Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-12-2009, 11:20   #1
 
Buzon's Avatar
 
[Autorska] Smak Wygranej

Miasto Machet
W jednym z trzech najważniejszych miast Północnego Landu wstawał świt. Poprzedni dzień dla niektórych mieszkańców był udany, pełen zysków i udanych transakcji, lecz dla niektórych przyniósł straty, miały miejsca pobicia, a także miały miejsce zgony w niewyjaśnionych okolicznościach. Najcenniejszą ofiarą był Starszy Bibliotekarz Orin. Prócz niego zginęły jeszcze 4 osoby. Wszystkie z wyjątkiem dwóch miały ślady jak po walce z bestią. Pozostałe były zwykłymi morderstwami. Co do dwóch ostatnich Straż wszczęła dochodzenie.
Nim słońce ukazało swoją całą istotę i majestat, na rynku panował harmider i tłok. Każdy starał się zwrócić uwagę kupujących krzycząc i wychwalając swoje produkty drąc się tak głośno na ile pozwalało gardło. Między straganami parami przechodziła Straż.

W tym dniu jak w poprzednim nie obyło się bez kradzieży i pobicia. Straż miała pełne ręce roboty. Każdego podejrzanego i złapanego rzezimieszka prowadzono do Przedceli. Miejsce to znajdowało się blisko Garnizonu, który był siedzibą Straży. W Przedceli prowadzono przesłuchania. Rzadko kto wychodził z nich z powrotem na wolność, ale Ci którym było dane wyjść na wolność nigdy nie powiedzieli co dzieje się za murami tego budynku.
Straż skupiona jest na jednej rzeczy. Ma ona obowiązek rozwiązać zagadkę tych morderstw. Jeśli tego nie dokonają Główny Dowodzący straci stołek i zostanie wysiedlony z miasta. Dlatego Straż korzysta z pomocy najemników oferując im nagrodę. Współpracuje ona także z Gildią Łowców i Tropicieli. Pomimo strat jakie ponoszą wszystkie strony to wysyłają na poszukiwania swoich ludzi. Zdaniem Gildii sprawcą morderstw nie jest jedna bestia a kilka. Nic więcej nie udało się do tej pory ustalić, albo Gildia nie chce zdradzić więcej informacji...
Wrzuta.pl - Machet
Legenda do mapy:
Czerwone koło- Rynek
Żółty prostokąt- Gildia
Niebieskie prostokąty- Bibliotek i budynki od niej przynależne
Różowe prostokąty- Budynki należące do Lorda Elronda
Zielony prostokąt- Stajnie
Niebieski prostokąt z krzyżykiem- Szpital
Ciemnozielone prostokąty- Ważniejsze karczmy
Ciemnobrązowe koła- Straznice
Ciemnobrązowy prostokąt- Garnzon
Pomarańczowy prostokąt-Przedcela
Seledynowy- Krawiec
Ciemnoniebieski- Dom wynajęty przez Regetha
Czarne prostokąty- Zwykłe budynki mieszkalne

Na mapie uwzględniłem tylko najważniejsze budynki oraz główne drogi. Znajduje się tu o wiele więcej rzeczy. Trzeba tylko zapytać o nie na gg. Tak samo nie musicie podążać głównymi drogami bo są także mniejsze uliczki, których nie ma na mapie.

************************************************** ************************************************** ************************************************** ***************************************
Sagon
Po śmierci swojego opiekuna poprzysiągłeś, że wykorzystasz swoje umiejętności do dokonania zemsty. W twojej głowie zrodził się sen. Stałeś w cichej uliczce. Po obu stronach były puste miejsca po kramach. Gdy mgła, która Cię otaczała zaczęła opadać, doszedłeś do wniosku, że stoisz na samym środku rynku. Cisza i ciemność, które cię teraz otaczały napawały cię lękiem. Mgła unosiła się mniej więcej pół metra nad brukiem. Niebo było bezchmurne. Na czarnym nieboskłonie było widać wszystkie gwiazdy. Teraz byłeś w stanie wskazać każdy gwiazdozbiór bez pomocy teleskopu. Ale Twoje największe zdziwienie przykuł księżyc. Jego tarcza świeciła tak mocno jak słońce, ale światło nie docierało ani do Ciebie ani do żadnego budynku. Wszędzie nadal panował mrok. Wiedziałeś, że coś jest nie tak. W przeciągu sekundy przeszył cię dreszcz. Poczułeś na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałeś się wokół ale nikogo nie zauważyłeś. Uczucie to jednak nie chciało zniknąć. Czułeś jak coś pojawiło się kilkanaście metrów przed Tobą na dachu budynku. Nie byłeś pewien czy coś widziałeś, czy to tylko działanie twojej wyobraźni. Zamknąłeś oczy i wziąłeś głęboki oddech. Kiedy ponownie otworzyłeś oczy i podniosłeś wzrok przed siebie przeraziłeś się. W miejscu , w którym miałeś wrażenie, że ktoś stoi rzeczywiście ktoś stał. Była to postać w płaszczu i narzuconym na twarz kapturem. Po sylwetce poznałeś, ze może to być człowiek albo elf. Stał on bokiem do ciebie. Widziałeś jak jego głowa obserwuje niebo.

Starałeś się mu lepiej przyjrzeć. Zrobiłeś niecałe dwa kroki do przodu kiedy stanąłeś jak wryty. Nieznajomy obrócił głowę w twoją stronę. Strach sparaliżował twoje ciało. Serce biło jak opętane. Czułeś jak żołądek podchodzi Ci do gardła. Miałeś dziwne uczucie wydawało się Tobie jak postać przeszywa Cię wzrokiem na wylot. Twój zdrowy rozsądek kazał ci uciekać, ale nogi miałeś jak z waty. Rządziło Tobą uczucie jak całe życie przemija Ci przed oczyma. I w momencie kiedy przed oczyma miałeś obraz martwegoOrina, powróciły ci siły. Wróciło Tobie panowanie w kończynach. Uczucie jakie towarzyszyło ci przez ostatni czas zniknęło. Postać znów obserwowała niebo. Nawet nie widziałeś kiedy to zrobiła. Owa postać ponownie odwróciła głowę. Tym razem w kierunku Wielkiej Biblioteki. Nim udał się po dachach budynków w jej kierunku, zdołałeś dostrzec jak dobywa swojej broni. Miecz opuścił pochwę bezgłośnie, a jego ostrze wyglądało jakby pochwyciło cały blask księżyca. Zalśniło w mroku, którego nawet księżyc nie był w stanie rozjaśnić.
Nie tracąc więcej czasu udałeś się za nim. Droga wydawała ci się znajoma. Ale teraz nie było czasu na przypomnienie sobie szczegółów. Mijałeś budynek za budynkiem. Mijałeś kolejny róg kiedy dopadł Cię straszliwy krzyk. Pierwszy raz słyszałeś tak przerażający głos. Kiedy się opanowałeś poznałeś charakterystyczny akcent swojego opiekuna. Ponownie zacząłeś biec. Tym razem biegłeś w szaleńczym pędzie. Po ostatnim zakręcie wybiegłeś na ulicę na której został zamordowany Orin. Widziałeś jego ciało. Leżało tak samo kiedy je ujrzałeś po raz pierwszy. Z tym wyjątkiem, że teraz nad nim stała ta sama zakapturzona postać co na dachu budynku. Nie miała ona miecza w dłoni. Postać przyklękła przy ciele. Wykonała nad nim jakiś gest. Pomimo iż czytałeś o podobnych obrzędach nigdy nie czytałeś o podobnym znaku. Nawet nie byłeś w stanie go zapamiętać pomimo swojej zdolności. Na zakończenie postać przesunęła dłoń po twarzy Orina. Następnie wstała i poprawiła kaptur, szybkim krokiem zniknęła za rogiem. Czułeś jak pęka ci serce. Podbiegłeś do ciała. Blada twarz Opiekuna wbiła ci się w pamięć, przekląłeś swoje zdolności. W twoim umyśle głęboko zagnieździła się owa blada twarz z zamkniętymi oczyma. Wydawała się ona spać. Rzeczywiście spała, ale snem wiecznym, z kórego nikt się nie może wybudzić. Trzymałeś ciało na kolanach. Poprzez łzy wykrzykiwałeś cały czas te same słowa: "Nie!!!" ,"Nie!!!". Nagle na swoim ramieniu poczułeś czyjś dotyk....

Obudziłeś się. Byłeś cały mokry. Otarłeś czoło z potu. Usiadłeś na łóżku. Głowę miałeś cały czas opuszczoną, podparłeś ją ręką. Pustym wzrokiem obserwowałeś podłogę. Wiedziałeś, że nie był to zwykły sen. Czułeś, że osoba, która była w twoim śnie może wiedzieć naprawdę sporo. Zacisnąłeś pięść prawej ręki. Powoli spojrzałeś na okno w swojej chatce. Nie tracąc czasu postanowiłeś wyruszyć. Twoja zemsta nie może długo czekać. Twój opiekun ale i także przyjaciel zasługuję na szybkie pomszczenie...




Hibbo i Gezbert

Po ostatniej misji jaką otrzymaliście w Górach Smoczych tamtejsza Gildia Dała wam kilka dni odpoczynku przed następnym zadaniem. Gildia wysłała was ze specjalną przesyłką do miasta Machet. Zobowiązaliście się dostarczyć ją jak najszybciej. Oprzyrządziliście swoje wierzchowce nim wstało słońce i opuściliście Orezmar. Podróż zajęła wam sześć dni i nocy. Po drodze, mineliścię kilka miast i jeszcze więcej wiosek. Zgodnie z obietnicą dostarczenie paczki w jak najszybszym tempie zatrzymywaliście się tylko na zasłużony odpoczynek. Przez całą drogę nie zaskoczyła was nic po za deszczem. Ulewa była intensywna. Miała ona miejsce w 3 może czwartym dniu podróży. Była silna ale trwała naprawdę krótko, jedyne coś w granicach godziny. Pierwszy raz wyruszyliście w taką daleką podróż. Widoki terenów jakie mijaliście były zachwycające, nie były one skażone ręką człowieka ani nikogo innego.



Do miasta Machet dotarliście przed zapadnięciem zmierzchu. Pierwsze co to zapytaliście się strażników w którą stronę do Gildii/ Jeden z nich wskazał wam kierunek. Podążyliście za nim. Wierzchowiec Gezberta wzbudzał fascynację wśród dzieci. Pomimo iż każda para dziecięcych oczu była zwrócona ku niemu, żadne dziecko nie miało odwagi do niego podejść i go dotknąć. W końcu dotarliście na miejsce. Gezbert zeskoczył ze swojego wierzchowca. Z sakwy, którą przy boku miała Misha wygrzebałeś przesyłkę. Rzuciłeś porozumiewawcze spojrzenie w stronę swojego przyjaciela, który potwierdził skinieniem głową, że zrozumiał o co ci chodzi. Wszedłeś do budynku.
Wnętrze budynku Gildii wzbudziło w Tobie lekkie zaskoczenie. Hol wyglądał identycznie jak hol w Gildii w Orezmar. Od wielkich żelaznych drzwi do trochę mniejszych drewnianych prowadził hol. Miał on 12 metrów długości. Po obu stronach stały kolumny podtrzymujące łuki, kóre wieńczyły wysoki sufit. Z za filarów wyszło sześcioro strażników. Pierwszy po twojej prawicy rzekł:
-" Stój! Kim jesteś i czego chcesz!!"
-"Jestem Gezbert z klanu Iron Shield. Mam dostarczyć paczkę z Orezmar"- odrzekłeś.
-"Czekaliśmy na Ciebie. Szybko się uwinąłeś. Spodziewaliśmy się ciebie dopiero jutro. Za mną!"- usłyszałeś odpowiedź.
Strażnik zaprowadził cię przez drewniane drzwi. Wszedłeś do poczekalni. Nie lubisz tego miejsca. Nienawidzisz tracić czas czekając na zdanie raportu o zakończeniu misji. Zawsze uważałeś, że lepiej zrobić kilka misji i dopiero zdać raport, ale Gildia wymaga go po każdej zakończonej misji.
-"Usiądź tu i poczekaj zaraz ktoś po ciebie przyjdzie"- rozkazał ci strażnik,. Sam uderzył w gong przy drzwiach i opuścił pomieszczenie.
Czekałeś tylko coś w okolicach pięciu minut. Po ciebie wyszedł człowiek. Mierzył on mniej więcej 170 cm wzrostu. Był brunetem o młodzieńczych rysach twarzy. Ubrany był w brązową szatę. Przemierzył Cię wzrokiem i kazał wejść do środka. Wszedłeś przez drzwi. Mijałeś kolejny hol. Po drodze zamiast kolumn mijałeś tym razem drzwi za drzwiami. Wszedliście do ostatnich drzwi po lewej stronie. Był to gabinet. Był on spory. Po prawej i lewej stronie od drzwi stały regały z książkami. Wyglądało to jak mała biblioteka. Pod przeciwną ścianą od strony drzwi na pięknie wyrzeźbionym fotelu przy biurku siedział elf. Miał długie białe włosy. Jego srebne oczy wskazywały, że jest doświadczony przez wiek. Ubrany był w czerwoną szatę zdobioną złotem.
-"Wyjdź!!"- po słowach elfa młodzieniec wyszedł.
-"Masz coś dla mnie nieprawdaż??"- rzekł do ciebie. Po złotym orle na piersi zrozumiałeś, że jest to arcymag Gildii
-"Yyy.... Tak mam"- po skończeniu wypowiedzi szybko położyłeś małą paczuszkę na biurku.
Mag przybliżył paczuszkę do siebie. Obejrzał ją. Sprawdził czy pieczęci są nienaruszone. Po upewnieniu się dodał:
-"Dobrze się spisałeś. Raport z tej misji uznaj za złożony. Aha zapomniałbym. Trzymaj"- podał ci zwój-"Tutaj masz rzeczy dotyczące twojego kolejnego zadania. A teraz opuść gabinet i udaj się do wyjścia."- dodał na odchodne.
-"Tak jest!!"- spełniłeś rozkaz odbierając zwój od niego.
Wyszedłeś przed budynek. Hibbo czekał na ciebie. Dostrzegł zwój w twojej dłoni i już wiedział, że czeka was kolejne zadanie. W drodze do budynku minęliście karczmę. Udaliście się tam w celu spożycia posiłku i zaznania snu. Odprowadziliście wcześniej wasze wierzchowce do stajni, a sami udaliście się do karczmy "Kurza Pięta". Karczma nie była szczególnie wyjątkowa a tym bardziej gustowna. Ale wam to nie przeszkadzało. Zasiedliście przy wolnym stole. Zamówiliście posiłek u kelnerki oraz przy okazji zaklepaliście sobie pokoje. Posiłek przebiegł w spokoju. Mieliście wrażenie, że dziś wyjątkowo w tej karczmie nie ma burdy. Czym prędzej udaliście się pierw do pokoju Gezberta. W nim dowiedzieliście się na czym polega wasza misja. Ustaliliście pierwotny plan działania i rozstaliście się. Wraz ze świtem obudziliście się wyspani i gotowi do działania.



Regeth
Ty oraz twoi ludzie planujecie jak uwolnić waszego slanna z więzienia. Wynajęliście dom, w którym przebywacie i planujecie przebieg zadania. Od kilku dni wiecie, że w mieście czai się coś złego. Jeden z twoich ludzi wyszedł na nocny zwiad i już nigdy nie wrócił. Doliczono go do listy tajemniczego mordercy.
Pewnego wieczoru kiedy planowaliście atak jeden z twoich ludzi zauważył szpiega. Było za późno aby udało wam się go złapać. Wiedzieliście, że trzeba działać szybko. Atak zaplanowaliście na najbliższą noc. Tuż przed zmierzchem zawitał do was posłaniec Elronda. Wiedząc, że jesteście w jego mieście wpuściliście go i wysłuchaliście jego propozycji. Lord Elrond wiedząc, że planujecie odbicie jednego z waszych szamanów przedstawił wam ciekawą propozycję. W liście napisał, że nie chce toczyć walki z rasą jaką są Saurusowie. Dodał także, że iż znając waszą siłę wojna przynoisła by niepotrzebne zniszczenie i wiele niepotrzebnych śmierci. I dlatego chce na mocy tej umowy gdzie on już złożył swój podpis dać warunek: uwolni on slanna z niewoli i oczyści go z oskarżeń jakie mu zarzucano, jeśli przywódca Regeth podejmie się zadania znalezienia bestii mordującej mieszkańców miasta. Nie ominie was także nagroda, która wynosi 7 tysięcy sztuk złota.
Cenisz życie swoich ludzi. Jesteś także przekonany w swoje jak i ich umiejętności. Wierzysz ,że to zadanie zajmie Ci zaledwie kilka dni. I jeśli bez przelewu krwi i utraty choćby jednego towarzysza broni zdołasz uwolnić wielkiego slunna zgodzisz się na taką umowę. Złożyłeś swój podpis obok podpisu lorda. Posłaniec niezwłocznie zaniósł umowę do swojego pana a ty i twoi ludzie zaczęliście ponownie planować. Tym razem jednak plan poszukiwań . Masz zamiar go wprowadzić w życie już następnego ranka.

Estatos
Całą noc chodziłeś i zamartwiałeś się. Chodziłeś od okna do okna. Była już późna godzina a twojej siostry nadal nie było. Usiadłeś na fotelu. Zaczęłęś bawić się palcami. Zastanawiałeś się gdzie ona mogła się podziać i dlaczego jeszcze nie wraca. Silva nigdy nie robiła takich rzeczy. Zawsze była punktualna. Nie mogłeś jednak usiedzieć w miejscu i dalej chodziłeś po pokoju. Nogi odmawiały ci posłuszeństwa a oczy same zamykały. Ułożyłeś się na kilka sekund na łóżku. Ze snu wyrwało cię pukanie. Otworzyłeś drzwi. W progu stało dwoje strażników.
-"Estatos??"- usłyszałeś pytanie
-"Tak"-odpowiedziałeś
-"Zbieraj się idziesz z nami."- posłusznie go usłuchałeś bo nie maiłeś ochoty trafić do Przedceli z byle jakiego powodu.
Szliście w zupełnych ciemnościach. Po kilkudziesięciu minutach dotarliście do garnizonu. Nie weszliście jednak głównym wejściem ale bocznym. Schodziliście po krętych schodach w dół. Na końcu drogi były żelazne drzwi. Strażnik otworzył je i kazał ci wejść. Drzwi się zatrzasnęły. Znajdowałeś się w holu. Po obu jego stronach stały drzwi. Brak oświetlenia nie pozwolił dostrzec Ci co było dalej w korytarzu. Strażnik ruszył prosto w ciemność a ty podążyłeś za nim. Po minucie staliście przed drewnianymi drzwiami. Strażnik otworzył ci je i kazał wejść. Usłuchałeś go. Kiedy byłeś już w pomieszczeniu zamknął za Tobą drzwi. W pokoju było tylko biurko i krzesło, za biurkiem zasiadał człowiek w średnim wieku. Miał czarne włosy i zarost na twarzy. Ubrany był w lekką zbroję a u boku miał tylko jedynie prosty miecz. Wskazał ci krzesło. Usiadłeś.
-"Jesteś ciekaw po co tu jesteś. Wiemy, że tej nocy zginęła twoja siostra."
-"Co??!! To nie możliwe!!"
-"Zamknij się i słuchaj!! Znaleźliśmy ciało. Jeden ze strażników ją rozpoznał i podał twój adres. Ciało znajduję się u naszych magów ale nie masz prawa do niego się zbliżyć. Ale nie o tym chciałem gadać. Wiem, że teraz cierpisz. chcę złożyć ci propozycję. Przyłącz się do nas. Przyda na m się nowy mag w szeregach. Chcemy znaleźć to coś!! I wiem, że teraz ty też chcesz. Możemy połączyć siły!!"
-"Ale...Sam nie wiem..."- rzekłeś cicho.
-" Nie musisz dawać teraz odpowiedzi. Wróć do domu i prześpij się z tą propozycją a rano wrócisz i dasz odpowiedź. Znasz drogę. Teraz wyjdź i zastanów się. Ja zaczekam."
Usłuchałeś nieznajomego. Nie przeszkadzało ci, że nie podał swojego imienia. Teraz miałeś w głowie mętlik. Powoli wróciłeś do domu. Osunąłeś się na łożkoi o d razu sunąłeś. W nocy śniła ci się twoja młodsza siostra. Rano obudził cię harmider. Wstałeś, przemyłeś twarz wodą z wiadra. Zjadłeś kawałek chleba i usiadłeś na skraju łóżka. Zastanawiałeś się czy przyjąć propozycję tego człowieka.


Wanderwelt


Była noc. Siedział w swoim pokoju i modliłeś się. Modlitwę przerwało Ci pukanie do drzwi. W drzwiach stał posłaniec. Przyniósł ci list od Wysokiego Kapłana. Odebrałeś list i odprawiłeś młodzieńca. Usiadłeś na łóżku rozwinąłeś rulon i zacząłeś czytać.

Drogi Wanderwelcie

Ja Wysoki Kapłan przysyłam ci ten list z prośbą o wszczęcie dochodzenia w sprawie niewyjaśnionych morderstw w mieście Machet. Tamtejszy Lord Elrond poprosił nasz Kościół o pomoc. Podejrzewa, że mogą być w to zamieszane moce piekielne. Jesteś jedynym naszym przedstawicielem w Machet. Na tobie spoczywa teraz brzemię. Twoim obowiązkiem jest wsparcie Lorda Elronda i zgładzenie tej bestii. O wyniku swojego zadania masz niezwłocznie mnie powiadomić.

Wysoki Kapłan


Zwinąłeś list z ponownie w rulon. Ułożyłeś go na biurku koło łóżka. Spojrzałeś na łóżko. skoro mam się wziąć do roboty to muszę się wyspać. Przygotowałeś się do snu i zasnąłeś. Z samego rana poczyniłeś odpowiednie przygotowania.
 
__________________
" Przyjaciel, który wie za dużo staje się bardziej niebezpieczny niż wróg, który nie wie nic."
GG 3797824

Ostatnio edytowane przez Buzon : 24-12-2009 o 11:25.
Buzon jest offline  
Stary 24-12-2009, 12:31   #2
 
Roni's Avatar
 
-"Cholera."-Gorączkowo myślę.-"Co mam zrobić? Pragnę pomścić siostrę, ale nie wiem z czym przyjdzie mi walczyć. To może wykraczać poza moje siły."
Zza okna słychać było wrzaski i głuche uderzenia.
-"Co tam się dzieje?"-Podchodzę do okna. Widzę jak dwóch strażników znęca się nad bezdomnym.-"Co się porobiło z Machet? Ej wy!"-Krzyczę do nich.-"Co on wam zrobił?"
-"Urodził się!"-Odkrzyknął wyższy.
-"Nie mam na to czasu".-Pomyślałem. "Nie mam wyboru. Idę do niego."
Pamiętam drogę. Najpierw w stronę garnizonu, potem bocznym wejściem, schodami i przez żelazne drzwi.
-"Wchodzę w to."-Powiedziałem do nieznajomego.
 
Roni jest offline  
Stary 24-12-2009, 13:28   #3
 
Sagon's Avatar
 
Cały się trząsłem. Wiedziałem o takim zjawisku, że człowiek jest w stanie zapamiętać rzeczy, o których sobie sprawy nie zdawał, że je widział. Być może mój sen wyjawił mi więcej szczegółów, które widziałem tego wieczora niż sobie zdawałem z tego sprawę. Nic, wykorzystam resztę nocy na sen. Może przyśni mi się więcej szczegółów.
Jednak kiedy zamknąłem oczy nic nowego nie przyszło do mnie. Zebrałem się z domku. Udałem się do Garnizonu. Plotki głoszą, że w mieście może grasować jakiś potwór lub człowiek zabójca. Jeśli udało by mi się obejrzeć ranę Orina mógłbym stwierdzić, który typ jest odpowiedzialny za jego śmierć. Ciało pewni zabrali do Garnizonu na oględziny. Może udało by mi się tam dostać. Ale jak…
Stanąłem przed Garnizonem. Wejścia pilnowało dwóch strażników. Mimo wszystko udało mi się wejść do środka nie będąc zaczepionym. W środku dopiero okazało się dla czego. Komnata wejściowa obstawiona była kilkunastoma strażnikami po obu jej stronach, więc nawet gdyby komuś udało się tutaj wtargnąć siłą, spotkała by go przykra niespodzianka w postaci kilku halabard wbitych w jego ciało. Na środku stało biurko a przy nim siedział jakiś oficer.
-Dzień dobry- przywitałem się grzecznie
-Słucham Pana. O co chodzi?- odpowiedział mniej grzecznie oficer
- Chciałbym zobaczyć ciało bibliotekarza Orina, który zginął wczoraj wieczorem
-Ha ha ha ha! – zaśmiał się kpiąco- Ehh… dawno się tak nie uśmiałem. A niby czemu miałbym ci na to pozwolić?
- Bo… jestem jego najbliższym przyjacielem- próbowałem trafić w jakiś przekonujący argument
- Chłopcze, gdybym pozwalał każdemu kto tu przychodzi, obejrzeć ciało mówiąc, że jest jakimś krewnych, przyjacielem czy innym znajomym, to dawno bym skończył na szubienicy za niesubordynację i narażanie na szwank śledztwa. Wybacz młody, ale nie mogę ci pomóc. Ciało będziesz mógł zobaczyć dopiero na pogrzebie a i to chyba wtedy gdy śledztwo się skończy. Na razie musisz sobie poczekać.
Z braku lepszych argumentów opuściłem Garnizon.
Musi być jakiś sposób abym zbadał ciało”- pomyślałem, ale nic mi do głowy nie przychodziło
 
__________________
Jeśli coś musisz zrobić to to zrób a nie gadaj o tym
Sagon jest offline  
Stary 25-12-2009, 00:34   #4
 
Serv's Avatar
 
„Miecz, co z mieczem? Zostawić go?” Rozmyślałem, siedząc na łóżku. Promienie porannego słońca muskały mi twarz, boleśnie atakując oczy. Niewiele myśląc przywdziałem kapłańskie szaty i nałożyłem kaptur. Padłem na kolana, i spod łóżka wyciągnąłem spory dwuręczny miecz. Machnąłem klingą, przypominając sobie treningi z czasów, kiedy myślano że będę paladynem. Oparłem owo ostrzę o ścianę, poszukując pochwy. Za żadne skarby nie mogłem sobie przypomnieć gdzie to schowałem. „Cóż, z nagim mieczem jeszcze komuś krzywdę zrobił.” Ostrzę powrotem wylądowało po łóżkiem, a ja pokój opuściłem, uprzednio list od Wysokiego Kapłana do kieszeni chowając.

Udałem się do garnizonu. Machet było pięknym miastem, przynajmniej o poranku. Lecz jego piękno przemijało, gdy tylko zło, kłamstwa, i obłuda kończyły swój sen, zalewając ulice tejże mieściny. „Dzieci, błądzicie a ja nie jestem w stanie pokierować wszystkich na właściwą ścieżkę” pomyślałem, przechodząc obok jednej z tych ulic, w której nikt nie chciał by zostać sam po zmroku. Na rynku, kilku handlarzy właśnie rozstawiało swoje stragany. Jeden z nich ustawiał skrzynię pełną dojrzałej sałaty, inny otwierał beczki z kiszonymi ogórkami. Cóż, nie miałem czasu by przyglądać się porannym rytuałom, więc przyspieszyłem kroku. „Szkoda że w katedrze nie było wolnych pokoi. Szpital to przyjemne miejsce, ale ta ilość chorych . Biedne owieczki, szkoda że nie jestem w stanie im pomóc.” obróciłem się rzucając okiem na swój tymczasowy dom.

Garnizon był pilnowany przez dwójkę strażników których pozdrowiłem przyjaznym skinieniem.
-Witajcie Dzieci Boże. Zwą mnie Ojciec Wanderwelt, przybywam by wam pomóc -W jednym z nich rozpoznałem stałego bywalca mych kazań.- Chodzi o te morderstwa, podobno mogę pomóc.
-Tak Ojcze, lecz my mamy rozkazy, nie możemy....- Rzekł pierwszy z nich. Przez chwilę zwątpiłem w Wysokiego Kapłana i jego moc sprawczą.
-Ojcze, przepraszam za kolegę. Nie poznał on jeszcze najnowszych dyrektyw, gdyż dopiero co rozpoczął zmianę.- Ukłonił się nisko, a ja odetchnąłem. To mi nieco ułatwiało sprawę. -Proszę za mną.
Sala wejściowa była wręcz przepełniona strażą. Szedłem tak za swym przewodnikiem, czując na sobie baczny wzrok mężnych obrońców miejskich. „Cóż, słyszałem o nie jednym bandycie, przebranym za niejednego kapłana.” usprawiedliwiałem sobie tą czujność. W końcu doszliśmy do biurka, za którym siedział starszy rangą oficer. Strażnik sprzed garnizonu został odprawiony skinieniem ręki. Obdarzyłem mężczyznę za biurkiem uśmiechem, podając mu list który otrzymałem wczorajszej nocy. Ten przejrzał go starannie, westchnął głęboko i rzekł.
-Czy mógłbym zachować ten list? Oczywiście o ile Ojciec go już nie potrzebuję.-Potwierdziłem skinieniem głowy. Znałem już jego treść, nie był mi potrzebny, a ci biedacy muszą wyjaśnić wszystko swoim przełożony.- Wspaniale! Tędy proszę, ciała trzymamy w piwnicach.
Tam tez się udałem.
 
Serv jest offline  
Stary 25-12-2009, 16:39   #5
 
Regeth's Avatar
 
Regeth był zaniepokojony tą sytuacją. Nie chciał współpracować ze swym wrogiem, ale nie miał wyjścia. Popatrzył na swych towarzyszy i powiedział:
-''Nie chce narażać was w żaden sposób. Dlatego macie udać się udać do Kalpaxotl, i powiedzieć królowi, żeby już zbierał armię na Machet. Pożałują swej zuchwałości i głupoty. Ale najpierw muszę uwolnić slanna.''
Po czym strażnicy odeszli.
-''Muszę się dowiedzieć czegoś o tych ofiarach'' pomyślał. Po czym udał się do gildii, aby dowiedzieć się czegoś więcej.
 

Ostatnio edytowane przez Regeth : 25-12-2009 o 18:09.
Regeth jest offline  
Stary 25-12-2009, 22:01   #6
 
Whiter's Avatar
 
Dzień był męczący, wiec liczył że noc przyniesie mu ulgę. Od tej jazdy na grzbiecie Mishy wszystkie włosy z jego krasnoludzkiej dupy mu powyłaziły. Właśnie, Misha. Czy ten leniuch czasem nie narobi zamieszania w stajni. Tylko tego by tam brakowało. W dodatku ten jego psychopatyczny kolega. Skurczybyk przydatny, ale nienormalny do cna. Nie wiedział i nadal nie wie dlaczego trzyma go ciągle ze sobą. Najwidoczniej był magnesem na takich, co sprzyjało w jego zawodzie. W dodatku jeszcze to zadanie... Wchodząc do pomieszczenia, zamaszyście trzasnął drzwiami. Jego wzrok skierował się najpierw na tobołek który znajdował się w pomieszczeniu, potem na pakunki gdzie miał linę, a potem na belkę, która podtrzymywała strop. "Tak, to może być najlepszy plan mojego życia..." pomyślał, lecz wybił sobie tą myśl strzałem w czoło. Kiedy już dotaszczył się do środka kwatery, ciepnął całym złomem pod jedno z wyr. Chwycił za pas, gdzie zamocowany miał zwój z nowym zadaniem.

" W mieście Machet grasuje coś co nie pozwala mieszkańcą czuć się bezpiecznie. Zanotowano 23 ofiary. Za prośbą Lorda Elronda nasz gildia także bierze czynny udział w poszukiwaniach. Do was należy znalezienie tej istoty. A raczej istot. W mieście grasuje więcej niż jedna bestia. Z oględzin ciał zabitych przypuszczamy, że jest ona chodzić o czterech a także dwóch kończynach... ble ble ble"

Same pierdoły. Kiedy zaczął energicznie zwijać zwój, zorientował się, że przez ramie spogląda nań psychopata. Przekręcając lekko głowę w jego stronę wytrzeszczył komicznie oczy, jak gdyby chciał on zapiąć go od pleców.

- Łuchuchu! Wielkie to brzydactwo. Musikiem to być pićkum, pićkum... jaki łak! Hi hi, kanały sprawdzimy? Łod szczurów roić się tam może, a jeden bądź kilka z nich naszymi okazać się zda

Powiedział dość komicznym akcentem. Nie dając mu czasu na dalsze wymyślanie czegokolwiek odparł

-Wygląda na to, że dzisiejsza noc będzie wyglądać na pracowitą. Pracowitą, ale nie dla nas. Ja sam planuje dzisiaj przespać się w spokoju, a jutro pomyślimy co dalej.

- Niach, niach. Noc dzisiejszą w sumie to i przespać. Ale trzejszego ranka marnować nie zda. A pora jeszcze młoda. Hi hi. Cosik te napitki za mocne były? A kanały to z ranka sprawdzić może nam przyjdzie. A i te zwłoki obaczyć musimy. Jak na moje szkiełko to pewnikiem rany kute w większości zadawało głębokie na jakieś pół dni i cięte na kilka palcy. Hi hi. Ciekawe czy jakom strychninę tam znajdziemy.

Ignorując już dalsze, zapewne ciekawe słowa które miał w butach, bo w tyłku mniej śmierdzi (chyba) rypnął się jak długi na łóżku. Tego dnia nie zamierzał już nic robić...
 
__________________
"Znaj siebie i znaj przeciwnika, a możesz stoczyć 100 bitew nie odnosząc porażki"
Sztuka Wojny
Whiter jest offline  
Stary 25-12-2009, 22:14   #7
 
andramil's Avatar
 
Ciemność. Wszędzie tylko odmęty wiecznego mroku. Czarne macki niczym winorośli oplatały jego ciało i umysł. Mówi się, że ciemność jest przeciwieństwem światłości. Nic bardziej mylnego. Ciemność jest brakiem światłości. Ta mała różnica zaprowadziła do grobu kilku jego znajomych do grobu. Ale on się jej nie podda. On będzie walczył. On...

...wreszcie otworzył oczy. Świeży wiatr owiał jego twarz. Piękne widoki ukazujące się przed jego oczyma napawały jego duszę radością. Jak jeden z nie tak wielu ze swej rasy opuścił ciężkie okowy swych podziemnych osad. Chciał ujrzeć słońce, poczuć wiatr, cieszyć się świeżym powietrzem. Czasami żałował, że na stare lata nie siedzi w ciepłym pokoiku czytając książkę i pykając fajkę. Jednakże właśnie takie chwile jak ta nadawały sens jego podróży. A do tego wędrować w towarzystwie tak idealnym jakim był Gezbert...
- Kra! Ale tu okrrrropnie! - zaskrzeczało wielkie czarne ptaszysko siedzące na ramieniu Hibba. Jego właściciel uśmiechnął się dobrodusznie pod nosem i lekko zaśmiał.

Popędzili trochę swoje wierzchowce. Mieli dostarczyć jakąś ważną przesyłkę do miasta którego miana poszukiwacz przygód nie raczył zapamiętać. No bo i po co? Przesyłka tu, przesyłka tam, jakiś bandyta do złapania czy zwierzak do oswojenia... ich życie pełne było od rozmaitych miejsc, zdarzeń, istot. Nie był czasu na zapamiętywanie mian... A może po prostu skleroza złapała starego awanturnika? Tą, jak i zapewne wiele innych tajemnic niski łowca zabierze ze sobą do grobu.
Samo miasto nie było niczym zadziwiające. W ciągu wielu lat jakie przeżył pod ziemią i nad nią jego oczy widziały cudowniejsze miasta i porty. Ale jedno trzeba było przyznać: nikt nie gapił się na nich pogardliwym wzrokiem z jakim często spotykał się stary Hibbo. Przy pomocy jednego ze strażników szybko znaleźli drogę do gildii. Zbudzili po drodze wielką sensację wśród grona najmłodszych mieszkańców. Dokładnie to nietypowy wierzchowiec jego brodatego kompana.
- Tłuste to! Nieporrradne, a te małe smarrrki ciągną niczym do samorrrrożca! - zakrakał ptak wciąż siedzący na ramieniu jednego z łowców.
- A cuzik to? Zazdrosny jest mój malutki kruczek? - odezwał się lekko śmiejąc pod swym kartoflanym nosem jego posiadacz. - Hi hi. Zazdrosny? Hi hi. Zazdrosny.
- Krrnie! - odpowiedział zwierz po czym odwrócił arogancko głowę w stronę zachodzącego słońca.
Gildia nie wyróżniała się niczym szczególnym z wielu budynków które mijali. Gezbert szybko zszedł z Mishy i wyciągnął ich gorącą przesyłkę. Kiwną głową na znak, że wejdzie sam po czym zniknął w czeluściach budynku. Hibbo został sam wraz ze zwierzakami na ulicy obcego miasta. Samotny podróżny, zwłaszcza tak niskich gabarytów mógłby stać się łatwym kąskiem dla miejscowych szuj. Mimo to on się nie bał. Mało czego się bał. Wychodził z założenia, że jest już za stary na niebezpieczeństwo które to innych czepiać się winno. Na przykład jego barczystego przyjaciela.
Staruszek zakrył starannie twarz swym kapturem. Robiło się zimno, a jego kości nie przepadały za wieczornymi chłodami.
- Założę się, że dostanie tu inną misję. - przerwał trwającą ciszę zwracając się do czarnego ptaka.
- O gałkę wołową! Dostanie skierrrowanie.
- Zgoda! Jak wygram przez tydzień nie będziesz mnie o nią prosił.
- Kra - zgodził się zwierzak.
- Jakby mieli nam kogo przydzielić wiesz co robić?
- Kra - znowu się zgodził po czym zaśmiał się. Dźwięk ten bardziej przypominał kaszlenie, a nawet odgłosy przed agonalne duszonego orka.
Czarny cień skrywał twarz łowcy. I tylko dlatego postronny obserwator nie zauważył by wrednego uśmiechu jaki wykwitł na jego obliczu.

W końcu ich nieobecny przyjaciel pojawił się w rękach trzymał niewielki zwój.
- Wygrałem - stwierdził awanturnik patrząc w dal. Ptak tylko skrzywił głowę z niezadowolenia po czym ziewną okazując brak jakiegokolwiek zainteresowania.

Mrok prawie już ogarnął przybytek ludzki. Z ulic znikać począł światek dzienny, a powoli i jakby leniwie wyłaniał się półświatek nocny. Jednakże łowcy nie byli tego już świadkami. Udali się bowiem oni do karczmy która nosiła dumne miano "Kurza Pięta", a w której to oni upatrzyli sobie nocleg. Hibbo spojrzał zadowolony na szyld po czym wymownie na swego kruka. Jakoś nie mógł się powstrzymać przed śmiechem.
- To nie Fairrrr - zakrakał jego chowaniec.

Posiłek nie był wyjątkowy. Ważne, że czyjeś zęby nie latały wkoło ani żadne ludzkie ciała nie wpadały do zupy. To oraz świeżo zarezerwowane pokoje wystarczyły by uszczęśliwić poszukiwacza. Zaraz po wieczerzy udali się oni do pokoju wojownika z klanu Iron Shield. Przeczytali oni tam notkę.
- Łuchuchu! Wielkie to brzydactwo. Musikiem to być pićkum, pićkum... jaki łak! Hi hi, kanały sprawdzimy? Łod szczurów roić się tam może, a jeden bądź kilka z nich naszymi okazać się zda. - ożywił się starszy z nich.
- Wygląda na to, że dzisiejsza noc będzie wyglądać na pracowitą. Pracowitą, ale nie dla nas. Ja sam planuje dzisiaj przespać się w spokoju, a jutro pomyślimy co dalej. - odpowiedział mu krasny człowiek.
- Niach, niach. Noc dzisiejszą w sumie to i przespać. - zgodził się z rozmówcą Hibbo - Ale trzejszego ranka marnować nie zda. A pora jeszcze młoda. Hi hi. - uparcie ciągnął i dodał z ironią - Cosik te napitki za mocne były? A kanały to z ranka sprawdzić może nam przyjdzie. A i te zwłoki obaczyć musimy. Jak na moje szkiełko to pewnikiem rany kute w większości zadawało głębokie na jakieś pół dłoni i cięte na kilka palcy. Hi hi. Ciekawe czy jakom strychnine tam znajdziemy.
Jednak krasnolud go trochę zignorował. No, trochę to mało powiedziane. Legł się na łóżku niczym zaspany król i nie miał ochoty na odpowiedzenia na zaczepki swego towarzysza.
- Hi hi. Piwo mocne było. Bra noc. Hi hi. - pożegnał sie po czym wrócił do swego pokoju.
Tam też spojrzał na swego kruka.
- No mały. Robótka dla ciebie się szykuje. Noc pracowita, nie dla nas. Hi hi. Dla ciebie
- Kra?
- No, przelecisz się nockę po mieście. Poobserwujesz. Tylko zbyt blisko mi sie nie zbliżaj. A i z balisty ni kuszy ustrzelić się nie daj. A jak z katapulty szyć będę to zwiewaj. Nom, malutki leć.
- Kraaaa... - zrzędził jeszcze wylatując. A jego pan rzucił się na wyrko i po chwili już chrapał. A śniły mu się najnowsze protezy i ekskluzywne laski dla starców.
 
__________________
Why so serious, Son?
andramil jest offline  
Stary 31-12-2009, 06:45   #8
 
Buzon's Avatar
 
Gezbert i Hibbo

Hibbo twój towarzysz przyniósł interesujące rzeczy. Kiedy wracał ze zwiadu widział włochata bestię, za która uganiał się człowiek w płaszczu z kapturem na głowie. Niestety ich zgubił. Zastanowiłeś się co zrobić. Postanowiłeś zobaczyć ciała. Wychodząc wsunąłeś kartkę pod drzwi krasnoluda z informacją, że idziesz pozwiedzać miasto.
Udałeś się prosto do Garnizonu. Pod garnizonem miałeś nie miła rozmowę ze strażnikami. Ale jednak udało ci się dostać do celu. Pokój w jakim znajdowały się ciała nie był zbyt uroczy. Ale za to okropnie było w nim zimno. Uciąłeś pogawędkę z elfem a następnie obejrzałeś ciała. Rany były okropne. Miały one długość od kilku do kilkudziesięciu centymetrów w zależności od miejsc. Brzegi ran były poszarpane. Śladów po pazurach zawsze było cztery. Rany po zębach także nie dawały żadnych informacji. Z wyjątkiem tego, że ich sprawca jest bezlitosny i urodzony do zabijania. Poprosiłeś elfa o mapę, która ułatwi prowadzenie śledztwa. Podziękowałeś i wyszedłeś. Na powierzchni już było bardzo tłoczno i gwarno. Na oko ta wizyta zajęła ci grubo pond godzinę. Udałeś się z powrotem do karczmy aby podzielić się informacjami z towarzyszem.

Gezbert siedział przy stoliku i zamawiał już śniadanie dosiadłeś się do niego i także zamówiłeś coś do jedzenia, bo wyszedłeś o pustym żołądku. Przyjaciel zapytał się ciebie jak poszło ci zwiedzanie miasta.



Wanderwelt

Udałeś się za dowódcą. Wyprowadził cię z Garnizonu. Udaliście się do bocznego wejścia. Po krętych i śliskich schodach w dół dotarliście do żelaznych drzwi. Za nimi znajdował się korytarz pełen drzwi. Szedłeś się za swoim przewodnikiem. gdzieś w połowie korytarza zatrzymaliście się. Otworzył on drzwi po lewej stronie. W pokoju siedział elf spisujący notatki. Podniósł oczy i z uśmiechem przywitał kapitana. Kapitan przekazał mu, że jesteś z Kościoła i chcesz obejrzeć ciała. On niestety musiał was opuścić. Obowiązki.
- "Chodź za mną."- elf otworzył drzwi za sobą. Weszliście do zimnego pomieszczenia. W pokoju było dziesięć łóżek. Na każdym leżało ciało przykryte białym prześcieradłem. Na końcu pokoju były drzwi do kolejnej komnaty. -" Tu masz te ciała. Obejrzyj je. Ja będę u siebie. Mam jeszcze sporo roboty."- elf odszedł.
Obejrzałeś ciała. Na każdym byłym ślady pazurów na przeróżnych częściach ciała. Zawsze były cztery ślady. miały długość kilkunastu centymetrów z wyjątkami. Po zębach jedyny ślad jaki pozostał to rozszarpane gardła i klatki piersiowe. Pierwszy raz widziałeś coś takiego. Po ponad godzinie, bo tyle trwało obejrzenie zwłok, wyszedłeś cały przemarznięty na zewnątrz. zapytałeś się elfa czy cos wiadomo już. A on przecząco kiwnął głową. Zapytałeś się o kanały. Powiedział, że następnego ranka otrzymasz plan kanałów. Pozdrowiłeś go i pożegnałeś się. Rozejrzałeś się po mieście. ale twoje poszukiwania jakiejkolwiek poszlaki nie powiodły się. Było zbyt tłoczno i zbyt gwarno. szukanie czegokolwiek w dzień było szaleństwem. wróciłeś do domu. Z pod łóżka wyciągnąłeś miecz.
-"Jednak możesz mi się przydać."- powiedziałeś unosząc go do góry.




Estatos

-"Wchodzę w to."- rzekłeś do nieznajomego.
Mężczyzna siedział spokojnie nawet pomimo twojego zaskakującego wejścia. Na jego twarzy nie widziałeś oznak zmęczenia. Zastanawiałeś się czy on w ogóle sypia i czy w ogóle opuszcza ten pokój. Obserwowałeś ruchy jego rąk, dłoni. Bawił się bardzo ciekawym sztyletem.

Powoli skierowałeś wzrok na jego twarz. Kiedy wasze spojrzenia się spotkały, wbił sztylet w stół. miedzy wami nastąpiła rozmowa:
-"Postąpiłeś słusznie przyjacielu."
-"Na czym ma polegać ta współpraca?"
-"Spokojnie. Pierw może się przedstawię. Ja znam twoje imię i pozwól, że wyjawię ci moje. Nazywam się Yerik Nozorda i jestem koordynatorem specjalnej grupy powołanej do misji znalezienia zabójcy. Moim zadaniem jest kierowaniem tą grupą i werbowanie ludzi, którzy mogą się przydać,a ty jesteś jedną z nich."[/b]
-[b]"A więc Yeriku Nozorda nadal nie powiedziałeś na czym ma polegać nasza współpraca."

-"Jesteś w gorącej wodzie kąpany. Ale skoro tak nalegasz. Słuchaj uważnie: Wiesz już do czego nas powołano. W naszych szeregach jest tylko kilku magów. Mamy tylko jednego maga w terenie. Reszta moich ludzi to zwykłe zabijaki. Gdyby doszło do walki z istotami, które pałają się magią nie mają większych szans. Dlatego staramy się stworzyć drużyny, w których znajduję się choć jeden mag. Została utworzona dopiero jedna taka pięcio-osobowa grupa. Niestety jedna grupa to za mało. Dlatego dziś chce powołać kolejna grupę. Skoro tu jesteś to się na to zgadzasz. Pozwól, że przedstawię ci twoich towarzyszy. "

Wstał. Wyciągnął sztylet z blatu. Schował o pochwy przy prawym boku. Przeszedł koło ciebie. Otworzył drzwi. Nie wiedziałeś nawet kiedy się zamknęły. Puścił cię pierwszego. Na korytarzu udaliście się prawo. Minęliście czworo drzwi. Zatrzymaliście się przed piątymi. Te podziemia wydawały się nigdy nie kończyć. Otworzył drzwi i ponownie puścił cię przodem.
Pokój był w średniej wielkości. Na jego środku stał okrągły stół. Siedziały przy nim trzy osoby. Dwóch ludzi i ork.





Pierwszy człowiek przedstawił się jako Hakim. Jest on myśliwym. Mieszkał w Machet od urodzenia. Do tej grupy zakwalifikował się dzięki swoim umiejętnością tropienia zwierzyny. Następny przedstawił się jako Ron. Jest on zwykłym wojownikiem. Nie wyróżnia się on niczym szczególnym. Następnym który się przedstawił był ork o imieniu Gormak. Ten barczysty wojownik stawał się być głównym atutem tej grupy.
-"Są już prawie wszyscy. Brakuje nam tylko jednej osoby. Estatosie zasiądź przy stole koło innych."
Wykonałeś polecenie. Czułeś się nieswojo w tym towarzystwie.
-" Słyszę, że nadchodzi ostatni piąty członek."
Kilkanaście sekund później w drzwiach stanął... Saurus. Yerik kazał mu usiąść przy stole. Kolejny członek zasiadł przy stole.


Regeth

Z samego rana udałeś się do Gildii. Od twojego lokum do gildii było ponad czterdzieści minut drogi. Ale ty szedłeś o wiele dłużej. Przeszkadzali ci kupcy przybywający do Machet oraz jego mieszkańcy budzący się do życia. Po udręce jaką było dotarcie do celu udało ci się do niego dotrzeć. Przed Gildią nie było ruchu. Ale zanim wszedłeś do środka zostałeś zatrzymany.
-"Czego tu chcesz?"- powiedział elf wychodzący zza rogu.
-"Dowiedzieć się czegoś o tych zabójstwach."
-"Hahahaha!"- nieznajomy przestał się tępo śmiać.-" I ty myślisz, że nie należąc do Gildii otrzymasz jakiekolwiek informację?! Kto cię tu przysłał bo wątpię, że sam wpadłeś na taki pomysł?"
-"Nikt mnie tu nie przysłał. Pomagam Lordowi Elrondowi z jego prośby. Mam pomóc w odnalezieniu mordercy. I miałem nadzieję, że w tym miejscu dostane jakieś informacje."
-"Wybacz ale się mylisz. Tutaj możesz znaleźć tylko guza jak na razie. Skoro współpracujesz z Lordem Elrondem to powinieneś udać się po informacje do Garnizonu a nie tu. Radziłbym abyś tam się udał."
-"Dzięki za informacje"- oddaliłeś się z pod budynku Gildii i udałeś się do Garnizonu.
Droga zajęła tobie prawie tyle samo czas co droga z twojego lokum do Gildii. Pod Garnizonem zauważyłeś dwoje strażników. Podszedłeś do nich.
-" Wybaczcie. Jestem od Lorda Elronda. Mam pomóc w odnalezieniu zabójcy."
-"Kolejny!! To juz jest lekka przesada."- odwrócił głowę stronę towarzysza.-" Teraz twoja kolej. Zaprowadź go do sali rekrutacyjnej. widziałem jak mag wchodził, więc pewnie on tam będzie."
-"Dobrze. Niech ci będzie."- spojrzał się na ciebie.- "Chodź za mną"
Udałeś się za nim. Zaprowadził cię do bocznego wejścia. Po krętych i śliskich schodach zeszliście na dół. Na końcu były żelazne drzwi. Weszliście za nie. Światło było zbyt słabe abyś zobaczył coś więcej niż czworo drzwi po obu twoich stronach. Strażnik szedł prosto a ty udałeś się za nim. Jego kroki było słychać na całym korytarzu. Przy któryś drzwiach na prawo strażnik się zatrzymał.
-"To tutaj. Wystarczy, że tam wejdziesz. Ja już wracam. Życzę wam powodzenia o raz szczęścia, które wam się przyda."- strażnik zawrócił i zniknął ci z oczu. Chwyciłeś za klamkę i otworzyłeś drzwi. W środku zobaczyłeś troje ludzi elfa i orka. Człowiek, który jako jedyny stał rzekł do ciebie abyś usiadł. Uczyniłeś to.


Estatos i Regeth

Zostaliście się sobie przedstawieni. Yerik widząc, że ten rytuał dobiegł końca rozpoczął swoje przemówienie.
-" A więc jesteśmy w komplecie. Dla nie wtajemniczonych"- spojrzał na Regeth'a- "Właśnie stworzyliśmy kolejną grupę, której za zadaniem jest znalezienie i zlikwidowanie zabójcy". - Yerik zaczął krążyć wokół stołu nie przerywając wypowiedzi.- " Jesteście drugą grupą. Pierwszej nic nie udało się do tej pory ustalić. Miasto jest zbyt duże jak dla jednej grupy. Wy ich wspomożecie. Na pewno powstanie więcej grup. Ale na chwilę obecną nie mamy tylu ludzi. Ale nie o tym chciałem rozmawiać. Wróćmy do tematu. Każdy z was otrzyma opaskę. Będzie ona znakiem, że pracujecie dla mnie. Dzięki niej będziecie mieli wolny wstęp do Garnizonu oraz strażnic. Uzyskacie każdą informację jakiej zarządzacie. Pewnie interesuje was nagroda. Dla grupy, która przyniesie zabójce przeznaczona jest pieniężna nagroda 30 tysięcy sztuk złota na podział. To by było na tyle spraw organizacyjnych. Teraz ważniejsze rzeczy. Do tej pory zginęły 23 osoby. Wszystkie w nocy. Po ranach jakie otrzymali domyślamy się, że to jakaś mroczna bestia. Jest ona szybka bo ciała znajdujemy w wielkich odległościach od siebie. Zabija szybko bo patrole nie mogą zdążyć na czas nawet jeśli są tylko dwie ulice dalej. Niestety na razie tyle wiemy na ich temat. Reszta należy już od was. Ja mogę życzyć wam powodzenia. To wszystko z mojej strony panowie. Miłych łowów." -rzucił na stół pięć opasek. Były one niebieskie i miały na sobie symbol orła. Po czym opuścił pokój a wy razem z nim.

 
__________________
" Przyjaciel, który wie za dużo staje się bardziej niebezpieczny niż wróg, który nie wie nic."
GG 3797824

Ostatnio edytowane przez Buzon : 31-12-2009 o 11:35.
Buzon jest offline  
Stary 31-12-2009, 07:00   #9
 
Roni's Avatar
 
Myśliwy, wojownik, mag, jaszczur i ten...ork. Jak ja nienawidzę orków. Moja rasa wielokrotnie miała z nimi problemy. - Myślał Estatos. Ale nie mam wyboru. Muszę z nimi współpracować, aby pomścić siostrę.
Elf złapał jedną z opasek, założył na ramię i wyszedł za Yerikiem.
-"To od czego mamy zacząć? Gdzie rozpocząć poszukiwania? Najlepiej byłoby poszukać w nocy, mielibyśmy większe szanse na spotkanie bestii."- Zagadał Estatos. Czuł się okropnie w tej drużynie. Nie był przyzwyczajony do takiego towarzystwa. Zwykle zadawał się tylko z innymi elfami oraz magami.
-"Lecz na początek proponuję gdzieś się przejść, napić się i poznać.
 
Roni jest offline  
Stary 31-12-2009, 12:00   #10
 
andramil's Avatar
 
"A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien"


Śnił sobie słodko gdy nagle coś go zbudziło. Natrętne pukanie dziobem o szybę okna. Hibbo przeciągnął się teatralnie, podszedł do okna, podrapał się po głowę i spojrzał na kruka po czym powolnym ruchem otworzył jedno ze skrzydeł. Nagły, świeży podmuch powietrza wlał się do środka wraz z czarnym krukiem. Ten usiadł na stoliku i wzrokiem zbitego psa spojrzał na swego pana.
- Kraaa! Zimno! Głodny! Gałka! Gałka! Wołowa!
- Przegrałeś zakład. Gadaj cużeś tam obaczył.
- Kra! Gałka?
- Nie.
- Aleś ty okrrrrutny. No dobrrraa! Siedze ja sobie, marrrrzne okrrrrutnie, głodny, pić się chce...
- Hi hi. Myślisz że się nabiorę?
- No dobrrra. Jedynem com widział to jakiś futrrrrrrrrzak ciemny i goniący go człowiek. Tysz ciemny.

- Człek? Ułuchuchu! To nowina. Gonił go czy prowadził... Hi hi! Coraz fajniej to wygląda. Będzie ubaw! - rzekł niski jegomość po czym ubrał się w swe szaty, narzucił swój czarny, mroczny płaszczyk i wyszedł z pokoju. Jego chowaniec skoczył szybko ze stolika i wylądował mu na ramieniu. Taki ubaw miałby go minąć?

Hibbo stanął na chwilkę przed drzwiami swego kumpla. Wyjał kawałek papieru i naskrobał kilka słów:

Cytat:
Drogi Gezbercie,

Nie moge dłużnej czekać. Nadszedł czas na to by działać. Wiem, że zapewne się ze mną nie zgadzasz, jednak nie mogę powstrzymać tej energii która mnie rozpiera. Idę przejść się po mieście. Może kupię Ci jakąś pamiątkę? Przygotuj śniadanie dla nas obu. Wrócę niebawem.

Twój Hibbo
Po czym wsunął go pod drzwiami uważając by zrobić to maksymalnie cicho. Do stojacej opodal myszy wszamujacej jakieś ziarenko rzekł
- Ciiii. Tylko nie tup tak głośno przy Gezbercie. - Nie chciał by coś przeszkadzało w śnie brodatego człeka. Nie chciał też by krasnolud martwił się o niego. Schodząc na dół powiedział tylko karczmarzowi kilka słów.
- Nie bódźcie mego towarzysza. Miał wczoraj zły dzień i... głowa zapewne go boli. Jak by zszedł na dół dajcie mu kufel zimnego zsiadłego mleka. Ja niedługo wrócę.

Wyszedł na zewnątrz. Doszedł do wniosku, że nie będzie brał Konika. Przejdzie się. Miasto zaczynało budzić się do życia. Kupcy wystawiali swe towary na kramach, a dzieci wybiegały na dwór by w dzień doznać trochę uczucia bezpieczeństwa i zabawy. Niski człowieczek w końcu dotarł pod garnizon. Stało przed nim dwóch strażników opierających się o halabardy. śmiało podszedł do nich.
- Powitać, powitać. Miły dziś dzionek mamy. Zginał kto możne jeszcze wczorajszej nocy? - zagadał wesoło do dwóch gwardzistów.
- A kto ty jesteś, że śmiesz się o to pytać?! Hę? - odwarknął mniej wesoło jeden z ludzi.
- Ja? Chmmm... chcesz znać całe moje miano czy imię Ci wystarczy?
- Nie pyskuj!! Bo wylądujesz w Przedceli!! Jako szpieg!! - prawie krzyknął żołnierz popierając swe słowa mocniejszym chwytem na swej broni.
- Imię i czego chcesz!? - dodał drugi.
- Ułułułu. Jestem Hibbo. Chciałem obaczyć ciała zabijanych nocą. No wiecie... rany, jakieś zadrapania. - odrzekł im nie wzruszony i nie przejęty wrogością swych rozmówców.
- I co karle. myślisz, ze od tak ci powiem gdzie masz iść?! Hahahaha!!! Zabawny jesteś! - wyśmiał go w żywe oczy. Chyba nie często miał do czynienie z osobnikami rasy Hibba.
- Wracaj do domku i idź spać b widzę, że słonko grzeje w główkę. - dorzucił jego partner, ukrywając śmiech.
- A słonko! No tak - gnom grzebie sobie w kieszeni po czym wyjmuje odznakę - Takie słonko - pokazując dokładnie strażnikowi odznakę przynależności do Gildii.
Strażnik kiedy pierwszy raz usłyszał słonko podrapał się po głowie. Gdy obejrzał je dokładnie zlał się czerwonym rumieńcem.
- Kurwa! - jego kolega obok zaczął się śmiać. Już nie powstrzymywał się i prawie zwinął się w przypływie nagłego ataku chichotu.
- Zamknij się już... - uderzył lekko towarzysza w bok po czym oddał odznakę jej właścicielowi - No dobra czego chcesz?
- No, obejrzeć zwłoki. Szukam z moim kolegą...
- Kraa! - kruk potwierdził jego słowa
- ...tej bestyji co sobie stołuje tutaj. Hi hi i nawet chyba już wiem co to jest! Ale rany obaczyć muszę. - zakończył. - Prowadź do kostnicy. Hi hi.
- Pilnuj ja go zaprowadzę. - rzekł do towarzysza - A ty za mną.
Strażnik poprowadził starego łowcę do bocznego wejścia garnizonu i po kręconych schodach w dół. Schody dłużyły się małej postaci. Ich miejsce docelowe musiało być głęboko pod ziemią. Za żelaznymi drzwiami znajdował się niewielki korytarz. Kończył się kolejnymi wrotami. Weszli.
- A ten tu czego??!!- rzekł na biało ubrany elf siedzący za biurkiem w nie wielkim pomieszczeniu.
- Z gildii - sapnął strażnik
- Ehhhh. Dobra. Czego chcesz? - zapytał się. Coś te pytanie ostatnio zbyt często padało.
- No, obejrzeć zwłoki - powiedział po raz trzeci, a jego ptak znów potwierdził - no bo tej bestji szukam.
- Możesz już iść. Dalej sam się nim zajmę - rzucił do strażnika po czym tamten pokornie odszedł - Chodź. - wstał i otworzył drewniane drzwi za sobą.
- Macie już jakieś poszlaki? Dowody? Podejrzenia? - zapytał się gnom rozglądając się z ciekawością dookoła. - Ktoś szuka bestji oprócz nas?
- Oprócz was szukamy jeszcze my no i najemnicy. Niestety nie mamy nic prócz zwłok - w pokoju za nim na dziesięciu stołach leżały przykryte ciała. Na końcu pokoju były kolejne drzwi. Pokój oprócz pochodni na ścianach nie miał nic. Był tam strasznie zimno. Ziąb jaki tam panował przeszył gnoma niczym oddech białego smoka z krańców Lodowej Pustyni - Może wy coś macie? - zapytał
- Jeszcze nic... - skłamał gnom - chociaż... mam przeczucie. - podszedł do pierwszych zwłok i odkrył przykrycie. Chciał obejrzeć rany, zmierzyć ich głębokość, sprawdzić stopień rozszarpania i stwierdzić jaką bronią dało się zrobić takie rany. Elf nie przeszkadzał w tych oględzinach. Pod przykryciem leżała blond włosa elfka. Miała rozprute gardło. Głowę z resztą ciała trzymał tylko kręgosłup. Po krtani nie zostało śladu. Na piersiach miała ślady po czterech pazurach. Rany miały długość od czterech do siedmiu cali i na oko miały głębokość na dwa cale. Krańce ran były poszarpane. Widocznie pazury tego czegoś były dość tępe, ale siła uderzenia znaczna. "Detektyw" sprawdził też inne ciała. łącznie z denatami w innych salach było ich dwudziestu trzech. Były to różne osoby. Elfy, ludzie, kobiety i mężczyźni. Wiek też nie był ten sam. Potwór musiał atakować chaotycznie każdą napotkaną personę. Tylko jedno ich łączyło. Rodzaj ran. Mimo iż cięcia miały różne długości były wykonywane tym samym typem broni. Mogło to świadczyć albo o kilku mordercach różnego wzrostu bądź różnej odległości z jakiej atakował potwór.
- A inne ofiary? Znaczy konwencjonalne? Sztylety, bełty? Ilu zginęło odkąd pojawiła się ta bestia?
- Średnio umiera pięć może sześć osób na tydzień. Ale te ciała nie idą do nas. My nie zajmujemy się czymś za co nam nie płacą.
Ilość morderstw w tym mieście przeraziła Hibba. Już wiedział, że nie chce zamieszkać w tym miejscu.
- Ile osób widziało ciała, kto je znajdywał, kto je oglądał po zabraniu tutaj, czy tu zawsze tak zimno? - zaczął coś podejrzewać. Musiał się tylko upewnić.
- Uspokój się! powoli!! Ciała znajdywały przypadkowe osoby. Po zabraniu tylko ja mam prawo jako pierwszy je zbadać i nic niestety nie mogę wywnioskować prócz tego ze to jest bestia i zabija używając pazurów i kłów. Zimno? Tak zimno. Cały kompleks pokoi jest otoczony bariera zimna. Aby ciała nie zgniły.
- Dokąd idą ciała? Te inne znaczy się. Mam małe przeczucie... brrr zimno tu. Ale to tylko przeczucie.
- Do kościoła idą te które zginęły inną śmiercią niż te co tutaj leżą.
- Dobrze... Czy denaci byli jakimiś ważnymi osobami? Znaczy kapłanami, urzędnikami, kupcami?
- Nie oni są przypadkowi. Zginał tyko jeden kapłan. Reszta to zwykli mieszkańcy.
- Dobrze... W jakich godzinach stwierdzono zgony?
- Nocnych - spojrzał, że zdziwieniem na śledczego.
- A po rozkładzie ciał nie udało wam się stwierdzić czy miedzy dziesiąta, a północą, północą, a drugą czy też między drugą, a czwartą. Ludzie ginęli na ulicy czy w swoich domostwach też?
- Godziny są przeróżne. Ale bliskie północy. Ludzie umierali tylko i wyłącznie na ulicach miasta
- Dobrze... To na razie tyle. Albo nie... powiedz mi proszę ile jest zejść do kanałów, jeśli są. Zakładam, że ginęli na terenie całego miasta, a nie w określonych skupiskach. Czy była by możliwość dostarczenia prostej mapy miasta z zaznaczonymi miejscami zgonów? I z zaznaczonymi zejściami.
- Tak będzie. Wyślemy ją do Gildii. Kto ja ma odebrać??
- Hibbo Utekar Caredo Horo Illudo Handuro Almstith -
gnom wypiął dumnie pierś przedstawiając się - ewentualnie jego chowaniec, Kura - wskazał na kruka otulającego się piórami i trzeszczącego dziobem z zimna.
- Dobra, w skrócie Hibbo - po usłyszeniu nazwiska nadal wyglądał jakby miał zacząć skakać po ścianach i wydawać dziwne dźwięki. Na szczęście się powstrzymał - A więc postaram się je przekazać już jutro z samego rana.
- To będzie chyba już wszystko na dzisiaj. Proszę informować nas jak znajdziecie kolejne ciało, i miło by było gdybym je obejrzał nim ktokolwiek je ruszy z miejsca. A! I prawdopodobnie może wpaść tu taki rudobrody krasnal którego miano brzmi Gezbert. Powiedzcie mu, że ja tu byłem. - malutki starzec zaczął powoli zakrywać zmasakrowane ciała.
- Dobrze. A co do miejsca....Przykro mi ale nikt nie będzie szukał Ciebie w nocy abyś mógł zobaczyć ciało. My musimy pracować szybko i precyzyjnie
- No niech będzie. Bywaj. - odrzekł i ruszył w stronę wyjścia.

Na zewnątrz panowało milutkie ciepełko. Przynajmniej w porównaniu z temperatura kostnicy było wręcz upalnie. Na ulicach tłoczyło już się sporo ludzi. Hibbo całkowicie stracił poczucie czasu w podziemiach tutejszego garnizonu. Przeciągnął swe zamarznięte kości po czym ruszył w kierunku karczmy. Musiał podzielić się ze zdobytymi informacjami ze swym towarzyszem.
 
__________________
Why so serious, Son?
andramil jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:26.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172