Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-08-2008, 15:34   #1
 
Nemo's Avatar
 
[Mag: Wstąpienie] Wakacyjna Mistyka

Rejs zbliżał się powoli ku końcowi. Turystom, którzy już w trakcie podróży mogli zasmakować luksusowych drinków i odpocząć, do listy przyjemności właśnie zostało dopisane podziwianie epicko i dostojnie szykującego się do snu pośród morskich głębin, czerwonego słońca. Zapewne było to doskonale wyreżyserowane wydarzenie, powtarzające się za każdym razem, gdy kolejna grupa ludzi przypływa...bądź odpływa. Jednak...rozkapryszeni bogacze szybko się nudzą, a szczególnie wtedy, gdy mają nie więcej niż dziesięć lat. Na szczęście (czy może nieszczęście?), cała kolonia takich małych istotek mogła właśnie zostać pozytywnie zaskoczona widokiem czegoś dużo bardziej niespotykanego, niż jakiś tam zachód słońca.
Był to widok samej Wyspy, której rozmiary mogły doprowadzić dzieci do zachwytu, a dorosłych o bardziej materialistycznych popędach do powtarzania sobie dręczącego, natarczywego pytania z cyklu-"ile to wszystko kosztuje? Czy kiedykolwiek będzie mnie na to stać Czy..."
Inni, mniej zajęci przeliczaniem wszystkiego na dolary, za to z wrodzoną skłonnością do rozpatrywania wszystkiego matematycznie bądź geometrycznie, mogli zauważyć zabawną...symetrię? Tak, chyba tak można było to nazwać. Zachodnia połowa obiektu była wypełniona kompleksem budowli o jednym tylko przeznaczeniu-sprawianiu rozrywki i robieniu pieniędzy. Wschód zaś...wschód był dziki. Pokryty nieprzeniknioną warstwą roślinności, nieujarzmiony, tajemniczy i magiczny. Kto wie, co mogło tam być? Pewnie wielu z fanów książek przygodowych podświadomie umieszczało tam niezwykłe ruiny, dzikich ludzi czy zapomniane skarby...I wymyślało przeróżne teorie spiskowe wyjaśniające to, dlaczego dzicz i cywilizacje dzieliła idealna, prosta linia, zupełnie tak, jakby doszły do cichego porozumienia odnośnie podziału terytorium...
Goście tego niezwykłego miejsca mogli tylko zgadywać, do czego służą kolejne obiekty, których niewyraźne sylwetki były coraz bliższe. Jednak było coś, co zdobywało najwięcej uwagi...i czego przeznaczenie było w zupełności pewne
Nad innymi budynkami górował hotel. Znajdował się tuż nad brzegiem, jednak...od tafli wody dzieliły go dobre metry...w gorę. Z tej odległości można było naprawdę powiedzieć niezbyt wiele o jego wystroju, jednak z całą pewnością można było określić jego kształt, zbliżony do litery C.
-To pewnie od niego pochodzi nazwa, prawda, mamomamomamo?
-Tak córuniu, to właśnie stąd wzięły się Księżycowe Ogrody.

Już po wyjściu na grunt stały, nowa dostawa tymczasowych mieszkańców Wyspy została podzielona na dwie grupy-jedna, składająca się z kolonii dzieci, grupki Japończyków wyposażonych w aparaty i niewahających się użyć i paru indywiduów i druga, której szeregi zasilili grubi i mniej wytrzymali turyści. Ci pierwsi ruszyli ku Księżycowemu Hotelowi spacerkiem po plaży, a ich bagaże i grubaskowie pojechali samochodem.
Na czele grupy prozdrowotnej szedł ktoś w rodzaju przewodnika. Być może z powodu jego wyglądu, być może z powodu jego głosu...otaczała go aura niepokojącej niesamowitości.
-Drodzy państwo. Jestem osobą przypisaną do przywitania Państwa i udzielenia Państwu życzeń miłego...i możliwie bezpiecznego pobytu. Zamilkł na chwilę. Pośród dzieci można było usłyszeć podekscytowany szum szeptów. Jak zapewne Państwo dostrzegli w katalogu Księżycowego Ogrodu, do Państwa dyspozycji oddane są budynki, mające tylko jeden cel w swoim istnieniu-zapewnianie Państwu możliwie jak największych porcji przyjemności. Dysponujemy całym zestawem obiektów sportowych, więc Państwo lubujący się w aktywnej aktywności nie będą zawiedzeni. Mogą również Państwo skosztować różnorodnej kuchni w porozrzucanych po całym ośrodku jadłodajniach. Jest też do Państwa wglądu biblioteka, której pozycje mam nadzieje Państwo usatysfakcjonują. Ogólnie, Państwo lubujący się w kulturze i bardziej...intelektualnej...rozrywce również powinni...będą...zadowoleni. Zamilkł, wyraźnie nad czymś rozmyślając. Jeśli Państwo czują się w potrzebie posiadania bardziej szczegółowych informacji, niech Państwo skierują swe zainteresowanie w kierunku ulotek. Jestem pewien, iż ich wyjaśnienie będzie dużo bardziej...głębokie niż moje. Dobrze...
Za chwile, otrzymacie klucze do swoich pokoi. Prosiłbym, by dobrzy Państwo w pierwszej kolejności zajęli się zapoznaniem z nimi. Życzę miłego pobytu...drodzy Państwo. Jeśli Państwo będzie czegoś potrzebować, proszę zawołać. Przyjdę...ja lub ktoś inny z obsługi. W dwóch miejscach na raz...nie zawszę mogę być. Moją skromną sugestią byłoby, gdyby Państwo zapoznało się z Wyspą dzisiejszego wieczoru. Ach...
Zapomniałbym. Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby dobrzy Państwo nie udawali się w tereny niezabudowane...przynajmniej bez opieki jednego z dżentelmenów z obsługi.
Po prostu Księżycowe Ogrody zwolnione są z ponoszenia odpowiedzialności za to, co z dobrym Państwem stanie się, gdy nierozważnie się tam udadzą.
Życzę dobrej nocy.


Po klasycznym chaosie, towarzyszącym wnoszeniu bagaży i całej reszcie organizacyjnej, w końcu każdy został przydzielony do luksusowego pokoju i mógł spokojnie spędzić wieczór. Ale...czy nie byłoby to zbyt nudne? W końcu...nie jest jeszcze tak ciemno. Może warto pozwiedzać, posocjalizować się...lub zwyczajnie pokrążyć tu i tam?
 

Ostatnio edytowane przez Nemo : 02-08-2008 o 17:29.
Nemo jest offline  
Stary 02-08-2008, 18:06   #2
 
Highlander's Avatar
 
Młody mężczyzna, w wieku nie więcej jak dwudziestu-paru lat, wyszedł na brzeg i zaciągnął się morskim powietrzem. Posiadał czarne spodenki, oraz szarawą koszulkę na której znajdował się napis „Cthulhu approves!” z kreskówkową karykaturą Lovecraft’owego potworka o cwanych, czerwonych oczach, z kciukiem uniesionym do góry w geście wyżej wymienionej aprobacji. Na jego plecach znajdował się dość dużych rozmiarów plecak, pokryty rozmaitymi naszywkami, z których niewiele miało cokolwiek wspólnego z zespołami muzycznymi. Przyduży „tornister” był kolorze oliwkowej zieleni, zupełnie jakby jegomość udawał się na biwak, nie zaś, jak wszyscy dookoła, w kierunku luksusowego hotelu o jakże ezoterycznej, orientalnej nazwie. Bez wahania więc, wybrał pierwszą opcję podróży, która zasadzała się na samodzielnym pokonaniu tego dystansu, którego ekstremalność…no cóż, bawiła go. Uśmiechnął się, jednocześnie dokonując oględzin terenu. Po prawdzie, najchętniej zostawiłby grupę samej sobie, następnie zaś udał się w losowo wybranym kierunku, jednak…miał z tym pewien problem. No właśnie. Jego samozadowolenie zostało gwałtownie storpedowane, kiedy usłyszał za sobą znajome kroki.
- Ależ…ależ tutaj pięknie…
Dziewczynka była ubrana w białą suknię, jej proste, czarne włosy, spływały na ramiona kaskadą pasm. Wypowiedziane zdanie wydukała w nieco nieśmiały sposób i nic dziwnego, ponieważ mężczyzna storpedował ją wzrokiem. Jednak…może był to jej naturalny sposób komunikacji, nie wydawała się zlękniona jego obecności, choć on nie odpowiedział nawet słowem. Miast tego spochmurniał i skinął jej głową. Mała posłusznie postąpiła za nim. Dwójka szła w milczeniu, starszy z nosem spuszczonym na kwintę, mała wręcz pochłaniając sensację całego otaczającego ją świata. Oczy w kolorze nocy nagle się rozszerzyły, oto bowiem młodemu panu powrócił (niesłychanie) dobry humor. Przebiegły, lisi uśmiech wykwitł na licu o bladej karnacji. On sam zaś, delikatnie potarł zmęczone podróżą ślepia po czym nałożył okulary przeciwsłoneczne. Gwizdnął i zaśmiał się cicho, jakby ktoś opowiedział mu właśnie wyborny kawał. „No proszę…a to dopiero…niespodzianka. Nie spodziewałem się tak…znamienitego towarzystwa. Zdecydowanie nie…w tym gronie...”.
Chociaż może powinien. Przecież doskonale wiedział, że wyspa ściąga wszelkie rodzaje „oryginalnych” turystów, którzy przybywają tu szukając odpoczynku, bądź…czegoś znacznie odmiennego w zawiłości swej koncepcji. Szedł więc, przeświadczony, że będzie miał wiele zabawy, choć jednocześnie nie mógł kogokolwiek z nich lekceważyć. Przewodnika po prawdzie słuchał jednym uchem, przynajmniej kiedy ten gdakał o wszelakich wygodach i luksusach jakich uświadczą w tym miejscu. Dużo czasu zajęło mu wizualizowanie rozmaitych potworności, jakim z niebywałą ochotą poddał by tego „przewodnika”. Choć warunki…nie sprzyjały temu na chwilę obecną, więc…dał sobie spokój. Dopiero wzmianka o „zwolnieniu z odpowiedzialności”, oraz o „terenach niezabudowanych” pobudziła jego ciekawość. Jako osoba impulsywna, podjął natychmiast, wobec starca z monoklem:
- Panie starszy…czy to znaczy, że zdarzały się już podobne przypadki? Że ktoś wsiąknął jak kamfora, potem zaś nie został odnaleziony? Więc? Jak to jest?
-Właściciel ośrodka po prostu kieruje się radą szanownego prawnika, który zapewne życzy wszystkim jak najlepiej. Jednak takie historie, niezależnie od tego czy ludzie w nich znikają...czy nie...czy po prostu dobry właściciel chce zachować dobry stan portfela, nie nadają się do opowiadania przy uszach dzieci, dobry Panie. Jestem jednak pewien, ze możemy przedyskutować ta materie gdy będzie juz po dobranocce.
- Jestem przeświadczony, że będzie to…naprawdę rozrywkowa rozmowa.

Uśmiechnął się miło, niemal porozumiewawczo do starca, który powiedział w sumie wystarczająco dużo, po czym odebrał spokojnie klucz do pokoju i skierował się na górę. Jednym, zwinnym ruchem otworzył drzwi do swojego pokoju, puszczając małą przodem, jednak z taką dozą niechęci, że atmosferę dało kroić się nożem. Wszedł, zatrzasnął drzwi i ignorując swoją towarzyszkę podróży cisnął plecak, z którego wydobyło się jakieś niewyraźne mruczenie, następnie udał się pod prysznic. Zamknął drzwi do łazienki, sięgnął po szampon i w chwilowym spokoju umysłu pozwolił wodzie oczyścić jego zbrukane ciało. Przynajmniej z zewnętrznego brudu. Wyszedł przepasany ręcznikiem i legł jak kłoda na jednym z łóżek, tym bliżej okna. Zogniskował spojrzenie na współlokatorce.
- Na korytarzu widziałem lodówkę…idź po piwo…
Plecak poruszył się niespokojnie, tym razem mrucząc znacznie wyraźniej.
- W takim razie…niech będą dwa piwa…
Mała potulnie przytaknęła, najwidoczniej nie widząc potrzeby dla słów, po czym opuściła pokój w poszukiwaniu celu jaki został jej wyznaczony.
 

Ostatnio edytowane przez Highlander : 02-08-2008 o 20:29.
Highlander jest offline  
Stary 02-08-2008, 19:24   #3
 
Ayame's Avatar
 
Rejs zmierzał ku końcowi. Nareszcie. Mała elfka jeszcze nie dawno latająca nad nią siedziała teraz na jej ramieniu i rozglądała się po okolicy. Najwidoczniej podobał się jej zachód słońca bo za wszelką cenę starała się zdobyć odrobinę uwagi znudzonej dziewczynki na której ramieniu spoczywała. No no… zapowiada się ciekawie… Na pewno pieniądze się nie zmarnowały- pomyślała z pół-uśmiechem zadowolenia na twarzy. Spojrzała na swoją prostą niebieską sukienkę i czarne półbuty które miała na sobie. Było dla niej oczywiste że nikomu nie pokarze się w ten sposób na lądzie. Udała się więc do swojej kajuty i zaczęła długą i naturalną dla kobiet selekcję stroi. Wybór był trudny i Leila spędziła nad debatą cały pozostały czas rejsu ostatecznie decydując się na zieloną spódniczkę i białą bluzeczkę na ramiączkach z zielonym motylkiem zamiast napisu oraz białe sandałki. Wybór ten został zaaprobowany przez jej małą towarzyszkę, którą nie widział nikt oprócz niej ( istotka jak już zauważyła Leila istniała bowiem tylko w jej wyobraźni) a i ona sama czuła się w nim dobrze. Uprzątnęła szybko zrobiony przez siebie bałagan dziewczynka udała się do łazienki aby poprawić sobie kucyki.
Wychodziła właśnie z łązienki kiedy do pokoju wparowała jedna z dziewczynek z jej kolonii.
- Heeeejjj Leila! Pośpiesz się! Jesteśmy już w porcie! - zawołała rozentuzjazmowana. Małe stworzenie siedzące na ramieniu wyżej wymienionej radośnie wymachiwało niewielkimi nóżkami.
- Tak. To chyba oczywiste. Słyszałam komunikat kapitana. Kto przyjdzie po bagaże? - powiedziała dziewczynka z przekąsem.
- Zaraz powinien ktoś przyjść. Obsługa hotelu ma podpisany kontrakt z firmą do której należy statek. - w momencie kiedy kończyła zdanie w progu pojawili się bellboy. Miał rozwiane czarne włosy i śniadą cerę. Miał smukłą sylwetkę ale coś mówiło Leili że jak i większość ludzi z tego fachu ma nie lada krzepę. Ubrany był w standardowy czerwony kubrak, na nogach miał lsńiące lakierki. Hotel najwidoczniej dba o wizerunek.
- Witamy na wyspie. Mamy nadzieję że podróż minęła przyjemnie. Gdzie są bagaże?
Tam. - Leila wskazała ręką na kilka niebieskich troeb podróżnych, które mężczyzna wziął bez słowa i zaczął znosić je z pokładu statku w stronę hotelu.
Dziewczynki wyszły chwilę później i wmieszały się w grupkę rówieśników. Istotka na ramieniu Leili wstała podtrzymując się i strając zachować balans łapiąc za kucyk to za ucho swojej przewoźniczki. Swoją drogą mała Evans znudziła się wyglądem towarzyszki ale teraz małą wybitnie ją irytowała. Przypomniała sobie że ostatnio oglądała całkiem fajną bajkę z czterema podróżnikami szukającymi 5 zwojów… Jak to było.. „Saiyuki” chyba. Leila zmarszczyła brwi w geście zamyślenia. Słowa przewodnika zdawały się do niej w ogóle nie trafiać. A z resztą… Co jej mogą zrobić? Odpowiedź była oczywista.
Mała za wszelką cenę starała się przypomnieć jak się wabił smok-jeep który był jej zdaniem po prostu przeuroczy. Hakuryou chyba. Mniejsza. I tak ten smok byłby fajniejszy od tej nudnej elfki. Chwilkę później jak o tym pomyślała usłyszała cichutkie *puff* a jej oczom ukazał się ten sam wymarzony smoczek. Dziewczynka uśmiechnęła się z zadowoleniem. Całe szczęście że nikt tego nie zauważył. Wszyscy byli zbyt zaaferowani słowami przewodnika który wdał się w rozmowę z jakimś dziwnym typem. Wszelkie przemyślenia Leila zepchnęła jednak na bok. W tym mężczyźnie było coś dziwnego… A może to tylko jej przewrażliwienie? Tkwiąc w rozmyślaniach nawet nie zauważyła kiedy dotarła do hotelu. Kolonia została rozesłana do swoich pokoi.
Mam szczęście- pomyślała mała oglądając pokój z widokiem na morze. Był piękny co tu dużo mówić. Wszystko zorganizowane w wykwintnym stylu, którym nawet kolory były odpowiednio dobrane. Żółto- beżowo- czerwono. Leila podeszła do olbrzymiego królewskiego łóżka i rzuciła się na niego z radosnym śmiechem. Smok poleciał za nią i z wesołym „kyuu!!!!!!!!!” spoczął na poduszce obok. Chwilkę później wstała i zaczęła się rozpakowywać. Do pokoju wszedł bellboy. Ten sam co na statku i uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
- Przychodzę w imieniu obsługi hotelu. Czy mogę w czymś służyć?
- Jutro chcę mieć gotowe śniadanie i zaraz po pobudce o 9.00. -Powiedziała sucho lecz na jej twarzy widniał dziecięcy uśmiech.
- Oczywiście panienko. Czy to wszystko?
- Tak.
- W takim razie życzę udanej nocy i pobytu w naszym hotelu
- to powiedziawszy wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Po odbyciu wieczornej toalety mała wyszła na balkon podziwiając stopniowo pojawiające się na niebie gwiazdy. Jej jasnozielona piżamka w małe kwiatuszki delikatnie powiewała na wietrze. Ciekawe co przyniesie jej ten pobyt?
 

Ostatnio edytowane przez Ayame : 02-08-2008 o 20:30.
Ayame jest offline  
Stary 02-08-2008, 22:08   #4
 
Sheverish's Avatar
 
Przestrzeń.

Niezmierzona przestrzeń lekko kołyszącej się tafli wielkiej wody wydawała się znacznie potężniejsza niż postrzępione, suche wzgórza Abisynii do których mężczyzna tak przywykł przez ostatnie lata. Wpatrzony w zachód Słonecznego dysku rozmyślał o śpiących już dawno braciach i siostrach. Ta podróż była zbyt długa i męcząca jak dla niego. Tyle siedzenia bezczynnie w miejscu. Nie biegał po suchych trawach. Nie polował na wieczorny posiłek. Nie szukał młodych, które rozbiegły się w trawie podczas zabawy. Wszystko było tak nieruchome, nudne, statyczne i zamknięte w czterech ścianach okrętu. Czas niemalże zamierał w ściśniętej przestrzeni. Dlatego cały czas spędził na pokładzie, obserwując przestrzeń niezmierzoną.

Dobili do brzegu. Szamotanina z cumami wytrąciła Kaberu z rozmyślań. Odepchnął się od barierki, o którą oparty obserwował Słońce, a długie nogi i szybki krok poprowadziły go do pokoju. Hotelowego boya odesłał szybko i z lekkim uśmiechem zarzucając na ramię niewielką torbę podróżną. Wychodząc spowrotem na pokład poprawił hawajską koszulę, szarozieloną w żółtozłote kwiaty. Szczupły i niezbyt wysoki podróżnik starał się wtopić w tłum nie robiąc niczego niezwykłego. Słuchał z niewielkim zainteresowaniem tego co mówił przewodnik, chociaż nastawił uszu słuchając o dziczy po drugiej stronie wyspy. Dicz napawała go nadzieją na uśmiech na tym obcym brzegu.

Hotel. Cień budynku hotolowego przytłoczył go ogromem, na szczęście nie tak bardzo jak miasta cywilizacji od której już dawno uciekł na pustkowia Etiopii, a do której musiał wrócić by tu się dostać. Szybko udał się do swojego pokoju. Tym razem wolał zamknąć się w tym ciasnych czterech ścianach. Wolał odrobinę samotności od ludzkości, wolał wezwać strzępy dusz swych braci by móc pomówić w spokoju, by wyciszyć się i medytować, by odpocząć. Tak. Odpocząć od zgiełku cywilizacji. Odprawił znów hotelowego boya gestem i krótkimi słowami.

- Odejdź. Zawołam jeśli będę czegoś potrzebował. Odejdź teraz.

Rzucił torbę na łóżko. Zdjął podróżne buty i skarpety. Szybko przemył stopy, dłonie i twarz. Bosy Dwunogi Kaberu wyszedł spowrotem na korytarz nieznalawszy niczego by zwilżyć gardło w pokoju, a na zewnątrz zauważył wcześniej jakieś automaty. Westchnął cicho zamykając za sobą drzwi. Ostrożnie rozejrzał się tkwiąć dłuższą chwilę w bezruchu, jakby wypatrując zwierzynę z wysokich traw, po czym skupił bystry wzrok na dziewczynce.

- Piwo nie jest chyba odpowiednie na Twój wiek, Malutka, prawda?

Zbliżył się spokojnie. Ostrożnie stawiając stopy zachowując delikatną, zwierzęcą równowagę kroku, jakby nie do końca był człowiekiem...
 
__________________
Byłbym nikim
Bez drugiego
Człowieka

Wiersze piszę. Wiersze.

Ostatnio edytowane przez Sheverish : 03-08-2008 o 13:56.
Sheverish jest offline  
Stary 03-08-2008, 14:49   #5
 
Highlander's Avatar
 
Dziewczynka spokojnie odwróciła się w stronę nieznajomego. Coś niewątpliwie było mocno nie tak z tym dzieckiem. Zaczynając od faktu, że nie speszyła się na widok nieznanej persony, zaś na lekko nieobecnym, apatycznym spojrzeniu kończąc.
- To…to nie dla mnie. To dla pana C…
Powiedziała, zbierając myśli w sensowną całość. Po czym zamilkła.
- Zaczepianie małych dziewczynek chyba nie jest odpowiednie na Twój wiek, prawda?
Czarnowłosy, o wciąż mokrych kłakach, znajdował się w otwartych drzwiach, opierając o framugę. Jego persona była praktycznie goła, jeśli nie liczyć ręcznika w który był opasany. Na jego lewej piersi znajdował się tatuaż czarnego węża, pożerającego swój ogon. Założone ręce i potępieńczy uśmieszek kompletowały aparycję, kiedy zwrócił się do swojego imiennika.
- Mój wiek?
Uśmiechnął się lekko blondyn z potężnym bałaganem na głowie.
- Zapewniam Cię, że mój wiek nie ma tu nic do rzeczy, chociaż zachowałem na tyle przyzwoitości by nie zgadzać się na piwo dla młodych. To szkodzi zdrowiu - zawahał się chwilę jakby rozmyślając sekundę, czy dwie - czasami nawet życiu, ale nie chcemy tutaj prawić morałów, prawda?
Wyprostował się dumnie, ale jego drapieżne ruchy osłabły wracając do "normy", którą zagubił, lecz starał się przywrócić.
- Jesteś Pan C., tak?
Odwrócił jedynie głowę do półnagiego mężczyzny. Skrzywił się lekko widząc zwierzęcy symbol na jego skórze. Rozmówca parsknął nieznacznie śmiechem, jednak natychmiast się opanował. Być może o tego typu reakcję właśnie mu chodziło? Kto wie. Kto mógł pojąć ten zwichrowany umysł. Na pewno nie nikt o zdrowych zmysłach.
- Ok…najwyraźniej niedosłyszałeś…jak już powiedziała mała, alkohol jest dla mnie.
Pstryknął palcem, puszczając echo po korytarzu, po czym skinął na dziewczynkę. Ta przytaknęła, pośpiesznie i bez słowa wzięła dwie puszki jak kazał wcześniej i ruszyła w kierunku pokoju, znikając w jego wnętrzu.
- Mogę pomóc w czymś jeszcze? Rozwiać jakiekolwiek inne wątpliwości? Heh…
Rozczesał palcami mokre włosy w jednym, gładkim ruchu.
- Zapewniam Cię, że słuch mam dobry. Widziałem zaś twą... hm.. widziałem dziewczynę, a nie jej zamiar.
Ustąpił drogi dziewczynie z piwami. Spojrzał znów na jegomościa marszcząc delikatnie czoło. Nowy znajomy pokręcił głową z uśmiechem.
- Kim jesteś, prócz Pana C., hę?
Postąpił krok w stronę rozmówcy. Podniósł dłoń by podrapać się po brodzie, a następnie delikatnie dotknął trzech, małych dzwonków wiszących na łańcuszku na jego szyi. Nie wydały z siebie żadnego dźwięku mimo lekkiego poruszenia. Opuścił następnie rękę wyczekując odpowiedzi. Mężczyzna przyjrzał się dzwonkom które wisiały na szyi jego rozmówcy. Uśmiechnął się pompatycznie, może nieco prześmiewczo.
- Ładna ozdoba. Trudno dzisiaj znaleźć wyrób podobnej jakości…
Spojrzał na okno w korytarzu i dopowiedział dość pośpiesznie:
- Wyborna pogoda, prawda? Mam nadzieję, że nic nam jej nie popsuje…szkoda by było. Zaś co do twojego pytania…czemu miałbym się spowiadać? Heh…
Pstryknął w srebrny kolczyk w swoim uchu.
- Spowiadać?
Uniósł brew dość zaskoczony. Schował dzwonki pod hawajską koszulę pospiesznie. Podniósł brew zaskoczony i odrobinę wytrącony z równowagi. Nie zamierzał rozmawiać dłużej. Potrzebował medytacji i swych duchów.
- Skoro nie chcesz ze mną rozmawiać, opuszczę Cię i wrócę do własnych spraw.
Odwrócił się w celu szybkiego oddalenia do swojego pokoju.
- Wolę gdy pada...
Dodał na odchodnym i zatrzymał się nagle. Westchnął i zawrócił z powrotem wyjmując niewielki portfel by kupić sobie jakiś przeklęty napój technologii. Deszczówka.. najlepiej by było gdyby nałapał deszczówki, chociaż nie do końca był pewien co w niej będzie pływać.
- Heh…wierz mi…zauważyłem…do zobaczenia.
Drzwi zamknęły się szczelnie.
 

Ostatnio edytowane przez Highlander : 03-08-2008 o 14:56.
Highlander jest offline  
Stary 03-08-2008, 17:57   #6
 
Sheverish's Avatar
 
Korytarz zaprowadził go do automatu z napojami. Wziąłł dwa kartony soku pomarańczowego. Następnie wrócił do pokoju. Szybko. Bardzo szybko. Zamknął za sobą drzwi. Zapomniał o tym, że był spragniony i odstawił kartony na stolik. Sprawdził jeszcze raz czy drzwi są zamknięte. Odetchnął cicho. Wyciągnął ze swej torby zawinięty dokładnie srebrzysty nóż o skróconym o kilka cali, ukruszonym ostrzu. Odpakował go. Przejechał palcem po klindze ostrożnie i uśmiechnął się czując dusze kłębiące się w broni. Odłożył sztylet na łóżko. Z torby wyjął również mały dywanik i kilka prostych, naturalnie robionych świec. Ustawił pięć z nich koło siebie i obok nich położył zniszczony przez czas i walkę sztylet. Usiadł na dywaniku, odpalił pospiesznie świece i przystąpił do medytacji wzywając swych braci i siostry do dialogu. Cicha piosenka pełna prymitywnej energii i naturalnych gestów płożyła się po pokoju, gdy Dwunogi Kaberu budził swego Avatara. Czekał na niego.. czekał na niego... czekał...

Nie musiał czekać długo. Szaman otworzył przymrużone oczy z szerokimi tęczówkami jak podczas narkotycznego transu i podniósł głowę na nienamacalną projekcję wilka stojącego przed nim. Powitał go uśmiechem i skinięciem głowy, a następnie zanurzył się wraz z nim w dziedziny marzeń, by poczuć wiatr z południa i suche trawy swej przybranej ojczyzny. Marzenia o spokoju, ciszy i osiągnięciu doskonałego połączenia z naturą i przodkami... Marzenia. Marzenia...
 
__________________
Byłbym nikim
Bez drugiego
Człowieka

Wiersze piszę. Wiersze.
Sheverish jest offline  
Stary 04-08-2008, 00:07   #7
 
Highlander's Avatar
 
Drzwi zostały zamknięte. Zamek przekręcony. Cóż z pewnością nie była to forteca nie do zdobycia, jednak takie zabezpieczenia musiały (na chwilę obecną) wystarczyć.
- Ciekawy osobnik. Nie powiem…interesujący. Chociaż…lekko natarczywy. Upierdliwy jak rzep u psiego ogona. Czy jak to się tam mówi. Zaś…to jak się wzdrygnął, kiedy wspomniałem o jego dzwonkach…Heheheh…cóż.
Czarnowłosy zaśmiał się szczerze, opierając głowę o ścianę, pozwalając sobie na pełną akustykę. Bez skrępowania. Następnie ujął jedną z puszek leżących na stole i rzucił ją w stronę plecaka, wiedząc, że cokolwiek go zamieszkiwało, dobrze zaopiekuje się powierzonym prezentem. Może nawet nieco za dobrze. Sam sięgnął po swe piwo, uwalniając złoty nektar i pozwalając żeby wpłynął do jego wnętrza. Ułożył się spokojnie na łóżku, niejako ignorując swoją młodą „koleżankę”, która właśnie oglądała jakieś bohomazy na ekranie telewizora. Skrzywił się widząc kiepską, jeśli nie tandetną animację przedstawiającą piątkę bohaterek, które posiadały wyjątkowo widoczne wodogłowie, oraz włosy stojące niczym las równikowy. Przez chwilę słuchał durnych monologów odnośnie mody, oraz popularności.
- Wyłącz to gówno. Nie mogę tego słuchać…
Dziewczynka odwróciła głowę w jego stronę i dało się dostrzec chwilę wahania, nawet sugerowanej niesubordynacji, jednak wzrok mężczyzny z wężem na piersi natychmiast ją storpedował. A może chodziło o coś więcej niżeli tylko wzrok. Kto wie. Kanał zmienił się na muzyczny, który (dzięki bogom) nie miał nic wspólnego z kłopotliwą czarną młodzieżą, oraz wyrafinowaną muzyką jaką niewątpliwie był rap. Zamiast tego powitało go Iron Maiden, oraz „Man on the Edge”. Lubił tą piosenkę. Wiedział nawet na jakim filmie była oparta. „Falling Down”. Rozumiał głównego bohatera. Jego rozterki. Jego nieuleczalną „chorobę”. A może chorobę świata który go otaczał. Z którym nie mógł sobie poradzić w żaden racjonalny sposób. I w końcu…w końcu nie wytrzymał.
- W moich czasach pieprzone bajki przynajmniej czegoś uczyły…solidarności, pomocy, honoru, dobra, oddania przyjaciołom…
Zaczął mówić, patrząc ślepo w sufit. Jednak natychmiast przestał, zdając sobie sprawę z tego, co właśnie opuściło jego usta. Zrobiło mu się nieco…ciężko w okolicach przepony, jakby właśnie wyrósł tam wielki guz, reprezentujący całą, skumulowaną gorycz i nienawiść. Przygryzł wargę, gniotąc pościel w słabo kontrolowanym odczuciu gniewu. Jednak natychmiast wypogodniał. Rozchmurzył się. Ostry, obłąkańczy uśmiech przesłonił usta, czarne oczy zamiast szklistych, stały się niczym dwa wiertła. Stare, zużyte resztki, które na krótki moment wypłynęły na wierzch, zostały ponownie, brutalnie wciągnięte pod powierzchnię czarnej breji jego jestestwa. Aby rozkładać się dalej.
- Heh…po namyśle Klaro, doszedłem do wniosku, że mimo tej beznadziejności…jednak znajdujesz się w znacznie lepszej sytuacji niż ja. Ciebie przynajmniej nikt nie okłamuje.
Donośne beknięcie, które wydobyło się…z plecaka, zmusiło go do przerwania tej zawiłej, całkowicie wypaczonej, myśli filozoficznej. Z zaciekawieniem spojrzał na wyrzucaną, pustą puszkę, która potoczyła się z wolna po podłodze. Ten widok zawsze go bawił. Ledwie słyszalny szept. Para błękitnych ślepi, patrząca wyczekująco z okrytego ciemnością wnętrza.
- Nie. Nie dostaniesz więcej. Po alkoholu jesteś nie do zniesienia.
Niemal błagalny pomruk, towarzyszył kolejnej (nieudanej) próbie. Cisza, która mu odpowiedziała, oraz kopniak, który zrzucił plecak z łóżka i ulokował go pod ścianą.
- Powiedziałem…nie. A teraz zamknąć się…czeka mnie sporo pracy. Nawet tutaj.
To mówiąc otworzył walizkę z której wyjął…nóż. Oraz fiolkę czerwonej substancji. Do czego właściwie były mu potrzebne, pozostawało (na obecną chwilę) zagadką, której rozwiązania podjął by się jedynie klub samobójców.
 
Highlander jest offline  
Stary 04-08-2008, 13:08   #8
 
Nemo's Avatar
 
Gdy dzielni władający tajemną (bardziej lub mniej, zależy, którego z nich zapytać) wiedzą złożyli się w ręce snu, sen zastał ich w miarę szybko, choć nie błyskawicznie. Nie wszyscy z „miejscowych” mieli ochotę bezproduktywnie chrapać, a pierwsze godziny nocne poświęcili na zwiedzanie okolicy, zjedzenie kilku co ciekawszych posiłków...i poimprezowanie na świeżym powietrzu. Hałasy przez nich wydawane spokojnie mogły obudzić umarłego, jednak zamknięcie okna przynosiło zaskakująco boski rezultat-wręcz niepokojący. Pomieszczenia mieszkalne zdawały się być dźwiękoszczelne, a cisza w nich panująca gdy otwory na zewnątrz były pozamykane, była praktycznie idealna. Grobowa. Ciekawe, czy krzyk mordowanego wdarłby się do przykładowego pokoju A007?...i czy opuściłby go?


Mimo wszystko, tego dnia były to jeszcze zwyczajne dywagacje, gdyż poranne słońce przywitał każdy z turystów, w porze wczesnej lub wczesnej mniej. Lub zwyczajnie jego zniknięcie umknęło jakoś wszystkich uwadze. By umożliwić zaspokojenie głodu klientów zawsze i wszędzie, Księżycowe Ogrody gotowe były na najmniejszy nawet kaprys klienta przygotować wykwintne danie nawet w godzinach nadrannych. Wystarczyło tylko użyć telefonu.
Charakterystyczny szum, będący mieszaniną rozleniwionego ziewania, sapania co bardziej „dokarmionych” i podekscytowanego świergotania tych z tendencją do hiperaktywności, mógł zaskoczyć każdego kto opuścił swój pokój już od godziny szóstej, siódmej. Choć największa aktywność rozpoczęła się od godziny dziesiątej.
Właściwie, nie było niczego specjalnego...poza notką-a raczej serią notek-rozwieszonych w regularnych odległościach w korytarzach hotelu. Zadziwiająco, były tam one od...niewiadomo której godziny. Nawet największe senne marki mogły zauważyć ich istnienie, podczas nocnych eskapad.
Innym interesującym faktem było też to, że informacje zdawały się być-każda!-napisane ręcznie, dostojnym i eleganckim pismem. I to tego rodzaju, którym list do babci mieszczący się na niewielkiej kartce pisze się koło czterech godzin. Treść wiadomości zawartej na martwym drzewie była identyczna w każdym wypadku:
Cytat:
Dobrzy Państwo.
Jak Dobrzy Państwo wiedzą, ośrodek Księżycowe Ogrody bardzo ceni sobie Dobrego Państwa samopoczucie, zdrowie i inne elementy składające się na Dobrego Państwa zadowolenie z naszych usług. Zapewne też Dobre Państwo swoimi dobrymi oczyma w ulotkach reklamowych dojrzała zapis o organizowanych zajęciach i wycieczkach. Dzisiaj, Dobrzy Państwo, odbędzie się pierwsza z nich. Zbiórka dobrych chętnych odbędzie się o godzinie 14:32, przed Biblioteką. Sugerowałbym, by Dobre Państwo ubrali się dobrze, jak na wyprawę w dzicz. Gdyż, Dobre Państwo, będzie miało okazję zagłębić się w bliższe obszary Dziczy. Jeśli Dobre Państwo jest w stanie bezpiecznie posłużyć się nożem bądź maczetą, dobrze by było umieścić je w swoim ekwipunku. Wycieczka będzie długa, Dobre Państwo ewentualnie powrócą do swoich pokoi w godzinach nocnych. Skromnie zapraszam do udziału, gdyż Dobre Państwo może zyskać niepowtarzalną okazję na rozrywkowe przeżycia.
Ach. Księżycowe Ogrody nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za ewentualne wydarzenia które spotkają Dobre Państwo w wypadku niezastosowania się do poleceń obsługi.
 
Nemo jest offline  
Stary 04-08-2008, 15:19   #9
 
Highlander's Avatar
 
Creed się obudził. Pościel na jego łóżku stanowiła (całkowicie pozbawiony artyzmu) nieład. Czystą esencję chaosu. Pomięte prześcieradło, zgnieciona, odrzucona na bok poduszka, cienka kołdra znajdująca się w połowie na ziemi. Oraz on sam, leżący na wznak. Lewe oko otworzyło się powoli, lustrując świat, który niestety nie zadziwiał. „Wciąż tutaj.” – zdawało się mówić spojrzenie. Spojrzał na budzik, który wskazywał diabelską godzinę jaką była 6:45. Podniósł się niechętnie, acz nieuniknienie i przygładził włosy pogrążone w nieładzie. Westchnął donośnie, jakby zrzucał ciężki kamień z piersi.
- Samo…jeszcze nic się nie zrobiło…do dzieła.
Wolno powlókł się w kierunku łazienki. Po czym odprawił poranny rytuał, jakim było stanie pod prysznicem przez około 10 minut. Wyszedł równie umotywowany jak poprzednio i siadając na zdewastowanym łóżku zaczął przeglądać walizkę w poszukiwaniu jakiegoś rozsądnego stroju na wyjście z pokoju. Nie wysilał się na kreatywność. Oliwkowe spodnie, czarna koszulka bez rękawów. Klara jeszcze spała, a chcąc mieć spokój od małego potwora, nie zamierzał jej budzić. Ujął więc plecak, wciąż znajdujący się pod ścianą i wyszedł z pokoju. Jego uwagę przykuła oczywiście jedna z wywieszonych nieopodal pokoju kartek. Bez jakichkolwiek oporów zerwał kawałek papieru ze ściany, czytając go w miarę jak zmierzał na śniadanie. Miał nieodparte przeczucie, że wszystkie napisał ten sam, znany mu już, starzec z monoklem. Który według wielu standardów był oczywiście normalny. Zbyt normalny? Przejechał palcami po kartce, jakby badając strukturę papieru.
- Rutyna…hmmm…jednak to trochę…dziwne. Całość tego tekstu…zahacza o jakąś chorą logikę, ale…nie mogę jej dokładnie sprecyzować.
Uśmiechnął się. Lubił tego typu zagwozdki. Hotel walił jakąś głęboko skrywaną konspiracją na kilometr, a on zamierzał ją odkryć (być może po stokroć pogarszając panującą sytuację, jednak czego się nie robi dla odrobiny „dobrej zabawy”…). Po co organizować tego typu wycieczki, kiedy ryzyko jest tak wielkie. Mówią o „nie ponoszeniu odpowiedzialności”, niemal co drugie słowo, a mimo to…hmmm… Dywagacje zostały przerwane bo oto dotarł do stali śniadaniowej. Suto zastawiony stół o białym obrusie przykuł jego uwagę. Wszystko zdawało się być idealnie, niemal symetrycznie ułożone, uporządkowane. Skusił się na sok pomarańczowy, jajecznicę, bekon, oraz pieczywo. Siedząc przy swoim stoliku, mimo, że już skończył się posilać, wypatrywał dogodnej…okazji.
- Przepraszam…można panią na chwilę prosić? Mam kilka…pytań.
Powiedział, do jednej z przechodzących, pracujących tu kobiet. Panienka, przypadkiem wyglądająca jak ziszczenie marzeń japońskiego maidofetyszysty (a fakt, ze grupka takowych siedziała trzy stoliki dalej nic nie sugerował), zatrzymała się i uśmiechnęła profesjonalnie.
- Tak, proszę Pana?
- Chciałem zapytać…długo pani tutaj pracuje?

Pytanie dawało szeroką gamę możliwości, zależnie od jej reakcji.
- Mmm...
Chwile zastanawiała się, delikatnie poruszając palcami. Liczyła?
- Dwa lata, proszę Pana!
Kto inny już dawno zakryłby oczy ręką i pogrążył się w głębokiej konsternacji, jednak Adam wiedział lepiej. Miast marnować czas na bzdury, przeszedł do następnej części swojego pseudo-detektywistycznego bełkotu, która to brzmiała:
- A co może mi pani powiedzieć, o tych wszystkich…dziwnych wypadkach, które miały tu miejsce i za które…hotel nie ponosi odpowiedzialności? Hm?
Złączył ręce, tworząc pajęczynę z palców i przeszył ją wzrokiem niczym włócznią.
- Wierzy Pan w takie, hahaha, plotki? Przecież to zwykły...jak to się nazywa...chwyt marketingowy jest.
Nie posiadał możliwości aby czegokolwiek się od niej dowiedzieć. Była bystra niczym woda w klozecie, jednocześnie trwając w idiotycznym przeświadczeniu, że mówi całkowitą prawdę, a przy tym jest inteligentna. Cóż. Myliła się w każdym aspekcie. Upewnił się co do tego. Odprawił ją skinieniem ręki i dokończył ostatni kawałek bekonu, wciąż buntowniczo tkwiący na jego talerzu. Patrzył jednocześnie na resztę zebranych na śniadaniu postaci, które raczej…nie były świadome swojego położenia. Jednak nie on. Och nie.
 
Highlander jest offline  
Stary 04-08-2008, 15:31   #10
 
Ayame's Avatar
 
Leila zasnęła (o dziwo) dość szybko co nie było w jej zwyczaju. Nigdy nie było tak aby mogła spać spokojnie w pierwszą noc w nowym miejscu. A już na pewno nie było tak ze była to noc bez snu. Tylko czarna plama. O ( jeszcze większe) dziwo dziweczynka czuła się w pełni wypoczęta co umożliwiło jej w miarę szybkie wygramolenie się z łóżka i zrobienie porannej toalety. Nigdy nie szczególnie nie interesowało ją kiedy wstaje toteż nie pokwapiła się zerknięciem na zegarek. Na przybór służący do odmierzania godzin zerknęła dopiero od niechcenia kiedy poczuła doskwierający jej głód. Była 10.13. A przynajmniej tyle wskazywał zegarek elektroniczny stojący na małym stoliczku obok łóżka. No... Najwyższy czas coś zjeść...- to pomyślawszy chwyciła za słuchawkę telefonu i wybrała numer do służby hotelowej wypisany na obudowie tegoż przyżądu. Odebrał radosny wręcz świergotliwy i irytujący głos kobiety z obsługi:
- Obsługa hotelu "Księżycowe ogrody". W czym mogę służyć?
- Mówi Leila Evans. Proszę o przygotowanie mi śniadania. Będę w stołówce za 10 min.
-Oczywiście dobra Panienko. Już się robi. Jakieś specjalne życzenia co do menu?
- Tak. Chcę jajecznicę z kolibrzych jaj na bekonie( ma być jak najchudszy i pokrojony w małe plasterki). Do tego chleb biały lekko zapieczony z czosnkiem. Ale bez przesady. Nie chcę żeby przez cały dzień cuchnęło mi z ust. A do popicia zielona herbata przyżądzona na tradycyjny japoński sposób. Innej nie trawię.
- Oczywiście dobra Panienko. Jak sobie dobra Panienka zażyczy. Życzę dobrej Panience smacznego.

Młoda Evans odłożyła słuchawkę lekko poirytowana. Jasne obsługa hotelowa była bardzo miła ale po co dodawać do każdego zwrotu słowo "dobra/dobry/ dobzi?" Swoją drogą ciekawa była czy faktycznie spełnią jej ekscentryczną zachciankę. A ona będzie wiedzieć czy faktycznie podadza jej to co tak na prawdę chciała.
Podeszła do olbrzymiego lustra ściennego i poprwiła kucyki. Miała na sobie granatową sukieneczkę bez rękawów z pojedynczymi białymi paskami biegnącymi po bokach i pasujące ciemnoniebieskie tenisówki. Następnie kiwnęła głową na małego smoka leżącego leniwie po środku ogromnego łoża i stworzonko przyleciało do niej i spoczęło na jej ramieniu. Leila przeszukała swoje bagaże w poszukiwaniu małego plecaczka do schowania portwelika i kluczy oraz husteczek i paru innych drobiazgów w postaci spinek itp.
Wyszła powoli zamykając drzwi. Jej uwagę niemal natychmiast przykuło ogłoszenie wiszące obok jej drzwi. Przeczytała je uważnie. I znów "dobry/ dobra/dobre" na każdym kroku. Rozumiała doskonale że chcą dogodzić klientom ale to już lekka przesada. Nic to. Westchnęła ciężko. Z kolei sama perspektywa wyprawy w nieznane bardzo ją zaintrygowała. Ciekawe czy jej kolonia ma to w planach. Chętnie by się tam wybrała. W końcu czegoś takiego nie będzie miała w wysokoucywilizowanej miejskiej dżungli z której pochodzi. Tak rozmyślając dotarła do stołówki... A raczej mini restauracji.
Ledwo zdążyła przekroczyć próg a już przed nią pojawił się wysoki przystojny brunet o jasnej cerze i ciepłych brązowych oczach odziany w frak typowego stareotypowego kelnera z notatniczkiem w lewej ręce i tacą w drugiej.
- Dobra Panienka Evans zgadza się?-powiedział piorunując ją uśmiechem. Dziewczynka byłą jednak zbyt przyzwyczajona do lizustwa a kolejne "dobra" tylko zadziałało na nią jak płachta na byka.
- Tak zgadza się- wycedziła przez zęby.
- Śniadanie dobrej Panienki jest już gotowe. Zprowadzę dobrą Panienkę do jej dobrego stolika.
Mała poczerwieniałą ze złości ale nie mówiłą nic. Nie chiała kłopotów już pierwszego dnia co było dla niej rzadkością. Chciała jednak w pełni wykorzystać ten pobyt na relaks a nie na użeranie się ze służbą.
Mężczyzna zaprowadził ją do stolika niedaleko okna, z którego rozciągał się widok na miasto a także i na dzicz. Po raz kolejny myśl o wyprawie pojawiła jej się w głowie. Trzeba będzie porozmawiać z kierowniczką kolonii. Tylko gdzie ona jest... A z resztą. Będzie się tym martwić po śniadaniu.
Zabrała się do jedzenia. No, no... Mają szczęście... Faktycznie było to dokładnie to co sobie zażyczyła.
 
Ayame jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:46.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168