Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-06-2018, 13:28   #1
 
Phil's Avatar
 
Reputacja: 44319 Phil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputację
[WFRP] Historia Navarra

Oto jest historia Navarra, przez niektórych zwanego Szalonym. Żeby ją opowiedzieć musimy cofnąć się o sto lat z okładem, do czasów, kiedy na cesarskim tronie zasiadał Dieter IV, który nie zapisał się w annałach jako władca dobry albo sprawiedliwy. To jednak nie jest historia cesarza i nie rozgrywa się na cesarskim dworze…


* * *


Lato tego roku było okrutnie gorące i duszne. Od tygodni nie spadła ani kropla deszczu. Poziom wody w rzekach i strumieniach obniżał się, a uprawy usychały na polach. Gdzie nie spojrzeć, leżał wszędobylski pył, który przedostawał się wszędzie każdą, najmniejszą nawet szczeliną – do budynków, pod ubrania.

Wszystko zaczęło się w malutkim miasteczku poza głównymi szlakami, gdzieś na południowych krańcach Imperium. Mieścina wyglądała podle, ale nie różniła się zasadniczo niczym od innych tego typu osad. Była brudna, zaniedbana i śmierdziała okrutnie wódą i spoconymi, dawno nie mytymi ciałami. Domy w większości wyglądały na dawno nie remontowane, przekrzywione rudery z dziurawymi dachami. Grupka wędrowców z dalekiego Kislevu zatrzymała się w niej na kilka dni dla odpoczynku i przez ten czas zdążyła znienawidzić i jej, i wszystkiego co z nią związane. Pyłu, smrodu, podejrzliwych spojrzeń na każdym kroku, wyzwisk i żartów słyszanych gdzieś za plecami, podłego żarcia i ciepłego piwa, wreszcie – samych siebie. Napięcie, które siedziało w nich i narastało z każdym dniem od ostatniej zimy szukało ujścia. Byli jak struna bałałajki naciągnięta do granic możliwości, jak wulkan tuż przed wybuchem. I wybuchli, tak jak pół roku wcześniej w Vitewie, mroźnym, zasypanym śniegiem i skutym lodem.

To, co stało się tamtego dnia w carskich kopalniach siedziało w nich głęboko, a gdy tylko wydawało im się, że zapominają łapało ich od środka za wnętrzności, zaciskało płuca uniemożliwiając oddech i zatrzymując krew w żyłach. Nie zmienił tego czas upływający powoli, nie zmieniły kolejne mile pokonywane z trudem. Przypominał im o tym każdy dzień i każda noc. Głód, zmęczenie, rany na nogach. Każdy sen, z którego budzili się z krzykiem. Każdy towarzysz, który po kolei odchodził od nich, wybierając inny kierunek ucieczki lub umierając z wycieńczenia i chorób. Gdzieś za nimi – wiedzieli, czuli to – podążał jakiś pościg. Mieli nadzieję, że odpuszczą, że ich nie znajdą, że zgubią trop.

Zostało ich tylko troje. Przeszli razem kilkaset mil, chowając się po lasach i górach, przekraczając rzeki, żebrząc i kradnąc, pomagając sobie wzajemnie w przetrwaniu. Mijali kolejne krainy oddalając się z każdym krokiem na południe od swojego kraju - surowy Ostermark, mroczną Sylvanię, ziemie niziołków, nie tak wesołe jak zwykło się o nich mówić, aż dotarli do Averlandu, gdzie pasmo Gór Czarnych łączyło się z Górami Krańca Świata.


* * *


Mieścina, o trudnej do wymówienia dla nich nazwie Maylhof, nie przywitała ich otwartymi rękami. Nie spodziewali się niczego innego, żadna osada którą mijali nie zrobiła tego. Musieli jednak odpocząć, nabrać sił, uzupełnić zapasy. W ich sakiewkach pobrzękiwały ostatnie monety, które uzyskali ze sprzedaży jednej ze złotych nausznic Galiny.

Miejskie targowisko, choć to zbyt dumna nazwa dla tych kilku przekrzywionych, zbitych z desek straganów, było zakurzone jak wszystko inne. W klatkach siedziały smętne kury i wychudzone króliki, w koszach wymoszczonych słomą leżały jajka, a w skrzynkach sprzedający trzymali plony z okolicznych pól i upraw. Widzieli też narzędzia, gwoździe, garnki, koce. Wszystko pokryte cienką warstwą suchego pyłu niesionego przez każdy, nawet najmniejszy podmuch wiatru.

Wszystko, poza jabłkami sprzedawanymi przez siwą, przygarbioną staruszkę siedzącą na niskim pniaczku. Jabłka przyciągały ich wzrok. Były wielkie, ich czerwona skórka błyszczała, bez próbowania wiedzieli, że po ugryzieniu okażą się słodkie i soczyste. Zanim jednak zdążyli podejść do babulinki, stanęła przy niej ta dwójka. Wysoki, łysy chudzielec z blizną na twarzy, ubrany w czarną skórzaną kurtę oraz krasnolud z płaskim, złamanym wielokrotnie nosem i paskudnie wyglądającym nożem zatkniętym za szeroki pas. Znali takich bardzo dobrze, widywali w każdym mijanym miasteczku.

- Znów tu, babciu? – Krasnolud wyglądał na znudzonego. – Mówiliśmy, jeśli chcesz handlować...

- Ja... Ja nie mam tyle pieniędzy ... Wiecie przecież.... – staruszka prawie jąkała ze strachu. – To tylko jabłka, nic więcej.

- To nieważne. Cena jest stała, a ty ją zapłacisz.

- Nie mam...

Chudy dryblas wyciągnął z kosza jedno z jabłek, odgryzł kawałek, a resztę wyrzucił na ziemię. Ciężkim buciorem wgniótł owoc w pył.

- Zapłacisz.
 

Ostatnio edytowane przez Phil : 15-06-2018 o 17:07.
Phil jest offline  
Stary 15-06-2018, 21:59   #2
 
Gladin's Avatar
 
Reputacja: 20959 Gladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputację

„Szkoda babuszki. I jabłek” - pomyślał Dymitr. Przez własne doświadczenia z dzieciństwa nie lubił takich osobników, którzy dzięki swej sile dominowali innych. Ale co zrobić - babuszka znała zasady i podjęła ryzyko. Stawanie w jej obronie nie miało sensu. Mimo to podświadomie umysł Rawłyka już pracował na pełnych obrotach na wypadek, gdyby Ci dwaj posunęli się dalej, niż kilka ciosów. Nie, nie miał zamiaru się z nimi bić. I nie miał zamiaru odwoływać się do ich litości. Zerknął na towarzyszy zastanawiając się, co o tym myślą. Sam wzruszył ramionami dając im do zrozumienia, że to, co się tutaj dzieje, nie jest ich sprawą.
 
Gladin jest offline  
Stary 16-06-2018, 23:36   #3
 
adsum's Avatar
 
Reputacja: 528 adsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnie
Galina leniwie oparła się o drzewo, skrzyżowała ramiona na piersiach i wbiła spojrzenie w dorodne czerwone owoce. Mimowolnie się oblizała, fantazjując jak słodki jest ich sok. Zastanawiała się, od jak dawna nie kosztowała takich frykasów. „Pół roku będzie?” – pochłonęły ją nic nie wnoszące do życia obliczenia. „Ech, od Vitewa, od…” – myśli mimowolnie odpłynęły w niechcianym kierunku, zaś wzrok stał się pusty i nieobecny. Gdyby powiedziała to głośno, głos zapewne ugrzązłby jej w gardle.

Grisza i Dymitr najwyraźniej nie mieli podobnych rozterek albo nie dawali po sobie tego poznać. Jabłka wyraźnie podziałały im na wyobraźnię, gdyż z zapałem obmacywali trzosy, wysupłując ostatnie monety. Niespodziewanie wywiązała się szamotanina – dwóch zbirów dopadło do kobieciny i zaczęło jej grozić. Młoda Kislevitka odruchowo się wyprostowała, z każdym kolejnym słowem wysyczanym przez opryszków jej dłonie mocniej zaciskały się w kułak. Nienawidziła przemocy, a ta napaść, w jej mniemaniu, była wyjątkowo podła, dotyczyła wszak osoby całkowicie bezbronnej. Powiodła wzrokiem po twarzach kompanów, szukając poparcia dla decyzji, którą już najwyraźniej podjęła. Grisza cały czas jeszcze zaglądał do sakiewki, choć zapewne był świadom sytuacji, zaś Dymitr wzruszył tylko ramionami, dając jej do zrozumienia, że nie zamierza się mieszać w nieswoje sprawy.

Ech, Dima, Dima… – wyszeptała nerwowo i pokręciła złowróżbnie głową – wszystko do ciebie wróci, zobaczysz.

Napięcie narastało z każdą chwilą. Czuła, że musi coś zrobić. Nie wiedziała jednak za bardzo co. Uznała, że pomysł przyjdzie jej do głowy, gdy postąpi kilka kroków naprzód. Niestety tak się nie stało. Nie było już jednak odwrotu, nogi prowadziły ją same wprost w paszczę lwa.

Zdrastwujtie! – starając się nie zdradzać zdenerwowania, przywitała się uprzejmie i dygnęła dziewczęco. Nie nawiązała kontaktu wzrokowego z żadnym z mężczyzn, tylko zwróciła się wprost do starowinki, pełnym troski i pobłażliwości głosem:

Babciu, mówiłam przecież, żebyś sama nie wychodziła z domu, znów się nie posłuchałaś… Tu niebezpiecznie przecież… Biedy sobie napytasz… Ile razy trzeba ci powtarzać jeszcze? – nie mając lepszego planu, paplała od rzeczy, jednocześnie próbując pomóc podnieść się babuszce z pnia.

Babcia zdurniała na starość, rozumiecie… – Uśmiechnęła się słabo do łysego dryblasa, choć serce jej waliło jak szalone, i objęła kobiecinę wpół.

Lepiej ją stąd zabiorę, niech gdzie indziej burzy krew… – dodała pośpiesznie, nie oczekując jednak odpowiedzi.
 
adsum jest offline  
Stary 17-06-2018, 01:01   #4
 
Leokacy's Avatar
 
Reputacja: 240 Leokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie coś
Griszy nie podobało się wiele rzeczy. Ta mieścina, jej mieszkańcy, targ, wszechobecny skwar, kurz i pył... Nie podobało mu się, że musieli wyjść z ukrycia, by uzupełnić zapasy i nabrać sił, przez co stawali się łatwiejsi do odnalezienia. Nie podobało mu się zresztą także to, że wciąż musieli się ukrywać, chociaż minęło już tak wiele czasu i tyle drogi było za nimi.

Nie znaczy to jednak, że przestał uważać na to co robi. Już od wejścia do mieściny pilnie rozglądał się spod nasuniętego na oczy kapelusza, próbując ocenić otoczenie i ludzi. Dzięki wieloletniej służbie w zwiadzie, niemal podświadomie zapamiętywał drogę ucieczki, ilości potrzebnych kroków, znajdujące się na trasie przeszkody.

- "Popadam już chyba w obłęd." - mówił czasem do siebie, jednak nie potrafił wśród innych ludzi poczuć się swobodnie...


Jabłka przykuły jego uwagę z kilku powodów. Po pierwsze - rzeczywiście wyglądały smakowicie. Ładny, świeży owoc byłby miłą odmianą od pożywienia ostatnich tygodni. Po drugie - wyróżniały się czystością. Nie wiedział, czy wynikało to z tego, iż babulinka przecierała co chwilę swój towar, stanowiący zapewne jej jedyne źródło utrzymania, czy może dopiero dotarła na targ i owoce nie zdążyły się pokryć kurzem, czy może z zupełnie jeszcze czegoś innego. Jednak przykuwało to jego uwagę. Tak samo jak owa dwójka zbliżająca się właśnie do handlarki była łatwa do dostrzeżenia już od jakiegoś czasu. Początkowo zignorował ich jednak - wszak w każdej mieścinie byli im podobni. Słysząc ich słowa, w pierwszej chwili cofnął się lekko, przesunął, by nie mieć otwartej przestrzeni za plecami. Omiótł wzrokiem otoczenie, przyglądając się reakcji innych handlarzy, kupujących, swoich towarzyszy. Także wypatrując ewentualnych wspólników tych drobnych łotrzyków. Jednocześnie przesunął dłonią po sakiewce ukrytej pod ubraniem, jakby łudził się, że wymaca więcej monet, niż mogło tam być.

Nim zdążył zastanowić się nad całą sytuacją, dostrzegł Galinę, nerwowo ruszającą w stronę zajścia. Zostało już tylko działać. Kątem oka złowił jeszcze wzruszenie ramion Dymitra, podczas gdy nogi niosły go już cicho w kierunku pleców napastników, a ręka mierzyła odległość do skrytego za pazuchą noża.

- "Oby nie było potrzeby..." - powtarzał sobie w myślach nim jego uwagę pochłonęła całkowicie rozgrywana przez Galinę scena.
 

Ostatnio edytowane przez Leokacy : 17-06-2018 o 01:06.
Leokacy jest offline  
Stary 17-06-2018, 13:42   #5
 
Gladin's Avatar
 
Reputacja: 20959 Gladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputację
Dymitr wywrócił oczyma, gdy Galina obrzuciła go karcącym spojrzeniem. Wszyscy mieli już dość uciekania i nocnych koszmarów, ale nie wydawało mu się, aby w ten sposób mogli odwrócić to, co powinno należeć już do przeszłości. A potem stało się. Podeszła do drabów i próbowała ratować staruszkę. Grisza poruszył się. Pewnie wykalkulował, że bardziej opłaca mu się wyciągać Galinę z tarapatów, niż zostawić ją losowi. „Ciekawe, czy tak samo by mnie ocenił?” zaśmiał się w duchu. Nie ruszył się ze swojego miejsca, bo nie chciał zbyt dużym poruszeniem przykuć uwagi tych dwóch. W razie potrzeby sięgnie po nóż, by pomóc w walce, ale nadal miał nadzieję, że sprawę da się załatwić bez przemocy. Babuszka kilka kopniaków i razów kułakiem dostanie, tak musi być, ale nic więcej, powtórzył sobie. Czekał.
 

Ostatnio edytowane przez Gladin : 17-06-2018 o 13:45.
Gladin jest offline  
Stary 19-06-2018, 10:22   #6
 
Phil's Avatar
 
Reputacja: 44319 Phil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputację
Jak zawsze w takich sytuacjach, ludzie dookoła odznaczali się wielką odwagą i chęcią pomocy. Przekupka z jednej strony zaciekle polerowała szmatką sprzedawane przez siebie garnki, z drugiej wieśniak w wyszywanej kamizelce grzebał w worku pełnym ziaren pszenicy, próbując wsadzić do środka nie tylko ręce, ale i głowę. Inni podziwiali bezchmurne niebo lub brudne ściany pobliskich budynków.

- Nie wiem, co kombinujesz wieśniaro – krasnolud warknął przez zaciśnięte zęby – ale weź swoją tłustą dupę w troki i wróć do chlewu. – Szarpnął Galinę za łokieć odrywając ją bez trudu od staruszki i pchnął prosto na stragan pełen garnków i glinianych naczyń. Jeden z kubków, najbliżej krawędzi, zakołysał się i spadł na ziemię roztrzaskując się na drobne kawałki.

Ten wysoki rozejrzał się wokół, nie zauważając jednak Griszy, który już zdążył przesunąć się za inny stragan, obchodząc rzezimieszków. Jego wzrok zatrzymał się na Dymitrze, którego nietutejszy ubiór wskazywał wyraźnie, że jest towarzyszem pchniętej przed chwilką kobiety. – Nie radzę, Kislewczyku, bo stracisz zęby. – Wsunął rękę do kieszeni swojej kurty i splunął w bok.
 
Phil jest offline  
Stary 19-06-2018, 11:47   #7
 
Gladin's Avatar
 
Reputacja: 20959 Gladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputację
Dymitr spojrzał na dwóch drabów, na twarz przywołał grymas, który miał być namiastką uśmiechu. Chciał skupić na sobie uwagę, aby pozostali uczestnicy zdarzenia (zwłaszcza babuszka), mogli się ulotnić.

- Ja właśnie chciałem zapytać, ile babuszka winna zapłacić za handelek?

Wzrok skierował w powietrze między drabów, aby nie patrzeć im w oczy. I aby nie widzieć, co się dzieje, za ich plecami.
 

Ostatnio edytowane przez Gladin : 19-06-2018 o 15:22.
Gladin jest offline  
Stary 19-06-2018, 15:07   #8
 
adsum's Avatar
 
Reputacja: 528 adsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnie
Galina spodziewała się, że opryszki mogą nie dać wiary jej popisom aktorskim. Choć sprawy przybrały niekorzystny obrót, dziewczyna nie żałowała, że przyszła babowinie w sukurs. To, że nie będzie miała kolejnych wyrzutów sumienia, było wystarczającym pocieszeniem.

Sprawy potoczyły się błyskawicznie. Zdążyła jeszcze szepnąć staruszce, by brała nogi za pas, gdy nadarzy się okazja, po czym niespodziewanie, w wyniku silnego szarpnięcia, wylądowała na straganie z ceramiką. Mimo że Kislevitka nie należała do kruchych niewiast o subtelnej urodzie nimfy, impet popchnięcia nie był zbyt duży, toteż spustoszenia okazały się symboliczne.

Przynajmniej te materialne…

Tłusta dupo, wieśniaro? – prychnęła z niedowierzaniem i zmrużyła oczy złowrogo. Słowa zbira musiały trafić w czuły punkt, bo aż poczerwieniała na twarzy. W swoich stronach uchodziła za wzór kobiecości, jej uroda była legendarna nie tylko w rodzinnej wiosce, ale również kilku ościennych! Po strachu nie było śladu, Galina była teraz wściekła, naprawdę wściekła! Wypuściła powoli powietrze, po czym obrzuciła krasnoluda, i jego rodzinę na kilka pokoleń w przód i wstecz, treściwą wiązanką kislevickich obelg, wśród których „zawszony karzełek z legawą kuśką” należał do najłagodniejszych.

…W dupę to ty możesz mnie pocałować, szpetny karakanie! – wciąż, mniej lub bardziej finezyjnie, dawała ujście swoim emocjom, zaś za plecami gorączkowo poszukiwała dłonią czegoś, czym mogłaby rzucić w brodacza lub ewentualnie mu przyłożyć. Wymacała gliniany dzbanek i zacisnęła na nim palce.
 
adsum jest offline  
Stary 19-06-2018, 19:02   #9
 
Leokacy's Avatar
 
Reputacja: 240 Leokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie coś
- "Torze, prowadź me dłonie!" - wyszeptał Grisza krótką modlitwę zaciskając dłoń na rękojeści noża. Jeszcze raz obrzucił ponurym spojrzeniem okolicę szukając jakiegokolwiek innego wyjścia z sytuacji. Ale dostrzegł jedynie Dymitra próbującego umiejętnie zyskać na czasie i Galinę pchniętą na stragan obojętnego handlarza. Zmełł w ustach przekleństwo nim rysy jego twarzy stężały i zbliżył się chyłkiem do opryszków.

- Ja zaś radziłbym przeprosić obie panie i wynieść się stąd. - wycharczał z mocnym kislevickim akcentem prosto w ucho człowieka, w odpowiedzi na jego wcześniejszą groźbę. - Utrata jedynie zębów byłaby w Twojej sytuacji szczęśliwym zbiegiem okoliczności. - nóż Griszy wpijał się w plecy przeciwnika dodając mocy jego słowom.

Miał nadzieję, że nie dostrzegą jego spoconych dłoni i gorączkowych spojrzeń rzucanych na prawo i lewo w poszukiwaniu kolejnych zagrożeń.
 
Leokacy jest offline  
Stary 20-06-2018, 11:18   #10
 
Phil's Avatar
 
Reputacja: 44319 Phil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputację
Wydarzenia przyśpieszyły, nagle i gwałtownie. Grisza dopadł wyższego z dwójki łotrów, wciskając mu w plecy ostrze noża. Łysielec uniósł powoli ręce w górę w geście poddania, nim broń przebiła skórzaną kurtę, a potem jego ciało. Na palcach jednej dłoni założony miał metalowy kastet. – Spokojnie, Kislewczyku… - Patrzył na Dymitra przed sobą, a głos lekko mu drżał. Grisza rozglądał się wokół, nie widząc na szczęście innego zagrożenia.

Krasnolud tymczasem wykazał równie wielka inwencją w wymyślaniu wyzwisk, co krewka Galina. W powietrzu latały już nie tylko zwykłe „wieśniary”, a większość przekleństw koncentrowała się na tym, kogo karzeł miałby wychędożyć, kiedy, gdzie, jak, w co i ile razy. Z wyciągniętym przed siebie palcem i czerwoną ze wściekłości twarzą ruszył w stronę pokrzykującej Kislewitki. Galina zacisnęła mocniej palce na glinianym naczyniu i zamachnęła się potężnie, rozbijając dzban na głowie krasnoluda. – Ty… - zdążył jeszcze wydukać, zanim krew zalała mu twarz, a kolana ugięły się. Klapnął ciężko na pośladki, oszołomiony ciosem. W ręce Galiny pozostało jedynie ucho glinianego dzbanka.

Rzezimieszek, który poddał się wcześniej, poruszył się dopiero, gdy Grisza lekko odsunął swój nóż. – Już nas tu nie ma, spokojnie. – Pomógł wstać swojemu towarzyszowi, pod którym ciągle trzęsły się nogi. Szybko zniknęli między przechodniami. Jak się okazało, okazję do ucieczki wykorzystała też starowinka. Nie widzieli ani jej, ani koszyka, jedynie na pniaczku pozostały trzy wielkie, czerwone jabłka.

Wiedzieli, że też muszą zejść wszystkim z oczu. Ruszyli w stronę stodoły, gdzie miejscowy woźnica pozwolił im na nocleg. Pod ścianą jednego z budynków zauważyli kolejnego z tutejszych krasnoludów. Nie przypominał łotrzyka z targowiska. Był starszy, z ciemnymi włosami mocno już przetkanymi siwizną i pokaźnym brzuchem schowanym pod porządnym, całkiem drogo wyglądającym ubraniem. Gdy tylko zaczęli przyglądać się jemu, wszedł w boczną uliczkę i zniknął im z oczu.
 
Phil jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:50.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169