Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-06-2007, 17:47   #1
 
Kolmyr's Avatar
 
Reputacja: 397 Kolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetny
[Storytelling] Pandemonium-Zacisze

Witam wszystkich w sesji za jakieś 15 minut podam wyniki rekrutacji i mam nadzieje że zaczniemy zabawę

Kilka podstawowych zasad. Dla czytelności proszę pisać myśli tak: "Zjadłbym coś" a wypowiedzi tak : -Zjadłbym coś- Za użycie emotikon nogi z... powyrywam to samo za animowanie świata czy npców Nie piszcie "wyrywam złemu lekarzowi głowę" bo mnie szlag trafi albo krew zaleje. Jeśli wymyślacie wizje swoich bohaterów to proszę bardzo byle nie przesadzać ja i tak trochę halunów wam dorzucę. Drugą osobowością rozdwojonej jaźni steruje ja i o "szale" psychopaty też ja podejmuje decyzje (ale może on na przykład rozwalić krzesło byleby nie próbował wszystkich pomordować). Moje gg: 3341370

Lista graczy:

Rekrutacja zakończona wybrałem sześciu graczy wszystkim dziękuje za zgłoszenia niestety kogoś musiałem odrzucić. A oto Ci których wybrałem do sesji:
Marok
Blacker
Nergala
Irrlicht
MigdaelETher
Labalve


 
__________________
To była dłuuuga przerwa... przepraszam wszystkich i ogłaszam oficjalnie... wróciłem !!!

Ostatnio edytowane przez Kolmyr : 03-06-2007 o 18:03.
Kolmyr jest offline  
Stary 03-06-2007, 18:07   #2
 
Kolmyr's Avatar
 
Reputacja: 397 Kolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetny
Pandemonium-Zacisze

Wiatr wśród drzew cicho szepcze coś w zapomnianym języku a ostatnie promienie słońca przedzierają się nad dachem budynku. Jest to jedno piętrowa budowla sporych rozmiarów (cześć główna oraz dwa skrzydła, wschodnie i zachodnie) utrzymana w dobrym stanie. Niedawno był przemalowany na spokojny beżowy kolor. Płaskie kolumny wskazują na styl klasycystyczny. Choć budynek wydaje się pochodzić z o wiele dawniejszych czasów a nawet nie z tego świata. Jedynie kraty w oknach nie komponują się zbytnio z resztą. No ale muszą tu być, w końcu to dom wariatów. „Azyl Zacisze” taka jest jego oficjalna nazwa. Żółty autobus właśnie zbliżał się do ośrodka. Nowi pacjenci… a może ofiary. Spóźniał się dwie godziny

”Przeklęte korki” delikatnie ujmował sprawę kierowca co chwile zerkając w lusterko. Wiedział że zastrzyk morfiny niedługo przestanie działać przez to opóźnienie. A przecież wiózł ze sobą prawdziwą sławę. Niejaki "Blacker". Paskudny typ … zasłynął w stanach mordując żonę, dzieci i kilkanaście innych osób z zimną krwią. No ale był Polakiem więc odesłali go do rodzinnego kraju bo ponoć „przyspieszy to proces leczenia”. Tyle że tu o wyleczeniu nie było prawie mowy... po prostu pozbyli się problemu. ”No nareszcie na miejscu” Pomyślał widząc metalową bramę z napisem „Zacisze Ośrodek dla umysłowo chorych”. Brama uchyliła się powoli skrzypiąc złowieszczo i autobus wjechał na podjazd. Wykręcił lekko i zatrzymał się bokiem przed głównym wejściem.

Na pacjentów czekała już ekipa powitalna. Dwóch lekarzy pierwszy podstarzały gość w okularach z dziwnym wyrazem twarzy i drugi przyjaźnie wyglądający wysoki trzydziestolatek. Dwoje sanitariuszy jeden gruby poważny brunet zaś drugi wysoki blondyn z wrednym uśmieszkiem. Ponadto oddziałowa i dwie pielęgniarki. Wszystkie strasznie sexowne w obcisłych służbowych kostiumach. ”Z taką to bym się zabawił”rozmyślał kierowca wlepiając gały w jedną z nich. Niestety kontemplacje przerwał mu starszy z lekarzy.

-Macie małe spóźnienie… Czy coś się stało?-spytał lekko zaniepokojony.

-Nie nic korki i tyle-uśmiechnął się lekko-Cała szóstka dojechała w całości – wyjął jakąś liste i zaczął czytać-Joanna Marszulik , Maciej Nowak , Łucja Wojtowicz , Piotr Beldowski , Łucja Kruk i… Krzysztof Backersen.- ostatnie nazwisko wypowiedział z drżącym głosem i dał lekarzowi listę do podpisania „odbioru”.

-Taaak… dziękuje bardzo może pan już jechać. Szerokiej drogi jak to mówią.- powiedział po złożeniu podpisu uśmiechając się przy tym w dziwny sposób.

Sanitariusze wyprowadzili z autobusu odzianych w kaftany pacjentów i wprowadzili ich do środka. Środki uspokajające działały jeszcze lecz pacjenci powoli odzyskiwali ich prawie trzeźwe myślenie. Autobus odjeżdżał gdy prowadzona jako ostatnia Joanna przekroczyła progi szpitala. Sala w której się znaleźli była dość obszerna. Troje drzwi na lewo, na prawo i na wprost prowadziły niewiadomo gdzie. Wszyscy dostrzegliście plan wiszący na prawo i coś na podobieństwo recepcji po lewej stronie. Obecnie przy telefonie zasiadała kolejna siostra równie ponętna jak pozostałe z tą różnicą że ta była ruda.

-Witajcie moi drodzy. Jestem doktor Martin Hanz ordynator tej renomowanej placówki.- mówił z wyraźnym niemieckim akcentem-Zajmujemy się niesieniem pomocy ludziom umysłowo chorym. Częstokroć ta pomoc wymaga długiego czasu i zawsze wymaga ciężkiej pracy zarówno ze strony lekarza jak i pacjenta ale jestem pewny że wszyscy opuścicie to miejsce zdrowi zarówno fizycznie jak i umysłowo. Chciałbym przedstawić wam część naszego personelu. Doktor Igor Baryka zajmuje się terapią grupową,-młodszy lekarz uśmiechał się do was dobrotliwie -siostra Iwona Perlicka jest przełożoną naszych pielęgniarek-wskazał na najstarszą z sióstr o obfitym biuście następnie skierował wzrok na grubego sanitariusza o kamiennej twarzy-I wreszcie Pan Marcin Tracz zwierzchnik sanitariuszy. Jesteśmy małym ośrodkiem psychiatrycznym lecz zasad należy przestrzegać niezależnie od liczby pacjentów. Mamy ścisły grafik: 7 00 pobudka 8 30 śniadanie 10 00 zajęcia w plenerze, zapewne widzieliście piękny park który jest częścią naszego szpitala , 12 00 terapia indywidualna, 15 00 obiad, 17 00 terapia zbiorowa, 19 00 kolacja i zajęcia praktyczne aż do 21 00 wtedy mamy ciszę nocną. Niestety jest już 5 po 21 więc spóźniliście się na kolacje. Zostaniecie więc odprowadzeni do swoich pokoi, życzę spokojnej nocy.

Zakończył swój przynudnawy wywód i udał się do drzwi na lewo a was trzech sanitariuszy (w międzyczasie pojawił się trzeci-blondyn średniej budowy) prowadziło na wprost. Maciej zdążył zauważyć kamerę filmującą wejście, po plecach przebiegł mu dreszcz. Lucy zaś dostrzegła małą rusałkę wielkości kolibra lecącą za doktorem. Weszliście do kolejnego pomieszczenia, równie sporego , w którym znajdowały się schody. Weszliście na górę i trafiliście na rozwidlający się korytarz. Sanitariusze prowadzili was na prawo potem zakręt znów w prawo i kolejne rozwidlenie tym razem poszliście na lewo. Korytarz mniejszy od pozostałych. Czworo drzwi na lewo i na prawo na wprost kolejne rozwidlenie. Zamknięto was w waszych nowych pokojach zdejmując przedtem kaftany po prawej stronie Łucja , Piotr , Joanna i Maciej zaś po lewej stronie w pierwszych dwóch Blacker i Lucy.

Pokoje były małe, bez okien, drzwi oczywiście zamknięte. Na ścianie świeciła się lampka osłonięta siatką. Niedaleko widać było wyłącznik. Poza tym łóżko krzesło i stół (bardziej stolik). Wszystko solidne i przykręcone do podłogi. Minęło jeszcze parę minut nim leki przestały działać…
 
__________________
To była dłuuuga przerwa... przepraszam wszystkich i ogłaszam oficjalnie... wróciłem !!!

Ostatnio edytowane przez Kolmyr : 03-06-2007 o 20:07.
Kolmyr jest offline  
Stary 03-06-2007, 18:43   #3
 
Irrlicht's Avatar
 
Reputacja: 74 Irrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znany
Joanna siedziała jakiś czas, oparta bezwładnie, skrępowana, gapiąc się tępo w białą ścianę. Czuła w ustach gorzki smak, pewnie efekt leków uspokajających. Zdarzenia ostatnich dni: napaść na tego policjanta, zbicie ją pałką, przytułek, zapakowanie do białego wozu - wszystko to jawiło jej się jako sny lub dziwne marzenia. Maligna i gorączka środków uspokajających.
Coś zaczęło się przejaśniać.
Nagle zapiekły ją oczy. Wzrok powoli odzyskiwał ostrość. Nigdy nie cierpiała leków uspokajających, chociaż na dworcu w Warszawie często były tym, co dawało niezłego kopa. Tylko zjazd bolał najbardziej...
I jeszcze jaśniej.
Gdzie ja, kurwa, jestem?
Nagle jej oczy stały się rozbiegane. Poznaje te ściany, ten typ ścian, ten typ pokoju. Była tu kiedyś. Dawno, dawno...
Z jej piersi wydarł się cichy krzyk.
- To szpital psychiatryczny... - stwierdziła oczywistość, głupio, mimo wszystko - spokojnie, jakby wcale nie krzyknęła wcześniej. Nagle uspokoiła się(wahania emocjonalne są powszechne u ludzi chorych psychicznie).
Wstała, rozejrzała się po pokoju. Sprawiło jej to niejaką trudność z powodu bolących rąk od kaftana bezpieczeństwa.
We łbie mi się poprzewracało od tych narkotyków. Ledwo trzymam się na nogach.
Podeszła do stołu, krzesła i zlustrowała je wzrokiem. Badała pomieszczenie uważnie, ignorując postępujące zmęczenie i ból oczu.
 

Ostatnio edytowane przez Irrlicht : 03-06-2007 o 18:54. Powód: - poprawy kosmetyczne
Irrlicht jest offline  
Stary 03-06-2007, 20:18   #4
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3642 Blacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputację
Blacker zarepetował karabin, wystrzelił. Kolejny żółtek padł w krwistoczerwone błoto. Helikoptery nie przylatują. Helikoptery nie przylatują. Wioska miała być spacyfikowana i mieli ich odebrać. A oni nie przylatują. Tak być nie może. Ma żonę i synka. Nie może tutaj umrzeć, nie może...

Celnie ciśnięty granat ochodził zapał Wietnamców. O nie. Tak łatwo się nie da. Przyjaciele zginęli, jemu zostały trzy kulki w magazynku i jeden granat. Chłodna lufa pistoletu przyciąga, wręcz prosi, by ją włożyć do ust i pociągnąć za spust. Jest... piękna

I znowu to samo. Brutalna świadomość, że to minęło. Helikoptery zdąrzyły. Sajgon nie stał się jego grobem. O nie. Gorzej. On sam stał się swoim grobem. On nie żyje. Umarł, wraz ze śmiercią swojej żony i synka. Co gorsze, śmierci którą sam spowodował. To było jak głaz, jak betonowe buty po wrzuceniu do wody. A może nawet jeszcze gorsze?

Świadomość znowu powoli wracała. Był w szpitalu. Szpitalu psychiatrycznym. To on potrzebuje szpitala psychiatrycznego? Szybko, niech mnie wezmą do lazatretu. Przecież ja jestem ranny, postrzelili mnie!

Nie. Nie postrzelili. To minęło. Tego już nie ma. Nie ma tego błagalnego wyrazu twarzy młodej chinki, którą zabił podczas jedej z akcji pacyfikacyjnych. Nie ma tego niemowlaka, w którego kołyskę trafił granatem.

Nie ma

Jest tylko on, ze swoim poczóciem winy i wyrzutami sumienia.

Sam

Wstał, powoli ociężale i zaczął skrobać paznokciami w drzwi. Ten przenikliwy dźwięk pomagał mu utrzymać się przy rzeczywistości. A tego teraz najbardiej potrzebował.

Wracała mu trzeźwość umysłu. Przecież ja nie jestem psycholem? Musieli mnie wrobić. Mnie, weterana. Nie chcieli, żeby ktoś znał prawdę. Tak, tak. Musieli go wrobić. Więc teraz on musi stąd uciec. Oni nie chcą go leczyć. Chcą mu zrobić pranie mózgu. Tak, tak! Chcą go omamić, ogłupić. Ale on się nie da. Umie walczyć. Umie zabijać. Umie tylko to. Umie aż to

Ostre narzędzie, cokolwiek. Nie da się wziąć. Opór jest bezsensowny, ale on się nie da. Nie ma broni. Ale umie walczyć

Zaczai się przy drzwiach, gdy będą wchodzić. Na pewno mają coś do obrony. Strzykawki z psychotropami! Tak, tak! Ogłuszy albo skręci kark pierwszemu, a drugiego naszpicuje psychotropami. Potem przebierze się w uniform i ucieknie! Tak! To jest myśl! Zemści się na mordercach swojej żony i dziecka. To musiał zrobić ktoś inny i go wrobić. Ale on się zemści!

Teraz chwilę odpocząć, a potem się przyczaić. To proste!
 
__________________
Make a man a fire, you keep him warm for a day. Set a man on fire, you keep him warm for the rest of his life.
—Terry Pratchett
Blacker jest offline  
Stary 03-06-2007, 21:12   #5
 
MigdaelETher's Avatar
 
Reputacja: 802 MigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwu
Łucja W.

Leżałam skulona na łóżku, w głowie słyszałam cichy szum, jakbym leżała na plaży a fale delikatnie omywały brzeg. Nie przypominam sobie, żebym wyjeżdżała nad morze?!pomyślałam. Otworzyłam oczy, wszystko zasnuwała mgła, powieki były jak z ołowiu, przez chwilę walczyłam z sennością. Było to ponad moje siły, dałam za wygraną i zapadłam w płytką drzemkę. Śniło mi się moje mieszkanie, po ścianach spływała czarna, cuchnąca ciecz, lampy żarzyły się przytłumionym światłem. Z przerażeniem spojrzałam w duł, breja sięgała mi już kolan. Zaczęłam miotać się po pokoju, nic to jednak nie dało, poziom cieczy stale się podnosił, lęk narastał we mnie, wpadłam w panikę.Po chili całe pomieszczenie było zalane. Desperacko walczyłam o oddech, smolista substancja wdzierała mi się do ust i nosa, tonęłam.

-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!-obudziłam się z krzykiem.

Zerwałam się z łóżka, białe ściany, łóżko,stolik!?Gdzie ja jestem!?zastanawiałam się gorączkowo.Nagle spojrzałam na swoje ręce, nadal czułam na nich odrażająca ciecz, ubranie, moje rzeczy były brudne!
Zaczęłam zdzierać z siebie ubranie, podarłam je na strzępy. Zaczęłam ścierać z siebie maź, z rąk, nóg, brzucha, piersi.

-Wodę, dajcie mi wodę, muszę się umyć!-krzyczałam nie przerywając szorowania, dłonie jeszcze dłonie są BRUDNE!
 

Ostatnio edytowane przez MigdaelETher : 03-06-2007 o 21:25.
MigdaelETher jest offline  
Stary 03-06-2007, 22:02   #6
 
Marok's Avatar
 
Reputacja: 472 Marok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnieMarok jest jak niezastąpione światło przewodnie
Maciej okrutnie dziwnie się czuł. "Oni mnie śledzą. Wiem o tym. Są tu i tam. Napewno mają kamery. Och taak... Widziałem tam w korytarzu. A to miała być misja w pięknym apartamencie. No cóż. Poradzę sobie i tu." Środki uspokajające rozpłynęły się po organizmie, a ich skutki minęły.

-Wiem, że mnie śledzicie. Nie dostaniecie mnie. Nie dam się. Zaraz zniszczę wszystkie środki komunikacji was i nas. Zostanę tylko ja i moja agencja- szeptał. Po chwili przeszukał cały swój "apartament". Pod łóżkiem, stołem, krzesłem, w kątach podłogi i sufitu, w swoim ubraniu. Nawet w gwoździach przytwierdzających rzeczy. Obszukał też lampkę. Zadowolony z pracy (udanej czy nie) usiadł na krzesełku. "Napewno ściany sącienkie, a za nimi pełno mikrofonów. To bardzo prawdopodobne. Okrutnie się cieszę, że praca udana. Nie mogę wytrzymać. Oni mnie obserwują, znają moje myśli. Wiedzą o mnie wszystko oprócz tego, że wiem o nich. Okrutna to prawda, ale ja o nich wiem!" Po chwili zaczął opukiwać ściany (echo oznacza, że są cienkie i wtedy zaczyna w nie walić z pięści z całej siły by się przebić), podłogę, a nawet sufit. Po chwili szepnął do swego stroju -Obszukałem apartament. Biedni są, ale mam nadzieję, że wyżywienie dobre. Jeszcze nie skończyłem pracy. Bez Odbioru.-
 
Marok jest offline  
Stary 03-06-2007, 22:18   #7
 
Kolmyr's Avatar
 
Reputacja: 397 Kolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetnyKolmyr jest po prostu świetny
Krzyk Joanny, krzyk Łucji, krzyki innych pacjentów… to miejsce na pozór ładnie utrzymane, w ładzie i porządku, budziło grozę. I jeden krzyk wzbijający się ponad inne… niczym gołąb wzbijający się na wolność z miejsca tak okropnego jak to.

-Uuuuuuuuuuuuaaaaaaaaaaaaaauuuuuuuuuuuuuuuuaaaaaaaa aa…..-niczym dźwięk syreny wycie wbijało się w waszą podświadomość.

Któryś ze starczych rezydentów szpitala darł się w niebogłosy słychać go było chyba w całym budynku. Dźwięk był cholernie irytujący ale z drugiej strony w pewnym sensie uspokajał. Wpadliście niemal w trans.

Blacker bujał się siedząc po turecku w przód i tył dysząc przy tym głośno. Był zły… Nie! Był wściekły ! Dorwać tych gnoi którzy mu to zrobili.

Łucja zwolniła trochę szorując swoje nagie ciało (swoją drogą wyglądała przy tym całkiem podniecająco) ”Brud… muszę się go pozbyć…” . Wycie ją uspokajało czuła się prawie normalnie… była prawie czysta…

Joanna rozglądając się po pokoju zauważyła jedynie że nie ma tu całkowicie nic ciekawego. Wycie przykuło również jej uwagę. Słodki dźwięk usypiał ją… głowa stawała się ciężka… po chwili zasnęła a na jej miejsce obudziła się Beata. Rozejrzała się nerwowo po pokoju i od razu wlazła pod stół. Pogrzebała coś przy nim a potem wlazła pod łóżko. Po chwili usiadła na nim i znów pojawiła się Joanna wycie nie ustawało.

Maciej dostrzegł coś dziwnego pod łóżkiem. Tuż przy rogu, w ścianie była szczelina. Niewielka lecz z pewnością zrobiona przez człowieka. Sięgnął do ej wnętrza i poczuł coś gładkiego i drugą rzecz zimną i metaliczną. Wyciągnął obie. Mała karteczka i jakiś tępy gwóźdź(zapewne narzędzie którym wykonano otwór. Na kartce było coś napisane czymś czerwonym (krwią ?)

„Oni tu są… chcą wypić ze mnie moją energie… mają długie słomki i piją przez nie mój mózg… odetnij ręke-odrośnie… ugryź-złamiesz ząb… tylko kryształowy miecz może ich zabić ale ja go nie mam… idą już po mnie… chcą M…” tu notatka się urywała.

”Znalazłem tajną wiadomość”schował kartkę do kieszeni tak samo jak gwóźdź. Zadowolony z pracy (udanej czy nie) usiadł na krzesełku. "Napewno ściany sącienkie, a za nimi pełno mikrofonów. To bardzo prawdopodobne. Okrutnie się cieszę, że praca udana. Nie mogę wytrzymać. Oni mnie obserwują, znają moje myśli. Wiedzą o mnie wszystko oprócz tego, że wiem o nich. Okrutna to prawda, ale ja o nich wiem!" Ryk go uspokajał.

Drzwi korytarza otworzyły się gwałtownie. Co najmniej dwie osoby weszły przez nie i szybkim krokiem zmierzały w kierunku hałasu. Znów dźwięk otwieranych drzwi tym razem cichszy i jeszcze jakiś huk (od uderzenia ? ) i wycie ustało. Kroki. Sanitariusze wracali nagle zatrzymali się przy drzwiach do pokoju Blackera.
-Zaraz zaraz… dałeś mu zastrzyk? Ten psychol musi dostać coś na uspokojenie tak mówił szef…

[i]-Nie dałem.{/I]

-To co tu jeszcze stoisz kretynie? spieprzaj po strzykawkę!!!- Blacker usłyszał kroki oddalającego się sanitariusza najwyraźniej szedł on po jakieś psychotropy.
 
__________________
To była dłuuuga przerwa... przepraszam wszystkich i ogłaszam oficjalnie... wróciłem !!!
Kolmyr jest offline  
Stary 03-06-2007, 23:18   #8
 
Nergala's Avatar
 
Reputacja: 352 Nergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skałNergala jest jak klejnot wśród skał
Lucy, Łucja Kruk

Dziewczyna siedziała na łóżku, z kolanami przyciągniętymi do brody. Rozglądała się po białym pokoju. Wszystko przykręcone...

Jestem wariatką... Ale... Czemu? A może to urojenie? Nie... A gdzie ta rusałka? Ona była taka słodziutka... Porozmawiałabym z nią... Nie lubię być sama...

-NIE LUBIĘ BYĆ SAMA!! - wykrzyknęła z całych sił.

Wstała i przeszła się po pokoju, dotykając dłonią przedmiotów. Podeszła do drzwi, zsunęła się po nich i znów przyciągnęła kolana do klatki piersiowej.

-Słyszy mnie ktoś? Nie chcę być sama... Niech ktoś się odezwie...
 
__________________
Sore wa... Himitsu desu ^_~
Nergala jest offline  
Stary 04-06-2007, 14:20   #9
 
Irrlicht's Avatar
 
Reputacja: 74 Irrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znanyIrrlicht wkrótce będzie znany
Joanna Marszulik #2

Ocknęła się, zdezorientowana, po zamianie świadomości.
Przez chwilę spoglądała na siebie, jakby nie dowierzając, dziwiąc się. Nagle, przeczucie tego, co się stało, poraziło ją.
- To ona...
Gwałtownie rzuciła się w stronę drzwi. Wrzeszczała. Uderzyła w nie ramieniem, lecz te pozostały niewzruszone. Natychmiast natarła na nie ponownie.
- Zabijcie ją! - wrzeszczała, starając się sforsować drzwi. -Nie pozwólcie jej mnie zabrać! Nie pozwólcie jej znowu wyjść!
Dyszała ciężko. Ciągle łomotała w drzwi, kopiąc lub nawet drapiąc, mimo łamiących się paznokci. Dziki grymas wstąpił na jej twarz, oczy spojrzały dziko na nie dające się wyważyć drzwi.
- NIE POZWÓLCIE JEJ MNIE ZABRAĆ!!! - zawyła z całych sił, po czym upadła na kolana przed drzwiami.
- Nie pozwólcie... - szeptała rozpaczliwie, kołysząc się w przód i w tył. -Nie pozwólcie... Błagam... BŁAGAM!!!
Wraz z narastającym krzykiem w jej piersiach po raz kolejny zaatakowała drzwi. Wydawało się, że tym razem kompletnie opanował ją szał - zaczęła walić głową w drzwi.
Nie tym razem... Nie pozwolę ci...
Wrzaski, szepty i łkania przetaczały się raz po raz w ciasnej klitce.
 
Irrlicht jest offline  
Stary 04-06-2007, 15:38   #10
 
MigdaelETher's Avatar
 
Reputacja: 802 MigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwuMigdaelETher jest godny podziwu
Monotonny dźwięk działa kojąco, wypiera wszystkie myśli z mojej głowy, błogi szum.Siadam pod ścianą, kiedy moje nagie plecy dotykają zimnego tynku wstrząsa mną dreszcz.Rozglądam się uważnie po pokoju.Na podłodze leżą porozrzucane resztki mojego ubrania.Wstaję i zaczynam je zbierać.Po kolei najpierw wygładzam je dłonią a potem składam dokładnie w kostkę. Ostatnim skrawkiem dokładnie ścieram stół, kiedy osiągam zadowalający mnie stan czystości układam na nim poskładane strzępy w trzech równych kupkach. Potem kolej na podłogę, wycieram ją dokładnie, cal po calu. Jeszcze łóżko, trzeba je porządnie zasłać, w ferworze sprzątanie nie czuję chłodu.Od razu lepiej, patrzę zadowolona.Dopiero teraz dociera do mnie, że jestem naga. Zażenowana okrywam się prześcieradłem z łózka. Podchodzę do drzwi, słyszę głosy na korytarzu. Delikatnie pukam.

-Proszę czy ktoś mógł by mi pomóc, proszę jest mi zimno, ja wogóle nie powinnam tu być.
 

Ostatnio edytowane przez MigdaelETher : 04-06-2007 o 16:56.
MigdaelETher jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:16.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169