Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 31-10-2023, 16:04   #1
 
Bugzy Malone's Avatar
 
Reputacja: 0 Bugzy Malone ma wyłączoną reputację
[D&D 5e] Opowieści z Phandalin




Neverwinter, znane również jako Miasto Zręcznych Dłoni i Klejnot Północy, było tętniącym życiem, kulturalnym i wielorasowym miastem-państwem w północno-zachodnim Faerunie. Wielu uważało je za najbardziej kosmopolityczne i cywilizowane w całej krainie. Znane ze swoich rzemieślników i ogrodników, miejskich lamp z wielobarwnego szkła, precyzyjnych zegarów wodnych, wykwintnej biżuterii oraz wspaniałych ogrodów zapewniało kolorowe, ciepłe zimy, a lata bogate w świeże owoce i niezapomniane wrażenia estetyczne.

To właśnie tutaj, w karczmie o dość wyrazistej nazwie "Flaszka i Miecz" w centrum Neverwinter postanowił spotkać się z wami wasz druh i przyjaciel Gundren Rockseeker. Przyjęliście jego zaproszenie w związku ze zleceniem, jakie dla was miał. Warunki zadania nie były skomplikowane - Rockseeker zakupił wóz pełen aprowizacji oraz sprzętu i potrzebował obstawy, by przewieźć te dobra do niewielkiego miasteczka leżącego przy trakcie prowadzącym do Triboaru. Za dwudniową podróż w tę i z powrotem mieliście dostać po dziesięć sztuk złota na głowę, co było zaskakująco wysoką kwotą jak za tak proste zlecenie. O reszcie mieliście dowiedzieć się na spotkaniu.

W różnych odstępach czasu pojawialiście się w karczmie, a gdy tylko wspomnieliście przy szynku o spotkaniu z Rockseekerem, niemłoda ale całkiem dobrze zakonserwowana przez czas barmanka Tara prowadziła was do wynajętego przez kupca stolika. Wcześniej postawiła też przed każdym z was duży kufel piwa bądź czegokolwiek innego, co życzyliście sobie do picia.
- Na koszt pana Gundrena - powiedziała z uśmiechem. - Proszę usiąść przy zarezerwowanym stoliku, wasz przyjaciel powinien zaraz się zjawić.


Wnętrze gospody przypominało inne tego typu przybytki. Wczesne godziny wieczorne ściągnęły masę gości pragnących wypić, zjeść lub po prostu dobrze spędzić czas w zaufanym gronie. Ze schodów prowadzących na piętro całą główną salę obserwowało dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn o twarzach morderców, zdających się być ochroną tego miejsca. Przy pasach mieli okute pałki, a na palcach obu wielgaśnych dłoni kastety, których widok z pewnością skutecznie ostudziłby zapał każdego chętnego na bitkę chłopa.

Gundren nie kazał na siebie długo czekać. Kilka minut po tym, gdy ostatnie z was zasiadło przy stoliku, do gospody wszedł krępy, dobrze ubrany krasnolud o krótkiej, zadbanej brodzie. Już od progu uśmiechał się do was szczerze, ciesząc się, że was widzi. Towarzyszył mu wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w sile wieku, odziany w dopasowany do jego atletycznej sylwetki pancerz. Przy pasie nosił długi miecz i sztylet a na spływającej z barków szkarłatnej pelerynie dostrzegliście stylizowaną złotą koronę - symbol Przymierza Władców. To był Sildar Hallwinter, wojownik i ochroniarz Gundrena.

- Witajcie, witajcie przyjaciele! – powiedział ciepło z uśmiechem na ustach. Podszedł do każdego z was i poklepał po plecach. Sildar był nieco bardziej zdystansowany i pozdrowił was jedynie uniesieniem ręki. - Bardzo się cieszę, że wszyscy przyjęliście moją ofertę. Mam przeczucie, że będziemy w stanie dokonać wielu dobrych rzeczy. Mamy wiele do omówienia. Tara niedługo przyniesie nam przekąski.

- Moi przyjaciele, jak wiecie, firma 'Rockseeker i Bracia' rozpoczyna prywatne przedsięwzięcie w Phandalin, ale ze względu na lokalne niedobory musimy sprowadzać z Neverwinter własne zapasy. Mamy wóz. Mamy ładunek. Potrzebujemy tylko, abyście zapewnili bezpieczną dostawę do tamtejszej placówki handlowej zwanej „Składem Barthena”. Dzisiaj dostaniecie po cztery złote monety zaliczki, resztę odbierzecie po dostarczeniu towaru. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i się spiszecie, będę miał dla was dodatkową pracę, tam, na miejscu. Ale o tym porozmawiamy już w Phandalin.

- Musicie się przygotować na to, że podróż nie będzie spokojną wycieczką - odezwał się Sildar. - Krążą pogłoski o bandytach na Szlaku Triboarskim. Kilka wozów handlowych nie dotarło tam, dokąd zmierzały. Inni nie mieli problemu z podróżą, ale lepiej, żebyście byli przygotowani na najgorsze.

– Dokładnie - wtrącił Gundren. - Ale my mamy plan: Sildar i ja wyruszymy jeszcze dziś wieczorem pod osłoną nocy, aby zabezpieczyć nasze zakwaterowanie w Phandalin. Mamy pewne sprawy do załatwienia na miejscu i lepiej, żebyśmy udali się tam jak najszybciej. Acha, jeszcze jedna sprawa...

Krasnolud rozejrzał się po okolicznych stołach, sprawdzając, czy nikt was nie obserwuje. Gdy upewnił się, że każdy wokół zajęty jest własnymi sprawami, sięgnął do torby przewieszonej przez ramię i wyciągnął z niej dziwne, kwadratowe, drewniane pudełko wielkości dwóch dłoni. Jakość wykonania robiła wrażenie - okręgi umieszczone na każdej ze ścian zrobione były z najwyższą starannością, tak samo jak inne zdobienia. Najciekawsze w pudełku było to, że nie posiadało żadnego widocznego zamka, którym można byłoby je otworzyć.


- Zaopiekujcie się tym cacuszkiem do momentu, aż zobaczymy się jutro wieczorem w Phandalin. To dla mnie wyjątkowa rzecz i ufam, że dowieziecie ją do miasteczka w jednym kawałku. Jak pewnie zauważyliście, pudełko nie ma zamka, gdyż otwiera się je specjalną sekwencją ruchów okręgów, które są umieszczone na każdej ścianie. Sekwencję znam tylko ja, dlatego nie próbujcie się do tego dobierać, przyjaciele, bo i tak nie dacie rady. - Zarechotał wesoło a jego ręka znów powędrowała do torby z której wyciągnął pięć małych mieszków. Rozdał je każdemu z was. - Cztery złote monety, reszta jutro w miasteczku, gdy dostarczycie towar. Macie jakieś pytania?
 

Ostatnio edytowane przez Bugzy Malone : 31-10-2023 o 16:12.
Bugzy Malone jest offline  
Stary 01-11-2023, 14:54   #2
 
Graygoo's Avatar
 
Reputacja: 1 Graygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputacjęGraygoo ma wspaniałą reputację
[D&D 5e] Opowieści z Phandalin


Breton był atletycznie zbudowanym młodzieńcem o blaknących, jasnoniebieskich oczach, wygolonych bokach i krotkiej, rozwichrzonej czuprynie. Wyglądu dopełniał młodzieńczy zarost - krótka, poprzetykana połaciami skóry, broda. Do gospody przybył z całym rynsztunkiem - w kolczudze, z halabartą i tarczą ze znakiem straży którejś z pobliskich osad. Wizerunku dopełniał plecak podróżny z dopiętymi doń toporami.

Złożywszy swój dobytek w zasięgu ręki, zasiadł przy stole i delektował się podanym napojem. A wraz z przybywaniem kolejnych osób zagajał rozmowę.
- Cze, Breton jestem. Będzemy mieli razem robotę, nie? To co umiesz, bić się czy z czarami kombinujesz? - Od razu dało się dostrzec, że z młodzieńca jest swój chłop.

Mlodzian przywitał się z Gundrenem "na miśka", a Sildarowi skinął głową z szacunkiem i powagą. Na wieść o podróży w oczach młodzieńca pojawiło się zainteresowanie.
- Co to za zadanie na miejscu, i gdzie się zatrzymamy? Opowiadaj stary druchu! - zwrócił się do krasnoluda młodzian, chociaż od razu było widać, ze druhami nie są.

Na widok pudełka w oczach młodzieńca pojawily się iskierki. Uwielbiał łamigłówki.
- Mogę? - nie czekajac na pozwolenie chwycił pudełko i zaczął bawić się okręgami ustawiając je w różnych kombinacjach.
Po kilku nieudanych próbach odłożyl pudełko na stół umożliwiając obejrzenie go innym.
- Co w nim jest? Czy jest magiczne? I dlaczego je nam oddajesz, nie byłoby bezpiecznej zabrać je ze sobą? - Breton nie hamował się z pytaniami. Wiedział, ze krasnolud ma do niego cierpliwość, jak do syna.
- Jeśli nie ma chętnych to zaopiekuję się nim w podróży - rzekł na zakonczenie i zamilkł w oczekiwaniu na odpowiedzi Gundrena.
 

Ostatnio edytowane przez Graygoo : 01-11-2023 o 15:18. Powód: Literówki
Graygoo jest offline  
Stary 01-11-2023, 17:04   #3
 
Quantum's Avatar
 
Reputacja: 1 Quantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputację
Zasada była prosta: jeśli do Haydena zwracał się z prośbą o pomoc przyjaciel, to nie było możliwości, żeby mu odmówił. W tenże sposób dowiedział się od kupca o planowanej podróży do Phandalin, a szczegóły miał poznać w gospodzie “Flaszka i Miecz”. Nie był zbytnim zwolennikiem karczm w Nevewinter (pewnie dlatego, że na początku nowicjatu przez przypadek dostał w jednej z nich butelką w głowę, po czym została mu spora blizna), ale skoro Gundren wybrał takie miejsce, to nie zamierzał się wymigiwać.

Na spotkanie przyszedł punktualnie, odziany jak przystało na sługę Helma. Pod stalowoszarym tabardem okrywającym korpus półelfa na którym wyszyto Nieśpiące Oko znajdował się dobrej jakości, wypolerowany na błysk łuskowy pancerz. Z barków spływał ciemnoczerwony płaszcz z kapturem, na nogach miał dopasowane, skórzane spodnie i czarne buty pod kolano.

Uzbrojenie stanowił długi miecz oraz sztylet przy pasie a o tym, iż służy Helmowi dodatkowo zdradzał symbol Obserwatora umieszczony na okrągłej, okutej drewnianej tarczy oraz wisiorek z tym samym emblematem spływający luźno z szyi. Był wysoki, trzymał się prosto i można było wyczuć w jego krokach nieco wojskowy dryl.

Nie zabrał ze sobą hełmu z nosalem, więc od razu można było zauważyć, że jest przystojnym młodzieńcem o pewnym spojrzeniu orzechowych oczu i zadbanej fryzurze. Nad lewą brwią znajdowała się niewielka blizna, której dorobił się w trakcie treningu w Sanktuarium a kwadratową szczękę znaczył dwudniowy zarost. Jego rasę zdradzały delikatnie szpiczaste uszy, które zwykle starał się zamaskować włosami.

Zaprowadzony przez służącą do stolika zasiadł z nieznanymi mu mężczyznami i skinął im głową.
- Nazywam się Hayden i jak już zapewne zdążyliście zauważyć, służę Helmowi - powiedział głębokim głosem odkładając tarczę pod ścianę. - Miło mi was poznać, wygląda na to, że przez jakiś czas będziemy skazani na swoje towarzystwo.

- Robię i mieczem i czarami - odparł z lekkim uśmiechem Bretonowi.

Piwa przyniesionego przez Tarę nie tknął, bo nie przepadał za tym trunkiem. Zdecydowanie bardziej pasowało mu wino, które barmanka szybko mu doniosła. Podziękował i upił nieco, a niedługo później Gundren i Sildar pojawili się w gospodzie.

Kupiec szybko przedstawił im, jak wygląda sytuacja i co mają zrobić w zamian za dziesięć złotych monet. Większość zaliczki i tak chciał oddać Sanktuarium, zostawiając sobie jedynie tyle, by starczyło na przeżycie w Phandalin.

- Co konkretnie będziemy eskortować? Co będzie na wozie? - Zapytał krasnoluda. - No bo albo płacisz nam dziesięć złotych monet dlatego, że nas lubisz i znasz, albo towar jest wyjątkowo wartościowy i spodziewasz się jakichś problemów. Lub jedno i drugie.

Wziął kolejny płytki łyk wina i słuchał odpowiedzi Gundrena. Na słowa Sildara pokiwał głową.
- Wiadomo, na szlakach nie jest bezpiecznie, weźmiemy pod uwagę twoje słowa, Sildarze. Helm da, a dojedziemy do Phandalin bez żadnych problemów. Lub w jego imię ukażę tych, którzy staną nam na drodze. Moglibyście przy okazji opowiedzieć coś o miasteczku? Mamy spodziewać się tam jakichś problemów, czy jest raczej bezpiecznie?

Dziwne, drewniane pudełko zaintrygowało kapłana. W środku musiało być coś naprawdę ważnego, skoro Gundren postanowił im je pozostawić, podczas gdy sam wybierał się jeszcze tego wieczoru w podróż do miasteczka. Widząc, jak Breton dorwał się do drewnianej szkatułki kręcąc okręgami tylko uśmiechnął się pod nosem. Potem przejął przedmiot i zważył go w dłoni, oddając po kilku sekundach kolejnemu chętnemu, który chciał je sprawdzić.

- Oczywiście zajmiemy się tym pudełkiem. Masz moje słowo, że nikt nie będzie próbował się do niego dostać. Zwłaszcza siłą. - Przejechał wzrokiem po nowych kompanach. - Jednak dość dziwne, że powierzasz nam swój wyjątkowy przedmiot akurat dzień przed wyjazdem do Phandalin, ale zapewne masz swoje powody. Dobrze byłoby, gdybyś mógł się nimi z nami podzielić. Chyba, że po prostu wolisz, żebyśmy my to ze sobą zabrali.

Zamilkł, skupiając się na winie. Postanowił dać szanse towarzyszom na zadanie własnych pytań.
 

Ostatnio edytowane przez Quantum : 01-11-2023 o 17:09. Powód: podmianka niedziałającego linku.
Quantum jest offline  
Stary 01-11-2023, 20:01   #4
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 1 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Skamos Dis mimo swego nieco nietypowego wyglądu nie był diabłem z piekła rodem. Jego rodzinnym miastem była Athkala, gdzie Skamos żył sobie spokojnie, w gronie rodziny i przyjaciół, ciesząc się sympatią w pewnych kręgach... i zdecydowanym brakiem sympatii w innych, obejmujących przede wszystkim posiadaczy młodych żon i pięknych córek.

* * *

Do opuszczenia rodzinnych stron skłoniły go nie tylko ponure spojrzenia tych co uważali, że młode i przystojne diablę marzy tylko o tym, by przyprawić im rogi. Obawy tych wszystkich mężów (tudzież ojców czy braci) były bardzo często bezpodstawne...
Spragniony przygód Skamos ruszył w daleki świat, a dokładniej do Neverwinter, a było to niemal dwa lata temu. Młode (stosunkowo) diablę, z dobrej rodziny, bez większych problemów zaaklimatyzowało się w kręgach 'złotej młodzieży', co nie oznaczało, iż poznał tylko blaski Klejnotu Północy. Z cieniami również się się stykał.

* * *

Skamos był wysokim mężczyzną, którego nawet w ciemnościach nocy trudno by było uznać za człowieka. Nie tylko z powodu rzucających się w oczy rogów. Cera i oczy również nie były ludzkie. No ale taki niekiedy był los tych, w których dalecy przodkowie zawarli pakt z jednym z władców Piekieł.
Czy plusy przewyższały minusy? Skamos w to nie wnikał. Po prostu uznał, że lepiej pogodzić się z losem... i czerpać korzyści z tego, czego zmienić nie mógł.

Przodkowie tieflinga zawierali, jak się okazało, pakty nie tylko z władcami piekieł. A może nie był to pakt, tylko namiętny romans? W dzisiejszych czasach nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, bowiem świadkowie od wieków spoczywali w grobach, ale jedno nie ulegało wątpliwości - w żyłach Skamosa płynęła smocza magia.

Jak przystało na osobę z wyższych sfer Skamos przyodziany był w szykowny strój, który niezbyt pasował do podrzędnej knajpy. Broni w zasadzie nie nosił, bo wiszący u pasa sztylet trudno było uznać za prawdziwą broń.
No i, w przeciwieństwie do 'zwykłych' magów, nie posiadał księgi zaklęć.

- Poproszę o wino - zwrócił się do Tary, a potem ruszył w stronę stolika, by przywitać się z pozostałymi.
Zajął miejsce.

- Skamos Dis - przedstawił się. - Znam kilka zaklęć - dodał, nie zamierzając wdawać się w szczegóły.

Gundrena nie wypytywał o szczegóły dodatkowej pracy w Phandalin. Wiedział, że gdyby krasnolud chciał się z nimi dzielić wiedzą, to by to już zrobił.

- Wóz, my i kto jeszcze? Tylko woźnica? - spytał, by uściślić szczegóły pierwszej części przedsięwzięcia.
 
Kerm jest offline  
Stary 01-11-2023, 20:06   #5
 
Wired's Avatar
 
Reputacja: 1 Wired nie jest za bardzo znany
Ahhh...Neverwinter, Klejnot Północy, kosmopolityczne miasto znane z wielu cudów. Niektórzy twierdzą że nazwę swą zawdzięcza nieziemskim ogrodom które o każdej porze roku mogą pochwalić się pięknem kwiatów. inni że to kwestia ciepłej i niezamarzającej rzeki, a pobliska góra z wulkanem (Hotenow) odpowiada za ten mikroklimat tak wysoko na Północy. Są też uczeni głoszący teorię że pod górą żyją Żywiołaki Ognia, a i może portal do ich planu egzystencji się tam znajduje i stąd tak ciepło jest w okolicy.

Benjamin wiedział jedno, chwała Kossuthowi że jest tu tak ciepło, im dalej od rzeki tym bardziej czuć było Północ, i pomimo że lubił odległe wojaże to zawsze cieszył się że i tym razem niczego sobie nie odmroził, szczególnie teraz, w Eleint po przesileniu jesiennym, gdy noce zaczynały być chłodniejsze a dni dżdżyste.

Ostatnio nie miał wiele do roboty, drobne pościgi w okolicy, za miastowymi co to nie nawykli do życia w lesie, a że on i jego druhowie z cechu łowców nagród znali okolicę jak własne kieszenie to nie zajmowały one wiele czasu, nie dawały też wiele zarobku. Dlatego ucieszył się wielce gdy tego dnia odebrał list pozostawiony dla niego w gildii przez samego Gundren Rockseekera - "no wreszcie jakaś sensowna robota" - pomyślał.

Dzień chylił się już ku wieczerzy, więc czym prędzej udał się do wspomnianej karczmy.
Miasto niby kosmopolityczne, światowe, a on nadal wzbudzał niezdrowe zainteresowanie gdy wchodził do takich przybytków, co prawda rogów nie miał, a i ryj nie szpetny, ale rzucał się w oczy. Ben Brightflame, znany przez niektórych Płomykiem, był bowiem półdrowem, o skórze w barwie popiołu, rudych włosach i błękitnych oczach. Ten wyrazisty zestaw cech zawdzięczał ojcowskiej krwi Illuskan. Wysoki (191cm), dobrze zbudowany, wyglądał schludnie, ubrany był w dobrej jakości wytrzymałe ubranie podróżne, wysokie buty i płaszcz. Wszędzie podróżował z plecakiem u którego boku zaczepiona była lekka kusza, poza nią nie widać było przy nim żadnej broni.

Gdy Tara wskazała mu stolik zdążył poprosić o kielich, duży dzban wina i coś ciepłego do jedzenia, zarachunkowanego oczywiście jako napitek jeśli szczodry krasnolud przez "co sobie życzycie" miał na myśli jednie trunki w oczekiwaniu na jego przybycie.

Dosiadających się Bretona i i Haydena przywitał krótkim skinieniem głowy i lakonicznym
- Ben jestem.
Był bardzo głodny, zajęty jedzeniem niezbyt wdawał się w dyskusję, jedynie na słowa Haydena się lekko zdziwił:
- Czarami? Znaczy czarodziejem po szkole magii w służbie Helma jesteś? Zawsze mi tłumaczono że kapłani modły i rytuały odprawiają prosząc boga o łaskę a ten przez wzgląd na ich wiarę czyni magię jak uzdrawianie, pośrednicząc w boskiej mocy i skupiając jego uwagę jedynie, tym różniąc się od czarowników że moc nie od nich i nie przez nich jest dzierżona. Niejednego można urazić mówiąc że czaruje, wszak mało który kapłan może pochwalić się taką zażyłością ze swym bogiem by móc cuda w jego imieniu czynić.
- Znam dobrze okolicę, jestem łowcą nagród i często miasto opuszczam, stąd pewnie Gundren po mnie posłał, albo uznał że sprawa jest delikatniejszej wagi, co szczerze po krótkim opisie z listu nie wynika. Zobaczymy. Między nami coś za dużo oferuje jak na zwykłą ochronę karawany, no ale kto bogatemu zabroni. - rzekł z uśmiechem wskazującym że nie zamierza darowanemu koniowi zaglądać w zęby.

Skończył strawą nim jeszcze krasnolud przybył, sącząc wino i słuchając co dosiadający się towarzysze mają do powiedzenia, starał się zpamiętać imiona i profesje, oceniał po wyglądzie czy są stąd, czy może jedynie od niedawna w jego cudownym mieście.

Przywitał się podając prawicę pracodawcy i jego ochroniarzowi, znał ich nie nie od dziś i uważnie słuchał. Na koniec gdy Rockseeker postawił na stole niecodzienny pakunek trochę więcej zajarzył skąd taka hojność. Gdy pudełko już z powrotem stało na stole nalał sobie wina stawiając dzban tak by zasłaniał je od strony karczmy, z słowami:
- To lepiej zostawcie mnie - a gdy skończył zdanie na ich oczach sześciokątna kostka zniknęła, zaś w jej miejscu stał drugi dzban wina, taki sam jak ten co go dopiero postawił.
minor illusion, somatyczny i materialny komponent zrobiony drugą ręką pod stołem, czar odnawiany do końca dyskusji co to by się nasz pracodawca nie stresował że jakieś niechciane oczy zobaczą co przyniósł do karczmy


- No dobrze Panie Gundren - rzekł z szacunkiem, pomimo że znali się trochę czasu - mogę to schowac tak że nawet sam Helm tego nie dostrzeże, ale nadal brakuje nam kilku ważnych informacji
- Jak Hayden słusznie zauważył dobrze byłoby wiedzieć co przewozimy, dopytałbym o której i skąd wyrusza karawana, bo wozów przed karczmą nie widziałem, czy ludzie co powożą są Ci znani czy wynająłeś pierwszych lepszych? Jeśli zaś odjazd to nasza decyzja to rad byłbym gdybyś postawił nam nocleg i ruszymy skoro świt. A no i jakiś list lub sygnet co nas upoważni do odbioru wozów z woźnicą, czy może w karawanie poza nami uczestniczyć ma ktoś jeszcze?
- Skoro o bandytach mowa, to jaki sens ma Wasza podróż nocą? Bezpieczniej nie będzie, choć faktycznie bez wozu może Was zignorują. No chyba że to celowa zagrywka by odciągnąć uwagę od naszej grupy i tej kostki. W takim wypadku chyba nam wszystkiego nie mówisz. Należała do kogoś innego wcześniej, lub ktoś jej usilnie szuka?
- dopytywał.
- Kontynuując ten aspekt, czy ktoś może nas szukać po dzisiejszej rozmowie? Jakaś Twoja konkurencja? Wybacz że tak dopytuję, ale wynagrodzenie zwykle jest adekwatne do ryzyka. Sam czasem martwię się o to czy nadto się nie wyróżniam, ale przy czerwono-rózowo-skórym-rogatym tieflingu rzekłbym że wyglądam wręcz nader przeciętnie. Bez urazy Skamos, osobiście nawet współczuję. Sęk w tym, że każdy mijany na szlaku bez przeszkód powie czy nas widział i w którą stronę jechaliśmy, szczególnie jeśli będziemy podróżować w dzień. Co może być mało pomocne. Zatem to byłaby kluczowa informacja po której bym preferował jednak ruszyć wieczorem kolejnego dnia i też jechać nocą.
 

Ostatnio edytowane przez Wired : 01-11-2023 o 20:46.
Wired jest offline  
Stary 01-11-2023, 22:01   #6
 
psionik's Avatar
 
Reputacja: 1 psionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputację
Neverwinter. Miasto rozpusty i smrodu. Cywilizacja. Kerpi nie do końca rozumiał przywiązanie niektórych do tego cuchnącego ściekami i potem miejsca, ale nie dało się ukryć, że było to tętniące życiem centrum północy. Nawet Srebrne Marchie nie mogły się równać pod względem możliwości i szans jakie to skupisko ludzi i całej masy innych mniej, lub bardziej egzotycznych istot oferowało przyjezdnym.
Kerpi dostawał już wcześniej podobne listy od krasnoluda, toteż nie był zdziwiony, ani lakoniczną treścią, ani miejscem spotkania. Starał się być punktualnie, zdawał sobie sprawę bowiem, że tu, w Neverwinter punktualność jest cechą wskazaną.

Na wejściu pozdrowił Tarę, która uśmiechnęła się i poprowadziła go do stolika, gdzie siedziało kilku mężczyzn. Cóż, nie był najbardziej punktualnym, ale był przed Gundrenem, więc nie było najgorzej.
- Kerpi Wiwar - przedstawił się dosiadając się do stolika. Był wysoki, choć nie tak wysoki jak półdrow, dobrze zbudowany, choć przy dwóch wykidajłach na schodach wyglądał dość mizernie. Jego ruchy za to były pewne i delikatne, pełne iście elfiej gracji. Na próżno jednak było szukać ostrzejszego kształtu uszu, których nie zasłaniały wygolone boki, ani miękkiej, gładkiej skóry, czy wielkich, migdałowych oczu elfa. Kerpi był człowiekiem z krwi i kości, pewnie około trzydziestki. Bujne popielate włosy upięte miał w kucyk opadający na plecy. Niebieskie oczy bacznie lustrowały towarzyszy gdy pocierał gęstą, popielatą brodę w zamyśleniu.
- Bić, czy czarami kombinować? - powtórzył za zapewne mniej rozgarniętym Bretonem. - Cóż, preferuję oręż, jeśli dialog zawiedzie - odpowiedział wskazując na szablę przy boku. W karczmie było ciepło, toteż szybko pozbył się swojego ciepłego płaszcza w kolorze sinozielonym podszytym od wewnątrz futrem, zapewne wilczym. Pod nim skrywał prostą zbroję skórzaną narzuconą na zwykłą lnianą koszulę.
- Jestem przepatrywaczem, zajmowałem się w przeszłości przeprowadzaniem naszego wspólnego znajomego Rockseekera i jego dobytku na drogach pomiędzy Neverwinter a Srebrnymi Marchiami. - powiedział rozsiadając się wygodniej i zerując podane piwo.
- Płaci więcej, ale wylewność listu nie odbiega od poprzednich jakie od niego dostawałem. - odpowiedział Płomykowi. - Cóż, trzeba będzie poczekać na piwodawcę i dowiedzieć się szczegółów. -
Podniósł kufel do góry, jednak zamiast zawołać, skrzywił głowę i wyrzucił z siebie
- Ph'gotha geb n'gha!
- Jeszcze jedno Taro! - podniósł głowę i zawołał pewniej.
- Wybaczcie, kapłani zdiagnozowali syndrom touretta. - uśmiechnął się.

Niedługo później pojawił się on. Gundren Rockseeker, wraz z osobistym ochroniarzem i mogli przejść do sedna. I dobrze. Kerpi odliczał czas, kiedy będzie mógł w końcu ruszyć na szlak.
Wiadomości okazały się jednak zgoła inne, niż zwykle. W zasadzie jedyne co było takie jak zwykle, to list, zlecenie i karczma. Cała reszta była bardzo niezwykła. Na tyle, że Kerpi ostrożnie przyglądał się obu mężczyznom w poszukiwaniu ukrytych intencji. Nie odezwał się jednak pozwalając innym przejąć inicjatywę. Sama zabawka była intrygująca, toteż z chęcią przyjrzał się jej z bliska.
- Athg, k'yarnak throd shogg nnnnog ep... - mruknął obracając kostkę w rękach, zanim przekazał ją kolejnej osobie. Mieszek z pieniędzmi przyjął chowając do kieszeni pod pancerzem. Nic nie działało tak motywująco na człowieka jak danie zabawki i powiedzenie, że nie można się nią bawić. Wiwar domyślał się dlaczego dostają ten tajemniczy przedmiot. Jeśli cokolwiek stanie się staremu krasnoludowi, albo im, nikt nie dostanie kostki i sposobu jej otwarcia. A to oznaczało, że sekretny wyjazd nocny Rockseekera był niebezpieczny. I ich wyjazd również stał się właśnie diabelsko bardziej niebezpieczny.
- Nog h'fm'latgh h'hafh'drn... - mruknął wzdrygając się.

Dodatkowy grosz na pewno się przyda, choć Kerpi nie miał w zwyczaju wydawać na głupoty.

- Nie ma znaczenia co przewozimy. Mamy dojechać w jednym kawałku do Phandalin. Znajomość ładunku nie zmieni nic. Możemy przyjąć, że przewozimy samego Lorda Nashera Alagondara, jeśli to wam w czymkolwiek pomoże. - Cóż, pytania może i były tendencyjne, ale w gruncie rzeczy ciekawość była cechą wspólną dla wszystkich ras przemierzających swój żywot w Krainach.


Insight: 13 - prawdomówność Gundrena i Sildara
Intelligence: 14 - sprawdzenie mechanizmu działania kostki i jak trudno byłoby ją złamać

 
psionik jest offline  
Stary 01-11-2023, 22:27   #7
 
Wired's Avatar
 
Reputacja: 1 Wired nie jest za bardzo znany
Ben próbuje zrozumieć co mówi Kerpi w tym dziwnym narzeczu, zna ten język lub go rozpoznaje?

- W gruncie rzeczy masz rację, rodzaj ładunku nie zmienia naszego zadania, zmienia jednak sposób ewentualnej negocjacji z bandytami. To nie kupcy, ile by nie był wart towar na wozie jeśli to będą sprzęty robocze, rzeczy jednostkowo małej wartości to żaden z nich nie będzie ryzykował życia w walce z nami by potem stać na bazarze w jakiejś wiosce nieopodal. Jeśli to jednak coś na widok czego co drugiej łachudrze zaświecą się oczy, to możemy sobie darować negocjacje i przejść do rękoczynów, co pewnie da nam przewagę jeśli tamci zaczną od zastraszania



Odnośnie znajdywania prawdy Pasywny Insight 13,
Odnośnie języka, rzut na Int => 12 (no chyba że go zna )

 
Wired jest offline  
Stary 02-11-2023, 09:47   #8
 
Bugzy Malone's Avatar
 
Reputacja: 0 Bugzy Malone ma wyłączoną reputację
Gundren uśmiechnął się tylko na mnogość pytań.
- Celowo zostawiam to cacko w waszych rękach, najlepiej będzie, jeśli to właśnie z wami dotrze do Phandalin. - Zaczął. - Wybaczcie, ale nie będę zdradzać, co jest w środku. Nie czas jeszcze na to. Ale wtajemniczę was, gdy rozmówię się z moimi braćmi, Thardenem i Nundro, którzy czekają na mnie w miasteczku. Od tego zależy, jaki dalszy kurs obierzemy. Dlatego też wyruszamy z Sildarem jeszcze tego wieczoru.

- Na wozie nie będzie nic szczególnego. Narzędzia górnicze, jedzenie, alkohol i kilka innych rzeczy. A płacę wam tyle, bo ufam, że dostarczycie wszystko na miejsce w jednym kawałku. Jak mówił Sildar, bandyterka ma się dobrze na Szlaku Kupieckim w stronę Leilonu, dlatego potrzebuję ludzi, którzy nie uciekną na widok zamaskowanych łobuzów pozostawiając aprowizację na pastwę losu.

Przeniósł wzrok na Skamosa.
- Tylko wy i woźnica. Lenny go zwą. To mój wieloletni pracownik, poznacie go jutro z rana przy odbiorze towaru. Prosty, ale poczciwy człowiek. Zna się na powożeniu i ma posłuch u zwierząt.

- Wóz odbierzecie jutro po wczesnym śniadaniu - Wtrącił Sildar, patrząc na Bena. - Pokoje na tę noc macie wynajęte i opłacone razem z posiłkiem. Tara obudzi was o świcie i zaprowadzi na miejsce. Towar znajduje się alejkę dalej w wynajętym magazynie. Jest zapakowany i gotowy do podróży. Lenny z samego rana zaprzęgnie woły i będziecie mogli ruszać. Jeśli nie będzie problemów po drodze, do Phandalin powinniście dotrzeć wczesnym wieczorem, kiedy Barthen będzie miał jeszcze otwarty skład.

W tym samym czasie Kerpi przysłuchiwał się słowom krasnoluda i wojownika i nie wyczuł, by kłamali lub coś ukrywali. Oglądał też drewniane pudełko i mechanizm okręgów, które musiały być bazowane na sprężynach, gdyż odbijały w to samo miejsce przy złej sekwencji ruchów. Doszedł do wniosku, że złamanie hasła zajęłoby wieczność. Gundren zauważył jego zaciekawienie i rzucił.

- Nawet jeśli jeden z okręgów ustawisz w dobrej pozycji, Kerpi, a pomylisz się przy kolejnym, wszystkie wracają do pozycji wyjściowej. - Wyjaśnił. - Dlatego złamanie kodu bez jego znajomości to praca dla naprawdę cierpliwej osoby na bardzo długi czas. - Kupiec pokręcił wąsa. - Chociaż ja obstawiam, że nikt by do tego nie doszedł.

- Co zaś do Phandalin, to jest to niewielkie miasteczko znajdujące się na północnych zboczach Gór Mieczy na południowy-wschód od Neverwinter. Zbudowano na ruinach dawnej osady, złupionej przed wiekami przez najazd orków. Miasteczko zamieszkują głównie farmerzy, górnicy, drwale i traperzy. To spokojna osada, choć jeśli mój kolejny biznes wypali, już taka spokojna nie będzie. - Wyszczerzył się w szerokim uśmiechu i zatarł dłonie. - Lenny wie, jak tam dojechać, gdyż był już ze mną parę razy w tym miejscu, ale nawet bez niego byście trafili, bo droga jest prosta jak konstrukcja kilofa.

Krasnolud przeniósł wzrok na rudowłosego półdrowa, który przysłuchując się rzuconemu przez Kerpiego zdaniu w obcym języku nie był w stanie go zrozumieć.
- Jest sens, jest, Ben. Mamy szybkie konie, wystrzelimy z Neverwinter jak strzała i pojedziemy prosto do Phandalin. Pod osłoną nocy w kilka godzin będziemy na miejscu. Nocą karawany kupieckie nie podróżują, więc banici raczej się na nas nie zasadzą. Obstawiam, że to będzie przyjemna, spokojna podróż. Wy jednak wyruszacie jutro po śniadaniu, bez zbędnego ociągania. Nie sądzę, by ktokolwiek oprócz nas wiedział o tym spotkaniu, więc i nikt nie powinien was szukać. A przynajmniej ja nic o tym nie wiem.

- Macie jeszcze jakieś pytania? - Zapytał Sildar. - Bo jeśli nie, to ja i Gundren będziemy lecieć. Lepiej wyruszyć na miejsce wcześniej, niż później.

Jeśli jakieś pytania były, Gundren odpowiedział na nie, po czym dodał.
- Na nas czas. Jak powiedział wcześniej Sildar, pokoje macie wynajęte. Jecie i pijecie na nasz koszt, ale Tara wie, do jakiego pułapu opłaciłem rachunek i wszystko, co wykroczy poza tę opłatę będziecie musieli wykładać z własnej kieszeni. Nie przesadzajcie tylko z alkoholem, nie chcę, żebyście jutro na kacu jechali, albo go zapijali podczas drogi, bo to ani wam się nie przysłuży, ani mi. Działamy profesjonalnie, pamiętajcie - rzucił z pewnością w głosie. - No nic, poznajcie się trochę lepiej dzisiaj, może się to wam przydać w podróży. Widzimy się jutro wieczorem w Phandalin. Niech Moradin w czasie drogi obdarzy was swoją opatrznością.

Po tych słowach kupiec podszedł do każdego z was i pożegnał mocnym, przyjacielskim uściskiem, po czym wraz z Sildarem wyszli z karczmy. Akurat w momencie, gdy służka doniosła talerze z gorącą jajecznicą na grzybach. Resztę wieczoru mieliście do własnej dyspozycji.
 

Ostatnio edytowane przez Bugzy Malone : 02-11-2023 o 21:22.
Bugzy Malone jest offline  
Stary 03-11-2023, 09:29   #9
 
Quantum's Avatar
 
Reputacja: 1 Quantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputacjęQuantum ma wspaniałą reputację
W skupieniu przysłuchiwał się słowom Gundrena i Sildara. Krasnolud wszystko sobie już wcześniej obmyślił, co wcale Haydena nie zdziwiło, a cała wyprawa - pomijając banitów, których mogli spotkać na szlaku - zapowiadała się na spokojną. A przynajmniej miał taką nadzieję. Ciekaw był, co Gundren ma jeszcze w zanadrzu, ale skoro mieli się o tym dowiedzieć dopiero w Phandalin, to też nie zamierzał go o to natarczywie dopytywać.

Domyślał się tylko, że kupiec zapewne miał zamiar otworzyć na miejscu kolejny ze swoich interesów, ale po co mieliby mu być potrzebni w Phandalin po dowiezieniu zapasów, to już miał pokazać czas.

- Niech Nieśpiące Oczy Helma czuwają nad wami a jego błogosławieństwo towarzyszy wam w całej waszej drodze. Do zobaczenia w Phandalin, przyjaciele. - Pożegnał się z nimi, gdy zdecydowali się opuścić gospodę i wyruszyć w podróż.

Gdy obaj wyszli, Hayden upił kolejny łyk wina i spojrzał na kompanów.
- Nie wiem, czy tylko ja mam to przeczucie, ale skoro Gundren zostawił nam tę swoją osobliwą kostkę, to może mimo wszystko mógł się czegoś obawiać w drodze do Phandalin? No chyba, że wy widzicie to inaczej?

Porozmawiał trochę z nowymi towarzyszami, a dopiwszy wino wstał od stolika, zbierając się do wyjścia.
- Muszę udać się na wieczorne nabożeństwo do Sanktuarium, no i zabrać wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy na podróż. Wrócę za jakieś dwie świece. Skoro Gundren wynajął nam pokoje, nie ma sensu, żebym zostawał na noc w świątyni. Do zobaczenia, towarzysze.


Na miejscu zdał relację z rozmowy z krasnoludem prałatowi, który dodatkowo zlecił mu zadanie przyjrzenia się dokładniej Phandalin i okolicom w związku z natężeniem przestępczości w tamtych rejonach, na co Hayden oczywiście przystał. Po spotkaniu udał się na ostatni tego dnia wieczorny ceremoniał poświęcony Wielkiemu Strażnikowi, po czym zabrał wszystkie najważniejsze rzeczy, które mogły przydać się w podróży i ruszył z powrotem do “Flaszki i Miecza”.

Mimo iż kilku kompanów siedziało jeszcze przy stoliku, pozdrowił ich tylko gestem dłoni i uśmiechem, a następnie odebrał od Tary klucz do swego pokoju. Nie zamierzał siedzieć długo w noc ani tym bardziej się upijać. Alkohol tępił zmysły i sprawiał, że ciało stawało się słabsze a wola podatniejsza na jego zakusy, dlatego jako kapłan Helma wystrzegał się go od początku swojej posługi.

Zostawił swoje rzeczy w pokoju, zszedł jeszcze na dół po kubeł zimnej wody i wrócił na górę. Obmył się dokładnie i zmówił modlitwę o szczęśliwą podróż do Helma.

- Panie mój, proszę cię o błogosławieństwo na podróż, w którą udaję się wraz z towarzyszami moimi, abyśmy w czasie tej podróży cieszyli się zdrowiem duszy i ciała i szczęśliwie powrócili do domu. Odwracaj od nas nieszczęście, ratuj w niebezpieczeństwach. Strzeż nas, prowadź, ochraniaj.

Po uproszeniu potrzebnych łask sprawdził stan swego ekwipunku i przygotował wszystko tak, by z rana jak najszybciej się wyszykować do podróży. Zastanawiając się, co czeka go poza murami Neverwinter położył się do łóżka, gdzie - po ciężkim dniu - zasnął w kilka minut.
 
Quantum jest offline  
Stary 05-11-2023, 13:34   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 1 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Wyjaśnienia Gundrena i Sildara nie pozostawiały wątpliwości, przynajmniej w tym momencie, więc Skamos nie zamierzał zadawać żadnych pytań. Ale nie zamierzał też tracić wieczoru na rozmowy ze świeżo poznanymi kompanami - na coś takiego z pewnością znajdzie się czas podczas podróży. W końcu mieli na to prawie cały dzień, więc wieczór lepiej było poświęcić na coś innego.

W parę chwil po wyjściu pracodawcy i jego ochroniarza Skamos dopił wino i podniósł się.
- Mam jeszcze parę spraw do załatwienia - powiedział. - Skoro pobyt w Phandalin może się przedłużyć, to muszę się lepiej przygotować.

* * *

Nie było go parę godzin, podczas których odwiedził dom wuja i zabrał wszystko, co mogło się przydać podczas podróży. Znalazł też czas na spędzenie paru miłych chwil z aktualną przyjaciółką, którą poinformował (nie wdając się w szczegóły) o swej parudniowej nieobecności. Złagodził jej żal obietnicą, że przywiezie jej coś ciekawego z podróży, ale prawdę mówiąc nie był pewien, czy parę chwil po jego wyjeździe panna Quelana nie znajdzie sobie jakiegoś 'pocieszyciela'.

* * *

Do gospody wrócił stosunkowo późno i od razu poszedł do swego pokoju z cieniem nadziei, że zdoła wypocząć po wcześniejszych szaleństwach.
 
Kerm jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:47.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2024, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172