Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-04-2016, 23:02   #1
 
Ombrose's Avatar
 
Reputacja: 25783 Ombrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputację
Gra o Tron: Valyria [+18]

Stara Valyria. Przeraźliwe ruiny, przeklęte ziemie, zapomniane przez bogów starych i nowych. Zamieszkałe jedynie przez dotkniętych szarą łuszczycą kamiennych ludzi - niechcianych przez społeczeństwo, zmuszonych do życia na wygnaniu. To stąd pochodzą wspaniałe rody Celtigarów, Velaryonów i Targaryenów, z których ci ostatni przy pomocy smoków zjednoczyli siedem królestw Westeros i powzięli je we władanie. Stara Valyria jednak nie zawsze była stara.

Ponad pięć tysięcy lat temu składała się jedynie z małego narodu owczarzy, zamieszkujących Półwysep Valyriański. Jednakże odnalezione smocze jaja w pobliżu wulkanicznych terenów Czternastu Płomieni wszystko odmieniły. Gwałtownie rosnąca potęga militarna pozwoliła na znaczne rozszerzenie wpływów i utworzenie imperium. Magia oraz tutejsza wyjątkowo wytrzymała i ostra stal dodatkowo przesądziły o świetności i potędze Valyrii.

W czasach, kiedy Pierwsi Ludzie zmagali się z Andalami o Westeros, Imperium Valyrii toczyło inne wojny. Stare Imperium Ghiscari władało nieopodal położoną zatoką, budując w swych największych koloniach - Meereen, Astaporze, Yunkai - posągi harpiom. Wielkie piramidy rosły podlewane krwią niewolników, a niezmierzone bogactwa stanęły na wyciągnięcie rąk władców smoków. Konflikt okazał się nieunikniony.

Gra o Tron: Valyria

Gra o Wolność

[MEDIA]http://i.imgur.com/FMzR544.png[/MEDIA]

Ród Bariar należał do jednego z czterdziestu Wielkich Rodów Valyrii, jednak nie zdawał się ani szczególnie bogaty, ani wpływowy. Największym ciosem okazała się dla niego utrata lorda Malarra, który zginął wraz ze swoim smokiem w bitwie o Astapor, a tym samym owdowił małżonkę Baelę z zamożnych Aerralisów, obecnie cierpiącą na suchoty, a także osierocił córkę oraz dwóch synów: Vagara i Aemara.

Vaella Bariar płynęła łodzią po Szklanej Rzece ku Obsydianowej Twierdzy, której czarne, połyskujące wieże wznosiły się w oddali. Stała na pokładzie, spoglądając na swój nowy dom, w którym miała zamieszkać wraz z nowo poślubionym mężem, bękartem Targaryenów. Spojrzała na eskortę - jeden statek przed i dwa po obu bokach. Jeszcze jeden miał osłaniać ich z tyłu. Na każdym znajdował się tuzin żołnierzy, zaprzysiężonych Bariarom. Słońce wisiało wysoko na nieboskłonie i Vaella uznała, że rozsądnie będzie wrócić pod dach, gdzie promienie jej nie dosięgną. Otarła strużkę potu spływającą po skroni. Dzień zapowiadał się na niezwykle upalny.

Amirio Saetherys, gruby kupiec wysłany przez Aerona Targaryosa, siedział na stosie miękkich poduszek, konsumując tłustą potrawę przyniesioną przez służącą. Gdy ujrzał Vaellę, pozdrowił ją, wyciągając rękę i rzekł:
- Niech panienka usiądzie przy mnie, o ile nie brzydzi się obrzydliwego starca - rzekł swym piszczącym głosem. - Wstyd mi, że zapomniałem wziąć ze sobą liry, aby uprzyjemnić tych kilka chwil. A wiadomo na całym półwyspie, jak sprawnie potrafię posługiwać się instrumentem.

"Ten jeden ci pozostał". Vaella usiadła, przyjmując zaproszenie. Spojrzała przez wąskie okna na mijane budynki i łodzie.
- Pan mąż bardzo dba o panienkę - eunuch kontynuował. - Poprosił mnie, abym wynajął łodzie Taranyonów i bezpiecznie panienkę odeskortował. Podróż ulicami miasta byłaby taka niebezpieczna w dzisiejszych czasach - dodał z żałością.

Kobieta skinęła głową. Wojna co prawda nie dotknęła osobiście Valyrii, jednak jej skutki i tu były widoczne. Mnogość sprowadzonych z Astaporu niewolników skutecznie odebrała pracę tutejszym prostaczkom, którzy na ulicy domagali się chleba i powrotu do niegdyś opłacanych zawodów. Największą sensację wywołała zasadzka na lorda Vallaerona, namiestnika i protektora miasta, który spokojnie podróżował lektyką, gdy nagle tłum zaatakował go i jego straż kamieniami, pięściami oraz plugastwem. Głupiec myślał, że tłuszcza będzie bała się jego smoków… tak jakby nie wiedziała, że Vallaeron nigdy nie zaryzykowałby wybuchu pożaru w mieście. Inne rody oczekiwały od niego, że jakoś rozwiąże ten problem, jednakże nie wybaczyłyby zniszczenia Valyrii. Straż miejska również zdawała się bezsilna w tłumieniu agresji prostaczków. Być może miało to związek z faktem, że niewolnicy zaczęli powoli przejmować i jej funkcje…

- Na pewno panienka jest zachwycona. Zapewne wie o zaręczynach panienki Saehry?
- Tak, Saehra Aerralis jest moją kuzynką i drogą przyjaciółką.
- Mieć takich wspaniałych przyjaciół na dworze to tylko radość - Amirio poświęcał uwagę po równo cielęcinie pieczonej z papryką, jak i rozmowie. - Dziedzic lorda Veltalosa podobno sprowadził pół tuzina poetów z Myr, ażeby spisali poemat o pięknie młodej Saehry.

„Dziedzic lorda, przez którego mój ojciec zginął”, pomyślała Vaella. Już miała odpowiedzieć eunuchowi, gdy jej uwagę przykuła scena rozgrywająca się za oknem.

Na małej, odkrytej łódce znajdowały się dwie półnagie, spętane łańcuchami dziewczynki. Nie mogły mieć więcej, niż trzynaście lat. Skóra w kolorze ciemnego odcienia bursztynu i ciemne włosy sugerowały, że są niewolnicami ghiscari. Obok nich stało dwóch mężczyzn odzianych w kolczugi z utwardzanej skóry. Vaella dostrzegła na ich piersi kraby - herb rodu Celtigarów, jednych z najważniejszych członków Cechu Kowali i producentów valyriańskiej stali.

Nawet tutaj dobiegł krzyk jednej z młodych niewolnic, gdy została uderzona, przewracając się na burtę. Amirio dostrzegł minę Vaelli.
- Od kilku dni wracają nasze siły z Yunkai, przywożąc pamiątki. Taki los kobiet, które rodzą wrogów imperium.
- To dziewczynki, one jeszcze nikogo nie urodziły - odrzekła Vaella.
- Być może urodzą, zanim z nimi skończą. Powinniśmy chyba jednak porozmawiać o czymś innym, wojna to niewłaściwy temat dla dam… - rzekł Saetherys, kręcąc głową.
- Gdzie oni je wiozą?
Amirio westchnął.
- Mężczyźni zasługują na przyjemności po wygranych bitwach. Zapewne niewolnice zostaną oddane koszarom.

„Zakute w dyby i wystawione na chuć każdego, kto zechce”, dodała w myślach Vaella.

- Zastanawiające jest tylko, dlaczego Celtigarowie mieliby kupić kolejne niewolnice dla swoich zaprzysiężonych. Czyżby znaczyło to, że poprzednie się zużyły? - Amirio wzruszył ramionami. - Zapewne prędzej czy później to musiało nastąpić.

„Zużyły się”, Vaella smakowała w myślach określenie. Obserwowała, jak druga dziewczynka rozpłakała się, próbując potrząsać zemdlałą towarzyszką.

Pogrążyła się w rozmyślaniach. Gdyby tylko wydała taki rozkaz, obydwie dziewczynki mogłyby zostać uratowane. Wystarczyłoby, aby jedna z łodzi należących do jej eskorty podpłynęła do nich i odebrała je. Czekałoby na nie znacznie lepsze życie. Tyle że wtedy… naraziłaby się Celtigarom. Mogła próbować odkupić je za pieniądze, których niewiele miała, lub które nie należały do niej… jednak czy miało to sens?

Czy nie były one po prostu kolejnymi ofiarami wojny? Co mogło zmienić uratowanie dwóch dziewczynek, kiedy reszta niewolnic dzieliła podobny, jeśli nie gorszy los?

Vaella tonęła w rozmyślaniach.
 

Ostatnio edytowane przez Ombrose : 20-04-2016 o 17:47.
Ombrose jest offline  
Stary 18-04-2016, 11:08   #2
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 24802 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Eskorta. Czy byli tu po to, by zapewnić jej bezpieczeństwo, czy raczej zadbać o to, by nie uciekła? Ten ślub to była farsa. Aeron Targaryos, młody dowódca gwardii, był jej wrogiem, a nie ukochanym.

Vaella przeczesała złocistą grzywkę palcami, wpatrując się w błękit wody. Wiedziała, że stąpa po kruchym lodzie. Kiedy dołączyła do rewolucjonistów, mających na celu obalić niewolnictwo w Valyrii, liczyła się z tym, że za swoje ideały może zapłacić głową. Była jednak sprytna, jako córka królewskiego stratega miała smykałkę taktyczną. Długo udawało jej się umykać gwardzistom, wystawiając na pośmiewisko władze miejskie. W końcu jednak trafiła kosa na kamień. Aeron zaczął przyglądać się szlachciance, nie wyrzucając jej z grona podejrzanych z uwagi na wysokie urodzenie. Ba, zastawił idealną pułapkę. Tylko szlachcianka mogła wejść do lochów miejskich, gdzie - jak mówiła plotka - więzione były rodziny niewolników, skazanych na stracenie. Vaella nie potrafiła odpuścić, chciała wykorzystać swoje urodzenie, by umożliwić biedakom ucieczkę. Niestety, okazało się, że gdy wreszcie przekręciła klucz w zamku lochu "bezgłowych", za drzwiami nie czekała na nią żadna rodzina, a jedynie przystojny dowódca gwardii. Ten zaprosił ją do stołu i... jak się okazało, do swojego życia.

Choć Vaella była gotowa na karę śmierci, Aeron uświadomił jej, że konsekwencje działalności przeciwko władzy poniesie nie tylko ona, ale także jej rodzina - chora matka i dwóch młodszych braci. Kochała ich, dlatego nie mogła na to pozwolić. Przyjęła ultimatum Targaryosa - przemilczy udział Vaelli w buncie niewolników, lecz w zamian ona zostanie jego żoną i tym samy podniesie pozycję społeczną szlacheckiego bękarta. Została więc więźniem, a zamiast kajdan, na palec wciśnięto jej złoty pierścień - symbol porażki.

Ponure rozważania Vaelli przerwał Amirio Saetherys - człowiek tak śliski, że można by nim smarować bułki. Dziewczyna jednak postanowiła trzymać głowę wysoko. Niech ludzie wierzą w to małżeństwo, niech patrzą na nią jak na zakochane kaczątko... w ten sposób żmija przetrwa i... znów będzie mogła gryźć, gdy nadejdzie jej czas.

Fioletowe oczy obojętnie przyglądały się bitym dziewczynkom. I tylko mocno zaciśnięte pięści zdradzały prawdziwe uczucia młodej małżonki Aerona Targaryosa.

- Kupmy je. - rzuciła kapryśnym tonem.
- Kogo? Te dziewki? Po co one pani? - Amirio szczerze zdziwił się.
- Tak - potwierdziła Vaella, prostując plecy. Starała się wyglądać władczo - Potrzebne mi służące.
- Ależ małżonek na pewno zadbał...
- ... O to żeby jego kochanki nie pozostały bez zajęcia? Panie Saetherysie, proszę źle mnie nie zrozumieć, kocham małżonka i nie wątpię w jego przysięgę wierności. - mówiła bez zająknięcia - Wiem jednak jaką reputację miał i... nie zniosłabym świadomości, że któraś z moich służących była z nim... blisko. W ogóle brzydzą mnie służące, które... komuś się oddały. Bo to znaczy, ze nie są w pełni moje. Pan rozumie. A te dziewczynki są czyste i... dopóki takie pozostaną, będą mi służyć. Czeka je lepszy los, więc powinny odczuć wdzięczność i sumiennie wykonywać obowiązki. Sam zysk! - uśmiechnęła się pięknie.
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...
Mira jest offline  
Stary 19-04-2016, 15:30   #3
 
Ombrose's Avatar
 
Reputacja: 25783 Ombrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputację
Amirio uśmiechnął się promiennie.
- Moje serce raduje się, widząc jak czystą i cnotliwą osobą jest panienka. Proszę pozwolić jednak, że zostanę wewnątrz statku, kiedy młoda wybranka serca draco Aerona poprowadzi negocjacje. Otóż… to wstrętnie niefrasobliwe, lecz jednak zdradzę wielką tajemnicę mojego zawodu. Piękne lico panienki działa niczym mocny trunek i rozwiązuje mi język - odchrząknął, obgryzając chrząstkę. - Kupiec pozyskuje towary z określonych źródeł, z każdym kolejnym miesiącem i rokiem tworząc coraz silniejszą siatkę wzajemnych zależności, niepisanych oczekiwań… Mówiąc krótko, jeżeli po mieście rozniesie się, że kupuję niewolników z innego źródła, niż od mojego zaufanego dostawcy, ten zarzuci mi brak lojalności, przez co podniesie ceny, usunie rabaty. Niech panienka zapamięta, że kupcy są niczym kochankowie. Zależy im na wyłączności i bywają przesadnie zazdrośni.


Słowa Saetherysa być może wyjątkowo były szczere, Vaella uznała jednak, że przede wszystkim tłusty kupiec nie chce narazić się Celtigarom. Wstała, po czym wyszła na odkryty pokład. Gorące promienie prędko zatopiły się w jej szyi oraz dekolcie. Sunęły po włosach niczym palce kochanka.

Spojrzała na sahr Mallisa Valticara. Jego ród nie posiadał smoka, mimo że należał do jednego z Czterdziestu. W głowie Vaelli prędko mignęła scena rozmowy ze stryjem Raenarrem, młodszym bratem jej ojca. Była wtedy małym dzieckiem i chętnie spędzała czas w towarzystwie cyrulika.
- Dlaczego draco Valticar nie posiada smoka? - wtedy pytała. - Czy to z powodu wojny?
- To mały ród, drogie dziecko, a ogień to potęga. Mallis nie jest draco. „Draco” to tytuł przyznawany rycerzom, którzy posiadają smoka. Ci, którzy go nie maja, są „sahr”, co oznacza „siarkę”. Ich jest zdecydowanie najwięcej. Pieśni o odwadze sahrów rozbrzmiewają w całym imperium, a także i poza nim. Andalowie zaczęli pasować nawet swoich własnych rycerzy. Obmywają ich wonnymi olejkami w imię fałszywych bogów i nazywają „ser”… co jest tylko zasłyszanym, spłaszczonym i źle wymawianym „sahr”. Nie oni pierwsi bezrozumnie czerpią ze wspaniałej kultury Valyrii. W Asshai, Krainie Cienia próbują krzyżować wiwerny i ogniste robaki, aby stworzyć sztuczne kreatury na podobieństwo smoków. Świat spogląda na Valyrię, zazdrości jej i próbuje naśladować. A niektórzy z nas potrafią z tego korzystać. Ród Taranyonów wzbogacił się, tworząc statki, które nazwał “drakkarami”. Dziob zdobi przerażająca drewniana rzeźba smoczej gęby i podobno budowane są z drewna, które było w stanie przetrwać smoczy ogień. A więc mogą przetrwać wszystko. W rzeczywistości są to zwykłe statki, jak z każdej stoczni, różnią się jedynie marketingiem i przystrojeniem… lecz w rezultacie obce krainy chętnie chcą je kupować i to wielokrotnie przecenione. Co zabawne, wojsko korzystające z drakkarów rzeczywiście częściej odnosi sukcesy. Prawdopodobnie z powodu podniesionych morale załogi.

Mała Vaella westchnęła wtedy głęboko, zdumiona słowami stryja.

- Nie trzeba być wielkim rodem, aby korzystać z potęgi Valyrii. Słyszano doniesienia o kupcu, który srał do słoika, po czym sprzedawał to szlachcicom w Pentos i Braavos, twierdząc, że to smocze łajno. Kobiety chętnie smarowały swoje ciężarne brzuchy, chcąc wydać potomka silnego i potężnego niczym smok, lordowie rozsiewali je po ziemiach, aby plony rosły wysokie.

- Ale to oszustwo! - Vaella była wtedy jeszcze naiwna.

- Zapamiętaj, drogie dziecko, że ludzie dzielą się tylko na wyzyskiwanych i wyzyskujących. Ludzie zabijają się, żeby znaleźć się w tej drugiej grupie. Korzystają z urodzenia, sprytu, koneksji. Grają w przeróżne gry i przegrywają przez takie cechy, jak honor, szczerość, moralność, czy uczciwość. Kiedyś być może i ty będziesz musiała je porzucić wraz z niewinnością…

Vaella na przekór postanowiła wtedy, że tak się nie stanie. W rezultacie wpadła w pułapkę bękarta Targarenów, jedynie małżeństwem mogąc uratować dobrobyt rodziny oraz swoje życie.

Wróciła do teraźniejszości, kiedy sahr Valticar ją pozdrowił. Obok niego pokłonili się sahrowie Cerwys, Aries i Baltimor, których znała znacznie gorzej. Należeli do straży jej pani matki Baeli, która uparła się, by bronili jej córki na - w jej odczuciu śmiertelnie niebezpiecznych - korytarzach Obsydianowej Twierdzy.
- Sprowadźcie mi tę łódkę - wskazała podbródkiem.
Na czole sahr Mallisa pojawiła się głęboka zmarszczka, mężczyzna jednak bez chwili wahania spełnił jej prośbę. Wymienił kilka zdań z mężczyznami z lewej eskorty, którzy wkrótce zmienili kurs i oddalili się ku zachodniemu brzegowi szerokiej Szklanej Rzeki.

Dwóch żołnierzy Celtigarów wnet przeszło z niewolnicami przez kładkę na pokład jej statku. Na ich twarzach malowała się konsternacja i niepewność. Vaella wręcz potrafiła z nich sczytać gorączkowe próby przypomnienia sobie, jakie relacje wiążą rodzinę Bariarów z Celtigarami i czy są na tyle negatywne, że mogą kosztować ich życie.
„A jednak nie odrzucili zaproszenia”, pomyślała Vaella. „Tak naprawdę nie sądzą, że jakiś pomniejszy ród zdecydowałby się nadepnąć na odcisk Celtigarom."
Jedna z niewolnic rozpłakała się, nie rozumiejąc sytuacji, lecz wnet gwałtowne szarpnięcie za łańcuch uciszyło jej kwilenie. W tym czasie ludzie Vaelli cumowali łódkę o belę przy relingu, tak aby nie uciekła.


- Pani, czy posyłałaś po nas? - jeden z najemników wystąpił naprzód. - Kłania ci się Uther Savinyos z odległego Tolos, miasta portowego Zatoki Niewolniczej. Mówili nam, że chcesz nas widzieć.
 
Ombrose jest offline  
Stary 20-04-2016, 13:18   #4
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 24802 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Nauka stryja zapadła w pamięć Vaelli. I choć sama wciąż nie chciała zrezygnować z ideałów, wiedziała, że gdy wejdzie pośród wrony, musi krakać tak jak one.

Niejaki Uther Savinyos był człowiekiem, którego najstarsza córka rodu Bariar nienawidziła za sam zawód, jaki wykonywał. Łowca Niewolników, najemnik, ścierwojad... Na szczęście, przynależność do jednego z czterdziestu rodów, dawała jej prawo traktować tego człowieka z pogardą.

- Te dziewki, co piszczą jak zarzynane świnie - zaczęła, wydymając wargi i wskazując niewolnice ruchem głowy - Skąd je macie?

Savinyos położył prawą rękę na piersi, co było gestem oznaczającym bezwzględną prawdomówność. W jego wypadku zdawał się on raczej niepotrzebnie, krzykliwie kurtuazyjny, niż szczery.

- To wstyd, że moja pani nie słyszała o Czarnym Targu na obrzeżach Valyrii. Mam na myśli namioty rozstawione po zewnętrznej stronie muru, w którym odnaleźć można towary najróżniejszej specyfiki oraz jakości. To właśnie tam zakupiliśmy owe dwie sztuki. Jeszcze świeże, sprowadzone z Yunkai. Tamtejsi kapłani nawet nie zdążyli ich obrzezać, przez co kupiec żądał wygórowanej ceny. Jednakże - schylił się, po czym ujął podbródek niewolnicy dłonią - opłacało się. Nawet moja pani zauważyła ich piękno, choć płynęliśmy w pewnym oddaleniu.
- Czyj wstyd? Mam nadzieję, że nie mój
- zmarszczyła brwi, po czym niby na zgodę rzuciła - Ile kosztowały?

Uther Savinyos zmarszczył brwi.
- Kupowaliśmy również inne rzeczy. Zastawę, wyszywane obrusy dla lady Celtigar, szklane świeczki oraz tanie uroki. Mój pan nie prosi mnie o notowanie kosztorysów, zresztą nie umiem pisać. Moja pamięć również bywa zawodna… - dodał ze smutkiem, po czym podniósł głowę i spojrzał w oczy Vaelli, jak gdyby oczekując, że w jakiś sposób pomoże mu sobie przypomnieć. Żaden najemnik nie stronił od okazji do zarobienia sobie trochę na boku.

Vaella udała zniecierpliwienie.
- Dość tych gierek, mój panie. Oboje wiemy, do czego ta rozmowa zmierza. Ile chcesz za te dziewuchy? I nim podasz jakąś przerażającą cenę, pragnę ci przypomnieć, że przed chwilą prawieś mnie obraził.

Kobieta poprawiła włosy i niby bezwiednie potoczyła wzrokiem po swojej eskorcie.

Wtem włączył się drugi z najemników.

- Przepraszam, moja pani, ale przypominam, że rozmawiamy o własności draco Celtigara. Nie jest nasza, żebyśmy mogli nią rozporządzać.
- Choć… myślę, że moglibyśmy zataić ten fakt przed naszym panem
- niepewnie włączył się Uther Savinyos.
- Nie jestem pewien. Jesteśmy najemnikami i nie płaci nam za handlowanie na boku…
- Pieniądz rzecz święta, tu masz rację
- najemnik pokiwał głową, patrząc na Vaellę.
- Panowie, jakby mało było niewolników... oferuję Wam możliwość dodatkowego zarobku, bo nie chce mi się wyszukiwać służek, a te mi się podobają. Nie będę jednak tracić czasu na wasze dylematy. Pytam ostatni raz. Ile?
- To szlachetne dziewczęta. Warte są co najmniej każda po dziesięć złotych monet
- Uther spojrzał w bok.

Vaella uznała, że cena jest przesadzona co najmniej dziesięć razy.

- Wydaje mi się, że to trochę za dużo, aczkolwiek mojego małżonka, Aerona Targaryosa, dowódcę gwardii stać na taką rozrzutność. Pytanie tylko czy to nie wzmoże kontroli waszych ładunków - szlachcianka mówiła jakby od niechcenia - Oczywiście, jeśli byłby to prezent na nasze zaślubiny, z pewnością szepnęłabym małżonkowi dobre słowo... Ale to już od panów zależy - uraczyła ich uroczym uśmiechem.

Najemnicy spojrzeli po sobie.
- Droga pani, jeżeli oddamy ci te dwie kobiety i wrócimy z niczym, draco Celtigar nas wychłoszcze, po czym skaże na śmierć za złodziejstwo.
- Proszę zrozumieć, choć mieć przyjaciela w bęk… draco Targaryosie byłoby niezwykle zacne, to jednak lepiej pozostać żywym poddanym swojego żywiciela, niż martwym ciepłym wspomnieniem w sercu kogoś innego. Nawet jeżeli byłoby to serce tak mężne i odważne, jak pani małżonka.
- Jednakże… być może skorzystalibyśmy z własnych rezerw, aby spłacić draco Celtigara i sprzedać ci jedną niewolnicę, a drugą podarować. Na tyle starczy nam skromnego dobytku własnego.
- To znaczy, że średnia cena spada o połowę, do pięciu złotych monet na głowę. Z naszej strony to szalone i nierozsądne, jednakże darzymy wielkim szacunkiem zarówno panią, jak i draco Targaryena.

- Targaryosa - szeptem upomniał go drugi. - To bękart, nie czystej krwi.
- Targaryosa - już głośno dodał Uther.
- Umowa stoi. Proszę załadować... towar. - rzuciła Vaella przez ramię.

Nie chciała, by mężczyźni zauważyli jak bardzo się ucieszyła. Wiedziała, że to co zrobiła, było tylko kroplą w morzu niewolniczej krwi, lecz przynajmniej nie stała obojętnie. Dla tych dwóch dziewczyn świat zmieni się na lepsze.
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...
Mira jest offline  
Stary 25-04-2016, 18:40   #5
 
Ombrose's Avatar
 
Reputacja: 25783 Ombrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputację
Rzeka przepływała pod Murem Vhagara, przebita grubymi, ciasno ustawionymi prętami. Zbrojnik stojący na flance, zauważywszy godło jej rodu, dał znak ręką swojemu towarzyszowi. Kołowrotek poszedł w ruch. Vaella obserwowała, jak kraty podnoszą się. W rezultacie otworzyło się przejście, za którym czekało Międzymurze. Jedna chimera stojąca na brzegu Szklanej Rzeki uśmiechała się do niej złowróżbnie. Jej koleżanka, wykuta po drugiej stronie, wyciągała usta w niemym, rozpaczliwym krzyku. Obie zapraszały Vaellę do nowego życia.

- M-mhysa - jęknęła jedna z zakupionych niewolnic. Klęczała na pokładzie, cała drżąca i przestraszona. - D-dziękuję za t-twoją łaskę.
Niewprawnie mówiła po valyriańsku, jednak nie sprawiało to (przynajmniej na tym etapie) problemów w komunikacji. Jej koleżanka ciągnęła ją za ramię i gorączkowo szeptała do uszu w języku ghiscari.
- P-proszę jej nie bić. J-ja nauczę ją pięknego języka, p-pani języka - zapewniła kobieta. - Cz-czy nada nam pani imiona?
- Czyżby matka wam ich nie nadała? - Vaella podciągnęła brwi do góry. Niewolnica wyraźnie się zmieszała.
- Proszę na mnie mówić K-krwawnik. Tak, jak kwiat. M-moja siostra to Piwonia.
- Mogę was zapewnić, Krwawniku i Piwonio, że od teraz już nic wam nie grozi.
Krwawnik skinęła uprzejmie głową, po czym wycofała się do pokoju pełniącego funkcję magazynu, zgodnie z rozkazem Vaelli.
“Być może mówią, że mnie kochają, ale to nie znaczy, że tak myślą. W tej chwili jeszcze nie mogą mieć pewności, że jestem lepsza od ich poprzedniego pana, którego też zresztą nie znały.”

Imperium Valyrii strzegło wielu bogów, jednak tylko trzech z nich sprawowało pieczę nad murami stolicy. Najbardziej zewnętrznie położony był Mur Meraxesa. To o nim wspomniał Uther Savinyos. Odgradzał niziny od miasta, w którym gnieździła się biedota. Ten obszar najczęściej zwano Suburbium. Następny był Mur Vhagara, który oddzielał prostaczków od szlachetniejszych rodów Valyrii - zarówno wchodzących w skład Czterdziestu, jak i tych mniej prestiżowych. Tutaj wzrastały ogromne ogrody z owocowymi drzewami, Domy Poezji - ekskluzywene burdele, opery oraz teatry podparte na grubych, marmurowych kolumnach. Mrowie dobrze strzeżonych, wspaniałych rezydencji gnieździło się wśród szerokich ulic. Ten obszar nazywano Międzymurzem. Ostatnim, trzecim był Mur Baleriona, który bezpośrednio chronił Obsydianową Twierdzę. Była to ogromna konstrukcja, którą przed wiekami zdobył Yveltas Pierwszy. Ogień jego smoka - pierwszego smoka Valyrii - spłynął na fortecę należącą do króla, którego imię już dawno temu zapomniano. Żar był tak silny, by skrystalizować zewnętrzną powierzchnię piaskowca w czarny obsydian, od którego nazwano zamczysko.

Vaella miała tam zamieszkać.

Obsydianowa Twierdza stanowiła schronienie tylko dla najbardziej okazałych rodów należących do Czterdziestu. Vallaeronowie należeli do bezpośrednich potomków Yveltasa Pierwszego, sprawowali pieczę administracyjną nad miastem i parali się kupiectwem. Najbogatsi byli Aerralisowie, od których pochodziła matka Vaelli i którzy posiadali kopalnie złota w okolicach Oros. Największą potęgę militarną Valyrii stanowili jednak Veltalosowie, posiadający aż pięć smoków. To z powodu ich niedopatrzenia draco Bariar zginął i to za ich dziedzica miała wyjść kuzynka Vaelli. Taranyonowie posiadali największą flotę morską - wojenną i rybacką. Qartheosowie cieszyli się płodnymi ziemiami wokół Tyrii, zaopatrujących w żywność połowę półwyspu oraz Zielonymi Domami, w których znachorzy leczyli prostaczków. Celtigarowie wytwarzali valyriańską stal. Daldaerysowie - chociaż część z nich mieszkało w Obsydianowej Twierdzy - posiadali na własność Czarny Zamek, wznoszący się w Międzymurzu. Mieli też opinię maegi. Bariarzy stanowili gałąź tego rodu, jednak do tej pory nie było dla nich miejsca w Obsydianowej Twierdzy. Małżeństwo Vaelli zmieniło to. Wojskowe stanowisko bękarta Targaryenów kazało mu zamieszkać wewnątrz fortecy, gdzie odbywały się narady wojenne. Wzięcie za żonę szlachcianki skoligaconej z Daldaerysami i Aerralisami to umożliwiało.

Szklana Rzeka zakręcała, omijając Mur Baleriona, toteż Vaella została zmuszona zejść z łodzi wraz ze swoją eskortą. Wsiadła do palankinu, którego dźwigało kilku mężczyzn. Choć starała się zobaczyć jak najwięcej, miarowe bujanie powoli zaczęło ją usypiać. Krwawnik cicho nuciła jaką smutną, spokojną melodię. Kołysanka zwabiła Vaellę w świat sennych marzeń.

Wkrótce obudził ją Amirio.
- Droga panienko, te dwie wieże należą do pani oraz draco Targaryosa. Palankin jest za duży, nie zmieści się na schodach.
Vaella przeciągnęła się, po czym zaskoczyła na posadzkę. Pożegnała się z kupcem, po czym spojrzała na spektakularny pejzaż ciągnący się w oddali. Wysokość, na której znajdowała się Obsydianowa Twierdza, gwarantowała przecudowne widoki na jeziora, doliny, serpentynę Szklanej Rzeki, która znikała na południowym wschodzie...
"Oby nie znudził ci się ten widok", pomyślała cynicznie.

Dwie godziny potem przypatrywała się przepięknym sukniom, które wypełniały szafy w jej komnacie. Cekiny, drobny jedwab, koronki zdające się równie wrażliwe, co pajęczyny. Jedno futro nawet zafarbowano na kolor, jakiego wcześniej nie widziała. Służba wciąż wnosiła jej posag po schodach i lokowała go w wybranych pomieszczeniach, jednak Aeron Targoryos nie pojawiał się. Minęła następna godzina, a słońce zelżyło na intensywności. Było również ciszej, gdy cały załadunek został przetransportowany. Vaella opierała się o okiennicę, spoglądając na smoka wzlatującego w oddali, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.

- Sahr Qartheos chce się z panią widzieć - rzekła służąca. - Czy mam go wpuścić, droga pani?
Vaella nie miała nic przeciwko. Wnet do jej komnaty wszedł przystojny, ciemnooki i ciemnowłosy mężczyzna średniego wzrostu. Jego uroda dobitnie przypominała o domieszce krwi Rhoynarów w żyłach jego rodu.

[MEDIA]http://1.fwcdn.pl/ph/08/66/540866/297634_1.1.jpg[/MEDIA]

Uśmiechnął się, po czym wytwornie ukłonił.
- Proszę mi wybaczyć, że dopiero teraz witam panią w Obsydianowej Twierdzy, pani Bariar. Nazywam się Caspar Qartheos i jestem najstarszym synem draco Qartheosa. Dla wszystkich to prawdziwa radość i zaszczyt, móc gościć... proszę mi wybaczyć, to niewłaściwe słowo. Pani nie jest naszym gościem, lecz współmieszkańcem. Tak właściwie, to w tym momencie to pani gości mnie - roześmiał się. - Mam na myśli... to prawdziwa przyjemność - dodał. - Proszę wejść! - krzyknął.

Do wnętrza wtoczyły się wózki z parującymi daniami. Gęś, kaczka, wołowina. Słodkie, cynamonowe ciastka. Szklane butle wina otulone gałganami, aby nie wystygło.

- Uznałem, że będzie pani chciała posilić się po trudach podróży. Zresztą, ja sam umieram z głodu! Proszę zrobić mi tę przyjemność i zjeść ze mną obiad. Draco Targaryos może być zazdrosny, jednakże rolą żony jest dobrze się bawić, a nie dbać o męża, toteż proponuję moje towarzystwo! - wyszczerzył się radośnie.
 

Ostatnio edytowane przez Ombrose : 25-04-2016 o 18:48.
Ombrose jest offline  
Stary 29-04-2016, 17:10   #6
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 24802 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Zaczęło się. Jej własne piekło, gorsze niż pożoga smoczego oddechu, oto wdarło się przez próg komnat, które były tylko zwodniczą barierą.

Przyjęcia, odwiedziny, fałszywe uśmiechy i przyjaźnie, intrygi, knowania, zepsucie, ukryte za fasadą przepychu. To wszystko z czym Vaella walczyła, tutaj dopadło ją ze zdwojoną siłą. Jakby nie dość nieszczęścia miała w postaci Targaryos - męża nawet nie z rozsądku, lecz z wyrachowania oraz szantażu. Wciąż ciężko było oswoić się z tą myślą i zaakceptować przegraną bitwę.

Dziewczyna odetchnęła. Wojna wciąż trwała.

Z szerokim uśmiechem powitała natręta, który najwyraźniej nie wytrzymał ciekawości i postanowił wykorzystać swoje urodzenie, by poznać młodą żonę jednego z największych łamaczy serc Obsydianowej Twierdzy, która przez najbliższe dni będzie zapewne głównym tematem zamkowych plotek.

- Sahr Qartheos, co za niespodzianka - podeszła do gościa, wyciągając dłonie i łapiąc nimi ręce mężczyzny w geście przyjaźni - Jakże miłe sercu zagubionej kobiety jest twoje powitanie. Z przyjemnością zasiądę do wspólnej uczty i jeśli nie będziesz miał nic przeciwko, poproszę cię o pomoc w nadrobieniu towarzyskich zaległości. Wiesz pewnie, że moja droga matka nigdy nie była zbyt towarzyska...

"Co też po niej odziedziczyłam" - dodała w myślach.

- Oczywiście, że panią wprowadzę w tutejsze towarzystwo. Dobrze, że wspomniała pani o swojej matce, tak właściwie jest jednym z powodów, dlaczego do pani przychodzę. Ale to nie temat na tę chwilę. Proszę podać dania - sahr Qartheos uśmiechnął się do służących.

Zaczęli od ciężkiego gulaszu pachnącego dziczyzną, pomidorami, bazylią i miodem. Potrawę nabierano ze wspólnego naczynia zarówno dla Vaelli, jak i jej gościa. Być może chciano w ten sposób wykluczyć możliwość otrucia.

- Najświeższą, najbardziej gorącą nowiną, oprócz pani małżeństwa, są zaręczyny panienki Aerralis z najstarszym synem lorda Veltalosa. Gdy usłyszałem o tym, ucieszyłem się z całego serca, lecz nie wszyscy tak samo reagują. Boją połączenia się fortuny rodu pani kuzynki z twardą pięścią i smoczą siłą drugiego, też wspaniałego rodu. Ale Vallaeronowie już wcześniej nie byli przychyli zarówno Bariarom, jak i Aerralisom - mężczyzna dodał cierpko. - Chyba nie powinienem o tym mówić, jednakże… słyszałem jak lord Vallaeron mówił do swojej małżonki, że obecność osoby z nieprawego łoża za Murami Baleriona kala to święte miejsce. Nieprzychylnie wypowiadał się również o panience, ale tych słów nie powtórzę. Naprawdę o żadnej damie nie powinno mówić się, że pochodzi z zaścianka, zwłaszcza jeśli jest valyrijką czystej krwi - Caspar z odrazą pokręcił głową. - Mam nadzieję, że smakuje pani strawa?
- Owszem, wyborna - odparła Vaella, choć od kilku minut nie wzięła żadnego kęsa do ust - Cóż, przykro to słyszeć. Mój świętej pamięci ojciec uczył mnie jednak, że skoro o tobie mówią, to znaczy, że coś znaczysz. Widać małżeństwo panny z zaścienka i bękarta zaniepokoiło lorda. - mrugnęła do Caspra, jednocześnie próbując przejrzeć jego reakcję. Po której był stronie? Nie potrafiła jednak tego ocenić. Mężczyzna wydawał się szczery, spokojny i zrelaksowany… jednak mógł być po prostu dobrym aktorem.

- Oczywiście, że zaniepokoiło - sahr Qartheos skinął głową. - Jak wiadomo, stanowisko generała jest bardzo zaszczytne. Według prawa w danej chwili może być jedynie trzech mężów tego tytułu. Kiedy miesiąc temu draco Taranyon zginął na froncie - zakasłał znacząco - wcale nie dźgnęła go jedna z tamtejszych kurew w trakcie lubieżnej nocy - znowu zakasłał - to jedno miejsce zwolniło się. Lord Vallaeron już zacierał sobie ręce na ten zaszczyt, gdy nagle na scenie pojawiła się znacznie bardziej uzdolniona postać. Pani mąż. Jutro będzie miało miejsce głosowanie celem zarządzenia, kto zostanie następnym generałem. Czy zwycięży talent, młodość i umiejętności, czy też starość, zgnuśniałość i znajomości - sahr Caspar spojrzał znad talerza prosto w oczy Vaelli. - Mi zależy jedynie na dobrze imperium, dlatego stanę za draco Targaryosem. Polecę to również przedstawicielom rodów podległych mojemu. Mam nadzieję, że Bariarzy nie zapomną o tym w przyszłości.
- Jak i o wspaniałej wieczerzy - Vaella podniosła kielich w geście toastu. Trochę się uspokoiła, pojmując, że Qartheosowi najwyraźniej chodziło o wpływy i ewentualny sojusz. Po chwili jednak przypomniała sobie, że sahr wspomniał o jeszcze jednej sprawie.

- A o co chodziło z moją mateczką? - zapytała, gdy wypili toast.

Vaella poczuła charakterystyczny smak białego wina. Drogiego, z południowych winnic. W Obsydianowej Twierdzy wystawność była obowiązującym standardem. Po toaście sahr Caspar jednak wyraźnie spochmurniał.
- Nie chcę psuć nastroju - mężczyzna skrzywił się. - Ale słyszałem o chorobie pani matki. Podobno źle rokuje.

Przed oczami Vaelli stanęła lady Baela, gdy widziała ją po raz ostatni. Było to łzawe pożegnanie. Obie przeczuwały, że już więcej się nie zobaczą. Kaszlała krwawą plwociną, a służące stale okładały jej czoło mokrymi ręcznikami. Żadne jednak napary, ani obrządki nie poprawiały stanu zdrowia pani matki. Każdy przeczuwał jej nadchodzącą śmierć.

- Powszechnie wiadomo, że mój ród posiada dużą sieć Zielonych Domów, zarówno w Valyrii, jak i pozostałym miastach imperium. Służą nam kapłani i zielarze o najwyższych umiejętnościach. Najwspanialszy z nich jest Erdric, który asystuje w chorobie mojego pana ojca, tutaj, w Obsydianowej Twierdzy. Proponuję, aby pani pani matka spoczęła w pokoju obok mojego dogorywającego pana ojca i oddała się opiece Erdrica. Może to być dla niej jedyna szansa…

To było zbyt piękne. To był wielki dług! Vaella wiedziała o tym, ale... była gotowa oddać wiele dla rodziny, a szczególnie dla matki, która może nie należała do najmądrzejszych, ale serce miała gołębie.
- Jeśli byłaby taka możliwość... choć nie wiem czy nas stać. Mnie i matkę. Jeśli chodzi o małżonka... musiałabym go przekonać.
“zaszantażować - tylko czym” - dodała w myślach.
Sahr Qartheas obruszył się.
- Nie jest tajemnicą, że Zielone Domy nie pobierają opłat za leczenie ludu, dlaczego więc miałbym kazać miłej pani opróżniać sakiewkę? To mój obowiązek i przedsmak przyjaźni, która, jak mam nadzieję, rozkwitnie między nami - z powrotem się uśmiechnął. - Pana męża nie trzeba informować, ani przekonywać. Możemy utrzymać to w tajemnicy, jeśli tak pani sobie życzy. Jako że Erdric musi być stale przy ojcu, pani matka i tak musiałaby zamieszkać w jego wieży. Nie ma powodu, dlaczego draco Targaryos miałby zgłaszać obiekcje.
- To bardzo... uprzejme. Nie, no... naprawdę będę wdzięczna - Vaella czuła jak maska z jej twarzy zsuwa się i roztrzaskuje na ziemi. Tu jednak chodziło o jej matkę!
Sahr Caspar uśmiechnął się uprzejmie, po czym wstał.
- Mam nadzieję, że pośle pani po nią jak najszybciej. Z wiadomych względów - skłonił się. - I… zapomniałbym. Jutro po głosowaniu odbędzie ceremonia Nadania. Mój brat skończył dwa lata i otrzyma swoje smocze jajo. Rytuał powiąże serce jego oraz smoczego zarodka na wieki. Mam nadzieję, że obecności pani Vaelli uświetni tę uroczystość?
Kobieta również wstała.
- Będę zaszczycona.- odprowadziła gościa do drzwi.

Odetchnęła, gdy mężczyzna wyszedł. Miała paskudne wrażenie, że właśnie w coś się wplątała. Ale czy mogła nie skorzystać z sytuacji?

- Czy... mamy posprzątać po posiłku? - Krwawnik wyrwała Vaellę z zamyślenia.
- Tak... jasne... to znaczy - szlachcianka spojrzała na dwie niewolnice - Na smocze wiatry! Przecież wy na pewno też jesteście głodne!
- Nic nie szkodzi, pani, my...
- Dajcie spokój, siadajcie i jedzcie. Jeszcze sporo zostało. Niektórych potraw nawet nie ruszyliśmy. Oto jak szlachta marnuje jedzenie, psia mać!
- Pani, chyba nie wypada...
Vaella podniosła rękę w geście zatrzymania. Niewolnica posłusznie umilkła.
- Siadajcie i jedzcie. Musimy porozmawiać.
Dziewczęta wyglądały jak dwa kurczaki stojące przed wężem, lecz posłusznie zasiadły do stołu. No... co prawda Piwonia próbowała uciec ze swoim talerzem na ziemię, ale Vaella powstrzymała ją i gestem wskazała miejsce przy stole.
- Posłuchajcie, nie znamy się i nie ufamy sobie...
- Pani, to nie...
- Krwawniku, mówię jak jest. Posłuchaj mnie proszę do końca. Nie mogę wam od razu wszystkiego powiedzieć, ale powinnyście mieć świadomość, że nie kupiłam was dlatego, że potrzebne mi służki.

W oczach Piwonii pojawił się strach. Vaella widząc to, złapała się za głowę. Nigdy wcześniej nie miała takiego problemu z wyartykułowaniem myśli.

- Posłuchajcie... ja... mi zrobiło się was żal. Po prostu. Nienawidzę niewolnictwa. I gdyby to było możliwe, już teraz zwróciłabym Wam wolność. Niestety... ja sama jestem trochę niewolnicą... mojego męża. Dlatego chciałabym prosić Was żebyście zostały moimi towarzyszkami. Choć nikt poza nami nie powinien o tym wiedzieć. Oficjalnie nadal będziecie moją służbą, bo tak jest bezpieczniej dla Was i dla mnie. Przy gościach, takich jak Casper, niestety, będę Wam czasem rozkazywać. Jednak kiedy zostaniemy same... będziemy sobie równe. Pewnie będę Was o wiele rzeczy prosić, jak choćby przynoszenie posiłków dla nas z kuchni, bo szlachciance to nie wypada, ale zawsze możecie mi odmówić. Zawsze możecie mnie spytać dlaczego tak a nie inaczej chcę uczynić. Mam nadzieję po prostu, że pewnego dnia... zostaniemy przyjaciółkami.

Dziewczęta pokiwały głowami, choć w ich oczach wciąż czaiło się niedowierzanie i strach. Vaella westchnęła. Tylko czas mógł pomóc przekonać te dwie płochliwe istoty.
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...
Mira jest offline  
Stary 29-04-2016, 18:06   #7
 
Ombrose's Avatar
 
Reputacja: 25783 Ombrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputację
Reszta dnia upłynęła Vaelli bardzo szybko. Napisała list do swojej pani matki prosząc o jej jak najpilniejsze przybycie do Obsydianowej Twierdzy, zalakowała go pieczęcią, po czym kazała służącej zanieść go do ptaszarni. Kruk nie miał przed sobą dalekiej drogi - posiadłość Bariarów znajdowała się u stóp pobliskiego wulkanu, nawet nie pół dnia drogi od nowego domu Vaelli.
Następnie wspólnie z Krwawnikiem uczyły Piwonię nowego języka, aż słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Nowe służące zaoferowały pomoc w kąpieli. Nalały balię pełną gorącej, prawie wrzącej wody. Uzupełniły ją wonnymi olejkami, aż w całej wieży zrobiło się kwiatowo. Sczesały ze srebrnych włosów Baelli trudy podróży, rozmasowały sztywny kark. Następnie wytarły ją dokładnie i podały zwiewną, białą sukienkę.

- Jest pani bardzo ładna - Krwawnik prawiła komplementy. - Nic dziwnego, że pani mąż kupił panią na żonę. Urodzi pani zdrowe, silne dzieci. Jeżeli pani będzie chciała, to powróżę pani.

Zdaje się dziewczyna ghiscari wzięła nieco zbyt dosłownie słowa Vaelli o byciu niewolnicą Aerona Targeryosa.

Wkrótce słońce zaszło, a Vaella została sama w swojej komnacie. Zadrżała, choć wcale nie było zimno. Zatęskniła za domem, za braćmi. Zapaliła ogarek, po czym wyjęła ze skrzyni zdobioną mandolinę. Była prezentem od pana ojca na dwunasty dzień jej imienia. Niedługo potem draco Malarr zmarł w bitwie, a Vaella zaczęła strzec instrumentu, jak oka w głowie. Usiadła na łożu, po czym przesunęła palcami po strunach. W powietrzu zawibrowały dźwięki kołysanki, którą nucił jej ojciec, kiedy była dzieckiem. Przez chwilę odniosła wrażenie, że jest przy niej i strzeże ją. Mogłaby przysiąc, że pomiędzy tonami słyszała ciepłą barwę jego głosu. Otarła zaczątek łzy w kąciku oczu.

Nagle usłyszała szelest za oknem. Odłożyła mandolinę, po czym wsparła się o okiennicę i wyjrzała na zewnątrz. Ujrzała mężczyznę okrytego ciemnym płaszczem, który wspinał się po wieży w górę niczym pająk! Wprawnie wsuwał palce w szczeliny, załamania. Podpierał się, gdzie materiał ukruszył się. Vaella westchnęła cicho, po czym złapała świecznik, niczym broń. Wnet jednak wiatr zsunął kaptur z głowy intruza, odsłaniając znajomą twarz.

[MEDIA]http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/c0/89/d5/c089d59887f021c6945de278d8bb133e.jpg[/MEDIA]

Daemos!
Vaella wypuściła świecznik z rąk, kiedy gladiator bezceremonialnie przeszedł przez okno i zrzucił ich obojga na łoże. Długie, czarne włosy musnęły policzek dziewczyny, a w ślad za nimi poszły jego usta.
 
Ombrose jest offline  
Stary 30-04-2016, 16:32   #8
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 24802 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Był tutaj. Jedyny, ukochany. Był tutaj wbrew zdrowemu rozsądkowi, na przekór światu. Choć miała już nigdy go nie zobaczyć, znów czuła na wargach smak jego ust, dotyk twardych jak skała mięśni, które coraz śmielej wędrowały po jej ciele.

- Pani, wszystko w porządku? - głos Krwawnika był niczym kubeł zimnej wody. Przerażona Vaella spojrzała najpierw na Daemosa, a potem potoczyła wzrokiem po komnacie, szukając jakiegokolwiek punktu odniesienia. Tak, świecznik! Przewróciła świecznik. Z pewnością to ten dźwięk zaniepokoił służącą.

- Wszystko dobrze - starała się, by jej głos brzmiał normalnie - Gapa ze nie i strąciłam świecznik, ale nic się nie potłukło. Możesz iść spać, Krwawniku.

- Dobranoc, pani.

Służąca odstąpiła od drzwi, zaś Vaella poczuła jak ciężar spada z jej piersi.

- Dobranoc - odpowiedziała, a Daemos uśmiechnął się szeroko.

- Oj tak, to będzie dobra noc... - wyszeptał jej do ucha, po czym ukąsił płatek.

Dreszcz przeszedł ciało Vaelli, a pod jej cienką koszulą na piersi zarysował się wyraźny kształt sutków. Mimo to zaparła się dłońmi o umięśniony tors mężczyzny, by nieco go od siebie odsunąć i wysyczała wściekle:

- Czyś ty oszalał?! Jeśli ktoś cię widział, to skrócą cię o głowę! Te wieże należą do bękarta i na pewno są pilnowane! Do kroćset, Daemos! Czy chcesz, żeby całe to moje poświęcenie poszło na marne? Oni mają teraz tylko ciebie!

Wbrew rozsądkowi Vaella poczuła napływające do oczu łzy. Choć obiecała sobie, że będzie dzielna i zniesie wszystko włącznie z nocą poślubną bez słowa skargi, to teraz, w towarzystwie ukochanego, czuła jak mur, którym otoczyła serce, pęka. Tak bardzo pragnęła jego pocieszenia...
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...
Mira jest offline  
Stary 02-05-2016, 14:56   #9
 
Ombrose's Avatar
 
Reputacja: 25783 Ombrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputacjęOmbrose ma wspaniałą reputację
Daemos pocałował policzek, po którym spłynęła łza.

- Mógłbym każdy dzień spędzać z daleka od ciebie, pełniąc tylko i wyłącznie funkcję gwardzisty draco Veltalosa. Dostawać dobrą strawę, spędzać noce z dziwkami, prowadzić cały czas to samo, nudne życie… i zestarzeć się, myśląc o tobie. Wolę umrzeć młodo, przytulony do twojej piersi, niż zgnić w bezpieczeństwie.

Przesunął dłońmi po jej ciele, które od nagości chroniła jedynie cienka warstewka materiału.
- Nawet nie masz pojęcia, do jakiego szaleństwa mnie doprowadza - mruknął, myśląc o sukience. Przez chwilę Vaella była pewna, że przedrze tkaninę na pół. - Proszę, powiedz mi, że masz to już za sobą. Noc z bękartem. Że już posiadł cię i twoja czystość… zachowanie jej… nie stoi między nami… - rzekł, jakby w gorączce.
Dziewczyna zesztywniała.
- Tylko o to ci chodzi? - zapytała podejrzanie cicho - Myślę, że dla Aerona to bez znaczenia czy będę dziewicą, czy nie. Póki co nie kwapił się, by mi odbierać wianek, a ja nie zamierzam go łatwo oddać. Naprawdę... myślisz, że przespanie się z wrogiem, to coś, co chciałabym mieć już za sobą? Myślisz, że nie wiem, skąd się biorą dzieci? Chciałbyś pieprzyć mnie, podczas gdy w moim łonie rozwijałoby się dziecko bękarta?!
Vaella odwróciła twarz.
- Wynoś się, Daemos. - szepnęła ledwo słyszalnie.
Mężczyzna skrzywił się i odsunął, ale nie opuścił jej komnaty.

- Wiesz, że cię kocham. Wielokrotnie chciałem razem uciec. Przedostać się na statek, na przykład ten, należący do lorda z Westeros, który niedawno przypłynął. Pożeglować gdzieś daleko. We dwoje. Nie musiałabyś należeć do bękarta, a ja mógłbym cię mieć na własność - mówił szeptem. - Lecz tak nie można. Dlaczego? Bo muszę walczyć o wolność moich braci i sióstr. Niewolników. Kiedy u mojego boku stanęła szlachcianka, wpierw obawiałem się pułapki, lecz później, kiedy ci zaufałem… cieszyłem się, że mamy przyjaciół wśród valyrijczków. Lecz wtedy złapali cię i zrozumiałem… że pani z Czterdziestu powinna walczyć nie jak niewolnik, lecz jak… pani z Czterdziestu. Jak polityk. Niech Balerion mnie spali, ty też zyskałaś na tym małżeństwie. Bariarzy jako ósmy ród dołączyli do Obsydianowej Twierdzy. Tutaj możesz coś zmienić i to lepszymi środkami, niż wypisując hasła na murach. Schowaj swoją dumę do szkatułki, wyrzuć ją przez okno i pozyskuj wpływy. Oddaj się bękartowi, urodź mu dzieci, zakręć mu w głowie. Bądź jego narkotykiem. Nie przetrwasz w tym zamku, jeżeli będziesz toczyć wojny z jego mieszkańcami i jeszcze panem mężem.

Daemos znów się przybliżył.
- Jeżeli nie zależy ci już na niewolnikach, to przynajmniej zrób to dla swojego rodu.
 
__________________
stardust, energy and water
Ombrose jest offline  
Stary 02-05-2016, 16:11   #10
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 24802 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Vaella skuliła się na posłaniu, podciągając kolana pod sam podbródek. Ukryła twarz tak, że tylko jej oczy były widoczne - duże ze strachu, załzawione, o kolorze czystego ametystu.

- Wiem, że masz rację - powiedziała po chwili - Nie wiem tylko czy potrafię. Już teraz... trudno patrzeć mi w zwierciadło...To okropne, tak wiele fałszu widzę na własnym obliczu.
- Fałszu? - zapytał Daemos, przybliżając się i ujmując dłonie Vaelli.
- Kłamstwo nakładam na siebie wraz z poranną suknią. Kłamię, gdy kogoś spotykam, gdy jem obiad... Kłamstwo mam nałożone na twarz... Iiii... Wiesz, czuję, jak ta maska wgryza mi się w skórę. Ja... już nie wiem, kim jestem, Daemosie. Dziś kupiłam dwie niewolnice. Chciałam je ocalić od tego, co miało je spotkać, ale jakby nie patrzeć... stałam się częścią koła, które wciąż się toczy. Na miejsce tych dwóch dziewczyn, zostaną kupione jakieś inne. Dopóki jest popyt, jest też podaż... Ludzie są i będą niewoleni. Nie wiem już czy to, co robię, ma sens... - wyrzuciła z siebie, unikając spojrzenia gladiatora.

- Dziewiętnaście lat życia to trochę wczesna pora na czucie się pokonaną - odparł Daemos. - Nie znałem własnej matki. Wychowywał mnie mistrz w Astaporze. Nie słowem, lecz biczem i pięścią. Wraz z innymi ciągnąłem liny z ciężkimi blokami na budowę piramid. Krew, pot, żółć… tylko tyle znałem. Kiedy sprzedano mnie koloseum, cieszyłem się, że będę mieć okazję umrzeć, jak mężczyzna. Jednakże… nie umarłem. Każdego dnia trenowałem walkę, a potem stawałem w szranki z innymi. Wygrywałem. Zasypiałem, czując gorączkę walki w płucach, budziłem się, zastanawiając, czy będzie mi dane dożyć nocy. Przeżyłem piekło, lecz wywalczyłem sobie wolność i zaciągnąłem się na służbę u draco Veltalosa, która okazała się niebem i wybawieniem.

Daemos odchrząknął.

- Jeżeli chcesz, żebym żałował cię dlatego, bo masz fałszywie uśmiechać się, to źle trafiłaś - mruknął, po czym naciągnął płaszcz, zbierając się do opuszczenia komnaty. - Jeżeli uważasz, że walka nie ma sensu i nie warto próbować… to może po prostu połóż się na tym łożu i umrzyj. Zawsze mnie dziwiło, jak ci, którzy mają w życiu najlepiej, potrzebują największego wsparcia duchowego.

Vaella patrzyła na Daemosa oniemiała, po czym szybko wstała z łóżka i złapała go a rękę.

- Nie idź... przepraszam... Ja... ja po prostu potrzebowałam się wyżalić. Dam radę. Zniosę gorsze rzeczy, jeśli będzie trzeba. - mówiła z coraz większą energią, a na jej policzkach pojawiły się lekkie rumieńce - Daemos... jeśli całkiem cię nie zraziłam... nauczysz mnie? Nauczysz mnie, jak mam omotać bękarta? No i... niech będę egoistką, ale to z tobą chcę spędzić mój pierwszy raz. - przylgnęła piersią do silnego ramienia gladiatora.

Daemos jednak potrząsnął głową. Zdaje się, że rozmowa go ostudziła.
- Przyszedłem tutaj… bo myślałem, że spędziliście już razem noc. Nie chcę jednak narażać cię na jego gniew. Powinienem już pójść, moja nieobecność może zostać dostrzeżona.

Mężczyzna wskoczył na okiennice, jak gdyby bojąc się, że się rozmyśli.

- I… nie powinienem tego mówić… ale nie przychodź jutro na Nadanie Qartheosa - rzekł, nie patrząc jej w oczy.

Po chwili pochłonęła go ciemność. Mimo to Vaella jeszcze długo stała w oknie, nasłuchując jakichś krzyków bądź ujadania psów, które mogłyby świadczyć o tym, że ukochany wpadł w kłopoty.

"I co ja bym wtedy zrobiła? Tupnęła nóżką?"

Daemos mówił, że młoda szlachcianka z rodu Bariar może coś zrobić, coś wielkiego... Ona jednak wciąż czuła się małą myszką lub raczej lalką - marionetką w rękach wielu kuglarzy.

Nawet gladiator nią manipulował. Była tego świadoma, choć wierzyła, że w jego przypadku powodem jest wyższość idei a nie własny los. Ten człowiek nie wiedział co to strach o życie. Dlatego wciąż żył. Paradoks?

W końcu Vaella odstąpiła od okna i spojrzała na swoje odbicie w dużym zwierciadle toaletki. Choć pokój rozświetlał zaledwie jeden płomień świecy, noc była jasna i dziewczyna potrafiła dostrzec kontury ciała.

Przełknęła ślinę. Powoli, nie odrywając wzroku od odbicia sięgnęła tasiemki na piersi. Lekko drżącymi palcami rozwiązała ją, odsłaniając krągłe wzgórza niedużych piersi. Przesunęła opuszką palca pomiędzy nimi, zakreślając kształt wokół rozcięcia koszuli. Uśmiechnęła się do odbicia zmysłowo, wyzywająco. Jej biodra zaczęły falować w rytm niesłyszanej muzyki. Vaella wyciągnęła do góry ręce i przeciągnęła się niby kocica, prężąc swoje nagie, młode ciało.

Matka mówiła, że odziedziczyła wszystko to, co najlepsze z wyglądu obu rodów. I choć z pewnością dłuższe nogi czy większe piersi byłyby dodatkowym atutem, to ładnie zarysowana wąska talia w zestawieniu z krągłymi pośladkami czyniły jej ciało apetycznym.

Nie przerywając tańca, dziewczyna zakreśliła dłonią owal twarzy, po czym przesunęła palcami po szyi - tak, jakby była to dłoń kochanka - zachłannie i delikatnie zarazem. Kiedy palce sięgnęły ramienia, dziewczyna strzepnęła z niego, niby niechciany liść, ramiączko koszuli. Ta, nie mogąc się już dłużej utrzymać, zsunęła się z ciała Vaelli, ukazując księżycowi jej skórę w kolorze kości słoniowej.

Jasnowłosa dziewczyna przyjrzała się sobie, po czym z wolna, kręcąc biodrami, podeszła do zwierciadła. Wydęła karminowe wargi do swego odbicia, jakby zapraszając je do pocałunku.

- Oto twoja broń, dziewczyno. - powiedziała sobie - Umysł jest twoją tarczą, lecz to ciało jest mieczem. Żaden wojownik nie może obejść się bez broni, dlatego noś swą dumnie i nie wstydź się jej używać.

Po tych słowach przyłożyła czoło do gładkiej tafli. Chłód lustra rozjaśniał umysł i dodawał otuchy. Jutrzejszy dzień miał być kolejną bitwą - Vaella czuła, że jest na nią gotowa.
 
__________________
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic...
Mira jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169