Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-11-2016, 13:29   #1
Konto usunięte
 
brody's Avatar
 
Spelljammer - Kosmiczny wir przygód




Witajcie ponownie.
Rozsiądźcie się wygodnie. Pozwólcie waszym ciałom zaznać chwilę relaksu. Najwyższy czas już zacząć naszą opowieść. Otwórzcie wasze oczy, uszy, a nade wszystko umysły. Wyruszamy w podróż poprzez przestrzeń, gwiazdy i światy.


Musicie jednak wiedzieć, że wszystko co do tej pory wiedzieliście o kosmosie to wierutne kłamstwo.
Gwiazdy, jako pulsujące skupiska plazmy, nieskończona i ciągle rozszerzająca się przestrzeń, siła ciążenia, planety zbudowane z węgla i krzemu - zapomnij o tym wszystkim.
To wszystko bzdura.


W przestrzeń kosmiczną możesz wyruszyć na grzbiecie legendarnego ptaka Roca. Nie potrzebujesz żadnych skafandrów, aby móc swobodnie oddychać. Wystarczy tlenowa bańka, która będzie otaczać twój okręt. Dzięki temu będziesz mógł przemierzać Dziką Przestrzeń, czy nawet opuścić Kryształową Muszlę w której znajduje się twój świat i zanurzyć się w tęczowym oceanie Flogistonu i płynąć wraz z nurtem kosmicznych rzek.
Musisz jednak uważać na czających się wszędzie potwornych łupieżców umysłów. Przemierzają oni przestrzeń i polują na nierozważnych podróżników, aby zjeść ich mózgi.




Mieszkańcy Svengardu, porwani przez załogę “Złotej Macki” już wkrótce mieli się przekonać jak piękna, fascynująca i niebezpieczna jest niezmierzona kosmiczna przestrzeń.


***

Przebudzenie było nader ciężkie. Pulsujący ból w skroniach zniechęcał do otwarcia powiek. Gdy w końcu jeden z drugim zdecydował się na to, niemal od razu je zamknął. Choć w pomieszczeniu w którym się znaleźli jedynym źródłem światła była dwie małe lampki, to i takich blask raził niepomiernie.
Minęło kilka chwil nim wszyscy zdążyli przywyknąć do bólu i światła. Ku swemu zdziwieniu stwierdzili, że znajdują się w małej metalowej klatce. W pomieszczeniu poza nią znajdował się tylko długi, dziwny stół. Dziwny, gdyż na jego blacie umieszczone były żelazne klamry.Na ścianach wisiały narzędzia niewątpliwie służące do zadawania bólu i wymyślnych tortur.
Zdezorientowani i lekko wystraszeni spojrzeli po sobie i wtedy w kącie klatki ujrzeli niewielką, kamienną statuetkę.


Rzeźbiarz może i był uzdolniony, ale wyraźnie chciał przedstawić swego modela w jak najgorszym świetle. W końcu trudno było uwierzyć, że ktoś mógłby mieć taaak wielki i perkaty nos, kaprawe ślepia i ogólnie aż tak paskudną facjatę. A jeżeli artysta nie był złośliwy i model faktycznie tak wyglądał, to aż strach pomyśleć jakby się prezentował w swej naturalnej postaci.


Drzwi do pomieszczenia otworzyły się z lekkim skrzypieniem. Ogromny, szaro-błękitny giff w paradnym mundurze wszedł do środka. Za nim weszły dwie niemalże identyczne istoty. Zielonoskóre, niewielkiego wzrostu i z wielkimi szpiczastymi uszami. Jedyną różnicą pomiędzy nimi był fakt, że jeden z nich miał oklapnięte lewe ucho.
Dwie pokraczne istoty paradowały w jednakowych, uszytych na miarę szarych kubrakach z pagonami i luźnych niebieskich spodniach z lampasami.
- Witajcie na pokładzie “Złotej Macki” - odezwał się ten z oklapniętym uchem.
- Tego pokładu zapewne nie znaliście, co? - spytał drugi szczerząc ostre kły w prowokacyjnym uśmiechu. - To tutaj wasz kochany Rixdall trzymał nas swego czasu.
- Rolę się jednak odwróciły, he, he, he - zarżał szaleńczo jego kompan.
- Zobacz bracie, nie poznają nas.
- Nie poznają, albo nie chcą poznać. Ja jestem Joun, a to mój brat Toun. Wasz kochany przywódca więził nas tutaj przez ponad trzy lata. Teraz to jednak my mamy władzę i moc.
- O tak - krzyknął Toun waląc mocno poskręcaną laską, której szczyt zdobił biały kryształ, w podłogę.
- Dobra dość tego gadania po próżnicy.
- Racja bracie, racja.
- Gdzie jest mapa? Gadać, ale już.


Porwani mieszkańcy Svengardu spojrzeli po sobie. Przerażenie malowało się na twarzy każdego z nich. Sytuacja była niezwykle poważna i niewesoła.
Musiała nastąpić tutaj jakaś kosmiczna pomyłka. Żaden z nich nie znał, ani Jouna, ani Touna, ani tym bardziej niejakiego Rixdalla, który ponoć miał być ich przywódcą. Ktoś popełnił błąd. Miny Jouna i Touna nie wskazywały jednak na to, że którykolwiek z nich będzie chciał słuchać wyjaśnień.
Cóż było robić?
- Dobra - syknął złowrogo Toun - Nie chcecie gadać. W porządku. Macie godzinę do namysłu. Za godzinę pogadamy sobie znowu, ale wtedy pomoże nam Humphrey.
Potężny giff ukłonił się nisko, gdy wymieniono jego imię.
- A musicie wiedzieć, że Humphrey - wtrącił Joun - jest mistrzem tortur. Uczyl się od najlepszych siepaczy Tectuktitlaya. Radzę, więc dobrze wykorzystać tę godzinę.
- Ten kto pierwszy powie nam prawdę uniknie spotkania sam na sam z Humphreyem.
- Do zobaczenia za godzinę - pożegnał się Joun i razem z bratem bliźniakiem i Humphreyem opuścili pomieszczenie.
Drewniane drzwi zatrzasnęły się z głuchym trzaskiem. Uprowadzeni mieszkańcy Svengardu zostali sami ze swoimi myślami i kamienną statuetką stojącą w rogu celi.
 
__________________
Konto usunięte na prośbę użytkownika.

Ostatnio edytowane przez brody : 21-11-2016 o 18:20.
brody jest offline  
Stary 20-11-2016, 18:00   #2
 
TomBurgle's Avatar
 
" - Do zobaczenia w S... - " pożegnanie zielonoskórych knypków z jakiegoś powodu odbiło się echem w wspomnieniach, zażarcie rezonowało w umyśle.

Umyśle.
Miał umysł. Jak w wąskiej uliczce miasta nagle oświetlonej porannym słońcem pojawiały się kolejne zaułki, uliczki, zakamarki. Jak w gigantycznej bibliotece, światło odsłaniało tłoczone grzbiety książek na chwilę zbyt krótką żeby odczytać tytuły. Pod natłokiem obrazów umysł wyłączył się i znowu zapanowała przerażająca pustka.

Miał ciało. Jasność umysłu wróciła, tym razem z metaliczne szponami na końcach łap - i to, najwyraźniej jego własnych. Pierwsza, druga, trzecia para kończyn. Długi, złoty ogon zakończony lotkami z płatków srebra - tak samo jak skrzydła.
Perspektywa zaskoczyła. Szare pręty nie były częścią ciała. A istoty po ich drugiej stronie były większe, dużo, dużo większe.



Złotą statuetkę smoka znali wszyscy w wiosce. Była jednym z bibelotów zgromadzonych przez Starszego, didaskaliom opowieści dziadów i wierszokletów Svengardu. Była ruchoma - dzieciaki często przestawiały ją w przeróżne pozy - ale teraz pierwszy raz jak sięgała pamięć poruszyła się sama.
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -
TomBurgle jest offline  
Stary 20-11-2016, 18:22   #3
 
Gettor's Avatar
 
Co za paskudny dzień” pomyślał Kalem, kiedy tylko się przebudził. Głowa bolała go niemiłosiernie z niewiadomego powodu. Chyba będzie musiał powiedzieć ojcu, że tego dnia nie zdoła mu pomóc przy stolarce. Dobrze, że skończyli już z tą stodołą i nie było w najbliższych dniach nic naglącego do robienia…
Wtedy spadła na niego rzeczywistość. Nie był we własnym łóżku (ani żadnym łóżku tak w zasadzie). Zmusił oczy do otwarcia, co spotęgowało już i tak potężny ból głowy. Syknął, zacisnął powieki i otworzył oczy ponownie, tym razem powoli.


Adrenalina zaczęła w nim krążyć, kiedy syn stolarza orientował się w swoim najbliższym otoczeniu. Klatka, obrzydliwa rzeźba, dziwne światło i stół… o którym wolał nie myśleć.
Kalem przeczesał swoje długie do ramion włosy i pogładził krótką brodę, jakby chciał się upewnić że są na swoim miejscu.
Następnie wpadł w panikę. Potrącił niechcący kogoś innego, jednak nie zwrócił na to uwagi. Rozpaczliwie szukał swojego skarbu. Znalazł: złoty pierścień z niebieskim klejnotem. Kupiony poprzedniego dnia dla jego ukochanej. Dopiero wtedy zorientował się, że kogoś trącił.
- Eee, wybacz… - Powiedział Kalem, krzywiąc się i pomagając wstać towarzyszowi niedoli. Ból głowy znowu dał o sobie znać, jednak był już słabszy. Chłopak rozejrzał się po pozostałych osobach w klatce. Znał ich… z widzenia. Wszyscy pochodzili ze Svengardu. Z jakiegoś powodu znalazła się tu także złota smocza statuetka, dobrze znana Kalemowi. Bawił się nią, kiedy był mały - nawet próbował raz wystrugać jej drewnianą kopię, ale skończyło się na paskudnym skaleczeniu nożem ojca.
Jakkolwiek chłopak by się jednak nie wysilał, nie potrafił wyobrazić sobie dlaczego ktoś miałby ich porywać… bo to było porwanie, prawda?
- Ktoś… ktoś ma jakiś pomysł gdzie jesteśmy i po co? - Zapytał niewyraźnie, nie wiedząc od czego w zasadzie zacząć analizowanie ich beznadziejnej sytuacji. Chłopakowi, który czytał ostatnio sporo legend i baśni, przychodziło do głowy same czarne scenariusze.


“Wizyta” trójki dziwnych stworów wywołała u Kalema jeszcze większy mętlik w głowie niż miał poprzednio. Jaka mapa? Jaka “Złota Macka”? Skoro miała pokład, to pewnie byli na jakimś statku… jednak syn stolarza nie zdziwiłby się, gdyby pojęcie “pokładu” było dla tej dwójki zupełnie inne niż dla niego. Zresztą nigdy nawet żadnego statku morskiego nie widział na oczy, znał je tylko z książek.


Trzaśnięcie drzwiami za wychodzącą trójką niejako wyrwało Kalema z ciężkich przemyśleń. Mają godzinę…
Ale jaka mapa?!
- Jestem pewien, że to jest koszmarne nieporozumienie. - Wydusił z siebie chłopak, przyglądając się swojemu złotemu pierścionkowi, jakby miał w nim znaleźć potwierdzenie i odpowiedzi na pytania. Strasznie mu zaschło w gardle.
Dopiero wtedy zorientował się, że złota statuetka się rusza. Sama.
- Jasny piorun, co to ma być?! - Odskoczył instynktownie od małego smoczka, lądując na kratach klatki i ponownie jęcząc z bólu. - To magia jakaś, to przez ciebie tu jesteśmy?! Kim oni są, co to za mapa którą chcą?!
 

Ostatnio edytowane przez Gettor : 23-11-2016 o 16:04.
Gettor jest offline  
Stary 21-11-2016, 17:56   #4
 
Egzio's Avatar
 
Sentine powoli odzyskiwał przytomność, powitał go potworny ból głowy, położył dłoń na czole, próbując określić, czy nie ma aby gorączki. Dzisiejszego dnia, zamierzał udać się na połów ryb, dlatego miał nadzieje ze nie zmorzy go choroba, a ból głowy jest spowodowany tylko najzwyklejszą w świecie migreną.
Po chwili, kiedy jego umysł rozbudził się, Sentine zorientował się, ze światło przebijające się przez jego powieki nie wydaje się być naturalne, to bez wątpienia nie był blask świecy ani promienie słońca.

Otworzył oczy i podniósł się, rozglądając się po pomieszczeniu, był zbyt zdezorientowany by być przerażonym.
Pierwsze pytanie jakie kołatało się w jego głowie brzmiało następująco - Czy to aby na pewno dzieje się naprawdę?
Rozejrzał się po pomieszczeniu, nie znajdował się tam sam. To były znajome twarze, Sentine nie znał nikogo z nich osobiście, ale i bez tego zorientował się, ze często widywał ich na ulicach Svengardu.
Ujrzał także złotą statuetkę smoka, przyglądał się jej z niedowierzaniem. Skąd ona się tutaj wzięła?
- Ktoś… ktoś ma jakiś pomysł gdzie jesteśmy i po co? - zapytał ktoś niewyraźnie.
Sentine spojrzał na Kalema zaniepokojony, szybko dotarło do niego, ze wszyscy którzy znajdowali się w tym pomieszczeniu, są w takim samym położeniu, nie odezwał się ani słowem, próbując zebrać myśli.

Chwilę później, swoją obecnością zaszczyciła ich trójka dziwacznych jegomości, których krótka wymiana zdań, sprawiła ze Sentine miał jedynie więcej pytań, niż odpowiedzi. Kiedy wyszli, mężczyzna oparł się o ścianę, próbując złapać oddech.
- Co tu się wyrabia? - mruknął cicho - Jasna cholera..
Po chwili statuetka smoka poruszyła się, Sentine przychylił się w lewo i spojrzał na statuę ze szczerym przerażeniem w oczach. Jeśli wydarzenia poprzedzające ,,ruchomą'' statuę, nie dały mu do zrozumienia, jak absurdalna jest cała sytuacja, tak to, rozwiało jego wszystkie wątpliwości.
Po chwili krótkiej kontemplacji, doszedł do wniosku, ze wszystko wydaje się być tak bardzo oderwane od jego rzeczywistości, ze nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, ze przez ostatnie kilkaset lat był pogrążony w głębokim śnie, i właśnie znajduje się w odległej przyszłości. Przez chwilę poruszał ustami, nie będąc w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa.
- Co u diabła... - wymamrotał.
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 22-11-2016 o 15:58.
Egzio jest offline  
Stary 22-11-2016, 20:05   #5
 
Googolplex's Avatar
 


Radosne pogwizdywanie słychać było między domami. Słońce pięknym złocistym blaskiem zachodu oświetlało dachy i drogi, i pola i lasy. Dzień nie mógł być lepszy. Kędzierzawa czupryna wystawała znad wielkiego grimuaru radośnie podskakując w rytm melodii.
O tak, Valand był szczęśliwy i cały świat uśmiechał się do niego. Uśmiechali się duzi ludzie, i nieco mniejsi brodacze, uśmiechały się psy i koty łapiące kolację (a może śniadanie), uśmiechały okna chałup i słońce nad różowymi chmurkami. A wszystko to dlatego, że dziś był piękny dzień a jutro miał być jeszcze lepszy. Dziś Valand zdał egzamin (jeden z wielu ale ten był ważniejszy) a jutro dostanie pierwszą księgę i będzie się mógł nazywać prawdziwym adeptem (choć jeszcze nie w pełni wykształconym). I już nikt nie spojrzy na niego z góry! Przynajmniej w przenośni, bowiem Valand nie odznaczał się pokaźnym wzrostem, mówiąc szczerze był niski nawet jak na niziołka. Tym razem myśl o wzroście nie niosła ze sobą goryczy jaka mu towarzyszyła od dawna. Dziś był piękny dzień a jutro będzie jeszcze lepszy!

W malutkiej chatce, na malutkim łóżeczku, pod malutką kołderką, na malutkiej poduszcze spoczęła kędzierzawa czupryna a pod nią wielki świat wyobraźni pobudzony dzisiejszym sukcesem. Wydawało się, że z podniecenia mały niziołek nie zaśnie przez całą noc, jednak suta kolacja i zmęczenie w końcu wzięły górę nad podnieceniem i Valand ruszył by podbijać krainy sennych marzeń, mały wielki czarodziej.
- Dziś był piękny dzień, a jutro będzie jeszcze lepszy - wyszeptał przez sen.

Przeszywał czaszkę niczym rozgrzane do czerwoności igły, jak ostre sople zamarzniętego kwasu. Przenikał ciało elektrycznymi iskrami za każdym razem kiedy Valand próbował otworzyć oczy. To jednak mógł być test i mały niziołek gotów był przecierpieć szpile wbijane pod powieki byle tylko zdobyć wymarzoną nagrodę.
Chwilę trwało nim zorientował się, że nawet jego mistrz nie jest tak okrutny by zamykać go w sali tortur, a bez wątpienia w takiej się znajdował. Niewielkim pocieszeniem było, że większość sprzętów jest stworzona z myślą o znacznie większych niż on istotach. Równie mało pocieszała go obecność innych, skądinąd znanych mu ludzi.

W końcu gdy przybyli oprawcy upewnił się, że to nie może być dzieło jego mistrza. Byli zbyt dziwni i niewiarygodni a mistrz nigdy nie tworzył iluzji w które łatwo było wątpić, choć może teraz tak zrobił wiedząc, że Valand pomyśli… “STOP!” Zganił się w myślach. Zbyt wiele było tych domysłów, a mistrz zawsze go uczył by wybierać najprostsze odpowiedzi, więc to jednak byli obcy.
“Zaraz jaka mapa?!” Niziołka olśniło nieco zbyt późno, więc rzucił się wołając za swoimi prześladowcami:
- Ja wiem, powiem, mistrz ma mapy, dużo map. Sam widziałem, ma całe biurko z mapami!
 
Googolplex jest offline  
Stary 22-11-2016, 21:44   #6
Konto usunięte
 
brody's Avatar
 

Słowa wykrzyczane przez Valanda jeszcze przez długą chwilę wybrzmiewały w pomieszczeniu. Złowrodzy bliźniacy, albo nie słyszeli jego płaczliwego wyznania, albo postanowili trzymać się wyznaczonego planu i limitu czasu.
Jaka by nie była prawda porwani mieszkańcy Svengardu zostali sami. Żaden z nich nie wiedział, gdzie są, kim są ich oprawcy, ani kim jest Rixdall.


Przejmująca cisza wręcz wbijała się boleśnie w uszy. Żaden z obecnych nie miał ochoty jej przerwać. Ich sytuacja była beznadziejna i doskonale zdawali sobie z tego sprawy. Oprawcy mieli przewagę pod każdym względem. Nie było żadnej opcji ucieczki, czy też zwykłego wytłumaczenia zaistniałej pomyłki. Najgorszą myślą była perspektywa tortur, jakie im obiecano wobec niespełnienia żądań.
Przecież nawet przypalani rozpalonym żelazem nie będą mogli wyznać prawdy, bo przecież jej nie znają.


W pewnym momencie w panującej w kajucie ciszy pojawił się dziwny dźwięk. Z początku ledwo słyszalny, niczym odległe echo rozbijającej się o skały kropli wody.
Z każdym jednak kolejnym uderzeniem serca, dźwięk narastał. Przeobraził się ze szmeru w jednostajny odgłos rozmów za ścianą. Każda kolejna upływająca sekunda sprawiała, że dziwny głos stawał się coraz wyraźniejszy i głośniejszy. Nie trzeba było już wysilać zmysłów, aby zrozumieć słowa. Stały się one jasne, czyste i wyraźne.
- Nie bójcie się - mówił dziwny głos - Nie bójcie się, bo ja wam pomogę.
Głos choć wysoki i niemalże piskliwy zdawał się być przyjazny i ciepły. Najdziwniejsze jednak było to, że nie wydobywał się on z żadnego konkretnego miejsca.
Valand, Sentine, Kalem, a nawet mechaniczny smok Uli słyszeli go bezpośrednio w swoich umysłach.
- Tak - powiedział tajemniczy głos, jakby na potwierdzenie domysłów uprowadzonych mieszkańców Svengardu - Przemawiam bezpośrednio do waszych umysłów. Jestem Rixdall. A ta pokraczna dwójka obwiesiów zaklęła mnie w tym paskudnym posągu.


Oczy całej czwórki, jak na zawołanie skupiły się na niewielkiej kamiennej rzeźbie stojącej w rogu celi. Faktycznie posąg był paskudny i przedstawiał wyjątkowo odpychającą istotę.


Kaprawe ślepia istoty zdawały się błyszczeć w migotliwym blasku oliwnych lamp.
- Nie wiem kim jesteście, ale wiem jak wam pomóc. Jeżeli mnie posłuchacie i wykonacie dokładnie moje polecenia, to za kilka minut będziecie wolni i bezpieczni.
- A ja razem z wami - przemknęła, gdzieś w oddali o wiele cichsza myśl.


Rixdall zaklęty w kamiennej rzeźbie zamilkł na chwilę, jakby dając stojącej przed nim czwórce czas na dokładne przeanalizowanie jego słów.
- A zatem - kontynuował - Lada moment powinny pojawić się tutaj dwa shivaki. Jakby to wam wyjaśnić… Shivaki to takie stwory, które… powiedzmy tak to tacy mechanicy okrętowi. O tak będzie chyba najłatwiej. Z resztą nie ważne kim lub czym są shivaki. Najważniejsze jest to, że z ich pomocą wydostaniemy się stąd. Gdy shivaki tutaj wejdą musicie je zbawić,. Jak podejdą do was musi złapać je za takie wiotkie czułki. To tak jakby ich receptory dzięki którym postrzegają świat. Jak je złapiecie, to nawiążecie więź z shivakiem. I tutaj jest kluczowy moment. Musicie skupić wszystkie wasze myśli, aby wydać shivakowi rozkaz. Jeżeli wam się uda, to on go wykona. A wydanie kolejnego polecenia będzie łatwiejsze. Shivaki są silne i zrobią wszystko, aby bronić okrętu oraz tych którzy wydają im polecenia. Kluczem do sukcesu jest dotarcie do umysłu shivaka. Choć to użyteczne stwory, to umysły mają proste. Wierzę, że sobie poradzicie i będziemy mogli...


Rizdall przerwał swoją przemowę, gdyż drzwi do pomieszczenia otworzyły się. DO środka wgramoliły się dwa pokraczne i niezwykle osobliwe stwory. Wyglądały niczym kuce obdarte ze skóry i pozbawione głowy. Choć pozbawione łbów poruszały się niezwykle pewnie i bezkolizyjnie.


Za nimi wszedł trzeci stwór. Ten był dużo większy od dwóch poprzednich. Wzrostem przewyższał dorosłego człowieka, a swoją masą i posturą niejednego zapaśnika, czy siłacza. On także pozbawiony był głowy, a zamiast zwykłych rąk, miał dwie oślizgłe macki zakończone karbowanymi szczypcami. Jego skóra przypominała porośnięty mchem i grzybami kamień.


Stwory podeszły do ściany naprzeciwko wejścia do celi i za pomocą mackowatych kończyn odsunęły kilka drewnianych paneli. Za nimi oczom porwanych svengardczyków ukazała się plątanina kolorowych lin, pulsujących niczym żyły.
- Działajcie - ponaglił Rixdall - Nie mamy wiele czasu.
Nadeszła chwila, gdy uprowadzeni mieszkańcy Svengardu musieli wziąć sprawy w swoje ręce.
. Odwaga i męstwo skryte na dnie ich serc i dusz miała się właśnie dojść do głosu. To właśnie w takich chwilach objawiają się prawdziwi bohaterowie.



--------
zajrzyjcie do komentarzy, są tam ważne wskazówki działania.
 
__________________
Konto usunięte na prośbę użytkownika.
brody jest offline  
Stary 23-11-2016, 00:09   #7
 
Googolplex's Avatar
 



Valand wiedział, po prostu wiedział, że to właśnie jeden z tych momentów. Od kiedy tylko rozpoczął naukę u mistrza wielokrotnie zdarzało się, że musiał wykonywać dziwne i na pozór nieistotne czynności, jak padnięcie plackiem na podłogę czy skakanie jak najwyżej się da. Z początku majestat mistrza uciszał wątpliwości niziołka z czasem jednak kędzierzawy młodzian postanowił sprawdzić co się stanie jeśli nie posłucha… po trzech miesiącach kiedy już doszedł do siebie i wznowił nauki był pewien, że polecenia mistrza zawsze mają jakiś ukryty sens, czasami było zapobieżenie zgonowi ucznia.
I właśnie teraz Valand był pewien, że to jedna z takich chwil kiedy trzeba działać a nie zadawać pytania. Co prawda był zawsze nieco sceptyczny jeśli spotykał się z bezinteresowną dobrocią ale cichy głos (a może raczej myśl) przekonały go, że statuetka ma w tym swój własny interes czyli, można było jej (jemu) zaufać, przynajmniej na razie.


Czym prędzej zaczął nawoływać stworzenia:
- Hej, hej tutaj, no chodź do mnie. No choć robaczku (a może to zwierzę było), no chodź shivaczku paskudniaczku, popatrz wujek Voland ma dobre, słodkie rzeczy do jedzenia, chodź chodź, shivaczanieczku… - I o dziwo nawoływania te przyniosły skutek. Może nie natychmiastowy ale przyciągnęły uwagę stworków, które pomału nieufnie zaczęły zbliżać się do niziołka. Właściwie jeden z nich się zbliżał. Serce małego adepta Sztuki przepełniała duma!


Nie bacząc na to co zrobi reszta (już dawno przestał się łudzić, że ktoś będzie liczył się ze zdaniem mniejszych) sięgnął jak najdalej mógł i złapał… coś. Uczucie było dziwne, nawet bardzo dziwne, trochę przypominało “słyszenie” rzeźby, lecz jakby w dwie strony, no w każdym razie niezwykłe. A przynajmniej takim zapamiętał je Noland.
Ku jego rozpaczy nie potrafił ani niczego zrozumieć ani przesłać polecenia jak życzył sobie posąg.
- Pomóżcie... - zawołał pozostałych błagalnym, płaczliwym głosem kiedy szansa na wolność coraz bardziej się oddalała a perspektywa tortur stawała coraz bardziej realna.
 

Ostatnio edytowane przez Googolplex : 23-11-2016 o 00:14.
Googolplex jest offline  
Stary 23-11-2016, 12:41   #8
 
Gettor's Avatar
 
Do pokaźnej już sterty pytań w umyśle Kalema została dorzucona kolejna garść. Syn stolarza jednak potrząsnął głową i odrzucił wątpliwości na bok, by skupić się na aktualnym zadaniu. To nie było jednak takie proste…
Czytał o różnych baśniowych stworach, które żyły w dalekich krainach, a jakże. Ale wnikanie czemuś innemu w umysł, żeby to kontrolować… Kalem nie wiedział jak się do tego ustosunkować. Sama idea była dla niego przerażająca i nieskończenie ekscytująca zarazem. Skoro on to mógł zrobić innej istocie, to zapewne ktoś inny mógł to zrobić jemu. Czy wiedziałby, że jest kontrolowany? Co…

Potrząsnął głową raz jeszcze.
Skup się!” rozkazał sam sobie.
- Pomóżcie… - Usłyszał gdzieś obok siebie głos Valanda. Niziołek wyglądał w tamtym momencie jak małe dziecko, któremu zabawka wpadła pod szafę i wszystkie jego próby odsunięcia mebla spełzły na niczym.
Kalem westchnął ciężko i zadrżał. W jego umysł wkradały się coraz to nowe wątpliwości i strach. Jednak to właśnie przezwyciężenie lęków cechowało zawsze bohaterów, których Kalem tak podziwiał w czytanych legendach. Tak rodzili się nawet bogowie.
- Ej, Ty! Eee.. Shivak! - Chłopak wyciągnął rękę tak daleko poza kraty jak tylko mógł. Pstryknął palcami, zagwizdał, zaczął machać. - Chodź no tu. Tutaj! No już, eee… do nogi!
Stwór przygramolił się do klatki i syn stolarza chwycił go mocno za “wiotkie czułki”, jak to określił Rixdall.

Kalem zamknął wtedy oczy i starał się całą wolę skupić na wykrzyczeniu w myślach polecenia.
OTWÓRZ KLATKĘ W KTÓREJ SIĘ ZNAJDUJĘ!
O dziwo i wbrew wszelkiej nadziei Kalem poczuł coś. Odzew, zrozumienie, posłuszeństwo. Bardzo ciężko mu to było opisać.
- Chłopaki, chyba mi się udało… - jego usta poruszały się niemal samoistnie.
 

Ostatnio edytowane przez Gettor : 23-11-2016 o 16:05.
Gettor jest offline  
Stary 23-11-2016, 15:52   #9
 
TomBurgle's Avatar
 
Głos Rixdalla w głowie konstruktu był pierwszą wyraźną myślą. Zebrał szumy z zupy, oczyścił ziarno z plew. Był katalizatorem reakcji. Wcześniejsze składowe zaskoczyły na miejsca i nagle myśli nabrały kształtu słów. Dźwięki wydawane przez towarzyszy okazały się nie być tylko zlepkiem nut.

Ku swojemu zdumieniu auważył że największe stworzenie - shivak, jeżeli dobrze zrozumiał - co chwila "zerka" właśnie na niego. Na najmniejszego, na zamkniętego w klatce i, jak się wydawało, najcichszego w sali. Z czego ostatnie okazało się wcale nie być prawdą. Nie był cicho. Co chwila zahaczał skrzydłami o metalowe pręty zbyt małej klatki. Metaliczne dźwięki drażniły istotę...i kiedy tylko Uli do tego doszedł zaczął tłuc skrzydłami jak oszalały. Byle ściągnąć ją tutaj, jak najbliżej, jeszcze troszkę....
Jest!
Ucapił za czułkę przyciśniętą od zewnątrz do prętów i po raz pierwszy w tym istnieniu zwerbalizował swoją myśl
" Wypuść nas stąd! "
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 23-11-2016 o 16:01.
TomBurgle jest offline  
Stary 24-11-2016, 18:55   #10
 
Egzio's Avatar
 
Sytuacja w której się znaleźli, nie wyglądała dobrze. Porwani, i umieszczeni w dziwnym, futurystycznym pomieszczeniu, gdzie wszystko wydawało się pochodzić z zupełnie innej rzeczywistości, niż ta, w której znajdowali się jeszcze kilka godzin temu.
Pod groźbą tortur, próbowano z nich wyciągnąć informacje o mapie, o której mężczyzna nie miał najmniejszego pojęcia. Próbował się skoncentrować, próbując znaleźć wyjścia z sytuacji, ale czym bardziej się wysilał, tym bardziej rozumiał, w jak beznadziejnym znajduje się położeniu.
- Będziemy musieli walczyć. - rzucił w kierunku pozostałych - Znaczy się... chciałbym uniknąć bitki. No ale chyba zgodzicie się ze mną, ze pokojowe próby rozwiązania sytuacji, mogą nas tylko pogrążyć? Ci wariaci próbują z nas siłą wyciągnąć informacje o jakiejś mapie, o której obstawiam, wszyscy słyszymy po raz pierwszy w życiu!

W głowie Sentine'a rozbrzmiewał głos postaci, która przedstawiła się jako Rixdall. Rozejrzał się w okół, po wyrazie twarzy pozostałych, domyślił się, ze nie on jeden słyszał w swoich myślach cudzy głos.
Otrzymali od Rixdalla krótkie informacje, które zasiały w Sentinie ziarnko nadziei. Bezkrytycznie słuchał poleceń postaci zaklętej w posągu. Bo i nie sądził, ze istnieje lepsze wyjście.

Po chwili drzwi uchyliły się, mężczyzna podniósł się z ziemi, czekając na wejście rzekomych Shivaków.
Kiedy do pomieszczenia wkroczyły trzy, dziwaczne i pokraczne stwory, Sentine poczuł delikatne ukłucie strachu, zmieszanego z obrzydzeniem. Jego reakcja, przypominała reakcję człowieka z arachnofobią na widok pająka, nie bał się zaatakować, a bynajmniej nie dlatego, ze stworzenia mogły mu zrobić krzywdę - bał się ich dziwacznych, nienaturalnych ruchów, i ciał.
Jednak po kilku chwilach skupienia, zamknął oczy, wziął głęboki oddech i rzucił się na jednego z Shivaków, próbując złapać go za czułki.
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 25-11-2016 o 08:41.
Egzio jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:32.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168