Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-09-2016, 22:47   #1
 
Cooperator's Avatar
 
Reputacja: 822 Cooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwu
[The end of the world] Co widział Johnny?

CO WIDZIAŁ JOHNNY?
Scena I: Spokojna noc

Samochód szeryfa Myersa spokojnie i powoli sunął uliczkami miasteczka. Wypielęgnowane ogródki i jasno oświetlone podjazdy stapiały mu się w jeden monotonny obraz. Nie musiał nawet specjalnie dawać po hamulcach, kiedy spod żywopłotu przed maskę nagle wyskoczył mu kot. Zapalił papierosa czekając, aż zwierzak zniknie w zaułku po drugiej stronie.

Cykały świerszcze, szczekały psy. Z pobliskiego lasu dochodził łomot techno puszczanego z samochodowego radia. Myers spojrzał na zegarek. Dochodziła 22:30. Za jakieś półtorej godziny wygoni licealistów z lasu, gdzie znowu urządzili sobie imprezę. Dla purytańsko nastawionych starszych mieszkańców miasteczka za bardzo pobłażał dzieciakom, ale on doskonale pamiętał początki swojej służby, kiedy w tym samym lesie hipisi urządzali rzeczy, które obecnemu pokoleniu nie przyszłyby do głowy. A trochę trawki, alkohol i wygłupy przy głośnej muzyce? Bądźmy poważni.

Myers przejeżdżając dalej dostrzegł jednak coś, co wymagało jego uwagi i interwencji. Zrównał się z trójką dzieciaków, chłopakiem i dwójką dziewczyn w wieku, w którym od pół godziny powinni być w domach. Wychylił się na swoim siedzeniu i otworzył szybę. Wskazał gestem, żeby się zbliżyli.

-Jonson, tobie się zegarek popsuł, czy co? - rzucił do wysokiego chłopaka, który chciałby wyglądać na więcej niż swoje prawię 14 lat. Chłopak zmieszał się wyraźnie. Szeryf rozpoznał towarzyszące mu dziewczyny. Britney Finnigan i Sandrę O'Donnel. Cóż, przynajmniej niedaleko od domu.

-Ja tylko robię za ochronę - rzucił asekuracyjnie Sam Jonson. Myers z zadowoleniem zauważył, że chłopak nabrał trochę pokory. Parę lat ciężkiej pracy, wyciągania go z różnych dziwnych miejsc i odpowiednie reagowanie na drobne akty wandalizmu dawały rezultaty.

-Idę po Connie, szeryfie - odpowiedziała spokojnie Sandra. Myers popatrzył na nią bez słowa, co sprawiło, że dodała szybko.-U Sandersów robi z Willem jakiś projekt na astronomię.

-Jesteś pewna, że jak spytam twoją matkę to usłyszę, że w czasie, kiedy Connie się uczy, ty możesz wałęsać się po ulicach? - spytał dobitnie szeryf. Spojrzał na Britney.-A ty? Jesteś pewna, że twój brat nie wysadzi domu pod twoją nieobecność? Mogłabyś bardziej pomagać matce. Ciężko pracuje. - wzrok szeryfa wrócił do Sama.-Za pół godziny macie być wszyscy w domu. Jonson, jesteś za to OSOBIŚCIE odpowiedzialny.

Myers odjechał, kontynuując wieczorny objazd.

***

W jasno oświetlonym, bogato wyposażonym salonie William Sanders i Connie O'Donnel pochylali się akurat nad zrobioną przed chwilą listą planet i najważniejszych księżyców w Układzie Słonecznym.

-Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz, Uran... - wymieniała dziewczynka pewnym, przemądrzałym głosem kujona i mola książkowego.

-Saturn - wtrącił Will, poprawiając koleżankę.

Spojrzała na niego wzrokiem wściekłego bazyliszka.

-Wiem, że Saturn - rzuciła poirytowana.

-Ale powiedziałaś Uran - bronił się Will.

-Żeby mi nie wyleciało z głowy - Connie wydęła usta. Westchnęła.-Jestem zmęczona. Może zrobimy próbę generalną? Jesteś pewien, że twój brat pożyczy nam ten model Układu Słonecznego? Od niego zależy wszystko. WSZYSTKO.

Johnny dostał od rodziców duży model Układu Słonecznego. Wprawdzie jego entuzjazm trochę zmalał, kiedy nie zauważył tam Yavin i Endoru, które uwielbiał z Gwiezdnych Wojen - zresztą, wszystko związane z Gwiezdnymi Wojnami budziło jego niegasnący entuzjazm - ale rozpoczęło to jego kosmiczną manię. Parę dni temu Johnny przyszedł do Williama z prośbą o nauczenie go gry w baseball, bo w telewizji usłyszał, że astronauci są bardzo sprawni fizycznie. Prawdopodobnie śmiech obecnego przy próbie treningu Billy'ego był słyszalny w innej galaktyce. Od tego czasu Johnny słowem się nie odezwał do Willa, ale przecież nie oznaczało to, że nie pożyczy mu modelu "w celach naukowych". To nie wina Willa, że okazał się ciamajdą.

-Pójdziesz po ten model? - poprosiła Connie.

Rodziców oczywiście nie było. Pewnie wrócą nad ranem, rozmawiając tylko i wyłącznie o projektach, deadline'ach i spotkaniach, które będą musieli odbyć następnego dnia. Kiedy William wstał, zobaczył coś, co sprawiło, że serce mu zamarło. Drzwi wejściowe do domu były uchylone.

***

Obok zadbanego domu Sandersów stał dom, gdzie mieszkali Britney i Simon. Niestety dla poczucia estetyki Britney, musieli minąć jej dom. Był dość zadbany, biorąc pod uwagę okoliczności, ale takie stwierdzenia nie mieściły się w percepcji nastolatków.

Co jednak było bardziej istotne w tej chwili? Drzwi do jej domu były uchylone. Pamiętała, że je zamykała, nawet na klucz.

OG: Czyli drzwi do obu domów (stojących po sąsiedzku) są uchylone.
 
Cooperator jest offline  
Stary 10-09-2016, 11:22   #2
 
Rossac's Avatar
 
Reputacja: 0 Rossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znanyRossac wkrótce będzie znany
William stanął jak wryty, wlepiając wzrok w stronę drzwi które przecież powinny być zamknięte, prawda? Musiały być, w końcu od czasu przyjścia Connie nikt nie wychodził na podwórze. Cały wieczór spędzali pracując przy tym irytującym projekcie, a w domu nie ma nikogo innego. Oprócz tego kosmicznego niedojdy. Chłopak przeczesał swoje krótkie, kasztanowe włosy dłonią, próbując przypomnieć sobie raz jeszcze czy aby na pewno domknął te głupawe drzwi. W końcu obrócił się powoli w stronę swojej koleżanki.

- Connie, Connie... - zagadnął cicho, próbując powstrzymać załamujący się pod wpływem rosnącego niepokoju głos. - Słuchaj, mój brat nigdzie nie wychodził, co nie?

Pytanie było retoryczne, Will nie oczekiwał odpowiedzi, chciał się tylko upewnić odnośnie tego, co już wiedział. Nie domknął drzwi i wiatr je uchylił kiedy pracowali nad projektem. To wszystko. Tak, wszystko jest w porządku. Chłopak odkaszlnął.

- Weź sprawdź czy ten pajac wylazł na podwórko. Idę wziąć model i kończymy projekt. Też już mam dość i raczej nie mam ochoty na użeranie się z nim.

Po tych słowach William skierował się do pokoju swojego brata, ciągle próbując stłumić swoje roztargnienie. Nie mógł uwierzyć że coś tak nieistotnego, ruszyło go tak mocno.
 
Rossac jest offline  
Stary 14-09-2016, 23:22   #3
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 7135 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Britney patrzyła zdziwiona na otwarte drzwi. Zamykała je – pamiętała to dobrze, nie chciała, żeby ten gówniarz gdzieś polazł po nocy, potem by było na nią.

„Znowu nie upilnowałaś Simona” rozbrzmiał jej w głowie głos matki. „Jesteś starsza, powinnaś być bardziej odpowiedzialna, wiesz przecież, jak ciężko pracuję, żeby was utrzymać” bla, bla, bla. Powyrywa nogi temu gówniarzowi, pożałuje, że nie siedział na tyłku, jak mu kazała.

To było takie nie fair, ze musiała go niańczyć! Normalnie, to przecież opiekunki dostawały wynagrodzenie, ale przecież nie ona, nie mogła nawet dorobić, bo ciągle tylko Simon i Simon…

Westchnęła. Zycie było bardzo niesprawiedliwe, miała nadzieję, że się już niedługo wyrwie z tego zadupia i zacznie żyć w sposób, na jaki zasługiwała. Potrzasnęła głową, włosy rozsypały się jej po plecach. Pokaże gówniarzowi…

- Sorry – mruknęła do znajomych. – Do jutra.

Podbiegła do dzrwi i otworzyła je szeroko.
- Simon! – zawołała. – Simon! Wyłaź, bo się wścieknę i pożałujesz!
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 15-09-2016, 00:49   #4
 
Cooperator's Avatar
 
Reputacja: 822 Cooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwu
Pokój Johnny’ego znajdował się na piętrze. Gdy Will wszedł po schodach, od razu zauważył, że drzwi do niego są uchylone. Po chwili znalazł się w pokoju brata. Z plakatów na ścianach spoglądali na niego Chewbacca, Han Solo i Darth Vader, na półkach stały modele i zabawki, kilka książek i bardzo dużo komiksów. Pokój był pusty.

Rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że Johnny się nie położył - jego łóżko było zaścielone, a piżama leżała na krześle przy biurku. Wszystko znajdowało się w absolutnym porządku, wyłączając oczywiście nieobecność lokatora. Okno było uchylone, ale przecież nie wyskoczył… Było wystarczająco ciepło, żeby otworzyć okna. Zresztą, okno wychodziło na jasno oświetloną ulicę...

Na szafce stał duży model Układu Słonecznego. Will zauważył od razu pomarańczową naklejkę, którą Johnny przykleił na tabliczkę z napisem “Pluton”. Jego brat własną ręką napisał: “Yuggoth”. Czy on coś przy śniadaniu mówił o tym, że czytał jakieś opowiadanie, gdzie kosmici z Plutona kradli z Ziemi węgiel? Słabo nadawało się to na ciekawostkę do projektu.

-Connie, co ty tu robisz? - usłyszał przez okno głos Sandry, starszej siostry Connie.

-A, szukam Johnny'ego. Gdzieś poszedł, zostawił drzwi otwarte.

***

Przedpokój był pusty. Britney od razu spostrzegła, że nie ma butów jej głupiego brata. Wprawdzie często zdarzało się, że wchodził w butach dalej, nanosząc błoto i brud wgłąb domu, więc może po prostu wkopał je dalej. Ale siedziałby po ciemku?

-Connie, co ty tu robisz? - usłyszała jeszcze zza drzwi głos Sandry. Niosło od sąsiedniego domu Sandersów.

-A, szukam Johnny'ego. Gdzieś poszedł, zostawił drzwi otwarte. - odpowiedziała jej młodsza siostra.
 
Cooperator jest offline  
Stary 30-09-2016, 21:09   #5
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 7135 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Britney przewróciła oczami. Wszystko jasne, młody gdzieś polazł z tym swoim koleżką. Może nawet miała szczęście i ktoś ich porwał? Perspektywa zastania jedynaczka była bardzo kusząc i Britney dała sobie chwilkę na napawanie się wizja życia bez brata. Nie za długo jednak. Im prędzej pójdzie go szukać, tym prędzej zawlecze go do łóżka i będzie mogła zająć się swoimi – poważnymi – sprawami.

Zbiegła na dół i przecisnęła się przez krzaki, stanowiące granice ich i sąsiedniej działki, na której stał dom Sandersów.

Nie kłopocząc się pukaniem wbiegła na górę.
- Hej – przywitała się. – Wygląda na to, ze Johnny gdzieś poszedł z Simonem. Macie pomysł, gdzie mogą być? Trzeba ich poszukać. Moja mama się wściekanie jak wróci i zobaczy, ze go nie ma.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 02-10-2016, 22:25   #6
 
Cooperator's Avatar
 
Reputacja: 822 Cooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwu
Właściwie to Will miał pomysł, gdzie mógł pójść Johnny, ale nie wyobrażał sobie, żeby jego brat poszedł tam w nocy. Jego młodszy brat spał przeważnie przy włączonej lampce nocnej, zresztą, nawet wielu odważniejszych od niego nie ważyłoby się w nocą pójść do lasu. Pal licho zdziczałe psy, wypuszczone węże (kiedy wyrastały z akwariów) czy pająki albo maniakalni mordercy. Było tam dużo bardziej realne niebezpieczeństwo. Licealiści.

-Mogli pójść do lasu, do swojej bazy - jeszcze dwa lata wcześniej była to baza Willa, ale przecież wtedy był jeszcze dzieckiem. Spojrzał niepewnie na Britney.-Na pewno nie ma ich u ciebie? - spytał z nadzieją. Nie chciał iść do lasu.

Connie rzuciła siostrze niespokojne spojrzenie.

-Może powinniśmy zadzwonić po policję? - zasugerowała.

-Żadnych glin! - uciął Sam. Zdecydowanie nadrabiał miną, ale znalezienie brata Britney wydało mu się zapewne niezłą okolicznością, by u niej zaplusować.

-Jeżeli szybko nie wrócimy do domu, to moi starsi wezwą gliny. Po nas - Sandra wyczuła moment, by się wycofać. Connie, sądząc po minie, chyba miała więcej wątpliwości.
 
Cooperator jest offline  
Stary 07-10-2016, 21:29   #7
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 7135 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
- Masz mnie za kretynkę? – Britney spojrzała na Willa z ukosa. – Że niby nie potrafię znaleźć brata w domu? Może wlazł pod łóżko i się boi wyjść? Nie ma go tam! – była zdenerwowana i Willowi się oberwało za Johnnego.

- Policja odpada – stwierdziła kategorycznie. – Będziemy notowani i potem się nigdzie nie dostaniemy. Nie mówiąc o tym że wcześniej matka mnie zabije. Trzeba będzie iść do tej… bazy. – Chyba nawet wiedziała, gdzie to jest, kręcił się tam kiedyś z Willem. Kiedy jeszcze interesowały ją takie bzdury jak bazy. Teraz była znacznie bardziej wyrafinowana.

- Chyba nie cykorzysz, Sandra? - przeniosła spojrzenie na koleżankę. - Poza tym - to potrwa chwile. Johnny i Simon stracili poczucie czasu, to jeszcze dzieciaki. Trzeba tylko nimi lekko potrząsnąć i dojdą do rozumu.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 08-10-2016, 12:46   #8
 
Cooperator's Avatar
 
Reputacja: 822 Cooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwu
-Dobra, pójdę zadzwonić do mamy... - zaczęła Connie. Widząc spojrzenia wszystkich, a zwłaszcza Britney, dodała szybko - że nam się przedłużyło z projektem i że będziemy później.

Zniknęła w domu Willa. Sam wziął do ręki kij baseballowy, oparty o frontową ścianę domu i uśmiechnął się, bo wyraźnie poczuł się pewniej. Will mruknął, że weźmie latarkę - kiedy to mówił, starannie unikał spojrzenia Britney.

Po chwili wróciła Connie, meldując, że rodzice przyjęli ze zrozumieniem konieczność dłuższego pozostawania u Sandersów. Istnieją plusy z bycia kujonem... Ewentualnie, może po prostu jej starsi nie byli tak beznadziejni, jak matka Britney?

Will parę razy włączył i wyłączył latarkę, sprawdzając, czy na pewno dobrze świeci. Świeciła mocno.

-Coś jeszcze bierzemy? - rzucił, już spokojniejszy, chyba pogodzony z losem.
 
Cooperator jest offline  
Stary 14-10-2016, 13:09   #9
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 7135 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Britney zastanowiła się przez chwilę, rozważając, co może się jej przydać do ściągnięcia brata. W sumie jednak nie chodziło o wywieranie presji na Johnnego – on przecież pójdzie, jak mu każe – bardziej o to, żeby ona się gdzieś nie wywaliła po ciemku…
- Wezmę czołówkę – zdecydowała. – I zmienię buty.
„Baza” Willa była w jakimś lasku, wśród krzaków, często było tam mokro. Jej nowe – no, prawie, były kupione używane, o czym oczywiście nikt nie wiedział, ale wyglądały świetnie - sandały nie wydawały się dobrym pomysłem. – Zaraz wrócę. Poczekacie na mnie chwilę przed domem?

Zeszli na dół, Britney wciągnęła stare trampki i wygrzebała z szafki czołówkę brata. Związała włosy, do kieszeni włożyła paczkę gumy do żucia i scyzoryk (jak wyprawa, to wyprawa, nie?) i była już gotowa.
- Możemy iść. – zaordynowała.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 18-10-2016, 21:51   #10
 
Cooperator's Avatar
 
Reputacja: 822 Cooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwuCooperator jest godny podziwu
Scena II: Przyjazny las

Pan Sanders obiecał pani Sanders, że wymieni tę przegniłą sztachetę od płotu. Przy pomocy łapki i młotka odbił - kląc siarczyście - pozakrzywiane, przerdzewiałe gwoździe i oparł sztachetę o płot do czasu aż kupi nową sztachetę. Zrobienie tego za pięć minut zmieniło się w godziny, dni zmieniły się w tygodnie, tygodnie - w miesiące, ostatecznie, nie wiadomo kiedy, minęło od tego czasu osiem lat. Minusem tej sytuacji były krótkie spięcia przy rodzinnym stole, ale niewątpliwym plusem - skrót do lasu.

Za ogródkami rozpościerało się kilkaset metrów kwadratowych ugoru, porośniętego dużą liczbą ostów i innych chwastów. Dalej majaczyła ciemna ściana lasu. Britney, Will, Connie, Sandra i Sam szli ostrożnie przez wysoką trawę, unikając skręcenia nogi w wykopanych przez psy dziurach. Im bliżej lasu, tym więcej śmieci - głównie starych opon, ale przy samych drzewach stała stara lodówka, zapewne dalej przyczyniająca się do rozszerzania dziury ozonowej.

Rytmiczne dźwięki z lasu dochodziły coraz głośniej. Nie słyszeli dokładnie muzyki, ale basy dudniły szatańsko. Gdy minęli pierwsze drzewa rozległ się wysoki, kobiecy krzyk, równie głośne przekleństwo i kanonada śmiechu. Ścieżka, którą szli na szczęście prowadziła dalej od polany, a teren się trochę obniżył, więc cała masa dziwnych dźwięków rozmyła się w ogólnym szumie.

W krzakach obok coś zaszeleściło, głośne potknięcie się Willa o wystający korzeń sprawiło masową ucieczkę ptaków odpoczywających w koronach drzew. W pewnym momencie Connie pisnęła i prawię przewróciła Britney, bo ta by weszła na leżące na ścieżce gwoździe.

W końcu w świetle latarki zamigotał kawałek odblaskowej kamizelki, którą chłopcy oznaczyli miejsce, kiedy trzeba zejść ze ścieżki. Teren opadał coraz bardziej, w końcu zobaczyli rowery leżące opodal szałasu, a światło latarki omiotło niewielką sylwetkę siedzącą nieruchomo plecami do wejścia. Jasna czupryna wskazywała na Johnny'ego.
 
Cooperator jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:14.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166