzica odstawiła puste naczynie i wytarła się chustą.

- Zwrzodziała narośl! Klamoty mi przemoczy! - Chlasnęła się w czoło po uwadze Asleifa - Wpieprzajcie szybko, bo nas zmyje, czy tego chcemy, czy nie.

Obróciła się na siedzeniu i zeskoczyła z pluskiem na podłogę. Podbiegła zgarnąć swoje rzeczy. Najpierw narzuciła na grzbiet futrzany płaszcz z niedźwiedzich łap, potem wzięła pod pachę równie futrzaną czapę, by na końcu podnieść torbę i garłacz. Na szczęście amunicję trzymała na wierzchu, jednak resztę trzeba będzie suszyć. Nie było jej to w smak, co dało się poznać po grymasie niezadowolenia na kanciastym licu.

Uratowawszy swój ekwipunek, wzięła co dała radę unieść reszcie i czekała przy wyjściu, aż wszyscy podniosą tyłki, żeby opuścić zalaną miejscówkę.
 

Ostatnio edytowane przez kinkubus : 29-08-2016 o 07:53. Powód: kosmetyczne poprawki w zapisie i pomyłce w imieniu.
kinkubus jest offline  
Stary 29-08-2016, 12:36   #6
 
Asmodian's Avatar
 
Reputacja: 6934 Asmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputacjęAsmodian ma wspaniałą reputację
Pierre Terrail, dumny potomek zubożałego, ale bitnego rodu walczącego od pokoleń z wszelakim plugastwem nachodzącym piękne ziemie Carcassone, dzielnie broniąc licznych stad owiec i ich prostych,ale walecznych pasterzy, siedział obecnie w malej karczmie w jednym z najpiękniejszych portów Bretonii. A przynajmniej tak twierdzono - co Pierre musiał dopiero sprawdzić. Strawa była ciepła i smaczna, a pogoda przyjemna jak na tą porę roku. Obawiał się tylko, czy będzie musiał umieć pływać, aby wybawiać prostaczków od potworów, niewątpliwie morskich jakie najpewniej pustoszą te słoneczne, choć wietrzne ziemie.

Sam port nie był dla rycerza czymś, co ogląda się codziennie. Dla pochodzącego z gór i wychowanego na górskich halach młodzieńca morze było przepiękną atrakcją, choć dopiero po niejakiej chwili zdał sobie sprawę, że również dosyć niebezpieczną, albo uciążliwą dla prostaczków zamieszkujących miasto. Pierre melancholijnie spojrzał pod nogi na przelewającą się pod stołem wodę.
-A....to coś to pewnie ten przypływ. Utrapienie, o ile ktoś nie ma wysokich butów - Pierre je miał, ale jak pozostali siedzący z nim przy stole nie zamierzał czekać, aż woda wleci mu do cholewki.

-Lepsze? Karczma jak karczma, albo jest, albo jej nie ma. To pewnie częste zjawisko nad morzem, że im domy zalewa. Gdyby się potopić mieli, to by miasto całe przenieśli już dawno.Może nawet ablucji dokonują w ten sposób? Ścierpisz. Chodźmy lepiej po konie, bo nie wiadomo czy się któryś nie spłoszy - Pierre był zdziwiony poszukiwaniem luksusu przez tak pospolitą osobę jak Louis jednak obyczaje higieniczne prostego ludu niespecjalnie go w tej chwili zajmowały.
Pacnął ręką mokrego od wody szczura, zabierając ze stołu resztkę kaszy z gęstą wołową polewką po czym wciąż dojadając potrawę, ostrożnie stawiając kroki na zalanej podłodze wyszedł na podwórko.
 
Asmodian jest teraz online  
Stary 29-08-2016, 17:18   #7
Dnc
 
Dnc's Avatar
 
Reputacja: 687 Dnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwu
Starszy już krasnolud z siwizną na głowie i na brodzie podniósł głowę słysząc jakiś hałas. Akurat w porę by stwierdzić, że sporo wody wlało się do tawerny.
- O w cholerę! – wyrwało mu się a na jego pooroanej przez zmarszczki twarzy można było zauważyć zdziwienie.
Podobnie jak reszta osób w knajpie pierwsze co rzucił się na jedzenie by je dokończyć. Gdy tylko strawa zniknęła z talerza a popłuczyny, które tutaj nie wiedząc czemu zwą piwem, z kufla zainteresował się tym dziwnym zjawiskiem. Nie czekając wskoczył w swoim brudnym ubraniu, przykrytym typowym fartuchem kowalskim do wody. Teraz był nie tylko brudny ale i mokry...
Człapiąc prawie po kolana w wodzie podszedł do oberżysty by go o to dokładnie wypytać. Nie zważał zbytnio na to, że własnie cały dobytek własciciela lokalu jest zatapiany i może on nie być w nastroju by z nim o czymkolwiek gadać. Kazak miał spore trudności z odnajdywaniem się w takich skomplikowanych (dla niego) sytuacja interpersonalnych. Jego wysoka inteligencja skupiała się głównie na wymyślaniu nowych rozwiązań technicznych oraz na zrozumieniu dlaczego tak a nie inaczej działają siły natury. Własnie w nich znajdywał wene i pomysły do swoich nowinek technicznych.
Bez ceregieli więc podszedł do karczmarza.
- Często was tutaj tak zalewa? Dlaczego morze aż tak daleko wylewa morze? – dopytywał
Gdy nie uzyskał odpowiedzi ponowił pytanie. Po chwili jednak spostrzegł ze zamieszanie w karczmie jest tak wielkie ze jego własciciel nie ma czasu ani ochoty na jakieś tam pytanka.
Wzruszył ramionami i wrócił do kompani. Miał zamiar pomóc w przegonieniu szczurów ale teraz na wpół obrażony a na wpół zdenerwowany takim potraktowaniem zaniechał tego planu.

Wyciągnął „przenośny zegar wodny” - jeden ze swoich wynalazków, które akurat działały. Przynajmniej póki co. I po kręceniu nim przez chwilę sprawdzil jaka jest pora dnia. Łatwiej byłoby wyjść na dwór i rzucić okiem na słońce ale nie po to tworzy się wynalazki by ich nie uzywać, prawda?
Spojrzał w okół by opowiedzieć komuś o swojej nowince technicznej ale wszyscy byli zainteresowani szczurami i wodą albo ostentacyjnie znając zamiłowanie „Szalonego Kaza” do opowiadania nudnych historyjek na temat swoich wynalazków bezpiecznie się od niego oddaliła. Zawiedzony chwycił swój tobołek, zegar i wyszedł z karczmy. Pozostawiając jednak na stole swoją jedyną broń – kilof górniczy.
Była to chyba jedyna rzecz (oprócz kolejnego wynalazku jakim była „samozapalająca się latarnia sztormowa”), która jeszcze łączyła go z górnictwem. Teraz dumnie mówił o sobie wynalazca. Jak przystało na krasnoluda Kazak chciałby w przyszłości zostać inżynierem i pomagać w bitwach swoimi wynalzkami.

Przed samym wyjściem z knajpy krzyknął, gdyż nie przywykł zachowywać się cicho lub po prostu może był przygłuchawy...:
- Asleif! Dobre, lubię takie słowne żarty - zmywamy się stąd. Hahaha! Bo nas zmyje, hahaha - zaczął się śmiać w głos z wyszukanego jego zdaniem żartu, który jego zdaniem tylko ludzie o wysokiej inteligencji potrafią zrozumieć.

Po wyjściu gdy czekali jeszcze na wszystkich wyszedł z karczmy Louis i rzekł:
- Kazak. Czy Twoja pamięć jest tak dłuda jak Twa broda? Ciągle nie będę za Tobą rzeczy zbierał przyjacielu...
Krasnolud klepnął się w czoło.
- Cholerny kilof jego mać... - rzekł znudzony tonem gdyż to nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz o czym zapomniał. Powlókł się więc sennym krokiem po swą broń.

 

Ostatnio edytowane przez Dnc : 29-08-2016 o 22:19.
Dnc jest offline  
Stary 29-08-2016, 18:39   #8
 
Layla's Avatar
 
Reputacja: 8353 Layla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputację
Rozchlapując pod stopami spienioną wodę, w miarę szybko wydostaliście się na zewnątrz, gdzie panował chaos i poruszenie. Ludzie ratowali, co mogli, wpadali na siebie i kryli się za ryglowanymi drzwiami, choć to raczej niewiele mogło pomóc w obecnej sytuacji. Gaspard od razu popędził do przytawernianej stajni, gdzie młody stajenny starał się uspokoić pozostawione tam konie, które prychały i stawały dęba, czując zagrożenie. Papillon, jak przystało na dobrze wychowanego rumaka rycerza, zachowywał się dość spokojnie, strzygąc jedynie uszami i łypiąc ślepiami na lewo i prawo. De Prony nie ociągał się i po chwili wraz ze swym wiernym kompanem byli już na zewnątrz.

Mętnej wody przybywało, co nie rokowało dobrze zwłaszcza dla Kaza i Frigi, którzy i tak mieli już delikatne problemy z poruszaniem się, gdyż przybój zdążył niemal zakryć ich nogi już nieco poniżej pasa. Powód takiego obrotu spraw szybko udało się zlokalizować. W poprzek ulicy utknął bowiem spory wóz, powodując szybsze spiętrzanie się wody. Próbowało go przesunąć kilku mężczyzn, ale nie szło im to zbyt dobrze. Nim ruszyliście w jego stronę, by im pomóc, od strony przyległych do tawerny budynków usłyszeliście mocny, arogancki, bretoński ton.
- Hej, wy tam! Ruszcie się i przesuńcie ten wóz! Zagradza całą ulicę, a jak tak dalej pójdzie, zaleje wszystkie domy poniżej!

Na jednym z wąskich balkonów na piętrze stał silnie zbudowany, na oko trzydziestoletni, długowłosy mężczyzna, a jego szyte na miarę, bogato zdobione szaty z miejsca zdradzały, że macie do czynienia z przedstawicielem szlachty. Mężczyzna władczym tonem wydawał rozkazy pracującym przy wozie, jakby próbował mieć tym realny wpływ na przesunięcie przeszkody. Nie zastanawiając się długo i nie zważając na okrzyki szlachetki, ruszyliście, by pomóc, choć Gaspard miał z tym lekkie problemy, gdyż musiał uważać przy tym na swego konia. Woda wciąż się podnosiła, a wóz najpierw nie chciał zupełnie drgnąć, a gdy w końcu udało się go odklinować, napór wody był tak silny, że poczęliście osuwać się wraz z drewnianą konstrukcją. Sytuacji nie ułatwiały przepływające w waszą stronę z dużą prędkością skrzynie, beczki i inne przedmioty - nie dość, że musieliście asekurować wóz, to jeszcze uważać, by czymś nie oberwać.

Gdy wydawało się, że napór wody jest zbyt silny i osuniecie się wraz z wozem, wciągnięci w kipiel, nieoczekiwanie obok pojawił się wysoki, solidnie zbudowany, brodaty nieznajomy, który z zaciętym wyrazem twarzy wspomógł was przy zabezpieczeniu i przesunięciu wozu. Musieliście włożyć w to sporo wysiłku, ale ostatecznie udało się odstawić wóz tak, by nie powodował zagrożenia i nie osunął się w dół ulicy. Woda swobodnie przelała się przez zaporę i spadł jej poziom, co zwłaszcza krasnoludy przyjęły z ulgą.
- Dobra robota, ale jest jeszcze sporo do zrobienia. - Nieznajomy uśmiechnął się szeroko i puścił wam oczko, po czym przedzierając się przez wodę ruszył w stronę siedzącego na beczce nieopodal zapłakanego chłopca.

Pierre i Gaspard od razu dostrzegli, że jego biała niegdyś koszula zdobiona była czerwono-niebieskim wzorem, a pod warstwą błota i wilgoci pokrywających spodnie widać było kawałek złotej tkaniny. Dla obu rycerzy pewnym było, że to kolejny przedstawiciel szlachty, choć oni zwykle nie kwapili się do pomocy innym, zwłaszcza jeśli chodziło o pracę fizyczną. Nie było czasu się nad tym zastanawiać, gdyż waszą uwagę przykuło zgoła inne zdarzenie. Drzwi jednego z domów nieopodal tawerny wyleciały z hukiem pod naporem wody, a ze środka, oprócz przeróżnych śmieci, mebli i szpargałów, wypłynęło również... ciało, obrócone twarzą do dołu.


Pierwszy dopadł do niego Louis i gdy odwrócił nieszczęśnika na plecy, nie dość, że okazało sie, iż jest to niezbyt urodziwa kobieta, to jej czoło znaczyło czarne, wyłupiaste oko patrzące bez życia na łowcę. Mężczyzna odruchowo odskoczył, a zebrani w okolicy ludzie, widząc odmieńca, podnieśli lament i poczęli oddalać się z nadzwyczajną szybkością. Prawdziwą panikę wzbudziło jednak drugie dryfujące w waszą stronę ciało, które sprawiło, że nawet wy się skrzywiliście. Blady, nabrzmiały od wody mężczyzna płynął na plecach, a z jego klatki piersiowej wyrastało kilka paskudnych, gąbczastych macek. Gdy z budynku wypłynęły trzecie zwłoki, tym razem nieszczęśnika pokrytego zielonym futrem, tubylcy uciekali z wody, krzycząc przeraźliwie, jakby ta miała za moment rozpuścić ich ciała żywcem.

Dopiero teraz zdaliście sobie również sprawę, że pogoda nieco się popsuła - nad okolicą zawisły ciemne, ciężkie chmury, które całkowicie zakryły sobą słońce, a ich grafitowa barwa zwiastowała rychłe nadejście deszczu. Przyjrzeliście się przy okazji budynkowi, z którego wypłynęły zwłoki - był to piętrowy dom z kamienia i drewna, raczej straszący swoim wyglądem, niż zapraszający do środka.


Pojawienie się zmutowanych zwłok wywołało efekt, którego można się było spodziewać: ulica błyskawicznie opustoszała, a rozglądając się po okolicy widzieliście jedynie uchylone lekko drzwi okolicznych domów, zza których najpewniej obserwowali was miejscowi. Wtem Pierre, Friga i Asleif zauważyli jakiś spory kształt dryfujący w drzwiach domostwa, który moment później zniknął im z oczu. Czyżby kolejne ciało? Mogli się o tym przekonać tylko w jeden sposób, zwłaszcza, że nikt z miejscowych nie kwapił się, by sprawdzić, co to za budynek i co się tam wyprawiało. Poza tym, sprawa śmierdziała na kilometr. Nie tylko wodorostami i morzem, które - swoją drogą - uspokoiło się z przybojem i pewnie niebawem cofnie się na dobre.

 
Layla jest offline  
Stary 29-08-2016, 21:13   #9
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 27721 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Woda szła.
Zbyt szybko, a na dodatek w nieodpowiednią stronę, na to jednak nie można było poradzić. No a nie da się ukryć, że z wysokości siodła przyjemniej spogląda się na wodę, chociaż i tak nieco żal tych, którzy musieli się taplać w zalewającej miasto wodzie. Tudzież tych, co (w mniejszym lub większym stopniu) tracili swój dobytek. Na te jednak nic nie mógł pomóc - nie miał władzy nad wodą (chyba że się znajdowała w dzbanku czy wiaderku).

Wnet się okazało, że powódź i zagradzający drogę wóz to nie największy problem, jaki doskwiera miastu. Woda niektóre rzeczy zasłaniała, a niektóre - wprost przeciwnie. Unoszące się na falach trupy mutantów świadczyły o tym, że gdzieś pod L'Anguille zalęgło się zło. Albo nawet ZŁO.

- Gdy woda ustąpi - powiedział Gaspard - będziemy mogli obejrzeć ten dom.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 29-08-2016 o 21:15.
Kerm jest offline  
Stary 29-08-2016, 22:28   #10
Dnc
 
Dnc's Avatar
 
Reputacja: 687 Dnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwu


"Szalony" od razu ruszył do pomocy. Nie szło to zbyt dobrze więc Kaz zaczął myśleć jak to ruszyć. Skoczył szybko po większa belką i używając jej jako dźwigni powiększył swoją siłę i tak ruszyli wszyscy razem wielki wóz.

Jednak jak się okazało, to był dopiero początek.
Kolejne trupy mutantów zaskoczyły Kazaka.
- Co to cholibka? Śmierdzi chaośnikami....
Za bardzo nie lubiał mieć do czynienia z jakimikolwiek religiami a na pewno nie z tymi zakazanymi ale co poradzić? Już taki był, że ciekawość go zaprowadzi go pewnie do otchłani...

Popatrzył na rycerza i rzekł:
- A tam woda. Siedź sobie tam rycerzyku i próbuj dalej się nie zmoczyć a my w tym czasie zobaczymy co tam się dzieje.

Jak powiedział tak zrobił i ruszył przez wodę do domu. Czasem brnąc przez wodę a jak trzeba było to nawet płynąc (lub próbując to robić albo robiąc coś pomiędzy).

 
Dnc jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:19.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166